Dodaj do ulubionych

Warrumbungle National Park

21.04.09, 07:54
Jechalismy w deszczu i ulewie i praktycznie caly weekend wielkanocny
byl mokry, deszczowy i mlglisty a w poniedzialek lunelo tak, ze
zamiast na szlak pojechalismy do pobliskiego miasteczka
Coonabarabran. Za to wtorek i sroda byly pogodne i wowczas
przeszlismy wiekszosc parkowych szlakow. Ale po kolei:

Polozony ponad 400km na polnocny zachod od Sydney, Warrumbungle
National Park jest malym, ale niecodziennym parkiem: powstal na
terenie wygaslego od kilkunastu milionow lat plaskiego wulkanu o
srednicy okolo 50 km, ktory produkowal lawe na tyle gesta, ze
zatykala kanaly, wiec na zboczach tworzyly sie wciaz nowe miejsca
erupcji. Po zwietrzeniu zewnetrznych warstw ukazaly sie bazaltowe
kopuly i czopy, niegdys wypelniajace wnetrza stozkow. Najbardziej
znane z nich i bedace przedmiotem wielu zdjec parku to Belougery
Spire, Crater Bluff i Bluff Mountain (tu widziane z kempingu Camp
Blackman):
http://images6.fotosik.pl/458/3578843a42aaf212m.jpg

My zaczelismy nasza lazege od latwego szlaku dookola Belougery Split
Rock, gdzie zaliczylismy rowniez szczyt mimo znakow ostrzegajacych
ze nie powinno sie nan wchodzic gdy pada. Weszlismy bez szwanku, w
stromych miejscach uzywajac chwytow i ze szczytu zlozylismy przez
komorke zyczenia wielkanocne. Natomiast zejsc nie bylo tak latwo -
rozpadalo sie a ze zaokraglona skala bazaltowa po deszczu staje sie
bardzo sliska i byla na tyle stroma, ze nie dalo sie po niej
schodzic, wiec zsuwalismy sie na boku, sunac po zboczu krawedziami
traperow. Udalo sie bez wypadku, ale przyjemne to nie bylo.
http://images8.fotosik.pl/16/b5f3701854a98c66m.jpg
Powyzsze zdjecie Split Rock (ma jakis nieprzyzwoity ksztalt, nie
uwazacie?) bylo zrobione innego dnia, bo kiedy na nia wchodzilismy,
to pogoda byla taka:
http://images6.fotosik.pl/458/f3b3fcaad6e9001am.jpg
To sa te same szczyty co na pierwszym zdjeciu, tylko pod innym katem.

Luiza-w-Ogrodzie
Mówił Kon Fu Tse: Chcesz być szczęśliwy kilka chwil? Upij się. Kilka
lat? Ożeń się. Całe życie? Załóż ogród...
Obserwuj wątek
    • luiza-w-ogrodzie Siding Spring Observatory 21.04.09, 08:19
      Po zejsciu ze Split Rock postanowilismy pojechac do Siding Spring
      Observatory. Jest to najwiekszy kompleks astronomiczy w Australii,
      sluzacy uczonym z wielu krajow, polozony na wysokosci 1100 metrow na
      skraju Warrumbungles przy drodze do Coonabarabran. Dzieki odleglosci
      od wielkich miast i sprzyjajacemu klimatowi (65% bezchmurnych nocy w
      roku, ale bez kurzu jaki zakloca prace teleskopow znajdujacych sie
      na pustyni) widok nocnego nieba jaki sie stamtad roztacza jest
      niewyobrazalny: Krzyz Poludnia i Orion mimo ze skladajace sie z
      bardzo jasnych gwiazd gina w szerokiej wstedze Drogi Mlecznej...

      Na terenie nalezacym do Australian National University stoi
      kilkanascie budynkow z teleskopami, w tym najwiekszym w AU
      teleskopem optycznym Anglo-Australian Telescope. AAT zostal
      wybudowany w latach 70-tych wspolnym wysilkiem Wielkiej Brytanii i
      Australii, jego ogromne 3.9m lustro z ceramicznego szkla bylo odlane
      w USA, potem transportowane do Anglii, gdzie obrabiano i szlifowano
      je przez niemal 8 lat a potem poslano do Australii, gdzie wmontowano
      je w teleskop ustawiony w kopule piecdziesieciometrowej wysokosci i
      37 metrow srednicy. Mimo ze stary, jest ciagle unowoczesniany
      elektronicznym oprzyrzadowaniem i oprogramowaniem tworzonym na
      miejscu i rocznie uzywany przez 300 astronomow z calego swiata.
      Wewnatrz kopuly jest galeria dla zwiedzajacych, gdzie stojac za
      szklana szyba mozna obejrzec cala maszynerie, jest tam rowniez
      wystawa zdjec i opisu, cos nie tylko dla fanatykow technologii
      takich jak Buszmen albo ja wink

      Pogoda byla pod psem, wiec nie dalo sie tego dnia zrobic zdjec, ale
      nadrobilismy to dwa dni pozniej, gdy sie rozpogodzilo:
      Kopula AAT widziana rano z kempingu Camp Blackman w centrum
      Warrumbungles:
      http://images8.fotosik.pl/16/1c25f9ca438f9be4m.jpg

      Kopula z bliska - trzeba bylo uzywac obiektywu szerokokatnego, zeby
      sie ten piecdziesieciometrowy olbrzym zmiescil w kadrze:
      http://images8.fotosik.pl/16/cff51bcfa72396c3m.jpg

      ...i jeszcze blizej:
      http://images6.fotosik.pl/458/a1b2eab55ed7835fm.jpg

      A tutaj - UFO!
      http://images6.fotosik.pl/458/0e3c8df8f4a1c386m.jpg

      Luiza-w-Ogrodzie
      Pour vivre heureux vivons cachés - By żyć szczęśliwie, żyjmy w ukryciu.
    • luiza-w-ogrodzie Coonabarabran 21.04.09, 09:07
      W poniedzialek wielkanocny niebiosa sprawily nam smigus-dyngus; lalo
      jak z cebra i nie bylo mowy o chodzeniu po gorach. Zamiast tego
      pojechalismy do Coonabarabran. To male miasteczko na Newell Highway
      jest najbardziej znane jako brama wjazdowa do Warrumbungles i do
      obserwatorium w Siding Spring. W jego centrum stoi wieza zegarowa,
      przypominajaca te w Mudgee.
      getconnected.tourism.nsw.gov.au/multimedia/tnsw/o1502_p.jpg
      W "Coona" mimo malomiasteczkowej atmosfery jest kilka ciekawostek.
      My wybralismy sie do Cristal Kingdom ktore ma zadziwiajaco
      nowoczesna i starannie opracowana wystawe historii geologicznej
      okolicy oraz imponujaca kolekcje lokalnych mineralow i
      skamienialosci (wlaczajac szczeke trzytonowego protoplasty kangurow
      z trzonowcami wielkosci pudelka zapalek). Muzeum i sklep z
      mineralami prowadzi malzenstwo: on Niemiec urodzony w Dobiegniewie,
      ona Australijka. Wraz z dziecmi i jeszcze jedna rodzina amatorow-
      geologow zebrali wszystkie wystawiane eksponaty i potrafia bardzo
      interesujaco o nich opowiadac.

      Sa rowniez zapalonymi ornitologami i po rozmowie z nimi jestem pewna
      ze nastepnym razem gdy przyjedziemy do Coona wybierzemy sie ogladac
      ptaki! Na polnoc od miasta sa polozone Pilliga State Forest i
      Pilliga Nature Reserve, razem tworzace ogromna polac naturalnego
      lasu cyprysowo-eukaliptusowego (niemal pol miliona hektarow), gdzie
      z uwagi na zetkniecie dwoch stref klimatycznych zyje kilkaset
      gatunkow ptakow. Niestety deszcz pokrzyzowal nam plany wloczegi po
      lesie, ale wybralismy sie do polozonej na jego skraju slynnej
      garncarni Pilliga Pottery. Spedzilismy tam kilka godzin,
      ogladajac garncarzy przy pracy, kosztujac domowe ciasto no i
      przegladajac polki pelne naczyn roznego ksztaltu i przeznaczenia.
      Tamtejsze wyroby sa tworzone, ozdabiane i wypalane na miejscu, z
      lokalnej gliny w dwoch kolorach i ozdabiane kolorowymi glazurowanymi
      rysunkami:
      www.pilligapottery.com.au/img/coolers/pilligapotterywatercoole
      rs1.jpg

      Oczywiscie nie moglam sie oprzec i kupilam dzbanek z rysunkami
      australijskich mysikrolikow i doniczke z kwiatem waratah. Dojazd do
      garncarni w ulewie i przez 15 ostatnich kilometrow po drodze
      pokrytej owa slynna glina to osobna atrakcja. Samochod
      momentami "plywal" mimo wlaczenia napedu na wszystkie kola.

      Luiza-w-Ogrodzie
      Mówił Kon Fu Tse: Chcesz być szczęśliwy kilka chwil? Upij się. Kilka
      lat? Ożeń się. Całe życie? Załóż ogród...
      • blues28 Przytupalam za sznurkiem,... 21.04.09, 14:22
        ... a jakze smile
        Jak wiesz lubie Twoje relacje z buszu i od razu pytam: to tez byl
        busz? (Prosze wybaczyc miejskiej sierocie, ale tak naprawde to nie
        wiem kiedy sa lasy a kiedy jest busz smile)
        Juz same nazwy miejsc sa tajemnicze (Warrumbungle, Coonabaraban...),
        moze sa w jezyku aborygenów?
        A wspinaczka w deszczu na Split Rock, (mimo zakazów zreszta) – mam
        nadzieje, ze to ryzykowne schodzenie nie trwalo za dlugo smile
        Piekne zdjecia (szkoda, ze takie malutkie - wiem, inaczej otwiera
        sie dlugo) nawet te mgliste i deszczowe sa pelne klimatu.
        • luiza-w-ogrodzie Re: Przytupalam za sznurkiem,... 22.04.09, 01:36
          Bluesie mily,
          W Australii busz to wszystko, co nieuprawne, w miare gesto
          zarosniete i poza miastem. Jak nie jest gesto zarosniete i widac
          duzo piasku, mozna nazywac to pustynia. Jezeli jest zdecydowanie
          poza cywilizacja (np ze 200 km od wschodniego wybrzeza), to mowi sie
          na to "outback".

          Nazwy miejsc jak zgadlas oczywiscie sa aborygenskie: Warrumbungle to
          znaczy "krzywa gora", co do Coonabarabran, sa rozne tlumaczenia.
          Australia jest pelna wymieszanych nazw angielskich i aborygenskich,
          czasem uzywane jest podwojne nazewnictwo (np Mt Exmouth w
          Warrumbungles to Wambelong, a slynna Ayers Rock to Uluru).
          Oczywiscie sa tez nazwy nadane przez osadnikow innej narodowosci, np
          Niemcow czy Wlochow.

          Caly album z Warrumbungles (z 28 zdjeciami normalnej wielkosci) jest
          na serwisie Fotosik (jak i wiekszosc moich zdjec linkowanych po
          forach):
          el-be.fotosik.pl/albumy/622068.html

          Pozdrawiam
          Luiza-w-Ogrodzie
          .¸¸><crying(((º>¸¸.·´¯`·.¸¸><crying(((º>¸¸.
          Australia-uzyteczne linki
    • luiza-w-ogrodzie Grand High Tops Walk 22.04.09, 02:57
      Najbardziej popularna trasa w Warrumbungles (6 km w jedna strone)
      prowadzi z parkingu do tysiacmetrowych wzgorz ("Grand High Tops "),
      polozonych miedzy dwoma dominujacymi nad nimi stozkami Belougery
      Spire i Crater Bluff, z piekna panorama na wiekszosc parku.
      Ponizej "portrety" Belougery Spire i Crater Bluff widziane rano z
      kempingu. Pod Crater Bluff widac sylwetke Breadknife i linie Grand
      High Tops:
      http://images6.fotosik.pl/458/896a7f1c4188f7cem.jpg
      http://images6.fotosik.pl/458/c3063809e5c655dfm.jpg

      Pierwsze piec kilometrow prowadzi szeroka sciezka (niegdys droga do
      pastwisk u podnoza Tops) o mniej wiecej stalym wzniesieniu i ku
      naszemu zdumieniu w polowie dlugosci wybrukowana, wiec idzie sie
      zoltawym ceglanym chodnikiem jak w miejskim parku. I to ma
      byc "wilderness"? Puh-leasee.... Mosty, szerokosc i nachylenie
      sciezki sa przygotowane dla wozkow inwalidzkich, idzie sie latwo,
      wiec na trasie bylo kilka rodzin z malymi dziecmi - najmlodsze na
      oko 2 lata ale szlo dzielnie a ojciec mial na wszelki wypadek
      nosidelko dla niego na plecach.

      Po przejsciu 5 km u podnoza wzgorz zaczynaja sie schody - nie te
      przyslowiowe, ale solidne i metalowe. Po wejsciu na nie, stojac pod
      sciana skalna mamy wybor dwoch skalistych, pokrytych luznymi
      kamieniami sciezek: jedna prowadzaca w prawo obok prymitywnej chatki
      noclegowej (Balor Hut) z osmioma pryczami na sciezke prowadzaca do
      Mt Exmouth albo isc w lewo pod gore obok slynnej skaly Breadknife i
      wyzej na szczyty wzgorz, czyli Grand High Tops. Ten drugi wariant to
      petla idaca na szczyty i wracajaca wokol nich, a poczatek
      podchodzenia odbywa sie wzdluz bazaltowej sciany skalnej, ktorej
      najwyzsza czesc jest nazwana Breadknife i sklada sie z poziomo
      polozonych kolumn bazaltowych co z boku daje wrazenie muru obronnego
      zbudowanego z wielkich glazow. Sam Breadknife jest 90 m murem
      szerokosci 1-4 m i wysokosci 60 m:
      http://images6.fotosik.pl/458/85114ec7cdec1801m.jpg
      Breadknife na tle panoramy polnocnych Warrumbungles:
      http://images8.fotosik.pl/16/5c5920cbc3026bdam.jpg

      Po wejsciu na wzgorza spedzilismy tam niemal godzine, podziwiajac
      wielkie sylwetki dwoch stozkow Belougery Spire i Crater Bluff
      stojacych niemal na wyciagniecie reki i panorame polnocnych i
      poludniowych Warrumbungles. Zaczal wiac zimny poludniowy wiatr i
      troche sie zamglilo, gnani wiatrem zeszlismy w dol zamykajac petle
      przejsciem obok Balor Hut i stamtad w dol metalowymi schodami i
      chodniczkiem (bleee) z powrotem do parkingu. Ruch turystyczny w
      miedzyczasie oslabl i szlismy po cichu, wiec po drodze widzielismy
      kilka gatunkow ptakow nie widzianych przez nas wczesniej, np. male
      brazowawe z jaskrawoczerwoymi glowami, blekitne z rudym podbiciem
      (jak polskie zolny), pastelowo blekitne papugi z zielenia i rozem.
      Trzeba zajrzec do ornitologicznego przewodnika!

      Luiza-w-Ogrodzie
      Pour vivre heureux vivons cachés - By żyć szczęśliwie, żyjmy w ukryciu.
    • luiza-w-ogrodzie Wambelong = Mt Exmouth 29.04.09, 07:43
      Zgodnie z prognoza dzien zaczal sie sloneczny i suchy, ale na
      wszelki wypadek wzielismy przeciwdeszczowe ubrania. Wambelong jest
      najwyzszym szczytem w parku - ma cale 1205 metrow wysokosci ;o)
      http://images6.fotosik.pl/458/41084450f792e4f9m.jpg

      Podejscie do niego zaczyna sie od parkingu polozonego na wysokosci
      ok 500 metrow - tego samego, gdzie startuje sie do trasy na Grand
      High Tops. Pierwsze 7 kilometrow prowadzi przez mieszany las
      eukaliptusow i cyprysow, glownie dolinami strumieni u podnoza Bluff
      Mountain. Im wyzej tym wiecej grass trees, rosna calymi zagajnikami
      a niektore z nich musza miec ponad sto lat, sadzac po wysokosci.
      http://images6.fotosik.pl/458/7082d8138d642620m.jpg

      Na tych siedmiu kilometrach powoli wchodzi sie do wysokosci mniej
      wiecej 850 metrow, do podnoza Cathedral Rock, ktory to pagorek
      obchodzi sie naslonecznionym rumowiskiem, uwazajac na luzne kamienie
      i weze. Weze chyba zwialy slyszac nasze nadejscie, bo zadnego nie
      widzielismy choc miejsce bylo dla nich idealne (park slynie z
      obecnosci eastern brown snake, jednego z najjadowitszych wezy
      swiata).

      Po zejsciu z rumowiska i przejsciu przez droge pozarowa weszlismy na
      zbocze naszego celu - Wambelong Mountain czyli Mt Exmouth. Na tych
      ostatnich dwoch kilometrach podejscie jest bardziej strome - 350 m w
      pionie. Polnocne zbocze gory jest porosniete krzewami i wielkimi
      starymi eukaliptusami, ale szybko okrazamy gore i wiekszosc szlaku
      idzie poludniowym stokiem, na ktorym natrafiamy na wyjatkowo wielkie
      okazy grass trees. Te rosliny rosna bardzo powoli, najpierw
      wygladaja jak kepa duzej trawy, pieniek zaczynaja wyksztalcac mniej
      wiecej po 20 latach. Trzymetrowe okazy jakie widzielismy musialy
      miec dobrze ponad 200 lat! Czesto sie zatrzymywalismy zeby obejrzec
      co wieksze, ale najlepsze czekalo nas na szczycie. Po
      kilkunastometrowym scramblingu po glazach weszlismy na rownine
      szczytowa gdzie nie tylko rosly malownicze kepy grass trees
      http://images6.fotosik.pl/458/c17e100fc88ffa76m.jpg
      (tu okaz z trzema pniami)
      http://images8.fotosik.pl/16/3205591fb86d32c9m.jpg
      ...ale i mozna bylo zobaczyc panorame calego parku (zdjecie pokazuje
      polnocne Warrumbungles)
      http://images6.fotosik.pl/458/43d6b2cc5b5b8db1m.jpg
      ...a nad naszymi glowami w pradach wznoszacego sie cieplego
      powietrza kolowalo piec orlow (wedge-tailed eagle).

      Spedzilismy na szczycie przeszlo godzine i wrocilismy ta sama droga.
      Jesli tam bedziecie, widoki sa warte wycieczki na szczyt.

      Luiza-w-Ogrodzie
      Mówił Kon Fu Tse: Chcesz być szczęśliwy kilka chwil? Upij się. Kilka
      lat? Ożeń się. Całe życie? Załóż ogród...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka