daleko_stad
24.04.12, 11:58
Zacznę od tego, że piszę tego posta pod innym nickiem - wolałabym, aby sprawy osobiste pozostały osobiste :)
Potrzebuję porady w kwestii.. hmm.. sercowo-bytowej właściwie. A wiadomo, że lobbystki wiedzą wszystko, stąd ten wątek :) Uff, zacznę może od początku. Mieszkam obecnie za granicą, przeprowadziłam się tu dla mojego faceta. Ogólne tło - z facetem znam się od 11 lat, bardzo długo się szarogęsiliśmy, obecnie jesteśmy z sobą w związku i jest cudnie. W każdym razie po dłuższym przemyśleniu sprawy zostawiłam swoje mieszkanie w Polsce, większość dobytku i ruszyłam w nieznane ;)
Mój facet wcześniej był w związku, który trwał 5 lat i zakończył się jakiś czas przed naszym zejściem się. Z tego związku pozostał dom, który razem wybudowali. Kredyt wraz z własnością domu zostały przepisane na niego, i to on od dłuższego czasu spłaca kredyt. W każdym razie sprawy finansowe z jego byłą zostały rozwiązane i tu wszystko jest ok. Natomiast.. Problemem dla mnie jest to, że mój facet po zakończeniu związku niestety nic nie zrobił z rzeczami swojej byłej, które, za przeproszeniem, walają się po całym domu. Brzmi to pewnie dość dziwnie i dziecinnie, ale.. Sprawa wygląda tak. Odkąd tu mieszkam, co jakiś czas znajduję nie swoje rzeczy. Na początku, gdy przywiozłam trochę swoich rzeczy i chciałam je włożyć do szafy, znalazłam masę damskich rzeczy typu rajstopy, skarpetki itp. Trochę się zdziwiłam, ale zaniosłam mu je z pytaniem, czy ona ich zwyczajnie nie zapomniała. On je wyrzucił do kosza. Potem sytuacja powtórzyła się wiele razy - znalazłam np nie swój pasek na sofie, kilka par butów w przedpokoju, potem pierścionek zaręczynowy na podłodze w łazience, w tejże łazience damskie rzeczy itp. Do pewnego momentu podchodziłam do tego ze sporym dystansem - wiadomo, po dłuższym związku może się zdarzyć, że coś się zawieruszy. Problemy zaczęły się, gdy pewnego dnia musiałam skorzystać z pokoju "gościnnego", którym jest deska do prasowania, a tam na półkach były jakieś gipsowe serca (takie z gatunku "prezent na walentynki"), ususzone róże, jej plakaty na ścianach.. Generalnie różne pamiątki z czasu trwania ich związku. Dom jest spory, więc początkowo w ogóle nie miałam potrzeby tam wchodzić. Naprawdę przykro zrobiło mi się parę dni temu, gdy podczas prasowania potknęłam się o opakowanie tabletek antykoncepcyjnych.. Nie moich, rzecz jasna.
No i teraz pytanie do Was, mądre lobbystki.. Czy waszym zdaniem jestem przewrażliwiona? Z mojego punktu widzenia wygląda to tak - zostawiłam dla Niego moje mieszkanie, dawne życie, znajomych. Tymczasem w nowym miejscu, które tak czy inaczej jest dla mnie obce, znajduję wciąż rzeczy byłej mojego faceta.. Naprawdę nie ułatwia mi to aklimatyzacji, a i bez tego łatwo momentami nie jest. W dodatku nie bardzo mam z kim o tym tu porozmawiać, tak po babsku, mogę tylko czasem pogadać z przyjaciółmi przez skype'a czy coś.
Aha, jeśli chodzi o rozmowy z nim - poruszałam ten temat wielokrotnie, mówiłam mu, że jest mi przykro. Z początku były to spokojne, rzeczowe rozmowy, ale nasze ostatnia rozmowa parę dni temu już spokojna nie była.. Po niej wziął się za sprzątanie, niemniej.. Pozostał mi jakiś niesmak. Mimo to czasem boję się otworzyć szufladę, że znajdę tak jakieś listy miłośne czy coś, bo i takie rzeczy się zdarzały :/
Czy któraś z Was była może kiedyś w podobnej sytuacji? Bo ja już sama nie wiem - zostać tu i walczyć czy po prostu się spakować i wrócić :/ Ech...