06.02.10, 19:48
Właśnie skończyłem egzaminowanie w I terminie. Pozostały jeszcze wpisy, bo nie
wszyscy się po nie pofatygowali ale to normalne. Będą kapać pojedynczo do
maja, z tym się już pogodziłem.

Chodzi jednak o coś innego. W tym semestrze, z uwagi na specyfikę kursu
zdecydowałem, że egzamin będzie w formie pracy. Był to eksperyment, wiedziałem
że będzie ciężko.

Teraz już jestem pewien - nigdy więcej! Straciłem kilkadziesiąt godzin na
czytanie prac, z których jedynie 20% było tego wartych, 30% było przyzwoitych
a 50% po prostu nie skomentuję. Po prostu żal.

Nie dziwię się, że na studiach egzaminatorom się nie chce. Bo tej pracy nikt
nie szanuje. Uważa się, że te egzaminy to normalka w ramach robionych zajęć.
Problem w tym, że 30 godzin ćwiczeń z grupą 30-osobową to konieczność
zrobienia kolokwium - które poprawia się w 3 godziny. Natomiast egzamin dla
200-300 osób to zupełnie coś innego. Chyba oczywiste, ale nie dla wszystkich.

Powinny być dodatkowe pieniądze za egzaminy, bo w obecnej sytuacji wszyscy
robią spychologię stosowaną. Przecież szkoda czasu na egzaminowanie - to nudny
obowiązek i nikt tego nie lubi. W efekcie większość wszystkich przepuszcza. To
między innymi przez to poziom jest taki, a nie inny.

Dochodzi do tego, że na 3 roku solidnego kierunku studenci nie umieją napisać
pracy naukowej, w tym powoływać się na źródła. Co robią promotorzy na
seminariach dyplomowych?
Obserwuj wątek
    • kontodopisanianaforum Re: Sesja 06.02.10, 20:00
      > Co robią promotorzy na seminariach dyplomowych?

      Może się wypowiem jako osoba jeszcze ze studenckiej strony barykady... Nie dalej
      jak wczoraj rozmawiałam ze znajomym, chwaląc sobie swoje seminarium
      magisterskie, jego twórczy ferment i oczywiście prowadzącą. Moja promotorka
      doradza, pomaga, motywuje (prawie jak "żywi, ubiera, leczy, broni";). Dyskusje
      nad prezentacją wyników badań przeciągają się jakieś pół godziny po oficjalnym
      zakończeniu i wszyscy, którzy nie mają innych obowiązków, siedzą twardo do
      końca. Tyle że tutaj jest kwestia jakości - na to seminarium zapisane są
      oficjalnie 3 osoby (łącznie ze mną), naprawdę zainteresowane tematyką. I chyba
      prowadząca też to docenia.
      • flamengista jakim cudem jeszcze to działa? 06.02.10, 20:23
        u nas minimalna grupa seminaryjna musi mieć 9-10 osób. To na magisterskich.

        Jak usłyszałem z dziekanatu, co jest na licencjackich (mnie to czeka, niestety)
        - to zdębiałem. Grupy po 15 osób, a tu jest praca od podstaw.

        Ja też miałem w tym semestrze monograficzny kurs z SUMami - chodziła mała grupka
        i było to naprawdę fajne. Łącznie z egzaminem - bo oni faktycznie się tym
        interesowali.

        Ale mam też obligi na poziomie pierwszym i to jest prawdziwy koszmar. Nawet nie
        ze względu na poziom - po prostu tych ludzi jest za dużo, by coś sensownie z
        nimi zrobić.
        • kontodopisanianaforum Re: jakim cudem jeszcze to działa? 06.02.10, 20:34
          Działa, i to już drugi rok - jestem na V roku :)

          Na proseminarium - na którym można było napisać pracę licencjacką - tej samej osoby, które było pomyślane jako wstęp do obecnego semi, rzeczywiście chodziło kilkanaście osób, ale mam wrażenie, że niektórzy nie przeczytali nawet informacji w USOS-ie, bo chcieli pisać prace na tematy słabo powiązane z tematyką proseminarium.

          I tym bardziej cenię sobie grono osób, jakie się z tego proseminarium wyklarowało.

          A tak w ogóle - u mnie władze zlikwidowały prace licencjackie, i po seminarium licencjackim jest tak:
          Przedmiot kończy się egzaminem obejmującym treści prezentowane na zajęciach i zawarte w polecanych lekturach. Pomyślnie zdany egzamin jest równoznaczny z uzyskaniem stopnia licencjata (bez konieczności pisania pracy licencjackiej).
          • flamengista to jest jedyne sensowne wyjście 06.02.10, 20:40
            Przestać się bawić w ambitne licencjackie i wprowadzić egzamin końcowy.

            Za to przykręcić śrubę na magisterskich i walczyć o dobry ich poziom.
            • chilly Re: to jest jedyne sensowne wyjście 07.02.10, 13:22
              No tak, ale to przecież o nadgodziny chodzi, nie o prace.
    • tocqueville Re: Sesja 06.02.10, 20:13
      ja mam wynagrodzenie (osobne) za egzaminy
      nie wyobrażam sobie robić tego za darmo
      • flamengista u nas też było 06.02.10, 20:25
        ale parę lat temu zlikwidowali. Teraz jest presja, by to przywrócić. I tak nie
        skłoni to wszystkich do robienia solidnych egzaminów. Ale wynagrodzi tych, co
        się przykładają.

        Za rok robię testy, po prostu nie daję rady.
        • tocqueville Re: u nas też było 06.02.10, 20:54

          kiedyś byłem przeciwniekiem testów, ale teraz je chętnie wykorzystuje
          dobrze skonstruowany test jest naprawdę dobrym narzędziem sprawdzenia wiedzy
          oraz umiejętności logicznego myślenia
          i niewątpliwym plusem jest jednoznaczność (dobrze/źle)
          nie raz miałem sytuację, że przychodzi studentka z "pytaniem dlaczego nie zdałam
          przecież TYLE napisałam" - tłumaczyć, że to nie ma temat i same farmazony mija
          się z celem...
          • flamengista jasne 06.02.10, 21:03
            tylko że trzeba nad nim trochę posiedzieć. To też jest praca.

            Ale za to poprawia się szybko.
          • charioteer1 Re: u nas też było 06.02.10, 21:05
            tocqueville napisał:

            > nie raz miałem sytuację, że przychodzi studentka z "pytaniem dlaczego nie zdała
            > m
            > przecież TYLE napisałam" - tłumaczyć, że to nie ma temat i same farmazony mija
            > się z celem...

            Ja mowie, co nalezalo napisac i czego w odpowiedzi brakuje. Przy dobrze
            skonstruowanym pytaniu to nie jest zaden problem. Zwykle stosuje mieszana forme.
            Niektore rzeczy lepiej sprawdzaja pytania testowe, inne lepiej sie sprawdza w
            formie opisowej.
            • tocqueville Re: u nas też było 06.02.10, 21:11

              Ja mowie, co nalezalo napisac i czego w odpowiedzi brakuje.

              naturalnie ja również to mówię
              tylko, że ci, którzy przychodzą z taki pytaniem i tak tego nie rozumieją :)
              • charioteer1 Re: u nas też było 06.02.10, 21:16
                To mowie: za to byly 2 punkty, 2 za to i 2 za tamto, a pani ma tylko to :)
            • tocqueville Re: u nas też było 06.02.10, 21:14
              przy dobrze skonstruowanym pytaniu (a u mnie są bardzo jasno i jednoznacznie
              skonstruowane) poważny student nie ma wątpliwości czy opowiedział dobrze czy źle
    • chilly Re: Sesja 06.02.10, 20:27
      A czy sprawdziłeś, flam, ile było plagiatów? Bo ja kiedyś zrobiłem
      coś podobnego. Miałem jednak dziwny nastrój, zatem po sprawdzeniu
      kilkunastu prac, korzystając z Google'a, w ciągu kilku minut
      ustaliłem, że ponad 70% z nich zostało ściągnięte "żywcem" z sieci.
      Znalezienie w necie kolejnych 15% zabrało mi już więcej czasu. Nie
      znalazłem tylko niespełna 15% prac i do dziś nie wiem, czy faktycznie
      były oryginalne, czy słabo szukałem.
      Co do meritum - pełna zgoda. Tyle, ze poprawa prac pisemnych wcale
      nie zabiera mniej czasu niż sprawdzanie egzaminów. Idziemy więc na
      łatwiznę, przygotowując np. test z tabelką, do której potem przykłada
      się tylko szablon i odczytuje wynik. Tyle, że na kierunkach
      humanistycznych (ale nie tylko) egzamin powinien mieć formę ustno-
      pisemną. Ale jak i kiedy to to zrobić? Dobrze jeszcze, gdy wykład był
      30-godzinny. Coraz częściej jednak wykłady są 15-godzinne i na pensum
      takich "kawałków" trzeba nazbierać co najmniej kilka. No a potem ta
      sala, w której 120 studentów pisze egzamin.
      Dziś egzaminu faktycznie się nie szanuje, a ja pamiętam ze studiów,
      że było to święto (garnitur, biała koszula i krawat - obowiązkowe).
      Za PRL-u na uczelniach (przynajmniej niektórych) stosowano
      przeliczniki godzin. Dziś ich już nie pamiętam, ale istota tego
      polegała na tym, że godzinę laborki pozostawiano bez zmian, godzinę
      konwersatorium mnożono przez 1,2, a godzinę wykładu - razy dwa. Nie
      był to ideał, ale wraz z niższym pensum "samodzielnych" (którzy
      głównie prowadzili wykłady) pozwalało żyć. A czasami nawet popracować
      naukowo.
      Niestety, dziś o jakimkolwiek racjonalizowaniu naszej pracy można
      tylko pomarzyć. Podobnie, jak o higienie pracy umysłowej: zwykle 2
      godziny wykładu są łączone razem, tak że wykład trwa 1,5 godziny
      zegarowej. A znam sytuacje, gdy kolejni trzej wykładowcy mijali się w
      drzwiach, tak że studenci musieliby siedzieć na wykładach przez 4,5
      godziny bez przerwy (byli jednak na tyle inteligentni, że uczęszczali
      na wykłady rotacyjnie).
      • flamengista sprawdzałem 06.02.10, 20:38
        Nie jakoś super-dokładnie, bo właśnie za pomocą googla. Ale w ten sposób można
        wyłapać te najbardziej ordynarne próby.

        1/4 nie zdała, z czego 90% stanowiły plagiaty. Moim zdaniem wynik naprawdę
        przyzwoity.
      • tocqueville Re: Sesja 06.02.10, 20:41
        15 godzin wykładu (zaoczne)
        łącznie z 700 studentów do przeegzaminowania w sesji
        z tego średnio 1/2 ma jeszcze poprawkę (a i tak w miarę łagodnie oceniam)
        egzamin pisemny - 3 pytania opisowe (plus kilka testowych)
        i te ciągłe pytania- a kiedy bedą wyniki :)


        • flamengista ? 06.02.10, 21:00
          Ale jak ci płacą za ten egzamin?
          • tocqueville Re: ? 06.02.10, 21:07

            przelewem na konto



            :)
            • flamengista hehe 06.02.10, 21:15
              jaka stawka? I jak liczona - od łebka, czy ryczałtowo, po przekroczeniu pewnej
              liczby studentów?
              • tocqueville Re: hehe 06.02.10, 21:34

                nie mogę ujawniać takich informacji
                piszę poważnie
                • chilly Re: hehe 07.02.10, 14:07
                  Płacić za egzaminy? To chyba nie na państwowej uczelni? Chociaż,
                  niestacjonarni płaca za studia - należałoby wydzielić z tego działkę i
                  za przeprowadzenie egzaminów.
    • wedrowiec2 Re: Sesja 06.02.10, 21:30
      Za każdego przeegzaminowanego studenta otrzymujemy 0,5 godziny do
      pensum. Na starszych latach (powyżej II roku) - 0,75 godziny. Liczy
      się tylko jedno podejście do egzaminu. Poprawki - już nie. Jest to
      swego rodzaju rekompesata za wykłady. Przygotowanie godziny
      wykłądowej zajmuje trochę;) więcej czasu, niż godziny np.
      laboratoryjnej.
      • tocqueville Re: Sesja 06.02.10, 21:32
        > Za każdego przeegzaminowanego studenta otrzymujemy 0,5 godziny do
        > pensum.

        what? to ja miałbym 350 godzin za 700 studentów :)
        • wedrowiec2 Re: Sesja 06.02.10, 21:55
          Tak, tak, ale to mała, specyficzna uczelnia. Na najliczniejszym
          kierunku, na pierwszym roku jest tylko 220 studentów. Niestety, mój
          przedmiot kończy się tylko zaliczeniem. Na mniej liczebnych
          kierunkach uzbieram do 120 godzin, ale wykłady są z czterech
          przedmiotów:(
          • dr_pitcher Re: Sesja 07.02.10, 06:50
            Placic za egzaminy dodatkowo?
            Przeciez to jest obowiazek dydaktyczny.
            Czy dalej bedziecie sie domagac zaplaty za prowadzenie badan naukowych, recenzje
            publikacji, udzial w egzaminach magisterskich, prezentacji na konferencji etc?
            • tocqueville Re: Sesja 07.02.10, 08:22
              za recenzję czy udział w egzaminach mgr jak najbardziej
              za prowadzenie badań mi płacą (część pensji)
              wystapienia na konferencji - wystarczy opłacenie kosztów uczestnictwa
            • flamengista przecież wytłumaczyłem, o co chodzi 07.02.10, 10:01
              Obowiązek dydaktyczny to sobie może być na wykładzie monograficznym, gdzie
              egzamin robię dla 20-30 studentów. Wówczas ich egzaminowanie jest sensowne: mogę
              zdecydować się na ustny albo zadać do napisania prace (i je porządnie poprawić).

              Natomiast przy masówce, z jaką mamy do czynienia obecnie to jest nierealne. Mnie
              żadne pieniądze nie skuszą na powtórkę z rozrywki, bo czytanie kilkuset prac
              jest mało rozwijające i zajmuje kilkadziesiąt godzin. Za rok w najlepszym
              wypadku zrobię opisówkę, ale raczej skłaniam się ku testom.

              Natomiast dodatkowe wynagrodzenie zaspokoiłoby elementarne poczucie
              sprawiedliwości, szczególnie wśród tych co mają poczucie misji i nadal robią
              żmudne, solidne egzaminy. Wykładowcy mikro i makroekonomii mają u nas po 300-400
              osób do przeegzaminowania. To znacznie przekracza normalny obowiązek
              dydaktyczny. Nie mówię, by płacić za zwykłe egzaminy dla 30 osób. To faktycznie
              powinno się mieścić w zakresie tych obowiązków. Ale egzamin dla 300 osób to już
              przegięcie - rozliczenie tego jako zwykłe 30 godzin do pensum jest nie fair.

              Jeśli chodzi o prowadzenie badań - nie chodzi o "domaganie się zapłaty". Jak
              prowadzisz badania na zamówienie jakiejś instytucji lub firmy - to masz
              wynagrodzenie. Jak zapiszesz sobie to w grancie, który uzyska akceptację
              Ministerstwa - również. W pozostałych sytuacjach robisz badania za Bóg zapłać,
              dla jedynie własnej satysfakcji.

              Publikacje - za zwykłe artykuły raczej nie powinno się płacić, ale już za
              wydanie podręcznika lub solidnej monografii - i owszem.

              Za udział w egzaminach magisterskich u nas się płaci, bo u statystycznego
              samodzielnego pochłaniają one kolejne kilkadziesiąt godzin w czasie roku. Gdyby
              chodziło o 2-3 magistrantów w semestrze, nie byłoby problemu. Ale jest ich ze
              20-30 w czasie roku (10 własnych, z 10-20 jako członek komisji - recenzent).
              • chilly Re: przecież wytłumaczyłem, o co chodzi 07.02.10, 14:11
                Co do wydawnictw - z małymi wyjątkami (liczny "target" - np. kierunki
                pedagogiczne) to raczej autor jest w obowiązku znaleźć dofinansowanie
                wydania książki.
            • adept44_ltd Re: Sesja 07.02.10, 11:23
              hm, dlaczego wy i dlaczego dalej???
              przede wszystkim jednak jest tu kolosalna pomyłka, związana z różnymi
              zaszłościami i specyfiką polskiej pensji. Powiem tak, że wolałbym dostawać
              porządną pensję za porządną pracę niż mieć to wszystko porozdzielane - tyle za
              to, tyle za to itd... a przy tym wszystkim te różne części zostały ostatnio
              (bądź nieco wcześniej) polikwidowane...
              więc te gorzkie żale z perspektywy 'my' do 'wy' nie są zasadne...
              • dr_pitcher Re: Sesja 07.02.10, 18:08
                adept44_ltd napisał:

                > hm, dlaczego wy i dlaczego dalej???
                > przede wszystkim jednak jest tu kolosalna pomyłka, związana z różnymi
                > zaszłościami i specyfiką polskiej pensji. Powiem tak, że wolałbym dostawać
                > porządną pensję za porządną pracę niż mieć to wszystko porozdzielane - tyle za
                > to, tyle za to itd... a przy tym wszystkim te różne części zostały ostatnio
                > (bądź nieco wcześniej) polikwidowane...
                > więc te gorzkie żale z perspektywy 'my' do 'wy' nie są zasadne...

                No wlasnie - zgadzam sie w 100%. Pensje byc godziwe a zakres obowiazkow jasno
                okreslony. Przeciez te wszystkie nadgodziny etc to dadotkowa papiorkowa robota.
                Swoja droga 20-30 prac magisterskich w ciagu roku to zupelna paranoja.
    • mr.mud Re: Sesja 07.02.10, 21:41
      Ja zadaję prace pisemne na zajęciach. Mają one formę projektów. Jest to około
      100 kg rocznie makulatury, która trzeba po 5 latach zutylizować. Poza nią
      poważna część gabinetu zawalona jest tzw. "dokumentacją". Ale nie o to chodzi, w
      piątek robiłem czystkę z przeterminowanymi pracami. Do przemiału szedł rocznik
      2004 - i , co mnie uderzyło w porównaniu z pracami z ubiegłego roku wtedy jakoś
      studentom chciało się samodzielnie wyciągać wnioski i prace miały o wiele
      większy poziom merytoryczny. Studenci na zajęciach np. z automatyki stosowali
      wiedzę z wcześniej odbytych kursów. Dziś to żal*2 & kopiuj wklej.

      A jakie efekty zaangażowania w egzaminy i zaliczenia?

      Co roku wraz z kolegami wyrabiamy połowę pensum bezpłatnych nadgodzin Za to "za
      zasługi" często trafia się na drzwi toalety ;) i uzyskuje negatywne opinie tzw.
      studentów w ankietach. W ramach "rekompensaty" za pracę dziekan systematycznie
      obcina godziny kursu a zdarzyło się już odebranie i przekazanie "łagodniejszej"
      katedrze.
      Za ambicje dydaktyczne bywało się również na dywaniku u władzy dziekańskiej.


      Za to ostatnie spotkanie z PAKą wyglądało jak sen, dowiedzieliśmy się, ze zbyt
      dobrze kształcimy studentów.

      Na podstawie wielu przemyśleń i obserwacji wyciągnąłem wniosek, że wiele rzeczy
      które się dzieją to świadome działanie, i dobra mina do złej gry. Ciekawe jakie
      będą tego efekty...?
    • charioteer1 Re: Sesja 08.02.10, 01:24
      demotywatory.pl/901619/Witam-Panstwa-na-zaliczeniu-z-wykladu
      • niewyspany77 Re: Sesja 08.02.10, 08:22
        demotywatory.pl/881663/Test-wielokrotnego-wyboru

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka