Dodaj do ulubionych

Czy można się tu wyżalić?

23.08.12, 11:14
Rzadko się odzywam, głównie z problemami. Ale jest mi bardzo źle, związek mi się sypie i nie wiem już, co zrobić. Muszę szybko zdecydować się na wakacje (wybrana, wymuskana oferta chyba już przepadła), a ochota mi już przeszła. Jechać z nim, jechać sama? Jak pojadę sama, nie w wyniku uzgodnienia, że spędzamy wakacje osobno, ale focha i tupnięcia nogą, to będzie ejszcze co zbierać jak wrócę? I jak mam spędzić z nim 2 tygodnie do wyjazdu w tym jego urodziny?
Dawno nie płakałam, wczoraj nie wytrzymałam. Wszystkie błędy popełniam, staram się, ciastka piekę, podłogę szoruję, spędzam dnie całe na wybieraniu optymalnej oferty i idiotka liczę na wzajemność. Nie umiem zmądrzeć.
Obserwuj wątek
    • helenka333 Re: Czy można się tu wyżalić? 23.08.12, 11:22
      Niewiele zrozumiałam. W czym problem? Ty się starasz, ale nie widzisz wzajemności?
      • mela1 Re: Czy można się tu wyżalić? 23.08.12, 11:59
        Bo pewnie chaotycznie napisałam. Mieszkamy razem od kwietnia. Na początku związku zabiegał, starał się, kupował kwiaty, ale to był etap zdobywania, więc chyba w świecie mężyczyz uznaje się go za niebyły. Potem odkryłam, że nie ma inicjatywy, wiele było kłótni o to, że wsyztsko wymyślam, organizuję ja. Odkąd razem mieszkamy stałam się pomocą domową i sprzętem kuchennym. Prace domowe w 90% robię ja - nawet nie mam pretensji o ilość, ale o brak zaangażowania. Jak powiem, może zrobi, jak nie powiem, to nie widzi. Jak wracam z pracy, ogarniam mieszkanie. Jak on wraca albo później wychodzi - nic nie robi. Nie zaproponował ani jednego wyjścia, wychodzimy rzadko, jak ja coś wymyślę. Planujemy wakacje - szukam, szukam, bo chcę, żeby były fajne. W końcu się wkurzyłam i zagroziłam, że jak do końca weekendu czegoś nie znajdzie, jadę sama. Usiadł w niedzielę wieczorem, wysłał mi 2 oferty, takie sobie. Koleżanka zaproponowała mi zaprzyjaxnione biuro, znowu się abwiłam w szukanie, on się nie zainteresował. Wyjazd przepadł. Wściekłam się, zaczęłam wydzwaniać do biura, próbować się dogadać, coś zorganizowac. Wracam do domu, on gra. Nawet nie zapytał, powiedział, że on nie szuka.
        Złości się, że nie pozwalam mu robić "swoich" rzeczy. Jego rzeczy to praca, gra, dwa razy w tygodniu jakiś trening, dwa razy w tygodniu siłownia, raz w tygodniu wyjście na pół nocy z kolegami na jakieś gry RPG. Moje rzeczy to sprzątanie, pranie i prasowanie. Ja i spędzniae czasu ze mną nie należy do "jego" spraw. Muszę się prosić, żeby ze mną porozmawiał, posiedział, on mnie odgania jak muchę. Nie kładzie się ze mną spać, bo woli posiedzieć godzinę przy komputerze... Jak nie ma nic w lodówce, to zrobi zakupy dla siebie i zje.
        To pewnie tylko moja interpretacja, ale czuję się olewana. Niedoceniana. Mogłabym robić to wszytko, gdyby chociaż mnie przytulił jak wracam z pracy i pogadał pół godziny. A nie nie ruszył tyłka z krzesła, jak otwieram drzwi niemal zębami, a wszystko mi się wysypuje z 10-kilowych siatek. Gdybym raz wróciła do domu, w którym jest posprzątane. Gdyby raz do mnie zadzwonił w czasie pracy, gdyby powiedział, że może wyjdziemy do restauracji czy na spacer...
        Krzyczę na niego - ma focha, ale robi to, o co była awantura. Chwalę - zbywa jakimś "oj tam". Przytulam się - odpycha. Zauroczyłam się kimś. Nawet się nie kryłam, mówiłam o nim, chciałam wzbudzić zazdrość. Nic, śmiał się. Przeszło mi już.
        • brykanty Re: Czy można się tu wyżalić? 23.08.12, 12:09
          Jedź sama i nie zbieraj niczego, jak wrócisz. Facet odbębnił rytuały wstępne (kwiatki etc.), żeby uzyskać obsługę kulinarno-porządkową. Teraz łaskawie pozwala się obsługiwać.
          • tfu.tfu dokładnie 23.08.12, 12:23
            imho nic z tego nie będzie. ja ostatnie pół roku spędziłam z kimś takim, nie warto życia marnować na pajaca, który potrzebuje opieki i obsługi, a jak prosi się o coś, to ma generalnie głęboko nigdzie. odpuściłam, pocieszył się szybko z panną, która lubi być obsługą ;-) może się wzajemnie uszczęśliwią, choć szczerze wątpię, że człowiek, który potrzebuje mamusi na pełen etat jest w stanie uszczęśliwić kogokolwiek. tacy nigdy nie dają emocjonalnego wsparcia.
          • kaga9 Re: Czy można się tu wyżalić? 23.08.12, 12:29
            Zgadzam się z Brykanty. Przepraszam, ale nie wiem, czy zauważyłby, gdyby zamiast Ciebie do domu przyszła inna kobieta, byleby nikt mu nie przeszkadzał. TY mu przeszkadzasz, brzęczysz mu jak mucha nad uchem o swoich potrzebach, to się ogania jak od muchy.

            Wiem, że łatwo jest powiedzieć "rzuć", to boli, ale po prostu tracisz na niego czas.
          • mela1 Re: Czy można się tu wyżalić? 23.08.12, 12:40
            Jesteśmy razem ponad 3 lata, mieszkamy razem 5 miesięcy. Między rytuałem godowym a obsługą był jeszcze inny okres. On nie wymaga ode mnie prania, sprzatania. Po prostu tego nie robi, zrobi w swoim czasie. Tak samo robił jak mieszkał sam. Wypiłem colę, stawiam butelkę w pokoju na podłodze, jak się zbierze 10, może sprzątnę. Miał bajzel w mieszkaniu. Ja w poprzednim też miałam, a to jest takie śliczne i tak je lubię, że chciałabym, żeby było posprzątane. Naprawdę do porzędnickiej mi daleko, w domu uchodziłam za bałaganiarę. Mogę czekać aż on coś zrobi, ale ja mam inny temperament, jestem szybsza i sto razy mnie wkurzy, że coś nie jest zrobione i zrobię zanim nadejdzie jego "zaraz".
            Chodzi mi o to, że ja, moje sprawy, wyjścia ze mną, moje potrzeby, wakacje razem nie są w puli "jego" spraw, o których warto pamiętać, warto się zangażować.
            Pewnie odkryłam Amerykę, ale jak to jest, że facet, który ma wyższy iloraz inteligencji, większą siłę fizyczną "nie umie" odkurzać, "nie wie", co trzeba posprzatać. Kobieta ma jakiś inny mózg, że ogarnia takie sprawy.
            Kurczę, czekaliśmy z kupieniem tej wycieczki, bo on się nie określił, a ja jestem strasznie niezdecydowana, szukałam lepszej. Nagle patrzę na stronę i nie ma. Najpierw byłam wściekła, ale jakieś pół godziny żalu i narzekania, aż się wzięłam i załatwiłam inną opcję, przekonałam pana z biura podróży, że można wycieczkę zmodyfikować, lecieć z jednego lotniska, wracać na drugie. I jest. Jestem z siebie dumna, że potrafię się zebrać i nawet jak poryczę ze wściekłości, jak coś się wali, to to pozbieram. Ale wolałabym mieć chłopa, który powie "ja to załatwię" i załatwi. Żeby ktoś coś zrobił za mnie.
            • satia2004 Re: Czy można się tu wyżalić? 23.08.12, 13:05
              mela1 napisała:
              > Pewnie odkryłam Amerykę, ale jak to jest, że facet, który ma wyższy iloraz inte
              > ligencji, większą siłę fizyczną "nie umie" odkurzać, "nie wie", co trzeba pospr
              > zatać. Kobieta ma jakiś inny mózg, że ogarnia takie sprawy.

              Kobiety mają wyższe standardy jeżeli chodzi o sprzątanie. Jest to ponoć związane z syndromem 'wicia gniazda' itd. Aczkolwiek...

              > Mogę czekać aż on coś zrobi,
              > ale ja mam inny temperament, jestem szybsza i sto razy mnie wkurzy, że coś
              > nie jest zrobione i zrobię zanim nadejdzie jego "zaraz".

              Niestety tak to już jest, ze inni te wyższe standardy porządkowe potrafią świetnie wykorzystywać. Bo skoro Tobie bardziej zależy to zrobisz i dla niego 'problem' z głowy :/

              > Chodzi mi o to, że ja, moje sprawy, wyjścia ze mną, moje potrzeby, wakacje raze
              > m nie są w puli "jego" spraw, o których warto pamiętać, warto się zangażować.

              I to jest gwóźdź do trumny, szczególnie zważając na:

              > kę zmodyfikować, lecieć z jednego lotniska, wracać na drugie. I jest. Jestem z
              > siebie dumna, że potrafię się zebrać i nawet jak poryczę ze wściekłości, jak co
              > ś się wali, to to pozbieram. Ale wolałabym mieć chłopa, który powie "ja to zała
              > twię" i załatwi. Żeby ktoś coś zrobił za mnie.

              Jesteś zaradna to pomyśl ile możesz zdziałać z chłopem, który 'coś zrobi' ;)
              • mela1 Re: Czy można się tu wyżalić? 23.08.12, 13:15
                Właśnie wymusiłam smsem deklarację. Nie chce jechać, bo ma problemy z firmą i nie chce się ze mną kłócić na urlopie. Więc ...uj z moim urlopem, tylko rok czekałam na tygodniowy wyjazd.
                • pinupgirl_dg Re: Czy można się tu wyżalić? 23.08.12, 13:25
                  Hmm, ale tak szczerze, to chodzi Ci naprawdę o urlop, czy liczyłaś, że on wreszcie zawalczy ?
                  • mela1 Re: Czy można się tu wyżalić? 23.08.12, 13:34
                    O zawalczenie, urlop jako przejaw. Jak słyszę: jedź sama, zasłużyłaś na odpoczynek, to tylko ryczeć mi się chce. 3 lata razem, jeden urlop w roku, innych wyjazdów nawet na weekend właściwie brak i już mam jechać sama.
                    Jak powiedziałam, że nie mam kasy na jedynkę (tysiąc drożej) to odpisał: ja mam, zapłacę.
                    • pinupgirl_dg Re: Czy można się tu wyżalić? 23.08.12, 13:37
                      > O zawalczenie, urlop jako przejaw. Jak słyszę: jedź sama, zasłużyłaś na odpoczy
                      > nek, to tylko ryczeć mi się chce. 3 lata razem, jeden urlop w roku, innych wyja
                      > zdów nawet na weekend właściwie brak i już mam jechać sama.
                      > Jak powiedziałam, że nie mam kasy na jedynkę (tysiąc drożej) to odpisał: ja mam
                      > , zapłacę.

                      A dlaczego nie napisałaś mu, jak jest naprawdę? A do niego masz pretensje, że nie pisze Ci o problemach w pracy, a sama obchodzisz dookoła tematy, które dotyczą Was :). Ja bym powiedziała wprost, co mnie boli, to bardzo ułatwia sprawę.
                    • aankaa Re: Czy można się tu wyżalić? 23.08.12, 21:44
                      Jak powiedziałam, że nie mam kasy na jedynkę (tysiąc drożej) to odpisał: ja mam, zapłacę.
                      ===
                      jak nie masz tego tysiąca "na zbyciu" bierz i ciesz się wyjazdem
                      pod warunkiem, że cały czas nie będziesz zadręczać się myślami "a mogło być tak cudownie razem"

                      wakacje "na singla" mogą być o wiele bardziej udane niż we dwoje z pretensjami

                      a jak się odkujesz to mu ten tysiąc oddasz
                • zooba Re: Czy można się tu wyżalić? 23.08.12, 13:31
                  Pamiętam kiedyś wyczytaną poradę nt. związków nazwijmy to 'twojego typu', że związek to jak płynięcie łódką z dwiema parami wioseł. Jeśli chcesz sprawdzić jakość waszych relacji, przestań wiosłować. A z tego co widzę ty machasz wiosłami jak szalona a pan daje się nieść (pamiętam przez mgłę twój wątek o kupowaniu dla niego prezentu, naprawdę się starałaś).

                  Ja skorzystałam z tamtej porady, łódka stanęła od razu. Wysiadłam i nigdy tamtej decyzji nie żałowałam.
            • pinupgirl_dg Re: Czy można się tu wyżalić? 23.08.12, 13:18
              > Pewnie odkryłam Amerykę, ale jak to jest, że facet, który ma wyższy iloraz inte
              > ligencji, większą siłę fizyczną "nie umie" odkurzać, "nie wie", co trzeba pospr
              > zatać. Kobieta ma jakiś inny mózg, że ogarnia takie sprawy.

              A ja jestem w stanie w to uwierzyć, jako patentowa bałaganiara też nie wiem. Mieszkanie może wyglądać, jak akademik po imprezie, a ja nie wiem, co by tu posprzątać i nawet nie za bardzo widzę ku temu potrzebę ;). Jeśli mi ktoś powie "odkurz", to odkurzę, chociaż niekoniecznie od razu. Ale "posprzątaj" brzmi podejrzanie, nie wiem, od czego zacząć. Powoli, powoli staram się zmienić moje nawyki.
              Teraz będę trochę zgadywać, ale możliwe, że w okresie zalotów go trochę rozpieściłaś, sprzątałaś w stroju pokojówki, piekłaś ciasteczka w samej bieliźnie (przejaskrawiam, ale wiesz, o co chodzi) i teraz on jest bardzo zdziwiony, bo przecież było tak dobrze a Tobie coś nagle nie gra.
              • mela1 Re: Czy można się tu wyżalić? 23.08.12, 13:29
                Nie sprzątałam w stroju pokojówki, w ogóle nie bardzo sprzatałam bo mieszkaliśmy osobno. Teraz sprzątam, piekę (aseksualnie:)
                Okazuje się, ze ma problemy w pracy. O których nie wiem, po co wtajemniczać sprzataczkę czy współlokatorkę, czyż nie? Poryczałam się w pracy, wstyd. Tak czekałam na ten wyjazd.
                • pinupgirl_dg Re: Czy można się tu wyżalić? 23.08.12, 13:33
                  > Okazuje się, ze ma problemy w pracy. O których nie wiem, po co wtajemniczać spr
                  > zataczkę czy współlokatorkę, czyż nie? Poryczałam się w pracy, wstyd. Tak czeka
                  > łam na ten wyjazd.

                  Czyli jednak chciałaś z nim jechać? Wygląda mi na to, że macie oboje spooooro do pogadania :).
                  • mela1 Re: Czy można się tu wyżalić? 23.08.12, 13:39
                    Ojejku, chciałam. Pisałam, że nie chciałam. Chciałabym fajnych, wspólnych wakacji, razem, a nie jak współlokatorzy. Opcja osobno wydaje mi się rozpaczliwym gestem, czymś z czego ja nie będę zadowolona, będę myśleć, że jestem sama.
                    • pinupgirl_dg Re: Czy można się tu wyżalić? 23.08.12, 13:41
                      Ja to wiem, tzn domyśliłam się, ale obawiam się, że on może myśleć inaczej, może sądzi, że masz go tak dość, że chcesz jechać sama. Nie dowiemy się, jeśli ze sobą spokojnie, uczciwie nie porozmawiacie.
        • kk345 Re: Czy można się tu wyżalić? 23.08.12, 12:28
          Jesli tak dzieje się po czterech miesiącach zabawy w dom, to z czasem może być tylko gorzej... Zwizualizuj sobie sytuację, że dochodzą Ci kiedyś do kompletu małe dzieci w domu i zastanów się, czy masz na to siłę.
        • helenka333 Re: Czy można się tu wyżalić? 23.08.12, 12:30
          O ja, a ja narzekam na swojego... Nie wiem co Ci poradzić i czy coś zaradzić się da. Jeżeli Ci zależy to pewnie będziesz próbowała. Możesz spróbować po 1 nic dla niego nie robić i jechać na te wakacje sama albo z kimś znajomym, tylko czy to nie będzie walka z wiatrakami? Bo z opisu to ja nie wiem czy on w ogóle zauważy, że Cie nie ma, ewentualnie będzie się cieszył, że ma święty spokój i może robić co chce. Zapytaj go po powrocie czy on w ogóle chce z Tobą być, wszak mieszkać to sobie możesz z kimś komu nie będziesz musiała prać i gotować.
          • mela1 Re: Czy można się tu wyżalić? 23.08.12, 12:54
            Też się obawiam czy zauważy. Albo czy będzie miał focha, bo on głównie się foszy, że ja krzyczę.
            Przyszedł do mnie do pracy i przyniósł mi komórkę, bo zapomniałam. Powiedziałam, że jest opcja wyjazdu i czy chce jechać - jak chcesz. Powiedziałam, że chce, ale nie wiem czy z nim. To on mnie może odebrać z lotniska z innego miasta. Aha, i nie chce się ze mną więcej kłócic. Tyle. Nie wiem czy coś dotarło, to że nie lubi kłótni to wiem, ale już naprawdę nie wiem jak mam pokazać, czego potrzebuję. Nie zależy mu w ogóle.

            Problem z mieskzaniem jest banalny. Dopiero się wyprowadziłam z domu, nie chcę tam wracać. To mieszkanie też wybrałam i znalazłam ja, uwielbiam je, ale samej mnie na nie nie stać żadną miarą. W ogóle słabo mnie stać na mieszkanie samej na wynajmowanie. Tak bardzo mi się tu podoba i naprawdę będę nieszczęśliwa wyprowadzając się.
            • tfu.tfu Re: Czy można się tu wyżalić? 23.08.12, 13:22
              ale dlaczego to Ty masz się wyprowadzić? niech on się wyniesie. no kurczę!
              • helenka333 Re: Czy można się tu wyżalić? 23.08.12, 13:26
                Chyba o to właśnie chodzi, że nie będzie Meli stać na wynajmowanie mieszkania samej.
                • tfu.tfu Re: Czy można się tu wyżalić? 23.08.12, 14:15
                  dokooptować koleżankę/kolegę, studentkę/studenta. zaraz się zaczyna rok szkolny, ludzie będą szukać jakiegoś lokum. lepsze to niż wracać do rodziców, do których się wracać nie chce. a na bank lepsze od mieszkania z panem, o którym pisała mela.
        • pinupgirl_dg Re: Czy można się tu wyżalić? 23.08.12, 12:49
          Wiesz, jesteś rozżalona i może nie jest tak źle, jak piszesz. Trudno nam ocenić. Ale jedna rzecz mi się rzuciła w oczy - spróbuj mówić wprost. Ja też liczyłam długo, że facet powinien się domyślić i czekałam, czekałam, płakałam po kątach a on nic. Potem nie wytrzymywałam i wybuchałam, wylewałam żale "bo Ty zawsze", "bo Ty nigdy" z czego on też nic nie rozumiał, jeszcze uznał, że przecież było dobrze i nagle mi odbiło. Teraz mówię wprost "proszę, wynieś to", "czy mógłbyś iść ze mną tam", "chodź do łóżka, chce się poprzytulać". Wiadomo, że nie zawsze może spełnić moje życzenie, ale naprawdę się stara. Teraz nawet mówić nie muszę, bo on zwykle wie, czego chcę. My też mamy okres zalotów, kiedy to jesteśmy idealnymi paniami domu, świetnymi kochankami bla bla bla, nie będziemy faceta na trzeciej randce wyciągać na 5-cio godzinne zakupy torebki i szminki. Powiedz mu wprost, czego chcesz, bo sam się raczej nie domyśli, że byłoby miło, gdyby posprzątał.
          • kotwtrampkach Re: Czy można się tu wyżalić? 24.08.12, 15:19
            pinupgirl_dg , świetnie napisane :-)

            ja bym tylko dodała, że warto jeszcze prosząc o coś pozwolic drugiej osobie odmmówić albo dać czas na odniesienie się do prośby. Pomaga nie czuć rozgoryczenia.
    • veev Re: Czy można się tu wyżalić? 23.08.12, 12:45
      Mnie się wydaje, że sama już sobie odpowiedziałaś na to nie do końca zadane pytanie...

      Pan wygląda na takiego, który potrzebuje połączenia mamy i gosposi, a nie partnerki, która wymaga czegoś więcej, niż żeby łaskawie BYŁ. Myślisz, że to ma realne szanse się kiedykolwiek zmienić? (to wbrew pozorom nie jest pytanie z tezą, Ty go znasz, ja nie; ale ludzie rzadko się zmieniają, a mężczyźni często dorastają z trudem).
    • ciociazlarada Ja tu widzę inne problemy 23.08.12, 14:28
      Melu, bo że facet jest nietegesowy to zgadzam się z dziewczynami. Ale do rzeczy - nie da się na dłuższą metę żyć dla kogoś tylko, mieć jako główne hobby misiaczka, rozkwitać przy misiaczku, gasnąć jak misiaczek gaśnie, żyć problemami misiaczka i problemami z misiaczkiem. Dla zdrowia psychicznego warto mieć swoje poletko i swoją marchewkę na nim pielęgnować. Miejsce bez misiaczków, swój własny świat. Mi się tak widzi z Twoich opisów, że 95% Twojego życia to ten związek i po prostu nie starcza Ci pary, żeby dmuchać we własny, prywatny gwizdek i pielęgnować najważniejszą osobę na świecie, czyli SIEBIE.

      Popatrz na to z boku: chłop na siłownie, ty do garów - czyn zaiste chwalebny, ale jeżeli nie gotujesz dlatego, bo lubisz się w kuchni wyszaleć (albo jesteś głodna). Jeżeli powodem jest zdobycie uwagi misiaczka, przymus (bo ktoś musi), czy inne takie na dłuższą metę jak widzisz nikt orderu Ci nie da.

      Druga sprawa: osoby tzw. "szybsze" i o wyższych standardach czystościowych zawsze mają przekichane, jeżeli nie potrafią brać tej drugiej strony z dobrodziejstwem inwentarza. Najłatwiej zwolnić i odpuścić dla siebie, nie dla kogoś. Motywacja: "przestanę sprzątać i gotować to zobaczysz, beze mnie zginiesz" jest przykra i męczy strasznie. Dużo lepsza jest motywacja "wewnętrzna": "idę z Krysią omawiać balsamy do ciała/kulturę inkaską, więc dziwnym nie jest, że nie gotuję, doba ma tylko 24h". Jeśli sama nie szanujesz swojego cennego czasu to inni niestety też będą mieli to gdzieś...

      Trzecia sprawa: fochy nie działają na nikogo. Gdybyś była w związku ze mną i tak kręciła z tymi wakacjami, nie potraktowałabym tego poważnie i puszczała mimo uszu, spokojnie siedząc przy kompie i żując gumę. Liczenie na to, że ktoś się domyśli niestety oznacza zazwyczaj, że mamy manko i poczucie bycia niezrozumianą. Czasami ciężko się obnażyć, ale na dłuższą metę bardzo dobrze działa mówienie czego się chce i co się czuje prosto z mostu. Z normalnymi osobami jest to w zasadzie najlepsza recepta na szczęście i dobre porozumienie, imo. Z nienormalnymi, tj. gdy widać że ktoś manipuluje naszą otwartością i potrzebami, najlepiej wystawić szczoteczkę do zębów delikwenta za drzwi, od razu po wyrzuceniu wszystkich innych rzeczy osobistych przez okno.

      Ale tak poza tym, to ten pan faktycznie nie rokuje. Jedź na te wakacje z kimś znajomym jeśli masz potrzebę pojechania na wakacje. Wyszalej się i gościa odstaw od piersi.
      • mela1 Re: Ja tu widzę inne problemy 23.08.12, 15:11
        Staram się nie rozkwitać przy misiaczku. Pracuję, jak muszę to też w domu. Na początku sprzatanie sprawiało mi dużą przyjemność, bo nareszcie miałam swój dom. Rozumiem, że on ma inne potrzeby co do ilości czasu spędzanego ze mną. Ale wydawało mi się, że jakiś czas się razem spędza mieszkając razem. Niekoniecznie cały dzień, ale koniecznie w całości razem, a nie siedząc jak na szpilkach i przebierając nóżkami, kiedy się to skończy. Zrobiłam sobie ministudia podyplomowe, zapisałam się na fitness. Nie ejstem osobą, która wytrzymuje z kimś kontakt 24/7. Wydawało mi się, że potrzbuję dużo samotności. Ale widać mniej. Różnica polega na tym, że ja lubię i potrzebuję być całkiem sama (w mieszkaniu, a nie pokoju), a jak ktoś jest w mieszkaniu, to nawiązuję kontakt. Dzień kiedy nie idę do pracy, a on idzie ejst dla mnie super. Wtedy całe porządki mnie bawią.
        Nie gotuję, bo ktoś musi, robię to rzadko, jak mam wenę. Ale jak dzwonie i pytam, czy wróci i o której, bo chciałabym zrobić dobry obiad, on mówi, że skoro tak to będzie o godz. X, a przychodzi o x+1,5, bo zapomniał. Dla mnie to lekceważenie.
        Jego wykrzyczany punkt widzenia opisałam w poprzednim poście.Byłam w tym nowym domu szczęśliwa, czułam, że tu mi dobrze, a mam wymagania co do miejsca. Nie chcę tego zostawiać, nie mam dokąd wracać, nie umiem mieszkać z kimś obcym. Raptem się zepsuło (no, nie raptem) i teraz okazało się, że wina moja. Wcześniej ja się wściekałam, on milczał.
        • ciociazlarada Re: Ja tu widzę inne problemy 23.08.12, 15:23
          No to wychodzi z tego co odpisałaś mi i Teresie, że to brzydki manipulant. Tak jak napisałam, nie rokuje ten pan.
          Kurcze, problem zostawić mieszkanie, które się pieczołowicie urządzało, ale jeszcze większy problem mieszkać z takim kimś. Często tak jest (przerobiłam to na własnej skórze, na szczęście w porę się zorientowałam i dałam tyły), że człowiek sobie myli taki "związek po włosku", z kłótniami, obrażaniem się, manipulowaniem i darciem, z normalną, zdrową miłością bo w tym pierwszym jest tyle napięcia i adrenaliny, że nie ma czasu zatrzymać się, odetchnąć i sprawdzić czy wszystko jest OK.

          Teksty o zmarnowaniu tego i owego kwalifikują się w moich do wystawienia szczoteczki za drzwi (po uprzednim wyrzuceniu...) zwłaszcza jeśli są recydywą i gość ma taki specyficzny styl komunikacji. Nie znoszę takich fochmanów.
          • mela1 Re: Ja tu widzę inne problemy 23.08.12, 15:36
            Ej, widzicie, macie mój punkt widzenia, jak widzę zbyt cenzurowany. Ja zaczęłam pierwsze i powiedziałam, że dziekuję za zmarnowane wakacje. Ja mam taki styl komunikacji, on się komunikuje na milcząco. Tzn. ja mówię o co mi chodzi w kłótniach, płaczu, trzaskaniu drzwiami (choć wypracowałam moim zdaniem wielką poprawę), on milczy, aż nagle w kłótni wygarnia i mnie zatyka, bo nie wiedziałam.
            Nie zakładam, że on w ogóle nie ma racji, może jestem zbyt upierdliwa i siedzę mu na głowie. Ale jak on wraca 2x w tygodniu o 20.30, raz po północy, resztę dni też późno, to kiedy mamy być razem? Ja wracam o 16, do 20 mam czas dla siebie, jak on wraca, chciałabym czas dla nas. A on nie chce. Nie wiem czy coś jeszcze jest między nami.
            • ciociazlarada Re: Ja tu widzę inne problemy 23.08.12, 15:58
              No ale to wracamy do punktu 3. Choćby się paliło i waliło, dorosłe osoby tak spraw nie załatwiają - to znaczy owszem, załatwiają, ale nie te co im się wydaje, że załatwiają, a rezultaty bywają opłakane.

              Komunikat "dziękuję za zmarnowane wakacje" znaczy dokładnie co? Mi byłoby się cieżko połapać, dlatego pytam. "Dziękuję za zmarnowanie powrotów do domu" również może znaczyć 1000 rzeczy i ciężko wykminić jakich. Na serio, tak sobie nie porozmawiacie.

              Też takiego znałam barana, co to mówił: "powinniśmy się rozstać bo to nie ma sensu", a jak spakowałam graty, koty i wyjechałam się pocieszyć, to był w szoku i obrażony, bo "myślał, że się zejdziemy". Naprawdę trzeba być supermagikiem, żeby usłyszeć "wróć do mnie" gdy ktoś mówi "spierdalaj".
    • teresa104 Niełagodząca okoliczność łagodząca 23.08.12, 14:30
      Nie umiem udzielać porad sercowych, bo mnie do głowy przychodzi wyłącznie pytanie z trzema wykrzyknikami "co ty w nim widzisz". Myślę zresztą, że to, co przedstawiasz, to tylko rąbek i nic nie można Ci poradzić.

      Dlatego zajmę się tylko jednym z aspektów Twojej opowieści.

      Wielu mężczyzn, zaryzykuję nawet stwierdzenie, że większość mężczyzn w naszej kulturze chowanych jest na domowe łamagi i sobków. Najczęściej nie umieją nie tylko prostych rzeczy typu gotowanie strawy, dbanie o ubrania, ale ogólnie nie ogarniają ogromu rzeczy, które trzeba zgrać, żeby dom funkcjonował, był czysty, bezpieczny, przytulny i syty. Wielokrotnie obserwowałam to u znanych mi mężczyzn (choć nie widziałam tego na przykład u swojego ojca wychowanego w skrajnie, wręcz patologicznie patriarchalnym domu, co pozwala przypuścić, że bystrość obserwacji, wyczucie, inteligencja, miłość do rodziny oraz służba zasadnicza w Wojsku Polskim zabezpieczają mężczyznę przed tym modelem).

      Jedni są w stanie pojąć, na czym polega partnerstwo, inni pozostają przy swoim, znajdują kobiety dobrze czujące się w roli obsługującej Piotrusia Pana. Bo i kobiety mają tu swoje za uszami, najpierw jako matki biorące na siebie całość kształtowania przyszłego mężczyzny i hodujące trutnia o dwóch lewych rękach, potem jako dziewczyny udowadniające, że "chłopcze, lepiej wiem, które śliwki odchodzą od pestki, posiedź sobie, ja skoczę", jako żony biorące wszystko na siebie o czekujące, że świat się domyśli, że im jest za ciężko, a jednocześnie bechtające swoją dumę, że są lepsze, lepiej zorganizowane, uniosą więcej zakupów, skoczą w więcej miejsc, dokładniej skrobią fugi z brudu i kibel z... kamienia, ładniej prasują, lepiej negocjują z agentem biura, a ten burak, maminsynek tylko siedzi i pierdzi.
      Powszechność zjawiska domowej egoistycznej niedorajdy może być uznana za okoliczność łagodzącą dla Twojego chłopaka;)

      To, co napisałaś, zalatuje mi okolicznością, w której nigdy nie chciałabym się znaleźć, dlatego ja postawiona hipotetycznie w Twojej sytuacji po pierwsze pojechałabym sama na urlop, następnie wróciłabym i w domu robiłabym tylko tyle, żeby samej się najeść i nie chodzić brudną, a w konsekwencji po szeregu jałowych i durnych kłótni rozstałabym się z tym człowiekiem.
      • mela1 Re: Niełagodząca okoliczność łagodząca 23.08.12, 14:57
        Dziękuję. Okazuje się, że to moja wina i urlop to tylko duperela. Ja mu nie pozwalam robić tego, co on chce, musi wstawać o 5.30, żeby obejrzeć film, musi zostawać w pracy, żeby obejrzeć wykład, który chce. Podziękował mi za zmarnowanie powrotów do domu, bo wku..wia się całą drogę i nie chce tam wracać. Podziękował mi za pozbawienie go domu...
        Moja wina zatem, tylko się kłócę i trzaskam drzwiami jak on gra.
        To bzdura, że mi przeszkadza bałagan - on wie, że mi nie przeszkadza. Nie muszę zatem mu nic robić. On biedak ma tylko godzinę wolną dziennie na swoje rzeczy, a ja mu zabraniam. I nic mu już nie sprawia przyjemności. Podziękował mi za zmarnowane ostatnie tygodnie samych awantur.
        I co, pojechać spać do ojca? Wracać do domu i go omijać. Urlop nieaktualny, nie wiem czy jeszcze mam chłopaka i gdzie mam mieszkac.
        • tfu.tfu Re: Niełagodząca okoliczność łagodząca 23.08.12, 15:32
          matko, też to przerabiałam. jeśli możesz, to się nie wyprowadzaj, wyprowadź pana.
          ściskam Cię mocno, głowa do góry. tego kwiatu to pół światu, jak mawiała jedna bardzo mądra Pani Basia, a życia nie warto marnować na toksycznych samolubów. lepiej być solo, niż z solą w oku w postaci "misiaczka" ;-)
        • teresa104 Re: Niełagodząca okoliczność łagodząca 23.08.12, 15:59
          To mieszkanie jest jego, czy je wynajmujecie?

          • mela1 Re: Niełagodząca okoliczność łagodząca 23.08.12, 16:08
            Wynajmujemy. Po 3 latach razem zdecydowałam się na wspólne mieszkanie i wyprowadzkę z domu. To był dla mnie baardzo duży krok i wyzwanie. Porażka związku i mieskzania to trochę sporo teraz dla mnie.
            • yaga7 Re: Niełagodząca okoliczność łagodząca 23.08.12, 16:10
              A czy wy w ogóle rozmawialiście ze sobą o tym, JAK będzie wyglądać to wasze wspólne mieszkanie? Czy po prostu zamieszkaliście razem na zasadzie jakoś to będzie i dotrzemy się w trakcie?
              • mela1 Re: Niełagodząca okoliczność łagodząca 23.08.12, 19:02
                On chciał wspólnego mieszkanie po kilku miesiącach. Ja nie byłam gotowa. Też dlatego, że mówiłam, że tak będzie - ja wstaję, on śpi, ja śpię on siedzi, ja w domu, on w pracy. Nie ustaliliśmy zasd, nie dogadaliśmy się. Wyszłam z głupiego założenia, że facet, który był w 6-letnim związku ze wspólnym mieszkaniem, a potem 4 lata mieszkał sam umie coś zrobić. Zamieszkałam z nim, kiedy poczułam, że ani miesiąca dłużej z ojcem (nie z powodu jakiegoś otwartego konfliktu, tylko zmęczenia sytuacją, że jestem dzieckiem w domu rodzinnym) i że jeśli nasz związek nie ruszy, to będziemy na te randki chodzić do śmierci. Chciałam spróbować, ale z myślą, że się uda.
            • teresa104 To nie są porażki 23.08.12, 16:35
              To są po prostu przeżycia, wydarzenia w życiu, to Twoje doświadczenia, z których zrobisz w przyszłości użytek. Gdybyś szła ulicą i koślawo stanęła na krawężniku, co skutkowaloby skręceniem kostki, to nazwałabyś to porażką nauki chodu?

              Jeśli stać Cię, żeby samej mieszkać w tym mieszkaniu, to w toku rozmów rozstaniowych, jeśli zdecydujesz się na rozstanie, steruj, żeby to on się wyprowadził, a nie Ty. Jeśli zaś Cię nie stać, wróć do domu z założeniem, że to tymczasowe i od razu szukaj innego, tańszego mieszkania. Rodzice są między innymi po to, żeby takie sytuacje jakoś buforować na początku dorosłości swoich dzieci, to naprawdę nie dyshonor zwrócić się o pomoc do ojca.
              • mela1 Re: To nie są porażki 23.08.12, 19:47
                Żaden problem, żeby się wyprowadził. Kiedyś powiedział nawet, że wie, że mnie nie stać i opłaci mi mieszkanie na rok z góry, żebym mogła sobie ułożyć życie. On ma pieniądze (a teraz to już nie wiem, nie zarabia od 3 miesięcy, ma jakies problemy, dowiedziałam się przypadkiem), więc zawsze kupował drogie prezenty. chcesz, to masz. Chciałam pomieszkać miesiąc sama, żeby choć chwilę mieć przerwę między ojcem a nim, zapłacił. Drogi pierścionek czy kolczyki - miałam pokazać palcem. Ja tyle kasy nie mam, choć też kupowałam drogie prezenty, wkładałam więc zaangażownaie. On nie docenia zaangażowania bez efektu, ja nie doceniam wydania kasy bez zaangażowania. Nie chcę sponsora, chociaż on i tak płaci więcej za mieszknaie. Chciał zapłacić za cały wyjazd na wakacje, teraz chce zapłacic za mój samotny wyjazd. A ja bym chciała bycia razem, związku, domu.
                • aankaa Re: To nie są porażki 23.08.12, 21:57
                  nie wiem czy jeszcze mam chłopaka i gdzie mam mieszkac.
                  ===
                  a może to jest Twój problem ?
                  potraktuj pana jako współlokatora i przestań myśleć o nim "mój chłopak"
                  • slotna Re: To nie są porażki 23.08.12, 22:01
                    > nie wiem czy jeszcze mam chłopaka i gdzie mam mieszkac.
                    > ===
                    > a może to jest Twój problem ?
                    > potraktuj pana jako współlokatora i przestań myśleć o nim "mój chłopak"

                    Histeryzuje, przeciez pisze rownoczesnie, ze facet proponowal oplacenie jej mieszkania z gory na rok :P
                • kasica_k Re: To nie są porażki 23.08.12, 23:29
                  mela1 napisała:
                  > On ma pieniądze (a teraz to już nie wiem, nie zarabia od 3 miesięcy, ma jakies p
                  > roblemy, dowiedziałam się przypadkiem
                  ), więc zawsze kupował drogie prezenty.
                  [...]
                  > On nie docenia zaangażowania bez efektu
                  [...]

                  To może być jedna z (nie twierdzę, ze jedyna) przyczyna obecnych problemów. Jeżeli on przywiązuje dużą wagę do pieniędzy i jeżeli grają one dużą rolę w jego systemie wartości, w szczególności w poczuciu wartości własnej, to jego ego aktualnie dostaje w tyłek. W tej sytuacji ja bym się szczególnie nie dziwiła, że w wolnym czasie zamiast okazywać uczucia, zamyka się i odreagowuje graniem czy treningami. I że nie nęci go wizja urlopu, bo mając na głowie walący się biznes (zwłaszcza jeśli to jego własny biznes) trudno byłoby mu się wyluzować na drogich wakacjach u boku kobiety (a dla niego kobieta to istota, której należy kupować drogie prezenty i imponować kasą).
                  • veev Re: To nie są porażki 24.08.12, 11:30
                    kasica_k napisała:

                    > > On ma pieniądze (a teraz to już nie wiem, nie zarabia od 3 miesięcy, ma jakies p
                    > > roblemy, dowiedziałam się przypadkiem
                    ), więc zawsze kupował drogie prezenty.
                    [...]

                    > To może być jedna z (nie twierdzę, ze jedyna) przyczyna obecnych problemów.

                    I Kasica ma tu bardzo bardzo dużo racji. Facet ma problemy, które nie bardzo umie/może rozwiązać, więc się próbuje wycofać i przeczekać (bo faceci tak zwykle robią). Nie chce tym obciążać swojej kobiety, zwłaszcza że stosował raczej finansowy model macho, więc przyznanie się, że z kasą słabo, byłoby dla niego strasznie trudne. Wizja urlopu go stresuje dodatkowo, a wszystkie pytania i wymagania odbiera jako atak, więc się sytuacja zaostrza.
                    A jeśli jeszcze się czuje winny, że nawala generalnie "jako facet" (bo nie zarabia, bo jego dziewczyna jest ciągle niezadowolona), to się robi coraz gorzej i faktycznie kubek zostawiony na stole może się stać pretekstem do megawantury z piorunami.

                    Już pisałam wcześniej, ja bym w takiej sytuacji postarała się pojechać na wakacje/wyjechać gdziekolwiek sama albo z kimś neutralnym. I nie brałabym od niego dodatkowej kasy, bo w sytuacji problemów z pracą wydałoby mi się to trochę nie fair (ale to ja - wiem, że ludzie przeróżnie sobie relacje finansowe w związkach układają).
                    • pierwszalitera Re: To nie są porażki 24.08.12, 12:05
                      veev napisała:

                      > I Kasica ma tu bardzo bardzo dużo racji. Facet ma problemy, które nie bardzo um
                      > ie/może rozwiązać, więc się próbuje wycofać i przeczekać (bo faceci tak zwykle
                      > robią). Nie chce tym obciążać swojej kobiety, zwłaszcza że stosował raczej fina
                      > nsowy model macho, więc przyznanie się, że z kasą słabo, byłoby dla niego stras
                      > znie trudne. Wizja urlopu go stresuje dodatkowo, a wszystkie pytania i wymagani
                      > a odbiera jako atak, więc się sytuacja zaostrza.

                      No i kto posuwa się do kategorystycznych stwierdzeń? Jeszcze gorzej, podsuwasz tu jakieś stereotypy, gotowce na temat facetów, które mogą w ogóle nie mieć miejsca w tym przypadku. Skąd wiesz, że facet ma jakieś problemy rozwalające mu życie emocjonalne? O ile mi wiadomo, facet był taki od samego początku, patrz wątek o kupowaniu prezentów urodzinowych.
                      • kasica_k Re: To nie są porażki 24.08.12, 15:02
                        Znaczy to do mnie o tych kategorystycznych? :) Bo veev powtórzyła tu mniej więcej to, co ja napisałam. A ja napisałam, że fakt, iż facet przyzwyczajony do dobrych zarobków i przywiązujący sporą wagę do kasy, w tym kupowania kobiecie drogich prezentów i zapewniania jej bezpieczeństwa finansowego, od kilku miesięcy przestał tę kasę zarabiać, mógł przyczynić się walnie do obecnego kryzysu, zwłaszcza tego związanego z urlopem. Nie, że jest to przyczyna wszelkich kłopotów w ich związku, tylko przyczyna zaostrzenia się tych zjawisk, które Meli nie odpowiadają (wycofanie się, mrukliwość, brak zaangażowania we wspólne sprawy = urlop) i ogólnego spadku nastroju.
                        • mela1 Re: To nie są porażki 24.08.12, 15:08
                          Dziękuję za to, co napisałaś. To jestem w stanie zrozumieć. Też na mnie problemy w pracy wpływają. Problem w tym, że ja nie wiedziałam. Nie gwarantuję, że gdybym wiedziala, byłabym super wyrozumiała, ale ja odbierałam tylko symptomy, które sobie z braku informacji zinterpretowałam zgodnie z własna wiedzą i doświadczeniem.
                          Swoją drogą, co się robi w takiej sytuacji? Ja okazuję wsparcie zwykle okazywaniem zainteresowania, przytulaniem, chęcią rozmowy. Nie mam innego repertuaru. Uważam, że wyjazd na wakacje mógłby pomóc, ale widać jemu nie. Jak mnie wywalili z roboty, co kroiło się przez kilka miesięcy i zrobiło ze mnie kłębek nerwów, to pojechałam z nim na wycieczkę, którą od dawna odkładałam. Ale to ja.
            • helenka333 Re: Niełagodząca okoliczność łagodząca 23.08.12, 16:59
              Porażką to jest jego zachowanie. Wydaję mi się, że reagujesz podobnie do mnie na tego typu sytuacje. Tzn. planujesz, cieszysz się na coś, nie możesz się doczekać a tu nagle bach, problemy, komplikacje, jego brak zaangażowania, w Tobie rośnie żal i wybuchasz trochę nieracjonalnie mówiąc "dziękuje za zmarnowanie mi wakacji". A jak się kłócisz to tak na prawdę chcesz dobrze, chcesz jemu tylko swoje bolączki przedstawić, żeby zrozumiał dlaczego jest Tobie źle, a on gra, nie słucha, idzie na trening, i myślisz, że ma Cie w d..., bo rzeczywiście tak to wygląda. Ale ciekawi mnie też dlaczego on się tak zachowuje, skoro wcześniej potrafił inaczej. Teraz mam wrażenie w ogóle ze sobą nie rozmawiacie, a wcześniej? Jak te 3 lata wyglądały? Jeżeli było ok, to co się zmieniło? Mogło mu przestać na Tobie zależeć, a może rzeczywiście jest przeciążony pracą, stresem. Wiem to nie wytłumaczenie, ale niektóre jednostki tak niestety mają. A macie jakieś wspólne zainteresowania, przy których on mógłby się jednocześnie zrelaksować i spędzić z Tobą czas?
        • veev Re: Niełagodząca okoliczność łagodząca 23.08.12, 17:23
          mela1 napisała:

          > I co, pojechać spać do ojca? Wracać do domu i go omijać. Urlop nieaktualny, nie
          > wiem czy jeszcze mam chłopaka i gdzie mam mieszkac.

          Ja bym wróciła do domu, spakowała się i pojechała gdzieś w neutralne miejsce na tydzień czy dwa (do przyjaciółki gdzieś? w góry, wynająć pokój w pensjonacie? do rodziców nie), żeby ochłonąć i to sobie jakoś poukładać. Tyle że ja tak mogę w każdej chwili, bo uroki wolnego zawodu - ale może Tobie też by się udało, i tak planowałaś urlop niedługo. Ale tak bez fochów i demonstracji "jak Ty jesteś taki, to JA CIĘ OPUSZCZAM", tylko spokojnie, że jesteś zmęczona i wyjazd dobrze Ci zrobi, poza tym długo czekałaś na wakacje. Jak Ci trudno z nim rozmawiać, to mu to napisz.

          On też będzie miał trochę czasu, żeby sobie to na chłodno przemyśleć, i po powrocie spróbujecie pogadać jak dorośli, bo tu sporo rzeczy wymaga wyjaśnienia, ale w miarę możliwości bez pretensji i obwiniania się (albo nie spróbujecie, bo dojdziecie do wniosku, że nie ma co zbierać). Wiem, że to trudne, ale z działania w negatywnych emocjach rzadko coś dobrego wynika.

          Nie można wykluczyć, że on przez problemy w robocie staje się nie do wytrzymania w każdej innej sferze życia (mój ojciec taki był, mój M. też taki bywa, a i mnie się zdarza) - ale nie można też wykluczyć, że po prostu nie dorósł do związku/ma dość/nie nadaje się dla Ciebie/wszystko inne razem. Ale tego jeszcze nie wiesz i chyba warto się nad tym zastanowić na zimno.

          Trzymam kciuki.
      • maggianna Re: Niełagodząca okoliczność łagodząca 23.08.12, 16:58
        Zgodze sie z Teresa. Jezeli facet jest inteligentny i bystry to nauczy sie i sobie poradzi i bedzie sie obydwojgu zylo milo i przyjemnie.
        Jak bylam mloda to tez usilowalam wszystko robic lepiej, potem przejrzalam na oczy, odpuscilam i mi przeszlo. Nie prasuje - nie umiem, boje sie goracego i nagle okazuje sie ze chlopina woli sam nauczyc sie prasowac niz chodzic w pomietych ubraniach a skoro mu juz tak dobrze to idzie to przeciez moze uprasowac i moje i obydwoje jestesmy zadowoleni i chodzimy w wyprasowanych ubraniach :-)
        Sprzatac nie lubie, wiec zakladam domowy kompromis - czyli zaplate komus kto przyjdzie i zrobi to za nas. Gotowac umiem i lubie ale tylko wtedy kiedy nie musze, wiec na pytanie co jest na obiad/kolacje najlepsza odpowiedzia jest "co tylko masz ochote sobie przygotowac kochanie bo ja juz jadlam" i wychodzi na jaw ze chlopina gotuje jednak lepiej ode mnie :-)

        Zakladam tez ze skoro mezczyzna ktory mi sie podoba ma skonczone studia, ma dobra prace, pokonczone kursy zawodowe, zna jezyki i zrobil prawo jazdy czyli glupi nie jest, to obsluga pralki/zmywarki/kuchenki czy odkurzacza powinna przyjsc mu bezproblemowo bo w koncu czytac umie i instrukcje obslugi zrozumie. Jedyne z czym mialam problem (a mieszkalam juz z paroma facetami) to wytlumaczenie ze bialego nie pierze sie z dzinsami, rozowymi recznikami i ze jest roznica czy welniany sweter wypierze sie w 60st czy w zimnej wodzie.

        I jeszcze jedna uwaga - awantury i trzaskanie drzwiami to nie jest dobry sposob porozumiewania sie, tez bym nie chciala po calym dniu w pracy wracac do domu gdzie ktos bedzie mial pretensje i krzyczal, mysle ze zamykalabym sie w sobie i wracala do domu tylko spac. Moze zastanow sie nie tylko nad tym czego Ty oczekujesz od zwiazku ale pomysl czego oczekuje od wspolnego mieszkania druga strona - jak wczesniej spedzaliscie czas, jak on spedzal czas po powrocie z pracy, czy przez poprzednie lata zwiazku dzwonil do Ciebie regularnie w ciagu dnia etc - jezeli wczesniej on niczego nie organizowal, nie wyjezdzaliscie na wspolne weeknedy a on po pracy siedzial i gral to nie oczekuj ze mieszkajac razem cokolwiek sie zmieni. Poza tym sama pisalas ze wracasz do domu wczesniej, posiedzisz sama, odpoczniesz i z utesknieniem czekasz na jego powrot - a on wraca do domu i czy ma czas zeby pobyc samemu i odpoczac po pracy? Wiec jedynym momentem kiedy on moze posiedziec w ciszy i spokoju to wtedy kiedy Ty pojdziesz spac i moze dlatego chodzi spac pozniej niz Ty?
        Zawsze staram sie tez wziac poprawke na to ze partner zyciowy to obcy czlowiek, wychowany inaczej w innej rodzinie, z innymi tradycjami, przyzwyczajeniami i spojrzeniem na swiat - i na poczatku wspolnego mieszkania liczy sie glownie kompromis i proba ustalenia wspolnych zasad i oczekiwan - bez tego wspolne mieszkanie moze byc ciezkie.

        A podsumowujac - wlasnie dlatego jestem absolutna zwolenniczka wspolnego mieszkania przed slubem! :-)
        • kasica_k Re: Niełagodząca okoliczność łagodząca 23.08.12, 19:02
          Słusznie prawisz maggianno. Ja tu widzę monumentalny przykład różnicy potrzeb i oczekiwań plus problemy z komunikowaniem tychże potrzeb i oczekiwań.

          Mela1 marzyła o wyprowadzce do nowego ślicznego mieszkanka, teraz je kocha i o nie dba i jest to dla niej wielkie źródło życiowej satysfakcji. Teraz jest rozżalona, bo okazało się, że jej M. jest z grubsza wszystko jedno, gdzie i w jakim bajzlu mieszka i nie rozumie, czemu ktoś nagle oczekuje od niego nie wiadomo czego. Można wymagać współuczestnictwa w podstawowym sprzątaniu i ogarnianiu, zwłaszcza sprzątania po sobie, można wymagać dzielenia trudów zakupów i gotowania. Ale bez sensu jest wymaganie od drugiej strony takiego samego emocjonalnego zaangażowania w wicie gniazdka. On naprawdę nie ma obowiązku tego lubić.

          Mela1 marzyła też o urlopie, kombinowała, szukała - jej M najwyraźniej jest ten cały urlop teraz potrzebny jak dziura w moście, bo pochłaniają go problemy w firmie. Ponieważ jej zależało, więc zgodził się, że pojedzie sama, obiecał jej nawet dołożyć kasy. A ona mu wygarnia zmarnowane wakacje... Czy jego wizja wakacji w ogóle pokrywa się z jej wizją? Czy on w ogóle lubi wakacje? Znam ludzi, którzy na urlopach się nudzą, a w pracy są "niezestąpieni". Wiele razy też jeździłam na urlop bez partnera i wszyscy byli zadowoleni.

          Największym problemem moim zdaniem jest tu kwestia wspólnego spędzania czasu. Jeśli pan późno wraca z pracy, to faktycznie trudno od niego oczekiwać, żeby się od razu rzucał w interakcje z ukochaną. On też potrzebuje odetchnąć. Jeżeli pan późno wraca, bo był na siłce albo grał z kumplami, i dzieje się to praktycznie codziennie, to co innego. Tu pojawia się pytanie: czy jest cokolwiek, co Mela1 i jej M lubią robić razem? Jeśli nie ma niczego takiego, to faktycznie zastanowiłabym się mocno, czy ich związek ma sens, jeżeli ona potrzebuje mieć dużo "quality time" z facetem, a on w przebywaniu z nią zbyt wiele "quality" nie widzi (i tu pojawia się niestety podstawowe pytanie: to co oni właściwie w sobie nawzajem widzą i po co pan wprowadził się do jednego mieszkania z panią?). Tu też możliwe są kompromisy, ale z obu stron, jak sama nazwa wskazuje.
          • mela1 Re: Niełagodząca okoliczność łagodząca 23.08.12, 19:42
            Tak, Mela sobie wije gniazdko, ale fajnie byłoby w nim nie znajdować tylko nowego bajzlu. Nie wiję dla potomstwa, tego się bac nie musi, bo oboje nie chcemy.
            Tak, jaram się urlopem, zalezy mi na tym. Nigdy się nie dowiedziałam, co on by chciał. Poza górami, które odrzuciłam, bo nie lubie. Ale jakby powiedział teraz: chcę w góry, to bym pojechała.
            Co lubimy razem? Już nie wiem. Wydawało mi się, że lubimy część podobnych filmów, muzykę, koncerty, dobre jedzenie. Lubiliśmy spędzać ze sobą czas. Ale okazuje się, że jak mieszkamy razem, to przestało to być fajne. Sam chciał. Zawsze chciał, żebym w weekend zostawała na noc, ja nie bardzo. On do tego wszystkiego bardziej dążył.
            Ja naprawdę byłam odrzucana przez facetów jako zbyt niezależna, samodzielna, niepotrzebująca gniazdka, zbytniej bliskości. Lubię być sama. Jak usłyszałam, ze wyjeżdża na weekend służbowo to się cieszyłam jak dziecko. Sama go namawiam, żeby się spotkał z kumplem. Pytam, kiedy się widzieli i czy nie czas na spotkanie. Koleżanki mi się dziwią, że on co tydzień wraca w środku nocy, nie mówi, o której i ja nic na to. Bo one to by awantury robiły. Na forum widzę jeszcze bardziej wyluzowane standardy:)
            • kis-moho Re: Niełagodząca okoliczność łagodząca 23.08.12, 19:52
              > . Koleżanki mi się dziwią, że on co tydzień wraca w środku nocy, nie mówi, o kt
              > órej i ja nic na to. Bo one to by awantury robiły.

              0_0
              To one z niepełnoletnimi związane?
              • amoureuse Re: Niełagodząca okoliczność łagodząca 23.08.12, 22:33
                A tylko niepełnoletni mogą mieć przykre wypadki? Ja zawsze mówię mojej mężczyźnie, że idę z koleżankami A, B i C do klubu X i będę około godziny Y. Nie żeby się tłumaczyć, ale żeby wiedział, gdzie w razie wypadku mnie szukać. Jak w górach: idziesz na wycieczkę, to zostaw w schronisku informację gdzie i z kim się wybierasz.
                • kis-moho Re: Niełagodząca okoliczność łagodząca 24.08.12, 08:55
                  > A tylko niepełnoletni mogą mieć przykre wypadki? Ja zawsze mówię mojej mężczyźn
                  > ie, że idę z koleżankami A, B i C do klubu X i będę około godziny Y. Nie żeby s
                  > ię tłumaczyć, ale żeby wiedział, gdzie w razie wypadku mnie szukać. Jak w górac
                  > h: idziesz na wycieczkę, to zostaw w schronisku informację gdzie i z kim się wy
                  > bierasz.

                  Ojej, jasne, że można się o kogos martwić, jak wraca później niż mu się wydawało. Zwykle w związku, gdzie ludzie ze sobą rozmawiają, partner wie, że druga połowa poszła w miejsce X z osobą Y, bo to po prostu zwykłe codzienne rozmowy. Ale nie wyobrażam sobie, że partner robi mi aferę, że wróciłam o 3, a mówiłam, że o 1. Przecież mogło być fajniej niż myślałam, i mogłam zostać dłużej, mogłam się tak dobrze bawić, że nie zauważyłam, że jest późno i nie wysłałam uspokajającego smsa. Albo założyłam, że śpi i nie ma co go budzić. Wyobrażam sobie za to, że facet do mnie dzwoni, czy wszystko jest w porządku, to zupełnie naturalne. A odniosłam się do fragmentu:
                  "Koleżanki mi się dziwią, że on co tydzień wraca w środku nocy, nie mówi, o której i ja nic na to. Bo one to by awantury robiły."
                  • mela1 Re: Niełagodząca okoliczność łagodząca 24.08.12, 09:11
                    U mnie w domu próbowano wprowadzić zwyczaj mówienia, o której sie wróci, co mnie wkurzało. Bo dla mnie wolność, to nie mówienie, nie spieszenie się. Mam na myśli mówienie, o której wracam ze szkoły na przykład. Mój ojciec robił mi awantury, że wróciłam późno z imprezy i nie zadzwoniłam. Ale sam nie zadzwonił nigdy. Ja nie wiedziałam, po co mam dzwonić, bo wyszłam, bawiłam się dobrze i nie myślałam o czasie. On się martwi, niech on dzwoni. Mam nadzieję, że w tej kwestii nie zamienię się w ojca:) Czasem pytam: o której wrócisz? i już czuję się, jakbym ingerowała w jego życie. Ale pytam w sytuacji, kiedy chcę coś robic po pracy, ugotować obiad czy coś i potrzebna mi do tego informacja, kiedy będzie.

                    A koleżanki naprawdę robią awantury o późniejsze powroty. Może dlatego, że np. mąż jednej robi to nagminnie, mają małe dziecko, ona wychodzi rano do pracy, a on czasem nie wraca, kiedy ona musi wyjść i nie ma z kim dzieciaka zostawić. Myślę, że jak facet bardzo imprezowy, a dziewczyna siedzi z dzieckiem, to się wkurza, że on ciągle wychodzi, ciągle wraca rano. Mój totalnie nieimprezowy, więc sama go namawiam, żeby się z kimś spotkał.
                    • kis-moho Re: Niełagodząca okoliczność łagodząca 24.08.12, 09:21
                      > U mnie w domu próbowano wprowadzić zwyczaj mówienia, o której sie wróci, co mni
                      > e wkurzało. Bo dla mnie wolność, to nie mówienie, nie spieszenie się. Mam na my
                      > śli mówienie, o której wracam ze szkoły na przykład. Mój ojciec robił mi awantu
                      > ry, że wróciłam późno z imprezy i nie zadzwoniłam. Ale sam nie zadzwonił nigdy.
                      > Ja nie wiedziałam, po co mam dzwonić, bo wyszłam, bawiłam się dobrze i nie myś
                      > lałam o czasie. On się martwi, niech on dzwoni. Mam nadzieję, że w tej kwestii
                      > nie zamienię się w ojca:) Czasem pytam: o której wrócisz? i już czuję się, jakb
                      > ym ingerowała w jego życie. Ale pytam w sytuacji, kiedy chcę coś robic po pracy
                      > , ugotować obiad czy coś i potrzebna mi do tego informacja, kiedy będzie.

                      Nie wiem, każdy ma inne standardy. My zwykle wiemy, kiedy będziemy w domu, z tej prostej przyczyny, że wtedy łatwiej jest zaplanować dzień, kiedy oboje mamy sporo obowiązków, a chcemy z tego wycisnąć nieco wspólnego czasu. Plus nie zawsze gadamy o filozofii, czasem i tym, że mam nudne spotkanie i będę w pracy do piątej ;o) Natomiast jeśli chodzi o powroty nocne, dla mnie jednak jest ważne, żeby Luby się nie martwił. Ja też się martwiłam, kiedy wyskoczył wczesnym wieczorem z kolegami na piwo, a ja się obudziłam koło 3, i jego nie było w domu. Dlatego oboje się staramy w miarę możliwości się informować, żeby partner nie musiał sie martwić. Co oczywiście nie oznacza, że jak powiem, że wrócę koło 11, a jest 11:15 a mnie nie ma w domu, to Luby rwie włosy z głowy.

                      > A koleżanki naprawdę robią awantury o późniejsze powroty.

                      No i to jest dla mnie niezrozumiałe, awanturować się, bo partner śmiał iść na piwo?

                      Może dlatego, że np.
                      > mąż jednej robi to nagminnie, mają małe dziecko, ona wychodzi rano do pracy, a
                      > on czasem nie wraca, kiedy ona musi wyjść i nie ma z kim dzieciaka zostawić.

                      Yyy, ale to już nie jest normalne. Z takim panem nie zdecydowałabym się na wspólne mieszkanie, a już na pewno nie na dziecko.
                      • slotna Re: Niełagodząca okoliczność łagodząca 24.08.12, 09:55
                        > > A koleżanki naprawdę robią awantury o późniejsze powroty.
                        >
                        > No i to jest dla mnie niezrozumiałe, awanturować się, bo partner śmiał iść na p
                        > iwo?

                        Jesli tu chodzi o "pozniejsze niz ustalone" to sie nie dziwie, ze sie awanturuja. Ja sobie zycze byc poinformowana, jesli moj facet chce gdzies zostac dluzej niz wczesniej zasugerowane widelki. Tak samo ja informuje, informowalam w ten sposob wspollokatorow, informowalam rodzicow - dla wlasnego bezpieczenstwa i dla ich spokoju . Nie wyobrazam sobie inaczej.
                        • kis-moho Re: Niełagodząca okoliczność łagodząca 24.08.12, 10:05
                          > Jesli tu chodzi o "pozniejsze niz ustalone" to sie nie dziwie, ze sie awanturuj
                          > a.

                          Ja to zrozumiałam tak, że się denerwują, że pan się szlaja po nocy. Być może źle zinterpretowałam.
                          A jeśli chodzi o same awantury - wydawało mi się, że w związku dba się o siebie nawzajem. Czyli też dba i o to, żeby partner się nie martwił, to chyba dość naturalne. Więc jak już się komuś zdarzyło zapomnieć w ferworze dobrej zabawy, to ja bym tylko wysłała sms/zadzwoniła, że się martwię i czy nie leży na dnie Wisły z nożem w brzuchu (tak, ja też mam bujną wyobraźnię). Nie przyszłoby mi do głowy robić za to awantury, przecież to nie była celowa zła wola.
                    • magdalaena1977 Re: Niełagodząca okoliczność łagodząca 24.08.12, 09:56
                      mela1 napisała:

                      > U mnie w domu próbowano wprowadzić zwyczaj mówienia, o której sie wróci, co mni
                      > e wkurzało. (...) Mój ojciec robił mi awantury, że wróciłam późno z imprezy i
                      > nie zadzwoniłam. Ale sam nie zadzwonił nigdy.

                      No to moi rodzice mówili, kiedy wrócą, meldowali się jak dojechali np. na szkolenie. I ja przyjęłam to zachowanie jako normalne.
                • yaga7 Re: Niełagodząca okoliczność łagodząca 24.08.12, 09:17
                  Dla mnie takie podejście jest normalne i raczej na pewno byłabym niezadowolona, gdyby Luby miał się w nocy spóźnić o 3 godziny i nie dać mi wcześniej znać. Byłabym zła nie na to, że wraca później, ale na to, że nie dał mi znać.
                  No ale może ja mam paranoidalne podejście i za dużo czytam gazet, w których ktoś dostaje nożem albo go wyławiają z Wisły.
    • anne_stesia Re: Czy można się tu wyżalić? 23.08.12, 17:29
      A ja powiem, że trochę mnie zachowanie faceta nie dziwi. Aniołkiem nie jest, ale nie wiem, czy nie pękłabym w końcu tak jak on.
      Ty po powrocie do domu masz 4h wolnego czasu tylko dla siebie i zgodnie z własnymi uczuciami łakniesz kontaktu. On wraca o 20.30 (czyli pracuje więcej?) i zostaje zasypany Tobą. A przecież jemu też należy się chwila odpoczynku dla siebie. Mogę mówić tylko za siebie, ale ja wracając do domu z reguł siadam, coś jem i chcę chwili spokoju, żeby na spokojnie przejrzeć co tam słychać w Internecie, wyciszyć się i dopiero wtedy mam chęć na przebywanie z kimś innym. W tym czasie na zawracanie mi głowy, nawet jeśli to najukochańsza osoba, reaguję warczeniem. Tak samo jak rzadko mam chęć na takie migdalenie się i przytulanie, bo dla mnie dostatecznie dużą bliskością jest z reguły to, że obok kogoś śpię albo siedzę w jednym pokoju i czasem przechodząc dam buziaka. Ja po prostu nie jestem przytulaśna i uczuciowa, i nadmiar zgłoszeń o potrzebie kontaktu mnie trochę drażni, ale na szczęście znalazłam kogoś, kto potrafi ze mną żyć i mimo, że bywały spięcia o to moje podejście to zmienić się nie zamierzam i do decyzji drugiej strony pozostawiam, czy chce to akceptować, czy nie.

      Druga sprawa to to, że dla mnie krzyki i fochy to forma kontaktu, jakiej sobie nie wyobrażam. Dziwię się facetowi, że to znosił, ale widać, że w końcu wybuchł.

      A wybuchł, i to trzecia sprawa, wtedy, gdy rzuciłaś hasło, na jakie ja pozwoliłabym sobie, gdybym chciała kogoś bardzo zranić. Tekst o zmarnowaniu wakacji jest tekstem absolutnie idealnym do wprowadzenia do rozstania. Nie niesie ze sobą żadnej treści, a ma olbrzymi ładunek emocjonalny i oskarżycielski ton.

      Co do obowiązków domowych - uważam, że powinniście wypracować kompromis. Skoro on nie porzebuje ładu, ale ma pieniądze to nie widzę problemu, żeby płacić komuś za ogarnięcie Wam mieszkania. Ty będziesz cieszyła się czystym lokum, a nie będziesz zmęczona.

      Nie wiem tylko co do wakacji i "wyjść", bo nigdy nie przeszkadzało mi, że większość inicjuję ja - nie widzę problemu, gdy chcę gdzieś iść, by o tym zakomunikować. Może być to za każdym razem - przynajmniej chodzimy wtedy w miejsca, które lubię. Wakacje też wolałabym zorganizować sama, żeby mieć dokładnie to co chcę, a facetowi podetknęła tylko karteczkę ile i komu ma zapłacić, a potem kiedy stawić się w miejscu odjazdu ;) No ale ja jestem Zosia-samosia i wiem, że nikt nie wybierze za mnie lepiej niż ja sama.

      Facet wygląda trochę na mruka, który cierpliwy był niezmiernie, ale w końcu nie wytrzymał. Na pewno sam ma sporo winy w tym wszystkim, ale szczerze mówiąc - i tak podziwiam go za wytrzymywanie wrzasków i oskarżeń, które jak widać - niezbyt wnosiły do dyskusji konstruktywne uwagi. Wy po prostu nie rozmawiacie ze sobą i tyle.
      • satia2004 Re: Czy można się tu wyżalić? 23.08.12, 18:41
        anne_stesia napisała:
        > On wraca o 20.30 (czyli pracuje więcej?) i zostaje zasypany Tobą.
        > A przecież jemu też należy się chwila odpoczynku dla siebie

        Mela gdzieś na początku napisała:
        'Złości się, że nie pozwalam mu robić "swoich" rzeczy. Jego rzeczy to praca, gra, dwa razy w tygodniu jakiś trening, dwa razy w tygodniu siłownia, raz w tygodniu wyjście na pół nocy z kolegami na jakieś gry RPG.'

        Czyli w sumie wraca tak późno robiąc 'swoje' rzeczy a na partnerkę nie starcza już czasu.
      • mela1 Re: Czy można się tu wyżalić? 23.08.12, 19:27
        Bardzo Ci dziękuję, bo liczyłam na spojrzenie na sprawę z jego strony. On nie mówi. Rozmowa według niego jest wtedy, kiedy ja mówię. Czy spokojnie, czy w kłótni, ja gadam, on milczy. Nie mówi czego oczekuje, chce, jest bierny. Fajnie usłyszeć od kogoś podobnego do niego kilka słów.

        Wiesz, śmieszy mnie to, bo ja (po mieszkaniu całe życie, a ostatnie taka tylko z ojcem), nienawidząc jego zachowań, zmieniam się w niego. To mnie przeraża. Ojciec miał do mnie ciągłe pretensje o zostawiony kubek (przecież w końcu sprzątnę), który zawsze zbierał i zawsze robił wymówki. Ja nienawidziłam, kiedy babcia krzyczała co jest na obiad zanim zdjęłam kurtkę i odsapnęłam choćby po wejściu na 4. piętro. I wchodzę i oczekuję powitania. Mogę zacisnąć zęby i odczekać z potrzebą kontaktu aż on zachce. Tylko nie wiem czy zachce.

        On był przytulaśny i jeszcze bywa. w ogóle na początku związku był swoim przeciwieństwem. Totalnym. Nikt za mną tak nie biegał. Potem się zmeiniło, nie teraz nagle.

        > Tekst o zmarnowaniu wakacji jest tekstem absolutnie idealnym do wprowadzenia do >rozstania. Nie niesie ze sobą żadnej treści, a ma olbrzymi ładunek emocjonalny i >oskarżycielski ton.

        Nie jestem z siebie dumna. To też mam rodzinne - w kłótni mówiło się najgorsze rzeczy, raniące bardziej niż to i po 5 minutach uważało, że nic się nie stało. Ciężko się walczy z czyms, co się obserwowało i czego sie doświadczało 30 lat, szczególnie jak coś dotyczy momentu, kiedy jestem wzburzona, wściekła i brakuje mi słów. Cztam te poradniki i inne rzeczy, żeby nie oskarżać tylko mówić o swoich uczuciach, a jak co do czego przychodzi, to robię wszystkie błędy. Te kłótnie mają już 3 lata, rozumiem, że ma dość. Ale u niego nie zachodzi refleksja, że jak setny raz narzekam na to samo, to może to ma związek z czymś, co on robi.

        > Skoro on nie porzebuje ładu, ale ma pieniądze to nie widzę problemu, żeby płacić komu
        > ś za ogarnięcie Wam mieszkania.

        Zanim zamieszkaliśmy razem mówiłam, że mam takie marzenie, żeby ktoś za mnie sprzatał. Powiedział, że jak zamieszkamy razem. Ale teraz powiedział, że nie chce, a sam się nie rusza. Tzn. może czasem rusza, pewnie ejstem niesprawiedliwa, ale ja jestem szybsza, i w ruszeniu się do czegoś i zrobieniu, więc zanim on odkurzy, to ja już pół mieskznaia posprzątam.

        Ja też jestem zosia-samosia i pewnie on częściowo nic nie robi dlatego, że nawet jak coś zaproponuje, to ja mam zawsze lepszy (dla mnie pomysł). Chodzimy tam, gdzie ja lubię, ale nie wiem czy on lubi, bo nie jest w stanie powiedziec, co lubi. Wnoszę z zachowania, że niekoniecznie to, co ja. A to, co on lubi na pewno to nie dla mnie. Nie proponował miejsc, które on by chciał, a ja bym mogła polubić. Nie dla mnie czyt. jego sporty walki, siłownia, gry, filmy japońskie. Zresztą to nie są rzeczy do robienia razem i on ich ze mną robić nie chce. Niech ma swoje, tylko swoje. Ale co ze wspólnymi? Można nie wiedzieć, gdzie chce sie jechać na wakacje? Chociaż ogólnie? Można pozwolić komuś planować, cieszyć się, że po ciężkim roku nadchodzi tydzień plaży, żebym sobie wychuchała, wybrała idealne miejsce, które ma blisko do piaszczystej plaży (ja), miasta, żeby można było się przejść, jest gorąco (ja), ale nie za gorąco (on), ma wifi (on) i nie wspomnieć, że się nie chce tudziez nie może jechać?

        Skoro rozumiesz osobnika, to może wyjaśnisz mi, jak mam rozumieć przekaz: nie chce jechać, jedz sama, ale dobrze, jak chcesz to z tobą pojadę? To ma pokazac, że znowu robi wszystko dla mnie? Zawsze to, co ja chcę? Nie chcę, żeby robił, to co ja chcę, tylko żeby chcał to robić. Jak mu się coś nie podoba, to nie umie udawać radości i nie robi tego. A prawdziwej radości dawno nie widziałam.

        Któraś wspomniała o kupowaniu prezentu. Nie pamiętam czy opisałam finał tej historii. Teraz znowu urodziny i ta, która nie pozwala mu grać rozważa czy kupić jakąś super kartę za ciężkie pieniądze czy może mu dokupić coś w jego Diablo (znowu się będę uczyć, o co chodzi i co mozna kupić, żeby mu się fajniej grało).

        > Facet wygląda trochę na mruka,

        Mruk. Nie mówi właściwie. I samotnik. Dobrze mu jak jest sam. Tylko po co mu ja? Kolega z pracy wymyślił, że mnie zdradza. Nie przepadam za takim wywnętrzeniam się, ale seks umarł, czasem się zdarzy, ale słabo. Zobaczyłam na jego komputerze strony porno, nie chciał nawet w żartach powiedzieć jakie i co fajnego ogląda. Poprosiłam, żeby przyszedł do mnie jak ma ochotę, ale to podobno ja nie chcę i go odpycham...

        >Wy po prostu nie rozmawiacie ze sobą i tyle.
        Ale on nie mówi! Nie umie powiedziec, czego chce, co lubi.
        • slotna Re: Czy można się tu wyżalić? 23.08.12, 19:58
          > Któraś wspomniała o kupowaniu prezentu. Nie pamiętam czy opisałam finał tej his
          > torii. Teraz znowu urodziny i ta, która nie pozwala mu grać rozważa czy kupić j
          > akąś super kartę za ciężkie pieniądze czy może mu dokupić coś w jego Diablo (zn
          > owu się będę uczyć, o co chodzi i co mozna kupić, żeby mu się fajniej grało).

          A moge wiedziec po jaka cholere chcesz mu kupic gre, skoro nie lubisz jak gra? Jezu. Nie ogarniam tej historii. Wszystko bys robila, gdyby cie przytulil, ale chociaz cie nie przytula, to i tak robisz, ale wtedy krzyczysz na niego, wiec on sie nie odzywa i nie chcesz jechac w gory, co mu powiedzialas, ale gdyby powiedzial, ze chce jechac, to bys pojechala. Rany.
          • mela1 Re: Czy można się tu wyżalić? 23.08.12, 21:08
            Nie lubię jak gra, kiedy cały dzien czy noc, kiedy nie chce ze mna zamienić slowa, bo gra. Nie chodzi o sama grę - nie musze lubić wszystkiego, co on lubi. chcę mu pokazać, że akceptuję grę.Liczę naiwnie na to, że on zrozumie, że nie o granie chodzi, a o granie cały czas.
            • slotna Re: Czy można się tu wyżalić? 23.08.12, 21:51
              Wiesz, gdyby ktos mi kupil gre, a potem mial pretensje, ze ta gra mnie wciagnela, to bym sie nieco zirytowala, bo to zupelnie sprzeczne sygnaly sa. Poza tym przeciez nie rabie na pececie caly czas - duzo pracuje, chodzi na silownie, treningi, sesje RPG :P
          • madzioreck Re: Czy można się tu wyżalić? 23.08.12, 21:09
            > Jezu. Nie ogarniam tej historii. Wszystko bys robila, gdyby cie przytulil, ale
            > chociaz cie nie przytula, to i tak robisz, ale wtedy krzyczysz na niego, wiec o
            > n sie nie odzywa i nie chcesz jechac w gory, co mu powiedzialas, ale gdyby powi
            > edzial, ze chce jechac, to bys pojechala. Rany.

            Mam dokładnie takie samo odczucie... każdy post zmienia mi obraz całej historii, po prostu nie wiem, o co tu kaman...
            • mela1 Re: Czy można się tu wyżalić? 23.08.12, 21:21
              Może ja się nieprecyzyjnie wyrażam, bo nie jestem w najlepszej formie, ale czego nie kaman? Mogę wyjaśnić.
          • satia2004 Re: Czy można się tu wyżalić? 23.08.12, 21:30
            slotna napisała:
            > A moge wiedziec po jaka cholere chcesz mu kupic gre, skoro nie lubisz jak gra?
            > Jezu. Nie ogarniam tej historii. Wszystko bys robila, gdyby cie przytulil, ale
            > chociaz cie nie przytula, to i tak robisz, ale wtedy krzyczysz na niego, wiec o
            > n sie nie odzywa i nie chcesz jechac w gory, co mu powiedzialas, ale gdyby powi
            > edzial, ze chce jechac, to bys pojechala. Rany.

            A czego tu nie ogarniać - czasem człowiek chce zrobić bliskiej osobie przyjemność, robiąc coś co dla niego samego przyjemnością nie jest. Takie to dziwne?
            • kasiamat00 Re: Czy można się tu wyżalić? 23.08.12, 21:51
              Dla mnie - tak. Naturalne byłoby dla mnie kupowanie gry, gdyby granie przez faceta było dla Meli obojętne, a jej faceta strasznie kręciło. W obecnej sytuacji jest to zachowanie sprzeczne ze zdrowym rozsądkiem. Jeśli jakieś zachowanie drugiej osoby mi nie odpowiada, to go w żaden sposób nie popieram i nie wzmacniam. Jak u licha można poważnie traktować zastrzeżenia "uważam, że za dużo czasu spędzasz grając" usłyszane od osoby, która później sama nam gry kupuje?
            • slotna Re: Czy można się tu wyżalić? 23.08.12, 21:54
              > A czego tu nie ogarniać - czasem człowiek chce zrobić bliskiej osobie przyjemno
              > ść, robiąc coś co dla niego samego przyjemnością nie jest. Takie to dziwne?

              Tu akurat czlowiek chce ulatwic drugiej osobie zrobienie czegos, co dla niego jest przykroscia i na 99% czlowiek bedzie sie potem awanturowal o to, ze ta druga osoba to robi. Dla mniej to gorzej niz dziwne.
              • satia2004 Re: Czy można się tu wyżalić? 23.08.12, 22:28
                slotna napisała:
                > Tu akurat czlowiek chce ulatwic drugiej osobie zrobienie czegos, co dla niego j
                > est przykroscia i na 99% czlowiek bedzie sie potem awanturowal o to, ze ta drug
                > a osoba to robi. Dla mniej to gorzej niz dziwne.

                Dla mnie niekoniecznie. Może to być przysłowiowe wyciągnięcie ręki, pokazanie, że sama gra nie stanowi problemu a Mela rozumie, że dla niego jest to ważne. Bo zdaje się, że nie w samej grze tkwi problem tylko w jej ilości.
            • ciociazlarada Re: Czy można się tu wyżalić? 23.08.12, 22:43
              Dla mnie to trochę jak kupowanie wypasionego trunku osobie, której robimy często-gęsto milczące albo głośnie wymówki, że za dużo pije.
              • pinupgirl_dg Re: Czy można się tu wyżalić? 23.08.12, 23:15
                Dla mnie to akurat nic dziwnego. Bo nie o sam fakt grania chodzi, tylko o ilość czasu spędzonego przy kompie. Chyba, że facet jest tak ciężko uzależniony, że nie może się powstrzymać.
                Ja też pichcę z moim facetem nalewki, ale to nie znaczy, że będzie mi się podobało, jeśli zaleje się nimi w trupa. Ja też dostaję od niego fikuśną bieliznę, ale jak przegnę z przesiadywaniem na forum, zaniedbując życie rodzinne dla rozważań na temat szeroko- i wąskofoszbinowości, to mogę się spodziewać że nie będzie zachwycony.
                • mela1 Gra 24.08.12, 08:56
                  Tłumaczę. W zeszłym roku kupiłam różne karty i pierdółki do jego gier niekomputerowych (to nie jest RPG, chyba nie znam ogólnej nazwy). Cieszył się jak dziecko. Umie się cieszyć, tylko coś musi mu się anprawdę podobać. Kupiłam, pomimo, że tych gier nie rozumiem, ale ni mnie ziebi ni grzeje, że raz w tygodniu gra do rana. Chciałam pokazać, że mogę się zainteresować tym, co on, dowiedzieć się czegoś i kupić mu coś fajnego do tych gier.
                  W tym roku nową zabawką jest Diablo. Więc rozważałam czy znowu kupić zabawki karciane czy może coś do tego Diablo. Nie ejstem przeciwniczką gier. On uważa, że mu zabraniam, ale nie o to chodzi. Tylko jak okazuje się, że mamy problem z wakacjami, bo szlag trafił ofertę, którą wybraliśmy (a zakładałam, że on też chce jechać, bo nie było sygnału, że nie chce), skoro ja wdrażam jakieś rozwiązania problemu, wchodzę do mieszkania, a on gra, łba znad monitora nie podnosi i mówi, że on żadnej wycieczki nie szuka, to sie wkurzam. Jak proszę, żeby mi pomógł w sprzątaniu, a on mówi "zaraz" i godzinę gra albo wracam zmeczona do domu, widzę porozwalane smieci, nawet niesprzątnięty talerz ze stołu, a on gra to sie wkurzam.
                  Dla mnie to jest różnica. Dla niego nie, on widzi komunikat, że ja mu zabraniam grania. Ok, może czasem rpzychodzę, zawracam głowę, kiedy gra, bo chciałabym pogadać, przytulić się i mam focha, kiedy nie zwraca na mnie uwagi. Nie ejst miłe bycie odpychaną w taki sposób.
                  • kis-moho Re: Gra 24.08.12, 09:11
                    Tylko jak okazuje się, że mamy problem z wa
                    > kacjami, bo szlag trafił ofertę, którą wybraliśmy (a zakładałam, że on też chce
                    > jechać, bo nie było sygnału, że nie chce), skoro ja wdrażam jakieś rozwiązania
                    > problemu, wchodzę do mieszkania, a on gra, łba znad monitora nie podnosi i mów
                    > i, że on żadnej wycieczki nie szuka, to sie wkurzam. Jak proszę, żeby mi pomógł
                    > w sprzątaniu, a on mówi "zaraz" i godzinę gra albo wracam zmeczona do domu, wi
                    > dzę porozwalane smieci, nawet niesprzątnięty talerz ze stołu, a on gra to sie w
                    > kurzam.

                    Czyli on musiałby się stać zupełnie innym człowiekiem, żebyś mogła się z nim dobrze czuć, prawda? Dorosły mężczyzna to nie niemowlę, które można wychować, jak się na nie pokrzyczy. Nie lubię dawać rad w prywatnych sprawach osób, których nie znam, ale ja na Twoim miejscu zastanowiłabym się, jak to wspólne mieszkanie rozplątać i stanąć na własnych nogach (dasz radę wynająć własne? albo pokój?).
                  • pinupgirl_dg Re: Gra 24.08.12, 10:26
                    Teraz na to wszystko spojrzałam trochę inaczej. Jeśli on uważa, że mu zabraniasz gier, a Ty dasz sobie rękę uciąć, że tak nie jest, to chyba jest to jakaś manipulacja "patrz, wszystkiego mi zabraniasz, nie mam już swojego życia, patrz, jaki jestem nieszczęśliwy". Pan chce wymusić, żeby wszystko było dokładnie tak, jak on chce (komputer, góry, koledzy), wbrew pozorom dobrze wie, czego chce. Możliwe też, że Ty w ogóle nie słuchasz tego, czego on chce i on musi się uciekać do takich metod, żeby coś osiągnąć.
                    Za okoliczność łagodzącą uważam problemy w pracy, trudno mi uwierzyć, że przez trzy lata udawał zaangażowanego, zainteresowanego seksem, umiejącego wygospodarować chociaż parę godzin w tygodniu na randki i teraz, kiedy dopiął celu, już nie musi.
                    • pierwszalitera Re: Gra 24.08.12, 11:19
                      pinupgirl_dg napisała:

                      Pan chce wymusić, żeby wszystko było dokładnie tak,
                      > jak on chce (komputer, góry, koledzy), wbrew pozorom dobrze wie, czego chce. Mo
                      > żliwe też, że Ty w ogóle nie słuchasz tego, czego on chce i on musi się uciekać
                      > do takich metod, żeby coś osiągnąć.

                      Jakim pozorom? Przecież ten pan nie stwarza żadnych pozorów, tylko wyraźnie cały czas komunikuje czego chce. Tylko mela uparła się nie przyjmować tego do wiadomości. Bo mela chce inaczej. I robi tragedię męcząc sama siebie. Mela ma zupełnie inne wyobrażenie o tym, jak wygląda zaangażowanie i wyrażanie uczuć. Możliwie, że wcześniej nie zdawała sobie z tego sprawy i dopiero z czasem zaczęło jej czegoś brakować, ale to nie facet jest świnia, tylko mela jak ta cierpiętnica tkwiąc w tym krzywdzi samą siebie. Facet jest zdolny do małych kompromisów, dlatego do czasu do czasu wychodzi jej odrobinkę na przeciw, tak było na przykład w początkowej fazie, kiedy był bardzo zakochany i robił dla niej w amoku głupoty, takie jak kwiaty i podobno bzdety. Tylko mela to znowu źle rozumiała i nadal źle rozumie, jako początek jakiejś poprawy, zmiany, czy dobrego rokowania na przyszłość, a to BYŁO już maksymum tego, na co pana było stać w ekstremalnej dla niego sytuacji emocjonalnej i to się już nie wróci. Teraz jest normalność i jak meli normalność jest za mało, to powinna odjeść, tu żadne rozmowy z panem nie pomogą, to emocjonalny autysta i w ogóle nie będzie rozumiał o co chodzi. On potrzebuje kobiety, która swoje romantyczne i emocjonalne potrzeby zredukowała do minimum, albo realizuje inaczej. Mela po swoich niezybt wesołych doświadczeniach życiowych jest spragniona miłości, potrzebuje więcej ciepła, czułości, a nawet pewnej opieki, tego, by ktoś się nią zajął, a on jej tego nie da. Ludzie, jak można było być tak ślepą i wiązać się z takimi potrzebami z akurat tym facetem? Chyba tylko w sytuacji, gdy jest nam już tak źle i jesteśmy tak wygłodzone miłości, że jesteśmy wdzięczne za każde, nawet minimalne zainteresowanie i każdy miły gest odbieramy jako wyraz zaangażowania.
                      • veev Re: Gra 24.08.12, 11:34

                        Może to tylko moje wrażenie, ale chyba się rozpędziłaś trochę za bardzo z tym kategorycznymi sądami... Znamy fragment sytuacji z emocjonalnej relacji jednej strony, od tego droga do diagnozowania "głodu miłości" i "ślepoty" jednak trochę daleka.
                        • pierwszalitera Re: Gra 24.08.12, 11:59
                          veev napisała:

                          >
                          > Może to tylko moje wrażenie, ale chyba się rozpędziłaś trochę za bardzo z tym k
                          > ategorycznymi sądami...

                          Akurat w tym przypadku trochę kategorystycznych stwierdzeń nie zaszkodzi. Może zmuszą trochę melę do myślenia, bo melę znamy bowiem już od dłuższego czasu i to nie pierwsze jej problemy z facetem i miotanie się w sprzecznościach. Widać jak na dłoni, że mela potrzebuje czegoś innego i niekoniecznie ma pasującego do swoich potrzeb partnera. Nie mam zamiaru też wyważać tu moich słów, bo to jest plotkarskie forum, nie psychoterapia. Ja na miejscu meli przeczytałabym wszystkie opinie, bo spojrzenie z innej strony, nawet nieco ekstremalne, może być bardzo odświeżajce i pokazać coś, czego do tej pory nie widzieliśmy, a na końcu podjęłabym moją własną decyzję. Jeżeli w ogóle chce podejmować jakąkolwiek decyzję. Bo nawet do tego nikt jej nie zmusi.
                          • pinupgirl_dg Re: Gra 24.08.12, 12:08
                            > Akurat w tym przypadku trochę kategorystycznych stwierdzeń nie zaszkodzi. Może
                            > zmuszą trochę melę do myślenia, bo melę znamy bowiem już od dłuższego czasu i t
                            > o nie pierwsze jej problemy z facetem i miotanie się w sprzecznościach.

                            Nie wiem, czy dobrze kojarzę nicka, ale odbieram Melę jako osobę, która musi mieć wszystko idealnie, naj i tip top, wygląd, kolana, włosy, mieszkanie, wakacje, związek.
                        • mela1 Re: Gra 24.08.12, 12:14
                          Owszem, pakowałam się w związki z głodu miłości, ale ten akurat wyglądał inaczej. On chciał, zabiegał, ja byłam w innej relacji (dalekiej od związku). Łasił się, zabiegał o kontakt, wykonywał rozmantyczne gesty. Do tego spełniał sporo moich oczekiwań, które nie były spełnione we wcześniejszych znajomościach. chciałam np. faceta po niewielkiej liczbie długotrwałych związków, ale wyleczonego z ex, bo już się napocieszałam wzdychających do poprzedniej, samodzielnego, zaradnego. Mieszkał sam, w nawet przyzwoitym mieszkaniu, a nie norze, sam sobie organizował obsługę, wyglądał na osobe zorganizowaną i aktywną. Był zdecydowany na związek, chciał razem zamieszkać, traktował mnie od początku powaznie, przedstawił rodzicom. Porządny, zaangażowany facet. Na początku jakoś jest więcej tematów do obgadania, choć małomówny był zawsze. Sympatyczny, zabawny. Nie rzuciłam się więc na pierwszego lepszego, tylko na kogoś, kto mi odpowiadał i wykazywał o wiele większe i szybsze zaangażowanie niż ja.
                          • pierwszalitera Re: Gra 24.08.12, 12:30
                            mela1 napisała:

                            On chciał, zabiegał, ja byłam w innej relacji (dalekiej od związku). Łasił s
                            > ię, zabiegał o kontakt, wykonywał rozmantyczne gesty.

                            Chciał cię i cię ma. Dlaczego miałby więc dalej zabiegać?

                            Mieszkał sam, w nawet przyzwoitym mieszkaniu, a nie norze, sam sobie orga
                            > nizował obsługę, wyglądał na osobe zorganizowaną i aktywną. Był zdecydowany na
                            > związek, chciał razem zamieszkać, traktował mnie od początku powaznie, przedsta
                            > wił rodzicom. Porządny, zaangażowany facet.

                            No i ciągle jest dobrze zorganizowany i aktywny. Ma przecież wiele zajęć i hobby, z których nie ma zamiaru rezgynować. Jest poważny, nie widzę, by chciał z ciebie rezygnować. Sam przecież powiedział, że nie chce się kłócić. No i zorganizował sobie też przecież całkiem fajną obsługę, w postaci twojej osoby.


                            Na początku jakoś jest więcej temat
                            > ów do obgadania, choć małomówny był zawsze. Sympatyczny, zabawny. Nie rzuciłam
                            > się więc na pierwszego lepszego, tylko na kogoś, kto mi odpowiadał i wykazywał
                            > o wiele większe i szybsze zaangażowanie niż ja.

                            Przy wyborze partnera nie zwraca się uwagi na to, czy jest on bardziej zaangażowany od nas i wystarczająco o nas walczy, tylko, czy my go naprawdę chcemy. Zawsze dziwię się kobietom, które dają się zdobywać, w ten sposób bardzo łatwo można "sprzedać się" na najwięcej "płacącemu", a niekonieczenie temu, z którego same będziemy później zadowolone.
                            • satia2004 Re: Gra 24.08.12, 12:36
                              pierwszalitera napisała:
                              > mela1 napisała:
                              > On chciał, zabiegał, ja byłam w innej relacji (dalekiej od związku). Łasił s
                              > > ię, zabiegał o kontakt, wykonywał rozmantyczne gesty.
                              >
                              > Chciał cię i cię ma. Dlaczego miałby więc dalej zabiegać?

                              Czyli Twoim zdaniem można popełniać najzwyklejsze w świecie oszustwo? Pokazywać jakim się nie jest, żeby kogoś zdobyć a potem pokazać prawdziwą twarz i to jest ok?
                              • kotwtrampkach Re: Gra 24.08.12, 13:08
                                oszustwo?
                                chcę jechać na wakacje, muszę na czymś innym oszczędzić, starać się, zabiegać, szukać, dowiadywać się. Kupuję wycieczkę, jadę, płacę. I mialabym jej dalej poswięcać czas? Po co?
                                albo
                                chcę zdobyć faceta/związek - staram sie, angażuję, walczę, wychodzę z siebie --
                                • satia2004 Re: Gra 24.08.12, 13:14
                                  kotwtrampkach napisała:
                                  > oszustwo?
                                  > chcę jechać na wakacje, muszę na czymś innym oszczędzić, starać się, zabiegać,
                                  > szukać, dowiadywać się. Kupuję wycieczkę, jadę, płacę. I mialabym jej dalej pos
                                  > więcać czas? Po co?
                                  > albo
                                  > chcę zdobyć faceta/związek - staram sie, angażuję, walczę, wychodzę z siebie --
                                  >
                                  • kotwtrampkach Re: Gra 24.08.12, 14:41
                                    satia2004 napisała:

                                    > Przeczytałam ten post 3 razy i za Chiny Ludowe nie rozumiem o co Ci chodzi. Sen
                                    > su też nie łapię.

                                    a tak się starałam. :) pewno za duzo moich skrótów. Ale nie będe tłumaczyć, bo pewno jeszcze się bardziej zaplątam. Sens ten sam,co litera poniżej (w pierwszym zdaniu:) ). po prostu zaskoczyło mnie nazwanie "starania się" "oszustwem"
                                    • satia2004 Re: Gra 24.08.12, 14:54
                                      kotwtrampkach napisała:
                                      > po prostu zaskoczyło mnie nazwanie "starania się" "oszustwem"

                                      Jeżeli 'staranie się' obejmuje podawanie nieprawdziwych informacji to tak - jest oszustwem.

                                      To tak trochę jak ze sprzedawcą - jasne, że 'starając się' sprzedać zachwala zalety, minimalizuje wady produktu. Ale jak z premedytacją wciska Ci coś kompletnie innego no to już jest zwykłe oszustwo.
                                      • roza_am Re: Gra 24.08.12, 15:31
                                        > To tak trochę jak ze sprzedawcą - jasne, że 'starając się' sprzedać zachwala za
                                        > lety, minimalizuje wady produktu. Ale jak z premedytacją wciska Ci coś kompletn
                                        > ie innego no to już jest zwykłe oszustwo.

                                        Tylko czy w przypadku zalotów można mówić o (naszej, a nie biologicznej) premedytacji? To jest etap, w którym z definicji zachowujemy się inaczej niż zwykle. Tak to wymyśliła matka natura (taniec godowy), tak na nas działają zakochaniowe hormony.
                              • pierwszalitera Re: Gra 24.08.12, 13:50
                                satia2004 napisała:

                                > Czyli Twoim zdaniem można popełniać najzwyklejsze w świecie oszustwo? Pokazywać
                                > jakim się nie jest, żeby kogoś zdobyć a potem pokazać prawdziwą twarz i to jes
                                > t ok?

                                O jakim oszustwie ty piszesz? Przecież takie zachowanie należy do zwykłego repertuaru zabiegania o kobietę. Albo myślisz, że faceci z własnej potrzeby kupują kwiaty, czekoladki, wymyślają romantyczne wyjazdy, kolacje przy świecach i podobne duperele? Jak się na coś takiego wpada, to jest się samą winną. Znam związek, w którym facet profiluje się kosztem swojej partnerki, a jej wkład uważa za oczywistość, bo jest zdania, że do kobiecego charakteru należą poświęcenia w imię miłości i on jako stuprocentowy samiec ma prawo nawet coś takiego wymagać. To potwierdza jego męskość i jest wyrazem jego zaradności życiowej. Ona nie zaprzecza, tylko od czasu do czasu strzela focha, każąc go awanturą, milczeniem i wstrzymaniem usług emocjonalno-miłosnych. Żaden problem dla niego, on gna wtedy do kwiaciarni, albo sklepu z biżuterią i ona znowu promieniuje, bo on przecież pokazuje jej znowu przywiązanie i uczucie. To żadne oszustwo, jemu się wydaje, że ona tego właśnie oczekuje, to zawsze funkcjonowało, myśli więc, że wszystko jest w porządku i nie próbuje niczego zmieniać. I tak trwają już od 15 lat, a ona swoją gromadzącą się niewiadomo skąd frustrację wywala na innych. Na rodzinę, sąsiadów i znajomych. Ale związek mają idealny. ;-)
                                • magdalaena1977 Re: Gra 24.08.12, 13:55
                                  pierwszalitera napisała:

                                  > Znam związek, w którym facet profiluje się kosztem swojej partnerki

                                  profiluje?
                                  • pierwszalitera Re: Gra 24.08.12, 14:04
                                    magdalaena1977 napisała:

                                    > profiluje?

                                    No profiluje. Wyrabia sobie profil idealnego, zaradnego faceta z życiowym sukcesem. A ona zbiera mu przeszkadzające kamienie na tej drodze utrwalając go w przekonaniu, jaki to on jest wspaniały i silny. W pewnym sensie jest, bo udało mu się złapać kobietę, która dobrowolnie odgrywa rolę super pomocnika nie domagającego się praw do zdobytego sukcesu.
                                    • kis-moho Re: Gra 24.08.12, 14:09
                                      > > profiluje?
                                      >
                                      > No profiluje.

                                      Ja Cię rozumiem, ale to wyrażenie w polskim nie jest używane. Aczkolwiek nie jestem w stanie na szybko znaleźć sensownego odpowiednika.
                                      • kis-moho Re: Gra 24.08.12, 14:18
                                        > Ja Cię rozumiem, ale to wyrażenie w polskim nie jest używane. Aczkolwiek nie je
                                        > stem w stanie na szybko znaleźć sensownego odpowiednika.

                                        Wyrobić sobie imię/pozycję? Nic bardziej zwięzłego nie przychodzi mi do głowy.
                                    • felisdomestica Re: Gra 24.08.12, 14:12
                                      Profilowanie w polskim języku nie istnieje :-). Podobnie jak kategorystyczność, w przeciwieństwie do kategoryczności :-). Musiałam to napisać, gryzło mnie...
                                    • zooba OT profilowanie 24.08.12, 14:13
                                      Profilowanie to tworzenie profilu psychologicznego np. seryjnego mordercy przez organa ścigania. W innym znaczeniu w języku polskim się nie spotkałam.
                                      • magdalaena1977 Re: OT profilowanie 24.08.12, 14:18

                                        zooba napisała:

                                        > Profilowanie to tworzenie profilu psychologicznego np. seryjnego mordercy przez
                                        > organa ścigania. W innym znaczeniu w języku polskim się nie spotkałam.

                                        No właśnie ja też. I mi nie pasowało do związku.
                                • satia2004 Re: Gra 24.08.12, 14:00
                                  pierwszalitera napisała:
                                  > O jakim oszustwie ty piszesz? Przecież takie zachowanie należy do zwykłego repe
                                  > rtuaru zabiegania o kobietę. Albo myślisz, że faceci z własnej potrzeby kupują
                                  > kwiaty, czekoladki, wymyślają romantyczne wyjazdy, kolacje przy świecach i podo
                                  > bne duperele? Jak się na coś takiego wpada, to jest się samą winną.

                                  No patrzcie państwo! Jestem w związku ładnych parę lat a i czekoladki i kwiatki dostaję. Na randki też chodzimy - w przyszły weekend romantyczny wypad nad jezioro. I tak - należy to do stałego repertuaru w związku bo o związek należy zabiegać cały czas a nie 'raz zdobyta to jej się nic nie należy'.

                                  I nie widzę potrzeby grania fochem w związku. Potrzeby się normalnie drugiemu człowiekowi artykułuje w języku, który rozumie.

                                  W kontekście tego co piszesz to nic dziwnego, że ludzie mają romanse skoro obcemu człowiekowi się chce a stałemu partnerowi nie :D
                                  • kis-moho Re: Gra 24.08.12, 14:06
                                    > No patrzcie państwo! Jestem w związku ładnych parę lat a i czekoladki i kwiatki
                                    > dostaję. Na randki też chodzimy - w przyszły weekend romantyczny wypad nad jez
                                    > ioro. I tak - należy to do stałego repertuaru w związku bo o związek należy
                                    > zabiegać cały czas
                                    a nie 'raz zdobyta to jej się nic nie należy'.

                                    Chyba nie ma co generalizować, bo zaraz wyjdzie, że każdy związek bez kwiatków, czekoladek i romantycznych wypadów jest do bani. Niektórzy mają romantyczne dusze i patrzą sobie w oczy nad jeziorem po 40 latach związku, inni wolą od początku pójść razem pograć w paintball ;o) Ważne, żeby obu stronom pasowało. Bo gdyby Luby przyszedł do domu z wiechciem i bombonierką, ja bym pewnie zapytała, która ciocia nas zaprosiła na podwieczorek. Więc nie pisałabym, że jest to stały repertuar dobrego związku.
                                    • satia2004 Re: Gra 24.08.12, 14:11
                                      kis-moho napisała:
                                      > Więc nie pisałabym, że jest to stały repertuar dobrego związku.

                                      Nie o to mi chodziło. To nie kwiatki czy czekoladki są synonimem dobrego związku ale zabieganie o drugą osobę przez cały czas a nie tylko w okresie zalotów. U nas nie ma kwiatków co tydzień - jest są 3 razy w roku ale to tyle, ile było na początku. Nie ma tak, że jak kobieta 'zdobyta' to już nic jej się nie należy.
                                      • pierwszalitera Re: Gra 24.08.12, 14:30
                                        satia2004 napisała:

                                        Nie ma tak, że jak kobieta 'zdobyta' to już nic jej się nie należy.
                                        >

                                        Ale to nie o to chodzi, że nic się jej nie należy, tylko jak określił zaprzyjaźniony ze mną mało wylewny emocjonalnie facet: Jak raz coś powiedziałem i wyraziłem, to jest to ważne do odwołania, nie ma potrzeby powtarzania się. I to ma zastosowanie w jego układach damsko- męskich. Raz pokazał zaangażowanie w sposób, który jego zdaniem kobiety jako zaangażowanie rozumieją i to wystarczy. To nie znaczy, że on nie jest zaangażowany, tylko nie ma potrzeby tego ciągle wyrażać. Przed każdym przymusem tego rodzaju zachowania, typu urodziny, rocznica, czy coś, czuje się przyciśnięty do ściany i najchętniej wyjechał by na bezludną wyspę. To go paraliżuje i czasem zachowuje się wtedy jeszcze gorzej niż by chciał. Jego parterka jest więc za każdym razem rozczarowana, on ucieka przed tym rozczarowaniem, jeszcze bardziej zamyka się w sobie, błędne koło.
                                        • satia2004 Re: Gra 24.08.12, 14:34
                                          pierwszalitera napisała:
                                          > stosowanie w jego układach damsko- męskich. Raz pokazał zaangażowanie w sposób,
                                          > który jego zdaniem kobiety jako zaangażowanie rozumieją i to wystarczy. To nie
                                          > znaczy, że on nie jest zaangażowany, tylko nie ma potrzeby tego ciągle wyrażać

                                          Ale przecież zaangażowanie właśnie się wyraża czynami a nie mówi! Jak Ty to sobie wyobrażasz - raz pokazał coś a potem przez 50 lat ma ją dokładnie w 4 literach i niby mu 'zależy'??? Nie pojmuję jakby to niby miało działać??

                                          O związek zabiega się cały czas - nie ma nic raz na zawsze!
                                        • kis-moho Re: Gra 24.08.12, 14:38
                                          Raz pokazał zaangażowanie w sposób,
                                          > który jego zdaniem kobiety jako zaangażowanie rozumieją i to wystarczy. To nie
                                          > znaczy, że on nie jest zaangażowany, tylko nie ma potrzeby tego ciągle wyrażać

                                          Jest taki węgierski dowcip o Seklerach (słynących z małomówności): prawdziwie kochający Sekler mówi kobiecie że ją kocha tylko jeden jedyny raz - bo do końca życia nie zmienia zdania.
                                          :o)
                                        • mela1 Re: Gra 24.08.12, 14:46
                                          Ok. Czyli ja mam brać pod uwagę, że on jak ma problemy to musi być sam, nie krzyczeć, bo nie lubi, a on nie musi brać pod uwagę tego, że ja potrzebuję wyrażania zaangażowania słowem czy kwaitkiem, cholera wie czym. Zrobieniem mi przyjemności. Nie widzę w tym sztucznego romantyzmu. Zamiast kwiatka może być: o jest koncert twojego ulubionego zespolu, kupilem nam bilety. Nie wiem co jest sztucznego i zarezerwowanego dla zalotów w takim geście. Ja to robię. On wie, że ja to lubię. Więc dlaczego nie może zrobić czegoś, co ja lubię?Nawet jeśli to nie jest w repertuarze jego zachowań, ale człowiek się uczy i potrafi zrobić coś, bo wie, że partner tego oczekuje. Jeśli partner sto razy mówi wprost, jakie ma potrzeby i że zrobiłoby mu przyjemność gdyby..., a ta czynność nie wymaga od drugiej strony czasu, pieniędzy, zaangażowania ponad jego możliwości, to dlaczego kogoś nie uszczęśliwić?
                                          Koledzy z pracy potrafią robić dla siebie takie rzeczy. Kolega mówi, że lubi takie ciasto, ja upiekłam i przyniosłam do pracy. Ja szukam prezentu dla faceta, kolega się zna, szuka mi pomysłów. Koleżanka idzie do sklepu i czasem kupuje coś, co ja lubię, w prezencie. Zwykły, miły gest. Ma zły dizeń, zrobię coś za nią, kiedyś ona za mnie. Jakoś na innych polach czy związek takie robienie komuś czegoś miłego, bo tak, działa. Bo zabiegam? Nie, bo lubię (a przecież nie kocham) tę osobę i jak widzę w sklepie soczek, który lubi, to wezmę, niech ma, miło jej będzie.
                                          Jak jestem w sklepie i widzę ładną koszulę, kiełbasę, którą jada wyłącznie mój facet, to mu kupię. Nie oczekuję wdzięczności. Ale kiedy czujesz, że takie gesty są tylko z jednej strony, to robi się przykro.
                                          Tak mówisz o tym braku romantyzmu, a wspomniałaś o seksie. To też jakiegoś okazania zainteresowania wymaga.
                                          • kis-moho Re: Gra 24.08.12, 14:49
                                            Mela, jeśli mogę tak prosto z mostu: dlaczego nie chcesz się z nim rozstać? Co Cię w tym związku trzyma?
                                            • mela1 Re: Gra 24.08.12, 15:02
                                              Takie tam pierdoły, że go kocham i że jak jest dobrze, to jest fajnie. Nie układało mi się z facetami, nie liczę na to, że znajdzie się idealny książę z bajki. Zależało mi na związku z facetem, który nie kłamie, nie zdradza, traktuje mnie poważnie. Wiele rzeczy, które chciałam on zaspokaja lub zaspokajał. Ma do mnie sporo cierpliwości. Nie chcę być sama, bo samej było mi jeszcze gorzej. Nie chcę za jakiś czas dojść do wniosku, że się czepiałam i lepszego nie znajdę. To pierwszy facet, z którym zdecydowałam się na taki krok jak zamieszkanie razem, a dla mnie to była powazna rewolucja. Wiele się we mnie zmeiniło odkąd jestem z nim. Czuję się rpzy nim bezpiecznie i swobodnie. I czuję wiele rzeczy, których nie cuzłam przy innych facetach. Takich zwykłych, że nap. mogę chodzić bez makijaży i szlafroku i jest ok. Wiem, że dla niektórych to są duperele, żadne wyznaczniki, ale dla mnie to są rzeczy, których wcześniej nie doświadczałam.
                                              Kwestię mieszkania już opisałam.
                                              • kis-moho Re: Gra 24.08.12, 15:11
                                                > Takie tam pierdoły, że go kocham i że jak jest dobrze, to jest fajnie. (...) Wiele rzeczy, które chciałam on zaspokaja lub zaspokajał. Ma do mni
                                                > e sporo cierpliwości. (...) Czuję się rpzy nim bezpiecznie i swobodnie.

                                                To ten sam facet z pierwszego postu? To ja już nic nie rozumiem.
                                                • pierwszalitera Re: Gra 24.08.12, 15:18
                                                  kis-moho napisała:

                                                  > > Takie tam pierdoły, że go kocham i że jak jest dobrze, to jest fajnie. (.
                                                  > ..) Wiele rzeczy, które chciałam on zaspokaja lub zaspokajał. Ma do mni
                                                  > > e sporo cierpliwości. (...) Czuję się rpzy nim bezpiecznie i swobodnie.
                                                  >

                                                  > To ten sam facet z pierwszego postu? To ja już nic nie rozumiem.

                                                  Podłączam się. To albo jakiś inny facet, albo mela ma większy problem, niż myślimy. Tylko nie z facetem.
                                                  • mela1 Re: Gra 24.08.12, 15:40
                                                    A to takie dziwne, że widzi się w człowieku wady i zalety? Że ktos bywa fajny i wkurzający? Podałam przykłady potrzeb, które on zaspokaja. Swobodę rozwinęłam, bezpieczeństwo rozumiem m.in. jako to, że jak będę miała problem, to się nie odwróci ode mnie. Nie jestem łatwym człowiekiem i żaden tyle nie wytrzymał. A z drugiej strony wkurza mnie wieloma rzeczami. Jak widac po interpretacjach dla niektórych oznaczających brak związku czy konieczność rozstania.
                                                    Jeśli np. potrzebuję faceta, który nie pije, nie zdradza, ma zainteresowania, jest inteligentny, zarabia, myśli o przyszłości, jest zawodowo odpowiedzialny, dobry w swojej pracy, lubi podobną muzykę, podobne jedzenie, filmy ALE TAKŻE ma inicjatywę, okazuje uczucia, woli spędzac czas ze mną niż grając, sprząta w domu, to oznacza, że mam ze sobą problem?
                                                  • pierwszalitera Re: Gra 24.08.12, 15:48
                                                    mela1 napisała:

                                                    > Jeśli np. potrzebuję faceta, który nie pije, nie zdradza, ma zainteresowania, j
                                                    > est inteligentny, zarabia, myśli o przyszłości, jest zawodowo odpowiedzialny, d
                                                    > obry w swojej pracy, lubi podobną muzykę, podobne jedzenie, filmy ALE TAKŻE ma
                                                    > inicjatywę, okazuje uczucia, woli spędzac czas ze mną niż grając, sprząta w dom
                                                    > u, to oznacza, że mam ze sobą problem?

                                                    Nie mela, nie masz problemu, tylko NIEODPOWIEDNIEGO do tego faceta. Dalej nie kapujesz?
                                          • satia2004 Re: Gra 24.08.12, 14:59
                                            mela1 napisała:
                                            > Ok. Czyli ja mam brać pod uwagę, że on jak ma problemy to musi być sam, nie krz
                                            > yczeć, bo nie lubi, a on nie musi brać pod uwagę tego, że ja potrzebuję wyrażan
                                            > ia zaangażowania słowem czy kwaitkiem, cholera wie czym. Zrobieniem mi przyjemn
                                            > ości.

                                            Ja szczerze powiedziawszy też nie rozumiem. Może forumowiczki po prostu w związku obniżają standardy, bo wmówiły samym sobie, że im się nie należy? Że kobieta to tylko mężczyznę ma 'rozumieć' i 'wspierać' i to wszystko? A oni jej raz przy zalotach okazał, że mu 'zależy' i więcej nie musi? Cholera wie...
                                    • jul-kaa Re: Gra 24.08.12, 14:21
                                      Ja kwiaty czasem dostaję, ale mojemu związkowi do romantycznego baaardzo daleko. Kiedy byłam jeszcze młoda i głupia, sądziłam, że romantyzm to coś bardzo fajnego i pożądanego w każdym związku. I męczyłam siebie i faceta, bo ten romantyzm dla nas obojga był nudny i śmieszny wręcz.
                                      • satia2004 Re: Gra 24.08.12, 14:37
                                        jul-kaa napisała:
                                        > Ja kwiaty czasem dostaję, ale mojemu związkowi do romantycznego baaardzo daleko
                                        > . Kiedy byłam jeszcze młoda i głupia, sądziłam, że romantyzm to coś bardzo fajn
                                        > ego i pożądanego w każdym związku. I męczyłam siebie i faceta, bo ten ro
                                        > mantyzm dla nas obojga był nudny i śmieszny wręcz.

                                        Zafiksowałyście się na tym romantyzmie a przecież te kwiatki czy czekoladki to przykład był :)

                                        Chodzi bardziej o to, czy zachowanie, kiedy w czasie zalotów coś się robi a jak kobieta jest zaklepana to już 'nie trzeba' jest ok czy nie? Podstawcie sobie w miejsce 'coś się robi' cokolwiek - wspólne spacery, chodzenie do kina, wypady w góry, dyskusyjny klub filmowy itp. itd.
                                        • kis-moho Re: Gra 24.08.12, 14:41
                                          > Chodzi bardziej o to, czy zachowanie, kiedy w czasie zalotów coś się robi a jak
                                          > kobieta jest zaklepana to już 'nie trzeba' jest ok czy nie? Podstawcie sobie w
                                          > miejsce 'coś się robi' cokolwiek - wspólne spacery, chodzenie do kina, wypady
                                          > w góry, dyskusyjny klub filmowy itp. itd.

                                          Jeżeli pod "coś się robi" mogę podstawić "liczenie na siebie w każdej sytuacji" to OK. Chyba zresztą to w sumie masz na myśli, prawda? Bo cała reszta podpada pod hobby, to się moim zdaniem może zmieniać zupełnie dowolnie.
                                          • satia2004 Re: Gra 24.08.12, 14:52
                                            kis-moho napisała:
                                            > Bo cała reszta podpada pod hobby,
                                            > to się moim zdaniem może zmieniać zupełnie dowolnie.

                                            Czyli w okresie zalotów można np. mówić 'uwielbiam nasze wspólne wędrówki po górach' a jak kobieta zaklepana to 'zmieniłem hobby jeździj sobie sama'?

                                            Kurcze - dla mnie takie numery to jakiś totalny kanał! Oszustwo wykluczające jakiekolwiek 'liczenie na siebie w każdej sytuacji'. Chyba w pierwszej kolejności w związku liczy się na to, że druga osoba nie kłamie ani nie udaje :/
                                            • kis-moho Re: Gra 24.08.12, 15:07
                                              > Czyli w okresie zalotów można np. mówić 'uwielbiam nasze wspólne wędrówki po gó
                                              > rach' a jak kobieta zaklepana to 'zmieniłem hobby jeździj sobie sama'?

                                              Musi być tak dramatycznie?
                                              My z Lubym kiedyś (może podpadać pod okres "godowy") grywaliśmy pasjami w gry planszowe. Z czasem entuzjazm mi nieco opadł, jemu nie. Grywamy czasem, bo wiem, że on lubi, ale frajdy z tego już takiej nie mam, i nie ukrywam, że czasem mi się nie chce. Czy to oszustwo?
                                              • satia2004 Re: Gra 24.08.12, 15:17
                                                kis-moho napisała:
                                                > Musi być tak dramatycznie?
                                                > My z Lubym kiedyś (może podpadać pod okres "godowy") grywaliśmy pasjami w gry p
                                                > lanszowe. Z czasem entuzjazm mi nieco opadł, jemu nie. Grywamy czasem, bo wiem,
                                                > że on lubi, ale frajdy z tego już takiej nie mam, i nie ukrywam, że czasem mi
                                                > się nie chce. Czy to oszustwo?

                                                Dramatycznie? No kurcze staram się jakieś jasne przykłady podawać.

                                                Ludzie się zmieniają - to oczywiste. Chodzi raczej o sytuację, kiedy jedna strona uważa, że NIE MUSI czegoś robić poza okresem 'godowym'. Gdybyś miała postawę - 'facet lubi planszówki to z nim gram a jak się wprowadził to wyrzucam do kosza bo przecież już nie muszę'.

                                                Swoją drogą opisałaś ważną rzecz - robisz coś, bo PARTNER TO LUBI - mimo, że Tobie nie sprawa to przyjemności. Czy to nie jest właśnie to 'nagięcie się'? Kompromis?
                                                • kis-moho Re: Gra 24.08.12, 15:23
                                                  > Ludzie się zmieniają - to oczywiste. Chodzi raczej o sytuację, kiedy jedna stro
                                                  > na uważa, że NIE MUSI czegoś robić poza okresem 'godowym'. Gdybyś miała postawę
                                                  > - 'facet lubi planszówki to z nim gram a jak się wprowadził to wyrzucam do kos
                                                  > za bo przecież już nie muszę'.

                                                  Jasne, jasne. Ale jeżeli ktoś uważa, że nie musi robić XY jak już się z partnerką sprowadzi, to obstawiam, że ich związek ma nieco poważniejsze problemy niż brak planszówek czy górskich wycieczek. Takie problemy jak brak dbania o siebie najwzajem czy gotowości do pewnych kompromisów. Dlatego nie przywiązuję specjalnej wagi do tych wspólnych aktywności. Albo jest i tak fajnie, więc nie ma co płakać za wycieczkami, tylko organizować sobie grupę chodzących po górach, a z lubym robić inne rzeczy. Albo jest marnie, a wtedy wycieczki dużo nie poprawią.

                                                  > Swoją drogą opisałaś ważną rzecz - robisz coś, bo PARTNER TO LUBI - mimo, że To
                                                  > bie nie sprawa to przyjemności. Czy to nie jest właśnie to 'nagięcie się'? Komp
                                                  > romis?

                                                  Nie, no jasne, bez kompromisów daleko się w związku nie zajedzie.
                                                  • satia2004 Re: Gra 24.08.12, 15:33
                                                    kis-moho napisała:
                                                    > Jasne, jasne. Ale jeżeli ktoś uważa, że nie musi robić XY jak już się z partner
                                                    > ką sprowadzi, to obstawiam, że ich związek ma nieco poważniejsze problemy niż b
                                                    > rak planszówek czy górskich wycieczek. Takie problemy jak brak dbania o siebie
                                                    > najwzajem czy gotowości do pewnych kompromisów. Dlatego nie przywiązuję specjal
                                                    > nej wagi do tych wspólnych aktywności.

                                                    O to to to!! Pewne cechy lub ich kombinacja decydują o tym, że chcemy tego a nie innego osobnika. Nie aktywności ale choćby - sposób dbania. Mój chłop na przykład nie jest specjalnie wylewny ale się stara bo wie, że pewne rzeczy sprawiają mi przyjemność. I vice versa. Cała ta długaśna odnoga dyskusji zaczeła się od wymiany zdań:

                                                    Mela:
                                                    > On chciał, zabiegał, ja byłam w innej relacji (dalekiej od związku). Łasił
                                                    > się, zabiegał o kontakt, wykonywał rozmantyczne gesty.

                                                    Pierwszaliera:
                                                    Chciał cię i cię ma. Dlaczego miałby więc dalej zabiegać?

                                                    Dlaczego dalej zabiegać? No bo do jasnej ciasnej jest się w ZWIĄZKU a niepodtrzymywany płomień po prostu GAŚNIE. Bo dbać o siebie nawzajem trzeba cały czas a dbanie o drugą osobę to robienie czegoś, czego TA DRUGA osoba potrzebuje. Nawet jak nam samym nie zawsze sprawia to przyjemność.

                                                    Jeżeli ktoś uważa, że zabiegać to tylko w okresie godowym, wtedy się okazuje zaangażowanie a później to już nie trzeba to dla mnie podchodzi pod oszustwo. Ja bym się czuła oszukana bo na innego człowieka bym się decydowała a innym by się okazał.
                                                  • kis-moho Re: Gra 24.08.12, 15:37
                                                    Cała ta długaśna odnoga dyskusji zaczeła się od
                                                    > wymiany zdań:
                                                    >
                                                    > Mela:
                                                    > > On chciał, zabiegał, ja byłam w innej relacji (dalekiej od związku). Łasi
                                                    > ł
                                                    > > się, zabiegał o kontakt, wykonywał rozmantyczne gesty.
                                                    >
                                                    > Pierwszaliera:
                                                    > Chciał cię i cię ma. Dlaczego miałby więc dalej zabiegać?
                                                    >
                                                    > Jeżeli ktoś uważa, że zabiegać to tylko w okresie godowym, wtedy się okazuje za
                                                    > angażowanie a później to już nie trzeba to dla mnie podchodzi pod oszustwo. Ja
                                                    > bym się czuła oszukana bo na innego człowieka bym się decydowała a innym by się
                                                    > okazał.

                                                    Ja odebrałam to "zabieganie" jako romantyczne gesty i zabieganie o kontakt, a nie ogólne dbanie o związek. Kwiatki, duperelki, kolacje przy świecach. Może stąd to nieporozumienie? Bo chyba ogólnie piszemy o tym samym :o)
                                                  • satia2004 Re: Gra 24.08.12, 15:52
                                                    kis-moho napisała:
                                                    > Ja odebrałam to "zabieganie" jako romantyczne gesty i zabieganie o kontakt, a n
                                                    > ie ogólne dbanie o związek. Kwiatki, duperelki, kolacje przy świecach. Może stą
                                                    > d to nieporozumienie? Bo chyba ogólnie piszemy o tym samym :o)

                                                    Dla mnie np. zabieganie o kontakt, gest (niekoniecznie nawet 'romantyczny') jest sposobem okazania, że na kimś zależy. Tak jak napisała po drodze Mela - choćby kupno biletów na koncert ze stwierdzeniem 'fajnie będzie spędzić czas RAZEM'. Kupno jakiegoś drobiazgu, który lubi druga osoba.

                                                    W zasadzie cały ten wywód można zredukować do implikacji:
                                                    Zależy mi => robię to, na czym drugiej stronie zależy, czego potrzebuje.
                                                    Zależy mi => dbam o drugą osobę, dbam o związek.

                                                    Także 'zależenie' = czyny.

                                                    Jeżeli mamy sytuację, że ktoś robi coś, na czym drugiej stronie zależy po czym po 'zdobyciu' jej przestaje to mnie się takie zachowanie wydaje nie fair.
                                                  • mela1 Re: Gra 24.08.12, 15:57
                                                    Sytuacja sprzed dłuższego czasu. Oglądam w sklepie buty, podobają mi się, ale są niepraktyczne, waham się, piękne, ale kupuję rpaktyczne. Następnego dnia on mi daje te piekne buty. Sytuacja powtórzona z drogimi okularami czy duperelnym breloczkiem, który wydał mi się słodki, ale co ja, stara dupa, będę sobie taki breloczek kupować. Więc nie chodzi tylko o to, że on ma więcej pieniędzy, ale o to, że wykonał ten gest, poszedł drugi raz do sklepu, w przypadku okularów nakłamał coś, wyciagnął moją receptę, na którą robiłąm inna parę i kupił coś, co dla mnie było zbytkiem.
                                                  • kis-moho Re: Gra 24.08.12, 16:01
                                                    mela1 napisała:

                                                    > Sytuacja sprzed dłuższego czasu. Oglądam w sklepie buty, podobają mi się, ale s
                                                    > ą niepraktyczne, waham się, piękne, ale kupuję rpaktyczne. Następnego dnia on m
                                                    > i daje te piekne buty. Sytuacja powtórzona z drogimi okularami czy duperelnym b
                                                    > reloczkiem, który wydał mi się słodki, ale co ja, stara dupa, będę sobie taki b
                                                    > reloczek kupować. Więc nie chodzi tylko o to, że on ma więcej pieniędzy, ale o
                                                    > to, że wykonał ten gest, poszedł drugi raz do sklepu, w przypadku okularów nakł
                                                    > amał coś, wyciagnął moją receptę, na którą robiłąm inna parę i kupił coś, co dl
                                                    > a mnie było zbytkiem.

                                                    Mela, ale te wszystkie Twoje pozytywne historie są związane z tym, że on Ci coś kupił, przynajmniej ja to tak widzę.
                                                    A zrobił Ci masaż stóp, jak byłaś zmęczona, albo herbatę i posłuchał narzekań na szefa/sąsiada/głupią babę w autobusie? Bo Tobie by się chyba przydały bardziej codzienne gesty, przynajmniej tak mi się wydaje.
                                                  • mela1 Re: Gra 24.08.12, 16:01
                                                    BTW skoro facet, który z pierwszych rozmów, takich o wszystkim i niczym potrafił wyciągnąć informację, jakie lubie prefumy, zapamiętać i kupić mi na imieniny, jak jeszcze nie byliśmy razem, to znaczy, że potrafi. A teraz prezent urodzinowy mam sobie wskazać palcem, bo on nie wie. A zna mnie jakby lepiej. Skoncentrowałam się na prezentach, bo jemu chyba najłatwiej przychodziło kupienie. Ale jednak czasem to kupienie wymagało zachodu, poszukania.
                                                  • pierwszalitera Re: Gra 24.08.12, 17:24
                                                    mela1 napisała:

                                                    > BTW skoro facet, który z pierwszych rozmów, takich o wszystkim i niczym potrafi
                                                    > ł wyciągnąć informację, jakie lubie prefumy, zapamiętać i kupić mi na imieniny,
                                                    > jak jeszcze nie byliśmy razem, to znaczy, że potrafi. A teraz prezent urodzino
                                                    > wy mam sobie wskazać palcem, bo on nie wie. A zna mnie jakby lepiej.

                                                    Mela wybacz, ale zachowujesz się jak dziecko. Ja jestem z moim facetem już ponad 20 lat, znamy się na wylot, a jednak wybieram sobie moje prezenty urodzinowe sama. Bo cholera jasna, ale od kiedy to jest dowód miłości, gdy facet wie w jakim kolorze ma być wymarzona przez mnie torebka? Tym bardzej, że gust zmienia mi się co sezon. Mam taką znajomą, kiedyś nieopatrznie powiedziałam, że lubię czekoladki pewnej marki i ona teraz od fefnastu lat przynosi mi te czekoladki, zawsze z przekonaniem, że robi mi coś wyjątkowo dobrego. Nie mam serca wyprowadzać jej z błędu, ale ja tych czekoladek już dawno nie lubię. Nie znoszę więc takich dowodów sympatii, wolałabym by mnie zapytała co chcę dostać. Więc na litość boską, przemyśl sobie te wyśrubowane wymagania wymagające telapatii i zacznij dostrzegać codzienne gesty, bo coraz bardziej zaczynam podjerzewać, że ten twój facet sporo dla ciebie robi, tylko ty jego dowody miłości odrzucasz jako mniej warte. Nie dziwota, że się wycofuje. Ja też bym się wkurzyła na kogoś, kto nie raczy wyściubić nosa z własnego egoistycznego pojęcia szczęśliwości. Trochę zaczynasz przypominać mi Barbarę Niechcicową z Nocy i Dni. ;-) Możliwe, że to ON czuje się odrzucony, bo ty realizujesz tylko swoje plany, nie dostrzegając w ogóle JEGO prawdziwych potrzeb. A potem tupiesz nóżką, że jesteś bardzo pokrzywdzona, bo ty się starasz, a on nie robi tego czego chcesz.
                                                  • satia2004 Re: Gra 24.08.12, 18:13
                                                    pierwszalitera napisała:
                                                    > Mela wybacz, ale zachowujesz się jak dziecko. Ja jestem z moim facetem już pona
                                                    > d 20 lat, znamy się na wylot, a jednak wybieram sobie moje prezenty urodzinowe
                                                    > sama. Bo cholera jasna, ale od kiedy to jest dowód miłości, gdy facet wie w jak
                                                    > im kolorze ma być wymarzona przez mnie torebka?

                                                    To nie Mela jest dzieckiem tylko Ty nie potrafisz zrozumieć, że nie tylko tak jak TY masz jest prawidłowo. To, że Twój mąż nie wie co się Tobie podoba nie znaczy, że to jest standard. Dla mnie to akurat może być nawet dowód lekceważenia.

                                                    A prezentem nie koniecznie musi być 'torebka' - mogą być bilety na koncert albo płyta ulubionego zespołu. Nie trzeba być chyba 'telepatą' żeby wiedzieć co się podoba osobie, której ponoć na nas zależy?
                                                  • pinupgirl_dg Re: Gra 24.08.12, 18:19
                                                    Eeee, to jak jest prawidłowo? Bo w moim związku też już od dawna nie robimy podchodów i najbardziej zainteresowany sam wybiera sobie prezent. Druga strona może go w imię okazania zaangażowania ładnie opakować. Zbyt różne mamy zainteresowania, żeby ryzykować. Chociaż bywa, że kupujemy sobie prezent na spółę, bo urodziny mamy w podobnym terminie. Nie mogę wymagać od mojego faceta żeby wiedział, jaką pielęgnację włosów będę wyznawała w grudniu czy w marcu, bo sama tego nie wiem.
                                                  • pierwszalitera Re: Gra 24.08.12, 18:27
                                                    satia2004 napisała:

                                                    > To nie Mela jest dzieckiem tylko Ty nie potrafisz zrozumieć, że nie tylko tak j
                                                    > ak TY masz jest prawidłowo. To, że Twój mąż nie wie co się Tobie podoba nie zna
                                                    > czy, że to jest standard. Dla mnie to akurat może być nawet dowód lekceważenia.
                                                    >

                                                    Ale ja nie napisałam, że tak jak ja mam jest prawidłowo, tylko że tak też może być i nie oznacza to leckeważenia i braku zaangażowania. I wybacz, ale prezenty na urodziny to są PIERDOŁY, bez których można żyć, jeżeli jednak mój partner nie dostrzega, że od trzech miesięcy mam problem w pracy, która najwyraźniej dużo dla mnie znaczy i robi mi fochy, że zepsułam mu plany urlopowe, to ja smolę takiego partnera.
                                                  • satia2004 Re: Gra 24.08.12, 18:34
                                                    pierwszalitera napisała:
                                                    > Ale ja nie napisałam, że tak jak ja mam jest prawidłowo, tylko że tak też może
                                                    > być i nie oznacza to leckeważenia i braku zaangażowania. I wybacz, ale prezenty
                                                    > na urodziny to są PIERDOŁY, bez których można żyć, jeżeli jednak mój partner n
                                                    > ie dostrzega, że od trzech miesięcy mam problem w pracy, która najwyraźniej duż
                                                    > o dla mnie znaczy i robi mi fochy, że zepsułam mu plany urlopowe, to ja smolę t
                                                    > akiego partnera.

                                                    Prezent może i jest pierdołą ale jeżeli NIE POTRAFISZ powiedzieć co się by partnerowi spodobało - to już pierdołą nie jest.

                                                    A tak w ogóle to IMO po prostu identyfikujesz się z partnerem Meli i starasz się wszystko tak obrócić, żeby ona wyszła na melodramatyczną a on na tego rozsądnego. Z jednej strony piszesz o tym, że nie można wymagać, żeby się facet telepatycznie czegoś domyślił a z drugiej ona ma się telepatycznie domyślać, że zamknięty w sobie, niemówiący o sobie facet ma problem. Podwójne standardy jak malowane.
                                                  • pinupgirl_dg Re: Gra 24.08.12, 19:18
                                                    > A tak w ogóle to IMO po prostu identyfikujesz się z partnerem Meli i starasz si
                                                    > ę wszystko tak obrócić, żeby ona wyszła na melodramatyczną a on na tego rozsądn
                                                    > ego. Z jednej strony piszesz o tym, że nie można wymagać, żeby się facet telepa
                                                    > tycznie czegoś domyślił a z drugiej ona ma się telepatycznie domyślać, że zamkn
                                                    > ięty w sobie, niemówiący o sobie facet ma problem.

                                                    Ale skąd wiesz. że nic nie mówił? Tak jak z wakacjami - jak można nie wiedzieć, gdzie się chce pojechać na wakacje, a potem wychodzi na to, że on najbardziej chciał góry i się z tym specjalnie nie krył. Reszta mu obojętna. Co nie znaczy, że na tych wspólnych wakacjach by na pewno cierpiał, ale tego się już nie dowiemy. Po prostu najbardziej odpowiadały mu góry. Meli nie pasowały, ale to chyba nie jest tak, że on nie daje żadnych sygnałów, jak nam to Mela na początku przedstawiła.
                                                  • mela1 Re: Gra 24.08.12, 19:54
                                                    Nie mówił. Góry to nie kwestia tych wakacji. Kiedyś powiedział, że chce jechać w góry. Ja nie lubię, nie chodze po górach. Powiedział, że pojedzie sam. Jakoś sobie nie zorganizował, raz pojechał na pracową integrację.
                                                    Przed tymi wakacjami pytałam, gdzie chce, mówiłam, co ja chcę. Nie skomentował. Nie znamy sie od dziś, kiedyś rozmawialiśmy o wakacjach, zgodził się, że morze fajne. Teraz jak oglądałam oferty mówiłam, że coś jest przy kamienstej plazy, powiedział, że to nie. Odrzuciłam. Pytałam, jaki kraj chce. Nie miał pomysłu. Powiedział, że mu się podobała Hiszpania, nawet poszukałam, ale uznał, że hotel ma za słabe opinie. Wybrałam kilka opcji, przedstawiłam mu do konsultacji. Chciałam, żebyśmy usiedli razem i wybrali, to nie nastąpiło do momentu wyboru z kilku ofert. Powiedział, że są ok. Konsultowałam cenę. Odrzuciłam jego wizję, że płaci za nas oboje. To nie jest dziecko, tylko współwłaściciel sporej firmy, musi się jakoś z ludźmi komunikować. Mógł na każdym etapie powiedzieć, czego chce. Ale on specjalnie nie mówi, bo niby jemu wszystko jedno i on robi wszystko dla mnie, żebym ja była zadowolona. Tylko efekt jest taki, że dupa z urlopu. Albo wie czego chce i nie mówi, bo to niby spowoduje kłótnię albo jest mu dokładnie wszytsko jedno, bo urlop nie jest na liście JEGO spraw, tylko moich.
                                                  • pierwszalitera Re: Gra 24.08.12, 20:16
                                                    mela1 napisała:

                                                    Tylko efekt jest taki, że dupa z urlopu. Albo
                                                    > wie czego chce i nie mówi, bo to niby spowoduje kłótnię albo jest mu dokładnie
                                                    > wszytsko jedno, bo urlop nie jest na liście JEGO spraw, tylko moich.

                                                    No przecież wszystko jest jasne. On ma ten urlop w dupie i nie należy do ludzi, którzy robią coś takiego dla partnera. Ale ty naciskasz, drąższysz, marudzisz, więc robi ci niby jakieś nadzieje, tylko po to chyba, byś się zniechęciła, zrezygnowała, albo pojechała sama. Pytałaś się go w ogóle, czy on chce wyjeżdżać, czy zadecydowałaś, że twoja urlopowa potrzeba ma priorytet i on ma ustąpić? On wie, że chodzi ci o bycie razem, a nie o urlop? Bo dla niego może urlop, to coś takiego jak wyjazd w góry, po prostu odpoczynek od pracy, a nie pielęgnacja związku. A ty widziałaś w tym wyjeździe więcej i robiłaś sobie nadzieję na romantyczność i zbliżenie się znowu do siebie. Swoją drogą, to jeden z głównych powodów dlaczego sporo rozwodowych par decyduje na ten krok właśnie po wspólnym urlopie, bo ten czas nie spełnił wyobrażeń o kitowaniu miłości.
                                                  • pinupgirl_dg Re: Gra 24.08.12, 20:39
                                                    > Nie mówił. Góry to nie kwestia tych wakacji. Kiedyś powiedział, że chce jechać
                                                    > w góry. Ja nie lubię, nie chodze po górach. Powiedział, że pojedzie sam. Jakoś
                                                    > sobie nie zorganizował, raz pojechał na pracową integrację.
                                                    > Przed tymi wakacjami pytałam, gdzie chce, mówiłam, co ja chcę. Nie skomentował.
                                                    > Nie znamy sie od dziś, kiedyś rozmawialiśmy o wakacjach, zgodził się, że morze
                                                    > fajne. Teraz jak oglądałam oferty mówiłam, że coś jest przy kamienstej plazy,
                                                    > powiedział, że to nie. Odrzuciłam. Pytałam, jaki kraj chce. Nie miał pomysłu. P
                                                    > owiedział, że mu się podobała Hiszpania, nawet poszukałam, ale uznał, że hotel
                                                    > ma za słabe opinie. Wybrałam kilka opcji, przedstawiłam mu do konsultacji. Chci
                                                    > ałam, żebyśmy usiedli razem i wybrali, to nie nastąpiło do momentu wyboru z kil
                                                    > ku ofert. Powiedział, że są ok. Konsultowałam cenę. Odrzuciłam jego wizję, że p
                                                    > łaci za nas oboje. To nie jest dziecko, tylko współwłaściciel sporej firmy, mus
                                                    > i się jakoś z ludźmi komunikować. Mógł na każdym etapie powiedzieć, czego chce.
                                                    > Ale on specjalnie nie mówi, bo niby jemu wszystko jedno i on robi wszystko dla
                                                    > mnie, żebym ja była zadowolona. Tylko efekt jest taki, że dupa z urlopu. Albo
                                                    > wie czego chce i nie mówi, bo to niby spowoduje kłótnię albo jest mu dokładnie
                                                    > wszytsko jedno, bo urlop nie jest na liście JEGO spraw, tylko moich.

                                                    Ale czego Ty więcej od niego oczekiwałaś? Że on zorganizuje te wakacje od A do Z? Nie znacie się od wczoraj i wiesz, że on takich rzeczy nie ma w zwyczaju. A może daj mu trochę odetchnąć i pozwól wyjść z inicjatywą? To, że raz przegapił koncert nie znaczy, że nic by nie wymyślił, gdybyś go nie ubiegała za każdym razem.
                                                    Kamienista plaża - nie, morze ok, ten hotel odpada, a te wycieczki mogą być. Współpracował, jak umiał, zwłaszcza w tej sytuacji. A Ty jesteś zła, że nie wykazał tyle entuzjazmu, ile oczekiwałaś.
                                                    Nie twierdzę, że Twój facet jest ideałem, bo na pewno nie jest, ma swoje za uszami, pewnie mógłby się postarać bardziej. Ale widziały gały, co brały. On nie rozumie, dlaczego nagle zaczęło Ci to przeszkadzać. Widziałaś, jak wcześniej prowadził dom i że nie lata wszędzie ze szczoteczką z piór, wiesz, że do załatwienia czegoś ma dwie lewe ręce. Możliwe, że ma tyle do załatwienia w pracy, że w domu chce po prostu odpocząć.
                                                  • 100krotna Re: Gra 24.08.12, 20:55
                                                    Tylko efekt jest taki, że dupa z urlopu. Albo
                                                    > wie czego chce i nie mówi, bo to niby spowoduje kłótnię albo jest mu dokładnie
                                                    > wszytsko jedno, bo urlop nie jest na liście JEGO spraw, tylko moich.


                                                    A to nie jest tak, że jeśli on już coś zaproponuje, to jest źle? Albo, że zdarzyły się takie sytuacje, gdzie coś wymyślił i dla Ciebie okazało się to niewypałem? Albo, że odrzuciłaś jakieś jego propozycje kiedyś? (choćby te góry)
                                                    Bo ja kiedyś byłam z facetem, który fakt, często coś organizował, zapraszał, ale jak ja coś wymyśliłam, to było źle, niedobrze, on by zrobił lepiej...
                                                    Po trzech czy czterech razach zrezygnowałam z wymyślania/proponowania/ingerowania w cokolwiek, żeby znowu nie było źle (a zadowolić go było trudno).
                                                    Wycofałam się całkowicie i reagowałam dokładnie tak jak twój facet. Ale fakt, mieliśmy (bo to był były, i dawno) duże problemy z komunikacją, mimo, że potrafię być całkiem ogarnięta w tej kwestii ;)
                                                  • satia2004 Re: Gra 24.08.12, 20:15
                                                    pinupgirl_dg napisała:
                                                    > Ale skąd wiesz. że nic nie mówił?

                                                    Zakładam, że Mela nie kłamie :) Mela nie jawi się też jako osoba ślepa emocjonalnie.
                                                  • pierwszalitera Re: Gra 24.08.12, 20:22
                                                    satia2004 napisała:

                                                    > Zakładam, że Mela nie kłamie :) Mela nie jawi się też jako osoba ślepa emocjona
                                                    > lnie.

                                                    Co do pierwszego się zgadzam. Co do drugiego już nie. Można mieć własne bogate życie emocjonalne i być całkowicie ślepym na potrzeby innych.
                                                  • pierwszalitera Re: Gra 24.08.12, 15:46
                                                    satia2004 napisała:

                                                    > Dlaczego dalej zabiegać? No bo do jasnej ciasnej jest się w ZWIĄZKU a niepodtrz
                                                    > ymywany płomień po prostu GAŚNIE. Bo dbać o siebie nawzajem trzeba cały czas a
                                                    > dbanie o drugą osobę to robienie czegoś, czego TA DRUGA osoba potrzebuje. Nawet
                                                    > jak nam samym nie zawsze sprawia to przyjemność.
                                                    >
                                                    > Jeżeli ktoś uważa, że zabiegać to tylko w okresie godowym, wtedy się okazuje za
                                                    > angażowanie a później to już nie trzeba to dla mnie podchodzi pod oszustwo. Ja
                                                    > bym się czuła oszukana bo na innego człowieka bym się decydowała a innym by się
                                                    > okazał.

                                                    Ty ciągle tego nie rozumiesz. W okresie godowym robi się tysiące różnych rzeczy, także takie, które nazwałabyś oszustwem. Właśnie po to, by partnerowi zaimponować, swoją osobą zainteresować, by pokazać się z jak najlepszej strony. Ale oczekiwanie, że tak będzie już zawsze, to chyba naiwność, nie uważasz? Często w tej pierwszej fazie nie wiemy nawet, czego partner tak naprawdę oczekuje, bo nie znamy go przecież na tyle, więc posługujemy się sprawdzonymi repertuarami zalotów, stąd biorą się te idiotyczne kwiaty, czekoladki i zmiany normalnego planu dnia. I owszem, jak się kogoś kocha, to chce się robić mu przyjemność, ale nie za wszelką cenę. I tak prawdę mówiąc, nie rozumiem dlaczego to facet meli miałby pójść tu na kompromis? Mela niby pokazuje większe zaanagażowanie? No niby tak, ale w sposób, w który to ona chciałaby być traktowana. Przecież te wszystkie czułości, niespodzianki i staranne wybieranie prezentów nie mają dla niego żadnego znaczenia, dlaczego wydaje jej się więc, że to ona pokazuje mu więcej miłości?
                                                  • satia2004 Re: Gra 24.08.12, 15:55
                                                    pierwszalitera napisała:
                                                    > Ty ciągle tego nie rozumiesz. W okresie godowym robi się tysiące różnych rzeczy
                                                    > , także takie, które nazwałabyś oszustwem. Właśnie po to, by partnerowi zaimpon
                                                    > ować, swoją osobą zainteresować, by pokazać się z jak najlepszej strony. Ale oc
                                                    > zekiwanie, że tak będzie już zawsze, to chyba naiwność, nie uważasz?

                                                    Nie wiem - ja nie udaję. Nie widzę sensu pokazywania się innym niż jest się naprawdę. Chłop widocznie też nie bo jakoś się od czasów 'zalotów' nie zmienił w księcia w żabę :)
                                          • mela1 Re: Gra 24.08.12, 14:53
                                            Licznei na siebie w każdej sytuacji jest dla mnie trochę rozmytym pojęciem. Czy on może liczyć na mnie? Jak miałabym mu pomóc np. w obecnych kłopotach? A jak miałabym pomóc w jakichkolwiek, skoro on o nich nie mówi? On mi w moich też nie pomoże, a słuchać i głaskać po głowie mu się nie chce, bo przecież typ niewylewny. No dobra, jak nie jesteśmy pokłóceni to słucha. W życiu stosunkowo rzako dzieją się rzeczy, które mogą sprawdzić czy można na kogoś liczyć.
                                            • kis-moho Re: Gra 24.08.12, 15:13
                                              W życiu stosunkowo rzako d
                                              > zieją się rzeczy, które mogą sprawdzić czy można na kogoś liczyć.

                                              Zazdroszczę życia w takim razie.
                                              Serio, moim zdaniem takie rzeczy wychodzą na każdym kroku. Możesz liczyć na partnera, kiedy masz zły nastrój, kiedy trzeba zadbać, żeby przez tydzień było co zjeść, a nikt nie ma czasu i checi gotować, kiedy jesteś chora, kiedy masz stłuczkę, tracisz pracę, szef cię męczy. Shit happens, przynajmniej w moim życiu :o)
                                              • kk345 Re: Gra 24.08.12, 23:38
                                                > Serio, moim zdaniem takie rzeczy wychodzą na każdym kroku. Możesz liczyć na par
                                                > tnera, kiedy masz zły nastrój, kiedy trzeba zadbać, żeby przez tydzień było co
                                                > zjeść, a nikt nie ma czasu i checi gotować,

                                                A wiesz, ze na początku wątku uderzyło mnie coś, co napisała mela:
                                                "' Jak nie ma nic w lodówce, to zrobi zakupy dla siebie i zje"

                                                więc raczej nie można na niego liczyć nawet w najbardziej podstawowych kwestiach...tylko czy to jest jeszcze związek? Ja wiem, ze zycie nie jest czarno-białe i nie ma jednego wzorca związku,ale takie zerowe zainteresowanie otoczeniem i partnerem nie rokuje moim zdaniem dobrze...
                                    • tfu.tfu Re: Gra 24.08.12, 17:14
                                      ale artykułowanie potrzeb już owszem. tylko że można się wyartykułować i dostać ciszę, pokiwanie głową i dalej nic, albo focha, bo jak tak w ogóle można? poza tym artykułować powinny obie strony. mur milczenia i zamykanie się na partnera jeszcze żadnego związku nie zbudował, a wiele rozpirzył w drobnymak.
                                      mela się nie domyśli, nie jest telepatką. jak facet nic nie powie, to skąd ma wiedzieć, że ma kłopoty? sorry, ale imho pan w ogóle najchętniej by żył obok, a nie w stadle.
                                      • pierwszalitera Re: Gra 24.08.12, 17:56
                                        tfu.tfu napisała:

                                        jak facet nic nie powie, to skąd ma w
                                        > iedzieć, że ma kłopoty? sorry, ale imho pan w ogóle najchętniej by żył obok, a
                                        > nie w stadle.

                                        A skąd wiesz, czy on jej czegoś nie sygnalizował? Jeżeli dla niej ważniejsze jest wybieranie idealnego prezentu na urodziny, który uważa na szczyt ukazywania uczucia i nie dostrzegła, że on od trzech miesięcy ma problemy w pracy i nic nie zarabia, to sorry, ale kto tu się kim nie interesuje?
                                        • tfu.tfu Re: Gra 24.08.12, 23:00
                                          ale przecież wyraźnie napisała, że przez 3 miesiące (odkąd ma kłopoty w pracy) słowem się nie zająknął. ludzie, którzy są w związku o takich rzeczach mówią partnerowi.
                                          a prezent? Ty serio myślisz, że tu o sam prezent chodzi? :-O przecież o staranie, a nie o jakąś rzecz! na litość... takie "wybierz sobie coś" to pójście po linni najmniejszego oporu, zero wysiłku, zero zainteresowania, dam kasę - mam z głowy...
                                          i pisze to osoba, która nie cierpi niespodzianek, a prezenty sama sobie wybiera, bo tak woli.
                                          ja tu widzę brak zaangażowania w związek i w emocjonalne potrzeby partnera. ot wsio :-/
                                      • kk345 Re: Gra 24.08.12, 23:42
                                        > mela się nie domyśli, nie jest telepatką. jak facet nic nie powie, to skąd ma w
                                        > iedzieć, że ma kłopoty?

                                        Ale z drugiej strony- przez trzy miesiące facet ma kłopoty, naprawdę nie było widac żadnego sygnału??? Niczego? Akurat mam tego samego męza już baaaardzo długo i zauwazam, kiedy coś jest nie tak, bo go znam i przyglądam mu się uważnie... tyle, że mela po trzech latach zwiazku też może powinna już cos widzieć? Nie wiem.

                                        • tfu.tfu Re: Gra 25.08.12, 01:11
                                          niby tak, ale oni mieszkają razem może z pół roku, tak? przez chwilę było cudnie i nagle się popsuło, skąd mela ma wiedzieć co to za sygnały? foch to dla mnie nie jest sygnał, to jest foch. a jak mi mój facet mówi, że mu przeszkadzam w graniu i go ograniczam, to ja sorry bardzo...
                                          nie wiem. po prostu piszę, co ja widzę z własnej perspektywy.
                                  • pierwszalitera Re: Gra 24.08.12, 14:18
                                    satia2004 napisała:

                                    > No patrzcie państwo! Jestem w związku ładnych parę lat a i czekoladki i kwiatki
                                    > dostaję. Na randki też chodzimy - w przyszły weekend romantyczny wypad nad jez
                                    > ioro. I tak - należy to do stałego repertuaru w związku bo o związek należy
                                    > zabiegać cały czas
                                    a nie 'raz zdobyta to jej się nic nie należy'.

                                    No i fajnie, że dostajesz. Ja nie dostaję, bo mi na tym nie zależy i dałam to mojemu facetowi wyraźnie do zrozumienia. Jeżeli chce zrobić mi jakiś prezent, to wolą sobie go też wybrać, telepatyczno-romantyczne odczytywanie życzeń z oczu też mnie nie bawi, po prostu jestem pewna zaangażownaia mojego partnera, bo pokazał mi go już w wielu innych poważnych sytuacjach, nie potrzebuję tego rodzaju "dowodów" miłości. Ale jak ktoś ma takie potrzeby to proszę bardzo. Nie tym mierzy się jednak temperaturę uczuć. I to prawda, kobiety czasem wdają się w romanse, bo dowartościowują się czekoladkami, kwiatkami i obietnicami bez pokrycia.
                                    • satia2004 Mistrzyni w akcji ;) 24.08.12, 14:26
                                      Pierwszalitera - mistrzyni w odwracaniu kota ogonem :D :D :D

                                      Czy ja gdziekolwiek napisałam, że romantycznymi gestami mierzy się 'temperaturę uczuć'??

                                      Zadałam konkretne pytanie - czy oszukiwanie, pokazywanie, że jest się kimś innym tylko po to, żeby zdobyć daną osobę a później pokazywanie prawdziwej twarzy jest ok? Nie musi tu chodzić o kwiatki i czekoladki ale chociażby jak w przypadku Meli - okazywany entuzjazm spędzania czasu razem a po zamieszkaniu jasny komunikat 'nie zależy mi na tym'?

                                      Udawanie jest ok?
                                      • pierwszalitera Re: Mistrzyni w akcji ;) 24.08.12, 14:52
                                        satia2004 napisała:

                                        > Zadałam konkretne pytanie - czy oszukiwanie, pokazywanie, że jest się kimś inny
                                        > m tylko po to, żeby zdobyć daną osobę a później pokazywanie prawdziwej twarzy j
                                        > est ok?

                                        Ja ci przecież odpowiedziałam, więc o co chodzi? Napisałam, że to co ty uważasz za oszustwo, oszustwem nie jest. Facet zachowuje się tylko tak, jak uważa, że kobieta od niego oczekuje.
                                        • satia2004 Re: Mistrzyni w akcji ;) 24.08.12, 14:56
                                          pierwszalitera napisała:
                                          Ja ci przecież odpowiedziałam, więc o co chodzi? Napisałam, że to co ty uważasz
                                          > za oszustwo, oszustwem nie jest. Facet zachowuje się tylko tak, jak uważa, że
                                          > kobieta od niego oczekuje.

                                          Czyli udawanie, że się jest kimś innym niż się jest naprawdę nie jest oszustwem :D Moralne standardy Pierwszejlitery :D

                                          Kłamstwo pozostaje kłamstwem niezależnie od tego, czy ktoś chce, czy nie chce go usłyszeć.
                                          • pierwszalitera Re: Mistrzyni w akcji ;) 24.08.12, 15:12
                                            satia2004 napisała:

                                            > Czyli udawanie, że się jest kimś innym niż się jest naprawdę nie jest oszustwem
                                            > :D Moralne standardy Pierwszejlitery :D

                                            Może skończysz proszę z tymi osobistymi wycieczkami, ok? Napisałam ci przecież, że facet nie kłamał zabiegając o melę. Zachowywał się tak, jak uważał, że należy się w takiej sytuacji zachowywać, z wewnętrznegeo przekonania, a nie z ochoty oszukiwania. On CHCIAŁ jej pokazać swoje zaangażowanie, a to był był jedyny znany mu sposób, który był przez nią jako zaanagżowanie rozpoznawalny. Być może wydawało mu się, że jednorazowe spięcie wystarczy, być może na więcej nie ma już siły, tego nie wiemy, ale dlaczego ty widzisz w tym oszustwo jest dla mnie czarną magią. W jakim celu miałby ją oszukiwać, skoro twoim zdaniem nie zależało jej na niej i wcale jej nie chciał?
                                            • satia2004 Re: Mistrzyni w akcji ;) 24.08.12, 15:23
                                              pierwszalitera napisała:
                                              > Napisałam ci przecież, że facet nie kłamał zabiegając o melę.

                                              Nie kłamał? Z postu Meli:
                                              'Widywaliśmy się zwykle raz w tygodniu, przeszkadzało mi to. On mówił, że nie chce już randek i odwożenia mnie, tylko chce mnie mieć na co dzień. Że nie spotykamy się nie dlatego, że on nie chce mnie widziec, tylko ma mało czasu itp., bywa zmęczony, a w domu będziemy spędzać więcej czasu razem. Jak u niego zostawałam bywała w weekendy to nie siedział przy komputerze, tylko robilismy coś razem. No, czasem posiedział, jak musiał, czasem wyszedł na siłownię, ja zostałam. Gdał mało, różne miał zachowania, ale jak przebywaliśmy razem, to nie w osobnych pomieszczeniach. Rozumiem, że ja się spędza ze sobą jeden wieczór to co innego niż siedem wieczorów, ale zamiast jednego mam niemal zero.

                                              Czyli 'zachował się tak jak uważał, że należy się w takiej sytuacji zachować' mówiąc nieprawdę i dzięki temu ta nieprawda nie jest kłamstwem?

                                              Pokrętna ta logika :P
                                              • pierwszalitera Re: Mistrzyni w akcji ;) 24.08.12, 15:33
                                                satia2004 napisała:

                                                > Czyli 'zachował się tak jak uważał, że należy się w takiej sytuacji zachować' m
                                                > ówiąc nieprawdę i dzięki temu ta nieprawda nie jest kłamstwem?
                                                >

                                                No a czego twoim zdaniem nie dotrzymał? Przecież spędzają ze sobą czas. On przed swoim komputerem, a ona przy garach, albo sprzątaniu. No są razem. To, że jej się wydawało, że będę coś robić wspólnie, to był problem komunikacyjny. On przedtem coś tam z nią robił, bo uważał, że tego wymaga sytuacja niemieszkania ze sobą. Kiedy ze sobą mieszkają nie ma potrzeby się spinać, jego obecność, także umowna, powinna jej wystarczać jako wspólnota.
                                                • satia2004 Re: Mistrzyni w akcji ;) 24.08.12, 15:35
                                                  pierwszalitera napisała:
                                                  > No a czego twoim zdaniem nie dotrzymał? Przecież spędzają ze sobą czas. On prze
                                                  > d swoim komputerem, a ona przy garach, albo sprzątaniu. No są razem.

                                                  No są 'razem' mniej więcej tak jak z sąsiadem za ścianą :D :D :D
                                                  • pierwszalitera Re: Mistrzyni w akcji ;) 24.08.12, 15:55
                                                    satia2004 napisała:

                                                    > No są 'razem' mniej więcej tak jak z sąsiadem za ścianą :D :D :D

                                                    No ale skoro jemu to wystarczy, to o co chodzi? Dlaczego ty chcesz go na siłę zmieniać? Przecież on jest odporny i zmieniać się nie daje. Co meli da, gdy zacznie widzieć w nim świnię? Zdaje się, że chodzi nam o to samo, obie uważamy ten związek za niespecjalnie dopasowany, tylko ja w przeciwieństwie do ciebie nie dopatruję się tu winnego. Bo po co? Chcesz go ukarać za brak współpracy? Niby jak?
                                                  • satia2004 Re: Mistrzyni w akcji ;) 24.08.12, 15:57
                                                    pierwszalitera napisała:
                                                    > No ale skoro jemu to wystarczy, to o co chodzi?

                                                    Czyli w Twoim mniemaniu cały związek ma polegać na tym, żeby JEMU wystarczyło?
                                                  • roza_am Re: Mistrzyni w akcji ;) 24.08.12, 16:05
                                                    > Czyli w Twoim mniemaniu cały związek ma polegać na tym, żeby JEMU wystarczyło?

                                                    Nie, związek ma polegać na tym, ze dobierają się osoby o podobnych poziomach "wystarczania" lub umiejące zgrać swoje różne poziomy, a nie próbujące przeobrazić drugą osobę w kogoś kim ona nie jest i nie ma realnej szansy być.
                                                  • satia2004 Re: Mistrzyni w akcji ;) 24.08.12, 18:19
                                                    roza_am napisała:
                                                    > Nie, związek ma polegać na tym, ze dobierają się osoby o podobnych poziomach "w
                                                    > ystarczania" lub umiejące zgrać swoje różne poziomy, a nie próbujące przeobrazi
                                                    > ć drugą osobę w kogoś kim ona nie jest i nie ma realnej szansy być.

                                                    Więc dlaczego partner Meli zabiegał właśnie o nią, skoro taka jaka ona jest mu nie odpowiada, męczy go? Czemu stara się przeforsować dostosowanie się do niego, skoro ona nie potrafi być taka jaką on chciałby mieć?
                                                  • pierwszalitera Re: Mistrzyni w akcji ;) 24.08.12, 17:06
                                                    satia2004 napisała:

                                                    > Czyli w Twoim mniemaniu cały związek ma polegać na tym, żeby JEMU wystarczyło?

                                                    Halo? Czy czytasz w ogóle moje posty? Przecież napisałam, że mela ma prawo do spełnienia swoich potrzeb, ale prawdopodobnie nie uda jej się to z TYM facetem. A może masz pomysł, jak go jednak do tego zmusić? Więc albo będzie musiała w wyciskaniu soków i przynoszeniu komórki do pracy dostrzegać oznaki zaangażowania i przywiązania, co na pewno wielu osobom by wystarczyło, albo poszukać sobie innego partnera, bo inaczej nie znajdzie szczęścia.
                                                  • satia2004 Re: Mistrzyni w akcji ;) 24.08.12, 18:17
                                                    pierwszalitera napisała:
                                                    > Halo? Czy czytasz w ogóle moje posty? Przecież napisałam, że mela ma prawo do s
                                                    > pełnienia swoich potrzeb, ale prawdopodobnie nie uda jej się to z TYM facetem.
                                                    > A może masz pomysł, jak go jednak do tego zmusić? Więc albo będzie musiała w w
                                                    > yciskaniu soków i przynoszeniu komórki do pracy dostrzegać oznaki zaangażowania
                                                    > i przywiązania, co na pewno wielu osobom by wystarczyło, albo poszukać sobie i
                                                    > nnego partnera, bo inaczej nie znajdzie szczęścia.

                                                    Oczywiście, że czytam. Starasz się na siłę dowieść, że Mela ma jakieś wyśrubowane wymagania a przecież jej facet jest taki a nie inny i NIE MOŻNA od niego wymagać. Trzeba brać co daje i się cieszyć.

                                                    A co z drugiej strony? Ona ma się 'dostosować' a on biedaczek nie może? W końcu jak dwie osoby są w związku to chyba jeżeli chcą go kontynuować to OBIE powinny coś z siebie dać? OBIE coś poświęcić? Bo na razie proponujesz, żeby ona zrezygnowała z tego co chce a on... no właśnie... pozostał jaki jest.
                                                  • pinupgirl_dg Re: Mistrzyni w akcji ;) 24.08.12, 18:22
                                                    > Oczywiście, że czytam. Starasz się na siłę dowieść, że Mela ma jakieś wyśrubowa
                                                    > ne wymagania a przecież jej facet jest taki a nie inny i NIE MOŻNA od niego wym
                                                    > agać. Trzeba brać co daje i się cieszyć.
                                                    >
                                                    > A co z drugiej strony? Ona ma się 'dostosować' a on biedaczek nie może? W końcu
                                                    > jak dwie osoby są w związku to chyba jeżeli chcą go kontynuować to OBIE powinn
                                                    > y coś z siebie dać? OBIE coś poświęcić? Bo na razie proponujesz, żeby ona zrezy
                                                    > gnowała z tego co chce a on... no właśnie... pozostał jaki jest.
                                                    >

                                                    Hę? A kto od niej czegokolwiek wymaga. Nawet nie jej facet, bo jak dla niego, to ona nie musi mu prać i sprzątać, robi to, co chce. I wcale nie musi brać go takim, jaki jest, może się jeszcze dziś spakować. Ale czy Mela może wymagać od niego, że on się zmieni żeby zaspokoić WSZYSTKIE jej potrzeby?
                                                  • pierwszalitera Re: Mistrzyni w akcji ;) 24.08.12, 18:34
                                                    satia2004 napisała:

                                                    > A co z drugiej strony? Ona ma się 'dostosować' a on biedaczek nie może? W końcu
                                                    > jak dwie osoby są w związku to chyba jeżeli chcą go kontynuować to OBIE powinn
                                                    > y coś z siebie dać? OBIE coś poświęcić? Bo na razie proponujesz, żeby ona zrezy
                                                    > gnowała z tego co chce a on... no właśnie... pozostał jaki jest.
                                                    >

                                                    No proszę bardzo, niech oboje dadzą coś z siebie. Tylko co ona takiego wielkiego dla niego niby robi? Wszystko co robi dla niego, robi tak naprawdę tylko dla siebie i swojej wizji związku. Przecież ona nic o nim nie wie, oprócz tego, że lubi gry komputerowe. Skoro jest zdania, że jej więcej zależy, to niech zacznie pierwsza się interesować i pomyśleć, co on chciałby od niej naprawdę. I nie przykładać do niego swojej miarki. Może on w nosie tej prezenty i niespodzianki?
                                                  • satia2004 Re: Mistrzyni w akcji ;) 24.08.12, 18:39
                                                    pierwszalitera napisała:
                                                    > No proszę bardzo, niech oboje dadzą coś z siebie. Tylko co ona takiego wielkieg
                                                    > o dla niego niby robi?

                                                    Chociażby poświęca bardzo dużo swojej potrzeby spędzania czasu razem (nie obok siebie). Chociażby potrafi wymyślić prezent, który go prawdziwie ucieszył i poświęciła na to czas i energię a nie kupiła pokazane palcem.

                                                    > lubi gry komputerowe. Skoro jest zdania, że jej więcej zależy, to niech zacznie
                                                    > pierwsza się interesować i pomyśleć, co on chciałby od niej naprawdę. I nie pr
                                                    > zykładać do niego swojej miarki.

                                                    Mhm. Znowu ONA. Bo on oczywiście nie wysili się poza kupienie wskazanego palcem i zrobienie tego, co ona zaproponuje. No to wcale nie jego miarka. On przecież jest super a ona tylko wymyśla :D Ach te podwójne standardy :D
                                                  • anne_stesia Re: Mistrzyni w akcji ;) 24.08.12, 18:45
                                                    > Chociażby poświęca bardzo dużo swojej potrzeby spędzania czasu razem (nie obok
                                                    > siebie). Chociażby potrafi wymyślić prezent, który go prawdziwie ucieszył i poś
                                                    > więciła na to czas i energię a nie kupiła pokazane palcem.

                                                    A przy okazji krzyczy na niego i stroi fochy ciągle. On też robił jej prezenty (chociaż dla mnie też są to pierdoły - miłe nieraz, ale nadal niezbyt ważne rzeczy) i poświęcał na to energię i czas.

                                                    I przepraszam, ale co to znaczy poświęca dużo potrzeby spędzania czasu razem? Bo moim zdaniem to jest jej chcenie, a nie żadne tam poświęcenie.
                                                  • mela1 Re: Mistrzyni w akcji ;) 24.08.12, 19:42
                                                    Mogę tolerować Twoje złośliwości, ale czytanie w myślach i moim życiu juz wymaga komentarze. Skąd wiesz, że nic o nim nie wiem? Bo nie napisałam? Książkę mam napisać? Nie wiem, że ma problemy w pracy, bo o tym nie mówi. Gratuluję, jesli na podstawie milczenia i niechęci do spędzania ze mną czasu jesteś w stanie wykoncypować, że on ma problemy. Bo wiesz, np. dla niego problemem największym z możliwych są duperele, na które nie ma wpływu. Zepsuł nam się zamek, spędzilismy 4 godziny pod drzwiami, z czego wiekszość osobno, bo on sie denerwuje, nie dotykaj, nie idź z nim, stój obok w milczeniu albo sama się gap na slusarza. Zepsułam niechcący (i odwracalnie) jego maszynkę do soków, więc nie dotykaj, odejdź, naprawiam. Nie gniewam się, ale odejdź. To są niepowazne problemy, a on się robi zamkniętym kokonem. O poważnych nie rozmawia, on sobie sam będzie radził. Skoro milczy zawsze, na pytania, co w pracy nie mówi nic albo coś opowie, że koledzie się dziecko urodziło, że ktoś coś spieprzył i go wkurza, to skąd ja mam u licha wiedzieć?
                                                    Wszyscy się tu zafiksowali na prezentach. Skoro potrafię spędzić miesiąc dowiadując się czegos o grze czy sztuce walki, o ktorych pojęcia nie mam, szukac ludzi, którzy się znają, żeby podpowiedzieli mi prezent dla ucieszonej miny dziecka z cukierkiem, to chyba się nim interesuję. Pomimo, że mi sam nie opowiada.
                                                    Tak, jest wiele osób, które wolą sobie kupować prezent same albo pokazac palcem. Ja do niech nie należę, ale często to robię, bo wolę pokazać niż dostać coś nietrafionego. Jeśli spędzasz z kimś czas, bywasz w sklepach, pokazujesz też palcem: o to ładne, to bym chciała. Czytam gazetę i mówię: o mój ulubiony zespół gra koncert. On mówi, że możemy pojechać. Tylko ja nie kupiłam biletów, nie znalazłm hotelu itp. więc nie pojechaliśmy. Kiedy ja sie dowiedziałam, że gra jego ulubiony zespół, kupiłam bilety pierwszego dnia sprzedaży, zanim on się dowiedział o koncercie.
                                                    Ja też pytam: co byś chciał dostać? I słyszę to, co kiedyś wywołało wielkie oburzenie: wymyśl coś, tylko żeby mi się podobało. A ja się nie podoba, to w dupie ma, że się starałam i nie okazuje radości. Jeden prezent dostałam do zwrotu. Bo pomyślałam, co mu się przyda, a nie co by chciał. Moje życie nie sklada się z kupowania prezentów, ale sprawienie mu radości jest dla mnie ważne, a że to egzemplarz trudny, a jego wymarzone rzeczy nie leża w każdym sklepie, poświęcam na to trochę czasu. Żeby w swoje urodziny czy imieniny dostał to, co mu się spodoba, a nie kolejny prezent od cioci/mamy, który rzuci w kąt.
                                                    Mam się cieszyć z przynoszenia telefonu czy wyciskania soczku? Wiesz, cieszę się, bo dziś wróciłam do posprzątanego mieszkania z wyrzuconymi śmieciami. Tylko dlaczego to następuje tylko po awanturze, a za kilka dni wyparowuje? Nie sprawia mi przyjemności kłócenie się, ale tylko to działa. Jakby był sprytniejszy, to by nie reagował na krzyki, tylko wtedy, kiedy mówię coś z usmiechem, może bym sie wytresowała.
                                                    Granie mnie wkurza, bo napisałam, że lubię być sama, ale nie lubię z kimś za ścianą. Wkurza mnie to, co on chce oglądać w telewizji, jego wkurzają moje rzeczy i wychodzi, bo nie może na to patrzeć. Sesje gier z kolegami, sztuki walki, siłownia mnie nie wkurzają, sama mówię, żeby szedł. Wkurza mnie odkładanie wszystkiego na ostatnią chwilę i mówienie codziennie, że musi coś zrobic. Ja mam się odczepić, bo on musi. Jak ma czas, to nie robi i potem znowu mam spadać, bo musi to zrobić. Niech sobie każdy ma przyjemności, ale głupio założyłam, że związek też jest przyjemnością. I jak masz dużo pracy, to nie dokładasz sobie innych rzeczy tylko dla sibeie, żeby nie mieć czasu spędzić go z drugą osobą. Mozna powiedziec: teraz chce pograć, bo jestem zły, a to mnie odstresowuje. Do wieczora czy dzis mnie nie ma dla świata. Ale ja otrzymuję codziennie komunikat: zaraz do ciebie przyjdę. Np. zawsze, kiedy chcę, żebyśmy się położyli razem spać. Bo lubię, kiedyś to robiliśmy, bo nie chce zawsze zasypiać sama.
                                                  • pierwszalitera Re: Mistrzyni w akcji ;) 24.08.12, 20:01
                                                    mela1 napisała:

                                                    > Mogę tolerować Twoje złośliwości, ale czytanie w myślach i moim życiu juz wymag
                                                    > a komentarze.

                                                    A co ty się złościsz na mnie? Bo nie podoba ci się, że ktoś może być innego zdania od twojego i nie chcieć głaskać cię po główce? Zdaje się, że co niektóre osoby też wywaliły ci dosyć wyraźnie, że się z twoją wizją nie zgadzają, ale po co zastanawiać się nad punktami krytyki, skoro można zarzucić złośliwość pierwszejliterze?


                                                    Skoro potrafię spędzić miesiąc dowiad
                                                    > ując się czegos o grze czy sztuce walki, o ktorych pojęcia nie mam, szukac ludz
                                                    > i, którzy się znają, żeby podpowiedzieli mi prezent dla ucieszonej miny dziecka
                                                    > z cukierkiem, to chyba się nim interesuję. Pomimo, że mi sam nie opowiada.

                                                    Jesteś pewna, że robisz to z zainteresowania jego osobą, czy robisz to, bo chciałabyś by on postępował tak wobec ciebie? Jesteś pewna, że dla niego prezenty oznaczają to samo co dla ciebie?
                                                    A cała reszta twojego opisu potwierdza tylko moją opinię, że do siebie nie pasujecie. Nie bardzo wiem dlaczego oszukujesz samą siebie i piszesz bzdety, że ci z nim dobrze i czujesz się przy nim bezpiecznie, kiedy tak w ogóle nie jest.
                                                  • mela1 Re: Mistrzyni w akcji ;) 24.08.12, 20:34
                                                    Nie złoszczę się i jak sie cofniesz o kilka postów, to zobaczysz, że niektórym osobom, które mnie nie głaszczą po główce podziękowałam za cenne spostrzeżenia. Ale odrózniam konstruktywne uwagi czy krytyke od mówienia mi, co myślę. Ty wiesz lepiej, że nie czuję się bezpiecznie i nie jest mi z nim dobrze. Napisałam, że jest fajnie, kiedy jest dobrze. Nie czuję się dobrze, kiedy się kłócimy. Nie sądzę, żeby to było moje jednostkowe doświadczenie. Zakładam, że wiele osób także z najbliższymi w chwilach radosnych czuje się dobrze, a kiedy je wkurzają to już nie.
                                                    Jestem pewna, że prezenty kupije mu egoistycznie dla sibie. Bo raduje mnie jego uradowana mina. Czuję się spełniona, bo dobrze coś zrobiłam, napracowałam sie, ale mam efekt. Podobno nie ma altruistycznych dobrych uczynków, bo człowiekowi robi się od razu dobrze, kiedy wie, że komuś zrobił dobrze. Wiesz, jestem w banku dawców szpiku. I jak do mnie zadzwonią, to będę do końca życia sobie powtarzać, że jestem super, bo uratowałam komus życie. Mam robić dla kogoś tylko to, co mi sprawi ból, żeby nie mącić swoim zadowoleniem czyjejś radości? Tak, oczekuję od niego, że też nie dostanę prezentu na odwal się. Tylko jak ktoś ma więcej kasy, to łatwiej mu kupić komuś coś, na co tamten nie może sobie pozwolić. A jak się ma mniej i świadomość, że druga osoba wszytsko, czego zapragnie po prostu kupuje, to trzeba sie wysilić, żeby wymyśleć coś, co sprawi przyjemność, bo może on nie wpadł na to, że by tego chciał.
                                                  • pierwszalitera Re: Mistrzyni w akcji ;) 24.08.12, 20:53
                                                    mela1 napisała:

                                                    Napisałam,
                                                    > że jest fajnie, kiedy jest dobrze.

                                                    No ale kiedy jest dobrze? Kiedy zachowuje się tak, jak tego oczekujesz? I dlaczego się kłócicie?

                                                    Wiesz, jestem w ba
                                                    > nku dawców szpiku. I jak do mnie zadzwonią, to będę do końca życia sobie powtar
                                                    > zać, że jestem super, bo uratowałam komus życie.

                                                    Ty uratuj napierw swoje życie, a potem martw się o innych. ;-)


                                                    Tylko jak ktoś ma więce
                                                    > j kasy, to łatwiej mu kupić komuś coś, na co tamten nie może sobie pozwolić. A
                                                    > jak się ma mniej i świadomość, że druga osoba wszytsko, czego zapragnie po pros
                                                    > tu kupuje, to trzeba sie wysilić, żeby wymyśleć coś, co sprawi przyjemność, bo
                                                    > może on nie wpadł na to, że by tego chciał.

                                                    O rany, ta prezentowa sprawa mnie przerasta. Jeszcze nigdy nie spotkałam kogoś, dla kogo miałoby to aż takie znaczenie. Zastanów się raczej, jakie braki sobie w ten sposób odbijasz, bo przenosisz swoją walkę na pola poboczne i tracisz w ten sposób jasne spojrzenie na najważniejsze aspekty tej bitwy. ;-) Albo inaczej, odpuść sobie z tymi prezentami, one nie są dla niego wyrazem zaangażowania.
                                                  • mela1 Re: Mistrzyni w akcji ;) 24.08.12, 21:14
                                                    O rany, proponuję odpuścić prezenty, bo jest sierpien, on ostatnia okazję do dawania miał w lutym, ja będę miała za chwilę dwie i dlatego to sprawa u mnie na tapecie. Ale okazje sa kilka razy w roku i naprawdę nie żyję kupowaniem prezentów.
                                                    Co sobie odbijam? Podobno jak się kończy 7 lat to nie powinno się oczekiwac chwalenia od kogoś, tylko się doceniać samemu. Ja mam deficyt chwalenia, dlatego się staram, żeby pochwałę uzyskać. Na różnych polach. To mnie dowartościowuje, bo samoocenę mam przynajmniej niestabilną.
                                                    Kiedy jest dobrze? Kiedy widzę, ze nam obojgu coś sprawia przjemność. Ja ciesze się łatwiej, on rzadziej, ale bywa zadowolony. Kiedy on się przytula, bo chce i ja chce, a nie wtedy, kiedy robi to dla mnie.
                                                    Z innymi nie chodzi o kwestię zakochania, tylko takie spojrzenie bez emocji na innego. że takiego, to bym nie zniosła:) Też kiedyś skończyłam związek, przepłakałam 3 miesiące i jak o tym pomyśle, to mnie radość rozpiera. Aktualny ma wady w moim odczuciu, ale ma taką zaletę, że żadnego świństwa mi nigdy nie zrobił. I zakładam na podstawie doświadczenia, że o ile mój placz może olać, bo przywykł, to jak będę naprawdę miała problem, to pomoże. Umie np. (jak przemowi) doradzić coś, odradzic. Pomijam szósty zmysł do dopasoania ciuchów do mojej figury, z którego nie korzystam, bo nie lubi zakupów i rzadko się go udaje wyciągnąć. Ale jak mam jakiś głupi pomysł, którego nie przemyślałam, to potrafi mi powiedzieć, żebym tego nie robiła. Wtedy jest dobrze, potrafię się z nim zgodzic, bo uważam go za mądrego człowieka.
                                                    Przyznaję, że brakuje mi tolerancji dla braku umiejętności życiowych i braku wiedzy podstawowej. Przykład: - Możemy jechac na te wakacje, ale powrót jest do Bydgoszczy.
                                                    - Gdzie jest Bydgoszcz?

                                                    - Kupię cukinie (nie pamiętam, co to w oryginale było), tylko wygooglam jak to wygląda.
                                                  • kis-moho Re: Mistrzyni w akcji ;) 24.08.12, 21:24
                                                    Aktualny ma wady
                                                    > w moim odczuciu, ale ma taką zaletę, że żadnego świństwa mi nigdy nie zrobił.
                                                    > I zakładam na podstawie doświadczenia, że o ile mój placz może olać, bo przywyk
                                                    > ł, to jak będę naprawdę miała problem, to pomoże.

                                                    Mela, moim zdaniem z Twoich słów wieje takim lodem, że aż mnie ciarki przeszły. Olać Twój płacz?
                                                  • pierwszalitera Re: Mistrzyni w akcji ;) 24.08.12, 21:51
                                                    kis-moho napisała:

                                                    > Mela, moim zdaniem z Twoich słów wieje takim lodem, że aż mnie ciarki przeszły.
                                                    > Olać Twój płacz?

                                                    Istnieją faceci, dla których kobiecy płacz jest tak niepokojącym i wyprowadzającym z równowagi przeżyciem, że uciekają przed nim, gdzie pieprz rośnie. Najczęściej do swojego pudełka NIC. Nie mają bowiem pojęcia, co ten płacz oznacza i jak mają się w takiej sytuacji zachować. Tym bardziej, że często nie rozumieją łańcucha przyczynowo-skutkowego prowadzącego do płaczu. Szczególnie gdy kobiety wysłałają sprzeczne sygnały, na przykład mówią, że wszystko jest dobrze, a zaraz potem doprowadzają sytuację do eskalacji.
                                                  • kis-moho Re: Mistrzyni w akcji ;) 24.08.12, 22:00
                                                    > Istnieją faceci, dla których kobiecy płacz jest tak niepokojącym i wyprowadzają
                                                    > cym z równowagi przeżyciem, że uciekają przed nim, gdzie pieprz rośnie. Najczęś
                                                    > ciej do swojego pudełka NIC. Nie mają bowiem pojęcia, co ten płacz oznacza i ja
                                                    > k mają się w takiej sytuacji zachować.

                                                    No ale nie róbmy z facetów nieogarniętych misiów. Człowiek płacze=jest nieszczęśliwy, trzeba go najpierw pocieszyć, a potem się zobaczy. Nie wyobrażam sobie olania nieszczęśliwego partnera.
                                                  • pinupgirl_dg Re: Mistrzyni w akcji ;) 24.08.12, 22:07
                                                    > No ale nie róbmy z facetów nieogarniętych misiów. Człowiek płacze=jest nieszczę
                                                    > śliwy, trzeba go najpierw pocieszyć, a potem się zobaczy. Nie wyobrażam sobie o
                                                    > lania nieszczęśliwego partnera.

                                                    Ludzie płaczą z różnych powodów, również po to, żeby wykorzystywać takie odruchy. Ja np. płaczę czasami, bo tak, nie mam specjalnie konkretnego powodu, prawie każdą silniejszą emocję w tej sposób odreagowuję, wcale nie muszę być nieszczęśliwa. I mogę być nieszczęśliwa i nie uronić ani łzy.
                                                    Poza tym jeśli ktoś płaczę ciągle i nie wie się, dlaczego, ani jak pomóc, albo wręcz jest się odrzucanym, to po jakimś czasie można się do tego zwyczajnie przyzwyczaić i przestać reagować.
                                                  • kis-moho Re: Mistrzyni w akcji ;) 24.08.12, 22:11
                                                    > Ludzie płaczą z różnych powodów, również po to, żeby wykorzystywać takie odruch
                                                    > y.

                                                    Ja chyba jestem za prosta w takim razie na te wszystkie emocjonalne manipulacje.
                                                  • indigo-rose Re: Mistrzyni w akcji ;) 24.08.12, 22:11
                                                    No dokładnie. Ja jestem z natury trochę płaczliwa, łatwo się wzruszam, itd. Czasami samą mnie to irytuje, że oto zaszkliły mi się trochę oczy z bzdurnego powodu i staram się z tym schować, typu popatrzeć chwilę w inną stronę aż mi przejdzie. Tymczasem mój facet i tak zawsze zauważy, mówi "ojeej" i mnie głaszcze i tuli, nawet jeśli się trochę wewnętrznie śmieje z tego i słychać nutkę rozbawienia/rozczulenia w jego głosie. A mówię teraz o pierdołach, nie o płaczu z jakiegoś poważnego powodu.
                                                  • madzioreck Re: Mistrzyni w akcji ;) 24.08.12, 22:17
                                                    oto zaszkliły mi się trochę oczy z bzdurnego powo
                                                    > du i staram się z tym schować, typu popatrzeć chwilę w inną stronę aż mi przejd
                                                    > zie. Tymczasem mój facet i tak zawsze zauważy, mówi "ojeej" i mnie głaszcze i t
                                                    > uli,

                                                    Ja bym w takiej sytuacji zagryzła przytulacza...
                                                  • indigo-rose Re: Mistrzyni w akcji ;) 24.08.12, 22:31
                                                    Mnie to rozśmiesza :) To przytulanie i głaskanie jest zupełnie inne, niż wtedy, kiedy naprawdę o coś chodzi: takie celowo przejaskrawione, a że jeszcze do tego mówi "ojeeej, płaku płaku, ojej, ojej" to zawsze się potem śmieję. W pewnym sensie to jakby karykatura pocieszania. A z drugiej strony pokazuje troskę, chociaż poprzez wygłupy.
                                                  • madzioreck Re: Mistrzyni w akcji ;) 24.08.12, 23:06
                                                    Ja rozumiem, ale tylko pokazuję, jak to, co jest oczywiste dla jednego (ktoś płacze, to trzeba go przytulić i się troszku ponabijać, choć w dobrej intencji), dla kogoś innego jest od czapy. Mój tok rozumowania jest taki, że skoro się chowam z tymi oczami mokrymi od pierdółki, to po to, że chcę być schowana i samej ochłonąć. Jak by mi ktoś w tym momencie podszedł i zaczął mi w tej chwili prywatności przeszkadzać, to właśnie bym się wkurzyła.
                                                  • indigo-rose Re: Mistrzyni w akcji ;) 24.08.12, 23:21
                                                    To pewnie różnica charakterów między nami :) Dla mnie fajny jest sam fakt, że istnieje jedna osoba, przed którą nie czuję totalnego upokorzenia i z którą możemy sobie podejść do tego na luzie, na dystans i nawet się pośmiać. Wszystkie inne osoby, a już zwłaszcza pocieszające na serio, wysłałabym na drzewo, plus byłoby mi koszmarnie wstyd, że ktoś mnie widział z mokrymi oczami. Oczywiście rozumiem też Twoje podejście, nie każdy lubi infantylnie wyglądające wygłupy, zwłaszcza w takich momentach.
                                                    Ale chodziło mi o to, że dopóki nie zostanie się wysłanym na rzeczone drzewo (nie dostanie się żadnego sygnału "chcę być sam/a"), to powinno się próbować kogoś pocieszyć, bo może właśnie ktoś chce, żeby z nim być. Moim zdaniem łatwiej jest powiedzieć komuś, żeby nie pocieszał i olał, niż żeby przyszedł i potulił.
                                                  • madzioreck Re: Mistrzyni w akcji ;) 24.08.12, 23:29
                                                    > To pewnie różnica charakterów między nami :)

                                                    No ale właśnie z tych różnic między osobami rodzą się problemy - bo czyjeś potrzeby nie są zaspokajane, a drugiej stronie wydaje się, że postępuje tak, jak trzeba i zaspokojone być powinny.

                                                    Oczywiście rozu
                                                    > miem też Twoje podejście, nie każdy lubi infantylnie wyglądające wygłupy, zwłas
                                                    > zcza w takich momentach.

                                                    Lubię każde wygłupy, nawet infantylne (OT: gdybyś widziała, jakie dziś powitanie brafitterek z szefową wymyśliłyśmy...;)), tyle, że sytuacja powodująca łzy w moich oczach nie jest na nie w moim przypadku dobrym momentem :)

                                                    > Ale chodziło mi o to, że dopóki nie zostanie się wysłanym na rzeczone drzewo (n
                                                    > ie dostanie się żadnego sygnału "chcę być sam/a"), to powinno się próbować kog
                                                    > oś pocieszyć, bo może właśnie ktoś chce, żeby z nim być. Moim zdaniem łatwiej j
                                                    > est powiedzieć komuś, żeby nie pocieszał i olał, niż żeby przyszedł i potulił.

                                                    A mnie z kolei łatwiej powiedzieć "przytul i pociesz" osobie, przy której mogę tak, jak napisałaś wyżej, niż kazać mu spitalać, kiedy jednak z tyłu głowy mam, że on chce dobrze i obrywa mu się za dobre chęci i troskę... no pokręcone to wszystko. Gdyby wszyscy mieli tak samo, to nie byłoby problemów w związkach - ludzie by się po przystojności dobierali w pary i byłoby cool;)
                                                  • indigo-rose Re: Mistrzyni w akcji ;) 24.08.12, 23:43
                                                    madzioreck napisała:

                                                    > Lubię każde wygłupy, nawet infantylne (OT: gdybyś widziała, jakie dziś powitani
                                                    > e brafitterek z szefową wymyśliłyśmy...;)), tyle, że sytuacja powodująca łzy w
                                                    > moich oczach nie jest na nie w moim przypadku dobrym momentem :)

                                                    Widzisz, ja czasami mam takie rozdwojenie, że moje oczy się szklą, a mi nawet nie jest przesadnie smutno, jakbym miała emocjonalne ciało. Z jednej strony jakieś ukryte napięcie powoduje, że mogę się prawie poryczeć z durnego powodu jak dziecko (typu bo coś niespecjalnie istotnego nie wypaliło). Z drugiej strony ja wtedy nie odczuwam żadnych głębokich emocji, tylko np. lekkie poirytowanie mijające w kilka sekund, więc mogę spojrzeć na siebie z zewnątrz i śmiać się sama z siebie, że tak zareagowałam. Ja się zastanawiam, czy to nie jakiś drobny side-effect hormonów.
                                                    Co ciekawe, przy ludziach mi się to praktycznie nie zdarza :P
                                                  • pierwszalitera Re: Mistrzyni w akcji ;) 24.08.12, 22:18
                                                    kis-moho napisała:

                                                    > No ale nie róbmy z facetów nieogarniętych misiów. Człowiek płacze=jest nieszczę
                                                    > śliwy, trzeba go najpierw pocieszyć, a potem się zobaczy. Nie wyobrażam sobie o
                                                    > lania nieszczęśliwego partnera

                                                    Ależ ja nie robię z faceta nieograniętego misia. Tylko kogoś, kto ucieka przed nieprzyjemną mu sytuacją. Być może nie widzi też powodu tego "nieszczęścia", bo żadnego nie ma. Bo nie oszukujmy się, płacz to czasem jest manipulacja i emocjonalny szantaż : popatrz jak mnie, słabą istotę, skrzywdziłeś ty draniu. Wielu facetów reaguje na coś takiego alergicznie.
                                                  • kis-moho Re: Mistrzyni w akcji ;) 24.08.12, 22:22
                                                    Bo nie oszukujmy się, płacz to czasem jest manipulacja i em
                                                    > ocjonalny szantaż : popatrz jak mnie, słabą istotę, skrzywdziłeś ty draniu. Wi
                                                    > elu facetów reaguje na coś takiego alergicznie.

                                                    Ale ja zakładam, że mówimy o szczerym płaczu, a nie chwili wzruszenia czy o emocjonalnej manipulacji. W pierwszym przypadku Mela chyba nie miałaby pretensji, że nie pędzi od razu z chusteczką. A o drugi przypadek jej nie oskarżam.
                                                  • pierwszalitera Re: Mistrzyni w akcji ;) 24.08.12, 22:35
                                                    kis-moho napisała:

                                                    > Ale ja zakładam, że mówimy o szczerym płaczu, a nie chwili wzruszenia czy o emo
                                                    > cjonalnej manipulacji. W pierwszym przypadku Mela chyba nie miałaby pretensji,
                                                    > że nie pędzi od razu z chusteczką. A o drugi przypadek jej nie oskarżam.

                                                    A ja niczego nie zakładam, bo nie wiem jak często mela płacze, w jakich sytuacjach i czy zdaje sobie w ogóle sprawę jak autentycznie czuje się nieszczęśliwa, a na ile łapie się manipulacji. Nie wiemy też, jakie facet miał wcześniejsze doświadczenia z damskim płaczem i z czym mu się on kojarzy. Ja wiem tylko, że nie każdy facet leci przytulać i pocieszać przy płaczu wynikającym z kłótni. I mnie by to na przykład wcale nie uszczęśliwiało, bo przytula się i pociesza się dzieci, które nie potrafią rozróżnić małej tragedii od wielkiej. Odebrałabym więc to raczej, że nie traktuje mnie zbyt poważnie. Inaczej jest, gdy powodem płaczu jest coś innego, jakieś autentyczne nieszczęście i ból, wtedy można oczekiwać wsparcia partnera.
                                                  • kis-moho Re: Mistrzyni w akcji ;) 24.08.12, 22:41
                                                    Inaczej jest, gdy powodem pł
                                                    > aczu jest coś innego, jakieś autentyczne nieszczęście i ból, wtedy można oczeki
                                                    > wać wsparcia partnera.

                                                    No i o takim płaczu myślałam, czytając słowa Meli.
                                                    Wychodzi, że nie znam się ani na płaczu, ani na innych aspektach dramatycznych związków, więc pozostaje mi życzyć Lobbystkom dobrej nocy :o)
                                                  • mela1 Re: Mistrzyni w akcji ;) 24.08.12, 22:39
                                                    Płacz jest traktowany troche jak kłotnia. Milczeniem. Mam (miałam) skłonności do płaczu manipulującego, tu najlepiej jak się mnie oleje, żeby mi przeszły głupie metody. Naryczałam się rpzy nim, bo przechodziłam bardzo ciężki okres. On jest słaby w pocieszaniu, czasem przytuli, ale problem traktuje jako cos, co trzeba rozwiązac. A moich sie nie dało albo nie umiałam. Więc on się zamykał w sobie, a ja umiałam wyć godzinę albo i cały dzień. Inna sprawa, że mam poważny PMS (w leczeniu, jest lepiej) i potrafię na serio czuć, że marność nad marnościami i wszystko marność. Płaczę nie z chęci wymuszenia czegoś, ale z aktualnie doświadczanego bólu istnienia. Może się znieczulił. Miałam poważne problemy w pracy, brak perspektyw, do tego mieszkałam z odchodząca latami i wymagająca obsługi na poziomie niemowlaka babcia i ojcem, z którym były same konflikty. Oboje obarczali mnie pretensjami do drugiego. Jak do tego dochodziły hormony, to wyłam. Rozumiem, że ciężko pocieszać rok, kiedy sytuacja się nie zmienia, najwyżej pogarsza. Szczególnie komuś, kto pod skorupą jest wrażliwy, przejmuje sie i boli go, że nie umie pomóc.
                                                    Teraz rozpłakałam sie po kłotni o wakacje, bo okazała sie przelaniem czary goryczy. A że do tego wylewałam żale, potraktował to jako klótnię.
                                                  • satia2004 Re: Mistrzyni w akcji ;) 24.08.12, 22:48
                                                    pierwszalitera napisała:
                                                    > Ależ ja nie robię z faceta nieograniętego misia. Tylko kogoś, kto ucieka przed
                                                    > nieprzyjemną mu sytuacją.

                                                    No właśnie - OJEJ biedy miś! Jego partnerka płacze ale najważniejsze jest to, że dla niego to 'nieprzyjemne'. Pochylmy się nad nieborakiem!

                                                    Ja się zastanawiam do jak absurdalnych granic można usprawiedliwiać facetów. Misiu-pysiu może być jaki chce, może robić co chce, mieć w 4 literach co chce. Od misia-pysia nie można nic wymagać! Misiu zawsze najważniejszy!

                                                    Czy kobiety naprawdę są aż takimi frajerkami, żeby to kupować?
                                                  • pinupgirl_dg Re: Mistrzyni w akcji ;) 24.08.12, 22:53
                                                    A ja się zastanawiam, do jakiego stopnia można wszystko na facetów zwalić, wiadomo, facet to świnia i z założenia on jest winny. Związek budują obie strony i obie są za niego odpowiedzialne, począwszy od wyboru partnera po decyzję o trwaniu w takim a nie innym układzie. Sprawy rodem z 997 pomijam.
                                                    Satia - Ty nawet nie znasz jego wersji, nie widziałaś człowieka na oczy, a wszystko o nim wiesz.
                                                  • satia2004 Re: Mistrzyni w akcji ;) 24.08.12, 22:59
                                                    pinupgirl_dg napisała:
                                                    > A ja się zastanawiam, do jakiego stopnia można wszystko na facetów zwalić, wiad
                                                    > omo, facet to świnia i z założenia on jest winny.

                                                    Nie 'facet świnia' tylko dorosły człowiek płci obojętnej za siebie odpowiada. Durne usprawiedliwianie jest dla mnie totalną pomyłką.

                                                    > Satia - Ty nawet nie znasz jego wersji, nie widziałaś człowieka na oczy, a wszy
                                                    > stko o nim wiesz.

                                                    A co ja o im wiem? Co ja konkretnie o nim napisałam poza tym co przedstawia Mela? To akurat nie ja jestem tutaj specjalistką od wmawiania wszystkim, że wie lepiej niż oni sami.

                                                    Jedyne co ja piszę to fakt, że ten konkretny człowiek odpowiada za swoje zachowanie dokładnie tak samo jak Mela. Robienie z niej histeryczki a z niego biednego misia-ofiary jest... brak mi dobrego słowa... denne!
                                                  • pinupgirl_dg Re: Mistrzyni w akcji ;) 24.08.12, 23:05
                                                    > Jedyne co ja piszę to fakt, że ten konkretny człowiek odpowiada za swoje zachow
                                                    > anie dokładnie tak samo jak Mela. Robienie z niej histeryczki a z niego biedneg
                                                    > o misia-ofiary jest... brak mi dobrego słowa... denne!

                                                    A robienie z Meli ofiary jest ok? Nie mam podstaw, żeby tak uważać. Faceta też nikt tu nie uważa za ofiarę, nie wiem, gdzie tak odczytałaś.
                                                  • satia2004 Re: Mistrzyni w akcji ;) 24.08.12, 23:15
                                                    pinupgirl_dg napisała:
                                                    > A robienie z Meli ofiary jest ok? Nie mam podstaw, żeby tak uważać. Faceta też
                                                    > nikt tu nie uważa za ofiarę, nie wiem, gdzie tak odczytałaś.

                                                    Pinup - czy potrafisz nie popadać ze skrajności w skrajność? Bo z kolei ja mogę teraz zapytać 'a gdzie wyczytałaś, że robienie z Meli ofiary jest ok'? I tak będziemy się kręcić w kółko.

                                                    Robienie z kogokolwiek ofiary w ogóle mnie ma sensu i niczemu nie służy. Mnie irytuje sposób wypowiedzi (konkretny przykład Pierwszejlitery), którzy od góry do dołu zjeżdża zachowanie Meli a jak przychodzi do 'oceny' jej partnera to nagle nic w sumie nie wiadomo i znajduje się milion okoliczności łagodzących jego zachowania. Konkretny przykład: facet nie reaguje na płaczącą Melę. I czego się dowiadujemy? Że w sumie to Mela może manipuluje a on może nie reaguje bo to dla niego nieprzyjemna sytuacja! Noszzz kurcze! Mnie się w zeszłym tygodniu rozpłakała koleżanka z biurka obok i tak była to nieprzyjemna dla mnie sytuacja ale to ONA miała problem i to pomoc JEJ była ważna a nie to, że mnie jest nieprzyjemnie! Ludzie - jakieś priorytety w takiej sytuacji zwykła ludzka empatia powinna ustawiać! W życiu bym nie pomyślała, żeby np. nie podać jej chusteczki a potem usprawiedliwiać się tym, że było mi nieprzyjemnie!
                                                  • pierwszalitera Re: Mistrzyni w akcji ;) 24.08.12, 23:24
                                                    satia2004 napisała:

                                                    Konkretny przykład: facet nie reaguje na płaczącą Melę. I czego się
                                                    > dowiadujemy? Że w sumie to Mela może manipuluje a on może nie reaguje bo to dla
                                                    > niego nieprzyjemna sytuacja! Noszzz kurcze!

                                                    No przecież mela potwierdziła moje słowa, opisując w póżniejszym poście swoje raczej mało racjonalne zachowanie związane z płaczem, więc twoje oburzenie, to jest musztarda po obiedzie.
                                                  • pinupgirl_dg Re: Mistrzyni w akcji ;) 24.08.12, 23:24
                                                    > Że w sumie to Mela może manipuluje a on może nie reaguje bo to dla
                                                    > niego nieprzyjemna sytuacja! Noszzz kurcze!

                                                    Ale Mela tego nie wykluczyła.
                                                    Z manipulacją też nie jest tak, że trzeba być jakąś podłą, pozbawioną wszelkich uczuć świnią (nie obrażając zwierzęcia), żeby się do tego posunąć, prawie każdy stosuje ją na co dzień.


                                                    > Mnie się w zeszłym tygodniu rozpła
                                                    > kała koleżanka z biurka obok i tak była to nieprzyjemna dla mnie sytuacja ale t
                                                    > o ONA miała problem i to pomoc JEJ była ważna a nie to, że mnie jest nieprzyjem
                                                    > nie! Ludzie - jakieś priorytety w takiej sytuacji zwykła ludzka empatia powinna
                                                    > ustawiać! W życiu bym nie pomyślała, żeby np. nie podać jej chusteczki a potem
                                                    > usprawiedliwiać się tym, że było mi nieprzyjemnie!

                                                    To jest inna sytuacja. Poza tym gdyby ta koleżanka płakała dzień w dzień, albo tuż po tym, gdy Ci wygarnęła, jaka jesteś dla niej podła i że w ogóle nie wie, czy chce jeszcze z Tobą przebywać w jednym pomieszczeniu, też byś biegła z tą chusteczką?
                                                  • satia2004 Re: Mistrzyni w akcji ;) 24.08.12, 23:29
                                                    pinupgirl_dg napisała:
                                                    > To jest inna sytuacja. Poza tym gdyby ta koleżanka płakała dzień w dzień, albo
                                                    > tuż po tym, gdy Ci wygarnęła, jaka jesteś dla niej podła i że w ogóle nie wie,
                                                    > czy chce jeszcze z Tobą przebywać w jednym pomieszczeniu, też byś biegła z tą c
                                                    > husteczką?

                                                    A Mela płacze dzień w dzień czy celowo chcesz zrobić z niej histeryczkę?

                                                    Na marginesie - ja tak mam, że zwykle przy okazji kłótni płaczę. Chłop po 2 razie i wytłumaczeniu chusteczki podaje ZAWSZE. Dla niego to kwestia techniczna. Łzy=chusteczka.
                                                  • madzioreck Re: Mistrzyni w akcji ;) 24.08.12, 23:33
                                                    Chłop po 2 raz
                                                    > ie i wytłumaczeniu chusteczki podaje ZAWSZE. Dla niego to kwestia techniczna.
                                                    > Łzy=chusteczka.

                                                    A gdzie ta empatia i priorytety w takim razie?
                                                  • satia2004 Re: Mistrzyni w akcji ;) 24.08.12, 23:39
                                                    madzioreck napisała:
                                                    > A gdzie ta empatia i priorytety w takim razie?

                                                    Nosz proszę Cię! Naprawdę tak ciężko pomyśleć?

                                                    Tak - to jest okazanie empatii i priorytetów. Bo może jak facet Meli - olać. Ale nie - on WIE, że mi te chusteczki są potrzebne, WIE jak reaguję. I to JAK JA się czuję i czego JA potrzebuję jest ważne. Gdyby mnie olał w tej sytuacji to tak jakby chciał mi dodatkowo dokopać.

                                                    Ciężko mi jest zrozumieć, że piszące tutaj osoby, w wieloletnich związkach nie wiedzą o sobie w sumie nic. Jak ktoś reaguje, czego potrzebuje. Jak obcy ludzie. A reszta uważa to za standard.
                                                  • madzioreck Re: Mistrzyni w akcji ;) 24.08.12, 23:47
                                                    > Nosz proszę Cię! Naprawdę tak ciężko pomyśleć?
                                                    >
                                                    > Tak - to jest okazanie empatii i priorytetów. Bo może jak facet Meli - olać. Al
                                                    > e nie - on WIE, że mi te chusteczki są potrzebne, WIE jak reaguję. I to JAK JA
                                                    > się czuję i czego JA potrzebuję jest ważne.

                                                    To jeszcze nie oznacza empatii. Określonych zachowań w określonych sytuacjach da się wyuczyć także psa (mój tata wchodził z pracy, psica biegła do szafki z butami i przynosiła mu pantofle - ba, patrzyła jak na głupka, kiedy zdarzyło się, że wziął sobie sam...), i z empatią wiele wspólnego to nie musi mieć. Ale Ty pisałaś o empatii właśnie, stąd moje pytanie.
                                                    Można oczekiwać zachowań, nie można oczekiwać od kogoś empatii, jeśli nie jest istotą empatyczną. To znaczy oczekiwać ofkors można, ale raczej będzie się wtedy srogo zawiedzionym. Jeśli ktoś wtedy z boku wytłumaczy, że nie można oczekiwać czegoś, do czego dany człowiek nie jest zdolny, nazwiesz to usprawiedliwianiem tego człowieka i robieniem z niego ofiary.
                                                  • satia2004 Re: Mistrzyni w akcji ;) 24.08.12, 23:52
                                                    madzioreck napisała:
                                                    > To jeszcze nie oznacza empatii.

                                                    No tak - teraz będziesz mi udowadniać, że ja swojego chłopa nie znam - Ty wiesz lepiej, co oznaczają jego gesty. Pierwszalitera bis :D

                                                    Dziękuję bardzo - przekażę mu Twoją pseudo psychoanalizę - zapewne dobrze się ubawi :)
                                                  • madzioreck Re: Mistrzyni w akcji ;) 25.08.12, 00:33
                                                    > No tak - teraz będziesz mi udowadniać, że ja swojego chłopa nie znam - Ty wiesz
                                                    > lepiej, co oznaczają jego gesty.

                                                    Czy Ty, kobito, umiesz czytać? Sama napisałaś - "to dla niego kwestia techniczna - łzy=chusteczki" - przecież nie ja to napisałam!

                                                    I sprawdź sobie definicję empatii.

                                                    >Pierwszalitera bis :D

                                                    Dziękuję za komplement :)
                                                  • mela1 Dziewczyny 25.08.12, 00:49
                                                    Nie widzę sensu takich kłótni. Każda ma inne zdanie, jedna uważa, że ja mam racje, inna, że jestem histeryczką. Jest mi bardzo miło, że się zaangażowałyście, ale ja naprawdę przeżyję to, że ktoś się ze mną nie zgadza. Poczytam sobie różne punkty widzenia, a to, co nie ejst trafione odrzucę, bo przecież całego życia tu nie opiszę, a nawet gdyby to będzie moja subiektywna historia. Nawet jak mi ktoś mówi, że popełniam błędy, a zauważę, że coś może być na rzeczy, to przyjmuję. Nie potrzebuję adwokata, chociaż oczywiście miło się czyta, jak ktoś trzyma moją stronę:)
                                                    Mamy problem z komunikacją, bo on nie komunikuje, a ja widać w nieodpowiedni sposób. Mamy różne potrzeby. Ale nikt nie jest ofiarą, biednym misiem czy stłamszona kura domową. Nie warto się żreć o mój związek.
                                                  • madzioreck Re: Dziewczyny 25.08.12, 00:54
                                                    > Nie widzę sensu takich kłótni. Każda ma inne zdanie, jedna uważa, że ja mam rac
                                                    > je, inna, że jestem histeryczką.

                                                    No właśnie byłoby miło, jakby ludzie zrozumieli, że w takich wypadkach bez sensu jest mówienie o racji czy jej braku, albo szukanie winnych. Ludzie są, jacy są, i żadna racja nie sprawi, że się zmienią.
                                                    Tak mi przychodzi do głowy, jak czasem ludzie idą na terapię dla par, i każda ze stron konfliktu jest przekonana o swojej racji, a ta druga/ten drugi to świnia, oczekuje, że terapeuta powie: ooo, ma pani rację, panie Kowalski, jak pan tak może!!!
                                                  • satia2004 Re: Dziewczyny 25.08.12, 09:26
                                                    madzioreck napisała:
                                                    > No właśnie byłoby miło, jakby ludzie zrozumieli, że w takich wypadkach bez sens
                                                    > u jest mówienie o racji czy jej braku, albo szukanie winnych. Ludzie są, jacy s
                                                    > ą, i żadna racja nie sprawi, że się zmienią.

                                                    Ale tu nie chodzi o kwestię 'racji' tylko trzymania się FAKTÓW. Kobiety chyba tego nie potrafią tak samo jak rozmawiać o konkretach.

                                                    1/3 wypowiedzi Meli tutaj to prostowanie informacji, które forumowiczki dośpiewują sobie nie wiadomo skąd. Typu wypowiedź Pinup:
                                                    'Mela ma zwyczaj mówić, że nie wie, czy chce z nim jechać na wakacje, kiedy chce, liczy, że on odgadnie, czego ona chce na urodziny.'
                                                    Skąd Wy takie rzeczy bierzecie????

                                                    I jeszcze jedno Madzioreck - może czujesz się lepsza, bo słowa 'racja' nie użyłaś (swoją drogą ja również) ale sposób prowadzenia dyskusji często dobitnie wskazuje, gdzie dana osoba tę rację widzi.
                                                  • madzioreck Re: Dziewczyny 25.08.12, 18:23
                                                    > I jeszcze jedno Madzioreck - może czujesz się lepsza,

                                                    Oczywiście Ty wiesz lepiej, jaka ja się czuję.

                                                    bo słowa 'racja' nie użył
                                                    > aś (swoją drogą ja również) ale sposób prowadzenia dyskusji często dobitnie wsk
                                                    > azuje, gdzie dana osoba tę rację widzi.

                                                    No to widzisz rzeczy, których nie ma (o ile pijesz do mnie), bo ja w tej całej sytuacji widzę dwoje szamoczących się, niedopasowanych do siebie ludzi, i nie widzę w tym winy czy racji ani Meli, ani chłopa - moze gdybym miała relację obu stron, zaryzykowałabym bardziej zaawansowaną ocenę. Za to jeśli piłaś z nieokreślaniem racji do siebie, to faktycznie - z każdego Twojego postu przebija, że chłop Meli jest niedobry a cała reszta go usprawiedliwia.
                                                  • pierwszalitera Re: Dziewczyny 25.08.12, 11:51
                                                    mela1 napisała:

                                                    > Nie widzę sensu takich kłótni. Każda ma inne zdanie, jedna uważa, że ja mam rac
                                                    > je, inna, że jestem histeryczką.

                                                    Nikt nie napisał, że jesteś histeryczką. Niezrównoważnie to nie jest histeria. A jesteś niezrównoważona, jeżeli reagujesz, czy reagowałaś godzinnnym płaczem. Osoby zrównoważone tak nie robią. Sama pisałaś, że coś cię z tej równowagi wytrąciło, wahania hormonów, stres i problemy. Przykro mi, że coś takiego cię spotkało, ale to nie zmienia sytuacji twojej i także twojego faceta, bo on też był z twoim zachowaniem konfrontowany. Być może nie powinnaś zwracać tu uwagi na wpisy pewnej osoby, której opinie na pewno ci nie pomogą. Zdaje się, że to ona użyła tu pojęcia histeria. I to ona wmawia ci, że jesteś ofiarą biednego misia.
                                                  • mela1 Re: Dziewczyny 25.08.12, 12:22
                                                    Napisałam, że filtruję, szczególnie jeśli widze, że dwie osoby sie kłócą i chcą mieć rację. Zakładam, że wtedy zarówno obrona mnie jak i atak będa bardziej skierowane na wygranie kłótni, a nie związane z tym, co napisałam.
                                                    Miałam powazne problemy, juz ich nie mam. To pewnie nie mija tak jak ręka odjał, zostaje gdzieś. Pewnie teraz z braku większych wyolbrzymiam mniejsze. Ale jestem zadowolona z pracy nad sobą, zauważam poprawę. Nie płacze codziennie 2 tygodnie i nie odkrywam, że mija mi jak dostaje okres. Nazwałam to PMS, ale to trochę inna rzecz i nie wynikająca z problemów z hormonami, ale od cyklu zalezna. Dla mnie zdziwinie okresem (nie dlatego, że zły termin, ale dlatego, że nie odnotowałam doła) to sukces. To, że mieszkam sama i nie umarłam z głodu, brudu itp. to tez sukces, bo wychowywano mnie w przekonaniu, że nic nie potrafię. Więc "prowadzenie domu" to dla mnie nie wicie gniazdka, tylko rodzaj sprawdzenia się. Potrafie to pogodzić z praca, w której podwoiły mi się obowiązki, a jednak się wyrabiam. Nie umiem tylko poprzestać na docenianiu się sama, potrzebuję doceniania z zewnątrz. Może można sie od tego uniezależnić.
                                                    Są osoby bardziej zrównowazone, wiem, że mam zmienne nastroje. Znam też wiele osób, które reagują bardziej emocjonalnie na mniejsze (dla mnie) sprawy. Mi zależy na progresie, każde zachowanie spokoju w sytuacji stresowej to dla mnie zwycięstwo. To, że czuję się jak zombi, bo się pozarłam z facetem, a pomimo to kończę porządnie wazny projekt, też. Ale jednak na problmemy reaguję w jakimś stopniu po mojemu i skoro staram się w pracy zachowywać spokój, to przelewa mi się w domu. Ale skoro nauczyłam się opanowania w robocie, to w końcu w domu też mogę.
                                                  • satia2004 Re: Mistrzyni w akcji ;) 25.08.12, 09:00
                                                    madzioreck napisała:
                                                    > Czy Ty, kobito, umiesz czytać?

                                                    A czy Ty kobieto potrafisz nie manipulować? Za wypowiedzią, do której się odnosisz była jeszcze jedna. Zadałaś pytanie a ja na nie odpowiedziałam. Konkretnie. Ty na to oczywiście, że wiesz lepiej. Ty wiesz lepiej, czego oznaką jest gest podania chusteczek przez mojego chłopa mimo, że ja Ci wyraźnie (po tym jak sama zapytałaś) napisałam czym jest. To się nazywa TUPET!
                                                  • madzioreck Re: Mistrzyni w akcji ;) 25.08.12, 13:54
                                                    satia2004 napisała:

                                                    > A czy Ty kobieto potrafisz nie manipulować? Za wypowiedzią, do której się odnos
                                                    > isz była jeszcze jedna. Zadałaś pytanie a ja na nie odpowiedziałam. Konkretnie.
                                                    > Ty na to oczywiście, że wiesz lepiej. Ty wiesz lepiej, czego oznaką jest gest
                                                    > podania chusteczek przez mojego chłopa mimo, że ja Ci wyraźnie (po tym jak sama
                                                    > zapytałaś) napisałam czym jest. To się nazywa TUPET!
                                                    >

                                                    Nie wiem lepiej, niczego takiego nie napisałam. Napisałam, że podanie chusteczki nie musi oznaczać empatii. To, że ktoś szanuje uczucia innych i że ważne jest dla niego, jak ktoś się czuje, też nie musi, podkreślam, nie musi, oznaczać empatii. Empatia to coś zupełnie innego.
                                                    Ja piszę w trybie przypuszczającym, a Ty jak zwykle się ciskasz, że ktoś Ci coś wmawia i wie lepiej - po co to robisz?
                                                  • satia2004 Re: Mistrzyni w akcji ;) 25.08.12, 17:44
                                                    madzioreck napisała:
                                                    > Nie wiem lepiej, niczego takiego nie napisałam. Napisałam, że podanie chusteczk
                                                    > i nie musi oznaczać empatii.

                                                    Owszem - napisałaś, zapytawszy uprzednio o konkretny przykład, który podałam, dotyczący konkretnie mojego partnera. Zapytałaś o konkretny przypadek i ja ten konkretny przypadek Ci opisałam. Na co czytam, że wcale tak nie musi być. No litości!! Ty wiesz lepiej?

                                                    Pewnie - podanie chusteczki może być i wyrazem agresji ale w tym o co pytałaś NIE BYŁO!! Po co pytasz jak i tak masz swoją 'ogólną' teorię o wszystkim i o niczym? Niezależnie co ja bym napisała i tak napisałabyś swoje. Czy dyskusja w konkretnym kontekście stanowi aż tak ogromne wyzwanie?
                                                  • madzioreck Re: Mistrzyni w akcji ;) 25.08.12, 18:19
                                                    Skoro w jednym poście mieszasz empatię i kwestię techniczną, to się nie dziw, że nie zrozumiałam tak, jakbyś sobie tego życzyła, bo dla mnie jedno z drugim nie ma absolutnie nic wspólnego.
                                                  • satia2004 Re: Mistrzyni w akcji ;) 25.08.12, 18:23
                                                    madzioreck napisała:
                                                    > Skoro w jednym poście mieszasz empatię i kwestię techniczną, to się nie dziw, ż
                                                    > e nie zrozumiałam tak, jakbyś sobie tego życzyła,

                                                    Napisałam wprost, w języku polskim, normalnymi zdaniami. Niczego nie trzeba było 'rozumieć' - trzeba było przyjąć do wiadomości. Jeżeli ja pisze 'jest A' a Ty na to 'wcale nie musi być A' to jest to tylko dowód złośliwości i 'wiedzenia lepiej'. Mogłam odpisać cokolwiek na Twoje pytanie bo w swoim wywodzie w ogóle nie wzięłaś pod uwagę tego co napisałam - napisałaś to co chciałaś i tyle.
                                                  • madzioreck Re: Mistrzyni w akcji ;) 25.08.12, 18:56
                                                    Podałaś informacje sprzeczne. Następnym razem się zdecyduj, to nie będzie nieporozumień.
                                                    BTW co do potrzeb, jakby mi chłop po kłótni dał chusteczkę, to nie wiem... chyba czymś bym w niego rzuciła.
                                                    No tyle, że mój chłop nie doprowadza mnie do łez, nie kłócimy się.
                                                  • satia2004 Re: Mistrzyni w akcji ;) 25.08.12, 23:39
                                                    madzioreck napisała:
                                                    > Podałaś informacje sprzeczne. Następnym razem się zdecyduj, to nie będzie niepo
                                                    > rozumień.

                                                    Wiesz Madzireck - ja się Ciebie czyta to ręce opadają. Albo nie potrafisz czytać albo po prostu NIE CHCESZ przyjąć do wiadomości bardzo prostych informacji. Albo po prostu chcesz widzieć to co chcesz a jak fakty nie pasują - tym gorzej dla faktów.

                                                    Nie podałam żadnych sprzecznych informacji. Stwierdzenie, że podanie chusteczki to kwestia techniczna NIE OZNACZA braku empatii. Chyba każda normalna, myśląca osoba potrafi to stwierdzić. Czynność podania chusteczki jest jak najbardziej techniczna - podnosisz rękę, wyjmujesz chusteczkę i podajesz. Czysta fizyka. I to napisałam. TO TY ZAPYTAŁAŚ gdzie empatia to Ci napisałam. To nie - zamiast po prostu przyjąć do wiadomości, że ja znam motywy działania mojego chłopa - Ty wiedziałaś 'lepiej'.

                                                    Już prościej wytłumaczyć nie potrafię - jak dalej 'nie rozumiesz' to trudno - Twoja strata.

                                                    > BTW co do potrzeb, jakby mi chłop po kłótni dał chusteczkę, to nie wiem... chyb
                                                    > a czymś bym w niego rzuciła.
                                                    > No tyle, że mój chłop nie doprowadza mnie do łez, nie kłócimy się.

                                                    I po co ta wrzutka? Mnie chłop też nie doprowadza do łez - sama się doprowadzam. Powyżej pewnego poziomu emocji płaczę, taka reakcja organizmu. Zdarza mi się popłakać z wściekłości czy frustracji. I co? Ma siedzieć jak słup, patrzeć jak mi źle i nie reagować?
                                                  • madzioreck Re: Mistrzyni w akcji ;) 26.08.12, 00:42
                                                    > Wiesz Madzireck - ja się Ciebie czyta to ręce opadają. Albo nie potrafisz czyta
                                                    > ć albo po prostu NIE CHCESZ przyjąć do wiadomości bardzo prostych informacji. A
                                                    > lbo po prostu chcesz widzieć to co chcesz a jak fakty nie pasują - tym gorzej d
                                                    > la faktów.

                                                    No popatrz - mam podobne wrażenie w stosunku do Ciebie. Ja piszę jedno, Ty czytasz cos zupełnie innego. I po raz trzeci proszę, zapoznaj się z definicją słowa empatia. Nie twierdzę, że Twój facet nie jest empatyczny, tylko, że Ty nie za bardzo wiesz, co to znaczy i stąd ta całą dyskusja. Może dlatego, że się uczepiłam słówka, a Tobie się wydaje, że chłopa.
                                                  • pinupgirl_dg Re: Mistrzyni w akcji ;) 25.08.12, 00:02
                                                    > Ciężko mi jest zrozumieć, że piszące tutaj osoby, w wieloletnich związkach nie
                                                    > wiedzą o sobie w sumie nic. Jak ktoś reaguje, czego potrzebuje. Jak obcy ludzie
                                                    > . A reszta uważa to za standard.

                                                    No to ja nie wiem, my chyba czytamy różne wątki. Większość z nas tu raczej nie ma problemów ze zrozumieniem swojego partnera i nie czuje się specjalnie niezrozumiana. Osobą, która ma z tym problem jest Mela i jej facet. Facetowi nie wytłumaczymy i nie nauczymy go empatii. Nie dlatego, że uważamy go za biednego misia, ale dlatego, że go tu nie ma. Ale Meli możemy próbować. Nie twierdzę, że nasze diagnozy są w 100% trafne, bo i my nie jesteśmy nieomylne, i znamy tylko połowę prawdy. Ale Mela tego chyba chce i w paru miejscach prosiła o to, żeby jej przedstawić punkt widzenia drugiej strony. Jak widać, rozstania też jej tu nikt specjalnie nie odradza.
                                                  • pinupgirl_dg Re: Mistrzyni w akcji ;) 24.08.12, 23:42

                                                    > A Mela płacze dzień w dzień czy celowo chcesz zrobić z niej histeryczkę?

                                                    Tutaj jest post, kiedy i dlaczego Mela płacze. Czy codziennie, tego nie wiem:
                                                    forum.gazeta.pl/forum/w,86228,138382190,138422626,Re_Mistrzyni_w_akcji_.html
                                                    > Na marginesie - ja tak mam, że zwykle przy okazji kłótni płaczę. Chłop po 2 raz
                                                    > ie i wytłumaczeniu chusteczki podaje ZAWSZE. Dla niego to kwestia techniczna.
                                                    > Łzy=chusteczka.

                                                    Może to by podziałało, ale Mela ma zwyczaj mówić, że nie wie, czy chce z nim jechać na wakacje, kiedy chce, liczy, że on odgadnie, czego ona chce na urodziny. Mela liczy, że on nagle zapragnie jej te chusteczki podać, mimo, że wcześniej mu mniej lub bardziej dosadnie powiedziała, że zmarnował jej to czy tamto i w ogóle najlepiej, jak pójdzie do diabła. Takie techniczne rozwiązanie jej chyba nie usatysfakcjonuje.
                                                  • satia2004 Re: Mistrzyni w akcji ;) 24.08.12, 23:47
                                                    pinupgirl_dg napisała:
                                                    > Może to by podziałało, ale Mela ma zwyczaj mówić, że nie wie, czy chce z nim je
                                                    > chać na wakacje, kiedy chce, liczy, że on odgadnie, czego ona chce na urodziny.

                                                    Sory ale to co napisałaś nie ma żadnego pokrycia w wypowiedziach z tego wątku. Nie zamierzam dyskutować z Twoimi wyobrażeniami na temat.
                                                  • mela1 Re: Mistrzyni w akcji ;) 25.08.12, 00:40
                                                    Też widzę masz szklaną kulę. Nie mam w zwyczaju mówić mu, że nie wiem czy chcę z nim jechać na wakacje. Powiedziałam coś takiego raz po wielkiej awanturze, kiedy wylałam swoje żale i nie usłyszałam nawet jednego słowa, a potem zostałam ofuknięta w temacie wakacji. Skoro 3,5 roku artykułowałam potrzeby wakacyjne i zawsze to miało być z nim, to nie uważam tego za zwyczaj.
                                                    Nie oczekuje, że zgadnie, czego bym chciała, bo napisałam wyraźnie, że już pokazuję palcem. Oczekuję, że może się wysilic i zapamiętać, co chciałam i mówiłam głośno. Albo co ogólnie lubię. Wiem, że są zwolennicy niespodzianek i mówienia wprost. Wiele jednak prezentów kupuje się komuś bez pokazania palcem. wtedy używa się swojej wiedzy o tej osobie. Nie siadam pewnego wieczora, nie wymyślam wymarzonego prezentu i nie czekam aż on telepatycznie odbierze przekaz.
                                                    Sytuacja płaczu i wypominki o zmarnowaniu tego i owego były osobne. Nie oczekuję chusteczki, bo sama sobie potrafię wziąć. Kiedy mówię, co mnie boli, a wręcz płaczę z bezsilności to nie oczekuje milczenia i patrzenia w podłogę. Bo nie wiem czy histeryzuję, czy droga strona widzi to tak samo, co sobie myśli.
                                                    A zmarnowałam ja mu więcej, przynajmniej on wymienił więcej moich zmarnowań. Nie, nie chciałam wtedy chusteczki.
                                                  • pinupgirl_dg Re: Mistrzyni w akcji ;) 25.08.12, 11:04
                                                    > Też widzę masz szklaną kulę. Nie mam w zwyczaju mówić mu, że nie wiem czy chcę
                                                    > z nim jechać na wakacje. Powiedziałam coś takiego raz po wielkiej awanturze, ki
                                                    > edy wylałam swoje żale i nie usłyszałam nawet jednego słowa, a potem zostałam o
                                                    > fuknięta w temacie wakacji.

                                                    Mela, sory, ale czego się spodziewałaś po tym, co mówiłaś. Że on nagle rzuci się na kolana i zacznie prosić "jedź ze mną, błagam"? To nie ta metoda i nie na tego człowieka. To zwykła manipulacja właśnie.

                                                    > Nie oczekuje, że zgadnie, czego bym chciała, bo napisałam wyraźnie, że już poka
                                                    > zuję palcem. Oczekuję, że może się wysilic i zapamiętać, co chciałam i mówiłam
                                                    > głośno. Albo co ogólnie lubię

                                                    Ale dlaczego? Dlaczego to jest dla niektórych osób takie ważne? Ja sama nie pamiętam, co mi się podobało miesiąc temu. Powiem wprost - jeśli naprawdę nie możesz się bez tego obyć i uważasz, że jeśli facet tego nie pamięta, to mu nie zależy, to nie ma co sobie zawracać głowy. Samo pójście do sklepu i wykosztowanie się (tak, nawet ludzie, którzy mają pieniądze, mogliby je wydać w inny sposób) to za mało? Może on tego nie lubi? Jeśli tak chcesz mu na każdym kroku sprawiać przyjemność, to po co go zmuszać do czegoś? Zacznij mu sprawiać frajdę tak, jak on tego _w_danym_momencie_ oczekuje. To, że rok temu ucieszyła go gra nic nie znaczy, dziś może go bardziej ucieszy po prostu święty spokój w domu.

                                                    > A zmarnowałam ja mu więcej, przynajmniej on wymienił więcej moich zmarnowań. Ni
                                                    > e, nie chciałam wtedy chusteczki.

                                                    No to się przegadujcie dalej. Raz postąpił w Twoim stylu (to ranienie w kłótni, o którym pisałaś), jak widać też potrafi. Może to, że nie robi tego za każdym razem jednak o czymś świadczy, np. o zaangażowaniu? Może dla Ciebie to jest równie istotne, co dla niego prezenty.
                                                  • mela1 Re: Mistrzyni w akcji ;) 25.08.12, 11:50
                                                    Ok, może powinnam wypisać, co kto powiedział, ile czasu minęło do następnej rozmowy. Podobno jest tak, że każdy widzi przyczyne i skutek w innym miejscu. Ja to widzę tak: dowiaduję się, że oferta, której nie kupiliśmy przez brak zdecydowania jest nieaktualna, wkurzam się, mówię mu, że przepadła. Wracam do domu i zastaję go grającego (ja wiszę na telefonie i próbuję coś załatwić), niezainteresowanego. Trzaskam drzwiami, jestem zdenerwoana przez brak oferty (także na siebie, bo mogłam kupić), jak widzę, że on idzie do lodówki i w ogóle mnie nie zauważa, to sie rozpłakuję i wygarniam mu. On milczy, idzie spać. Następnego dnia przychodzi do mnie do pracy, ja pytam czy chce jechać. Dostaję odpowiedź: jak chcesz. Mówię, że chcę, ale nie wiem czy z nim. Później wysyłam smsa, że musimy podjąc decyzje i musze wiedzieć czy ON CHCE, a nie jak ja chcę. Dostaję odpowiedż, że nie chce, potem, że ma problemy, potem, że dobrze, pojedzie. Później następuje rozmowa telefoniczna z wyrzutami i zmarnowaniem sobie...

                                                    Być może dla niego informacja, że wycieczka przepadła w tym momencie mało ważna, wrócił do domu zmęczony, z problemami i poszedł grac. Przyszła baba i przeszkadza, jeszcze go coś zabije. Baba trzaska drzwiami, a że nie lubi jak on gra, to on czyta komunikat: znowu mi nie wolno, foch, bo gram. Potem baba płacze i wyrzuca mu wszystko, że nie sprzata, że nie chce jechać na wakacje. Ryczy, wyrzuca, on nic nie mówi, bo tak ma, ona idzie do łazienki. On zmęcozny problemami idzie spać. Źle mu, jeszcze jest wściekły, ale sprząta, przynosi jej do rpacy telefon, mówi "jak chcesz", żeby juz nie marudziła, a ona mówi, że nie wie czy chce z nim. No on chce dobrze, a ona znowu ma focha. To mówi, że nie chce. Ona sugeruje, że wcale nie chce jechac sama, to on mówi, że pojedzie. Nie widzi, że ona chce ustalić, co z wyjazdem i z obupólna checią, bo nie chce go zmuszać, widzi, że jak on robi coś, czego ona nie chce, to ona ma focha. I potem ona dzwoni, dalej krzyczy, to on pęka i też jej wygarnia.

                                                    Założyłam, że ja na początku tej historii byłam zdenerwowana brakiem oferty (no szukam, szukam, tyle dni przeglądania, oglądania mapy, czytania opinii, zgłupieć mozna, a tu najlepszej nie ma), jego ostatnim zachowaniem, no wsyztskim, a on nie. Może on w tym czasie być zdenerwowany i smutny z innych powodow, a ja mu jeszcze dokładam awanturę.

                                                    Wiesz, że przed tą calą kłótnia myślałam, żeby do książki, którą kupiłam dołożyć "vouchery" na wyjście do kina na film, na który ja bardzo nie chce iść (w sensie Spiderman, Batman itp.), wieczór gier bez mojego gadania, wymówkę od sprzątania itp. Tylko na ile go znam, to to go nie rozbawi, nie wyciagnie mi kartki i nie pokaże, że dziś gra:) Ale może mogę to zrobic bez wygłupów z karteczkami. Tylko czy wtedy zauważy, że ja ustępuję w jakichs kwestiach i on też zrobi coś dla mnie?

                                                    Podobno wiele osób robi sobie "na złośc": ty nie sprzątasz, to ja ci nie uprasuję. A trzeba odwrotnie, robić dobre rzeczy, a ktoś się odwdzięczy, bo nakręci się spirala miłych uczynków zamiast dokopywania. Sądziłam, że to robię, ale może dziewczyny mają rację, że dla mnie upieczenie ciasta czy wysprzątanie mieszkania to coś dla niego, a on tego prezentu nie chce. Ale co, prezentem byłby spokój, brak kłótni. A jak ja spokojnie mówię o obowiązkach domowych, zwracam uwage, że jak się jest w sklepie, to można kupić coś dla mnie do jedzenia, to nie dociera, nastepnego dnia robi to samo. A teraz mieszkanie ogarnięte, poszedł do sklepu i pytał nawet nie, co mi kupić, ale jaką szynkę wolę, wyjechał i pytał czy coś kupic jak będzie na targu...

                                                    Ja naprawde nie chce wrzeszczeć, ale czekam na pomysł, jak powiedzieć bez kłótni, żeby to zadziałało. Zaraz mi ktoś zarzuci, że chce, żeby on robił to, czego nie chce. Nie, chce, żeby myślał o domu, miał w nim jakies obowiązki nie dlatego, że ja kazałam, bo nie jestem jego mamusią, ale dlatego, że tu razem mieszkamy.

                                                    Serio, jakie są metody komunikowania takich rzeczy czy swoich potrzeb?
                                                  • pinupgirl_dg Re: Mistrzyni w akcji ;) 25.08.12, 12:11
                                                    > Tylko czy wtedy zauważy, że ja ustępuję w jakichs kwestiach i on też zrobi coś
                                                    > dla mnie?

                                                    Moim zdaniem źle kombinujesz i wciąż oczekujesz od niego, że on odgadnie Twoje życzenie. Dobry prezent ma ucieszyć obdarowaną osobę, a nie pokazać "patrz, jak ja się staram, też byś tak mógł".
                                                    Ja nie twierdzę, że jego nie cieszy to, że posprzątałaś, upiekłaś ciasto czy kupiłaś mu prezent, wręcz przeciwnie. Ale jeśli to pójdzie w parze z wyrzutami, kłótnią i oczekiwaniem rewanżu, to... sama rozumiesz.

                                                    > Ja naprawde nie chce wrzeszczeć, ale czekam na pomysł, jak powiedzieć bez kłótn
                                                    > i, żeby to zadziałało.

                                                    Nie wiem, mojej mamie przez 30 lat się nie udało ;).
                                                  • pierwszalitera Re: Mistrzyni w akcji ;) 25.08.12, 13:00
                                                    mela1 napisała:

                                                    > Wiesz, że przed tą calą kłótnia myślałam, żeby do książki, którą kupiłam dołoży
                                                    > ć "vouchery" na wyjście do kina na film, na który ja bardzo nie chce iść (w sen
                                                    > sie Spiderman, Batman itp.), wieczór gier bez mojego gadania, wymówkę od sprząt
                                                    > ania itp. Tylko na ile go znam, to to go nie rozbawi, nie wyciagnie mi kartki i
                                                    > nie pokaże, że dziś gra:) Ale może mogę to zrobic bez wygłupów z karteczkami.
                                                    > Tylko czy wtedy zauważy, że ja ustępuję w jakichs kwestiach i on też zrobi coś
                                                    > dla mnie?

                                                    Mela, znowu to samo. Daj se dziewczyno spokój z tymi prezentami. Czy ty nie widzisz, że te prezenty robisz tylko dla siebie? Odpuść sobie. To będzie twarda sztuka, będzie cię świerzbiało, będziesz czuła się może jak alkoholik na odwyku, ale po fakcie ci ulży. Złóż mu życzenia i koniec. On więcej nie potrzebuje, to ty potrzebujesz tej satysfakcji z udanego prezentu. Nie dawaj mu niczego, bo tym automatycznie budujesz w sobie oczekiwanie wdzięczności i akcji zwrotnej, czego nie dostajesz, dlatego ciągle jesteś rozczarowana. Przestań wiosłować. Bo niezależnie do tego, jak traktuje cię twój facet, ty sama robisz sobie tak niemiłosierną presję, że nikt by tego długoterminowo nie wytrzymał. Zacznij w końcu myśleć o sobie, ale przestań traktować go jako narzędzie do robienia sobie dobrze. Przecież widzisz, że się nie da. Potrzebujesz urlopu, to jedź sama cholerka. Ty musisz się od niego mentalnie uniezależnić. Nie musisz nic robić na złość, dla niego to nie będzie na złość, jak przestaniesz go "uszczęśliwiać" według planu. Być może wasze stosunki nawet się poprawią, gdy twój świat przestanie kręcić się wokół niego. Między wami nakręciła się bowiem jakaś sprężyna i ty musisz teraz w tył, a nie jeszcze bardziej do przodu. Nikt nie lubi być odpowiedzialnym za czyjeś szczęście, a ty ciągle wysyłasz mu takie sygnały. Komunikujesz mu teraz też bowiem: Tylko urlop z tobą da mi szczęście. Mnie coś takiego na przykład strasznie przeraża i wolę wiedzieć, że mój partner potrafiłby być szczęśliwy także beze mnie. Jestem wtedy spokojniejsza i nie muszę ciągle uważać, by nie zrobić jakiegoś błędu, na przykład kupić nieudany prezent. Jak nie zrobię mu nim mega super przyjemności, to nic się przecież złego nie stanie. Może być też, że jak popuścisz, to jeszcze bardziej się od siebie oddalicie. Wtedy jednak będziesz wiedziała, że ten związek nie ma sensu, bo nie macie ze sobą nic wspólnego.
                                                  • yaga7 Re: Mistrzyni w akcji ;) 25.08.12, 13:08
                                                    W sprawie mentalnego uniezależnienia.

                                                    Gdzieś w wątku mi się rzuciło w oczy, że Mela napisała, że nie potrafi czy że się boi być sama. Zawsze mi się wydawało, że jeżeli człowiek nie potrafi być sam i być szczęśliwy, będąc sam, to nie będzie potrafić stworzyć sensownego związku z kimś drugim.

                                                    I nie wiem, może też część problemów leży właśnie w tym?
                                                  • magdalaena1977 Re: Mistrzyni w akcji ;) 25.08.12, 12:12
                                                    pinupgirl_dg napisała:

                                                    > Ale dlaczego? Dlaczego to jest dla niektórych osób takie ważne?
                                                    > Ja sama nie pamiętam, co mi się podobało miesiąc temu.

                                                    Bo niektórzy mają stały gust. I wyrazem bliskości jest dla nich to, że bliscy zapamiętują ich stałe upodobania. Tak jak pamiętają, czy pijesz kawę ze śmietanką czy raczej herbatę z dwiema łyżeczkami cukru.

                                                    Jakiś czas temu dostałam od koleżanki bardzo ładnie wydaną biografię Pileckiego. I ręce mi opadły, bo znamy się 20 lat, a ja cały czas konsekwentnie nie cierpię biografii i totalnie odrzuca mnie czytanie o obozach koncentracyjnych. Owszem zawsze lubiłam historię, ale "moim" okresem była Polska przedrozbiorowa, a czytać wolę powieści fantasy.
                                                  • pinupgirl_dg Re: Mistrzyni w akcji ;) 25.08.12, 12:25
                                                    > Bo niektórzy mają stały gust. I wyrazem bliskości jest dla nich to, że bliscy z
                                                    > apamiętują ich stałe upodobania. Tak jak pamiętają, czy pijesz kawę ze śmietank
                                                    > ą czy raczej herbatę z dwiema łyżeczkami cukru.

                                                    No to facet wie, że Mela pije soki. Ale może mieć problem z orientacją, jakie kwasy akurat stosuje.


                                                    > Jakiś czas temu dostałam od koleżanki bardzo ładnie wydaną biografię Pileckiego
                                                    > . I ręce mi opadły, bo znamy się 20 lat, a ja cały czas konsekwentnie nie cierp
                                                    > ię biografii i totalnie odrzuca mnie czytanie o obozach koncentracyjnych. Owsze
                                                    > m zawsze lubiłam historię, ale "moim" okresem była Polska przedrozbiorowa, a cz
                                                    > ytać wolę powieści fantasy.

                                                    To jest właśnie ryzyko prezentów-niespodzianek. Koleżanka zadała sobie trud, wie, że się interesujesz historią, ale takie niuanse już jej umknęły. Gdyby to była osoba, która też pasjonuje się historią, to mogłaby lepiej trafić. Ale jeśli ktoś, jak niżej podpisana, z historii kojarzy co najwyżej bitwę pod Grunwaldem a książek używa głównie po to, żeby jej się biurko nie kolebało, to ryzyko nietrafienia jest ogromne.
                                                    Ostatnio wysłałam mamę po zakup odżywki do włosów, bo mi było nie po drodze. Dzwoniła do mnie dwa razy ze sklepu, zna się na kosmetykach nie gorzej, niż ja, siedziała przed półką chyba z godzinę, w końcu przyjeżdża do mnie z triumfalnym wyrazem twarzy i mówi "popatrz, jaką Ci fajną kupiłam, ma ekstrakt z pokrzywy, nie ma silikonów". I wyciąga jedną jedyną, z której byłam niezadowolona . Powiedziałam, że może być jakakolwiek, bo nie sądziłam, że z całej szafy wybierze akurat tę :). Możliwe, że np. widziała ją u mnie na półce przez prawie pół roku, bo tyle mniej więcej ją męczyłam, na koniec zużywając już do różnych, nieprzewidzianych przez producenta, celów i uznała, że widać wyjątkowo mi pasuje.
                                                  • magdalaena1977 Re: Mistrzyni w akcji ;) 25.08.12, 12:31
                                                    pinupgirl_dg napisała:

                                                    > To jest właśnie ryzyko prezentów-niespodzianek. Koleżanka zadała sobie trud, wi
                                                    > e, że się interesujesz historią, ale takie niuanse już jej umknęły. Gdyby to by
                                                    > ła osoba, która też pasjonuje się historią, to mogłaby lepiej trafić.

                                                    Ale to ona interesowała się historią bardziej, do tego stopnia, że skończyła odpowiednie studia. I to ona lubi takie klimaty podziemno - konspiracyjne! Kupiła książkę, która JEJ się spodobała.
                                                  • pinupgirl_dg Re: Mistrzyni w akcji ;) 25.08.12, 12:37
                                                    > Ale to ona interesowała się historią bardziej, do tego stopnia, że skończyła od
                                                    > powiednie studia. I to ona lubi takie klimaty podziemno - konspiracyjne! Kupił
                                                    > a książkę, która JEJ się spodobała.

                                                    No dobra, ale chyba nie kupiła tej książki po to, żeby Ci dokuczyć ;). Chyba że jednak kupiła, sama przeczytała i dała Tobie ;). Albo przypomniało jej się w ostatniej chwili, że masz urodziny/imieniny/ albo macie taki zwyczaj z prezentami bez okazji, wzięła pierwszą lepszą książkę, która uznała za atrakcyjną. W każdym razie to niekoniecznie musi świadczyć o tym, że wasza znajomość nic dla niej nie znaczy i w ogóle ma gdzieś Twoje zainteresowania. Nie trafiła - bywa. Nie bez powodu istnieje pojęcie "prezentu przechodniego".
                                                    Dlatego ja nie mam żadnego ciśnienia prezentowego, przynajmniej co do mnie. W większości wypadków (facet, rodzina) pokazujemy palcem, co chcemy, co już jest dość stresujące, bo czasami trudno mi na siłę coś wymyślić, a co dopiero komuś.
                                                  • yaga7 Re: Mistrzyni w akcji ;) 25.08.12, 12:41
                                                    > Dlatego ja nie mam żadnego ciśnienia prezentowego, przynajmniej co do mnie. W w
                                                    > iększości wypadków (facet, rodzina) pokazujemy palcem, co chcemy, co już jest d
                                                    > ość stresujące, bo czasami trudno mi na siłę coś wymyślić, a co dopiero komuś.

                                                    O, też tak mam.
                                                    Sam fakt wymyślenia co by się chciało, bywa stresujący, to fakt.
                                                  • yaga7 Re: Mistrzyni w akcji ;) 25.08.12, 12:38
                                                    Ja na przykład nie potrafiłabym kupić książki tak, żebym miała 100% pewność, że się komuś spodoba. Nie raz była sytuacja, że po przeczytaniu jakiejś książki byłam pewna, że Lubemu się też spodoba, a tu się okazuje, że jednak nie bardzo. Albo w drugą stronę - mnie się nie podobało, jemu bardzo. Loteria ;)

                                                    Nie wiem, może są ludzie, którzy mają jakiś zmysł i wyczuwają, co się komuś spodoba. Ja go raczej nie mam ;)
                                                  • indigo-rose Re: Mistrzyni w akcji ;) 25.08.12, 12:51
                                                    Właśnie chciałam zasugerować, że pewnie wybrała coś, co jej się podobało (może nawet z nadzieją, że jej pożyczysz), licząc na to, że może jednak też Ci się spodoba i nie będzie wtopy prezentowej. Ludzie często kupują innym to, co im się podoba, nawet nie zastanawiając się nad gustem odbiorcy (kto nie dostał nigdy fajansowego kiczu pomimo braku bibelotów w domu i nieskrywanej niechęci do nich?).
                                                    Mój facet kiedyś stwierdził, że jak ma mi kupić prezent, to kupuje to, co sam chciałby przeczytać (było to w rozmowie ze znajomymi, przed którymi konsekwentnie trzyma pozę nieobchodzenia urodzin i nielubienia prezentów, więc biorę poprawkę na takie udawane wyrachowanie, ale pewnie się kieruje własnymi preferencjami). Tyle, że mamy dość podobne gusta, więc zarówno to, jak i kupienie mi czegoś, co mu się kiedyś spodobało, sprawdza się w praktyce.
                                                  • pinupgirl_dg Re: Mistrzyni w akcji ;) 25.08.12, 13:09
                                                    > Właśnie chciałam zasugerować, że pewnie wybrała coś, co jej się podobało (może
                                                    > nawet z nadzieją, że jej pożyczysz), licząc na to, że może jednak też Ci się sp
                                                    > odoba i nie będzie wtopy prezentowej. Ludzie często kupują innym to, co im się
                                                    > podoba, nawet nie zastanawiając się nad gustem odbiorcy (kto nie dostał nigdy f
                                                    > ajansowego kiczu pomimo braku bibelotów w domu i nieskrywanej niechęci do nich?
                                                    > ).

                                                    Tak to już jest, że ludzie mają opory, żeby komuś dać coś, co uważają z brzydkie, nudne i nieprzydatne ;). Fajansowy kicz to jeszcze inna kategoria, są sytuację, gdzie wypada dać prezent, nawet, jak się ma niewielkie pojęcie o guście obdarowanego, zero weny, czasu i chęci. Wtedy się kupuje taki fajansowy kicz, który zwykle nie zostanie nawet odpakowany, tylko przekazany dalej, kiedy osoba obdarowana wybiera się na imieniny do dawno nie widzianej cioci. Głupie - może, ale już tak mamy, jak to widać po tym związku, że dla niektórych ludzi kwestia prezentów jest bardzo ważna. Ostatnio widzę, że ciśnienie jest mniejsze, coraz bardziej "w modzie" są prezentu zużywalne, zestaw kosmetyków czy alkohole. To nie ułatwia sprawy "trafienia", ale przynajmniej nikt się nie będzie dożywotnio męczył odkurzając te fajanse.
                                                    Ja też przyjmuję i daje fajansowe kicze dalszym ciotkom, bo taki jest zwyczaj i wolę, żeby ciotka uznała, że nie mam gustu, niż że mam ją gdzieś. Bo, jak widać, brak spięcia w kwestii prezentu jest tak odbierany. Z bliskimi osobami nie widzę potrzeby. W takich relacjach prezenty są po to, żeby było fajnie i miło, a nie nerwowo i stresująco dla obu stron.
                                                  • yaga7 Re: Mistrzyni w akcji ;) 25.08.12, 12:30
                                                    Ale w sumie nie wiadomo, czy ktoś ma od zawsze stały gust, czy kiedyś miał, teraz nie ma itp. ;)

                                                    Nigdy nie lubiłam kupować prezentów w ciemno, bo jakoś zawsze zakładałam, że od ostatniego spotkania czy rozmowy komuś się coś mogło odwidzieć i to, że kiedyś powiedział, że chciałby mieć rzecz x, to nie znaczy, że nadal ją chce.

                                                    Podobnie nie lubię dostawać prezentów w ciemno, bo jednak szansa na to, że ktoś kupi mi coś, co naprawdę mi się będzie podobać, jest nikła.
                                                  • magdalaena1977 Re: Mistrzyni w akcji ;) 25.08.12, 12:36
                                                    yaga7 napisała:


                                                    > Podobnie nie lubię dostawać prezentów w ciemno, bo jednak szansa na to, że ktoś
                                                    > kupi mi coś, co naprawdę mi się będzie podobać, jest nikła.

                                                    Dla mnie tylko prezent niespodzianka jest "prawdziwym" prezentem. Inną opcję odbieram jako wyraz lenistwa dającego "Dam Ci pieniądze, a Ty idź i sobie kup"
                                                  • pinupgirl_dg Re: Mistrzyni w akcji ;) 25.08.12, 12:49
                                                    > Dla mnie tylko prezent niespodzianka jest "prawdziwym" prezentem. Inną opcję od
                                                    > bieram jako wyraz lenistwa dającego "Dam Ci pieniądze, a Ty idź i sobie kup"

                                                    Ok, tylko wtedy ryzykujesz, że nie trafisz. Zresztą ja bym tak pogardliwie o pieniądzach nie pisała - wiem, że nie wypada, ale ktoś na te pieniądze też ciężko pracował i mógł z nimi zrobić tysiące innych rzeczy. Dlatego jeśli ja dostaję kasę (a dostaję regularnie od stryjka), to nie uważam, że mu się nie chciało, po prostu chciał, żebym miała coś, co autentycznie mi się przyda. Jest tyle innych okazji, żeby okazać komuś przywiązanie, nie wiem, co ludzie mają z tymi prezentami. Ja też się cieszę, dostając prezent, miło mi, że ktoś pomyślał i zadał sobie trochę trudu, nawet, jeśli nie trafił a prezent kupił w kiosku za rogiem, ale znakomita większość niespodzianek potem mi graci mieszkanie, zwykle niezależnie od tego, ile się ktoś za nim nabiegał. Ba, gracą mi mieszkanie też prezenty pokazane palcem, jak parafiniarka. Gdybym kupowała sama, to bym się 10x zastanowiła, ale przyszły Święta i ja akurat miałam jazdę na parafinę. Zrobiłam kilka razy, bardzo fajne, ale teraz przestawiam tę parafiniarkę z konta w kąt ;).
                                                  • pierwszalitera Re: Mistrzyni w akcji ;) 24.08.12, 23:48
                                                    satia2004 napisała:

                                                    > A Mela płacze dzień w dzień czy celowo chcesz zrobić z niej histeryczkę?

                                                    A twoim zdaniem, to obraz emocjonalnie zrównoważonej osoby, której płacz należy brać jako poważny objaw konkretnego nieszczęścia?

                                                    Mam (miałam) skłonności do płaczu manipulującego, tu najlepiej jak się mnie oleje, żeby mi przeszły głupie metody. Naryczałam się rpzy nim, bo przechodziłam bardzo ciężki okres. On jest słaby w pocieszaniu, czasem przytuli, ale problem traktuje jako cos, co trzeba rozwiązac. A moich sie nie dało albo nie umiałam. Więc on się zamykał w sobie, a ja umiałam wyć godzinę albo i cały dzień. Inna sprawa, że mam poważny PMS (w leczeniu, jest lepiej) i potrafię na serio czuć, że marność nad marnościami i wszystko marność. Płaczę nie z chęci wymuszenia czegoś, ale z aktualnie doświadczanego bólu istnienia. Może się znieczulił.

                                                    Partner to nie jest terapeuta. Może mieć więc kiedyś dosyć.
                                                  • mela1 Re: Mistrzyni w akcji ;) 25.08.12, 00:28
                                                    Czy problemy i hormony robią ze mnie osobe niezrównoważoną? Jego milczenie to równowaga, a płacz to histeria. Napisałam wyraźnie, że to, co fizyczne leczę, a to, co bylo wtedy problemem przestało istniec, bo sytuacja się zmieniła. Nie płaczę codziennie. Poryczałam sobie jak mi się zrobiło ekstremalnie przykro z powodu, który zapoczątkował wątek. Poleciało mi kilka łez wczoraj w pracy. Poryczałam się parę tygodni temu też w pracy, bo mnie sytuacja nawału pracy i niesprawiedliwości w podziale obowiązków i profitów przerosła. Zamknełam się w łazience, potem poszłam sama do kina, wzięłam urlop na żądanie, pozbierałam się i koniec. Wcześniej nie pamiętam. Więc nie rób ze mnie teraz ryczącej codziennie, jeszcze przy nim, bo szczerze napisałam, że miałam fatalny okres i realne nieszczęście. Może dla ciebie wyolbrzymione, ale nawet jak patrzę na to z dystansu, to uważam, że mialam powody.
                                                  • satia2004 Re: Mistrzyni w akcji ;) 25.08.12, 09:09
                                                    pierwszalitera napisała:
                                                    > A twoim zdaniem, to obraz emocjonalnie zrównoważonej osoby, której płacz należy
                                                    > brać jako poważny objaw konkretnego nieszczęścia?

                                                    Uważam, że to opis obraz EMOCJONALNEJ. W przeciwieństwie do Ciebie nie uważam emocji (nawet silnych) za objaw niezrównoważenia. Z resztą - Mela opisała dalej ile tego płaczu było i w żaden sposób nie mogę uznać tego za nienormalne.
                                                  • pierwszalitera Re: Mistrzyni w akcji ;) 25.08.12, 12:02
                                                    satia2004 napisała:

                                                    > Uważam, że to opis obraz EMOCJONALNEJ. W przeciwieństwie do Ciebie nie uważam e
                                                    > mocji (nawet silnych) za objaw niezrównoważenia. Z resztą - Mela opisała dalej
                                                    > ile tego płaczu było i w żaden sposób nie mogę uznać tego za nienormalne.
                                                    >

                                                    Zdecyduj się proszę. W poście niżej zaliczasz (moje) fochy i hormonalne wahnięcia do objawów niezrównoważenia i braku dorosłości, w przypadku meli jednak, kiedy pisze o objawach ciężkiego pms-u są to tylko emocje. Gdzie tu logika? Nigdzie nie napisałam też, że cokolwiek w zachowaniu meli jest nienormalne. Jestem ostrożna z pojęciem normy, bo dla każdego może oznaczać to coś innego i słowa nienormalne nie mam nawet w swoim repertuarze. Próbujesz przeciągać moje słowa przez błoto w nadziei, że coś z tego brudu może na nich zostanie, ale to nie ja mieszam te pomyje.
                                                  • roza_am Re: Mistrzyni w akcji ;) 24.08.12, 23:31
                                                    Mnie i
                                                    > rytuje sposób wypowiedzi (konkretny przykład Pierwszejlitery), którzy od góry d
                                                    > o dołu zjeżdża zachowanie Meli a jak przychodzi do 'oceny' jej partnera to nagl
                                                    > e nic w sumie nie wiadomo i znajduje się milion okoliczności łagodzących jego z
                                                    > achowania.

                                                    Pewnie gdyby wątek założył facet meli i poprosił o opinie, to otrzymałby od Litery (i innych osób) uwagi na swój temat oraz okoliczności łagodzące/wyjaśniające dotyczące jego partnerki.
                                                  • kotwtrampkach OT płaczący 24.08.12, 23:50
                                                    no patrz, ludzie są różni i różnie odbierają te same sytuacje.

                                                    dla mnie to jest b. nieprzyjemne, kiedy ktoś przy mnie płacze. Wzbudza to we mnie bardzo nieprzyjemne uczucia, od irytacji (że się rozkleja zamiast działać) poprzez obrzydzenie (bo zazwyczaj mu kapie z oczu i nosa, mówi niewyraźnie) aż do litości (to nie jest pozytywne uczucie). I jeszcze czasem frustruje, bo zwyczajnie nie wiem, jak się zachować, żeby ów człowiek wziął sie w garść.
                                                    Płacz akceptuję w samotności. Rozumiem płacz "przy ludziach", kiedy wynika z bólu - jak borowanie zęba u dentysty albo rozbicie kolana.

                                                    Ale nie znoszę płaczu jako formy komunikacji. Nie cierpię, kiedy dzieciaki próbują coś wymusić płaczem, płaczą z żalu, ze złości, żeby przekonać kogoś do czegoś. Nie znoszę, kiedy dorośli ludzie doprowadzają się do takiego stanu, ze nie są w stanie powstrzymać płaczu przy innych. Koleżance w biurze mogłabym zrobić przysługę jedynie taktownie wychodząc.
                                                  • jul-kaa Re: Mistrzyni w akcji ;) 24.08.12, 23:04
                                                    Abstrahując od tego, że nikt tu chyba nie pisał, że misio ma rację, nalezy akceptować jego zachowania i tak dalej (bo raczej ja widzę stwierdzenia, że misia akceptować nie ma co, bo ma po prostu inne potrzeby niż autorka wątku), chciałam zauważyć, że mamy dostep tylko do jednej strony tej całej sprawy, czyli do Meli. Tylko jej wersję znamy i tylko rady odnośnie do JEJ zachowania mają jakikolwiek sens.
                                                    To w ogóle problem w wielu wątkach: pojawiają się rady, co powinni zrobić sąsiedzi autorki wątku, facet autorki wątku, matka autorki wątku. A oni, tu pewnie będzie spore zaskoczenie ;), tych rad nie przeczytają, więc wypisywanie, jak się powinni zachować, jak zmienić, jak dostosować, jest o kant zadka potłuc. Doradzić można jedynie osobom proszącym o radę, a nie ich krewnym i znajomym. Zresztą tak jest we wszelkim poradnictwie, warto o tym pamiętać.
                                                  • pierwszalitera Re: Mistrzyni w akcji ;) 24.08.12, 23:11
                                                    satia2004 napisała:

                                                    > Czy kobiety naprawdę są aż takimi frajerkami, żeby to kupować?

                                                    Jeżeli ty sobie w swoim związku rozstawiasz swojego partnera po kątach, a on nie prostestuje i oboje jesteści z tym szczęśliwi, to super. Ja nie lubię być traktowana jak dziecko, więc mojego partnera też tak nie traktuję i nie zakładam, że jego wyobrażenie na tematy damsko-męskie musi pokrywać się z moim.
                                                  • satia2004 Re: Mistrzyni w akcji ;) 24.08.12, 23:18
                                                    pierwszalitera napisała:
                                                    > Jeżeli ty sobie w swoim związku rozstawiasz swojego partnera po kątach, a on ni
                                                    > e prostestuje i oboje jesteści z tym szczęśliwi, to super. Ja nie lubię być tra
                                                    > ktowana jak dziecko, więc mojego partnera też tak nie traktuję i nie zakładam,
                                                    > że jego wyobrażenie na tematy damsko-męskie musi pokrywać się z moim.

                                                    Nie rozstawiam po kątach i nie traktuję jak dziecko. Zwyczajnie nie godzę się na bylejakość i nie związałam się z bezradnym misiem, którego non-stop trzeba usprawiedliwiać.
                                                  • pierwszalitera Re: Mistrzyni w akcji ;) 24.08.12, 23:35
                                                    satia2004 napisała:

                                                    Zwyczajnie nie godzę się n
                                                    > a bylejakość i nie związałam się z bezradnym misiem, którego non-stop trzeba us
                                                    > prawiedliwiać.

                                                    Ja nikogo nie usprawiedliwam, ale nie zakładam też, że nieskaczący pod moją melodię facet, to świnia, którą trzeba udupić i sprowadzić do parteru. Interesują mnie motywy zachowania mężczyzn, szczególnie, gdy mnie zaskakują i nie odpowiadają moim wyobrażeniom. A jak będę chciała kogoś, kto nie ma swojego zdania i reaguje w mgnieniu oka na moje rozkazy, to kupię sobie psa.
                                                  • satia2004 Re: Mistrzyni w akcji ;) 24.08.12, 23:44
                                                    pierwszalitera napisała:
                                                    > A jak będę chciała kogoś, kto nie ma swojego zdania i reaguje
                                                    > w mgnieniu oka na moje rozkazy, to kupię sobie psa.

                                                    A madzioreck jak zwykle 'wrzutek' nie zauważy :D

                                                    Kup sobie tego psa :) Ja mam kota i nawet jemu w domu rozkazów nie wydaję. Facetowi nie muszę nawet mówić - on po prostu mnie ZNA i WIE czego potrzebuję. Okazuje się, że znajomość potrzeb drugiej osoby w związku to wielka rzadkość. I koniecznie trzeba mieć 'swoje zdanie', które polega na robieniu na przekór drugiej osobie. Zdanie 'Ty chcesz czegoś więc ja Ci tego nie dam'. No cóż - co kto lubi :D
                                                  • madzioreck Re: Mistrzyni w akcji ;) 24.08.12, 23:50
                                                    satia2004 napisała:

                                                    > pierwszalitera napisała:
                                                    > > A jak będę chciała kogoś, kto nie ma swojego zdania i reaguje
                                                    > > w mgnieniu oka na moje rozkazy, to kupię sobie psa.
                                                    >
                                                    > A madzioreck jak zwykle 'wrzutek' nie zauważy :D

                                                    Chyba mamy inną definicję wrzutki.
                                                  • satia2004 Re: Mistrzyni w akcji ;) 25.08.12, 09:07
                                                    madzioreck napisała:
                                                    > Chyba mamy inną definicję wrzutki.

                                                    No zdecydowanie - w przeciwieństwie do innych forumowiczek Ty nigdy nie widzisz jadu i złośliwości w słowach swojej 'idolki' :D
                                                  • kasienka.body Re: Mistrzyni w akcji ;) 25.08.12, 11:39
                                                    tak sobie czytam, czytam i mimo, że zazwyczaj nie zgadzam się z pierwsząliterą to tym razem niestety muszę jej przyznać rację (świat się kończy ;) ).
                                                    To Ty w każdej jej wypowiedzi widzisz jakiś atak na siebie, wszystko bierzesz do siebie.
                                                  • pierwszalitera Re: Mistrzyni w akcji ;) 24.08.12, 23:53
                                                    satia2004 napisała:

                                                    > Kup sobie tego psa :) Ja mam kota i nawet jemu w domu rozkazów nie wydaję. Face
                                                    > towi nie muszę nawet mówić - on po prostu mnie ZNA i WIE czego potrzebuję.

                                                    Ja nie potrzebuję ani psa, ani faceta telepaty. Mój facet też jednak wie, kiedy reagować, ale potrafi rozróżniać też fochy i hormonalne wahnięcia od faktycznych potrzeb. Jeżeli dla ciebie rozróżnianie takich spraw, to robienie na przekór, to trudno.
                                                  • satia2004 Re: Mistrzyni w akcji ;) 25.08.12, 09:06
                                                    pierwszalitera napisała:
                                                    > Ja nie potrzebuję ani psa, ani faceta telepaty. Mój facet też jednak wie, kiedy
                                                    > reagować, ale potrafi rozróżniać też fochy i hormonalne wahnięcia od faktyczny
                                                    > ch potrzeb. Jeżeli dla ciebie rozróżnianie takich spraw, to robienie na przekór
                                                    > , to trudno.

                                                    No cóż - nie miewam 'fochów i hormonalnych wahnięć'. Widocznie w przeciwieństwie do Ciebie jestem dorosła i zrównoważona (co nie oznacza braku emocji).
                                                  • madzioreck Re: Mistrzyni w akcji ;) 24.08.12, 23:12
                                                    > Ja się zastanawiam do jak absurdalnych granic można usprawiedliwiać facetów.

                                                    Mam wrażenie, że nie odróżniasz usprawiedliwiania od stwierdzenia faktu, że tak jest i basta, bez oceniania, czy to słuszne, czy nie.
                                                    Tak się składa, że ja też jestem słaba w pocieszaniu i wysłuchaniu dla wysłuchania, też skupiam się na znalezieniu rozwiązania, co bywa odebrane jako brak zrozumienia problemu. A ja po prostu wrastam w ziemię, jak ktoś przy mnie płacze (+ mam ochotę popłakać się sama). Usprawiedliwiam się? Nie, po prostu stwierdzam fakt, że tak mam, i cóż mam na to poradzić? Mogę przytulić, bo wiem, że tak podobno trzeba i tego się oczekuje, ale nie będzie to mój naturalny odruch, a wtedy powstanie problem, jak z innego postu: no bo robię coś nie, bo ja chcę, tylko... ech, zagmatwane to wszystko.
                                                  • satia2004 Re: Mistrzyni w akcji ;) 24.08.12, 23:22
                                                    madzioreck napisała:
                                                    > Mam wrażenie, że nie odróżniasz usprawiedliwiania od stwierdzenia faktu, że tak
                                                    > jest i basta, bez oceniania, czy to słuszne, czy nie.

                                                    No tylko fajnie, żeby to dotyczyło obu stron. Bo jak na razie większość tutaj kategorycznych ocen Meli tudzież milion wątpliwości i znaków zapytania rozstrzyganych jako okoliczności łagodzące dla zachowania Pana.

                                                    Swoją drogą - jeżeli te słowa to stwierdzenie 'faktu' to są one absolutnie zbędne w tej dyskusji, bo są tylko dywagacjami. I kompletnie niczemu nie służą.
                                                  • roza_am Re: Mistrzyni w akcji ;) 24.08.12, 23:16
                                                    > Ja się zastanawiam do jak absurdalnych granic można usprawiedliwiać facetów. Mi
                                                    > siu-pysiu może być jaki chce, może robić co chce, mieć w 4 literach co chce. Od
                                                    > misia-pysia nie można nic wymagać! Misiu zawsze najważniejszy!

                                                    Nie usprawiedliwiać, tylko zrozumieć (poznawczo). I działać w oparciu o wnioski wynikające z tego zrozumienia. Różnie działać w zal. od konkretnej sytuacji i konkretnych wniosków, np. zaakceptować, polubić, dostrzec dobrą stronę albo neutralnie zignorować, albo podkręcić wymagania, postawić granicę, albo zakończyć współpracę jeśli inne rozwiązania okażą się niemożliwe czy zbyt kosztowne (np. emocjonalnie).

                                                    > Od misia-pysia nie można nic wymagać!

                                                    Można wymagać. Ale bez sensu jest wymagać rzeczy nierealnych. I bez sensu jest oczekiwać, że druga osoba się zmieni dzięki naszym narzekaniom. Może się zmienić (w pewnym zakresie), ale tylko dzięki własnej ku temu motywacji. My nie mamy wpływu na zmianę drugiej osoby. Mamy za to wpływ na własną zmianę (także w pewnym zakresie). Dlatego większy sens ma rozważanie co my możemy zrobić (bo na to mamy wpływ), a nie co byśmy chcieli, aby zrobiła druga osoba.

                                                    > Misiu zawsze najważniejszy!

                                                    Nie najważniejszy. Ale też ważny. Misiu też jest człowiekiem, ma swoje potrzeby, uwarunkowania, słabości, ograniczenia. Jeśli sobie dajemy prawo do błędów, to dlaczego mamy go nie dawać drugiej osobie? Jeśli sobie dajemy prawo do działania pod wpływem emocji, to dlaczego nie mamy go dawać drugiej osobie, itd.
                                                  • satia2004 Re: Mistrzyni w akcji ;) 24.08.12, 23:25
                                                    roza_am napisała:
                                                    > Nie usprawiedliwiać, tylko zrozumieć (poznawczo). I działać w oparciu o wnioski
                                                    > wynikające z tego zrozumienia. Różnie działać w zal. od konkretnej sytuacji i
                                                    > konkretnych wniosków, np. zaakceptować, polubić, dostrzec dobrą stronę albo neu
                                                    > tralnie zignorować, albo podkręcić wymagania, postawić granicę, albo zakończyć
                                                    > współpracę jeśli inne rozwiązania okażą się niemożliwe czy zbyt kosztowne (np.
                                                    > emocjonalnie).

                                                    No super - tylko ta konkretna sytuacja to 'ona płacze on nie reaguje' + usprawiedliwienie, że 'jemu może być nieprzyjemnie'. No nikomu normalnemu nie jest w takiej sytuacji przyjemnie więc co to wnosi?
                                                  • madzioreck Re: Mistrzyni w akcji ;) 24.08.12, 23:31
                                                    > No super - tylko ta konkretna sytuacja to 'ona płacze on nie reaguje' + usprawi
                                                    > edliwienie, że 'jemu może być nieprzyjemnie'.

                                                    No i to jest właśnie piękny obrazek manipulacji...
                                                  • satia2004 Re: Mistrzyni w akcji ;) 24.08.12, 23:34
                                                    madzioreck napisała:
                                                    > No i to jest właśnie piękny obrazek manipulacji...

                                                    No jasne - od razu dziesięciu!

                                                    To jest przykład próby KONKRETYZACJI dyskusji. Ja się odniosłam do KONKRETNEJ kwestii a w zamian dostałam 5 offtopów. Nie mam siły a prowadzenie dyskusji w 5 kolejnych odnogach gdzie każdy chce dorzucić swoje 5 groszy. Przypomnienie omawianej sytuacji to prośba o dyscyplinę dyskusji.
                                                  • pierwszalitera Re: Mistrzyni w akcji ;) 24.08.12, 21:44
                                                    > Kiedy jest dobrze? Kiedy widzę, ze nam obojgu coś sprawia przjemność. Ja ciesze
                                                    > się łatwiej, on rzadziej, ale bywa zadowolony. Kiedy on się przytula, bo chce
                                                    > i ja chce, a nie wtedy, kiedy robi to dla mnie.

                                                    Ale tak się nie da mela. Cały czas walczysz i wymyślasz ciągle nowe highlighty w waszym związku, bo normalność nie daje ci wystarczającej satysfakcji. Dla mnie zupełnie nieproporcjonala ilość zużytej energii do otrzymanego efektu. I miałam rację, że robisz to dla siebie, by się dowartościować, dlatego oznakę niezadowolenia z prezentu albo brak zainteresowania wyjazdem odczuwasz jako odrzucenie twojej osoby i wypowiedzenie relacji.


                                                    > Aktualny ma wady
                                                    > w moim odczuciu, ale ma taką zaletę, że żadnego świństwa mi nigdy nie zrobił.

                                                    No ale to są bardzo minimalne wymagania i jak wygląda, w ogóle ci to nie wystarcza.

                                                    Umie np. (jak przemowi) dorad
                                                    > zić coś, odradzic. Pomijam szósty zmysł do dopasoania ciuchów do mojej figury,
                                                    > z którego nie korzystam, bo nie lubi zakupów i rzadko się go udaje wyciągnąć. A
                                                    > le jak mam jakiś głupi pomysł, którego nie przemyślałam, to potrafi mi powiedzi
                                                    > eć, żebym tego nie robiła. Wtedy jest dobrze, potrafię się z nim zgodzic, bo uw
                                                    > ażam go za mądrego człowieka.

                                                    Dla mnie wygląda to raczej na nauczyciela, ojca, starszego brata, albo homoseksualnego kolegę, a nie partnera.

                                                    > Przyznaję, że brakuje mi tolerancji dla braku umiejętności życiowych i braku wi
                                                    > edzy podstawowej. Przykład: - Możemy jechac na te wakacje, ale powrót jest do B
                                                    > ydgoszczy.
                                                    > - Gdzie jest Bydgoszcz?

                                                    Tak jak? Mądry czy bez podstawowej wiedzy? Znowu sobie przeczysz mela.
                                                  • madzioreck Re: Mistrzyni w akcji ;) 24.08.12, 21:46
                                                    > Kiedy jest dobrze?
                                                    (...)
                                                    Kiedy on się przytula, bo chce
                                                    > i ja chce, a nie wtedy, kiedy robi to dla mnie.

                                                    Rozumiem, że chciałabyś, żeby on chciał wtedy, kiedy nie chce? Bo jak nie chce, to źle, i jak robi coś dla Ciebie, to też źle?
                                                    Na przykładzie, jaki podała kis-moho - jej facet też powinien być niezadowolony, że kis-moho gra z nim w te tam gry, żeby mu zrobić przyjemność.
                                                    Czyli jedyne rozwiązanie jest niemożliwe do osiągnięcia, bo trudno kogoś zmusić do chcenia...
                                                  • mela1 Re: Mistrzyni w akcji ;) 24.08.12, 22:16
                                                    Podałam przykład sytuacji, kiedy jest dobrze. To dziwne, że uznaje, że jest fajnie, kiedy dwie osoby maja ochotę na to samo i to robią? Jest też dobrze, kiedy ja chcę obejrzeć sama serial, a on chce sam poczytać. Napisałam właśnie, że fajnie ejst, kiedy on chce tego samego, co ja. Takie sytuacje wystepują w życiu, inaczej ludzie nie wychodziliby razem na piwo czy nie uprawiali seksu. Sytuacja, kiedy jedno chce, a drugie nie, nie jest już przykładem na modelowe "jest dobrze".
                                                  • madzioreck Re: Mistrzyni w akcji ;) 24.08.12, 22:58
                                                    mela1 napisała:

                                                    > Podałam przykład sytuacji, kiedy jest dobrze. To dziwne, że uznaje, że jest faj
                                                    > nie, kiedy dwie osoby maja ochotę na to samo i to robią?

                                                    Nie dziwne, oczywiście, że nie. Ja Ciebie nie atakuję. Po prostu staram się uświadomić Ci, że nie da się człowieka zmusić do chcenia. Jasne, ze najlepiej jest, jak obojgu we wszystkim po drodze. Ale skoro nie jest, to pozostaje:
                                                    -zaakceptować ten stan rzeczy
                                                    -podziękować za wspólny czas
                                                    Ja też robię różne rzeczy dla męża, nie zawsze dlatego, że ja chcę, ale właśnie dlatego, że wiem, że on by chciał. On postępuje tak samo. Doceniam może nawet bardziej, niż gdyby robił coś, bo sam chce (rozumiesz, robi coś dla mnie, a nie zaspokaja tylko swoje chcenie). Choć kapuję różnicę między przytulaniem na siłę (szkoda, że nie czuje potrzeby sam z siebie się tulić, no ale na to nic nie poradzisz ani Ty, ani on), a takim na przykład wysprzątaniem dla ukochanej łazienki, choć się od tego skręca.
                                                  • mela1 Re: Mistrzyni w akcji ;) 24.08.12, 23:08
                                                    Co do tulenia, to miał taka potrzebę, dość rozwiniętą jak na faceta, o "autystyku" nie wspomnę. Jakos ja sie przyzwyczaiłam do ilości, a jemu się widać odechciało. Nie całkiem, ale coraz mnie. Nie wykluczam, że jak czuje się taki tłamszony, to mu sie odechciało.

                                                    Resztę rozumiem i popieram. Może podzieliłabym to na różne rodzaje aktywności. Przytualnie jest fajne, jak chcą oboje, bo na siłę to do kitu. A smieci może wynieśc czy mieszkanie odkurzyć pomimo, że nie ma ochoty i że jemu to nie rpzeszkadza, ale wie, że mi będzie miło. Mój ideał, który jakos się nie wprowadził w życie jest taki, że jak jednej stronie zależy bardzo, a druga ma stosunek obojętny, to powinna się zgodzić. Nie powinna sie natomiast godzić, jeśli jest absolutnie na nie.
                                                  • pinupgirl_dg Re: Mistrzyni w akcji ;) 24.08.12, 23:27
                                                    > Mój ideał, który jakos się nie wprowadził w ż
                                                    > ycie jest taki, że jak jednej stronie zależy bardzo, a druga ma stosunek obojęt
                                                    > ny, to powinna się zgodzić. Nie powinna sie natomiast godzić, jeśli jest absolu
                                                    > tnie na nie.

                                                    Moje odczucie jest takie, że to zwykle tak wygląda. Jak z wakacjami - nie robiło mu to dużej różnicy, więc dał Ci wybór. Ale w przypadku sprzątania, on ma obojętny stosunek do Twojego sprzątania, nie do swojego, bo zależy mu na tym, żeby w tym czasie robić spokojnie coś innego. Sprzątanie to w ogóle trudna sprawa, ja też na tym poległam z moim byłym, mój obecny też ma ochotę mnie czasami za bałaganiarstwo udusić, więc wiem coś o tym. U mnie w domu też wszyscy woleli się zająć "sprawami większymi" niż odkurzanie czy szorowanie kibla. Są ludzie, którzy faktycznie mają problemy z obsługą odkurzacza. Łatwiej i wygodniej jest siąść przy kompie i olać, mówiąc szczerze. Cudze sprzątanie mi wcale nie przeszkadza, mogę łaskawie podnieść nogi i nawet odsunąć się z krzesłem. Ale jeśli ktoś wymaga tego ode mnie, jeszcze tu i teraz, to jest gorzej. Poświęcam się w imię ogólnego dobra i zdrowego rozsądku, żeby mi karaluchy nie zaczęły biegać po domu. Jak mam dużo czasu i nic innego na głowie, to nawet zaczyna mi to sprawiać trochę przyjemności, chociaż zwykle robię to bez entuzjazmu.
                                                  • kasiamat00 Re: Mistrzyni w akcji ;) 24.08.12, 21:51
                                                    > - Kupię cukinie (nie pamiętam, co to w oryginale było), tylko wygooglam jak to wygląda.

                                                    So? Jeśli nie ma zacięcia do gotowania, a w jego rodzinnym domu z jakichś powodów nie używało się cukinii, to ma prawo nie wiedzieć jak to wygląda. Ja dla odmiany nie rozróżniam na pierwszy rzut oka wewnętrznych bebechów komputera, mimo że pracuję w IT i różne cuda walają się po naszym pokoju (mam w zespole firmowego admina).

                                                    A to że wygugla zamiast zapytać w sklepie... Cóż, rozumiem aż za dobrze, też bym tak zrobiła. Jak się zgubię na mieście, to też wolę sprawdzić mapę w komórce niż zapytać przechodnia. Ten typ tak ma, nie zmienisz.
                                                  • mela1 Re: Mistrzyni w akcji ;) 24.08.12, 22:29
                                                    Ok, zwykle mnie to śmieszy, jak jestem wkurzona to irytuje. Ja wyniosłam z domu dużo wiedzy ogólnozyciowej. Że cukinia wygląda tak, że sałatę się rwie, a nie kroi, że białe sie pierze z białym itp. On może mieszkac w mieście pare lat i nie wiedziec, jak się nazywa plac, który mija codziennie. Nie interesował sie nigdy kuchnią i milionem innych spraw. Nie wymyślę teraz dobrych przykładów. Może obracałam się w zbyt homogenicznym środowisku i wyszłam z założenia, że to "się wie". Nie chodzi wcale o kuchnię, ale też o zachowania społeczne.
                                                  • satia2004 Re: Mistrzyni w akcji ;) 24.08.12, 22:53
                                                    mela1 napisała:
                                                    > Nie chodzi wcale o kuchnię, ale też o zachowania społeczne.

                                                    Na marginesie:
                                                    Napisałaś wcześniej, że on nie wie co 'wypada'. Może to jakieś zaburzenia w typie Zespołu Aspergera?
                                                  • madzioreck Re: Mistrzyni w akcji ;) 24.08.12, 23:02
                                                    Ale wiesz, ja mam w sumie podobnie. Nie mam pojęcia, jak nazywa się większość uliczek na moim osiedlu. Nie wiem wielu rzeczy, które inni uważają za oczywiste (i oczywiste, że się je wie), podobnie jak inni nie wiedzą rzeczy, które są oczywiste dla mnie.
                                                    Nie wiem, co to jest jarmuż. No nie wiem. Mogę sobie wygooglać, ale nie czuję takiej potrzeby. Ba, i tak nie zapamiętam - moja mama założyła w tym roku ogród warzywny, i ja za każdym razem pytam, co to ten jarmuż.
                                              • madzioreck Re: Mistrzyni w akcji ;) 24.08.12, 20:01
                                                Że nie sp
                                                > otykamy się nie dlatego, że on nie chce mnie widziec, tylko ma mało czasu itp.,
                                                > bywa zmęczony, a w domu będziemy spędzać więcej czasu razem.


                                                Ale może on "spędzanie czasu razem" rozumie jako przebywanie razem w domu.
                                          • madzioreck [OT]I tak właśnie... 24.08.12, 20:05
                                            > :D Moralne standardy Pierwszejlitery :D

                                            I tak właśnie zaczynają się flejmy. Dokładnie tak. Toczy się w wątku gorąca, ale uprzejma dyskusja, nikt nikomu nie wrzuca, i przychodzi Satia i zaczyna wycieczkę osobistą, a potem odwraca kota ogonem, bo nie ona zaczęła...
                                            Musisz to za każdym razem robić? Nie potrafisz utrzymać standardu rozmowy bez zaczynania wrzucania personalnie?
                                            • satia2004 Re: [OT]I tak właśnie... 24.08.12, 20:12
                                              madzioreck napisała:
                                              > uprzejma dyskusja, nikt nikomu nie wrzuca,

                                              Oj wrzuca wrzuca. Tylko jak zwykle nie widzisz :D
                                              • madzioreck Re: [OT]I tak właśnie... 24.08.12, 21:46
                                                > Oj wrzuca wrzuca. Tylko jak zwykle nie widzisz :D

                                                Gdzie.
                                            • pierwszalitera Re: [OT]I tak właśnie... 24.08.12, 20:19
                                              madzioreck napisała:

                                              > I tak właśnie zaczynają się flejmy.

                                              Nie przejmuj się. Nie będę na osobiste zaczepki tej osoby reagować.
                                      • kotwtrampkach Re: Mistrzyni w akcji ;) 24.08.12, 15:03
                                        satia2004 napisała:

                                        > Zadałam konkretne pytanie - czy oszukiwanie, pokazywanie, że jest się kimś inny
                                        > m tylko po to, żeby zdobyć daną osobę a później pokazywanie prawdziwej twarzy j
                                        > est ok? Nie musi tu chodzić o kwiatki i czekoladki ale chociażby jak w przypadk
                                        > u Meli - okazywany entuzjazm spędzania czasu razem a po zamieszkaniu jasny komu
                                        > nikat 'nie zależy mi na tym'?

                                        Ale to nie tak. skąd przekonanie, ze facet Meli oszukiwał a teraz mu nie zależy? Napisałas gdzies wyzej:
                                        > O związek zabiega się cały czas - nie ma nic raz na zawsze!

                                        i ja się z tym jak najbardziej zgadzam.
                                        Ale może ten facet na SWÓJ SPOSÓB i we własnym przekonaniu dba o związek. Nie mówimy o skutecznosci tego dbania, tylko o fakcie czy dba.

                                        PS. Czy nie bylo tak, że oni przed zamieszkaniem spotykali się raz w tygodniu (chyba dobrze pamietam?) - to byłby realny znak, że trudno mu będzie więcej czasu przeznaczyć na kontakt bezpośredni i celowy. placił - chce dalej płacić. Był małomówny - dalej jest małomowny (ok, wymaga od partnerki wiekszego zrozumienia i porozumienia bez słów, bo juz się znają).
                                        Uwierz Satia, sa ludzie którzy lubią być obok siebie i to im wystarcza do szczęścia. I jak znajdą takich samych partnerów mogą tworzyć cudowne, udane związki.
                                        • satia2004 Re: Mistrzyni w akcji ;) 24.08.12, 15:12
                                          kotwtrampkach napisała:
                                          > Ale może ten facet na SWÓJ SPOSÓB i we własnym przekonaniu dba o związek. Nie m
                                          > ówimy o skutecznosci tego dbania, tylko o fakcie czy dba.

                                          Dba? Bo oferuje, że zapłaci za jej SAMOTNE wakacje?

                                          > PS. Czy nie bylo tak, że oni przed zamieszkaniem spotykali się raz w tygodniu (
                                          > chyba dobrze pamietam?) - to byłby realny znak, że trudno mu będzie więcej cza
                                          > su przeznaczyć na kontakt bezpośredni i celowy.

                                          Z opisu wynika, że facet chciał zamieszkać razem, żeby więcej czasu spędzać razem. A jak napisała Mela - wcześniej miała choć 1 wieczór teraz ma 0.

                                          > Uwierz Satia, sa ludzie którzy lubią być obok siebie i to im wystarcza do szczę
                                          > ścia. I jak znajdą takich samych partnerów mogą tworzyć cudowne, udane związki.

                                          Ale ja NIE PRZECZĘ!!! Tylko mówienie, że się CHCE więcej czasu spędzać razem a później przejście w tryb 'żyjemy obok siebie' nie uważam za uczciwe. Wydaje mi się, że nie na to Mela się decydowała.
                                          • kotwtrampkach Re: Mistrzyni w akcji ;) 24.08.12, 15:36
                                            satia2004 napisała:
                                            > Ale ja NIE PRZECZĘ!!! Tylko mówienie, że się CHCE więcej czasu spędzać razem
                                            > a później przejście w tryb 'żyjemy obok siebie' nie uważam za uczciwe.

                                            Może to kwestia nazw? Dla mnie o nieuczciwości można mówić jeżeli człowiek ma konkretną wiedzę podpisuje umowę i potem szuka sposobu jak się wywinąć ze swoich zobowiązań. Ale w przypadku kiedy dwie osoby róznie rozumieją wspólne spędzanie czasu (jak ja i Ty :) ) i sobie tego nie wyjaśniły wcześniej nie ma mowy o oszustwie.
                                            moze to niezrozumienie? brak empatii? nieumiejętność czytania w myślach? ...
                                          • effka454 Re: Mistrzyni w akcji ;) 24.08.12, 15:41
                                            satia2004 napisała:

                                            > Dba? Bo oferuje, że zapłaci za jej SAMOTNE wakacje?

                                            Tak, dba o to aby Mela wyjechała na wymarzone przez Nią wakacje.
                                            On nie może (lub nie chce*), ale w ramach dbania o swoją partnerkę zapewnia jej ten wyjazd.

                                            > Z opisu wynika, że facet chciał zamieszkać razem, żeby więcej czasu spędzać razem.
                                            > A jak napisała Mela - wcześniej miała choć 1 wieczór teraz ma 0.
                                            >
                                            > > Uwierz Satia, sa ludzie którzy lubią być obok siebie i to im wystarcza do szczęścia.
                                            > > I jak znajdą takich samych partnerów mogą tworzyć cudowne, udane związki.
                                            >
                                            > Ale ja NIE PRZECZĘ!!! Tylko mówienie, że się CHCE więcej czasu spędzać razem
                                            > a później przejście w tryb 'żyjemy obok siebie' nie uważam za uczciwe.
                                            > Wydaje mi się, że nie na to Mela się decydowała.

                                            Ale właśnie o to chodzi w wypowiedzi Kotawtramkach, że facet nie oszukiwał mówiąc o większej ilości spędzanego razem czasu. On go przecież spędza razem z Melą tylko nie siedząc i wpatrując się sobie w oczy, czy rozmawiając, przytulając się, a po prostu przebywając razem w jednym mieszkaniu. Może to dla niektórych dziwne, ale niektórzy tak mają. Ja osobiście jestem takim osobnikiem (choć kobieta): nie lubię dużo gadać, nie przepadam za przytulaniem, obściskiwaniem, całowaniem, głaskaniem itp. lubię dużo wolnego miejsca wokół siebie (jest to pewien problem przy dzieciakach, szczególnie gdy są mniejsze, bo jak wytłumaczyć, że mamusia nie przepada się przytulać i miziać co 5 minut). Ale sprawia mi przyjemność, że mój małżonek jest ze mną w tym samym pokoju (albo pokoju obok) i mimo, że na przykład od katuje tanki, a ja czytam książkę i nie odzywamy się do siebie przez kilka godzin, to tak - uważam, że spędzamy razem czas :)

                                            *) a propos nie lubi gdzieś iść, jechać - zdarza nam się, że np. jedno nie lubi jakiegoś miejsca czy osoby, gdzie wybiera się drugie. Zdarza się, że oboje lubimy dane miejsce, ale jedno z nas nie ma ochoty akurat tam być. Nie ciągniemy się nawzajem na siłę, bo w rezultacie to pierwsze będzie nieszczęśliwe, że jest tam gdzie nie chce, a to drugie będzie miało zatruty wyjazd fochami tego pierwszego - po co?
                                            • mela1 Re: Mistrzyni w akcji ;) 24.08.12, 15:53
                                              Tylko, że dla mnie samotne wakacje nie są ok. Tzn. jak byłam sama, to pojechałam sama na wakacje i było fajnie, ale jak ejstem z nim, przez cały czas spędzamy ze sobą mało czasu, to chciałabym mieć super urlop razem. Wyjeżdżam na tydzień w ciągu roku, nie mam przyjemności w wyjeżdżaniu samotnie. Mogę być sama w domu, ale na wyjeździe, gdzie mam duzo nowych rzeczy, mam potrzebę dzielenia się tym z kimś. Chociaż on i tak nie reaguje.
                                              - Patrz, jakie piekne morze.
                                              - No, morze.
                                              - Jakie to ładne miasteczko, wąskie uliczki i duperszwance.
                                              - No, miasteczko jak miasteczko.
                                            • satia2004 Re: Mistrzyni w akcji ;) 24.08.12, 15:59
                                              effka454 napisała:
                                              > Tak, dba o to aby Mela wyjechała na wymarzone przez Nią wakacje.
                                              > On nie może (lub nie chce*), ale w ramach dbania o swoją partnerkę zapewnia jej
                                              > ten wyjazd.

                                              Tylko, że jej 'wymarzone' wakacje, to wakacje z własnym chłopem.
                            • mela1 Re: Gra 24.08.12, 12:51
                              Chciał i ma. Ale po co? Sam mówi, że nie musze mu prac, prasować, on może sam. Gadać ze mną nie chce, ja mu "zabraniam" robienia tego, co chce. Obsługiwał się sam i nigdy na to nie narzekał. Podpowiedź: nigdy nie uzyskałam odpowiedzi na to pytanie. Przed kolegami się mną nie pochwali, bo ma mało kolegów i nie sądzę, żeby o babach gadali. Niczego nie robi na pokaz, nie zna słowa "wypada", więc jak coś robi, to znaczy, że chce albo chce mieć święty spokój.
                      • satia2004 Re: Gra 24.08.12, 11:34
                        pierwszalitera napisała:
                        > Jakim pozorom? Przecież ten pan nie stwarza żadnych pozorów, tylko wyraźnie ca
                        > ły czas komunikuje czego chce. Tylko mela uparła się nie przyjmować tego do wia
                        > domości. Bo mela chce inaczej. I robi tragedię męcząc sama siebie.

                        No Mela jak najbardziej chce inaczej, bo chce być w związku a nie mieć współlokatora. Na tym polega 'tragedia'.
                        • yaga7 Re: Gra 24.08.12, 11:42
                          No ale "związki" też bywają różne i różne osoby mogą mieć różne definicje. W tym przypadku wystarczy, że definicja Meli nie jest tożsama z definicją jej partnera i już jest problem.

                          Dlatego najlepiej sporo rzeczy uzgadniać gdzieś na początku znajomości, a już na pewno przed wspólnym zamieszkaniem, żeby potem nie było zdziwienia.
                          • satia2004 Re: Gra 24.08.12, 11:51
                            yaga7 napisała:
                            > No ale "związki" też bywają różne i różne osoby mogą mieć różne definicje. W ty
                            > m przypadku wystarczy, że definicja Meli nie jest tożsama z definicją jej partn
                            > era i już jest problem.

                            Ależ oczywiście, że związki bywają różne! Tyle, że tej różnorodności nie wynika, że każdą relację międzyludzka można nazwać związkiem. Jak na spokojnie przeczyta się opis Meli to dla mnie naprawdę niewiele różni się od sytuacji zwykłych współlokatorów. Przynajmniej wizja Pana taka jest.
                            • yaga7 Re: Gra 24.08.12, 11:55
                              Mnie chodziło o to, że być może dla tego pana to JEST związek, bo ten pan na tym etapie swojego życia nic więcej z siebie nie wyciągnie. A skoro Meli to nie wystarcza i dla nie to NIE JEST związek, to trzeba znaleźć pana, który ma podobną do Meli definicję. Bo może się okazać, że dla obecnego pana wzniesienie się na jeszcze większe wyżyny związkowe jest po prostu niemożliwe.
                              • satia2004 Re: Gra 24.08.12, 12:01
                                yaga7 napisała:
                                > Mnie chodziło o to, że być może dla tego pana to JEST związek, bo ten pan na ty
                                > m etapie swojego życia nic więcej z siebie nie wyciągnie.

                                No dobrze - czy jeżeli napiszę, że 'jestem w związku' z kolegą z pracy, bo widujemy się codziennie, parę słów zamienimy a ja 'na tym etapie swojego życia nic więcej z siebie nie wyciągnę' - to będzie to związek czy nie? ;)

                                Pytanie powyższe jest rzecz jasna czysto filozoficzne. Nie ma jednoznacznej definicji związku i wyraźniej granicy już jest/jeszcze nie ma. Jeżeli używać porównań matematycznych to raczej zbiór rozmyty. Tyle, że nawet rozmyta granica istnieje. Ja bym po porostu powiedziała, że na tym etapie swojego życia Pan po prostu nie jest w stanie zaoferować związku.
                                • yaga7 Re: Gra 24.08.12, 12:08
                                  > No dobrze - czy jeżeli napiszę, że 'jestem w związku' z kolegą z pracy, bo widu
                                  > jemy się codziennie, parę słów zamienimy a ja 'na tym etapie swojego życia nic
                                  > więcej z siebie nie wyciągnę' - to będzie to związek czy nie? ;)

                                  No są takie historie na filmach, jak to panna sobie wyobraża, że pan ją kocha szaleńczo, bo się do niej uśmiechnął ;) No i cóż, w JEJ wyobrażeniu pewnie ma rację, natomiast oczywiście z obiektywnego punktu widzenia sprawa będzie wyglądać inaczej.

                                  > Ja bym po porostu powiedziała, że na tym etapie swojego życia Pan po pros
                                  > tu nie jest w stanie zaoferować związku.

                                  Można też tak powiedzieć :)

                                  Aczkolwiek podejrzewam, że istnieją osoby na tym świecie, którym to, co oferuje ten pan i tak by odpowiadało i byłyby zadowolone, i dla nich byłby to pełny związek, a nie tylko współlokatorstwo.
                                  Ale to już faktycznie jest filozofowanie ;)
                                • pierwszalitera Re: Gra 24.08.12, 12:16
                                  satia2004 napisała:

                                  Ja bym po porostu powiedziała, że na tym etapie swojego życia Pan po pros
                                  > tu nie jest w stanie zaoferować związku.
                                  >

                                  Nie jest w stanie zaoferować związku według definicji meli. Ale dla pana to moż być najbardziej związek. Spotkał kobietę, pozabiegał trochę o nią (kwiaty, biżuteria, propozycja wspólnego mieszkania), mieszkają ze sobą, ona dba o dom, on o finanse, reszta, czyli jej praca, jego hobby, to sprawy indywidualne, bo on stawia na niezależność i nie będzie jej dyktował, co ma robić, wymaga tolerancji jednak tego też od niej. Wspólne urlopy i podział obowiązków domowych niekoniecznie są do definicji związku potrzebne. Nie wiem teraz jak z życiem seksualnym, bo nie doczytałam, jest czy nie ma? Chociaż to też nie jest argument, bo wiele par żyje ze sobą nie współżyjąc. Więc związek jak byk. Że nie taki, w których same chciałybyśmy pewnie żyć, nie gra roli.
                      • pinupgirl_dg Re: Gra 24.08.12, 11:49
                        A ja bym tego tak nie oceniała. Nie wszyscy oczekują od związku świętego spokoju i odrobiny nudy z osobą podobną do siebie. Czasami przeciwieństwa się przyciągają. Chociaż to jest zawsze trudne, to pewnie może się udać (mam nadzieję ;) ). Nie jest też tak, że ludzie wcale się nie zmieniają (chociaż nie jestem zwolenniczką poglądu "on się dla mnie zmieni" to nie zakładam, że za 20 lat to będzie wciąż dokładnie ten sam człowiek). Ja obstawiam, że albo nie widzimy jednak całości, bo to zdanie tylko jednej strony, w dodatku doprowadzonej do ostateczności, albo Meli jednak te cechy pana pasowały, dopiero wspólne mieszkanie to zmieniło. Wspólne zamieszkanie to zwykle rewolucja, większość moich znajomych miała ochotę się pozabijać i zakopać w ogródku po kilku miesiącach, ale z czasem sobie wszystko poukładali.
                        Ja tak mam, że szukam ludzi, którzy mają te cechy, których mi brakuje. Z moim byłym to nie wyszło, na początku uważałam, że mi zrobił niesamowite świństwo, ale prawda jest taka, że oboje sobie odpuściliśmy. Z moim obecnym żyjemy jak dwa gołąbki, chociaż okres rozbijania talerzy też był. Oboje się zmieniliśmy, niestety, nie naszliśmy na wzajem swoimi zaletami, ale przynajmniej nauczyliśmy tolerancji dla cudzych wad i dziwactw ;).
                        • tfu.tfu Re: Gra 24.08.12, 12:06
                          ale jak jej mogły pasować cechy, które nie wyszły przed wspólnym mieszkaniem? np. olewka pana na realne potrzeby emocjonalne meli? no proszę Cię...
                          przecież dziewczyna napisała jak to kiedyś się starał, a potem przestał, bo miał na miejscu. jeżeli dla faceta ważniejszy jest komputer od kobiety, którą ponoć kocha, to ja tu miłość widzę, ale tylko własną i dążenie do tego, żeby jemu było wygodnie.
                          takich osobników jest niestety na pęczki.
                          • pinupgirl_dg Re: Gra 24.08.12, 12:12
                            > ale jak jej mogły pasować cechy, które nie wyszły przed wspólnym mieszkaniem? n
                            > p. olewka pana na realne potrzeby emocjonalne meli? no proszę Cię...

                            Jak napisałam - nie mogę uwierzyć w to, żeby ktoś przez 3 lata mógł tak udawać. Albo Mela tak to widziała, albo jej wtedy ten dystans pasował. Naprawdę nawet najbardziej zatwardziałego drania z wyjątkowym talentem aktorskim (a spotkałam paru takich) nie było stać na tak perfekcyjną grę.
                            • pinupgirl_dg Re: Gra 24.08.12, 12:16
                              Generalnie chodzi mi o to, że nie przeceniałabym wpływu wspólnego mieszkania na poznanie drugiej osoby, jak tu ktoś pisał o mieszkaniu przed ślubem. Sądzę raczej, że wcześniej widać, jaka ta osoba jest, tylko wtedy nam to odpowiada, albo przeceniamy swoje możliwości tolerancji, albo zakładamy, że coś się zmieni, albo pewnych rzeczy nie chcemy widzieć. No chyba, że ktoś podejmuje taką decyzję po miesiącu znajomości, wtedy rzeczywiście można być zaskoczonym.
                            • mela1 Re: Gra 24.08.12, 12:37
                              Nie udawał, tylko na początku. Widywaliśmy się zwykle raz w tygodniu, przeszkadzało mi to. On mówił, że nie chce już randek i odwożenia mnie, tylko chce mnie mieć na co dzień. Że nie spotykamy się nie dlatego, że on nie chce mnie widziec, tylko ma mało czasu itp., bywa zmęczony, a w domu będziemy spędzać więcej czasu razem. Jak u niego zostawałam bywała w weekendy to nie siedział przy komputerze, tylko robilismy coś razem. No, czasem posiedział, jak musiał, czasem wyszedł na siłownię, ja zostałam. Gdał mało, różne miał zachowania, ale jak przebywaliśmy razem, to nie w osobnych pomieszczeniach. Rozumiem, że ja się spędza ze sobą jeden wieczór to co innego niż siedem wieczorów, ale zamiast jednego mam niemal zero.
                              Wbrew pozorom zaakceptowałam bardzo wiele jego cech. Wiem, że jak ma problemy to się zamyka w sobie i nikomu nie mówi. Jego matka opowaidała mi, jak głodował na studiach, bo nie miał w ogóle pieniędzy, ale rodzicom słowa nie powiedział. Tylko, że ja dostaję focha, informację, że nie chce jechać na wakacje w ostatniej chwili, kiedy ekwilibrystycznie załatwiam wycieczkę, któa podobno nam obojgu się podobała, a nic nie wiedziałam wcześniej o problemach. I pretensje do mnie, bo ja się zajmuję głupimi wakacjami. Powiedziałam keidyś, zeby komunikował swoje potrzeby, bo ja nie mam szklanej kuli i nie wiem z jakiego powodu teraz nie mówi, siedzi w kącie, wstaje o świcie i chodzi spać wczesnie albo późno.
                              Nie wiem, dlaczego wychodzi na to, że chcę siedzieć na głowie misiowi od rana do nocy, kiedy np. w przypadku wakacji i pracy wystarczyłby mi odpowiednio wcześniej komunikat - nie mogę jechać, nie mogę w tym terminie albo nie mogę za tyle pieniędzy itp. Może pojedziemy zamiast tego na kilka weekendów, może pojedziesz sama, cokolwiek. A pozwalać się komuś cieszyć z zabawki, wybierać, oczekiwać, dni liczyć do urlopu, a potem wyjechać z "nie chcę jechać. no dobrze, jak chcesz to z tobą pojadę"? To jest logiczne, a ja jestem rozhisteryzowana? Jemu może być się ciężko postawić w mojej sytuacji, bo gdybym ja mu obiecała prezent, a na koniec powiedziała: a figę, to by sobie kupił sam, bo go stać. Gdybym powiedziała, że z nim nie jadę, to by pojechal sam, bo jemu towarzystwo niepotrzebne. Nie czuję się histeryczką przez to, że nasze wspólne wakacje okazały się bujdą i to nie w wyniku nagłego zbiegu okoli czności, tylko rzeczy, o których on wiedział wcześniej. Nie znam jego finansów, on wie, czy może sobie pozwolić na wyjazd, czy nie. Nie znam sytuacji w firmie. A on mówi: teraz jestem trochę biedniejszy (po dopytaniu wyszło, że nie zarabia), ale chcial płacić za nas oboje, potem że nie chce jechać, bo nie chce się ze mna kłócić, że nie może bo firma, musi załatwić pewne sprawy, a potem, że ze mną pojedzie i sprawy załątwi później. To sorry, ja nie wiem, jaka jest prawda.
                              • kis-moho Re: Gra 24.08.12, 12:52
                                Nie znam jego finansów, on wie, czy może sobie pozwolić na wyj
                                > azd, czy nie. Nie znam sytuacji w firmie. A on mówi: teraz jestem trochę biedni
                                > ejszy (po dopytaniu wyszło, że nie zarabia), ale chcial płacić za nas oboje, po
                                > tem że nie chce jechać, bo nie chce się ze mna kłócić, że nie może bo firma, mu
                                > si załatwić pewne sprawy, a potem, że ze mną pojedzie i sprawy załątwi później.
                                > To sorry, ja nie wiem, jaka jest prawda.

                                Fakt, że nie masz pojęcia, co się dzieje w jego życiu jest dla mnie znakiem, że porządnego partnerskiego związku z tego nie będzie i może warto się zastanowić nad jakąś alternatywą. Nie chodzi o to, czy to wina Twoja, jego, czy okoliczności przyrody, to w sumie zupełnie drugorzędne. Wy po prostu ze sobą nie rozmawiacie na istotne tematy. Nie wiesz, czy jest szczęśliwy, czy ma porządne kłopoty. Pomijając te istotne sprawy, nie wiesz też jak jest z finansami. Nie chodzi o to, że facet ma przynosić do domu kasę i już, ale jeżeli u jednej osoby są poważne kłopoty, to warto się zastanowić, czy druga da radę utrzymać dwójkę przez pewien czas z własnej pensji, czy trzeba sięgnąć po oszczędności, czy oszczędności wystarczą. O takich sprawach trzeba rozmawiać.
                                • mela1 Re: Gra 24.08.12, 13:08
                                  Zgadzam się z tobą i to samo mówię - nie rozmawiamy. Ja nie muszę wiedzieć, ile on ma na koncie, ale jak planuję wakację i ja mam wszystko ogarnąć, to wypadałoby, żebym wiedziała, czy go stać. Pomijając taki drobiazg, że ja sama tego mieszkania ni utrzymam, nie wiem, jakie ma oszczędności i czy planował nie wspominać o problemach w pracy aż nie zapłaci za wynajem. On tego nie widzi, to są jego sprawy. A teraz słyszę: przecież ci powiedziałem. No powiedział, po 3 miesiącach i dlatego, że dopytałam przy okazji innej rozmowy.
                                  Nie ejst szczęśliwy, nic go już nie cieszy - wczoraj mi wykrzyczał.
                                  A potem wrócił do domu jak gdyby nigdy nic, powiedział cześć, zabrał się za wyciskanie soku dla mnie. Po przedwczorajszzym moim płaczu rano umył lustra, wsadził naczynia do zmywarki, wycisnął mi sok.
                                • jul-kaa Re: Gra 24.08.12, 13:12
                                  Nie wiem, czy dobrze wszystko doczytałam, ale spiszę swoje wrażenia, a raczej jedno z nich. Jeśli mieszkacie razem 5 miesięcy, a on od 3 w ogóle nie zarabia, to może znaczyć, ze od dłuższego czasu coś się źle w jego życiu zawodowym dzieje. I ja się zgodzę, że to niedobrze, że Ci o tym nie mówił, ale znam takich ludzi, którzy o swojej pracy, kłopotach i sukcesach w niej, nie rozmawiają wiele. Pan jawi mi się jako osoba, dla której zarabianie jest ważne i świadczy o nim samym. Więc jeśli nie zarabia, to po prostu może czuć się z tym bardzo, bardzo źle. I tu może (ale nie musi) być podstawowe źródło problemów. Jeśli wali mu się na głowę to, co jest dla niego najważniejsze, to nie ma jak się angażować w inne sprawy. I to może być przyczyną braków w komunikacji, spadku nastroju, braku chęci do robienia rzeczy razem.

                                  Równocześnie widzę w Twoich, Melu, postach dużo sprzecznych oczekiwań z obu stron. Powiem tylko, że gdyby mnie ktoś opieprzał za talerz zostawiony na stole, to też bym nie zdzierżyła. Podobnie jak nie zdzierżyłabym, gdyby czegoś ode mnie oczekiwał, nie czekał, aż to zrobię, tylko robił sam, a potem mnie jeszcze za to opieprzał. Oboje z mężem jesteśmy tragicznymi bałaganiarzami, ale mnie w końcu zaczyna przeszkadzać syf, mężowi nie ;) Dlatego czasem po prostu wyznaczam, co kto robi i czekam, az będzie zrobione. Gdybym sie irytowała, że nie robi wtedy, kiedy JA chcę, żeby robił, to daleko bym nie zaszła.
        • morela888 seks 24.08.12, 21:58
          Wiem, że wątek chyli się ku końcowi, pojawiają się podsumowujące posty, ale gdybyś jeszcze melu i to chciała "rozdrapać" to zapytam. Bo napisałaś:
          > Nie przepadam za takim wywnętrzenia
          > m się, ale seks umarł, czasem się zdarzy, ale słabo. Zobaczyłam na jego kompute
          > rze strony porno, nie chciał nawet w żartach powiedzieć jakie i co fajnego oglą
          > da. Poprosiłam, żeby przyszedł do mnie jak ma ochotę, ale to podobno ja nie chc
          > ę i go odpycham...

          Po 1-to wyrażenie: "żeby przyszedł do mnie jak ma ochotę"-czemu nie: "żeby przyszedł do mnie, bo mam ochotę"? Miałaś ochotę się z nim kochać czy nie? Jeśli tak to czemu nie powiedziałaś wprost, że tego chcesz? A jeśli nie, to czemu napisałaś, że możesz się w nim ewentualnie przespać jeśli mu się chce? To trochę takie "niezwiązkowe" (trąca trochę dziwnym poświęcaniem się).

          Niby wiem, że nie wszystkie pary ze sobą w ogóle współżyją, ale mi zawsze takie sytuacje zapalają czerwoną diodę w głowie. Z Tobą nie chce sypiać, ale porno sobie nie odmówi? Nie wyobrażam sobie, że miałabym się godzić na taki stan rzeczy (choć rozumiem, że ludzie są różni). Nawet zakładając i tę skrajną wersję, że to jego problemy zawodowe są winne jego wielu zachowań i że to one wpływają i na Wasze życie intymne ewentualnie to to nie jest wg mnie zbyt normalna sytuacja, że ona szuka przyjemności w porno, unikając zbliżeń z Tobą. Oczywiście nie potrafię postawić diagnozy, ale to jest wg mnie istotny problem... Aż tak bardzo Cię unika i aż tak bardzo woli komputer? Czy on w nocy rzeczywiście na komputerze gra a nie onanizuje się (podczas gdy Ty musisz spać sama i być skazana na celibat-tak?). Może zamiast akcesoriów z gry diablo kup mu film porno?-to dopiero byłby absurd (to była oczywiście hiperbola w moim wykonaniu).

          Coś tu wyraźnie nie gra. Zaspokajanie swoich potrzeb seksualnych poza związkiem, w sytuacji, gdy jak najbardziej można je zaspokajać w związku, połączone z intymnym odpychaniem Ciebie (niechęć do wspólnego chodzenia spać)-bardzo alarmujące.
    • genepi napiszę wprost 23.08.12, 20:25
      jak to widzę: to nie jest miłość, to nie jest związek. jemu nie zależy. jeśli komuś zależy (niezależnie od płci) to się stara. Kiedy ostatnio zrobił ci herbatę? Kiedy zapytał czy nie jesteś głodna albo zmęczona? kiedy kogoś się kocha (niezależnie od płci) to się o niego dba, bo ten ktoś jest cenny dla ciebie.

      Jeśli się ma kogoś dość to się go unika, jeśli jest się facetem to sie unika kłótni nawet jeśli ma się kogoś po dziurki w nosie. faceci nie są mocni w gadaniu (ech te półkule), łatwiej im brać na przeczekanie. Wygląda na to że twój właśnie bierze. Liczy że sprawa "się sama załatwi".

      Ty jesteś zaangażowana, on nie. I ty w gruncie rzeczy to wiesz ale nie jest ci łatwo się z tym pogodzić - to zrozumiałe.
      Dobra rada: zastanów się bez emocji co z mieszkaniem. Tak żeby było wygodnie dla ciebie. O niego się nie martw, poradzi sobie.
      I olej prezent na urodziny, przekaż te środki na zwierzęta w schroniskach albo drinki z koleżankami.
      Pora iść do przodu.
      • mela1 Re: napiszę wprost 23.08.12, 21:23
        Jasne, że jestem zaangażowana, ale nie sądzę, żeby on nie był. Jest naprawdę trudnym i innym człowiekiem, staram się go rozumieć i słabo mi to wychodzi. Jakieś starania widzę, tylko każde robi to na swój sposób.
    • pierwszalitera Nie ma szansy 23.08.12, 21:10
      Moim zdaniem, mela i jej facet nie mają żadnych problemów komunikacyjnych, jak niektóre oosby próbują w tym wątku sugerować i zachęcać tym melę do dalszych prób rozwiązywania "nieporozumień". Tu nie ma żadnych nieporozumień. Zarówno mela jak i jej chłopak są inteligentymi osobami i skoro autorka wątku potrafiła bardzo konkretnie napisać nam czego chce, czyli bycia razem, związku , domu i tego wszystkiego oczywiście według jej osobistej wizji, to jej facet już dawno o tym wie. Problem tylko w tym, że jego potrzeby są inne, niekompatybilne z jej potrzebami, ale mela też wie, czego on chce, potrafiła bowiem wyjaśnić nam, że chodzi mu o współlokatora z pewnymi intymniejszymi funkcjami ale bez utraty wcześniejszej niezależności. Tu nie ma więc co czekać, że facet "wydorośleje", albo "w imię miłości" ustąpi, bo z jakiej racji miałby niby rezgynować z własnych potrzeb i uszczęśliwiać partnerkę? By samemu stać się nieszczęśliwym? Mela przecież też nie chce ustąpić. Próbowała wprawdzie, ale jak widać niespecjalnie jej się to udaje i też nie daje jej to szczęścia. Więc dlaczego wymaga tego od niego? Czasem trzeba się pogodzić, że ma się inny indeks na skali intymności i romantycznego zaagnażownaia, i po prostu się do siebie nie pasuje. A tu niedopasowanie jest wielkie. Mela chciałaby najlepiej zabiegającego o nią rycerza, z kwiatami, romantycznymi prezentami, niespodziankami aż do telepatycznego odgadywania życzeń. Ok, tacy też bywają, trzeba takiego szukać, ale od kostki lodowej, która gdzieś tam przeczytała, że kobiety lubią kwiatki, tego się nie dostanie. Ja tam w tym facecie nie widzę też aż takiego problemu, gdybym miała być szczera, to raczej zachowanie meli wchodziłoby mi osobiście na nerwy. Też jestem kobietą, ale sympatyczniejszy jest mi małomówny mruk z autystycznymi przyzwyczajeniami, niż ktoś, kto ciągle wymaga od mnie bym udowadniała mu swoje zaangażowanie skacząc z lampy i zmieniała na dodatek dla niego swoją osobowość. Więc dla zdrowia psychicznego obu zainteresowanych powinno się ten związek zakończyć. Tym sposobem oboje mają szansę na spotkanie kogoś bardziej do siebie pasującego.
      • satia2004 Re: Nie ma szansy 23.08.12, 21:29
        pierwszalitera napisała:
        > bo z jakiej racji miałby niby rezgynować z własnych
        > potrzeb i uszczęśliwiać partnerkę?

        Bo na tym polega związek? Bo świat nie jest idealny, nie zawsze ludzie dobierają się idealnie w 100% i muszą iść na kompromis?
        • madzioreck Re: Nie ma szansy 23.08.12, 21:42
          No ale gdzie leżą granice tego kompromisu? Naginać się, aż się złamiesz?
          • slotna Re: Nie ma szansy 23.08.12, 21:58
            No wlasnie jestem ciekawa jak moglby wygladac kompromis w tej sytuacji. Mela musialaby sie choc troche oduczyc awantur i oskarzen, a nauczyc rzeczowego wyrazania potrzeb (terapia?), koles musialby wybulic na sprzataczke i starac spelniac dotykowo - randkowe potrzeby Meli w miare swoich introwertycznych mozliwosci (terapia?). Pytanie, czy jej to wystarczy? Bo ze jemu cisza w domu owszem, to raczej pewne ;)
          • satia2004 Re: Nie ma szansy 23.08.12, 22:24
            madzioreck napisała:
            > No ale gdzie leżą granice tego kompromisu? Naginać się, aż się złamiesz?

            Ja nie piszę, że kompromis zawsze jest możliwy. Odniosłam się do konkretnego stwierdzenia:
            > bo z jakiej racji miałby niby rezgynować z własnych
            > potrzeb i uszczęśliwiać partnerkę?
            • madzioreck Re: Nie ma szansy 23.08.12, 22:43
              Rozumiem, ale wydaje mi się, że zdanie, do którego się odniosłaś, dotyczy roztrząsanej sytuacji, a nie ogółu.
        • pierwszalitera Re: Nie ma szansy 23.08.12, 21:56
          satia2004 napisała:

          > Bo na tym polega związek? Bo świat nie jest idealny, nie zawsze ludzie dobieraj
          > ą się idealnie w 100% i muszą iść na kompromis?

          Owszem, życie polega na kompromisach, ale w tym przypadku kompromisy nie są możliwe, bo zarówno potrzeby meli, jak i jej partera są po pierwsze, zbyt rozbieżne, a po drugie, dla nich egzystencjalne. Żadne z nich nie będzie szczęśliwe ustępując. Nie żyjemy już w pierwotnej grupie liczącej najwyżej 30 osobników homo sapiens, by być zadowolonym, że zdarzył nam się ktokolwiek do rozmnażania gatunku. Może wybrać sobie kogoś lepiej do nas dopasowanego.
          • madzioreck Re: Nie ma szansy 23.08.12, 22:07
            No i tu nie sposób się nie zgodzić. Nie wyobrażam sobie możliwości pogodzenia tak rozbieżnych potrzeb... nie oceniam, czy pan jest zaangażowany czy nie, czy mu zależy czy nie - całkiem możliwe, że zależy jak diabli, ale jemu do szczęścia wystarczy fakt, że ukochana jest. Nie jest wiecznie stęsknionym misiem-pysiem i nigdy nie będzie. Ja na przykład jestem i z mrukiem-samotnikiem byłabym zwyczajnie nieszczęśliwa.
      • fanaberia.fanaberia Re: Nie ma szansy 23.08.12, 21:29
        Z reguły unikam komentowania cudzego życia osobistego, szczególnie kiedy o nim kompletnie nic nie wiem :) Tu się jednak odezwę, bo przychodzi mi do głowy jeszcze jedna rzecz, o której nikt nie wspomniał.
        W nawiązaniu do:
        > A tu n
        > iedopasowanie jest wielkie. Mela chciałaby najlepiej zabiegającego o nią rycerz
        > a, z kwiatami, romantycznymi prezentami, niespodziankami aż do telepatycznego o
        > dgadywania życzeń.
        Zdaje mi się mianowicie, że Meli zabrakło jednego związku pomiędzy. Takiego, w którym przydusiłaby się z tym zabiegającym rycerzem i zapragnęłaby luzu i miejsca dla siebie.
        A związek obecny, jeśli ma przetrwać, przede wszystkim wymaga nauki komunikacji. Choćby na terapii partnerskiej. Nie przez takie rzeczy ludzie przechodzą. No ale do tego muszą współpracować obie strony.
        • satia2004 Re: Nie ma szansy 23.08.12, 21:34
          fanaberia.fanaberia napisała:
          > Zdaje mi się mianowicie, że Meli zabrakło jednego związku pomiędzy. Takiego, w
          > którym przydusiłaby się z tym zabiegającym rycerzem i zapragnęłaby luzu i miejs
          > ca dla siebie.

          Też mi się tak wydaje. Dla każdej pary ten 'złoty środek' leży gdzie indziej. Ale jak czytam teksty w stylu 'Jak nie ma nic w lodówce, to zrobi zakupy dla siebie i zje' to mnie się włącza czerwona lampka ostrzegawcza czy to w ogóle związek jest.
          • aankaa Re: Nie ma szansy 23.08.12, 22:15
            Mela za chiny ludowe nie chce / nie może wrócić do starego miejsca zamieszkania, nie stać jej na mieszkanie osobno. Chłop sprawia wrażenie zadowolonego z życia i gotowego ponieść wszelkie dodatkowe koszty (tysiąc dopłaty za jedynkę).

            Wygląda na to, że Mela gotowa "zagłaskać na śmierć" o co panu, najwyraźniej, wcale nie chodzi

            ot, spojrzenie starszej pani na dywagacje dwudziesto-, trzydziestolatek, które naczytały / nasłuchały się o tym jak "związek" ma wyglądać...
            • azmb Re: Nie ma szansy 24.08.12, 00:58
              Mela ma wreszcie mieszkanko, które uwielbia (jak sama pisze), pucuje je i cieszy się byciem w nim. Teraz do "kompletu" potrzeba Jej mężczyzny kochającego, słodkiego, niezmęczonego,zakochanego bo tak ma być ładnie na tym wyidealizowanym obrazku. Wierzę, że Mela była inna- niezależna, lekceważąca idealną czystość, wyluzowana... ale Melu, Ty się zmieniłaś, albo dopiero teraz pokazujesz swój prawdziwy charakter. Super- pani domu, idealna żona witająca męża buziakiem a w reku trzymająca ściereczkę albo inny symbol baaardzo tradycyjnej pani domu. A pan tego nie chce. Chce mieć nadal luz, trochę swojego czasu i swoich zainteresowań. Innych niestety niż ma Mela. Ustępowanie Jej niczego nie zmienia, Mela krzyczy, marudzi, szlocha i chodzi po mieszkanku z czerwonymi oczami. Melu, zajmij się sobą, a Twój mężczyzna znowu odkryje urok niezależnej kobiety:)
              • satia2004 Re: Nie ma szansy 24.08.12, 08:32
                azmb napisała:
                > ale Melu, Ty się zmieniłaś, albo dopiero teraz pokazujesz swój praw
                > dziwy charakter. Super- pani domu, idealna żona witająca męża buziakiem a w rek
                > u trzymająca ściereczkę albo inny symbol baaardzo tradycyjnej pani domu.

                Zastanawia mnie czemu ma służyć takie wypaczanie rzeczywistości i przypisywanie sytuacji jakichś wydumanych stereotypów? Owszem - można być niezależnym ale od tego talerze się nie pozmywają tylko zarosną pleśnią. Można być niezależnym, myśleć tylko o sobie i mieć w 4 literach czy druga osoba ma co zjeść. Tylko czy o to chodzi? Bo tak się zachowują współlokatorzy a nie para.
              • mela1 Re: Nie ma szansy 24.08.12, 08:41
                Zrobiłam z siebie kurę domową. Nie chodzi o to, że ma idealne mieszkanko i chcę do niego wsadzic idealnego misia. Mieszkałam do tej pory z ojcem w mieszkaniu i pokoju, w którym spędziłam niemal całe życie, w meblach, przy których uczyłam się pisac w podstawówce. Przez dłuższy czas także z chorą/umierającą/wymagającą obsługi babcią. Nie wyprowadziłam się na studia, nie miałam swojego zachłysnięcia się wolnością. Chciałam pomieszkać sama, ale nie miałam możliwości, bo opieka nad babcią. A jak możliwość się zrobiła, to w momencie, kiedy chciałam już wypróbować 3-letni związek w fazę mieszkania razem i nie zamieszkałam sama.
                Sama znalazłam mieszkanie, takie, jakie chciałam. A jak mi dobrze, to się cieszę. Lubię ładne otoczenie, miło mi, że przebywam w ładnym miejscu, że jest moje. A jak mi dobrze, to się cieszę. Jak moje mieszkanko jest łądne i uwolniłam się i wszystkie swoje rzeczy od smrodu papiersoów, to mi fajnie. Wiesz, miewam okropne bóle głowy, jak wezmę proszek i ból minie, to nawet nie zauwazam braku bólu tylko przypływ energii. Wyprowadzką odcięłam inny ból, coś, co mnie uwierało bardzo i też mnie radość rozpiera. Miewałam w życiu okresy, kiedy po kupieniu nowego żelazka, kiedy odkryłam, że prasownie jest o niebo łatwiejsze, prasowałam nawet majtki i skarpetki. Przeszło. Jak się odchudzałam, to gotowałam sobie codziennie wymyślne obiadki. Też przeszło. Jak się tu wprowadziłam, to szorowałam z radościa, teraz już z mniejszą.
                Ale nie gotuję codziennie obiadków, może raz, dwa razy w tygodniu jak mam wenę. Nie czekam z utęsknieniem, chodzę do pracy, znajduję sobie swoje zajęcia. Nie mam specjalnego hobby w stylu malowania, szydełkowania, nurkowania, któremu będę się poświęcać, żeby pan odkrył, że jestem niezależna. Robię to, na co mam ochotę. Problem w tym, że na mojej liście ejst widocznie więcej spędzania czasu razem niż na jego. Więcej gadam, lubię pogadać, więc jak pojawia się ktoś, z kim teoretycznie mogę, to to robię.
                Pytanie chyba brzmi: czy jeśli ja się nie będę awanturować, czy jeśli wbiję sobie do głowy, że jak mam ochotę coś zrobić w domu to nie robię tego, żeby on docenił, a on będzie mógł sobie w spokoju pograć, to zachce też spędzać więcej czasu ze mną. Nie czy będzie, tylko czy będzie chciał.
                • 100krotna Re: Nie ma szansy 24.08.12, 10:10
                  Mela, nie wiem, jak i czy mogę (możemy) Ci pomóc, ale ze sposobu w jaki piszesz, wyłania mi się obraz osoby zmęczonej, pogubionej, miotającej się i sfrustrowanej - której przydałby się odpoczynek od wszystkiego. Zaproponowałabym Ci tydzień, dwa urlopu, ale nie z facetem (nie teraz, nie w tej sytuacji) ale z najlepszą przyjaciółką. Albo, jeżeli chcesz, lubisz i jest taka możliwość, to może z tatą? (łowi ryby? ;))
                  Może nad jeziorem, może w lesie, gdzieś, gdzie nie będziesz się musiała stresować i będziesz mieć ciszę i spokój, weź sobie ulubioną muzykę albo wciągającą książkę, wygodne buty na spacer albo hamak do leżenia w ogrodzie... Będziesz mogła najpierw się wyluzować, później, jeśli będziesz mieć ochotę, przemyśleć wszystko.

                  Nie chcę wyrokować, co się dzieje w twoim związku, ale dam Ci radę - coś, co wypróbowałam u siebie.
                  Jeżeli będąc w domu kłóciliśmy się i nie mogliśmy dogadać, to wszelkie "poważne rozmowy" przeprowadzaliśmy... w zaparkowanym samochodzie ;)
                  Nie było tam punktów zapalnych, jak w domu: ("widzisz, jak Ty siedzisz przy komputerze, to ja nie mam miejsca dla siebie" - "no daj mi spokój, to gdzie mam siedzieć")
                  Nie było rozpraszaczy: ("Cicho, gram/ nie teraz, sprzątam łazienkę") no i miejsce było inne. To sprzyjało byciu spokojnym, wysłuchaniu drugiej osoby, no ogólnie, dobrze nam robiło.
                  My parkowaliśmy pod domem, zwykle po powrocie z zakupów, ale to może być jakiś pusty parking w nieatrakcyjnym miejscu - ewentualnie ławeczka w atrakcyjnym...
            • 100krotna aankaa 24.08.12, 10:25
              nasłuchały się o tym jak "związek" ma wyglądać..

              A jak ma związek wyglądać? I dlaczego "nasłuchały się"?
              • kis-moho Re: aankaa 24.08.12, 10:28
                > A jak ma związek wyglądać? I dlaczego "nasłuchały się"?

                Też się zastanawiam, dlaczego 30-latki nie mogą mieć sensownego doświadczenia w związkach.
                • pierwszalitera Re: aankaa 24.08.12, 11:45
                  kis-moho napisała:

                  > Też się zastanawiam, dlaczego 30-latki nie mogą mieć sensownego doświadczenia w
                  > związkach.

                  No podobno istnieje coś takiego, że zaprzyjaźnione kobiety do pewnego wieku spotykając się ze sobą rozmawiają zwykle o swoich wiecznych kłopotach z facetami. Że oni to są tacy i owacy i nie dają nam tego, czego oczekujemy. Podobno po przekroczeniu 40-tki to się zmienia. Zaczynamy się wzajemnie lepiej rozumieć, akceptować i przestajemy ze sobą walczyć. I wreszcie dostrzegać indywidualne potrzeby nasze i naszych facetów. Przed wszystkim przestajemy kierować się też tym, co myślą o związku koleżanki, czy inny kobiety drukujące swoje mądrości w podręcznikach dla kobiet. Sama pamiętam, że książkę Grzeczne dziewczynki idą do nieba, niegrzeczne idą tam, gdzie chcą pochłonęłam jakieś 20 lat temu na jednym oddechu i wydawała mi się ona pełna wspaniałych mądrości. Niedawno przy napadzie bezsenności wyjęłam ją z półki i zaczęłam znowu czytać, i o mało nie umarłam ze śmiechu. Przerysowane, a nawet prentensjonalne i jakieś wymyślone. Ale możliwe, że mnie przybyło lat i stałam się w sprawach intymnych po prostu bardziej doświadczona. Więc może aankaa też chciała wyrazić tym swoje rozbawienie na temat komenatrzy i opinii typu "zły facet-biedna mela". Żaden facet nas nie uszczęśliwi, jeżeli nie uszczęśliwimy się same. Z krzywdą jest podobnie, ja tam konsekwentnie unikam dziś ludzi, którzy niedobrze mi robią, bo szkoda mi życiowej energii na nieekonomiczną walkę. I nie bardzo widzę też, o co tu trzeba walczyć? O mieszkanie? Ale to znowu opinia obcej kobiety, więc od meli chciałabym usłyszeć, co ten facet jej daje, że ona ciągle z nim jest, bo na razie mamy tylko długą listę tego, czego jej nie daje.
                  • kis-moho Re: aankaa 24.08.12, 12:14
                    > No podobno istnieje coś takiego, że zaprzyjaźnione kobiety do pewnego wieku spo
                    > tykając się ze sobą rozmawiają zwykle o swoich wiecznych kłopotach z facetami.
                    > Że oni to są tacy i owacy i nie dają nam tego, czego oczekujemy.

                    To prawda, czasem na takie rozmowy/monologi się napataczam. Monologi kończą się nieodmiennie westchnieniem i słowami "ale Twój też tak ma, prawda? Z facetami to jednak bywa ciężko. Ale i tak go kocham".

                    Podobno po prz
                    > ekroczeniu 40-tki to się zmienia. Zaczynamy się wzajemnie lepiej rozumieć, akce
                    > ptować i przestajemy ze sobą walczyć.

                    Nie wiem, ja się chyba w takim razie urodziłam z 40 na karku... Nie rozumiem, jak można związek traktować jak pole walki połączone z instytucją wychowawczą. To ja już bym wolała być sama i mieć więcej spokoju.
                  • tfu.tfu Re: aankaa 24.08.12, 12:15
                    mam wrażenie, że nie daje od siebie nic emocjonalnie. a prawda jest taka, że jak się kogoś kocha, to się go uszczęśliwia "bo tak", a przede wszystkim zauważa potrzeby swojej partnerki.
                    pan mi wygląda na takiego, co to zauważy wyłącznie własne. a z postów meli wynika, że obydwoje są rozczarowani.
                  • maggianna Re: aankaa 24.08.12, 12:20
                    W pełni sie z opinia Pierwszejlitery zgadzam, ale co do wieku i zrozumienia to bywa różnie i można być dojrzała emocjonalnie 30-latka jak i naiwna w kwestiach związków 40-latka - znam i takie i takie.
                    Mam tez wrażenie ze kobiety częściej maja nierealne oczekiwania co do związków - powinno być tak jak w amerykansiej komedii romantycznej, większość z tego wyrasta ale nie wszystkie.
    • kotwtrampkach Re: Czy można się tu wyżalić? 24.08.12, 19:36
      wracam do tego wątku i wracam, czytam i tak sobie myślę, ze ciężko otrzymac pocieszenie na forum.. To trochę tak jakby w chwili smutku stanąć pod pręgierzem i czekać na razy od przechodniów. Zdaje się masochistyczne, czym Ty na to zasłużyłaś?

      My sobie możemy oceniać, osądzać, podsumowywać,dawać rady, pisać co nam sie nie podoba i jak widzimy przyczyny róznych zachowań, ale co Ty z tego będziesz miała?
      Potrafiłaś okreslić co Ci w Twoim związku nie pasuje i jak do tego doszło. Wiesz, co Cię trzyma w tej relacji i czemu chciałabyś ją utrzymać. Wiesz, ze rozczulanie się nad sobą nic nie rozwiązuje, a powoduje więcej nieciekawych zdarzeń (np. pisałaś, ze się rozpłakałaś w pracy).
      Zrobiłaś sobie "diagnozę", wiesz, z czego wynikają rożne twoje zachowania (i jaki mają skutek), wiesz że zdarza Ci się zachować tak jak "umiesz' choć uważasz, że to nie jest ok.
      np to:
      > Nie jestem z siebie dumna. To też mam rodzinne - w kłótni mówiło się najgorsze
      > rzeczy, raniące bardziej niż to i po 5 minutach uważało, że nic się nie stało.
      > Ciężko się walczy z czyms, co się obserwowało i czego sie doświadczało 30 lat,

      umiesz dostrzec swoje deficyty -świetnie. tylko teraz pytanie - co z tym zamierzasz zrobić? Usprawiedliwiać to, co Ci się w Tobie nie podoba? Powalczyć z tym i zmienić?

      Podobnie z Twoim związkiem - jesteś w pierwszym trudniejszym momencie i masz wybór. rzucić, zostawić, zrezygnować. Albo zawalczyć, pracować, dostosować. Nie ma lepszego wyjścia - są rożne.
      Nie zmienisz faceta - możesz manipulować, szantażować, ale nie uzyskasz nic trwałego. No i po co sobie było takiego brać, skoro miałabyś go teraz zmieniać? :) Ale możesz popracować nad sobą - przemyśleć, zdobyć trochę umiejętności prowadzenia rozmowy (z takimi ludźmi jak ON), popracować nad wypowiadaniem, zachowaniem, zastanowić nad priorytetami.
      jesteś w stanie wpłynąć na zachowanie bliskiej osoby, modyfikując swoje zachowanie - ale nie zmienić człowieka.
      Za to zawsze możesz skorzystać z pomocy - kartka i ołówek, terapeuta..
      • mela1 Re: Czy można się tu wyżalić? 24.08.12, 20:18
        Pocieszenie to ja mogę dostać od koleżanki. Otaczam się raczej ludźmi podobnymi do siebie albo lubiącymi mnie, więc może gorzkiej prawdy nie usłysze. Asama jestem zdenerwowana i smutna, więc się nakręcam w swoim spojrzeniu. A trochę ciekawych rzeczy usłyszałam.
        Wiem, że mam problem z tym, że mam dużą świadomość siebie i wiele z niej nie wynika. Ale skoro np. padło hasło, że ja odpoczywam po pracy w spokoju, a on wraca i od razu ma nadmiar bodźców i czepiania się, to mogę się wstrzymać z kontaktem. Mogę powiedzieć: graj sobie. Mogę nie wymagać zachwytów nad porządkiem, a jak będę chciała pomocy, to powiedzieć, żeby zrobił to i to. Czasem pomysł kogoś z zewnątrz jest lepszy niz własny. Wiem, że pod wzgędem potrzeby bliskości dobraliśmy się słabo. A może ja uwypuklam w sobie cechy przeciwne niż ma partner. Zagłaskiwana na śmierć też byłam, do tego przez kogoś, komu nie można było ufać. Patrzę na innych facetów, pisałam, że nawet jeden mi się spodobał. Ale jak się przyglądam bardziej i wyobrażam sobie innego w funkcji więcej niż kolegi, to widzę więcej wad/różnić niz w swoim facecie. Uważam, że jest dobrym człowiekiem. Nie robi nikomu krzywdy. Imponuje mi to, że myśli o tym, jak pomóc rodzicom, jak wspierał (niesamowicie empatycznie) swoją siostrę, kiedy jej sie paskudnie rozpadł związek. Akceptował to, że do wielu rzeczy dojrzewałam wolniej. Zaraz wyjdzie na to, że to inny facet niż w pierwszym poście, który napisałam w skrajnym rozgoryczeniu. Teraz trochę przemyślałam i wizja rozpadu mi się nie uśmiecha. Jak się człowiek wścieka, to nawet dobrze, żeby mu ktoś uswiadomił, że druga strona może widzieć wszystko inaczej. Chociaż to oczywiste, ale, przynajmniej mi, cięzko o spokojną refleksję, kiedy słyszę to, co od niego usłyszałam i mam wizję rozstania, rozwalenia poukładanego życia.
        • pierwszalitera Re: Czy można się tu wyżalić? 24.08.12, 20:41
          mela1 napisała:

          Chociaż to oczywiste, ale, przynajmniej m
          > i, cięzko o spokojną refleksję, kiedy słyszę to, co od niego usłyszałam i mam w
          > izję rozstania, rozwalenia poukładanego życia.

          Czasem lepszy okropny koniec niż okropności bez końca. ;-) Nikt nie mówi, że musisz się rozstawać, ale musisz się zastanowić, ile jesteś w stanie wytrzymać, bo najwyraźniej macie inne potrzeby emocjonalne. Już dla siebie samej powinnaś też spróbować wejść na chwilę w skórę twojego faceta, bo możliwe, że wiele rzeczy, które robisz niby dla was, nie są mu w ogóle ważne. Szkoda więc twojej energii. No i jasne, że jak jest się zaangażowanym to trudno wyobrazić sobie, że spotkamy jeszcze kogoś innego, ale gdy się w kimś nowym zakochasz wszystko będzie wyglądało inaczej. Z osobistego doświadczenia napiszę ci, że mnie się opłacało słuchać intuicji i nie trwać w poukładanym świecie ze strachu przed komplikacjami i wielką niewiadomą. Dziś wiem, że odejście od tamtego faceta, to była najlepsza decyzja w moim życiu.
          • pinupgirl_dg Re: Czy można się tu wyżalić? 24.08.12, 21:00
            > Z osobistego doświadczenia napiszę ci, że mnie się opłacał
            > o słuchać intuicji i nie trwać w poukładanym świecie ze strachu przed komplikac
            > jami i wielką niewiadomą. Dziś wiem, że odejście od tamtego faceta, to była naj
            > lepsza decyzja w moim życiu.

            A ja to widzę inaczej, rozstanie to zawsze przykra sprawa. Trochę tak, jak by umarł ktoś bliski. Czasami nieunikniona. Niektórzy mają szczęście i bawią się dalej w "kumplowanie" związku, chociaż z mojego punktu widzenia to rodzi więcej komplikacji, niż plusów, to jednak zazdroszczę oczyszczenia atmosfery. Ale jeśli rozstanie przebiega w atmosferze kompletnego niezrozumienia i wzajemnych pretensji, to nie jest miłe wspomnienie.
            Niestety, mamy jedno życie i nie możemy go przejść dwa razy, podejmując różne decyzje. Ja też niczego nie żałuję, ani tego, że spotkałam tamtego faceta, chociaż nie wiem, jak by się moje życie ułożyło bez niego, to mam przeczucie, że czegoś by mi brakowało. Ten związek mnie bardzo dużo nauczył, również o mnie samej.
            Nie jestem zwolenniczką tkwienia w związku za wszelką cenę czy ze strachu przed samotnością, ale uważam, że trzeba to dobrze przemyśleć. Mela sama musi ocenić, czy to jest kryzys, czy się oboje pomylili.
      • morela888 Re: Czy można się tu wyżalić? 25.08.12, 11:13
        Jeszcze a propos wcześniej przewijającego się tu wątku nt. oceny starań chłopaka meli, który szybko poczuł się zdobywcą i osiadł na laurach i tego, czy takie zachowanie można traktować jako oszustwo czy też jest ono społecznie akceptowalnym, normalnym rytuałem.

        Niezależnie od tego, że części par wystarcza pobawienie się w zdobywanie na początku i późniejsze przejście do "życia", czyli zwykłego zachowania (często zgoła odmiennego od "godowego") to wg mnie generalnie taka zmiana frontów, jeśli tylko nie jest poparta obustronnym konsensusem jak najbardziej jest oszukiwaniem 2 strony, pokazywaniem siebie innego niż takim jakimś się rzeczywiście jest (abstrahując od tego, że taka zmiana zachowań może nie wynikać z wyrachowania a z końcem burzy chemicznej jaką jest stan zakochania).

        Porównując początki związków do początków w pracy: czy pracownik, który oszukuje w CV, albo w początkowym okresie zatrudnienia by potem olać zupełnie pracę gdy zostanie mu powierzone odpowiedzialne zadanie będzie (jak meli w tym wątku nt. swego chłopaka) słyszał głosy zrozumienia w miejscu pracy, że przecież nie o bycie solidnym pracownikiem mu chodziło a o samo zdobycie pracy, więc jest usprawiedliwiony? I że to jest normalne i społecznie akceptowalne?

        Myślę, że generalnie, myślenie czy głośne mówienie o tym, że kiedykolwiek zdobycie np. kobiety wystarcza i można potem osiąść na laurach ("bo taki jest rytuał godowy") jest społecznie szkodliwe i generuje/konstytuuje chore stany rzeczy. Popieram całą sobą, że nic nie jest dane raz na zawsze w układach damsko-męskich i nie tylko.

        Rozumiem chęć przypodobania się stronie przeciwnej, ale facet, który chce zamieszkać z dziewczyną, w przeszłości mieszkał z inną i wie, że jego zachowanie wobec niej się zmieni po wspólnym zamieszkaniu (na tyle chyba dorosły człowiek powinien znać siebie samego), powinien ją jakoś do tego przynajmniej spróbować przygotować (skoro ją kocha i chce jej dobra). Czemu on ani trochę nie starał się jej pomóc podjąć świadomą decyzję o wspólnym zamieszkaniu. Czemu on o to zupełnie nie zadbał, zaserwował jej kłamstwo o sobie a potem zaszył się w swoim pokoju, ze swoimi problemami i pozwolił jej wpadać w paranoję prezentową?

        Meli w tym wątku usłyszała jakie np. popełnia wobec niego błędy. Czy on usłyszał od kogoś jak trudno żyje się komuś takiemu jak meli z taką "nieobecną" osobą pod jednym dachem?
        • pinupgirl_dg Re: Czy można się tu wyżalić? 25.08.12, 11:30
          Oczywiście, zgadzam się, że można kogoś oszukać, chociaż powiem szczerze, że po 3 latach wydaje mi się to mało prawdopodobne. Chyba, że Mela pracuje w jakimś ważnym ministerstwie a chłopak jest agentem obcego wywiadu ;). Oszustwa jak najbardziej się zdarzają, ale tu mi na to nie wygląda. Jaki miałby być cel? Facet nie oczekuje sprzątaczki i kucharki, nie musi być z nią dla kasy, dla seksu chyba też nie, nie lansuje się nią przy kolegach. Po prostu chciał z nią zamieszkać.
          To nie jest tak, że facet Meli zabierał ją na randki, koncerty, prowadził z nią długie rozmowy przy świetle świec, miał wysprzątane w domu. To raczej Mela się zmieniła, bo nagle jej ta butelka na podłodze zaczęła przeszkadzać.
          Obecnej zmiany w zachowaniu chłopaka Meli wcale bym nie wiązała ze zdobyciem kobiety, raczej z problemami w pracy i problemami w związku.
          Poza tym trudno nazwać fakt, że mężczyzna po pewnym czasie przestaje biegać z kwiatami bez okazji, oszustwem.
          • mela1 Re: Czy można się tu wyżalić? 25.08.12, 12:09
            Nie jesteśmy szkolonymi agentami, chociaż on ma predyspozycje i ma dostęp do tajnych informacji:)
            Oszustwa nie podejrzewam, chociaż też to kiedyś zarzucialam w kłótniach, jak coś sie zmienialo i zachowanie godowe się kończyło.
            Wkurza mnie to, że ja staram się to sobie poukładac i myślę, jak to rozwiązać, a on prawdopodobnie nie. Mieszkałam kilka lat z dwiema skonfliktowanymi osobami. Każda mi się zwierzała i narzekała na druga, obarczała problemami, a ja musiałam rozumieć jedną i drugą stronę, bo każda miała swoje racje. On był wtedy osoba po mojej stronie. Mam poczucie, że ludzie oczekują ode mnie zrozumienia, a nie chcą rozumieć mnie (tak było z ojcem i babcią). Ja zawsze staram się dostrzegać czyjeś racje, choć może tego nie okazuję. Ojciec i babcia mieli kogoś do wyrzucania swoich żali, ja najpierw nie miałam nikogo, potem jego. A teraz też jego musze zrozumieć, a nie widze, żeby on chciał zrozumieć mnie. Moglibysmy przecież ustalic jakieś sygnały: teraz ja potrzebuję wieczoru bez ciebie, ale kiedy nie będe bardzo potrzebował odreagować grą, mogę ją zatrzymac na chwile, kiedy przychodzisz i pogadać. Albo ja teraz potrzebuję pobyć z tobą, bo się stęskniłam, ale innym razem kiedy nie będzie to dla mnie bardzo ważne, wyjdę z pokoju jak grasz i zajmę się soba bez focha.Tylko trudno odróżnić te sytuacje bez jakiegoś znaku. Mógłby powiedziec: mam dużo pracy, w sobotę zajmij sie soba, a w niedzielę pójdziemy razem na obiad i spacer. Zeby nie wyszło tak, że ja w sobotę musze pracować, on nic nie robi, a jak ja chcę spędzić czas z nim, to on chce grac, bo potrzebuje relaksu albo musi sie uczyć. Nie mówię, że zawsze da się to tak zgrać, ale ja robię swoje rzeczy jak go nie ma. Myślę, że częściowo można to tak ustawić, żeby kiedy jedno musi/chce się zająć sobą, drugie też to wykorzystało.Ale zostaje problem: jak wypracować taką komunikację z milczkiem, który nie powie, że musi/chce coś robic, tylko zawsze sprawia wrażenie, że może to zostawić, ale jak siedzi ze mną, to jest nieobecny i niechętny. A potem się dowiaduję, że siedział ze mną, a potem musi wstać o 5 rano, żeby móc obejrzec film.
            • kk345 Re: Czy można się tu wyżalić? 25.08.12, 17:04
              > Moglibysmy prze
              > cież ustalic jakieś sygnały: teraz ja potrzebuję wieczoru bez ciebie, ale kiedy
              > nie będe bardzo potrzebował odreagować grą, mogę ją zatrzymac na chwile, kiedy
              > przychodzisz i pogadać. Albo ja teraz potrzebuję pobyć z tobą, bo się stęsknił
              > am, ale innym razem kiedy nie będzie to dla mnie bardzo ważne, wyjdę z pokoju j
              > ak grasz i zajmę się soba bez focha.Tylko trudno odróżnić te sytuacje bez jakie
              > goś znaku. Mógłby powiedziec: mam dużo pracy, w sobotę zajmij sie soba, a w nie
              > dzielę pójdziemy razem na obiad i spacer.

              Mela, a co by się działo, gdybyś powiedziała mu to, co napisalas powyzej- bez płaczu, awantur i trzaskania drzwiami i bez wzajemnego obwiniania się o zmarnowanie tego i tamtego?
              • mela1 Re: Czy można się tu wyżalić? 25.08.12, 21:44
                Mogę spróbować. Obawiam się, że jak ja zacznę rozmowę, to okaże się, że on nie przemyślał i nie ma mi nic do powiedzenia i będzie nowa kłótnia... Nie wiem czy on jest w stanie zakomunikować coś wprost. Byliśmy na pewnym szkoleniu. Facet mówił troche o związkach i podał przepis na zrobienie sobie Disneylandu. Wypisujesz 10 swoich głównych potrzeb. Do każdej dopisujesz 10 zachowan, które zaspokajają tę potrzebę. Np. Potrzebuję bliskości, zaspokoisz to przytulając mnie. I każdy ma listę 100 zachowan, które drugą stronę uszczęśliwia. Ja pracowałam nad listą, ale mu nie dałam, bo on nawet się za to nie zabrał. Nie wiem, co by się tam znalazło i jak bym zareagowała. Byłabym zł, gdyby wszystko sprowadzało się do dawania spokoju. Na tych warsztatach mieliśmy też zrobić mapę swoich dążeń, opisać swoje cele. Miałam doła, bo wyobraziłam sobie, że w jego mapie nie ma związku, mnie, domu. Nie wiem tego, ale taka myśl przyszła mi do głowy.
                • maggianna Re: Czy można się tu wyżalić? 25.08.12, 22:36
                  A co mial przemyslec - czy nie mozecie po prostu usiasc i porozmawiac? Dlaczego ma byc klotnia? Jezeli nie bedzie chcial rozmawiac to zapytaj go kiedy mozecie usiasc i pogadac, bez placzu, trzaskania drzwiami i robieniu scen.
                  Mela, mam wrazenie ze wasze oczekiwania, koncepcje zyciowe i charaktery niestety zupelnie do siebie nie pasuja :-( Napisalas ze jestes z nim bo jest "dobrym czlowiekiem" - dla mnie to najgorsze co mozna powiedziec o swoim partnerze zyciowym bo jest okreslenie absolutnie bezplciowe, moj dobry przyjaciel zawsze sie smieje ze jezeli nowo poznana kobieta powie o nim "dobry czlowiek" to wiadomo ze zostana przyjaciolmi a nie partnerami :-)

                  Zeby moze pomoc Ci troche zrozumiec o co mi chodzi - mialam kiedys faceta, byl mily, zabawny, romantyczny. Pisal listy milosne a raczej maile - na poczatku znajomosci mialy nawet po 2 strony, planowal prezenty, nawet na samym poczatku zwiazku (mam cudna, recznie wyszywana szkatulke na bizuterie bo przy pierwszej wizycie w moim mieszkaniu zorientowal sie ze nie mam gdzie trzymac bizu), nawet nasz pierwszy raz byl ronamtycznie zaplanowany co do najdrobniejszego szczegolu (5* hotel nad oceanem, swiece, szampan, truskawki - a moja jedyna mysla jak dotarlismy na miejsce i zobaczylam to wszystko bylo ze jak nam nie wyjdzie to jak ja bez samochodu wroce z tego zadupia gdzie jest hotel do domu), celebrowal walentyki, miesiecznice i takie inne dziwne okazje. Do tego on chcial mnie trzymac za reke nawet w restauracji, oczekiwal ze na te wszystkie romantyczne maile z wyznaniami i przemyleniami o naszym zwiazku bede odpowiadac rownie kwieciscie, jego marzeniem byl dom z ogrodem, 3 dzieci, zona w domu i ogien w kominku :-) I lubil wieczorne rozmowy z analizowaniem naszych uczuc i ogolnie czul potrzebe analizowania i dyskutowania wszystkiego i po kilkanascie razy przedyskutowywania problemow, najlepiej w lozku przed snem a po udanym seksie - i potem narzekal ze on mowi takie wazne rzeczy a ja spie ;-) Mieszkalismy razem a on po 2 godz od mojego wyjscia z domu do pracy juz dzwonil i pytal sie co slychac albo denerwowal sie ze przez pol dnia nie odpowiadam na jego maile. Jak spotykalam sie ze znajomymi i wracalam pozno to on czekal na mnie na kanapie i nie spal (nawet jezeli to bylo o 3 w nocy).
                  Bylo mi z nim dobrze, spedzalismy duzo czasu ale bardzo aktywnie, w zasadzie w kazdy weekend gdzies wyjezdzalismy, organizowalismy to razem i to bylo fajne, podrozowalismy, w tym zupelnie spontanicznie.
                  Ale cala reszta byla dla mnie dramatem - w moim zyciu nie ma problemow tylko wyzwania, po jakims czasie jego romantyczne maile mnie smieszyly albo oslabialy, nie bylam w stanie odpowiedziec wiecej niz 1 linijke w podobnym romantycznym stylu, nie mialam tez czasu czy takiego zapalu zeby szukac nie wiadomo czego na prezent 2 miesiace przed okazja, do tego ten facet regularnie plakal - jak wyjezdzalam na weekend to plakal na lotnisku ze wyjezdzam, potem plakal ze szczescia ze wrocilam i tak w kolko - na poczatku pocieszalam i przytulalam potem mowilam tylko "uspokoj sie". Moja przyjaciolka sie smiala ze to ja jestm facetem w tym zwiazku a on kobieta i cos w tym bylo bo mam wrazenie ze to on mial PMSa a nie ja :-)

                  Wytrzymalam z nim 14 miesiecy, usilowalam sie zmienic, szlam na kompromis, rezygnowalam z roznych swoich zajec zeby spedzac razem wiecej czasu ale z czasem coraz bardziej mnie denerwowal - lubie posiedziec sama, nie musze robic wszystkiego z facetem, jestem praktyczna, moge napisac podanie do urzedu a nie romantyczny list - i ja sie meczylam i on nie byl szczesliwy i korzystalam z kazdej okazji zeby nie spedzac z nim za duzo czasu.
                  Mysle ze koncepcja spisania 10 glownych potrzeb i zachowan zachwycilaby mojego ex ale mnie by sie nie chcialo w to bawic, robiac mape dazen i celow skupilabym sie glownie na zyciu zawodowym i finansach bo takie siedzenie i analizowanie zycia mnie raczej meczy.

                  Ludzie sa rozni i mam wrazenie ze Mela jest polowka jablka a jej facet polowka pomaranczy.
                  • madzioreck 10/10 25.08.12, 23:03
                    Dokładnie takie coś miałam wcześniej na myśli. I wymaganie, żebyś Ty chciała częściej miałoby takie same szanse powodzenia, jak wymaganie od tego faceta, żeby chcieć przestał. Dostosować się, technicznie rzecz biorąc, każde mogło, on trochę i Ty trochę, ale efekt - oboje nieszczęśliwi.
                    A przecież jest mnóstwo kobiet, które taki właśnie facet absolutnie by uszczęśliwił, bo chciałyby właśnie takiego misia pysia.
                  • mela1 Re: Czy można się tu wyżalić? 25.08.12, 23:09
                    E tam, z takim jak Twój ex bym zwariowała:) Mam w pracy nowego kolege, młody, związek 1,5 roku. I 10 telefonów dziennie. Że wstała albo czy wstała, co robi, gdzie idzie z koleżanką, no wszystko do porzygu. Ostatnio przed praca przyjechała do niego do pracy, bo sie oparzyła. I zmieniał jej opartunek. Oparzyła rękę, ale nie na tyle, żeby nie zrobic sobie opatrunku. On jej wypożycza rower przez telefon. On jej sprawdza, o której odjeżdża autobus i jak ma jechać (w miejsce, które zna).
                    Mój mnie wkurza, ale czegoś takiego bym nie zniosła, mam dość dzwoniącego ciągle telefonu w pracy, żeby jeszcze gadac co 5 minut z facetem.
                    Byłam (może za wielkie słowo) z facetem, który jest moim ideałem. Mogę w niego patrzeć jak w obrazek. A też się wkurzaliśmy nawzajem. Spotykałam się z takim, który niemal od razu chciał razem zamieszkać. Kurczę, w tym naprawde nie tak wiele mi przeszkadza. Wkurza mnie brak inicjatywy i powolność, może mniejsze zainteresowanie seksem. Ale napisałam już - patrzę na innych facetów i jakoś nie widze, żebym chciała tolerować ich na co dzien.
                    • maggianna Re: Czy można się tu wyżalić? 25.08.12, 23:18
                      Ale zarowno ja jak i on bylismy swietnie ogarnieci - on tylko dzwonil/pisal zeby powiedziec ze teskni, ze wieczorem zaplanowal romantyczna kolacje, ze moj pomysl na spedzenie weekendu jest swietny etc. Albo pytal o ktorej bede w domu i czy po mnie przyjechac i co razem wieczorem zrobimy - czyli raczej opcja ktora Tobie (co wynika z wczesniejszych postow) pasuje :-))
                      • mela1 Re: Czy można się tu wyżalić? 25.08.12, 23:46
                        No dobra, fajne na kilka miesięcy, ale wyobrażam sobie urawnie głowy w pracy, kiedy on dzwoni, bo tęskni... Albo jak dziewczyna mojego kolegi: wychodzi z przyjaciołką, a on dzwoni i pyta, co będa robiły. Nie jest to mój wymarzony partner. Wolałabym, żeby był mnie autystyczny, coś wymyślał, ale ja tez nie organizuję nam każdego wieczoru, mam na myśli raczej jeden-dwa w tygodniu, kiedy przeczytam, że coś ciekawego dzieje się w mieście albo mam ochote ugotować i zjeść razem kolację albo obejrzeć film. Może wyszło na to, że ja potrzebuję masę zainteresowania, bo on jest o wiele bardziej samotniczy niz ja. Ale ja też potrzebuję np. jednego dnia w tygodniu na siedzneie w domu, godzinną kąpiel, zabiegi upiększające, ogarnięcie prania, prasowania, gazety, telewizję, film. Też często lubię święty spokój, ale mam go tyle, że tęsknię za zainteresowaniem.
                        A "dobry człowiek" to taki synonim kogoś, komu można ufać. Jak go prosze o radę, to wiem, że powie to, co będzie dobre dla mnie. Że nikogo nie skrzywdzi z premedytacją. Że postępuje w życiu uczciwie. Najpierw pomyśli o kimś, potem o sobie. Pomoże rodzicom, siostrze. Może to standard, ale jak widzę, jak facet przejmuje się (i działa) kiedy dowiaduje się o chorobie matki, jak myśli, żeby zarobić i pomóc rodzicom, jak będa na emeryturze, nie bierze od nich pieniędzy, namawia, żeby za oszczędności pomogli kupić mieszkanie siostrze, to to są dla mnie sygnały, że może nie będzie gadał, ale jakby co, to zachowa się przyzwoicie. To mi imponuje. To, że miewa kontakt ze swoją ex również. To są dla mnie symptomy posiadania cech dobrego człowieka, dlatego napisałam, że czuję się bezpiecznie, bo na podstawie doświadczenia uważam, że jest godny zaufania.
                        Co z tego, że inny był romantyczny, jak kłamał w najprostszych sprawach. Co z tego, że inny byl super, jak zdradzał w wielu związkach?
                        Nieznosze pytania, o której będe w domu. Jak mówię, żeby po mnie przyjechał i może, to przyjeżdża. Jak kończyłam 1-2 razy w miesiący prace koło północy, to jechał z jednego końca miasta i odwoził na drugi, pomimo, że mogłam wracać z firmowym kierowcą. Jak rano lało, to odwiózł mnie do pracy, a mam 10 minut na piechotę. Jak się pokłócimy, to oczywiście o tym zapominam:)
                        • kk345 Re: Czy można się tu wyżalić? 26.08.12, 15:50
                          Ale jak to:
                          > Że postępuje w życiu uczciwie. Najpierw pomyśli o kimś, potem o sobie. Pomoże rodzicom, siostrze

                          godzi Ci się z tym, co napisalaś wczesniej, że kupił sobie jedzenie i zjadł sam??? Empatii w tym nie było za grosz.

                          Bo moim zdaniem to albo piszesz o dwóch rożnych osobach, albo idealizujesz go w dużym stopniu...
                          • pinupgirl_dg Re: Czy można się tu wyżalić? 26.08.12, 18:45

                            > Bo moim zdaniem to albo piszesz o dwóch rożnych osobach, albo idealizujesz go w
                            > dużym stopniu...

                            Mela pisze całe czas o tym samym człowieku, tylko raz wyolbrzymia jego wady, innym razem zalety (no bo dla mnie akurat pomoc siostrze czy rodzicom i nie oszukiwanie to też nie jest coś szczególnie wyjątkowego). Chłopak Meli ma swoje wady i zalety jak każdy (chociaż nie wiem, czy nawet o wadach i zaletach można mówić, bo jego wady komuś innemu mogą być zaletami i odwrotnie).
                            • felisdomestica Re: Czy można się tu wyżalić? 26.08.12, 19:45
                              "bo jego wady komuś innemu mogą być zaletami i odwrotnie".

                              Błagam...nie "komuś innemu", ale "dla kogoś innego", albo "według kogoś innego". Dlaczego błędy językowe tak szybko się rozprzestrzeniają?
                              • pierwszalitera Re: Czy można się tu wyżalić? 26.08.12, 20:24
                                felisdomestica napisała:

                                > "bo jego wady komuś innemu mogą być zaletami i odwrotnie".
                                >
                                > Błagam...nie "komuś innemu", ale "dla kogoś innego", albo "według kogoś innego"
                                > . Dlaczego błędy językowe tak szybko się rozprzestrzeniają?

                                Może dlatego, że pisząc na forum większość osób nie uprawia ponownego czytania swoich tektsów, a zdarza się, że podczas pisania zmieni się w środku zdania jakieś słowo i zapomni poprawić zaczętą konstrukcję gramatyczną. I ja zamiast dopatrywania się błędu językowego pomyślałabym, że zdanie miało brzmieć: "bo jego wady komuś innemu wydają się zaletami i odwrotnie". Przez chęć dokładniejszego wyrażenia sensu i nieuwagę wyszło jednak coś innego. Cóż, tu nie klub literacki, by kłaść każde słowo na wagę złota i popisywać się polszczyzną. A ta językowa policja uprawiana przez niektóre osoby na forum bardzo mnie drażni. Myślę, że istnieją miejsca, gdzie można się lepiej wyżyć, jak kogoś świerzbią belferskie palce. Na przykład w szkołach, w ramach wolonatariatu, gdzie można pomagać młodzieży przy odrabianiu lekcji.
                                • pinupgirl_dg Re: Czy można się tu wyżalić? 26.08.12, 21:02
                                  Zwykle staram się czytać jeszcze raz swoje posty, ale to prawda, często zmieniam je, tu coś wytnę, tam coś przesunę i momentami okropnie to wychodzi. Mimo wszystko nie będę się tłumaczyć, robię dużo błędów. Część wyłapuję, część nie, części (jak moje nieszczęsne "puki", które prześladuje Jul-lkę) za nic nie jestem w stanie wyplenić, czasami się trzy razy zastanawiam i jak nie sprawdzę w googlach, to i tak napiszę źle. Nie załamuje się z tego powodu, językowa policja zwykle jest drażniąca i podobno istnieje niepisana zasada, żeby tego nie robić, ale to nawet dobrze, że ktoś zwraca na to uwagę. OT nieduży, a ja mam szansę się podciągnąć. Szkoła już dawno za mną, mało czytam (a z tej małości większość, to fora), więc belferskie palce to moja ostatnia szansa ;).
                                  • pierwszalitera OT językowy 26.08.12, 21:23
                                    pinupgirl_dg napisała:

                                    Nie załamuje się z tego powodu, językowa policja zwy
                                    > kle jest drażniąca i podobno istnieje niepisana zasada, żeby tego nie robić, al
                                    > e to nawet dobrze, że ktoś zwraca na to uwagę.

                                    Tobie nie przeszkadza, ja reaguję alergicznie, bo z raz niewinnej prośby o korekturę ewidentnych błędów zrobiła się osobista nagonka na mój sposób wyrażania się. Rozumiem, gdy ktoś ma problemy ze zrozumieniem sensu, bo wyszedł jakiś straszny pidżin, ale maturę z języka polskiego zdawałam 27 lat temu i nie planuję kolejnego egzaminu. Poza tym, podobają mi się regionalizmy, zapożyczenia, nowe i kreatywne konstrukcje językowe, jeżeli są dla wszystkich jasne, nadają językowi większej żywotności. Ciekawe, że błędy ortograficzne są na forum mniej prześladowane, jakby przyjmowano, że te robi się raczej z nieuwagi. Pewnie małe intelektualne wyzwanie dla poprawiaczy. ;-) Natomiast nieudana gramatyka, czy nietypowe słownictwo budzą straszliwe oburzenie. ;-)
                                    • jul-kaa Re: OT językowy 26.08.12, 21:51
                                      pierwszalitera napisała:
                                      > Rozumiem, gdy ktoś ma problemy ze zrozumieniem sensu, bo wyszedł jakiś stra
                                      > szny pidżin,

                                      Według mnie w Twoich postach coraz częściej pojawiają się wyrażenia niezrozumiałe i w tym problem, reszta jest raczej zabawna. Radosne słowotwórstwo to jedno, ja też je czasem lubię, akceptuję i uprawiam, podobnie z regionalizmami. Gorzej z nieprawidłowymi związkami frazeologicznymi, teraz redaguję książkę, której autor (obcokrajowiec) pisze naprawdę nieźle po polsku, ale ewidentnie miesza mu się frazeologia. Moja rada dla takich osób brzmi: jeśli nie chcesz, żeby wyszło śmiesznie, nie używaj kwiecistych porównań, związków frazeologicznych zapożyczonych ze swojego języka, nie tłumacz idiomów. Mój autor to przesympatyczny człowiek, szybko sie uczy i już wie, że nie mówi się "pójść w czyjeś tropy", ale on chce się uczyć (bo słowem posługuje się zawodowo), nie każdy musi :) Można nie zwracać uwagi na takie rzeczy, warto tylko pamiętać, że wtedy nasze posty będą niektórych bawić lub irytować i że niestety tak już wielu ludzi ma, że błędy przesłaniają im przekazywaną w tekście treść. A jeszcze inni na błędy nie zwracają uwagi. Ciekawe, która grupa jest większa.
                                  • jul-kaa Re: Czy można się tu wyżalić? 26.08.12, 21:29
                                    Generalnie Lobbowy folwark zwraca większą uwagę na poprawność językową niż reszta internetu. Błędy mogą się zdarzyć każdemu, ale tu zwracamy na nie większą uwagę, co moim zdaniem jest całkiem fajne. Ja też czytam swoje posty przed wysłaniem, ale i tak niekiedy zostają różne pomyłki. Na "puki" zwróciłam uwagę dopiero za drugim (trzecim?) razem.
                                    Jeśli chodzi o zwracanie uwagi Pierwszejliterze, to ja już odpuszczam, bo - co mnie dziwi - w każdym jej poście można znaleźć przynajmniej jeden błąd (zwykle więcej, od frazeologii, przez styl i tak dalej). Tłumaczę sobie to oczywiście tym, że forum jest jej głównym kontaktem z językiem polskim (tak zrozumiałam) i tylko czasem ścierpnie mi skóra na plecach, jak zobaczę jakiś wyjątkowy kwiatek.
                                    Sama mam męża dyslektyka, jego dysleksja na poczatku naszego związku (dla mnie - jak już pisałam - mało emocjonalnie pociągającym) okropnie mnie raziła, teraz rzadko zwracam uwagę, chyba, że zostawi mi w widocznym miejscu kartkę z jakimś cudnym "spżątnąć", "wrucę puźniej" itp. Wtedy mam radochę :) Nie wiem, czy inni też tak mają, ale dla mnie słowa z błędami, niepoprawne związki frazeologiczne są wyjątkowo widoczne, jak taka wielka kolorowa plama. Jak nie wiem, jak coś napisać, piszę sobie na kartce i od razu widzę, czy jest dobrze, czy dziwacznie (czyli źle).
                                    • roza_am Re: Czy można się tu wyżalić? 26.08.12, 23:18
                                      Nie wiem, czy inn
                                      > i też tak mają, ale dla mnie słowa z błędami, niepoprawne związki frazeologiczn
                                      > e są wyjątkowo widoczne, jak taka wielka kolorowa plama.

                                      Ja je raczej słyszę niż widzę. Niektóre rodzaje błędów bolą mnie w uszy niczym odgłos tarcia o ścianę styropianem.
                                      • slotna Re: Czy można się tu wyżalić? 27.08.12, 01:40
                                        Kreatywne uzycie zwiazkow frazeologicznych mnie bawi, nie traktuje tego jako bledu (poza typowymi typu "nie zasypywac gruszek w popiele"), moim zdaniem to raczej dodaje niektorym postom wdzieku i kolorytu. Bola mnie natomiast inne rzeczy, chocby "tą" zamiast "tę" czy "mi" na miejscu akcentowanym. "A mi sie podoba" doprowadza mnie do szalu, mam wrazenie, ze trzeba zupelnie nie slyszec jezyka, zeby napisac cos takiego (i odwrotnie, reklamowe "tobie" zamiast "ci", zgrooooza!). Irytuja bledy ortograficzne, bo od kiedy mieszkam za granica czytam znacznie mniej polskich ksiazek, do tej pory pisalam prawidlowo intuicyjnie, a forum miesza mi w glowie. Kiedy po raz piecdziesiaty widze ten sam blad, sama zaczynam zastanawiac sie jak to jest poprawnie.
                                        • satia2004 Re: Czy można się tu wyżalić? 27.08.12, 08:37
                                          slotna napisała:
                                          > Bola mnie natomiast inne rzeczy, chocby "tą" zamiast "tę

                                          Lat temu ponad 10 uczono mnie w liceum, że "tą" jest już dopuszczalne w mowie a przejście do formy pisanej to kwestia czasu.

                                          > czy "mi" na miejscu akcentowanym. "A mi sie podoba"
                                          > doprowadza mnie do szalu, mam wrazenie, ze trzeba zupelnie nie slyszec jezyka,
                                          > zeby napisac cos takiego

                                          Co takiego jest złego w akcentowaniu "mi"? Przecież chyba właśnie o to w tej konstrukcji chodzi - podkreślenie swojego zdania. Ja doskonalę 'słyszę' język - w ogóle jestem osobą, która uczy się języka ze słuchu i jakoś su zupełnie mnie takie wyrażenie nie razi.
                                          • jul-kaa Re: Czy można się tu wyżalić? 27.08.12, 08:49
                                            Tą/tę powoli rzeczywiście przestaje być niepoprawne.

                                            Ale jeśli chodzi o mi/mnie, to rację ma slotna - to nie jest kwestia wyboru ;)

                                            > Co takiego jest złego w akcentowaniu "mi"? Przecież chyba właśnie o to w tej ko
                                            > nstrukcji chodzi - podkreślenie swojego zdania.

                                            To jest złe, że akcentowane "mi" zamienia się w "mnie".

                                            DOBRZE:
                                            - Podoba mi się ta sukienka.
                                            - A mnie się nie podoba!

                                            - Powiem ci prawdę
                                            - Powiem prawdę tylko tobie
                                            - Dla ciebie zrobię wszystko

                                            ŹLE
                                            - Podoba mnie się ta sukienka
                                            - Powiem tobie prawdę
                                            - Powiem prawdę tylko ci
                                            - Dla cię zrobię wszystko (no ale tak prawie nikt nie powie)
                                            • satia2004 Re: Czy można się tu wyżalić? 27.08.12, 09:19
                                              jul-kaa napisała:
                                              > To jest złe, że akcentowane "mi" zamienia się w "mnie".

                                              Ok - to jak najbardziej tak :) Jak pierwszy raz przeczytałam to jakoś wydawało mi się, że Slotna zauważa błąd w samym akcentowaniu, chyba muszę kawę wypić :)
                                            • roza_am Re: Czy można się tu wyżalić? 27.08.12, 11:51
                                              > Tą/tę powoli rzeczywiście przestaje być niepoprawne.

                                              Ale w uszy boli.
                                              Poza tym, akurat tutaj zasada stosowania jest banalnie łatwa, więc tym bardziej irytujące jest odstępowanie od niej.

                                              > - Dla cię zrobię wszystko (no ale tak prawie nikt nie powie)

                                              A to jest urocze :)
                                            • helenka333 Re: Czy można się tu wyżalić? 27.08.12, 16:48
                                              A jaka jest zasada w używaniu "tę", "tą"?
                                              • felisdomestica Re: Czy można się tu wyżalić? 27.08.12, 16:53
                                                biernik: tę
                                                narzędnik: tą
                                              • azymut17 Re: Czy można się tu wyżalić? 27.08.12, 18:54
                                                helenka333 napisała:

                                                > A jaka jest zasada w używaniu "tę", "tą"?

                                                Chyba najłatwiej i najszybciej (kiedy mówimy) ujednolicić ostatnią literę z ostatnią literą wyrazu:
                                                Lubię tę książkę.
                                                Walnę cię tą książką.
                                            • slotna Re: Czy można się tu wyżalić? 28.08.12, 00:52
                                              > ŹLE
                                              (...)
                                              > - Dla cię zrobię wszystko (no ale tak prawie nikt nie powie)

                                              Za cię,
                                              Dla cię
                                              W szmacie
                                              Ja
                                              pójdę na kraj świata,
                                              Kacie mój!


                                              :)
                                        • kis-moho Re: Czy można się tu wyżalić? 27.08.12, 09:06
                                          Bola mnie natomiast inne rzeczy
                                          > , chocby "tą" zamiast "tę" czy "mi" na miejscu akcentowanym. "A mi sie podoba"
                                          > doprowadza mnie do szalu, mam wrazenie, ze trzeba zupelnie nie slyszec jezyka,
                                          > zeby napisac cos takiego (i odwrotnie, reklamowe "tobie" zamiast "ci", zgrooooz
                                          > a!).

                                          To jest podobno rzecz pokoleniowa, moim rodzicom też od tego więdną uszy, ja zupełnie nie zwracam na to uwagi. Do tego stopnia, że muszę się często zastanawiać jak jest faktycznie poprawnie. Innych błędów (z tego co widzę) specjalnie nie robię, ale te dwa na pewno od czasu do czasu.

                                          od kiedy mieszkam za granica czytam znaczn
                                          > ie mniej polskich ksiazek, do tej pory pisalam prawidlowo intuicyjnie

                                          To jest spory problem, ja też widzę, że zaczynam mieć problemy. Nie chciałabym dojść do sytuacji, kiedy w żadnym języku nie mówię/piszę 100% poprawnie (bo język obcy jest jednak zawsze obcy, jakkolwiek dobrze bym go nie znała). Zauważyłam też, że zdarza mi się tłumaczyć związki frazeologiczne z innego języka, co bywa koszmarne, ale nie zawsze jestem w stanie nad tym zapanować.
                                          • kis-moho Re: Czy można się tu wyżalić? 27.08.12, 09:08
                                            > To jest podobno rzecz pokoleniowa, moim rodzicom też od tego więdną uszy, ja zu
                                            > pełnie nie zwracam na to uwagi. Do tego stopnia, że muszę się często zastanawia
                                            > ć jak jest faktycznie poprawnie. Innych błędów (z tego co widzę) specjalnie nie
                                            > robię, ale te dwa na pewno od czasu do czasu.
                                            >

                                            Po przeczytaniu przykładów Jul-kii odwołuję. Tą/tę mogę mylić, ale mnie/mi chyba jednak nie :o)
                                          • slotna Re: Czy można się tu wyżalić? 27.08.12, 11:45
                                            > To jest podobno rzecz pokoleniowa, moim rodzicom też od tego więdną uszy, ja zu
                                            > pełnie nie zwracam na to uwagi. Do tego stopnia, że muszę się często zastanawia
                                            > ć jak jest faktycznie poprawnie.

                                            Mysle, ze wiek mam raczej zblizony do twojego, nie do wieku twoich rodzicow ;) Moj ojciec mowil tragicznie nieprawidlowo (lacznie z klasykami typu "wlanczac" i "tu pisze"), mama tez robi sporo bledow, o jej partnerze wspominac nie warto (ale on sam sie czasem poprawia, nie czekajac na moja reakcje ;)). To kwestia... nie wiem czego. Moze oczytania? I w ogole samego zainteresowania jezykiem. Podreczniki niby do gramatyki, ale w rzeczywistosci zawierajace duzo ogolnych informacji, czytalam na poczatku roku od deski do deski, bo bardzo mnie ciekawily, a w szkole z braku czasu nie przegladalismy ich nawet w calosci.
                                            • kis-moho Re: Czy można się tu wyżalić? 27.08.12, 11:52
                                              > Mysle, ze wiek mam raczej zblizony do twojego, nie do wieku twoich rodzicow ;)

                                              :o) Pisałam ogólnie, mam wrażenie, że dla pokolenia 50-60 latków to jest niewybaczalny błąd, a dla mojego pokolenia (jeżeli już precyzujemy - ludzi koło 30. :o)) niekoniecznie.

                                              To kwestia..
                                              > . nie wiem czego. Moze oczytania? I w ogole samego zainteresowania jezykiem. Po
                                              > dreczniki niby do gramatyki, ale w rzeczywistosci zawierajace duzo ogolnych inf
                                              > ormacji, czytalam na poczatku roku od deski do deski, bo bardzo mnie ciekawily,
                                              > a w szkole z braku czasu nie przegladalismy ich nawet w calosci.

                                              Nie wiem, szczerze mówiąc. Ja jestem wielką fanką języków i chyba jedną z niewielu osób, które lubią uczyć się kwestii gramatycznych. Używam na codzień więcej niż jednego języka i nieodmiennie fascynują mnie różne porównania. Natomiast tą i tę ani mnie ziębi, ani grzeje.
                                              • slotna Re: Czy można się tu wyżalić? 27.08.12, 12:15
                                                > :o) Pisałam ogólnie, mam wrażenie, że dla pokolenia 50-60 latków to jest niewyb
                                                > aczalny błąd, a dla mojego pokolenia (jeżeli już precyzujemy - ludzi koło 30. :
                                                > o)) niekoniecznie.

                                                Rozumiem, dlatego podalam kontrprzyklady. Uwazam bowiem, ze wcale nie ma takiej reguly, moge wymienic mase ludzi w moim wieku starajacych wyrazac sie prawidlowo i starszych, majacych reguly w nosie.
                                                • kis-moho Re: Czy można się tu wyżalić? 27.08.12, 12:26
                                                  > Rozumiem, dlatego podalam kontrprzyklady. Uwazam bowiem, ze wcale nie ma takiej
                                                  > reguly, moge wymienic mase ludzi w moim wieku starajacych wyrazac sie prawidlo
                                                  > wo i starszych, majacych reguly w nosie.

                                                  Ale ja właśnie usiłuję wytłumaczyć, że są ludzie, którzy wyrażają się zwykle poprawnie, nie włączają, proszę panią, światła, a ich staniki dobrze (puki co) służą ich piersią. Jabłek nie kupują za pięć złoty (mimo wielu dostępnych alternatyw), i nie powiedzą, że dwudziesty sierpień był w zeszłym tygodniu. Natomiast zdarza im się powiedzieć, że wybierają tą drogę.
                                                  Być może dlatego ta forma powoli wchodzi do "oficjalnego" użytku (już jest uznawana za poprawną, prawda?).
                                                  • roza_am Re: Czy można się tu wyżalić? 27.08.12, 12:50
                                                    Natomiast
                                                    > zdarza im się powiedzieć, że wybierają tą drogę.

                                                    Nie no, powiedzieć to się chyba każdemu zdarza. W mowie to aż tak nie razi (choć to też zależy od konkretnego wyrażenia).
                                                  • kis-moho Re: Czy można się tu wyżalić? 27.08.12, 13:05
                                                    > Natomiast
                                                    > > zdarza im się powiedzieć, że wybierają tą drogę.
                                                    >
                                                    > Nie no, powiedzieć to się chyba każdemu zdarza. W mowie to aż tak nie razi (cho
                                                    > ć to też zależy od konkretnego wyrażenia).

                                                    No widzisz. A włączanie światła nie zdarza się każdemu. Dlatego uważam, że ta zmiana staje się powoli częścią języka, czy nam się to podoba, czy nie.
                                                  • pierwszalitera Re: Czy można się tu wyżalić? 27.08.12, 13:15
                                                    roza_am napisała:

                                                    > Natomiast
                                                    > > zdarza im się powiedzieć, że wybierają tą drogę.
                                                    >
                                                    > Nie no, powiedzieć to się chyba każdemu zdarza. W mowie to aż tak nie razi (cho
                                                    > ć to też zależy od konkretnego wyrażenia).
                                                    >
                                                    >

                                                    Ja naprawdę nie wiem kogo miałoby to razić. Tak jakby nie było na świecie większych problemów. Gdybyś pożyła jakiś czas w międzynarodowym środowisku ludzi z różnych stron świata i o różnym poziomie oficjalnie wymaganego języka, to stałabyś się może mniej wrażliwa. Każdy język się zmienia i żadna reguła nie jest na wieczność. Prawidłowe staje się to, czego ludzie używają i popularny błąd staje się kiedyś tam dopuszczalną formą. Dziwi mnie, że poprawiacze mówią tu o zainteresowaniu językiem, a nie zdają sobie sprawy jak powstał język, o kórym podobno tyle wiedzą. Inaczej mówilibyśmy ciągle polszczyzną Mickiewicza, a dla wielu osób Pan Tadeusz jest książką wymagającą tłumacza. Upieranie się przy tamtej formie chyba też niezbyt dobrze funkcjonowało. ;-)
                                                  • kis-moho Re: Czy można się tu wyżalić? 27.08.12, 13:34
                                                    > Ja naprawdę nie wiem kogo miałoby to razić. Tak jakby nie było na świecie więks
                                                    > zych problemów. Gdybyś pożyła jakiś czas w międzynarodowym środowisku ludzi z r
                                                    > óżnych stron świata i o różnym poziomie oficjalnie wymaganego języka, to stałab
                                                    > yś się może mniej wrażliwa.

                                                    Ja nie wiem, szczerze mówiąc. Bo jedna rzecz to wzbogacanie języka, a inna to językowe niechlujstwo. Oczywiście tu wkraczam na grząski grunt, bo każdy będzie mieć inną definicję niechlujstwa językowego (na pewno znajdzie się ktoś, kto za niechlujstwo uzna "tą drogę"). Wiele zapożyczeń jest moim zdaniem fantastycznych, polski ma ich zresztą bardzo dużo. Pewne upraszczanie gramatyki też jest naturalne dla chyba większości języków. Natomiast ja mam wrażenie, że co za dużo, to niezdrowo, w pewnym momencie język staje się po prostu niechlujny. I to niechlujstwo dość często obserwuję właśnie w bardzo międzynarodowym środowisku. Sama zresztą bardzo się pilnuję, żeby nie mieszać języków, bo to dla mnie też jest przykład niechlujstwa. Jedno zapożyczenie jest urocze, ale parknięcie kara na kornerze czy jazda esbanem do arbajtu już nie za bardzo :o)
                                                    Plus pewnie każdy ma swoje "ulubione" błędy, mnie skręca, kiedy ktoś myli "liczbę" z "ilością". A to bardzo popularna rzecz, myślę, że może niedługo stać się poprawna.
                                                  • veev Re: Czy można się tu wyżalić? 27.08.12, 18:00

                                                    > Plus pewnie każdy ma swoje "ulubione" błędy, mnie skręca, kiedy ktoś myli "liczbę"
                                                    > z "ilością". A to bardzo popularna rzecz, myślę, że może niedługo stać się
                                                    > poprawna.

                                                    Uzus w końcu zawsze górą, niestety.
                                                    Mnie osłabia "ubieranie butów". Przy czym w rodzinie jestem jedyną osobą, która w ogóle widzi tu błąd.
                                                    BTW, w bibliotece na uczelni mojego M. leżał kiedyś stosik książek z podpisem "Można wziąść? Tak, można braść".

                                                    I w ogóle, jaki fajny offtop w offtopie, mój ulubiony temat flejma, sens i ewolucja norm poprawnościowych, język jako proces, preskryptywizm jako źródło wszelkiego zła i jak błędy językowe świadczą o człowieku. Szkoda, że nie mam na to czasu ;)
                                                  • azymut17 Re: Czy można się tu wyżalić? 27.08.12, 19:03
                                                    veev napisała:

                                                    >
                                                    > > Plus pewnie każdy ma swoje "ulubione" błędy, mnie skręca, kiedy ktoś myli
                                                    > "liczbę"
                                                    > > z "ilością". A to bardzo popularna rzecz, myślę, że może niedługo stać si
                                                    > ę
                                                    > > poprawna.
                                                    >
                                                    > Uzus w końcu zawsze górą, niestety.
                                                    > Mnie osłabia "ubieranie butów". Przy czym w rodzinie jestem jedyną osobą, która
                                                    > w ogóle widzi tu błąd.
                                                    > BTW, w bibliotece na uczelni mojego M. leżał kiedyś stosik książek z podpisem "
                                                    > Można wziąść? Tak, można braść".

                                                    Boskie :-D

                                                    A ja od wczoraj próbuję sobie przypomnieć, jaki to błąd ostatnio mnie wkurza, i nie mogłam go złożyć do kupy, mimo że wiedziałam mniej więcej z jakich wyrazów się składa. Chodzi o "mi" zamiast "dla mnie" w np.:
                                                    Jest mi dobry.

                                                    Ale jak znam życie, od razu ktoś napisze, że to regionalizm ;-)
                                                  • kis-moho Re: Czy można się tu wyżalić? 27.08.12, 19:08
                                                    > Jest mi dobry.
                                                    >
                                                    > Ale jak znam życie, od razu ktoś napisze, że to regionalizm ;-)

                                                    Te krem jest mi zbyt gęsty :D

                                                    Nienawidzę tej formy. Co ciekawe, znam ją tylko z forum. Może to regionalizm lobbystyczny? ;o)
                                                  • kis-moho Re: Czy można się tu wyżalić? 27.08.12, 19:16
                                                    > Te krem jest mi zbyt gęsty :D
                                                    >
                                                    > Nienawidzę tej formy. Co ciekawe, znam ją tylko z forum. Może to regionalizm lo
                                                    > bbystyczny? ;o)

                                                    Swoją drogą, czy to nie jest po prostu kalka z niemieckiego?
                                                  • azymut17 Re: Czy można się tu wyżalić? 27.08.12, 21:48
                                                    kis-moho napisała:

                                                    > > Te krem jest mi zbyt gęsty :D
                                                    > >
                                                    > > Nienawidzę tej formy. Co ciekawe, znam ją tylko z forum. Może to regional
                                                    > izm lo
                                                    > > bbystyczny? ;o)
                                                    >
                                                    > Swoją drogą, czy to nie jest po prostu kalka z niemieckiego?

                                                    Na pewno nie z angielskiego, bo tam jest jak u nas :-) Ale co ciekawe, kalką z angielskiego właśnie jest inny popularny ostatnio błąd (sama go popełniałam, dopóki koleżanka mnie nie uświadomiła):
                                                    "Ten stanik wydaje się być dobry" zamiast "Ten stanik wydaje się dobry".
                                                    Dlaczego kalki z innych języków stają się popularne jedynie, jeśli są po polsku błędne? Bo jak są poprawne, to nie są kalkami? ;-)
                                                  • kis-moho Re: Czy można się tu wyżalić? 27.08.12, 21:59
                                                    > > Swoją drogą, czy to nie jest po prostu kalka z niemieckiego?
                                                    >
                                                    > Na pewno nie z angielskiego, bo tam jest jak u nas :-)

                                                    Im bardziej sie nad tym zastanawiam, tym bardziej mi sie to wydaje kalka z niemieckiego ("es ist mir zu klein").
                                                    Albo mamy niemieckojezyczne forumki, albo to faktycznie jest regionalizm (sa na sali Slazaczki? :o)).
                                                  • pinupgirl_dg Re: Czy można się tu wyżalić? 27.08.12, 22:05
                                                    > Albo mamy niemieckojezyczne forumki, albo to faktycznie jest regionalizm (sa na
                                                    > sali Slazaczki? :o))

                                                    Zgłaszam się :D. Ale o niemieckim pojęcia nie mam, więc się nie wypowiem.
                                                    Ale się OT zrobił z mojego błędu :).
                                                  • kis-moho Re: Czy można się tu wyżalić? 27.08.12, 22:07
                                                    > > Albo mamy niemieckojezyczne forumki, albo to faktycznie jest regionalizm
                                                    > (sa na
                                                    > > sali Slazaczki? :o))
                                                    >
                                                    > Zgłaszam się :D. Ale o niemieckim pojęcia nie mam, więc się nie wypowiem.

                                                    Czyli "mnie jest za gesty" to nie slaska wersja? Bo tam chyba jest najwiecej zapozyczen, dlatego pytalam.
                                                  • pinupgirl_dg Re: Czy można się tu wyżalić? 27.08.12, 22:16
                                                    Hmm przyznam, że nie wiem. Ale to możliwe, na Śląsku można się spotkać z taką składnią, nie wiem, czy to kwestia regionu, bo wyprowadziłam się w sumie nie dawno i nie zwróciłam uwagi.
                                                  • pierwszalitera Re: Czy można się tu wyżalić? 27.08.12, 22:46
                                                    kis-moho napisała:

                                                    > Czyli "mnie jest za gesty" to nie slaska wersja? Bo tam chyba jest najwiecej za
                                                    > pozyczen, dlatego pytalam.

                                                    Ale o co chodzi? Ten krem jest zbyt gęsty? To jest w ogóle błąd? Ja jestem ze Śląska i u nas się tak mówi. Całkiem możliwe, że to germanizm. Na Śląsku ich nie brakuje. Ale jakie to ma znaczenie? Nasze piękne staropolskie słowo żur to też germanizm.
                                                  • pierwszalitera kalki z niemieckiego 27.08.12, 23:05
                                                    I jeszcze odnośnie użyytego przez mnie w tym wątku wyrażenia "profilować", który zostało zmiażdżone jako nieistniejące w polskim języku. Otóż na głównej stronie gazety jest notka o komentarzach w niemieckiej prasie na temat afery wokół syna Tuska. I polski dziennikarz tłumaczy z niemieckiego:
                                                    Od co najmniej trzech lat nadzór finansowy nadaremnie ostrzegał przed inwestowaniem w piramidę finansową. Junior ocenił się we właściwy sposób: "jestem debilem". Jednak zbijanie na tym kapitału politycznego to także rodzaj wkładu jak do piramidy finansowej, na czym można się wyprofilować ....
                                                    Więc słowa "profilować" w znaczeniu podanym przeze mnie, w polskim się używa, nieczęsto może, ale możliwe, że będzie coraz częściej, bo nie posiada ono jak na razie innego, równie precyzyjnego odpowiednika.
                                                  • roza_am Re: kalki z niemieckiego 27.08.12, 23:35
                                                    > I jeszcze odnośnie użyytego przez mnie w tym wątku wyrażenia "profilować", któr
                                                    > y zostało zmiażdżone jako nieistniejące w polskim języku.

                                                    Zmiażdżone? Daj spokój. Nie każde pytanie jest atakiem. Czasami rozmówca zwyczajnie pyta o wyjaśnienie/doprecyzowanie.

                                                    Otóż na głównej stron
                                                    > ie gazety (...)

                                                    No cóż, poziom językowy gazety od dawna pozostawia wiele do życzenia.

                                                    > Więc słowa "profilować" w znaczeniu podanym przeze mnie, w polskim się używa,
                                                    > nieczęsto może, ale możliwe, że będzie coraz częściej, bo nie posiada ono jak
                                                    > na razie innego, równie precyzyjnego odpowiednika.

                                                    A niech sobie wchodzi, skoro jest takie wygodne i na czasie. Nie w tym problem. Problem w braku sensownego wprowadzenia nowego znaczenia tego słowa do powszechnego użytku (być może w jakichś niszach już ono funkcjonuje, powszechnie na pewno nie).
                                                  • kis-moho Re: kalki z niemieckiego 28.08.12, 08:49
                                                    > I polski dziennikarz tłumaczy z niemieckiego:

                                                    I tu jest pies pogrzebany. Po prostu tłumacz słaby. W polskim i niemieckim jest sporo takich słów (głównie chyba zapożyczeń z łaciny czy angielskiego), które podobnie brzmią, a znaczą jednak coś innego. Łatwo wtedy przy tłumaczeniu wpaść w pułapkę, w jaką i Ty wpadłaś. Z tym, że Tobie nie ma co zarzucać, to się może zdarzyć w normalnej rozmowie, tłumaczowi nie powinno.

                                                    > Więc słowa "profilować" w znaczeniu podanym przeze mnie, w polskim się używa,
                                                    > nieczęsto może, ale możliwe, że będzie coraz częściej, bo nie posiada ono jak
                                                    > na razie innego, równie precyzyjnego odpowiednika.

                                                    Problem w tym, że poza mną (a ja mieszkam w niemieckojęzycznym kraju) nikt Cię nie zrozumiał. A prawidłowy odpowiednik "wyrobić sobie imię/pozycję" jak najbardziej jest w użyciu i nie wydaje mi się przestarzały.
                                                  • pinupgirl_dg Re: kalki z niemieckiego 28.08.12, 10:10

                                                    > > Więc słowa "profilować" w znaczeniu podanym przeze mnie, w polskim się uż
                                                    > ywa,
                                                    > > nieczęsto może, ale możliwe, że będzie coraz częściej, bo nie posiada ono
                                                    > jak
                                                    > > na razie innego, równie precyzyjnego odpowiednika.
                                                    >
                                                    > Problem w tym, że poza mną (a ja mieszkam w niemieckojęzycznym kraju) nikt Cię
                                                    > nie zrozumiał. A prawidłowy odpowiednik "wyrobić sobie imię/pozycję" jak najbar
                                                    > dziej jest w użyciu i nie wydaje mi się przestarzały.

                                                    Ja z niemieckim nie mam wiele wspólnego, ale wydaje mi się, że w tym wypadku łatwo było się domyślić z kontekstu, o co chodzi. Pewnie większość osób się domyśliło, tylko to nowe słowo wywołało zainteresowanie.
                                                  • pierwszalitera Re: kalki z niemieckiego 28.08.12, 17:14
                                                    kis-moho napisała:

                                                    > Problem w tym, że poza mną (a ja mieszkam w niemieckojęzycznym kraju) nikt Cię
                                                    > nie zrozumiał. A prawidłowy odpowiednik "wyrobić sobie imię/pozycję" jak najbar
                                                    > dziej jest w użyciu i nie wydaje mi się przestarzały.

                                                    Ale profilować nie oznacza "wyrobić sobie imię/pozycję". Tego wyrażenia używa się w znaczeniu negatywnym i oznacza wyrabianie i pielęgnowanie pewnego ambitnego, niekonieczenie autentycznego wizerunku, z wyrachowania i potwierdzania sobie ego, także ostentacyjne odgrywanie kogoś innego, w jakiś sposób lepszego, bardziej w jakiejś tam dziedzinie kompetentnego. I moim zdaniem nie ma na to polskiego odpowiednika. Oczywiście można to opisać, ale to jest właśnie problem polskiego języka, brakuje mu ekonomiczności i precyzji języków germańskich, dlatego tak chętnie przyjmuje z nich kalki.
                                                  • kasica_k Re: kalki z niemieckiego 28.08.12, 17:50
                                                    pierwszalitera napisała:
                                                    >
                                                    > Ale profilować nie oznacza "wyrobić sobie imię/pozycję". Tego wyrażenia używa
                                                    > się w znaczeniu negatywnym i oznacza wyrabianie i pielęgnowanie pewnego ambitne
                                                    > go, niekonieczenie autentycznego wizerunku, z wyrachowania i potwierdzania s
                                                    > obie ego, także ostentacyjne odgrywanie kogoś innego, w jakiś sposób lepszego,
                                                    > bardziej w jakiejś tam dziedzinie kompetentnego. I moim zdaniem nie ma na to po
                                                    > lskiego odpowiednika.

                                                    Hmm, a może kreować się? Ktoś kreuje się na eksperta, na przykład.

                                                    > Oczywiście można to opisać, ale to jest właśnie problem
                                                    > polskiego języka, brakuje mu ekonomiczności i precyzji języków germańskich, dla
                                                    > tego tak chętnie przyjmuje z nich kalki.

                                                    A nie jest tak, że to zależy od punktu widzenia i miejsca mieszkania? :) Ja równie często mam wrażenie, posługując sie obcymi językami, że brakuje w nich słów czy wyrażeń, które z kolei istnieją w języku polskim, czy w jeszcze innym. Po prostu języki różnią się między sobą i w wielu przypadkach wyrażenie danej myśli w jednym języku będzie proste, w drugim skomplikowane. Z inną myślą z kolei może być odwrotnie. Jeżeli częściej myślisz po niemiecku niż po polsku, to nic dziwnego, że polski nie raz wydaje ci się "kostropaty" i niewygodny, bo nie można w nim zastosować tych samych konstrukcji, co w niemieckim, tylko trzeba wymyślać, jak to po polsku powiedzieć :)
                                                  • kis-moho Re: kalki z niemieckiego 28.08.12, 20:03
                                                    > Hmm, a może kreować się? Ktoś kreuje się na eksperta, na przykład.

                                                    Lepiej, faktycznie. Ja się na tłumacza nie nadaję :o)
                                                  • veev Re: kalki z niemieckiego 28.08.12, 20:45
                                                    > Hmm, a może kreować się? Ktoś kreuje się na eksperta, na przykład.

                                                    Albo lansować się ;)
                                                    (jasne, inny rejestr i w ogóle)
                                                  • pierwszalitera Re: kalki z niemieckiego 28.08.12, 22:29
                                                    kasica_k napisała:

                                                    > Hmm, a może kreować się? Ktoś kreuje się na eksperta, na przykład.

                                                    Kreować pasuje lepiej, chociaż w kreowaniu jest więcej zamiaru, niż praktycznego działania, profilowanie jest nastawione bardziej na odpracowywanie planu prowadzącego do sukcesu. ;-)


                                                    Jeżeli częściej myślisz po niemiecku niż po polsku, to nic d
                                                    > ziwnego, że polski nie raz wydaje ci się "kostropaty" i niewygodny, bo nie możn
                                                    > a w nim zastosować tych samych konstrukcji, co w niemieckim, tylko trzeba wymyś
                                                    > lać, jak to po polsku powiedzieć :)

                                                    Nie wiem, w jakim języku myślę. Częściej używam jednak niemieckiego i czasem faktycznie muszę chwilę pomyśleć, by przypomnieć sobie, jak nazywa się to czy tamto po polsku. To może wydawać się niektórym osobom bardzo dziwne, bo nie mogą wyobrazić sobie, że języka ojczystego moża zapomnieć, ale porozmawiamy po 25 latach emigracji i pewnej językowej izolacji. Ja nie mam polskiej telewizji, kina, radia, nie czytam polskich książek, bo większość ksążek polskich autorów, które przywiozłam z Polski to niewypały, ludzie u mnie na ulicy nie mówią po polsku (jeżli nie liczyć głośnego ku...a od czasu do czasu), mój partner nie jest Polakiem, a informacyjne portale internetowe są bardzo ograniczoną możliwością pielęgnowania języka. Moje krótkie wizyty w Polsce ograniczam zwykle do spotkań towarzyskich z ciągle tymi samymi ludźmi, na wyszukane kulturalne rozrywki nie mam więc zbyt wiele czasu, a panie ze spożywczaka, gdzie wpadam czasem po krówki, zatrącają śląską gwarą. Uważam, więc, że w takich warunkach wcale sobie nienajgorzej po polsku radzę. I na dyslekcję też na pewno nie cierpię.
                                                  • tfu.tfu Re: kalki z niemieckiego 28.08.12, 23:36
                                                    wystarczy kilka miesięcy bez kontaktu z polskim. (i trochę mnie już nuży to czepialstwo dotyczące języka zawsze i wszędzie - robi się offtop gigant w temacie, zupełnie bez sensu)
                                                  • kasica_k Re: kalki z niemieckiego 29.08.12, 01:33
                                                    Ojtam, jakie znowu czepialstwo. Ja na serio byłam już od dawna ciekawa, skąd się wzięło "jest mi za duża" :) A i parę osób przy okazji się dowie, że to nie jest poprawna konstrukcja po polsku.

                                                    I szczerze mówiąc, nie rozumiem tego oporu przed poprawianiem błędów. Owszem, kiedy przed laty po raz pierwszy dostałam jakiś swój tekst z poprawkami redaktora, to się najeżyłam i poczułam, jakby mi wjechano na ambicję. Ale wkrótce zrozumiałam, że oto mam okazję, żeby się czegoś nauczyć, i to za darmo, co wcale się tak często w dzisiejszym świecie nie zdarza. Więc jakby co, to mnie można poprawiać zawsze. Byle mieć przy tym rację ;)
                                                  • tfu.tfu Re: kalki z niemieckiego 29.08.12, 12:16
                                                    to nie opór, tylko co wątek się robi offtop. toż można nowy wątek założyć zamiast tworzyć 100 kolejnych postów w ogóle nie związanych z wątkiem założycielskim. nic dzienego, że autorka się nie odzywa :-/
                                                  • kis-moho Re: kalki z niemieckiego 29.08.12, 12:22
                                                    tfu.tfu napisała:

                                                    > to nie opór, tylko co wątek się robi offtop.

                                                    To takie forum, stanikowe offtopy :o)

                                                    toż można nowy wątek założyć zamia
                                                    > st tworzyć 100 kolejnych postów w ogóle nie związanych z wątkiem założycielskim
                                                    > . nic dzienego, że autorka się nie odzywa :-/

                                                    Albo już wszystko zostało przedyskutowane. Zresztą, przecież nie ma problemu z dodawaniem postów do innej części tematu.
                                                    A o mi za gęsty krem zawsze chciałam się zapytać, teraz moja ciekawość została zaspokojona.
                                                  • pinupgirl_dg Re: kalki z niemieckiego 29.08.12, 12:42
                                                    > I szczerze mówiąc, nie rozumiem tego oporu przed poprawianiem błędów. Owszem, k
                                                    > iedy przed laty po raz pierwszy dostałam jakiś swój tekst z poprawkami redaktor
                                                    > a, to się najeżyłam i poczułam, jakby mi wjechano na ambicję. Ale wkrótce zrozu
                                                    > miałam, że oto mam okazję, żeby się czegoś nauczyć, i to za darmo, co wcale się
                                                    > tak często w dzisiejszym świecie nie zdarza. Więc jakby co, to mnie można popr
                                                    > awiać zawsze. Byle mieć przy tym rację ;)

                                                    Ja też to tak traktuję, ale rozumiem opory. My tu na OT jesteśmy, więc luz ;). Ale na forach tematycznych takie belferskie zapędy to mordęga. Pomijam już fakt, że czasami pouczanie bywa stosowane na zasadzie "no ja z kimś, kto słowo ... pisze przez 'rz' rozmawiać nie będę, naucz się najpierw poprawnie pisać, a potem się wymądrzaj", jako podsumowanie dyskusji. Nie zawsze tak wprost, ale często nie o szerzenie poprawnej polszczyzny chodzi, ale o przytarcie komuś nosa, jak już zabrakło innych argumentów. Opór w tej kwestii jest dla mnie zrozumiały.
                                                  • kasica_k Re: kalki z niemieckiego 29.08.12, 01:56
                                                    pierwszalitera napisała:

                                                    > Kreować pasuje lepiej, chociaż w kreowaniu jest więcej zamiaru, niż praktyczne
                                                    > go działania, profilowanie jest nastawione bardziej na odpracowywanie planu pro
                                                    > wadzącego do sukcesu. ;-)

                                                    To prawda. W dodatku jest to zamiar, który niekoniecznie udaje się zrealizować. Np. "Pan poseł Iksiński usilnie kreuje się na eksperta w dziedzinie ekonomii, mimo że nie ma na ten temat żadnej wiedzy".

                                                    > (jeżli nie liczyć głośnego ku...a od czasu do czasu), mój partner nie jest Pol
                                                    > akiem, a informacyjne portale internetowe są bardzo ograniczoną możliwością pie
                                                    > lęgnowania języka. Moje krótkie wizyty w Polsce ograniczam zwykle do spotkań to
                                                    > warzyskich z ciągle tymi samymi ludźmi, na wyszukane kulturalne rozrywki nie ma
                                                    > m więc zbyt wiele czasu, a panie ze spożywczaka, gdzie wpadam czasem po krówki,
                                                    > zatrącają śląską gwarą. Uważam, więc, że w takich warunkach wcale sobie niena
                                                    > jgorzej po polsku radzę. I na dyslekcję też na pewno nie cierpię.

                                                    Zgadzam się z tym, że w takich warunkach trudno jest pielęgnować swoje kompetencje językowe. Ale też nie dziw się, że czasem ktoś cię nie rozumie, reaguje zdziwieniem, poprawia, zwłaszcza że naprawdę nie każdy zna twoją sytuację. Ja bym to raczej potraktowała jako ułatwienie w pielęgnowaniu ;)
                                                  • pierwszalitera Re: kalki z niemieckiego 29.08.12, 18:40
                                                    kasica_k napisała:

                                                    > Zgadzam się z tym, że w takich warunkach trudno jest pielęgnować swoje kompeten
                                                    > cje językowe. Ale też nie dziw się, że czasem ktoś cię nie rozumie, reaguje zdz
                                                    > iwieniem, poprawia, zwłaszcza że naprawdę nie każdy zna twoją sytuację. Ja bym
                                                    > to raczej potraktowała jako ułatwienie w pielęgnowaniu ;)
                                                    >

                                                    Oczywiście może się zdarzyć, że użyję nieistniejącej w polskim formy, albo podobnie obcego wyrażenia i ktoś nie zrozumie. Pytanie Magdaleny o profilowanie w żadnen sposób mnie nie uraziło. Drażnią mnie raczej wzdychania na temat użycia tą i tę oraz podobnych grzechów, bo mnie prawdę mówiąc, akurat tu poprawność mało obchodzi. Piszę, co akurat mi podejdzie i nie mam ambicji, by wciągać sobie reguły. Być może właśnie w tym jest problem, bo niektórym osobom wydawać się może, że każdy bez wyjątku dąży do osiągnięcia perfekcji językowej, a tak wcale być nie musi. Nie każdy pracuje ze słowem i nie każdy obraca się prywatnie, czy zawodowo w środowisku, w którym język jest kodem świadczącym o przynależność do pewnej grupy społecznej, nieraz mocno się snobującej na intelektualizm. Jestem też zdania, że rozwijać i doskonalić należy nasze silne strony, a nie zawracać sobie głowę uzupełnianiem braków w kategoriach, które ani nie są aż takie ważne, ani do niczego nam potrzebne. Nieco przekręcona forma gramatycza nie zakłóca aż tak bardzo komunikacji. W pewnym sensie nawet, noblesse oblige, czyli jak znasz lepiej język i jego zawikłania, to zadaj sobie więcej trudu w rozumieniu sensu tekstów osób mniej uprzywilejowanych. To tak ogólnie do naszych językoznawczyń, nie osobiście do ciebie.
                                                  • madzioreck Re: Czy można się tu wyżalić? 27.08.12, 23:24
                                                    > > Czyli "mnie jest za gesty" to nie slaska wersja? Bo tam chyba jest najwie
                                                    > cej za
                                                    > > pozyczen, dlatego pytalam.
                                                    >
                                                    > Ale o co chodzi? Ten krem jest zbyt gęsty? To jest w ogóle błąd?

                                                    Nie, chodzi o: jest mi za gęsty :)
                                                  • felisdomestica Re: Czy można się tu wyżalić? 28.08.12, 11:11
                                                    Niedawno pojawił się wątek: "Strony internetowe mamie". Długo myślałam o co chodzi...czy te strony krzywdę mamie zrobiły, czy co? Takie nieprawidłowe konstrukcje stwarzają niepotrzebne wątpliwości co do sensu zdania.
                                                  • kasica_k Re: Czy można się tu wyżalić? 28.08.12, 15:53
                                                    Ja w pierwszej chwili miałam skojarzenie z "mamić" :) (mamię?), ale potem doszłam do wniosku, że to miało być "Jakie strony interenetowe polecić mamie" i że zostało to nie wiadomo dlaczego skrócone właśnie tak, zamiast "Strony internetowe dla mamy", co przecież spokojnie by się zmieściło w liczbie znaków na tytuł posta. Nawiasem mówiąc, ta pierwsza wersja też by się zmieściła :)
                                                  • kis-moho Re: Czy można się tu wyżalić? 28.08.12, 08:44
                                                    > Ale o co chodzi? Ten krem jest zbyt gęsty? To jest w ogóle błąd? Ja jestem ze Ś
                                                    > ląska i u nas się tak mówi. Całkiem możliwe, że to germanizm. Na Śląsku ich nie
                                                    > brakuje. Ale jakie to ma znaczenie? Nasze piękne staropolskie słowo żur to też
                                                    > germanizm.

                                                    Ten krem jest mi zbyt gęsty/ten stanik jest mi zbyt ciasny.
                                                    Owszem, germanizmów jest w polskim mnóstwo i zupełnie nie mam nic przeciwko nim. Natomiast ta konstrukcja budzi mój wewnętrzny silny sprzeciw, prawie jak "ilość ludzi na placu" (tu wyobrażam sobie zawsze leżące luzem rączki i nóżki...). A że znam tą konstrukcję tylko z forum, to zastanawiam się, czy to taka lobbowa moda, kalka z innego języka używana przez kilka forumek czy faktycznie regionalizm.
                                                    Swoją drogą, jak już jesteśmy przy germanizmach - pamiętam, że w mojej szkole nie wolno było mówić, że coś jest "fajne", bo to brzydkie zapożyczenie. Nigdy tego nie mogłam pojąć. Kogoś też to razi?
                                                  • pinupgirl_dg Re: Czy można się tu wyżalić? 28.08.12, 10:23
                                                    > Ten krem jest mi zbyt gęsty/ten stanik jest mi zbyt ciasny.
                                                    > Owszem, germanizmów jest w polskim mnóstwo i zupełnie nie mam nic przeciwko nim.
                                                    > Natomiast ta konstrukcja budzi mój wewnętrzny silny sprzeciw, prawie jak "ilość ludzi na
                                                    > placu" (tu wyobrażam sobie zawsze leżące luzem rączki i nóżki...). A że znam tą
                                                    > konstrukcję tylko z forum, to zastanawiam się, czy to taka lobbowa moda, kalka z innego
                                                    > języka używana przez kilka forumek czy faktycznie regionalizm.

                                                    Aż specjalnie zapytałam rodzinę, bo ja z czymś takim spotykam się raczej rzadko w moim pokoleniu. Rodzice potwierdzili, że na Śląsku często można spotkać takie sformułowania. Nie wykluczam też, że to wpływ forum, bo w życiu codziennym nie przyłapałam się na czymś takim. Możliwe też, że to po prostu tendencja do skracania i nie ma nic wspólnego z naleciałościami.
                                                  • kasica_k Re: Czy można się tu wyżalić? 28.08.12, 14:25
                                                    "Fajne" mnie nie razi i bardzo często używam tego słowa, nikt też mnie nigdy za to nie beształ. Oczywiście jest to słowo potoczne i do oficjalnego języka raczej nie ma wstępu, ale w jezyku mówionym czy też w postach na forum albo w luźniejszych tekstach mnie nie razi.

                                                    Natomiast z "krem jest mi za gęsty" albo "stanik jest mi za ciasny" spotkałam się pierwszy raz tutaj na forum i zawsze podejrzewałam, że formę tę wymyśliły forumki mieszkające w krajach germańskich. W każdym razie podejrzewam, że to taki "lobbowy germanizm" a nie ogólnopolski :)
                                                  • pinupgirl_dg Re: Czy można się tu wyżalić? 28.08.12, 14:33
                                                    A czy można powiedzieć:
                                                    - Jest mi to obce
                                                    - Jest mi to obojętne
                                                    - Jest mi to trudne
                                                    - Jest mi to potrzebne
                                                    itd ?? Bo to spotyka zdecydowanie częściej. Poprawne? Niepoprawne?
                                                  • kis-moho Re: Czy można się tu wyżalić? 28.08.12, 14:43
                                                    > A czy można powiedzieć:
                                                    > - Jest mi to obce
                                                    > - Jest mi to obojętne
                                                    > - Jest mi to trudne
                                                    > - Jest mi to potrzebne
                                                    > itd ?? Bo to spotyka zdecydowanie częściej. Poprawne? Niepoprawne?

                                                    Ale to są różne rzeczy, w zależności od tego, czy zapytałabyś "komu?" czy "dla kogo?" (czyli czy słowo łączy się z celownikiem czy dopełniaczem).
                                                    Komu to jest obce/obojetne/potrzebne?
                                                    Dla kogo to jest trudne/za gęste/za małe?

                                                    Dlatego XY jest mi obojetne czy potrzebne, ale jest dla mnie trudne czy za małe. A z obcym mam zgryz, bo nie wiem, czy coś jest dla mnie obce, czy mi obce. Już się trochę pogubiłam :o)
                                                  • pinupgirl_dg Re: Czy można się tu wyżalić? 28.08.12, 14:51
                                                    > Ale to są różne rzeczy, w zależności od tego, czy zapytałabyś "komu?" czy "dla
                                                    > kogo?" (czyli czy słowo łączy się z celownikiem czy dopełniaczem).
                                                    > Komu to jest obce/obojetne/potrzebne?
                                                    > Dla kogo to jest trudne/za gęste/za małe?
                                                    >
                                                    > Dlatego XY jest mi obojetne czy potrzebne, ale jest dla mnie trudne czy za małe
                                                    > . A z obcym mam zgryz, bo nie wiem, czy coś jest dla mnie obce, czy mi obce. Ju
                                                    > ż się trochę pogubiłam :o)

                                                    Ok, mniej więcej rozumiem, dzięki :).
                                                  • kasica_k Re: Czy można się tu wyżalić? 28.08.12, 15:08
                                                    Mi obce :)
                                                  • kis-moho Re: Czy można się tu wyżalić? 28.08.12, 15:14
                                                    kasica_k napisała:

                                                    > Mi obce :)
                                                    >
                                                    Nic co ludzkie :o)
                                                    Też się w tą stronę skłaniam, ale "dla mnie obce" tak mnie nie razi, jak "mi zbyt ciasny". Co oczywiście nic nie znaczy, nie mam wbudowanego czujnika poprawności językowej :o)
                                                  • jul-kaa Re: Czy można się tu wyżalić? 27.08.12, 22:19
                                                    "Wydaje się być" to zmora badaczy analizujących wyniki swojej pracy. Tam wszystko się wydaje: mieć, być, znaczyć, sugerować. Wywalam im namiętnie te wydajesie, ale to nie jest takie proste. Najłatwiej faktycznie wywala się "być" z "wydaje się być", bo rzeczywiście to błąd.
                                                    Z pewnym prawdopodobieństwem można zaryzykować twierdzenie, że wyniki badań wydają się sugerować, iż jest możliwa ewentualna korelacja między A i B. Dzizas...

                                                    Częstym błędem jet pisanie "odnośnie" bez "do", ale to nawet mnie nie razi, bo mam świadomość, że niewiele osób zna zasadę :)

                                                    Stanik jest mi za mały - uh, tu też mi strasznie skrzypi w uchu. Podobnie jak w cudacznych konstrukcjach: "niewiele mu znaczysz", identyczne zresztą z "twoje wady jemu mogą być zaletami". Ciekawe swoją drogą, bo to taka jakby odwrotność podlaskiego "dla". Tu (na Podlasiu) mówi się "zrobić zdjęcie dla mamy" (czyli "po naszemu" mamie), mówi się "powiedzieć dla kolegi" (czyli: koledze).
                                                    Ad rem: skąd konstrukcja, w której zamiast "dla niego" używa się "mu"? To znów kalka z niemieckiego?
                                                  • kasica_k Re: Czy można się tu wyżalić? 28.08.12, 15:07
                                                    jul-kaa napisała:

                                                    > Ad rem: skąd konstrukcja, w której zamiast "dla niego" używa się "mu"? To znów
                                                    > kalka z niemieckiego?

                                                    Zdaje się, że tak. Np. "das Kleid ist mir zu lang" - po polsku mówimy, że sukienka jest na mnie/dla mnie za długa, po niemiecku nie ma przyimka, jest tylko "mir" czyli "mi". Z góry przepraszam, jeśli zrobiłam jakiś błąd w niemieckim, bardzo słabo znam :)
                                                  • pierwszalitera Re: Czy można się tu wyżalić? 28.08.12, 22:50
                                                    kasica_k napisała:

                                                    > Zdaje się, że tak. Np. "das Kleid ist mir zu lang" - po polsku mówimy, ż
                                                    > e sukienka jest na mnie/dla mnie za długa, po niemiecku nie ma przyimka, jest t
                                                    > ylko "mir" czyli "mi". Z góry przepraszam, jeśli zrobiłam jakiś błąd w niemieck
                                                    > im, bardzo słabo znam :)
                                                    >

                                                    Forma "Das Kleid ist mir zu lang" nie jest w niemieckim formą poprawną. Owszem, używa się jej w języku potocznym, ale oficjalnie mówi się "Das Kleid ist für mich zu lang", znaczy "Ta sukienka jest dla mnie za długa". Użycie mir jest niezręczną zamianą przypadków, w niemieckim bardzo częsty błąd językowy. Jednego przypadku ze względu na trudność (genitiv) praktycznie w ogóle się już na co dzień nie używa i zastępuje inną, nieco łatwiejszą formą (dativ). W ogóle w niemieckim istnieje mocny trend do upraszczenia języka i redukowania gramatyki. Współczesna młodzież rezygnuje na przykład zupełnie z prepozycji (przyimków). Zamiast na przykład "Ich bin am Bahnhof (Jestem na dworcu)" mówią "Ich bin Bahnhof (Jestem dworcu)". Rezygnują z przyimka am (na). Ponieważ zawarta jest jednak w nim też deklinacja, zdanie tak na prawdę brzmi wtedy "Jestem dworzec". Co nikomu nie przeszkadza w zrozumieniu faktycznego sensu.
                                                  • kasica_k Re: Czy można się tu wyżalić? 29.08.12, 01:38
                                                    Dzięki za wyjaśnienia - wynika z tego, że "stanik jest mi za mały" nie jest po prostu kalką z niemieckiego, co najwyżej kalką z uproszczonego niemieckiego.

                                                    A takich skrajnych uproszczeń, o jakich piszesz, często używam w smsach ("idę sklep po stanik" :)
                                                  • roza_am Re: Czy można się tu wyżalić? 27.08.12, 13:34
                                                    > Ja naprawdę nie wiem kogo miałoby to razić. Tak jakby nie było na świecie więks
                                                    > zych problemów.

                                                    Fałszywy dźwięk muzyczny to też nie problem egzystencjalny, ale w uszy boli.


                                                    Każdy język się zmienia i żadna regu
                                                    > ła nie jest na wieczność.

                                                    Jasne. Ale liczba i tempo zmian mogłyby być jakoś dostosowane do ludzkich możliwości. Wprowadzenie odmiany słów typu radio czy studio trwało latami. To chyba jedyna reforma, którą pamiętam z lat dzieciństwa. A potem nagle tuż po skończeniu szkoły dowiedziałam się, że połowa wyuczonych reguł albo już jest nieważna, albo wkrótce będzie. Za dużo i za szybko na raz. Nie umiem się w takim tempie przestawić, oduczyć tylu wdrukowanych nawyków naraz.
                                                  • felisdomestica Re: Czy można się tu wyżalić? 27.08.12, 17:04
                                                    język się zmienia, owszem, ale błędy nie wynikają z potrzeby zmiany, ale z nieznajomości zasad języka. Co innego współtworzyć język na potrzeby np. jakiejś dyscypliny, a co innego kaleczyć go niemiłosiernie.
                                                    Często niewłaściwe uzywanie słów jest skutkiem tego, że ludzie nie znają ich znaczeń. Np.słynne "bynajmniej". Albo panoszące się wszędzie, również na tym forum, słówko "problematyczny".
                                                    "Problematyczny" to według słownika "budzący zastrzeżenia, niepewny". Przed chwilą czytam forum odzieżowe i dowiaduję się, że forumka ma problematyczne kolana. Jakie wątpliwości budzą jej kolana? czy ich "kolanowość" jest wątpliwa?
                                                    Kolejny przykład to problematyczna cera. Cera jak cera, nie jest problematyczna, bo zawsze jest cerą. Może być cerą z problemami. Można mieć problem z cerą, ale nie problematyczną cerę.
                                                  • kasica_k Re: Czy można się tu wyżalić? 28.08.12, 14:54
                                                    Hehe. Ja się do tych problematycznych kolan itp. nawet już przyzwyczaiłam, aczkolwiek sama o cerze raczej mówię, że jest "z problemami", co też w sumie brzmi dość sztucznie i kojarzy się z kosmetyczną nowomową, podobnie jak cera "problemowa". Już raczej "sprawiająca problemy" byłoby właściwsze. Ale to ma z kolei taką wadę, że nie jest jednym słowem i łatwiej powiedzieć "moja problemowa cera nie lubi tłustych kremów" niż "moja sprawiająca problemy cera nie lubi tłustych kremów" :) Już z dwojga złego wolałabym tę problemową od problematycznej, choć "problemowy" też znaczy w języku polskim co innego niż "sprawiający problemy". Niezłym rozwiązaniem byłaby "kłopotliwa cera", tylko kto teraz w ogóle używa słowa "kłopotliwy", jest takie staroświeckie ;)
                            • mela1 Re: Czy można się tu wyżalić? 27.08.12, 09:18
                              Nie napisałam, że pomoc to coś wyjątkowego. W moim środowisku, wśród ludzi w moim wieku często spotykam się z tym, że ktoś oczekuje (mniej lub bardziej wprost) pomocy finansowej od rodziców (np. na zakup mieszkania). W sytuacji, kiedy jest rodzeństwo, zdarza się problem, bo np. mieszkanie po babci jedno i dlaczego on ma dostać, a ja nie. Albo rodzice sfinansowali wesele czy dołożyli się, żeby kredyt był mniejszy. I wcale nie widzę w tym nic złego. A napisałam tylko, że u niego wygląda to odwrotnie - chce zarobić nie tylko, żeby kupić sobie mieszkanie i pomóc rodzicom. Mieszkanie "po babci" jest na siostrę, ale w innym mieście, więc teraz popiera pomysł, żeby rodzice pomogli jej kupić drugie w mieście, w którym mieszka.
                • kk345 Re: Czy można się tu wyżalić? 26.08.12, 16:01
                  > Mogę spróbować. Obawiam się, że jak ja zacznę rozmowę, to okaże się, że on nie
                  > przemyślał i nie ma mi nic do powiedzenia i będzie nowa kłótnia... Nie wiem czy
                  > on jest w stanie zakomunikować coś wprost.

                  Wydaje mi sie, ze to jest duza część waszego problemu- za malo komunikacji, za duzo gdybań. Masz proste rozwiązanie- idź, porozmawiaj z nim, powiedź, co Cię boli, zapytaj, co boli jego- a Ty zamiast iśc prostą drogą przekombinowujesz, wymyślasz mozliwe i niemozliwe scenariusze, gubisz sie w domysłach i dopowiadasz sobie kolejne wątki...

                  Jest taka anegdota:
                  przy stole siedzi małżeństwo, je zupę. Mąż w pewnym momencie pyta: "Nie ma chleba"? Na co zona wybucha- "nie smakuje Ci, nigdy nie lubiles mojej kuchni, najlepiej idź jesć do mamusi, nie kochasz mnie, na pewno masz inną, seks Ci juz nie odpowiada, na pewno chcesz rozwodu"!!!
                  Na co maż jąka zdziwiony- "kochanie, ja tylko pytałem o chleb..."

                  Czy widzisz, że u Ciebie jest podobnie? :

                  > Na tych warsztatach mieliśmy też zrobić mapę swoich dążeń,
                  > opisać swoje cele. Miałam doła, bo wyobraziłam sobie, że w jego mapie nie ma z
                  > wiązku, mnie, domu. Nie wiem tego, ale taka myśl przyszła mi do głowy.

                  Przepieknie dopisałas sobie w głowie cala liste własnych lękow, bez najmniejszych podstaw...

                  BTW- gdyby mi ktokolwiek nakazał stworzenie listy zachowań lub mapy dążeń, pomyslalabym, ze oszalał:)
                  • mela1 Re: Czy można się tu wyżalić? 26.08.12, 16:08
                    Jak próbujesz gadać prawie 3 lata, to doswiadczenie uczy, że próba rozmowy może się skonczyć fiaskiem. Albo przytakiwaniem, z którego nic nie wyniknie.

                    I nikt mi niczego nie kazał, to była propozycja, zgodna zresztą z tym, z czym oboje się zgadzamy. Przynajmniej mapa.

                    I nie idealizuję go. Jeden człowiek może się zachowywać w różny sposób. Opisałam fakty: kupił jedzenie sobie, pomógł siostrze, starał się o leczenie dla matki, popiera pomysł, żeby rodzice dołozyli się do mieszkania siostrze, a jemu nie.
                    • kk345 Re: Czy można się tu wyżalić? 26.08.12, 16:32
                      > Jak próbujesz gadać prawie 3 lata, to doswiadczenie uczy, że próba rozmowy może
                      > się skonczyć fiaskiem. Albo przytakiwaniem, z którego nic nie wyniknie.
                      Tylko po co być z kims, z kim od trzech lat nie da się rozmawiac? I po co z nim zamieszkiwac?

                      > I nikt mi niczego nie kazał, to była propozycja, zgodna zresztą z tym, z czym o
                      > boje się zgadzamy. Przynajmniej mapa.

                      Może i tak, ale jej nie zrobił...

                      > I nie idealizuję go. Jeden człowiek może się zachowywać w różny sposób. Opisała
                      > m fakty: kupił jedzenie sobie, pomógł siostrze, starał się o leczenie dla matki
                      > , popiera pomysł, żeby rodzice dołozyli się do mieszkania siostrze, a jemu nie.

                      Czyli jest nieempatycznym altruistą... Taka sprzeczność...I nie moze sobie wyobrazić, dlaczego Tobie jest źle, ale w pełni rozumie swoją rodzinę.
                      • roza_am Re: Czy można się tu wyżalić? 26.08.12, 16:47
                        > Czyli jest nieempatycznym altruistą... Taka sprzeczność...I nie moze sobie wyob
                        > razić, dlaczego Tobie jest źle, ale w pełni rozumie swoją rodzinę.

                        Może po prostu lepiej sobie radzi z pomaganiem w konkretnych, dużych problemach (choroby, rozpad związku siostry itp. - tu mamy przykłady dotyczące i jego rodziny, i meli) niż w sprawach codziennych (zakupy, sprzątanie).

                        • kk345 Re: Czy można się tu wyżalić? 26.08.12, 19:56
                          > Może po prostu lepiej sobie radzi z pomaganiem w konkretnych, dużych problemach
                          > (choroby, rozpad związku siostry itp. - tu mamy przykłady dotyczące i jego rod
                          > ziny, i meli) niż w sprawach codziennych (zakupy, sprzątanie).
                          Tyle, ze potrzeby jego ukochanej są na równi ze sprawami codziennymi, bo też sobie z nimi nie radzi...
                          • mela1 Re: Czy można się tu wyżalić? 27.08.12, 09:08
                            No błagam, skąd wniosek, że nie umiem sobie jedzenia kupić? Jakoś robię to codziennie. Ja robię zakupy wracając z pracy, on, jak czegoś brakuje, nie ma problemu, żeby pójść o 23. Mnie by się nie chciało. Dziś w ramach chyba zadośćuczynienia poszedł przed 7 po mleko, żebym mogła wypić kawę. Opisałam sytuację kupowania sobie, bo mnie zirytowała, ale tylko w kategoriach myślenia o kimś, a nie pomagania w problemie. Ja naprawdę do spraw codziennych nie potrzebuję faceta. Czy w stereotypowym przykładzie kłótni, kiedy to facet nie chce wynieść śmieci chodzi o to, że kobieta nie umie, nie udźwignie?
                            • kk345 Re: Czy można się tu wyżalić? 27.08.12, 09:41
                              Naprawdę uważasz za normalne, że facet kupił jedzenie tylko dla siebie? Chyba nie, przecież sama piszesz, ze Cię to zirytowało... Przecież doskonale wiem, że potrafisz to zrobić sama, jednak to, że o Tobie nie pomyślał, moim zdaniem kiepsko świadczy o jego empatii i dbaniu o drugą osobę.
                              • roza_am Re: Czy można się tu wyżalić? 27.08.12, 12:08
                                Ale jeśli on jest faktycznie autystyczny, to ten brak empatii nie wynika ze złej woli, tylko z niestandardowego okablowania mózgu. Z innego sposobu postrzegania i przetwarzania bodźców. To jest modyfikowalne, ale tylko w pewnym stopniu. No i nigdy nie będzie tak spontaniczne, jak u osoby z wrodzona empatią. Spontaniczne (np. w sytuacjach stresowych) będzie raczej milczenie i izolowanie się.
        • pierwszalitera Re: Czy można się tu wyżalić? 25.08.12, 12:18
          morela888 napisała:

          > Rozumiem chęć przypodobania się stronie przeciwnej, ale facet, który chce zamie
          > szkać z dziewczyną, w przeszłości mieszkał z inną i wie, że jego zachowanie wo
          > bec niej się zmieni po wspólnym zamieszkaniu (na tyle chyba dorosły człowiek po
          > winien znać siebie samego), powinien ją jakoś do tego przynajmniej spróbować pr
          > zygotować (skoro ją kocha i chce jej dobra).

          Ale ty zakładasz, że on z premedytacją i wiedzą o rychłej zmianie swojego zachowania zwodził ją i oszukiwał. Moim zdaniem ten facet nie należy do aż takiego typu aktora. Przecież on nawet zadowolenia z nieudanego prezentu nie potrafi poudawać. Mela od razu wie, że nie trafiła. Wie też, kiedy on przytula się do niej, by jej zrobić przyjemność, a nie z własnej chęci, a to przecież niezbyt dobrze świadczy o jego zdolnościach teatralnych? Więc bardziej prawdopodona jest sytuacja, że on był romantyczny i wyjątkowo miły z wewnętrznej potrzeby, w fazie silnego zakochania robi się po prostu więcej, ale z czasem hormony opadały i facet stał się normalny. To nie znaczy, że niezaangażowany, bo na miejsce burzy hormonów przyszło coś innego, równie mocnego i ważnego, ale do skakania z lampy to już nie wystarczy.

          > Meli w tym wątku usłyszała jakie np. popełnia wobec niego błędy. Czy on usłysza
          > ł od kogoś jak trudno żyje się komuś takiemu jak meli z taką "nieobecną" osobą
          > pod jednym dachem?

          Jak napisał już ktoś w tym wątku, chłopak meli tego nie przeczyta, więc wszelkie rady skierowne w jego stronę są o kant zadka trzasnął. Jego więc nie możemy "wychowywać", tylko musimy traktować go w dyskusji takim jakim jest.
        • morela888 Re: Czy można się tu wyżalić? 25.08.12, 21:19
          Nie chodziło mi o to, że jest życiowym aktorem. Tego nie twierdzę. Twierdzę, że takie godowe "zdobywanie" (mela pisała chyba, że starał się o nią jak żaden chłopak wcześniej) i zachęcanie do wspólnego zamieszkania w wykonaniu osoby, która normalnie zaszywa się z pokoju i de facto woli swojej dziewczyny nie widzieć chyba wcale jest dwulicowe. Dwulicowe, bo literalnie pokazujące 2 oblicza tej samej osoby. Zaznaczam: rozumiem, że ludzie się zmieniają i że w ferworze uczuć robią różne rzeczy.

          Może ja też za bardzo biorę do siebie takie postawy, bo też się na nich parę razy przejechałam ;-) A co tam, też się tu uzewnętrznię. Otóż ja mam tak, że na początku znajomości okazuję raczej mało zainteresowania (np. właściwie każdy mój facet mówił mi pierwszy "kocham cię" i musiał sporo czekać aż ja mu powiem to samo), na początkowych randkach z facetami, którzy mi się podobają nie mogę wytrzymać za długo, bo czuję po jakimś czasie, że muszę iść do domu i tam przemyśleć, czy to jak coś ma sens i wtedy ewentualnie spotkać się po raz kolejny (faceci często mi się tu wykruszali, bo odbierali to jako odrzucanie ich). I mimo tego 2 razy zdarzyło mi się, że faceci za mną łazili, starali się (każdy z nich zwrócił tym dopiero moją uwagę, wcześniej ich nie zauważałam) i wtedy, gdy po jakimś czasie zaczynałam coś do nich czuć mówili: "ale ja od początku chciałem tylko się z tobą przespać". Zawsze wtedy czułam się bardzo oszukana. Po co tak się wysilali skoro tylko o seks im chodziło? Może dlatego, że sama dla przespania się z kimś kto mnie nie interesuje jestem w stanie zrobić mało albo nic. Zatem brałam ich starania za oznakę "czegoś" a to było nic. I uważam, że ich zachowanie nie było fair, bo skoro chodziło o seks i nic więcej, to mogli we mnie nie zaszczepiać zainteresowania nimi. Fair by było chyba tylko wtedy gdyby od razu, gdy mnie poznawali mówili o co im chodzi.
          Zapewne (no dobra, na 100%) spotykaliby się wtedy z moją odmową, więc wnioskuję, że starali się zmaksymalizować swoje szansę na seks ze mną. Ale mimo wszystko czułam się oszukana w każdym w tych przypadków i w sumie nie wiem co robiłam źle (a z zakochania leczę się miesiącami, więc to było tak, że wdzierali się w moje życie, starali się by wreszcie oświadczyć swoje zamiary i zniknąć zostawiając mnie psychicznie trochę poturbowaną-nie wiem jak to mogłoby być w porządku wobec mnie, ani jak w przyszłości unikać takich sytuacji).

          Wracając do meli. W to, że winne wszystkiemu są jego problemy w pracy za bardzo nie wierzę, bo wg mnie znamienne jest to, że nie wpłynęły one na stopień zainteresowania żadną chyba inną osobą niż mela. Nie zachowuje się depresyjnie skoro sesji RPG, siłowni i spotkań z kolegami sobie nie odpuszcza. No chyba, że mela w tajemnicy przed nim założyła konkurencyjne przedsiębiorstwo, podbiera mu klientów i za to ją tak karze ;-)

          • pierwszalitera Re: Czy można się tu wyżalić? 25.08.12, 22:17
            morela888 napisała:

            I mimo te
            > go 2 razy zdarzyło mi się, że faceci za mną łazili, starali się (każdy z nich z
            > wrócił tym dopiero moją uwagę, wcześniej ich nie zauważałam) i wtedy, gdy po ja
            > kimś czasie zaczynałam coś do nich czuć mówili: "ale ja od początku chciałem ty
            > lko się z tobą przespać". Zawsze wtedy czułam się bardzo oszukana. Po co tak s
            > ię wysilali skoro tylko o seks im chodziło?

            Ok, skoro się uzewnętrzniasz to ja też to zrobię i napiszę ci co ja o tym myślę. Otóż ja zawsze byłam dosyć atrakcyjną dziewczyną, która nie mogła skarżyć się na brak męskiego zainteresowania. Przyzwyczajona byłam więc stale do podrywu, zagadywania, prób fiirtów, zdobywania, zaproszeń, a często nawet natręctwa i fizycznych ataków. Bo facetom wydaje się często, że ładna dziewczyna jest ładna by podniecać męskie oko i jak się uśmiechnie, to znaczy, że zaprasza do erotycznej gry. W pewnym sensie przyjmowałam więc zawsze w stosunku do facetów postawę bardzo ostrożną i sceptyczną. Nigdy nie mogłam być bowiem pewna, czy dostawia się do mnie, bo mnie lubi jako osobę, czy tylko działam na niego seksualnie. Albo czy nie stymuluję tylko jego męskiego instynktu łowczego, bo ładna dziewczyna, to przcież fajna zdobycz, dekoracja i ozdobnik. Dobrze się z taką pokazać i głupotą byłoby taką okazję przepuścić, trzeba próbować a nóż widelec mu się uda, pewnie nie na długo, bo ładne dziewczyny ma się na krótko, zawsze znajdzie się bowiem jakiś lepszy od niego samiec, który mnie odbije, więc on na pewno nie będzie się angażować. Dlatego ja na wszelki wypadek nigdy, przenigdy nie dawałam się nikomu zdobyć. Faceci, którzy o mnie zabiegali, nie interesowali mnie ani odrobinę. Tak na wszelki wypadek, bo nie miałam zamiaru przekonać się dokładnie tak jak ty, po fakcie, czy chodziło im o coś poważnego, czy jednak o któryś z wyżej nazwanych przez mnie motywów. Wszystkich partnerów wybierałam sobie więc zawsze sama i bardzo, bardzo starannie. Jak byłam już pewna, że to ten, to ja się o niego starałam, zdobywałam i nie miałam z tym żadnych problemów, że norma społeczna funkcjonuje u nas odwrotnie. Po prostu mój sposób lepiej się dla mnie sprawdzał. Każde takie podejście kończyło się u mnie mniej lub bardziej poważnym związkiem i o żadnym nie myślę dziś z niesmakiem. Poleciłabym ten sposób każdej kobiecie, przestańcie zachowywać się jak księżniczki do zdobycia i wybieracje sobie waszych facetów same. My kobiety mamy do tego lepszego nosa i rzadziej się mylimy. To nieprawda, że najlepszy jest facet, który się najbardziej o nas stara. Może się bowiem zdarzyć, że jesteśmy dla niego tylko ambitnym zadaniem do wykonania i jego motywy nie mają nic wspólnego z miłością.
            • mela1 Re: Czy można się tu wyżalić? 25.08.12, 22:44
              Wiesz, każda ma inna atrakcyjność, inaczej działa na facetów, inne mozliwości wyboru. Ja mam odwrotne doświadczenia. Faceci za mną nie latali, mi się zdarzało. I lepsze efekty były brania faceta, który musiał się starac niz takiego, o którego ja się starałam, bo wtedy czuł się zbyt pewny siebie. Były i wpadki - zabiegali, ja spragniona uczucia myślałam, że to na poważnie, a on uciekał. Ja się bardzo angażuję. Więc jak facet mi się strasznie podoba, to nie umiem tego ukryć. A jak on zabiega, a ja nawet nie jestem zainteresowana, to widocznie jestem fajniejsza, bardziej naturalna i wyluzowana.
              Są widac dwie szkoły, u każdej co innego działa.
              • pierwszalitera Re: Czy można się tu wyżalić? 25.08.12, 23:06
                mela1 napisała:

                Więc jak facet mi się strasznie podoba, to nie umiem tego ukr
                > yć.

                A to trzeba ukrywać? ;-) Ok, zdaję sobie sprawę, że tysiącleciami wpajano nam w śliczne główki, że to chłopak ma się starać, a kobieta ma udawać niedostępną, ale jakoś nie wierzę, że zarówno kobiety jak i mężczyźni z takiego podziału ról długoterminowo mają korzyści. Niedoświadczeni faceci będą pewnie nieco zdziwieni, gdy to kobieta będzie wykazywała jako pierwsza zainteresowanie, ale w dojrzalszym wieku mężczyzna docenia sytuację, w której się o nich zabiega. Niekiedy staje się tak wdzięczy, że się kompletnie od takiej kobiety uzależnia. ;-)

                A jak on zabiega, a ja nawet nie jestem zainteresowana, to widocznie jestem
                > fajniejsza, bardziej naturalna i wyluzowana.

                No dobrze, ale co ty z tego masz, że dajesz się zdobyć facetowi, który cię nie interesuje, albo zupełnie do ciebie nie pasuje? Na początku masz może mniej stresu, ale później o wiele więcej.
            • yaga7 Re: Czy można się tu wyżalić? 25.08.12, 23:51
              Yyy, no proszę, a mnie się wydawało, że właśnie normalne jest to, że to kobiety sobie wybierają facetów :)
              A tu się okazuje, że to jednak nie jest tak typowe, jak sądziłam.
              • jul-kaa Re: Czy można się tu wyżalić? 26.08.12, 08:39
                Ludzie są różni, mają różne potrzeby i różne zachowania się u nich sprawdzają. Nie ma uniwersalnej recepty na szczęście w związku. Mnie mój mąż zdobywał długo, usilnie i uparcie. Drażnił mnie i wkurzał, irytował i denerwował, wydawał mi się niedojrzałym gówniarzem. Nic mnie w nim początkowo nie pociągało. Trochę dla świętego spokoju się z nim spotykałam i okazało się, że to (dla mnie) najlepszy człowiek na świecie. Zakochałam się jak nastolatka dopiero po jakimś czasie. Jesteśmy 4 lata po ślubie, ponad 8 razem, mamy dwuletnie dziecko (piszę o tym, bo dziecko to często spore wyzwanie dla pary, nam udaje się być rodzicami bez większych szkód dla związku;)). I nadal uważam, że mąż jest najlepszym, co mnie w życiu spotkało, a co sama bym pewnie zignorowała, bo po prostu nawet nie chciałam go poznać.
                • pierwszalitera Re: Czy można się tu wyżalić? 26.08.12, 11:47
                  jul-kaa napisała:

                  > Ludzie są różni, mają różne potrzeby i różne zachowania się u nich sprawdzają.
                  > Nie ma uniwersalnej recepty na szczęście w związku. Mnie mój mąż zdobywał długo
                  > , usilnie i uparcie. Drażnił mnie i wkurzał, irytował i denerwował, wydawał mi
                  > się niedojrzałym gówniarzem. Nic mnie w nim początkowo nie pociągało. Trochę dl
                  > a świętego spokoju się z nim spotykałam i okazało się, że to (dla mnie) najleps
                  > zy człowiek na świecie.

                  Być może wyjątek potwierdza regułę. ;-) Albo twój facet widział od samego początku w tobie tą kompatybilność, która sprawiła, że tak dobrze się teraz rozumiecie. Ja pisałam o moich doświadczeniach i z mojej perspektywy, bo po prostu nie mogłam wierzyć, że każdy facet, który na mnie reaguje, się dostawia i pokazuje, że mu zależy, będzie dla mnie dobrym partnerem. A faceci, szczególnie ci młodsi, reagują mocno na seksualne bodźce i bardzo często mylą hormonalne odurzenie z prawdziwym zainteresowaniem. Ośmielę się nawet zaryzykować tezę, że wielu woli spotykać się z atrakcyjną laską i jej osobowość jest im całkowicie obojętna, niż z dziewczyną może nie tak pociągającą, ale o wiele lepiej do nich dopasowaną. Już niejeden facet bardzo się rozczarował, bo zdobył taką mocno kręcącą go laskę, a po kilku latach małżeństwa, gdy wygląd i seks przestały być najważniejsze, okazało się, że ta kobieta była nieporozumieniem. Co oboje boleśnie odczuwają, bo ona też nie potrafi zrozumieć dlaczego on przestaje o nią walczyć i zabiegać. I często dopiero wtedy zaczyna zastanawiać się, co ona w nim w ogóle widziała. A ona dała się tylko zbałamucić jego staraniom, bo tak ładnie łaskotały jej ego i czuła się tak wspaniale potwierdzona w swojej wartości. I dlatego zalecam kobietom przyjrzenie się dobrze facetowi, bo naprawdę nie można polegać na tym, że on chcąc nas i zabiegając o nas, na pewno wie, z jakiego powodu to robi. To w pewnym sensie wyrachowanie z mojej strony, ale zakładając z góry, że faceci chcą mnie tylko zaliczyć i liczba poświęconej mi uwagi, godzin lub pieniędzy nie gra tu istotnej roli, bo wcale nie przekłada się na stopień zaangażowania, zaoszczędziłam sobie rozczarowań, o których pisała morela. Nie oznacza to, że uważam facetów za powierzchownych i kierujących się jedynie przyrodzeniem, podobnie jak kobiety mają oni tylko czasem trudności wyjścia ze schematu, oni często nie potrafią inaczej. A ja zamiast po fakcie psioczyć na niesprawiedliwy świat, czytać wzdychając książki, że oni z Marsa, a my z Wenus, albo płakać w poduszkę, że znowu głupia dałam się złapać i wykorzystać, wolałam być przygotowana.
                  • pinupgirl_dg Re: Czy można się tu wyżalić? 26.08.12, 12:08
                    Hmm, jak dla mnie to trochę inna bajka, po pomylić seks z kompatybilnością rzeczywiście jest łatwo i nam, kobietom, też się to zdarza. Zresztą sama nie wiem, czy zawsze można tu mówić o pomyłce, dobry seks jest dla wielu ludzi bardzo ważny w związku. Ale co innego od początku wiedzieć, co jest grane i wmawiać drugiej osobie, że chodzi o braterstwo dusz i głębię jej oczu.
                    • pierwszalitera Re: Czy można się tu wyżalić? 26.08.12, 12:28
                      pinupgirl_dg napisała:

                      > Hmm, jak dla mnie to trochę inna bajka, po pomylić seks z kompatybilnością rzec
                      > zywiście jest łatwo i nam, kobietom, też się to zdarza. Zresztą sama nie wiem,
                      > czy zawsze można tu mówić o pomyłce, dobry seks jest dla wielu ludzi bardzo waż
                      > ny w związku.

                      Ja nie napisałam, że seks przy wyborze partnera jest nieważny. Ale prawdę mówiąc, bardziej interesuje mnie moje pożądanie niż zaspokajanie napalenia chętnych adoratorów. Jeżeli ja się pomylę, to mieliśmy oboje przynajmniej wspomnienie gorącej przygody, bo faceci się raczej nie obrażają za traktowanie ich jako obiektów seksualnych. ;-)
                      • pinupgirl_dg Re: Czy można się tu wyżalić? 26.08.12, 18:59
                        > Jeżeli ja się pomylę, to mieliśmy oboje przynajmniej wspomnienie go
                        > rącej przygody, bo faceci się raczej nie obrażają za traktowanie ich jako obiek
                        > tów seksualnych. ;-)

                        Nie generalizowałabym ;). Mężczyźni też mają uczucia (chociaż czasami sama w to wątpię ;) ), ich również całkiem łatwo zranić obiecując coś więcej, niż jest. Owszem, całkiem sporo jest tych, którzy po prostu lubią ten sport i jak trzeba, to potrzymają za rękę i popatrzą czule w oczka, ale są też tacy, którzy to potraktują poważnie i będą zranieni. Nie wspominając o ambicji, jeśli dziewczyna po kilku nocach go odstawia na bok, to pewnie nie sprawdził się jako mężczyzna i kochanek. Myśl, że ktoś to potem musiał odchorować psuje mi wspomnienia.
                        • pierwszalitera Re: Czy można się tu wyżalić? 26.08.12, 19:37
                          pinupgirl_dg napisała:

                          > Nie generalizowałabym ;). Mężczyźni też mają uczucia (chociaż czasami sama w to
                          > wątpię ;) ), ich również całkiem łatwo zranić obiecując coś więcej, niż jest.
                          > Owszem, całkiem sporo jest tych, którzy po prostu lubią ten sport i jak trzeba,
                          > to potrzymają za rękę i popatrzą czule w oczka, ale są też tacy, którzy to pot
                          > raktują poważnie i będą zranieni. Nie wspominając o ambicji, jeśli dziewczyna p
                          > o kilku nocach go odstawia na bok, to pewnie nie sprawdził się jako mężczyzna i
                          > kochanek. Myśl, że ktoś to potem musiał odchorować psuje mi wspomnienia.

                          Nie wykluczam, że tacy faceci też istnieją, mnie osobiście coś takiego się nie zdarzyło. Potwierdza to znowu moje przekonanie, że zarówno do miłości, jaki i do seksu facetów należy dobierać ostrożnie. ;-)
                  • jul-kaa Re: Czy można się tu wyżalić? 26.08.12, 16:13
                    pierwszalitera napisała:
                    > Już niejeden facet bardzo się rozczarował, bo zdobył taką mocno kręcącą go
                    > laskę, a po kilku latach małżeństwa, gdy wygląd i seks przestały być najważniej
                    > sze, okazało się, że ta kobieta była nieporozumieniem.

                    Na podstawie obserwacji wielu znajomych par odnoszę wrażenie, że zarówno mężczyźni, jak i kobiety (myślę, że duży procent z nich) podejmując decyzję odnośnie do zamążpójścia (czy wejścia w długotrwały i brzemienny w konsekwencje związek) biorą pod uwagę inne czynniki niż te, które potem okazują się (dla nich!) ważne. Dla mężczyzny niech będą to bodźce seksualne, kobiety zaś w moim odczuciu (za) często kierują się "machowatością" (to też chyba bodziec seksualny będzie), przez którą rozumiem siłę fizyczną i jej (nad)używanie, hiperbolizowaną męskość, małomówność w kwestiach emocjonalnych, organizacyjnych itp., czasem zaradność finansową. Kobiety również (jak piszesz) miewają problem z wyjściem ze schematu i w moim odczuciu ponoszą tego poważne (poważniejsze niż mężczyźni?) konsekwencje, które ze zdwojoną siłą dają o sobie znać, kiedy pojawiają się dzieci. Wtedy wyjątkowo trudno żyć z kimś, kto ma inne priorytety, pomysły na wychowanie, stosunek do świata itd. Zaryzykuję stwierdzenie, że kryzysy w związku, które dość często się pojawiają z przyjściem na świat dzieci, są związane właśnie z niewłaściwym doborem partnera. Wcześniej na różne rzeczy łatwiej było przymknąć oko, jak jest dziecko, staje się to prawie niemożliwe.

                    Ale z drugiej strony muszę przyznać, że takie obserwacje, jak opisujecie, prowadzę poza swoim środowiskiem. W moim otoczeniu powodzenie miały ciekawe, inteligentne, dowcipne dziewczyny, niekoniecznie wyjątkowo urodziwe. Ładne zaś, ale nie mające dużo do zaoferowania, koledzy podziwiali, rozmawiali o nich, ale nie mieli ochoty na nic więcej.
                    W sumie tylko takie doświadczenia miałam i mam. To chyba pewien ewenement, jak tak czytam, co piszecie.
                    • yaga7 Re: Czy można się tu wyżalić? 26.08.12, 16:31
                      Ale myślisz, że można wyjść za mąż w oparciu o czynniki, które się mogą okazać ważne dopiero za jakiś czas? Przecież nie możemy przewidzieć przyszłości i tego, co będzie dla nas ważne za x lat.

                      To znaczy wiem, że są osoby, które wychodząc za mąż, szukają ojca dla swoich dzieci, a nie męża dla siebie, ale nie wiem, czy to o to chodzi?
                      Są też małżeństwa, które się swata, dobierając przyszłych małżonków w sposób odpowiedni - w takim przypadku pewnie też się uwzględnia te czynniki, które mogą być ważne z x lat.

                      Zaryzykuję stwierdzenie, że kryzysy w związku, które d
                      > ość często się pojawiają z przyjściem na świat dzieci, są związane właśnie z ni
                      > ewłaściwym doborem partnera. Wcześniej na różne rzeczy łatwiej było przymknąć o
                      > ko, jak jest dziecko, staje się to prawie niemożliwe.
                      >

                      No ale skoro przed dziećmi partner był właściwy, to równie dobrze mogłoby się okazać, że partner, który po dzieciach byłby właściwy, przed dziećmi właściwy by nie był - nie? ;)
                      Mnie z kolei wydaje się, że kryzysy bardziej związane są z tym, że ludzie zmieniają się inaczej i po prostu zaczynają iść różnymi drogami. O ile na początku małżeństwa mogli być w tym samym miejscu, o tyle po paru latach, czy po urodzeniu dziecka może się okazać, że jedna strona się zmieniła, druga nie i tu leży problem. Ale wydaje mi się, że tego się nie da z góry przewidzieć.

                      Ale w sumie to temat na kolejny wątek.
                      • jul-kaa Re: Czy można się tu wyżalić? 26.08.12, 17:29
                        yaga7 napisała:
                        > To znaczy wiem, że są osoby, które wychodząc za mąż, szukają ojca dla swoich dz
                        > ieci, a nie męża dla siebie, ale nie wiem, czy to o to chodzi?

                        Zupełnie nie o to mi chodziło :) Nie mam na myśli dobierania sie w pary pod kątem wychowywania potomstwa i tego, jakim ojcem będzie nasz wybranek. To też jest ważne (o ile w ogóle potomstwo planujemy), ale niekoniecznie najważniejsze. Jeśli ludzie w ogóle potrafią się dogadać, to i w kwestii wychowania dziecka są w stanie osiągnąć kompromis. Jednak w takich parach, o jakich pisała pierwszalitera, w których facet kierował się głównie urodą, a kobieta zabieganiem o nią, raczej na to dogadanie szanse są mniejsze.

                        > No ale skoro przed dziećmi partner był właściwy,

                        No właśnie moim zdaniem niekoniecznie był, tylko to nie wychodziło tak wyraźnie. Wyszłoby pewnie tak czy siak, tylko po prostu później.

                        > Mnie z kolei wydaje się, że kryzysy bardziej związane są z tym, że ludzie zmien
                        > iają się inaczej i po prostu zaczynają iść różnymi drogami.

                        To na pewno też, ale moim zdaniem w dobrym związku, w którym obu stronom zależy na utrzymaniu go, takie zmiany są możliwe do zaakceptowania. Ludzie zmieniają się nie tylko solo, ale też niejako wobec siebie i ze sobą. Jeśli obojgu zależy na związku, nie mają problemów komunikacyjnych, te zmiany u obu stron mogą iść ze sobą w parze lub się uzupełniać

                        > Ale w sumie to temat na kolejny wątek.

                        Zgadzam się :)
                    • pierwszalitera Re: Czy można się tu wyżalić? 26.08.12, 16:48
                      jul-kaa napisała:

                      > Ale z drugiej strony muszę przyznać, że takie obserwacje, jak opisujecie, prowa
                      > dzę poza swoim środowiskiem. W moim otoczeniu powodzenie miały ciekawe, intelig
                      > entne, dowcipne dziewczyny, niekoniecznie wyjątkowo urodziwe. Ładne zaś, ale ni
                      > e mające dużo do zaoferowania, koledzy podziwiali, rozmawiali o nich, ale nie m
                      > ieli ochoty na nic więcej.

                      Nie przeczę, że mniej urodziwe dziewczyny mogę mieć spore wzięcie u mężczyzn. W końcu wielkie uwodzicielki takie jak Wallis Simpson, Anaïs Nin, czy Gala Dali w ogóle nie były pięknościami. Tu chyba chodzi o pewien rodzaj seksualnej atrakcyjności, który związany jest po części z urodą, ale nie tylko. Z drugiej strony, gdyby było tak jak piszesz, że urodziwe, ale niezbyt mądre dziewczyny nie wzbudzały aktywnego zainteresowania mężczyzn, to nie byłybyśmy świadkami związków wielu mężczyzn świata sukcesu z gwiazdkami mającymi do zaoferowania tylko ciało. Więc uroda, nawet gdy wywołuje komplikacje, o którch pisałam, jest na pewno atutem nie do pogardzenia. A jeżeli uroda u kobiety trafi na odrobinę główki, to ma ona na pewno większy wybór potencjalnych partnerów. Nie mówimy tu przecież o kobietach mających tylko tyłek, inteligencja i uroda w ogóle się nie wykluczają.
                      • jul-kaa Re: Czy można się tu wyżalić? 26.08.12, 21:11
                        pierwszalitera napisała:
                        > Z drugiej
                        > strony, gdyby było tak jak piszesz, że urodziwe, ale niezbyt mądre dziewczyny
                        > nie wzbudzały aktywnego zainteresowania mężczyzn, to nie byłybyśmy świadkami zw
                        > iązków wielu mężczyzn świata sukcesu z gwiazdkami mającymi do zaoferowania tylk
                        > o ciało.

                        Ależ ja nic takiego nie pisałam, wręcz odwrotnie, potwierdzałam Wasze spostrzeżenia, tylko dodałam, że "takie obserwacje, jak opisujecie, prowadzę poza swoim środowiskiem". Bo rzeczywiście niewielu poznałam bliżej ludzi, którzy ceniliby głównie urodę. Wręcz mam czasem wrażenie, że wyjątkowo urodziwe kolezanki wcale nie mają łatwiej (mimo głowy na karku), tylko trudniej, bo ich uroda zachęca nie taki typ mężczyzn, jaki jest przez nie pożądany. To zresztą potwierdzają koledzy, mówiąc, że uroda bywa onieśmielająca lub w pewien sposób wyzywająca lub pobudzająca do działań innych niż prozwiązkowe (a na takie zachowania chętkę by miały koleżanki). Więc znów się zgadzam, że wyjątkowo atrakcyjne fizycznie kobiety chyba rzeczywiście powinny same zdobywać, a nie być zdobywane, bo tych zdobywających jest zbyt dużo, by byly w stanie odsiać plewy ;)
                        Jeśli zakręciłam, to chętnie wytłumaczę, bo mnie samą zainteresowała właśnie wysnuta teoria ;)
                • satia2004 Re: Czy można się tu wyżalić? 26.08.12, 14:21
                  jul-kaa napisała:
                  > Ludzie są różni, mają różne potrzeby i różne zachowania się u nich sprawdzają.
                  > Nie ma uniwersalnej recepty na szczęście w związku. Mnie mój mąż zdobywał długo
                  > , usilnie i uparcie. Drażnił mnie i wkurzał, irytował i denerwował, wydawał mi
                  > się niedojrzałym gówniarzem. Nic mnie w nim początkowo nie pociągało. Trochę dl
                  > a świętego spokoju się z nim spotykałam i okazało się, że to (dla mnie) najleps
                  > zy człowiek na świecie. Zakochałam się jak nastolatka dopiero po jakimś czasie

                  Ja się zastanawiam czy w ogóle jest związek, między tym kto się pierwszy, bardziej lub w ogóle stara z późniejszą jakością związku. Ja mojego partnera znam jeszcze z liceum i gdyby wtedy ktoś mi powiedział, że będziemy razem to bym go po prostu wyśmiała :D Owszem - byliśmy przyjaciółmi, on nawet w pewnym momencie był mną zauroczony ale w życiu żadne z nas by nie pomyślało, że z tego cokolwiek będzie. Wyszło dopiero po latach. Gdyby spróbować określić, które z nas starało się o drugie to trzeba by powiedzieć - żadne :D Poszło ewolucyjnie. Takie 'zakochanie jak nastolatka' to poczułam... po roku oficjalnego bycia razem :D
            • morela888 Re: Czy można się tu wyżalić? 26.08.12, 21:20
              Wg mnie pierwszalitera bardzo dobrze kobietom (w tym mi) radzi. I w swoim życiu też zdobywania facetów próbowałam i próbuję aktualnie ;-) Z różnym skutkiem. Przyznam, że część z nich wtedy np. za szybko osiada na laurach a inni niemal obrażają się, że przejmuję pałeczkę (1 z tego powodu zupełnie zerwał ze mną kontakt, a bardzo sobie ceniłam jego towarzystwo/jego jako człowieka-ponieważ tego zerwania kontaktu do dziś mu do końca nie wybaczyłam, tj. tego, że po prostu mnie wtedy odstawił ze swojego życia, tak, jakbym ja nic nie miała tu to gadania, aktualnie planuję uprzykrzenie jego życia propozycją spotkania i zmuszenia go by spojrzał mi teraz w oczy). Więc no różne osiągałam skutki. Zobaczymy jak się skończą moje aktualne potyczki ;-)

              Co by jednak postawić sprawę jasno: ci dwaj, o których pisałam poprzednio nie stosowali w stosunku do mnie "godowych chwytów" w typie kwiatów, bombonierek i romantycznych randek. Po prostu się mną interesowali, starali się ze mną rozmawiać gdy była okazja, załapać wspólny temat, powiedzieć coś o sobie. Więc to nie było tak, że poleciałam na nich, bo mnie kupili gadżetami czy swoim poświęceniem. W sumie przeciwnie: oceniłam ich zachowania jako właśnie bezpiecznie, zdrowo normalne.
              Ale też nie byłam bez winy. Mogłam się tego i owego domyśleć, połączyć fakty (a konkretnie: opinie pewnych ludzi o nich), widocznie nie chciałam tego już potem zrobić i łudziłam się, że ludzkie gadanie mało warte jest (przecież często to prawda).

              Sądzę, że równie ważną radą jak ta, by facetów czasem próbować zdobywać/wybierać sobie jest ta, by nauczyć się kobiecego flirtowania. Otóż pierwsze moje próby zdobywania facetów były zbyt wprost, zbyt ciężkie i siermiężne. Przez to zwykle nieskuteczne (bo skuteczne mogły być chyba tylko na tych gruboskórnych ;-). I tu opiszę przykładową sytuację, gdy nie byłam już tak "niezdarna".
              Gdy z 1 chłopakiem trochę już się znaliśmy i flirtowaliśmy, to po tym gdy się zauważyliśmy w 1 miejscu, uśmiechnęliśmy do siebie i było wiadomo, że zaraz nastąpi moment, gdy któreś z nas podejdzie do drugiego, to ja podchodziłam i zaczynałam mówić. I tego konkretnego chłopaka to zrażało do mnie jako zbytnia siermiężność moich zachowań (czy nie zostawianie mu pola do popisu, a on działał wolno i trzeba było mieć cierpliwość by czekać na jego gest ;-)
              Wtedy kolega nauczył mnie sztuczki markowania kroku, czyli takiego albo uśmiechu, który mówi: "widzę cię, zaraz może delikatnie podejdę", albo no dosłownego markowania kroku, które skutkuje tym, że jako 1 podchodzi chłopak a nie ja. I na tamtego to działało.
              Gdybym miała dostęp do jakichś nowych, obszerniejszych źródeł wiedzy o takim flirtowaniu niż to co mi tamten kolega powiedział (np. gdyby istniała taka książka) to myślę, że nie wahałabym się nad jej zakupem ;-)
              Innymi słowy: zdobyć faceta też nie jest tak łatwo, też są różni.

              Sądzę, że ważne dla uchronienia się przez atrakcyjną dziewczynę przed takim wykorzystaniem z jakim ja się spotkałam jest powiedzenie sobie samej wprost: "jestem atrakcyjna, więc potencjalnie jestem bardziej narażona na to, że będą się mną interesować podejrzane typki o niezbyt dobrych zamiarach". Czyli mieć tego świadomość a nie wahać się: "nie, ja nie jestem taka ładna, gdyby chodziło mu tylko o to, to jest tyle ładniejszych kobiet". Przecież wiele dziewczyn wychowuje się w duchu takiej "samoniedowartościującej" skromności. Mnie chyba też.
              Albo więcej: dobrze by było gdyby np. matki więcej z córkami o facetach i ich zamiarach rozmawiały tak rzeczowo.
              W sumie to powinna być norma a jak patrzę na koleżanki to u nich też tak nie było.

              I jeszcze odnośnie pozwalania się zdobyć. Najlepszy partner jakiego do tej pory miałam zdobył mnie mimo tego, że-znowu-mało mnie interesował i obchodził, ale swoim zachowaniem doprowadził np. do pocałunku (a mi było wtedy głupio się od niego uchylać z określonych powodów), po czym uznałam: "nie będę się przecież z każdym całować. Czyli chyba klamka zapadała, jest za późno z wybieraniem tu sobie faceta, zobaczymy co z tego wyjdzie". No i-jak napisałam-wyszedł z tego facet do tej pory najlepszy jakiego miałam. Najlepiej mnie traktujący, najfajniej czas ze mną spędzający, najlepiej planujący i najmniej problematyczny w pożyciu jak do tej pory. Myślę, że on miał podobne odczucia co do mnie. Czyli jednak czasem warto także dać się zdobyć, choć jestem w pełni świadoma, że po prostu miałam kupę szczęścia, że okazał się kim okazał. Równie dobrze mogłam trafić na wielkiego drania
              Karma chyba robi swoje ;-)
              • pinupgirl_dg Re: Czy można się tu wyżalić? 27.08.12, 22:43
                > Sądzę, że równie ważną radą jak ta, by facetów czasem próbować zdobywać/wybiera
                > ć sobie jest ta, by nauczyć się kobiecego flirtowania. Otóż pierwsze moje próby
                > zdobywania facetów były zbyt wprost, zbyt ciężkie i siermiężne. Przez to zwykl
                > e nieskuteczne (bo skuteczne mogły być chyba tylko na tych gruboskórnych ;-).
                > I tu opiszę przykładową sytuację, gdy nie byłam już tak "niezdarna".
                > Gdy z 1 chłopakiem trochę już się znaliśmy i flirtowaliśmy, to po tym gdy się z
                > auważyliśmy w 1 miejscu, uśmiechnęliśmy do siebie i było wiadomo, że zaraz nast
                > ąpi moment, gdy któreś z nas podejdzie do drugiego, to ja podchodziłam i zaczyn
                > ałam mówić. I tego konkretnego chłopaka to zrażało do mnie jako zbytnia siermię
                > żność moich zachowań (czy nie zostawianie mu pola do popisu, a on działał wolno
                > i trzeba było mieć cierpliwość by czekać na jego gest ;-)

                Nie wiem, czy Cię to pocieszy, ale mi też zaloty idą dość opornie ;). Miałam nadzieję, że więcej nie będę musiała przez to przechodzić, ale po wczorajszej rozmowie widzę, że chyba jednak, a kompletnie wyszłam z wprawy, jeśli w ogóle jakąś wprawę kiedykolwiek miałam.
                Miałam przyjaciółkę, zawsze otoczoną wianuszkiem facetów (a z tego wianuszka wybrała faceta, który ją traktował po prostu strasznie, naprawdę nie do opisania, ale to inna sprawa). Była naprawdę śliczna, ale mówiła, że jej tajemnica tkwi właśnie w tym, że jest odważna, jak ma ochotę kogoś poznać, to podchodzi i nawija, bez żadnych dodatkowych markowanych kroków :). Ja wtedy miałam problem, żeby zapytać o drogę, ale dało mi to do myślenia, co powiedziała i zaczęłam próbować, mniej lub bardziej niezdarnie. I reakcje były różne. W niektórych wypadkach to naprawdę działa, o dziwo. Są też tacy, którzy zaczynają nerwowo oglądać swoje lakierki, wymigują się i tyle ich widziałam. Są jeszcze tacy, którzy na jakąkolwiek inicjatywę reagują spojrzeniem, jakim się obdarza psie odchody na wiosnę (tych od razu skreślam). Może nie jestem tak atrakcyjna, jak ta koleżanka, może nie mam też takiej gadki, ale poznałam w ten sposób paru fajnych facetów. Nie zawsze coś z tego wychodziło (wręcz zwykle nie) i nie zawsze moje zaczepki się spotykały z ciepłym przyjęciem, ale w sumie nie żałuję.
                • slotna Re: Czy można się tu wyżalić? 28.08.12, 00:43
                  > Nie wiem, czy Cię to pocieszy, ale mi też zaloty idą dość opornie ;).

                  O, i tu powinno byc "mnie" :D Bo chodzi o to, ze TOBIE tez zle ida, nie tylko Moreli.
          • pinupgirl_dg Re: Czy można się tu wyżalić? 26.08.12, 00:01
            To skoro się wywnętrzamy - u mnie to zwykle jakoś tak równo szło, poza moim obecnym, bo akurat byłam zajęta, gdy się poznaliśmy, ale nic nie wywalczył, dopiero, jak poprzedni związek się skończył, to spojrzałam na niego inaczej. Ale przyznam, że żaden facet tak uczciwie mi nie powiedział, że chodziło o seks, raczej wymyślali jakieś idiotyczne wykręty, bardziej chyba dla siebie, niż dla mnie ;). I tak, to było dla mnie oszustwo. Teraz bym się na to nie nabrała, ale wtedy to co innego i też sporo łez poszło w poduchę. Raz jeden facet był ze mną dla pieniędzy, to mnie już bardziej rozbawiło, niż podłamało.
            Ale wątpię, że ten facet przez trzy lata by oszukiwał, żeby się teraz z Melą użerać ;). Coś jednak musi go w niej kręcić.
    • fanaberia.fanaberia Zanim opadnie 24.08.12, 23:10
      ostatni zwiwisekcjonowany płatek, położę to tutaj.

      I niech Ci wreszcie te kwiaty w oknie zakwitną, Melu.
    • yaga7 Re: Mistrzyni w akcji ;) 25.08.12, 12:40
      :D

      No proszę, jak bardzo ludzie są różni :)

      Dla mnie kasa na prezent jest równie dobrym prezentem i wcale nie odbieram tego, że komuś się nie chciało wysilić. Ja po prostu nie wymagam tego, żeby ludzie się wysilali na prezent dla mnie, nie widzę sensu ;)
      • pinupgirl_dg Re: Mistrzyni w akcji ;) 25.08.12, 13:38
        > Dla mnie kasa na prezent jest równie dobrym prezentem i wcale nie odbieram tego
        > , że komuś się nie chciało wysilić. Ja po prostu nie wymagam tego, żeby ludzie
        > się wysilali na prezent dla mnie, nie widzę sensu ;)

        Ja też :). Kupowanie prezentów zmienia się w jakiś dziwny egzamin ze znajomości obyczajów ukochanej osoby, który koniecznie trzeba zdać w imię okazania swojego zaangażowania. Ja też tego nie potrzebuję, żeby ktoś wylewał zimne poty chodząc po sklepach.
        Nie wspominając o tym, że mało kto przyjmuje do wiadomości, że dla mnie najlepszym prezentem jest wyjście do knajpy, bo to przecież za tanio i za mało wysiłku.
    • bathilda Re: Mistrzyni w akcji ;) 25.08.12, 14:49
      magdalaena1977 napisała:

      > Dla mnie tylko prezent niespodzianka nie jest "prawdziwym" prezentem. Inną opcj
      > ę odbieram jako wyraz lenistwa dającego "Dam Ci pieniądze, a Ty idź i sobie kup
      > "

      Ja też wolę niespodzianki. Ale wiem, ze moja najbliższa rodzina (rodzice, teściowie) tak się stresuje tym że nie wpadną na dobry pomysł że wolę im coś podpowiedzieć i mieć pewność, że wszyscy będą szczęśliwi. Czasem nawet jak znajdę coś co chciałabym mieć a szkoda mi pieniędzy to sobie wpisuję na karteczkę i proszę jak przychodzi pora moich urodzin czy imienin. Ale od męża wolę jednak niespodziankę ;).
    • clarisse Re: Czy można się tu wyżalić? 29.08.12, 14:52
      No nie udało mi się całości przeczytać, wymiękłam pod koniec pierwszej setki postów...
      Ale z tego wszystkiego mam kilka rzeczy, które mi się wyłoniły.

      Mam wrażenie, że obie strony koncertowo się nie dogadują i chyba są koncertowo wręcz niedopasowane pod pewnymi względami. To może być do pokonania, ale wg mnie wymaga zupełnej zmiany w sposobie komunikacji. Najpierw - od jednej osoby, którą jesteś Ty, Melu (bo Ty chcesz). Potem być może uda się nieco uzyskać od Twojego chłopa. Czy wystarczająco, nie wiadomo.

      Myślę, że powinnaś przede wszystkim spróbować wyluzować w rozmowach. Rozmowy, w których ktoś ma się czegoś domyślić, rozmowy w których jest jakieś drugie dno, rozmowy kończące się retorycznymi wyrzutami - to niestety tylko pogorsza sytuację.

      W zasadzie to chyba należy zacząć od tego, co chciałabyś uzyskać.

      Jeśli uniwersalną sprawiedliwość w związku, jednakowe zaangażowanie, takie samo podejście do spraw - nie da się. Nawet bez różnic w charakterach i zainteresowaniach czegoś takiego raczej nie da się uzyskać.

      Jeśli natomiast chodzi Ci o w miarę szczęśliwy związek, to chyba musisz sama sobie przeorganizować myślenie. Po pierwsze, staraj się nie stawać dla niego na głowie - buduj swoje życie choć częściowo wokół swoich potrzeba nie związanych z nim. Wtedy może nie będziesz odczuwała tak boleśnie, że on ma swoje inne potrzeby i nie będziesz podświadomie podliczała, ile wnosi on, a ile Ty. Nie wiem, czy to się w ogóle da zrobić (mówię po sobie, bo generalnie robię to samo) - ciężko jest wyłączyć takie myślenie, bo jeśli on nic z siebie nie daje (w Twoim pojęciu), to po jakimś czasie dysproporcja jest dla Ciebie za duża i wtedy Ci się przelewa. Ale chodzi właśnie o to, żeby Ci się nie przelewało.

      W ogóle facet zaangażowany w gry to trudny facet (znów mówię o sobie, tyle że u mnie to nie "facet" a mąż, więc relacja stabilna i w założeniach na stałe), a patent z kupowaniem gier w prezencie (bo to dla niego frajda) i frustrowaniem się, że ciągle gra, przerabiałam. Rozwiązanie znalazło się dwojakie. Po pierwsze, sama zaczęłam grać. Nie we wszystko, ale są takie gry w które grywamy razem, czasem wręcz nałogowo. Po drugie, staram się mu gier nie kupować, żeby nie było tej absurdalnej sytuacji "kupiłaś mi grę a teraz masz pretensję, że się nią cieszę". Staram się wyłapywać inne rzeczy, które mu się spodobają, a które są na tyle niecodzienne, że normalnie ich sobie człowiek nie kupi (np. habit mnicha na a-la-średniowieczne przebieranki). W moim przypadku dobre jest to, że w RPG (takie z ludźmi) sama się wciągnęłam jeszcze zanim zostaliśmy parą, częściowo dzięki niemu, i generalnie często grywamy razem. A jeśli nie, to jako osobę zainteresowaną tematem mnie po prostu interesuje, co się działo na sesji. Więc oprócze reakcji negatywnej (nie dałeś znać, że się spóźnisz) - jest we mnie miejsce na reakcję pozytywną (opowiedz mi, co robiliście). I mój chłop, który generalnie jest z tych, co "nie mówią" i co "dzielą się" jedynie w stanie najwyższej frustracji, jednak mówi. W sumie trochę patrząc po znajomych erpegowcach widzę, że najlepiej dzieje się parom, gdzie druga osoba choć trochę wciąga się w temat. Jeśli naprawdę nie widzi się w graniu, to może się przysłuchiwać, albo czytając sobie obok ulubioną książkę (na temat totalnie absolutnie inny) lub siedząc na forum (j.w.) - może co jakiś czas "zaopiekować" się grającym towarzystwem proponując coś do picia czy przegryzienia.

      Dlaczego w ogóle skupiam się na Tobie? Nie dlatego, że jesteś stroną głównie winna czy coś. Ale dlatego, że moim zdaniem Twoje rozżalenie doszło do takiego stanu, w którym nic nie można już uzyskać. Vide "Dziękuję za zniszczenie mi urlopu", dla mnie po prostu dowód na poziom Twojej frustracji.

      Dopiero jeśli uda się Tobie uzyskać coś w rodzaju wewnętrznego spokoju, luzu, skutecznie znieczulić się i zablokować takie reakcje, można rozmawiać z drugim człowiekiem o swoich potrzebach. Nie w formie zgłaszania pretensji, tylko w sprzyjających okolicznościach, w dobrym nastroju i w formie analizy, w której uwzględnisz swoje przemyślenia na temat jego potrzeb i opowiesz mu o swoich. I zapytasz, jak to zrobić, żeby te potrzeby pogodzić. To nie ma być foch-rozmowa, to ma być zwrócenie się do drugiej osoby z pytaniem - może on coś zaproponuje?

      Bo tak ogólnie, to mi wygląda na wyjątkowo mało inicjatywnego i wyjątkowo hmm... nisko zmotywowanego człowieka (też mówię z autopsji). Takie osoby są pełne dobrej woli i naprawdę nie chcą źle, ani nie manipulują, ale im się totalnie zupełnie nie chce. Krzyk i żal nie pomoże, bo taki delikwent tylko się zamyka w sobie i utwierdza w tym, że lepiej mu się zamknąć w świecie gry, niż wbrew naturze wychodzić ze skorupy i zbierać cięgi.

      W ogóle, jeśli mielibyście być nadal razem, to idea ODDZIELNEGO spędzania wolnego czasu jest warta rozważenia. Albo ustalenia jakiegoś systemu - urlopu mamy tyle a tyle, umówmy się , że co roku spędzamy tyle a tyle urlopu razem, a tyle a tyle oddzielnie (Ty nie musisz być wtedy sama).

      Wracanie do domu kilka godzin później, niż się obiecało - trudna sprawa. Ale zamiast awantury powinno podziałaś kilkakrotnie zapodane "Kochanie, martwiłam się strasznie - następnym razem wysyłaj proszę sms-a, że Ci się sesja przedłuży, to bedę spokojniejsza". Za którymś razem może załapie. Albo jak godzina się zbliża, ślij sms o treści "Będziesz niedługo? Czy raczej się wam przedłuży?"

      Sprzątanie. Hmmm. Marzyłaś, żeby ktoś za Ciebie sprzątał? Skoro dla Ciebie tak to wygląda, a Twój chłop jest dość bogaty, to dlaczego do cholery ciężkiej nie przychodzi do Was co sobota pani sprzątaczka na godzinę albo dwie? (My jesteśmy oboje lewi do sprzątania, tylko mnie wcześniej mierzi syf... i właśnie pani sprzątaczka jest moim marzeniem, tylko na razie mnie nie stać). Może to praktyczniejsze niż wydawanie kasy na drogie prezenty?

      Utrata pracy. Znów znam ten problem. Mój wówczas facet (tera Mąż) też nie powiedział mi o tym, że stracił pracę. Dowiedziałam się od kogoś. Bardzo to odchorowałam psychicznie, bo nie mieściło mi się w głowie, że można się tym nie podzielić ze swoją kobietą. Dziś z perspektywy lat sądzę, że było to jedno z dwojga - albo mi wtedy wystarczająco nie ufał (bo też byliśmy związkiem, gdzie to ja zabiegałam a on był taki trochę w skorupie) - albo nie chciał się przyznać do porażki (czasem człowiekowi łatwiej powiedzieć o niepowodzeniu, kiedy ono już zostało zażegnane, czyli "Kochanie, od dziś mam nową prace" ... więc nie wiedząc, jak się do tego zabrać, niektórzy po prostu milczą, licząc że sobie poradzą i tematu w ogóle nie będzie).

      Oczywiście jest i druga opcja - dać sobie spokój i zerwać z nim.

      Weź kartkę i wypisz sobie wszystkie jego cechy, które lubisz, i te, za które go szanujesz. Jeśli nie daj Bóg okaże się, że nie możesz znaleźć żadnych, to chyba jest sens rozważać tę drugą opcję. (Nie żartuję, kiedyś miałam takiego "eye-openera" w poprzednim związku, było to przerażające - byłam zakochana w facecie i uzależniona od niego, ale nie znalazłam ani jednej cechy, za którą bym go szanowała... Oczywiście związek się rozpadł. Nie, nie zerwałam, rozpadł się sam niedługo potem. Ale to było coś, co powinno było mi dać do myślenia, jak bardzo się różnimy)

      Chaotyczne to było, wiem, i raczej zestaw luźnych myśli. Trzymaj się Mela :)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka