bathilda
29.03.11, 21:39
Uczciwie ostrzegam, poniższy post może być szokujący dla przeciętnej Polki ;).
Byłam dziś w aptece. Stanęłam w części drogeryjnej i czytałam etykiety kremów. I czułam się jak cudzoziemiec. Największe wrażenie zrobił "krem-blok" i "żel micelarny". Ale i reszta była ciekawa. Krem odżywczy, nawilżający, rozświetlający, półtłusty, tłusty, aż do zawrotu głowy. Czym one się różnią i na co one są?
Uczciwie, nie zmyślam, nie mam pojęcia. Do 20 urodzin nie używałam żadnych kosmetyków do twarzy. Tylko wodę z mydłem (czy substytutem mydła). Cerę mam mieszaną i alergiczną, wszystkie kosmetyki tylko jej szkodziły, skutkując pryszczami na nosie lub uczuleniem na policzkach. Gdzieś koło 20 urodzin kupiłam sobie mleczko do demakijażu i okazało się, że to niezły "uniwersalny kosmetyk" - mogłam go użyć na całą twarz, której wyraźnie odpowiadał. Dla wyjaśnienia dodam, że nie służył do usuwania makijażu bo ja się nie maluję. Kremy miewałam, kupowane dość losowo. Stosowałam je praktycznie tylko w sezonie grzewczym, tylko na policzki i to doraźnie, zwykle wyrzucałam pół opakowania na wiosnę.
No i patrząc na tę ścianę kosmetyków w aptece poczułam niepokój, że może jednak robię sobie krzywdę że tak o siebie nie dbam? Jestem już po 30-tce, ale zmarszczek mam niewiele (głównie mimiczne). Konsylium złożone z Lobbystek orzekło niedawno, że cerę mam niezłą. No ale ile można tak żyć? No i czy za kolejne 10 lat takie podejście nie zemści się na mnie w czwórnasób?
Poradźcie, o co chodzi z tymi kremami. Jaki wybrać i na co? Albo jakie? I co to jest ten nieszczęsny żel micelarny ?!