Dodaj do ulubionych

no co za facet...

02.01.09, 00:10
trafił mi się facet, na którym bielizna nie robi totalnie żadnego wrażenia
(eliza czy antośka są wg niego "dziwne jakieś"), żadne przezroczyste haleczki
które sobie kupuję też nie są chwalone ani nawet zauważane, że są nowe, a
ostatnio bez żadnego echa przeszły moje nowe, czerwone satynowe stringi.
Zestaw pończochy-kabaretki + szpilki też nie został skomplementowany. Bardziej
sexy czułam się w tym zestawie chodząc sobie po domu od lustra do lustra i
czekając na szanownego pana, niż prezentując się w tym przed nim - zero
wrażenia :( A ja tak bardzo chciałabym zobaczyć w jego oczach jakiś zachwyt,
jakieś oczarowanie... ! ale na niego chyba zupełnie nic nie działa?!! :/

ja osobiście uwielbiam bieliźniane "strojenie się", jakiś bieliźniany
fetyszysta miałby ze mną chyba raj na ziemi :p ;)
Obserwuj wątek
    • ametyst89 Re: no co za facet... 02.01.09, 00:17
      Faceci to zUoooo.
      • heliamphora Re: no co za facet... 02.01.09, 15:55
        Ametyst, nie wszyscy :D
        • ametyst89 Re: no co za facet... 02.01.09, 19:12
          Heliamphora 99,99 % :P
    • pinupgirl_dg Re: no co za facet... 02.01.09, 00:20
      Współczucia... też kiedyś miałam takiego. Przyciśnięty do muru na mój nowy
      gorsecik wzruszył ramionami, pytany o bieliźniane gusta zawsze twierdził, że
      najlepiej bez niczego... eh...
    • stary_dywanik Re: no co za facet... 02.01.09, 00:58
      "Nie podoba mi się, że chcesz nosić seksowną bieliznę na codzień"
    • nesene Re: no co za facet... 02.01.09, 01:18
      spalić facetów!
      zuooooo!

      Ale powiem Ci, ze mój TŻ uwaza moja bielizna jest, uwaga - ŁADNA! Nie
      zachwycająca. Nie seksowna. Wcale nie uwodzicielska. Nie, nie. ŁADNA.
      Najfaniejsza jestem oczywiscie bez niczego. Bielizna to moze byc najwyzej ŁADNA.
      Doh! ;>
      • ametyst89 Spalić facetów! n/t 02.01.09, 01:26

      • martvica Re: no co za facet... 02.01.09, 11:34
        nesene napisała:
        > Ale powiem Ci, ze mój TŻ uwaza moja bielizna jest, uwaga - ŁADNA! Nie
        > zachwycająca. Nie seksowna. Wcale nie uwodzicielska. Nie, nie. ŁADNA.
        > Najfaniejsza jestem oczywiscie bez niczego. Bielizna to moze byc najwyzej ŁADNA

        Wiesz, grałam kiedyś w RPG u znanego Ci zapewne Miszcza Miszczów (nie pamiętam
        ilukrotnego) o inicjałach W.R. i on, chłopiec inteligentny i o dużym zasobie
        słownictwa też często na określenie przedmiotu pięknego i fantastycznie
        wykonanego używał słowa 'bardzo ładne', tak po chwili namysłu zresztą. Może oni
        tak mają jak się nakręcą ;)
    • luliluli Re: no co za facet... 02.01.09, 07:56
      ee tam:)
      A moze woli Cie bardziej ubraną? (w znaczeniu, że niemal rozebrana =
      bez niespodzianki;)
      Może jest z tych nielicznych, którzy za najseksowniejszą uważają
      bieliznę białą, zabudowaną i najlepiej z bawełny?:D tacy też
      istnieją!
      Albo jego gustowi odpowiada typ kobiety-anioła, z którym mocno
      gryzie się bieganie w szpilach i kabaretkach?
      Hmm...
      A może po prostu powinnaś przymierzyć Arabellę???;)))))


      PS jako kobieta i miłośniczka staników też nie widzę nic w wielu
      powszechnie uważanych za niesamowite stanikach (nie lubię
      Masquerade),pończochach (od kabaretek wolę białe jak ślubne) innej
      bieliźnie(haleczki mnie nie bawią, wole obcisłe przezroczyste
      koszulki, ale akurat czerwone stringi jak najbardziej uważam za
      seksowne:)
      • zazaz3 Re: no co za facet... 02.01.09, 11:18
        Moj małż należy do takiej właśnie grupy:jeśli stanik,to gładki,bez
        koronek,majtki tym bardziej(koronkowe to dla niego majtki z
        sitkiem!),raczej tangi niz stringi.łomatko!Jak na początku
        znajomosci wystąpilam w pończochach,to dostał ataku śmiechu i z
        nastroju nici...Ale przeciez kupuję dla siebie,nie dla niego.Prawda?
      • pinupgirl_dg Re: no co za facet... 02.01.09, 13:19
        Tego też próbowałam z ww ale nic z tego :/ poprostu było mu wszystko jedno... to
        były jeszcze czasy "nieuświadomione" więc bielizny miałam pod dostatkiem we
        wszystkich możliwych stylach i kolorach... Dla niego bielizna to był kolejny
        kawałek szmatki, którą trzeba zdjąć. Za to bardzo mu zależało, żebym "z
        wierzchu" była ubrana sexy (żeby koledzy zadrościli ? )
    • helenka333 a czy to jest ten facet. o ktorym 02.01.09, 09:48
      wcześniej napisałaś, ze "zostałaś sylwestrowo olana"?
      • lukrecjabo Właśnie też mi się z tym skojarzyło n/t 02.01.09, 10:11

    • tfu.tfu Re: no co za facet... 02.01.09, 11:48
      to ja mam fuksa, mój Luby uwielbia ogladać mnie w nowych stanikach, kibicuje
      moim zakupom, sam bardzo chętnie partycypuje w wydatkach :P
      co więcej, uwielbia mój błysk w oku i radość, kiedy upatrzę nową fantasie na
      ebayu ;) na początku się trochę denerwował, bo kto to widział takie drogie
      cycniki kupować, ale jak mu udowodniłam, ze ebay działa, to przestał :P
    • greylin Re: no co za facet... 02.01.09, 13:11
      eeeej, a przypadkiem mój szanowny małżonek to nie Twój facet? ;)
      Już się nawst kiedyś tu żaliłam:
      ja <prezentując nową bieliznę>: powiedz, że ładnie wyglądam
      on: nooo, może być
      ja: ale powiedz że ładzie wyglądam
      on: no przecież mówię, że może być

      ja nawet nie marzę o takich przymiotnikach jak "ładny", "może być" to komplement
      z wyższej półki ;)
      przyparty do muru uznał (bo wcześniej nie miał zdania ;) ), że najbardziej
      podoba mu się, z moich staników, uwaga... tango! nie tango plunge, najzwyklejsze
      tango II!

      to se ponarzekałam, od razu mi lepiej ;)
      • ocisza "może być" 09.01.09, 10:31
        U mojego jest podobnie jak u greylin - jak pytam o opinię o ciuchach to słyszę
        albo "może być" (jak strój uzyska aprobatę) albo "wyglądasz jak Kajko i Kokosz"
        (jeśli wyglądam źle). Faceta, który używa określenia "ładnie" zakwalifikowałabym
        na tej podstawie jako wylewnego :P
        • agacia2025 Re: "może być" 10.07.09, 20:31
          u mnie jest podobnie. W sumie to reaguje jak widzi mnie w bieliznie, ale ciuchy
          nie robia na nim wrazenia. Jak sie pytam czy mu sie cos podoba to odpowiada "ja
          sie nie znam". Kilka razy skomentowal tylko moj ubior. Raz jak pytalam sie czy
          podoba mu sie moja nowa bluzka (taka haftowana, luzna, czarna, hippy),
          odpowiedzial, ze ta bluzka wyglada jak stroj zalobny zespolu Mazowsze;p
          Jak ubieram sie na jakis "bal" czy wesele to zazwyczaj moje sukienki maja spore
          dekolty i tylko slysze ze w tym nie pojde, albo ze mam caly wieczor nie sciagac
          marynarki. Wnioskuje wtedy, ze dlatego ze mu sie podobam i boi sie, iz i innym
          bede sie podobac (oczywiscie pochlebia mi to). Ale, ze takie imprezy byly w
          naszym wspolnym zyciu tylko 3, wiec nie zaczasto zdaza mi sie slyszec ukryte
          komplementy.
          Za to raz powiedzial mi ze slicznie wygladam na naszej pierwszej rocznicy slubu,
          kiedy to udzielil mu sie chyba romantyczny nastroj:)
          • jul-kaa Re: "może być" 10.07.09, 20:50
            hahah, moj sie za to interesuje wszystkimi nowymi ciuchami, stanikami i im
            podobnymi "akcesoriami". Od kiedy go mam nie znosze chodzic na zakupy z kims
            innym, ani tym bardziej sama :) Zresztą nikt inny mi tak nie doradzi, z nikim
            nie będę się czuła taka śliczna.
            Ostatnio złapałam się na tym, że opowiadałam mu, jak na mojej mamie leży nowy
            effuniak. Zboczenie jakies...
    • pierwszalitera Re: no co za facet... 02.01.09, 15:22
      O matko, po co tyle krzyku? ;-) Nie każdy facet reaguje stereotypowo na kreowane przez czasopisma "seksowne" bodźce. Rozumiem, że może to być odrobinę stresujące, gdy nie posiada się psa Pawłowa, ale za to sytuacja zachęca do głębszego zainteresowania się prawdziwymi i indywidualnymi potrzebami seksualnymi partnera. Może okazać się, że są bardziej ekscytujące niż odrobina poljesterowej koronki. ;-) Miłego odkrywania! :-)
      • pinupgirl_dg Re: no co za facet... 02.01.09, 15:31
        To zależy... bo jeśli poprostu nie przepada za gorsetem z czerwonymi stringami
        to jestem w stanie wybaczyć... ale jeśli obojętne mu czy mam na sobie reformy w
        grochy czy koronkowe majteczki, w ogóle widok mnie w samej bieliźnie niejak na
        niego nie działa to bym się zaczęła poważnie zastanawiać :).
        • pierwszalitera Re: no co za facet... 02.01.09, 16:11
          pinupgirl_dg napisała:

          > To zależy... bo jeśli poprostu nie przepada za gorsetem z czerwonymi stringami
          > to jestem w stanie wybaczyć... ale jeśli obojętne mu czy mam na sobie reformy w
          > grochy czy koronkowe majteczki, w ogóle widok mnie w samej bieliźnie niejak na
          > niego nie działa to bym się zaczęła poważnie zastanawiać :).

          Hmm... Faceci reagują wprawdzie na wizualne bodźce, ale nigdy nie wiadomo na jakie. Czasem właśnie w reformach w grochy wyglądamy dla nich niesamowicie ponętnie. ;-) Z doświadczenia wiem też, że dla faceta często o wiele bardziej podniecające jest to, jak kobieta się zachowuje, a nie jak wygląda, więc może w tym problem? ;-) Aż tak prymitywny i mało wymagający męski tryb seksualny nie jest, że wystarczy pokazać tylko majtki. ;-)
          • pinupgirl_dg Re: no co za facet... 02.01.09, 16:30
            "Z doświadczenia wiem też, że dla faceta często o wiele bardziej podniecające
            jest to, jak kobieta się zachowuje, a nie jak wygląda, więc może w tym problem?
            ;-) Aż tak prymitywny i mało wymagający męski tryb seksualny nie jest, że
            wystarczy pokazać tylko majtki. ;-)"

            No może ja byłam tak prymitywna i do bani, nie wiem. Ten jeden który miał gdzieś
            moją bielizne uważał za podniecające chyba jedynie filmy porno - ale chyba nie o
            to Ci chodziło.
            W każdym razie reszta komplementowała moją bieliznę, choćby "z grzeczności" i
            może nie byli jakimiś wielkimi fetyszystami, ale raczej ramiączko stanika
            "przypadkiem" wystające na nich jednak działało.
            • pierwszalitera Re: no co za facet... 02.01.09, 19:30
              pinupgirl_dg napisała:

              > No może ja byłam tak prymitywna i do bani, nie wiem. Ten jeden który miał gdzie
              > ś
              > moją bielizne uważał za podniecające chyba jedynie filmy porno - ale chyba nie
              > o
              > to Ci chodziło.

              Ależ, ależ, wcale nie napisałam, że używanie bielizny jako wabika jest prymitywne. ;-) Tylko, że nie zawsze jest prosty input - output. ;-) I że (doświadczni) faceci wcale nie są tacy prości, jak nam kobietom się wydaje. My też nie lubimy być wrzucane do jednego babskiego wora, więc do każdego faceta trzeba znaleść też indywidualne podejście. Jeżeli nam akurat na tym zależy. ;-) Mojego aktualnego TŻ też akurat bielizna nie kręci, za to inne rzeczy. ;-) Ale miałam też już takiego, przed którym mogłam godzinami prezentować zawartość bieliźnianej szuflady. Ubieranie i rozbieranie do znudzenia. ;-)
              • pinupgirl_dg Re: no co za facet... 02.01.09, 19:53
                A ja nie napisałam, że każdy facet ma paść do stóp na widok koronkowych majtek
                ;). Nie jestem aż naiwna, żeby uważać, że wystające z biodrówek stringi na
                każdym muszą zrobić (pozytywne) wrażenie.
                Zdecydowanie jednak wymagam, żeby "zawartość" tej bielizny (mojej) była dla
                niego (mojego mężczyzny) interesująca. Komplementy dt stanika odczytuję jako
                znak, że mu się podobam w tym (ja, stanik to tylko dotatek).


                A gustów jest tyle, ilu mężczyzn. Mój brat krzywi się na widok koronki, za to
                bardzo lubi gładką bieliznę. A największe wrażnie zrobiły (nocowalam razem z
                kolegami i wszyscy wyrazili zachwyt) zrobił biały komplecik z elastycznej
                koronki - krótka bluzeczka ze stanikiem (bez fiszbinów) i zwykłe majtki...
                • pierwszalitera Re: no co za facet... 03.01.09, 13:39
                  pinupgirl_dg napisała:

                  > Zdecydowanie jednak wymagam, żeby "zawartość" tej bielizny (mojej) była dla
                  > niego (mojego mężczyzny) interesująca. Komplementy dt stanika odczytuję jako
                  > znak, że mu się podobam w tym (ja, stanik to tylko dotatek).

                  Chyba rozumiem o co ci chodzi, ale dziwnie to formułujesz. ;-) Wymagasz, by uważał cię za interesującą i podniecającą? Wymagasz stale (nieprawdziwych) komplementów potwierdzających to zainteresowanie? Słowo "wymagać" ma dla mnie wiele wspólnego z przymusem. Pewnie dla wielu facetów też. ;-)
                  • pinupgirl_dg Re: no co za facet... 03.01.09, 14:12
                    hmm.. myślę, że rozumiesz :). "Wymagam" żebym mu się podobała - jak najbardziej
                    :). Myślę, że bez tego szkoda, żeby się facet ze mną męczył. A co do
                    komplementów to nie domagam się od rana do nocy, ale jeśli facet nie zauważy, ze
                    zmieniłam fryzurę, nt bielizny wszystko mu jedno itd itd ... jeśli przez dłuższy
                    czas nie zobaczę "błysku w oku" (nie musi to być błysk w oku na widok nowego
                    gorsetu) to się zacznę poważnie zastanawiać, czy wszystko jest ok.

                    Chociaż z drugiej strony wiem, że niektóre kobiety mają inny problem - mężczyzna
                    bierze sobie "szarą myszkę" i wciska ją w gorsety, szpilki i mini... tego tym
                    bardziej nie rozumiem.
    • carmelli Re: no co za facet... 02.01.09, 19:17
      ehh... ja to po zakupieniu Sahary napisalam smsa (w domysle
      kuszacego), ze kupilam sobie boski gorset

      i zero odzewu

      po paru tygodniach powtorzylam w rozmowie i uslyszalam: a co to jest
      gorset?!?

      przynajmniej tyle w kwestii wyjasnienia;)) no ale to nie jest moj
      facet, tylko taki prawie
      • pinupgirl_dg Re: no co za facet... 02.01.09, 19:20
        Hahaha ! Słodkie :)
      • elrosa Re: no co za facet... 02.01.09, 20:30
        Mój na pytanie, czy mogę sobie kupić gorset, bo ładny, spytał, czy ładny worek na kartofle też sobie kupię ;)
        Za karę do tej pory go jeszcze nie widział, a mam już od miesiąca :)
      • carmelli Re: no co za facet... AAAA APDEJT 12.01.09, 22:29
        ekhem.. donosze, ze po lekcji bardzo pogladowej pt. "Jak wyglada i
        co to jest gorset" ;) swiat mezczyzn zyskal nowego milosnika
        gorsetow:)

        wprawdzie lekcja pogladowa trwala jakies pare sekund a nastepnie
        byly cwiczenia praktyczne pod tytulem "Jak to sie zdejmuje"
        ...
        ale liczy sie szeroko pojeta edukacja i niesienie kaganka oswiaty,
        prawda?!
        • pinupgirl_dg :D n/t 12.01.09, 22:43

    • malagracja Moze zrob tak... 02.01.09, 21:25
      kup jemu koronkowe bokserki i pokaż mu jakie robisz ochy, achy i westchnienia i
      jak sie wtedy na niego rzucasz. Moze weźmie z Ciebie przykład.
    • polta Re: no co za facet... 03.01.09, 00:12
      A może po prostu ten typ tak ma. Ja mogę się ubierać seksownie, a największy
      błysk w oku własnego faceta dostrzegam, gdy widzi mnie w za dużym podkoszulku
      bez stanika i majtkach.
      • mauzonka mój mauzon też wrogi gorsetom 03.01.09, 04:15
        I to nie dlatego, że nie wie, co to (został wyedukowany w kwestiach zasadniczych:), ale ponieważ uważa, że gorsety zasłaniaja brzuszek, a brzuszek jest miły i należy go odsłaniać. Wymskło mu się też coś w stylu "gorsety są dla grubych bab, które muszą zasłaniac brzuch". Usiłowałam polemizować, bo się nie zgadzam z owym poglądem zupełnie, ale nie szło zmienić zapatrywań maużonka. No i gorsetu nie mam... zresztą, mierzyłam kilka cichcem i żaden nie leży:/
        • pinupgirl_dg Re: mój mauzon też wrogi gorsetom 03.01.09, 11:53
          "uważa, że gorsety zasłaniaja brzuszek, a brzuszek jest miły i należy go odsłaniać"

          Też się spotkałam z takim poglądem :)
        • dziwna_dziewczyna Re: mój mauzon też wrogi gorsetom 03.01.09, 13:52
          Nie, nie, gorsety są dla domin :D
          Już opracowałyśmy plan: kupuje się gorset i się lubego do łóżka przywiązuje i nim biczuje, aż zdania nie zmieni ;)
          Ciężkie jest życie z odmiennym gustowo małżem.
          • pinupgirl_dg Re: mój mauzon też wrogi gorsetom 03.01.09, 14:08
            Hehe, nie ma to jak dar przekonywania :)
        • pierwszalitera Re: mój mauzon też wrogi gorsetom 03.01.09, 14:01
          mauzonka napisała:

          > I to nie dlatego, że nie wie, co to (został wyedukowany w kwestiach zasadniczyc
          > h:), ale ponieważ uważa, że gorsety zasłaniaja brzuszek, a brzuszek jest miły i
          > należy go odsłaniać. Wymskło mu się też coś w stylu "gorsety są dla grubych ba
          > b, które muszą zasłaniac brzuch".

          Ja muszę się przyznać, że osobiście też nie lubię gorsetów i rozumiem męską logikę w tej dziedzinie. ;-) Mnie też gorset kojarzy się z czymś, co powinno odciągać uwagę od niedoskonałości figury. A faceci lubią kobiety, które są ze swojego ciała zadowolone. Na dodatek gorset ma być symbolem jakiejś kabaretowo-niedozwolonej seksualności, co w dzisiejszych liberalnych czasach jest trochę... pruderyjne. Sorry. ;-) Nie przeczę, że są faceci, których coś takiego kręci, ale dla niektórych, to zupełnie niepotrzebne gadżety. No i często nie mają pojęcia jak to się zdejmuje, a to oznacza spory stres i strach przed kompromitacją. ;-)
          • pinupgirl_dg Re: mój mauzon też wrogi gorsetom 03.01.09, 14:08
            "No i często nie mają pojęcia jak to się zdejmuje, a to oznacza spory stres i
            strach przed kompromitacją. ;-)"

            Oj coś w tym jest, czasem fajna bielizna oznacza nieprzewidziane "kłopoty
            techniczne" :). Zresztą to podobno dla facetów strasznie stresujące, gdy nie
            mogą np odpiąć stanika.
          • m.arta.m Re: mój mauzon też wrogi gorsetom 03.01.09, 14:36
            kurcze, a mnie się wydawało, że gorset jest właśnie dla tych, które dobrze czują
            się w swoim ciele.
            Oczywiście jeśli rozmawiamy o gorsetach sypialnianych/erotycznych/ładnych, a nie
            wyszczuplających/korygujących.

            • pierwszalitera Re: mój mauzon też wrogi gorsetom 03.01.09, 14:51
              m.arta.m napisała:

              > kurcze, a mnie się wydawało, że gorset jest właśnie dla tych, które dobrze czuj
              > ą
              > się w swoim ciele.

              A wiesz na co skarżą się często mężczyźni? Na to, że ich kobiety nie potrafią poruszać się seksi i swobodnie kiedy są nago. W gorsecie tak, ale już bez jest o wiele trudniej. A facetów kręcą nasze seksowne ciała, a nie sztywne koronki. ;-)
              • roza_am Re: mój mauzon też wrogi gorsetom 03.01.09, 15:02
                Może dlatego, że w gorsecie "gramy rolę" seksownego kociaka, w pewien sposób
                bawimy się własnym ciałem, prowokujemy, a nago jesteśmy po prostu sobą. A kiedy
                jesteśmy sobą, chcemy, aby facet widział NAS (ciało, duszę, intelekt - wszystko
                naraz), a nie wyobrażał sobie abstrakcyjnego kociaka w naszym ciele.
                • pierwszalitera Re: mój mauzon też wrogi gorsetom 03.01.09, 16:13
                  roza_am napisała:

                  > Może dlatego, że w gorsecie "gramy rolę" seksownego kociaka, w pewien sposób
                  > bawimy się własnym ciałem, prowokujemy, a nago jesteśmy po prostu sobą. A kiedy
                  > jesteśmy sobą, chcemy, aby facet widział NAS (ciało, duszę, intelekt - wszystko
                  > naraz), a nie wyobrażał sobie abstrakcyjnego kociaka w naszym ciele.

                  Możliwe, ale sugerujesz tym trochę, że nasza seksualna strona jest jakby gorsza i nie należąca do końca do naszej osobowości. Coś, co trzeba "grać" przy pomocy pewnych gadżetów. Spłycamy wtedy tą ważną część naszego życia tylko do cielesności i powierzchowności. Podniecać można jednak też duszą i intelektem. Wtedy nasz facet nie będzie tak łatwo reagował na byle ramiączko u obcego kociaka. ;-)
                  • roza_am Re: mój mauzon też wrogi gorsetom 03.01.09, 16:48
                    > Możliwe, ale sugerujesz tym trochę, że nasza seksualna strona jest jakby gorsza
                    > i nie należąca do końca do naszej osobowości. Coś, co trzeba "grać" przy pomoc
                    > y pewnych gadżetów. Spłycamy wtedy tą ważną część naszego życia tylko do cieles
                    > ności i powierzchowności. Podniecać można jednak też duszą i intelektem. Wtedy
                    > nasz facet nie będzie tak łatwo reagował na byle ramiączko u obcego kociaka. ;-
                    > )

                    Gorzej, sugeruję, że męska seksualność jest skoncentrowana na cielesności, a my
                    się do tego dostosowujemy grając te kociaki. Oczywiście wolałabym, żeby było tak
                    jak piszesz - podniecanie intelektem, duszą, osobowością. To o wiele ciekawsze i
                    przyjemniejsze niż wspomniane gadżety. Tylko jak przewarunkować tych naszych panów?
                    • pinupgirl_dg Re: mój mauzon też wrogi gorsetom 03.01.09, 16:56
                      Chyba nie jest z panami aż tak źle :). Swoją drogą my też nie jesteśmy aż tak
                      niewinne ;).
                      • roza_am Re: mój mauzon też wrogi gorsetom 03.01.09, 17:06
                        > Chyba nie jest z panami aż tak źle :). Swoją drogą my też nie jesteśmy aż tak
                        > niewinne ;).
                        No, powiedzmy, ze chodzi o proporcje. Niech sobie cenią tę cielesność, ale nie aż tak bardzo :). Albo niech przynajmniej mniej to okazują, a częściej te bardziej wzniosłe zainteresowania.
                        A poza tym, ja lubię być seksi wtedy, kiedy ja tego chcę, a nie wtedy, kiedy chce tego facet. Taki wredny egoizm :)
                        • pinupgirl_dg Re: mój mauzon też wrogi gorsetom 03.01.09, 17:22
                          Mi się wydaje, że facetom się wydaje, że oni wręcz muszą tak "cenić sobie
                          cielesność". Zauważyłam, że sposób w jaki mówią o kobietach bardzo się zmienia w
                          towarzystwie innych facetów. W pierwszej chwili myślałam, że w swoim gronie są
                          wobec siebie szczerzy i mówią to co myślą, a nam kobietom mydlą oczy. Teraz sie
                          zastanawiam, czy czasem bardziej nie grają między sobą. Tak naprawdę z moich
                          doświadczeń wynika, że żaden nie jest takim ogierem za jakiego się uważa (może z
                          małymi wyjątkami).
                          • pierwszalitera Re: mój mauzon też wrogi gorsetom 03.01.09, 18:49
                            pinupgirl_dg napisała:

                            W pierwszej chwili myślałam, że w swoim gronie są
                            > wobec siebie szczerzy i mówią to co myślą, a nam kobietom mydlą oczy. Teraz sie
                            > zastanawiam, czy czasem bardziej nie grają między sobą. Tak naprawdę z moich
                            > doświadczeń wynika, że żaden nie jest takim ogierem za jakiego się uważa (może
                            > z
                            > małymi wyjątkami).

                            Dokładnie tak. Faceci muszą sobie wzajemnie imponować. Taka ich natura. W męskim towarzystwie nie ma miejsca na słabości. Konkurencja, konkurencja i jeszcze raz konkurencja. Tylko najlepszy wybrany zostanie na przewodnika stada. ;-)
                        • pierwszalitera Re: mój mauzon też wrogi gorsetom 03.01.09, 18:43
                          roza_am napisała:

                          > No, powiedzmy, ze chodzi o proporcje. Niech sobie cenią tę cielesność, ale nie
                          > aż tak bardzo :). Albo niech przynajmniej mniej to okazują, a częściej te bardz
                          > iej wzniosłe zainteresowania.
                          > A poza tym, ja lubię być seksi wtedy, kiedy ja tego chcę, a nie wtedy, kiedy ch
                          > ce tego facet. Taki wredny egoizm :)


                          Być może związane jest to z moim dojrzalszym wiekiem, ale absolutnie nie uważam, by zachwiane były tu jakieś proporcje. ;-) Mężczyźni podchodzą może inaczej do miłości, ale to nie znaczy, że prymitywnie. Piszę tu jednak tylko o moich własnych doświadczeniach, bo mam osobiście słabość do bardziej wymagających i nawet trochę opornych mężczyzn. To pobudza szalenie erotyczną kreatywność. ;-) No i naturalnie, że chodzi o to, by być seksi, gdy ma się samej na to ochotę. To nie jest żaden wredny, tylko zdrowy egoizm. Pytanie tylko, dlaczego nie mamy ochoty, wtedy gdy ma ją nasz partner? ;-) A jeżeli ma się partnera absolutnie niezgranego z naszym indywidualnym temperamentem i nie chcemy, lub nie możemy się rozstawać, to chyba zostają tylko obopólne kompromisy. Nie można się jednak łudzić, że temu z większym temperamentem nie będzie na dłuższą metę czegoś brakowało.
                    • pierwszalitera Re: mój mauzon też wrogi gorsetom 03.01.09, 19:13
                      roza_am napisała:

                      > Gorzej, sugeruję, że męska seksualność jest skoncentrowana na cielesności, a my
                      > się do tego dostosowujemy grając te kociaki. Oczywiście wolałabym, żeby było ta
                      > k
                      > jak piszesz - podniecanie intelektem, duszą, osobowością. To o wiele ciekawsze
                      > i
                      > przyjemniejsze niż wspomniane gadżety. Tylko jak przewarunkować tych naszych pa
                      > nów?

                      Dla mnie to stereotypy, do których nie pasują moje życiowe doświadczenia. Może oglądasz się za nieopowiednimi kandydatami? Moich facetów nie kręciły kociaki, tylko pewne siebie, swoich potrzeb (także seksualnych), silne kobiety. Takie, które nie mizdrzą się, czekając na łaskawe przyzwolenie mistrza, tylko same biorą czego chcą i decydują. Wtedy cielesność staje się jakby drugorzędna, bo przestaje być towarem, o który faceci muszą walczyć, a zaczyna gra na intelekt i osobowość. Najważniejszy organ seksualny u ludzi znajduje się ciągle między uszami i u każdego można go uruchomić. ;-)
                      • roza_am Re: mój mauzon też wrogi gorsetom 03.01.09, 19:38
                        Wyolbrzymiam, coby rozmowa nie traciła na lekkości.
                        A co do doświadczeń, to pewnie masz rację. Moja siła raczej odstrasza. Gra intelektu super-hiper, ale do innych celów są te słodkie i bezbronne. Albo wręcz przeciwnie - jestem postrzegana i pożądana jako kobieta, ale tej duszy za mało dostaję. Bo w tym cały jest ambaras... Ale twój przykład daje nadzieję, że można obie sfery harmonijnie pogodzić :)
                        Swoją drogą dałaś mi do myślenia. I wnioski są optymistyczne, choć niebudujące. Okazuje się, że leży u mnie komunikacja werbalna w pewnej sferze. Optymistyczne, bo łatwo to naprawić, jak już mam tę świadomość. A niebudujące, bo to ja wszystkim naokoło trąbię o kluczowej roli owej komunikacji. He, he, przyszła kryska na Matyska :)
                        • pierwszalitera Re: mój mauzon też wrogi gorsetom 03.01.09, 20:46
                          roza_am napisała:

                          I wnioski są optymistyczne, choć niebudujące.
                          > Okazuje się, że leży u mnie komunikacja werbalna w pewnej sferze. Optymistyczn
                          > e, bo łatwo to naprawić, jak już mam tę świadomość. A niebudujące, bo to ja wsz
                          > ystkim naokoło trąbię o kluczowej roli owej komunikacji. He, he, przyszła krysk
                          > a na Matyska :)

                          Uuuuu, o komunikacji, to ja teoretycznie też sporo wiem. ;-) Ale wiesz jak to jest. Szewc bez butów chodzi i nie trzeba mieć końskiego zdrowia, by leczyć innych. ;-) A co do harmonizacji obu stref, to najważniejsze chwycić, że jedna ani nie wyklucza i ani nie zagraża drugiej. Przyznam, że w praktyce bywa czasem ciężko i marzenia o spełniającym wszystkie nasze potrzeby partnerze nie do końca są realne. Przynajmniej nie na zawsze. ;-)
                      • pinupgirl_dg Re: mój mauzon też wrogi gorsetom 03.01.09, 19:38
                        "Moich facetów nie kręciły kociaki, tylko pewne siebie, swoich potrzeb (także
                        seksualnych), silne kobiety. Takie, które nie mizdrzą się, czekając na łaskawe
                        przyzwolenie mistrza, tylko same biorą czego chcą i decydują. "

                        Takich facetów jest nawet dość sporo :). Ale ja akurat wolałabym "Pana i Władcę"
                        (ale tylko w łóżku oczywiście) do którego mogłąbym się czasem pomizdrzyć ;).

                        Swoją drogą piszesz słowo w słowo jak mój kolega :).
                        • pierwszalitera Mizdrzenie ;-) 03.01.09, 20:12
                          pinupgirl_dg napisała:

                          Ale ja akurat wolałabym "Pana i Władcę
                          > "
                          > (ale tylko w łóżku oczywiście) do którego mogłąbym się czasem pomizdrzyć ;).
                          >
                          > Swoją drogą piszesz słowo w słowo jak mój kolega :).
                          >

                          Przysięgam, że jestem kobietą. ;-) Mam tylko sporo lat na karku i ubzdurałam sobie, że nareszcie rozgryzłam facetów. ;-) A co do mizdrzenia, to można na różny sposób. Jeżeli zaproponujesz mu na przykład: "dzisiaj chcę być twoją niewolnicą kochanie, spełniającą wszystkie twoje perwersyjne życzenia i sprawi mi wielką przyjemność, gdy będziesz wymagający, traktujący mnie z góry, a nawet odrobinę niedobry i brutalny" (opcjonalnie), to możesz mizdrzyć przed zachwyconym "Panem i Władcą" ile wlezie, ale ciągle spełniasz SWOJE zachcianki. Mężczyźni uwielbiają uszczęśliwiać w łóżku kobiety. ;-)
                          • pinupgirl_dg Re: Mizdrzenie ;-) 03.01.09, 20:43
                            > Przysięgam, że jestem kobietą. ;-)

                            Wierzę Ci :)

                            > ale ciągle spełniasz SWOJE zachcianki

                            No na to wyszło, znów Twoje na wierzchu ;). Rozmarzyłam się...
                            Pozdrawiam!
                    • tfu.tfu hmmm 07.01.09, 14:56
                      jakoś nie rozumiem, bo Luby mnie kocha tak samo w jego wielgachnej koszuli w
                      kratę i boso, w rózowej obrzydliwej flanelowej pizamie, w koronkach i bez
                      niczego. ja rozumiem, że on nawet ten róż flanelowy moze uwielbiać, ale on go
                      uwielbia na mnie. tak samo stanik/gorset/pończochy cokolwiek. ja jestem w tym
                      wszystkim najwazniejsza, więc de facto nie ma znaczenia co mam na sobie. :) i
                      może o to w tym chodzi? że dla naszych mężczyzn jesteśmy naj naj naj niezależnie
                      od opakowania? :) ale ja jestem próżna baba i lubię, jak Luby werbalizuje
                      zachwyty :P
              • pinupgirl_dg Re: mój mauzon też wrogi gorsetom 03.01.09, 15:47
                "W gorsecie tak, ale już bez jest o wiele trudniej."

                Od tego jest gorset :), żeby poczuć się seksi, ma w zamyśle podkreślić to co
                najpiękniejsze. Ale nie ma czarów, kobiety też nie wszystkie to lubią. Jedne
                czują się super, inne wręcz przeciwnie. A jak dla mnie głównym zadaniem bielizny
                jest sprawić, bym się poczuła lepiej a przy tym ma być wygodna. Nie czarujmy
                się, nagi człowiek zawsze jest trochę "bezbronny", trudno wymagać, że będziemy
                się poruszać z taką samą pewnością siebie nago jak w gorsecie, nawet gdy ten
                gorset więcej odsłania niż zasłania.
                Jak dla mnie rumieniec wstydu i lekki dystans są nieodzowne. Ale tu wchodzimy na
                delikatne łóżkowe tematy, a każdy człowiek jest inny.
                • pierwszalitera Re: mój mauzon też wrogi gorsetom 03.01.09, 16:20
                  pinupgirl_dg napisała:

                  Nie czarujmy
                  > się, nagi człowiek zawsze jest trochę "bezbronny", trudno wymagać, że będziemy
                  > się poruszać z taką samą pewnością siebie nago jak w gorsecie, nawet gdy ten
                  > gorset więcej odsłania niż zasłania.

                  Oczywiście nie ma przymusu, ale swobodnego poruszania się nago można się nauczyć. A faceci wolą nagie kobiety. Najlepszym dowodem jest, że prędzej obejrzą się na ulicy za laską bez stanika w lekko przezroczystej, albo obcisłej bluzce niż za taką zasznurowaną w satynowym gorsecie. ;-)
                  • pinupgirl_dg Re: mój mauzon też wrogi gorsetom 03.01.09, 16:36
                    Oczywiśce można :). Ale nawet kobietka w przeźroczystej bluzce nie jest naga! Na
                    ulicy za całkiem nagą może by się i obejrzeli, ale myślę że wiecej by zdziałał
                    element zaskoczenia. To już kwestia gustu, czy ktoś woli gorset czy zwiewną
                    haleczkę (zabij mnie, nie wiem, co mi się bardzej podoba :) ).
                    Poza tym lubić własne ciało to jedno, ale nikt z nas nie jest ideałem. Czasem
                    czytają kolorowe pisma mam wrażenie, że jest jakiś przymus kochania się przy
                    świetle i bezwarunkowej akceptacji swojego ciała.

                    Ps: przypomniał mi się tekst z "U Pana Boga za Piecem", gdy dziewczyna wyskakuje
                    przed narzeczonym w kusej haleczce a on na to coś w tym stylu "tyś teraz
                    bardziej rozebrana, niż jakbyś całkiem bez niczego była" - dla mnie coś w tym
                    jest ;).
                    • pierwszalitera Re: mój mauzon też wrogi gorsetom 03.01.09, 21:00
                      pinupgirl_dg napisała:

                      > Poza tym lubić własne ciało to jedno, ale nikt z nas nie jest ideałem. Czasem
                      > czytają kolorowe pisma mam wrażenie, że jest jakiś przymus kochania się przy
                      > świetle i bezwarunkowej akceptacji swojego ciała.

                      W tym masz na pewno sporo racji. Kochanie się "po bożemu", pod kołdrą i w pełnej ciemności jest już prawie perwersją. ;-)
                      • luliluli Re: mój mauzon też wrogi gorsetom 05.01.09, 08:09
                        podobnie jak perwersją staje się niekociakowanie:) ja na przykład
                        preferuję spędzanie czasu w domu w wersji "na nudystów", bez silenia
                        się na szmatki, makijaże, seksi pozycje do siedzenia na kanapie itp.
                        I wielokrotnie mój małż powtarza, że to właśnie uważa za najbardziej
                        seksi (tak się składa, że ja też;) dla mnie wyższa forma bycia seksi
                        to mieć w nosie, czy właśnie wychodzi nam mega ekstra seksi
                        wizerunek:)
    • panistrusia Re: no co za facet... 03.01.09, 12:08
      Może nie ma 'matrycy' zadrukowanej w kwestii bieliźnianej?
      Może mu jakieś zdjęcia/filmy odpowiednie podrzuć, to mu się wyrobi
      odruch kabaretki-podniecenie...
    • elayne_trakand Re: no co za facet... 03.01.09, 13:16
      Na moim bielizna robi wrazenie, kiedy przegladam cos w sklepach czy na ebayu to
      skomentuje, pomoze mi wybrac, nawet zacheci do zakupu.
      A potem stanik przychodzi i lezy nieprzymierzony. Owszem nawet wezmie do reki,
      powie ze ladny kolor, czy ze widac ze lepsza jakosc (np. Fayreform)ale jakos nie
      wykazuje checi ogladania tego na mnie ;)
      Ostatni raz widzial cos na mnie 10 listopada jak go zmusilam do sesji zdjeciowej
      do galerii, od tego czasu NIC ani ze ''starych'' ani z nowych :(
      • dzinadzins Re: no co za facet... 03.01.09, 19:24
        to ja mam chyba wielkie szczęście, mój narzeczony jest wniebowzięty, że wreszcie
        porzuciłam push-upy na rzecz miękkich staników, sam daje pieniądze na nowe
        zdobycze, no i zawsze musi napatrzeć się i wymacać, już od dawna chce mi kupić
        gorset tylko ja nie mogę się jakoś przełamać...
    • irjakrk Re: no co za facet... 03.01.09, 17:41
      czy ty aby nie urzędujesz z moim facetem ;P?

      Mnie też bielizna kręci, a mojego chłopa nie - happens.

      Za to nas razem kręci programowanie ;P
    • luliluli Re: no co za facet... 05.01.09, 08:04
      w nosie ze stanikami, przykład z wczoraj:
      Ja - ubrana w zniszczone stare dżinsy i nic więcej, rozczochrana od
      leżenia przed TV. Reakcja męża: "Wow, kochanie, wyglądasz jak
      najostrzejszy z króliczków playboya":D
      Wole to niż zachwycanie się, bądź co bądź zewnątrznym i ściągalnym,
      gadżetem jakim jest bielizna:)
      Zachwyt męża wzbudzam też chodzeniem w jego koszulce i niczym więcej
      oraz w niczym czyli w wersji saute;) w bieliźnie owszem, ale
      musiałabym codziennie wkładać coś nowego, żeby ładną bielizną
      zwrócić na siebie uwagę:)
      • irena.earl Re: no co za facet... 07.01.09, 20:06
        > Ja - ubrana w zniszczone stare dżinsy i nic więcej, rozczochrana od
        > leżenia przed TV. Reakcja męża: "Wow, kochanie, wyglądasz jak
        > najostrzejszy z króliczków playboya":D

        Coś w tym jest - w tym rozczochraniu i ubraniu się w stare ciuchy (najlepiej w
        jego własny podkoszulek).

        Moja mama powiedział mi raz, kiedy się z przejęciem wybierałam na pewne
        spotkanie - "dziecko, po co ty się tak stroisz, on i tak tego nie zauważy. To
        inne dziewczyny zauważą twoje starania, a nie facet".
        Miała rację! Nieczęsto zgadzam się z moją mamusią, ale akurat w tym wypadku
        miała 100% racji. Wydaje mi się, że wszelkie wykwintne i staranne damskie stroje
        tak naprawdę doceniają przede wszystkim inne kobiety. Pamiętam taką sytuację -
        zmieniłam i skróciłam fryzurę, i bardzo chciałam, żeby mój luby to zauważył. Po
        pół godziny nie wytrzymałam i powiedziałam mu to. On na to - a rzeczywiście,
        zauważyłem, że strefa głasku jakoś wcześniej się kończy.

        • plica Re: no co za facet... 07.01.09, 21:55
          > Coś w tym jest - w tym rozczochraniu i ubraniu się w stare ciuchy (najlepiej w
          > jego własny podkoszulek).

          tak tak. ja uwielbiam te XXL i XXXL :)
          • roza_am Re: no co za facet... 07.01.09, 22:49
            > > Coś w tym jest - w tym rozczochraniu i ubraniu się w stare ciuchy (najlep
            > iej w
            > > jego własny podkoszulek).
            >
            > tak tak. ja uwielbiam te XXL i XXXL :)

            Eh dziewczyny, pobudzacie wyobraźnię :) A jak jeszcze ten podkoszulek pachnie
            ulubionym mężczyzną...
            • luliluli Re: no co za facet... 08.01.09, 08:02
              anooo:) a jak małż wyjeżdża gdzieś daleko, można pachnącym
              podkoszulkiem w pewnym procencie zastąpić jego obecność podczas snu:D
    • kura17 oj Pierwszalitero... 07.01.09, 10:18
      ... nie wiem, czy to kwestia wieku (a raczej doswiadczenia ;)), czy zbieznosc
      charakterow (wspolnota duchowa?...), czy zwyczajny przypadek, ale gdy czytam
      Twoje posty, to staje mi jak zywo przed oczami moj romans z lat mlodzienczych z
      pewnym sporo starszym ode mnie panem...
      (tu sie rozmarzam i pograzam we wspomnieniach...)

      w zasadzie wszystkie kwestie, ktore poruszylas, byly obecne i w naszych
      relacjach i rozmowach... moglibyscie sie zamienic miejscami ;)
      ... i ta atrakcyjnosc najdziwniejszych rzeczy, niekoniecznie wszedzie
      reklamowanej "seksi bielizny" (np najzwyklejsze, cieliste rajstopy, ale
      koniecznie BEZ niczego pod spodem... i na wierzchu...)
      ... i ten brak swobody kobiet nago ("uwielbiam sposob, w jaki poruszasz sie bez
      ubrania... kobiety na ogol tak sie wstydza swojego ciala")
      ... i tak niezwykla atrakcyjnosc seksualna "tego co miedzy uszami" (my
      potrafilismy gadac, dyskutowac, spierac sie do upadlego, co wywolywalo niezwykle
      erotycznie naladowana atmosfere, nawet wsrod ludzi, a najgoretsze uniesienia
      byly zaraz po tym, jak go w karty ogrywalam...)
      ... i te zupelnie absurdane konfiguracje, co nas podnieca i jakie zachowanie w
      lozku lubimy (moj pan wrecz uwielbial, jak go pokonywalam w najrozniejszych
      "potyczkach indywidualnych" - szczery podziw, by potem, niezmiennie i ku
      obopulnej rozkoszy, pokonywac mnie w "potyczkach lozkowych"...)

      mi sie zawsze wydawalo, ze to sa oczywistosci, a widze, ze chyba nie...

      ... dziekuje za przypomnienie tych oczywistosci... pozytywnie sie rozmarzylam... ;)
      • pierwszalitera Re: oj Pierwszalitero... 07.01.09, 14:38
        kura17 napisała:

        > ... nie wiem, czy to kwestia wieku (a raczej doswiadczenia ;)), czy zbieznosc
        > charakterow (wspolnota duchowa?...), czy zwyczajny przypadek, ale gdy czytam
        > Twoje posty, to staje mi jak zywo przed oczami moj romans z lat mlodzienczych z
        > pewnym sporo starszym ode mnie panem...
        > (tu sie rozmarzam i pograzam we wspomnieniach...)

        Być może ta wspólnota, o której napisałaś, być może dużą rolę gra też wiek. Ja nie chcę tu wywyższać się moim doświadczeniem, ale to chyba normalna kolej rzeczy, że coś, co było ekscytujące w wieku lat dwudziestu, staje się dwadzieścia, albo trzydzieści lat później po prostu trywialne. Niekiedy konieczność nakazuje także zmianę orientacji, bo kobieta, która ma do zaoferowania facetowi tylko piękne ciało w bieliźnie dozna w pewnym wieku szoku, że zaczyna być dla mężczyzn powoli niezauważalna. No coż, wszyscy się starzejemy i zmieniamy, ale z tego powodu nie musimy zaraz rezygnować z seksualności i erotyki. Dobrze więc mieć coś w zapasie. ;-) Oczywiście nie mam nic przeciwko konwencjonalnym sposobom, bo sama dbam o ciało i staram się, by było jak najdłużej ładne i pociągające, ale ja też największe erotyczne wzloty przeżyłam z facetem, z którym przez pół roku wymienialiśmy z konieczności tylko listy. A całą robotę robiła tylko wyobraźnia. ;-) Gdy po tym czasie się spotkaliśmy, to byliśmy tak uzależnieni, że byle głupi gest na nas działał. To coś wypaliło się bardzo mocno i trwale w naszych mózgach. Pozostanę dla niego już na zawsze synonimem seksu i młode, atrakcyjniejsze wizualnie kobiety nie są dla mnie żadną konkurencją. I nawet gdyby takiej kiedyś cieleśnie uległ, to nie byłabym nawet zazdrosna, bo to zupełnie inna seksualna kategoria. ;-)
        • kura17 Re: oj Pierwszalitero... 07.01.09, 15:05
          ja tez mialam kiedys "listowy" (mailowy) romans...
          ... i to, jak dzialaly na mnie te maile, do dzis pamietam...
      • pinupgirl_dg Re: oj Pierwszalitero... 07.01.09, 17:42
        kura17 napisała:


        > ... i ta atrakcyjnosc najdziwniejszych rzeczy, niekoniecznie wszedzie
        > reklamowanej "seksi bielizny" (np najzwyklejsze, cieliste rajstopy, ale
        > koniecznie BEZ niczego pod spodem... i na wierzchu...)

        Ale my tu nie precyzujemy, co znaczy "seksi bielizna" :). W domyśle gorset, ale
        dla mnie też powiewna haleczka, a co do rajstop to z podobnych gustów jak Wasze
        pewnie wyewoluowało bodystocking :). O tym, że zwykłe rajstopy mogą być "seksi"
        świadczy najlepiej słynne zdjecie BrigitteBardot.


        >a najgoretsze uniesienia
        > byly zaraz po tym, jak go w karty ogrywalam...)

        Równie dobrze mogłaś z nim grać w paintballa :), pewnie też by podziałało


        > ... dziekuje za przypomnienie tych oczywistosci... pozytywnie sie rozmarzylam..
        > . ;)

        W takim razie nie przeszkadzamy :)...
        • kura17 Re: oj Pierwszalitero... 07.01.09, 19:22
          pinupgirl_dg napisała:


          > Równie dobrze mogłaś z nim grać w paintballa :), pewnie też by
          > podziałało

          mysle, ze nie...
          ... wyzwanie musialo byc intelektualne ;)


          > W takim razie nie przeszkadzamy :)...

          gdybym jeszcze miala czas na takie marzenia... mmmm...
          • pinupgirl_dg Re: oj Pierwszalitero... 07.01.09, 19:34
            Czym różni uwodzenie "intelektualne" od uwodzenia pięknym ciałem (odzianym w
            "seksi" bieliznę)? Bo opisujecie to jak "wyższy stopień wtajemniczenia", tylko
            dla "doświadczonych"...
            • kura17 Re: oj Pierwszalitero... 07.01.09, 20:21
              wydaje mi sie, ze Litera to fajnie ujela w swoim poscie.
              uroda, mlodosc - przemina, mozna nawet ich calkiem nie miec.
              wole, zeby moj zwiazek opieral sie na czyms, co trudno przemija.
              zeby erotyke budzilo cos innego, niz tylko piekne cialo.
              czlowiek to nie tylko piekne cialo, a czasami mam wrazenie, ze sie to cialo
              przecenia.

              nie twierdze, ze gdy uwodzi sie pieknym cialem, to TYLKO nim. ale mam wraznie,
              ze czesto przecenia sie znaczenie tego ciala, tego piekna. ze mamy bardzo
              plastikowy, fotoszopowy, playboyowy (od czasopisma) obraz uwodzenia i relacji
              erotycznych miedzy partnerami.

              stad i te rozczarowania tutaj - "nie bierze mnie moj gorset".

              moze warto poszukac, "co go bierze", zamiast skarzyc sie "gorsetowo"? ;)

              czy jest to wyzszy stopien wtajemniczenia? nie wiem. ale wydaje mi sie, ze daje
              trwalsze podstawy pod dobry zwiazek.
              i ja akurat nabywalam go "z wiekiem" i ze zdobywaniem nowych doswiadczen. ale
              kazdy ma swoja droge.
              • pinupgirl_dg Re: oj Pierwszalitero... 07.01.09, 20:33
                > wydaje mi sie, ze Litera to fajnie ujela w swoim poscie.
                > uroda, mlodosc - przemina, mozna nawet ich calkiem nie miec.
                > wole, zeby moj zwiazek opieral sie na czyms, co trudno przemija.

                Jeśli masz na myśli sprawność intelektualną to ona też przemija, tak jak uroda
                jest podatna na choroby i wypadki.

                Co do tego wątku to autorka ma chyba większy problem, niż gust bieliźniany
                swojego chłopaka, o czym zdaje się pisała w wątku sylwestrowym. Reszta to takie
                babskie narzekanie.

                > czy jest to wyzszy stopien wtajemniczenia? nie wiem. ale wydaje mi sie, ze daje
                > trwalsze podstawy pod dobry zwiazek.

                Myślę, że jest taki moment ze piękne ciało nie wystarczy, żeby zatrzymać faceta.
                "Piękny umysł" też nie, zawsze znajdzie się ktoś ładniejszy, inteligentniejszy,
                bardziej oczytany i bardziej zagadkowy. Zarówno uroda jak i inteligencja nie
                zależą od nas. To co zrobimy z jednym i drugim też nie zawsze jest od nas
                zależne, jeden ma większe możliwości rozwoju inny mniejsze.

                Na koniec nie rozumiem, dlaczego jedno ma się kłócić z drugim. Można być świetną
                kochanką i ciekawym rozmówcą w kiczowatej bieliźnie? Dlaczego nie...
                • kura17 Re: oj Pierwszalitero... 07.01.09, 20:50
                  pinupgirl_dg napisała:


                  > Jeśli masz na myśli sprawność intelektualną to ona też przemija,
                  > tak jak uroda jest podatna na choroby i wypadki.

                  niekoniecznie "sprawnosc" intelektualna.
                  nie chodzi o to, zeby byc jakims tytanem intelektu.
                  chodzi o to, zeby podniecam tym KIM sie jest, a nie JAKIM sie jest.
                  bo ta nasza "esensja" raczej nie przeminie. owszem, zdarzaja sie przypadki
                  zaniku lub rozpadu osobowosci, ale to sa wyjatki, a nie regula.


                  > "Piękny umysł" też nie, zawsze znajdzie się ktoś ładniejszy,
                  > inteligentniejszy, bardziej oczytany i bardziej zagadkowy.

                  nie chodzi o piekny umysl.
                  ale o roznorodnosc.
                  i o akceptacje.


                  > Na koniec nie rozumiem, dlaczego jedno ma się kłócić z drugim.

                  ale przeciez nikt nie twierdzi chyba, ze to sie kloci?
                  tylko ze obie te rzeczy sa mozliwe. czasem w jednej osobie, a czasem nie. ten
                  moj "starszy pan" prawie tak samo reagowal na ponczochy, jak na te cieliste, dla
                  mnie kompletnie wyzbyte chocby wdzieku rajstopy... jak i na "wyzwania
                  intelektualne"...
                  ale czy gdyby nie reagowal na ponczochy, za to na rajstopy tak, to bylby jakis
                  inny? gorszy? mniej pozadany? nie przystawalby do jakis "standardow"? bo
                  czytajac ten watek mam wrazenie, ze tak...

                  > Można być świetną kochanką i ciekawym rozmówcą w kiczowatej
                  > bieliźnie? Dlaczego nie...

                  ojej... caly czas usilje wytlumaczyc, ze ta bielzna, jakakolwiek ona nie jest,
                  moze NIC nie znaczyc... (tzn nie byc w ogole istotna)

                  ... freud by pewnie powiedzial, ze widzi tu wyrazne zafiksowanie na bieliznie ;)
                  • pinupgirl_dg Re: oj Pierwszalitero... 07.01.09, 21:30
                    > ojej... caly czas usilje wytlumaczyc, ze ta bielzna, jakakolwiek ona nie jest,
                    > moze NIC nie znaczyc... (tzn nie byc w ogole istotna)

                    Podobnie jak wyzwania intelektualne :).
                    Gra w karty aż tyle mówi o tym, kim jesteśmy?

                    Jeśli chłopak demonstruje mi nowe auto, to też pochwalę i będę się cieszyć, nie dla tego, że samochód mi się podoba (preferuje stare, kańciaste rzęchy) ale dlatego, że jemu się podoba i on się cieszy, a mi to w najgorszym wypadku nie robi różnicy. To nie jest dobry przykład, bo widok faceta w bieliźnie to dla mnie zdecydowanie coś innego niż widok nowego samochodu.

                    Może niektóre dziewczyny podtykają każdy nowy stanik facetowi pod nos - wtedy rzeczywiście może sie opatrzeć i nie robic już takie wrażenia. Ale w sytuacji gdy otwieram dzrzwi chłopakowi w samych pończochach/cielistych rajstopach/gorsecie/białych majtkach czy cokololwiek innego, na stole kolajca przy świecach... powiem szczerze, dla mnie to kicz, ale gdyby ktoś się tak dla mnie postarał to na pewno bym zauważyła i doceniła. Jeśli nie samą kolację, to sam fakt, że sie komuś chciało.

                    > ale czy gdyby nie reagowal na ponczochy, za to na rajstopy tak, to bylby jakis
                    > inny? gorszy? mniej pozadany? nie przystawalby do jakis "standardow"? bo
                    > czytajac ten watek mam wrazenie, ze tak..

                    A gdzie tak jest napisane?

                    Co mnie może w nim podniecać? Włosy na przedramionach, to jak pali papierosa, jak na mnie patrzy, gra w karty - jak najbardziej, niedopięta koszula, dzinsy, gdy mówi coś, na co ja nie wpadłam - nie rozdzielam tego na cielesne vs intelektualne. Poprostu jest chemia albo jej nie ma. A za co mogłabym go pokochać na ile potrafię i próbować strorzyć trwały związek - to juz dłuższa historia.
                • pierwszalitera Re: oj Pierwszalitero... 07.01.09, 22:39
                  pinupgirl_dg napisała:

                  > Co do tego wątku to autorka ma chyba większy problem, niż gust bieliźniany
                  > swojego chłopaka, o czym zdaje się pisała w wątku sylwestrowym. Reszta to takie
                  > babskie narzekanie.

                  No i właśni o to chodzi, że dziewczyna go nie kręci. Więc może zakładać gorsety i gadżety z seks shopu, a efekt będzie przypuszczalnie marny. Kolejny dowód na to, że faceci wcale nie funcjonują tak prosto i pożądanie rodzi się w głowie, a nie między nogami. ;-)
                  • pinupgirl_dg Re: oj Pierwszalitero... 07.01.09, 23:09
                    >Kolejny dowód na
                    > to, że faceci wcale nie funcjonują tak prosto i pożądanie rodzi się w głowie,
                    > a nie między nogami. ;-)

                    A kto twierdzi, że funkcjonują prosto?
                    Właśnie, pożądanie rodzi się w głowie. Dlatego potrzebujemy tej całej oprawy,
                    słów, gestów, ubioru... a czy to będą czerwone stringi czy podkoszulek czy
                    kompletnie nic to juz kwestia gustów i upodobań.
                    • pierwszalitera Re: oj Pierwszalitero... 07.01.09, 23:19
                      pinupgirl_dg napisała:

                      Dlatego potrzebujemy tej całej oprawy,
                      > słów, gestów, ubioru... a czy to będą czerwone stringi czy podkoszulek czy
                      > kompletnie nic to juz kwestia gustów i upodobań.

                      To też, ale nie tylko. Bo inaczej nie uwiodłabym faceta na odległość. ;-) I właśnie o to chodzi, że jak czerwone stringi nie działają, to nie zawsze świadczy o braku zainteresowania faceta dla bielizny. ;-)
                      • pinupgirl_dg Re: oj Pierwszalitero... 07.01.09, 23:29
                        Tekst "nie mam nic pod spodem" też nie na każdego podziała. Ale my tu nie
                        rozważamy "jak uwieść faceta" bo z założenia tematem wątku jest juz ten
                        uwiedziony ;), ale o gustach bieliźnianych. I tu masz rację, czerwone stringi
                        nie zawsze muszą być strzałem w dziesiatke.
                        Wracając do kiedyś słyszałam od jednego, że czarny czerwony i biały są już
                        oklepane, a ten pan który mi to mówił chętnie by zobaczył np cos zielonego...
                        Też bym chętnie coś takiego kupiła.
                        • pierwszalitera Re: oj Pierwszalitero... 08.01.09, 01:00
                          pinupgirl_dg napisała:

                          > Tekst "nie mam nic pod spodem" też nie na każdego podziała. Ale my tu nie
                          > rozważamy "jak uwieść faceta" bo z założenia tematem wątku jest juz ten
                          > uwiedziony ;), ale o gustach bieliźnianych.

                          Ha, ha, ha! Po pierwsze banały typu "nie mam nic pod spodem" nawet nie przyszły mi do głowy. Tego jeszcze poważnie ktoś używa? ;-) Nie będę nikogo jednak wprowadzać w szczegóły mojej ars amandi, bo to zbyt intymne i nie mam też zamiaru bezinteresownie wtajemniczać potencjalne konkurentki. ;-) A po drugie wątek był niezupełnie o gustach bieliźnianych, tylko zaczęło się od konkretnego problemu autorki. Jej interpretacja sytuacji, jest jednak tylko jedną z możliwych. Raz uwiedzony facet nie zostaje też koniecznie chętnym na zawsze. ;-)
                          • pinupgirl_dg Re: oj Pierwszalitero... 08.01.09, 19:22
                            > Nie będę nikogo jednak wprowadzać w szczegóły mojej ars amandi, bo to zbyt
                            intymne (...)

                            Łoł! Tak, wiemy już wszyscy, że masz udane życie erotyczne którego zwykli
                            śmiertelnicy nigdy nie zaznają ;). Cieszymy się razem z Tobą.
                            • pierwszalitera Re: oj Pierwszalitero... 09.01.09, 01:58
                              pinupgirl_dg napisała:

                              > Łoł! Tak, wiemy już wszyscy, że masz udane życie erotyczne którego zwykli
                              > śmiertelnicy nigdy nie zaznają ;).

                              Jak się weźmiesz do dzieła, to jeszcze zdążysz. ;-)
                              • pinupgirl_dg Re: oj Pierwszalitero... 09.01.09, 11:22
                                Dziękuję, postoję :).
    • kura17 oj Dziewczyny... 07.01.09, 10:23
      ... przypomnijcie sobie, jak czesto same sie skarzymy na wykreowany w mediach
      "photoshopowy" obraz kobiecych piersi i piersi w "seksi bieliznie"...
      ... jak walczymy z tym obrazem, jak staramy sie pokazac wszystkim kobietom, jak
      wyglada naturalny biust, ze NATURALNY biust jest piekny i godny podziwu...
      ... jak wracamy poczucie wlasnej wartosci kobietom, przez dobranie im dobrej
      bielizny, jakze, na ogol, odleglej od obowiazujacych stereotypowych idealow...

      prawda?

      a teraz SAME wymagacie od Waszych mezczyzn takich sterotypowych,
      "photoshopowych" reakcji i zachowan... pakowanych nam do glowy przez zalatujace
      erotyka reklame, media, pisemka i poradniki...

      walczycie z photoshopowym obrazem kobiety, piersi, stanika, a chcecie
      photoshopowych reakcji Waszych partnerow...
      ... dajcie im byc soba :)
      to duzo ciekawsze, niz medialne "nakazy"...
      • tfu.tfu Re: oj Dziewczyny... 08.01.09, 14:33
        oj, ale każda z nas lubi pozytywny przekaz werbalny dotyczący wygladu ;) i tu
        nie trzeba kokietować, że nam nie zalezy i jestesmy ponad. mi zależy nie tylko
        na zachwycie w oku, ale i na tym, że mój mężczyzna rano mi powie, że lubi
        patrzeć jak śpię, że bosko wygladam w czymś (czymkolwiek zresztą ;)), że dla
        niego jestem najpiękniejsza we wszystkich wszechświatach...
        mam wrażenie, ze nie chodzi o bieliznę/poządanie, tylko o ten zwerbalizowany
        zachwyt.
        :)
        • pierwszalitera Re: oj Dziewczyny... 08.01.09, 15:34
          tfu.tfu napisała:

          > oj, ale każda z nas lubi pozytywny przekaz werbalny dotyczący wygladu ;) i tu
          > nie trzeba kokietować, że nam nie zalezy i jestesmy ponad. mi zależy nie tylko
          > na zachwycie w oku, ale i na tym, że mój mężczyzna rano mi powie, że lubi
          > patrzeć jak śpię, że bosko wygladam w czymś (czymkolwiek zresztą ;)), że dla
          > niego jestem najpiękniejsza we wszystkich wszechświatach...
          > mam wrażenie, ze nie chodzi o bieliznę/poządanie, tylko o ten zwerbalizowany
          > zachwyt.
          > :)

          Podobno właśnie ta nasza potrzeba doprowadza do rozpaczy wielu facetów, bo nie wiedzą o co nam chodzi, albo jak się do tego zabrać. Pewna amerykańska pani antropolog, nazwisko wyszło mi z głowy, proponuje niezłe rozwiązanie tego problemu. Ona stosuje go też w stosunku do własnego TŻ. Powiedz facetowi wyraźnie czego oczekujesz. Powiedz mu, że sprawi ci przyjemność, gdy od czasu do czasu powie ci komplement. Nie wymagaj, by sam się domyślił. Jeżeli coś jest ci ważne, na przykład bielizna, powiedz mu, że sprawiłoby ci przyjemność, gdyby pochwalił, gdy sprawisz sobie coś nowego. Jeżeli jest ci źle i chciałabyś usłyszeć coś miłego jako pociechę, powiedz, że jest to w tym momencie niesłychanie ważne. Nie dąsaj się, tylko wyraź konkretnie o co ci chodzi. Jeżeli facet jest tobą zainteresowany i chce sprawiać ci przyjemność, to zrobi to bardzo chętnie, a może nawet nauczy się przy odrobinie talentu, kiedy i jak ma reagować. Ale nie zapominaj, że faceci fukcjonują trochę inaczej niż my, mają odrobinę inne potrzeby i nie mają zdolności telepatycznych, by odgadywać nasze życzenia.
          • tfu.tfu Re: oj Dziewczyny... 08.01.09, 15:51
            prawda, dotyczy obu płci zresztą. jak komunikacja leży, to duza szansa, że
            zwiazek tez sie rozłoży, niestety :/ (znam, przerabiałam, rozłożył mi się jeden
            własnie przez brak komunikacji).
            ale kurde, to przeciez nie powinno być dla kochajacego człowieka trudne, nie?
            taka werbalizacja zachwytu? czy ja moze mam za duże wymagania? ;)
            • pierwszalitera Re: oj Dziewczyny... 09.01.09, 01:56
              tfu.tfu napisała:

              > ale kurde, to przeciez nie powinno być dla kochajacego człowieka trudne, nie?
              > taka werbalizacja zachwytu? czy ja moze mam za duże wymagania? ;)

              Hm, miłość i zachwyt mogą być wyrażane na różne sposoby. Faceci ogólnie nie mają tak z werbalizacją, jak my kobiety. W niemieckim mówi się często: jeden facet- jedno słowo, jedna kobieta- jeden słownik. ;-) To oczywiście trochę stereotypy, ale z podłożem biologicznym i wynikające też odrobinę z wychowania. Nie chcę wdawać się jednak tutaj w socjologiczno-genetyczne dyskusje, tylko zwrócić uwagę, że brak werbalnego zachwytu u faceta, nie musi świadczyć ani o jego braku, ani ogólnie o złej woli. Ogólnie, to jest tak, że kobiety chętnie werbalizują, reagują bardziej na werbalizację i potrzebują jej bardziej, pokazując sobie w ten sposób sympatię i przywiązanie, a faceci wolą okazywać, to w działaniu. On raczej w dowód miłości przetka ci zlew, albo zrezygnuje z władzy nad pilotem przy wspólnym oglądaniu telewizji, niż dobrowolnie obsypie cię komplementami. Oczywiście faceci mogą być różni, ale większość ma tendencję w tym właśnie kierunku. Zauważ, że wiele facetów zarzuca nam z kolei gadulstwo, a my nie możemy pojąć dlaczego. ;-)
              • tfu.tfu Re: oj Dziewczyny... 09.01.09, 02:12
                to ja jednak mam szczęście ;) bo mój wyjątkowo lubi się zachwycać ;) a z czymś
                tak prozaicznym jak zlew to w sumie sama sobie mogę poradzić ;) a co ;) (zdolna
                jestem ;))
              • zmijunia.lbn Re: oj Dziewczyny... 10.01.09, 21:05
                pierwszalitera napisała:

                > Ogólnie, to jest tak, że kobiety chętnie werbalizują,
                > reagują bardziej na werbalizację i potrzebują jej bardziej, pokazując sobie w
                > ten sposób sympatię i przywiązanie, a faceci wolą okazywać, to w działaniu.

                Dobra, jestem smarkata i się nie znam, ale hmm.. U nas jest jakoś odwrotnie. Ja
                chcę tylko być razem i się do niego przytulić, a on mówi, mówi, mówi. Że może mi
                przeszkadza, że może mi się nie podoba jak on coś robi, że w ogóle to on jest
                dla mnie jakiś chyba niedobry. "Kochanie, zamknij się." "Widzisz, przeszkadzam
                Ci tylko. :(" I swoje zachwyty werbalizuje tak chętnie, że momentami mnie to już
                wkurza. :P Ja za to zachwyt wyrażam uśmiechem i rozmarzonym wyrazem twarzy. ;)
                • pinupgirl_dg Re: oj Dziewczyny... 10.01.09, 21:10
                  Bo nie ma czegoś takiego, że ogólnie kobiety to... a ogólnie faceci tamto... Mi
                  też nie zależy na tym żeby mi ktoś wiersze recytował, ale na rozmarzonym
                  spojrzeniu - jak najbardziej :)
                • pierwszalitera Re: oj Dziewczyny... 10.01.09, 21:14
                  zmijunia.lbn napisała:

                  > Dobra, jestem smarkata i się nie znam, ale hmm.. U nas jest jakoś odwrotnie. Ja
                  > chcę tylko być razem i się do niego przytulić, a on mówi, mówi, mówi.

                  Dlaczego zaraz "się nie znam"? ;-) Bywają i tacy faceci, i takie kobiety. To nie jest żadna sprzeczność. ;-) Trochę uogólniałam, by nie komplikować. :-) Ale może przy następnym facecie będzie inaczej? ;-)
                  • zmijunia.lbn Re: oj Dziewczyny... 10.01.09, 23:20
                    pierwszalitera napisała:

                    > Ale m
                    > oże przy następnym facecie będzie inaczej? ;-)

                    Nie będzie następnego <3! :D ;)
                    (Dlatego mówię, że smarkata i się nie znam.. xD)
        • pinupgirl_dg Re: oj Dziewczyny... 08.01.09, 19:25
          > tylko o ten zwerbalizowany zachwyt.

          No dobra... niezwerbalizowany też może być, ale musi być zachwyt ;D...
          • pana.cotta Re: oj Dziewczyny... 11.01.09, 14:01
            no wlasnie. a jak facet ni jak nie reaguje to nie wiadomo o co chodzi.
            mam sie domyslic, ze wyniesienie smieci to jego sposob na wyrazenie zachwytu nad
            moim wygladem? ;)
            bo generalnie o komplemenowaniu wygladu jest z zalozenia ten watek.

            mnie generalnie nie kreca specjalnie komplementy (w ogole nie przepadam za
            slowami, wole jak facet dziala), a jak chce ich posluchac to o nie prosze
            niemniej uwazam, ze kazda strona powinna czasem dostosowac sposob przekazu do
            odbiorcy :) tak dla ulatwienia sprawy.

            • pierwszalitera Re: oj Dziewczyny... 11.01.09, 14:21
              pana.cotta napisała:

              > niemniej uwazam, ze kazda strona powinna czasem dostosowac sposob przekazu do
              > odbiorcy :) tak dla ulatwienia sprawy.

              To jest naturalna konsekwencja zabawy. Tylko najpierw musi być zrozumienie odrębności potrzeb u nadawcy i odbiorcy (w końcu interesujemy się naszym partnerem) oraz komunikacja na ten temat. Bo przy sporej niezgodności, to każda strona może sobie do śmierci czekać, aż tak druga złapie, o co nam chodzi. ;-)
              • pana.cotta Re: oj Dziewczyny... 11.01.09, 21:40
                do smierci to szkoda czekac.
                no bo w koncu tyle czasu nasze potrzeby nie bylyby zaspokajane, a mamy ponoc
                jedno zycie, wiec szkoda je spedzic nieustannie sie frustrujac :)
                no chyba, ze to sa takie rzeczy do przeskoczenia. nie zostawie faceta, bo nie
                skomplemenowal mojego stanika albo nie szaleje za koronkami. mysle, ze takimi
                rzeczami nie warto sie przejmowac, moza probowac wbic do glowy co nieco, ale jak
                sie nie uda to trudno. sa jednak wazniejsze sprawy :)
    • la_parisiene Re: no co za facet... 11.01.09, 14:32
      Rzuć go!!!
      Natychmiast.
      Serio, serio.
      I zniknij całkowicie z jego życia, zapadnij się pod ziemię.
      Tu nie chodzi o zachwyty nad bielizną.
      Czytałam też wątek sylwestrowy...
      To nie Ty powinnaś się zastanawiać co jest z Tobą nie tak, to z nim jest coś nie
      tak.
      Ja się zastanawiałam przez 5 lat, a potem złożyłam pozew o rozwód.
      I to była najlepsza decyzja w moim życiu :)
    • jehanette Re: no co za facet... 13.07.09, 11:06
      To w moim związku to ja jestem tą niedobrą, która na nowe ciuchy mówi "może być"
      i nudzi się w sklepach :) Współczuję czasem mojemu mężowi bo oczywiście jak sama
      coś kupię to żądam pełnej atencji dla moich wdzięków ;)
      • ida14 Re: no co za facet... 13.07.09, 18:15
        mówicie o werbalizacji swoich potrzeb. Np takich na słuchanie komplementów. A ja
        mam z tym problem. I to nie taki, ze nie umiem powiedziec "Kotku chce od Ciebie
        słyszec komplementy, potrzebuje tego bardzo itd.". Ja to mówie, ale odpowiedzi
        słysze " Masz same wymagania, źle Ci ze mną, znów masz pretensje, znów cos robie
        źle" i co mam odpowiedziec? Przestac mówic o tym czego potrzebuje?
        • ametyst89 Re: no co za facet... 14.07.09, 10:26
          Jeśli znajdzie się więcej wad to...
          zmienić faceta? ;)
          • ida14 Re: no co za facet... 14.07.09, 14:00
            no taaak.... kiedy ja nie umiem :(
        • pierwszalitera Re: no co za facet... 14.07.09, 14:32
          ida14 napisała:

          I to nie taki, ze nie umiem powiedziec "Kotku chce od Ciebie
          > słyszec komplementy, potrzebuje tego bardzo itd.". Ja to mówie, ale odpowiedzi
          > słysze " Masz same wymagania, źle Ci ze mną, znów masz pretensje, znów cos robi
          > e
          > źle" i co mam odpowiedziec? Przestac mówic o tym czego potrzebuje?

          Jeżeli czegoś potrzebujesz, a bezpośrednie wyrażnie życzeń nie sprawdza się w praktyce, musisz zdać się na psychologiczną regułę przymusu oddawania długu. To znaczy, że każdy czuje się mniej lub więcej zobowiązany za przysługę odpoweidzieć podobnym. Dla ciebie konkretnie znaczy to, że powinnaś wprowadzać do waszej komunikacji komplementy w stronę faceta. Tak jakby było to zupełną normalnością i rób to często, bez okazji i przy okazjach. Sprawiaj mu werbalnie przyjemność, mów co ci się w nim podoba, za co go podziwiasz, chwal go, mów że dobrze wygląda, kiedyś zacznie odpowiadać podobnym. Jeżeli nie jest zupełnie bezmyślnym idiotą. ;-) Być może ma rację, że syganlizujesz mu tylko jego błądy, przewinienia i niedociągnięcia. Z jakiego powodu miałyby prawić więc ci komplementy? Mężczyźni też lubią być podziwiani i adorowani, czasem przechodzą wtedy nawet samego siebie, by sprawić przyjemność osobie, która robi mu też dobrze. ;-)
          • ida14 Re: no co za facet... 14.07.09, 15:31
            Dziękuję za radę :) próbowałam tak. Ogólnie to wydaje mi sie, że on ma jakies
            niskie mniemanie o sobie i zawsze starałam sie go chwalic i mowic, ze ja w niego
            wierzę. No tylko kurcze... czasami sie wsciekam i mówie w myslach" a fige, ja Ci
            tu bede słodzic, a Ty nawet raz na pół roku mi komplementu nie powiesz,
            niedoczekanie!" mam wrazenie, że jak tak duzo mowie jaki to on wspaniały to on
            zaczyna sie przyzwyczajac i przyjmowac pozycje "mnie sie nalezy". Jak go na siłe
            próbuje wypytac czy mu sie jeszcze podobam itp. to sie oburza "przeciez z Tobą
            jestem!" raz sie obraził, że psuje nastrój....
            • roza_am Re: no co za facet... 14.07.09, 15:49
              To może inaczej. Zamiast wyrażać wprost zapotrzebowanie na komplementy, możesz spróbować dziękować/chwalić za to co już dostajesz. Np. "bardzo lubię kiedy mówisz mi...", "kiedy tak na mnie patrzysz, to...", "nie ma to jak wspólny spacer, fajnie, że ze mną poszedłeś" itp. Chodzi o tzw. wzmacnianie pozytywne tego co od niego dostajesz, a co Tobie się podoba, sprawia Ci największą przyjemność. Wtedy facet słysząc pozytywny komunikat na swój temat czuje się OK i sam z siebie chętniej powtarza to zachowanie, za które jest chwalony.

              No i warto też się nauczyć czerpania przyjemności z pozawerbalnych i pozaromantycznych przejawów okazywania uczuć. Z tego słynnego umycia kobiecie samochodu. Takie prozaiczne gesty naprawdę można odbierać bardzo pozytywnie :)
            • pierwszalitera Re: no co za facet... 14.07.09, 16:12
              ida14 napisała:

              No tylko kurcze... czasami sie wsciekam i mówie w myslach" a fige, ja C
              > i
              > tu bede słodzic, a Ty nawet raz na pół roku mi komplementu nie powiesz,
              > niedoczekanie!" mam wrazenie, że jak tak duzo mowie jaki to on wspaniały to on
              > zaczyna sie przyzwyczajac i przyjmowac pozycje "mnie sie nalezy". Jak go na sił
              > e
              > próbuje wypytac czy mu sie jeszcze podobam itp. to sie oburza "przeciez z Tobą
              > jestem!" raz sie obraził, że psuje nastrój....

              No widzisz, masz dowód na to, że twój facet ma problemy z komplementami nie tylko wyrażanymi przez siebie, tylko nawet z takimi w swoją stronę. To nie ma nic wspólnego ze złą wolą, tylko uwarunkowane jest doświadczeniami w przeszłości i pewnymi przekonaniami o zależnościach życiowych. Zakładanie, że on przyzwyczai się do ciepełka i będzie to niecnie wykorzystywał jest moim zdaniem błędem. To nawet trochę dziecinne, nie uważasz? W końcu oczekujesz też trochę bezinteresowaności i spontaniczności, więc licytowanie się, kto daje w takim przypadku więcej nie sprzyja celowi. No i przecież chodzi też o przyzwyczajenie, z którego chcesz by często korzystał, więc w drugą stronę nie powinno być to też tylko od święta. Niektórzy mężczyźni mają ponadto ( kobiety zresztą też) wyjątkowy odraz do przymusowych zachowań i chcą mieć uczucie dobrowoloności. Być może facet chciałaby cię nawet zaskoczyć, ale częstymi pytaniami o podobanie się po prostu go blokujesz? Stań się jego modelem, pokaż mu, że dawanie komplementów jest przyjemnością nie tylko dla odbiorcy, a także dla dającego i nie traktuje się tego jako obowiązku. Może zechce sam tego spróbować. I zastanów się też, z jakiego powodu potrzebujesz komplementów. Czy chodzi tylko o przyjemność, albo czy nie potrzebujesz ich jako potwierdzenia jakiś wartości, o których nie jesteś przekonana, czy je posiadasz. Bo wtedy nie tędy droga. Z mojego doświadczenia wiem, że najwięcej komplementów dostają osoby, które są same przekonane o własnej atrakcyjności i wrażeniu, którym robią na ludziach. Jak chce się być taką osobą, to nie ma co czekać na komplementy robione przez innych, tylko trzeba robić je samemu. Automatycznie wyglądamy wtedy na kogoś, komu więcej się od innych należy. ;-)
              • ida14 Re: no co za facet... 14.07.09, 19:22
                Pierwszalitero- dziecinne bo ja w sumie jeszcze dzieckiem jestem:) to jest mój
                pierwszy poważniejszy związek i naprawde bardzo sie staram. Wręcz rozpieszczam
                mojego T. Wiem, że on ma problemy ze sobą tzn. samooceną, takze w relacji ze mna
                to wychodzi. Czasami mam wrazenie, że probuje mnie obwinic o wszystkie swoje
                niepowodzenia i traktuje jak wroga, nieświadomie tak jakby.
                Co do potrzeby bycia komplementowaną. Całe zycie byłam w cieniu kolezanki duzo
                ładniejszej (w moim mniemaniu) i pewnej siebie, majacej mase kontaktów i swobode
                w zawieraniu znajomosci. Chłopcy mnie nie zauwazali wcale praktycznie, a ja
                tworzyłam wokół siebie mur, zeby nikt mnie nie zranił bo uwazałam sie za
                nudziarę dobrą najwyzej na kumpla czasami. No i z T. było tak, ze to ja sie koło
                niego zakreciłam i doprowadziłam do tego, że przyjazn sie troche przekształciła
                ;) tylko ja cały czas teraz mysle, że nie jestem dla niego dosc atrakcyjna itd.
                • pierwszalitera Re: no co za facet... 15.07.09, 00:43
                  ida14 napisała:

                  Chłopcy mnie nie zauwazali wcale praktycznie, a ja
                  > tworzyłam wokół siebie mur, zeby nikt mnie nie zranił bo uwazałam sie za
                  > nudziarę dobrą najwyzej na kumpla czasami. No i z T. było tak, ze to ja sie koł
                  > o
                  > niego zakreciłam i doprowadziłam do tego, że przyjazn sie troche przekształciła
                  > ;) tylko ja cały czas teraz mysle, że nie jestem dla niego dosc atrakcyjna itd.

                  Przede wszystkim uważam, że nie musisz mieć powodów, by czuć się gorszą od jakiś tam koleżanek, które w potocznym mniemaniu są atrakcyjniejsze. Przyjrzyj się dokładnie temu, co potrafisz. Nie czekałaś, aż poderwie cię jakiś facet interesujący się tym, na co lecą wszyscy, tylko wybrałaś sobie chłopaka sama. I o dziwo, potrafiłaś go zdobyć dla siebie. Czyż to nie jest powód do dumy i oznaka tego, że jak ktoś cię naprawdę interesuje, to dokładnie wiesz co zrobić, by go o siebie okręcić? Więc może aż taką ofiarą nie jesteś? ;-) Nie trzeba się też podobać wszystkim. Często te rozrywane przez chłopaków dziewczyny, nie mają okazji sprawdzić, czego naprawdę potrzebują, a nawet stają się ofiarami facetów, którzy traktują je tylko jako zdobycze łechtające przez jakiś czas mile ambicję. Nadmiar kandydatów, może być też bardzo stresujący, bo nie każdy podrywający nas chłopak jest w ogóle warty zainteresowania. Ty dokonałaś własnego wyboru i wierz mi, to jest często dla kobiety lepsze. Skoro zdobyłaś kogoś, na kim ci zależało, to musisz być atrakcyjna i interesująca, bo jak miałoby ci się to inaczej udać? Chyba zupełnie niepotrzebnie zadręczasz się wątpliowściami. Może nie masz tylko zwyczaju wysyłania jednoznacznych sygnałów do wszystkich mężczyzn i jesteś może też wybredniejsza, co do ludzi, z którymi chcesz się zadawać? To nie jest zawsze oznaką mniejszej siły rażenia na płeć przeciwną, tylko staranniejszych i świadomych wyborów. Zresztą, silne kobiety biorą czego chcą i nie zdają się na łaskę adoratorów. ;-) Całkiem możliwe, że właśnie to ta cecha, którą twój chłopak w tobie lubi i która go przyciąga. Może dlatego twoje łaszenie się o komplementy go drażni, bo nie interesują go trzepoczące do każdego rzęsami laski? Możliwe jednak też, że chce cię też utrzymywać w nieświadomości, bo ma porządnego stracha, że jak zorientujesz się jaką super laską jesteś, to przestaniesz się nim bidulą interesować. Pamiętaj więc, że to co udało ci się z jednym facetem potrafiłabyś zdecydowanie powtórzyć, więc nie jesteś zmuszona do zadowolenia się pierwszym lepszym. Jeżeli nie czujesz się w związku komfortowo nie musisz myśleć, że nic lepszego już się nie przytrafi. Nie uzależniaj się od słabych mężczyzn, którzy by podratować własne ego ciągną nas w dół, nie warto. :-)
                  • luliluli Re: no co za facet... 15.07.09, 07:52
                    ida14 napisała:
                    > Chłopcy mnie nie zauwazali wcale praktycznie, a ja
                    > > tworzyłam wokół siebie mur, zeby nikt mnie nie zranił bo uwazałam sie za
                    > > nudziarę dobrą najwyzej na kumpla czasami.

                    Hmmm, na potwierdzenie słów pierwszejlitery w odpowiedzi na Twój post powiem, że
                    naprawdę najważniejsze to uwierzyć w to, że bez względu na ilość adoratorów jest
                    się wspaniałą kobietą:)
                    Do czasu, gdy widziałam siebie jako kumpla wszystkich facetów bez szans na coś
                    więcej tak właśnie było.
                    Kiedy zaczęłam olewać, kto, jak, dlaczego i po co mnie tak widzi - nastąpiła
                    zadziwiająca zmiana:) pewnie to też kwestia wieku, bo cała sytuacja odmieniła
                    się raczej pod koniec studiów:)
                    w każdym razie nie ma co się spinać - komplementy (tak jak i mężczyźni)
                    pojawiają się zawsze w najmniej spodziewanym momencie;)))
    • chocochoco Re: no co za facet... 15.07.09, 01:16
      Hmm zastanowiło mnie jedno zdanie: "A ja tak bardzo chciałabym zobaczyć w jego oczach jakiś zachwyt,jakieś oczarowanie... ! ale na niego chyba zupełnie nic nie działa?!! :/". Abstrahując już zupełnie od bielizny, gdy tego nie widzi się w oczach swojego faceta to coś jest nie tak z waszym związkiem, albo z nim, zastanów się nad tym poważnie!! Ja nie wytrzymałabym długo z kimś, kto mnie by tak traktował, ja widzę zachwyt i oczarowanie w oczach swojego narzeczonego, gdy budzę się rano bez makijażu w rozczochranych włosach, gdy wychodzę spod prysznica, mam na sobie bawełniane szorty i domowy stanik, a gdy założę czarną koszulkę lub czarna Arabelkę w komplecie z thongami, to w jego oczach jest już tylko dzika żądza, a nie zachwyt :P. Może po prostu nie warto się zastanawiać czemu GO coś nie kręci, ale poszukać takiego, którego będziesz kręcić Ty w każdym wydaniu!!;-)
      • pierwszalitera Re: no co za facet... 15.07.09, 13:11
        chocochoco napisała:

        ja widzę zachwyt i oczarowanie w oczach swojego narzeczonego, gdy bu
        > dzę się rano bez makijażu w rozczochranych włosach, gdy wychodzę spod prysznica
        > , mam na sobie bawełniane szorty i domowy stanik, a gdy założę czarną koszulkę
        > lub czarna Arabelkę w komplecie z thongami, to w jego oczach jest już tylko dzi
        > ka żądza, a nie zachwyt :P. Może po prostu nie warto się zastanawiać czemu GO c
        > oś nie kręci, ale poszukać takiego, którego będziesz kręcić Ty w każdym wydaniu
        > !!;-)

        Chocochoco, to jest naprawdę fajne, co piszesz, ale nie wiem, czy idzie to akurat pomoże. Nie u każdego faceta zachwyt i pożądzanie są aż tak wyraźne widoczne, co nie oznacza, że ich nie ma. Jeżeli ida pomyśli, że na jej widok w bieliźnie chłopak też musi stracić głowę i jest to w pewnym sensie jakieś kryterium na jakoś związku, to może przeżyć kolejne rozczarowanie i utwierdzić swoje sterotypy na temat zachowań damsko - męskich. Być może spora część mężczyzn się tak faktycznie zachowuje, ale istnieje jeszcze reszta i ta jest też całkiem normalna i zdolna do miłości. ;-)Możliwe jest też, że chłopak idy wysła jej nonwerbalne sygnały pożądania i zachwytu, które te byś prawidłowo zinterpretowała, ale ida z jakiegoś tam powodu koncentruje się na szczególny werbalny sposób i innych nie zauważa? Problem nie jest chyba w tym, że ida chłopaka nie kręci, tylko jakoś ta komunikacja na ten temat jest między nimi niejasna. On może nie chce (bo sam ma niską samoocenę), lub nie potrafi tego wystarczająco zauważalnie okazywać (bo nigdy nie robił i nie wie jak), albo ida nie zauważa normalnych sygnałów (fałszywa interpretacja tego co jest), lub oczekuje innej, intensywniejszej formy przekazania (sterotypowe romantyczne oczekiwania).
        • ida14 Re: no co za facet... 15.07.09, 16:17
          to akurat chyba było nie do mnie tylko do autorki wątku :)
          co do bielizny to ostatnio w ogole nie zauwazył nowej Tease me, tzn. nie
          wzbudzila ona zainteresowania sama w sobie, raczej zawartosc. Ale kiedys jeszcze
          za nieuswiadomienia kiedy nosiłam jakies bawelniane worki czasami bez fiszbin
          (na32h! zgroza!) to kiedy raz zalozyłam raz taki koronkowy (75d!) to dotykajac
          go pod bluzką tak fajnie zamruczał "mmmm koronka...". Czyli chyba zwraca na to
          uwage. Aaa i jak po 3tygodniowych cichych dniach zobaczył jak sie nachyliłam po
          cos wyglądającą czerwoną siateczke pod spodniami to mało nie zemdlał XD
          • luliluli Re: no co za facet... 16.07.09, 07:56
            co do bielizny to ostatnio w ogole nie zauwazył nowej Tease me, tzn. nie
            > wzbudzila ona zainteresowania sama w sobie, raczej zawartosc.

            to chyba o to chodzi:) facet zachwycający się stanikiem samym w sobie byłby dość
            dziwny:P
            • ida14 Re: no co za facet... 16.07.09, 09:22
              on w ogole nie zauwazył, ze mam jakis stanik :P
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka