Dodaj do ulubionych

Po co tyle tych kosmetyków?

29.03.11, 21:39
Uczciwie ostrzegam, poniższy post może być szokujący dla przeciętnej Polki ;).

Byłam dziś w aptece. Stanęłam w części drogeryjnej i czytałam etykiety kremów. I czułam się jak cudzoziemiec. Największe wrażenie zrobił "krem-blok" i "żel micelarny". Ale i reszta była ciekawa. Krem odżywczy, nawilżający, rozświetlający, półtłusty, tłusty, aż do zawrotu głowy. Czym one się różnią i na co one są?

Uczciwie, nie zmyślam, nie mam pojęcia. Do 20 urodzin nie używałam żadnych kosmetyków do twarzy. Tylko wodę z mydłem (czy substytutem mydła). Cerę mam mieszaną i alergiczną, wszystkie kosmetyki tylko jej szkodziły, skutkując pryszczami na nosie lub uczuleniem na policzkach. Gdzieś koło 20 urodzin kupiłam sobie mleczko do demakijażu i okazało się, że to niezły "uniwersalny kosmetyk" - mogłam go użyć na całą twarz, której wyraźnie odpowiadał. Dla wyjaśnienia dodam, że nie służył do usuwania makijażu bo ja się nie maluję. Kremy miewałam, kupowane dość losowo. Stosowałam je praktycznie tylko w sezonie grzewczym, tylko na policzki i to doraźnie, zwykle wyrzucałam pół opakowania na wiosnę.

No i patrząc na tę ścianę kosmetyków w aptece poczułam niepokój, że może jednak robię sobie krzywdę że tak o siebie nie dbam? Jestem już po 30-tce, ale zmarszczek mam niewiele (głównie mimiczne). Konsylium złożone z Lobbystek orzekło niedawno, że cerę mam niezłą. No ale ile można tak żyć? No i czy za kolejne 10 lat takie podejście nie zemści się na mnie w czwórnasób?

Poradźcie, o co chodzi z tymi kremami. Jaki wybrać i na co? Albo jakie? I co to jest ten nieszczęsny żel micelarny ?!
Obserwuj wątek
    • anna-pia Re: Po co tyle tych kosmetyków? 29.03.11, 21:54
      bathilda napisała:

      > Konsylium złożone z Lobbystek orzekło nie
      > dawno, że cerę mam niezłą.

      Kłamczucha. Orzeczenie brzmiało, że cera jest świetna.

      > No ale ile można tak żyć? No i czy za kolejne 10 lat
      > takie podejście nie zemści się na mnie w czwórnasób?

      Trzeba było popatrzeć na mnie ;p A raczej na moje starcze okolice oczu.

      > Poradźcie, o co chodzi z tymi kremami. Jaki wybrać i na co? Albo jakie? I co to
      > jest ten nieszczęsny żel micelarny ?!

      Nie wiem, nie używam, siostra z uporem godnym lepszej sprawy kupuje mi kosmetyki, to używam, chyba że mnie drażnią. Tego akurat nie kupiła :)
      • kwiatufek Re: Po co tyle tych kosmetyków? 29.03.11, 22:09
        A ja sobie zycia bez kosmetykow nie wyobrazam choc ze strachem po 35 odkrylam ze czas uz na te "przeciwstarzeniowe". Po rou uzywania nowoczesnych technologii mam faze na kosmetyki baturalne, bio-certyfikowane, apteczne itd... wiec naylam jakis czas temu trzy cuda ( oby!) Flosleka z lini BeECO. A co! Jak szalec to szalec :-)
        • madzioreck Re: Po co tyle tych kosmetyków? 29.03.11, 22:17
          A ja miałam takie myśli od jakiegoś czasu, że nie jestem coraz młodsza, ze łatwiej zapobiegać... poczytałam, popytałam i w cuda wierzyć przestałam ;) Przeciwstarzeniowe, takie, siakie, srakie, antycellulitowe, antyrozstępowe i cholera wie, jakie jeszcze, na ramiona, do ud i pośladków, do łokci, na dekolt... ufff. Cudów, kurde, nie ma, jestem teraz na etapie poszukiwania kremu po prostu nawilżającego, który nie ma syfiastych parafin i petrolatów jakichś, i styknie, resztę mam nadzieję ubic masażem... zna kto jakiś fajny masaż twarzy? :)
          • miss-alchemist Re: Po co tyle tych kosmetyków? 29.03.11, 22:27
            Madziu, ja Ci polecałam ten:

            floslek.pl/polska/kosmetyki.php?co=podstrona&id5=3&id_link=1&kat=sfdffsfs
            i polecam dalej :D Po zimie sama widziałaś, jaką miałam masakrę na twarzy, teraz już jest super (no, może nie super, ale całkiem spoko, tylko jakiś peeling by się zdał raz na tydzień...). I kremik na noc też jest chyba bez parafiny, chociaż zastanawiam się, czy potrzebuję na noc osobnego kremu...

            W ogóle zapałałam ostatnio sympatią do Flos-leku, bo i pomadka, którą kupiła mi mama, sprawuje się super, i żel pod oczy też.
            • madzioreck Re: Po co tyle tych kosmetyków? 29.03.11, 22:34
              Pamiętam o tym Flos-leku, tylko zapominam wejść do apteki ;) Pamiętam tym bardziej, że miałam też tę zimową pomadkę, i jest niesamowita - wysuszone jak pieprz usta doprowadziła mi do ładu w ciągu jednego dnia :)
              • ola.biustyl Re: Po co tyle tych kosmetyków? 30.03.11, 22:51
                O to to! Floslekowa pomadka (zimowa czy też nie) jest super!
            • kotwtrampkach Re: floslek 30.03.11, 23:13
              ja dostałam, używałam przez chwilę - nie widzę żadnej różnicy ani przyjemnosci i stoi teraz zapomniany..
            • magdalaena1977 Re: Po co tyle tych kosmetyków? 31.03.11, 23:54
              miss-alchemist napisała:

              > Madziu, ja Ci polecałam ten: (...) i polecam dalej :D
              Ten ? Flos Lek, Happy Per Aqua, Krem intensywnie nawilżający na dzień. Recenzje są zachęcające, ale ta nazwa ?! Nie można było napisać Felix Per Aqua ?
              • miss-alchemist Re: Po co tyle tych kosmetyków? 01.04.11, 09:13
                Tak, to ten :P

                Mnie tam nazwa ani ziębi, ani grzeje, dopóki kosmetyk pomaga ;)
          • arwena-g Re: Po co tyle tych kosmetyków? 30.03.11, 09:21
            Ja używam od jakiegoś roku zwykłej Ziai : Ziaja Calma HLC nawilżający (ale nie biolipidowy) - nie ma parafiny i innych świństw, i nie powoduje u mnie zaskórników, jak wszystkie inne kremy ( mam tłustą skórę, a ten krem jest przeznaczony do suchej, żeby było śmieszniej) No, i kosztuje coś koło 10 - 15 zł.
          • mszn Re: Po co tyle tych kosmetyków? 30.03.11, 09:30
            Od listopada używam nawilżającego z tej serii:
            www.kremiki.pl/
            Nie wypryszczył mnie, a to duże osiągnięcie, bo ostatnio zaczęłam testować Weledę i wypryszczył mnie ichniejszy Sensitiv. Na pierwszy rzut oka skład lepszy od tego Flosleku wyżej, bo krótszy i więcej oleju, a mniej glikolu (chociaż może jestem już trochę przewrażliwiona na "sztuczności"). Kosztował 12 złotych, jadę teraz do Polski na weekend i będę biegać po mieście, szukając go stacjonarnie, żeby zrobić zapas. Szkoda, że te wszystkie świetne kosmetyki polskich firm są tak trudne do zdobycia poza internetem - na przykład za odżywkami Joanny bez spłukiwania latem łaziłam po całym Wrocławiu.
    • aadrianka Re: Po co tyle tych kosmetyków? 29.03.11, 22:16
      Moja mama, która całe życie stosowała kosmetyczną filozofię podobną do Twojej, jest obecnie sporo po 50 (w zasadzie bliżej 60), cerę ma fantastyczną, zmarszczek prawie wcale. Szczerze mówiąc, ma cerę lepszą niż ja, młodsza od niej o ćwierćwiecze - a ja ofiarą przemysłu kosmetycznego padłam jeszcze jako nastolatka. Fakt, że dość szybko ochłonęłam i ograniczyłam ilość kosmetyków, a co to jest żel micelarny, też pojęcia nie mam;) Zresztą, moja babcia, pani 80-letnia, zmarszczki ma od niedawna, głównie na skutek schudnięcia po chorobie, i też raczej niewiele. Tak więc nie daj się zwariować:)
    • justinehh Re: Po co tyle tych kosmetyków? 29.03.11, 22:44
      Bo cery są jak biusty, dla każdej pasuje co innego, ktoś może obyć się bez stanika, tzn bez kremu, ktoś inny już nie ...
    • eponak Re: Po co tyle tych kosmetyków? 29.03.11, 22:45
      Jako kosmetyczna sierotka, powiem że nie wiem co to są te kremy i żele, a chyba wyjdziesz najlepiej na tym, że również nie będziesz wiedziała. Widziałaś mnie - mam cerę baaardzo skłonną do podrażnień, więc jak mam problemy to z powodu wody, kurzu i inszego brudu, ale tragiczna nie jest. Kosmetyków nigdy nie używałam, bo przez to miałam problemy. Moja siostra używa - i problemy z cerą ma o wiele większe, a niby te same geny, więc i w pewnym stopniu problemy podobne. Wszystkie moje koleżanki, które "walczyły" z trądzikiem używając specyfików stosownych i masy podkładu oraz pudru źle na tym wychodziły, bo powodowały one jeszcze większe problemy. A to wymagało jeszcze większej warstwy pudru/podkładu itd - samonakręcająca się spirala. Nie twierdzę, że każdy kosmetyk to zuo, ale świadomie można ograniczać, używać jedynie od święta i w razie "nagłego przypadku".

      W ramach anegdotki: ciocia mojej mamy do 80-tki nie miała ani jednej zmarszczki. Pytana skąd taka ładna cera, odpowiadała że przez całe życie używała jedynie kremu Nivea i Elfa, a także zdrowo się odżywiała. W wieku prawie stu lat jej wiek zdradzały jedynie problemy z poruszaniem się, bo z twarzy można było jej dać 50-60 lat :)

      Na pewno nie każdemu taka filozofia służy, ale jeżeli akurat jest się tym szczęśliwcem, to lepiej zapomnieć o istnieniu "niezbędnych" cudów aptecznych i sklepowych.
      • turzyca Re: Po co tyle tych kosmetyków? 30.03.11, 00:06
        Moja siostra używa - i problemy z cerą ma o wie
        > le większe, a niby te same geny, więc i w pewnym stopniu problemy podobne.

        Niby tak, ale niekoniecznie. Moja siostra tradziku praktycznie nie miala. Ja mialam tradzik wrecz wzorcowy, taki jak na tablicach pokazowych, do tego trudny do opanowania, ale po siedmiu latach intensywnej walki sie poddal i od polowy studiow cere mam taka, jaka mam w tej chwili czyli bez zadnych sladow pobitewnych.
        Pacykowanie na to wplywu nie mialo i jak twierdzi moja dermatolozka miec nie powinno, dzisiejsza kolorowka jest jednak innej jakosci niz kiedys. Zakaz makijazu mialam w trakcie leczenia raz, dostalam wtedy brazowe mazidlo do mieszania z kremem leczniczym.

        Nie twierdzę, że każdy kosmetyk to zuo, ale świado
        > mie można ograniczać, używać jedynie od święta i w razie "nagłego przypadku".

        Co mi przypomina teorie z lat szescdziesiatych, ze glowe powinno sie myc nie czesciej niz raz w tygodniu. No mozna ograniczac, jesli komus to nie szkodzi, to co ma sie wysilac, ale jak komus gwaltownie zle na urode wplywa, to po co modzic? Sztuka dla sztuki?
        • izas55 Re: Po co tyle tych kosmetyków? 30.03.11, 06:59
          turzyca napisała:

          > Ja mialam tradzik wrecz wzorcowy, taki jak na tablicach pokazowych, do tego trudny d
          > o opanowania, ale po siedmiu latach intensywnej walki sie poddal i od polowy st
          > udiow cere mam taka, jaka mam w tej chwili czyli bez zadnych sladow pobitewnych

          Nigdy w życiu bym nie zgadła, że walczyłaś z trądzikem. Na prawdę nie masz śladu. Też bym tak chciała...
        • eponak Re: Po co tyle tych kosmetyków? 30.03.11, 10:50
          turzyca napisała:

          > Niby tak, ale niekoniecznie. Moja siostra tradziku praktycznie nie miala. Ja mi
          > alam tradzik wrecz wzorcowy, taki jak na tablicach pokazowych, do tego trudny d
          > o opanowania, ale po siedmiu latach intensywnej walki sie poddal i od polowy st
          > udiow cere mam taka, jaka mam w tej chwili czyli bez zadnych sladow pobitewnych
          > .
          Wiem, że niekoniecznie. Ale większej próby sióstr niestety nie mam. U mnie jest niestety tak, że kosmetyki podrażniają mi skórę, wyglądam ok jak nałożę podkład na cały dzień, ale następnego dnia od razu mam zaczerwienienia i wypryski. U mojej siostry bardzo podobnie - pacynkuje się, ma problemy, nie pacynkuje się, nie ma problemów. Ale to jest u mnie ;)

          > Co mi przypomina teorie z lat szescdziesiatych, ze glowe powinno sie myc nie cz
          > esciej niz raz w tygodniu. No mozna ograniczac, jesli komus to nie szkodzi, to
          > co ma sie wysilac, ale jak komus gwaltownie zle na urode wplywa, to po co modzi
          > c? Sztuka dla sztuki?

          O to mi mniej więcej chodzi. Jak ktoś nie potrzebuje, bo lepiej mu bez świadomości, że istnieją takie i takie kosmetyki, to po co mu one? Jeżeli jest odwrotnie i kosmetyki takie, a takie (przeciwzmarszczkowe, ujędrniające etc.) mu pomagają, to proszę bardzo - może stosować. Mówiłam konkretnie o bathildzie, która raczej nie potrzebuje gwałtownie połowy aptecznych zbiorów ;)
    • maith Re: Po co tyle tych kosmetyków? 29.03.11, 23:08
      Oczywiście na pewno istnieją kosmetyki pomocne komuś na coś.
      Np. ja latem potrzebuję kremu z wysokim filtrem. Lekkiego. To jest konkret.
      A jak ktoś narzeka, że po podniesieniu biustu na właściwą wysokość będzie mu widać zmarszczki na biuście, to wiem, że może pomóc zielona glinka. Ale nie mikrododatek w kremie, tylko glinka.

      Ale poza takimi sytuacjami działa chyba zasada "im mniej (wszystkiego w kremie, a szczególnie upiększaczy na "od razu") tym lepiej"

      Bo reszta to marketing.
      Kupuję sobie krem. A w nim ulotka, z której wynika, że powinnam dokupić jeszcze z 5 innych produktów i spędzić pół dnia na ich wklepywaniu, ale generalnie to warto żebym pomyślała jeszcze o z 2 innych seriach ;)

      Moja praktycznie bezzmarszczkowa babcia ograniczała się do Pani Walewskiej ;)
      No wtedy nie było dziury ozonowej, a ona mieszkała w mieście (na wsiach fotostarzenie idzie szybciej). Ale tu wracamy do początku mojego postu - że czasem coś jest potrzebne, jak filtry latem.
    • besame.mucho Re: Po co tyle tych kosmetyków? 30.03.11, 00:24
      To rozwieję wreszcie te wątpliwości - żel/płyn micelarny to bajer, którego się używa do zmywania twarzy. Ponoć działa jak mleczko/płyn/krem do demakijażu, tonik i żel do mycia twarzy w jednym i nie trzeba się paćkać pozostałym, jak się makijaż zmywa tym. Ja użyłam ze dwa razy w życiu, jak dostałam próbkę. I nie wierzę w te bajery, bo jak później przetarłam twarz wacikiem to była na nim połowa mojego ponoć zmytego makijażu. Ale możemy przyjąć, że akurat ta jedna konkretna firma robi badziewny, albo że ja się tym nie umiałam posłużyć.
      • adwarp Re: Po co tyle tych kosmetyków? 30.03.11, 13:54
        ja mam płyn micelarny Biodermy i nie wyobrażam sobie mycia twarzy czymś innym:) ja polecam
        tu więcej recenzji
        wizaz.pl/kosmetyki/produkt.php?produkt=4702&next=1
        • besame.mucho Re: Po co tyle tych kosmetyków? 30.03.11, 14:02
          A można takiego płynu używać bez wacików? Ja okropnie nie lubię sobie zmywać makijażu wacikami. Zazwyczaj korzystam z kremu do demakijażu Clinique, bo jego można nałożyć na zmoczoną twarz, chwilę poczekać, spłukać wodą i nic nie zostaje. Ale jak te micelarne bajery to takie cuda, to może bym nawet dała im jeszcze jedną szansę, tylko odpadają takie, gdzie się trzeba bawić wacikami.
          • kis-moho Re: Po co tyle tych kosmetyków? 30.03.11, 14:19
            Cuda, nie cuda, po prostu zmywaja makijaz. Ja tez uzywam biodermy, bo mi nie podraznia skory, jakbym miala jakies niepodrazniajace mleczko, to by mi pewnie bylo wszystko jedno. A uzywam zdecydowanie z wacikiem. Nie wiem, jak skuteczne byloby mycie takim plynem twarzy, ale na pewno finansowo by sie zupelnie nie kalkulowalo, bo by ci na jedno mycie pol buteleczki schodzilo :o)
          • madzi1 Re: Po co tyle tych kosmetyków? 30.03.11, 15:34
            Ja używam płynu micelarnego od zawsze. Głównie dlatego, że nie lubię się paćkać mleczkami, potem ich zmywać tonikami i nie wiem co jeszcze. Poza tym moja skóra nie znosi chlorowanej wody, która mnie masakrycznie wysusza. Wiadomo, myć się trzeba, ale kontakt wody ze skóra na twarzy staram się ograniczać.

            > Ale jak te micelarne bajery to takie cuda, to może bym nawet dała im jeszcze j
            > edną szansę, tylko odpadają takie, gdzie się trzeba bawić wacikami.
            Nie da się tego użyć inaczej jak z wacikiem. To ma konsystencję taką jak woda. No bez wacika się nie da. Chyba, że to o czym pisze bathilda, żel micelarny jest w konsystencji takiej jak nazwa wskazuje, to pewnie można bez wacika.
            • zmijunia.lbn Re: Po co tyle tych kosmetyków? 30.03.11, 21:28
              madzi1 napisała:

              > Ja używam płynu micelarnego od zawsze. Głównie dlatego, że nie lubię się paćkać
              > mleczkami, potem ich zmywać tonikami i nie wiem co jeszcze.

              O, to ja nie wpadłam na to że powinnam zmyć z siebie mleczko do demakijażu.. A zwłaszcza że powinnam je zmyć tonikiem, którego zresztą nie zaposiadam i nigdy w życiu nie używałam. Ile to się człowiek może nauczyć w internecie :D
              • besame.mucho Re: Po co tyle tych kosmetyków? 30.03.11, 21:32
                Sporo osób chyba nie zmywa mleczka.

                Ja mam jakąś taką barierę, że się po prostu nie czuję czysta jak nie umyję twarzy wodą. Dlatego do demakijażu wolę używać spłukiwanych kosmetyków niż ścieranych wacikami.
                • kotwtrampkach Re: Po co tyle tych kosmetyków? 30.03.11, 23:22
                  besame.mucho napisała:

                  > Sporo osób chyba nie zmywa mleczka.
                  >
                  > Ja mam jakąś taką barierę, że się po prostu nie czuję czysta jak nie umyję twar
                  > zy wodą. Dlatego do demakijażu wolę używać spłukiwanych kosmetyków niż ścierany
                  > ch wacikami.
                  ja zazwyczaj zmywam wacikiem a potem wodą ;-) zwłaszcza tusz mi wygodniej w taki sposób usunąć z oczu.
                • agnesp76 Re: Po co tyle tych kosmetyków? 31.03.11, 09:37
                  besame.mucho napisała:

                  > Sporo osób chyba nie zmywa mleczka.
                  >
                  > Ja mam jakąś taką barierę, że się po prostu nie czuję czysta jak nie umyję twar
                  > zy wodą. Dlatego do demakijażu wolę używać spłukiwanych kosmetyków niż ścierany
                  > ch wacikami.

                  O to ja tak mam też :)
                  Kiedyś zmywałam mleczkiem i potem tonik lub zwyczajnie woda, ale z mleczkiem były problemy, bo niektóre podrażniały mi okolice oczu, więc dochodziło jeszcze cudo do demakijażu oczu.
                  Kiedyś jednak natknęłam się na post madzioreck (nie pamiętam czego dotyczył wątek), pisała, że zmywa makijaż żelem oliwkowym ziai i od tamtej pory ja też tak robię - to chyba jeden z lepszych wynalazków, nie podrażnia i zmywa się wodą :)
                  • madzioreck Re: Po co tyle tych kosmetyków? 31.03.11, 20:54
                    > Kiedyś jednak natknęłam się na post madzioreck (nie pamiętam czego dotyczył wąt
                    > ek), pisała, że zmywa makijaż żelem oliwkowym ziai i od tamtej pory ja też tak
                    > robię - to chyba jeden z lepszych wynalazków, nie podrażnia i zmywa się wodą :)

                    A jakiś czas temu, jak mi się skończył żel oliwkowy i nie było go tam, gdzie zwykle kupuję, odkryłam, że jeszcze fajniej jest, jak myję twarz płynem do higieny intymnej - też Ziaji, taki zwykły, niebieski :)
                    • agnesp76 Re: Po co tyle tych kosmetyków? 31.03.11, 22:23
                      madzioreck napisała:

                      > > Kiedyś jednak natknęłam się na post madzioreck (nie pamiętam czego dotycz
                      > ył wąt
                      > > ek), pisała, że zmywa makijaż żelem oliwkowym ziai i od tamtej pory ja te
                      > ż tak
                      > > robię - to chyba jeden z lepszych wynalazków, nie podrażnia i zmywa się w
                      > odą :)
                      >
                      > A jakiś czas temu, jak mi się skończył żel oliwkowy i nie było go tam, gdzie zw
                      > ykle kupuję, odkryłam, że jeszcze fajniej jest, jak myję twarz płynem do higien
                      > y intymnej - też Ziaji, taki zwykły, niebieski :)


                      Płyn do h. i. też czasem stosuję w tym celu, ponoć ma ph odpowiednie i do paszczy :)
                      • slotna Re: Po co tyle tych kosmetyków? 31.03.11, 23:00
                        > Płyn do h. i. też czasem stosuję w tym celu, ponoć ma ph odpowiednie i do paszc
                        > zy :)

                        Ja tez, ja tez - od wielu lat. To znaczy w Polsce, bo wyobrazcie sobie, w Irlandii jest go trudno dostac, widzialam w ogole najwyzej w 3 wersjach, ale zazwyczaj jest jedna, o ile w ogole jest. I drogi! Ewentualnie mozna probowac zamawiac Ziaje przez polskie sklepy, ale to juz do pyska wole olejek BU (ktory wystarcza na wieki) i Lipikar LRP.
                        • turzyca Re: Po co tyle tych kosmetyków? 31.03.11, 23:09
                          To znaczy w Polsce, bo wyobrazcie sobie, w Irlan
                          > dii jest go trudno dostac, widzialam w ogole najwyzej w 3 wersjach, ale zazwycz
                          > aj jest jedna, o ile w ogole jest. I drogi!

                          Dlatego ja sobie przywoze moj ukochany niebieski z aa. On ma pompke i odmierza dosc male porcje, wiec wystarcza na dlugo, raz do roku moge sobie do walizki te pol kilo dolozyc.
                          • slotna Re: Po co tyle tych kosmetyków? 31.03.11, 23:39
                            > Dlatego ja sobie przywoze moj ukochany niebieski z aa. On ma pompke i odmierza
                            > dosc male porcje, wiec wystarcza na dlugo, raz do roku moge sobie do walizki te
                            > pol kilo dolozyc.

                            Do uzytku wlasciwego to sobie kupuje albo przywoze czasem tez, ale mowie, ze do mycia twarzy juz sie tak nie oplaca jak w Polsce, skoro odpowiednie preparaty sa tansze i/lub latwiej dostepne.
              • madzi1 Re: Po co tyle tych kosmetyków? 31.03.11, 11:49
                zmijunia.lbn napisała:

                > madzi1 napisała:
                >
                > > Ja używam płynu micelarnego od zawsze. Głównie dlatego, że nie lubię się
                > paćkać
                > > mleczkami, potem ich zmywać tonikami i nie wiem co jeszcze.
                >
                > O, to ja nie wpadłam na to że powinnam zmyć z siebie mleczko do demakijażu.. A
                > zwłaszcza że powinnam je zmyć tonikiem, którego zresztą nie zaposiadam i nigdy
                > w życiu nie używałam. Ile to się człowiek może nauczyć w internecie :D
                >

                Żmijunia, ja nie wiem czy tak trzeba robić, ale ja osobiście tak bym robiła bo mleczka mi na skórze zostawiają tłustą warstewkę i czuję się z tym potem strasznie, jakbym wogóle nie umyła twarzy.
                • zmijunia.lbn Re: Po co tyle tych kosmetyków? 01.04.11, 19:42
                  madzi1 napisała:

                  > zmijunia.lbn napisała:
                  >
                  > > madzi1 napisała:
                  > >
                  > > > Ja używam płynu micelarnego od zawsze. Głównie dlatego, że nie lubi
                  > ę się
                  > > paćkać
                  > > > mleczkami, potem ich zmywać tonikami i nie wiem co jeszcze.
                  > >
                  > > O, to ja nie wpadłam na to że powinnam zmyć z siebie mleczko do demakijaż
                  > u.. A
                  > > zwłaszcza że powinnam je zmyć tonikiem, którego zresztą nie zaposiadam i
                  > nigdy
                  > > w życiu nie używałam. Ile to się człowiek może nauczyć w internecie :D
                  > >
                  >
                  > Żmijunia, ja nie wiem czy tak trzeba robić, ale ja osobiście tak bym robiła bo
                  > mleczka mi na skórze zostawiają tłustą warstewkę i czuję się z tym potem strasz
                  > nie, jakbym wogóle nie umyła twarzy.

                  Może to kwestia tego, że ja maluję (a więc i zmywam) tylko oczy ;)
                • pierwszalitera Re: Po co tyle tych kosmetyków? 01.04.11, 20:01
                  madzi1 napisała:

                  > Żmijunia, ja nie wiem czy tak trzeba robić, ale ja osobiście tak bym robiła bo
                  > mleczka mi na skórze zostawiają tłustą warstewkę i czuję się z tym potem strasz
                  > nie, jakbym wogóle nie umyła twarzy.

                  Istnieją mleczka z niewielkim dodatkiem bardzo łagodnego detergentu na bazie cukru. Te emulgują, czyli zmywają się wodą. Ja nakładam takie mleczko na umalowaną twarz i używam go jak mydło zmywając po prostu wodą. Usuwa makijaż, jest delikatniejsze od żeli do mycia, nie wymaga ścierania wacikami (moja cera nie znosi tarcia wacikami) i nie zostawia tłustego filmu. Ta substancja myjąca w mleczku nazywa się Lauryl Clucoside.
                  • besame.mucho Re: Po co tyle tych kosmetyków? 01.04.11, 20:45
                    Ja używam takich samych. Tzn. moje się akurat nazywa nie mleczko tylko krem, ale działa tak samo - nakładam, chwilę masuję (albo jak mi się nie chce masować to na chwilę zostawiam) i zmywam wodą. Dla mnie najwygodniejsza opcja no i czuję się po niej najczystsza.
                    • madzioreck Litera, Besame... 02.04.11, 00:40
                      jakich konkretnie tych mleczek używacie? Czuję, ze to coś dla mnie :)
                      • pierwszalitera Re: Litera, Besame... 02.04.11, 01:29
                        madzioreck napisała:

                        > jakich konkretnie tych mleczek używacie? Czuję, ze to coś dla mnie :)

                        Będzie ciężko dostać w Polsce. Używam mleczka taniej marki ekologicznej Alverde, dostępnej w niemieckiej drogerii DM. Produkt nazywa się Mleczko Oczyszczające Dzika Róża (Reinigungsmilch Wildrose), dla cery suchej i wrażliwej. Cena jakieś 2,25 euro za 150ml.
                        4.bp.blogspot.com/_KgxL9XFeY-o/S97Nh_J0OfI/AAAAAAAAAfU/ZnKiF3KxzmE/s1600/miclhvorne.png
                        • justinehh Re: Litera, Besame... 02.04.11, 01:37
                          A pytałaś Kury czy nie ma na stanie?
                        • mankencja Re: Litera, Besame... 02.04.11, 12:22
                          z tego, co slyszalam, kosmetyki Alverde są/mają być dostępne w Rossmanie
                          • anka_z_lasu Alverde 02.04.11, 17:00
                            W Rossmannie dostępna jest marka Alterra, ale czy i co ma wspólnego z Alverde - tego nie wiem.
                            Swoja drogą, mają przyjemną maskę do włosów z granatem ;)
                            • pierwszalitera Re: Alverde 03.04.11, 02:20
                              anka_z_lasu napisała:

                              > W Rossmannie dostępna jest marka Alterra, ale czy i co ma wspólnego z Alverde -
                              > tego nie wiem.


                              Alterra to nie jest Alverde, nawet jak niektórzy tak myślą. Wiele sieci drogeryjnych posiada swoje własne firmowe marki. Drogeria DM ma oprócz ekologicznej Alverde jeszcze konwencjonalną Balea, markę dla dzieci pod nazwą Babylove i kolorowe kosmetyki p2 cosmetics. Rossmann ma jakieś swoje, nie znam dokładnie, bo do Rossmanna chodzę rzadko. Rossmann i DM, to są konkurujące przedsiębiorstwa i ich firmowe marki, to nie jest to samo. Alverde poszła w górę jak rakieta w ostatnich latach, co chwila rozszerzają stały asortyment, właśnie dlatego, że kosmetyki są znakomite i świetnie się sprzedają. Alterra rozwija się znacznie wolniej. Nie znaczy, że jest zła, ale z jakiegoś powodu gorzej się chyba w Niemczech sprzedaje. DM to jest sieć drogeryjna koncentrująca się tylko na niemieckim i austriackim rynku, Rossmann orientuje się też międzynarodowo.
                            • klymenystra Re: Alverde 03.04.11, 09:36
                              Gdzieś czytałam, że te marki mają ze sobą coś wspólnego. Może właściciela.
                              • pierwszalitera Re: Alverde 03.04.11, 13:49
                                klymenystra napisała:

                                > Gdzieś czytałam, że te marki mają ze sobą coś wspólnego. Może właściciela.

                                Na forum ktoś coś takiego zasugerował, pewnie dlatego, że nazwy brzmią podobne i obie marki są ekologiczne. Ale właścicielem pierwszej jest DM, drugiej Rossmann. Do 2007 roku obie marki były produkowane (na zamówienie) przez Logocos Naturkosmetik Ag, po tym ich produkcja została sprzedana koncernowi DALLI-WERKE GmbH & Co. KG. Ale to nie świadczy, że produkty są identyczne i mają coś ze sobą wspólnego. To jest normalne, że wysoko jakościowe produkty nie pochodzą każda osobno z maleńkich manufaktur, tylko produkowane są przez specjalistyczne chemiczne koncerny. Receptury i jakość surowców mogą być jednak zupełnie inne, bo takie olbrzymie fabryki nie mają tylko jednego rondla do mieszania kremu i mogą produkować przeróżne rzeczy z przeróżnych substancji.
                                Logocos produkuje ciągle jeszcze także Logonę, Heliotropa, Neobio i Sante, inne znane ekologiczne marki. Dalli-Werke to jest olbrzym i produkuje całą masę rzeczy, począwszy od chemii gospodarczej, proszków do prania, przez konwencjonalne kosmetyki wielu marek, po kosmetyki ekologiczne. Trzeba jednak dodać, że marki Alverde i Alterra nie są jakimś cudem świata. Spełniają tylko podstawowe standardy ekologicznych kosmetyków, na przykład muszą mieć w składzie tylko 70% ekologicznych surowców. Inne marki, takie jak Weleda, Wala, Santaverde, Primavera, czy te należące ciągle do grupy Logocos, stawiają sobie wyższe standardy. Dlatego są też droższe.
                            • mankencja Uprzejmie donoszę, że pomyliły mi się nazwy. 03.04.11, 22:18
                              I przepraszam za zamieszanie.
                      • besame.mucho Re: Litera, Besame... 02.04.11, 10:36
                        Ja używam Clinique. Napiszę dokładną nazwę jak będę pisała z domowego komputera i będę mogła zerknąć na tubkę.
                        • besame.mucho Re: Litera, Besame... 02.04.11, 14:30
                          Mój się nazywa Clinique, comforting cream cleanser (mam suchą skórę i on jest do takiej, z tej samej serii jest też do cery normalnej - ten jeśli dobrze pamiętam nazywa się "pianka" a nie "krem" - i chyba też jakiś do tłustej). Jest niestety dosyć drogi, ale to jedyny taki specyfik do suchej i wrażliwej skóry, który dobrze mi domywa skórę. Inne dla takiej cery zawsze były na tyle delikatne, że zostawiały mi pół makijażu. Ten jest delikatny, nie podrażnia, ale zmywa do czysta. Aha - nigdy nie używam wodoodpornego tuszu, nie wiem czy z takim by sobie poradził.

                          Gdyby ktoś podał tańszą, a równie skuteczną, alternatywę, to chętnie spróbuję!
    • izas55 Re: Po co tyle tych kosmetyków? 30.03.11, 07:21
      Piszę z perspektywy osoby której lodówka służy do składowania słoiczków, tubek i buteleczek i miliona odcieni podkładów, których sama nie użyję nie ma takiej opcji żebym miała cerę w kolorze kości słoniowej lub ciemnego karmelu.

      Dla mnie taka drogeria czy apteka to jak sklep z zabawkami, najlepiej dla mnie by było gdyby kremy sprzedawano w opakowaniach po 10ml, wtedy mogłabym szybciej wszystkie wypróbować. I to wszystko mimo tego że wiem iż w 95% nie mają żadnego innego działania poza utrzymaniem wody w skórze. No i 99% to tylko i wyłącznie chwyt marketingowy. Duże koncerny które skupiają wiele marek najpierw wypuszczają ten produkt jako ultra drogą nowość a potem to samo jako markę popularną po roku czy dwóch.
      Ale potrafię się ograniczyć, w związku z tym nigdy nie kupię sobie kremu la prairie czy sisley.

      Uzależnienia nie wyniosłam z domu, moja mama należy do tych które całe życie używała wody z mydłem i kremu nivea. Pierwsze zmarszczki pojawiły się u niej koło 60tki.
      Głęboko wierzę, że odziedziczyłam ja po niej i ilość wklepywanych rzeczy mi nie zaszkodzi ;-).

      Jako członkini konsylium podtrzymuję zdecydowanie opinię na temat ;-). Nie używaj jak nie odczuwasz potrzeby poza sezonem grzewczym
      • pierwszalitera Wiek a zmarszczki 30.03.11, 14:27
        izas55 napisała:

        Pierwsze zmarszczki pojawiły się u niej koło
        > 60tki.

        Chcę zakwestionawać to zdanie, bo przekłamuje rzeczywistość. Być może niedokładnie patrzyłaś na twarz mamy, bo jak widuje się kogoś często, to takie rzeczy nie wpadają w oko. Albo chciałaś wyrazić, że dopiero w wieku lat 60 twarz mamy zacząła wyglądać wyraźnie starzej, ale nie ma bata, pierwsze zmarszczki pokazują się dużo, dużo wcześniej. Sama skończyłam już kilka lat temu 40 lat, dlatego rozglądam się po kobietach w moim wieku, tych nieco młodszych i nieco starszych, chociażby po to, by się trochę porównać. O ile nie mam prawie żadnych zmarszczek z wysuszenia skóry (mieszana cera, dobrze pielęgnowana), na przykład takich wokoło oczu, czy ust, to zmarszczek mimicznych (na przykład na czole, czy tzw. śmiechu) nie da się uniknąć, te pokazują się wyraźnie u wielu kobiet już w okolicach 25 lat, a u tych z lepszym genetycznym wyposażeniem i zdrowym trybem życia jakieś 10-14 lat później. Ale na pewno nie dopiero koło 60-tki. Chociażby dlatego, że spadek hormonów najpóźniej w okolicach 50-tki wpływa dramatycznie na strukturę i jędrność głębszej warstwy skóry. To nie znaczy, że w wieku lat 60 wygląda się już jak pomarszczona staruszka, można mieć relatywnie młodą twarz, jednak nie podtrzymujmy tu legend o jednorożcach. Kobiety w moim wieku bez żadnych zmarszczek jeszcze nie widziałam, chyba, że mówimy o Nicole Kidman, ale w tym przypadku trudno mówić o łaskawej naturze i kremie Nivea.
        • ciociazlarada Re: Wiek a zmarszczki 30.03.11, 14:38
          Ja tez sie zawsze zastanawiam, skad biora sie takie deklaracje jak ta, ktora cytujesz. Moze chodzi tutaj o glebokie zmarszczki w formie gestej siateczki powstajace glownie na skutek powaznych uszkodzen kolagenu przez palenie i opalanie sie? Takich to faktycznie, nie ma i moja 68 letnia mama, ale nie miec zmarszczek w ogole do wieku X (wstawic ulubiona liczbe) wydaje mi sie byc miejska legenda.
          Mam dwie mimiczne zmarszczki na czole, ktore pojawily mi sie w wieku okolo 10 lat (tak,tak). Poza tym nie narzekam. Mam sie spisac na straty:)?
          • pierwszalitera Re: Wiek a zmarszczki 30.03.11, 14:51
            ciociazlarada napisała:

            > Ja tez sie zawsze zastanawiam, skad biora sie takie deklaracje jak ta, ktora cy
            > tujesz.

            Tak mi się właśnie przypomniało, owszem, widuję czasem bardzo gładkie twarze powyżej 40-tki, u bardzo otyłych kobiet, u których skóra naciągnięta jest wypełniającym go tłuszczem. Ale to dopiero przy BMI powyżej 45.
        • madzioreck Re: Wiek a zmarszczki 30.03.11, 19:26
          Też się zastanawiam... może chodzi o te zmarszczki poza mimicznymi? Bo tych raczej ciężko uniknąć do 60rż...
          • eponak Re: Wiek a zmarszczki 30.03.11, 20:04
            Mi chodziło o zmarszczki poza mimicznymi - chociaż i tych ciocia mojej mamy miała niewiele. Praktycznie tyle co i ja mam - koło ust i na czole. Mimiczne mogą się pojawić w każdym wieku, ja swoich się dorobiłam już parę lat temu, a stosunkowo młoda jestem. A takie "ze starości" i obniżenie napięcia w skórze pojawiło się u cioci dopiero po 80 roku życia. Mam jej zdjęcie z 99 urodzin i naprawdę wygląda stosunkowo młodziutko - zadbana pani przed 60 rokiem życia. Pytałam nawet znajomych pokazując jej zdjęcie o wiem i nikt nie obstawił więcej niż 60, a jak później przyznali, to i tak sugerowali się głównie siwymi włosami. Więc - można i tak, jeśli ma się geny, krem nivea czy odżywianie.
            • pierwszalitera Re: Wiek a zmarszczki 30.03.11, 22:53
              eponak napisała:

              A takie "ze starości" i obniżenie napięcia w skórze pojawiło
              > się u cioci dopiero po 80 roku życia. Mam jej zdjęcie z 99 urodzin i naprawdę
              > wygląda stosunkowo młodziutko - zadbana pani przed 60 rokiem życia.

              To tobie nie o zmarszczki chodzi, a o opadnięcie mięśni twarzy. I bardzo chciałabym ci z tą 99-letnią babcią wierzyć, ale... nie wierzę. Można wyglądać na 10 lat młodszą, może przy jakiś wyjątkach i 20, ale nigdy 40. Nie wiem też do czego odnosisz to "pani przed 60 rokiem życia", bo statystyczna Polka bywa w tym wieku faktycznie często mało zadbana i wygląda starzej, ale zadbana 60-tka, to jest dla mnie Catherine Deneuve. Poniżej dwa zdjęcia w wieku lat 60 i zmarszczki widać wyraźnie. Nie wierzę jednak, że twoja 99 letnia babcia miała taką twarz.
              www.rp-online.de/kultur/film/Catherine-Deneuve-wird-60_aid_23490.html
              www.stern.de/kultur/film/catherine-deneuve-zeitlose-eleganz-und-unterkuehlte-erotik-514640.html
              A tu masz Sharon Stone w wieku lat 50. Jej twarz ma też już zmarszczki.
              www.welt.de/vermischtes/article1769723/Sharon_Stone_die_Femme_Fatale_wird_50.html
              • eponak Re: Wiek a zmarszczki 31.03.11, 01:22
                pierwszalitera napisała:

                > To tobie nie o zmarszczki chodzi, a o opadnięcie mięśni twarzy.

                Błąd. O opadnięcie oraz o zmarszczki i wszelkie bruzdy, które pojawiają się wraz ze starzeniem. Ale nie o zmarszczki mimiczne, które wiążą się z mimiką, a pośrednio i ze starzeniem, czy też upływem czasu i podatnością skóry na mimikę.

                I bardzo chcia
                > łabym ci z tą 99-letnią babcią wierzyć, ale... nie wierzę.

                Wiesz, że nie potrzebuję Twojej wiary w to? :D Potraktowałam to jako anegdotkę, bo miałam w rodzinie kogoś, kto baaardzo późno poddał się zestarzał, a nie używał przy tym masy kosmetyków. Co dla mnie jest dowodem, że są osoby, którym ich po prostu nie trzeba, żeby dobrze wyglądać. Nie napisałam tego, żeby Cię przekonać, że taka osoba żyła ;)

                Można wyglądać na 10
                > lat młodszą, może przy jakiś wyjątkach i 20, ale nigdy 40.

                Bo...? Bo Ty masz już zmarszczki w wieku ok 40 lat, więc nie ma szans, żeby ktoś w wieku późniejszym mógł ich nie mieć? A i tak wynika z Twoich obserwacji kobiet starszych i młodszych? A więc ciocia ze strony mojej matki musiała być poorana głębokimi bruzdami, kiedy skończyła 99 lat, a Iza jest ślepa na z pewnością widoczne zmarszczki swojej mamy..? Nie wszyscy jesteśmy zaprogramowani wg jednego zegarka, to że spadek hormonów następuje ok 50 roku życia nie oznacza, że wszystkie kobiety w tym wieku stracą ładną cerę i "starość" będzie u nich widoczna. Są szczęśliwe jednostki, które pociągną trochę dłużej z młodym wyglądem, a i są też takie, które już po 20 roku zycia się zestarzeją.

                Aż mi się jeszcze jeden jednorożec przypomniał - poznałam na kursie językowym kobietę, którą uważałam za mniej-więcej w moim wieku. A zachowywała się na sporo młodszą. Ogromnie mnie zaskoczyło, kiedy się okazało, że zmarło jej dziecko i musiała na tydzień wrócić do swojego kraju. Ja byłam na tyle głupia, że wzięłam ją za albinoskę. Ale ona też nie istniała :D Aż sobie poszukam zdjęć z kursu, bo te pewnie mam na komputerze :) Mam zdjęcie jednorożca, fajnie :) Co prawda nie wiem czy ona bliżej 40 czy 50-tki, bo nie pytałam, trochę głupio pytać o to osobę w żałobie, kiedy odwiedza się ją jedynie, żeby przynieść jej jedzenie i złożyć wyrazy współczucia.

                Nie wiem też do cze
                > go odnosisz to "pani przed 60 rokiem życia", bo statystyczna Polka bywa w tym w
                > ieku faktycznie często mało zadbana i wygląda starzej, ale zadbana 60-tka, to j
                > est dla mnie Catherine Deneuve. Poniżej dwa zdjęcia w wieku lat 60 i zmarszczk
                > i widać wyraźnie. Nie wierzę jednak, że twoja 99 letnia babcia miała taką twarz
                > A tu masz Sharon Stone w wieku lat 50. Jej twarz ma też już zmarszczki.
                >
                Co mam Twoim zdaniem zrobić? Porównać znaną mi osobę do Stone i Deneuve, które nie odmawiały sobie operacji i wyglądają przede wszystkim sztucznie? Bynajmniej nie miałam na myśli czegoś w stylu "statystycznej Polki", którą pewnie wyobraża się, jako pobrużdżoną i przygiętą do ziemi, bo kartofle zawzięcie pół życia kopała. Raczej "zadbana pancia krakowska", która pracowała intelektualnie (o ile w ogóle..) i zbyt wiele zmartwień w życiu nie miała.

                • turzyca Re: Wiek a zmarszczki 31.03.11, 01:39

                  > Aż mi się jeszcze jeden jednorożec przypomniał - poznałam na kursie językowym k
                  > obietę, którą uważałam za mniej-więcej w moim wieku.

                  Droga luznych skojarzen przypomnial mi sie pewien japonski profesor, przy ktorym dziwilismy sie, ze tak mlodo profesure zrobil, a potem okazalo sie, ze mial ponad 60 lat. I wierze w to tylko dlatego, ze mialam w reku jego prawo jazdy i sama odczytalam date urodzenia. :D

                  I w sumie wszystko jest kwestia rozkladu na krzywej Gaussa, skoro sa osoby, ktore zaczynaja miec pierwsze zmarszczki mimiczne, majac lat 10, to logicznie rzecz biorac musza byc osoby, ktore pierwsze zmarszczki mimiczne beda mialy, majac lat 40 czy 50. Ja w to wierze o tyle, ze mialam na roku kolezanke wygladajaca na mocno nieletnia, a podczas jej slubu zobaczylam jej matke i tylko dlatego, ze pelnila role matki panny mlodej, wiedzialam, ze pani musi miec co najmniej 43 lata. Gdyby sie podawala za kolezanke panny mlodej z drugiego seminarium magisterskiego uwierzylabym bez problemu, wygladala swiezej niz niektore nasze kolezanki.
                  • justinehh Re: Wiek a zmarszczki 31.03.11, 01:52
                    Drogą luźnych skojarzeń spojrzałam na matkę- rocznik 42, trochę przy kości, pracowicie wklepująca w twarz rozmaite kremy od kiedy pamiętam. I zdziwienie różnych osób, dających jej piętnaście lat mniej ...
                    • pierwszalitera Re: Wiek a zmarszczki 31.03.11, 02:11
                      justinehh napisała:

                      > Drogą luźnych skojarzeń spojrzałam na matkę- rocznik 42, trochę przy kości, pra
                      > cowicie wklepująca w twarz rozmaite kremy od kiedy pamiętam. I zdziwienie różny
                      > ch osób, dających jej piętnaście lat mniej ...

                      W to akurat wierzę. Mam zamiar w wieku lat 70-ciu też nie wyglądać starzej niż 55. ;-) Zresztą mój tato tak właśnie wygląda, bez wklepywania kremów. ;-)
                  • pierwszalitera Re: Wiek a zmarszczki 31.03.11, 02:25
                    turzyca napisała:

                    a w to wierze o tyle, ze mialam na roku kolezanke wygladajaca n
                    > a mocno nieletnia, a podczas jej slubu zobaczylam jej matke i tylko dlatego, ze
                    > pelnila role matki panny mlodej, wiedzialam, ze pani musi miec co najmniej 43
                    > lata. Gdyby sie podawala za kolezanke panny mlodej z drugiego seminarium magist
                    > erskiego uwierzylabym bez problemu, wygladala swiezej niz niektore nasze koleza
                    > nki.

                    Tak, ale do oceny wieku podciągamy różne faktory. Do nich należą na przykład sylwetka, typ urody (blondynki wyglądają na młodsze), sposób poruszania, bycia, ubierania się, ogólny styling itp. I w wieku lat 43 można wyglądać jeszcze bardzo młodo.
                    • turzyca Re: Wiek a zmarszczki 31.03.11, 02:35
                      Pani miala w rzeczywistosci lat 50, bo corke urodzila po dyplomie, byla ciemnowlosa, wiec z tego powodu zadnej taryfy ulgowej, miala na sobie letnia garsonke i zajmowala miejsce matki panny mlodej. I miala po prostu bardzo mloda twarz. Zdarza sie. Rzadko bo rzadko, ale sie zdarza, w koncu to tylko kwestia statystyki, zupelnie siwowlosy 19-latek i kruczoczarne wlosy u 60-latka to tez tylko kwestia statystyki, takie osoby musza sie trafic.
                  • slotna Re: Wiek a zmarszczki 31.03.11, 02:37
                    > Droga luznych skojarzen przypomnial mi sie pewien japonski profesor, przy ktory
                    > m dziwilismy sie, ze tak mlodo profesure zrobil, a potem okazalo sie, ze mial p
                    > onad 60 lat. I wierze w to tylko dlatego, ze mialam w reku jego prawo jazdy i s
                    > ama odczytalam date urodzenia. :D

                    Ja podobny szok przezylam najpierw kiedy poznalam Japonke, ktora wygladala na nastolatke, a byla po trzydziestce, po czym troche pozniej, kiedy do grupy na kursie dolaczyla Koreanka, ktora wygladala na trzydziesci piec, a byla po piecdziesiatce. Obu nie moglam uwierzyc. Japonka pytala mnie zreszta, czy mam meza i dzieci, a sama wtedy dopiero skonczylam 19 lat i bylam zdziwiona, ze jej zdaniem juz powinnam ;)

                    Sama jestem ciekawa, jak sie zestarzeje. Moja mama dlugo miala rozne rodzaje tradziku i rozmaite problemy z tym zwiazane, ale zmarszczek specjalnie nie miala. Od paru lat ma juz ladna, gladka cere i wyglada zdecydowanie mlodziej niz powinna. Zawsze sie malowala, ale tez zawsze zmywala dokladnie makijaz i uzywala kremow. Jej mama natomiast czasem sie czyms smaruje, ale rzadko, chwali nivee i moim zdaniem to po niej widac, ale winne na pewno tez jest nadmierne opalanie.

                    Ja sie zmaruje kremem dwa razy dziennie, peelinguje regularnie, a reszte zabiegow robie nieregularnie dla przyjemnosci. Teraz mam klopot - wielu kosmetykow musialam sie pozbyc, bo zaostrzaly mi zmiany alergiczne. Do tej pory jedyne problemy jakie mialam z cera, to pekajace naczynka i nie umiem sobie jeszcze dac rady z obostrzeniami.
                • pierwszalitera Re: Wiek a zmarszczki 31.03.11, 02:07
                  eponak napisała:

                  > Wiesz, że nie potrzebuję Twojej wiary w to? :D Potraktowałam to jako anegdotkę,
                  > bo miałam w rodzinie kogoś, kto baaardzo późno poddał się zestarzał, a nie uży
                  > wał przy tym masy kosmetyków.

                  Anegdota taka sama jak o niepokalanym poczęciu i jednorożcu. Pokaż zdjęcie babci, bo ciekawość mnie zżera. Autentycznie. Oczywiście wierzę, że ktoś, kto dożył 99 lat miał predyspozycje do dobrego zdrowia i długiej młodości, ale odrobinę z tym rodzinnym mitem przesadziłaś.


                  > Bo...? Bo Ty masz już zmarszczki w wieku ok 40 lat, więc nie ma szans, żeby kto
                  > ś w wieku późniejszym mógł ich nie mieć?

                  Ha, ha, ha. Bo cudów nie ma. Takie rzeczy to tylko w filmach. Eliksir madam von Rhoman z "Ze śmiercią jej do twarzy". ;-) Jak w normalnym życiu znajdziesz kobietę w wieku lat 40, (ja w tym roku skończę 45) bez zmarszczek, to podaj mi jej adres, bo chętnie się dowiem, jak ona to robi. A ja i tak mam wyjątkowo gładką twarz jak na mój wiek, ludzie odejmują mi zwykle kilka lat i oceniają mnie na góra trzydzieści pięć, z czego jestem bardzo zadowolona. Więc nie pisałam tego, bo wyjątkowo wcześnie się zestarzałam i zazdroszczę 60 letniej kobiecie młodości. Jestem tylko realistką, co do postępującego czasu i naturalnych możliwości kontrolowania zmian.

                  > Co prawda n
                  > ie wiem czy ona bliżej 40 czy 50-tki, bo nie pytałam, trochę głupio pytać o to
                  > osobę w żałobie, kiedy odwiedza się ją jedynie, żeby przynieść jej jedzenie i z
                  > łożyć wyrazy współczucia.

                  Na tym polega chyba twój problem, że NIE WiESZ, ile lat mają oceniane przez ciebie kobiety. Nie gniewaj się, ale niektórzy ludzie nie potrafią określić wieku ludzi starszych od siebie i mają tylko jakieś tam wyobrażenia.


                  > Porównać znaną mi osobę do Stone i Deneuve, które
                  > nie odmawiały sobie operacji i wyglądają przede wszystkim sztucznie?

                  No widzisz jak kierujesz się niesprawdzonymi informacjami i tym, co ktoś tam o kimś powiedział? Zarówno Deneuve jak i Stone mają naturalne, niezoperowane twarze. Zresztą podałam je jako przykład, że pierwsze zmarszczki nie pojawiają się koło 60-tki, tylko nawet u dbających o sobie kobiet wcześniej. Gdyby się zoperowały, albo zbotoksowały, to by wyglądały jak Zsa Zsa Gabor:
                  www.n24.de/media/_fotos/3panorama/2009/januar_16/090126_1/ZsaZsa_dpa.jpg
                  Która pomimo wielu operacji wyglądała w wieku 94 lat tak:
                  www.antenne.at/uploads/pics/Zsa_Zsa_Gabor_July19newsne.jpg
                  • turzyca Re: Wiek a zmarszczki 31.03.11, 02:52
                    > No widzisz jak kierujesz się niesprawdzonymi informacjami i tym, co ktoś tam o
                    > kimś powiedział? Zarówno Deneuve jak i Stone mają naturalne, niezoperowane twar
                    > ze.

                    www.plejada.pl/17,43477,foto,,19965,1,,catherine-deneuve-ofiara-chirurgii-plastycznej,artykul.html
                    www.ofeminin.pl/operacje-plastyczne/operacje-plastyczne-gwiazd-d8782c165769.html
                    • pierwszalitera Re: Wiek a zmarszczki 31.03.11, 12:17
                      turzyca napisała:

                      Pierwszy dowód (Deneuve) to nie dowód, a plotkarski portal, bez odrobiny prawdy w stwierdzeniu. Ach, to nawet nie stwierdzenie, tylko pytanie.
                      Jeżeli chodzi o Stone, to trochę mało tego botoksu sobie wstrzyknęła, bo jakoś zmarszczki pozostały. O gwiazdach opowiada się zresztą niestworzone rzeczy, bo jak ktoś jest sławny, to oczywiście musi korzystać ze wszystkiego co istnieje, a gładkie twarzy do 60-tki i wyglądanie jak rówieśnica córki, to oczywiście tylko u jakiś kobiety widm, co to tylko wodę, mydło i krem Nivea. ;-)
                      • turzyca Re: Wiek a zmarszczki 31.03.11, 17:01
                        > Jeżeli chodzi o Stone, to trochę mało tego botoksu sobie wstrzyknęła, bo jakoś
                        > zmarszczki pozostały

                        Ja sie nie wypowiadam o efektach ingerencji, ja sie odnosze do Twojego stwierdzenia o niezoperowanych twarzach - obydwie panie ingerencje mialy, Stone sie do nich przyznaje wprost, Deneuve dodatkowo jest wszedzie wymieniana jako fanka zlotych nici. Trzeba bylo przywolywac Meryl Streep.
                        • pierwszalitera Re: Wiek a zmarszczki 31.03.11, 21:32
                          turzyca napisała:

                          >Trzeba bylo przywolywac Meryl Streep.

                          To mogłaś od razu podać to nazwisko, skoro wiesz lepiej, zamiast zabawiać się w udawadnianie czegoś, co dla dyskusji nie ma żadnego znaczenia.
                          • turzyca Re: Wiek a zmarszczki 03.04.11, 01:32
                            Ale wiesz, Meryl Streep nie jest zadnym dowodem w kwestii tego, kiedy rodzina Izy dostaje zmarszczek, ani w kwestii tego, czy moglam widziec kobiete z twarza o dobrych 25 lat mlodsza. Tym bardziej ze takie osoby sa absolutnymi wyjatkami - ja w calym moim zyciu widzialam te jedna jedyna kobiete (no bo azjaci to jednak inna bajka, chocby material porownawczy mam mniejszy) i zrobila na mnie wstrzasajace wrazenie - a naprawde odpornosc skory na zmarszczki nie musi wiazac sie z talentem aktorskim.
    • klymenystra Re: Po co tyle tych kosmetyków? 30.03.11, 14:30
      Miałam kiedyś fioła na punkcie kosmetyków, strasznie sobie zapchałam więc skórę. Potem poszłam na mikordermabrazję i przerzuciłam się na kosmetyki z BU - olej myjący, który służy do mycia, ale też do zmywania makijażu, hydrolat, który tonizuje i tyli. Kremu potrzebuję głównie w zimie (ziaja oliwkowa), teraz używam Alverde brązującego, ale moja cera jakoś się go nie domaga. Mój must have to dobry podkład z filtrem.
      Mam na półce też peeling i maseczki z BU, używam, jak mi się przypomni :)
      Balsamy do ciała mam - ale sama nie kupuję, wszystkie były prezentami. Mam zamiar je zużyc i zainwestowac w jakieś naturalne masło do ciała.
      Nie widzę powodów, żeby kombinowac i wklepywac w siebie całą drogerię.
    • kis-moho Niezdrowa przesada :o) 30.03.11, 15:07
      Mysle, ze nie ma co przesadzac, w jedna czy w druga strone. Jezeli ktos dobrze wyglada stosujac wylacznie wode z mydlem, to swietnie, nie ma po co sie niczym smarowac. Chyba, ze po prostu to lubi :o) Ale nie mowilabym od razu, ze tylko woda, mydlo i krem nivea, a cala reszta to przesada, bo u wielu osob sie to po prostu nie sprawdza.
    • kasiadj07 Re: Po co tyle tych kosmetyków? 30.03.11, 15:55
      Też się zupełnie na tym nie znam i ograniczam pacykowanie do minimum. Twarz myję olejkiem z BU, krem podkradam czasem synowi, taki nawilżający dla młodych mężczyzn (mój ostatnio zakupiony zamiast nawilżać wysuszał mi tragicznie skórę) - miło pachnie i cudnie nawilża:) Przed wyjściem z domu koniecznie fluid z filtrem i coś kolorowego na oko. Jak nie wychodzę, to sobie daruję. I to tyle, więcej mi do szczęścia nie potrzeba. Czasami, jak skóra mi się przesuszy, to używam balsamu do ciała z masłem kakaowym. I jak sobie przypomnę (średnio raz na miesiąc) robię maseczkę albo peeling z BU.
      Przeraża mnie sama wizja konieczności wybierania czegoś z tysięcy pudełeczek poustawianych w szeregach... I nie nawidzę kremu nivea! Bleee!
      • zenobia44 Re: Po co tyle tych kosmetyków? 30.03.11, 23:56
        tak tylko -
        moja skóra nienawidzi kremu Nivea (po użyciu świeci się jak wiadomo co, nie oddycha, gdy jest ciepło zapycha się, gdy zimno - nie jest chroniona, pękają naczynka, marznie i czerwienieje) i wody z kranu (najgorsze co może być, lepiej dla niej byłoby chyba popełnić te straszne grzechy: położyć się z makijażem spać i wypalić paczkę papierosów), a mydło (mydło-mydło, a nie żel myjący) zdarłoby mi skórę
        ot, takie tam - woda mydło i krem Nivea:D
        • pierwszalitera Re: Po co tyle tych kosmetyków? 31.03.11, 00:43
          zenobia44 napisała:

          > tak tylko -
          > moja skóra nienawidzi kremu Nivea (po użyciu świeci się jak wiadomo co, nie odd
          > ycha, gdy jest ciepło zapycha się, gdy zimno - nie jest chroniona, pękają naczy
          > nka, marznie i czerwienieje) i wody z kranu (najgorsze co może być, lepiej dla
          > niej byłoby chyba popełnić te straszne grzechy: położyć się z makijażem spać i
          > wypalić paczkę papierosów), a mydło (mydło-mydło, a nie żel myjący) zdarłoby mi
          > skórę
          > ot, takie tam - woda mydło i krem Nivea:D


          No i nic dziwnego. Nivea, to parafina z wodą, czyli zemulgowany smar przemysłowy. Mydło ma odczyn zasadowy, narusza więc kwaśną barierę skóry i powoduje szybsze rozmnażanie się bakterii, na przykład trądzikowych. A woda w kranie może być tak twarda, że zostawiać na skórze tępy osad, podobny do kamienia w czajniku. Na wszystkie trzy składniki razem trzeba mieć bardzo odporną z natury cerę.
          • maheda Re: Po co tyle tych kosmetyków? 31.03.11, 10:18
            To widać mam bardzo odporną :-)

            Mnie Nivea w zimie (ani w ogóle) nie szkodzi, woda z mydłem takoż nic a nic!

            Za to po tonikach i mleczkach do demakijażu wyskakują mi od razu pryszcze. Po używaniu podkładów, pudrów - to samo.
            • jul-kaa Re: Po co tyle tych kosmetyków? 31.03.11, 11:33
              A ja mam bardzo wrażliwą, źle mi robi większość kosmetyków: kremów, mleczek, toników, natomiast świetnie warszawska kranówa. Jeśli się nie umaluję, to wystarczy mi sama woda. Jeśli umaluję - muszę niestety czymś to zmyć, oczy myję więc lekkim kremem, resztę twarzy najchętniej samą wodą, choć odrobina kostkowego mydła Dove nie zaszkodzi.
              Mam twarz odporną czy wrażliwą...?
              • kotwtrampkach Re: Po co tyle tych kosmetyków? 03.04.11, 14:48
                jul-kaa napisała:

                > Mam twarz odporną czy wrażliwą...?
                może po prostu przyzwyczajoną do kranówy?
                ja tak miałam dawniej, wakacje na wsi - woda bez detergentów, super czysta, ze studni - a ja miałam koszmarny trądzik przez tydzień - potem super, i to samo po powrocie do domu ;)
                • pierwszalitera Re: Po co tyle tych kosmetyków? 03.04.11, 15:08
                  kotwtrampkach napisała:

                  > może po prostu przyzwyczajoną do kranówy?

                  Kranówa nie musi być zła. Ja mam doskonałą wodę w kranie, nadaje się nie tylko do natychmiastowego picia, ale ma do tego pierwszy stopień twardości, czyli jest bardzo miękka. U nas nie robi się nawet kamień w czajniku. Ostatni elektryczny wyrzuciłam po wielu latach, bo plastyk zaczął się rozpadać od starości, a w środku był minimalny osad, niewarty nawet użycia kwasku cytrynowego. Moi rodzice w Polsce też mają niezłą, ale nieco twardszą wodą, natomiast moja rodzina w dużym mieście na Dolnym Śląsku ma makabrę w kranach. Tam kamień jest brunatno- zielony. Wiele zależy więc od regionu i ujścia.
                  • madzioreck Re: Po co tyle tych kosmetyków? 03.04.11, 15:20
                    U mnie też kranówka jest w porządku :)
                • jul-kaa Re: Po co tyle tych kosmetyków? 03.04.11, 15:13
                  kotwtrampkach napisała:
                  > może po prostu przyzwyczajoną do kranówy?

                  Tyle tylko, że nie każda twarz do kranówy się przyzwyczai. Chyba...
    • kis-moho Naturalnie 31.03.11, 10:48
      Przeczytalam watek, i dochodze do wniosku, ze wiele z nas by chcialo miec piekna skore "z natury", bez zadnej dodatkowej pielegnacji, kremow, makijazu itd. Na pewno sa na swiecie takie kobiety, ale nie wiem, czy tak wiele. Mnie szczerze mowiac niesamowicie nuzy wklepywanie w siebie kremow i wszelkie inne zabiegi pielegnacyjne, i dalabym wiele, zeby nie musiec tego robic. Ale co zrobic, skoro sie nie da.
      Ale chcialam o czyms innym. W tym i w innych watkach rzucilo mi sie w oczy, ze wiele osob tak stanowczo odrzuca wszelkiego rodzaju produkty "przemyslu kosmetycznego" i rownie stanowczo i z przekonaniem opowiada sie po stronie "kosmetykow naturalnych". Nie mowie, ze sa one do niczego - ale czy nie jest to taki sam chwyt marketingowy, jak nowe fantastyczne kremy, ktore w ciagu 10 dni zlikwiduja kazdy problem? Czasem mam wrazenie, ze jezeli ktos kupuje krem pod oczy firmy X, to wydaje niepotrzebnie pieniadze na produkt, ktorego nie potrzebuje, ale jezeli sprowadza olej Y, najlepiej z ekologicznej plantacji w ameryce poludniowej, to dobrze dba o swoja skore.
      Zeby bylo jasne - uwazam, ze i krem, i olej moga jak najbardziej pomoc i dac swietne efekty, ale nie wiem, dlaczego jedno ma byc lepsze od drugiego.
      • pierwszalitera Re: Naturalnie 31.03.11, 13:03
        kis-moho napisała:

        W tym i w innych watkach rzucilo mi sie w oczy, ze
        > wiele osob tak stanowczo odrzuca wszelkiego rodzaju produkty "przemyslu kosmety
        > cznego" i rownie stanowczo i z przekonaniem opowiada sie po stronie "kosmetykow
        > naturalnych". Nie mowie, ze sa one do niczego - ale czy nie jest to taki sam c
        > hwyt marketingowy, jak nowe fantastyczne kremy, ktore w ciagu 10 dni zlikwiduja
        > kazdy problem? Czasem mam wrazenie, ze jezeli ktos kupuje krem pod oczy firmy
        > X, to wydaje niepotrzebnie pieniadze na produkt, ktorego nie potrzebuje, ale je
        > zeli sprowadza olej Y, najlepiej z ekologicznej plantacji w ameryce poludniowej
        > , to dobrze dba o swoja skore.

        Idea kremu ekologicznego wzięła się z potrzeby smarowania sobie na twarz czegoś innego niż parafiny zmieszanej z wodą. Bo to był długo standard. Przykładem jest tu ta sławetna Nivea. Kto jej nie znał, albo do czegoś nie stosował? Do jeszcze wcale niedawna krem na bazie roślinnych tłuszczów i bez rakotwórczego formaldehydu jako konserwanta umożliwiającego stosowanie tubki trzy lata, nosząc ją nawet w upały w torebce, był raczej rzadkością. Coś takiego z wyraźnym ostrzeżeniem "ekologiczny" na opakowaniu, nie można było nawet sprzedawać, bo oleje roślinne uchodziły za niehigieniczne i o zbyt krótkim czasie przydatności do użycia. I nie miały wymaganej przez klientki lekkiej konsystencji. Normalne było też, że wszystkie środki myjące i szampony zawierały agresywne i mocno pieniące się detergenty, całą masę chemicznych barwników i zapachów na bazie sztucznego piżma (też rakotwórczego). W paście do zębów był bakteriobójczy (bakterie twój wróg), ale również toksyczny dla człowieka triklosan, a w kosmetykach kolorowych metale ciężkie. I nikt się tym nie przejmował, bo to była normalka. Ekologiczna fala lat 80-tych spowodowała, że kosmetki stały się po prostu zdrowsze. Dzisiaj pomiędzy kosmetykami ekologicznymi, a konwencjonalnymi nie ma już często aż tak dużej różnicy, jednak warto czytać etykiety, bo wiele kremów jest ciągle na bazie oleju mineralnego, a ten jest może wygodny w produkcji, ale nadaje się raczej jako smar dla maszyn, ale nie na ludzką twarz. Kosmetyk ekologiczny nie musi być też z surowców sprowadzanych z dalekich krajów. Tradycjonalny cold crem, naturalna wersja Nivei, czyli krem ochronny robiony od dziesiątek lat, ma w składzie olej migdałowy, wosk pszczeli i wodę różaną. Wszystkie składniki dostępne są w Europie. Często firmy produkujące kosmetyki ekologiczne prowadzą jednak tzw. fair trade, tzn. wspierają małe ekologiczne uprawy w krajach trzeciego świata, płacą za to wyższe ceny za surowce, ale minmalizują tym konsekwencje konwencjonalnych monoplantacji z dużą ilością pestycydów i innej chemii, niszczących w tamtych krajach środowisko. Ekologia nie ogranicza się do własnej twarzy.
        • kis-moho Re: Naturalnie 31.03.11, 13:42
          Z jednej strony zgadzam sie, ze teraz jest wieksza swiadomosc tego, co nam szkodzi, a co nie, i co nam ewentualnie moze pomoc, a co na pewno jest niepotrzebnym dodatkiem (aczkolwiek co do parafiny - tu sie nadal nie zgadzam, ale juz bylo wiele dyskusji na ten temat, i przyjmuje do wiadomosci, ze jestem jedna z niewielu osob, ktore chwala sobie wazeline). Zwiekszyl sie tez wybor, i tak tez patrze na kosmetyki "ekologiczne" - jako na jedna z opcji. Ktora z reszta czasem stosuje i z ktorej jestem bardzo zadowolona. Wydaje mi sie jednak, ze pod nazwa ekologiczny i fair trade sprzedaje sie wiele rzeczy, ktore poza ta nazwa niewiele w sobie maja. Jezeli ktos kupuje je swiadomie, bo mu akurat krem XY pomaga, to swietnie; jezeli jednak kupuje je tylko dlatego, ze sa ekologiczne, to mam watpliwosci co do sensu calej sprawy. Rozumiem dobre zamiary stojace za koncepcja fair trade, ale wyobrazam sobie tez, jak bardzo duze pieniadze mozna na tym zbic, i ze i tu zdarzaja sie naduzycia. Nie namawiam do nie kupowania takich produktow, ale do krytycznego spojrzenia na to, co sie za takim produktem kryje.
          A ze ekologie nie ogranicza sie do twarzy - to jest jasne. Dla mnie jednak zbyt wiele osob podchodzi do ekologii zbyt naiwnie, nie myslac o konsekwencjach (nie chodzi mi o ciebie, mowie ogolnie, opierajac sie glownie na rozmowach ze znajomymi). Nie wiem, czy czytalas, jakie sa skutki tak ekologicznego zmniejszania zuzycia wody przez mieszkancow niemieckich miast? Efekt jest taki, ze miasta pompuja ogromne ilosci wody do wodociagow, ktore inaczej zaroslyby strasznym syfem, bo nie ma wystarczajacego ruchu wody w rurach. Wazne, zeby "ekologiczne" podejscie mialo rece i nogi, a nie tylko dobre zamiary.
          • pierwszalitera Re: Naturalnie 31.03.11, 14:47
            kis-moho napisała:

            Dla mnie jednak zbyt
            > wiele osob podchodzi do ekologii zbyt naiwnie, nie myslac o konsekwencjach (ni
            > e chodzi mi o ciebie, mowie ogolnie, opierajac sie glownie na rozmowach ze znaj
            > omymi). Nie wiem, czy czytalas, jakie sa skutki tak ekologicznego zmniejszania
            > zuzycia wody przez mieszkancow niemieckich miast?

            Racja, ale ekologia jest jeszcze bardzo młodą dziedziną i przechodzi różne "choroby dziecięce". Akurat Niemcy nie mają problemów z wodą w przeciwieństwie do innych krajów europejskich, jak na przykład Hiszpania, dlatego sprawa oszędzania wody na wyrost poddawana jest krytycznej ocenie i w środkach medialnego przekazu bardzo często się o tym mówi. Dlatego ja od dawna w mojej bardzo oszczędnej pralce do każego prania używam przycisku dodatkowa woda i po normalnym praniu korzystam jeszcze z jednego, albo nawet dwóch płukań. Niezaprzeczalne jest jednak, że stosowana przez laty ekologia prowadzi do poprawy środowiska naturalnego. W końcu lat 80-tych woda w rzece w zachodnich Niemczech, w Ruhrze, była mętnym, zanieczyszczonym syfem, pełnym przemysłowych ścieków i sama byłam świadkiem, jak z roku na roku stawała się coraz czystsza. Dziś można się znowu w niej kąpać. Podobnie ma się sprawa z Renem, który 30 lat temu był właściwie już martwą rzeką. Więc nawet jak uprawia się ekologię trochę bezrefleksyjnie, to przynosi to ciągle jeszcze dobre rezultaty. :-)
      • klymenystra Re: Naturalnie 31.03.11, 15:58
        Kosmetyki z BU mają konserwanty, żeby nie było ;) Chodzi o to, w moim przypadku, żeby zminimalizowac wszystkie zapychacze, które są w kosmetykach tylko po to, żeby kosmetyk ładnie pachniał oraz które są niepotrzebnymi konserwantami. Widzę efekty, dawniej miałam wiecznie zaskórniki, od czasu, kiedy stosuję kosmetyki z BU, zniknęły i nie pojawiają się już.
      • madzioreck Re: Naturalnie 31.03.11, 21:05
        > Zeby bylo jasne - uwazam, ze i krem, i olej moga jak najbardziej pomoc i dac sw
        > ietne efekty, ale nie wiem, dlaczego jedno ma byc lepsze od drugiego.

        Dla mnie ten olej, jaki by nie był, będzie lepszy od kremu na bazie parafiny czy innego petrolatu, ponieważ stosowanie kremów na bazie parafiny (jakieś 95% oferty) kończy się dla mojej twarzy fatalnie. Niestety skutki są widoczne chwilę po zaprzestaniu stosowania. Więc ja osobiście, jeśli zapomniałabym kupić kolejny krem, to wolałabym posmarować jednorazowo twarz choćby zwykłym olejem, tym, na którym smażę, niż czymś z parafiną, bo w moim przynajmniej przypadku używanie takiego kremu mija się z celem i mi szkodzi.
        Natomiast to nie znaczy, że ogólnie kremy są do bani, a tylko eko-oleje i takie tam cuda na kiju - super. Mam hiper-mega-super-wypasioną emulsję do twarzy TNI i tej nie zamieniłabym na żaden olej :) Ale zanim kupię jakiś kosmetyk do smarowania, spędzam pół godziny na sprawdzaniu składów...
        • slotna Re: Naturalnie 31.03.11, 21:26
          Więc ja osobiście, jeśli zapomniałabym kupić kolejn
          > y krem, to wolałabym posmarować jednorazowo twarz choćby zwykłym olejem, tym, n
          > a którym smażę, niż czymś z parafiną, bo w moim przynajmniej przypadku używanie
          > takiego kremu mija się z celem i mi szkodzi.

          Ja sie smarowalam olejem z pestek winogron, zupelnie o tym zapomnialam. Musze teraz sprobowac.
          • kis-moho Re: Naturalnie 31.03.11, 22:32
            No to teraz wyszlam na wroga olejkow i fanke parafiny... Uwazam jak najbardziej, ze jak komus cos dobrze robi, to zdecydowanie powinien tego uzywac, czy to kosmetyk tzw. naturalny, czy nie. Sama mam w szafce olejek migdalowy weledy (ktory bardzo sobie chwale) obok zupelnie "nienaturalnych" kosmetykow sebamedu. Chodzilo mi raczej o to, ze kosmetyki "naturalne & fair trade" czesto wychodza na jedyne wlasciwe i dobre dla kazdego. A najlepiej jeszcze, zeby byly oparte na tradycyjnej recepturze, tak jakby ludzie juz niczego dobrego nie mogli wymyslic.
            Ale to moze sa troche moje prywatne frustracje i obserwacje otoczenia, wcale nie chce nikogo krytykowac za stosowanie olejku z pestek winogron i namawiac na przerzucenie sie na wazeline :o)
            • madzioreck Re: Naturalnie 31.03.11, 22:51
              > No to teraz wyszlam na wroga olejkow i fanke parafiny...

              Nie wyszłaś, przynajmniej nie na wroga, a i fanką czego tylko chcesz wolno Ci być ;)

              . Uwazam jak najbardziej
              > , ze jak komus cos dobrze robi, to zdecydowanie powinien tego uzywac, czy to ko
              > smetyk tzw. naturalny, czy nie.

              Ja już kiedyś pisałam, że mnie w sumie mniej interesuje, czy coś jest "naturalne", czy nie, tylko, czy i jak działa :) I chociaż wiem, że to, co służy jednemu, nie musi służyć drugiemu, o tyle dla mnie używanie parafiny do nawilżania mija się z celem, bo ona nie nawilża, a wręcz przyczynia się do wysuszenia skóry, choć w niektórych przypadkach faktycznie się przydaje, bo izoluje i chroni przed czynnikami zewnętrznymi faktycznie świetnie. Jeśli Ci nie szkodzi Twoja cera na tym nie cierpi - używaj :)
              W praktyce wcale żadnych olejów zresztą nie używam, eko-kosmetyków też nie, używam gotowych kremów z drogerii, ale w wyborze kieruję się nie tym, co pisze producent w opisie, a tym, co podaje w składzie, no bo na przykład na płynie do higieny intymnej Ziaja jest napisane, że "zawiera łagodne substancje myjące pochodzenia roślinnego", a tymczasem płyn ten, jak wszystkie inne zele i szampony, zawiera po prostu SLES, który, choć mi specjalnie nie szkodzi, łagodną substancja myjącą raczej nie jest ;) I w związku z tym żel ten niewiele albo wcale nie różni się zbytnio od zeli pod prysznic :)
    • teresa104 Żeby był wybór? 31.03.11, 11:33
      Żebyś mogła z tego skorzystać, jeśli chcesz, zlekceważyć, jeśli nie chcesz?

      Jako pacholę trafiłam do Berlina. Miałam 6 marek i 3 godziny wolnego. Spędziłam je w jakimś markecie, chodziłam po nim z otwartą wschodnioeuropejską gębą z czarnymi amalgamatami w zębach i pytałam niemo: "Po co tyle tego? Kto to zje? Po co tyle rodzajów chleba? Po co tyle serów? Jak to, telewizor po prostu wkłada się do kosza i płaci w kasie? Nie trzeba kolejek, zapisów, chodów w Elemisie? Mamo, gorę!"
      • bathilda Re: Żeby był wybór? 31.03.11, 13:19
        Tereso, myślę, że jak zwykle masz rację. I ta myśl przyszła mi do głowy jako pierwsza. A potem stwierdziłam, że jestem głupia i się nie znam ;).
        • teresa104 Ja też się nie znam 31.03.11, 13:43
          ale zawsze jak stoję w aptece w kolejce, to też sobie oglądam te kremy. Raczej mnie te rzeczy ciekawią niż pociągają, tak samo jak różne kolorowe ciasteczka i cukierki.

          Akurat wiem, co to jest żel micelarny. Byłam zresztą przekonana, że płynu micelarnego do demakijażu używa się już powszechnie, a tu niespodzianka, Bathilda nie wie:)

          Zresztą każdy by chciał umywać się jeleniem, ryj obcierać ryj szmatą i wyglądać jak Kleopatra. Ja tak.
          • kis-moho Re: Ja też się nie znam 31.03.11, 13:44

            > Zresztą każdy by chciał umywać się jeleniem, ryj obcierać ryj szmatą i wyglądać
            > jak Kleopatra. Ja tak.

            Ja tez :o)
          • bathilda Re: Ja też się nie znam 31.03.11, 15:21
            teresa104 napisała:

            > Akurat wiem, co to jest żel micelarny. Byłam zresztą przekonana, że płynu micel
            > arnego do demakijażu używa się już powszechnie, a tu niespodzianka, Bathilda ni
            > e wie:)

            No bo ja Tereso od dawna zeznaję, że się nie maluję. To i zmywać nie mam czego ;). A mydła Biały Jeleń używam do prania niemowlęcych ubranek. Nic tak dobrze nie usuwa świeżych produktów przemiany materii.
            • magdalaena1977 Re: Ja też się nie znam 31.03.11, 23:02
              bathilda napisała:

              > A mydła Biały Jeleń używam do prania niemowlęcych ubranek.
              > Nic tak dobrze nie usuwa świeżych produktów przemiany materii.
              IMHO konkurencyjny Biały Wielbłąd jest lepszy, lepiej myje i używam go jako zwykłego mydła (ale nie do mycia twarzy).
            • marciasek Re: Ja też się nie znam 04.04.11, 13:30
              Obok zwykłego występuje jeszcze mydło Biały Jeleń w wersji premium - przyjemnie pachnie, nie wysusza, fajne jest :) Dobre są też mydła z Alterry: aloesowe i mleczne (Rossmann). No i wszelkie cuda z mydlarni, ale to już droższy interes.
          • edhelwen Re: Ja też się nie znam 31.03.11, 23:11
            no, no ;) są już specjalne żele do mycia twarzy z Białego Jelenia ;) (aktualnie poszukuję, niestety w "okolicy" nie ma :( ). Również poleca się Białego Jelenia mydło w płynie do mycia twarzy bo hipoalergiczne i dobrze robi np. na trądzik ;) Sama używałam kiedyś i dawało radę (do czasu...)
            • magdalaena1977 Re: Ja też się nie znam 31.03.11, 23:33
              edhelwen napisała:

              > no, no ;) są już specjalne żele do mycia twarzy z Białego Jelenia ;)
              Próbowałam myć ciało i twarz Białym Jeleniem i nareszcie czułam się naprawdę umyta. Ale po kilku dniach pojawiły się paskudne krosty, skóra zrobiła się podrażniona i przesuszona :-(
              • edhelwen Re: Ja też się nie znam 01.04.11, 10:32
                widocznie nie każdemu pasuje... ja jestem zadowolona z żelu do twarzy do cery wrażliwej czy jak on się tam nazywa (zielony), tylko trudno go znaleźć :/
    • 987ania Re: Po co tyle tych kosmetyków? 31.03.11, 22:16
      Mój ukochany płyn micelarny jest w Biedronce.
      Kosmetyki tak jak ktoś tu napisał ktoś powinny być pakowane po 10ml.
      Teraz mam krem zrobiony prze z koleżankę i jest cudowny. Nigdy a już ładnych parę lat używam kosmetyków, nie miałam tak ładnie nawilżonej i gładkiej cery. O skład się dowiem i zapiszę go sobie w pamiętniczku:)
      Odkąd wywaliłam parafinę z moich kremów, moja cera ma się o wiele lepiej. Oczywiście mogłoby być lepiej.
      P.S. Bathilda dla mnie wyglądasz zawsze na 20 a Ty turzyco masz cerę jak pupcia niemowlaczka :))) I proszę mnie dopisać do następnego warszawskiego spotkania.
      • madzioreck Re: Po co tyle tych kosmetyków? 31.03.11, 22:22
        Turzycy niestety nie widziałam, ale Bathilda faktycznie wygląda jak dziewczyneczka :)
      • edhelwen Re: Po co tyle tych kosmetyków? 31.03.11, 23:15
        masz na myśli żel micelarny, który był w biało-niebieskiej tubie, a teraz ee chyba też w tubie, tylko w innej szacie graficznej? Producentem jest Tołpa :) a cena super - 5zł :)
        • agnesp76 Re: Po co tyle tych kosmetyków? 01.04.11, 09:36
          edhelwen napisała:

          > masz na myśli żel micelarny, który był w biało-niebieskiej tubie, a teraz ee ch
          > yba też w tubie, tylko w innej szacie graficznej? Producentem jest Tołpa :) a c
          > ena super - 5zł :)

          a linka do tego cuda macie?
          • edhelwen Re: Po co tyle tych kosmetyków? 01.04.11, 21:33
            torebka.kafeteria.pl/index.php?mode=view&id=18494
            tylko to jest stare opakowanie. No i żel raczej nie jest w stałej ofercie, pojawia się co jakiś czas od ubiegłego roku.
            • edhelwen jeszcze znalazłam recenzję 01.04.11, 21:34
              idaalia.blogspot.com/2011/03/zel-micelarny-bebeauty-proba.html
              (no mnie akurat oczy zmywał ok ;) )
      • magdalaena1977 Re: Po co tyle tych kosmetyków? 31.03.11, 23:48
        987ania napisała:

        > Odkąd wywaliłam parafinę z moich kremów, moja cera ma się o wiele lepiej. Oczyw
        > iście mogłoby być lepiej.
        Właśnie sobie wygooglałam, że parafina, wazelina i oleje mineralne robi się z ropy naftowej. Jak mogłam tego nie wiedzieć?!

        Swoją drogą - czy znacie jakiś fajny olejek do ciała , który nie zawierałby parafiny ?
        Nie lubię balsamów do ciała, ale uwielbiam olejki w spreju.
        zaczynałam od Avon, Skin-So-Soft, Nawilżający olejek do ciała w spray-u, ale przestali go produkować i zastąpili gorszą wersją.
        Potem trafiłam na Joanna, Sensual, Oliwka łagodząca z ekstraktem z rumianku i jest niezła, ale przestawiłam się na olejek arganowy i zapas przywieziony z Maroka mi się skończył.

        Szukam olejku, który można nalać do butelki z atomizerem i który będzie dość wydajny, bo niechybnie zbankrutowałabym, gdybym chciała się pryskać olejkiem kupowanym w BU.

        Swoją drogą - jesienią pod wpływem Waszych postów kupiłam 4 kosmetyki w BU i żaden nie jest moim KWC. Żel hialuronowy mnie podrażnia, hydrolat też. Puder bambusowy jest za drobny. Najlepsze było
        Serum-olejek odmładzający RENEW z retinolem 1.0%
        , ale efekty odmładzające nie są widoczne. W dodatku nie zdążyłam go zużyć w całości zanim się nie zestarzał.
        • madzioreck Re: Po co tyle tych kosmetyków? 01.04.11, 00:40
          > Właśnie sobie wygooglałam, że parafina, wazelina i oleje mineralne robi się z r
          > opy naftowej. Jak mogłam tego nie wiedzieć?!

          Ha, tego nie wiem, ale ja też dość długo nie wiedziałam, po prostu nie przyszłoby mi do głowy, że można coś takiego ładować do kosmetyków ;)
          Na olejkach się nie znam, ale jeśli będziesz czegoś szukać sama, to unikaj w składzie:
          -paraffinum liquidum
          -isoparrafin
          -mineral oil
          -synthetic wax
          -petrolatum
          ...
          Podobno Hipp (ta firma, co dla dzieci robi rózne rzeczy) robi jakąś oliwkę bez parafiny, na olejach roślinnych.
          • slotna Re: Po co tyle tych kosmetyków? 01.04.11, 01:20
            > Podobno Hipp (ta firma, co dla dzieci robi rózne rzeczy) robi jakąś oliwkę bez
            > parafiny, na olejach roślinnych.

            Kiedy mialam faze na unikanie parafiny, kupowalam kosmetyki dla dzieci marki Rossman, kosztowaly grosze. Byly rozne cuda do mycia, szampony, balsamy, mleczka - pewnie wciaz sa. Kremu uzywalam nawet do twarzy.
            • magdalaena1977 Re: Po co tyle tych kosmetyków? 01.04.11, 06:50
              slotna napisała:

              > Kiedy mialam faze na unikanie parafiny, kupowalam kosmetyki dla dzieci marki Ro
              > ssman, kosztowaly grosze. Byly rozne cuda do mycia, szampony, balsamy, mleczka
              > - pewnie wciaz sa. Kremu uzywalam nawet do twarzy.
              Faktycznie bez parafiny. I jaki tani!
              Rossmann, Babydream, Pflegeöl (Olejek pielęgnacyjny)
              • jul-kaa Re: Po co tyle tych kosmetyków? 01.04.11, 09:10
                Ja też się pewnego razu napaliłam na te kosmetyki (Babydream), siebie i dziecko wyposażyłam w kilka butelek i... fatalnie nam robiły na skórę (moją - wrażliwą, syna - dość odporną).
              • miss-alchemist Re: Po co tyle tych kosmetyków? 01.04.11, 09:12
                Ten z rossmana jest nie tylko tani, ale i genialny :) Ja po kremie nawilżającym wieczorem smaruję nim buzię. Czasem, jak się myję, to do Jelenia trochę go dodaję :D Czasem nakładam go w ramach olejowania na włosy. Cudownie pachnie, ma super skład, ale jedną zdecydowaną wadę - opakowanie! Z butelki strasznie się leje, zawsze mam całe ręce pociapane i w ogóle.
          • ananke666 Re: Po co tyle tych kosmetyków? 01.04.11, 02:11
            Jeśli Hipp czegoś nie zmienił, to służę składem: Sesamum Indicum, Prunus Amygdalus Dulcis, Parfum. Koniec.
          • magdalaena1977 jeszcze raz: 01.04.11, 06:46
            madzioreck napisała:

            > Podobno Hipp (ta firma, co dla dzieci robi rózne rzeczy) robi jakąś oliwkę bez
            > parafiny, na olejach roślinnych.
            Już wczoraj go znalazłam, wrzuciłam do "torebki" i kupię przy pierwszej wizycie w rossmannie.
            HiPP BabySanft, Oliwka pielegnacyjna z ekologicznym olejkiem migdałowym Bio
        • klymenystra Re: Po co tyle tych kosmetyków? 03.04.11, 09:39
          Nie każdy hydrolat nadaje się do każdej skóry...
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka