Dodaj do ulubionych

Prawo jazdy

08.01.09, 17:58
Denerwuję się niemożebnie bo jutro mój pierwszy egzamin na prawko. W testach
siedzę od niedzieli, wczoraj byłam na 2h jazdy z dobrym jako instruktor ale
poza tym obleśnym człowiekiem. (odradzam takiego starszego pana z Rally z
Lublina). Dziś będę mieć 2h z "moimi" instruktorami ze szkoły (kryptoreklamy
im nie zrobię choć jeździ się z nimi super). Albo pojadę z niesamowicie
uspokajającym mnie głównym instruktorem albo z jego bratem z którego złośliwa
(choć przystojna) bestia wymyślająca co i rusz jakieś zagwozdki abym się
wpakowała a później na egzaminie nie dała się złapać na takich wredotach
egzaminatorowi. Cieszę się nawet na ten egzamin, uwielbiam jeździć a myślę o
egzaminie jak o czymś co mnie zbliża do dokumentu a tym samym jazd częstszych
no i nie ukrywając tańszych bo mężowskim autkiem.
Ale do rzeczy (oj, gaduła ze mnie):
1) Na czym nacięłyście się na swoich egzaminach (teoria i praktyka, ja boję
się bardziej teorii bo czasem z rozpędu czegoś nie zaznaczę, muszę zwolnić
nawet z testami a nie tylko z prędkością jazdy:)
2) może jakieś małe rady dla Waszej forumki, słowa otuchy, kciuków nie
potrzebuję - jak będziecie mi je trzymać to nie będę mogła autem manewrować,
żartuję (to ze stresu mam taki zabójczy humor)
3) jeśli to coś da zdaję w Lublinie, i nie wiem czy mam założyć np jakiś
plunge z odpowiednią bluzką, czy może lepiej fullcup i coś jak najbardziej
zakrytego, i wiem, że jest zimno ale mi w tych autach jest niesamowicie gorąco
- wczoraj jeździłam w letnim topie a i tak było mi gorąco (stres to u mnie
podwyższona znacznie temperatura)
No i nosi mnie bardzo wiec nie wiem jak uda mi się zasnąć o normalnej porze a
nie jak zwykle (tzn od niedzieli zasypiam dopiero o 3-4 w nocy a jutro mam
egzamin o 9 rano.
Wygadałam się, ściskam Was serdecznie i już się cieszę na jutrzejsze zmagania,
bo ja uwielbiam jeździć! :D
Obserwuj wątek
    • daslicht Re: Prawo jazdy 08.01.09, 18:17
      Czujność do samego końca. Ja byłam już taka rozochocona, bo:
      - haaa, zdałam teorię!
      - haaa, zaliczyłam plac!
      - haaa, objechałam centrum!
      - haaa, wykopałam się ze śniegu! (w nocy przed moim egzaminem spadł
      śnieg i facet kazał mi parkować pod sklepem w zaspie, oczywiście
      samochód w niej ugrzązł)
      - haaa, już wracamy do ośrodka! Chyba zdam za pierwszym razeeem!
      ... i na skrzyżowaniu pojechałam z rozpędu za kimś... na czerwonym
      świetle :)
    • missmurder Re: Prawo jazdy 08.01.09, 19:02
      Ja ze swojej strony mogę tylko powiedzieć: nie daj się podpuścić.
      Mnie egzaminator podpuścił i przez to pierwszy egzamin oblałam. A chodziło o to,
      że wyjeżdżając z placu na miasto kazał mi się pospieszyć - "bo nam bramę
      zamkną". I wszystko byłoby ok, gdyby nie to, że miałam właśnie lusterka
      poprawić. Kazał jechać, pojechałam, za bramą zaczęłam poprawiać, gdy egzamin się
      zakończył.
      Koleżanka za to po haśle "skręcamy w lewo" zaczęła skręcać na zakazie, bo to był
      pierwszy skręt. Zakaz jakoś przegapiła ;)
      Jednym słowem, myśleć i być uważnym cały czas ;)
    • besame.mucho Re: Prawo jazdy 08.01.09, 20:20
      Przede wszystkim powodzenia :).

      A do rzeczy - uważaj na drobiazgi, o których można zapomnieć. Tzn
      wsiadając do samochodu, nawet jeśli uznasz, że z lusterkami wszystko
      ok - musisz przy nich pogmerać. Jeśli jadąc szeroką jednokierunkową
      ulicą dostaniesz polecenie, żeby zakręcić w lewo - pamiętaj, że masz
      obowiązek dosunąć się do lewej krawędzi jezdni. Zatrzymuj się na
      chwilę zanim skręcisz na zielonej strzałce, nawet jeśli jest
      zupełnie pusto. Nie rozpędzaj się za bardzo, nie wiesz na ile dobre
      będą opony w samochodzie, którym będziesz zdawała egzamin, a teraz
      jest piekielnie ślisko i łatwo wpaść w poślizg, albo źle wyhamować
      (najlepiej widząc czerwone światło zaczynaj delikatnie przyhamowywać
      już dosyć daleko, a nie ciśnij w hamulec przed samymi światłami), no
      i obserwuj znaki - jeśli dostaniesz polecenie "proszę skręcić w
      prawo", to wcale nie będzie znaczyło, że na najbliższym skrzyżowaniu
      wolno w tę stronę skręcać.
      A z rzeczy, które są zupełnie oczywiste, ale wielu osobom w stresie
      umykają - opuść do końca ręczny i włącz światła :) !
    • kaga9 Re: Prawo jazdy 08.01.09, 20:21
      Moją największą zmorą była...jazda po łuku. Może absurdalne, ale raz na tym
      właśnie oblałam. Na moim "szczęśliwym" wreszcie egzaminie (nr3) jechałam mokra
      ze strachu. Wyobraźcie sobie, trafiłam na wadliwy tor, który na końcu miał
      spadek. Dojechałam, chcę cofać, a samochód mi gaśnie. Trzy razy. Byłam pewna, że
      wrócę i usłyszę <dziękuję, koniec egzaminu>. Dojechałam, egzaminator nic. Mówię
      do niego, że tam na końcu spadek jest, a ten oschłym , niewróżącym niczego
      dobrego tonem "Nie spadek, tylko jeździć pani nie umie". No super, myślę sobie.
      Wykonałam manewry (to były tamte czasy) i na miasto. Przed wyjazdem z placu
      powiedział do mnie: 'Tam rzeczywiście jest spadek, ale pomyślałem sobie, że jak
      pani to powiem, to pani się rozklei i manewrów nie zrobi, a tak to sobie pani
      pomyśli <ja mu pokażę!!!> i pani mi to parkowanie elegancko wykona. Niech się
      pani nie martwi, u mnie wszystkie dziewczyny zdają"(-->hm, mogło być dwuznaczne,
      ale nie było;)). Na mieście było OK, pomijając jakiegoś hmmm..."kierowcę", który
      przy zjeździe z ronda zajechał mi drogę (dziękuję mu bardzo). Już w drodze
      powrotnej kazał mi zjechać na lewy pas, bo prawy stanowiły okropne koleiny. Ja
      na to, że w PL jest obowiązek jazdy przy prawej krawędzi jezdni, pan mnie
      podpuszcza, nie zjadę itp. A on do mnie: kobieto, umie pani jeździć, nie
      podpuszczam pani, niech pani zjedzie, bo mi zaraz śniadanie górą wypadnie.
      Zjechałam i było OK, chyba rzeczywiście zawartość żołądka mu doskwierała (rano
      było;)).
      Na marginesie: egzaminator był z Lublina (choć egzamin 100 km od Lb):)))

      Uczciwie muszę powiedzieć: jeżeli na coś się nacięłam, przez coś oblewałam
      egzamin, to z powodu niedoskonałości własnych. Mam marną wyobraźnię
      przestrzenną, uczenie mnie parkowania na pachołkach spowodowało tyle, że teraz
      nie umiem parkować, tzn. potrzebuję hektara wolnego placu;/ Chyba niczego
      oryginalnego Ci nie zalecę, tylko stuprocentowe skupienie, egzaminator raczej
      nie powie "proszę skręcić w lewo" ćwierć sekundy przed skrętem, spokojnie
      będziesz w stanie spojrzeć na znaki, no i pamiętaj- z dwojga złego lepiej
      "przegapić" skręt niż wpakować się w zakaz wjazdu;)

      Powodzenia i czekamy na relację!!!
    • besame.mucho Re: Prawo jazdy 08.01.09, 20:27
      A co do teorii, to po prostu się nie spiesz (czasu jest ze trzy razy
      więcej niż potrzeba, więc spokojnie możesz wszystko powoli i uważnie
      przeczytać) zwracając uwagę na to, że w jednym pytaniu może być dużo
      dobrych odpowiedzi i na to, czy w pytaniu przypadkiem nie ma
      przeczenia, łatwo przeoczyć takie małe "nie", a zupełnie zmienia to
      odpowiedzi :).
    • pieczyste Re: Prawo jazdy 08.01.09, 21:04
      Wczoraj minął rok od mojego zdanego egzaminu na prawo jazdy. Nic nie zapowiadało
      sukcesu: wyjechałam na miasto bez świateł... Życzę przede wszystkim wiary w
      siebie:) Będzie dobrze.
    • lavaenn Re: Prawo jazdy 08.01.09, 23:05
      powodzenia :)

      ja za pierwszym razem oblałam, bo rowerzysta na dość wąskiej ulicy
      postanowił mnie przepuścić i zjechał na pasach (bo tylko tam nie
      parkowały samochody) do samego krawężnika - i to niby było
      wymuszenie pierwszeństwa :P
    • madzioreck Re: Prawo jazdy 09.01.09, 13:30
      Wprawdzie już po fakcie, ale może jeszcze komuś się przyda :)
      Z tymi skrętami w prawo, w lewo... należy zachować ostrożność, kiedy egzaminator
      mówi: na najbliższym skrzyżowaniu, GDZIE BĘDZIE TO MOŻLIWE proszę skręcić...
      wtedy patrzymy, czy nie ma zakazu. W tej chwili egzaminujący nie może jawnie
      wpuszczać kursanta w maliny każąc mu skręcać pod zakaz. Ale można się wpuścić
      samemu :)

      Ze złośliwością spotkałam się raz - to była pani egzaminator:
      -Przejechała pani po linii ciągłej.
      -Taaak? a gdzie?
      -(Tu czy tu) Ja wiem, ze ta linia jest już wytarta i niewidoczna, ale ona tam
      jest (zatrzepotanie rzęsami)
      Cóż, to tyle.
      W pozostałych przypadkach sama zawaliłam, przynajmniej w myśl zasad
      egzaminowania. Podwójne zgaśnięcie auta na "górce" oblało mi egzamin, a po
      chwili Auto zgasło panu egzaminatorowi, który chciał mi pokazać, jak to się
      prawidłowo robi ;)

      Na pierwszym egzaminie facet omal się nie popłakał :D No i co pani zrobiła, ja
      teraz muszę panią oblać... O Boże, a tak pani pięknie ten rękaw pojechała...
      Jeszcze chwila i musiałabym ja jego pocieszać ;P

      Na szczęśliwie w końcu zdanym egzaminie na dzień dobry dostałam ochrzan, bo jest
      -11 a ja bez czapki, potem pan się pożalił, że zmarzły mu uszka, a zaraz potem
      okazało się, że zamarzło lusterko boczne. Byłam pierwszą zdającą tego dnia na
      tym aucie, zimne ustrojstwo, Nie mogłam ustawić lusterka, bo ciągle odskakiwało.
      W trakcie egzaminu na mieście strąbiłam babkę, która mi jak z procy wyskoczyła
      przed maskę, nawet się nie rozglądając. A on: "Haaaaa, bardzo dobrze, bardzo
      dobrze, łażą jak te święte krowy, cholera!"
      • nieco8 Re: Prawo jazdy 09.01.09, 14:31
        Ha, Madzioreck, mamy podobne doświadczenia:) Mnie na górce też samochód dwa razy
        zgasł, choć podczas nauki ani razu mi się to nie zdarzyło. Przy następnym
        podejściu posłuchałam rady kolegi i dałam mocno po gazie, odjechałam prawie z
        piskiem opon:)
        Potwierdzam, że teraz (a zdawałam 11 m-cy temu) nie można podpuszczać kursanta i
        rzeczywiście mówi się - proszę skręcić na najbliższym skrzyżowaniu w lewo.
        Najlepszą radę sprzedała mi moja przyjaciółka. Podczas jazdy należy głośno mówić
        jakie znaki się widziało i co w związku z tym się zrobi. To działa, po pierwsze
        ze stresu nie zapomina się, co się przed chwilą widziało, a po drugie
        egzaminator jest pewien, że znak widziałaś i że wiesz co on oznacza. Ja przez
        cały egzamin prowadziłam więc taki monolog jak wariatka, ale egzaminator mnie
        później pochwalił.
    • nancy_callahan Re: Prawo jazdy 09.01.09, 14:38
      Czekamy na wieści jak poszło ufając, że jak najlepiej:)
      a co do meritum to niewiele się wypowiem, bo mnie się udało za
      sprawą nie wiem jakich cudów za pierwszym razem, a było to już lata
      temu i pamięć zawodzi.
      Jedynie wspomnę o radzie uniwersalnej w odniesieniu do egazminów
      wszelkich: pewność siebie to podstawa. Na egzaminie na prwko chyba
      szczególnie, bo każde zawahanie co do decyzji jak postąpoć w ruchu
      będzie odebrane negatywnie o ile jakiś gorszych skutków nie
      przyniesie, a brak pewnosci siebie pwooduje przedegzaminacyjny
      niepotrzebny stres, który jak wiemy skutkuje zupełnie niepotrzebnymi
      błędami.
    • wariamiktoria nie zdałam miasta 09.01.09, 15:45
      Jakoś teorii najbardziej się obawiałam także praktyką zaczęłam denerwować się jak już byłam po teorii. Najbardziej łukiem i obsługa pojazdu. Wszystko pięknie, ucieszył mnie wyjazd na miasto bo koło mnie dziewczyna wpadła w poślizg wyjeżdżając i tym oblała. Pomna jej nieszczęścia starałam się wolno jeździć. Jak na mnie jeździłam naprawdę wolno, ale.. mój styl jazdy zostawia jeszcze wiele do życzenia. Wykonuję zbyt gwałtowne skręty, ogólnie za "dynamicznie" jeżdżę. No ale zawaliłam tym, że już wracając do ośrodka w pewnym momencie się wyłączyłam i mimo, że wjechałam na dobry pas to zaczęłam wymuszać wstęp na pas który nie był mi do niczego potrzebny - zaćma po prostu, no i na jeden pas egzaminatorka jeszcze popatrzyła zdziwiona ale nic, no ale jak zaczęłam na następny tak wymuszać to dała po hamulcach i stwierdziła z przykrością że niestety znam efekt egzaminu. Kurczę a właśnie wracałam :( ale ewidentnie moja wina i przyjmuję krytykę. No i czeka mnie jeszcze trochę pracy nad moim nastawieniem do samochodu, drogi itd. A egzaminator miałam super i jak trafi któraś z Was na egzamin do Danuty Nowak to spoko, nie jest złośliwa, przy popełnianych błędach wszystko wyjaśni, wskaże dobre i słabe strony naszej jazdy. Chwaliła moją znajomość drogi, przepisów, wyczucie na skrzyżowaniach, tylko ta gwałtowność jazdy :( Nie na warunki zimowe, panuję nad autem ale nie można się przy mnie czuć bezpiecznie.
      A na następny egzamin pewnie w lutym się zapisze bo teraz kaski brak, więc pewnie w marcu następny egzamin.
      Dziękuję dziewczyny za wsparcie i opis swoich przeżyć, trochę mi to dało (opisy bo wparcie bardzo dużo:)
      P.S. A poszłam w Effuniaku licząc tak trochę, że może szczęście mi przyniesie :)
      • besame.mucho Re: nie zdałam miasta 09.01.09, 15:53
        W takim razie życzę powodzenia na następnym.
        Sama wiesz najlepiej, czy w samochodzie czujesz się pewnie. Nie czy
        dobrze jeździsz (to o wiele lepiej oceni osoba, która ma
        doświadczenie) ale czy czujesz się pewnie i bezpiecznie, czy jesteś
        nieco spłoszona czy właśnie zbyt gwałtowna. Oczywiście po zdanym
        egzaminie nie jest się jeszcze super-kierowcą, bo to wymaga lat za
        kierownicą, ale warto zadać sobie pytanie, czy to dobrze, czy źle,
        że się nie zdało.
        Ja zdałam za drugim razem i szczerze przyznaję, że to dobrze, że nie
        za pierwszym. Gdybym jakimś fartem zdała za pierwszym, to pewnie
        długo bałabym się jeździć po mieście sama, bo w samochodzie czułam
        się jeszcze dosyć niepewnie. Za drugim razem czułam się już o wiele
        lepiej, zdałam bez żadnych problemów, a po egzaminie nie bałam się
        sama wsiąść za kółko i szlifować umiejętności już samodzielnie.
        Warto więc spojrzeć na to z takiej strony, że niezdany egzamin daje
        Ci jeszcze trochę godzin pod okiem instruktora, co (o ile nie
        czujesz się jeszcze pewnie) jest nieocenione :).
        • e.m.i1 Re: nie zdałam miasta 10.01.09, 19:58
          Ja zrobilam prawko 3 lata temu, zdalam za 3 razem. Za pierwszym na placu wszystko ladnie a paredziesiat metrow od wyjazdu na miasto przejechalam na czerwonym:/ Za drugim razem robiac luk zrobilam go w druga strone i poprzewracalam pacholki. Trzeciego zupelnie nie pamietam...
          I od 2,5 roku, poza dwoma krotkimi wyjatkami nie jezdze w ogole;(
          Boje sie i juz, nie wsiade za kierownice chocby nie wiem co... Na poczatku jeszcze chcialam, chodzilam po rodzinie i wymuszalam danie mi samochodu, nie mialam zadnej stluczki ani innej groznej sytuacji, a tak nagle mi sie odmienilo:( Moj chlopak mnie namawial, wciskal na sile samochod a ja nie chce:/
          I co ja mam zrobic?
          • madzioreck Re: nie zdałam miasta 10.01.09, 20:30
            Cóż, żeby przełamać strach przed jeżdżeniem, trzeba... jeździć jak najwięcej. Im
            dłuższa przerwa, tym jest trudniej. Tuż po zdaniu egzaminu czułam się za kółkiem
            jak ryba w wodzie, zawsze chciałam jeździć. A po jakimś miesiącu - kryzys,
            szukałam pretekstu, żeby oddać kluczyki TŻ. Przełamywałam się i wsiadałam, to
            trwało ze 2 tygodnie. Co najlepsze, to ten "strach" przechodził w momencie
            wciśnięcia gazu ;) A z kolei koleżanka, która przegapiła ten moment i nie
            wsiadała, już nie jeździ w ogóle... szkoda.
          • wariamiktoria do e.m.i1 10.01.09, 21:30
            może zrób jak moja koleżanka: miała wypadek a po nim masę spraw sądowych,
            makabrę jaką jej zgotowano przykro opisywać. Wyrok sądu I instancji stwierdził,
            że to koleś był winny, ale jak się okazało miał znajomości. Kolejne odwołania,
            kolejne problemy, kolejne szykanowanie jej na sali sądowej, nóż się w kieszeni
            otwiera na tą sytuację. Na razie jest zakończone pozytywnie dla niej, ale facet
            to pieniacz ze znajomościami, nasuwają mi się brzydkie określenia na niego, oj,
            bardzo brzydkie :/
            Ale ad rem: po 1,5 roku niejeżdżenia poszła do szkoły, którą mi zresztą potem
            poleciła na jazdy doszkalające (a trafiła do kolesia, który takiego nerwusa jak
            ja uspokoił a motywację i samoocenę pomaga budować na poziomie Mont Everestu),
            pojeździła ok 10h a teraz jeździ na początek po osiedlu i na trasach ale jest
            już lepiej. No i otoczenie w osobach: rodziny i przyjaciół motywuje coby kółka
            nie unikała. Więc powiedz bliskim o motywacji, swoich obawach, pojeździj z
            dobrym instruktorem (sprawdź u siebie w mieście, zrób dobry wywiad na temat
            szkół jazdy) i staraj się jak najwięcej jeździć, choćby po polnych dróżkach. No
            i mi sporo dało Need for speed undercover aby pomierzyć się z autem (oczywiście
            nie jest za realistyczne, trzeba wziąć poprawkę na to, że np Bugatti przy 300
            km/h będzie zachowywać się tak jak na oblodzonej drodze zachowa się zwykłe auto
            przy prędkości 30-50 km/h- takie przynajmniej mam odczucia z gry). A jak będę
            mieć dokument w ręku to wezmę auto od męża, koleżankę na zmiennika, może kumpla
            coby był ktoś do łagodzenia naszych charakterów, i ruszmy na Roztocze zobaczyć
            puszczę solską na ten miły przykład. Jak się boisz sama jeździć, jeździj z kimś
            na zmianę ale próbuj. Auto to ogromna wolność, warto móc i umieć (!) z niej
            korzystać. Ja jeszcze nie potrafię tak jak chciałabym , jeszcze poczekam na
            prawko. Ale będzie dobrze, no i mąż uznał, że nie ma co czekać i już w
            poniedziałek pojadę zapisać się na egzamin, a zmianę stylu tez zaplanowałam.
            Chcę w każdym tygodniu jeździć po 1h aby właśnie nad style pracować, do egzaminu
            to pewnie max 6h będzie ale zawsze coś.
            Dzięki dziewczyny, że jesteście :)
          • besame.mucho Re: nie zdałam miasta 10.01.09, 22:38
            Weź sobie jazdy doszkalające (tylko lepiej nie z przypadku - popytaj
            znajomych z Twojego miasta czy mają kogoś godnego polecenia),
            czasami można się umówić na takie jazdy własnym samochodem, a nie
            elką (to może być fajne, jeśli np. masz spory samochód i czujesz się
            w nim niepewnie, bo jeździłaś tylko malutkimi elkami). Potem albo
            znajdź wśród rodziny/przyjaciół kogoś, kogo uważasz za dobrego
            kierowcę i wychodź czasem z tą osobą pojeździć, albo ćwicz sama
            (jeśli będziesz się bała wyjść na miasto w ciągu dnia - poproś
            kogoś, żeby podrzucił Cię gdzieś za miasto na mało uczęszczane drogi
            i poćwicz najpierw tam, albo idź pojeździć w nocy, ja samodzielną
            jazdę po mieście zaczynałam o 2 czy 3 w nocy kiedy na ulicach jest
            już prawie zupełnie pusto :) ). Weź ze sobą do samochodu ulubioną
            płytę (jeśli nie rozprasza Cię grające radio) i ćwicz!
            Jeśli znudzi Ci się takie jeżdżenie, to możesz np. znaleźć sobie na
            mapie ładnie wyglądające miejsce w miarę niedaleko od Twojego miasta
            i postawić sobie za cel dojechanie tam i obejrzenie go :). Albo po
            prostu zwiedzanie okolic, to ostatnio jedno z moich ulubionych zajęć
            - biorę wieczorem samochód i jeżdżę po małych miasteczkach w
            okolicy, nigdy w życiu bym nie pomyślała, że jest tutaj tyle
            ciekawych i ładnych miejsc!
      • nancy_callahan Re: nie zdałam miasta 10.01.09, 15:13
        trzymamy kciuki żeby nastepny raz się powiódł.
        teraz kiedy już wiesz co bylo nie tak na pewno do marac uda się
        poprawić te drobne błędy, a i warunki drogowe będą już pewnie
        bardziej sprzyjające:)
        A najważniejsze, że juz wiesz, że można zajść tak daleko, więc
        nastepnym razem tylko o krok dalej i już będzie szczęśliwy finał:)
      • madzioreck prawko - prędzej czy później? 10.01.09, 21:45
        Przypomniały mi się pewne moje przemyślenia sprzed roku, kiedy zaczynałam
        samodzielną przygodę z autem. Najpierw złościłam się na siebie, że poszłam na
        prawko dopiero w wieku 25 lat, od zawsze chciałam jeździć, i tata też się
        odgrażał żartobliwie, że jak tylko skończę 18 lat, to mnie wygoni na prawko,
        będzie w końcu miał kto go wozić. No więc się wkurzałam, bo już bym miała kilka
        lat doświadczenia. Tak było, dokąd nie zaczęłam sama jeździć. Bo ja, proszę Was,
        wariat jestem. Nie żaden pirat drogowy, ale lubię jazdę energiczną, a gdzie jest
        możliwość, lubię czasem "przydepnąć". I w którymś momencie przyszło mi do głowy,
        że gdybym zrobiła to prawko mając 18 czy 19 lat, to pewnie znalazłabym się
        szybko na jakimś drzewie albo w rowie... Teraz, żeby zaszaleć, muszę przede
        wszystkim mieć: dobrą widoczność, w miarę suchą nawierzchnię, dobre
        samopoczucie, no, ogólnie - wszystko dla ludzi, tylko trzeba przy tym myśleć.
        Obawiam się, że (pamiętając swój charakterek) w wieku tych 19 lat po prostu tego
        pomyślunku mi brakowało, i dobrze, że się to odwlekło :)
        • wariamiktoria Re: prawko - prędzej czy później? 10.01.09, 21:57
          Madzioreck ściskam Cię za tą wypowiedź bardzo mocno :) Mam te 23 lata, zależnie
          od sytuacji czuję się na 100 albo na 10 ale jednak to dziecko przeważa. Muszę
          mniej jako zabawę traktować jazdę, o zgrozo, czerpać z jazdy mniej radości. Ale
          warto, być może dzięki temu ocalę życie swoje i osoby którą będę wiozła lub
          którą spotkam na drodze. Samochód to poza środkiem transportu również broń,
          trzeba o tym pamiętać.
          P.S. Mam bzika na punkcie pasów: jak ktoś ma niezapięte to nie ruszę i mężowi
          nie pozwalam. A już szczególnie dla tych zaraz za kierowcą nie mam litości. I
          jak nie ma pasów w aucie to nie pojadę. Pamiętam jak świra w mężowskim
          dostawałam jak się moje popsuły - przesiadłam się i z tyłu jechałam (tam
          działały), mimo że mąż bezpiecznie jeździ.
          • madzioreck Re: prawko - prędzej czy później? 10.01.09, 22:02
            Dziękuję, nie ma za co :) Zrobisz to prawko tak czy inaczej, po prostu ja
            przyjmuję, że nic nie dzieje się bez przyczyny, tak z przymrużeniem oka :)
            Ależ czerp radość z jeżdżenia garściami - tylko niekoniecznie akurat z prędkości
            czy gwałtownych manewrów ;) Można czerpać też radość z doskonalenia jazdy
            płynnej, z niezauważalną zmianą biegów na przykład :)
            A jeśli chodzi o pasy, to zaczynam mieć wątpliwości... ale to temat na osobną
            rozmowę :)
            • wariamiktoria Pasy 10.01.09, 22:54
              Jak chcesz to możemy założyć oddzielny wątek, ale byłabym za pozostaniem w tym.
              Wiem, że pasy przy większej prędkości nic nie pomogą, ale z reguły się przydają.
              No i zawsze problem: kobiet w ciąży, osób z rozrusznikiem itd. Czy pasy nie
              zaszkodzą im bardziej niż pomogą. A chętnie poznam zdanie innych.
              No i filmik który poza crash testami bardzo mnie porusza:
              pl.youtube.com/watch?v=lBpWktpdUTk
              No i życie mojego kumpla które ocalił zapinając pasy na odcinku 1km, podczas gdy
              3 jego kumpli śmiało się, że nie ma sensu zapinać pasów na wypadzie do sklepu.
              • turzyca Moze jednak oddzielny watek? 11.01.09, 13:06
                Bo to w sumie ciekawy temat, a tutaj ginie.



                PS wariamiktoria, nie przejmuj sie, moja sis podchodzila 3 razy, pierwsze 2
                oblala wlasnie przez jakies wlasne roztargnienie, mimo ze technicznie jezdzila
                bardzo dobrze. Teraz jest glownym kierowca rodzinnym i dziadek, ktory nigdy nie
                dawal swojego samochodu zadnej kobiecie, pozwala jej jezdzic i to jeszcze z soba
                jako pasazerem. I nachwalic sie nie moze. Co sie odwlecze, to nie uciecze. :)

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka