poledownunder
23.09.08, 00:22
W jednym z watkow padlo haslo tolerancja, po stronie plusow zycia w
NZ. Chcialam wiec zapytac, co rozumiecie pod haslem "tolerancja" i
czy jest ona pozytywna bez zadnych "ale"? Bo ja np. mam mieszane
uczucia. Dobrze, ze jest, ale to w jakim stopniu funkcjonuje w NZ
moim zdaniem jest lekko przesadzone.
Wezmy dla przykladu legalizacje prostytucji, moj konik. Wysluchalam
roznych argumentow za, ze prostytutka tez czlowiek, a prostytucja to
po prostu sposob zarabiania na zycie jak kazdy inny, wiec
prostytutce nalezy sie tolerancja i ochrona prawna a to jest tylko
mozliwe jezeli jej praca jest uznana za legalna itp. Ale nadal nie
jestem przekonana. Ot, chociazby najnowsza wariacja na temat. Pani
nauczycielka szkoly podstawowej postanowila sobie dorobic jako
prostytutka. W normalnym kraju nie byloby chyba na ten temat
dyskusji. Ale w NZ, poniewaz nauczycielom wolno brac dodatkowy etat,
a wybrany przez pania etat jest calkowicie legalny, to jest
konsternacja i nikt nie wie co robic, a szkola pewnie trzesie
gaciami zeby nie wyladowac w sadzie za unfair dismissal, choc
najchetniej poszlaby za glosem rozsadku zanim wszystkie dzieci
zostana przepisane do innych szkol.
www.nzherald.co.nz/nz/news/article.cfm?c_id=1&objectid=10533388