pi.asia
01.01.16, 01:00
Wyszliśmy z Rumcajsem do ogrodu przywitać Nowy Rok. Mieliśmy szampana i sztuczne ognie - 2 bezhukowe wulkany i jeden zestaw 8 cichych strzałów. Wokół nas trwała opętańcza strzelanina, w którymś z sąsiednich ogrodów leciały w niebo jakieś większe ognie.
Odpaliliśmy oba wulkany, a potem Rumcajs ustawił zestaw kilka metrów dalej, żeby przypadkiem nic się nie stało. I odpalił.
Nie wiem, czy któryś z ładunków nie poleciał w górę tylko w bok, czy może od sąsiadów coś wpadło do naszego ogrodu, w każdym razie jeden ogień poszedł prosto na mnie. Miałam na sobie długie sztuczne futro, welurowe spodnie od dresu i zimowe buty.
To płonące draństwo wpadło mi pod futro (rozpięte), wypaliło dziurę w podszewce i spadło na spodnie, które spaliło, po czym wpadło prosto w cholewkę buta i dobrało mi się do skóry.
Ani tego wyrzucić, ani ugasić!!!
Padłam na ziemię, Rumcajs mnie zasłonił przed pociskami, a ja się darłam, żeby wlał mi w buta szampan. Co też uczynił, ale ładunek zdążył już narobić trochę szkody. Ładne parę centymetrów skóry poszło z dymem.
Teraz siedzę z nogą opryskaną pantenolem i zastanawiam się, jak się położyć i czym zabezpieczyć spaloną skórę, bo krew z osoczem cały czas się sączy. Nawet aż tak bardzo nie boli, raczej szczypie i piecze. Wiem, że to szok i adrenalina i niedługo będę piszczeć. Pewnie koniec końców trzeba będzie jutro/dziś wybrać się na pogotowie.
Ja, zawsze taka ostrożna, w podobnych sytuacjach mająca raczej nadmiar niż niedobór wyobraźni, przy zachowaniu wszelkich zasad bezpieczeństwa, i tak oberwałam.
Rumcajs aż się skręca z poczucia winy, bo odpalał ognie.
Ale nam się rok zaczął....