Dodaj do ulubionych

LWW Jaki wpływ mają rodzice na działania szkoły

02.03.11, 09:24
Dopiero zaczynam poszukiwania, ale nawet jeśli to jest łatwe, może uda się tu zebrać jakieś interesujące pomysły, które potem szybko wcielę w życie :):)
Nie chodzi o czepianie się dla czepiania. rozumiem, ze nie jestem w stanie wpłynąć na sprawdzanie kompetencji nauczycielek i zmusić ich do zmiany metod prowadzenia zajęć. z tym się pogodziłam. Ale gdyby w mojej szkole ulepszyć parę rzeczy, byłaby znośna. Tylko jak ;-|
1. szafki dla dzieciaków, albo remont szatni? Skad się na to bierze pieniądze? może są jakies organizacje? A jeżeli zebrać od rodziców, to jak "zmusić" dyrektora do zamówienia i zamontowania?
2. wyposażenie świetlicy - jw (te panie mogłabym zamordować.. Albo chociaż im nogę podstawić na przerwie, brrr)
3. wychodzenie ze szkoły w sensie spacerów - moje zaprzyjaźnione przedszkolaki mieszkające w UK codziennie czy deszcz czy wiatr czy słońce są na spacerze. Mają w szatni kalosze, płaszcze przeciwdeszczowe, ciepłe spodnie. A u nas śnieg gryzie, bo to jest brudne, wiatr powoduje choroby .. (Wiem, ze są szkoły prywatne z mądrym i życiowym podejściem, ale dla mnie niedostępne.)
4. zlikwidować ławki w klasach 1-3...
Obserwuj wątek
    • sharteel Re: LWW Jaki wpływ mają rodzice na działania szko 02.03.11, 11:50
      Generalnie rodzice mogą mieć bardzo duży wpływ na działania szkoły, tylko na ogół dają się zbyć, przestraszyć, itp., itd., eufemistycznie mówiąc, przekonać.
      Jak najbardziej można wpłynąć także na sprawdzanie kompetencji nauczycieli :-) W zasadzie to jest nawet łatwiejsze niż zdobywanie pieniędzy na remonty ;-) Bo jest, brutalnie mówiąc, nadpodaż nauczycieli, a pieniędzy w budżetówce za to - niedobór.
      Wychowawca, żeby pójść do dyrekcji z problemem, musi mieć "podkładkę" w postaci skarg bądź petycji rodziców. Dyrektor, żeby mieć argumenty wobec instytucji nadrzędnych, musi mieć podkładkę
      w postaci skarg bądź petycji rodziców. Rodzice zwykle wolą się nie skarżyć i nie domagać, żeby nauczyciele nie odgrywali się na ich dzieciach. Taki zaklęty krąg.
      Najlepiej próbować stworzyć rodzaj sojuszu - można najpierw wśród rodziców, i wciągać w to kolejnych nauczycieli, dyrekcję też. Póki będziesz myśleć, że dyrekcja i nauczyciele są Twoimi wrogami, nic nie zdziałasz ;-)



      • anna-pia Re: LWW Jaki wpływ mają rodzice na działania szko 02.03.11, 13:04
        Sharteel się rozpisała, więc ograniczę się do poparcia, gdyż ma rację.
        :)
    • metia Z ciekawości zapytam... 02.03.11, 12:00
      ...dlaczego chcesz likwidować ławki z klasach I-III? Czym taka szkoła będzie się wtedy różnić od przedszkola/zerówki?
      • anna-pia Re: Z ciekawości zapytam... 02.03.11, 13:03
        metia napisała:

        > ...dlaczego chcesz likwidować ławki z klasach I-III?

        Bo te małe cholery nie zawsze są w stanie wysiedzieć 45 minut na tyłku. Niektóre są grzeczne i siedzą, inne jeszcze do tego nie dorosły, a inne mają nadpodaż energii.

        > Czym taka szkoła będzie się wtedy różnić od przedszkola/zerówki?

        Programem nauczania.
        • diuszesa Re: Z ciekawości zapytam... 02.03.11, 13:11
          Ja tam bym ławek nie likwidowała, bo jak małe cholery będą się uczyć pisać, to chyba lepiej, żeby robiły to w ławce i z odpowiednim oparciem, niż gdzieś na kolanach. Jestem za tym, aby po prostu podzielić salę na częśc z ławkami i część dywanowo-poduchową. Wtedy dzieci miałyby odmianę - raz siedzimy w ławkach, a raz na poduszkach. No, ale to nie zawsze jest łatwe ze względów logistycznych i finansowych, niestety...
          • arwena-g Re: Z ciekawości zapytam... 02.03.11, 13:42
            Moje dziecię już licealista, ale gdy zaczynał podstawówkę, więc dobre kilka lat temu, to w klasach 1-3 mieli podzielone sale właśnie na część ławkową i "dywanową"
          • jul-kaa Re: Z ciekawości zapytam... 02.03.11, 14:54
            Popieram wypowiedzi na temat części ławkowej i części dywanowej. Likwidacja lawek to średni pomysł.
          • kotwtrampkach Re: Z ciekawości zapytam... 03.03.11, 09:09
            diuszesa napisała:

            > Ja tam bym ławek nie likwidowała, bo jak małe cholery będą się uczyć pisać, to
            > chyba lepiej, żeby robiły to w ławce i z odpowiednim oparciem, niż gdzieś na ko
            > lanach

            mogłyby być stoliki, jak w zerówkach, jak na amerykańskich filmach (nie lubię porównań do stanów, nie podoba mi sie idea amerykańskiej szkoły, ale plusów nie mogę niezauważyć..)
            • metia Re: Z ciekawości zapytam... 03.03.11, 11:55
              kotwtrampkach napisała:
              głyby być stoliki, jak w zerówkach, jak na amerykańskich filmach (nie lubię p
              > orównań do stanów, nie podoba mi sie idea amerykańskiej szkoły, ale plusów nie
              > mogę niezauważyć..)

              Ok, stoliki były fajne. Tylko, że mają ta wadę, że połowa dzieci przy stoliczku siedzi tyłem do tablicy. A na tablicy w klasach 1-3 bardzo dużo się pisze.

              Poza tym sama napisałaś - jak w zerówkach. Ale szkoła, to już nie przedszkole i nie zerówka, to etap wyżej. I dlatego moim zdaniem powinno się wprowadzić etap dyscypliny więcej, tzn. przyzwyczajać dzieci do siedzenia w ławce. Nie mówię, że od razu bite 45 min., bo na poczatku to niemożliwe, ale stopniowo do tego dążyć. Tak, żeby dziecko w czwartej klasie było w stanie te 45 min. wysiedzieć i miało dzięki temu mniejszy "szok" po przejściu z nauczania zintegrowanego do normalnych lekcji.
              • kotwtrampkach Re: Z ciekawości zapytam... 03.03.11, 14:46
                metia napisała:

                > Poza tym sama napisałaś - jak w zerówkach. Ale szkoła, to już nie przedszkole i
                > nie zerówka, to etap wyżej

                odkąd w pierwszych klasach są sześcioletnie dzieci, to jest im bliżej do zerówki niż kiedyś..
                To co piszesz, skłania do stwierdzenia - w przedszkolu było fajnie, w szkole trzeba cierpieć, szkoła jest nieprzyjemna, tu nic dobrego CIę nie spotka. A potem rodzice sobie próbują poradzić z nerwica szkolną, zniechęceniem.
                Sama piszesz STOPNIOWO. Na stopniowe przyzwyczajanie do siedzenia nieruchomo są trzy lata.. A w znanej mi szkole były dwa miesiące :-|

                Ja cały czas mam w głowie taką definicję czym jest niedostosowanie społeczne, że są dwa rodzaje - nadmiernie agresywni ludzie i nadmiernie spokojni. Panie w szkole lubią takie niedostosowane dzieciaki i wzmacniają to u nich, nagradzają szare myszki..
                • anna-pia Re: Z ciekawości zapytam... 03.03.11, 17:07
                  kotwtrampkach napisała:

                  > Ja cały czas mam w głowie taką definicję czym jest niedostosowanie społeczne, ż
                  > e są dwa rodzaje - nadmiernie agresywni ludzie i nadmiernie spokojni. Panie w s
                  > zkole lubią takie niedostosowane dzieciaki i wzmacniają to u nich, nagradzają s
                  > zare myszki..

                  I grzeczne niunie wszelkiej maści i kolorytu.
                  • pitupitu10 Re: Z ciekawości zapytam... 03.03.11, 18:47
                    anna-pia napisała:

                    > kotwtrampkach napisała:
                    >
                    > > Ja cały czas mam w głowie taką definicję czym jest niedostosowanie społec
                    > zne, ż
                    > > e są dwa rodzaje - nadmiernie agresywni ludzie i nadmiernie spokojni. Pan
                    > ie w s
                    > > zkole lubią takie niedostosowane dzieciaki i wzmacniają to u nich, nagrad
                    > zają s
                    > > zare myszki..
                    >
                    > I grzeczne niunie wszelkiej maści i kolorytu.

                    Nie no, zgłaszam sprzeciw! Co jest nie tak w szarych myszkach i grzecznych niuniach? Czy dzisiaj każdy musi być elo joł superkul przebojowy?
                    • anna-pia Re: Z ciekawości zapytam... 03.03.11, 23:03
                      pitupitu10 napisała:

                      > Nie no, zgłaszam sprzeciw! Co jest nie tak w szarych myszkach i grzecznych niun
                      > iach? Czy dzisiaj każdy musi być elo joł superkul przebojowy?

                      Grzeczne myszki i niunie wyrastają albo na duże niunie, albo na wredne baby (vide moja skromna osoba). Generalnie łobuzy są łatwiejsze, bo wiadomo, co i jak, a taka mysz to ni za cholerę nie wiesz, czy naprawdę jest myszką, czy właśnie judzi łobuza.
                    • kotwtrampkach Re: Z ciekawości zapytam... 04.03.11, 09:42
                      pitupitu10 napisała:

                      > Nie no, zgłaszam sprzeciw! Co jest nie tak w szarych myszkach i grzecznych niun
                      > iach? Czy dzisiaj każdy musi być elo joł superkul przebojowy?

                      nie musi. Złe jest dopiero, kiedy dziecko jest za bardzo wyyciszone, kiedy nie potrafi się odezwać, kiedy paraliżuje go niemoc w sytuacji, gdy powinno zabrać głos, kiedy nie ma chęci ani energii na integrację z grupą.
                      Grzeczne niunie są ok, jeżeli to wynika z ich potrzeby i temperamentu. I jest ok, ze mają jedną psiapsiułkę, z którą umieją się porozumieć.
                      Ale szare myszki wtapiają się w szary kurz, są ignorowane przez grupę, są samotne, są niezauważone, mnie ćwiczą stawania przed grupą i znoszenia wzroku innych osób - po jakimś czasie spojrzenia przerażają. I wtedy mamy do czynienia z dzieciakiem, które ma wiedzę a nie potrafi udzielić odpowiedzi. Które dostaje dwóję, chociaż wszystko wiedziało. Któe mdleje ze strachu przed sprawdzianem. A to już nie jest dobre.
                • sharteel Re: Z ciekawości zapytam... 05.03.11, 14:32
                  > Panie w s
                  > zkole lubią takie niedostosowane dzieciaki i wzmacniają to u nich, nagradzają s
                  > zare myszki..

                  Unikałabym generalizowania. Nauczyciele mają różne osobowości, i zdarzają się też tacy, którzy lubią łobuzów ;-) Spotkałam takich całkiem sporo :-) Szare myszki mają u nich przechlapane ;-)
                  • anna-pia Re: Z ciekawości zapytam... 05.03.11, 16:18
                    sharteel napisała:

                    > Unikałabym generalizowania. Nauczyciele mają różne osobowości, i zdarzają się t
                    > eż tacy, którzy lubią łobuzów ;-) Spotkałam takich całkiem sporo :-) Szare mysz
                    > ki mają u nich przechlapane ;-)

                    To też źle. Szare myszki trzeba wyciągać z kąta, a nie jeszcze głębiej tam wpychać.
                    • sharteel szare myszki 15.03.11, 12:41
                      anna-pia napisała:

                      > To też źle. Szare myszki trzeba wyciągać z kąta, a nie jeszcze głębiej tam wpyc
                      > hać.

                      Pewnie, że źle. Inna strona tego samego zjawiska.
        • metia Re: Z ciekawości zapytam... 02.03.11, 13:49
          anna-pia napisała:
          >
          > Bo te małe cholery nie zawsze są w stanie wysiedzieć 45 minut na tyłku. Niektór
          > e są grzeczne i siedzą, inne jeszcze do tego nie dorosły, a inne mają nadpodaż
          > energii.
          Nie są w stanie, ale kiedyś muszą się nauczyć. Łatwiej zacząć tę naukę w wieku lat 7, niż 11, w klasie IV. Plus są metody na rozładowanie energii podczas lekcji, np. w formie ćwiczeń śródlekcyjnych.
          >
          > > Czym taka szkoła będzie się wtedy różnić od przedszkola/zerówki?
          >
          > Programem nauczania.
          >
          Nie bardzo wyobrażam sobie, jak można realizować szkolny program nauczania bez ławek. Jak dzieci mają nauczyć się pisać, czytać, porządnie rysować? Przecież nie na dywanie.
          Poza tym w znanych mi szkołach podstawowych w kl. I-III (a znam ich sporo, moja mama jest nauczycielką nauczania podstawowego), w klasach jest część z ławkami i część bez ławek, z dywanem/pufami, gdzie dzieci mogą się bawić, odpocząć, kiedy wcześniej zdążą wykonać dane zdanie.

          A tak abstrahując od wszystkiego - mam wrażenie, że w szkole jest coraz więcej zabawy, a coraz mnie szkoły. Sorry, ale szkoła nie jest do zabawy. Dzieciaki muszą mieć czas, żeby nauczyć się, jak się uczyć - tu trzeba zaczynać wcześnie, nie w gimnazjum. Ja już w tej chwili mam studentów, którzy nie potrafią przeczytać więcej jak 20 stron książki i nauczyć się 200 słówek (za to śiwetnie kopiują z internetu). Wypracowanie na 500 słów to też problem - bo pisali na 250. Nie mówiąc już o tym, że przyszli filolodzy nie znają części mowy i części zdania! Z tego, co pamiętam, to za moich czasów uczyli tego już w kl. I-III i jakoś wszyscy przeżyli.

          Ja rozumiem, że zachodnie standardy, że reforma edukacji, ale jedyne, co obserwuję w efekcie, to drastyczny spadek tzw. wiedzy ogólnej. I martwi mnie to bardzo, bardzo.
          • turzyca OT nauka czytania 02.03.11, 15:03
            Ja już w tej chwili mam studentów, którzy nie potrafią przeczyt
            > ać więcej jak 20 stron książki i nauczyć się 200 słówek (za to śiwetnie kopiują
            > z internetu).


            Mnie do tej pory fascynuje czemu w Polsce nauka czytania jest traktowana per ostatnia noga. To przeciez jedna z najwazniejszych umiejetnosci wspolczesnego czlowieka.
            • anna-pia Re: OT nauka czytania 02.03.11, 15:35
              turzyca napisała:

              > Ja już w tej chwili mam studentów, którzy nie potrafią przeczyt
              > > ać więcej jak 20 stron książki i nauczyć się 200 słówek (za to śiwetnie k
              > opiują
              > > z internetu).

              > Mnie do tej pory fascynuje czemu w Polsce nauka czytania jest traktowana per os
              > tatnia noga. To przeciez jedna z najwazniejszych umiejetnosci wspolczesnego czl
              > owieka.

              Jak ktoś chce się nauczyć, to się nauczy, a reszta jak nie zechce, to nie będzie czytać i już. I to nie dotyczy tylko Polski.
              • turzyca Re: OT nauka czytania 02.03.11, 15:59
                > > Mnie do tej pory fascynuje czemu w Polsce nauka czytania jest traktowana
                > per os
                > > tatnia noga. To przeciez jedna z najwazniejszych umiejetnosci wspolczesne
                > go czl
                > > owieka.
                >
                > Jak ktoś chce się nauczyć, to się nauczy, a reszta jak nie zechce, to nie będzi
                > e czytać i już. I to nie dotyczy tylko Polski.

                No oczywiscie, ale... ale ja mialam 5 godzin "czytania" tygodniowo. Czytania, ktore bylo niezalezne od nauki jezyka ojczystego, bo ta zajmowala sie ortografia, gramatyka i innymi takimi (i byla nauczana w podobnym wymiarze). I u mnie tamten przedmiot procentuje do tej pory, zarowno jesli chodzi o tempo czytania jak i umiejetnosc analizy tekstu. Do tego doszly umiejetnosci, ktorych uczy sie w kontekscie egzaminow jezykowych, a ktore umozliwiaja szybka orientacje w tekscie i wylapywanie potrzebnych informacji bez czytania calosci. No faktycznie mozna sie nauczyc, tylko trzeba miec szczescie i czasem wylozyc na to kase.
                Ja mam szczescie i jestem dzieckiem z rodziny inteligenckiej, w ktorej sie na to kladlo nacisk. A moim zdaniem to sa umiejetnosci, ktorych powinno byc uczone kazde dziecko. Bo one sa niezbedne w codziennym zyciu.
                • jul-kaa Re: OT nauka czytania 02.03.11, 16:26
                  Już kiedyś pisalam, że w czasach wczesnolicealnych miałam chłopaka, który uczył się w technikum. I mieli tam głośne czytanie na ocenę. Szokowało mnie to wtedy. Teraz już nie szokuje :(
                  • kotwtrampkach Re: OT nauka czytania 03.03.11, 09:12
                    jul-kaa napisała:

                    > Już kiedyś pisalam, że w czasach wczesnolicealnych miałam chłopaka, który uczył
                    > się w technikum. I mieli tam głośne czytanie na ocenę. Szokowało mnie to wtedy
                    > . Teraz już nie szokuje :(

                    ale głośne czytanie niewiele ma wspólnego z rozumieniem tekstu - albo ja się mylę?

                    Przy współczesnym zalewie informacji ważne jest czytanie ze zrozumieniem, nie samo czytanie - to pozostawmy aktorom i pasjonatom.. Przecietny człowiek powinien wiedzieć CO czyta, dobrze jak umie zerknąć na tekst i wiedzieć o czym jest, czy warto sie zagłębiac w lekturę..
                    • jul-kaa Re: OT nauka czytania 03.03.11, 09:30
                      kotwtrampkach napisała:
                      > ale głośne czytanie niewiele ma wspólnego z rozumieniem tekstu - albo ja się my
                      > lę?

                      Zależy, czego się wymaga. Jeśli dobrej intonacji, tempa itp., to musisz wiedzieć CO czytasz, żeby dobrze przeczytać. Czyli musisz zrozumieć.
                      • kotwtrampkach Re: OT nauka czytania 04.03.11, 09:53
                        jul-kaa napisała:

                        > kotwtrampkach napisała:
                        > > ale głośne czytanie niewiele ma wspólnego z rozumieniem tekstu - albo ja
                        > się my
                        > > lę?
                        >
                        > Zależy, czego się wymaga. Jeśli dobrej intonacji, tempa itp., to musisz wiedzie
                        > ć CO czytasz, żeby dobrze przeczytać. Czyli musisz zrozumieć.

                        hmm.. każda z nas ma pewnie troche inne doświadczenia ;-)
                        umiem czytać na głos. Długo czytałam "wypowiadając" w myśłi słowa. Czytałam przez to powoli. często zapominałam początek tekstu, kiedy byłam przy zakończeniu. Często czytałam, a moje myśli były zupełnie gdzieś indziej.
                        Długo i świadomie uczyłam się czytać ze zrozumieniem i obwiniałam za to właśnie naukę głośnego czytania przed nauką czytania.. Ale moze sie mylę i moje kłopoty wynikały z czegoś innego?
                        tak anegdtycznie - moje dziecko lubi, żeby mu czytać po kilka razy te same ksiażki - do znudzenia, codziennie. Mój facet wysiada po 3 razie, ja mogę i dziesieć razy przeczytać - czytam słowa,przecinki, kropki, a myslę o czymś innym :-)
                • anna-pia Re: OT nauka czytania 02.03.11, 17:06
                  turzyca napisała:

                  > Ja mam szczescie i jestem dzieckiem z rodziny inteligenckiej, w ktorej sie na t
                  > o kladlo nacisk. A moim zdaniem to sa umiejetnosci, ktorych powinno byc uczone
                  > kazde dziecko. Bo one sa niezbedne w codziennym zyciu.

                  No widzisz, też jestem z rodziny inteligenckiej, i to z tradycjami takimiż, więc naukę czytania zaliczyłam przed pójściem do zerówki. Już nie pamiętam, kiedy nauczyłam się wyłapywać ważne informacje z tekstu, szybko czytam itd., moja córka (III klasa SP) też czyta sporo i szybko, uczę ją wyszukiwać informacje, pomagałam pisać referat... Pozostaje mi współczuć dzieciom rodziców bez ambicji, ale to już nie mój problem. Ja mogę im sugerować pewne możliwości (co staram się robić w miarę możliwości), ale nie zmuszę do niczego.
                  • palacsinta Re: OT nauka czytania 02.03.11, 17:39
                    anna-pia napisała:

                    > No widzisz, też jestem z rodziny inteligenckiej, i to z tradycjami takimiż, wię
                    > c naukę czytania zaliczyłam przed pójściem do zerówki. Już nie pamiętam, kiedy
                    > nauczyłam się wyłapywać ważne informacje z tekstu, szybko czytam itd., moja cór
                    > ka (III klasa SP) też czyta sporo i szybko, uczę ją wyszukiwać informacje, poma
                    > gałam pisać referat... Pozostaje mi współczuć dzieciom rodziców bez ambicji, al
                    > e to już nie mój problem. Ja mogę im sugerować pewne możliwości (co staram się
                    > robić w miarę możliwości), ale nie zmuszę do niczego.

                    Sugerować "pewne możliwości" w pierwszej klasie? Dziecku, u którego w domu jedyną książką jest ta telefoniczna? Rozwiń, proszę, wątek, bo bardzo mnie to zainteresowało. Jakież to możliwości sugerujesz (chociaż nie musisz, bo to nie twój problem) dzieciom rodziców bez ambicji?
                    • anna-pia Re: OT nauka czytania 02.03.11, 21:41
                      palacsinta napisała:

                      > Sugerować "pewne możliwości" w pierwszej klasie? Dziecku, u którego w domu jedy
                      > ną książką jest ta telefoniczna? Rozwiń, proszę, wątek, bo bardzo mnie to zaint
                      > eresowało. Jakież to możliwości sugerujesz (chociaż nie musisz, bo to nie twój
                      > problem) dzieciom rodziców bez ambicji?

                      :)
                      Możliwość zarabiania lepszej kasy. Na rodziców, którzy przyszłość dziecka widzą w pracy po SP, orzeźwiająco działa informacja, że czytanie książek to wejście do dalszej nauki, a dłuższa nauka oznacza większą kasę po zakończeniu tejże, okraszona dodatkiem, że ja i jeszcze jeden rodzic, pojawiający się po dzieci ok. godz. 15, zarabiamy dobrą kasę dzięki temu, że sporo czytaliśmy i czytamy.
                      Niestety, raz efekty widać szybciej, raz wcale. Ale np. jakiś czas temu spotkana koleżanka z SP (mojej) powiedziała mi, że po zawodówce poszła do liceum dla dorosłych, bo chciała jak ja kiedyś mieć duże mieszkanie i półki z książkami. Nadal jest krawcową, ale w liceum zrobiła kurs prowadzenia firmy i zamiast szyć dla kogoś, ma swoją firmę. Ona pamiętała, że u mnie było dużo książek :)

                      Kasa bo prostacka baza. A czasem rodzic sam nie ma ambicji, ale chce, żeby dziecko miało lepsze stopnie - wtedy jest prosto, mówię o swoim wykształceniu pedagogicznym i o tym, że jak się dużo czyta, to łatwiej nauczyć się ładnie pisać, bez błędów, łatwiej uczyć się innych rzeczy, bo mózg łatwiej się rozwija, i tak dalej.

                      Na razie nie trafiłam na durny beton, wszystko przede mną :) Raczej trafiam na ludzi, którzy po prostu nie wiedzą, że dziecko ludzi po SP może iść dalej, bo dla nich matura to już duże osiągnięcie.
                      • justinehh Re: OT nauka czytania 02.03.11, 22:28
                        Częste czytanie nie daje żadnej gwarancji na zarabianie przyzwoitej kasy, nie daje nawet gwarancji na jakąkolwiek pracę i ambicje rodziców nie mają w tym przypadku znaczenia.
                        • anna-pia Re: OT nauka czytania 03.03.11, 10:09
                          Nie jest to proste przełożenie. Chodzi o pokazanie ludziom, że można inaczej, i że czytanie (książek przede wszystkim) jest z tym związane.
                          Justinehh, moje dzieci chodzą do państwowego przedszkola i szkoły, trochę się tych rodziców naoglądałam i wierz mi, ludzie lubią proste przykłady. A jak ktoś się przekona, że czytanie książek to nie jest fanaberia paniuś z drogim (w ich pojęciu) samochodem, tylko coś, co kiedyś daje możliwość złapania czegoś (pracy), która da kasę na drogi samochód, to się przekonują. Perspektywiczne myślenie nie jest niestety rozpowszechnione.
                        • roza_am Re: OT nauka czytania 04.03.11, 16:37
                          Dokładnie. Cobyś Aniu zdziałała, gdybyś poza czytaniem nie była przedsiębiorcza, zaradna i pragmatyczna?
                          • anna-pia Re: OT nauka czytania 04.03.11, 21:08
                            roza_am napisała:

                            > Dokładnie. Cobyś Aniu zdziałała, gdybyś poza czytaniem nie była przedsiębiorcza
                            > , zaradna i pragmatyczna?

                            Nie jestem przedsiębiorcza, zaradna i pragmatyczna, kiedyś byłam romantyczką :) Do tego, co mam, doszłam dzięki temu, że lubię czytać, a pewnego dnia odkryłam, że są jakieś bajki, których nie rozumiem, bo napisano je w obcym języku :) Chciałam zrozumieć, to zaczęłam się uczyć, i poszło.
                            W moim instytucie był wykładowca angielskiego, obecnie dr hab. czy prof. nawet, który nauczył się angielskiego, bo chciał rozumieć, o czym śpiewają The Beatles :)
                            • roza_am Re: OT nauka czytania 04.03.11, 23:29
                              > Nie jestem przedsiębiorcza, zaradna i pragmatyczna,

                              Aha, i dlatego pracowałaś w czasie studiów, kiedy Twoi koledzy się bawili, bądź wykonywali nie związane z zawodem fuchy. Tudzież, jak piszesz niżej, mając pod górkę, zaciskałaś zęby i szłaś dalej. Chyba się nie doceniasz.

                              > kiedyś byłam romantyczką :)
                              A kto kiedyś nie był :)
                              • anna-pia Re: OT nauka czytania 05.03.11, 13:09
                                Nie miałam wyjścia :) Gdybym nie zaczęła zarabiać, nie skończyłabym studiów, na które z trudem się dostałam i z trudem się utrzymywałam przez pierwsze 3 lata :)

                                Tak czy inaczej, nadal będę obstawać przy tym, że zamiłowanie do książek daje większe możliwości w życiu.
                      • jul-kaa Re: OT nauka czytania 02.03.11, 23:06
                        Mam znajomą z fatalnej, prymitywnej rodziny. Nie wiem, czy chociaż książkę telefoniczną mieli... Rodzice oburzali się na pomysł pójścia do liceum, dziwowali, że córka idzie na studia. Jako dziecko znajoma poznała kobietę, która jej pokazała, że można inaczej. Która jej uświadomiła, że może się uczyć, że warto czytać. Dziewczyna mając 28 lat napisała doktorat, do dziś wspomina osobę, która jej pokazała inny świat.
                        Patetyczne, ale prawdziwe.
                      • klymenystra Re: OT nauka czytania 04.03.11, 09:26
                        Nie widzę korelacji między czytaniem a kasą. Czytam samodzielnie od 3 roku życia, bardzo dużo, bardzo - a z kasą marnie. Tyle tylko, że robię ciekawe rzeczy w życiu.
                        • anna-pia Re: OT nauka czytania 04.03.11, 11:32
                          klymenystra napisała:

                          > Nie widzę korelacji między czytaniem a kasą. Czytam samodzielnie od 3 roku życi
                          > a, bardzo dużo, bardzo - a z kasą marnie. Tyle tylko, że robię ciekawe rzeczy w
                          > życiu
                          .

                          To jest bardzo ważne. A ponieważ, o ile pamiętam, jesteś młoda, to kasa pewnie czeka za rogiem, aż osiągniesz pewien stopień specjalizacji i zaczną się o ciebie zabijać :)
                        • justinehh Re: OT nauka czytania 04.03.11, 16:29
                          Taa, czytam samodzielnie od czwartego roku życia, docinki o chodzącej encyklopedii znosiłam bardzo długo. I co z tego? Z robienia ciekawych rzeczy zostałam zwolniona piętnaście miesięcy temu, od tego czasu zamieniam się w pustaka, który ma coraz większy problem z mówieniem, bez motywacji do wychodzenia na zewnątrz. Nie mam znajomości, żeby móc robić to co sprawia mi satysfakcję, doświadczenia żeby pracować jako recepcjonistka a do zmywania garów mam za wysokie kwalifikacje. I gdzie tu miejsce na czytanie?
                          • anna-pia Re: OT nauka czytania 04.03.11, 21:10
                            justinehh napisała:

                            > Taa, czytam samodzielnie od czwartego roku życia, docinki o chodzącej encyklope
                            > dii znosiłam bardzo długo. I co z tego? Z robienia ciekawych rzeczy zostałam zw
                            > olniona piętnaście miesięcy temu, od tego czasu zamieniam się w pustaka, który
                            > ma coraz większy problem z mówieniem, bez motywacji do wychodzenia na zewnątrz.
                            > Nie mam znajomości, żeby móc robić to co sprawia mi satysfakcję, doświadczenia
                            > żeby pracować jako recepcjonistka a do zmywania garów mam za wysokie kwalifika
                            > cje. I gdzie tu miejsce na czytanie?

                            Wiesz co, też wiele razy miałam pod górkę. Po prostu zaciskałam zęby i szłam dalej. Jak miałam więcej czasu, to czytałam - tyle że w obcych językach, żeby się czegoś nauczyć, albo coś, co dawało mi jakąś konkretną wiedzę.
                            Najgorzej to się załamać.
                  • turzyca Re: OT nauka czytania 02.03.11, 23:30
                    > No widzisz, też jestem z rodziny inteligenckiej, i to z tradycjami takimiż, wię
                    > c naukę czytania zaliczyłam przed pójściem do zerówki.

                    No ja mialam niejako podwojny start w jezyk pisany, bo umiejetnosc czytania po polsku nabyta zdecydowanie za wczesnie, nie przekladala sie jeden do jednego na umiejetnosc czytania po rosyjsku. I pewnie dlatego pewne rzeczy w mojej pierwszej podstawowce zauwazalam bardzo wyraziscie.

                    uż nie pamiętam, kiedy
                    > nauczyłam się wyłapywać ważne informacje z tekstu, szybko czytam itd., moja cór
                    > ka (III klasa SP) też czyta sporo i szybko, uczę ją wyszukiwać informacje, poma
                    > gałam pisać referat... Pozostaje mi współczuć dzieciom rodziców bez ambicji, al
                    > e to już nie mój problem.

                    A ja mam wrazenie, ze to moj problem na poziomie powiedzmy obywatelskim. Przeciez ci ludzie maja dokladnie taki sam glos w wyborach jak ja. Wolalabym, zeby trudno bylo ich omamic.
                    Poza tym odczuwam cos na ksztalt odpowiedzialnosci spolecznej. Bo nawet jak dziecko chce sie uczyc, a i rodzic jest zdania, ze ono powinno, to od kogo ono ma sie nauczyc? Twoja corka uczy sie od Ciebie, a od kogo ma sie nauczyc corka stereotypowej sprzataczki?

                    Mozliwie, ze mam dosc skrajne poglady, ale uwazam, ze powinnismy miec obowiazkowe przedszkola i to najpozniej od 4 roku zycia, nie zalowac kasy na edukacje dzieci ponizej 10 roku zycia i klasc nacisk na rozwoj umiejetnosci potrzebnych do zycia w wysokocywilizowanym spoleczenstwie, w tym sprawnej pracy z tekstem. Bo jakiekolwiek zacieranie roznic mozliwe jest tylko na wczesnych etapach, potem one narastaja tak bardzo, ze zaprzepaszczamy moze nie diamenty, ale calkiem przyzwoite rubiny i szafiry, bo brak pewnych umiejetnosci, odziedziczony po domu rodzinnym, uniemozliwia im rozwoj innych, do ktorych maja wrodzony talent. Moja kolezanka z klasy byla swietna matematyczka - o ile ktos jej przeczytal zadanie na glos...
                    • zmijunia.lbn Re: OT nauka czytania 03.03.11, 23:33
                      turzyca napisała:

                      > Mozliwie, ze mam dosc skrajne poglady, ale uwazam, ze powinnismy miec obowiazko
                      > we przedszkola i to najpozniej od 4 roku zycia

                      Nie chodziłam do przedszkola. Większość dzieci zapewne chodziło, bo zawsze wszyscy robili wielkie oczy jak mówiłam, że nie chodziłam. Idąc do zerówki umiałam czytać, pisać, liczyć. Większość dzieci nie. Byłam w ciężkim szoku podczas pierwszego czytania na głos - że to trzeba tak dukać, czy jak? To ja robię coś nie tak, czytając płynnie, czy oni?

                      Nie widzę ścisłego związku między chodzeniem bądź niechodzeniem do przedszkola a startem w szkole. Ze względu na uspołecznianie dzieci - chyba jest to potrzebne, widzę po sobie. Ale za względu na naukę? Nie wydaje mi się..
                      • pierwszalitera Re: OT nauka czytania 04.03.11, 02:40
                        zmijunia.lbn napisała:

                        > Nie widzę ścisłego związku między chodzeniem bądź niechodzeniem do przedszkola
                        > a startem w szkole. Ze względu na uspołecznianie dzieci - chyba jest to potrzeb
                        > ne, widzę po sobie. Ale za względu na naukę? Nie wydaje mi się..


                        Nie wydaje ci się, bo byłaś uprzywilejowana i nie rozumiesz problemu. To się nazywa wyrównywanie szans. Wiadomo, że dziecko odpowiednio stymulowne nabywa umiejętności, które potrzebne są nie tylko w szkole, ale także w późniejszym życiu. I nie chodzi tu tylko o naukę czytania, ale dzieci którym się nie czyta, z którymi się nie nie rozmawia, nie opowiada bajek, nie śpiewa, nie objaśnia im świata, nie podręca wyobraźni interesującymi zabawami, a wychowuje tylko odurzającym telewizorem, mają o wiele gorszy start, bo mają nie tylko mniejszą wiedzę o otaczającym ich środowisku, ale nie rozwija się u nich mentalnych umiejętności, takich jak abstrakcyjne myślenie, kreatywność, umiejętność rozpoznywania łańcuchów przyczyno-skutkowych oraz znajdowania rozwiązań problemów. Ten wczesny okres życia jest bardzo ważny dla mentalnego rozwoju, niektórych zaniedbań nie da się już nawet później zlikwidować. Podobno nawet nasza muzykalność, umiejętność wyczucia rytmu, zależy w dorosłym życiu w dużym stopniu od tego, czy zachęcano nas do śpiewania piosenek w wieku przeszkolnym. Przedszkole, z dydaktycznym programem przystosowanym do wieku, jest często dla dzieci z mniej optymalnych rodzin jedyną możliwością takiego rozwoju.
                        • zmijunia.lbn Re: OT nauka czytania 04.03.11, 08:57
                          pierwszalitera napisała:

                          > zmijunia.lbn napisała:
                          >
                          > > Nie widzę ścisłego związku między chodzeniem bądź niechodzeniem do przeds
                          > zkola
                          > > a startem w szkole. Ze względu na uspołecznianie dzieci - chyba jest to p
                          > otrzeb
                          > > ne, widzę po sobie. Ale za względu na naukę? Nie wydaje mi się..
                          >
                          > Przedszkole, z dydaktycznym
                          > programem przystosowanym do wieku, jest często dla dzieci z mniej optymalnych
                          > rodzin jedyną możliwością takiego rozwoju.

                          Oczywiście. Ale przedszkole jest w stanie pomóc niewielkiej części dzieci - tym całkowicie zaniedbanym przez rodziców albo z zerową chęcią poznawania świata. I w niewielkiej mierze. Większość dzieci sama stara się zdobywać informacje o otaczającym je świecie i większość rodziców na ich pytania odpowiada - często na "odwal się", ale jednak odpowiada. A dzieci pytają też o literki i tym podobne rzeczy, jeśli nikt im tego wcześniej nie wyjaśni.
                          • kotwtrampkach Re: OT nauka czytania 04.03.11, 09:36
                            zmijunia.lbn napisała:

                            > Oczywiście. Ale przedszkole jest w stanie pomóc niewielkiej części dzieci - tym
                            > całkowicie zaniedbanym przez rodziców albo z zerową chęcią poznawania świata.
                            > I w niewielkiej mierze. Większość dzieci sama stara się zdobywać informacje o o
                            > taczającym je świecie i większość rodziców na ich pytania odpowiada - często na
                            > "odwal się", ale jednak odpowiada. A dzieci pytają też o literki i tym podobne
                            > rzeczy, jeśli nikt im tego wcześniej nie wyjaśni.

                            w przedszkolu, poza pracą nad stanem wiedzy, ćwiczy sie też przeróżne umiejętności społeczne. Np ja przeprowadziłam sie do obecnego miasta z rocznym dzieckiem. Jedynakiem. Nie miałam blisko dzieciatej rodziny, koleżanek z dziećmi, stałych znajomych dzieci z piaskownicy. Przedszkole dało możliwosć mojemu dziecku nawiązania tylu kontaktów społecznych, na jakie nie miałoby szans bez niego. I cierpiało, bo jest trochę inne niż ja i ma inne potrzeby.
                            jeszcze przypominam sobie jedną sprawę - wychuchane dzieciaczki, mądre i inteligentne, ale przyprowadzane przez nadopiekuńcze babcie i rodziców, które im wiązały buty i zakładały skarpetki miały szansę poćwiczyć samodzielnie różne czynności - to też jest ważne.w szkole ciężko kogoś namówić, żeby podciągnął dziecku majtki czy zapiął szelki..
                          • pierwszalitera Re: OT nauka czytania 04.03.11, 12:53
                            zmijunia.lbn napisała:

                            Większość dzieci sama stara się zdobywać informacje o o
                            > taczającym je świecie i większość rodziców na ich pytania odpowiada - często na
                            > "odwal się", ale jednak odpowiada. A dzieci pytają też o literki i tym podobne
                            > rzeczy, jeśli nikt im tego wcześniej nie wyjaśni.
                            >


                            By zapytać o literki trzeba mieć okazję do zrozumienia, że literki coś znaczą i do czegoś służą. Czytanie jest czynnością abstrakcyjną, symbolom przypisuje się znaczenie. By to złapać trzeba wiedzieć, że istnieje świat, którego nie można dotknąć, a to nie jest dla dzieci w wieku przedszkolnym taką oczywistością, to trzeba załapać i trenować. Do przeszkola nie chodzi się też, by nauczyć się czytać, tylko po to, by rozwijać swoją inteligencję i właśnie umiejętność abstrakcyjnego myślenia. Oczywiście w miarę normalnym domu rozwój przebiega też normalnie i dziecko kiedyś tam o literki zapyta, ale i tak będzie do tyłu w stosunku do dzieci, którymi zajmujemy się bardziej instensywnie i wcześnie wprowadzamy w dostosowany do wieku dziecka sposób, w świat informacji zawartych w głowach rodziców, książkach, czy innych skomplikowanych bankach danych. Kiedy nasze życie było jeszcze bardziej homogenne, kiedy ja byłam dzieckiem na przykład, albo może nawet ty, to większość dzieci miała na starcie podobne szanse i decydowała tylko wrodzona inteligencja połączona z odrobiną wysiłku. Podobne warunki życia dla wszystkich, różnice materialne w miarę do ogarnięcia, jednolite szkolnictwo, wiedza w społeczeństwie dosyć równo rozłożona, brak większej dyskryminacji mniej uprzywilejowanych grup społecznych, wspólne reguły dla wszystkich. Niektóre dzieci miały trochę lepiej, bo urodziły się w mądrzejszych rodzinach, mimo tego nie przeszkadzało to tym innym się wybić. W nowoczesnym świecie, tak jak w krajach Europy Zachodniej jest inaczej. Wszystkie badania pokazują, że status społeczny i poziom edukacyjny zwykle się dziedziczy, czyli przyjdziesz na świat w bagnie, w bagnie zostaniesz, chyba, że masz wyjątkowo dużo talentu, samozaparcia i motywacji. Ale gdy kosztuje to o wiele więcej pracy, to trudno mówić o równych szansach. Polska dąży do tego samego i już całkiem niedługo rozwiną się u nas też równoległe światy. Przesądzające stanie się, w jakiej rodzinie przyszłaś na świat, a bez szans na zbliżenie się poziomów (we wspólnym przedszkolu na przykład) niektóre dzieci zaprzepaszczą już wcześnie szansę na wykorzystnie swoich możliwości.
                            • sharteel Re: OT nauka czytania 05.03.11, 14:27
                              pierwszalitera napisała:

                              > Wszystkie badania pokazuj
                              > ą, że status społeczny i poziom edukacyjny zwykle się dziedziczy, czyli
                              > przyjdziesz na świat w bagnie, w bagnie zostaniesz, chyba, że masz wyjątkowo
                              > dużo talentu, samozaparcia i motywacji. Ale gdy kosztuje to o wiele więcej pra
                              > cy, to trudno mówić o równych szansach. Polska dąży do tego samego i już całkie
                              > m niedługo rozwiną się u nas też równoległe światy. Przesądzające stanie się, w
                              > jakiej rodzinie przyszłaś na świat, a bez szans na zbliżenie się poziomów (we
                              > wspólnym przedszkolu na przykład) niektóre dzieci zaprzepaszczą już wcześnie s
                              > zansę na wykorzystnie swoich możliwości.

                              Więc z moich obserwacji wynika, że to już się dzieje. Wiele dzieci i młodych ludzi wypada z systemu, na różnych etapach, nie wiedząc w ogóle, że przyczyna niemożliwości dostosowania się tkwi w starcie życiowym. Często najpierw bardzo zmagają się z rzeczywistością, ale nie mogąc jej przezwyciężyć, w końcu się poddają.To jest dla mnie bardzo smutny temat i powód wielkiej walki z wiatrakami ;-/ Walki, w której często przegrywam.
                      • turzyca Re: OT nauka czytania 04.03.11, 08:46
                        A ja z przedszkola wylecialam z racji powaznej choroby, zreszta czytac sie nauczylam majac lat 2,5, a majac 5 lat wymyslilam system umozliwiajacy za pomoca kratkowanej kartki papieru mnozenie liczb. Ale i Ty i ja jestesmy dowodami anegdotycznymi. Do tego z uprzywilejowanej pod tym wzgledem warstwy spolecznej. Ale wiekszosc spoleczenstwa wychowuje sie w innych warunkach. A zeby juz nie gadac, bo musze wyjsc z domu, podrzucam reportaz, ktory mnie ostatecznie przekonal do koniecznosci przedszkoli:
                        wyborcza.pl/1,76842,7706737,Rzeczpospolita_przedszkolakow.html
                        A najbardziej przekonaly mnie ilustracje, bo z racji przymusowego babysitterstwa dobrze wiem, jaki poziom prezentuja dzieci inteligenckie.
                        • anna-pia Re: OT nauka czytania 04.03.11, 09:18
                          turzyca napisała:

                          > Ale i Ty i ja jestesmy dowodami anegdo
                          > tycznymi. Do tego z uprzywilejowanej pod tym wzgledem warstwy spolecznej. Ale w
                          > iekszosc spoleczenstwa wychowuje sie w innych warunkach.

                          Do przedszkola nie chodziłam, nie żałuję, uspołeczniłam się w liceum ;p Fakt, mi przedszkole było zbędne, tak samo jak innym dzieciom, które też nie chodziły, a pamiętam, że było ich w mojej SP sporo - właśnie dzieci inteligenckie. Ci najlepsi uczniowie...
                          Popieram Turzyce, przedszkole jest potrzebne dzieciom z domów, gdzie jedyną książką jest ta w kuchni.
                        • indigo-rose Re: OT nauka czytania 04.03.11, 16:26
                          Nie chodziłam do przedszkola, żadne z moich rodziców nie jest po studiach, a czytać nauczyłam się w wieku 2,5 roku. Powiedzmy, że w takim razie kwestia uprzywilejowania społecznego odpada, a mimo to mój start w szkole zaczął się bezpośrednio od II klasy.
                          • roza_am Re: OT nauka czytania 04.03.11, 16:34
                            I to ma być argument przeciwko powszechnym, porządnym przedszkolom?
                            Gdybyś pisała, że ktoś się stoczył z powodu chodzenia do takowego, to byłby argument przeciwko, ale to, że sobie poradziłaś bez przedszkola nie odbiera społecznego sensu porządnej edukacji przedszkolnej.
                            • indigo-rose Re: OT nauka czytania 04.03.11, 16:39
                              Oj tam, nie twierdzę, że nie ma sensu, tylko że przedszkole nie jest niezbędne i wprowadzanie go jako obowiązku to trochę przesada.
                              • roza_am Re: OT nauka czytania 04.03.11, 16:59
                                OK, dla poszczególnych jednostek nie jest niezbędne, ale w sensie społecznym już tak. A obowiązek to sposób na wyegzekwowanie powszechności i dotarcie do jednostek najbardziej potrzebujących.
                                • indigo-rose Re: OT nauka czytania 04.03.11, 17:37
                                  Tylko że dzieci są różne, mają różne potrzeby. Którymś może lepiej służyć siedzenie w domu z którymś z rodziców, babcią, opiekunką itp. Przymus może pomóc jednym dzieciom, a zaszkodzić innym.
                                  A w moim poście chodziło też o zaprotestowanie przeciwko rozgraniczeniu na rodziny inteligenckie i rodziny analfabetów, gdzie jedyna książka w domu to telefoniczna. Moi rodzice nie są po studiach, ale w domu jest wysoko rozwinięta kultura czytania - czytano mi bajki na dobranoc, w domu zawsze było sporo książek (zresztą mieszkam nad biblioteką i u mnie liczba posiadanych książek nie jest wyznacznikiem czytelnictwa ;) ), ciągle ktoś coś czyta. Twierdzenie, że czyta to się w rodzinach inteligenckich, nieco mnie uraziło.
                                  • roza_am Re: OT nauka czytania 04.03.11, 18:46
                                    > Tylko że dzieci są różne, mają różne potrzeby. Którymś może lepiej służyć siedz
                                    > enie w domu z którymś z rodziców, babcią, opiekunką itp. Przymus może pomóc jed
                                    > nym dzieciom, a zaszkodzić innym.

                                    Chodzi też o to, żeby brać pod uwagę długofalowe potrzeby dziecka, a nie tylko te doraźne (co z tego, ze teraz mu będzie fajniej z babcią, jeśli w przyszłości utrudni mu to radzenie sobie w życiu, w szkole czy w społeczeństwie). To jest kwestia doprecyzowania tego rozwiązania. Szczegółowych zasad, wyjątków itp., jak z każdym rozwiązaniem systemowym (np. obowiązek szkolny mają wszystkie dzieci, ale niektórym się go odracza). O takich konkretach tutaj nie rozmawiamy.

                                    > A w moim poście chodziło też o zaprotestowanie przeciwko rozgraniczeniu na rodz
                                    > iny inteligenckie i rodziny analfabetów...

                                    To rozumiem i się z Tobą zgadzam. Mam nadzieję, że dziewczyny używały tego uproszczenia tylko jako skrótu myślowego ułatwiającego dyskusję.
                                    • anna-pia Re: OT nauka czytania 04.03.11, 21:15
                                      roza_am napisała:

                                      > > A w moim poście chodziło też o zaprotestowanie przeciwko rozgraniczeniu n
                                      > a rodz
                                      > > iny inteligenckie i rodziny analfabetów...
                                      >
                                      > To rozumiem i się z Tobą zgadzam. Mam nadzieję, że dziewczyny używały tego upro
                                      > szczenia tylko jako skrótu myślowego ułatwiającego dyskusję.

                                      Ja na pewno :) Wykształcenie nie jest miernikiem inteligencji. Jeden z najbardziej oczytanych ludzi, jakich kiedykolwiek znałam, to pan po maturze (przedwojennej...), który całe życie pracował jako cukiernik. Z tym człowiekiem można było rozmawiać o wszystkim, co mieściło się w pojęciu kultury wyższej, i zawsze miał pod ręką kilka książek, które aktualnie czytał.
                                      To jest dla mnie wzorzec inteligenta :)
                                  • magdalaena1977 Re: OT nauka czytania 04.03.11, 21:33
                                    indigo-rose napisała:

                                    > A w moim poście chodziło też o zaprotestowanie przeciwko rozgraniczeniu na rodz
                                    > iny inteligenckie i rodziny analfabetów, gdzie jedyna książka w domu to telefon
                                    > iczna. Moi rodzice nie są po studiach, ale w domu jest wysoko rozwinięta kultur
                                    > a czytania - czytano mi bajki na dobranoc, w domu zawsze było sporo książek (zr
                                    > esztą mieszkam nad biblioteką i u mnie liczba posiadanych książek nie jest wyzn
                                    > acznikiem czytelnictwa ;) ), ciągle ktoś coś czyta. Twierdzenie, że czyta to si
                                    > ę w rodzinach inteligenckich, nieco mnie uraziło.
                                    To co powyżej opisałaś IMHO całkiem nieźle wyczerpuje definicję rodziny inteligenckiej.
                                    Znam też nieczytające osoby po studiach i biorąc pod inne cechy uwagę miałabym wątpliwości czy można je nazwać inteligencją.

                                    Zresztą wyższe wykształcenie jako pochodna inteligencji musi być rozpatrywane zależnie od roku urodzenia. Przed wojną studia były prawdziwą rzadkością, a teraz ze świecą szukać młodego człowieka, który nie ma matury i nie zaczął jakichś studiów.
                                    • justinehh Re: OT nauka czytania 04.03.11, 21:40
                                      A szukałaś w małych miastach? :)
                                  • pierwszalitera Re: OT nauka czytania 05.03.11, 01:27
                                    indigo-rose napisała:

                                    Twierdzenie, że czyta to si
                                    > ę w rodzinach inteligenckich, nieco mnie uraziło.

                                    Faktycznie ktoś wyraził tu zdanie, że dobry rozwój gwarantują dzieciom tylko rodzice z po wyższych studiach? Na pewno nie tylko. Nie można przeczyć jednak, że statystycznie takie rodziny wypadają lepiej, czyli zapewniają potomstwu lepsze warunki. A to, że rodzice nie studiowali, to nie jest powód do wstydu, więc nie trzeba czuć się urażonym.
          • kotwtrampkach Re: Z ciekawości zapytam... 03.03.11, 09:24
            metia napisała:

            > Nie bardzo wyobrażam sobie, jak można realizować szkolny program nauczania bez
            > ławek. Jak dzieci mają nauczyć się pisać, czytać, porządnie rysować? Przecież n
            > ie na dywanie.

            a stoliki? takie sześcioosobowe, dające poczucie bliskości, zachęcające dzieci do pracy przez przykład kolegów (5 osób rysujących szlaczki jest lepszą zachętą dla znudzonego niż jeden kolega z ławki). Nauczyciel może pokazać przy stoliku różne rzeczy. można bliżej poznać 5 osób, nie jedną.. MOżna pracować w grupie bez przemeblowania sali.

            > A tak abstrahując od wszystkiego - mam wrażenie, że w szkole jest coraz więcej
            > zabawy, a coraz mnie szkoły. Sorry, ale szkoła nie jest do zabawy.

            hmm, można traktowac naukę i uczenie się jako przykry i niemiły obowiązek, albo jako zabawę. Mój młodszy brat uwielbiał się uczyć - lubi czytać, szukać informacji, "błyszczeć" nowinkami. Ale nauka zawsze była dla niego przyjemnością.. Pamiętam jak dziś, jak uczyliśmy się budowy dżdżownicy i zaśmiewaliśmy przy naszych porównaniach do łez. Teraz młody zna 3 języki i kontynuuje jeden z bardzoiej wymagających kierunków poza Polską.

            >Dzieciaki mu
            > szą mieć czas, żeby nauczyć się, jak się uczyć - tu trzeba zaczynać wcześnie, n
            > ie w gimnazjum.

            łatwiej nauczyć się czytać w gimnazjum, niż poprawiać błędy z którymi nauczyli się czytać - bo było monotonnie, nudno, szybko.. Ale ja nie jestem nauczycielem nauczania początkowego, nie znam metodyki i mogę się mylić. Moja pokrętna logika podpowiada mi że po co się czegoś uczyć dwa razy..
        • turzyca Re: Z ciekawości zapytam... 02.03.11, 15:00
          > Bo te małe cholery nie zawsze są w stanie wysiedzieć 45 minut na tyłku. Niektór
          > e są grzeczne i siedzą, inne jeszcze do tego nie dorosły, a inne mają nadpodaż
          > energii.

          Mala cholera w postaci Turzycy w komunistycznej rosyjskiej szkole nie byla zmuszana do siedzenia 45 minut. Po jakichs 15-25 minutach, w zaleznosci od lekcji i dnia, pani nauczycielka kazala dzieciom stanac obok lawek, wlaczala gramofon i przez 5 minut ordynowala gimnastyke. A Lenin patrzyl na to z gory z tym swoim wiecznym dobrotliwym usmieszkiem...
          Jesli SIE dalo w rosyjskiej szkole w komunistycznych czasach, to da sie tez w polskiej w kapitalistycznych.
          • anna-pia Re: Z ciekawości zapytam... 02.03.11, 15:34
            turzyca napisała:

            > > Bo te małe cholery nie zawsze są w stanie wysiedzieć 45 minut na tyłku. N
            > iektór
            > > e są grzeczne i siedzą, inne jeszcze do tego nie dorosły, a inne mają nad
            > podaż
            > > energii.
            >
            > Mala cholera w postaci Turzycy w komunistycznej rosyjskiej szkole nie byla zmus
            > zana do siedzenia 45 minut.

            Hłe hłe :)
            Ja byłam grzeczną niunią i siedziałam (w polskiej komuszej szkole), więc się nie wypowiadam. Moje dzieci nie wysiedzą, bo są małymi cholerami.
            Z tego, co widzę, nauczycielki klas 1 - 3 mają sporo swobody i np. jak dzieci zaczynają świrować, robią im WF.
            • kotwtrampkach Re: Z ciekawości zapytam... 03.03.11, 09:36
              anna-pia napisała:

              > Z tego, co widzę, nauczycielki klas 1 - 3 mają sporo swobody i np. jak dzieci z
              > aczynają świrować, robią im WF.

              nauczycielka, która mnie najbardziej interesuje zakłada wysokie szpilki i narzeka, ze dzieci są niegrzeczna, ze się biją, że biegają, że "szaleją" na przerwach. Na spacer poza budynek wyszli raz od początku roku. Nie ćwiczą palców rąk, nie ćwiczą ramion w trakcie pisania, dzieciaki są zmęczone po lekcjach..
              na zdrowy "chłopski rozum" ja bym zrobiła małym cholerom przebieżkę albo zorganizowała grę w berka zanim siądą w ławkach, a ona lubi ponarzekać..

              • sharteel Re: Z ciekawości zapytam... 05.03.11, 14:39
                kotwtrampkach napisała:

                > nauczycielka, która mnie najbardziej interesuje zakłada wysokie szpilki i narze
                > ka, ze dzieci są niegrzeczna, ze się biją, że biegają, że "szaleją" na przerwac
                > h. Na spacer poza budynek wyszli raz od początku roku. Nie ćwiczą palców rąk, n
                > ie ćwiczą ramion w trakcie pisania, dzieciaki są zmęczone po lekcjach..
                > na zdrowy "chłopski rozum" ja bym zrobiła małym cholerom przebieżkę albo zorgan
                > izowała grę w berka zanim siądą w ławkach, a ona lubi ponarzekać..

                O widzisz - i tu jesteśmy przy sednie problemu. Tak czułam, że musi chodzić o jakiegoś konkretnego nauczyciela. Kotwtrampkach, wszystko da się zmienić. Nauczyciela też ;-) Jeżeli to wychowawca, spróbujcie stworzyć wspólny front z innymi rodzicami. Nie jest możliwe, że tylko Twoje dzieci są "nieprzystosowane" :-) Nie można się poddawać na samym starcie nauki. A wasza szkoła jest duża, czy jakaś niewielka?
          • pierwszalitera Re: Z ciekawości zapytam... 04.03.11, 02:44
            turzyca napisała:

            Po jakichs 15-25 minutach, w zaleznosci od lekcji i
            > dnia, pani nauczycielka kazala dzieciom stanac obok lawek, wlaczala gramofon i
            > przez 5 minut ordynowala gimnastyke.
            ...
            > Jesli SIE dalo w rosyjskiej szkole w komunistycznych czasach, to da sie tez w p
            > olskiej w kapitalistycznych.

            To stosowało się też w PRL-u w końcu lat 80-tych. Gimnastyka śródlekcyjna się nazywało, czy jakoś tak. I było obowiązkowe w klasach 1-4.
    • boziaj problem: szkolny sklepik 02.03.11, 13:43
      to ja sie podepnę...
      w szkole jest sklepik sprzedający rzeczy nafaszerowane swinstwem wszelakim: chipsy, podłe słodycze itp wszystko o dlugim terminie waznosci
      praktycznie co roku jakis rodzic (rodzice?) wysuwali petycje do dyrekcji o to, by było tam zdrowsze jedzenie (np. jabłka, drozdżówki)
      szczegółow nie znam, ale generalnie odpowiedz jest taka, ze dyrekcja nie moze narzucic sklepikowi asortymentu
      moze porozmawiac, ale tu odpowiedz sklepiku jest taka, ze TO nie bedzie schodzilo, a jak nie zejdzie to koszty, bo nieświezego tym bardziej nikt nie kupi
      i tak co roku
      stan faktyczny jest taki, ze nawet nie probowali
      za pół roku moje dziecko bedzie w tej szkole, marzy mi sie byc skuteczna w tej sprawie ;)
      czy faktycznie sklepik jest niezalezny od dyrekcji i rodziców?
      • felisdomestica Re: problem: szkolny sklepik 02.03.11, 14:39
        Ja się zastanawiam, po co sklepik w szkole?
        • anna-pia Re: problem: szkolny sklepik 02.03.11, 15:36
          Kasa, panie tego.
          W szkole mojej córy były automaty, rodzice się wściekli i zostały zlikwidowane.
        • zmijunia.lbn Re: problem: szkolny sklepik 03.03.11, 23:38
          felisdomestica napisała:

          > Ja się zastanawiam, po co sklepik w szkole?

          Żeby taka sierota jak ja mogła zjeść śniadanie w szkole jak zaśpi?
          No ale u mnie oprócz czipsów i słodyczy zawsze były jakieś normalne rzeczy typu kanapki, a jak nie to chociaż 7daysy.
      • diuszesa Re: problem: szkolny sklepik 02.03.11, 16:44
        boziaj napisała:

        TO nie bedzie schodzi
        > lo, a jak nie zejdzie to koszty, bo nieświezego tym bardziej nikt nie kupi


        Drożdżówki nie będą schodziły?! Parę sklepików szkolnych już w życiu widziałam, i drożdżówki były zawsze. I sklepiki jakoś nie poupadały, mimo że oprócz drożdżówek były nawet zdrowsze rzeczy niż słodkie bułki, mianowicie kanapki i jabłka.
        Wygląda na to, że właściciel sklepiku chce zrobić łatwą kasę i tyle - nakupować śmiecia w hurtowni raz na jakis czas i miec spokój, zamiast umawiać się z dostawcą na świeże pieczywo.

        Rada jest taka, aby rodzice częsciej apelowali do dyrekcji i rozmawiali z samym właścicielem - i najlepiej nie dawac dzieciom pieniędzy na słodycze. jak wlaściciel sklepiku będzie miał sygnały i naciski od rodziców, że wymagają zróżnicowania asortymentu, to sie w końcu powinien ugiąć. w końcu to o jego zarobek chodzi. To nie do pomyślenia, żeby sklep lekceważył tego, kto mu daje pieniądze. To klient decyduje swoim portfelem, a nie właściciel sklepu przez pryzmat własnego widzimisię.
        • turzyca Re: problem: szkolny sklepik 04.03.11, 17:31
          To nie do pomyślenia, żeby sklep lekceważył tego, kto mu daje pieniądze. To
          > klient decyduje swoim portfelem, a nie właściciel sklepu przez pryzmat własneg
          > o widzimisię.

          Uroi monopolu w mikroskali.

          Ale masz racje, trzeba drazyc, bo faktycznie szkolny sklepik nie musi byc "slodka dziurka".
    • felisdomestica Re: LWW Jaki wpływ mają rodzice na działania szko 02.03.11, 14:38
      kocie, ale powiedz mi, czy rodzice mają kompetencje, żeby oceniać nauczycieli? I co wiedzą o metodach nauczania, że chcą je zmieniać? Metodyka nauczania to całkiem spora dziedzina wiedzy. Ja bym się nie odważyła pouczać w kwestiach, na których się nie znam.
      • kotwtrampkach Re: LWW Jaki wpływ mają rodzice na działania szko 03.03.11, 09:46
        felisdomestico, ależ ja napisałam:
        > rozumiem, ze nie jestem w stanie wpły
        > nąć na sprawdzanie kompetencji nauczycielek i zmusić ich do zmiany metod prowad
        > zenia zajęć. z tym się pogodziłam.

        ale z drugiej strony, jeżeli rodzic wie, ze nauka rywalizacji nie jest najlepszym sposobem na zycie - że lepsze jest uczenie współpracy i pracy grupowej, a tego w szkole nie ma? Jeżeli rodzic widzi, że jego dziecko jest zmęczone, zniechęcone, że nauka nie jest dostosowana do jego poziomu rozwoju? Jeżeli rodzic widzi, ze jego dziecko się garbi, ze źle trzyma ołówek to dalej nie ma prawa oceniać pracy nauczyciela? hmm..
        • sharteel Re: LWW Jaki wpływ mają rodzice na działania szko 05.03.11, 14:44
          Kotwtrampkach, nie odpuszczaj :-) Ale szukaj sojuszników.
      • sharteel Re: LWW Jaki wpływ mają rodzice na działania szko 05.03.11, 14:43
        felisdomestica napisała:

        > kocie, ale powiedz mi, czy rodzice mają kompetencje, żeby oceniać nauczycieli?
        > I co wiedzą o metodach nauczania, że chcą je zmieniać? Metodyka nauczania to ca
        > łkiem spora dziedzina wiedzy. Ja bym się nie odważyła pouczać w kwestiach, na k
        > tórych się nie znam.

        Rodzice widzą po swoich dzieciach owoce pracy nauczycieli. I powinni reagować, jeżeli coś wydaje im się niepokojące. Koniecznie.
      • anna-pia Re: LWW Jaki wpływ mają rodzice na działania szko 05.03.11, 16:17
        felisdomestica napisała:

        > kocie, ale powiedz mi, czy rodzice mają kompetencje, żeby oceniać nauczycieli?

        Niektórzy rodzice mają, i to poparte odpowiednim dyplomem i doświadczeniem zawodowym.

        > I co wiedzą o metodach nauczania, że chcą je zmieniać? Metodyka nauczania to ca
        > łkiem spora dziedzina wiedzy. Ja bym się nie odważyła pouczać w kwestiach, na k
        > tórych się nie znam.

        A jak się zna(m)? Nie można siedzieć cicho tylko dlatego, że startuje się z pozycji rodzica, a nie nauczyciela.

        A niektórzy rodzice po prostu obserwują i wyciągają wnioski, i chcą działać albo choćby dostać wyjaśnienie, co i jak.
    • anka-ania Rada Rodziców 02.03.11, 14:44
      to jest odpowiedź na twoje pytania. Tutaj znajdziesz podstawowe informacje. Generalnie sprawnie działająca Rada może dużo.
      • anka-ania Re: Rada Rodziców 02.03.11, 14:50
        Tutaj więcej informacji (to plik .doc)
        • kotwtrampkach Re: Rada Rodziców 03.03.11, 09:54
          dziękuję :) chyba właśnie o to chodziło.. Tylko jak sie teraz (w połowie roku)do nich dostać.. :-)
    • adwarp Re: LWW Jaki wpływ mają rodzice na działania szko 02.03.11, 14:53
      szkoła powinna mieć Radę Rodziców i preżnie działająca rada może bardzo duuuużo:)
    • anna-pia a co do spacerów 03.03.11, 18:32
      kotwtrampkach napisała:

      > 3. wychodzenie ze szkoły w sensie spacerów - moje zaprzyjaźnione przedszkolaki
      > mieszkające w UK codziennie czy deszcz czy wiatr czy słońce są na spacerze. Maj
      > ą w szatni kalosze, płaszcze przeciwdeszczowe, ciepłe spodnie. A u nas śnieg gr
      > yzie, bo to jest brudne, wiatr powoduje choroby ...

      To już nie od szkoły zależy, tylko od rodziców, którzy albo dadzą dzieciom porządne ubrania, odpowiednie do aktualnej pogody, albo nie. W naszym przedszkolu od początku zimy wisi kartka - panie proszą rodziców, żeby dali dzieciom odpowiednie ubrania do zabawy na śniegu - a rodzice mają to gdzieś, dzieci noszą dzianinowe rękawiczki, które przemakają natychmiast, i jakieś porcięta zamiast spodni na śnieg. Nie mówię już o durnych rodzicach, którzy ubierają dziewczynki w jakże urocze sukieneczki i nie dadzą im na ciepłych portek, bo mieszkają naprzeciwko i dziewczątko wszak po drodze nie zmarznie.
      Jak ja pozwalam moim dzieciakom tarzać się po śniegu (po odebraniu z przedszkola, na placu zabaw), i inne dzieci chcą dołączyć, to większość słyszy "nie, bo ubranie ci przemoknie".
      W klasie mojej córki jest 30 dzieci. Tylko ona i jeden kolega przez zimę noszą portki typu spodnie narciarskie, reszta dżinsy i rajtki/kalesony - są przegrzani w szkole i marzną na dworze. I jak tu zabrać takich na boisko?
      Nauczyciele nic nie zrobią w tym zakresie, jeśli rodzice stają okoniem i ubierają dzieci jak dorosłych.
      • kotwtrampkach Re: a co do spacerów 04.03.11, 09:28
        anna-pia napisała:

        > To już nie od szkoły zależy, tylko od rodziców, którzy albo dadzą dzieciom porz
        > ądne ubrania, odpowiednie do aktualnej pogody, albo nie. W naszym przedszkolu o
        > d początku zimy wisi kartka - panie proszą rodziców, żeby dali dzieciom odpowie
        > dnie ubrania do zabawy na śniegu -(...)
        > Nauczyciele nic nie zrobią w tym zakresie, jeśli rodzice stają okoniem i ubiera
        > ją dzieci jak dorosłych

        ale z drugiej strony, jeżeli pani mówi, ze śnieg jest zimny i nieprzyjemny, że można zmarznąć, przeziębić się, że jest zimno, brudno, mokro, a fuj.. Że wyjdziemy na spacer, jak będzie ciepło, sucho, słonecznie?
        U mnie sa bardziej zdyscyplinowani rodzice, przynieśliby te ciepłe rzeczy...
        • anna-pia Re: a co do spacerów 04.03.11, 11:34
          kotwtrampkach napisała:

          > ale z drugiej strony, jeżeli pani mówi, ze śnieg jest zimny i nieprzyjemny, że
          > można zmarznąć, przeziębić się, że jest zimno, brudno, mokro, a fuj.. Że wyjdzi
          > emy na spacer, jak będzie ciepło, sucho, słonecznie?
          > U mnie sa bardziej zdyscyplinowani rodzice, przynieśliby te ciepłe rzeczy...

          To trzeba z panią porozmawiać, a jak nie zareaguje, do uderzać do dyrekcji.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka