Dodaj do ulubionych

czas pracy doktoranta/naukowca

26.10.11, 11:24
Jestem doktorantka. Mam umowe na 20 godzin w tygodniu. Pracuje jakies 60 tygodniowo.

Do tego nieustannie musze sie tlumaczyc z tego ze w jakas niedziele do pracy nie przyszlam, ze w sobote wieczorem nie jetem w labie, a dzis dostalam maila z pytaniem czemu nie przyszlam do pracy w dzien swieta narodowego!

Czy u was (za granica i w Polsce) szefowie kontroluja czas pracy i wymagaja pojawiania sie w laboratorium w dni wolne od pracy? Ja wiem ze moj jest nienormalny, ale zawsze mi powtarzaja: Nie denerwuj sie, moze byc gorzej.
Jak czesto jest gorzej?
Obserwuj wątek
    • charioteer1 Re: czas pracy doktoranta/naukowca 26.10.11, 12:00
      kardla napisała:

      > Pracuje jakies 60 tygodniowo.

      Mam tak samo i nie wyrabiam ze wszystkimi zobowiazaniami. Nikt mnie nie kontroluje, poza godzinami dydaktyki, konsultacji, zebran itp.
    • pfg Re: czas pracy doktoranta/naukowca 26.10.11, 14:42
      kardla napisała:

      > Do tego nieustannie musze sie tlumaczyc z tego ze w jakas niedziele do pracy ni
      > e przyszlam, ze w sobote wieczorem nie jetem w labie, a dzis dostalam maila z p
      > ytaniem czemu nie przyszlam do pracy w dzien swieta narodowego!

      Cóż, standard. Zapoznaj się z klasyką gatunku.
    • kaprysowa Re: czas pracy doktoranta/naukowca 26.10.11, 15:17
      Ja nie mialam normowanego czasu pracy, musialam chodzic w soboty i niedziele jak bylo potrzeba. Nikt mnie nie sprawdzal , ale komorki ktore hodowalam zdechlyby jakbym nie dokarmila w weekend ;))))
    • whiteskies Re: czas pracy doktoranta/naukowca 26.10.11, 15:58
      Bardzo czesto....
    • hugow 20h 26.10.11, 17:09
      jeśli umowa jest na 20h tygodniowo, to pokazuj się dokładnie 20h tygodniowo - i jeśli ktoś ma pretensje, to kieruj z pretensjami do osoby, która podjęła decyzję o tym, że ma to być tylko 20h i tylko Ty jedna. To nieuczciwe z Twojej strony gdy siedzisz pierwszą sekundę ponad 20h i nieetyczne.
      • tiger.in.cage Re: 20h 26.10.11, 17:30
        Nieuczciwe i nieetyczne jest to na pewno!
        Ale z całym szacunkiem uważam, ze koleżanka nie ma większego wyboru, to znaczy możliwości bezpiecznego wyjścia z tej sytuacji.
        Mogę się mylić ale prawdopodobnie to właśnie jej promotor ja zatrudniał i wymaga tego o czym napisała. Jeżeli nie on zatrudniał to może kierownik katedry albo dyrektor instytutu co jest już nie istotne bo każda z tych osób jest w stanie zniszczyć jej dopiero zaczynającą się karierę naukowa bez większego wysiłku tylko i wyłącznie za jej ewentualne uwagi dotyczące obciążenia praca. A już wiemy, ze osoba która wysłała emalia ma skrzywiona wizje rzeczywistości wiec pozostaje albo zacisnąć zęby i robić swoje (a nawet więcej) albo zmienić promotora, a tak naprawdę to ośrodek... chociaz nie zawsze można to zrobić jeżeli poprzedni promotor jest znany w środowisku i ma szerokie kontakty.

        Współczuję, i wiem o czym mowie bo miałem podobna sytuacje...
        • hugow 20h 26.10.11, 22:45
          Jak sam wymieniasz - wybór jest.
          Osobiście zwróciłbym się do zatrudniającego o wskazanie w których godzinach w tygodniowym rozkładzie - mam pracować.
          Może faktycznie jest coś hodowane co nie ma prawa zdechnąć albo coś ma być naświetlane 16 razy dziennie albo ma dostać kropelkę jakiegoś badziewia co 15 minut lub ma mieć zrobiony odczyt 6 razy na dobę... i wystarczy aby by być 10,5 godzin tygodniowo, 6 razy dziennie po 14 minut i kierownika wkurza, że doktorantka bez sensu siedzi wtedy gdy jest zbędna a nie ma jej wtedy gdy jest potrzebna choć zatrudnił ją na dwa razy większy wymiar czasu niż potrzeba.
          • pfg Re: 20h 26.10.11, 23:00
            hugow napisał:

            > Osobiście zwróciłbym się do zatrudniającego o wskazanie w których godzinach w t
            > ygodniowym rozkładzie - mam pracować.

            He, he, dobre. Widzisz, to jest rynek pracodawców, nie pracobiorców, którzy są wobec tego w bardzo niedobrej, niemalże przymusowej sytuacji. A już doktoranci na czasowych wizach studenckich są pod tym względem w sytuacji tragicznej. Przeczytaj to.
            • hugow 20h 27.10.11, 10:29
              za długie - i nudne [to]

              jako ekonomista, wiem, że im więcej miernot pozwala ze sobą robić wszystko, tym wyjściowe warunki negocjacji dla wartościowych pracowników są słabsze - ale jeśli wartościowy pracownik zna swoją wartość to chce za swoją pracę uczciwą stawkę i poniżej nie schodzi a następnie w uczciwy sposób realizuje warunki umowy sumiennie - co do sekundy (jeśli ramy umowy są wyrażone godzinowo a nie określają efektu) rozlicza się z czasu godzinowego.
              Godzinowa praca ma tę zaletę, że nie ponosi się za nic żadnej odpowiedzialności. Trzeba jedynie pojawić się i wykonywać czynności według pomysłu i na odpowiedzialność kogoś kto ma ten czas zagospodarować a po 20h w tygodniu - jak urządzenie z rozładowanym akumulatorem po prostu przestać - poinformować, że 20h już minęło. Nawet jeśli to jest poniedziałek. To nie nasza wina, że zatrudniający nie umie sobie zorganizować pracy.

              A te wyjazdy zagraniczne - stypendialne, czy inne - jakie to ma znaczenie? Jeśli dojdzie do zerwania umowy z winy pracodawcy - opisuje się to w raporcie i zgłasza lokalnej prokuraturze, związkom zawodowym, komukolwiek jeszcze - w zależności od kraju, nawet pewnie w Iranie strażnikom moralności czy czegoś podobnego.
              • pfg Re: 20h 28.10.11, 09:05
                hugow napisał:

                > za długie - i nudne [to]

                Wręcz przeciwnie. Bardzo ciekawe, szczególnie dla ekonomisty. Podejrzewam raczej techniczne problemy z recepcją :-/

                > A te wyjazdy zagraniczne - stypendialne, czy inne - jakie to ma znaczenie?

                Faktem jest, z wyjazdami zagranicznymi są same problemy. Trzeba znać języki. Nie wolno sprzedawać tego samego kilka razy. The horror, the horror!

                FYI, doktoranci nie są pracownikami. Promotor, jeśli jest niezadowolony ze studenta, może podziękować za współpracę. Postdoki typowo mają umowę na rok. Można im nie przedłużyć. I jest wielki oversupply na te pozycje, co wiedziałbyś, gdybyś przeczytał [to].
                • hugow 20h 31.10.11, 22:45
                  byłem doktorantem i wiem, że w każdej chwili można się z takim rozstać a mimo to powstały "związki zawodowe" doktorantów, które dość stanowczo pewne rzeczy na naszej uczelni potrafiły wynegocjować czego osobiście byłem beneficjentem dopiero na 3 roku studiów doktoranckich ...
                  z tego co opisuje założycielka wątku - rzecz dzieje się w kraju członkowskim UE, na terenie którego panują rygorystyczne przepisy dotyczące obowiązków pracodawcy wobec pracownika - nie ma więc kłopotu, wystarczy egzekwować prawo - które zabrania pracy niewolniczej, ma płacone za 20h, nie powinna siedzieć ani sekundy dłużej. I nie ma znaczenia, czy jest to stypendium zagraniczne czy krajowe. Jeśli nie jest im potrzebna - to wyjdzie w czasie tego gdy będzie domagać się swoich praw - po co uprawiać fikcję? A jeśli jej badania są cokolwiek warte - to niech płacą jej za 60h albo niech siedzi tylko 20h.
                  Problem prawdopodobnie wynika z tego, że pracodawca uważa, że jej 60h jest za mało aby było ekwiwalentem "uczciwych" 20h z umowy i domaga się, że skoro wykonuje małowartościową pracę - to niech wykona jej za 72h aby wreszcie było to mniej więcej warte 18h uczciwej pracy - a owe brakujące 2h to po starej przyjaźni jej daruje.
                  Tekst linka jaki zapodałeś jest nudny - i rozwlekle opisuje coś co można by oddać w krócej. Zapewne autor tekstu miał płacone za ilość masy tekstowej - stąd jakość tekstu została rozmnożona niewspółmiernie do tego co jest do przekazania. Podobnie jak z tymi 20h.

                  Mój promotor wymagał od nas 100h na całą pracę doktorską. Praca doktorska ma mieć około 180 stron, pisze się jedną stronę około 20 minut, co daje razem 60h na całą pracę. Pozostałe 40h to na organizację obrony, wypełnianie kwitów i imprezę po obronie. Podobne zdanie miał na temat monografii habilitacyjnej. Obie - to choroby wieku dziecięcego i naukowiec musi je przejść jak najszybciej i w jak najmłodszym wieku.
                  • pfg Re: 20h 01.11.11, 20:45
                    hugow napisał:

                    > Mój promotor wymagał od nas 100h na całą pracę doktorską. Praca doktorska ma mi
                    > eć około 180 stron, pisze się jedną stronę około 20 minut, co daje razem 60h na
                    > całą pracę. Pozostałe 40h to na organizację obrony, wypełnianie kwitów i impre
                    > zę po obronie.

                    Hugo, jeśli w twojej dyscyplinie czas poświęcony na powstanie doktoratu równa się czasowi fizycznie poświęconemu na pisanie, plus kwity i impreza, to albo jesteście Mozartami nauki, albo wasze doktoraty są g... warte.
                    • donnajohnson Re: 20h 02.11.11, 14:59
                      pfg napisał:

                      > Hugo, jeśli w twojej dyscyplinie czas poświęcony na powstanie doktoratu równa s
                      > ię czasowi fizycznie poświęconemu na pisanie, plus kwity i impreza, to albo jes
                      > teście Mozartami nauki, albo wasze doktoraty są g... warte.

                      Pfg, chyba popelniasz malutki blad utozsamiajac hugow i jego promotora z cala dyscyplina. To nie Lenin zeby powiedziec partia=ja.
                      Wydaje sie ze oni obydwaj to skrajne przypadki w odniesiniu do ktorych cala dyscyplina ma sie zapewne nijak. Jestem w stanie sobie wyobrazic, ze srodowisko hugow'a ma o nim i o jego pogladach podobne zdanie jak ja czy ty.
            • ewa_65 Re: 20h 27.10.11, 20:57
              słyszałam takie opinie o postdocach w USA. Mój dość leniwy kolega anglik przyzwyczajony do stawek stypendialnych w HongKongu bardzo płakał w USA, że praca ciężka, duzo godzin i niska płaca. Ale on w życiu by nie pracował nawet pół godziny ponad umowę i.. założę się, że nikt mu tego nie proponował. Anglicy tak mają. Koniec pracy - może się walić a oni wychodzą i nikt nie ma pretensji. Za to chińczycy siedzą i siedzą. Oni psują pracodawców ;)
              • hugow psujący chińscy postdoc... 31.10.11, 22:53
                Kilka razy słyszałem narzekania na temat chińskich (z kontynentalnych ChRL uniwersytetów) ludzi wyjeżdżających na kilkuletnie badania na Zachodnie uniwersytety - narzekania z zakresu nauk ekonomicznych, finanse, marketing, zarządzanie i podobne. Sedno narzekań było takie, że nie prowadzą badań, na koniec publikują artykuł(y) opisujące wyniki badań, oczywiście wszystko się zgadza, wszystkie miary kontrolne - ok, nie zgadza się jedynie fakt, że nie było danych wejściowych lub, że dane wejściowe nie są bazą pod dane prezentowane jako wyniki.
                Czy w ścisłych i innych niż ekonomiczne takowe zarzuty spotykacie?
                • pfg Re: psujący chińscy postdoc... 01.11.11, 20:41
                  Główne zarzuty wobec chińskich postdoków/doktorantów, jakie słyszałem, były takie:

                  - są bardzo pracowici, ale mało kreatywni, co jest oczywiście krzywdzącym uogólnieniem (sam spotkałem i leniwych Chińczyków, i bardzo twórczych, błyskotliwych Chińczyków, aczkolwiek *w średniej* to rzeczywiście wygląda tak, jak teza główna).
                  - akceptują *bardzo* kiepskie warunki płacowe i zgadzają się pracować po kilkanaście godzin dziennie, siedem dni w tygodniu, bo dla nich te warunki w porównaniu z tym, co mieli w ChRL, i tak są znakomite, a jeśli już dostaną stopień i uda im się dostać normalną pracę w normalnej firmie, to jakby Pana Boga za nogi złapali - dlatego pracują bardzo ciężko, żeby nie zmarnować szansy, jaką dał im los.

                  Myślę, że dla naszej obecnej dyskusji ważny jest szczególnie ten drugi punkt.
    • matya Re: czas pracy doktoranta/naukowca 26.10.11, 17:53
      podczas doktoratu (POlska) i potem w dwoch laboratoriach gdzie bylam na postdoku (nie Polska) liczyly sie wyniki a nie czas pracy. oczywiscie jedno z drugim jest nierozwrwalnie zwiazane ale nikt mnie nie rozliczal z godzin czy nieobecnosci. szczerze mowiac nie liczylam ile godzin tygodniowo pracowalam, pewnie czasem bylo to 60/tydz czasem 20/tydz.
    • larusse Re: czas pracy doktoranta/naukowca 26.10.11, 18:30
      Ale za te 40 godzin nie każe Ci płacić, co? :)

      Jak Cię to wkurza to współczuję.
      Mnie się wydaje, że co za różnica gdzie te 40 godzin spędzisz? Nie ma Cię teraz w tylu miejscach na świecie (nie robisz teraz tylu rzeczy) i pewnie nawet tego nie zauważasz...

      Ale promotor ciekawy...
    • darek12345 Re: czas pracy doktoranta/naukowca 26.10.11, 23:21

      > Jestem doktorantka. Mam umowe na 20 godzin w tygodniu. Pracuje jakies 60 tygodn
      > iowo.

      Przerąbane. Toż to jakaś patologia.

      >
      > Do tego nieustannie musze sie tlumaczyc z tego ze w jakas niedziele do pracy ni
      > e przyszlam, ze w sobote wieczorem nie jetem w labie, a dzis dostalam maila z p
      > ytaniem czemu nie przyszlam do pracy w dzien swieta narodowego!
      >
      > Czy u was (za granica i w Polsce) szefowie kontroluja czas pracy i wymagaja poj
      > awiania sie w laboratorium w dni wolne od pracy? Ja wiem ze moj jest nienormaln
      > y, ale zawsze mi powtarzaja: Nie denerwuj sie, moze byc gorzej.
      > Jak czesto jest gorzej?

      Nie znam nikogo wśród swoich znajomych, kto by tyle pracował. Pewnie średnio wyjdzie 30-40 h/tydzień. Tylko większość, którą znam to nie pracuje w labach, tylko przy komputerach. Ja jakoś nigdy nie próbowałem policzyć ile pracuję. Zresztą co wliczać w czas pracy?
      Ja np. w czasie przebywania na uczelni pracuję ok. 2/3 tego czasu, pozostała 1/3 to gadki niezwiązane z pracą, przeglądanie newsów, forum itp., wybranie się na obiad itp.
      Trudno powiedzieć co jest pracą, a co nie. Np. jak mam 4 godziny zajęć ze studentami (do których się nie przygotowuję, bo prowadzę je od kilku lat) i zaczynają się one o 8.30, trwają do 10.00, potem przerwa 15 minut i kolejna grupa od 10.15 do 11.45 (i od razu wracam do domu) to oznacza, że pracowałem 4 h, czy może 3 h?
      A jak mam zajęcia w punkcie zamiejscowym i prowadzę 6 x 45 min. to znaczy, że pracowałem 4,5 h, czy może 15 h, bo wyjazd z domu ok. 6.00, a powrót ok. 21.00?
      Dochodzą jeszcze inne problemy tego typu, że np. w miejscu pracy pracuję dla kogoś innego (nie swojego pracodawcy), a innym razem odwrotnie. Albo np. pracuję w domu, albo odpowiadam na mail (związany z pracą) jadąc pociągiem, autobusem itp., rozmawiam przez tel. będąc poza uczelnią w sprawach związanych z pracą itp. itd. I to wszystko co opisuję to nie są jakieś sporadyczne nietypowe czynności.
      W moim przypadku to bardzo trudno określić (nawet w przybliżeniu) ile pracuję, pewnie takiej konkretnej pracy jest ok. 30 h/tydzień.

    • ewa_65 Re: czas pracy doktoranta/naukowca 26.10.11, 23:33
      dla mnie problem tkwi w umowie . Trudno kogoś zatrudnić na pół etatu a wymagać pracy na etat i więcej. Może delikatnie trzeba dać do zrozumienia, że za pracę na pół etatu jest też płaca na pół etatu a zyć trzeba i dorabiasz w pozostałym czasie. Jeżeli jesteś potrzebna w labie dłużej, to może trzeba dać ci etat. Wtedy cały czas dla niego.
      Nie pracuję w laboratorium ale jest takowe u nas. faktycznie, jak były doświadczenia, to dziewczyny przychodziły w święta, ale zawsze odbierały sobie potem wolne.
      • magdula_b Re: czas pracy doktoranta/naukowca 28.10.11, 09:40
        z ta umowa na 1/2 etatu dla doktorantow to jest norma np w Niemczech i w Szwajcarii- nawet jak sie nie ma kontraktu z uni tylko sie jest w jakims graduate program, placa jest za pol etatu, ale oczekuje sie, ze sie bedzie pracowalo na caly i jest to jasne jak slonce od poczatku. Zreszta aby zrobic doktorat w przyzwoitym czasie inaczej sie nie da. A swieta i weekendy zaleza bardzo od szefa i tego nad czym sie pracuje. Dla moich szefow i w czasie doktoratu i na postdocu (oba nie w PL) nie bylo wazne kiedy tylko czy jest cos zrobione. Ale zronbienie wyaga(lo) zwykle wiecej niz 8h pracy dziennie. I poza tym w labie poza techniczkami wszyscy pracuja wiecej niz w umowie zapisane - konkurencja nie spi:)
      • donnajohnson Re: czas pracy doktoranta/naukowca 29.10.11, 17:57
        ewa_65 napisała:

        > Nie pracuję w laboratorium ale jest takowe u nas. faktycznie, jak były doświadc
        > zenia, to dziewczyny przychodziły w święta, ale zawsze odbierały sobie potem wo
        > lne.

        Dziewczyny na etatach technicznych czy naukowych?
        Jak to pierwsze to norma jak to drugie to juz wzbudzilo moje zdziwienie.
        Pracownik naukowy ma nienormowany czas pracy :D
        • ewa_65 Re: czas pracy doktoranta/naukowca 29.10.11, 18:55
          dlaczego od razu zdziwienie? Czy wszyscy musza pracować na uczelni? U mnie nienormowany czas pracy jest od docenta w górę. Reszta, niezależnie od rodzaju zatrudnienia, ma czas normowany do tego stopnia, że kartę godzinową musi odbijać. Również prawo pracy bywa przestrzeganę w drugą stronę - żeby zostać dłużej, trzba mieć zgodę przełożonego, bo za nadgodziny powinno się płacić ;)
        • translatoryk Re: czas pracy doktoranta/naukowca 29.10.11, 19:20
          A pracownik techniczny ma prawo do odpoweidniej placy za swoj PRYWATNY czas pracy. Jesli w niedziele i swieta nie dostaje kasy za przychodzenie do doswiadczen to powinien sie na taka robote wypiac, bo to wykorzystywanie czlowieka.Podobnie byle jaka prace latwo znajdzie gdzie indziej - choc moze przynajmiej bez pracy w niedziele.
    • dr_pitcher Re: czas pracy doktoranta/naukowca 29.10.11, 00:54
      Nauka to nie zawod a styl na zycie i pasja.
      Jak CI sie 60 godzin nie podoboba do daleko nietety w nauce nie zajdziesz. Zmien "zawod".
      Sukces w nauce to 1% inteligencja, 5% szczescia a 94% ciezka praca. Nie znam w swej dziedzinie nikogo kto osiagalby sukcesy, albo utrzymal sie na poziomie bez wielu godzin. Dlugie sleczenie nad aparatura jest w naukach eksperymentalnych koniceczne.
      • kardla Re: czas pracy doktoranta/naukowca 30.10.11, 13:06
        Ale mi przeszkadza nie 60 godzin pracy, tylko to ze promotor ciagle mi wypomina ze nie pracuje tyle co on sobie wyobraza ze powinnam (czyli conajmniej 12 godzin codziennie wliczajac soboty i niedziele). Wedlug jego slow tyle on pracowal jak robil doktorat i kazdy tyle powinen pracowac.

        Ja pracuje naprawde duzo. Czasem siedze po 12-14 godzin dziennie w labie. I uwazam ze jeden dzien w tygodniu (sobota) mam prawo prawie nic nie robic - dla zdrowia psychicznego i zwiekszenia produktywnosci w pozostale dni.
        On nie podziela tego pogladu. I z tego wynikaja napiecia.
        • tiger.in.cage Re: czas pracy doktoranta/naukowca 31.10.11, 20:13
          I tutaj dochodzimy do znanego juz tematu a mianowicie jak Cie widza tak Cie pisza...

          Z promotorem nigdy nie wygrasz, ale mozesz go w pewien sposob "zalatwic". Zamiast przychodzic na 14 godzin przychodz na 12 (ba nawet rob sobie jakas przerwe w ciagu dnia aby nie zglupiec - jak Cie nie bedzie na uczlni przez godzine dwie to nikt Cie nie rozstrzela a zawsze powiesz, ze bylas w innym labie/sali... cokolwiek). I jak chce zabys bywala w soboty to przychodz... ale moze nie na caly dzien tylko wtedy kiedy jest szef. Jak Go nie ma a Ty jestes to wyslij mu emaila, ze masz problem z czyms tam, tak zaby wiedzial, ze bylas w labie...
          Wyglada na to, ze tylko w taki sposob zadowolisz szefa a sama nie zwariujesz...
          • hugow fotki na fejsie 31.10.11, 22:30
            może jeszcze niech to rozszerzy o filmiki na yt i o fotki laba na fejsie z odpowiednimi chmurkami - niech szef wie, że dziewczę żyje pracą
    • loleklolek_pl Re: czas pracy doktoranta/naukowca 29.10.11, 17:18
      Czy pierwszego stycznia w godzinach poranno-przedpołudniowych, to już gorzej, czy jeszcze nie?
      • proon Re: czas pracy doktoranta/naukowca 29.10.11, 18:08
        praca pierwszego stycznia przed południem, praca w święta - jak się nazywa ta jednostka chorobowa?
        • loleklolek_pl Re: czas pracy doktoranta/naukowca 30.10.11, 18:11
          Czasem nazywa się to nieumiejętnością zarządznia projektami...
      • charioteer1 Re: czas pracy doktoranta/naukowca 29.10.11, 18:29
        loleklolek_pl napisał:

        > Czy pierwszego stycznia w godzinach poranno-przedpołudniowych, to już gorzej, c
        > zy jeszcze nie?

        To bylo dawno temu. Rozmowa w prywatnej firmie w sprawie podjecia pracy. W Sylwestra o 20-tej.
        • loleklolek_pl Re: czas pracy doktoranta/naukowca 30.10.11, 18:12
          Pomijając fakt, że całkiem sporo osób po prostu w tym czasie musi pracować, vide. np. pracownicy porządkowi, czy też inni rozweselacze imprez, to taka rozmowa o tej porze moze być całkiem niezłą metodą selekcji szczurków :-)
    • donnajohnson Re: czas pracy doktoranta/naukowca 29.10.11, 17:54
      W zyciu mi nie przyszlo do glowy aby jakos przeliczac moj czas pracy. Robie po prostu to co jest w danym momencie do zrobienia. Wiem, ze samo nie przyjdzie i jesli chce miec wynik (w postaci publikacji) to musze w to zainwestowac swoj czas. Poniewaz rozliczaja mnie w zaleznosci od ilosci i jakosci publikacji (miedzy innymi) to nie mam specjalnego wyjscia.
      Plusem jest to, ze jako tzw. samodzielny pracownik naukowy mam wplyw na organizacje swojej wlasnej pracy.
      • translatoryk Re: czas pracy doktoranta/naukowca 29.10.11, 19:17
        Brzmi dosyc glupio. Jesli ci odpwiednio placa za Twoja prace przeliczana na wyniki w postaci publikacji to w porzadku. Ale jesli placa doktorantowi 1 tysiac zeta i wymaga pracy 60 godzin w miesicau (lub wiecej) to juz nie tyle nie fair co niehumanitarne. Jako samodzielny pracownik pewnie wyczuwasz roznice.
        • donnajohnson Re: czas pracy doktoranta/naukowca 30.10.11, 06:46
          translatoryk napisał:

          > Brzmi dosyc glupio.
          A co konkretnie brzmi glupio????

          Jesli ci odpwiednio placa za Twoja prace przeliczana na wyniki w postaci publikacji to w porzadku. Ale jesli placa doktorantowi 1 tysiac zeta i wymaga pracy 60 godzin w miesicau (lub wiecej) to juz nie tyle nie fair co niehumanitarne. Jako samodzielny pracownik pewnie wyczuwasz roznice.

          Taaaa, jako samodzielny pracownik stwierdzam, ze nigdy nie narzucam doktorantom czasu pracy. Zawsze jest czytelny uklad. Osoby zaanagazowane w projekt maja sie do niego dopasowac. Kto nie ma ochoty nie musi uczestniczyc. Ale publikacji tez nie ma.
    • dr_pitcher Re: czas pracy doktoranta/naukowca 29.10.11, 18:17
      Zaitenersowany narzekaniem autorki watku przeprowadzilem mala ankiete wsrod ludzi w naszym laboratorium. Poszczegolne cyfry to liczba studentow i technikow, godziny pracy tygodniowo, urlop roczny w tygodniach (w nawiasie ile rzeczywiscie bierze) - i liczba publikacji rocznie

      1. Dyrektor/Professor - 80 - 65h - 5(3) - 20
      2. Dyrektor/lekarz - 20 - 75h - 6(2) - 10
      3. Professor (srednio) - 15 - 65h - 5(4) - 8
      4. Postdoc (srednio) - 0 - 60h - 3(3) - 3
      5. Technik (srednio) - 0 - 40h - 3(3) -1.5
      6. Doktorant - 0 - 50h - 3(3) - 1
      7. Magistrant - 0 - 55h - 3(3) - 0.5





      • matdokt Re: czas pracy doktoranta/naukowca 29.10.11, 21:43
        a jestem ciekaw, czy w powyższych liczbach sa moze zaleznosci typu:

        ilosc prac profesora =~ suma ilosci prac wszystkich jego postdocow/doktorantow/magistrantow
        albo
        ilosc prac dyrektora =~ suma ilosci prac wszystkich jego podwładnych ?

        wtedy czas pracy trzeba by inaczej policzyc
        • matdokt Re: czas pracy doktoranta/naukowca 29.10.11, 21:55
          aha, a jesli nie ma równości, to ktora z tych liczb jest wieksza?
        • dr_pitcher Re: czas pracy doktoranta/naukowca 29.10.11, 21:58
          Wbrew blednym opiniom krazacym w Ojczyznie wyzysku nie ma a ludzie nie dopisuja sie do prac. Czy to Dyrekotr czy Profesor nie dosc, ze zalalwiaja pieniadze (senior author) to jeszcze bardzo czesto sa autorami pomyslow. Moze juz nie wykonuja wiekszosci odswiadczen (choc u nas jest rzesza, ktora to dalej robi), ale w pisaniu, korekcie pracy biora czynny udzial. I to miedzy innymi dlatego poziom prac jest taki a nie inny.
          Dyrektor ma pod soba 250 osob, nie dopisuje sie do kazdej pracy. Liczba 80 to osoby bezposrednio pracujace nad badaiami, ktore on bezposrednio zaplanowal. Akurat tylu ludzi to wymaga.
          Mity o wyzysku mozna wlozyc miedzy bajki, a tzw. samodzielne prace magistrantow rowniez. By praca nadawala sie do druku w porzadnym czasopismie checi studenta nie wystarczaja i wklad promotora jest niezbedny i bardzo duzy.
          I na koniec - pisanie grantow to jeden z lepszych sposobow na porzadne planowanie eksperymentow - a to jest w wiekszosci domena profesorow (rzadziej post-dokow).
          • matdokt Re: czas pracy doktoranta/naukowca 29.10.11, 22:15
            dr_pitcher napisał:

            ...
            > I na koniec - pisanie grantow to jeden z lepszych sposobow na porzadne planowan
            > ie eksperymentow - a to jest w wiekszosci domena profesorow (rzadziej post-doko
            > w).

            No nie wiem, wokół mnie prawie wszyscy postdocy sami sobie granty pisali, choc moze moja dzialka stawia bardziej na indywidualizm, a w medycynie jest inaczej
            • dr_pitcher Re: czas pracy doktoranta/naukowca 30.10.11, 18:21
              W naukach eksperymentalnych zeby zrobic cos z sensesm trzeba sporej kasy. Jeden post-doc nie wydoli. Owszem pisza mniejsze granty ale te w zaden sposob nie pokrywaja calosci ekseprymentow. Rzadko zreszta sie zdarza, ze jeden profesor pisze grant - to zwykle grupa. A ze pieniedzy malo to i mala szansa by osoba bez doswiadczenia dostala grant na pol miliona. Pomijam sprzet na ktorym sie pracuje. W naukach humanistycznych czy teoretycznych jest inaczej i stad tez inna struktura autorstwa.
      • pfg Re: czas pracy doktoranta/naukowca 29.10.11, 21:43
        Zestawienie sporządził północnoamerykański profesor, biorący udział w niecnym procederze wyzysku doktorantów i postdoców :-)

        Otóż ja nie twierdzę, że to jest dobre. Nie jest. Widzę natomiast, że w warunkach amerykańskich jest to powszechne, w europejskich częste, w polskich - zdarza się (na razie głównie na medycynie, ale nie tylko). Jeśli ministerstwu uda się "zamerykanizować" naukę w Polsce, także i u nas ten model się rozpowszechni. (Nadzieja (?) w tym, że to się nie uda bez amerykańskiego poziomu finansowania. Inna nadzieja w tym, że "education bubble" w końcu pęknie, ale, uprzedzam, to się stanie ze szkodą dla osób pracujących w szkolnictwie wyższym.) Dlaczego sytuacja w Stanach jest, jaka jest, zostało, IMHO, świetnie wytłumaczone w artykule, który tu linkowałem, a który hugo niesłusznie zlekceważył. Stany indukują podobną sytuację w innych krajach.
        • dr_pitcher Re: czas pracy doktoranta/naukowca 29.10.11, 22:08
          pfg:
          system finansowania w kraju, ktory przebywam troche sie od USA rozni. Naklady na naule sa znacznie mniejsze, efekty podobne. Nie mowie, ze jest to najlepszy system, nie twierdze, ze amerykanski jest dobry (juz dawno nie jest). Mowie o godzinach pracy - a tej jest duzo (nie tylko zreszta w nauce). Takie spoleczenstwo - praca najwazniezsza, zabawa mniej.
          A jesli chodzi o tzw. wyzysk - wole go w wykonaniu polnocnoamerykanski, w ktorym student niemal codziennie konferuje ze swoim promotorem i dyskutuje wyniki (w efekcie promotor jest wspolautorem pracy), niz system w ktorym student widzi promotora raz na pol roku.
          • pfg Re: czas pracy doktoranta/naukowca 29.10.11, 22:15
            dr_pitcher napisał:

            > system finansowania w kraju, ktory przebywam troche sie od USA rozni.

            Ale indukcja jest silna. Wystarczy przepłynąć jezioro - fakt, duże.
            • dr_pitcher Re: czas pracy doktoranta/naukowca 29.10.11, 23:58
              Jest to jednak zupelnie inna "inszosc"
              A co do indukcji: akurat od jakis pieciu lat przeplyw jest w druga strone
      • sisigma Re: czas pracy doktoranta/naukowca 30.10.11, 17:35
        i liczba publikacji rocznie
        >
        > 1. Dyrektor/Professor - 80 - 65h - 5(3) - 20

        Nie powie mi nikt, że publikując dwa razy w miesiącu mozna opublikować coś sensownego! Do tego taki prof prowadzi prace dyplomowe pełni funkcje uczelniane i błogosławi granty. Nie, no ludzie, bądźcie trochę poważni...
        • dr_pitcher Re: czas pracy doktoranta/naukowca 30.10.11, 18:37
          Nie mowie, ze jako pierwszy czy ostatni (senior author). Akurat tak sie sklada, ze w/w Pan zbudowal urzadzenia do bezoperacyjnego usuwania raka ultrasoundem. Technoligia sie rozwija (wiekszosc to jego pomysly) i jest stosowana z 17 osrodkach w badaniach klinicznych i podstawowych. Widnieje jako wspolautor szeregu prac, ktore ta technologie wykorzystuja. Na razie jest niezbedny by te badania szly dalej. Z wlasnego podworka - zbudowalem aparature, ktora jest w pewnym sensie unikalna, korzysta z tego siedmiu chemikow, technik robi eksperymenty, ja analizuje dane. Do momentu do poki nasz wklad to praca a nie tylko udostepnienie aparatury bedziemy widniec jako wspolautorzy. Akurat bez naszego wkladu prace nie byly w pelni publikowalne.
          • charioteer1 Re: czas pracy doktoranta/naukowca 30.10.11, 19:36
            Dzieki za te wypowiedz. Przeraza mnie to, ze o dopisywaniu sie do prac najwiecej maja do powiedzenia ludzie, ktorzy nie maja zadnego pojecia o organizacji badan. Ludzie, dla ktorych nauka to w 90% "idea", a praca i umiejetnosci sa do tej idei tylko i wylacznie dodatkiem.

            Z moich prac opublikowanych we wspolautorstwie, pomysl na badania byl moj we wszystkich pracach oprocz dwoch, analizy moje - we wszystkich oprocz jednej. Autorski wklad w pisanie ostatecznego tekstu - 100% prac, przy czym tylko w jednej pracy mniej niz 50% opublikowanego tekstu jest fizycznie przeze mnie napisane (zazwyczaj jest to duzo ponad 50%). A mimo to ciagle ktos chce ze mna rozmawiac o dopisywaniu sie.

            Nawet nie marze o 20 pracach rocznie. Pomyslow moze by i starczylo, ale do takiej organizacji badan nie ma ani klimatu, ani warunkow.
            • dr_pitcher Re: czas pracy doktoranta/naukowca 30.10.11, 19:47
              Dokladnie:
              O dwudziestu pracach tez nie marze (nie ta liga). Wymaga to nie tylko niezlej organizacji ale i duzego nakladu pracy. Pomyslow starcza ale wole je dac komus innemu.
              Co do dopisywania: mialem ostatnio studenta z Polski - przyjechal dokobczyc pewne prace, ktore robil u siebie. Okazalo sie, ze sposob w jakich chcial pewne rzeczy mierzyc nie byl idealny. Wspolnie z drugim kolega zaplanowalismy wiekszosc eksperymentow, dalismy 90% programow do analizy, udostepnilismy aparature. Zajelo mi trzy dni, zeby prace poprawic (istotne poprawki). Studentowi nawet nie przyszlo na mysl umiescic nas w podziekowaniach. Na wspomnienie, ze praca to wspolne dzielo, obrazil sie i zaczal wspominac o "dopisywaniu" sie do wszystkiego.
              • charioteer1 Re: czas pracy doktoranta/naukowca 30.10.11, 20:40
                dr_pitcher napisał:

                > Studentowi nawet nie p
                > rzyszlo na mysl umiescic nas w podziekowaniach. Na wspomnienie, ze praca to wsp
                > olne dzielo, obrazil sie i zaczal wspominac o "dopisywaniu" sie do wszystkiego.

                Ano wlasnie. Tym samym osobom, u ktorych "dopisywanie sie" wywoluje tak wielkie moralne oburzenie, zawlaszczanie cudzej pracy przychodzi bez najmniejszego wysilu. Od studenta po profesora.
                • hugow dopisywanie się 31.10.11, 23:13
                  Jeśli to wasze narzucanie się było bezumowne - to trudno mieć do dzieciaka pretensje
                  kiedyś - jako dzieciak - przyszedłem do pewnej pani profesor po pomoc w jednej sprawie z mojej jednej podoktorskiej publikacji, pani profesor popatrzyła na to, spytała w czym rzecz, i powiedziała, że wie jak mi pomóc, i jeśli wykorzystam jej pomoc, to praca będzie w 30% jej a w 70% moja - powiedziała to ZANIM powiedziała na czym pomysł polega, zaakceptowałem, powiedziała, nie skorzystałem, wyceniłbym to góra na 10%, znalazłem inne rozwiązanie - nie związane z jej pomysłem.
                  Nie można narzucać się komuś ze swoimi pomysłami - gdyż istnieje efekt wypychania, i wasza dobra idea może przeszkodzić w wykluciu się lepszej idei.
                  • charioteer1 Re: dopisywanie się 01.11.11, 01:40
                    W swiecie idei byc moze tak jest. W swiecie empirii licza sie dowody. Idea to 5% calosci. Jak nie potrafisz udowodnic, to nie publikujesz. Pardon, publikujesz w zeszytach zakladowych.
            • matdokt Re: czas pracy doktoranta/naukowca 30.10.11, 23:37
              dziekuje za wyczerpujacy opis twoich prac, jestem naprawde pod wrazeniem twoich osiagniec i zdolnosci do uczciwej wspolpracy, prawdziwy z ciebie ,,Sztukmistrz z Lublina'' :)


              charioteer1 napisał:

              > Dzieki za te wypowiedz. Przeraza mnie to, ze o dopisywaniu sie do prac najwiece
              > j maja do powiedzenia ludzie, ktorzy nie maja zadnego pojecia o organizacji bad
              > an. Ludzie, dla ktorych nauka to w 90% "idea", a praca i umiejetnosci sa do tej
              > idei tylko i wylacznie dodatkiem.

              Mnie natomiast czasem przeraza, ze niektorzy uwazajacych sie za poczciwych naukowcow, traktuja studentów/doktorantow i innych mlodszych od siebie za glupkow, ktorzy na pewno nic nowego nie sa w stanie wymyslec.
              A "idea" to podstawa, pozniej musi byc praktyczne opracowanie "idei" i zastosowania.
              • charioteer1 Re: czas pracy doktoranta/naukowca 31.10.11, 02:19
                Moze cie to zdziwi, ale wspolautorami wiekszosci moich prac nie sa studenci. Do wiekszosci mam tez oswiadczenia o wspolautorstwie ze szczegolowym wyszczegolnieniem wkladu kazdego z autorow. Zupelny przypadek. Wspolautorem mojej najlepszej pracy jest student i w tej pracy moj wklad autorski jest mniejszy niz w pozostalych.
              • charioteer1 Re: czas pracy doktoranta/naukowca 31.10.11, 03:22
                matdokt napisał:

                > A "idea" to podstawa, pozniej musi byc praktyczne opracowanie "idei" i zastosow
                > ania.

                Miejsce "idei" bez profesjonalnie zaprojektowanego, przeprowadzonego i opisanego badania jest na smietniku historii. W nauce jest coraz mniej miejsca dla hobbystow-amatorow.
                • matdokt Re: czas pracy doktoranta/naukowca 31.10.11, 15:48
                  no jesli hobbysta-amator nie ma problemow z uzyskanie grantow na finansowanie swojego hobby, to czemu ktos ma mu odmawiac miejsca w akademii?

                  wedlug mnie w nauce nie ma miejsca na cienkich bolkow z przerosnietym ego i przeswiadczeniem o wlasnej wielkosci
                  • charioteer1 Re: czas pracy doktoranta/naukowca 31.10.11, 17:10
                    Granty i publikacje to sa dwie rozne rzeczy.

                    Przykro mi, ze cie ego rozbolalo. Ja sie wciaz ucze i nie wstydze sie do tego przyznac. Pracujac ze studentem nad projektem, badaniem, czy publikacja, moge czesc swoich umiejetnosci przekazac. Jezeli ty juz wszystko umiesz, to powodzenia w akademii zycze.
                  • donnajohnson Re: czas pracy doktoranta/naukowca 31.10.11, 17:27
                    matdokt napisał:

                    > wedlug mnie w nauce nie ma miejsca na cienkich bolkow z przerosnietym ego i prz
                    > eswiadczeniem o wlasnej wielkosci

                    Takich to akurat nie brakuje w kazdej dziedzinie zycia. Nie bardzo wiem co czyni nauke taka wyjatkowa, ze to wlasnie z niej nalezaloby takich osobnikow wyeliminowac.
                    Mam rozumiec, ze w pozostalych dziedzinach oni sa tolerowalni?
                    • matdokt Re: czas pracy doktoranta/naukowca 31.10.11, 22:13
                      donnajohnson napisała:

                      > Takich to akurat nie brakuje w kazdej dziedzinie zycia. Nie bardzo wiem co czyn
                      > i nauke taka wyjatkowa, ze to wlasnie z niej nalezaloby takich osobnikow wyelim
                      > inowac.

                      oni powinni zostac wyeliminowani przez system, tzn. przez uczciwą parametryzacje/ocene
    • pfg Guidelines 31.10.11, 11:02
      Ponieważ dyskusja w tym (i w sąsiednim) wątku zeszła na "dopisywanie się do prac", przy czym część z P.T.Dyskutantów zdradza spore niezrozumienie tematu, zwracam uwagę, że wiele uczelni, towarzystw naukowych i czasopism opracowało mniej lub bardziej szczegółowe wytyczne określające kto, kiedy i w jakim wypadku może i powinien być uznany za współautora pracy. Dla przykładu:

      Harvard Medical School

      International Committee of Medical Journal Editors

      American Physical Society

      American Mathematical Society (zobacz także dokument Joint Research and Its Publication na tej stronie)

      Wynika z tego, że choć szczegółowe zasady różnią się pomiędzy dziedzinami, każda osoba uznawana za współautora musi wnieść znaczący wkład intelektualny do danej pracy. W dyscyplinach doświadczalnych oznacza to (i) udział w projektowaniu i/lub przeprowadzeniu i/lub opracowaniu wyników badań, (ii) udział w pisaniu tekstu, (iii) akceptację ostatecznej wersji tekstu; specjalne zasady obowiązują w wypadku dużych, heterogenicznych zespołów. Osoby, które wyłącznie zapewniły finansowanie lub wkład organizacyjny lub "generalny nadzór", nie powinny być uznawane za autorów, powinny być natomiast wymienione w sekcji Acknowledgements.

      Jeśli więc mówimy o pracy studenta/postdoca, który realizuje pomysł profesora lub któremu profesor zwraca uwagę na możliwe luki czy inne trudności w planowanych pomiarach/obliczeniach/itp i sugeruje sposoby ich usunięcia, to choć "czarną robotę" wykonuje student, profesor jak najbardziej może być uznany za współautora, o ile uczestniczy także w pisaniu ostatecznej wersji tekstu. Podobnie jeśli Alicja dysponuje unikalną aparaturą naukową i wykonuje na niej pomiary, które - wraz z innymi pomiarami, obliczeniami itp - potrzebne są Bogdanowi do weryfikacji jego hipotez, Alicję mozna uznać za współautorkę pracy Bogdana.
      • pfg Re: Guidelines 31.10.11, 11:25
        W praktyce akademicki podział pracy niekiedy wygląda jednak tak.
        • charioteer1 Re: Guidelines 31.10.11, 12:59
          pfg napisał:

          > W praktyce akademicki podział pracy niekiedy wygląda jednak tak.

          To w ten sposob wyglada widziane oczami doktoranta. Jezeli mowimy o przygotowaniu tekstu do druku, w miazdzacej liczbie przypadkow taki tekst nie bedzie sie nadawal do publikacji bez istotnych zmian. As is, taki tekst bedzie sie w najlepszym przypadku nadawal do krajowego pokonferencyjniaka.

          W praktyce mam dosc prosta zasade. Jezeli nie sprawdzam poprawnosci zalozen, analiz, a moja ingerencja w tekst ogranicza sie do poprawienia przecinkow i ogolnych sugestii poprawy, nie dopisuje sie.

          Wszyscy, ktorzy w dopisywaniu sie widza same korzysci, powinni spojrzec na druga strone medalu. Dopisujac sie do pracy studenta, firmuje ja wlasnym nazwiskiem. To znaczy, ze wszystkie szkolne bledy, popelnione przez studenta, pojda na moje konto. Takie ryzyko dla mojej reputacji dla jednej latwo uzyskanej publikacji po prostu mi sie nie oplaca. O wiele wiecej moge na takim interesie stracic niz zyskac.
          • charioteer1 Re: Guidelines 31.10.11, 13:36
            charioteer1 napisał:

            > Wszyscy, ktorzy w dopisywaniu sie widza same korzysci, powinni spojrzec na drug
            > a strone medalu. Dopisujac sie do pracy studenta, firmuje ja wlasnym nazwiskiem
            > . To znaczy, ze wszystkie szkolne bledy, popelnione przez studenta, pojda na mo
            > je konto. Takie ryzyko dla mojej reputacji dla jednej latwo uzyskanej publikacj
            > i po prostu mi sie nie oplaca. O wiele wiecej moge na takim interesie stracic n
            > iz zyskac.

            Jeszcze a propos. W moim srodowisku glosna jest historia pewnego mlodego naukowca z jednego z krajow skandynawskich, znanego glownie jako autora jednej, bardzo ciekawej pracy. Najpierw byly wyklady plenarne na roznych konferencjach i wyklady goscinne, potem byla retrakcja z powodu bledu popelnionego przez wspolautora-studenta. Ten czlowiek jest skonczony jako naukowiec. Naprawde warto dwa razy sie zastanowic, do czego sie dopisuje swoje nazwisko.
      • matdokt Re: Guidelines 31.10.11, 15:44
        w mojej dzialce czasami mozna spotkac w pracach wieloautorskich po prostu opis wkladu kazdego z autorow we wstepie, np. "rodzial x zostal napisany przez y" lub z wieksza iloscia szczegolow,
        ja tez uwazam, ze jesli ktos jest wspolautorem to musi miec wyrazny i duzy wklad w prace jak i tekst,
        np. jesli praca jest wyslana do czasopisma i recenzent znajdzie gdzies blad lub zasugeruje zmiany, ulepszenia, to nie ma praktyki dopisywania recenzenta do pracy, tylko sa podziekowania
        • donnajohnson Re: Guidelines 31.10.11, 16:54
          matdokt napisał:

          > recenzent znajdzie gdzies blad lub
          > zasugeruje zmiany, ulepszenia, to nie ma praktyki dopisywania recenzenta do pr
          > acy, tylko sa podziekowania

          Taaa, szczegolnie, ze recenzent jest zazwyczaj anonimowy.....
          Juz sobie to wyobrazam.
          "the authors would like to thank an anonymous reviewer for her/his outstanding remarks"
          • charioteer1 Re: Guidelines 31.10.11, 17:14
            Czasem sie zdarzaja takie podziekowania, ale recenzent nie bierze na siebie zadnej odpowiedzialnosci za bledy, ktorych w pracy nie znalazl. Autor taka odpowiedzialnosc ponosi.
            • donnajohnson Re: Guidelines 31.10.11, 17:29
              charioteer1 napisał:

              > Czasem sie zdarzaja takie podziekowania,

              hehe
              No to ja sie poddaje. W zyciu czegos takiego nie udalo mi sie zobaczyc. Ale zawsze jest ten pierwszy raz.
              ^^
              • magdula_b Re: Guidelines 31.10.11, 18:29
                a mozna zobaczyc np tu:link

                i sadzac po wyniku malych poszukiwan w google scholar zdarza sie to w roznych dyscyplinach i wcale nie tak rzadko
                • donnajohnson Re: Guidelines 31.10.11, 18:41
                  Tylko, ze takie podziekowania sa truizem i jako taki nie powinny byc nigdy wyartykulowane.
                  Dodatkowo, takie podziekowania autorow dla recenzentow automatycznie budza we mnie podejrzenie, ze w rzeczywistosci ci recenzenci nie sa tak anonimowi jak sie im wydaje i byc moze mamy do czynienia z "wielka wazelina". Ani to zreczne ani to smaczne.
                  Ale to oczywiscie moja opinia. Jak widac inni (tzn. autorzy) maja odmienne spojrzenie.
                • hugow wszystkie błędy są moje 31.10.11, 23:29
                  Oprócz podziękowań dla anonimowych recenzentów - często są podziękowania dla anonimowych dyskutantów z konferencji i na końcu sakramentalne: wszystkie błędy są moje i ponoszę za nie odpowiedzialność ja a nie ci co mi pomagali.

                  Co do dopisywania autorów - to też u mnie panuje zwyczaj, że dokładnie się określa który podpunkt jest czyj i jeśli nawet trzeba - to podpunkt o tym samym rozdziela się na 2.4a i 2.4b gdzie a to część autora a a b część autora b - niezręczne to - ale precyzyjne określenie autorstwa jest ważniejsze nad estetyką.
          • pfg Re: Guidelines 31.10.11, 19:35
            donnajohnson napisała:

            > Juz sobie to wyobrazam.
            > "the authors would like to thank an anonymous reviewer for her/his outstanding
            > remarks"

            W naukach ścisłych podobne podziękowania zdarzają się dosyć często.
            • hugow W naukach ścisłych podobne podziękowania zdarzają 31.10.11, 23:31
              <<W naukach ścisłych podobne podziękowania zdarzają się dosyć często>>
              w humanistycznych i społecznych również - zastanawiam się w których nie zdarzają się?
            • dr_pitcher Re: Guidelines 01.11.11, 01:15
              Ostatni dostalem podziekowanie za cytuje "persistent inquisition during PhD exam". W rzeczy samej zadalem pytanie, na ktore delikwent odpowiedzil pol-poprawnie ale dowodu juz nie przedstawil. Dowod wymagal piec stron w publikacji.
            • donnajohnson Re: Guidelines 01.11.11, 08:03
              Dla mnie takie cos to nowosc stad moje zdumienie.
              Zastanawiam sie tylko kiedy takie podziekowania oddaje sie do druku? W momenice skladania manuscryptu? - wtedy byloby smieszne dzikowac za cos co jeszcze nie mialo miejsca.
              A moze po recenzjach czy tez w proof-ie? - wtedy takie podziekowania budza podejrzenia.
              • whiteskies Re: Guidelines 01.11.11, 09:34
                Na ogol gdy artykul jest zaakceptowany po "major revision" jesli uwagi recenzenta pomogly znacznie poprawic tekst. I nie widze w tym nic zdroznego, jesli recenzent solidnie przylozyl sie do swojej pracy z pozycji życzliwego ale surowego sedziego.
                Zdarzylo mi sie kilka razy po dobrych recenzjach naprawde poprawic tekst - np. lepiej przedyskutowac wyniki czy spojrzec na nie z innego punktu widzenia. Napisac taka recenzje ktora wnosi wnosi cos do pracy nie jest latwo, ale jesli sie trafi to czlowiek zaczyna rozumiec ze peer review to nie tylko suche poprawianie i sprawdzanie autora ale proces prowadzacy do rozwoju nauki. Nota bene to jedna z zalet pisania do dobrych czasopism: jest wieksza szansa na dobrych recenzentów i wnikliwe recenzje.
                • donnajohnson Re: Guidelines 01.11.11, 09:36
                  whiteskies napisał:

                  > Na ogol gdy artykul jest zaakceptowany po "major revision" jesli uwagi recenzen
                  > ta pomogly znacznie poprawic tekst. I nie widze w tym nic zdroznego, jesli rece
                  > nzent solidnie przylozyl sie do swojej pracy z pozycji życzliwego ale surowego
                  > sedziego.
                  > Zdarzylo mi sie kilka razy po dobrych recenzjach naprawde poprawic tekst - np.
                  > lepiej przedyskutowac wyniki czy spojrzec na nie z innego punktu widzenia. Napi
                  > sac taka recenzje ktora wnosi wnosi cos do pracy nie jest latwo, ale jesli sie
                  > trafi to czlowiek zaczyna rozumiec ze peer review to nie tylko suche poprawiani
                  > e i sprawdzanie autora ale proces prowadzacy do rozwoju nauki. Nota bene to jed
                  > na z zalet pisania do dobrych czasopism: jest wieksza szansa na dobrych recenze
                  > ntów i wnikliwe recenzje.

                  Ja tego wszystkiego nie neguje.
                  Po prostu nie lubie wazeliny.
                  • dr_pitcher Re: Guidelines 01.11.11, 13:46
                    Zdarzyl mi sie taki przypadek jedynie raz. Dane eksperymentalne impresjonujace, powazny blad w obliczenich. Trudny do wykrycia,jesli samemu sie tego nie robi. Blad wytknalem. Autorzy poprzez wydawce zaproponowali wspol-autorstwo. Zrezygnowalem.
                    Podziekowania brzmialu mniej wiecej tak: "Dziekujemy recenzentowi za wytkniecie powaznego bledu w teorii. Dzieki niemu nie wyszlismy na kompletnych idiotow"
                    • dala.tata Re: Guidelines 01.11.11, 14:52
                      i bardzo sie ciesze, ze zrezygnowales - gratuluje! gdybym byl wspolautorem wszystkich tekstow, ktore czytalem, a w ktorych poprawialem analizy czy wytykalem bledy, moja lista publikacji bylaby znacznie dluzsza.

                      nie mam zadnych watpliwosci, ze robienie komentarzy nie uprawnia do wspolautorstwa. nawet jesli komentarze doprowadzaja do calosciowej zmiany koncepcji tekstu. dla mnie komentarze sa naturalna czescia naszej pracy, szczegonie jesli oferujemy je mniej doswiadczonym kolegom. i jesli ktos nie umie tego zaakceptowac, nie powinien robic komentarzy.

                      gdy jestem wspolautorem, to znaczy ze znacznie przyczynilem sie do powstania tekstu. w naukach spolecznych, to znaczy, ze go w znacznej mierze napisalem (niekoniecznie robilem badania). tak fizycznie napisalem, stuk, stuk na klawiaturze komputera. nie cierpie ludzi, ktorzy sie dopisuja, bo sa szefami projektow, grantow, czy tez po prostu szefami (mowie nadal o szerokiej humanistyce, w naukach scislych moze byc inaczej, akceptuje to). to jest pasozytnictwo i mnie sie bardzo nie podoba.
                  • whiteskies Re: Guidelines 01.11.11, 18:33
                    Ja tez nie lubie wazeliny. Dziekowac nalezy jak jest za co, i tyle!
                • donnajohnson Re: Guidelines 01.11.11, 17:40
                  whiteskies napisał:

                  > Na ogol gdy artykul jest zaakceptowany po "major revision" jesli uwagi recenzen
                  > ta pomogly znacznie poprawic tekst.

                  Zaznaczam, ze z przekora zapytam sie teraz co jesli artykul jest zaakceptowany po "minor revision" albo bez uwag???? Mona (troche naciagajac - hehe) teoretyzowac, ze albo artykul jest super albo recenzenci do du...y (bo nic istotnego nie znalezli :P)

                  Czyli dajac podziekowania dla recenzentow autor wystawia sobie laurke, ze nie potrafi artykulu bez powaznych bledow napisac (lub oddaje do druku artykul z powaznymi bledami). W sumie to ludzkie ale chyba nikt nie lubi sie chwalic swoimi ulomnosciami.
                  Z drugiej jedank strony brak takich podziekowan rowniez moze dawac do zrozumienia recenzetom ze mieli do czynienia z geniuszem i nie sa w stanie dorownac do jego poziomu (ich rola jest malo istotna, nic istotnego nie wniesli wiec nie zasluzyli na umieszczenie stosownej wzmianki).
                  I tak zle i tak niedobrze.

                  Kurcze w swoim archiwum mam pare tysiecy artykulow z zakresu medyny doswiadczalnej i w zadnym z nich nigdy nie bylo takich podziekowan.
                  Czy my jestesmy jacy inni, buuuuuuuuuuuuuuuuuuuu?????
                  • whiteskies Re: Guidelines 01.11.11, 18:48
                    "Kurcze w swoim archiwum mam pare tysiecy artykulow z zakresu medyny doswiadczalnej i w zadnym z nich nigdy nie bylo takich podziekowan. Czy my jestesmy jacy inni, buuuuuuuuuuuuuuuuuuuu?????"

                    Jeszcze raz pisze: dziekuje sie jak jest za co. Mnie sie zdarzylo podziekowac, zdarzylo sie tez ze mnie podziekowano. Tak 1-2% przypadkow. Dziekowalem nie za wykrycie bledu - wynik byl poprawny, a za zasugerowanie dodatkowej analizy nad ktora wzmocnila wnioski a nad ktora spedzilem z miesiac. Rozumiem ze u Ciebie takie rzeczy sie nie zdarzają.....
                    • donnajohnson Re: Guidelines 01.11.11, 19:01
                      whiteskies napisał:


                      > Rozumiem ze u Ciebie takie rzeczy sie nie zdarzają.....

                      Oczywiscie ze zdazaja. Ale jak mawial klasyk naleza one do kategorii "oczywsitej oczywistosci" i nikt nie nadaje temu znaczenia. Inaczej mowiac recenzent po to jest powolany, a dziekowanie mu za to, ze rzetelnie wykonal swoja recenzje (jesli nawet jestesmy mu za to wdzieczni) jest dla mnie dziwaczne.
                      no dobra nie ciagnijmy tego dalej bo w sumie nie ma czego :DDDDDD
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka