poledownunder
28.11.07, 22:41
Moja uwage zwrocil taki cytat z blogu (ktory nawiasem mowiac
polecam, wydaje mi sie ze nalezy do najciekawszych tworzonych po
polsku w nz) blog.pasnik.pl/ :
"Ludzie uczestniczą w życiu publicznym i nie wtrącają się sobie
wzajemnie w prywatne. W Polsce było na odwrót."
W celu sprawdzenia na wlasnej skorze (tudziez dlatego ze ustawa mi
sie nie podoba) wybralam sie wczoraj na marsz protestacyjny przeciw
proponowanej przez nasz mily rzad nowej ustawie Electoral Finance
Bill (kilka fotek wrzucilam na Foto Forum). Musze powiedziec, ze
bylam rozczarowana frekwencja, spodziewalam sie ze wiecej publicznie
zyjacych Kiwi poswieci na ten cel swoja przerwe na lunch.
Lunchujacy na trasie marszu jak najbardziej mu kibicowali, ale z
laweczki zeby sie przylaczyc nie podniosl sie chyba nikt. Ci ktorzy
maszerowali, maszerowali grzecznie, po cichutku, z wyjatkiem paru
aktywistow, jakby zawstydzeni.
Moze sprawa malo dla nich wazna, w koncu chodzi tylko o
demokracje??? Moj szef skomentowal ze gdyby organizatorzy marszu do
swoich postulatow dopisali "a wskutek tego cena piwa pojdzie w
gore", to by lud masowo ruszyl na ulice. I chyba ma racje. Mam
wrazenie, ze "zycie publiczne", w ktorym Kiwi tak chetnie
uczestnicza ogranicza sie zasiegiem do ich bezposredniego otoczenia,
ich dzielnicy, ale juz sprawy ogolnokrajowe malo ich obchodza.
A jak z tym u Was, daliscie sie wciagnac w nurt zycia publicznego
czy raczej jest ten aspekt zycia w nz Wam obcy?