Dodaj do ulubionych

Rybny dramat!

15.11.11, 11:21
Kupuję w delikatesach internetowych już od półtora roku. Do tej pory byli bez zarzutu, ale dziś...

Dramat!

Zamówiłam pstrąga-filet....
...a przywieźli mi pstrąga patroszonego! W sensie takiego z płetwami i głową!
Ratunku!
Nigdy w życiu nie tknęłam takiej ryby! Specjalnie kupuję tylko filety! Co ja mam z tym zrobić?

Od dziś będę jednak znowu sprawdzać te spisy na FV, po roku sprawowania się bez zarzutu im odpuściłam...
Ale kurczę, dwa tygodnie wcześniej dzwonili pytać, czy groszek może być firmy X a nie Y, a teraz uznali widać, że ryba to ryba :/

Bueee :/
Obserwuj wątek
    • teresa104 :) Upiecz go po prostu. 15.11.11, 12:38
      Połóż na tłustą blachę, wsadź w tę dziurę po bebechach gałąź pietruszki, cząstkę cytryny, z góry połóż pasek boczku (jeśli lubisz, jeśli nie lubisz, to nie) i upiecz. Tak z głową i płetwami.
    • pierwszalitera Re: Rybny dramat! 15.11.11, 13:16
      Też bym go upiekła, ale sgrillowała w całości wkładając mu coś smakowitego do brzucha.
      https://dl.edge-cdn.net/downloads/content/videodb/videodb_2174_29446_162288_16x9_08_LQ.jpg

      Ale jeżeli chcesz, możesz go wyfiletować. Potrzebujesz do tego tylko ostry nóż.
      Najpierw odcinasz głowę i boczne płetwy przy skórze. Płetwy można obciąć też nożyczkami.
      https://img1.brigitte.de/asset/Image/kochen/kuechen-basics/fisch-filetieren/fisch-filetieren-01-400-neu.jpg
      Następnie nacinasz skórę ryby wzdłuż na plecach (równolegle do cięcia na brzuchu). Potem cięciem od strony brzucha poprowadzonym wzdłuż ości oddzielasz połowy ryby od siebie.
      https://www.lidl-genuss.de/uploads/tx_templavoila/Fisch_195Px.jpg
      Jedną część masz wtedy czystą, drugą z ością, którą musisz teraz tylko płasko wyciąć. To może być trochę kłopotliwe przy małych rybach.
      https://www.puergen.de/gemeinde-puergen/reference/1229/Wissenswertes_Alles_uebers_Filetieren.bmp
      Pozostaje nam tylko skóra. Kładziesz połówki ryby skórą na stole, nacinasz od strony ogona i trzmając skórę ogona w ręce przesuwasz czysto nóż pomiędzy skórą, a filetem.
      https://www.fissler.de/uploads/pics/252x168_fisch_step3.jpg
      Ewentualne małe ości można wyciągnąć z ryby pincetą.
      Powiedzmy tak, filetowanie najłatwiejsze jest przy dużej rybie, masz gwarancję, że nawet jak trochę potniesz, to dużo zostanie, przy małym pstrągu bym nauki pewnie nie ryzykowała, ale kto wiem, może masz talent? ;-)
      • jehanette Re: Rybny dramat! 15.11.11, 15:10
        Jeśli mam talent, to dobrze ukryty, bo ryba w takiej formie mnie brzydzi - dlatego kupuję filety!
        • pierwszalitera Re: Rybny dramat! 15.11.11, 16:33
          jehanette napisała:

          > Jeśli mam talent, to dobrze ukryty, bo ryba w takiej formie mnie brzydzi - dlat
          > ego kupuję filety!

          No popatrz, a ja myślałam, że filety kupuje się dla wygody. Bo jaka to różnica dla wrażliwej duszy estety, to to samo zwierzę. ;-)
          • jehanette Re: Rybny dramat! 15.11.11, 16:43
            Wygody też, ale nie chodzi o kwestie moralne, tylko o, no właśnie, estetykę - przyrządzania i jedzenia. Bo w filecie ości nie ma, a w całej rybie trzeba się grzebać... Niektórzy np. nie kupią "brudnych" ziemniaków...
          • zmijunia.lbn Re: Rybny dramat! 15.11.11, 21:59
            pierwszalitera napisała:

            > No popatrz, a ja myślałam, że filety kupuje się dla wygody. Bo jaka to różnica
            > dla wrażliwej duszy estety, to to samo zwierzę. ;-)

            Taka sama różnica jak między schabowym a całą świnią z oczami i jabłkiem w paszczy :P
            Ja osobiście współczuję, chyba zawiozłabym tacie żeby coś z tym zrobił ;D
            • pierwszalitera Re: Rybny dramat! 15.11.11, 22:27
              zmijunia.lbn napisała:

              > Taka sama różnica jak między schabowym a całą świnią z oczami i jabłkiem w pasz
              > czy :P

              Zaskoczę cię, mleko pochodzi od krowy, a nie z supermarketu. ;-)))
              • jehanette Re: Rybny dramat! 15.11.11, 22:54
                > Zaskoczę cię, mleko pochodzi od krowy, a nie z supermarketu. ;-)))

                Ja osobiście nie mam nic przeciwko krowim wymionom, nawet miłe w dotyku, ale znam osoby które w życiu krowiego cycka by nie tknęły, a mleko piją... każdego obrzydza co innego ;)
                • jul-kaa Re: Rybny dramat! 15.11.11, 22:58
                  Akurat mleko od krowy i mleko z supermarketu różnią się znacznie. Nie tylko zapachem ;)
                  • jehanette Re: Rybny dramat! 15.11.11, 23:04
                    Wiem, ale tu nie chodzi o samo mleko, tylko o cycek, znaczy się wymię :)
                  • pierwszalitera Re: Rybny dramat! 15.11.11, 23:16
                    jul-kaa napisała:

                    > Akurat mleko od krowy i mleko z supermarketu różnią się znacznie. Nie tylko zap
                    > achem ;)

                    A to z supermarketu, to robi się może z plastiku? ;-)
                    • teresa104 Mleko z supermarketu 16.11.11, 08:49
                      jest chyba naprawdę z plastiku. Obróbka, jakiej poddawane jest mleko, powoduje, że jest to zupełnie inna substancja od tej, wydostającej się z krowich wymion.

                      Nie lubię mleka, ani takiego, ani tamtego, ale masło robione przez babcię, śmietanę, mleko zsiadłe, twaróg doskonale pamiętam. Trudno uwierzyć, że to, co jest w sklepach, ma z tym jakikolwiek związek.
                • kocio-kocio Re: Rybny dramat! 15.11.11, 23:12
                  Mnie brzydzi surowe mięso, ale z tym walczę.
                  Znaczy, że już jestem w stanie panierować kotlety nie używając do tego dwóch widelców. Ani foliowej torebki.
                  A z miłości pokonałam obrzydzenie do rybich głów: zrobiłam w zeszłym roku mężowi karpia w galarecie na Wigilię. Nie używając żelatyny z torebki, tylko 4 karpich łbów.
                  Trza być twardym jak Roman Bratny, a nie...
                  • julija_primic Re: Rybny dramat! 04.12.11, 02:06
                    kocio-kocio widze, ze metody na mieso mamy te same. Dobrze dzialaja rekawiczki chirurgiczne, ale trzeba sie naszukac :) - nie wiedzialam o widelcach, moze sprobuje kiedys.
                    Ja juz pokonalam miesowstret do kurczaka i wieprzowiny, zostala mi wolowina i jagniecina....
                • pierwszalitera Re: Rybny dramat! 15.11.11, 23:13
                  jehanette napisała:

                  > Ja osobiście nie mam nic przeciwko krowim wymionom, nawet miłe w dotyku, ale zn
                  > am osoby które w życiu krowiego cycka by nie tknęły, a mleko piją... każdego ob
                  > rzydza co innego ;)

                  I ty nie widzisz w tym niekonsekwencji? Rozumiem, gdy ktoś nie chce zajmować się dojeniem krów, czy patroszeniem ryb zawodowo, ale dlaczego dotykanie wymion, czy filetowanie ryby miałoby brzydzić? Rozumiem też, gdy ktoś ryby w ogóle nie lubi, albo mleka nie pija, bo za smakiem nie przepada, albo kojarzy mu się to zwierzęco i jakoś nieczysto, ale ty przecież te filety jesz i pewnie nawet lubisz, więc co jest dla ciebie obrzydliwego w widoku całej ryby, której nawet nie musisz własnoręcznie zabić? Wytłumacz mi, bo nie pojmuję. Pewnie nie chcę też pojąć, dla mnie to cywilizacyjne spaczenie, do którego mnie osobiście wstyd byłoby się przyznać. Jem, ale tylko gdy nie widzę i nie muszę myśleć, jak jedzenie wygląda w naturze. ;-) Nie uważasz, że to strasznie smutne? Z kawałkiem mięsa z kością też tak masz?
                  • slotna Re: Rybny dramat! 16.11.11, 00:57
                    > Z kawałkiem mięsa z kością też tak masz?

                    Ja mam. Kiedys mama kazala mi upiec calego kurczaka, ale najpierw go przekroic, zeby sie upiekl szybciej i bylo mi wrecz niedobrze, gdy to robilam, bo widzialam cala jego kurczakowatosc, mialam jasna swiadomosc, ze byl zywym ptakiem z oczkami i dziobkiem (chociaz juz zdekapitowany). A krojac filety, kroje filety, kawalki miesa. Ze pochodza od takiego samego kurczaka? Oh well.
                  • jehanette End of discussion 16.11.11, 09:59
                    Rany, nudne to się robi. Zarządzam koniec.
                    Howgh.
                    • teresa104 No coś Ty, 16.11.11, 10:12
                      właśnie że teraz musisz wytłumaczyć, dlaczego jesteś spaczona, do tego niekonsekwetnie spaczona, a już szczytem wszystkiego jest, że się tego nie wstydzisz.

                      Myślę, że mamy prawo się domagać od Ciebie wyjaśnień, skoro w piersi uderzyć się nie chcesz.
                      • marikooo Re: No coś Ty, 16.11.11, 21:25
                        Tereso, ja bym Ci chciała wódkę postawić. Albo dowolny inny napój, jeśli nie wódkę akurat. Z Łodzi jestem, powinno się udać, co Ty na to?
                        • teresa104 Może kakao 18.11.11, 11:59
                          Szukałam ostatnio jakiegoś zdjęcia, żeby wstawić sobie na fejs i normalnie wszystkie mam z kieliszkami.

                          Mogłoby się jakieś spotkanie łódzkich piersiastych odbyć, choć nie gwarantuję, że będę, bo 4-5 dni w tygodniu jestem w pracy w innych miastach.
                          • marikooo Kieliszek o niczym nie świadczy. 18.11.11, 12:08
                            Jak kiedyś w szwedzkiej knajpie nietaktownie poprosiłam o wino do wczesnego obiadu (ok. 13.00), to dostałam zieloną herbatę w kieliszku od wina. Chętnie wypiję z Tobą nawet kompot ze słoika. Zlot chętnie, czemu nie.
                          • 3_asiunia OT-spotkanie... 18.11.11, 20:16
                            piersiastych w łodzi. Popieram i przy dobrej woli myślę, że znajdziemy wspólny termin :)
                      • jehanette Auć 16.11.11, 22:31
                        Biję się, a że nie widzicie to nie moja sprawa :P
                  • besame.mucho Re: Rybny dramat! 16.11.11, 12:38
                    Ja nie widzę niekonsekwencji. Przedmioty się zmieniają i w jednym stadium mogą kogoś brzydzić, a w innym nie.

                    Pomidorówka która spleśnieje, bo się o niej zapomni, nadal jest tą samą pomidorówką, którą tydzień temu zajadało się ze smakiem. Nie widzę niekonsekwencji w tym, że śmierdzący gar mnie brzydzi.

                    Włosy w odpływie są włosami, które lubię kiedy są na mojej głowie, nie brzydzę się ich też kiedy są mokre. A kiedy są w tym nieszczęsnym odpływie, mokra i zbita kupka, to brzydzę się potwornie.

                    Surowe mięso z kurczaka jest tym samym mięsem, które później zjadam na talerzu. Ale na talerzu jest twarde, suche i pachnie sosem, a surowe jest miękkie, obślizgłe i pachnie surowym mięsem. Nie lubię śliskich rzeczy ani zapachu surowego mięsa. Wszystko jedno czy to filet czy cały kurak. Owszem, wiem że kotlet z mojego talerza był wcześniej żywym kurczakiem, później martwym kurczakiem, a później kawałkiem mięsa, i to mnie nie brzydzi, dlatego nie jestem wegetarianką. Ale mięsa dotykać nie lubię, bo jest śliskie i brzydko pachnie. Robię to, ale kiedy mam w kuchni kogoś do pomocy, to z chęcią zajmuję się warzywami, a mięso zostawiam drugiej osobie.

                    Mleko i krowie cycki mnie nie ruszają, bo nie są obśligzłe i nie śmierdzą :).
                    • kis-moho Re: Rybny dramat! 16.11.11, 12:50
                      > mięsa dotykać nie lubię, bo jest śliskie i brzydko pachnie. Robię to, ale kied
                      > y mam w kuchni kogoś do pomocy, to z chęcią zajmuję się warzywami, a mięso zost
                      > awiam drugiej osobie.

                      To śmieszne, ja surowe mięso bardzo lubię. Jak byłam mała, lubiłam kroić różne podroby (serca to był hit, wątróbka raczej nudna) i patrzeć co mają w środku. Za to nic nie brzydzi mnie bardziej niż korzuch na mleku. Niby wiem, co to jest, niby to to samo mleko, które zaczęłam podgrzewać, ale kawałek korzucha znaleziony przypadkiem w kakao... dla mnie trauma. Każdy chyba ma swoje bziki :o)
                      • besame.mucho Re: Rybny dramat! 16.11.11, 12:56
                        Ja też nie lubię! Powód ten sam co przy mięsie - jest taki śliski, ble.

                        Przyjedź do Warszawy i zostań moją współlokatorką! Będziesz kroiła mięso, a ja w zamian będę z niego robiła smaczne obiady!
                        • kis-moho Re: Rybny dramat! 16.11.11, 13:04
                          > Przyjedź do Warszawy i zostań moją współlokatorką! Będziesz kroiła mięso, a ja
                          > w zamian będę z niego robiła smaczne obiady!

                          Z tych podrobów? Nie ma sprawy :o)
                    • ciociazlarada Nie rozumiem:) 16.11.11, 23:06
                      Ja bardzo lubię surowe! W sensie jeść:) Kurczak to trochę przesada, bo boję się salmonelli, ale wołowinę mogę praktycznie jeść od razu w sklepie prosto z lodówki. Surowy stek jest doskonały. To samo łowca - pycha:) Z tych dość oczywistych przyczyn z obróbką nie mam problemów. Choć korzucha też się brzydziłam, w dzieciństwie. Obecnie bardzo lubię, jest taki "odżywczy":)
                      • kis-moho Re: Nie rozumiem:) 17.11.11, 10:20
                        > Ja bardzo lubię surowe! W sensie jeść:) Kurczak to trochę przesada, bo boję się
                        > salmonelli, ale wołowinę mogę praktycznie jeść od razu w sklepie prosto z lodó
                        > wki. Surowy stek jest doskonały.

                        Ja krwisty podsmażam tylko po to, żeby nie było, że jem surowe mięso. Tylko leciutko z brzegów.
                        A tatar z czosnkiem, cebulą i pieprzem? Uwielbiam. Tak samo surowe ryby. Kurczaka pewnie też bym mogła, ale rozsądek mi zabrania :o)
                        • ciociazlarada Re: Nie rozumiem:) 17.11.11, 12:37
                          Jak lubisz tatara, polecam carpaccio, jest jeszcze lepsze i bardzo proste do zrobienia:)
                          Mój ulubiony przepis to ten: www.bbcgoodfood.com/recipes/4335/beef-carpaccio
                          Ważne: ser tylko Grana Padano, z parmesanem to nie to samo; Bardzo ważne: nie należy solić mięsa, tylko pusty talerz przed położeniem mięsa.
                          • kis-moho Re: Nie rozumiem:) 17.11.11, 12:46
                            Carpaccio lubię, ale tak jak surowe mięso uwielbiam, tak surowe jajko trochę mnie odrzuca. Wiem, że tatar (chyba?) często też się jada z surowym jajkiem, ja uwielbiam taką wersję:
                            en.wikipedia.org/wiki/Mett
                            • ciociazlarada Re: Nie rozumiem:) 17.11.11, 13:23
                              Żółtko do carpaccio bełtam z pesto, sokiem z cytryny i oliwą, więc w ostatecznej wersji go nie widać - jajko parzę przed użyciem (można też kupić "odkażone"). A tatar owszem, jadam z żółtkiem.

                              To co zalinkowałaś kojarzy mi się (i chyba jest!) polską metką, która była jedną z moich największych traum w dzieciństwie:) I jest z wieprzowiny - powiem tak: RISKEPCIK, bo ja jadam tatar tylko wołowy, surowej wieprzowiny jeszcze nie próbowałam, oprócz traumatycznych przejść z metką, o których pragnę zapomnieć:)
                              • kis-moho Re: Nie rozumiem:) 17.11.11, 13:41
                                Metka to Mettwurst, które też dla mnie nie wygląda zachęcająco, aczkolwiek nigdy nie próbowałam. Mett to po prostu mielona wieprzowina, zwykle doprawiona cebulką, czosnkiem i pieprzem. Sprzedaje się ją oddzielnie od zwykłego mielonego, jest zawsze bardzo świeże i podlega chyba osobnym przepisom. W Polsce nigdy tego nie jadłam, u nas nawet tatar nie był zbyt popularny. Jak pierwszy raz zobaczyłam Mett, stwierdziłam, że to śniadanie odbędzie się beze mnie - po czym zjadłam cztery buły i pewnie dałabym radę więcej, gdybym nie bała się, że pęknę. To jest jedno z moich ulubionych surowych mięs. Jeśli chodzi o ryzyko - wierzę głęboko w przepisy ograniczające producentów i sklepy, to jest bardzo popularna rzecz i mnóstwo ludzi to je (dostaniesz Mett w każdym lepszym mięsnym), jeżeli byłoby to ryzykowne, chyba byłoby coś o tym słychać?
                                Co do ryzykownych dań - kiedyś (na Węgrzech) jadłam jako przystawkę przepyszne "coś" na czosnkowych grzankach. Po zjedzeniu dowiedziałam się, że to szpik wołowy... Na Węgrzech się wściekłymi krowami ewidentnie nie przejmują, szpik jadłam w restauracji, kości są do dostania w każdym sklepie. I teraz sama nie wiem, czy jeść (na razie się nie odważyłam), pyszne było niesamowicie, ale tu faktycznie trochę się boję. Zawsze słyszałam, że nie zaleca się jeść ani móżdżków, ani szpiku czy ogonów wołowych.
                                • ciociazlarada Re: Nie rozumiem:) 17.11.11, 13:57
                                  Może źle się wyraziłam - ja w ogóle wieprzowinę jadam bardzo rzadko, na surowo to już w ogóle dla mnie hardcore, choć w przepisy jak najbardziej wierzę i się nie boję.
                                  Po prostu, prawie biblijnie:), świnia to dla mnie gorsze mięso, bo je wszystko co popadnie, tak jak my:) Wolę pasące się na łączkach, niewinne krówki i baranki:) zwłaszcza steki z tych ostatnich potrafią być wypaśne.

                                  Mam problem moralny niejako z łowcą, bo jak każdy prosty człowiek lubię zwierzęta wełniste, okrągławe i o miłej aparycji:) Jak można zjeść takiego słodziaka:
                                  https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/5/5c/Valais_Blacknose_Sheep.jpg/640px-Valais_Blacknose_Sheep.jpg

                                  Dlatego staram się kupować baraninę z Australii i Nowej Zelandii, tam to jest wprowadzony przez człowieka gatunek niejako inwazyjny, który przyczynił się do wyginięcia wielu rodzimych, rzadkich gatunków. Powiedzmy, że się mszczę:)


                                  Smoki:)
                                  • kis-moho Re: Nie rozumiem:) 17.11.11, 14:05
                                    > Po prostu, prawie biblijnie:), świnia to dla mnie gorsze mięso, bo je wszystko
                                    > co popadnie, tak jak my:) Wolę pasące się na łączkach, niewinne krówki i barank
                                    > i:) zwłaszcza steki z tych ostatnich potrafią być wypaśne.

                                    Ja jestem zdecydowanym mięsożercą, i jem każde mięso, łącznie z kurczakami - aczkolwiek te ostatnie cenię głównie za łatwość przygotowania, bo smaku w nich nie ma za grosz. A przynajmniej w tych, które mogę u mnie kupić.

                                    > Dlatego staram się kupować baraninę z Australii i Nowej Zelandii, tam to jest w
                                    > prowadzony przez człowieka gatunek niejako inwazyjny, który przyczynił się do w
                                    > yginięcia wielu rodzimych, rzadkich gatunków. Powiedzmy, że się mszczę:)

                                    E tam. Wcale się nie mścisz, tamtejsza baranina jest po prostu delikatna i przepyszna ;o)
                                • pierwszalitera Re: Nie rozumiem:) 17.11.11, 14:19
                                  kis-moho napisała:

                                  > Metka to Mettwurst, które też dla mnie nie wygląda zachęcająco, aczkolwiek nigd
                                  > y nie próbowałam. Mett to po prostu mielona wieprzowina, zwykle doprawiona cebu
                                  > lką, czosnkiem i pieprzem.

                                  Nie całkiem tak. Mettwurst to nie jest metka. Mettwurst to kiełbasa, która najbardziej odpowiada polskiej surowej. Mocno tłusta, często wędzona i/albo suszona na powietrzu. Zwykle się ją gotuje przed spożyciem, ale można jeść na surowo, jak ktoś lubi, trochę się wtedy ciągnie w zębach, bo to surowe mięso. ;-) Jeżeli szuka się czegoś w rodzaju polskiej metki, to jest to Teewurst. Mocno zmielona, maziowa wędliwa w różowawym kolorze, sprzedawana czasem w plastikowych pudełkach dla wygody. A Mett jak już napisałaś, to mielona, przyprawiona wieprzowina, jako Schinkenmett z szczególnie chudnej wieprzowiny. Też bardzo lubię. Nie kupuję jednak do surowego spożycia Mettu na wagę w sklepach mięsnych, bo nie dowierzam warunkom higienicznym, tylko zawsze opakowany, z fabryki, z datą przydatności do spożycia. Ten ze stoiska mięsnego używam jako zwykłego mielonego mięsa do kotletów mielonych itp., często mieszam z mieloną wołowiną.
                                  • kis-moho Re: Nie rozumiem:) 17.11.11, 14:25
                                    > Nie całkiem tak. Mettwurst to nie jest metka. Mettwurst to kiełbasa, która najb
                                    > ardziej odpowiada polskiej surowej. Mocno tłusta, często wędzona i/albo suszo
                                    > na na powietrzu. Zwykle się ją gotuje przed spożyciem, ale można jeść na suro
                                    > wo, jak ktoś lubi, trochę się wtedy ciągnie w zębach, bo to surowe mięso. ;-)
                                    > Jeżeli szuka się czegoś w rodzaju polskiej metki, to jest to Teewurst. Mocno z
                                    > mielona, maziowa wędliwa w różowawym kolorze, sprzedawana czasem w plastikowych
                                    > pudełkach dla wygody.

                                    Możliwe, ja to wszystko znam tylko z widzenia, próbować się nie odważyłam, bo takich kiełbas nie lubię. Zresztą, w ogóle nie jestem fanką żadnych kiełbasek (poza białymi).

                                    > Nie kupuję jednak do surowego spożycia Mettu na wagę w sklepach mięsnych, bo ni
                                    > e dowierzam warunkom higienicznym, tylko zawsze opakowany, z fabryki, z datą pr
                                    > zydatności do spożycia. Ten ze stoiska mięsnego używam jako zwykłego mielonego
                                    > mięsa do kotletów mielonych itp., często mieszam z mieloną wołowiną.

                                    Ja mam mojego ulubionego pana na rogu, jemu wierzę :o) ale masz rację, opakowana jest pewniejsza. A ze stoiska mięsnego to inna bajka, u mnie mają Mett na bułki i zwykłe mielone mięso na kotlety, trzymane i sprzedawane oddzielnie. Ale fakt, tu trzeba mieć trochę zaufania do sklepu albo niezbyt bujną wyobraźnię.
                      • felisdomestica Re: Nie rozumiem:) 17.11.11, 10:50
                        Zostaje jeszcze toksoplazmoza, którą potem zwala się na kota :-).
                        • ciociazlarada Re: Nie rozumiem:) 17.11.11, 12:32
                          Toś mnie wypaśnie pocieszyła! Właśnie mam zamiar mieć dzieci (staranie jakoś mi nie przechodzi przez gardło, do staraczek się nie zaliczam:)) i jestem, mimo teoretycznie dobrej odporności, praktycznie co 15 minut przeziębiona!
                          Da się jakoś zbadać na nosicielstwo/zakażenie i ewentualnie wyleczyć?

                          Na koty nie zwalam, z kuwety nie jadam:-)
                          • amoureuse Re: Nie rozumiem:) 17.11.11, 15:10
                            Ponoć da się zbadać, tak przynajmniej pocieszał mnie wet, kiedy adoptowaliśmy kota :)
                      • ananke666 Re: Nie rozumiem:) 03.12.11, 10:25
                        ciociazlarada napisała:

                        > Surowy stek jest doskonały. To samo łowca - pycha:)

                        Łowca?! To kanibalizm!
                        Biedni, zeżarci łowcy...
              • zmijunia.lbn Re: Rybny dramat! 17.11.11, 23:43
                pierwszalitera napisała:

                > zmijunia.lbn napisała:
                >
                > > Taka sama różnica jak między schabowym a całą świnią z oczami i jabłkiem
                > w pasz
                > > czy :P
                >
                > Zaskoczę cię, mleko pochodzi od krowy, a nie z supermarketu. ;-)))

                Oj Pierwsza, dobrze wiesz że nie o to chodzi..
                Jak jem mięso, to chcę żeby wyglądało jak mięso, a nie jak zwierzę. Żeby nie myśleć przy każdym spojrzeniu o tym ze zjadam zwłoki jakiegoś biedaka, tylko np. że pyszny obiad się dzisiaj szykuje. :P
                Jak piję mleko to też wolę nie myśleć o krowich cyckach, chociaż nie sądzę żeby było w nich coś niemiłego. ;)
                • pierwszalitera Re: Rybny dramat! 18.11.11, 00:17
                  zmijunia.lbn napisała:

                  > Oj Pierwsza, dobrze wiesz że nie o to chodzi..
                  > Jak jem mięso, to chcę żeby wyglądało jak mięso, a nie jak zwierzę. Żeby nie my
                  > śleć przy każdym spojrzeniu o tym ze zjadam zwłoki jakiegoś biedaka, tylko np.
                  > że pyszny obiad się dzisiaj szykuje. :P

                  Ja to widzę inaczej. ;-) Jeżeli zjadam jakieś zwierzęcie, to nie wypieram myśli, że było to kiedyś żywe stworzenie. Jestem nawet zdania, że zdawanie sobie z tego sprawy i uświadomianie też młodych pokoleń, że mleko nie pochodzi z kartonika, a hamburgery nie są z plastiku, sprawia, że obchodzimy się żywnością zwierzęcą odpowiedzialnej. Ale jak pochodzę z prownicji, może nie z rodziny rolniczej, ale wiem, jak trzyma się kury, gęsi, króliki i podobną gadzinę, i już jako dziecko wiedziałam, że to nie zwierzątka do przytulania się. I znałam też wartość pracy, jaką wkłada się w "wyprodukowanie" tej żywności. Wiem też jak uśmierca się, patroszy i filetuje ryby. Nic przyjemnego i wcale do tego się nie garnę, ale ktoś to przecież robi, byśmy mieli nasze czyściutkie, nie przypominające ryby filety. Nazywanie tego obrzydliwością i zażeranie się filetami, to dla mnie arogancja. Temu co chcemy zjeść należy się też trochę szacunku.
                  • teresa104 Ciekawe jest, 18.11.11, 11:47
                    że obeznanie ze śmiercią i zadawanie jej szacunku do filetów nie uczy. Zabijanie znieczula.

                    Co prawda nie pochodzę z prowincji, ale moja matka urodziła się w rodzinie chłopskiej i wiele czasu spędziłam na wsi w ramach akcji "upychamy bachory, a sami dajemy drapaka do Darłowa". I na tej wsi widziałam, że zwierzę trzeba uśmiercić, żeby zjeść.
                    Widziałam też, że można bez mrugnięcia okiem uśmiercić zwierzęta nie do jedzenia, miot kociąt czy szczeniąt, bo dorosły kot /pies w domu się przydaje, a jego liczne potomstwo już nie. Brutalnie czysty pragmatyzm.
                    Widziałam też dzieci bawiące się szczątkami zwierząt, pęcherzem, ogonem, głową. I te szczątki nieodpowiedzialnie i bez szacunku lądowały na kupie gnoju, a nie w sanktuarium talerza świadomego spożywcy.

                    Co więcej rezygnację z jedzenia mięsa pod wpływem takich obrazków uważało się za komiczny przejaw niezrozumiałej nadwrażliwości miastowego pięknoducha. Zero szacunku;)

                    Ta "arogancja", jak to nazywasz, jest paradoksalnie przejawem tej wrażliwości, której codzienne obcowanie ze śmiercią zwierząt nie stępiło. Dlatego całe zwłoki odstręczają, bo unaoczniają ten proces, a filety nie, bo są produktem, masą białkową, są tak odległe od zwierzęcia, które chodzi, ma rzęsy, reaguje na imię, pije wodę, opiekuje się potomstwem, że o zabijaniu się nie myśli.
                    Nie mówmy o logice, czy konsekwencji, kiedy mówimy o odczuciach. Te odczucia są o tyle logiczne i konsekwentne, że są efektem pewnego schematu, w którym znajduje się zjadacz. I każdy zjadacz w tym schemacie może reagować inaczej. Tobie nie przeszkadza jeść mięso, choć chcesz być nieustannie całkiem świadoma jego pochodzenia. Ktoś inny, mając tę wiedzę, nie chce mieć nawet skórzanego paska. A ktoś trzeci filety chce jeść, a całych ciał nie chce widzieć. Wot różnorodność reakcji.
                    Moim zdaniem szacunek zwierzęciu okazuje tylko ten drugi, pozostali dwaj po prostu jedzą, czego nie zabili, a co ktoś inny dla nich zabił, a ogrom ich przemyśleń /brak przemyśleń /świadomość /ignorancja nie ma żadnego przełożenia na poszanowanie istnienia. Ten świadomy nie jest w niczym etycznie lepszy, ubolewam, przypuszczam, że zdaniem wielu jest nawet znacznie gorszy.
                    • pierwszalitera Re: Ciekawe jest, 18.11.11, 13:54
                      teresa104 napisała:

                      > że obeznanie ze śmiercią i zadawanie jej szacunku do filetów nie uczy. Zabijani
                      > e znieczula.

                      Zabijanie twoim zdaniem znieczula? A zjadanie zwłok już nie? Nikt nie kazał też autorce wątku tej ryby zabijać, rybę dostarczono jej moim zdaniem w wystarczająco delikatnej formie dla "wrażliwej" duszy. Przypominała tylko jeszcze rybę. O jakie straszne! ;-) Potrafię zrozumieć, gdy ktoś czymś się brzydzi i tego wtedy nie je, ja sama nie jem koziego sera, bo mi nie smakuje, ale ryba jako ryba jest fuj, nie dotknę, ale filety z niej już są mniam, to moim zdaniem hipokryzja do potęgi. Nikt jej nawet nie kazał tej ryby w takim stanie jeść, można było ją wyfiletować przed przyrządzeniem, albo po i wtedy stałaby się mniej "obrzydliwa". Autorka mogła też napisać, że nie wie, co z taką rybą się robi, ma prawo nie umieć, gdy nigdy nie miała okazji się nauczyć, mnie przeszkadza tylko i wyłącznie określanie tego jako obrzydliwość. Śmierdząca, nieświeża ryba jest obrzydliwa, tej się jednak nie planuje zjeść, nawet gdyby była od razu w zgrabnych filetach.
    • teresa104 Doszłaś już do siebie?:) 15.11.11, 13:47
      Jak doszłaś, to Ci tylko powiem, że gdybym ja zamówiła pstrąga, a dostała filety, to bym się wściekła dopiero.

      Z patroszonych małych pstrągów masz danie samograj. Robiące się samo, wyglądające królewsko. Kupujesz ryby, wtykasz im w wątpia świeżą szałwię, liście szpinaku, kolendrę, peitruszkę, naprawdę co Ci podejdzie pod rękę, dodajesz plaster limonki, ząbek czosnku, układasz wszystko ciasno na blasze brzuch w plecy, z góry możesz dać kilka paznokci masła, cienkie paski wspomnianego boczku, albo po prostu skrapiasz olejem rzepakowym dla glancu i uwięzienia smaku, posypujesz grubą solą. Za kwadrans w gorącym piecu masz danie wręcz odświętne, a roboty przy tym nic. Właśnie to, że ryby są całe, z głowami, jest najlepsze. Nie jest to jakaś masa białkowa, tylko ryba-ryba.
      • jehanette Połowicznie ;) 15.11.11, 15:09
        Niby zamiennik filet na całą rybę to "obiektywnie" i "jakościowo" zamiana na lepsze - może dlatego sklep uznał, że nie będzie pytał...
        ...ale ja kupuję filety, bo taka cała ryba mnie brzydzi, więc dla mnie to zamiana na gorsze - z czegoś prostego i wygodnego na coś kłopotliwego.

        Na szczęście mój mężczyzna domowy podjął wyzwanie i oznajmił, że przyrządzi pstrąga w takiej formie, w jakiej dotarł... i oto w obliczu obślizgłej ryby 120 lat emancypacji staje się nieważne ;)
        • roza_am Re: Połowicznie ;) 15.11.11, 15:28
          i oto w obliczu obślizgłej ryby 120 la
          > t emancypacji staje się nieważne ;)

          No bo emancypacja, podobnie jak filet, to wytwór kultury. Kiedy mamy do czynienia z rybą w postaci zwierza, naturalnym jest odwołanie się do praw natury (czytaj: dzielnego rycerza-obrońcy i myśliwego w jednym) ;-)
    • bell9 Re: Rybny dramat! 15.11.11, 16:36
      ja tez npycham w brzuch zielska, cytrynke , masłko. z zewnątrz ptrzyprawiam mieszanka do ryb i zawijam w folię alu ( troche ja smaruje tłuszczem) i do pieca bych na 20-5min.
      Pychotka, u mnie tylko o taką rybę się upominają.
      ps.jeszcze lepsza w plenerze z grilla, byle do maja :)
      • jehanette A co ze skórą? 15.11.11, 16:45
        ...na takiej upieczonej w całości rybie? Złazi po takim upieczeniu? Czy trzeba jeszcze jakoś skrobać przed pieczeniem, czy jak wypatroszona to powinna być już odłuszczona?
        • kk345 Re: A co ze skórą? 15.11.11, 21:52
          Rybę należy oskrobać przed pieczeniem, a potem zjeść upieczone mięso i przypieczoną, aromatyczną skórkę, skropione cytrynką.
          • zmijunia.lbn Re: A co ze skórą? 15.11.11, 22:05
            Skórę znaczy zjeść? O fuuuuuu! :0

            (Przepraszam za brak tolerancji ;P)
          • joankara Re: A co ze skórą? 16.11.11, 01:02
            Ale nie pstrąga! Pstrąga nie ma co skrobać, on nie ma łusek. Umyć tylko i wytrzeć ręcznikiem papierowym do sucha, a potem nasmarować przyprawami. Co innego płoć, albo okoń, nie mówiąc o leszczu czy choćby karpiu - tam to skrobania jest od... Normalnie się pstrąga piecze ze skórą, chrupiąca się robi, delikatna po upieczeniu, pyszności, najlepsze w całym pstrągu to skórka. Mniam!
            BTW. kupiłam wczoraj przez przypadek barramundi - pojawiło się toto w jednej sieci tanich sklepów. Równie pyszne, jak nie lepsze od pstrąga. I sprzedają to już wybebeszone i oskrobane (bo ta ryba ma łuskę), więc też nie trzeba nic z tym robić, tylko potraktować jak pstrąga. Wielkość podobna, bo to baby barramundeczki są - hodowane w Polsce, w specjalnych ogromniastych akwariach - dorosłe barramudni dochodzą do 60 kg i 1,80 długości, ale podobno kulinarne są tylko maluchy, najlepsze do 1 kg.
            • kk345 Re: A co ze skórą? 16.11.11, 13:02
              Ja skrobię, żeby nie drapał w zęby:) Pstrąg nie protestuje, chyba to lubi...
              • joankara Re: A co ze skórą? 18.11.11, 12:31
                A co mu zeskrobujesz, jak mu matka natura łuski nie dała? Śluz?
                • kk345 Re: A co ze skórą? 18.11.11, 19:42
                  Te chropowate wypustki na skórze, nie będące łuską i sprawiające, ze skóra nie jest śliska i całkiem gładka. Czy to Ci jakoś wadzi, że to robię? Bo tak dopytujesz...?
            • klaudyna_1234 Re: A co ze skórą? 30.11.11, 09:20
              Ja też wybrałam się do sklepu i moją uwagę przykuło właśnie Barramundi :) pewnie mówimy o tej samej sieci sklepów. Ciekawa ryba, choć nie spotkałam jej wcześniej w jakiś rybnych sklepach. Dobra bo świeża - pakowana próżniowo.
        • bell9 Re: A co ze skórą? 16.11.11, 14:38
          skóra elegancko schodzi przy pomocy widelca (chyba że za bardzo się spiecze i wtedy trochę trudniej), rybka jest pachnąca i soczysta.
          Mniam, chyba zrobię na kolację na dniach.
    • kasia_grubasia Re: Rybny dramat! 15.11.11, 17:23
      A propos brzydzenia się to jedna znajoma brzydzi się maślaków bo są obślizgłe, a rybę filetuje bez mrugnięcia okiem ;)
      • teresa104 Można się brzydzić różnych rzeczy 15.11.11, 18:27
        Ja się brzydzę przecieranych zup (dyniowa wiedzie tu prym, choć dynię bardzo lubię), w ogóle papowatego jedzenia. Zjem (często muszę, bo różne instytucje twierdzą, że krem z brokułów to najlepszy cymes by gości przyjąć), wyżyję, ale w gorszy dzień na sam widok blednę i żołądek mi się ściska. Kremy, budynie, musy, jogurty, leguminy i podobne, wszystko to dla mnie są potrawy kontrowersyjne. Ta gładka konsystencja mnie odstręcza. A jak jeszcze do tego jest słodka, to już teraz, kiedy to piszę, cierpnie mi dół twarzy. Mogę to nawet sama zrobić, nic to nie zmienia. I głupie to takie, że nie mogę:)
        Niedawno tak się wpakowałam w zupę chlebową w meksykańskiej restauracji. Jeszcze jajo sadzone było z góry, utrzymywało się na powierzchni tej szarej gładkiej brei. Zjadłam, nie zwójtowałam się na ludzi, wstręt da się i należy zwalczać, znaczy.
      • origami_21 Re: Rybny dramat! 16.11.11, 09:56
        Ja się brzydzę kleistych mas, z tego względu pierogi robi mi teściówka, a mielone mauż. Mięsko i rybki panierowane obrabiam wyłącznie przy użyciu narzędzi.
        Co znamienne, moje obrzydzenie tyczy się tylko mas spożywczych, bo plasteliną, masą papierową czy gliną bawię się bardzo chętnie.
        • zooba Re: Rybny dramat! 16.11.11, 11:16
          Ja się brzydzę masakrycznie kożuchów na mleku (na budyniu uwielbiam) i grudek w kaszce mannie, nie wnikam w powody, nie walczę za bardzo.

          I jeszcze płucka....bleeee
          • brykanty Re: Rybny dramat! 16.11.11, 11:45
            Przecież na budyniu jest pyszna skórka. A to wszak najlepsze w budyniu jest. Gdyby był kożuch, przecież bym tego nie jadła, kożuchy to ZUO.
            • kocio-kocio Re: Rybny dramat! 16.11.11, 11:57
              Zasadniczo to cały budyń do ZUO.
              Nie tknę kijem!
            • marikooo Re: Rybny dramat! 16.11.11, 21:30
              No dobra, teraz już żadna z Was mi ręki nie poda, ale ja od przedszkola uwielbiam kożuchy z mleka i zupełnie nie rozumiem histerii na ich temat :))
              • madzioreck Re: Rybny dramat! 16.11.11, 23:38
                Oooo, siostro, ja Ci podam, ja, ja, ja, uwielbiam kożuch mleczny, a za taki z kakao to już w ogóle się dam pokroić :D
              • zmijunia.lbn Re: Rybny dramat! 18.11.11, 00:11
                Ja też (choć nie od przedszkola, bo doń nie chodziłam) - jak byłam mała, to zawsze przed wypiciem mleka ze smakiem wcinałam kożuch, a jak nie było to byłam bardzo niepocieszona. :)
    • jehanette Podsumowanie 16.11.11, 22:34
      Pstrągi zostały przygotowane przez mężczyznę domowego, upieczone zgodnie z wytycznymi z wątku i zjedzone. smaczne były. Może w końcu zrealizuję swoje pragnienie upieczenia ryby w soli, którą kiedyś poczęstowała mnie ciocia :)
    • kasienka.body pytanie do znawczyń ryb 21.11.11, 17:01
      Kupiłam rybę wędzoną co to się zowie - ryba maślana.
      Pierwszy raz takie cuś spotkałam, ale wyglądała ładnie, więc wzięłam kawałek na spróbowanie. Potem w domu wyguglałam, że ryby z tej grupy mogą zawierać jakieś woski, które są nieprzyswajalne przez człowieka i mogą powodować zatrucia.
      No i co teraz? Można to jeść, czy nie można? Macie jakieś doświadczenia z rybą maślaną?
      • roza_am Re: pytanie do znawczyń ryb 21.11.11, 17:25
        Jadłam kiedyś. Smaczna była. Efektów specjalnych nie przypominam sobie.
        A generalnie jesteś alergiczką?
      • ederlezi1981 ryba maslana 21.11.11, 17:57
        Czytałam o tym. Jak dla mnie, ryba, jak ryba, do łososia i halibuta się nie umywa. Ponoć, oprócz tych wosków, na które niektorzy reaguja alergicznie, jest średnio wartościowa (choć pewnie i tak lepsza od pangi)/
      • kk345 Re: pytanie do znawczyń ryb 21.11.11, 19:40
        Zawiera woski, nieprzyswajalne, niektórzy ich nie tolerują- reakcja jest hmmmm dość gwałtowna, ale nieszkodliwa, co mówię z doświadczenia- podobna do działania, pardon, laxigenu. Dopóki nie spróbujesz, nie wiesz, w której jesteś grupie:) Ryba dość smaczna i ładna wizualnie.
        • kasienka.body Re: pytanie do znawczyń ryb 21.11.11, 21:24
          alergikiem niby nie jestem, ale kto tam wie jak na tę rybę zareaguję :)
          No dobra, mały kawałek mam, to spróbuję.
          Dzięki za odpowiedzi :)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka