Dodaj do ulubionych

Problem zagraniczno-sercowy

24.04.12, 11:58
Zacznę od tego, że piszę tego posta pod innym nickiem - wolałabym, aby sprawy osobiste pozostały osobiste :)

Potrzebuję porady w kwestii.. hmm.. sercowo-bytowej właściwie. A wiadomo, że lobbystki wiedzą wszystko, stąd ten wątek :) Uff, zacznę może od początku. Mieszkam obecnie za granicą, przeprowadziłam się tu dla mojego faceta. Ogólne tło - z facetem znam się od 11 lat, bardzo długo się szarogęsiliśmy, obecnie jesteśmy z sobą w związku i jest cudnie. W każdym razie po dłuższym przemyśleniu sprawy zostawiłam swoje mieszkanie w Polsce, większość dobytku i ruszyłam w nieznane ;)

Mój facet wcześniej był w związku, który trwał 5 lat i zakończył się jakiś czas przed naszym zejściem się. Z tego związku pozostał dom, który razem wybudowali. Kredyt wraz z własnością domu zostały przepisane na niego, i to on od dłuższego czasu spłaca kredyt. W każdym razie sprawy finansowe z jego byłą zostały rozwiązane i tu wszystko jest ok. Natomiast.. Problemem dla mnie jest to, że mój facet po zakończeniu związku niestety nic nie zrobił z rzeczami swojej byłej, które, za przeproszeniem, walają się po całym domu. Brzmi to pewnie dość dziwnie i dziecinnie, ale.. Sprawa wygląda tak. Odkąd tu mieszkam, co jakiś czas znajduję nie swoje rzeczy. Na początku, gdy przywiozłam trochę swoich rzeczy i chciałam je włożyć do szafy, znalazłam masę damskich rzeczy typu rajstopy, skarpetki itp. Trochę się zdziwiłam, ale zaniosłam mu je z pytaniem, czy ona ich zwyczajnie nie zapomniała. On je wyrzucił do kosza. Potem sytuacja powtórzyła się wiele razy - znalazłam np nie swój pasek na sofie, kilka par butów w przedpokoju, potem pierścionek zaręczynowy na podłodze w łazience, w tejże łazience damskie rzeczy itp. Do pewnego momentu podchodziłam do tego ze sporym dystansem - wiadomo, po dłuższym związku może się zdarzyć, że coś się zawieruszy. Problemy zaczęły się, gdy pewnego dnia musiałam skorzystać z pokoju "gościnnego", którym jest deska do prasowania, a tam na półkach były jakieś gipsowe serca (takie z gatunku "prezent na walentynki"), ususzone róże, jej plakaty na ścianach.. Generalnie różne pamiątki z czasu trwania ich związku. Dom jest spory, więc początkowo w ogóle nie miałam potrzeby tam wchodzić. Naprawdę przykro zrobiło mi się parę dni temu, gdy podczas prasowania potknęłam się o opakowanie tabletek antykoncepcyjnych.. Nie moich, rzecz jasna.

No i teraz pytanie do Was, mądre lobbystki.. Czy waszym zdaniem jestem przewrażliwiona? Z mojego punktu widzenia wygląda to tak - zostawiłam dla Niego moje mieszkanie, dawne życie, znajomych. Tymczasem w nowym miejscu, które tak czy inaczej jest dla mnie obce, znajduję wciąż rzeczy byłej mojego faceta.. Naprawdę nie ułatwia mi to aklimatyzacji, a i bez tego łatwo momentami nie jest. W dodatku nie bardzo mam z kim o tym tu porozmawiać, tak po babsku, mogę tylko czasem pogadać z przyjaciółmi przez skype'a czy coś.

Aha, jeśli chodzi o rozmowy z nim - poruszałam ten temat wielokrotnie, mówiłam mu, że jest mi przykro. Z początku były to spokojne, rzeczowe rozmowy, ale nasze ostatnia rozmowa parę dni temu już spokojna nie była.. Po niej wziął się za sprzątanie, niemniej.. Pozostał mi jakiś niesmak. Mimo to czasem boję się otworzyć szufladę, że znajdę tak jakieś listy miłośne czy coś, bo i takie rzeczy się zdarzały :/

Czy któraś z Was była może kiedyś w podobnej sytuacji? Bo ja już sama nie wiem - zostać tu i walczyć czy po prostu się spakować i wrócić :/ Ech...
Obserwuj wątek
    • yaga7 Re: Problem zagraniczno-sercowy 24.04.12, 12:08
      Ja w ogóle jakoś nie bardzo rozumiem, jak można mieszkać w jakimś miejscu i go nie znać? Jak długo mieszkasz w tym domu? Tydzień, dwa? Ja na pewno zwiedziłabym chałupę do stóp do głów, ale ja ciekawska jestem.

      No i zakładając, że wprowadzam się do chłopa i od teraz jest to _nasze_ mieszkanie, to może nawet pomogłabym mu powywalać te wszystkie "pamiątki" i zrobić generalne sprzątanie po prostu. Myślałaś nad takim rozwiązaniem?
      • jul-kaa Re: Problem zagraniczno-sercowy 24.04.12, 12:24
        Cóż, ja jestem obrzydliwie zazdrosna, więc już po drugim, może trzecim znalezisku bym wzięła faceta pod pachę i rozpoczęła wielkie sprzątanie rzeczy byłej.

        To, że rzeczy są w nieużywanych pokojach, w szufladach, w szafkach, wydaje mi się normalne, choć oczekiwałabym ich wywalenia. Dziwiłoby mnie jednak nagłe pojawienie się butów w przedpokoju (a może były głeboko schowane?), paska na sofie, pierścionka na podłodze w łazience, tabletek anty... Skąd te rzeczy wypełzły? Historia dla mnie brzmi troszkę dziwnie.
        • daleko_stad Re: Problem zagraniczno-sercowy 24.04.12, 12:29
          > To, że rzeczy są w nieużywanych pokojach, w szufladach, w szafkach, wydaje mi s
          > ię normalne, choć oczekiwałabym ich wywalenia. Dziwiłoby mnie jednak nagłe poja
          > wienie się butów w przedpokoju (a może były głeboko schowane?), paska na sofie,
          > pierścionka na podłodze w łazience, tabletek anty... Skąd te rzeczy wypełzły?
          > Historia dla mnie brzmi troszkę dziwnie.

          Wynika to z tego, że on ma specyficzne podejście do porządku i wystarczy, że otworzy jakąś szafkę, to wypada z niej mnóstwo rzeczy. Te rzeczy potem zostają na podłodze.. Niestety.
          • ciociazlarada Re: Problem zagraniczno-sercowy 24.04.12, 12:33
            No to dla mnie krotka pilka - widzialy galy co braly i nie ma co byc zazdrosnym, skoro wiesz z jakiego powodu natykasz sie na te rozsiane pamiatki. Rozumiem, ze akceptujesz jego podejscie do porzadku z dobrodziejstwem inwentarza. Obawiam sie, ze doroslego czlowieka sobie nie wychowasz, zeby nagle zaczal sprzatac (a przynajmniej nie wychowasz bez powaznego uszczerbku na jakosci waszej relacji).
            • pinupgirl_dg Re: Problem zagraniczno-sercowy 24.04.12, 12:49
              > No to dla mnie krotka pilka - widzialy galy co braly i nie ma co byc zazdrosnym
              > , skoro wiesz z jakiego powodu natykasz sie na te rozsiane pamiatki.

              Pewnie nie ma o co, ale rozumiem, że to nie jest przyjemne.

              > Rozumiem,
              > ze akceptujesz jego podejscie do porzadku z dobrodziejstwem inwentarza. Obawiam
              > sie, ze doroslego czlowieka sobie nie wychowasz, zeby nagle zaczal sprzatac (a
              > przynajmniej nie wychowasz bez powaznego uszczerbku na jakosci waszej relacji)

              Wychować to nie, ale nawet dorosły człowiek może się porządku nauczyć, tylko trzeba chcieć. No i raczej to nie będzie spektakularna przemiana w stylu Perfekcyjnej Pani Domu. Wiem, bo jestem w trakcie ;).
              BTW ja rozumiem, że nie można wymagać cudów, ale skoro autorka wątku podjęła tyle wysiłku, to i facet mógłby się trochę postarać i po prostu posprzątać rzeczy byłej. To akurat nie wymaga wiele zachodu.
              • kis-moho Re: Problem zagraniczno-sercowy 24.04.12, 12:55
                > Wychować to nie, ale nawet dorosły człowiek może się porządku nauczyć, tylko tr
                > zeba chcieć.

                O nie. Wiem, bo jestem bałaganiarzem straszliwym, i się już nie nauczę. Owszem, sprzątam, bo szanuję pracę Lubego i nie będę siedzieć na kanapie i machać nóżką kiedy on lata z odkurzaczem, więc się przyłączam. Ale na pewno nie nauczę się takiej pedantyczności, jaka by go uszczęśliwiła - na szczęście on to wie, i mnie nie ciśnie. Taki pakt o nieagresji - ja uczestniczę w sprzątaniu (chociaż moim zdaniem można by sprzątać mniej), on mnie nie naciska, żeby myć okna raz w tygodniu. Ale gdyby postanowił mnie kiedyś nauczyć prawdziwego porządku, to nie wiem, czy nasz związek by to przeżył.
                Tak więc ostrożnie z nauką porządku, nie każdy ma taką samą definicję posprzątanego mieszkania :o)
                • pinupgirl_dg Re: Problem zagraniczno-sercowy 24.04.12, 13:05
                  > Ale gdyby postanowił mnie kiedyś nauczyć prawdziwego porządku, to nie
                  > wiem, czy nasz związek by to przeżył.

                  Ja nie mówię, że ktoś Cię ma na siłę uczyć, tylko Ty możesz chcieć sama i tylko wtedy to ma szansę powodzenia. No i między bałaganiarstwem i a pedanterią jest jeszcze spora przestrzeń.
                  Ja generalnie też staram się mieć względny ład dla mojego faceta, chociaż wiele z tych rzeczy było dla mnie na początku fanaberią (i część jest nadal ;) ), ale nieszkodliwą. Ale z czasem mnie samą zaczęło wkurzać, że potykam się o brudne naczynia, rzeczy z szafy się na mnie wysypują i po raz setny nie mogę znaleźć ważnych papierów, więc stopniowo próbuję wprowadzić trochę ładu również do moich osobistych rzeczy, z różnym skutkiem, ale i tak jest o niebo lepiej niż w momencie, kiedy zaczynałam.
              • daleko_stad Re: Problem zagraniczno-sercowy 24.04.12, 12:57
                > BTW ja rozumiem, że nie można wymagać cudów, ale skoro autorka wątku podjęła ty
                > le wysiłku, to i facet mógłby się trochę postarać i po prostu posprzątać rzeczy
                > byłej. To akurat nie wymaga wiele zachodu.

                Dzięki za to, naprawdę. To jest chyba sedno całej sprawy - czuję, że dałam z siebie naprawdę dużo dla tego związku, a potem potykam się o tabletki anty. Nawiasem mówiąc, pomieszkujemy czasem również w moim mieszkaniu w Polsce. Wcześniej byłam w wieloletnim związku i mieszkał tam mój były. I jakoś mój obecny facet się o jego rzeczy nie potyka :/ Wrzuciłam pamiątki do pudła, naprawdę nie był to kosmiczny wysiłek.
              • ciociazlarada Re: Problem zagraniczno-sercowy 24.04.12, 13:06
                pinupgirl_dg napisała:


                > Wychować to nie, ale nawet dorosły człowiek może się porządku nauczyć, tylko tr
                > zeba chcieć.

                Uwierz. Nie moze. Zreszta jaka jest roznica miedzy "wychowac" a "nauczyc" w tym wypadku? Wiele zwiazkow, ktore zaczely sie niezle, skonczylo sie kiepsko, bo jednej stronie sie wydawalo, ze adoptowala sobie dziecko do wychowania wedlug swoich wyobrazen, a nie wziela doroslego, uksztaltowanego partnera.
                Mozna oczywiscie isc na kompromis, ale to co innego niz "nauczenie" porzadku.
                • pinupgirl_dg Re: Problem zagraniczno-sercowy 24.04.12, 13:13
                  > Uwierz. Nie moze. Zreszta jaka jest roznica miedzy "wychowac" a "nauczyc" w tym
                  > wypadku?

                  Bardzo duża. Naprawdę nie żyje się tylko dla partnera, ale też dla siebie, druga strona może być bodźcem i pomocą, żeby samemu coś w sobie zmienić i to nie jest niemożliwe. Nawet drugiej strony może przy tym nie być :).
                  Właśnie dlatego, że jesteśmy dorosłymi ludźmi, możemy śmiało kierować swoim życiem, jeśli coś nam nie pasuje, próbować to poprawić. Nie zawsze wszystko się udaje, ale człowiek się nie przekona, zanim nie spróbuje.
                  • ciociazlarada Re: Problem zagraniczno-sercowy 24.04.12, 13:21
                    No dobrze, ale wychodzisz tutaj z zalozenia, ze ta osoba musi chciec/chce, poniewaz Ty akurat osobiscie masz taka sytuacje, ze chcesz. Analogia z sytuacja w watku bliska zeru.

                    W sytuacji opisanej przez zalozycielke watku jej partner nie chce i nie ma potrzeby sie nauczyc ani zmienic, co widac jak na dloni po jego zachowaniu. Musialaby go nauczyc czegos, na co nie koniecznie ma ochote, czyli "wychowac". Naprawde nie dostrzegasz roznicy miedzy swoja a jej/jego sytuacja, ona (ta roznica) znowu taka subtelna nie jest?
                    • pinupgirl_dg Re: Problem zagraniczno-sercowy 24.04.12, 13:29
                      > W sytuacji opisanej przez zalozycielke watku jej partner nie chce i nie
                      > ma potrzeby sie nauczyc ani zmienic, co widac jak na dloni po jego zachowaniu.
                      > Musialaby go nauczyc czegos, na co nie koniecznie ma ochote, czyli "wychowac".
                      > Naprawde nie dostrzegasz roznicy miedzy swoja a jej/jego sytuacja, ona (ta rozn
                      > ica) znowu taka subtelna nie jest?

                      Ja napisałam tylko, że to nie jest tak, że człowiek po 20 to już wcale się nie zmieni. Facet widać nie chce, przynajmniej na razie i to jego prywatne prawo, w takim razie pozostają kompromisy.
                      • pinupgirl_dg Re: Problem zagraniczno-sercowy 24.04.12, 13:56
                        Aha, możliwe też, że w tym domu jest taki bałagan, że nawet, jak on chce sprzątnąć (przynajmniej rzeczy po byłej), to naprawdę nie wie jak. Może za ostro osądziłam człowieka, możliwe, że go to przerasta i jak przyjdzie co do czego, to nie wie, w co ręce włożyć, w takiej sytuacji przydadzą się konkretne rady, jak to zrobić krótko, zwięźle i bezboleśnie.
                        Ale możliwe, że jego lenistwo jest ważniejsza, niż spokój dziewczyny i nawet chęci do kompromisów nie ma.
                • kis-moho Re: Problem zagraniczno-sercowy 24.04.12, 13:15
                  > Mozna oczywiscie isc na kompromis, ale to co innego niz "nauczenie" porzadku.

                  O, dokładnie. Oczywiście, że trzeba iść na wiele kompromisów, ale to wynika z wzajemnego szacunku i dobrych chęci. Natomiast "uczenie" czegokolwiek czy wychowywanie oznacza, że jeden z partnerów wie lepiej, i temu drugiemu biednemu pokaże lepszą drogę. Ja bym wtedy wiała gdzie pieprz rośnie.
                  • pinupgirl_dg Re: Problem zagraniczno-sercowy 24.04.12, 13:21
                    Naprawdę uważacie, że uczenie się czegoś od innych jest czymś wręcz upokarzającym? Ja akurat chyba bym nie wytrzymała z kimś, od kogo nie mam się czego uczyć :). To jest dla mnie normalna rzecz w kontaktach międzyludzkich, jeśli chcę coś zrobić, a nie wiem, jak, to idę do kogoś, kto wie i proszę o pomoc. Dla mnie to nic ujmującego.
                    Wychowywanie to coś zuuuuuuuuuupełnie innego.
                    • kis-moho Re: Problem zagraniczno-sercowy 24.04.12, 13:25
                      To jest dla mnie normalna rzecz w kontaktach międzyludzkich, jeśli chcę coś
                      > zrobić, a nie wiem, jak, to idę do kogoś, kto wie i proszę o pomoc. Dla mnie t
                      > o nic ujmującego.

                      Zauważ - chcę coś zrobić. Jasne, że jak chcę, to super, że ktoś bliski akurat to umie lepiej i mnie nauczy. Np. pływać, malować, parkować tyłem :o) Ale w tym wątku partner Daleko_stąd ewidentnie nie chce "nauczyć się" sprzątać. To jest rzecz, w której muszą pewnie oboje iść na pewne kompromisy, ale Daleko_stąd nie o to pytała w swoim poście.
                    • daleko_stad Re: Problem zagraniczno-sercowy 24.04.12, 13:25
                      pinupgirl_dg napisała:

                      > Naprawdę uważacie, że uczenie się czegoś od innych jest czymś wręcz upokarzając
                      > ym? Ja akurat chyba bym nie wytrzymała z kimś, od kogo nie mam się czego uczyć
                      > :). To jest dla mnie normalna rzecz w kontaktach międzyludzkich, jeśli chcę coś
                      > zrobić, a nie wiem, jak, to idę do kogoś, kto wie i proszę o pomoc. Dla mnie t
                      > o nic ujmującego.
                      > Wychowywanie to coś zuuuuuuuuuupełnie innego.

                      Zgadzam się w całej rozciągłości - tym bardziej, że akurat ten związek wymaga od nas uczenia się nowych rzeczy na okrągło (choćby różnych języków, co działa w obie strony) i przestawiania się czasem na zupełnie inne tory myślenia. Nie mam najmniejszego zamiaru zmieniać jego podejścia do porządku. Sama pedantką nie jestem, choć wolę nieco większy ład, niż on.. Ale przeżyję. Nie lubię tylko, jak ktoś mi coś obiecuje, kaja się, a potem.. nic z tego.
                      • kis-moho Re: Problem zagraniczno-sercowy 24.04.12, 13:30
                        Nie ma
                        > m najmniejszego zamiaru zmieniać jego podejścia do porządku. Sama pedantką nie
                        > jestem, choć wolę nieco większy ład, niż on.. Ale przeżyję. Nie lubię tylko, ja
                        > k ktoś mi coś obiecuje, kaja się, a potem.. nic z tego.

                        Daleko_stąd, zapytam wprost: czy problem leży w tym, że jemu się nie chce posprzątać, czy w tym, że czujesz, że Twoje problemy są ignorowane? Nie musisz tego tutaj pisać, ale zastanów się nad tym, bo to zupełnie inne problemy, zupełnie innego kalibru, i też zupełnie inaczej bym do nich podeszła. Jeżeli to tylko porządek, to machnęłabym ręką i dla własnego spokoju i poczucia estetyki posprzątałabym.
                    • yaga7 Re: Problem zagraniczno-sercowy 24.04.12, 13:25
                      Ale to są dwie różne sytuacje. Raz - osoba sama chce się czegoś nauczyć od drugiej osoby, robi to dobrowolnie, nieprzymuszana i dlatego, że chce, a nie że musi.
                      Dwa - osoba nr 1 przekonuje osobę nr 2, że dla dobra związku (albo z innego powodu) MUSI się czegoś tam nauczyć, bo inaczej sorry, ale nic z tego nie będzie.

                      I tu, i tu nauka, ale jakże inna ;)
                    • ciociazlarada Re: Problem zagraniczno-sercowy 24.04.12, 13:28
                      Najwyrazniej cos Ci sie pomylilo:

                      forum.gazeta.pl/forum/w,86228,135367846,135370491,Re_Problem_zagraniczno_sercowy.html
                      Autorka nigdzie nie napisala, ze partner chce sie od niej uczyc porzadku, a przynajmniej ja nic takiego nie zauwazylam. Poniewaz nie przeszkadzaja mu stare rzeczy walajace sie po domu, wnioskuje, ze element woli uczenia sie w tym wypadku nie wystepuje.
                    • madzioreck Re: Problem zagraniczno-sercowy 25.04.12, 20:55
                      > Naprawdę uważacie, że uczenie się czegoś od innych jest czymś wręcz upokarzając
                      > ym? Ja akurat chyba bym nie wytrzymała z kimś, od kogo nie mam się czego uczyć
                      (...)
                      > Wychowywanie to coś zuuuuuuuuuupełnie innego.

                      Mam wrażenie, że nie rozumiesz jednej rzeczy: jest jeszcze coś takiego, że ktoś chce na siłę uczyć Cię czegoś, czego Ty nie chcesz się uczyć. o jest właśnie wychowywanie dorosłego człowieka. Ja na przykład za cholerę nie chcę uczyć się, jak wymienia się instalację elektryczną, i próby nauczenia mnie tego wbrew mojej woli, za to zgodnie z założeniem, że przecież wszystkiego można się nauczyć, odebrałabym jako zamach na moją osobę. I albo mnie ktoś bierze jako sierotę, co nie umie kabli wymienić, albo niech se poszuka kogoś, kto umie, jeśli dla niego kobieta-elektryk taka mu potrzebna do szczęścia.

                      > :). To jest dla mnie normalna rzecz w kontaktach międzyludzkich, jeśli chcę coś
                      > zrobić, a nie wiem, jak, to idę do kogoś, kto wie i proszę o pomoc. Dla mnie t
                      > o nic ujmującego.

                      No więc ten facet raczej nie chce.
            • jul-kaa Re: Problem zagraniczno-sercowy 24.04.12, 13:25
              Ja myślę, że tu nie chodzi w ogóle o bałaganiarstwo i uczenie porządku. Oboje z mężem jesteśmy potwornymi bałaganiarzami i dobrze nam z tym. Gdyby jednak męża bolały w jakikolwiek sposób listy, pamiątki, zdjęcia z mojej przeszłości (które w mieszkaniu są), przegrzebałabym mieszkanie, wsadziłabym je do pudła i schowała pod sufitem. Natychmiast, tego samego dnia.
              Na miejscu Autorki (którą doskonale rozumiem) poprosiłabym o wspólne sprzątnięcie. Wolałabym poświęcić dzień czy dwa na szukanie rzeczy byłej i chowanie ich w pudle niż narażać się na wieczne stresy przez kolejne dni/miesiące/lata.
              • daleko_stad Re: Problem zagraniczno-sercowy 24.04.12, 13:30
                jul-kaa napisała:

                > Ja myślę, że tu nie chodzi w ogóle o bałaganiarstwo i uczenie porządku. Oboje z
                > mężem jesteśmy potwornymi bałaganiarzami i dobrze nam z tym. Gdyby jednak męża
                > bolały w jakikolwiek sposób listy, pamiątki, zdjęcia z mojej przeszłości (któr
                > e w mieszkaniu są), przegrzebałabym mieszkanie, wsadziłabym je do pudła i schow
                > ała pod sufitem. Natychmiast, tego samego dnia.

                Sama obecność jako taka mi nie przeszkadza aż tak bardzo - wiem, że był w kilku związkach, znam szczegóły bo się przyjaźniliśmy bardzo długo wcześniej. Natomiast wkurza mnie bardziej to, że dosłownie potykam się o jakieś rzeczy i moje prośby o zebranie tego w jakieś jedno miejsce nie odnoszą skutku - naprawdę nie muszę na co dzień obcować np z kremem do depilacji jego byłej w widocznym miejscu w łazience.

                > Na miejscu Autorki (którą doskonale rozumiem) poprosiłabym o wspólne sprzątnięc
                > ie. Wolałabym poświęcić dzień czy dwa na szukanie rzeczy byłej i chowanie ich w
                > pudle niż narażać się na wieczne stresy przez kolejne dni/miesiące/lata.

                Tak chyba zrobię - dzięki.
                • jul-kaa Re: Problem zagraniczno-sercowy 24.04.12, 13:36
                  daleko_stad napisała:
                  > > Sama obecność jako taka mi nie przeszkadza aż tak bardzo - wiem, że był w kilku
                  > związkach, znam szczegóły bo się przyjaźniliśmy bardzo długo wcześniej. Natomi
                  > ast wkurza mnie bardziej to, że dosłownie potykam się o jakieś rzeczy

                  Pewnie chciałabyś, żeby było tak, że jak wypadnie z szafki jakaś rzecz byłej, to on ją schowa. A to nie jest raczej wykonalne, słowo bałaganiarza ;) On może tego naprawdę nie widzieć, tak jak ja nie widzę, że mimo próśb wrzucam skorupki jajek do zlewu zamiast do kosza ;) Dlatego jedyną radą jest niestety wspólne sprzątnięcie gratów. Tak jak ze zrywaniem plastra - odrywany po kawałeczku schodzi długo i boleśnie. Zerwany boli mocno, ale krótko.

      • daleko_stad Re: Problem zagraniczno-sercowy 24.04.12, 12:26
        yaga7 napisała:

        > Ja w ogóle jakoś nie bardzo rozumiem, jak można mieszkać w jakimś miejscu i go
        > nie znać? Jak długo mieszkasz w tym domu? Tydzień, dwa? Ja na pewno zwiedziłaby
        > m chałupę do stóp do głów, ale ja ciekawska jestem.

        Mieszkam tu od 3 miesięcy. Chałupę znałam wcześniej, choć nie potykałam się wcześniej o cudze rzeczy (mam na myśli sytuację, kiedy tu przyjeżdżałam w odwiedziny).

        > No i zakładając, że wprowadzam się do chłopa i od teraz jest to _nasze_ mieszka
        > nie, to może nawet pomogłabym mu powywalać te wszystkie "pamiątki" i zrobić gen
        > eralne sprzątanie po prostu. Myślałaś nad takim rozwiązaniem?

        Tak, wielokrotnie mu to proponowałam, udawało nam się zwykle część domu posprzątać. Niestety on jest koszmarnym bałaganiarzem i dla niego często posprzątanie to przeniesienie sterty papierów w inne miejsce. W związku z tym to głównie ja się zajęłam wyrzucaniem niepotrzebnych rzeczy. Nie czuję się natomiast dobrze grzebiąc w rzeczach jego byłej dziewczyny.
        • yaga7 Re: Problem zagraniczno-sercowy 24.04.12, 12:43
          Bałaganiarstwo jako bałaganiarstwo niestety rozumiem, sama tak mam, Luby też tak ma i przenoszenie w ramach sprzątania jest nam znane ;)

          Ale to wcale nie tłumaczy potykania się o rzeczy byłej, no bez przesady. Myślę, że dobrze by było gdybyście razem te wszystkie jej rzeczy wywalili albo na śmietnik, albo do jakiegoś pudła. Na zasadzie raz a porządnie. A potem to już będzie Wasz bałagan ;)

          Natomiast wizja pierścionków czy tabsów jest dla mnie faktycznie niepojęta.
          • kis-moho Re: Problem zagraniczno-sercowy 24.04.12, 12:45
            > Natomiast wizja pierścionków czy tabsów jest dla mnie faktycznie niepojęta.

            Dla mnie niepojęty jest pasek na sofie. Chyba, że sofa jest gdzieś na strychu, na który nikt nie wchodzi.

            Myślę,
            > że dobrze by było gdybyście razem te wszystkie jej rzeczy wywalili albo na śmi
            > etnik, albo do jakiegoś pudła.

            Ja bym sama nie wywalała - chyba, że on sam by chciał. To jego pamiątki, sam musi o tym zdecydować.
            • yaga7 Re: Problem zagraniczno-sercowy 24.04.12, 12:47

              > Ja bym sama nie wywalała - chyba, że on sam by chciał. To jego pamiątki, sam mu
              > si o tym zdecydować.

              Wyszłam z założenia, że pan mówi posprzątam, ale nie sprząta, ja mówię, że wywalę, on na to ok, więc wywalam. Ale może to błędne założenie było ;)
          • pinupgirl_dg Re: Problem zagraniczno-sercowy 24.04.12, 12:51
            > Ale to wcale nie tłumaczy potykania się o rzeczy byłej, no bez przesady. Myślę,
            > że dobrze by było gdybyście razem te wszystkie jej rzeczy wywalili albo na śmi
            > etnik, albo do jakiegoś pudła. Na zasadzie raz a porządnie. A potem to już będz
            > ie Wasz bałagan ;)

            Zgadzam się, że to go nie tłumaczy, ale nie zgadzam się, że muszą to robić razem, jeśli dla Daleko_stąd to jest przykre. Facet sam powinien to ogarnąć, raz a porządnie.
            • yaga7 Re: Problem zagraniczno-sercowy 24.04.12, 12:57
              Masz rację, patrzyłam ze swojego punktu widzenia - ja bym wolała nawet razem sprzątać, byleby to mieć szybciej z głowy.

              Bo tu może być też tak, że pan mówi, że posprząta, nie sprząta, autorka wątku czuje się coraz gorzej, pan mówi, że posprząta, ale nie sprząta i tak w kółko ;)
              • daleko_stad Re: Problem zagraniczno-sercowy 24.04.12, 13:05
                > Bo tu może być też tak, że pan mówi, że posprząta, nie sprząta, autorka wątku c
                > zuje się coraz gorzej, pan mówi, że posprząta, ale nie sprząta i tak w kółko ;)

                Tak to wygląda. Mało tego - sam twierdzi, że mnie doskonale rozumie i potrafi być zazdrosny o naprawdę małe rzeczy w porównaniu np z tabletkami anty. A potem potykam się o kolejną rzecz i cała sytuacja się powtarza..
                • kis-moho Re: Problem zagraniczno-sercowy 24.04.12, 13:11
                  > Tak to wygląda. Mało tego - sam twierdzi, że mnie doskonale rozumie i potrafi b
                  > yć zazdrosny o naprawdę małe rzeczy w porównaniu np z tabletkami anty. A potem
                  > potykam się o kolejną rzecz i cała sytuacja się powtarza..

                  No to rozwiążcie sprawę raz a dobrze - albo się umówcie, że robicie weekend sprzątający (a na koniec pójdźcie w nagrodę dla siebie do knajpy na dobrą kolację), a jeżeli uważasz, że on się na to nie będzie pisał, to dla własnego spokoju posprzątaj sama (ja bym się wtedy trochę zastanowiła nad tym, jak u niego z empatią, ale jak pisałam to już inna bajka). Inaczej kota dostaniesz.
                  A mogę zapytać, co złego w tych pigułkach? Taki sam element garderoby jak pończochy czy pierścionek, nie ma się czym przejmować moim zdaniem (a w każdym razie bardziej niż resztą rzeczy).
                  • pinupgirl_dg Re: Problem zagraniczno-sercowy 25.04.12, 11:51
                    > A mogę zapytać, co złego w tych pigułkach? Taki sam element garderoby jak pończ
                    > ochy czy pierścionek, nie ma się czym przejmować moim zdaniem (a w każdym razie
                    > bardziej niż resztą rzeczy).

                    Nic nie jest złego w tabletkach anty, ale to osobiste rzeczy. Ja rozumiem Daleko_stąd, że nie chce w tym grzebać, bo to trochę tak, jak robić nieproszonej przegląd w cudzej torebce albo przypadkiem wejść komuś do łazienki - nic przyjemnego, już poza zwykłą zazdrością.
                    Natomiast niepokoi mnie fakt, że facet potrafi być zazdrosny o naprawdę małe rzeczy, rozumie problem, ale nic z nim nie robi, nawet nie próbuje. Chociaż możliwe, że te wszystkie tajemniczo wypełzające na środek pokoju rzeczy byłej to efekty jego desperackich prób sprzątania, ja też tak kiedyś robiłam, że jak próbowałam coś ogarnąć, to tylko bardziej rozgrzebywałam.
                    A może po poprzednim związku zapuścił mieszkanie i czeka aż kolejna kobieta mu zrobi porządek, upierze skarpetki, wyprasuje koszule i poda piwo?
            • kis-moho Re: Problem zagraniczno-sercowy 24.04.12, 13:02
              > Zgadzam się, że to go nie tłumaczy, ale nie zgadzam się, że muszą to robić raze
              > m, jeśli dla Daleko_stąd to jest przykre. Facet sam powinien to ogarnąć, raz a
              > porządnie.

              Wiesz, jemu te rzeczy nie przeszkadzają, więc teoretycznie nic nie powinien. Oczywiście Daleko_stąd to bardzo przeszkadza, co jego powinno ruszyć, i powinien rzeczy posprzątać - nie w imię porządku, a w imię szczęścia swojej kobiety.
              Ale tu wchodzimy na zupełnie inny grunt i zupełnie inny kaliber tematu niż "posprzątać czy kopnąć go w tyłek, żeby sam to zrobił". Bo jeżeli mamy dyskutować na temat "czy mężczyzna Daleko_stąd jest dobrym partnerem", to ja się nie piszę na dyskusję, nic o tym związku nie wiemy.
              • pinupgirl_dg Re: Problem zagraniczno-sercowy 24.04.12, 13:09
                > Wiesz, jemu te rzeczy nie przeszkadzają, więc teoretycznie nic nie powinien. Oc
                > zywiście Daleko_stąd to bardzo przeszkadza, co jego powinno ruszyć, i powinien
                > rzeczy posprzątać - nie w imię porządku, a w imię szczęścia swojej kobiety.

                Prawda. I to akurat nie jest takie wyzwanie, utrzymanie porządku to inna sprawa, co jednorazowe zgarnięcie rzeczy do wora i wyniesienie.
                No i na pytanie "wiać, czy zostać" ja też nie znam odpowiedzi, bo nic o tym związku więcej nie wiem.
          • ciociazlarada Re: Problem zagraniczno-sercowy 24.04.12, 13:01
            Dla mnie ten pierscionek w kiblu. Chyba mam bardzo mala lazienke, bo od razu zauwazam cenna bizuterie. A moze jestem pazerna na klejnoty:)
    • helenka333 Re: Problem zagraniczno-sercowy 24.04.12, 12:24
      A od kiedy ona tam już nie mieszka i od kiedy Ty tam mieszkasz?
    • greylin Re: Problem zagraniczno-sercowy 24.04.12, 12:26
      Rozumiem, że masz tam mieszkać na czas raczej dłuższy. pogadałabym z facetem i zaplanowała jakieś "udomowienie" domu - remont, przemeblowanie, generalne porządki - zależy na ile masz możliwości/czasu/chęci. Oczywiście aktywnie uczestniczyłabym w tych porządkach. Argument, ze chcesz, żeby to mieszkanie było _wasze_ jest jak najbardziej na miejscu.
      Nie wyrzucałabym tych wszystkich pamiątek definitywnie do śmieci. Raczej zorganizowałabym jakieś pudło i tam wszystko spakowała. Ja tam jestem sentymentalna i byłoby mi szkoda wszystkie pamiątki powyrzucać, może twój facet też taki typ, tylko się głośno nie przyznaje?
    • ciociazlarada Re: Problem zagraniczno-sercowy 24.04.12, 12:28
      No wlasnie, od kiedy on tam mieszka? A od kiedy Ty? To wazne, bo jak przeczytalam co napisalas, to pierwsze co mi sie nasunelo to, wybacz, "niezly brudas" - rozumiem jakies pizderewka w nieuzywanym pokoju (nawiasem mowiac, w palacu chyba zamieszkalas, gratuluje!), ale pierscionek na podlodze w lazience? Troche mi sie to w glowie nie miesci, stad chcialam sie upewnic, bo jak na razie to widze raczej problem niezlego syfiarstwa niz rozpamietywania dawnej znajomosci:)
      • daleko_stad Re: Problem zagraniczno-sercowy 24.04.12, 12:33
        ciociazlarada napisała:

        > No wlasnie, od kiedy on tam mieszka? A od kiedy Ty? To wazne, bo jak przeczytal
        > am co napisalas, to pierwsze co mi sie nasunelo to, wybacz, "niezly brudas" - r
        > ozumiem jakies pizderewka w nieuzywanym pokoju (nawiasem mowiac, w palacu chyba
        > zamieszkalas, gratuluje!), ale pierscionek na podlodze w lazience? Troche mi s
        > ie to w glowie nie miesci, stad chcialam sie upewnic, bo jak na razie to widze
        > raczej problem niezlego syfiarstwa niz rozpamietywania dawnej znajomosci:)

        Ona wyprowadziła się w sierpniu zeszłego roku, ja tu mieszkam od połowy lutego. A pałac to to niestety nie jest :) tylko raczej niezbyt duży dom na prowincji.
        • yaga7 Re: Problem zagraniczno-sercowy 24.04.12, 12:40
          No chyba jednak duży ten dom, skoro go nie zwiedziłaś porządnie ;)))
        • pierwszalitera Wyprowadziła się? 25.04.12, 01:35
          daleko_stad napisała:

          > Ona wyprowadziła się w sierpniu zeszłego roku, ja tu mieszkam od połowy lutego.
          > A pałac to to niestety nie jest :) tylko raczej niezbyt duży dom na prowincji.

          No to ja bym sprawdziła, czy ta pani się faktycznie wyprowadziła, czy przypadkiem on jej nie zakopał w ogródku. Bo sorry, ale poszła sobie zostawiając połowę swoich rzeczy, włącznie z tabletkami antykoncepcyjnymi? Nie chcę cię straszyć, ale może czegoś o swoim panu jeszcze nie wiesz. ;-)
          • felisdomestica Re: Wyprowadziła się? 25.04.12, 11:36
            :-). Ja aż tak strasznych myśli nie miałam, ale rzeczywiście zadziwiające jest, że można tyle rzeczy zostawić. Może to miało jakiś cel :-)?

            A co do sytuacji, to nie zazdroszczę ci, bo to rzeczywiście trudna sprawa. Zależy jak się w tym domu czujesz, czy jesteś "u siebie", czy ciągle "gościem". Chyba nie masz wyjścia, trzeba zacisnąć zęby, wrzucić rzeczy do pudła i oddać Armii Zbawienia.
          • daleko_stad Re: Wyprowadziła się? 25.04.12, 12:05
            > No to ja bym sprawdziła, czy ta pani się faktycznie wyprowadziła, czy przypadki
            > em on jej nie zakopał w ogródku. Bo sorry, ale poszła sobie zostawiając połowę
            > swoich rzeczy, włącznie z tabletkami antykoncepcyjnymi? Nie chcę cię straszyć,
            > ale może czegoś o swoim panu jeszcze nie wiesz. ;-)

            W sumie mnie to nie dziwi, bo mój były, wyprowadzając się i zbierając swoje rzeczy, też zostawił trochę ubrań i innych drobiazgów. Tyle tylko, że kilka dni później je zebrałam i mu je przekazałam.
    • kis-moho Re: Problem zagraniczno-sercowy 24.04.12, 12:42
      Ja to widzę tak - skoro to jest problem z jego bałaganiarstwem, to:
      - bierzesz go pod pachę i razem sprzątacie dom od góry do dołu, przy okazji robiąc remont, malowanie, wymianę zasłon, whatever. W pakiecie masz pewne niesnaski, skoro pan z tych niespecjalnie pedantycznych.
      - sama sprzątasz dom od góry do dołu, pamiątki pakujesz w pudła i wstawiasz do piwnicy. Przy okazji też możesz zrobić malowanie czy wymianę zasłon :o) W pakiecie masz poczucie, że pan z niespecjalnie pedantycznych i Cię nie wspiera w wysiłkach domowych.
      Inaczej będziesz się ciągle wkurzać.
      • yaga7 Re: Problem zagraniczno-sercowy 24.04.12, 12:45
        O właśnie, dobrze podsumowane imho.
    • teresa104 Słuchaj, a może fajne są te rzeczy 24.04.12, 13:27
      i mogłabyś je przysposobić;)

      Ja mam na przykład wiele fajnych książek po koledze, który mnie brzydko puścił w trąbę. Kolegi nie muszę lubić, chociaż nie naplułabym mu na buty, gdybym go spotkała, książki się przydają. Hoduję też kaktus, który mój konkubent dostał ćwierć wieku temu od swojej ówczesnej żony na urodziny. Od kiedy go przejęłam zaczął pięknie rosnąć, tak kaktus, jak i konkubent, kwitnie jak szalony. Widziałam w sklepie kaktusy takich rozmiarów, chodzą po tysiaku. A taka to była mizerota, plamy miał brązowe, igły przerzedzone, rozwód go tak doświadczył.

      Myślę, że Twój opis jest dobrym wstępem do horroru o psychopatycznej byłej, która pod nieobecność lokatorów wywleka swoje rzeczy, pigułki, pierścionki, gipsowe serca, doprowadza w ten sposób nową dziewczynę do rozstroju, chęci zemsty /ucieczki, do rozłamu w związku, by na koniec z białymi gałkami ocznymi snuć się nocą pod domu z zakrwawionym nożem. Macie psa? Pies zaciukan będzie pierwszy.
      • ciociazlarada Re: Słuchaj, a może fajne są te rzeczy 24.04.12, 13:36
        teresa104 napisała:

        Macie psa? Pies zaciukan będzie pierwszy.

        Podpowiem, ze w razie adaptacji na potrzeby scenariusza filmu amerykanskiego, warto juz teraz wprowadzic do akcji sluzaca/ogrodnika, poniewaz w amerykanskim filmie pierwszy poleci wlasnie ogrodnik albo sluzaca, a nie pies. Byle nie byl meksykanski, to znaczy ogrodnik, bo to niepoprawne politycznie wykonczyc go pierwszego.
      • daleko_stad Re: Słuchaj, a może fajne są te rzeczy 24.04.12, 13:38
        teresa104 napisała:

        > i mogłabyś je przysposobić;)
        >
        > Ja mam na przykład wiele fajnych książek po koledze, który mnie brzydko puścił
        > w trąbę. Kolegi nie muszę lubić, chociaż nie naplułabym mu na buty, gdybym go s
        > potkała, książki się przydają. Hoduję też kaktus, który mój konkubent dostał ćw
        > ierć wieku temu od swojej ówczesnej żony na urodziny. Od kiedy go przejęłam zac
        > zął pięknie rosnąć, tak kaktus, jak i konkubent, kwitnie jak szalony. Widziałam
        > w sklepie kaktusy takich rozmiarów, chodzą po tysiaku. A taka to była mizerota
        > , plamy miał brązowe, igły przerzedzone, rozwód go tak doświadczył.

        Żeby nie było - myślałam o tym ;) No ale.. pigułki nie te, co trzeba, rozmiar ciuchów niestety sporo za mały, pierścionek zaręczynowy chyba wolałabym swój.. Wszystko to jakieś takie nieprzydatne. A, no może z wyjątkiem nowej paczki maszynek do golenia, którą przejęłam ;)

        > Myślę, że Twój opis jest dobrym wstępem do horroru o psychopatycznej byłej, któ
        > ra pod nieobecność lokatorów wywleka swoje rzeczy, pigułki, pierścionki, gipsow
        > e serca, doprowadza w ten sposób nową dziewczynę do rozstroju, chęci zemsty /uc
        > ieczki, do rozłamu w związku, by na koniec z białymi gałkami ocznymi snuć się n
        > ocą pod domu z zakrwawionym nożem. Macie psa? Pies zaciukan będzie pierwszy.

        No właśnie, jedyną przydatną "rzeczą" jest pies mojego faceta, który został z nami. I chyba całkiem dobrze się czuje ze mną ;) więc wolałabym, żeby nie został zaciukany.
    • slotna Re: Problem zagraniczno-sercowy 24.04.12, 23:35
      Łeee, otworzylam z nadzieja, ze bedzie o zwiazku na odleglosc, a tu jakies klamoty ;) Mnie by w takiej sytuacji tylko przeszkadzalo, ze facet taki syfiarz. Wyrzucalabym te resztki po prostu metodycznie po natknieciu sie na, ewentualnie adoptowala, jak cos fajnego. Po jakims czasie od zamieszkania wolalabym zreszta robic to sama rowniez z obawy, ze koles wyrzuci przez pomylke _moje_ rzeczy.
      • indigo-rose Re: Problem zagraniczno-sercowy 25.04.12, 11:14
        slotna napisała:

        > Łeee, otworzylam z nadzieja, ze bedzie o zwiazku na odleglosc, a tu jakies klam
        > oty ;)

        No dokładnie, ja też :)

        Z perspektywy istoty o filozofii życiowej "przewróciło się, niech leży": zróbcie razem wielkie globalne sprzątanie, bo samemu to facet się nie ruszy. Ja też nienawidzę wielkich porządków i robię naraz tylko jedną rzecz, no a tutaj jednak trzeba posprzątać od razu cały dom, żeby przetrzepać wszystkie kąty. Rozumiem niechęć do sprzątania samemu wszędzie, skoro przecież nie ma jakiegoś strasznego bałaganu. Przy okazji rzeczy można podzielić na przydasie i nieprzydasie. Nieprzydasie wywalić, łamane przez rozdać, łamane przez sprzedać. Przydasie zaadaptować. Cieszyć się porządkiem.
    • daleko_stad Re: Problem zagraniczno-sercowy 25.04.12, 12:12
      Dzięki wszystkim za rady, naprawdę uporządkowały mi pewne rzeczy w głowie i łatwiej mi teraz zrozumieć całą sytuację.

      Z panem odbyłam poważną rozmowę, po której on karnie poszedł i zebrał rzeczy swojej byłej do pudełka. Natomiast bardziej dziwi mnie to, co zamierza z nimi zrobić - otóż chce jej te rzeczy oddać. Argumentuje to tym, że dziewczyna zachowała się w trakcie rozstania bardzo w porządku i "niczego nie utrudniała przy przepisaniu kredytu, a przecież mogła". Trochę rozwalił mnie argument, że nigdy nie straciła nad sobą kontroli, choć byli z sobą te 5 lat i przy tym rozstaniu zawalił się cały jej świat. Szczerze, to nie wiem co mam o takim rozumowaniu myśleć, choć wydaje mi się nieco.. dziwne.
      • pinupgirl_dg Re: Problem zagraniczno-sercowy 25.04.12, 12:24
        > Z panem odbyłam poważną rozmowę, po której on karnie poszedł i zebrał rzeczy sw
        > ojej byłej do pudełka. Natomiast bardziej dziwi mnie to, co zamierza z nimi zro
        > bić - otóż chce jej te rzeczy oddać. Argumentuje to tym, że dziewczyna zachował
        > a się w trakcie rozstania bardzo w porządku i "niczego nie utrudniała przy prze
        > pisaniu kredytu, a przecież mogła". Trochę rozwalił mnie argument, że nigdy nie
        > straciła nad sobą kontroli, choć byli z sobą te 5 lat i przy tym rozstaniu zaw
        > alił się cały jej świat. Szczerze, to nie wiem co mam o takim rozumowaniu myśle
        > ć, choć wydaje mi się nieco.. dziwne.

        Widzisz, może teraz już działa trochę Twoja wyobraźnia, bo jednak przez jakiś czas Twoje nerwy były wystawione na próbę, zazdrość i podejrzliwość rosła.
        Fajnie, że facet to posprzątał, zrobił to dla Ciebie. Bardzo możliwe, że dla niego konfrontacja z tymi rzeczami też nie była przyjemna i dlatego tak długo się za to zbierał. Nie wiem, jak ta sprawa wyglądała, z tego, co wiem, to Ty znasz ich historię, może on potrzebuje czegoś w rodzaju oficjalnego "zamknięcia"? Te rzeczy pewnie i tak nie są jej potrzebne, ale może to dla niego symboliczne zakończenie sprawy i znak braku żalu obu stron. Nie znam historii, ale mogę tylko zgadywać.
        Ja po ostatnim związku moje rzeczy dostałam pocztą po kilku miesiącach, z niezbyt miłym dopiskiem.
        • daleko_stad Re: Problem zagraniczno-sercowy 25.04.12, 12:47

          > Widzisz, może teraz już działa trochę Twoja wyobraźnia, bo jednak przez jakiś c
          > zas Twoje nerwy były wystawione na próbę, zazdrość i podejrzliwość rosła.
          > Fajnie, że facet to posprzątał, zrobił to dla Ciebie. Bardzo możliwe, że dla ni
          > ego konfrontacja z tymi rzeczami też nie była przyjemna i dlatego tak długo się
          > za to zbierał.

          Tak, na pewno przez tę sytuację nabrałam do całej sprawy bardziej emocjonalnego stosunku.. Według niego nie było to specjalnie bolesne, w końcu te rzeczy się zwyczajnie walały po domu i wcześniej nie zwracał na to uwagi. Samo posprzątanie doceniam i podziękowałam mu za to.

          Nie wiem, jak ta sprawa wyglądała, z tego, co wiem, to Ty znasz
          > ich historię, może on potrzebuje czegoś w rodzaju oficjalnego "zamknięcia"? Te
          > rzeczy pewnie i tak nie są jej potrzebne, ale może to dla niego symboliczne za
          > kończenie sprawy i znak braku żalu obu stron. Nie znam historii, ale mogę tylko
          > zgadywać.

          Z tym brakiem żalu, to trochę ciężko powiedzieć. Historię rzeczywiście znam dość dobrze i wiem, że to był dość toksyczny związek i obie strony obwiniały się o różne rzeczy. Wiem też, że on był od niej w pewien sposób uzależniony i mimo różnych sytuacji nie potrafił jasno przyznać, że jest krzywdzony - trochę mi to przypominało sytuację osób współuzależnionych. Dziś na szczęści widzi co się działo, ale przy tekstach typu "zachowała się normalnie, choć mogło jej odwalić" cierpnie mi skóra.

          > Ja po ostatnim związku moje rzeczy dostałam pocztą po kilku miesiącach, z niezb
          > yt miłym dopiskiem.

          Tego to już kompletnie nie rozumiem.. Ale widać niektórzy tak mają. Mój były naopowiadał na mój temat mnóstwo kłamstw po naszym rozstaniu, przez co sporo wspólnych znajomych się ode mnie odwróciło. Niby dobrze, skoro mu uwierzyły, ale kompletnie nie rozumiem co takie działania mają na celu.
          • pinupgirl_dg Re: Problem zagraniczno-sercowy 25.04.12, 13:01
            > Tego to już kompletnie nie rozumiem.. Ale widać niektórzy tak mają. Mój były na
            > opowiadał na mój temat mnóstwo kłamstw po naszym rozstaniu, przez co sporo wspó
            > lnych znajomych się ode mnie odwróciło. Niby dobrze, skoro mu uwierzyły, ale ko
            > mpletnie nie rozumiem co takie działania mają na celu.

            Ja też nie rozumiem. Łatwiej jest znieść rozstanie, gdy w naszych oczach to druga strona jest wszystkiemu winna, chociaż nigdy nie posunęłam się do żadnych złośliwości, wręcz przeciwnie, starałam się wyciągać rękę ale ludzie są różni i różnie reagują, gdy czują się zranieni. Tym lepiej, że rozstanie Twojego mężczyzny z byłą odbyło się z klasą i jakoś się dogadali, również w kwestii domu.
            Z czasem patrzy się trochę inaczej, zaczyna się dostrzegać też swoje błędy oraz to, co się z takiego wniosku wyniosło. Być może Twój mężczyzna jest właśnie na tym etapie, to jest w porządku, pomaga nie popełnić drugi raz tych samych wpadek oraz pogodzić się ze wszystkim.
      • zarin Re: Problem zagraniczno-sercowy 25.04.12, 12:58
        Yyy, a co w tym dziwnego? Zrobiłabym dokładnie to samo, gdybym znalazła jakieś rzeczy ostatniego byłego, z którym mieszkałam razem i z którym utrzymuję pokojowe koleżeńskie kontakty, nawet po znacznie dłuższej przerwie. Przekazanie znalezionych rzeczy po kilku miesiącach od wyprowadzki to w ogóle jak dla mnie zupełna normalka.
        • pinupgirl_dg Re: Problem zagraniczno-sercowy 25.04.12, 13:11
          > Yyy, a co w tym dziwnego? Zrobiłabym dokładnie to samo, gdybym znalazła jakieś
          > rzeczy ostatniego byłego, z którym mieszkałam razem i z którym utrzymuję pokojo
          > we koleżeńskie kontakty, nawet po znacznie dłuższej przerwie. Przekazanie znale
          > zionych rzeczy po kilku miesiącach od wyprowadzki to w ogóle jak dla mnie zupeł
          > na normalka.

          To, że to nie są rzeczy nagle znalezione przy wiosennych porządkach, tylko rzeczy, które cały czas tam były, część z nich zresztą wyrzucił, część zabrała Daleko_stąd. Poza tym nic o stosunkach pana z byłą nie wiemy, czy są pokojowo-koleżeńskie, czy nie.
          Co nie znaczy, że to musi być od razu coś podejrzanego, może jest tak, jak dumam, a może pan od dawna chciał tak postąpić, tylko mu się zebrać rzeczy nie chciało i to posprzątanie stało się tylko impulsem, w którym nie ma żadnych ukrytych motywów.
          • daleko_stad Re: Problem zagraniczno-sercowy 25.04.12, 13:25

            > To, że to nie są rzeczy nagle znalezione przy wiosennych porządkach, tylko rzec
            > zy, które cały czas tam były, część z nich zresztą wyrzucił, część zabrała Dale
            > ko_stąd. Poza tym nic o stosunkach pana z byłą nie wiemy, czy są pokojowo-koleż
            > eńskie, czy nie.

            No właśnie nie są, zresztą jego była miewała ciekawe pomysły jak już byliśmy razem. W dodatku mój facet chciał ją chronić i jej długo nie mówił, że jesteśmy razem - bo według niego by ją bardziej bolało czy jakoś tak. Generalnie miewał tendencję do chronienia jej uczuć w każdej sytuacji.

            > Co nie znaczy, że to musi być od razu coś podejrzanego, może jest tak, jak duma
            > m, a może pan od dawna chciał tak postąpić, tylko mu się zebrać rzeczy nie chci
            > ało i to posprzątanie stało się tylko impulsem, w którym nie ma żadnych ukrytyc
            > h motywów.

            Mam nadzieję, że tak właśnie jest.. Zresztą ma to zrobić jutro, więc nie muszę długo czekać na rozwój wydarzeń.
            • zarin Re: Problem zagraniczno-sercowy 25.04.12, 13:34
              A nie jest trochę tak, że wcale nie chodzi o te walające się po chacie rzeczy, ale o zazdrość o byłą (nie mówię, że nieuzasadnioną), poczucie jej obecności, żal do faceta, że nie potrafi się od tego porządnie odciąć, etc.?
              • daleko_stad Re: Problem zagraniczno-sercowy 25.04.12, 13:50
                zarin napisała:

                > A nie jest trochę tak, że wcale nie chodzi o te walające się po chacie rzeczy,
                > ale o zazdrość o byłą (nie mówię, że nieuzasadnioną), poczucie jej obecności, ż
                > al do faceta, że nie potrafi się od tego porządnie odciąć, etc.?

                Myślę, że to się wszystko ze sobą miesza. Zwłaszcza po wczorajszej rozmowie uświadomiłam sobie, że w kontaktach z nią zawsze dbał o to, żeby przypadkiem nie wybuchła, nie popłakała się itp.. A gdy powiedziałam, że mnie coś boli - musiałam czekać na reakcję 2 miesiące. Coś w tym jest..
                • pinupgirl_dg Re: Problem zagraniczno-sercowy 25.04.12, 14:13
                  > Myślę, że to się wszystko ze sobą miesza. Zwłaszcza po wczorajszej rozmowie uśw
                  > iadomiłam sobie, że w kontaktach z nią zawsze dbał o to, żeby przypadkiem nie w
                  > ybuchła, nie popłakała się itp.. A gdy powiedziałam, że mnie coś boli - musiała
                  > m czekać na reakcję 2 miesiące. Coś w tym jest.

                  Pojadę znów moim osobistym doświadczeniem, chociaż nie wiem, czy trafnym. To, że on nie chce jej łez i krzyku to normalna sprawa, nikt chyba tego nie lubi i z natury takich sytuacji się unika. To jeszcze nie znaczy, że coś do niej czuje, albo że dba o nią bardziej, niż o Ciebie, może po prostu nie ma ochoty na jej płacze.
                  Pisałaś, że Wasze rozmowy były rzeczowe i spokojne, ja też zwykle jestem spokojna, nawet, jak w środku coś mnie trafia i czasami to jest błąd, bo ludzie nie rozumieją, że mi naprawdę na czymś zależy. Czasami lepiej uderzyć pięścią w stół.
                  No i po drugie - może właśnie dlatego, że to taka wybuchowa osoba była jest byłą, a Ty jesteś obecną.
                  Nie znam ich, więc trudno powiedzieć, ale wiem, że jak się jest zazdrosnym, to nawet błahostki urastają do wielkiej rangi i widzi się trochę wszystko po swojemu.
                • pierwszalitera Re: Problem zagraniczno-sercowy 25.04.12, 22:35
                  daleko_stad napisała:

                  Zwłaszcza po wczorajszej rozmowie uśw
                  > iadomiłam sobie, że w kontaktach z nią zawsze dbał o to, żeby przypadkiem nie w
                  > ybuchła, nie popłakała się itp.. A gdy powiedziałam, że mnie coś boli - musiała
                  > m czekać na reakcję 2 miesiące.

                  Na ale co się dziwisz? Gdyby chciał zachowywać się jak w poprzednim związku, to by się ze starą dziewczyną nie rozstawał. Więc lepiej nie wymagaj, by traktował cię jak ją, bo on pewnie właśnie jest chętnie z tobą, że tego już nie musi.

                  • daleko_stad Re: Problem zagraniczno-sercowy 26.04.12, 08:43
                    pierwszalitera napisała:

                    > Na ale co się dziwisz? Gdyby chciał zachowywać się jak w poprzednim związku, to
                    > by się ze starą dziewczyną nie rozstawał. Więc lepiej nie wymagaj, by traktowa
                    > ł cię jak ją, bo on pewnie właśnie jest chętnie z tobą, że tego już nie musi.

                    Wydaje mi się, że to nie jest albo-albo, jest naprawdę spora różnica między błyskawiczną reakcją na foch a ignorowaniem problemu. Wiem, że z poprzednią partnerką musiał się wszystkiego domyślać, toteż nauczył się chodzenia na paluszkach wokół niej. W tej sytuacji ja mu jasno i spokojnie nakreśliłam co mnie boli i dlaczego. Nie wiem, może niektórzy ludzie lepiej reagują na fochy i dramaty.
                    • pinupgirl_dg Re: Problem zagraniczno-sercowy 26.04.12, 10:06
                      > Wydaje mi się, że to nie jest albo-albo, jest naprawdę spora różnica między bły
                      > skawiczną reakcją na foch a ignorowaniem problemu. Wiem, że z poprzednią partne
                      > rką musiał się wszystkiego domyślać, toteż nauczył się chodzenia na paluszkach
                      > wokół niej. W tej sytuacji ja mu jasno i spokojnie nakreśliłam co mnie boli i d
                      > laczego. Nie wiem, może niektórzy ludzie lepiej reagują na fochy i dramaty.

                      Daleko_stąd - ale piszesz, że poza tą jedną sprawą jest cudownie, więc zakładam, że to ignorowanie Twoich problemów to nie jest reguła. Akurat uporanie się z tym (z różnych powodów) zajęło mu trochę czasu, ale podejrzewam, że gdyby sytuacja od początku i w każdej dziedzinie wyglądała w ten sposób, to nie bylibyście parą.
                      • daleko_stad Re: Problem zagraniczno-sercowy 26.04.12, 11:16
                        pinupgirl_dg napisała:

                        > Daleko_stąd - ale piszesz, że poza tą jedną sprawą jest cudownie, więc zakładam
                        > , że to ignorowanie Twoich problemów to nie jest reguła. Akurat uporanie się z
                        > tym (z różnych powodów) zajęło mu trochę czasu, ale podejrzewam, że gdyby sytua
                        > cja od początku i w każdej dziedzinie wyglądała w ten sposób, to nie bylibyście
                        > parą.

                        Masz rację, chyba jestem zwyczajnie zmęczona całą sytuacją. Wczoraj odbyliśmy kolejną rozmowę i dowiedziałam się kilku niezbyt fajnych rzeczy w niezbyt fajny sposób (typu "bo ty to zawsze" itp), dlatego mój nastrój jest dzisiaj raczej taki sobie. Teraz czuję przede wszystkim potrzebę zdystansowania się i zajęcia się sobą. Dziś zresztą on ma zamiar zwrócić rzeczy byłej, zobaczę jaki będzie nastrój potem.
                        • ananke666 Re: Problem zagraniczno-sercowy 27.04.12, 01:06
                          Szkoda, że nastrój do dupy, bo poleciłabym Ci w sumie najprostsze wyjście. Schować na parę dni dumę do kieszeni i posegregować pozostałości. Pigułki wyrzucić, gacie i buty do worów, upchnąć w najmniej uczęszczanym pomieszczeniu i poprosić o pozbycie się tego. Fakt, subtelne jak cios siekierą, za to skuteczne.
    • peranema Re: Problem zagraniczno-sercowy 25.04.12, 22:32
      Byłam w nieco podobnej, acz mniej poważnej sytuacji. Też wprowadziłam się do mieszkania z przeszłością. Tyle, że tu poprzedni związek był duużo krótszy. I też znajdowałam różne rzeczy: kosmetyki, trochę drobiazgów, pojedyncze ubrania. Ale też zamrożone jedzenie : )
      Co znalazłam bez skrupułów wyrzucałam, informując o tym lubego.
      Dlaczego on nie wyrzucał? Bo nie wiedział czy to nie moje : ) Uznałam to wytłumaczenie za przekonujące, rzeczy kiedyś się skończyły.
      Ale też w moim przypadku najbardziej prywatnym znaleziskiem były majtki. Nie wiem, jakbym zareagowała znajdując to, co Ty.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka