Dodaj do ulubionych

Może by to wszystko rzucić

30.07.07, 12:43
i wyjechać do Nowej Zelandii albo na Nowa Zelandie
(znowu). Czemu nie? Brzmi kuszaco.

Milej lektury.
Obserwuj wątek
    • kowalsia Re: Może by to wszystko rzucić 31.07.07, 10:53
      Zatesknilam za NZ po tym artykule... Chodzi mi artykul z papierowej wersji
      wyborczej, bo Ty ustawilas ten link na forum na czesci artykulu, ktory chyba
      jest napisany przez naszego kolege Jasyra. Losy wygladaja na podobne do jego,
      ale moze sie myle...

      Ogolnie sama prawda o podejsciu do czlowieka w NZ. Szacunek dla czlowieka
      niezaleznie od pracy jaka wykonuje. U mojego meza pracy (ok. 20 osob) w NZ tez
      biuro sprzatala siostra prezesa, ktora zajmowala sie jednoczesnie sprawami
      administracyjnymi firmy. Nie wynajmowali sptrzataczek. Z kolei u kumpeli firmie
      wszyscy pracownicy sprzatali - lacznie z szefami - kazdy mial swoj dzien w
      miesiacu. Zapewnie w duzych firmach jest inaczej, ale w mniejszych nikomu nie
      ujmuje dorywcza praca sprzatacza. Sprobujcie wprowadzic taki system w PL, heheh.

      Jestem na biezaco z pracodawcami w Polsce. Rynek juz sie zmienil i jest
      znaczniej milej byc szukajacym pracy niz kiedys. Mimo to, jednak mentalnosc
      Polakow jeszcze dlugo bedzie sie zmieniac lub tez nigdy sie nie zmieni. Pan dyr.
      w PL to przewaznie bostwo - oczywiscie sam dla siebiesmile Styl naszych managerow
      to zazwyczaj rzady autorytarne. Czesto wchodze do firmy, w ktorej mam rozmowe i
      juz w sekretariacie widac, jaki model rzadzenia jest w firmie. Najczestszy
      niestety jest ten, gdzie podwladny ma miec wyglad marny i durnowaty, zeby
      przypadkiem lepiej od szefa nie wygladacwink (byl kiedys taki tekst historyczny o
      tym, jak ma wygladac i zachowywac sie podwladny - moze ktos to pamieta
      dokladniej niz ja?)

      Polacy maja malo szacunku do siebie i do innych, przez co swoj staraja sie
      autorytet budowac nadymajac sie jak balony...
      • kowalsia Re: Może by to wszystko rzucić 31.07.07, 18:26
        O kurna, ale bylam dzis w przyjaznej firmie na rozmowie! Istna Nowa Zelandia! Az
        nie moge uwierzyc, a to mala zwykla firemka. Powiedzieli, ze cenia czas wolny i
        nie chca, zeby firma byla dluzej otwarta niz do 16 max 17, nie chca stresu i
        nerwow, w weekendy nigdy nie pracuja, zalezy im na dobrej atmosferze w firmie
        itp. Az dziw bierze! I jeszcze kase calkiem fajna daja!

        Sa jeszcze Polacy, ktorzy maja szcunek do siebie i innychsmile
        • poledownunder Re: Może by to wszystko rzucić 31.07.07, 23:12
          To miejmy nadzieje, ze dostaniesz te prace i bedziesz miala swoj kawalek NZ w
          Polsce! Daj znac jak Ci idzie.

          Co do linka, to w pospiechu zalinkowalam do ostatniej strony artykulu, ale
          latwo mozna przeskoczyc do wczesniejszych. Nie tylko kolege Jasyra mozna tam
          rozpoznac.

          Sporo ciekawych wypowiedzi w dyskusji, ktora sie pod nim wywiazala (tudziez
          sporo ponizej pasa, dla rownowagi).
          • iza42 Re: Może by to wszystko rzucić 01.08.07, 12:05
            To ten arykul pisal Jasyr? Ciekawe. Ubawila mnie lektura tego artukulu ,jest
            bardzo stronniczy, roi sie w nim od bzdur. Prawde mowiac wydaje mi sie ,to
            troche niebezpieczne pisac takie teksty ,naiwni kandydaci na emigracje sklonni
            sa w to uwierzyc , rzucic wszystko , utopic w NZ duzo pieniedzy , spedzic tutaj
            pare lat zycia i w efekcie znienawidziec ten kraj. Czy nie ma nikogo , kto zna
            sie na tyle aby napisac bardziej obiektywny artykul albo przynajmniej
            przytoczyc opinie z obu stron?
            • poledownunder Re: Może by to wszystko rzucić 01.08.07, 12:27
              Artykulu Jasyr nie napisal, ale jest w nim cytowany, na stronie 4 do ktorej
              niechcacy podalam link zamiast do strony 1. Obok niego cytowanych jest jeszcze
              kilka osob.

              Tez wydaje mi sie, jak to napisalam w komentarzu do artykulu, ze jest
              przeslodzony. Stronniczy to lepsze slowo. Autor dobral tylko ludzi, ktorym
              sie tu udalo, ale sa przeciez tez tacy, ktorym sie nie powiodlo i dlatego
              uwazam ze nieslusznie calkowicie pominieto ludzi jak Kaszub z opowiesci. Brak
              tej rownowagi moim zdaniem zaszkodzil artykulowi.

              Kolega pod nickiem MP, ktory tez jest w artykule cytowany bardzo sensownie w
              dalszych komentarzach zaznaczyl: "po pierwsze kazdy jest odpowiedzialny za
              siebie i swiat, jaki sobie buduje. ani ja, ani autor artykulu nikomu nic nie
              obiecujemy. mowimy, ze mozna. w Polsce nikt nie wierzy, ze mozna, a w NZ po
              prostu mozna."

              Szkoda, ze ta mysl nie jest zawarta w samym artykule, bo mozna go faktycznie
              odebrac tak, ze kazdy ma tu sukces gwarantowany.
            • kasia763 Re: Może by to wszystko rzucić 01.08.07, 15:14
              Iza to nie tak, przynajmiej w moim przypadku - autor z rozmowy ze mna wybral
              tylko te slodkie rzeczy. cala reszte pominal. Nie wiem, czy tak samo postapil z
              innymi, ktorzy sie wypowiedzieli. On po prostu chcial napisac artykul w ten
              sposob. W komentarzu do tekstu zalaczylam wiec drugi, ten gorzki, kawalek. Ale
              przeciez wiekszosc Polakow przeczyta papierowa, hurra-optymistyczna wersje...
              Bedzie tak samo jak z emigracja do UK, wielu sie natnie. Na szczescie
              wyjechanie do NZ wymaga tak wielu pieniedzy i zachodu, ze malo ludzi sie na to
              porwie. Mam nadzieje wink
              • iza42 Re: Może by to wszystko rzucić 01.08.07, 20:43
                Moze autor jest na uslugach NZ urzedu immigracyjnego ? W koncu immigracja tzw
                skilled workers przysparza krajowi duzo pieniedzy i nakreca business.
                • iza42 Jasyr jest chyba 01.08.07, 20:53
                  jeszcze na etapie tzw honeymoon period. Nie dziwie sie , sama to mialam po
                  przyjezdzie tutaj , trzeba czasu i wysilku aby nauczyc sie widziec kraj takim
                  jak on jest naprawde.Wielu ludzi tkwi w tzw denial i zaprzecza jakimkolwiek
                  problemom ze strachu aby nie wyjsc na fajtlapow inni jak Kaszub widza tylko
                  ciemne strony medalu .
                  • poledownunder Re: Jasyr jest chyba 01.08.07, 23:20
                    Ja nigdy nie mialam do tego stopnia zeby porownywac backpackersow do hoteli
                    czterogwiazdkowych.

                    Mnie bardziej poruszylo zagrzewanie innych zeby ruszyli jak on, czyli na
                    wariata, klamiac na granicy ze jada jako turysci, zeby potem szukac pracy na
                    akord, dzieki ktorej podroz sie zwroci z nawiazka. Raz, ze to nieuczciwe, dwa
                    ze nie zawsze sie udaje i mozna sie przejechac.

                    Ciekawi mnie tez ta realna, na wyciagniecie reki szansa emigracji. Skoro jest,
                    czemu jej Jasyr nie lapie, o ile pamietam od zarania jego planem bylo zostac tu
                    na stale, co sie zmienilo? Cos mi sie historyjka kupy nie trzyma.

                    Jasyr, jestes tam? Odezwij sie moze.
                    • iza42 Re: Jasyr jest chyba 02.08.07, 10:40
                      Masz racje Pole , po co obiecywac nic nie wiedzacym ludziom zlote gory chociaz
                      swietnie wiadomo , ze jest inaczej? Jesli ktos jest poszukiwaczem przygod i
                      podroznikiem i przyjezdza tutaj aby zobaczyc kawalek swiata to inna sprawa ,ale
                      necic rodakow perspektywa swietnego ulozenia sobie zycia dzieki pracy sezonowej
                      na farmie w NZ to lekka przesada.
                      A lepszy odpoczynek od tlumnej cywilizacji europejskiej predzej znalesc mozna w
                      buddyjskiej swiatyni w Nepalu niz na farmie w Hawkes Bay .
                      • poledownunder Re: Jasyr jest chyba 09.08.07, 23:54
                        Zwlaszcza, ze z ta praca sezonowa moze byc roznie. Od przyszlego
                        miesiaca Seasonal Work Permit Scheme ktory pozwala farmerom itp.
                        latwo i szybko zalatwic wize pracownicza dla backpackersow
                        (Emergency Work Permit - o tym chyba pisze Jasyr) bedzie zastapiony
                        Recognised Seasonal Employer Scheme. Zeby zatrudniac obcokrajowcow
                        ten sam farmer bedzie musial byc wpisany na specjalna liste w UI, co
                        jest obwarowane przepisami, kosztowne i preferuje pracownikow z Wysp
                        Pacyfiku. Nie bedac na liscie bedzie mogl zatrudniac tylko kiwich i
                        narodowosci objete Working Holiday Scheme (co wyklucza Polakow).

                        Ponizszy artykul dopowiada brakujace szczegoly dot. legalnej pracy
                        na farmach.
                        www.stuff.co.nz/4158894a3600.html
    • myshen82 Re: Może by to wszystko rzucić 04.08.07, 14:02
      mnie ten artykul zirytowal, jesli mam byc szczera... jest nieobiektywny i
      przedstawia NZ jako kraj mlekiem i miodem. Wiem, z wypowiedzi dziewczyn, ze
      autor cos tam poprzekrecal i wybral co mu podpasowalo... szkoda. Artykul jak
      kazdy inny.
      Skad oni wzieli niektore ceny?!?!? Fryzjer za $80? za podciecie? ja tam sie
      strzyge za $25 smile
      Przeczytalam cala dyskusje pod artykulem, ale nie dodalam niczego, bo poziom w
      pewnym momencie sie zrobil zenujacy. Te slowne przepychanki i wymienianie kto co
      i za ile sobie kupil. I te madrosci Kaszuba o myciu kibli i jedzeniu kielbasy
      dla psow. Niedobrze mi sie zrobilo i szkoda mi ludzi, ktorzy przeczytaja ten
      artykul i rzuca w diably wszystko zeby dostac sie do raju. eh. Zeby nie bylo ze
      sie madrze - wiem, ze jestem tu krotko (rok niedlugo stuknie) ale staram sie
      patrzec na ten kraj trzezwym wzrokiem i nie przeginac ani z ochami i achami, ani
      z krytyka big_grin
      • kasia763 Re: Może by to wszystko rzucić 06.08.07, 00:17
        To ja wam wkleje calosc, ktora do pana wyslalam i bedziecie mieli mozliwosc
        porownac. Podrecznikowy przyklad manipulacji medialnej smile


        Wyjechalam z Polski do Londynu w styczniu 2003 z zamiarem nauczenia sie jezyka
        angielskiego. Oczywiscie podstawy znalam ze szkoly i studiow, ale jakos nigdy
        nie bylam szczegolnie zainteresowana jezykami obcymi i stwierdzilam, ze jedyna
        mozliwosc nauczenia sie go, to byc w Anglii. Przez pierwsze poltora roku
        chodzilam wiec na kurs angielskiego w pelnym wymiarze godzin, a zeby sie
        utrzymac w Londynie sprzatalam domy i opiekowalam sie niepelnosprawnymi, oraz
        wykonywalam rozne inne dorywcze prace.

        Jak sie okazalo nauka szla mi calkiem niezle, poznalam tez mnostwo sympatycznych
        ludzi, zdobylam paru dobrych przyjaciol i swietnie sie tu czulam. Po
        przystapieniu Polski do UE postanowilam wiec zostac w Wielkiej Brytanii.

        W styczniu 2005 roku dostalam prace w biurze podrozy, ktore zatrudnialo bardzo
        duzo osob z Australii, Poludniowej Afryki i Nowej Zelandii. Po 2 miesiacach
        pracy zostalam wyslana na tygodniowe wakacje razem z innymi pracownikami.
        Pomiedzy nimi znalazl sie pewnien sympatyczny Nowozelandczyk, ktory bardzo
        cierpliwie uczyl mnie jezdzic na nartach oraz rownie cierpliwie sluchal mojego,
        ciagle lamanego, angielskiego.

        Wrocilismy do Londynu i moj Kiwi (tak sie tu mowi na obywateli Nowej Zelandii) w
        dalszym ciagu wykazywal swieta cierpliwosc do mojego angielskiego oraz
        zainteresowanie moja osoba. Mnie on rowniez nie byl obojetny J Zaczelismy ze
        soba chodzic, jednak juz na poczatku znajomosci Nick powiedzial, ze jest w UK
        tylko na wakacjach (troche dlugich, bo w tej chwili to juz 4 lata) i pewnego
        dnia wroci do domu.

        Po paru miesiacach zamieszkalismy razem, pojechalismy razem do Polski na Boze
        Narodzenie 2005 i postanowilismy nastepne swieta dla odmiany spedzic na Nowej
        Zelandii.

        Polecielismy tam w listopadzie 2006 na ponad miesiac. W tym czasie objechalismy
        prawie cala wyspe polnocna, odwiedzilismy rodzine i znajomych mojego chlopaka.
        Troche to bylo stresujace, bo nie byl to do konca wyjazd turystyczny –
        przygladalam sie wszystkiemu pod katem mozliwosci zamieszkania w tym kraju.

        Moze dlatego Nowa Zelandia wcale mnie nie zachwycila. Jako miejsce na wakacje,
        na egzotyczna wyprawe jest cudowna. Piekne plaze, blekitne morze, dzikie,
        wulkaniczne krajobrazy i lagodne, trawiaste wzgorza, czysto i spokojnie. Ja
        jednak patrzylam na to troche inaczej.

        Po zatloczonym Londynie i „starej” Europie Nowa Zelandia byla dla mnie
        przerazliwie pusta i wszystko bylo zupelnie inne niz w Europie – drewniane domy,
        niektore bardzo ladne, ale sporo wygladalo jak nasze altanki. Brak historii,
        zabytkow, tych paru tysiecy lat cywilizacji, ktore w Europie odczuwa sie na
        kazdym kroku. Male miasteczka zagubine nie wiadomo gdzie. Boze Narodzenie w
        postaci pikniku na plazy, z indykiem i szynka, bez zadnej swiatecznej atmosfery.
        Takze prawie 30 godzin lotu, zeby sie tam w ogole dostac. O czestym odwiedzaniu
        rodziny czy znajomych w Europie nie ma mowy.

        Po powrocie do Londynu przez 2 miesiace dyskutowalismy z chlopakiem, czy na
        pewno chcemy sie tam przeniesc. On oczywiscie nie mial zadnych watpliwosci,
        uwaza Nowa Zelandie za swoj dom. Ja zas stwierdzilam, ze Londyn mnie coraz
        bardziej meczy, ze zaczynam miec dosc tlumow, samochodow, domow, miasta, ktore
        sie nigdzie nie konczy i potrzeba paru godzin, zeby z niego w ogole wyjechac.
        Angielska pogoda takze nie nalezy do moich ulubionych.

        Posiadanie wlasnego domku z ogrodkiem, w spokojnym miejscu, z przyjaznymi ludzmi
        dookola wydalo mi sie kuszaca perspektywa. Zwlaszcza, ze osiagnelismy juz wiek,
        w ktorym zaczynamy powoli myslec o powiekszeniu rodziny. Nick przekonuje mnie,
        ze standard zycia i bezpieczenstwo jest w NZ duzo wyzsze niz w Londynie i
        zapewne ma racje.

        Spotkalam kilka osob w podobnej do mnie sytuacji, czesc juz wyjechalo i jest na
        Nowej Zelandii, czesc dopiero sie szykuje. Wszystkie byly bardzo sympatyczne,
        nikt nie gonil za pieniedzmi, ktorych podobno tam sie nie da zrobic. Natomiast
        powiedziano mi, ze to jest cudowny kraj na normalne, spokojne, dostatnie zycie,
        na wychowanie dzieci, na podroze i odkrywanie swiata. To chyba najbardziej mnie
        przekonalo.

        Od marca zaczelam wiec zbierac dokumenty potrzebne do wizy partnerskiej, a jest
        ich cale mnostwo. M.in. zaswiadczenia od polskiej i brytyjskiej policji o
        niekaralnosci, wszystkie mozliwe badania lekarskie, dokumentacja naszego zwiazku
        itd. Jak na razie jedyny problem mialam z polskimi urzedami. Przez 4 lata w
        Londynie nie mialam tyle stresu, co przez ostatnie kilka dni w Polsce, kiedy to
        usilowalam zalatwic badania lekarskie (kosztuja mniej wiecej ¼ tego, co
        zaplacilabym w UK, ale nie wiem czy warte byly moich nerwow...).

        Poczatkowo planowalismy wyjechac pozna jesienia 2007, zeby miec lato 2 razy w
        tym samym roku. Jednak oboje wlasnie zmienilismy prace, wiec jesli wszystko
        ulozy sie po naszej mysli, wyjedziemy jesienia 2008. Wczesniej chcemy jeszcze
        pojezdzic troche po Europie i spedzic pare tygodni z moja rodzna w Polsce.

        Rzecz, ktora mnie najbardziej martwi, zostawilam na koniec. Ciagle bowiem nie
        mam odpowiedzi na pytanie „Co ja tam bede robic?”. Na stanowisko zony przy mezu
        absolutnie sie nie nadaje wink Z wyksztalcenia jestem polonistka, co jest
        nieszczegolnie uzyteczne poza Polska. Jednak na to pytanie tak samo musialabym
        sobie odpowiedziec, gdybym chciala zostac na stale w Wielkiej Brytanii. Od ponad
        2 lat pracuje w turystyce i jest to bardzo przyjemne, interesujace zajecie.
        Prawodopodobnie bede musiala isc na kolejne kursy, ktore podniosa moje
        kwalifikacje i przystosuja je do nowozelandzkich warunkow. Chyba jednak najpierw
        sie przeprowadzimy i rozejrze sie na lokalnym rynku pracy, a pozniej bede
        podejmowala decyzje.
        • kiwigirl Re: Może by to wszystko rzucić 07.08.07, 10:57
          Kasiu, czy ja cię mogę zacytować i wkleić tę całośc w wątku który zaczął sie od
          tego artykułu na naszym "mieszanym" forum ?
        • kiwigirl Re: Może by to wszystko rzucić 07.08.07, 11:26
          > Od marca zaczelam wiec zbierac dokumenty potrzebne do wizy partnerskiej, a
          jest ich cale mnostwo. M.in. zaswiadczenia od polskiej i brytyjskiej policji o
          niekaralnosci,

          mam pytanko - serio chcieli od ciebie zaświadczeń o niekaralności - a na jak
          długo chciałaś tę wizę ? bo w papierkach które otrzymaliśmy z ambasady jest info
          ze wymagają tego jeśli sie zamierza pracować w NZ dłużej niż 24 miesiące (w
          ogóle byłam pewna ze te wizy to są na max 2 lata... )
          • kasia763 Re: Może by to wszystko rzucić 07.08.07, 20:05
            Hallo smile

            Prosze uprzejmie, mozna mnie cytowac, najlepiej w calosci, zeby znowu
            landrynkowo nie wyszlo.

            Zlozylam papiery na wize partnerska, chyba na rezydenta smile W sumie sama nie
            wiem, bo chlop poszedl do ambasady, pogadal z nimi i dali mu caly potrzebny
            komplet, razem z wyjasnieniami i wydrukami, co mamy zalaczyc. Na pewno potrzeba
            zaswiadczenie o niekaralnosci z Polski i kazdego kraju, w ktorym sie spedzilo
            wiecej niz 12 miesiecy.
            • kiwigirl Re: Może by to wszystko rzucić 08.08.07, 11:11
              landrynek nie będzie - zapewniam. wręcz wspomniałam w pierwszym moim komentarzu
              do artykułu , ze z tego co wiadomo to to wszystko nie jest takie łatwe wink

              na naszym wydruku niekaralność wymagają tylko jak chcesz pracować ponad 24
              miesiace. hmmm... czyżby cię twój kiwi przerabiał na kiwijkę cichaczem ? big_grin
              • kasia763 Re: Może by to wszystko rzucić 08.08.07, 15:10
                Siem okazalo, ze aplikowalam o rezydenta NZ smile Chyba to samo co
                Kinga zrobilam.
                • kiwigirl Re: Może by to wszystko rzucić 09.08.07, 11:33
                  nam powiedziano ze najlepiej wize na rok - dwa i dopiero tam rezydenta, taniej i
                  szybciej.

                  ciekawości ile taka "przyjemnosć" jak rezydent kosztuje ? myślę o opłacie
                  wizowej i badaniach ?
                  • kinga1512 Re: Może by to wszystko rzucić 10.08.07, 00:24
                    hm, ja po zestawieniu plusow i minusow zdecydowalam sie applikowac o
                    rezydenta. nie pamietam dokladnie kosztow, ale to co mi w glowie
                    swita to:
                    - ok 220 pln za badania plus 60 za zdjecie rentgenowskie pluc,
                    wszystko robione w Polsce
                    - zaswiadczenie o niekaralnosci: 50pln i 50 pln tlumacz przysiegly
                    - akt urodzenia: 50pln i 50 pln tlumacz przysiegly
                    - zaswiadczenie o niekaralnosci z UK: L10
                    - oplata przy zlozeniu aplikacji: L420
                    - migrant levy (po tym jak rezydencja zostaje przyznana) L105

                    podsumowujac:
                    - L535 (funty)
                    - 480 pln

                    za rezydentem przemawialo to ze planujac zostac tutaj na pare (?)
                    lat:
                    - za rok/dwa nie bede musiala znow zbierac wszystkich papierkow, co
                    moze byc trudniejsze bedac juz w NZ niz Polsce/UK
                    - podczas szukania stalej pracy lepiej miec rezydenta niz wize na
                    rok, czesto majac tylko wize na rok trudniej jest dostac cos stalego
                    - majac tylko wize na 1-2 lata nie ma sie dostepu do opieki
                    medycznej (nie dotyczy ACC)

                    caly proces od zlozenia papierow do naklejki w paszporcie zajal mi
                    niecale 2 miesiace, ale przyznam ze pod koniec wysylalam im faksy
                    zeby sie pospieszyli bo niedlugo wyjezdzam.

                    Kiedy kiwigirl planujecie przyjechac?
                    • kasia763 Re: Może by to wszystko rzucić 10.08.07, 08:11
                      Dokladnie takie same koszty, tylko lekarz w Polse wzial troche wiecej:
                      - 300 pln badanie glowne + rentgen
                      - 107 pln za badanie krwi i wszystkie inne wyniki

                      do tego podniesli w tej chwili oplate za wize do 460 gbp
                      • kiwigirl Re: Może by to wszystko rzucić 10.08.07, 11:51
                        hmmmm to ja widze sporą różnice.
                        za wize dla partnera, taka na 2 latka płaci się około 400 ale PLN (na stronkach
                        nz wyczytałam ze 280 kiwidilców)

                        znana wam paniusia w ambasadzie nie wiedziała dokładnie (bo to nie jej działka
                        (??) normalnie :grrrr: to po co ona tam do cholery jest ? ) ale tak czy kwak 400
                        czy 600 PLN to jednak nie 460 GBP (2600pln)

                        nam w tej chwili rezydent nie potrzebny, bo planujemy na razie wyjazd krótki, co
                        by się porozglądać, zdecydować czy chcemy zostać, czy nie, czy w ogóle damy rade
                        tam mieszkać, czy nie. pojechać chcemy, moze troche zarobić żeby tutaj po
                        powrocie chatę kupić. no taki plan mamy teraz.

                        jeśli nam się odkręci w trakcie pobytu tam, to tam zaaplikujemy o residence -
                        tez bagatela róznica w cenie jest zamiast tutaj bulić 1200 kiwidolców tam płaci
                        się 700. to spora róznica. zakładam - choć wiadomo plany planami a życie zyciem
                        - ze jeśli się na taki krok zdecydujemy to poprzedzony on będzie wyprawą tutaj,
                        wiec tak czy kwak sobie niezbędne papierki typu karalność załatwię.

                        my na razie tylko się przygladamy i przymierzamy. postawnowiliśy zacząć od choc
                        ogólnego biznesplanu, bo to może połozyc całe przedsięwzięcie na łopaty w
                        pierwszej fazie...

                        bo cena biletu na rok co najmniej, w opcji flexi zeby móc datami manipulowac na
                        powrocie czy przedłuzac to niestety wiecej kosztuje niż promocja na pobyt 3
                        miesięczny ...

                        "plan" co by go szumnie nazwać zakłada, ze może wiosną (naszą) jeśli by nam
                        odbiło, a najpewniej jesienią next year. bo raczej na najbliższą jesień się nie
                        wyrobimy finansowo
    • poledownunder Re: Może by to wszystko rzucić 08.08.07, 05:52
      z wynikow sondazu, ktore pojawily sie przy artykule wynika na ponad
      1600 glosujacych, 90% chcialoby pracowaz w NZ, a po 5% albo nie
      chcialoby albo nie wie. artykul zrobil swoje.
      • kiwigirl Re: Może by to wszystko rzucić 08.08.07, 11:07
        Pole, ale "chciałbym tam pracować" to jedno, a "ok jade do NZ " to już inna bajka

        głupi przykład - sondaże przedwyborcze, ogromna większość deklaruje głosy na
        pana X, a wygrywa pan Y bo... większość tej większości nawet nie poszła na
        głosowanie.

        akurat jak ktoś wyżej wspomniał - NZ jest na tyle daleko, ze nikt na huraaa
        nie wsiądzie do autokaru czy "latającego pksu" z biletem one way za 300 pln. i
        dobrze

        • iza42 Re: Może by to wszystko rzucić 10.08.07, 10:53
          Zadziwiajace jest to ,ze autorzy artykulu oparli sie na wywiadach , ktore albo
          dopiero co wyemigrowaly do NZ albo stoja w tym kraju jedna noga i nie bardzo
          wiedza jeszcze gdzie ich los zaprowadzi.
          Dlaczego malo informacji od tych , ktorzy spedzili w tym kraju jakies
          kilkanascie lat ? przeciez tacy Polacy rowniez istnieja ,ich opinie moglyby
          zrownowazyc troche te jednostronne zachwyty nad NZ.
          To tylko potwierdza moja teorie ,ze autor zdecydowal sie przekonac czytelnikow
          ,ze emigracja do NZ jest wspanialym pomyslemm na zycie.
          • beatrix10 Re: Może by to wszystko rzucić 10.08.07, 15:12
            Pan chcial napisac szybki artykul , wyslal do nas maile z prosba o
            pomoc w jego napisaniu a ze przewazajaca wiekszosc ludzi na forum o
            Nowej Zelandii jest zadowolona ze swojego zycia w NZ wiec artykul
            wyszedl na mega pozytyw.A dlaczego nie poczytac sobie o czyms
            pozytywnym i tak juz bez mruczenia i narzekania i doszukiwania sie
            dziur w calym?
            • iza42 Re: Może by to wszystko rzucić 10.08.07, 22:23
              beatrix10 napisała:

              > Pan chcial napisac szybki artykul , wyslal do nas maile z prosba o
              > pomoc w jego napisaniu a ze przewazajaca wiekszosc ludzi na forum o
              > Nowej Zelandii jest zadowolona ze swojego zycia w NZ wiec artykul
              > wyszedl na mega pozytyw.A dlaczego nie poczytac sobie o czyms
              > pozytywnym i tak juz bez mruczenia i narzekania i doszukiwania sie
              > dziur w calym?
              Dlatego ,ze artykul byl adresowany dla Polakow poszukujacych pracy za
              granica a nie turystow wielbiacych piekne zakatki na odleglym swiecie. Autor
              powinien byl rzetelnie napisac prawde na temat jakie sa mozliwosci pracy i
              zarobkow w tym kraju dla POlakow zamiast pisac bzdury np o tym ,ze kraj bardzo
              potrzebuje lekarzy i lekarze maja tutaj bonusy.
              Zarobki i ceny podane rowniez byly nierzetelnie. Wogole wiekszosc informacji
              ogolnej na temat kraju podana byla nierzetelnie.
              Indywidualne doswiadczenia to osobna sprawa.
              Tak na marginesie to ja rowniez bardzo lubie NZ ale uwazam ,ze obraz kraju w
              artykule jak ten powinien byc przedstawiony uczciwie. Z racji swojego zawodu
              wiem troche na temat problemow , z jakimi spotykaja sie tutaj emigranci, wiem
              cos nie cos na temat ich cierpien.
              Moglabym na ten temat napisac cos co zrownowazyloby te okrzyki zachwytu.
          • astarte4 Re: Może by to wszystko rzucić 10.08.07, 16:10
            Nikt nas nie pytal. Moze wychodzac z zalozenia ze mamy wypaczone poglady albo
            jestesmy malo gramotni. Chociaz i nam staruchom zdarza sie uzywac internet.
          • abere8 Re: Może by to wszystko rzucić 11.08.07, 10:38
            iza42 napisała:

            > Zadziwiajace jest to ,ze autorzy artykulu oparli sie na wywiadach , ktore albo
            > dopiero co wyemigrowaly do NZ albo stoja w tym kraju jedna noga i nie bardzo
            > wiedza jeszcze gdzie ich los zaprowadzi.
            > Dlaczego malo informacji od tych , ktorzy spedzili w tym kraju jakies
            > kilkanascie lat ?

            Z mojej strony to wygladalo tak, ze autor artykulu do mnie napisal i poprosil
            dodatkowo o kontakt z innymi Polakami. Dalam mu namiary do Marcina, ktory tez
            sie zgodzil. Marcin jest tu od roku i wlasnie dlatego o nim pomyslalam, mimo ze
            znam tu Polakow od dzieci z Pahiatua, po osoby ktore przyjechaly tu w latach
            osiemdziesiatych czy urodzone tutaj w polskich rodzinach w latach 60-70. Cale
            spektrum emigracji z Polski. Poniewaz artykul skierowany byl do osob, ktore
            rozwazaja wyjazd z Polski, stwierdzilam, ze wlasnie osoba, ktora swiezo ma za
            soba zdobywanie wiz i pozwolen, bedzie najlepsza, bo jej doswiadczenia beda
            najbardziej przydatne dla tych, ktorzy powiedzmy zdcyduja sie na przyjazd w
            przyszlym roku.
    • jasyr100 Re: Może by to wszystko rzucić 10.08.07, 18:27
      Kurcze, mialem tego artykulu nie komentowac, ale chyba nie mam
      wielkiego wyboru. Zostalem wywolany do tablicy, wiec sprobuje sie
      ustosunkowac.

      Tekst zostal napisany bardzo nierzetelnie, nigdy nie widzialem jego
      roboczej wersji, nie spodziewalem sie, ze taki ksztalt przybierze.
      To co przeczytalem w Wyborczej zjezylo mi wlosy na glowie, ale po
      chwili pomyslalem sobie, ze i tak w sumie nie ma to wiekszego
      znaczenia.

      Troche bardziej emocjonalnie zareagowalem dzisiaj, gdy odkrylem, ze
      pan Brzostek wykorzystal w wersji netowej fragmenty dwoch moich
      listow. Z reguly w tego typu publikacje wglad ma korektor, tym razem
      proces byl odwrotny - zamiast redukowac ilosc bledow, namnozyl je,
      dodajac mase literowek, dokonujac absurdalnych skrotow zmieniajacych
      sens wypowiedzi, wtlaczajac w istniejace wzglednie zgrabne zdania
      jakies slowa, ktore spowodowaly, ze tego rzekomo mojego tekstu
      wlasciwie sie nie da czytac. To troche zabawna sytuacja, ze moj
      oryginal, ktory napisalem na kolanie, niezobowiazujaco, zawiera
      znacznie mniej bledow stylistycznych niz wersja "ostateczna".

      Poza tym myslalem, ze to co do pana Brzostka napisalego zostanie
      strzeszczone opisowo, bez cytatow, tymczasem w wersji netowej jest
      to jakby post scriptum do artykulu. Kompletnie odjechane.
      Gdybym wrzucil tutaj na forum oryginalne wersje obu listow
      zorientowalibyscie sie, ze maja zupelnie inna wymowe, wlasciwie sa o
      czyms innym. Jest tam sporo zartow i prowokacji, dla mnie
      charakterystycznych, ktore tutaj - po wykastrowaniu ich z kluczowych
      zwrotow - nabieraja znaczenia czegos idiotycznego.

      Oczywiscie poczulem sie troche urazony faktem, ze z osoby, ktora
      wedle niektorych pisze wzglednie poprawnie, objawilem sie jako
      polanalfabeta, ktorym sie - z przykroscia Wam to obwieszczam - nie
      czuje.

      Jezeli zas chodzi o moje intencje... gdy pisalem tamte slowa...
      pozniej tak znieksztalcone - jak zawsze przyswiecala mi swieta
      zasada, by podkreslac, niezmiennie, zawsze i wszedzie, ze moje
      przezycia sa tylko i wylacznie moimi przezyciami, moje wrazenia sa
      tylko moimi wrazeniami, moje wnioski formulowane sa wylacznie na
      uzytek opisu mojej indywidualnej sytuacji. Owszem, zalezy mi by
      zachecic przynajmniej 47 milionow Polakow do przyjazdu do Nowej
      Zelandii, ale nie za pomoca tak tendencyjnie napisanych bredni.
      Dlatego nie biore odpowiedzialnosci za to co tam jest napisane. Moje
      poglady odrobine znacie z innych moich wypowiedzi, ktore na forum
      Paihy zamieszczalem. Z kolei ludzie, ktorzy mnie nie znaja, a beda
      czytac te nieszczesne slowa, pomysla sobie, ze to jakis debil
      wyskrobal i dobrze, i niech im bedzie, mnie to zupelnie nie
      przeszkadza.

      Pan Brzostek postawil sobie pewna teze, do ktorej dobieral
      okreslone "fakty", zas wszystkie, ktore do tezy nie pasowaly z gory
      odrzucal. Pachnie to elementarnym wrecz brakiem profesjonalizmu, ale
      nie o tym, nie o tym.

      Nie ma sensu bym wypowiadal sie na temat artykulu, ktory w moim
      rozumieniu i w moim odczuciu bardziej ludzi zraza do przyjazdu do NZ
      niz ich do tego zacheca. Poza tym jest napisany slabiutko, nasaczony
      ogromna iloscia merytorycznych bledow. Niektore konkluzje autora czy
      tez jego swoiste "odkrycia" utwierdzaja mnie tylko w przekonaniu, ze
      o Nowej Gwinei, czy jak to sie tam nazywa, nie powinien pisac
      czlowiek, ktory nigdy w niej nie byl.

      Co do honeymoon period, to mylisz sie, Izo. Widocznie masz potwornie
      negatywne zdanie o mojej inteligencji, skoro mi cos takiego
      imputujesz. Oczywiscie masz pelne prawo do wlasnego zdania na moj
      temat, opartego na moich licznych i obszernych wpisach, wiec nie
      bede probowal sie bronic. Powiem tylko, ze nie nosze rozowych
      okularow, uwazam sie za osobe racjonalnie myslaca, ktora stac na
      obiektywizm, ktorego tak bardzo temu artykulowi zabraklo. Zarzucasz
      mi, ze nie wykonalem wysilku, by nauczyc sie widziec kraj takim
      jakim on jest naprawde. I tutaj popelniasz zasadniczy blad, bo co to
      znaczy "kraj taki jaki jest naprawde"? Wybacz za to slowo, ale to
      czysty belkot. Ten kraj zupelnie inaczej wyglada z Twojej
      perspektywy, zupelnie inaczej widzi go Poledownunder a zupelnie
      inaczej postrzegam go ja. Moglbym byc zlosliwy i stwierdzic, ze
      trzeba czasu i wysilku by zrozumiec, ze pkt widzenia zalezy od pku
      siedzenia, a Ty tego wysilku nie wykonalas. I choc twoja wiedza nt.
      kraju, o ktorym cos tam ciagle wspominamy, jest nieporownywalnie
      wieksza od mojej, to pamietaj, ze kazdy czlowiek rzeczywistosc
      uchwytuje inaczej i nie tylko wiedza o tym decyduje. Bardzo bardzo
      bardzo wiele czynnikow. Innymi slowy nie ma jednego czy jedynie
      slusznego obrazu Nowej Zelandii. I dlatego tak dobrze jest
      dyskutowac, wymieniac sie wrazeniami, osobisty obraz konfrontowac z
      obrazami innych osob, by sobie horyzont zdziebko poszerzac.
      • jasyr100 Re: Może by to wszystko rzucić 10.08.07, 18:28
        Poledownunder, jak zwykle promienieje zyczliwoscia, o ktorej tyle
        ciagle mowi. Ten przyklad bezinteresownej, cieplej, serdecznej
        kobiety, ktora na kazdym kroku zachwyca sie jacy to ci Kiwusi
        wspaniali i cudowni, tylko do rany przyloz, po raz kolejny wzruszyla
        mnie swoja naturalna dobrocia i tym wszystkim co znalazla w postawie
        swoich sasiadow.
        Poledownunder w prywatnej korespondencji uslyszala juz ode mnie tyle
        milych slow, ze tutaj sobie chyba daruje. Powiem tylko, ze o ile
        rzeczywiscie wielu Kiwusow to ludzie zyczliwi i naprawde pomocni
        (moje osobiste doswiadczenie, nie chce tego ryzykownego wniosku
        rozciagac na caly narod, tym bardziej, ze mam tez odmienne
        doswiadczenia), to Poledownunder musi sie jeszcze wiele od nich
        nauczyc.
        Przede wszystkim by nie uzywac takich slow jak "klamie", gdy sie
        znaczenia tego slowa nie rozumie, oraz wszelkich stopniowan z nim w
        jakis sposob powiazanych.

        Zdecydowana wiekszosc ludzi, ktorzy przyjezdzaja do tego kraju, na
        poczatku skwapliwie odbieraja wize turystyczna, by potem - w
        zaleznosci od potrzeb - kategorie wizowe zmieniac. W backpackersach
        nie poznalem ani jednej ooby, ktora wjechala do tego kraju na wizie
        innej niz turystyczna (co nie znaczy, ze ich nie ma, rzecz jasna,
        zeby znowu ktos mi czegos nie wmowil), natomiast spotkalem sporo
        osob, ktore w trakcie pomieszkiwania i podrozowania po NZ, zmienily
        decyzje dotyczace swojego zycia i przebukowaly sobie wize na
        bardziej stala, np work permit, a potem czesto residence.

        Co do backpackersow, ktore sa komfortowe, to nie od dzis wiadomo, ze
        obraz Nowej Zelandii widziany oczami Poledownunder nie uchwycil
        wszystkich szczegolow dotyczacych jej drugiej ojczyzny. I to nie
        jest zarzut, bo wyzej napomknalem przeciez, ze pkt widzenia zalezy
        od siedzenie, jezdzenia, czy moze nawet od jedzenia, nie wiem,
        pogubilem sie. Zarzutem jest jednak to, ze Poledownunder wypowiada
        sie czesto w sposob kategoryczny na tematy, o ktorych nie ma
        pojecia, lub to pojecie jest u niej mocno zawezone. Z jednej strony
        sa backpackersy, ktore wygladaja jak hotele, albo nawet jak rudery,
        ale z drugiej strony calkiem spora ilosc tych tanich hosteli, to
        cieple, przytulne domy, sprawnie zarzadzane, z fantastyczna
        atmosfera w srodku, przypominajaca troche domowa, rodzinna. Gdy ktos
        mnie zapyta co wybiore, zimne hotelisko o wysokim standardzie, czy
        czysty, przyjazny, przytulny dom pachnacy bamboszami, ksiazkami
        gesto zapelniajacymi wszedobylskie polki, rozbrzmiewajacy spod
        kominka gitarowa muzyka (grana na zywo przez mieszkancow), to
        wybiore byc moze inaczej niz Poledownunder.
        Czy to jest jasne, czy ktos ma jeszcze jakies pytaia?

        Co jest uczciwe to uczciwie. Nikogo nigdy nie okradlem, w NZ
        pracowalem uczciwie i ciezko. Wszystkie pieniadze, ktore zarobilem,
        a z biegiem czasu zarabialem wiecej i wiecej, moze wyrwalem z gardla
        zawistnej i mrocznej Poledownunder, ale nikomu innemu. Uzywam tych
        mocnych slow, nie ze wzgledu na uzyte przez nia slowo "klamac"
        psiamac, ale dlatego, ze Poledownunder zieje do mnie bezinteresowna
        niechecia, ktora - kiedykolwie moze - objawia, a to czego ja nie
        trawie najbardziej, to wlasnie bzinteresownej niecheci,
        bzinteresownej podlosci, niczym nieusprawiedliwionej. Kiedys
        powiedzialem do Poledownunder, ze jest zwyrodniala pod wzgledem
        moralnym i zdanie to - mimo ze nie znam jej prawie wcale - musze
        podtrzymac.
        Wystarczy mi sposob w jaki wyraza sie ona na temat ludzi, ktorych
        nie zna, ktorzy nigdy ni zlego jej nie zrobili. Wylazi z jej
        licznych wypowiedzi pewien okreslony, odrazajacy moim zdaniem system
        wartosci, nie majacy nic wspolnego z zyczliwoscia i serdecznoscia,
        czyli ze slowami, ktorych tak czesto uzywa, narzekajac, ze w
        Polszcze tego typu postaw jest tak malo.

        A co do historyjki, ktora sie kupy nie trzyma, to kolejna wrecz
        chamska, tak dla niej charakterystyczna, wycieczka pod moim adresem,
        pod adresem osoby, o ktorej dzialalnosci w NZ nie miala i nie ma
        zielonego pojecia. To z jakimi zamiarami ja tu przyjezdzalem to
        wylacznie moja sprawa, to jakie mam teraz motywacje, ambicje i cele,
        to tez tylko i wylacznie moja sprawa. Twoja plotkarska natura tego
        faktu nie zmieni, Poledownunder.
        • jasyr100 Re: Może by to wszystko rzucić 10.08.07, 18:29
          Ale opowiem Ci pewna historyjke, ktora moze sie nie trzymac czego
          chce, nie dbam o to, bo jest prawdziwa. Pewien czlowiek przyjechal
          do NZ z referencjami zaswiadczajacymi, ze 11 lat pracowal jako
          kreslarz autocadowy w pewnym warszawskim biurze projektow. Mial ze
          soba sample, czyli probki jego radosnej tworczosci. W pewnym
          okreslonym miejscu, w pewnym okreslonym miescie, zostal zaproszony
          do biura raczej malo przypominajacego wygladem jego mecierzyste w
          celu zademonstrowania swoich umiejetnosci. Czlowiek ten niczego
          sobie po tym nie obiecywal, ale juz po 20 minutach widac bylo w
          oczach jego gospodarzy, ze sa pod wrazeniem.

          Nigdy nie twierdzilem, ze jestem specem od autocada, jezyk autolispa
          znam szczatkowo, a w 3D praktycznie nigdy nie pracowalem. Jednak to
          co pokazalem wystarczylo, nie dlatego, zem taki dobry, tylko ze
          wzgledu na to, ze w tym kraju brakuje fachowcow tej specjalnosci. A
          ci, ktorzy sa - widzialem to na wlasne oczy - czesto maja takie
          pojecie o autocadzie, ktore mozna okreslic slowe "zadne".

          I stad apetyt na moja osobe, oraz tysiac roznych deklaracji, jak to
          bedzie fajnie, pieknie i cudownie. Jednak, i o tym Poledownunder nie
          musi wiedziec, ja bylem juz wtedy na innym etapie swojego zycia (w
          bodaj 6 miesiacu pobytu w Nowej Zelandii), mialem zupelnie inne
          plany co do swojej osoby, i do tego dosc konkretne. Bo teraz wiem co
          chce robic, dokad chce zmierzac, czego chce sie uczyc i ogolnie
          jakim kosmonauta chce byc. Moja wizyta w biurze projektow nie
          wiazala sie z zadnymi zobowiazaniami, ta oferta pojawila sie sama
          poprzez mojego kiwuskiego znajomego, narzucila sie wrecz.

          A potem byla nastepna, kolejna historyjka, ktora sie kupy nie
          trzyma. Zupelnie inna, w zupelnie innej atmosferze i okolicznosciach
          toczona. Zabawne, ze kiedy chcialem na stale mieszkac w NZ, wszystko
          mi sie walilo, bylem niezorganizowany, bezradny, niesamodzielny i
          kompletnie zagubiony. Podjecie pracy na byle farmie wydawalo mi sie
          czyms szalenie trudnym, a moze nawet prawie niemozliwym. Kilka
          miesiecy zycia w NZ spowodowalo, ze zmienily mi sie priorytety, ale
          tez zmienila mi sie percepcja.

          I teraz wiem, cokolwiek bedzie Wam mowila Poledownunder, ktora ma
          takie ograniczenia jakie ma, teraz wiem, ze jezeli ktos naprawde
          bardzo chce pozostac w NZ, to pozostanie. Moze historyjki nie beda
          trzymaly sie kupy, moze beddzie klamal, moze backpackersy beda
          lepsze niz hotele czterogwiazdkowe, ale jest to realne, jest to
          mozliwe i przy odrobinie wysilku powinno sie udac.

          Z tym, ze ja nie mam chorych ambicji by decydowac za innych ludzi.
          Chcialbym przestrzec podobnych do mnie desperatow, ze nic nie jest
          takie proste jak sie wydaje, przede wszystkim w sferze psychicznej.
          Bo mozna wjechac, bedac w zyciowym slepym zaulku, do NZ, z zamiarem
          dozywotniego strzyzenia owiec, ale w praniu czy tez w strzyzeniu te
          marzenia moga ulec pewnej korozji czy raczej ewolucji. Wlasnie pod
          wplywem nowych doswiadczen. Nikt kto przyjedzie do NZ nie bedzie
          mial takich doswiadczen jak ja, wiec nie wiem co mu pod wplywem
          urokow zycia w NZ strzeli do glowy. Mnie strzelilo o co strzelilo,
          sprawy sie wyklarowaly, wyrownaly, a z perspektywy czasu wyraznie
          widac, jak nigdy dotad, ze decyzja o przyjezdzie do NZ byla zapewne
          najgenialniejsza w moim zyciu. Ale to moje zycie i na nikogo innego
          przekladac swoich wnioskow nie zamierzam. Bo ja to ja, w zadnym
          razie nie jestem Poledownunder i bardzo prosze nigdy mnie z nia nie
          mylic.

          Nie zmienia to jednak faktu, ze wciaz nie moge dostrzec zagrozenia
          wyplywajacego z przyjazdu do NZ powiedzmy na rok. Przyjazdu
          polegajacego na wykrojenia ze swojego zycia jednego, jedynego roku,
          ktory to zycie - o ile bylo nudne, szare i nieznozne - moze,
          naprawde jest to mozliwe, odmienic. Moze nie odmienic diametralnie,
          ale wprowadzic nowe zmienne, ktore we wspolpracy ze starymi
          uelastycznia dotad nie do konca sprawny mechanizm. Ale nawet nie o
          mechanizmach o roznej sprawnosci chcialbym tu mowic, doslownie
          kazdego gotow bylbym zachecic do przyjazdu do Nowej Zelandii, bo
          nawet jezeli jego zycie jest piekne i cudowne, to nigdy za wiele
          nowych, wspanialnych wrazen. A rok w NZ, albo kilka miesiecy,albo
          kilka tygodni, to wszystko ma sens, ma racje bytu i moim zdaniem
          jest czynnikiem ewidentnie czlowieka wzbogacajacym. Jak kazda
          odmiana, jak kazde nowe doswiadczenie...
          • jasyr100 Re: Może by to wszystko rzucić 10.08.07, 18:30
            Nie spotkalem ani jednej osoby, ktora ucierpiala z powodu przyjazdu
            do NZ w celach turystycznych. Jezeli chciala poznac ten kraj lepiej,
            gruntowniej, postarala sie po 3 miechach (w kazdym konkretnym
            przypadku) o wize uprawniajaca do podejmowania pracy sezonowej i w
            ten sposob laczyla przyjemne z pozytecznym. A wiec podrozowala, a na
            to podrozowania zarabiala pieniadze na miejscu, z blogoslawienstwem
            panstwa nowozelandzkiego, w ktorym chronicznie brakuje tego typu
            pracownikow. Czy to jest nieuczciwe? Taki sposob myslenia moze
            zalegnac sie tylko w nie do konca zdrowej glowie, taka jest moja
            prywatna opinia.

            W nielicznych przypadkach, ale mi znanych, ludzie podejmowali
            decyzje o tym by zostac tu dluzej niz rok i raczej bez wiekszych
            trudnosci im sie to udawalo. Taka jest prosta prawda, jedynie
            sluszna, bo moja. Dlatego moje subiektywne zdanie jest takie, ze
            jezeli bardzo bardzo bardzo chce sie tu zostac, to sie tu zostanie,
            natomiast niekoniecznie takia musze byc zamierzenia, a poza tym
            wszelkie zamierzenia moga ulegac zmianom, w sposob naturalny.

            Ja, gdy przyjezdzalem do NZ w listopadzie 2006, zupelnie inaczej
            widzialem swiat, NZ, Polske oraz samego siebie. Bardzo duzo sie od
            tamtego czasu zmienilo, dlatego wahalbym sie dzisiaj ferowac wyroki.
            Jezeli chcesz przyjechac na stale do NZ, okay, ale najpierw ja
            poznaj, pozyj tu przez chwile, dopiero potem podejmij ostateczna
            decyzje. W zadnym razie nie pal za soba mostow bedac swiecie
            przekonanym, na podstawie wpisow Poledownunder czy innych
            forumowiczow, ze wiesz co to znaczy Nowa Zelandia. Wez przyklad pana
            Brzostka, ktory zebral sporo materialow na temat NZ by o tym kraju
            cos powiedziec, ale szkopul w tym, ze sam w nim nie byl. No i wyszlo
            mu jak wyszlo. Dlatego przekonaj sie osobiscie co to za kraj, co to
            za slonce, co to za powietrze, co to za woda, zanim sprzedasz matke,
            psa i kaloryfer, i przylecisz tutaj myslac, ze to jest Twoj Raj na
            Ziemi.

            Moim zdaniem nie ma Raju na Ziemi, ale to moja odosobniona,
            subiektywna opinia, ktora nikt nie musi sie kierowac. Niektorzy
            znalezli w tym kraju szczescie, ale szli swoimi sciezkami, ktorych
            nikt nie jest w stanie odtworzyc.

            Ale z drugiej strony, jak mawial mleczarz Tewie, nikt nie ma prawa
            odbierac ludziom marzen. Niech sami sie przekonaja czy dobra droga
            ida w ich poszukiwaniu. Wyjazd zalozmy na rok do NZ jest bezpieczny,
            tak ja to widze i do tego bede wszystkich napotkanych zachecal.

            Pozdrawiam wszystkich, Ciebie rowniez, Poledownunder. Wspolczuje Ci,
            ale chce wierzyc, ze poza tymi paskudnymi cechami, ktore tak czesto
            objawiasz, masz jednak jakies dobre, np odrobine wrazliwosci.
            • jasyr100 Re: Może by to wszystko rzucić 10.08.07, 21:02
              jeszcze tylko maly aneks kuchenny - w jednym miejscu pisze, ze
              poznalem sporo osob, ktore przedluzyly sobie pobyt ponad rok, by w
              innym stwierdzic, ze byly to nieliczne przypadki. Jak zwykle
              pospiech troche zmacil moja - za przeproszeniem - mysl. Zdecydowana
              wiekszosc ludzi, ktorzy wlocza sie po NZ z wizami typu holiday czy
              seasonal, kraj ten po roku lub wczesniej opuszcza. Nieliczni z nich
              zostaja dluzej, bo tak im sie podoba. Jednak w przypadku NZ sprawa
              ma charakter szczegolny. Przez ten kraj przewala sie
              nieprawdopodobna liczba turystow, naruszajac nieco proporcje
              pomiedzy stalymi mieszkancami a tymczasowymi. Jedna kolezanka, ktora
              zwiedzila pol swiata, powiedziala mi, ze drugiego takiego kraju
              jeszcze nie widziala, ze ten kraj pod tym wzgledem jest naprawde
              wyjatkowy. Pomieszkujac w backpackersach zwielokratnia sie wrazenie
              wielokulturowosci tego kraju, bo wszedzie, na kazdym kroku spotyka
              sie ludzi z najrozniejszych stron swiata, do tego stopnia, ze Kiwusi
              w tym wszystkim wydaja sie byc niemal w mniejszosci.
              Owszem, wiekszosc "turystow" wraca do Europy i innych Stanow
              Zjednoczonych, ale nie zmienia to faktu, ze liczba pozostajacych
              dluzej wciaz jest niebagatelna, stad moje okreslenie, ze poznalem
              takich ludzi sporo. Bo bylo ich sporo, tak czysto liczbowo,
              abstrahujac od wszelkich proporcji.
              I to by bylo na tyle. Moze w pospiechu popelnilem inne bledy tego
              typu, ale jestem zbyt zmeczony by to teraz zauwazyc. Zdrowia i
              czystych skarpetek zycze.



            • poledownunder Re: Może by to wszystko rzucić 11.08.07, 04:40
              jasyr100 napisał:
              >
              > Ale z drugiej strony, jak mawial mleczarz Tewie, nikt nie ma prawa
              > odbierac ludziom marzen. Niech sami sie przekonaja czy dobra droga
              > ida w ich poszukiwaniu. Wyjazd zalozmy na rok do NZ jest
              bezpieczny,
              > tak ja to widze i do tego bede wszystkich napotkanych zachecal.
              >
              > Pozdrawiam wszystkich, Ciebie rowniez, Poledownunder. Wspolczuje
              Ci,
              > ale chce wierzyc, ze poza tymi paskudnymi cechami, ktore tak
              czesto
              > objawiasz, masz jednak jakies dobre, np odrobine wrazliwosci.

              Zgadzam sie jezeli chodzi o nieodbieranie ludziom marzen, ale dodam
              tez druga strone rownania, mojego rownania, i nikomu go nie
              narzucam. Jezeli taka a nie inna droge wybierasz, musisz tez byc
              przygotowany poniesc tego wyboru konsekwencje. Teraz piszesz, ze
              ludzie "Niech sami sie przekonaja czy dobra droga ida w ich
              poszukiwaniu". Wtedy pisales, ze nie mam prawa mowic Ci jak masz
              zyc swoje zycie (prawda), ale mam obowiazek wziac na siebie
              konsekwencje Twoich wyborow bo... urodzilismy sie w tym samym
              kraju. Ja to widze inaczej i tym zasluzylam sobie na zwyrodnienie
              moralne i kilka innych niewybrednych okreslen. Wykazujesz brak
              zrozumienia zaimka "sam", bo wielokrotnie pokazywales, ze oczekujesz
              zeby ktos Cie goscil, karmil, szukal pracy itp. kiedy Ty "sam"
              szukasz drogi do spelnienia marzen. I moze jestem wredna i
              nieczula, i zasluguje na Twoje wspolczucie (jakos w to ostatnie
              watpie), ale koniec koncow to czy i komu ktos pomaga to jego
              osobista decyzja i ani ja ani nikt inny tutaj nie ma pod tym
              wzgledem w stosunku do Ciebie zadnych zobowiazan, wiec
              powiedzialabym, ze swoim wypominaniem tez ujawniles kilka paskudnych
              cech, poza ktorymi, jestem przekonana, masz rowniez dobre. Osobiscie
              cenie sobie Twoje obserwacje i lekkosc piora, mam nadzieje ze pomimo
              antypatii ktora do mnie czujesz, bedziesz sie tu czasem dzielil
              swoimi wrazeniami.
            • jasyr100 Re: Może by to wszystko rzucić 12.08.07, 19:04
              zdaje sie, ze zniknal jeden moj post, w ktorym tlumaczylem jedna
              pozorna sprzecznosc w moim tekscie, ale skoro zniknal, to znaczy, ze
              musial smile
              p.s. z gory informuje, ze nie zawieral wulgaryzmow i nie lamal
              zadnych regulaminow
              Zdrowia
        • poledownunder Re: Może by to wszystko rzucić 10.08.07, 23:03
          Jasyr, nie bede sie przed Toba bronic, bo to strata czasu.

          Powtorze tylko to, co napisalam Ci juz w naszej szeroko cytowanej
          przez Ciebie korespondencji prywatnej. Zacznij od pokazania ze
          chcesz pomoc sam sobie, wtedy inni, w tym moze i ja, beda bardziej
          sklonni pomoc Ci okazac. Pomoz sam sobie chociazby uczac sie
          angielskiego (to bylo ok. roku przed Twoim wyjazdem z Polski, wiec
          czas byl). Odpisales mi ze angielskiego nie bedziesz sie uczyl, bo
          masz wazniejsze sprawy na glowie, a ja jestem podla... reszte
          czulostek sam przytoczyles.

          Ja podtrzymuje swoje: zyczliwosc nie rowna sie frajerstwu. Chetnie
          pomagam ludziom, ale jak ktos chce mi stanac na progu goly, wesoly,
          i z walizka pelna roszczen, raczej nie moze na mnie liczyc.

          Jezeli jeszcze cos do mnie masz, prosze na prive a nie tutaj. Twoj
          post jest na pograniczu netykiety, i gdyby atakowal kogos innego a
          nie mnie, juz bylby wyciety.

          Przy okazji dziekuje za wyjasnienie Twojego stanowiska wobec
          artykulu ktorego ten watek dotyczy.
      • kasia763 Re: Może by to wszystko rzucić 10.08.07, 22:36
        Nie martw sie Jasyr, ja tez wyszlam na totalna kretynke, ktora sobie dorwala
        nowozelandzkiego faceta i cala jest w skowronkach i ustawiona na reszte zycia.
        Zaloze sie, ze teraz mnie juz wszystkie byle kolezanki z Polski nienawidza calym
        sercem. Tyle, ze ja znalam wczesniej ralia dziennikarskie i tego sie spodziewalam.

        Tak przy okazji zastanawiam sie, czy pan mi przysle obiecany egzemplarz gazety,
        bo mi sie nie chce internetowej wersji czytac.
        • kiwigirl Re: Może by to wszystko rzucić 13.08.07, 10:41
          kasia763 napisała:

          > Nie martw sie Jasyr, ja tez wyszlam na totalna kretynke, ktora sobie dorwala
          nowozelandzkiego faceta i cala jest w skowronkach i ustawiona na reszte zycia.
          Zaloze sie, ze teraz mnie juz wszystkie byle kolezanki z Polski nienawidza calym
          sercem.

          Kasiu, nie nienawidzą, a zazdroszczą pewnie po stokroć i pakują walizy co by się
          zaprosić na "wakacje u koleżanki w NZ"...
      • iza42 Re: Może by to wszystko rzucić 11.08.07, 00:37
        Jasyr, po pierwsze cieszy mnie ,ze podobnie jak ja uwazasz ,ze artykul napisany
        byl stronniczo i bardzo nieprofesjonalnie.
        Zupelnie niepotrzebnie przypisujesz mi jakies zlosliwe intencje jakobym watpila
        w Twoja inteligencje itp. Jezeli wspomnialam o honeymoon period to dlatego ,ze
        takie byly moje poczatkowe doswiadczenia w NZ i wydawalo mi sie , ze inni ludzie
        moga oceniac ten kraj w podobny sposob jak ja , co oczywiscie w nie musi sie
        stosowac do Ciebie. Ja poczatku bylam oczarowana tym krajem iabsolutnie
        wszystko tutaj wydawalo mi sie wspaniale , dopiero po jakims czasie jak
        ochlonelam zaczelam zauwazac rzeczy troche mniej fajne , potem jak poznalam
        innych emigrantow dowiedzialam sie o ich doswiadczeniach , w efekcie
        zrewidowalam swoja ocene NZ, i wcale nie wstydze sie do tego przyznac.
        Twierdzisz , ze moje stwierdzenie o dazeniu do poznania prawdy o NZ to belkot i
        ze istnieje tylko subiektywna prawda inna dla kazdej osoby , ktorej
        doswiadczenia sa nieporownywalne z innymi osobami.
        Nie bardzo sie z tym zgadzam. Gdyby tak bylo nie byloby zadnych drogowskazow w
        zyciu bo skoro to co robisz jest tak unikalne i indywidualne i zadne porownania
        nie maja sensu to kazdy spedzilby zycie na budowanie swoich wlasnych prawd .
        Uwazam ,ze dazenie do poznania obiektywnej prawdy o NZ pozwala na unikniecie
        wielu bledow , do ktorych ludzie , ktorzy tutaj mieszkaja boja sie czasem
        przyznac utwierdzajac nieswiadomych nowoprzybylych emigrantow w mniemaniu ,ze
        jezel cos im nie idzie to tylko i wylacznie z ich wlasnej winy.
        Nie chce sie nad tym rozpisywac z braku czasu i z obawy ,ze znowu bede zle
        zrozumiana .
        pozdrowienia
        Iza
        • jasyr100 Re: Może by to wszystko rzucić 12.08.07, 19:13
          Izo, podoba mi sie pare zwrotow, ktorych uzylas, a ktore moglyby byc
          zaczatkiem bardzo polemicznej i interesujej dyskusji na temat
          filozofii. Ja takie dyskusje prowadzic KOCHAM. Nie zgadzam sie z
          Toba, ale Twoje argumenty sa logiczne, sensowne, wynikaja po prostu
          z innych nieco zalozen.
          Niestety, mam bardzo ograniczony dostep do netu. Poprzednio mialem
          dwutygodniowa przerwe, teraz zanosi sie na cos podobnego.
          Dlatego jak tylko znajde czas i mozliwosc skorzystania z netu, to
          odpowiem na Twoj i Poledownunder post (posty).

          Przepraszam za wpis, w ktorym uzalam sie, ze niby cos mi wycieto.
          Nic nie wycieto, ale wine za to nieporozumienie zwalam na mocno
          niedoskonaly komputer, z ktorego teraz korzystam.

          Pozdrawiam

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka