Fobie

09.11.08, 11:12
Czyli czego się boimy? A może jakiś lęk udało się zwalczyć lub
zmniejszyć?
Ja walczę z dwoma strachami:
1. Arachnofobia. Jedyne pajęczaki, których się nie boję, to kosarze,
te kropki biegające na długich, cienkich nogach. Cała reszta
doprowadza mnie do histerii. Nie wiem dlaczego, pozostałe stawonogi
mnie nie przerażają, tylko pająki. Może dlatego, że mają
zdecydowanie za dużo nóg:)
2. Lęk wysokości. Nie jest może jakoś bardzo zaawansowany (na wieżę
Eiffla wjechałam), ale na balkon na 10. piętrze nie wyjdę i nawet do
okna niechętnie podejdę.
Trochę już się tego lęku pozbyłam - pomogło mieszkanie na 5. piętrze
akademika w Tybindze. Akademik znajdował się już na skraju miasta i
tuż za nim wyrastał pagórek, porośnięty łąką, która służyła za
pastwisko dla koni i krów rasy Milka:). Wyglądając przez okno miałam
złudzenie, że do ziemi jest znacznie bliżej. Po jakimś czasie
odważyłam się nawet wychodzić na balkon.
Natomiast na dachu 9-piętrowego akademika znajdował się taras, na
którym nieraz odbywały się imprezy, a za dnia świetnie można było
się na nim opalać. Jako iż barierki umieszczone były w sporej
odległości od krawędzi dachu, wychodziłam na ten taras bez obaw.

A Wy czego się boicie?:)
    • azmb Re: Fobie 09.11.08, 11:29
      boję się teraz na bieżąco pewnego egazminu, na który sama
      zapracowałam, za zdawanie którego zapłaciłam i który juz raz
      oblałam... powiem tak- nazbierało się w moim życiu dziesiątki
      egazminów różnych, ale takiego dziwacznego lęku wręcz strachu, nigdy
      nie czułam :( Mogę zrezygować z tej traumatycznej dla mnie sytuacji
      i pozostawić ambitny, życiowy projekt w stanie nadającym się tylko
      do kosza... I nie wiem, czy z tej możliwości nie skorzystam...
    • zarin Woda 09.11.08, 11:36
      Woda, tzn. głębokość, otwarte przestrzenie wodne. Kiedy byłam dzieckiem, bardzo
      długo wyglądało to tak, że nie mogłam wejść choćby po kostki, bo zaraz kręciło
      mi się w głowie, wydawało mi się, że ziemia się pode mną osuwa; w przypadku
      zalania wodą potrafiłam zacząć się trząść, bełkotać, miałam problemy z
      oddychaniem itd.
      Być może, gdybym miała możliwość oswajania się z wodą w swoim tempie i bez
      presji, miałabym dziś do niej neutralny stosunek. Teraz pływam (atechnicznie,
      ale utrzymuję się na powierzchności), na upartego wypłynę na głębszą wodę
      (jednak bez zaufania), ale lata tego uszczęśliwiania na siłę przez rodzinę i
      znajomych plus obowiązkowy basen w szkole sprawiły, że raczej wątpię, żebym
      kiedyś pojechała dobrowolnie na wakacje nad morze czy basen.

      Dlatego też jestem przeczulona na sytuacje, kiedy np. jesteśmy gdzieś
      turystycznie, ktoś ma lęk wysokości, ale jest na siłę wyciągany na jakiś punkt
      widokowy, no bo przecież to takie ładne, a to nic takiego i jak można się bać, etc.
      • helenka333 Re: Woda 10.11.08, 16:48
        wose i plywanie to ja uwielbiam, to jest moj zywiol :D ale nie lubie glonow brr
        jak mnie to cos doknie to kwicze hehehe
    • elayne_trakand Re: Fobie 09.11.08, 11:38
      Mam lek wysokosci, ktory poglebia sie z wiekiem.
      Jako dziecko chodzilam po dachach wiezowcow a teraz nawet nie dam sie wziac na
      rece ;)
      U mnie moze nie tyle dokuczliwy jest strach co objawy fizyczne - utrata
      rownowagi, uczucie jakby podloga falowala. Przewracam sie na prostym i stojac w
      miejscu ;)
      Straszne dla mnie sa azurowe schody albo schody bez poreczy, wtedy nawet kilka
      stopni sprawia trudnosc.
      Strasznie ciezko pogodzic to z miloscia do gor ;)
      • turzyca Re: Fobie 09.11.08, 16:44
        Ja sie boje nie samej wysokosci, ale spadania. Nie przeszkadzaja mi wiec wieze
        widokowe, nawet jesli gorna platforma jest zupelnie azurowa. Ale boje sie
        stromych schodow, szczegolnie bez poreczy, a noszenie czegokolwiek po takich
        schodach np na tacy to juz w ogole nie wchodzi w rachube. Poza tym nie skocze z
        wiezy do wody i z paru innych tego typu atrakcji zrezygnuje. Ale nie uwazam tego
        za fobie, nie przeszkadza mi w zyciu, raczej jest forma rozsadku, bo nie
        przepadam za mieniem czegos zlamanego lub skreconego, a nawet ostro obitego, a
        spadanie tym wlasnie najczesciej sie konczy.
        • madzioreck Schody 09.11.08, 17:43
          U mnie ze schodami to samo. Tylko ze to strach nabyty, bo tyle razy się sfikałam
          ze schodów, że aż dziw bierze, że nigdy nic złamanego nie miałam. Nie mogę
          patrzeć na moją bratową, jak po ażurowych schodach stromych jak drabina biegnie
          w dół z balią pełną prania przed sobą... ja muszę patrzeć na swoje stopy,
          inaczej lecę w dół. W pracy mam takie schody, które jednym ciągiem prowadzą na
          piętro, więc jak się człowiek potknie na górze... poręczy brak.
        • plica Re: Fobie 09.11.08, 22:14
          > Ja sie boje nie samej wysokosci, ale spadania. Nie przeszkadzaja mi wiec wieze
          > widokowe, nawet jesli gorna platforma jest zupelnie azurowa. Ale boje sie
          > stromych schodow, szczegolnie bez poreczy, a noszenie czegokolwiek po takich
          > schodach np na tacy to juz w ogole nie wchodzi w rachube. Poza tym nie skocze z
          > wiezy do wody i z paru innych tego typu atrakcji zrezygnuje.


          ja nie skacze nigdy do jeziora, albo innej nieprzezroczystej wody, nie i juz. chocby milion osob skoczylo, obmacalo dno na obecnosc kołków i innych nie wskakuje do wody jak nie widze z góry dna.
    • sylwia-osama Re: Fobie 09.11.08, 11:39
      aadrianka napisała:

      > Czyli czego się boimy? A może jakiś lęk udało się zwalczyć lub
      > zmniejszyć?
      > Ja walczę z dwoma strachami:
      > 1. Arachnofobia. Jedyne pajęczaki, których się nie boję, to kosarze,
      > te kropki biegające na długich, cienkich nogach. Cała reszta
      > doprowadza mnie do histerii. Nie wiem dlaczego, pozostałe stawonogi
      > mnie nie przerażają, tylko pająki. Może dlatego, że mają
      > zdecydowanie za dużo nóg:)

      Ja również arachnofobia. O pająkach nawet myślec nie mogę :( Te na długich
      nóżkach to jeszcze czym prędzej zabijam jak tylko zobacze, ale od całej reszty
      uciekam blada.
    • martulka_s Re: Fobie 09.11.08, 12:25
      Tzw. robactwo, czyli wszystkie owady i pajęczaki. Mąż musi nawet komary wybić w
      pokoju zanim się spać położę. Nie mogę znieść nawet myśli, że coś takiego
      przebywa ze mną w jednym pomieszczeniu. A jakbym karalucha zobaczyła, to
      murowany zawał serca ; ) I jeszcze boję się braku kontroli nad sytuacją. Tak się
      szarogęsić lubię.
    • monika3411 Ćmy 09.11.08, 13:19
      Dostaję histerii kiedy wizę ćmę. Najgorsze są te wielkie tłuste, ale
      małe też mnie przerażają.
      Z poważnych fobii, to strach przed śmiercią. Towarzyszy mi od
      dzieciństwa i czasem dopada z taką siłą, że paraliżuje ruchy, mowę,
      oddech. Robi mi się potwornie gorąco i pojawia się zimny pot. Uderza
      nagle, ale również kiedy myślę np o mojej kochanej zmarłej Babci.
      Wtedy czuję jak narasta. Nienawidzę go.
      • schaetzchen Re: Ćmy 09.11.08, 13:30
        Klaustrofobia. Co ma dobre strony - nie wsiądę do małej windy i latam
        po schodach :)
        Baaaardzo nieswojo się czuję w metrze, kiedy utknie gdzieś między
        stacjami... Na szczęście kiedy jedzie, jest OK.
        No i ochlofobia - ale nie jest to prawdziwa fobia, nie mam żadnych
        objawów typu trzęsawka, pocenie się, histeria, po prostu wkurza mnie
        tłum :/
        • monika3411 Re: Ćmy 09.11.08, 13:32
          O tak, też nie znoszę tłumu.
        • zmijunia.lbn Re: Ćmy 11.11.08, 17:22
          schaetzchen napisała:

          > No i ochlofobia - ale nie jest to prawdziwa fobia, nie mam żadnych
          > objawów typu trzęsawka, pocenie się, histeria, po prostu wkurza mnie
          > tłum :/

          Zostaw mnie samą w środku tłumu - nie ruszę się na krok, mam takie straszne
          uczucie zagubienia.. Nie wiem po prostu kompletnie co się dzieje, w którą stronę
          miałam iść.
          Za to jak muszę się ze Słońcem przedzierać przez tłum, to często ja prowadzę - z
          nim nic mi nie straszne. ;)
    • tfu.tfu szpitali n/t 09.11.08, 13:59
    • pierwszalitera Co robić, gdy fobia zacznie przeszkadzać 09.11.08, 14:33
      Fobie - temat dla psychologa. ;-) Nie będę się wymądrzać, napiszę tylko całkiem prosto i ogólnie, może komuś się przyda.

      Jeżeli boimy się jakiegoś konkretnego objektu to mówi się o fobiach specyficznych. Bać się można wszystkiego, ale o wiele częściej przedmiotem strachu są objekty o znaczeniu biologicznym: pająki, robaki, węże i podobne. Istnieją jeszcze fobie społeczne, w których stracha mamy przed oceną innych ludzi, np. strach przed mówieniem w grupie, kontaktem z obcymi itp. I agorafobie, czyli strach przed szczególnymi miejscami, np. ciasne pomieszczenia, albo wielkie place.
      Charakterystyczne jest, że strach jest nieporównywalnie większy niż ostrożna obawa, która jest całkiem normalna, w pewnym sensie zupełnie niepotrzebny, nie można nad nim w logiczny sposób zapanować i chcemy z sytuacji się jak najszybciej wycofać. Te wszystkie paniczne, fizyczne sensacje, jak kołatanie serca, kręcenie się w głowie, pocenie się itp. są autentyczne, ale zupełnie niegroźnie i nie świadczą o fizycznym zagrożeniu. Nawet jak wydaje nam się, że zaraz się przewrócimy i stracimy przytomność, to na pewno tak się nie stanie. To takie kłamstwa naszego ciała.
      Najlepszą metodą zakonserwowania sobie fobii jest unikanie tego czego się boimy. Im szybciej wycofujemy się z sytuacji, tym gwałtowniejsza może być reakcja następnym razem. Z tego wynikają bardzo skuteczne metody leczenia fobii. Fobie są w ogóle dobrze zbadane i najskuteczniej ze wszystkich psychicznych zaburzeń się je leczy. Tak z grubsza - istnieją dwie metody. Pierwsza to masywna konfrontacja. Trzeba tylko wystarczająco długo zostać w nieprzyjemnej sytuacji. Tak długo, aż strach z powodu normalnego wyczerpania reakcji zniknie. Coś takiego gwarantowanie kiedyś się stanie. Nie można bać się w nieskończoność. Nasze organizmy są właśnie tak zaprogramowane, że strach musi minąć. Nie wolno tylko za wcześnie się wycofać. Druga matoda bazuje na pierwszej jest jednak trochę mniej brutalna. Konfrontację przeprowadza się w malutkich etapach. Niewielkie zbliżenie do objektu fobii, aż do chwili przyzwyczajenia i zaniku strachu w tej konkretnej sytuacji, w następnej sesji posuwamy się troszkę dalej, aż kiedyś kładziemy sobie pająka na dłoni i nic się nie dzieje. Chociaż aż tak daleko nie trzeba się posuwać. Wystarczy, że nie uciekamy z piskiem na widok czarnych nóżek na podłodze. ;-) Dobrze, jak bahawioralnym metodom konfrontacyjnym towarzyszy kognitywna psychoterapia. W niej próbuje się zmienić nastawienie pacjenta do objektu fobii, uczy technik radzenia sobie ze strachem i przygotowywuje do ćwiczeń praktycznych.
      Jeżeli u kogoś fobia jest niewielka, to można dać sobie radę nawet samemu. Po prostu im częściej mamy z czymś kontakt, tym mniej się tego boimy. Strach przed obcymi psami? No to sprawiamy sobie sami szczeniaka. Lęk wysokości? Na urlop w góry. Lęk przed wodą? Uczymy się na basenie dobrze pływać i jedziemy nad jeziora. Najważniejsze nie uciekać. :-)

      • monika3411 Re: Co robić, gdy fobia zacznie przeszkadzać 09.11.08, 15:22
        Że niby kiedyś dotknę _ćmy_? Albo kiedy taka siedzi na ścianie, to
        odważnie przejdę obok bez panicznego strachu? W sumie mam
        świadomość, że taka ćma _nic_ mi nie zrobi, że jest w porównaniu z
        moimi gabarytami maleńka, że mój strach przed nią jest bez sensu,
        ale jak wleci latem do mieszkania, to uciekam z krzykiem do drugiego
        pokoju....
        • pierwszalitera Re: Co robić, gdy fobia zacznie przeszkadzać 09.11.08, 16:29
          monika3411 napisała:

          > Że niby kiedyś dotknę _ćmy_? Albo kiedy taka siedzi na ścianie, to
          > odważnie przejdę obok bez panicznego strachu? W sumie mam
          > świadomość, że taka ćma _nic_ mi nie zrobi, że jest w porównaniu z
          > moimi gabarytami maleńka, że mój strach przed nią jest bez sensu,
          > ale jak wleci latem do mieszkania, to uciekam z krzykiem do drugiego
          > pokoju....

          Dokładnie. ;-) To, że zdajesz sobie sprawę, że ten strach jest bezsensowny, jest dowodem na istnienie fobii. Fobia to irracjonalność. ;-) Dotykać tego nie musisz, ale przypuszczam, że życie byłoby mniej stresowe, gdybyś ćmy potrafiła traktować jak na przykład biedronki. ;-)
        • kuraiko Re: Co robić, gdy fobia zacznie przeszkadzać 09.11.08, 17:30
          możliwe... kiedyś bałam się tych wielkich niegryzących komarów, co
          zawsze wyglądało, że wołałam ojca, żeby zabrał komara "zabierz go
          ale nie zabijaj, weeeeź gooooo". bałam się dotyku tego, najgorzej na
          twarzy. teraz mi to wisi, tzn niech sobie latają naokoło, byle mnie
          nie dotykały ;) no ćmy już gorzej, ale przezwyciężam obrzydzenie
        • zmijunia.lbn Re: Co robić, gdy fobia zacznie przeszkadzać 11.11.08, 17:27
          monika3411 napisała:

          > Że niby kiedyś dotknę _ćmy_?

          Ćmy są milusie. ^^
          Zawsze je ratuję przed moją kotką, bo mi ich szkoda.
      • aadrianka Re: Co robić, gdy fobia zacznie przeszkadzać 09.11.08, 16:41
        Czytałam parę wypowiedzi na temat zwalczania fobii, zresztą
        dokładnie potwierdzających to, co napisałaś. I tak prawdę mówiąc, to
        ja chyba wolę swoją arachnofobię;) Zwłaszcza, że nie utrudnia mi
        życia - nie przeszukuję co wieczór pokoju, jeżdżę do lasu... fakt,
        po lesie chodzę z kijkiem, którym macham przed sobą, żeby nie wleźć
        w pajęczynę, może jeszcze z lokatorem w środku:)
      • madzioreck Re: Co robić, gdy fobia zacznie przeszkadzać 09.11.08, 17:24
        Czytałam o tego typu terapiach, i coś w tym jest. Ja na przykład nie mam jakiejś
        strasznej klaustrofobii, ale jeżdżenie windą było dla mnie straszne. Do kolego
        na 8 piętro i na korepetycje na 10 wolałam piechotą. Wszystko zmieniło się,
        kiedy opiekowałam się dzieckiem mojej siostry. Nie dało rady z niemowlakiem i
        wózkiem na 10 piętro, i musiałam się jakoś przełamać. Teraz już jeżdżę, nie jest
        to przyjemne,ale już bez strachu. Nie wiem, co by było, gdyby np. wysiadł prąd,
        tak jak się to zdarzyło ostatnio mojej siostrze. Godzina w ciemnej windzie. Brrr.
      • helenka333 Re: Co robić, gdy fobia zacznie przeszkadzać 10.11.08, 16:44
        Hmmm...jak bylam jeszcze calkiem mala, mialam jakies 8 lat, pomyslalam sobie, ze
        jak bede najpierw przygladac sie pajakom a potem moze brac je sama na rece to
        jakos przestane sie ich bac. Szlo mi calkiem niezle, bylam na etapie zabaw z
        tymi pajaczkami z cienkimi nozkami (jakos najmniej grozne sie wydaja...). Ale
        potem wydarzylo sie cos o czym nie bede nawet pisac bo na sama mysl znow ogarnia
        mnie to okropne uczucie, nap tylko w skrocie, ze spalam ( w jednym lozku a nie w
        pokoju!!!) z najogromniejszym pajakiem jakiego widzuialam nie tylko ja ale nawet
        cala moja rodzina... brrrrrrrr ;((((((
      • kura17 Pierwszalitero, a fobie u dzieci??? 11.11.08, 16:11
        skoro mamy tutaj sile fachowa, to sie podpytam :)

        chodzi mi o to, jak przezwyciezac fobie u dzieci.
        nasz synek (teraz ma 3.5 roku) od jakiegos roku boi sie wielu rzeczy (psow,
        halasow itp). starmy sie nie pozwalac mu panikowac (uciekac przed psami),
        tlumaczymy skad jest halas, ogladamy psy (z daleka i z bliska). moja siostra ma
        psa, z nim jest w dobrej komitiwie, ale potrzebuje czasu na oswojenie sie, za
        kazdym razem, gdy sie widzimy po dluzszej przerwie. choc gdy o tym psie
        rozmawiamy, to zawsze mowi, ze go lubi i lubi, jak pies go lize po rece i nodze ;)

        ale ma jeden lek, ktory jest w zasadzie paniczny i nie do konca wiemy, co z tym
        robic... nasz syn boi sie przebran, masek na twarz, malowanych twarzy - teraz to
        jest bardzo popularne wsrod dzieci. zupelnie nie wiem, dlaczego, nie
        zidentyfikowalismy zadnego traumatycznego zdarzenia...
        na widok takiego pomalowanego dziecka, albo dziecka w masce czy kostiumie (albo
        na widol klauna) zaczyna panicznei krzyczec, plakac, uciekac, prawie wchodzic
        nam na rece... jest roztrzesiony i chce od razu isc do domu.
        jest minimalnie lepiej, gdy dobrze zna pomalowane dziecko. powtarza sobie i mi
        wtedy "to jest robert, roberta znam, robert ma pomalowana twarz", ale jest
        bardzo niespokojny i nie jest w stanie sie skupic na niczym innym, oprocz
        swojego strachu...

        nie musze chyba opisywac, jak wyglada zabawa karnawalowa (bal przebierancow) u
        niego w przedszkolu :(
        w zeszlym roku zadzwonili z przedszkola, zeby go jednak wziac do domu, bo sie
        chowa po katach, placze... :(

        i co? z dziecmi tez postepuje sie tak, jak z doroslymi? male dozy leku? co mamy
        zrobic z balem przebierancow w tym roku??? my planowalismy zostawic go w domu...

        doradz cos, bo my nie mamy doswiadczenia, a smutno nam patrzec, jak on sie tak
        panicznie boi...
        • pierwszalitera Re: Pierwszalitero, a fobie u dzieci??? 11.11.08, 17:03
          kura17 napisała:

          > chodzi mi o to, jak przezwyciezac fobie u dzieci.

          U dzieci jest generalnie jak u dorosłych, ale doświadczenia z tym nie mam, więc muszę być ostrożna w doradzaniu. Na pewno unikanie sytuacji lękowych nie jest najlepszym wyjściem. Chociaż rozumiem, że nie chce się dziecka skrzywdzić i pragnie ochronić przed stresem. Myślę, że najlepszym pomysłem byłoby spytać psychologa gdzieś na miejscu. Zapytajcie waszego lekarza pediatrę o adres. Psycholog dziecięcy miałby okazję przyjrzeć się dziecku dokładniej i odpowiedzieć na pytanie, dlczego synek reaguje strachliwiej od innych dzieci. Z wielu rzeczy dzieci też wyrastają, trudno mi jednak powiedzieć tu, ile w tym strachu waszego dziecka jest normalką dla tego okresu rozwojowego, a co jest już trochę patologią. Psycholog poda wam na pewno kilka rad, jak postępować w konkretnych sytuacjach i jak pomóc waszemu dziecku. Trochę ogólna ta moja odpowiedź, ale wszystko inne byłoby mało odpowiedzialne. :-)

          • kura17 Re: Pierwszalitero, a fobie u dzieci??? 11.11.08, 17:21
            dzieki za wskazowki, nawet jesli sa ogolne ;)
            niedlugo idziemy szczepic mlodszego, to podpytamy pediatre o psychologa dzieciecego.

            myslisz, ze psycholog jest potrzebny juz teraz? czy moze poczekac i zobaczyc,
            czy samo nie przejdzie?
            z psami jakos sie powoli rozprasza, ale tez siostra ma psa, czyli - dokladnie
            jak pisalas - jest wystawiany od czasu do czasu na bodziec, ktorego sie boi...
            ja jakos nie mam zupelnie wyczucia :( a nie wiem tez, na ile nasz pediatra sie
            zna na psychologi (tzn czy cos doradzi, czy tylko da adres do psychologa). ja
            generalnie jestem typ "akcja natychmiastowa", a moj maz "lepiej troche poczekac
            i poobserwowac", wiec musze zapytac trzecia strone o rade, bo sami sie nie
            dogadamy ;)
            • roza_am Re: Pierwszalitero, a fobie u dzieci??? 11.11.08, 17:58
              Kuro, skoro te lęki przeszkadzają dziecku w normalnym funkcjonowaniu (mam na myśli zwłaszcza sytuację z zabawą w przedszkolu), to warto by ktoś spojrzał na nie fachowym okiem.

              Tak samo jak idziesz do lekarza-somatyka, aby rozwiał jakieś Twoje wątpliwości, postawił jakąś diagnozę albo ją wykluczył, tak samo możesz iść do psychologa tylko po poradę czy konsultację. Mówisz, że potrzebujecie trzeciej osoby, która spojrzy z boku. Najlepszą osobą będzie kompetentny psycholog dziecięcy. Najlepiej oceni, czy tego typu lęk jest czymś naturalnym i przejściowym, czy może wymaga jakiejś pracy z dzieckiem ułatwiającej mu przyzwyczajenie się do czasowej zmiany czyjegoś wyglądu.
            • pierwszalitera Re: Pierwszalitero, a fobie u dzieci??? 11.11.08, 19:33
              Wiem, że mieszkasz w Niemczech, więc pewnie chodzisz do niemieckiego pediatry. Taki lekarz powinien mieć listę psychologów dziecięcych, czasem współpracują oni nawet z jakimś specjalistą. Powiedz po prostu, że takiego szukasz, nie musisz wdawać się z pediatrą w żadne dyskusje. Gwarantowanie nie jesteś pierwszą osobą proszącą go o taką radę. A jakby nie mógł ci faktycznie pomóc, to poszukaj w książce telefonicznej i umów się na rozmowę. Na początek nie musisz chyba nawet brać dzieciaka ze sobą. Zapytaj też jak wyglądają warunki, kto pokrywa ewentualne koszty itp. Może nawet jedna wyjaśniająca rozmowa z fachowcem rozwieje twoje wątpliwości i nie będzie potrzebna żadna interwencja? A czy samo przejdzie? Może tak, może nie. Na to odpowiedzi dać ci naprawdę nie mogę. :-)
              • kura17 dziekuje, Roza i Litera :) cos z tym zrobimy.n/txt 12.11.08, 09:53

    • madzioreck Re: Fobie 09.11.08, 17:26
      Nie mogę za długo łazić po centrach handlowych typu łódzka Manufaktura czy
      Galeria. Muszę zawsze wiedzieć, w którą stronę do wyjścia, bo po godzinie,
      szczególnie, jak jest dużo ludzi, coś mi się robi dziwnego: słabo, trzęsą mi się
      ręce, zasycha w ustach, serce szaleje, i muszę wychodzić na powietrze.
    • kuraiko lęk przestrzeni z umiarkowanym lękiem wysokości 09.11.08, 17:36
      często miałam coś takiego, że jak np stałam na molo i naokoło
      widziałam wodę, wodę i wodę, to dostawałam jakiś zawrotów głowy,
      odruch przypadnięcia do podłoża. lęk wysokości - kiedyś większy, ale
      nadal się boję jak np wejdę na jakiś murek, ogólnie lubię być
      wysoko, ale pod warunkiem, że mam stabilną ochronę przed upadkiem.
      to taki paradoks, bo przez 9 miesięcy mieszkałam na 8 piętrze i np
      rozmawiałam przez telefon siedząc na parapecie, a jak dawniej moja
      mama pracowała w wieżowcu, to moją ulubioną rozrywką było wychylanie
      się przez okno i np liczenie samochodów ;) na Wieży Eiffela i Łuku
      Triumfalnym też byłam, ale jak schodziłam z Łuku to było mi
      niedobrze. ogólnie jak wchodzę gdzieś wysokimi schodami czy schodzę,
      to się boję, jakieś zawroty głowy itp.
      no jakieś 3 lata temu to z jednego muru w ruinach musiał mnie
      ściągać tata xD
      albo w tym roku jak pracowałam przy budowie mostu i musiałam chodzić
      po zbrojeniach uważając żeby nie wpaść między pręty, a to było
      raptem jakieś 20-30cm i było mi okropnie niedobrze.
      albo jak niedawno wkręcałam żarówki stojąc na drabinie i byłam cała
      mokra ze strachu...
    • klymenystra Re: Fobie 09.11.08, 19:08
      1 i 2- to samo, co Ty. Boze, kiedys obudzilam ojca o drugiej w nocy, zeby zabil
      scierwo, znaczy pajaka. Potem sie zastanawial, czy mnie na terapie nie poslac (((
      3. Gleboka woda. Jakos tam plywam, ale nie przebede metra, jesli wiem, ze woda
      siega mi wyzej szyi. Zaczynam sie topic.
      4. Zostac pogrzebana zywcem. Ale to chyba nie fobia?
      • winter76 Pajaki!!! 09.11.08, 19:24
        Fobia od urodzenia,z wiekiem nie minęła.Z tego powodu rzadko wchodzę do lasu-jak miałam ok. 10 lat weszłam prosto w wielką pajęczynę rozpiętą między drzewami,a pająk wylądował mi prosto na twarzy..Brrr,moją histerię pamietam do dzisiaj!
        Klymenystro-nie zasnę w pokoju w którym zauważę pająka.Mam zaraz wizję,że jak zgaszę światło to on zlezie ze swojej pajęczyny i będzie łaził po mnie w nocy ;))
    • the_mariska Re: Fobie 09.11.08, 19:41
      To ja chyba jestem jakaś nietypowa. Nie boję się żadnej flory ani fauny,
      karalucha/pająka/itp biegającego po podłodze zadepczę z zimną krwią. Nie mam
      lęku ludzi/samotnosci/wysokości/przestrzeni/jej braku. Wydawałoby się, że jestem
      wyjątkowo odporna na typowe fobie.

      Zastanawiam się więc jak to jest, że na samą myśl o pójściu do dentysty
      przechodzą mnie ciarki, przemocą mnie tam nie zaciągną. Nie mówiąc już o tym, że
      zdarzyło mi się parę razy przestraszyć własnego odbicia w lustrze... (Nie, nie w
      sensie, że za brzydkie było ;) Po prostu zobaczyłam coś demonicznego we własnej
      twarzy i uciekłam z piskiem). Mogłabym być wyjątkowo ciekawym przypadkiem dla
      badań psychologii :)
      • madzioreck Re: Fobie 09.11.08, 19:50
        Mnie też się zdarzyło wystraszyć swojego odbicia w lustrze :) A pająków i robali
        się nie boję, pająki nawet lubię. Jak sobie siedzi na ścianie w moim pokoju...
        to niech sobie siedzi :) Czasem ludzie na mnie dziwnie patrzą, bo nie pozwalam
        zabijać żyjątek. Kiedyś w ośrodku wypoczynkowym pogoniłam dziewczynę, która
        ścigała z miotłą takiego biednego, małego, zielonego pajączka. Kiedy go złapałam
        i wyniosłam na zewnątrz, powiedziała mi, że chyba stuknięta jestem :)
        • turzyca Re: Fobie 09.11.08, 22:31
          Ja w takim wypadku wykorzystuje przesady i odpowiadam zawsze, ze na list/maila
          czekam, a pajaki listy przynosza. Albo ze szczescie przynosza. Ew. strasze, ze
          zabicie pajaka wrozy deszcz. Nie to zebym w cokolwiek z tego wierzyla, ale
          dlaczego ktos ma zabijac pozytecznego pajaka? Moge go wyniesc, mi on nie
          przeszkadza. A przesady autentyczne, wszystkie trzy kilka razy od roznych osob
          slyszalam.
          • agafka88 Re: Fobie 10.11.08, 01:51
            Ja też zawsze wynoszę pająki, muchy i inne :)
      • pierwszalitera Re: Fobie 09.11.08, 20:08
        the_mariska napisała:

        > Zastanawiam się więc jak to jest, że na samą myśl o pójściu do dentysty
        > przechodzą mnie ciarki, przemocą mnie tam nie zaciągną. Nie mówiąc już o tym, ż
        > e
        > zdarzyło mi się parę razy przestraszyć własnego odbicia w lustrze... (Nie, nie
        > w
        > sensie, że za brzydkie było ;) Po prostu zobaczyłam coś demonicznego we własnej
        > twarzy i uciekłam z piskiem). Mogłabym być wyjątkowo ciekawym przypadkiem dla
        > badań psychologii :)

        Ja bym próbowała interpretować to jednak pozytywnie, w sensie bujnej (wybujanej) wyobraźni, albo szczególnej kreatywności, tudzież artystycznej wrażliwości. ;-) W najgorszym wypadku zrezygnowałabym z używek. ;-)))
      • plica Re: Fobie 09.11.08, 22:31
        > Zastanawiam się więc jak to jest, że na samą myśl o pójściu do dentysty
        > przechodzą mnie ciarki, przemocą mnie tam nie zaciągną.

        eeeeee. to jak leczysz zeby?
      • turzyca Re: Fobie 09.11.08, 22:34
        the_mariska napisała:

        > Zastanawiam się więc jak to jest, że na samą myśl o pójściu do dentysty
        > przechodzą mnie ciarki, przemocą mnie tam nie zaciągną.

        Zmien dentyste. Ja wizyty u mojego uwielbiam. Jest osoba o tak nienormalnym
        poczuciu humoru, ze czlowiek placze ze smiechu z rozdziawiona szczeka. Czysta
        przyjemnosc. :)
        • yaga7 dentyści 30.11.08, 12:00
          Przez długie lata bałam się dentystów, jak się umawiałam na termin, to już
          tydzień wcześniej miałam schizę, spać nie mogłam.
          W leczeniu zębów najbardziej przeszkadzało mi to, że mnie boli i tego się bałam,
          bo bólu nie znoszę. Aż w końcu zmieniłam dentystę i od roku czy dwóch lat do
          dentysty może nie chodzę z przyjemnością, ale mam prawie 100% pewność, że nie
          będzie mnie boleć i nic się nie stanie.
          Dlatego też radzę zmienic dentystę ;)
    • wera9954 Dresiarze 09.11.08, 22:29
      Bardzo boję się dresiarzy. Nigdzie nie wychodzę sama, bo kiedy ktoś ze mną
      idzie, mniej się boję. Chciałabym się wyprowadzić gdzieś z dala od blokowiska,
      np. na wieś. Tam mogę się nawet włóczyć po nocy i się nie boję, bo tam żadnych
      dresiarzy nie ma.
      • kuraiko Re: Dresiarze 10.11.08, 00:45
        niestety są :/
        mój znajomy mieszka na wsi i jest metalem (no przynajmniej się tak
        ubiera) i ma długie włosy i kilka razy dostał od "ziomów". albo jak
        robił imprezę to tacy się "wprosili" i ukradli kilka rzeczy (całe
        szczęście większość się dało odzyskać)...
        • wera9954 Re: Dresiarze 10.11.08, 22:08
          Więc oni są wszędzie :(( Skoro tak, to ja nigdzie się sama nie ruszam, bo
          naprawdę panikuję, kiedy dresiarza widzę. Wszystkie klatki blokokowe
          omijam szerokim łukiem tylko dlatego, że dresiarze lubią tam siedzieć :(
    • luliluli Re: Fobie 09.11.08, 23:07
      widzę, że większość z nas boi się podobnych rzeczy:
      1) ćmy - przerażają mnie ich owłosione nóżki:| i te okropne trąbki (motyli tez
      nie lubię)
      2) wysokość - nienawidzę wież widokowych, podłoga mi faluje tak jak to już ktoś
      wspominał
      3) wypadek samochodowy - jakaś moja okrutna fobia, że się wydarzy (gdyby juz
      musiał to taki, że ginę i ja i mój mąż - moja kolejna fobia jest taka, że
      zostanę wdową:(
      4) głęboka woda - boję się, że mnie coś złapie za nogę (rekin?? inny stwór?
      obojętnie)
      5) ciemność szeroko pojęta, nie umiem zasnąć odwrócona plecami do otwartych
      drzwi od sypialni w nocy (chyba, że przylepiona do męża:)
      Ponadto boję się przestrzeni pod łóżkiem, gdy jest ciemno, nierzeczywistych
      stworów (efekt zaczytywania się kretyńskimi książkami i oglądania "Z archiwum
      X"), boję się wchodzić na mosty (że się zawalą).

      Teraz też się boję, bo zostałam sama w domu, gdyby ktoś zapukał do drzwi, bez
      zastanowienia bym umarła:p
      • ycik Re: Fobie 10.11.08, 01:09
        Moja fobia jest może głupia, ale w tamtym roku zalałam sasiadke z dolu i teraz caly czas sie boje, ze to sie powtorzy...:/ Gdy wchodze po schodach patrze czy nie leci z gory woda i w ogole nie lubie wychodzic z mieszkania jesli nikt w nim nie zostaje :(
      • kuraiko Re: Fobie 10.11.08, 03:08
        oglądałaś może japoński "Ring"? ja za drugim razem bałam się dłużej
        niż za pierwszym, a i długo zajęło mi przezwyciężanie strachu przed
        telewizorem w salonie jak schodzę na dół po ciemku do kuchni i mijam
        salon, który jest otwarty na hol. a i obecnie raczej się nie patrzę
        w stronę salonu ;) i nie lubię spać w pomieszczeniu gdzie jest
        telewizor. a raz nocowaliśmy w domu letniskowym i tam było na
        korytarzu takie owalne lustro ja w filmie i ja w nocy dostałam
        praktycznie histerii (bo sobie wbiłam coś do głowy i miałam prawie
        wizje) i musieliśmy spać przy zapalonym świetle.

        do tego zawsze muszę mieć drzwi zamknięte na klucz (od zewnętrznego
        pokoju) jak śpię, a drzwi pomiędzy pokojami zamknięte (nie ma
        zamka), kiedyś się położyłam i czułam że coś jest nie tak, podnoszę
        się a tu drzwi uchylone brrrrr

        boję się też popatrzeć w lustro w nocy w toalecie, tzn na siebie w
        lustrze, bo pusty kawałek lustra nie jest aż tak straszny
        • turzyca Re: Fobie 10.11.08, 16:47
          Na japonski "Ring" zawlekl mnie japoniolubny kumpel. Mielismy isc na komedie,
          ale jak zobaczyl japonski film, to tak mnie ugadywal, az ugadal. A jak ja na
          horrory reaguje, wiedzial, bo jak bylam z nim na "Innych", to prawie wywalilam
          caly rzad fotel - nie cierpie, jak mi sie na mnie cos z ekranu wali i odruch
          odskoczenia jest nie do opanowania. W ogole ogladanie ze mna horroru to bardzo
          fizyczne przezycie, bo ja nie moge spokojnie siedziec. Oczywiscie podczas filmu
          sie ze mnie smial, bo ja sie co i rusz za nim chowalam, ogladalam film zwinieta
          w klebek i w ogole pelne napiecie. Radoche w trakcie seansu mial straszna.
          Ale przyszla kryska na matyska. Wieczorem, wyrywajac mnie prawie ze snu,
          zadzwonil telefon i uslyszalam znekany glos kumpla "juz nigdy wiecej nie
          pojdziemy na horror, nie moge w zaden sposob usnac." :D A ja przespalam noc jak
          dziecko. :]
          • kuraiko Re: Fobie 10.11.08, 23:56
            ale okrutny, że ZADZWONIŁ ;) my chcieliśmy kumpeli zrobić brzydki
            żart, tzn pożyczyć jej kasetę z tym filmem, ale na końcu po napisach
            dograć jeszcze TEN filmik (bo jedna koleżanka miała dwa magnetowidy
            i dałoby się), czyli ją zbaniować, a potem jeszcze zadzwonić xD
            ale nie zrobiliśmy tego ;)
            za to po "Krzyku" miałam zwyczaj dzwonić do niej i zmieniać głos
            mówiąc "Wiesz kto mówi?..." :D
            • turzyca Re: Fobie 11.11.08, 00:50
              Do przezycia, nie mial wyjscia, musial dzwonic na komorke, a to nie az tak
              straszne, jak Ci telefon radosnie plumka i wyswietla, kto dzwoni. :)
              A poza tym ja sie zabezpieczylam od wszelkich mocy nieczystych - powiesilam
              rozaniec pod reka. ;D


              Wiesz? Wlasnie sobie uswiadomilam, ze od dobrych trzech lat nie mam telefonu
              stacjonarnego. Tzn. fizycznie niby w mieszkaniu jest, ale nie moj, wiec nie
              podnosze. A u rodzicow w domu nie ma. I w ten sposob wszystkie zlowrogie moce sa
              bezbronne. ;P
      • zmijunia.lbn Re: Fobie 11.11.08, 17:47
        luliluli napisała:

        > moja kolejna fobia jest taka, że
        > zostanę wdową:(

        Jeśli do 20-21 Słońce się do mnie nie odezwie, od razu mam wizję rozbitego
        autobusu gdzieś na poboczu albo jego mamy płaczącej w szpitalu, brrrrr..
        Zazwyczaj po prostu nie ma czasu przeczytać moich sms-ów czy wejść na gg. A ja w
        tym czasie umieram ze strachu. :/
    • masza.s Brak. 10.11.08, 14:48
      Nie mam.
      Jak byłam małą dziewczynką, dostawałam histerii na widok pajaków. Histerii,
      która udzieliła mi się, bo inni dostawali histerii. W tej chwili bez
      najmniejszego problemu wezmę większość polskich pająków w rękę, oglądać
      ptaszniki lubię, a pseudo strach przerodził się w malutką fascynację. Pająki
      lubię, robale toleruję, prócz karaluchów i innych obrzydliwych i groźnych. Ale
      żuczki niech sobie żyją. Pająkom mieszkać pozwalam, jak się jakieś trafią.

      Nie lubię gigantycznych wysokości, ale nie dostaję histerii nie mam kołatania
      serca. Denerwują mnie tylko drabinki, które na latarniach morskich wyglądają
      niestabilnie. Na wieży Eiffela czułam się wyjątkowo komfortowo, więc do fobii
      tego nie zaliczam - uczucie niepokoju czy nawet strachu to jeszcze nie fobia.

      Nie lubię igieł i pobierania krwi, zawsze uprzedzam, że się stresują, ale bez
      problemu pobierają mi krew, ja na to patrzę i jest ok.

      Czasami, jak coś obejrzę, to się nakręcam i w ogóle, ale to też chwilowe. Sama
      mieszkam co tydzień, moja mama często wyjeżdża. Sprawdzam zawsze, czy drzwi do
      mieszkania są zamknięte. Nie znoszę, gdy nagle gaśnie światło na klatce. Ale tak
      - fobii brak.

      Za mną chodzi "niczego w życiu nie należy się bać - trzeba to tylko zrozumieć" i
      odwagę ćwiczę. :)
      • turzyca Re: Brak. 10.11.08, 16:38
        W sumie moge sie pod Toba podpisac. Bo faktycznie lek czy stach to nie fobia. :)
        A propos samotnych nocy - pierwszej samotnej nocy w moim niemieckim mieszkaniu
        uznalam za stosowne zamknac sie na lancuch. My mamy tylko jeden zamek, taki
        podklamkowy, wiec nagle mnie napadlo, ze musze sie lepiej zamknac. Bo co to
        jeden zamek, a ja tu sama, w obcym kraju, bez ani jednego meskiego ramienia.
        Luby po powrocie mnie uswiadomil, ze lancuch lubi sie klinowac... :D
        Przypomniala mi sie jeszcze jedna rzecz - nie przepadam za bardzo szybka jazda.
        I to tez nie jest fobia, tylko brak wiary w to, ze jak suzuki swift pedzace po
        niemieckiej autostradzie 180 km sie rozbije, to ja bede miala jeszcze szanse na
        normalne zycie. Za to rollercoastery lubie i ku irytacji otoczenia chichocze na
        nich zawsze, jakby mnie ktos bez przerwy laskotal.
        W sumie ja bym calosc moich zachowan nazwala zachowywaniem rozsadku niz fobiami.
        Nie lubie ryzykowac mojego zycia i zdrowia i staram sie unikac takich sytuacji.
        Ale jak juz sie zdarzy, to z niechecia, ale tez z wzgledna godnoscia, przezyje. ;]



        A teraz pozwole sobie na osobista uwage: Dziewczyno, to niewiarygodne jak bardzo
        z sensem piszesz! Gdyby wszyscy ludzie byli tak rozsadni, zyloby sie latwiej.
        • pierwszalitera Re: Brak. 10.11.08, 19:59
          turzyca napisała:

          > W sumie moge sie pod Toba podpisac. Bo faktycznie lek czy stach to nie fobia. :
          > )

          Jasne, nie każdy strach to fobia. Strach musi być w pewnym sensie nieadekwatyny do zagrożenia (ćmy nie gryzą), wywoływać mocną emocjonalną reakcję (wbrew logice) i potrzebę natychmiastowgo wycofania się z sytuacji (ucieczki). Co innego naturalna obawa i ostrożność podczas przechodzenia przez ciemny park, a co innego paniczna fobijna reakcja w przypadku zgaśnięcia żarówki w mieszkaniu.
      • pierwszalitera Re: Brak. 10.11.08, 19:52
        masza.s napisała:

        > Za mną chodzi "niczego w życiu nie należy się bać - trzeba to tylko zrozumieć"
        > i
        > odwagę ćwiczę. :)

        Piękne słowa, tylko, że fobie wiele z racjonalnością wspólnego nie mają. Tak tak, jakby depresyjnemu powiedzieć - weź się w garść. Niestety, w realnym życiu nie funkcjonuje. ;-)
        • turzyca Re: Brak. 11.11.08, 01:00
          pierwszalitera napisała:

          > masza.s napisała:
          >
          > > Za mną chodzi "niczego w życiu nie należy się bać - trzeba to tylko zrozu
          > mieć"
          > > i
          > > odwagę ćwiczę. :)
          >
          > Piękne słowa, tylko, że fobie wiele z racjonalnością wspólnego nie mają. Tak ta
          > k, jakby depresyjnemu powiedzieć - weź się w garść. Niestety, w realnym życiu n
          > ie funkcjonuje. ;-)

          Ale czy to nie jest tak, ze do ktoregos momentu mozna fobie sobie hodowac lub
          bronic sie przed jej wyhodowaniem? Np. jesli nie lubie podrozy, to moge sobie
          wyobrazac przed podroza wszystkie koszmary, ktore moga mnie spotkac, albo wrecz
          przeciwnie starac sie wyobrazic sobie, ze wszystko bedzie dobrze (i ew. ulozyc
          plan "co bedzie jesli..." - np. ze jesli pociag sie spozni, to za dwie godziny
          bedzie nastepny, a ja pojde do milej kawiarni i wypije ciepla herbate.)
          Bo owszem jak mamy pelnoprawna fobie, to ciezko z nia walczyc. Ale fobia sie
          gdzies tam zaczyna, nie zawsze jest to nagle, czesto jest to proces, wiec moze
          da sie ja powstrzymac? Postarac sie by jakis silny strach nie przerodzil sie w
          fobie?
          • pierwszalitera Re: Brak. 11.11.08, 12:14
            turzyca napisała:

            > Ale czy to nie jest tak, ze do ktoregos momentu mozna fobie sobie hodowac lub
            > bronic sie przed jej wyhodowaniem? Np. jesli nie lubie podrozy, to moge sobie
            > wyobrazac przed podroza wszystkie koszmary, ktore moga mnie spotkac, albo wrecz
            > przeciwnie starac sie wyobrazic sobie, ze wszystko bedzie dobrze (i ew. ulozyc
            > plan "co bedzie jesli..." - np. ze jesli pociag sie spozni, to za dwie godziny
            > bedzie nastepny, a ja pojde do milej kawiarni i wypije ciepla herbate.)
            > Bo owszem jak mamy pelnoprawna fobie, to ciezko z nia walczyc. Ale fobia sie
            > gdzies tam zaczyna, nie zawsze jest to nagle, czesto jest to proces, wiec moze
            > da sie ja powstrzymac? Postarac sie by jakis silny strach nie przerodzil sie w
            > fobie?

            To nie do końca jest tak, że można się przed fobią uchronić. Mówię tu o prawdziwej fobii, bo wiele przykładów podanych w tym wątku przez dziewczyny żadną fobią nie jest. Takie tam reakcje na horrory i podobne rzeczy, które kojarzą mi się z opowiadaniem duchów w dzieciństwie. ;-) Jeżeli ktoś ma w pewnych sytuacjach stany lękowe, to nie jest to jeszcze fobia. Może spowodowane być tylko szczególną właściwością osobowości, albo zupełnie innym psychicznym zaburzeniem. ;-) Mechanizm powstawania fobii, chyba najlepiej wyjaśnili behawioryści, ich metoda jej leczenie funkcjonuje też najlepiej. I nawet jak komuś ten kierunek psychologiczny z jakiś tam powodów nie odpowiada i ma się na przykład sentyment do psychoanalizy (ja nie mam), to nie można zaprzeczyć, że w tym przypadku behawioryści chyba się nie mylą. Strach jest całkiem normalną reakcją emocjonalną organizmu, bez strachu pewnie byśmy nie przeżyli, bo jest to odruch obronny, sygnalizuje nam kiedy zaczyna być niebezpiecznie. W organiźmie dochodzi wtedy też do fizjologicznych przemian, wytwarzane są pewne hormony, jak na przykład adrenalina, która zmusza nas albo do ucieczki, albo do obrony, walki z przeciwnikiem. W skomplikowanych warunkach życiowych nie wszystko jest takie proste. W pewnych sytuacjach dojść może do mechanizmu warunkowania. Całkiem prosto, bo nie chcę mieszać, znaczy to, że dochodzi do łączenia pewnych, często neutralnych bodźców z lękiem. Najczęściej nie wiemy nawet kiedy to się stało, najprawdopodobniej w dzieciństwie. Niektóre bodźce do takiego warunkowania lepiej się nadają. Te właśnie bardziej biologiczne, jak pająki, węże itp. Ćmy, to już przenoszenie, generalizowanie strachu na objekty podobne, bo ćmy na przykład groźne już wcale nie są. Może doszło kiedyś też do nadmiernej reakcji na faktyczne zagrożenie (interpretacja ze ze strony dziecka, które sytuacji nie potrafiło rozpoznać). Na przykład ktoś wziął niemowlę niespodziewanie na ręce, powstała normalna reakcja lękowa, która z czasem się utrwaliła i ukorzystniła powstawanie strachu w podobnych sytuacjach, i już mamy lęk wysokości. Bardzo często uczymy się też lęków na modelu, znaczy na przykładzie, przejmujemy go od rodziców, albo osób z naszego otoczenia. Gdy obserwujemy mocny strach u kogoś, to zdarza się nam taką reakcją zarazić. Szczególnie, gdy sami nie potrafimy realnego zagrożenia należycie ocenić. Nie zawsze robi się z tego fobia, ale się zdarza. Czy fobia powstaje nagle, czy w procesie, to trudno powiedzieć, jednak na tym etapie rozwojowym trudno też o kontrolę. Mówienie sobie, jestem odważna i nie będę się niczego bała, wymaga pewnej dojrzałości kognitywnej, połączonej z możliwością sensownej, logicznej oceny sytuacji. Racjonalne podejście więc w starszym wieku przychodzi zwykle za późno. Raz utrwalony mechanizm jest trudny do wymazania. Staniemy się więc może teraz odważnymi i pewnymi siebie osobami w nowych sytuacjach, ale na raz wyrobioną fobię nie ma to większego wpływu, bo jak zaleją nas nieprzyjemne emocje, połączone z fizycznymi sensacjami, to cała logika bierze w łeb, a my najczęściej nogi za pas. ;-) Trudno też samemu o refleksję nad przyczyną naszych strachów, kiedy jest ona niejasna, albo leży daleko w dzieciństwie. Z reguły jest to do terapii też niepotrzebne. Naturalnie ciągłe wycofywanie się z sytuacji, unikanie, natychmiastowa ucieczka itp. fobię utrwala i potęguje. A im więcej mamy doświadczenia, tym lepiej potrafimy unikać, dlatego fobia z wiekiem może kwitnąć, a strach robić wrażenie coraz większego. ;-)
          • roza_am Re: Brak. 11.11.08, 18:09
            Na temat biologicznego podłoża fobii polecam rozdział w książce:
            www.gwp.pl/product/513.html
            Mówiąc w skrócie, teza jest taka, że fobia jest swego rodzaju atawizmem. Pewne
            obiekty, które zagrażają lub w dalekiej przeszłości zagrażały życiu człowieka są
            bardzo silnie podatne na warunkowanie. Wystarczy jednorazowa sytuacja, która
            uruchomi trwałą i silną reakcję lękową na dany bodziec.
    • ja_joanna nie zliczę 10.11.08, 15:16
      Nie zliczę, ile mam fobii. A jak akurat się czegoś nie boję to zawsze można coś
      wymyślić. Zżera mnie to oczywiście bardzo, ale nieraz nie mam po prostu siły
      czegoś z tym robić.
      Najsilniejsze to lęk przed jazdą windą i pająkami. Do paniki doprowadzają mnie
      sytuacje, gdy ktoś moich bliskich nie odbiera telefonu lub nie odpisuje długo na
      smsa. Zawsze się boję, że coś im się stanie.
      W czasie obniżonej odporności psychicznej przestraszyć i przerazić mnie może
      wszystko. Nie oglądam filmów z przemocą, nie rozmawiam na denerwujące tematy
      itd. Czasem wystarczy dzwonek telefonu, żebym podskoczyła na krześle.
      Długo by opowiadać...
    • helenka333 Re: Fobie 10.11.08, 16:37
      pajaki to moje przeklenstwo...kazdy kto mnie zna troche lepiej, wie ze gdy w
      moim poblizu znajduje sie to stworzenie (nie daj Boze na mnie!!) lepiej je po
      cichu usunac bez mojej wiedzy, bo inaczej stnieje grozba popekanych od mojego
      krzyku szyb no i ogolnej histerii :/ az wstyd...
    • twoj_aniol_stroz Re: Fobie 10.11.08, 21:09
      Lęk wysokości to jest to co mi przeszkadza w życiu, Przy czym ten
      lęk jest bardzo konkretny - to są drabiny, oszklone balustrady i
      wszelkie kratowane schody i podesty. Przy czym mi nic nie faluje,
      nie mam objawów braku tchu itd, jedyny objaw to silny kłujący ból,
      który wchodzi w okolicy pięty i idzie w górę aż do biodra. No i tu
      właśnie mam problem, bo jak mam przeczekać ten ból? Kiedyś byłam
      zmuszona siedzieć pół godziny właśnie na takim wąskim podeście i po
      obu stronach były szklane balustrady a za nimi 4 piętra w dół. No i
      mi nie przeszedł ten ból, za to dotarł aż do łopatki. Przy czym
      ruszać się mogę, mogę chodzić, nic mnie nie paraliżuje. Ale po
      tamtej półgodzinnej atrakcji obolała byłam jeszcze trzy dni :( Tak
      po prostu fizycznie wszystko mnie bolało, na zasadzie obolałej głowy
      po trzech dniach migreny.
      A jeśli chodzi o pająki, to moja prababcia zawsze nam jako dzieciom
      powtarzała, że pająk to jest prządka Matki Boskiej i tak nam
      zostało. W naszym domu mieszka bardzo dużo pająków, każdy ma swój
      kąt i jest nam razem bardzo dobrze :) Pozostałe zwierzątka typu
      mysz, szczur, ćma, karaluch, wąż, jaszczurka, żaba itd nie robią na
      mnie zadnego wrażenia, biorę do ręki, patrzę na zwierzaczka z bliska
      i dlaeka i mi nie przeszkadzają :)
      • pierwszalitera Re: Fobie 10.11.08, 21:23
        twoj_aniol_stroz napisała:

        woj_aniol_stroz napisała:

        > Lęk wysokości to jest to co mi przeszkadza w życiu, Przy czym ten
        > lęk jest bardzo konkretny - to są drabiny, oszklone balustrady i
        > wszelkie kratowane schody i podesty. Przy czym mi nic nie faluje,
        > nie mam objawów braku tchu itd, jedyny objaw to silny kłujący ból,
        > który wchodzi w okolicy pięty i idzie w górę aż do biodra. No i tu
        > właśnie mam problem, bo jak mam przeczekać ten ból? Kiedyś byłam
        > zmuszona siedzieć pół godziny właśnie na takim wąskim podeście i po
        > obu stronach były szklane balustrady a za nimi 4 piętra w dół. No i
        > mi nie przeszedł ten ból, za to dotarł aż do łopatki. Przy czym
        > ruszać się mogę, mogę chodzić, nic mnie nie paraliżuje. Ale po
        > tamtej półgodzinnej atrakcji obolała byłam jeszcze trzy dni :( Tak
        > po prostu fizycznie wszystko mnie bolało, na zasadzie obolałej głowy
        > po trzech dniach migreny.

        Ten ból bierze się najprawdopodobniej z nadmiernego, niekontrolowango napięcia mięśni. To taka fizyczna reakcja na strach. Przypuszczam, że próbujesz w ten sposób opanować niepewną sytuację, a że od nog, to nawet logiczne, kiedy stoisz na moście i próbujesz zachować "twardy grunt pod nogami". W terapii konfrontacyjnej uczy się najpierw technik odprężających, pomagają one wyluzować się nie tylko mentalnie w ataku strachu, ale zapobiegają podobnym reakcjom ciała.
        • twoj_aniol_stroz Re: Fobie 10.11.08, 21:34
          Ooo, dzięki :) Znaczy się samemu nie da rady opanować paskudztwa :(
          Szkoda, bo to wybitnie wkurzające jest. Ale jak będę kiedyś miała
          okazję to się faktycznie skupię na tym rozluźnianiu mięśni, jakoś na
          to nie wpadłam :)
          • tfu.tfu Re: Fobie 11.11.08, 00:35
            mnie z lęku wysokości wyleczyło mieszkanie na 10 piętrze i pierwsze mycie okien
            ;) myślałam, że się posikam ze strachu, ale potem już było dobrze.na drabinie
            zawsze się czuję niepewnie, ale jak trzeba, to trzeba. mieszkanie w pojedynkę
            ogólnie pomaga, bo nie mozna nikogo poprosić o wyręczenie.
            • twoj_aniol_stroz Re: Fobie 11.11.08, 12:15
              Ja mieszkałam na 5 piętrze jakieś 30 lat i co najmniej 15 myłam
              okna, ale jakoś mi nie przeszło :(
              • tfu.tfu Re: Fobie 11.11.08, 12:21
                może za nisko? w dzieciństwie nie mogłam wejść nawet na 10-centymetrowy murek,
                bo mdlałam. teraz poza fobią szpitalną i rakofobią nie mam innych ;)
                • twoj_aniol_stroz Re: Fobie 11.11.08, 15:07
                  Być może, ale jakoś nie mam ochoty sprawdzać jak powinnam wysoko
                  zamieszkać, żeby się fobii pozbyć :) Tym bardziej, że mam chłopa
                  lunatyka i jemu zdarzają się rózne akcje w nocy. Teraz mieszkamy w
                  domku, więc do ziemi jest blisko, może wyłazić oknem ile mu się
                  podoba, najwyżej rękę złamie. Ale jak mieszkaliśmy na tym 5 piętrze
                  to wesoło nie było, tym bardziej, że kilka razy ocknął się na
                  balkonie :(
                  • tfu.tfu Re: Fobie 11.11.08, 18:10
                    o rany! to faktycznie, nie sprawdzaj :) lepszy lęk wysokości i cały mężczyzna ;)
                    pozdrawiam serdecznie :)
    • sylwia-osama Igły 11.11.08, 17:36
      Oczywiście teraz mi sie przypomniało. Boję się również igieł. Szczepionki
      jako-tako przeżywam, natomiast pobierania krwi absolutnie NIE :( I jak tu
      badania zrobić?
      Jak mam iść na pobranie krwi to jeszcze przed gabinetem mdleję, nie wiem co się
      dzieje potem, niewiele pamiętam. Ale nie znoszę pobierania krwi...
      • luliluli Re: Igły 12.11.08, 08:35
        pobieranie krwi to coś co na samą myśl dostarcza mi mdłości:(
        dlatego nigdy w życiu od dzieciństwa nie zgodziłam sie na pobranie
        krwi (troche to głupie, bo wypadałoby zrobić badania), strasznie sie
        boję. Jak na ironię mój mąż jest honorowym krwiodawcą:)
        A jesli chodzi o szpital szeroko pojęty, to strach przez nim (krew,
        ból, ten ohydny zapach) mam już w takim zaawansowaniu, że nie
        wyobrażam sobie urodzic dziecka (i przyznaję sie, że odkładanie tej
        decyzji jest w większości spowodowane strachem przed tą straszną
        fizjologiczną czynnością połączoną z niewyobrażalnym bólem,
        strachem, upokorzeniem, etc.). Gdy przekraczam progi szpitali (nawet
        jako gość), od razu wali mi serce i boli brzuch:(
    • elrosa Re: Fobie 12.11.08, 09:53
      Hm, ja tak jak większość - nie lubię pająków. Wprawdzie już wyrosłam z uciekania przed nimi z krzykiem, na takie w akwarium nawet masochistycznie popatrzę (parafrazując Chmielewską: "bo to jest takie obrzydliwe, że po tym już wszystko będzie mi się wydawało ładne"), do lasu pójdę, ewentualnego pająka tylko strzepnę z rękawa, pajęczynę zedrę z twarzy tylko się krzywiąc. Więc mój strach daje się przezwyciężyć :)
      Gorzej trochę z przebywaniem wśród ludzi (ale to już dłuższa opowieść i raczej nie tu). Z takich najważniejszych, bardzo stresuje mnie wypowiadanie się publicznie (różnego rodzaju przemowy, prezentacje, egzaminy ustne itp), boli mnie głowa, brakuje powietrza, wydaje mi się, że za chwilę zemdleję. Ale że ze mnie jednostka silna i samodzielna, przed maturą postanowiłam z tym solidnie powalczyć - i rzeczywiście, od tego czasu jest coraz lepiej. Wprawdzie ciągle tego nie lubię, ale przynajmniej nic mi się w głowie nie kręci i wypowiadam się sensownie, zamiast gubić słowa i zapominać, co też chciałam powiedzieć :)
    • ederlezi1981 Re: Fobie 22.11.08, 00:36
      1. Mało oryginalna bąde- pająków się boję. W dzieciństwie bardzo, ale to bardzo sie bałam- teraz mi przeszło, choć raczej nie dotknęłabym, ale nie wrzeszczę na widok (już). Owadów też nie lubię, toleruję chrząszcze jakoś.
      2. mam lekki lęk wysokości, ujawnijcy sie tylko czasem, ale z reguły w najgorszym momencie. Kocham góry.
      3.panicznie boję się prądu. Metodologia włączania żelazka- podchodze do listwy, wyłaczam ową, włączam żelazko, włączam listwę. Laptop podobnie. na uczelni z reguły łapie jakiegoś jelenia ;-)
      4. W dzieciństwie panicznie bałam się węży- obawiałam sie , że np, pływaja w kałuży, czają sie na schodach na poreczy. Nie wiem, skąd mi się to wzięło, samo przeszło.
      5. I jeszcze jedną dziwaczną fobię miałam- otoz bałam sie przeokropnie tego odpływu w wannie u góry- mówiłam na to "sitko-kran", nie mogłam wejśc do wanny, jeśli nie było zasłonięte. Też samo przeszło
      • zmijunia.lbn Re: Fobie 29.11.08, 23:02
        ederlezi1981 napisała:

        > 5. I jeszcze jedną dziwaczną fobię miałam- otoz bałam sie przeokropnie tego odp
        > ływu w wannie u góry

        Też się tego bałam kiedyś! :D
    • ptysiowa_7 Re: Fobie 28.11.08, 18:39
      A mi z czasem kolejne fobie dochodzą. Jak byłam mała, nie bałam się
      żadnych pająków, robaków, wręcz lubiłam je obserwować. A teraz coraz
      bardziej się ich boję, jak przeglądam książki przyrodnicze i są tam
      zdjęcia pająków, to nie mogę dotknąć kartki - brzydzę się. Tak samo
      ćmy, mrówki ze skrzydłami... Najgorszą rzeczą, jaką mogę sobie
      wyobrazić, byłyby pająki ze skrzydłami. Na szczęście natura nic
      takiego nie wymyśliła jeszcze:)
      Druga sprawa to lęk wysokości, którego nie miałam jeszcze w wieku 12
      lat (pamiętam, że lubiłam wyciągi krzesełkowe, teraz bym nie
      wsiadła). Boję się szklanych balustrad, ażurowych schodów, szklanych
      podłóg, przeszklonych wind - jadąc taką, walczę z pokusą zwinięcia
      się w kłębek na podłodze. Z tego też wynika strach przed schodami
      ruchomymi, który pojawił się całkiem niedawno. Ale jakoś z nim
      walczę, przez krótki czas w centrach handlowych czekałam, aż ktoś
      wejdzie na schody przede mną i dopiero na nie wchodziłam. Ale
      próbuję to przezwyciężać.
      Kiedyś czytałam w jakimś artykule, że psychika osoby, która bardzo
      boi się rzeczy realnych (śmierć, samotność), "chowa" te lęki pod
      rzeczami, które realnie nie są zagrożeniem (pająki, wysokość). Bo u
      mnie w sumie te fobie pojawiły się dość późno, więc raczej nie
      nauczyłam się ich od rodziców...
    • olusimama a ja się niczego nie boję ;-) 30.11.08, 10:49
      he he znaczy, nie mam fobii. Bo strachów różnych mnóstwo.
    • yaga7 Re: Fobie 30.11.08, 12:10
      Takich prawdziwych i poważnych fobii nie mam.
      Bardzo nie lubię pająków i wszelakich zwierząt o liczbie odnóży więcej niż 4 ;)) Nie to, że się boję, ale nie lubię, wywołują u mnie odruch obrzydzenia i tyle. Oczywiście tylko w sytuacjach, gdy mogę sobie na to pozwolić. Czyli jeżeli jestem sama w mieszkaniu i jest wielki straszny pająk, to nie będę latać po pokoju, krzycząc wniebogłosy, tylko go zabiję. Co prawda z obrzydzeniem, ale to zrobię ;) Ale jeżeli oprócz mnie jest Luby, to uroczo będę krzyczeć, żeby pozbył się stworzenia ;)))

      Z innych rzeczy - bardzo nie lubię bólu i jak mnie zaczyna coś boleć, mam schizy, że własnie zaczynam być śmiertelnie chora ;))) Zresztą na punkcie chorób mam małego fioła i nie jest to dobre, bo czasem przeszkadza mi w normalnym funkcjonowaniu.
Pełna wersja