martvica
19.10.17, 19:27
Głupie pytanie.
W czerwcu umarł mój kot, nie dożywszy dziewiętnastych urodzin. Niedługo później u mojej Mamy zdiagnozowano nowotwór piersi. Mieliśmy nadzieję że operacja wystarczy, ale znaleziono jak to określono 'malutki przerzut' w węźle chłonnym i zaproponowano chemię jak to znów określono 'na wszelki wypadek'. Mama jest po dwóch dawkach z planowanych czterech, czuje się nieźle (obie spodziewałyśmy się że będzie dużo gorzej).
Koty były w domu od zawsze (najczęściej dwa, teraz był jeden bo po śmierci kotki nie chcieliśmy brać nowego do towarzystwa dla kociego nastolatka, nie wiadomo jak by to zniósł). Ale obiło mi się o oczy że nie powinno się brać nowego w trakcie leczenia, bo pacjent ma obniżoną odporność i może na zwierzaka dostać alergii.
A ja, powiedzmy sobie szczerze, świruję. Mój rekord bezkotowości to 3,5miesiąca, a jeszcze jak jestem w niefajnych stanach psychicznych to potrzeba mruczącej obecności obok nasila się mocno. No ale w tym moim egoizmie strasznie bym nie chciała zrobić Mamie krzywdy. Znaczy teraz żałuję że byłam odpowiedzialna i nie wzięłam kota latem (nie chciałam, bo żałoba po Ryżu, a poza tym dom jest nie tyle wychodzący, co otwarty przez całą ciepłą część roku i się bałam że futro się wybierze na wycieczkę zanim się przyzwyczai do miejsca), bo wszystko by się ładnie zgrało w czasie. No ale nie wzięliśmy.
Moja siostra mówi że się naczytałam głupot i jestem przewrażliwiona.
I pytanie czy ktokolwiek się w temacie orientuje?