kan_z_oz
11.10.09, 10:13
Jechalismy, jechalismy az dojechalismy...hurra
Udalo sie, chociaz juz myslalam, ze z dotarciem do Cameron's Corner
troche przesadzilismy...
No wiec, stoi pub na pustyni. Obecnie prowadzony jest od 15 miesiecy
przez rodzine z Port Douglas, hehehe
Plot stoi - ten na dzikie psy...
Glowna atrakcja wyprawy bylo, 'zlapanie gumy' jakies 200km od Broken
Hill - na pustyni kamienistej i oczywiscie w jedynym upalnym
dniu...zmienilismy w miare sprawnie, zdajac sobie sprawe z tego, ze
Bog jednak czuwa nad pijakami i glupcami - poniewaz 'chlop' jest
abstynentem, to sie lapie na glupca...hahaha
Lekcja numer jeden - podnosnik - czy jak sie tam to urzadzenia do
podnoszenia samochodu nazywa, zazwyczaj tonie w miekkim pustynnym
podlozu, nalezy wiec podobno wozic ze sobe tez tzw. plyte grubosci
jednego incha aby podlozyc pod...my podlozylismy kamien...hahahaha
Przypomnialo mi to scene z mojego snu koszmarnego, gdy oblana zimnym
potem budze sie i jestem zadowolona, ze to sen byl tylko. Ok, ten
sie zrealizowal...dwa glupole na pustyni z podnosnikiem, ktorego nie
bardzo wiedza jak uzyc...i wokol nic...
Drugi taki sen mialam tylko onegdaj, gdy w duzym miescie gasnie mi
samochod na najbardziej ruchliwym skrzyzowaniu i ja w nim sama, nie
moge zapalic. To 'marzenie' mi sie zrealizowalo onegdaj w Warszawie
na rondzie ONZ, gdzie moj stary trup padl na...w godzinie
szczytu...przy odglosie klaksonow samochodowych...przezylam, ktos
mnie zepchnal...
Drugie tez sie zrealizowalo...zyje...chlop mi nawet wybaczyl, ze
zalatwilam ta opone tnac podobno zbyt szybko po kamienistej Silver
City Hwy...
Kosztowalo nas to tylko 200km powot do Broken Hill, ustawienie sie w
dlugiej kolejce z rana do warsztatu samochodowego. Zmiana opon - i z
powrotem na kamienie...
Lekcja numer dwa - czyli odwiedziny pubu w Noccundra...autentyczna
konwersacja...
Zjawilismy sie w nim o godzinie 9-tej rano. Moje pytanie; czy bylaby
mozliwosc na jakos kawe?
Odpowiedz; nie - to jest pub i hotel. You can have piss here...
Zarekomendowano mi tez kawe w pobliskim Mc Donaldzie (okolo 500km)
hahaha. Spozylam wiec lampke bialego wina na sniedanie w
towarzystwie rajdowcow z Bourke Police hahaha, ktorzy sporzywali
piwo w ilosciach wykraczajacych poza wszelkie miastowe limity...
Dowiedzialam sie tez przy okazji, ze AFL jest sportem dla 'puffs'.
Moj plecak - zamiast torby, wyglada glupio...bo w 'outback' sie nie
chodzi...
Sie nie chodzi....pustynia ma takie kamienie, ze szkoda gadac...a
jak nie ma kamieni, to wszystkie krzaki maja takie kolce, ze
poplarna nazwa 'sudden death' jest odpowiednia...a jak nie ma kolcy -
to trawa kluje.
Ten zakatek to nie jest Australia...lub jak to w tych miejscach
wyglada Sydney nie jest w Australii...
Jakby nie patrzyl - inny swiat.
Plus - wschod ksiezyca, ktory wzielismy za lokalny pozar, po jednej
stronie horyzontu - zachod slonca po drugiej stronie - przeeepiekny
widok...niezapomniany
I niebo...tysice gwiazd, oraz chury, ktore okazaly sie tak gestym
skupiskiem gwiazd, ze na pierwszy rzut oka wygladay jak obloczki...
Oraz cisza..oraz brak jakiegokolwiek dzwieku ze strony ludzkiej.
Zreszta w tej czesci nawet nie ma pojedynczych domow...przez
dziesiatki kilometrow.
Kan