Dodaj do ulubionych

rok się zaczął.... cholera....

01.01.16, 01:00
Wyszliśmy z Rumcajsem do ogrodu przywitać Nowy Rok. Mieliśmy szampana i sztuczne ognie - 2 bezhukowe wulkany i jeden zestaw 8 cichych strzałów. Wokół nas trwała opętańcza strzelanina, w którymś z sąsiednich ogrodów leciały w niebo jakieś większe ognie.

Odpaliliśmy oba wulkany, a potem Rumcajs ustawił zestaw kilka metrów dalej, żeby przypadkiem nic się nie stało. I odpalił.

Nie wiem, czy któryś z ładunków nie poleciał w górę tylko w bok, czy może od sąsiadów coś wpadło do naszego ogrodu, w każdym razie jeden ogień poszedł prosto na mnie. Miałam na sobie długie sztuczne futro, welurowe spodnie od dresu i zimowe buty.

To płonące draństwo wpadło mi pod futro (rozpięte), wypaliło dziurę w podszewce i spadło na spodnie, które spaliło, po czym wpadło prosto w cholewkę buta i dobrało mi się do skóry.
Ani tego wyrzucić, ani ugasić!!!
Padłam na ziemię, Rumcajs mnie zasłonił przed pociskami, a ja się darłam, żeby wlał mi w buta szampan. Co też uczynił, ale ładunek zdążył już narobić trochę szkody. Ładne parę centymetrów skóry poszło z dymem.

Teraz siedzę z nogą opryskaną pantenolem i zastanawiam się, jak się położyć i czym zabezpieczyć spaloną skórę, bo krew z osoczem cały czas się sączy. Nawet aż tak bardzo nie boli, raczej szczypie i piecze. Wiem, że to szok i adrenalina i niedługo będę piszczeć. Pewnie koniec końców trzeba będzie jutro/dziś wybrać się na pogotowie.

Ja, zawsze taka ostrożna, w podobnych sytuacjach mająca raczej nadmiar niż niedobór wyobraźni, przy zachowaniu wszelkich zasad bezpieczeństwa, i tak oberwałam.

Rumcajs aż się skręca z poczucia winy, bo odpalał ognie.
Ale nam się rok zaczął....
Obserwuj wątek
    • jottka Re: rok się zaczął.... cholera.... 01.01.16, 01:18
      nie wiem, jak wygląda jakiś sor u ciebie, bo możliwe, że więcej tam ofiar, ale jeśli masz mocno spaloną skórę (a boli cię to czy nie? jak nie, to do szpitala, oparzenie głębokie), to chyba lepiej wcześniej ustawić się w kolejcesad wszelkie wyrazy, ale nie kładź nic na to, zwłaszcza jeśli jest żywa rana, bo potem lekarz będzie to z ciebie odlepiałsad gazę najwyżej nad tym zawiąż w charakterze ogólnego zabezpieczenia na czas przejazdu do szpitala...
      • barba50 Re: rok się zaczął.... cholera.... 01.01.16, 09:27
        Serdecznie współczuję!
        Nienawidzę fajerwerków. Nam kilka lat temu mało ktoś domu nie spalił sad
        • wladziac Re: rok się zaczął.... cholera.... 01.01.16, 11:43
          ogromnie współczuję,w sumie niewesoło,ja jak Basia nienawidzę tego wszelkiego ustrojstwa,kiedyś nam też jakiś cholerny bachor wrzucił coś tam hukowego do klatki w kamienicy,myślałam ze zejdę z tego świata,mnie zaś dopadło takie przeziębienie że trzęsę się z zimna mimo że w domu ciepło,łeb boli i kichanie na odległość kilometra,trzymaj się Asia
          • miau.weglowy Re: rok się zaczął.... cholera.... 01.01.16, 18:13
            lacze sie w bolu i pocieszam smile u mnie angina taka ze nie moglam spac w pozycji horyzontalnej, wiec w koncu udalam sie do lekarza. ktory nawet nie kazal mi sie leczyc paracetamolem (zwyczajowe splawianie w uk wink), tylko od razu zapodal tygodniowa dawke antybiotyku. widac wrazenie bylo odpowiednie wink)
    • aankaa Re: rok się zaczął.... cholera.... 01.01.16, 16:08
      no, toście przywitali...
      jak kopytko ?
      • pi.asia Re: rok się zaczął.... cholera.... 01.01.16, 18:23
        Wladziac, zdrowia życzę! Jeśli masz imbir, choćby suszony, to sobie zaaplikuj napój z miodu, imbiru i cytryny. A może bańki? W każdym razie wygrzewaj się i zdrowiej.

        Z moją nogą jest zdecydowanie lepiej. Na noc założyłam opatrunek, który oczywiście się przylepił, więc zdejmowałam go humanitarnie, po namoczeniu wodą. Teraz rana jest już sucha, trochę piecze.
        Na spokojnie spróbowałam zrekonstruować przebieg wydarzeń, głównie na podstawie zniszczeń odzieży.
        Otóż futro, sięgające do połowy łydki, miałam jednak zapięte. Jakimś cudem ten ładunek przeleciał parę metrów i wpadł mi pod futro na wysokości ud, wypalając dziurę w podszewce i niszcząc ocieplacz:

        https://fotoforum.gazeta.pl/photo/9/fi/gb/v6x4/DZPkFZSYvHUdFfIPbX.jpg

        po drodze oberwało się spodniom

        https://fotoforum.gazeta.pl/photo/9/fi/gb/v6x4/hVJaSBCkmjHLhhpqDX.jpg

        Wtedy już uciekałam w panice z "linii frontu", kompletnie zdezorientowana skąd i co do mnie strzela. Rzuciłam się na trawę, a ładunek eksplodował na wysokości mojej łydki, niszcząc z jednej strony brzeg futra (widać nawet kawałki tektury z obudowy, które wtopiły się w ocieplacz):

        https://fotoforum.gazeta.pl/photo/9/fi/gb/v6x4/LzF4YXqeILujLHM5hX.jpg

        a z drugiej rozszarpując spodnie

        https://fotoforum.gazeta.pl/photo/9/fi/gb/v6x4/XOmg27N6bNntcEsNlX.jpg

        Widać, jaka to była siła. A pod spodniami była już moja noga. Resztki pocisku wpadły za cholewkę buta, która też ucierpiała:

        https://fotoforum.gazeta.pl/photo/9/fi/gb/v6x4/B0y4qKZLNU0dXf4SoX.jpg

        Tam to wszystko jeszcze się chwilę paliło, aż wreszcie zgasło, a Rumcajs wylał mi na nogę resztę szampana z butelki. Bo pamiętałam, że oparzenie należy natychmiast ochłodzić.
        Nie wiedziałam tylko, skąd wokół oparzenia wzięły się siniaki, ale teraz wiem, że to siła wybuchu mi je zrobiła.

        Na tym noworoczne atrakcje się nie skończyły.

        Rano stwierdziliśmy, że w jednym gniazdku nie ma prądu, a poza tym jest diabelnie zimno. Okazało się, że spaliła się część instalacji, do której podłączony jest nasz piec na gaz, i która obsługuje mieszkanko sublokatora. U nas było 14 stopni, u niego jeszcze mniej. A tu Nowy Rok, jutro sobota, pojutrze niedziela, i dopiero w poniedziałek można pomyśleć o jakiejś ekipie elektryków. Zawiadomiliśmy właściciela domu (sublokator to jego syn), a doraźnie Rumcajs przeciągnął kilka przedłużaczy, żeby sublokator miał prąd i żeby uruchomić piec.

        Ładnie się zaczął nowy rok, nie ma co....
        • wladziac Re: rok się zaczął.... cholera.... 01.01.16, 19:07
          Asia,dzięki za życzenia,przydadzą się,imbir piję jak najbardziej ale to świeża przypadłość więc trzeba trochę pocierpieć,temperaturę to ja mam ale .....35,6 więc baniek nie mogę,widok Twojej odzieży aż mnie zatrwożył,pocieszam Cię że dobrze że tak się skończyło i jakoś z tego wyjdziesz z niewielkim uszczerbkiem na zdrowiu,tym niemniej wyobrażam sobie ile strachu mieliście obydwoje z Rumcajsem,zdrowia i spokoju już od dzisiaj na ten Nowy Rok
          • arim28 Zdrowego Nowego Roku!!!! 01.01.16, 20:05
            Dziewczyny zdrowia wam zycze i wspolczuje noworocznych przezyc Asi sad
        • esimona Re: rok się zaczął.... cholera.... 01.01.16, 20:49
          Asiu, chyba pierwszego dnia roku wyczerpaliście wszystkie roczne limity.
          A tak na poważnie to czy lekarz widział Twoją nogę?
          Nie możesz codziennie zdejmować opatrunku metodą moczenia, czy zrywania.
          I jeszcze ta awaria...
          Trzymajcie się, bo tyle wypadków to okropny pech.
          I niech się na tym wreszcie skończy.
          • pi.asia Re: rok się zaczął.... cholera.... 01.01.16, 22:31
            Nie byłam u lekarza, bo jak na razie nie widzę takiej potrzeby. Rana jest suchutka, niezaogniona, nie ma opuchlizny. Teraz w domu nawet nie noszę opatrunku, założę na noc, żeby nie urazić. Boli mnie tylko cała okolica oparzenia, tam gdzie poszła siła wybuchu. Jakby nie patrzeć, dostałam w tę nogę potężnego kopa. Będzie siniak jak ta lala. Blizny pewnie też zostaną, w końcu spaliło mi spory kawałek skóry.

            Ale obiecuję, że jak tylko zauważę coś niepokojącego, to wybiorę się do lekarza.
            • aankaa Re: rok się zaczął.... cholera.... 01.01.16, 22:46
              a nie możesz pójść zanim coś niepokojącego... ?
    • miau.weglowy Re: rok się zaczął.... cholera.... 01.01.16, 18:11
      jak sie czujesz, mam nadzieje,ze opjechalas z tym na ostry dyzur czy cos w tym stylu? usciski (od kota tez wink)
      • niutaki Re: rok się zaczął.... cholera.... 01.01.16, 23:12
        matko bosko, ja sie panicznie boje petard, fajerwerkow i tych innych g...., dawaj znac co z Tobakiss
        • jottka lekarz, lekarz, lekarz 02.01.16, 11:44
          asia, ja się nie znam, ale z twojego opisu ta rana nieprzyjemnie wygląda na oparzenie głębokie - zgadza się, nic cię w samej ranie nie boli, jest ona sucha itp., super, to znaczy, że uszkodzeniu uległy nerwy i nawet jeśli pod powierzchnią zaczyna ci się zakażenie (a w końcu niczym tego nie leczysz), to ty tego nie poczujesz. a jak poczujesz, to trafisz na chirurgię z pilnego wezwaniasad

          bardzo możliwe, że się naczytałam niepotrzebnych lektur i tworzę wizje noworoczne, ale w tym wypadku chętnie bym się dowiedziała, że moje panikarstwo obśmiał lekarz, który cię fachowo obejrzał. teraz, a nie za parę tygodni.
          • wiesia.and.company Re: lekarz, lekarz, lekarz 02.01.16, 16:43
            Oj, nieszczególnie Wam wyszło to świętowanie z racami. Zamierzenia były zupełnie inne... Jeśli to od spodu poszło (pewnie się od ziemi jakaś raca oderwała i zanim złapała trajektorię lotu to trafiła na obiekt żywy. Myślę, że ten rozgrzany odłamek (czy też cała raca) najwięcej szkody zrobiła jednak impetem wyrzutu. Czyli siniaki. A że rozgrzana, to tak jak węgiełek popaliła tyle że nie żywym płomieniem. Spaliło się to co przejęło ten żar. Straty masz na ciele ale mniejsze, bo ubranie i buty przejęły na siebie ochronę, dobrze że nie wtopił Ci się w ciało jakiś gruby stilon. Pewnie nie jest tak źle, bo to zapewne naskórek i poniżej ale nie tkanka mięsna, Kuruj się, obserwuj, będzie pewnie ziarninowanie pl.wikipedia.org/wiki/Ziarnina ale myślę, że sama będziesz wiedziała, jeśli będzie się działo coś niepokojącego. Człowiek ma to doświadczenie, które nabywa się w miarę upływu przeżytych lat wink A swoją drogą.... kto wie, kto wie? Może własnym ciałem obroniłaś np. jakąś drewnianą komórkę z łatwopalnym materiałem, dach, krzaki, żywe obiekty? Może masz zasługi, bo obroniłaś dobytek i okolicę przed czymś poważniejszym? Kto to wie? wink Ale współczuję przeżyć. Miało być radośnie, wyszło nader boleśnie i ze stratami. Ale jak to mówią zdeklarowane eleganckie kobiety: hurrrra, spodnie poszły! Będę sobie mogła kupić nowe!!! smile

            Oj, kabelek, nie lubię takich niespodzianek. Bo to niesie większe problemy. No i znów patrząc pozytywnie: lepiej, że faza poszła, czy coś takiego niż gdyby od zwarcia elektrycznego coś się miało stać. Tfu, tfu, odpukać. Teraz trzymam kciuki za uporanie się z kłopotami. A swoją drogą zapytajcie elektryka co się stało, skąd to, i tak po nitce do kłębka żeby uniknąć powtórki lub groźniejszego przypadku. (Miałam tak, miałam, co jakiś czas mi korek główny na klatce wywalało, gdy włączałam pralkę - nie zawsze, ale co któryś raz. Gdybym nie zmusiła elektryka do wymiany gniazdka na zupełnie nowe, przeze mnie kupione, to by mi się cała instalacja elektryczna w domu sfajczyła a z nią i sprzęty elektr. i całe mieszkanie, tfu, tfu, tfu!). Kciuki za fachowego elektryka i pytajcie, pytajcie, śledźcie co tam robi...
            • jottka Re: lekarz, lekarz, lekarz 02.01.16, 17:23
              wiesia.and.company napisała:

              > Pewnie nie jest tak źle, bo to zapewne naskórek i poniżej


              w takim przypadku miałaby bąble jak stąd na florydę, bolałoby ją jak jasna cholera i nawet by nas nie pytała o nic, bo pędziłaby do lekarza po środki przeciwbólowesad niepokojący jest właśnie fakt, że opisywała spory wyrzut osocza i późniejszy brak bólu, jak się nie znam, to to są objawy spalonych końcówek nerwów i poważnych uszkodzeń tkanki. powinna dostać natychmiast jakąś osłonę antybiotykową plus być może jakieś czyszczenie tej rany czy cuś, pojęcia nie mam, od tego są lekarze.

              ale jak się od razu do niego nie przejdzie, to ryzykuje nierozpoznane w porę zakażenie rany - którego nie poczuje, no bo przecież nerwy tam ma uszkodzone... dalszych konsekwencji to ja może opisywać nie będę, ale dla spokoju pokazałabym się lekarzowi jak najszybciej, choć zgadzam się, że są przyjemniejsze sposoby spędzania czasu.
              • wladziac Re: lekarz, lekarz, lekarz 02.01.16, 17:54
                najdrobniejsze poparzenie skóry boli jak cholera więc też mnie zastanowił brak bólu u Asi ale ja całkowita noga jestem w tym temacie,no Asia dawaj znać bo martwimy siem okrutnie
                • pi.asia Re: lekarz, lekarz, lekarz 02.01.16, 19:55
                  Jestem dziewczyny, jestem!

                  Zdopingowana przez jottkę i aankęę wybrałam się dzisiaj do lekarza, tym bardziej, że na przypalonych krawędziach zaczęły się tworzyć ropne wałeczki, a wokół rany pojawiło się zaczerwienienie.
                  Najpierw odstałam półtorej godziny w przychodni pomocy doraźnej. Sympatyczna pani doktor stwierdziła, że w tym przypadku ona nie może pomóc, bo tu trzeba chirurga, i wypisała skierowanie do szpitala. Zaoferowała środki przeciwbólowe, ale nie chciałam, bo skoro nie boli to po co. Wyraziła przy tym współczucie, że tyle się naczekałam, a i tak nie uzyskałam pomocy, no ale to już wina pani w rejestracji, której mówiłam z czym przyszłam, i która powinna powiedzieć, że po skierowanie wchodzę bez kolejki.

                  Pojechaliśmy z Rumcajsem do wskazanego szpitala, tam po odstaniu swego w rejestracji dowiedziałam się, że tu mnie nie przyjmą, bo rejon jest gdzie indziej.

                  Pojechaliśmy gdzie indziej.
                  W ponurym korytarzu rząd stareńkich krzesełek, kilka osób w kolejce, a na drzwiach urocza kartka "Brak rejestracji. Wchodzić pojedynczo". Ktoś (zapewne ktoś z pacjentów) długopisem dopisał PROSZĘ.

                  Byłam trzecia w kolejce, więc już po półtorej godziny weszłam do gabinetu, gdzie była pielęgniarka i jeszcze pani od papierkowej roboty. Lekarza nie było. Zeznałam co i jak, podpisałam furę papierków, i zostałam wysłana z powrotem na korytarz. Po dziesięciu minutach pielęgniarka wyszła i oznajmiła, że trzeba chwileczkę poczekać, bo lekarz właśnie zaczął operację.
                  Rumcajsa mało szlag nie trafił, reszty pacjentów również. No cholera jasna w szpitalu jest tylko jeden chirurg??? A jak mu przywiozą trzy nagłe przypadki to my tu będziemy siedzieć do usmarkanej śmierci???
                  Chirurg objawił się po jakichś czterdziestu minutach. Po kolejnych dwudziestu wezwano mnie do środka.
                  Młody facet za cholerę nie mógł zrozumieć, że to nie ja robiłam coś z petardą, tylko petarda ustrzeliła mnie. "No jak to mogła wpaść do buta??? Przecież w bucie była pani noga!" Na szczęście miałam dowód w postaci zniszczonej cholewki. Pobieżnie obmacał mi nogę, kazał podać AT (jakaś szczepionka) i zrobić opatrunek z Argosulfanu. I tyle. Wypisał też skierowanie do poradni chirurgicznej, bez określenia terminu (skąd mam wiedzieć, kiedy przyjść?), za to używając sporej ilości słów powszechnie uznawanych za niecenzuralne. Dowiedziałam się między innymi, że "jeszcze jeden dyżur i ch..., sp... stąd, bo to, k..., nie ma sensu". Fakt, ilość papierów, jakie musiał wypełnić, porażała. No ale to nie usprawiedliwia przeklinania.

                  Efekty lecznicze tego, co zastosowano, poznam pewnie dużo później. Początkowo było miło - zimna maść zadziałała kojąco, ale po kilku minutach zaczęło mnie szczypać i boleć jak cholera. Cały czas boli.

                  Reasumując - na ratowanie swojej nogi poświęciłam dzisiaj lekko licząc 5 godzin, z czego efektywne działania to było ok. 5 minut (minuta wywiadu, minuta macania nogi i 3 minuty opatrunku). Podejrzewam, że gdybym trafiła na jakiś SOR zaraz po zdarzeniu, to zostałabym obsłużona może dopiero w noworoczne przedpołudnie, bo kolejka byłaby o wiele dłuższa, a w niej same nagłe przypadki poparzone petardami.

                  Aha - wczoraj poczytałam sporo o poparzeniach, próbując ustalić, który to stopień, i nic mi nie pasowało wink Pierwszy nie, bo to tylko zaczerwienienie i ból, drugi nie, bo to bąble i ból, trzeci nie, bo tkanka wcale nie różowa w białe kropeczki.... czwarty też nie, bo kości nie widać wink
                  Potem do mnie dotarło, że bąble zapewne zrobiły się od razu i momentalnie zostały spalone, przecież w bucie płonął mi żywy ogień!

                  Dziewczyny, dziękuję, że mnie wygoniłyście do lekarza.

                  (A od środka i tak wspomagam się homeopatią. Nie zaszkodzi.)

                  • mysiulek08 Re: lekarz, lekarz, lekarz 02.01.16, 20:22
                    a jakbys w poniedzialek sprobowala do innego chirurga? (masz skierowanie, no nie) bo ta ropa to dobrze nie wyglada
                    • dorcia1234 Re: lekarz, lekarz, lekarz 02.01.16, 20:38
                      o matkoboskaicórko
                      wyjedzie człowiek sobie spokojnie z domu na Sylwestra, wroci po 2 dniach i czyta, że Asia próbowała dokonać samospalenia na stosie z petardy. Uprzejme koleżanki na fejsbuczku doniosły i prawie o zawał serca przyprawiły.
                      Asiu- kuruj nóżkę, zresztą ten tego- do wesela sie zagoi wink
                  • wladziac Re: lekarz, lekarz, lekarz 02.01.16, 20:53
                    jeżeli na skierowaniu nie masz napisane pilne to mam wątpliwości czy uda Ci się dostać do lekarza,ale próbuj bo ja nie znam realiów waszej służby zdrowia,w Kraku czeka się kilka miesięcy,jeżeli nie to odżałuj stówkę czy dwie i idź prywatnie bo może wystąpić martwica,na początku zeszłego roku miałam poważną awarię kolana i gdybym nie poszła prywatnie na zastrzyki dzisiaj nie chodziła bym na nogę,skierowanie wykorzystałam owszem za parę miesięcy byłam przyjęta i skorzystałam z rehabilitacji,pomoc którą uzyskałaś może być nie wystarczająca
                  • aankaa Re: lekarz, lekarz, lekarz 02.01.16, 21:10
                    Aśka, co to jest 5 godzin w stosunku do posiadania całej nogi ????

                    ps - dla ubezpieczonych (a taka przecież jesteś) nie ma żadnej rejonizacji. Poguglujcie sobie, może 100 km od Częstochowy (jadąc jak zakonnica to jakieś 2 godziny w jedną stronę) dostaniesz termin za 1-2 dni ?

                    co do żołnierskiego języka chirurga - wyobraź sobie, że sprzedając pół kg cebuli musisz wypełnić 5 kwitków, kolejny klient poprosi o 1 pomarańczę (kolejne 5), następny ... itd
                    nie fq...a byś się ?
                    • pi.asia Re: lekarz, lekarz, lekarz 02.01.16, 22:08
                      Rejonizacji teoretycznie nie ma, ale w praktyce lekarz w szpitalu jest jak Bruce Wszechmogący.

                      W tym drugim szpitalu, do którego pojechaliśmy, spotkaliśmy w poczekalni trzy osoby, które wygoniono z pierwszego, bo nie ich rejon. Tamtejsza pani doktor wydała takie zarządzenie i spróbuj ją przekonać, że nie ma do tego prawa.
                      W poniedziałek udam się do macierzystej przychodni, gdzie połowa obsady to moje klientki i jest chirurg, którego znam z czasów licealnych. W końcu gabinet zabiegowy też jest, i pielęgniarka opatrunek zrobić potrafi.

                      Na razie mam problem, bo jak leżę to nic nie boli, ale każda próba wstania to makabra. Jak się już rozchodzę to ok, ale pierwsze minuty to skakanie na jednej nodze. Chwilowo lekarstwo okazało się gorsze od choroby.

                      Dorcia, moje zmagania z petardą opisano na fejsbuku???

                      A co do prądu - spalił się jeden przewód w jednej puszce. Była ekipa, wstępnie ponaprawiała, po niedzieli wezmą się za instalację na poważnie, bo tu się dzieją prawdziwe cuda. W niektórych gniazdkach prąd jest, w innych nie ma, a w niektórych raz jest a raz nie ma.

                      • dorcia1234 Re: lekarz, lekarz, lekarz 02.01.16, 22:30
                        opisano ale nie tak dla wszystkich. Jako że dostęp do poczekajek i innych zaątków mia lam utrudniony to mi relacjonowały "na żywo" w wiadomościach prywatnych.
                      • aankaa Re: lekarz, lekarz, lekarz 02.01.16, 22:43
                        eh, prąd w gniazdku...

                        rozwaliłam jedną ścianę, postawiłam drugą, kabelki nówki-sztuki poprowadzone od puszek głównych, wszystko zgodnie ze sztuką

                        po położeniu podłóg, przyjechała ekipa, poskręcała i postawiła meble (od ściany do ściany, od sufitu do podłogi). Sprawdzili gniazdka, działały. Do czasu... Od 2 lat mam plątaninę przedłużaczy (cudem ocalał prąd w jednym)

                        ale gniazdka mam wypaśne !!! podwójne, po kilkadziesiąt zeta za sztukę !!! big_grin
                      • mysiulek08 Re: lekarz, lekarz, lekarz 03.01.16, 05:50
                        Na razie mam problem, bo jak leżę to nic nie boli, ale każda próba wstania to makabra. Jak się już rozchodzę to ok, ale pierwsze minuty to skakanie na jednej
                        nodze. Chwilowo lekarstwo okazało się gorsze od choroby.


                        a, to niedobrze, to znaczy, ze gdzies jest zastoj limfy z jakiegos powodu (stan zapalny, nadkazenie), trzymaj noge uniesiona i staraj sie nie chodzic

                        i do doktora kustykaj
                        • pi.asia Re: lekarz, lekarz, lekarz 03.01.16, 14:05
                          Najnowsze wieści.

                          Dziś rano nie zdzierżyłam i zdjęłam opatrunek. Pod spodem dramat - ślimacząca się rana, ropa, zaczerwienienie. Skóra gorąca jak diabli. Już nie założyłam ponownie opatrunku, żeby to miało dostęp powietrza i trochę podeschło. Przy próbach wstania taki ból, jakby mi tam rozpalony pręt włożyli. Ba, samo zwieszenie nogi z łóżka jest okropne. Po kilkunastu krokach - kuśtyknięciach poprawa. Oczywiście do lekarza się wybieram.

                          Analizuję pomoc, jakiej mi wczoraj udzielono i dochodzę do wniosku, że - mówiąc delikatnie - komuś się chyba nie bardzo chciało pracować.
                          Pominę przekleństwa lekarza, chociaż dobrze o nim nie świadczą. Ale:
                          - założono mi opatrunek, i nie powiedziano, co ile ma być zmieniany
                          - wypisano receptę na maść, bez najmniejszej informacji o jej używaniu
                          - dano skierowanie do poradni chirurgicznej i nie określono kiedy mam się zgłosić
                          - nie uprzedzono na jakie objawy mam zwracać uwagę i co mi wolno robić (np. czy można moczyć nogę czy raczej tego unikać) a w jakiej sytuacji natychmiast lecieć do lekarza.

                          Za dużo wymagam? Za czasów PRL, w tym samym szpitalu w którym teraz byłam, rzeźnik chirurg ciął mi ramię (ropień wewnętrzny) bez znieczulenia, ale powiedział, że następnego dnia mam się zgłosić do swojej rejonowej poradni na zmianę opatrunku. Pielęgniarka w tej poradni to była chodząca delikatność, a tamtejszy chirurg dokładnie określał kiedy mam przyjść, zwracał uwagę na każdy drobiazg i nawet udzielił mi instrukcji, jak zakładać i zdejmować bluzkę i sweter, żeby nie urazić bolącej ręki. Dało się?

                          Na koniec najlepsze. Wiecie co mi wpisano w rozpoznaniu? Siedźcie dobrze: Oparzenie termiczne I stopnia.

                          Być może udzielono mi pomocy zgodnie z rozpoznaniem, a nie ze stanem faktycznym. W takim razie powinnam mówić o ogromnym szczęściu, bo gdyby wpisano np. "nieoperacyjne zmiażdżenie podudzia" to by mi ucięto nogę i cześć.
                          • wladziac Re: lekarz, lekarz, lekarz 03.01.16, 14:18
                            w wielu przypadkach w swoim życiu miałam do czynienia z takimi sytuacjami i teraz wiem że w NFZ więcej jest konowałów niż lekarzy dlatego włączam własne pomysły na zaradzenie tej sytuacji co niestety mnie drogo kosztuje,ale ważniejsze jest zdrowie i tyle mam do powiedzenia,nie ufam żadnemu z lekarzy z którymi miałam styczność w przychodniach bo niestety wychodzi że kręcą własne interesy kosztem olewanych pacjentów
                            • aankaa Re: lekarz, lekarz, lekarz 03.01.16, 16:29
                              mnie zaś zastanawia cudowna metamorfoza owych "przychodnianych" jak tylko przejdą przez próg swojego gabinetu...
                              • wiesia.and.company Re: lekarz, lekarz, lekarz 03.01.16, 17:27
                                O la la! To się porobiło z tym oparzeniem! Mnie się goiło przez 4 tygodnie takie zwykłe oparzenie kciuka, oparzyłam sobie parą, gdy wyjmowałam z kuchenki mikrofalowej miseczkę przykrytą spodkiem. Spodek się uchylił i para poszła na kciuk. Bąbel był długo, potem sam pękał, potem znów się robił, i tak długo, bo to tuz przy paznokciu. Ale już po wink
                                A te gniazdka i instalację to pilnuj, żeby dobrze obejrzeli i jeśli gdzieś przerdzewiałe, to koniecznie wymienili. Kiedyś przeżyłam coś, co do tej pory napawa mnie zgrozą. Otóż rano jakoś tak wysiadł mi prąd w mieszkaniu. Stanęłam na stołku i poszłam sprawdzać, który z korków wewnętrznych (jeszcze miałam korki, teraz mam dźwignie). Ale wszystkie były włączone na działanie. No i tak na wszelki wypadek wyłączyłam (wycisnęłam) wszystkie automatyczne. Czyli rozłączyłam obwód. I wtedy światło się zapaliło. A ja przerwałam obwód! Nie miało prawa się światło zapalić! (okazało się, ża chwilowa awaria dotyczyła całego budynku, dlatego po usunięciu tej awarii ogólnej wszystkim się włączyło). No ale ja korki wyłączyłam!!! Przerażona poleciałam do administracji, z pracy się zwolniłam, elektryka przywlokłam obiecując forsę. On posprawdzał i powiedział z zachwytem: oooo, ma pani zwarcie instalacji elektrycznej! No! I poradził, żebym poszła do pracy, bo on tu nie wie, co zrobić przy tym zwarciu. Jasne, ja sobie do pracy, a to zwarcie zostanie... Bo co on poradzi? Szału dostałam (trudno to sobie wyobrazić). No i jednak posprawdzał. Ułamana była oprawka jednego z korków, coś tam stykało a nie powinno stykać. Wymienił. Wyłączył korki. Reakcja była prawidłowa. Przestałam mieć zwarcie. Ale od tej pory się boję.
                                U mojej siostry w bloku było zwarcie w skrzynce na parterze, poleciało w pionie do 12.piętra, klatki się paliły, windy zagrożone, drzwi mieszkań zagrożone, straż pożarna, ewakuacja ludzi z balkonów, bo nie mogli wychodzić klatką schodową, wyłączony prąd przez 2 tygodnie, bez lodówek, światła, radia... Zimą.
                                Więc po tych doświadczeniach boję się takich zwarć jak diabli. Bo to dorobek życia może pójść tfu, tfu szybciutko, tfu tfu.
                                Przy fachowcach zatem rozłączajcie, sprawdzajcie kable, czy się nie nagrzały, czy gniazdko któreś nie jest rozgrzane.
                                Teraz znów opowiastka o gniazdku i kablu rozgrzanym. W pracy jakoś tak nam się nagrzewał kabel od radia. Wypinałam ten kabel radiowy, włączałam lokówkę (w pracy, w pracy tak się czasem wyśliczniałyśmy) i pod ręką czułam rozgrzany kabel. Coś mi nie grało. I tak któregoś dnia koleżanka operowała lokówką, odwrócona tyłem do gniazdka, przodkiem do nas bo gębowała z nami. I nagle za nią płomień buchnął z gniazdka. Wrzasnęłyśmy, ona się odwróciła, pojęła w czym rzecz, wyszarpnęła kabel lokówki bo już się zaczynał fajczyć. I wyłączył się prąd w całym budynku Uniwersalu przy Rotundzie. Dobrze, że jakiś bezpiecznik zadziałał. Pogotowie elektryczne, kłopoty z oprzyrządowaniem w pracy, bo to faxy, telexy, maszyny do pisania elektryczne (to takie czasy jeszcze były). Generalnie problemy.

                                Uffff.... te moje opowiastki. To nie jest straszenie. Raczej uświadomienie, że błahe rzeczy często sygnalizują poważne problemy. Przypilnujcie elektryków, niech rozłączają i włączają korki i miejcie światło gdzieś kontrolnie włączone i jakiś sprzęt z gniazdka też, bo to inne obwody, inne korki. Bądźcie czujni!
                                • pi.asia Re: lekarz, lekarz, lekarz 03.01.16, 18:09
                                  Prąd to bardzo dziwna istota.
                                  Kiedyś zgasło mi światło. No więc klasyczna procedura - najpierw sprawdzenie sytuacji u sąsiadów (u nich jest), potem sprawdzenie korków przy liczniku (w porządku) i na korytarzu (też w porządku), więc telefon do pogotowia energetycznego.

                                  Przyjechało dwóch panów, powtórzyli moją procedurę, zażądali taboretu i zajrzeli do puszki nad licznikiem. W puszce wszystko ok, a nadal ciemno. I w momencie, gdy elektryk zszedł z taboretu, światło się zapaliło. No więc wskoczył z powrotem na taboret żeby ponownie obejrzeć puszkę. Nie zdążył, bo światło zgasło. Podokręcał tam wszystko przy latarce - bez efektu. Zszedł z taboretu - światło się zapaliło. Chwilę postaliśmy we trójkę zastanawiając się, co też mogło być przyczyną, a światło nadal się świeci. No to pojechali, obiecując przyjechać na wezwanie gdyby zgasło. Przyznali się, że nie wiedzą co to było.
                                  Dokąd tam mieszkałam już nigdy nie miałąm kłopotów z prądem.
                                  • zaba_300 Re: lekarz, lekarz, lekarz 03.01.16, 18:48
                                    O kurczę blade - dopiero przeczytałam, Piasiu, trzymam kciuki za Twoją nogę.
                                  • aankaa Re: lekarz, lekarz, lekarz 03.01.16, 18:55
                                    czekaj, czekaj, ja dobrze zrozumiałam ?
                                    elektryk stojący obok taboretu = światło ? big_grin big_grin
                                    • wiesia.and.company Re: lekarz, lekarz, lekarz 03.01.16, 19:08
                                      Widocznie kabelki idą pod podłogą (jakiś domorosły pan elektryk z fantazją) tak sobie zrobił nową drogę do jakiegoś gniazdka lub lampki smile O rany! No nie wiem, co bym zrobiła... Demolkę lub gaśnicę samochodową... (gaśnica tańsza) wink
                                      • wilowka Re: lekarz, lekarz, lekarz 03.01.16, 21:48
                                        Ten zastrzyk AT to może był przeciwtężcowy? Jak miałam 1 stycznia 2013 wypadek (jakiś debil rzucił we mnie butelką po piwie z wieżowca i trafił mnie w głowę - rana 7 cm, wstrząśnienie mózgu itp)) to dostałam zastrzyk przeciwtężcowy - powtórzyć go trzeba chyba po 6 tygodniach i 6 miesiącach (dokładnie nie pamiętam) ale idż z wypisem do lekarza rodzinnego - on da skierowanie i receptę na kolejne dawki. ZDRÓWKA!
                                        • pi.asia Re: lekarz, lekarz, lekarz 03.01.16, 21:57
                                          A widzisz, Wilowka, tego mi nikt nie powiedział, dzięki!
                                          • pi.asia Re: lekarz, lekarz, lekarz 04.01.16, 23:11
                                            Powoli chyba idzie ku lepszemu. Ale z niektórych zaleceń musiałam zrezygnować. To znaczy głównie z opatrunków. Bo jakikolwiek opatrunek - żelowy, maściowy, płynowy - powoduje coś takiego, że na tej nodze stanąć nie mogę. Bez opatrunku jest dobrze, a jak założę to robię się jednonożna kaleka.

                                            Dziś przed wyjściem z domu założyłam sobie aqua-gel, polecany przy oparzeniach. Nie minęło pół godziny i zaczęło boleć. Nie rana, tylko w środku. Jak chodziłam, to było możliwie, ale zatrzymanie skutkowało natychmiastowym nasileniem bólu. W domu zdjęłam to z ulgą i postanowiłam że nigdy więcej żadnego opatrunku. Na tym żelu jest napisane, że może pozostać na ranie 48 godzin, ja nie wytrzymałam nawet dwóch. W domu - za radą Wadery -władowałam nogę do wiadra z roztworem szarego mydła.

                                            Strupy mam suche, nic się nie jątrzy, ale wokół nich i między nimi skóra ma kolor wściekłej purpury. Wydawałoby się, że powinno to być gorące jak cholera, a wcale nie jest. Może to pierwszy znak, że powoli się goi. Naokoło tej purpury widać delikatny zarys ogromnego sińca.
                                            Zdjęć nie zamieszczę, bo widok nie należy do najprzyjemniejszych.

                                            O, pojawił się drugi dobry objaw - gdzieniegdzie zaczyna swędzieć! Sukces!!!
                                      • pi.asia Re: lekarz, lekarz, lekarz 03.01.16, 21:56
                                        Nie, nie - kabelki nie szły pod podłogą, szły normalnie w ścianach. I z licznika prąd wychodził, a po dojściu do pierwszej centralnej puszki znikał. I dopokąd elektryk grzebał w puszce albo tylko na nią patrzył - było ciemno. Jak złaził z taboretu i zostawiał puszkę w spokoju - światło się zapalało. Tak jakby jego działania nie miały nic wspólnego z byciem albo niebyciem prądu.

                                        Ale ja już przywykłam do takich rzeczy. Kiedyś przestała mi działać suszarka. Rozebrałam na części - wszystko ok. No to zaniosłam do ówczesnego chłopa do pracy, żeby rzucił męskim okiem. Chłop rzucił - wszystko ok, tylko że nie działa. No to zadzwonił do firmowego elektryka. Elektryk zabrał suszarkę na warsztat, odniósł naprawioną. Pytamy co było zepsute - on nie wie. Rozłożył na części - wszystko ok, złożył z powrotem - działa. Co, jak i dlaczego - to już wielka tajemnica bytu....

                                        A teraz wracam do wątku podstawowego. Otóż byłam w szpitalu,, tym pierwszym, z którego mnie wczoraj wygonili, bo to nie mój rejon. Od wejścia powiedziałam, że przychodzę tutaj, bo wczoraj byłam gdzie indziej, i po tamtej "pomocy" mąż mnie na rękach nosił po mieszkaniu, bo nie byłam w stanie ustać na nodze. (Wiele przesady w tym nie było, Rumcajs robił za żywą kulę inwalidzką).
                                        Przyjęli mnie, a jakże. Dostałam antybiotyk, opatrunek z octeniseptu i zastrzyki przeciwzakrzepowe do samodzielnego robienia (aha, akurat!!! wink). Oprócz tego zalecenia: chodzić mogę, ale nie wolno mi stać. A jak siedzę lub leżę, to noga ma być wyżej. Jednym słowem - porada o niebo bardziej zaangażowana niż wczoraj.
                                        Rozbawiło mnie tylko, gdy lekarz zaczął usprawiedliwiać tamtego konowała, że czasem trudno stwierdzić, którego stopnia jest oparzenie, bo skóra schodzi dopiero po dwóch czy trzech dniach. Odpowiedziałam, że jak byłam u lekarza, to skóry już nie miałam, więc nie było to rudne.

                                        Kupiłam sobie polecane przez Waderę opatrunki żelowe, zapomniałam tylko o szarym mydle. Może jeszcze nabędę Octenilin-żel, bo bardzo dobrze o nim piszą. Zauważyłam jednak, że jakikolwiek opatrunek pogarsza mój stan, jeśli chodzi o ból nogi przy wstawaniu. Po kilku godzinach bez opatrunku nic nie bolało. Po dwóch godzinach z opatrunkiem znowu jest makabra. Dlaczego???

                                        I jeszcze jedno. Dostałam wczoraj zastrzyk AT, przeciwtężcowy. I przypomniało mi się dzieciństwo, gdy prosiło się rówieśników na podwórku "tylko nie w szczepionkę..." Bo to jednak, cholera jasna, boli.
                                        • wilowka Re: lekarz, lekarz, lekarz 05.01.16, 18:42
                                          Piasia ale rób te zastrzyki albo niech ktoś CI robi. Jeśli to fraxiparine, to łatwo - masz gotową dawkę, wypuszczasz bąbelek powietrza.
                                          Wycierasz brzuszek spirytem
                                          Łapiesz fałd skóry (ja mam z tłuszczykiem wink)
                                          W zębach trzymasz skarpetkę albo szmatkę dla koncentracji
                                          kłujesz lekko w brzuch - jak nie boli - ładujesz strzykawę powoli ale stanowczo igłą do końca
                                          pchasz tłoczek (nic nie boli - słowo!)
                                          wyciągasz
                                          puszczasz skórę
                                          jak się wbiłaś w naczynko - masz mega siniaka, ale zejdzie smile

                                          Jak przy pierwszym kłujnięciu zaboli - przesuwasz igłę centymetr w bok czy jak tam chcesz i jedziesz dalej. Jak jesteś trochę unieruchomiona po urazie - to konieczność jest!


                                          Osobiście wzięłam już około 200 takich zastrzyków (sama sobie robię) i zapewniam - samemu nie boli - tylko się przemóc i wkłuć to jest problem - ale jak chcesz to Ci nagram filmik jak to robię, żeby Cię ośmielić wink
                                          • wilowka Re: lekarz, lekarz, lekarz 05.01.16, 18:43
                                            W sensie przeciwzakrzepowe rób smile
                                            • dorcia1234 Re: lekarz, lekarz, lekarz 05.01.16, 18:55
                                              ja swojemu mężowi robiłam po operacji- przeżył...
                                              • olinka20 Re: lekarz, lekarz, lekarz 05.01.16, 19:02
                                                Moja mama tez sobie robi sama i daje rade smile
                                                Ja podziwiam, bo az mnie wzdryga jak sobie pomysle, ze miałabym sobie cos wbic, ale pewnie mus to mus.
                                                Zdrówka Pi!
                                                • salimis Re: lekarz, lekarz, lekarz 05.01.16, 19:44
                                                  Też robiłam sobie takie zastrzyki w zeszłym roku. Pierwszy zastrzyk zawsze boli bo dochodzi przerażenie. Najważniejsze to wpuszczać zastrzyk powoli. Mój pierwszy bolał jak cholera bo wpuściłam za szybko, potem zmądrzałam i poszukałam info jak to się robi prawidłowo. Po kilku doszłam do takiej wprawy że niedawno instruowałam koleżankę przez telefon co i jak wink
                                                  No i robi się na przemian, raz lewa, raz prawa strona. Najważniejsze żeby nie wkuwać w te same miejsca, trochę ciałka na brzuszku jest a więc jest w czym wybierać wink
                                                  No i igłę wbijać pewnie.
                                          • arim28 Re: lekarz, lekarz, lekarz 06.01.16, 13:48
                                            wilowka napisała:

                                            <W zębach trzymasz skarpetkę albo szmatkę dla koncentracji<

                                            smile
                                            Dla lepszej koncentracji - uzywana? smile

                                            Swietny, pelen humoru opis !!!
                                            Mily przerywnik w deszczowy dzien.
                                            • yvi1 Re: lekarz, lekarz, lekarz 06.01.16, 17:56
                                              Asiu,dopiero teraz doczytalam.Przykro mi i mam nadzieje,ze juz wszystko dobrze.
                                              Idiotow nie brakuje i niestety ludzie nie zdaja sobie sprawy jak niebezpieczne moga byc fajerwerki.
                                              Trzymam mocno kciuki za kompletny powrot do zdrowia !
                                              • zaba_300 Re: lekarz, lekarz, lekarz 06.01.16, 21:30
                                                Asiu, mam nadzieję, że z nogą lepiej. Zastrzyki podskórne robiłam sobie seriami (rady Wilówki bardzo mi się spodobały, szkoda, że wtedy nie wiedziałam o skarpetce smile ) - jakoś nie boli specjalnie. Wit. B w tyłek boli znacznie bardziej. Trzymaj się.
                                                • pi.asia Re: lekarz, lekarz, lekarz 06.01.16, 21:51
                                                  Dziewczyny, dzięki za wszystkie porady i każde dobre słowo. Wilowka - skarpetka w zębach dla koncentracji - boskie!Od razu mi się skojarzyło, że dawniej operowanemu wsadzali w zęby drewnianą łyżkę owiniętą szmatką, żeby sobie zębów nie połamał z bólu, jak go zaczną ciąć!

                                                  Wasze porady i kibicowanie dają taki power, że pewnie sama sobie bym i wyrostek wycięła, gdyby było trzeba wink

                                                  Jednak po konsultacji z moim stałym lekarzem uznałam, że zastrzyki przeciwzakrzepowe w moim przypadku są zbędne. Po pierwsze - jestem aktywna i noga pracuje. Po drugie - mam dosyć niską krzepliwość i cholernie kruche naczynia krwionośne. Po trzecie - cytuję: "zakrzep? w pani wieku? W takich pięknych nogach? Wolne żarty!" smile

                                                  Odpuściłam wszystkie zabiegi, opatrunki itd. Zostałam tylko przy antybiotykach, na wszelki wypadek. No i kilka razy dziennie profilaktycznie przecieram całość starym, dobrym Rivanolem.

                                                  Z radością donoszę, że kuracja przynosi efekty. Poranne wstanie z łóżka przestało być torturą, noga jest chłodna, strupki suche, a zaczerwienienie wokół nich ustępuje w oczach. Wygląda na to, że do wesela się zagoi wink
                                                  • wladziac Re: lekarz, lekarz, lekarz 06.01.16, 21:56
                                                    no to odsapnęłam że idzie ku dobremu i niedługo zapomnisz o bólu,a kiedy wesele????????wiem ze nie odpowiesz ale tak se zapytałam
                                                  • esimona Re: lekarz, lekarz, lekarz 07.01.16, 21:48
                                                    PiAsiu, jak się czujesz? Co z nogą, jak się poruszasz?
                                            • wilowka Re: lekarz, lekarz, lekarz 08.01.16, 09:41
                                              arim28 napisała:

                                              > wilowka napisała:
                                              >
                                              > <W zębach trzymasz skarpetkę albo szmatkę dla koncentracji<
                                              >
                                              > smile
                                              > Dla lepszej koncentracji - uzywana? smile


                                              To zależy jak bardzo chcesz się znieczulić big_grin
                                              • pi.asia Re: lekarz, lekarz, lekarz 08.01.16, 17:44
                                                Esimona, poruszam się bezproblemowo, szybko i płynnie smile Tak jak napisałam - odpuściłam wszelakie opatrunki, moczenia itd. Tylko antybiotyk wewnętrznie i w wolnej chwili przecieranie rivanolem całej okolicy. Jest coraz lepiej, nic nie boli, zostało trochę zaczerwienienia. Za tydzien pewnie nie będzie śladu.
                                                Przypadek jeden na milion - poparzyć się fajerwerkiem, który wpadł pod płaszcz od dołu, a potem wylądował w bucie. I to jeszcze z tyłu!
                                                • esimona Re: lekarz, lekarz, lekarz 08.01.16, 21:43
                                                  PiAsiu, przecież wiadomo, że jesteś niepowtarzalna. Cieszę się, że najgorsze już za Tobą i że teraz już idzie ku dobremu. Zdrowia, zdrowia, zdrowia życzę.
                                                  • wiesia.and.company Re: lekarz, lekarz, lekarz 09.01.16, 12:12
                                                    O, te opisy wkłuwania ze skarpetką smile Fajne, fajne! A w ogóle już widzę, jak to będzie Pi.asia opowiadać na weselu, bo przypadek niebanalny i metody podawania zastrzyków, jak również dedukowanie lekarza nad nóżką - świetne w gruncie rzeczy (tylko dlatego tak to ujmuję, bo zdecydowanie lepiej!) smile
                                                  • dorcia1234 Re: lekarz, lekarz, lekarz 23.01.16, 21:03
                                                    Pi.asiu- i jak nózka? bo żadnych doniesień nie było. Mam nadzieję, że już całkiem dobrze.
                                                  • pi.asia Re: lekarz, lekarz, lekarz 24.01.16, 22:34
                                                    Prawie dobrze. Zostały jeszcze niewielkie strupki. Tylko skóra wokół nich nie chce wrócić do normalnego koloru, buuu... taki urok wieku średniego....
                                                  • arim28 Re: lekarz, lekarz, lekarz 25.01.16, 09:20
                                                    Po oparzeniach tak bywa. trwa to jakis czas (wieku tu nie wspominaj tongue_out) ale rana/miejsce powinna wrocic do normalnego koloru.
                                                  • pi.asia Re: lekarz, lekarz, lekarz 25.01.16, 11:25
                                                    Och, dzięki za pocieszenie, bo wielka purpurowo-brunatna plama na nodze to nie jest to, co tygrysy lubią najbardziej.
                                                  • aankaa Re: lekarz, lekarz, lekarz 25.01.16, 13:28
                                                    do wesela się zagoi big_grin
                                                  • karple Re: lekarz, lekarz, lekarz 28.01.16, 21:49
                                                    raz, że do wesela się zagoi a dwa że Tygrys niech nie marudzi!!! Lepsza plama na nodze niż na buzi smile
                                                  • pi.asia Re: lekarz, lekarz, lekarz 29.01.16, 20:21
                                                    Ło matko, Karple, nawet mi nie mów!!! Do plamy na nodze mogę się wcale nie przyznawać, bo ona jest z tyłu, i od biedy da się udawać, że się o niej nic nie wiedziało, ale mieć coś takiego na facjacie, to makabra. Warzywniaczek musiałabym zamknąć, bo ludzie baliby się wejść...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka