flamengista
20.03.10, 10:18
Sesja poprawkowa skończyła się dobre 2 tygodnie temu. Bezpłatne przedłużenie
sesji - w tym tygodniu.
Mimo to ciągle moje drzwi szturmują studenci. Pal sześć ci, co jeszcze nie
dostali wpisów, mimo że okazji jest multum. Ale najgorsze, że jest pełno tych,
co jeszcze nie mają zdanych egzaminów!
Oprócz ciekawych zmian w postawach studentów (kiedyś takie rozwlekanie sesji
należało do incydentalnych przypadków) ja się dziwię naszym władzom. Dlaczego
się to toleruje? Przecież czasu było dość, najtrudniejszy egzamin u mnie w 1
terminie zdało 80% podchodzących. Więc poprzeczka zawieszona raczej nisko.
Mało tego, termin składania indeksu mijał w czwartek, natomiast teraz się
okazuje że "litościwie" przedłużono go o kolejny tydzień!
Pytam się: za jakie grzechy? Ja przez sesję niedosypiałem, ślęczałem nad
pracami studentów, byle zmieścić się w terminie (ogłosiłem wcześniej termin,
gdy podam wyniki i go dotrzymałem). Przez ten czas nie miałem czas na nic:
zero wyjść na miasto, zero czasu dla rodziny, nie mówiąc o pracy naukowej.
Uważam, że wywiązałem się w 100% ze swoich obowiązków. Dlaczego więc mam
ciągle za darmo mieć nieustanną sesję? Dlaczego mam ciągle egzaminować
studentów - szczególnie że ci, co zostali są na ogół najsłabsi?
Moim zdaniem powinni płacić i to słono. Za przedłużenie sesji, ew. za
warunek/powtarzanie przedmiotu. I część tych pieniędzy powinno trafić do mnie.
A jak jest z tym u was? Też macie nieustanną, roczną sesję? Jak postępujecie z
takimi delikwentami?