marikooo
09.11.14, 23:06
Bardzo dobra książka smutno się skończyła, w efekcie jestem zapłakana, zasmarkana i szukam pocieszenia na forum ;)
Zidentyfikowałam się z główną bohaterką, no i nic nie poradzę, że jak jej męża-Wikinga zabili, to mnie trzepnęło. Oderwałam swojego ślubnego od komputera, władowałam mu się taka zasmarkana na kolana i zażądałam pogłaskania po pleckach i obietnicy, że nigdy nie będzie jedenastowiecznym wojownikiem, żebym się o niego martwić nie musiała... Powstrzymał rozbawienie, ale ledwo. No i przyznał, że nie do końca kuma, jak można się popłakać nad książką. I że ostatnio płakał jakieś 20 lat temu, to znaczy w podstawówce.
A Wy płaczecie nad fikcją literacką? Na filmach? A Wasze chłopy też takie twarde jak mój?