Dodaj do ulubionych

Autoreferat niejedno ma imie...

01.12.11, 18:26
na stronach CK pojawiaja sie juz autoreferaty w nowej procedurze (tzw. postepowania awansowe). mnie akurat interesuja nauki humanistyczne, wiec poczytalem 4 autoreferaty juz zamieszczone, i widac w nich wielka rozbieznosc rozumienia tego pojecia. z jednej strony sa referaty szczegolowo omawiajace problem badawczy, tego typu. z drugiej strony, rozszerzone zyciorysy naukowe, nawet z elementami humorystycznymi typu kto jak sie uczyl w szkole podstawowej (jak ten). jest wersja z szczegolowym spisem publikacji, inne sa bez. poniewaz oczekuje na wydanie ksiazki i przygotowuje swoj autoreferat do starej procedury, mam pytanie do Kolegow/Kolezanek recenzujacych habilitacje - z ktorym z ww., a moze jeszcze z jakims innym, formatem spotykaliscie sie najczesciej? czy lista kryteriow opublikowana przez CK (na koncu tej strony) moze byc tu wyznacznikiem do autoreferatu w "starym trybie"?
pozdrawiam
ling-stos
Obserwuj wątek
    • adept44_ltd Re: Autoreferat niejedno ma imie... 01.12.11, 20:43
      to jakieś jaja są... ten od wczesnego dzieciństwa... to nie może być serio!
      • dala.tata Re: Autoreferat niejedno ma imie... 01.12.11, 22:01
        to jest tak urocze, ze mi zabraklo jescze o kolorze mundurka i czy musial przechodzic przez ulice, jak szedl do szkoly. :-)

        adept44_ltd napisał:

        > to jakieś jaja są... ten od wczesnego dzieciństwa... to nie może być serio!
        • pr0fes0r Re: Autoreferat niejedno ma imie... 01.12.11, 22:32
          Oj, to filozof jest przecież.
          • dala.tata Re: Autoreferat niejedno ma imie... 01.12.11, 22:35
            obawiam sie, ze jeden fizyk zaczal od szkoly podstawowej w Choszcznie (to chyba kolo Grudziadza, bo tez wspomina....).

            pr0fes0r napisał:

            > Oj, to filozof jest przecież.
            >
            • adept44_ltd Re: Autoreferat niejedno ma imie... 01.12.11, 22:49
              jakoś tak mi się wydaje, że ten wynalazek Basi jest jednym z nielicznych pozytywów jej projektu, będzie wesoło...
              • dala.tata Re: Autoreferat niejedno ma imie... 01.12.11, 23:30
                mysle podobnie. i moze narazenie sie na smiesznosc dostarczy uczestnikom przewodu habilitacyjnego refleksji.....
                • adept44_ltd Re: Autoreferat niejedno ma imie... 01.12.11, 23:33
                  pytanie, czy ktoś, kto wypisuje takie brednie, jest w stanie wzbudzić w sobie refleksję...
                • charioteer1 Re: Autoreferat niejedno ma imie... 01.12.11, 23:37
                  dala.tata napisał:

                  > mysle podobnie. i moze narazenie sie na smiesznosc dostarczy uczestnikom przewo
                  > du habilitacyjnego refleksji.....

                  Czarno to widze. Ktos te brednie juz pozytywnie zrecenzowal dla wydawnictwa. Tak mi sie nasunelo po lekturze jednego z tych czterech humanistycznych autoreferatow.
      • pfg Re: Autoreferat niejedno ma imie... 01.12.11, 23:20
        Też mi trudno uwierzyć, że to jest na serio. Facet uważa, że argumentem za przyznaniem mu habilitacji jest to, że za późnego Gomułki był gospodarzem klasy w podstawówce?! Albo że w latach '90 uznano go za businessmana roku? Nie może być...
        • ling-stos Re: Autoreferat niejedno ma imie... 01.12.11, 23:42
          mam wrazenie, ze co po niektorzy nie znaja przepisow, i nie sa swiadomi, co nalezaloby miec "w papierach" skladajac wniosek o wszczecie. i juz nie mowie tu o samych autoreferatach, ale o dorobku ktory sie z nich wylania...
          • pfg Re: Autoreferat niejedno ma imie... 01.12.11, 23:53
            ling-stos napisał:

            > ale o dorobku ktory sie z nich wylania...

            Mogę coś powiedzieć jedynie o fizyce. Dorobek dwóch spośród tych trzech osób jest bardzo przyzwoity, natomiast ten astronom pochodzący z Choszczna - nie kwestionuję samych badań, ale "osiągnięciem" cztery prace zbiorowe? Byłbym skłonny powiedzieć, że to mało.
            • anuszka_ha3.agh.edu.pl Re: Autoreferat niejedno ma imie... 03.12.11, 00:03
              Ale indeks Hirscha ma 30. To jest według ciebie mały dorobek?
              • pfg Re: Autoreferat niejedno ma imie... 03.12.11, 01:31
                anuszka_ha3.agh.edu.pl napisała:

                > Ale indeks Hirscha ma 30.

                Kolaboracje tak mają. Masz wielki, wieloosobowy zespół, mierzący jakieś ważne rzeczy. Człowiek jest częścią owego zespołu. Prace tego zespołu są cytowane wiele razy, bo oni *naprawdę* mierzą ważne rzeczy. Czy to ma się automatycznie przekładać na ocenę pewnego członka owego zespołu? To jest *poważny* problem przy ocenie dorobku członków takich zespołów. Czy członek takiego zespołu zasługuje na habilitację? To zależy od jego indywidualnego wkładu w wyniki - czy jest jedynie częścią zespołu, którą równie dobrze mógłby zastąpić ktoś inny, czy też jego osobisty wkład intelektualny był niezbędny dla sukcesu całego przedsięwzięcia.
                • dala.tata Re: Autoreferat niejedno ma imie... 03.12.11, 10:03
                  niezle pojechales pfg. jakis czas temu byla tu dyskusja na temat wspolautorstwa. o ile pamietam, broniles artykulow, ktore maja i 500 autorow, dowodzac, ze ten legion ludzi, to wspolautorzy. teraz masz delikwenta z wspolautorstwem, ktore w wielu publilkacjach nie przekracza 10 osob i zaczynasz relatywizowac dorobek.

                  nie mam oczywisice zdania na temat jakosci publikacji habilitanta, ich donioslosci, czy tez donioslosci badan, ktore robil i nie wypowiadam sie na ich temat. jednak ja sobie potrafie wyobrazic artykul, ktorego wspoautorem jest kilka osob, a i badania robione przez taka grupe ludzi oraz to, ze maja rzeczywisty wklad i w badania i publikacje. zakladajac wiec, ze zadaniem habilitanta nie bylo robienie kawy, tudziez skoczenie po piwo po ciezkim dniu, rozwazanie wkladu poszczegolnych badaczy jest nieuzyteczne.

                  albo bowiem traktujesz wspolautorstwo jako wspolautorstwo (ja nadal mam trudnosci ze wspolautorstwem 500 osob - ale to oczywiscie moja sprawa), albo nalezy wyproacowac szczegolowe kryteria rozpatrywania wspolautorstwa dla takich dziedzin jak fizyka. troche nie widze po co, ale skoro trza to trza.

                  i zeby nie bylo: ja rozumiem to, ze inny wklad ma zdobywca grantu. co wiecej, tu zdobywanie grantow jest kluczowym kryterium oceny dorobku pracownika, szczegolnie na wyzsze stanowiska (reader czy profesor). jednak w PL chyba tak nie jest.
                  • pfg Re: Autoreferat niejedno ma imie... 03.12.11, 11:26
                    dala.tata napisał:

                    > niezle pojechales pfg. jakis czas temu byla tu dyskusja na temat wspolautorstwa
                    > . o ile pamietam, broniles artykulow, ktore maja i 500 autorow, dowodzac, ze te
                    > n legion ludzi, to wspolautorzy. teraz masz delikwenta z wspolautorstwem, ktore
                    > w wielu publilkacjach nie przekracza 10 osob i zaczynasz relatywizowac dorobek

                    Z zastrzeżeniem, że ja nie relatywizuję dorobku, tylko wyrażam wątpliwości odnośnie do "osiągnięcia habilitacyjnego" - te dwie opinie nie wykluczają się. Wielkie eksperymenty współczesnej fizyki - czy, jak w wypadku tego astronoma, wielkie programy obserwacyjne - wymagają wielkich, często gigantycznych zespołów badawczych. Bywa znacznie więcej, niż 500 :-) *Wspólnie* osiągają bardzo ważne wyniki, mówiące istotne rzeczy o świecie. O tym już pisałem. Z habilitacją jest inaczej.

                    > rozwazanie wkladu posz
                    > czegolnych badaczy jest nieuzyteczne.

                    Ale tego wymaga Ustawa o stopniach naukowych etc. Art. 16 ust. 2 mówi:
                    Cytat
                    2. Osiągnięcie, o którym mowa w ust. 1, może stanowić:
                    [...]
                    3) część pracy zbiorowej, jeżeli opracowanie wydzielonego zagadnienia jest indywidualnym
                    wkładem osoby ubiegającej się o nadanie stopnia doktora habilitowanego.


                    Można postulować zmianę ustawy w tym zakresie, ale nie sądzę, żeby to był w tej chwili realistyczny postulat. A, jak pisałem, w fizyce jest poważny problem, jak z osiągnięć kolaboracji wybrać "indywidualny wkład" kandydata. Możemy mieć osobę, która wymyśliła cały eksperyment. Możemy mieć kogoś innego, kto wymyślił i zaprojektował unikalne urządzenie, bez którego eksperyment byłby niemożliwy (Georges Charpak za coś takiego dostał Nobla!), ale które bez pracy pozostałych osób co najwyżej stałoby sobie i się kurzyło. Może być ktoś, kto na potrzeby habilitacji uzyskał zgodę szefostwa kolaboracji na opracowanie jakiegoś zespołu danych (duże eksperymenty produkują ocean danych) i opublikowanie wyników w pracach indywidualnych, z kolaboracją w podziękowaniach. Może być osoba, która opracuje jakiś model teoretyczny, choćby cząstkowy, i testuje go w oparciu o dane uzyskane przez kolaborację, której jest członkiem. Może być wreszcie - i to są te trudne przypadki - ktoś, kto jest rzetelnym, sumiennym członkiem kolaboracji, wykonuje pracę niewątpliwie naukową, na przykład analizuje dane, buduje i testuje jakieś urządzenie, ważne, ale nie tak kluczowe, jak takie, o którym wspominałem wyżej, jest przydatny i pomocny, ale nie konieczny dla sukcesu całego eksperymentu (ktoś inny mógłby go zastąpić i takiego "zastępcę" nietrudno byłoby znaleźć). Czy tego typu udział może być "osiągnięciem habilitacyjnym"? Nie ma tu, stwierdzam ze smutkiem, wypracowanych jasnych zasad.

                    Nie wiem, rzecz jasna, jak było w wypadku astronoma, od którego zaczęła się ta gałąź wątku. Decydujące będą oświadczenia współautorów, jeżeli nie będą kurtuazyjne. Ale potencjalny problem jest.

                    Przypominam zresztą, że odpowiadałem na uwagę anuszki, iż człowiek ma indeks H=30. To jest stwierdzenie mylące, to nie on sam ma taki indeks, tylko kolaboracja (kolaboracje), w których uczestniczył. Nie jest to zarzut do tej konkretnej osoby, raczej kolejny przykład na to, że nie należy bezkrytycznie stosować parametrów bibliometrycznych.
                    • dala.tata Re: Autoreferat niejedno ma imie... 03.12.11, 17:40
                      Mam wrazenie, ze jak zwykle ustawa swoje a zycie swoje. ludzie biora udzial we wspolnych badaniach, pisza wspolne publikacje. wyliczanie, jaki jest wklad habilitanta nie ma wiekszego sensu (nawiasme mowiac brytyjska parametryzajca rowniez wymaga czegos takiego - co jest absurdem). czy rzeczywiscie wklad kogos kto napisal artykul wspolnie z 10 osobami jest mniejszy niz gdyby napisal ze 100? pewnie robi te same obliczenia, analizy, czy inne dzialalonosci intelektualne, tyle ze sa skladka mniejszej czy wiekszej calosci.

                      brytyjski reader (plus minus odpowiednik naszej habilitacji) musialby sie nie tyle wykazac, jaki wklad ma w poszczegolne artykuly, ale, raczej, musialby sie wykazac tym, ze potrafi zdobyc grant, ze potrafi kierowac zespolem badawczym. a zatem ocekiwac sie bedzie od niego tego, ze czasem bedzie sumiennym czlonkeim zespolu, czasem bedzie robil cos waznego, a jeszcze kiedy indziej bedzie przywodca zespolu. ale to sa zueplnie inne rozwazania niz rozwazania, ktore zaproponowales. powtorze, nie ma wiekszego sensu roztrzasac stopnia wspolautorstwa!

                      niewatpliwie mozna rozwazac 'kluczowosc' wkladu w badania, ale to jest zupelnie inny wymiar naszej pracy i, o ile rozumiem, ustawodawca nie porusza jej.

                      i na koniec, niedawno widzialem recenzje hablitacyjna, w ktorej stwierdzono, ze prace wspolautorskie nie wliczaja sie do dorobku habilitanta. jest to oczywisty absurd! ja oczywiscie nie tweirdze, ze tobie bliskie jest takie myslenie (jestem pewien ze tak nei jest), jednak to jest wlasnie myslenie w kategoriach wspolautorstwa, ktore, jednak zostane przy swoim, relatywizuje dorobek.
                      • zitterbewegung Re: Autoreferat niejedno ma imie... 03.12.11, 18:11
                        > pewnie robi te same obliczenia, analizy, czy inne dzialalonosci intelektualne, tyle ze sa skladka
                        > mniejszej czy wiekszej calosci.

                        Właśnie niekoniecznie. Kolaboracje eksperymentalne polegają na tym, ze ktoś coś zrobił - raz - a nie robi ciągle. Zrobił raz estymator statystyczny, ktorego wszyscy używają, albo wyfrezował jakąś część. Najczęściej potem kolaboracja publikuje krótki opis eksperymentu, który wszyscy cytują. Dane są jednak pozostawione na pewien czas do dyspozycji członków kolaboracji, żeby mogli z nich publikować indywidualnie. Robi się tak dlatego, żeby dać ludziom, którzy włożyli mnóstwo pracy, szansę na uzyskanie wynikow przed innymi. Milcząco przyjmuje się zatem, że sam udział w kolaboracji średnio się liczy. Taki jest utarty, deprecjonujacy inżynierów, obyczaj.

                        Kolaboracje w astronomii trochę sie temu przeciwstawiają wykazując się często sporą solidarnością. Z kolei prawie nigdy nie udostępniają swoich danych. Parę lat temu spotkałem się nawet z sytuacją, że prosili matematyków o pomoc i nie wysłali im oryginalnych danych, ale kilkadziesiąt terabajtów komputerowo wygenerowanych danych o identycznych parametrach statystycznych.
                        • charioteer1 Re: Autoreferat niejedno ma imie... 03.12.11, 18:33
                          Wszedzie, gdzie ocenia sie powazna dzialalnosc naukowa, do oceny tej dzialalnosci powoluje sie recenzenta, ktory ma doswiadczenie w tego rodzaju badaniach. Tylko taka osoba moze ocenic wlasciwie wklad i role ocenianego. Zadne kryteria bibliometryczne ani najbardziej wymyslne metody punktowania prac wieloautorskich tego nie zastapia. Standardy oceny polskiej habilitacji pod tym wzgledem przypominaja standardy ze szkolki niedzielnej, w ktorej uwaza sie, ze do oceny postepow wystarczy pierwszy lepszy, ale wystarczajaco czcigodny recenzent.
                        • dala.tata Re: Autoreferat niejedno ma imie... 03.12.11, 21:36
                          jednak roznica polega na wkladzie w badania, a nie na wspoautorstwie. i skoro habilitacja to ocena dorobku, publikacji, to to powinnismy oceniac.
                        • pfg Re: Autoreferat niejedno ma imie... 03.12.11, 23:31
                          zitterbewegung napisał:

                          > Kolaboracje w astronomii trochę sie temu przeciwstawiają wykazując się często s
                          > porą solidarnością. Z kolei prawie nigdy nie udostępniają swoich danych. Parę l
                          > at temu spotkałem się nawet z sytuacją, że prosili matematyków o pomoc i nie wy
                          > słali im oryginalnych danych, ale kilkadziesiąt terabajtów komputerowo wygenero
                          > wanych danych o identycznych parametrach statystycznych.

                          A, to ładna historia. Nie słyszałem. W wypadku danych budzących poważne emocje poza kręgiem specjalistów (zmiana klimatu, postawy wobec palenia tytoniu - o tym ostatnim pisał dala) w UK nawet dochodziło do sporów sądowych, w których skarżący domagali się dostępu do surowych danych na podstawie Freedom of Information Act.
              • zitterbewegung Re: Autoreferat niejedno ma imie... 03.12.11, 09:16
                W UK REF jest, czy ma być tak, że indeksy się normalizuje dzieląc przez liczbe wspólautorow każdej publikacji.
                • dala.tata Re: Autoreferat niejedno ma imie... 03.12.11, 09:44
                  korzystanie z metrics jest decyzja paneli z poszczegolnych dyscyplin. rzad zrezygnowal z narzucenia wsakznikow scjntometrycznych w parametryzacji wszystkim.

                  nawet jednak przy 'lokalnych' decyjach problemy nie znikaja. w naukach medycznych, prosta biomedycyna ma czasopisma o IF dosiegajacych nieba. oceniani przez ten sam panel ludzie robioacy badania z pielegniarstwa nie moga byc porownywani za pomoca tych samych wskaznikow.....


                  zitterbewegung napisał:

                  > W UK REF jest, czy ma być tak, że indeksy się normalizuje dzieląc przez liczbe
                  > wspólautorow każdej publikacji.
                • pfg Re: Autoreferat niejedno ma imie... 03.12.11, 11:31
                  zitterbewegung napisał:

                  > W UK REF jest, czy ma być tak, że indeksy się normalizuje dzieląc przez liczbe
                  > wspólautorow każdej publikacji.

                  Podobną rzecz zrobiono w Polsce przy przed-poprzedniej parametryzacji. Oczywiście zrobił się skandal, bo nagle okazało się, że uczestnictwo w "kolaboracjach" było de facto nieopłacalne dla Wydziału Fizyki UW, dla AGH czy dla nas, więc przy ostatniej parametryzacji już czegoś takiego nie było. Jak będzie przy kolejnej, nie wiem. Ale wpływ na ocenę jednostki naukowej to jedno, a ocena indywidualnych osiągnięć jednostki ludzkiej to co innego.
                  • zitterbewegung Re: Autoreferat niejedno ma imie... 03.12.11, 13:05
                    Dala ma rację, taka dyskusja toczyła się w panelu astro.

                    Dlaczego co innego w przypadku osób niż instytucji? W statystyce i w ocenianiu chodzi o to, żeby wypadać korzystnie, po to na przykład wymyślono oceny, żeby prawie każdy na coś zdawał. Podobnie jest z parametryzacja, kazdy coś tam dostaje. A potem robi się oceny "wyrózniające", które... też każdy dostaje moze poza Lublinem i Zieloną Górą.

                    Fascynujące w autoreferatach jest to, że widać jak na dłoni czym faktycznie jest w polsce habilitacja - studiami IV stopnia. Przynajmniej habilitanci in gremio czują sie jak studenci, z wyjątkiem chyba niestety tylko matematyka (referatami wszystkich fizyków jestem zawiedziony).
                    • spokojny.zenek Re: Autoreferat niejedno ma imie... 03.12.11, 13:39

                      > Fascynujące w autoreferatach jest to, że widać jak na dłoni czym faktycznie jes
                      > t w polsce habilitacja - studiami IV stopnia

                      www.takiedomeny.pl.tl/Dok%26%23261%3Bd-jedzie-ten-tramwaj-f--J-.--A-.--Zajdel.htm
                    • pfg Re: Autoreferat niejedno ma imie... 03.12.11, 14:59
                      Matematyk tam jest chyba tylko jeden. Nie mam kompetencji, żeby go ocenić, ale jego autoreferat to jest właściwie praca naukowa, powołująca się na poprzednie publikacje z "cyklu".
                      • zitterbewegung Re: Autoreferat niejedno ma imie... 03.12.11, 16:13
                        Wlasnie nie, też takie miałem wrażenie i w pierwszym odruchu zamnkąłem pomyslawszy, ze ktoś sobie jaja robi i wrzucił rozprawe habilitacyjną in the stead of proper research statement.

                        Ale teraz otworzyłem drugi raz, bo mnie korciło (jak to ja), żeby potępic wszystkich w czambuł... I okazało się, że jest to moze nie referat, ale ciekawa konwencja i calkiem dobra forma autoreferatu biorąc pod uwagę, że auto powinno nie dotyczyc autora, a autorstwa i to autorstwo powinno się referować. Pod swoim tytułem przedstawia się w nim praca naukowa referującego, o którego CV dowiadujemy się na OSTATNIEJ stronie. Nie ma więc wstepu na temat KTO - o dzieciństwie i Kogo To Obchodzi.

                        Uwazam, że CK powinna wziąc ten dokument jako jeden z przykładowych szablonów-wskazówek.

                        Co do samego dorobku, to bez rewelacji, wyglada na solidny ale bardzo specjalistyczny wyrobek. W matematyce są niestety takie standardy rozwłókniania się w subdziedziny superspecjalizacji. Choc i za dużo mniej sie daje habilitacje (znów się wzruszyłem naszą almae matris, gdzie własnie habilitowano we wrześniu za doniosłe wyniki z rekreacyjnej dziedziny w dziesięciu odcinkach oraz opus w Schedae).
                        • zitterbewegung Re: Autoreferat niejedno ma imie... 03.12.11, 16:22
                          Może przesadzilem z dawaniem za wzór, bo to jest jednak rozprawa i ludzie na serio zaczną przesyłać skrócone wersje rozpraw, niechcący unikając należnej kompromitacj. Ponadto szybko pojawiłyby się rozprawki z rysem historycznym dziedziny i zdawkowym opisem wkładu. To juz lepiej od razu sie dowiedzieć, ze autor już od szkoły podstawowej zajmował się głównie zajmowaniem stanowisk.
                          • capo.di.tutti_capi Re: Autoreferat niejedno ma imie... 05.01.12, 03:53
                            Jeśli chodzi o matematyka, to doborek jest w miare OK, tylko, ze brakuje prac w ogolno-matematycznych czasopismach. Autoreferat sprawia wrażenie troche "przyczynkarstwa" i zamknięcia się w b. wąskiej dziedzinie.
            • dungeon.master Re: Autoreferat niejedno ma imie... 03.12.11, 00:17
              Rzeczywiście astronom zupełnie nie nadaje się na habilitowanego! Wystarczy przeczytać dokładniej ten autoreferat: 112 publikacji filadelfijskich, 2900 cytowań, index Hirsha 30, post-doc w Cambridge University, przedtem pre-doc w University of Manchester, stypendium w Tel-Awiwie. Pierwsza praca "osiągnięcia" - już 28 cytowań.
              • adept44_ltd Re: Autoreferat niejedno ma imie... 03.12.11, 00:29
                jak wam to wyszło robaczki? POP daje indeks H 4... wrzucenie samego nazwiska nie wystarczy, no chyba że teraz oblicza się to rodzinnie
                • dala.tata Re: Autoreferat niejedno ma imie... 03.12.11, 00:48
                  ale jak wpiszesz sam inicjal, to ci wyjdzie, ze ma ok 30. tez sprawdzalem. i wszystko o tym samym (wydaje mi sie).
                  • adept44_ltd Re: Autoreferat niejedno ma imie... 03.12.11, 00:50
                    ok, większość jego...
                • dungeon.master Re: Autoreferat niejedno ma imie... 03.12.11, 01:03
                  Tym gorzej dla PoP. Myślisz, że kandydat nakłamał w autoreferacie? Wystarczy sprawdzić w astronomicznej bazie publikacji.
              • capo.di.tutti_capi Re: Autoreferat niejedno ma imie... 05.01.12, 03:47
                dungeon.master napisał:

                > Rzeczywiście astronom zupełnie nie nadaje się na habilitowanego! Wystarczy prze
                > czytać dokładniej ten autoreferat: 112 publikacji filadelfijskich, 2900 cytowań
                > , index Hirsha 30, post-doc w Cambridge University, przedtem pre-doc w Universi
                > ty of Manchester, stypendium w Tel-Awiwie. Pierwsza praca "osiągnięcia" - już 2
                > 8 cytowań.

                Ja mam tez problem ze współautorstwem. Widząc serie takich prac, to ciężko mieć pewność jaki dokładny był wkład habilitanta i czy wszyscy współautorzy napiszą oświadczenia o jego wkładzie (co może być wymagane). Z tego co wiem, to w UK (przynajmniej w mojej działce) bardziej się liczy przy aplikacji o prace/stypendia mierzalny wkład danej osoby, a nie całej ferajny. W tym konkretnym przypadku wątpię aby astronom dostał stanowisko readera/profesora z aktualnym dorobkiem. Jest b. dobrym postdokiem (jakich wielu).
                • hugow współautorstwo 05.01.12, 05:40
                  powinna być prosta zasada przy współautorstwie - nie tylko wyraźne określenie kto ile czego ale również przy wyliczaniu indeksu Hirscha powinno się uwzględniać udział w pracy - np. przy n autorskiej z wkładem własnym Xińskiego na poziomie 5%, dopiero zacytowanie takiej pracy 20 krotnie powinno być traktowane jako 1 cytowanie.
                  Podobnie impact factor (IF), powinien być liczony z uwzględnieniem współautorstwa, publikacja o wkładzie własnym autora na poziomie 5% z czasopisma o IF = 10 powinna u niego być traktowana jako IF = 0,5.
                  Analogicznie pieniądze na badania - konieczny jest wskaźnik IF/(k PLN) czyli ile wynosi łączny IF publikacji z grantu podzielony przez ilość tysięcy wydanych na wytworzenie takich publikacji.
                  To żadna sztuka, że 30 autorska praca jest cytowana około 10 razy częściej niż 1 autorska. To żadna sztuka, że praca na której wytworzenie wydano 20 razy więcej ma 5 razy wyższy IF od pracy na którą wydano 20 razy mniej.
            • pfg Re: Autoreferat niejedno ma imie... 20.01.12, 09:37
              pfg napisał:

              > ten astronom [...]
              > "osiągnięciem" cztery prace zbiorowe? Byłbym skłonny powiedzieć, że to mało.

              Tytułem ciekawostki: Wczoraj odbyła się u nas habilitacja (w starej formule) pewnego astronoma, którego "osiągnięciem" ("rozprawą" w starej nomenklaturze) był cykl ośmiu prac zbiorowych (od trzech do bodaj sześciu autorów), w których habilitant był pierwszym autorem jednej i drugim autorem sześciu prac. Jeden z recenzentów uznał, że to za mało i dał recenzję negatywną. Trzy pozostałe były pozytywne. Po dłuższej dyskusji człowiek został dopuszczony do kolokwium. Ostatecznie habilitacja przeszła zdecydowaną większością głosów.
        • h_hornblower albo to... 02.12.11, 19:13
          pfg napisał:

          > Facet uważa, że argumentem za przy
          > znaniem mu habilitacji jest to, że za późnego Gomułki był gospodarzem klasy w p
          > odstawówce?! Albo że w latach '90 uznano go za businessmana roku? Nie może być.

          "nagrodę wręczał mi prof. Leszek Balcerowicz w obecności redaktora naczelnego „Gazety” Adama Michnika."
          • carnivore69 Re: albo to... 05.01.12, 14:01
            Juz nie taki mlody, a wciaz wyksztalcony (i z duzego miasta).

            Pzdr.
    • ling-stos Re: Autoreferat niejedno ma imie... 01.12.11, 21:52
      jeszcze jedno podejscie do autoreferatu, tym razem w socjologii. wydaje sie, ze laczy w sobie bardziej rozbudowany opis co najwazniejsze publikacje wnosza do nauki, z rozbudowanym opisem zycia zawodowego oraz wyszczegolnieniem publikacji. jedyny problem, jaki mialbym przy jego ocenie, to kwestia najwazniejsza - a wiec opis "osiagniecia". nie wiem jak Wam sie wydaje, ale dla mnie nie jest tu jasno napisane co habilitant uwaza za rzeczone osiagniecie.
      pozdrawiam,
      ling-stos
      • quisquidfacit Re: Autoreferat niejedno ma imie... 01.12.11, 22:08
        Tego ostatniego to sie nie da czytac, literowki, niepoprawnie skonstruowane zdania, jakis koszmar.
        • adept44_ltd Re: Autoreferat niejedno ma imie... 01.12.11, 22:11
          ale sacrum jest...; no i chyba wszystkie kanały publikacyjne w Suwałkach
      • dala.tata Re: Autoreferat niejedno ma imie... 01.12.11, 22:13
        napisz swa 'historie intelektualna'. czym sie zajmowales, czym sie zajmujesz, jakie zrobiles badania i co z tego ci wyszlo. autoreferat profesroski zaczalem od 'tozsamosci dyscyplinarnej', a potem napisalem o 3 glownych nurtach w badaniach, ktore prowadzilem.

        zdecydowanie nie zaczynaj od tego, ze mama ci juz w wieku 2 latek zaczela czytac....
    • dr_pitcher Re: Autoreferat niejedno ma imie... 02.12.11, 00:54
      Przyznam, ze sie zalamalem. Albowiem albo jest to autoreferat infantylny albo napisany malo poprawna polszczyzna albo jest to potworny zargon.
      • kramka1 Re: Autoreferat niejedno ma imie... 02.12.11, 10:38
        Przejrzałam kilka autoreferatów i rzuciłam przy okazji okiem na daty wniosków. Wyglada na to, ze wyprzedziły zalecenia CK odnosnie tekstu wniosku i zawartości autoreferatu. Czyli chyba spokojnie trzeba poczekac na wnioski przesłane do CK wedle obecnego wzoru, który dośc precyzyjnie podaje, co ma byc w takim autoreferacie. Pytanie tylko, czy tez podaje, czego nie ma byc, jak chocby tej nieszczęsnej podstawówki....
        • dala.tata Re: Autoreferat niejedno ma imie... 02.12.11, 12:00
          no chyba bym pekl ze smiechu, jakbym zobaczyl info o szkole podstawowej, czy nawet o studiach! to jest przewod habilitacyjny! autoreferat ma mi pokazac uczonego, badacza, a nie studenta, ktory sie zafascynowal jakas dyscyplina. co mnie, jako recenzenta obchodzi, co robil habilitant jako uczen czy student? jak sie mialoby to miec do stopnia doktora habilitowanego?

          wsyztsko co masz napisac, musi byc relewantne dla kogos, kto recenzuje twoj dorobek badawczy, a w konktekscie przewodu habilitacyjnego, jest to zatem przede wsyztskim dorobek habilitacyjny. autoreferat umieszcza suche informacje na temat publikacji w konktekscie rozwoju intelektualnego habilitanta.

          na czym polega problem???


          kramka1 napisała:

          > feracie. Pytanie tylko, czy tez podaje, czego nie ma byc, jak chocby tej nieszc
          > zęsnej podstawówki....
    • dworzec Re: Autoreferat niejedno ma imie... 02.12.11, 18:19
      "Wszystkie informacje przedstawione powyżej są prawdziwe, za co ręczę swoim słowem honoru."

      hahahah! nie no to jakas parodia jest :)

      ciekawe jest rowniez jak habilitanci rozumieja branie udzialu w swiatowej nauce:
      np. ta Pani ekonomistka: www.ck.gov.pl/images/PDF/Awanse/PrzychodzkaIwona/autoreferat.pdf
      1) Siektor małych i sriednich predprijatij w Polsze, IWC Minfina, Miosk 2009, ISBN 978-985-6847-93-9
      2) Europines integracijos itaka mazoms ir vidutinems imonems Lenkijoje, Aly-taus kolegija, Alytaus 2009, ISBN 978-609-8020-09-0
      3) Rozwitok malich i sierednich pidpriemstw w Polszi, Ewropiejskij Uni-wersitet, Kijów 2009, ISBN 978-966-301-179-0
      4) Male a stredne podniky v obdobi globalizacie, Slovenska akademia ma-nazmentu, 2010, ISBN 978-80-89238-30-9

      LOL.
      • dala.tata ROTFL 02.12.11, 18:39
        ja bardzo prosze!!!! poplulem wlasnie ekran, parskajac ze smiechu :-)

        dworzec napisał:

        > "Wszystkie informacje przedstawione powyżej są prawdziwe, za co ręczę swoim sł
        > owem honoru."
        >
        > hahahah! nie no to jakas parodia jest :)
        • adept44_ltd Re: ROTFL 02.12.11, 18:49
          klnę się na Boga przodków mych, honor i inne tam...
          • charioteer1 Re: ROTFL 02.12.11, 18:57
            tja, na glowy dziatek
        • pfg Re: ROTFL 02.12.11, 19:41
          Nie doczytałeś tego autoreferatu do końca. On się *naprawdę* tak kończy.
      • h_hornblower to są jakieś żarty 02.12.11, 19:10
        Czy ja się mylę, czy też Habilitantka nie ma praktycznie publikacji o szerszym zasięgu niż mikrolokalny? IWC to jest może dobra marka zegarków, ale o takim wydawnictwie to ja nie słyszałem... Zero publikacji nawet w krajowych periodykach, za to wstrząsający dorobek międzynarodowy:

        "I. Przychocka; A. Królikowski; G. Drozdowski; J. Rogozioska-Mirut, Sodierżanie sowriemiennych koncepcji motiwaci truda w trudach rossijskich uczonych [w:] Aktualnyje problemy menadżmienta, Rossijskij Uniwersitet Kooperacii, Moskwa 2008."

        Nie przegapcie też "dorobku dydaktycznego". Ponad 180 prac licencjackich i ponad 100 magisterskich - w ciągu sześciu lat (tak myślę, bo w 2005 doktorat). To mówi wiele o szkolnictwie wyższym w Polsce.

        Generalnie powiało grozą...

        pzdr
        horny
        • adept44_ltd Re: to są jakieś żarty 02.12.11, 19:14
          to, co tam wisi, pokazuje, że tradycyjny tryb z kolokwium miał sens... odnoszę wrażenie, że na habilitację obecnie rzucili się ci, którzy wiedzieli, że nie przejdą w dawnym trybie (zazwyczaj przekonani, że są sekowanymi geniuszami, bo Moskwa, bo Bratysława, bo wszystkie gazety w Siedlcach i słowo honoru), zobaczymy, jakie będę efekty, ale, jeśli pozytywne, to to jest klęska...
          • pfg Re: to są jakieś żarty 02.12.11, 19:49
            horny ma rację, powiało grozą. A to proste obliczenie - trzydzieści licencjatów i kilkanaście prac magisterskich *rocznie* - robi duże wrażenie. Powiem brutalnie: Nie wierzę, normalnie nie wierzę, że ona to była w stanie wszystko merytorycznie skomentować, wytropić ewentualne plagiaty lub nieuniknione słabe miejsca. Z tym, że, adepcie, ja bym się nie pocieszał, że oto z zakamarków wyszli zapoznani, sekowani geniusze. Boję się, że to są ci, którym naturalną koleją rzeczy nastała pora na habilitację - ba, to są ci aktywni, w końcu osoba, o której tu piszemy, zrobiła doktorat w 2005, więc jeszcze nie ma noża na gardle i nie "musi" się habilitować.

            horny ma rację, powiało grozą.
            • dala.tata Re: to są jakieś żarty 02.12.11, 21:40
              ale dla mnie to to nie to powialo zgroza. To, co mowi horny (ma racje) o dorobku mikrolokalnym wlasciwie wystarcza, by si eprzerazic. ale przeciez nie raz tu o tym juz byla rozmowac.

              dla mnie powialo zgroza, bo z tych autoreferatow wylania sie przerazajacy obraz nauki. habilitant uznajacy za stosowne reczyc slowem honoru, ze jego autoreferat zawiera prawde, wskazuje na kompletny brak zaufania do recenzentow, a z drugiej strony, zaklada, ze recenzenci podejrzewaja go o przekrety. z kolei habilitant zaczynajacy autoreferat od czasow szkoly podstawowej, wskazuje, ze wedlug niego nie ma znaczenia, ze on zrobil jakies badania. wazne jest, ze przeszedl swoja 'droge przez meke'. zasluzyl, bo byl na olimpiadzie w Grudziadzu. to jest obraz nauki-karykatury.

              musze powiezdiec, ze nie docenialem idei publikacji dokumentow na internecie. teraz widze donioslosc tego. zrobilo sie nie tylko strasznie, ale rowniez smiesznie.
              • h_hornblower eee... nie jest tak źle... 02.12.11, 23:17
                dala.tata napisał:

                >zrobilo sie nie tylko strasznie, ale rowniez smiesznie.

                A właśnie, że nie! Bo ja cofam moją pesymistyczną ocenę. Przeczytałem kilka autoreferatów z ekonomii (dyscypliny: zarzadzanie, ekonomia, finanse). Osiągnięcie jednej z osób polega m.in. na tym, że zaproponowała, by metody badania ryzyka dzielić na "ilosciowe, jakościowe i mieszane". Nie jestem specjalistą w tym zakresie, ale wygląda to na bardzo oryginalne i przełomowe.

                Inny habiltant pisze zbyt skromnie o swej rozprawie: "Książek o katalaktyce, a na pewno z katalaktyką w tytule, jak dotąd, nie publikowano.". W świetle bowiem autorefaratu Jego praca prezentuje nam się niezwykle obiecująco. Oto cytat, który zapewne i Was skłoni do zamówienia tej publikacji:

                "W pracy udało się zaprezentować dorobek literaturowy dotyczący katalaktyki, jak również
                zaproponować autorskie rozwinięcie zakresu zainteresowania katalaktyki, jako samodzielnej
                dziedziny naukowej w ramach nauk ekonomicznych, Omówiono podstawowe pojęcia związane Z funkcjonowaniem katalaktyki, zaproponowano autorską propozycję nowego podziału nauk ekonomicznych na ekonomikę, merkatologię i katalaktykę, doprecyzowano zakres pojęciowy odnoszący się do katalaktyki, odrożntając naukę katalaktyki, będącą domeną katalaktyków, od obszaru aktywności gospodarczej człowieka zajmĄącego się wymianą, nazwanego katalaksją, a zagospodarowywanego przęz praktykow katalaktyki, czylt katali. Przedstawiono takze określenie stosunku katalaktyki do podstawowych paradygmatów obecnych w naukach ekonomicznych oraz zasadniczych kategorii zasobowych. Dokonano wreszcie autorskiej próby klasyfikacji katalaktYki jako dyscypliny naukowej na subdyscypliny naukowe, nazwanę katalaktyką handlową, finansową ipubliczną."

                Kolejny habilitant - podkreślę,że już Jego doktorat przyciąga uwagę i wiele obiecuje tytułem "Determinanty zarządzania kadrami w usługach hotelarskich województwa warmińsko-mazurskiego" - udowodnił, że "implementacja wiedzy jest zdecydowanie za niska". I trudno się z tym nie zgodzić.

                pzdr
                horny
                • dala.tata Re: eee... nie jest tak źle... 02.12.11, 23:31
                  masz racje. to proste stwierdzenie uderza pieknem i elegancja. i juz rozumeim twoj optymizm.....a ja dzieki temu habilitantowi od razu sprawdzilem, co to jest ta katalektyka.....

                  h_hornblower napisał:

                  > Inny habiltant pisze zbyt skromnie o swej rozprawie: "Książek o katalaktyce, a
                  > na pewno z katalaktyką w tytule, jak dotąd, nie publikowano.". W świetle bowiem
                  • adept44_ltd ? 02.12.11, 23:36
                    tlumach.com.ua/slovnyk_inshomovnyk_sliv/page/katalektyka.8711/
                    • dala.tata Re: ? 02.12.11, 23:50
                      ty to zawsze cos wymyslisz. w wikipedii jest o tej katalepsji.

                      adept44_ltd napisał:

                      > tlumach.com.ua/slovnyk_inshomovnyk_sliv/page/katalektyka.8711/
                      • charioteer1 Re: ? 02.12.11, 23:56
                        No, dobra...

                        Przy założeniu (stanowiącym podstawę Metody Synoptycznej), że wszystkie języki
                        etniczne są wyodrębnione z jednego wszechjęzyka, który każdy człowiek nosi w
                        swoim mózgu, możliwa do wyobrażenia staje się glosolalia, czyli dar mówienia
                        językiem przedbabelskim zrozumiałym przez wszystkich, oraz ksenoglosja, czyli dar
                        mówienia wszystkimi językami. Takie perspektywy otwiera Metoda Synoptyczna,
                        która promuje wielojęzyczność.


                        Przy tym, katatonia nie robi na mnie wrazenia. Zadnego.
                    • pfg Re: ? 03.12.11, 01:05
                      No dobrze, adepcie, wygrałeś. Nowa procedura albo wywabiła na światło dzienne absolutnych aberrantów, albo pokazała, jaki jest poziom niektórych (?) polskich habilitacji. I proszę mi nigdy więcej nie mówić, że reforma Kudryckiej jest OKDR. Jeśli efektem nowej procedury są takie rewelacje, to czapki z głów...

                      Nb, cytat, który podałeś, to już są Lemowskie sepulki.

                      A tak poważnie - całkiem poważnie! - to gdy dzieckiem w kolebce będąc uczyłem się łaciny i w wierszu stało Odi profanum volgus et arceo, (rytm jak Vides un alta stet nive candidum), a pani łacinniczka kazała czytać "odi profan volgus", to to była - co? - katalektyka? Nie mówiąc już o Exegi monumentum skandowanym "monument"...
                      • spokojny.zenek Re: ? 03.12.11, 10:43
                        pfg napisał:

                        > No dobrze, adepcie, wygrałeś. Nowa procedura albo wywabiła na światło dzienne a
                        > bsolutnych aberrantów, albo pokazała, jaki jest poziom niektórych (?) polskich
                        > habilitacji.

                        To drugie. Przecież tego rodzaju dokumenty nie zaczęły powstawać nagle teraz. Były zawsze, tylko my o nich nie wiedzieliśmy, bo niby skąd? Znamy własne dyscypliny i własne ośrodki, trochę też pokrewne, nie wiemy, co się dzieje gdzieś "na peryferiach".
                        • flamengista głębokie peryferie 04.01.12, 22:48
                          Śmiejecie się z tej ekonomistki - pewnie słusznie. Ale tak wyglądają prowincjonalne ośrodki. Ta Pani i tak ma (ilościowo) imponujący dorobek. Imponujące jest też to, że nie ma ŻADNEJ publikacji przynajmniej w przyzwoitym polskim czasopiśmie.

                          Ale tak to wygląda. Oni prowadzą jakąś równoległą, nie mającą zupełnie kontaktu z resztą kraju (nie mówiąc o reszcie świata) naukę.

                          Przykre, ale taki jest prawdziwy obraz polskiej nauki w biedniejszych i słabszych ośrodkach.
                      • adept44_ltd Re: ? 03.12.11, 13:54
                        wygrałem, czyli przegrałem :(
                      • charioteer1 Re: ? 03.12.11, 14:12
                        pfg napisał:

                        > Nowa procedura albo wywabiła na światło dzienne a
                        > bsolutnych aberrantów, albo pokazała, jaki jest poziom niektórych (?) polskich
                        > habilitacji. I proszę mi nigdy więcej nie mówić, że reforma Kudryckiej jest OKD
                        > R. Jeśli efektem nowej procedury są takie rewelacje, to czapki z głów...

                        Na razie za wczesnie, zeby to oceniac. Zdecydowalbys sie sam poddac sie procedurze, o ktorej nic nie wiadomo? Przypuszczam, ze poza normalnymi ludzmi, ktorzy tam niewatpliwie sa, w pierwszej kolejnosci z okazji postanowili skorzystac najrozniejsi desperaci. W pierwszej kolejnosci pewnie ludzie, ktorym juz ktos gdzies odmowil wszczecia przewodu.
                        • zitterbewegung Re: ? 03.12.11, 14:57
                          > ludzie, ktorym juz ktos gdzies odmowil wszczecia przewodu.

                          Z tymi sepulkami to na pewno, w końcu nawet na tym tle jest to dno. Ale co do szkół podstawowych, obawiam się o stan rozowoju mentalnego ogółu.
                        • ling-stos Re: ? 03.12.11, 23:20
                          Przypuszczam, ze poza normalnymi ludzmi, ktorzy
                          > tam niewatpliwie sa, w pierwszej kolejnosci z okazji postanowili skorzystac naj
                          > rozniejsi desperaci. W pierwszej kolejnosci pewnie ludzie, ktorym juz ktos gdzi
                          > es odmowil wszczecia przewodu.

                          z tym ostatnim sie calkowicie zgadzam. z tych wspomnianych kandydatow humanistycznych jeden jest mi znany, osrodek akademicki nie majacy praw do hab, a wiec musi isc gdzies indziej, podczas gdy wczesniej jego kolegow z tej samej uczelni nie chcieli habilitowac gdzie indziej.
                          gorsze w tym wszystkim jest to, ze wielu z tych ludzi jest pozbawionych 1) odpowiedniej dozy krytycyzmu, 2) swiadomosci jakie warunki/cechy itd powinny byc spelnione. nawet nie zeby zadowolic ck czy recenzenta, ale zeby nie narazic sie na smiesznosc wobec chociazby studentow.
            • flamengista hahahahahaha 04.01.12, 22:36
              blisko 30 licencjatów i kilkanaście magisterek rocznie to mam ja i tylko dlatego, że przed resztą bronię się rękami i nogami.

              I zaręczam cię, że czytam [niestety] wszystko. Tracąc mnóstwo czasu. Na moim biurku cały czas leży kupa prac - biorę do domu kolejne, wracam z przeczytanymi - a kupa nie maleje.

              Aha, czytam nie raz. Niektóre "dzieła" czytam po raz 4-5.

              I teraz doceń, jakie masz cieplarniane warunki na tych ujotach;)

              PS. a od plagiatów mamy plagiat.pl. no i wujka google. Mimo ostrzeżeń, co roku wywalam niestety 2-3 osoby z seminarium za próbę plagiatu.
        • ling-stos Re: to są jakieś żarty 02.12.11, 22:51
          Nie przegapcie też "dorobku dydaktycznego". Ponad 180 prac licencjackich i pona
          > d 100 magisterskich - w ciągu sześciu lat (tak myślę, bo w 2005 doktorat). To m
          > ówi wiele o szkolnictwie wyższym w Polsce.

          to rzeczywiscie duzo wiecej niz "przyzwoita dwuetatowa srednia" - ja zrobilem od 2004 roku w dwoch uczelniach 140 lic i 62 mag, i jak teraz na to patrze, to bylo to zarzynanie sie. ale niestety - drugoetatowcem moglem byc tylko dlatego, ze robilem seminaria magisterskie po 2 w roku (I rok i II rok na raz). pewnie tez bym tego nie przeczytal, gdyby nie PKP - cotygodniowa podroz do pracy i z powrotem w sumie 5 godzin pozwalala na sprawdzenie wszystkich rozdzialow...
          BTW, zebyscie nie czynili zarzutow ze nie czytalem - moi pisali prace w jezyku obcym, wiec trzeba je bylo dokladnie poprawiac...
        • klisiewitz międzynarodowa renoma i współpraca w zespołach 21.08.14, 18:50
          Czy międzynarodowy dorobek wymaga uzupełniania krajowymi publikacjami?

          Praca jest zespołowa i międzynarodowa - tak bardzo cenicie tu prace zespołowe na forum - macie klasyczny przykład genialnej pracy realizowanej w tym systemie - i międzynarodowo i zespołowo. Czy to nie o to chodzi?
          • hohenstauf Re: międzynarodowa renoma i współpraca w zespołac 22.08.14, 10:24
            Ale ten artykuł nie jest na świętej liście w WoK / JCR ani w eryku
    • hugow nie ma 02.12.11, 19:21
      ""mam pytanie do Kolegow/Kolezanek recenzujacych habilitacje - z ktorym z ww., a moze jeszcze z jakims innym, formatem spotykaliscie sie najczesciej? czy lista kryteriow opublikowana przez CK (na koncu tej strony) moze byc tu wyznacznikiem do autoreferatu w "starym trybie"? ""

      Ten link:
      www.ck.gov.pl/index.php/komentarze/kryteria-oceny-kwalifikacji-kadry-naukowej-i-artystycznej
      Jaki podałeś, odnosi się do STAREGO trybu, wskazuje na to jednoznacznie brzmienie 16 artykułu:
      "a ponadto przedstawiła rozprawę habilitacyjną."
      to stare brzmienie nieaktualnego już tekstu (przejściowo przez 23 miesiące jeszcze podtrzymywanego przy życiu)
      • ling-stos Re: nie ma 02.12.11, 22:47
        link dalem celowo, bo tez do starego trybu sie szykuje mimo wszystko.
      • nullified Re: nie ma 03.12.11, 15:43
        "Nadal nic nie wiadomo". Pewnie z rok zajmie (jak nie dwa) zanim się cokolwiek ogarnie i ustali jakaś pragmatyka - inna rzecz, że po drodze znowu może się coś zmienić. Zapnij pasy ;)
    • ling-stos europosel niedoszly habilitowany 03.12.11, 23:24
      moze juz lada dzien zobaczymy autoreferat i wniosek o wszczecie naszego slynnego naukowca, kiedys obiektywnego eksperta, aktualnie wysoce profesjonalnego europosla, specjalisty od krotkich form filmowych, biegania, kotow, i what not? pana MM?
    • hugow Re: Autoreferat niejedno ma imie... 04.01.12, 15:13
      Cytatna stronach CK pojawiaja sie juz autoreferaty w nowej procedurze (tzw. postepowania awansowe)
      ... i znikły ...
      obecnie ich już tam nie ma, ciekawe czy na zawsze, i czy będą publikowane tylko na stronach uczelni a na stronach CK nie, czy też to tylko chwilowe lub nieplanowane zniknięcie
      • hugow Re: Autoreferat niejedno ma imie... 04.01.12, 15:15
        www.ck.gov.pl/index.php/2-uncategorised/91-k-o-m-u-n-i-k-a-t-n-r-62011
        zdaje się sugerować, że to chwilowe "zniknięcie"
        • hugow Re: Autoreferat niejedno ma imie... 04.01.12, 15:31
          ten komunikat, zawiera takie stwierdzenie: Cytat"zobowiązując jednocześnie Centralną Komisję do Spraw Stopni i Tytułów do zamieszczania na stronie internetowej Komisji m.in. wniosków o przeprowadzenie postępowania habilitacyjnego wraz z autoreferatami kandydatów do stopnia" z kolei art. 18a p. 12 nakłada ten obowiązek na uczelnie/itp.:
          CytatRada jednostki organizacyjnej zamieszcza na stronie internetowej wniosek osoby
          ubiegającej się o nadanie stopnia doktora habilitowanego wraz z autoreferatem, informację o
          składzie komisji habilitacyjnej, harmonogram przebiegu postępowania oraz uchwałę o nadaniu
          lub odmowie nadania stopnia doktora habilitowanego, wraz z uzasadnieniem.

          z kolei o stronie internetowej CK jest wzmianka w art. 36
          CytatArt. 36. 1. Centralna Komisja prowadzi, aktualizuje i zamieszcza na swojej stronie
          internetowej:
          1) informacje o jednostkach organizacyjnych uprawnionych do nadawania stopni wraz z
          wykazem tych stopni;
          2) informacje o jednostkach organizacyjnych prowadzących studia doktoranckie;
          3) wykaz osób posiadających stopień doktora habilitowanego oraz osób, które nabyły
          uprawnienia równowaŜne z uprawnieniami doktora habilitowanego na podstawie art. 21a,
          uprawnionych do recenzowania w przewodach doktorskich i postępowaniach
          habilitacyjnych, w podziale na dziedziny nauki i dziedziny sztuki;
          4) wykaz osób posiadających tytuł profesora, uprawnionych do recenzowania w
          postępowaniach o nadanie tytułu, w podziale na dziedziny nauki i dziedziny sztuki;
          5) informacje o prowadzonych postępowaniach habilitacyjnych i w sprawie nadania tytułu
          profesora
          ;
          6) recenzje złozone w przewodach o nadanie stopni doktora, doktora habilitowanego oraz tytułu profesora.
          • mmsps Re: Autoreferat niejedno ma imie... 17.01.12, 11:49
            Jak na chwilowe zniknięcie to trwa trochę długo. Przyczyną może być nieudolny sposób ukrycia danych osobowych w udostępnionych wcześniej plikach pdf...

            Mnie ciekawi, jak długo z kolei przyjdzie czekać na wywiązanie się CK z zobowiązań
            wynikających z pkt. 3 cytowanego powyżej art. 36 ustawy o stopniach.
            • hugow pkt. 3 cytowanego powyżej art. 36 ustawy o stopnia 17.01.12, 12:43
              CytatMnie ciekawi, jak długo z kolei przyjdzie czekać na wywiązanie się CK z zobowiązań
              wynikających z pkt. 3 cytowanego powyżej art. 36 ustawy o stopniach.

              a co dokładnie masz na myśli?
              Artykuł 36 zdaje się mieć tylko dwa punkty, po drugim punkcie jest całe stado uchylonych paragrafów:
              CytatArt. 36. 1. Centralna Komisja prowadzi, aktualizuje i zamieszcza na swojej stronie
              internetowej:
              1) informacje o jednostkach organizacyjnych uprawnionych do nadawania stopni wraz z
              wykazem tych stopni;
              2) informacje o jednostkach organizacyjnych prowadzących studia doktoranckie;
              3) wykaz osób posiadających stopień doktora habilitowanego oraz osób, które nabyły
              uprawnienia równowaŜne z uprawnieniami doktora habilitowanego na podstawie art. 21a,
              uprawnionych do recenzowania w przewodach doktorskich i postępowaniach
              habilitacyjnych, w podziale na dziedziny nauki i dziedziny sztuki;
              4) wykaz osób posiadających tytuł profesora, uprawnionych do recenzowania w
              postępowaniach o nadanie tytułu, w podziale na dziedziny nauki i dziedziny sztuki;
              5) informacje o prowadzonych postępowaniach habilitacyjnych i w sprawie nadania tytułu
              profesora;
              6) recenzje złoŜone w przewodach o nadanie stopni doktora, doktora habilitowanego oraz tytułu
              profesora.
              2. Centralna Komisja przesyła jednostkom organizacyjnym uprawnionym do nadawania
              stopni roczne sprawozdanie ze swojej działalności.
              Rozdział 6 (uchylony)
              Studia doktoranckie w placówkach naukowych
              Art. 37. (uchylony).
              Art. 38. (uchylony).
              Art. 39. (uchylony).
              Art. 40. (uchylony).
              Art. 41. (uchylony).
              Art. 41a. (uchylony).
              • mmsps Re: pkt. 3 cytowanego powyżej art. 36 ustawy o st 17.01.12, 19:24
                Oczywiście pkt 3 w ust. 1
                • hugow Re: pkt. 3 cytowanego powyżej art. 36 ustawy o st 17.01.12, 21:01
                  Jeśli nie ma jakiegoś podanego dokładnie deadline - to może oznaczać to, że dopiero będą publikowani ci, którzy uzyskali stopień dr hab. pod działaniem nowej ustawy?
                  --
                  Serdecznie pozdrawiam i zycze milego dnia :-)
                  :):-)
                  szukam|^|domu
                  <i>...jest taki sam procent głupich profesorów co głupich studentów...</i>
                  • mmsps Re: pkt. 3 cytowanego powyżej art. 36 ustawy o st 19.01.12, 09:45
                    To dość przewrotna interpretacja (przynajmniej w kontekście użyteczności tego przepisu
                    w ciągu najbliższych kilkunastu lat). Aczkolwiek bardzo się nie zdziwię, jeśli faktycznie tak będzie...
        • dala.tata Re: Autoreferat niejedno ma imie... 04.01.12, 18:36
          zastanawiam sie, czy ten wzor autroeferatu jest bardziej smieszny, czy bardziej straszny. tak czy owak, najwyrazniej kandydaci na uczelniane profesury nie sa w stanie napisac autoreferatu. powala to na kolana.


          hugow napisał:

          > www.ck.gov.pl/index.php/2-uncategorised/91-k-o-m-u-n-i-k-a-t-n-r-62011
          > zdaje się sugerować, że to chwilowe "zniknięcie"
          • ewa_65 Re: Autoreferat niejedno ma imie... 04.01.12, 19:11
            nie dziwię się, że powiesili wzróz, patrząc na te autoreferaty, które były zgłoszone. A w sumie wystarczyło przeczytać ustawę...
            • dala.tata Re: Autoreferat niejedno ma imie... 04.01.12, 19:30
              ja rowniez sie nie dziwie. mnie przeraza, ze ten wzor jest konieczny, by zupelnie nie osmieszyc habilitacji.

              ewa_65 napisała:

              > nie dziwię się, że powiesili wzróz, patrząc na te autoreferaty, które były zgło
              > szone. A w sumie wystarczyło przeczytać ustawę...
              • scibor3 Re: Autoreferat niejedno ma imie... 05.01.12, 01:04
                Ale to jest dobre:

                "* w przypadku, gdy osiągnięciem tym jest praca/ prace wspólne, należy przedstawić oświadczenia wszystkich jej współautorów, określające indywidualny wkład każdego z nich w jej powstanie"

                Teraz trzeba poszukać ludzi po całym świecie i nakłonić ich do takiego oświadczenia (tu ciekawe czy wystarczy % czy też każdy musi opisać co konkretnie robił? Bo jak to drugie to trzeba by sięgnąć do zeszytów laboratoryjnych a czasami to też nie wystarcza). Czy jest jakaś instrukcja co zrobić jak były współpracownik każe spadać na drzewo? A co jak były współpracownik już nie żyje? Wystarczy świadectwo zgonu czy trzeba zamawiać seans spirytystyczny? Czy w tym kraju kiedyś będzie normalnie i oświadczenie + odpowiedzialność karna za fałszywe oświadczenie zastąpią zaświadczenia z 7 pieczątkami ważnych urzędów, fotografią ojca i kluczami od mieszkania?
      • ewa_65 Re: Autoreferat niejedno ma imie... 04.01.12, 16:40
        znikło!
        A jeszcze 3 dni temu tam wisiałam :(
        Dobrze, że zdążyłam sprawdzić, to przynajmniej wiem, że wisiałam
        Ciekawe, czy ktoś zaczął protestować, czy podaż przekroczyła możliwości?
        • ewa_65 Re: Autoreferat niejedno ma imie... 04.01.12, 16:45
          ale tam wisiały same autoreferaty i wnioski. Bez recenzentów, toku postępowania. Nawet nie powiesili tych "informacji o..", które wcale nie były częścią autoreferatu i ja akurat informacji tych w autoreferacie nie powielałam.

          Ciekawe..
        • ling-stos Re: Autoreferat niejedno ma imie... 04.01.12, 23:25
          znikly, rzeczywiscie, ale tylko glowna strona z podzialem na dziedziny nauk. linki bezposrednie z mojego postu zaczynajacego dyskusje dzialaja.
          anyway, okazalo sie, ze stara zasada chomika pt. 'sejwuj na dysk co sie tylko da, bo nie wiadomo kiedy to zniknie z sieci' okazala sie znowu zbawienna. wszystkie autoreferaty z mojej dziedziny nauk humanistycznych zapisane na dysku - jezeli nie bedzie a ktos sobie zazyczy, moge sie podzielic.
          swoja droga, mala watpliwosc - wrzuce tu, bo nie chce zaczynac nowego watku. czy naprawde myslicie, ze w postepowaniu habilitant nie bedzie dostarczal ksiazki osiagnieciowej, cyklu osiagnieciowego ani dorobkowych artykulow? jak na razie na to wyglada...
          • ewa_65 Re: Autoreferat niejedno ma imie... 04.01.12, 23:47
            jak na razie na to wygląda:)
            Ale u mnie jest jeszcze sporo ustawowgo czasu...
            • ling-stos Re: Autoreferat niejedno ma imie... 05.01.12, 00:01
              czyli co zlozylas? wniosek, autoreferat, kopie dyplomu, liste publikacji, liste wygloszonych referatow na konferencjach? czy wyliczalas sobie indeks Hirscha?
              • ewa_65 Re: Autoreferat niejedno ma imie... 05.01.12, 10:20
                lista załączników. Zresztą wisi (ała) w internecie.

                1. Wniosek o wszczęcie postępowania oraz oświadczenie o wyborze trybu postępowania.
                2. Autoreferat w polskiej wersji językowej.
                3. Informacje o osiągnięciach dydaktycznych, współpracy z instytucjami i towarzystwami naukowymi i działalności popularyzującej naukę – w polskiej wersji językowej.
                4. Wykaz opublikowanych prac naukowych w języku polskim.
                5. Analizę bibliometryczną w języku polskim (nie jest konieczna)
                6. Wykaz publikacji z określonym wkładem autorów- w języku polskim. (tu zarówno procentowo jak i opisowo, ale sama podpisuję)
                7. Oświadczenia współautorów prac wchodzących w skład osiągnięcia naukowego określający indywidualny wkład każdego z nich w jego powstanie. (wszyscy podpisali, też ci zagraniczni, dla nich przygotowałam wersję po angielsku i polsku, żeby wiedzieli, co podpisują)
                8. Zeskanowana kopia dyplomu w wersji elektronicznej.
                9. Autoreferat w angielskiej wersji językowej.
                10. Informacje o osiągnięciach dydaktycznych, współpracy z instytucjami i towarzystwami naukowymi i działalności popularyzującej naukę – w angielskiej wersji językowej.
                11. Wykaz opublikowanych prac naukowych w języku angielskim.
                12. Wykaz publikacji z określonym wkładem autorów- w języku angielskim.

                • ewa_65 Re: Autoreferat niejedno ma imie... 05.01.12, 10:24
                  acha, co we wnętrzu tych załączników, to masz w rozporządzeniach. Listę referatów też trzeba i to z podziałem na polskie-zagraniczne., był tam jakiś zonk, ze trzeba te prezentowane przez własną osobę wyróżnić (a nie te, co byłeś współautorem). poczytaj sobie.
                • hugow a czy wisi w Uczelni - jednostce 05.01.12, 11:27
                  Czy Twój autoreferat wisi już na stronach uczelni / jednostki gdzie wnioskowałaś otwarcie?
                  Np. KZiF SGH:
                  www.sgh.waw.pl/kolegia/kzif/oferta_dyd/atompage.2011-10-27.3947585477/
                  "wiszą" tu nawet wnioski których nie ma na stronach CK
                  porównaj z:
                  www.ck.gov.pl/index.php?option=com_content&view=category&layout=blog&id=23&Itemid=48
                  Jak widać, na stronach CK nie ma wniosku Michała Brzoza-Brzeziny ale jest na stronie SGH
                  może to oznaczać, że CK zmienia podejście i zacznie publikować informacje po otrzymaniu recenzji natomiast wieszać będą uczelnie ...

                  Czy ewo masz już wyznaczony harmonogram??
                  Jak widać - Uczelnia wiesza:
                  CytatWniosek o wszczęcie postępowania habilitacyjnego (pdf) Aneks do Wniosku (pdf)
                  Autoreferat przedstawiający opis dorobku i osiągnięć w działalności naukowej (pdf)
                  Harmonogram przebiegu postępowania habilitacyjnego dr. Jarosława Poteraja przeprowadzanego w Kolegium Zarządzania i Finansów SGH (pdf)
                  Skład komisji habilitacyjnej (pdf)

                  za: www.sgh.waw.pl/kolegia/kzif/oferta_dyd/atompage.2011-10-27.3947585477/
                  • ewa_65 Re: a czy wisi w Uczelni - jednostce 05.01.12, 23:43
                    nie wiszę ;)
                    bo jeszcze nie mam składu całej komisji, a przynajmniej nic nie przysłali. Pytałam dziś
                    • hugow Re: a czy wisi w Uczelni - jednostce 06.01.12, 03:46
                      ale to nie powód, bo bez komisji też wiszą, popatrz na pierwszych z trzech z podanego linku:
                      KZiF SGH:
                      www.sgh.waw.pl/kolegia/kzif/oferta_dyd/atompage.2011-10-27.3947585477/
                      "wiszą" tu nawet wnioski których nie ma na stronach CK
                      • ewa_65 Re: a czy wisi w Uczelni - jednostce 06.01.12, 18:39
                        Mój Instytut w osobie jednej pani, która uważa, że się na tym zna, zdecydował, ze powiesi, jak otrzyma z Warszawy komplet dokumentów. A i wtedy powiem raczej, że będzie usiłował powiesić, po od zamierzeń do reultatów może upłynąć tutaj bardzo długi czas... Hm.. jak znam życie, to może im się uda powiesić zawiadomienie o zakończeniu całego procesu?
                        • hugow Re: a czy wisi w Uczelni - jednostce 06.01.12, 19:40
                          w zasadzie ustawa nie precyzuje kiedy to ma być powieszone - tak mi się przynajmniej wydaje - a zakończenie procesu może mieć też niejedną interpretację - np. moment przejścia na emeryturę :-)
                          dobrze, że nie uzasadniają tej niechęci zawieszenia ochroną danych osobowych
          • ford.ka Re: Autoreferat niejedno ma imie... 05.01.12, 00:28
            Na razie wygląda tylko na to, że nie musi jej dostarczać przed otwarciem przewodu. Otwiera się na podstawie opisu ww. dzieł zawartego w autoreferacie. Ale potem się dostarcza, bo recenzenci sami sobie owych cymeliów nie kupią (choćby dlatego że w większości są to publikacje bez dystrybucji w nakładzie dwudziestu sztuk).
            • ewa_65 Re: Autoreferat niejedno ma imie... 05.01.12, 10:07
              w sumie po co mają je czytać?
              W referacie opisałam cele, metody, wnioski. Prace są (były) recenzowane przez ludzi, którzy niemal tworzyli podwaliny tematu (takiego farta miałam, jak zobaczyłam nazwiska recenzentów w trakcie 'procesu publikacyjnego", to mi się nogi ugięły), co może do tego dodać człowiek, który niejednokrotnie jedynie wie, że taka dziedzina istnieje.. Też bym chyba nie czytała :)

              • charioteer1 Re: Autoreferat niejedno ma imie... 06.01.12, 12:09
                ewa_65 napisała:

                > co może do tego dodać człowiek, który niejednokrotnie jedynie wie, że ta
                > ka dziedzina istnieje.. Też bym chyba nie czytała :)

                Dobrze, jezeli wie. Moi nie wiedzieli.
        • hugow sprawdź czy wisisz na uczelni 05.01.12, 03:41
          sprawdź czy wisisz na stronie uczelni bo to uczelnia, gdzie składasz, wiesza 4 rzeczy: wniosek, autoreferat, skład komisji, harmonogram z dokładną datą do kiedy rozstrzygnięcie (harmonogram)
        • capo.di.tutti_capi Re: Autoreferat niejedno ma imie... 05.01.12, 04:00
          ewa_65 napisała:

          > znikło!

          a wcale że nie, wystarczy trochę pokombinować

          www.ck.gov.pl/index.php/component/search/?searchword=wniosek&ordering=oldest&searchphrase=all&limit=100
          oraz

          www.ck.gov.pl/index.php/component/search/?searchword=wniosek&ordering=newest&searchphrase=all&limit=100
          oczywiście z dnia na dzień dziura czasowa się powiększa
          • dala.tata Re: Autoreferat niejedno ma imie... 05.01.12, 09:46
            te linki niewyczerpane zrodlo wesolosci.....

            ten autoreferat powalil mnie na kolana. niesamowite.
            • adept44_ltd Re: Autoreferat niejedno ma imie... 05.01.12, 09:54
              we mnie przerażenie, przecież tam są błędy składniowe...
              • dala.tata Re: Autoreferat niejedno ma imie... 05.01.12, 10:44
                oj tam, oj tam! :-)

                adept44_ltd napisał:

                > we mnie przerażenie, przecież tam są błędy składniowe...
            • pfg Re: Autoreferat niejedno ma imie... 05.01.12, 10:11
              Funkcja lektora "prasówek" za Stalina (str. 7) jako argument na rzecz przyznania habilitacji bije na głowę nawet funkcję gospodarza klasy za Gomułki!
              • dala.tata Re: Autoreferat niejedno ma imie... 05.01.12, 10:58
                ty sie wysmiewasz! a mnie w serce zapadla szcerosc autoreferentki, ktora pisze:

                Nie mam dowodu, ze nie popelnilam zasadniczego bledu czy to w procesie samego badania, czy to w zbieraniu danych.

                jest to rozczulajaca otwartosc i to na wielu poziomach.

                pfg napisał:

                > Funkcja lektora "prasówek" za Stalina (str. 7) jako argument na rzecz przyznani
                > a habilitacji bije na głowę nawet funkcję gospodarza klasy za Gomułki!
    • ling-stos Re: Autoreferat niejedno ma imie... 06.02.12, 00:04
      wskrzeszam watek do zycia - po dluzszej ciszy, na strone CK wrocily postepowania habilitacyjne wraz z wszystkimi autoreferatami, plus kilka nowych. przejrzalem swoja dziedzine nauk humanistycznych, i widac ze
      1. w dalszym ciagu wiekszosc postepowan to dziwolagi ktore nie mialyby szans w starym systemie
      2. rozumienie pojecia "dzialalnosc naukowa" jest tak plynna, ze rowniez redakcja pism kogostam jest wymieniana jako "osiagniecie naukowe"
      3. wiele autoreferatow nawet nie wymienia "osiagniecia', choc jest to wymogiem ustawowym
      4. autoreferat dalej niejedno ma imie - wersja mini to 2 strony, z czego jedna to spis zatrudnienia
      5. habilitanci coraz mlodsi - rekordzistka w mojej dziedzinie to rozpoczecie studiow 1996, magister 2001, doktor 2006.
      sejwuje wytrwale wszystkie autoreferaty, mam nadzieje kiedys zobaczyc ich recenzje...
      swoja droga, czuje rzez niewiniatek, jak to widzielismy juz w recenzjach gosciow z finansow na SGH (recenzji zdjetych po 1 dniu).
      • adept44_ltd Re: Autoreferat niejedno ma imie... 06.02.12, 00:26
        czuję podobnie, to jest jakiś koszmar...
      • ling-stos Re: Autoreferat niejedno ma imie... 06.02.12, 00:37
        tym razem znowu pare ciekawych historii ludzkich do poczytania:
        1. mistrz krotkich form, z autoreferatem na 1 strone
        2. poeta
        3. tropiciel kryptocytatow
        • adept44_ltd Re: Autoreferat niejedno ma imie... 06.02.12, 00:52
          poeta z rozdwojeniem jaźni... (po dwóch stronach mopsożelaznego autoreferatu)
        • dala.tata Re: Autoreferat niejedno ma imie... 06.02.12, 01:41
          to ja moze jeszcze raz powiem: nic nie zrobilo tyle szkody habilitacji i nauce polskiej ogolnie, co upublicznianie tych dokumentow.

          jest strasznie. a moze nawet straszniej niz strasznie.
          • charioteer1 Re: Autoreferat niejedno ma imie... 06.02.12, 02:15
            Strasznie bedzie dopiero wtedy, kiedy zaczna splywac wnioski profesorskie. Na razie nikt sie nie powazyl.
            • dala.tata Re: Autoreferat niejedno ma imie... 06.02.12, 15:20
              niestety, obawiam sie, ze mozesz miec racje. mam nadzieje, ze to bedzie dostepne. bardzo byloby pieknie. choc pewnie czest strasznie.

              charioteer1 napisał:

              > Strasznie bedzie dopiero wtedy, kiedy zaczna splywac wnioski profesorskie. Na r
              > azie nikt sie nie powazyl.
              >
          • pfg Re: Autoreferat niejedno ma imie... 06.02.12, 10:50
            dala.tata napisał:

            > jest strasznie. a moze nawet straszniej niz strasznie.

            Strasznie będzie dopiero wtedy, gdy niektóre z tych habilitacji przejdą. Na tym etapie nie można wykluczyć, że
            a) nowa procedura zachęciła do ujawnienia się jakichś dziwnych osób lub
            b) takie osoby pojawiały się i wcześniej, ale ich habilitacje były odrzucane.
            Możliwość b) jest dość przykra, ale jednak nie straszna.
            • adept44_ltd Re: Autoreferat niejedno ma imie... 06.02.12, 11:21
              myślę podobnie, podejrzewam, że na habilitacje rzucili się obecnie "młodzi geniusze" przekonani, że układ uniemożliwiał im habilitowanie się...; i to nie oni świadczą o tym, co się dzieje w nauce w kraju
            • niewyspana123 Re: Autoreferat niejedno ma imie... 06.02.12, 14:26
              > Strasznie będzie dopiero wtedy, gdy niektóre z tych habilitacji przejdą. Na tym
              > etapie nie można wykluczyć, że
              > a) nowa procedura zachęciła do ujawnienia się jakichś dziwnych osób lub
              > b) takie osoby pojawiały się i wcześniej, ale ich habilitacje były odrzucane.
              > Możliwość b) jest dość przykra, ale jednak nie straszna.

              odpowiedź c) takie osoby pojawiały się i wcześniej, a ich habilitacje były przyjmowane i teraz też tak będzie:)))

            • dala.tata Re: Autoreferat niejedno ma imie... 06.02.12, 15:19
              otoz ja mysle, ze takie osoby pojawialy sie wczesniej, jednak ich habilitacje nie byly odrzucane. z mojego wlasnego doswiadczenia to jest najbardziej prawdopodobne. juz tu nie raz pisalem, ze w ciagu ostatnich lat znam jedna, moze dwie habilitacje, ktore uznalbym za przyzwoite/dobre.

              tak, pewnie, jak pisze adept, znajdzie sie kilka osob, ktore w poczuciu niesprawiedliwosci szybko zlozy podanie. nie chce mi sie jednak wierzyc, ze akurat tak sie wlasnie stalo, ze teraz jest wysyp tych osob i za chwile bedziemy mieli te dobre habilitacje. co wiecej, tam sa ludzie z uniwersytetow i chcacy sie habilitowac na ujotach i innych almach materach. my mowimy o instytucjonalnej elicie polskiej nauki

              poki co, to co przeczytalem, przeraza mnie. czasem mniej, czasem bardziej. zastanawiam sie jednak, co jest gorsze: polonista nie rozumiejacy slowa 'autoreferat' i piszacy o sobie w 3. os l.poj, czy moze uczona, ktora referat habilitacyjny zaczyna od motywacji podjecia studiow wyzszych. bo tak sobie mysle, ze skoro nie maja specjalnego dorobku, to moze chociaz ten autoreferat bylby perfekcyjny.

              pfg napisał:
              >
              > Strasznie będzie dopiero wtedy, gdy niektóre z tych habilitacji przejdą. Na tym
              > etapie nie można wykluczyć, że
              > a) nowa procedura zachęciła do ujawnienia się jakichś dziwnych osób lub
              > b) takie osoby pojawiały się i wcześniej, ale ich habilitacje były odrzucane.
              > Możliwość b) jest dość przykra, ale jednak nie straszna.
              • adept44_ltd Re: Autoreferat niejedno ma imie... 06.02.12, 15:32
                mogę mieć tylko nadzieję, że się mylisz :), takiej kaszanki nie widziałem jeszcze... ale nie zdziwiłbym się, gdybyś się nie mylił...
                • dala.tata Re: Autoreferat niejedno ma imie... 06.02.12, 15:47
                  no wlasnie. pewnie zobaczymy, co bedzie dalej.

                  musze powiedziec, ze do czasu czytania tych autoreferatow myslalem sobie, ze mnie juz niewie zdziwi. a tu jest caly swiat, o ktorym nie mialem pojecia.....bo bledy ortograficzne u polonistow mnie jednak zaskakuja. odwolanie do 'jakiejs bardzo wybitnej pani profesor az ze francji', ktora cos skomentowala tez mnie jednak dziwi....



                  adept44_ltd napisał:

                  > mogę mieć tylko nadzieję, że się mylisz :), takiej kaszanki nie widziałem jeszc
                  > ze... ale nie zdziwiłbym się, gdybyś się nie mylił...
                  • adept44_ltd Re: Autoreferat niejedno ma imie... 06.02.12, 15:55
                    nie jesteś osamotniony w tym doświadczeniu...
              • dworzec Re: Autoreferat niejedno ma imie... 06.02.12, 15:40
                przerazajace to bedzie dopiero jak ich habilitacje przejda procedure pozytywnie

                tymczasem polecam lekture:
                tego autoreferatu (pani podjela sie trudnego zadania pisania wyłącznie ksiazek)

                a ten pan z kolei byl m.in. "dyrektorem wydawnictwa Jaćwież" - za to chyba sie nalezy hab, czyz nie?

                ale swoja droga to dobrze, ze w koncu mozna uzyskac stopien w dziedzinie nauk socjologicznych...
                • adept44_ltd Re: Autoreferat niejedno ma imie... 06.02.12, 15:50
                  to nie może być prawda....
                  • dala.tata Re: Autoreferat niejedno ma imie... 06.02.12, 15:54
                    juz dawno stwiedzono, ze zycie przerasta kabaret....

                    adept44_ltd napisał:

                    > to nie może być prawda....
                • dala.tata Re: Autoreferat niejedno ma imie... 06.02.12, 15:51
                  jak juz zabraknie na forum tematow, zawsze bedzie mozna sie posmiac a autoreferatow habilitantow. No przeciez zdania:

                  wybralam trudna i czasochlonna droge naukowa, jaka jest pisanie wlasnych ksiazek.

                  za chlere bym nie wymyslil. zastanawiam sie, czy habilitantka chciala w pewnym momencie wybrac kariere polegajaca na pisaniu cudzych ksiazek.
                  • dworzec Re: Autoreferat niejedno ma imie... 06.02.12, 15:56
                    moze chodzi o to, ze te jej ksiazki to nie sa plagiaty? wiedzac jak zle z tym jest w krajowej nauce, uznala to za godne podkreslenia
                    • adept44_ltd Re: Autoreferat niejedno ma imie... 06.02.12, 16:02
                      no dobra, ale o co chodzi z tym: "Książka, niezależnie od jej charakteru, ma ponadto bogatą strukturę i prezentuje złożona problematykę"????
                • pfg Re: Autoreferat niejedno ma imie... 06.02.12, 16:32
                  dworzec napisał:

                  > tymczasem polecam lekture:
                  > tego autoreferatu (pani podjela sie trudnego zadania pisania wyłącznie ksiazek)

                  Niezależnie od wszystkiego innego, to smutne, że "status bestselleru" może w Polsce zdobyć książka wydana w nakładzie 1000 egzemplarzy i sprzedająca się dlatego, że jest podręcznikiem. Jak pisze wydawca,
                  Cytat
                  Książka jest przeznaczona dla studentów kierunków związanych z zarządzaniem w turystyce, słuchaczy studiów podyplomowych, uczestników kursów i szkoleń w zakresie turystyki.

                  A autorka chce się na tej podstawie habilitować. Straszne, naprawdę straszne.
                  • kramka1 Re: Autoreferat niejedno ma imie... 06.02.12, 17:38
                    Czytam sobie ten wątek i czytam, czasem się posmieję, ale cały czas nurtuje mnie mysl, ile to lat zeszło na robieniu habilitacji szanownym dyskutantom? ;)
                    Bo tak sie sprawy mają wg obecnych wymogów, ze ja mam na habiliatację 9 lat, a wiekszośc mojej rady wydziału robiła swoje habilitacje ponad 10 lat, np. lat 16-cie. No i sie pytam, czy tacy przeterminowani mają moralne prawo do oceny, czy i co udało mi sie zrobic przez te 9 lat spędzone pod ich światłym kierownictwem?
                    • adept44_ltd Re: Autoreferat niejedno ma imie... 06.02.12, 17:51
                      mnie się nie zeszło, więc mam prawo (moralne), dziękuję!
                    • adept44_ltd Re: Autoreferat niejedno ma imie... 06.02.12, 17:51
                      a mówiąc serio, nie zauważyłem tu sprawy czasu... chodzi raczej o pewne upośledzenie, tych wniosków oczywiście...
                      • dala.tata Re: Autoreferat niejedno ma imie... 06.02.12, 17:56
                        no wlasnie. czas, czasem, ale te autoreferaty sa po prostu straszne. juz nawet pal szesc te bledy rtograficzne, ale habilitant zaczynajacy swoj autoreferat od przygod w szkole podstawowej?!?!?! no kurde, nie przyszloby mi do glowy.

                        adept44_ltd napisał:

                        > a mówiąc serio, nie zauważyłem tu sprawy czasu... chodzi raczej o pewne upośled
                        > zenie, tych wniosków oczywiście...
                    • dala.tata Re: Autoreferat niejedno ma imie... 06.02.12, 17:53
                      od uzyskania doktoratu, do wszczecia procedury niecale 9 lat, w tym jednak bylo roczne opoznienie w wydaniu ksiazki, bo Sage przechodzil restrukturyzacje.no i w czasie przewodu w druku byla nastepna ksiazka.

                      co do moralnego prawa to nie wiem, nie znam sie, natomiast teraz sa takie przepisy i tyle. po co do tego moralnosc pchac? faktem jednak jest, ze habilitacja po uplywie terminu waznosci kandydata nie jest czyms nowym i niezwyklym.

                      kramka1 napisała:

                      > Czytam sobie ten wątek i czytam, czasem się posmieję, ale cały czas nurtuje mni
                      > e mysl, ile to lat zeszło na robieniu habilitacji szanownym dyskutantom? ;)
                      > Bo tak sie sprawy mają wg obecnych wymogów, ze ja mam na habiliatację 9 lat, a
                      > wiekszośc mojej rady wydziału robiła swoje habilitacje ponad 10 lat, np. lat 16
                      > -cie. No i sie pytam, czy tacy przeterminowani mają moralne prawo do oceny, cz
                      > y i co udało mi sie zrobic przez te 9 lat spędzone pod ich światłym kierownictw
                      > em?
                      • kramka1 Re: Autoreferat niejedno ma imie... 06.02.12, 18:00
                        No jest mi bardzo przyjemnie, ze dyskutuję z ludźmi moralnymi. ;)) Co do reszty, wiem, ze chodzi o tu jakość, a nie o lata. Tye eze mam niejakie wrażenie obserwując naukowe dokonania członków mojej RW, ze nie tylko byli przeterminowani, ale i z dyskusyjnym dorobkiem.
                        Wracając do watku, jeszcze troche takich wpisów tu na forum, a nikt nie zechce sie habilitowac w naszym pieknym kraju z obawy przed publicznym wysmianiem. ;)
                        Ja na szczęscie reprezentuję dziedzine, w której na habilitacje składają sie przede wszystkim zagraniczne publikacje, których z definicji nie trzeba sie wstydzic. No ale jak je ocenią ci, którzy robili swoje za starych wymogów i może czesto w stylu, o którym tyle to piszecie?
                        • adept44_ltd Re: Autoreferat niejedno ma imie... 06.02.12, 18:06
                          po przeczytaniu tych wniosków, przyznam, jestem za pełną odpłatnością habilitacji... może wtedy kandydat by się zastanowił dwa razy, co bredzi... (ewentualny zwrot kosztów - po pomyślnym finale i braku rechotu na DNU)
                        • dala.tata Re: Autoreferat niejedno ma imie... 06.02.12, 18:43
                          no ale to jest insza inszosc.i tu rozmawialismy na ten temat nie raz. ci wybitni autoreferatowcy, jka juz dostana habiltacje, tez beda zasiadac w radach. i biada nam.... pozostaje tylko zazdroscic scislakom, ze ich dorobek sklada sie glownie z prac miedzynarodowych.

                          i jakos nie wierze w odstraszajaca moc naszych postow :-)
                          • ling-stos Re: Autoreferat niejedno ma imie... 07.02.12, 01:01
                            mnie poraza absolutny brak samooceny u wielu wspomnianych humanistow. podreczniki dla studentow podawane jako osiagniecie naukowe, brak jakichkolwiek artykulow z ERIHu, jedyne publikacje zagraniczne to pokonferencyjniaki zza wschodniej granicy. rozumiem jeszcze, ze w starym trybie takie habilki przechodzily, jak ktos mial dobre uklady w radzie. ale dlaczego ci ludzie majac wybor trybu decyduja sie na nowy, ktory chociazby z racji jawnosci autoreferatu i recenzji bedzie bardziej rygorystyczny? tego nigdy nie zrozumiem.
                            • charioteer1 Re: Autoreferat niejedno ma imie... 07.02.12, 01:16
                              W wiekszosci przypadkow oni szczerze i autentycznie wierza, ze te pokonferencyjniaki zza wschodniej granicy stanowia wybitne osiagniecie naukowe.
                            • dala.tata Re: Autoreferat niejedno ma imie... 07.02.12, 09:02
                              a ja mysle ze to nie jest brak samooceny. te autoreferaty, wydaje mi sie, wynikaja z mniej czy bardziej chlodnejsamooceny. siada czlowiek, po publikacji ksiazki w zakladach poligraficznych urzedu powiatowego w Kaczorach (ale przeciez miejsce publikacji nie ma znaczenia - ksiazka to ksiazka) i mowi sobie: no to mam habilitacje. mam nawet dorobek miedzynarodowy. 3 rozdzialy w Baku i Alma-acie. jestem wielki! i sklada wniosek. co wiecej, podejrzewam ze czesc sie rozglada wokol i widzi podobny dorobek.podreczniki, pokonfeencyjniaki itd itd.

                              i ja mysle, ze duzo mniej przerazajace byoby, gdyby to byl brak samooceny. bo to mozna zwalic na jednostki. duzo gorzej byloby gdybym ja mial racje. bo to dawaloby wglad w polska humanistyke, a przynajmniej jej jakas czesc. a rozrzut geograficzny i instytucjonalny tych wnioskow raczej nastraja mnie pesymistycznie.

                              ling-stos napisał:

                              > mnie poraza absolutny brak samooceny u wielu wspomnianych humanistow. podreczni
                              • adept44_ltd Re: Autoreferat niejedno ma imie... 07.02.12, 09:46
                                myślę, że jest tak, jak mówisz, natomiast za tym znajduje się coś jeszcze - prowadzona przynajmniej od 15 lat polityki równości i uniwersalizmu. Kiedyś było wiadomo, że jak ktoś jest z UJ, to jednak klasa (w dużym uproszczeniu i w swojej klasie ;)), teraz okazało się, że wszyscy mają być tacy, jak z UJ, choć warunków nie mają...; za tym idzie bredzenie, że nie da się ocenić dorobku (no bo dla większości taka ocena to byłby dramat)... a wg mnie - ani nie są, ani nie muszą być... wszędzie jest zróżnicowanie poziomu i ja znam np. takich humanistów z USA, że te wnioski habilitacyjne to jest klasa....; tylko że tam wiadomo, że oni są z Koziej wólki - i zarabiają jak na taką wólkę przystało... a u nas nie...
                                • prawdziwam2011 Re: Autoreferat niejedno ma imie... 07.02.12, 10:25
                                  No to jak to widzisz w praktyce? Inne wymogi formalne mają być dla elyty (pisownia zamierzona) z UJ czy UW, a inne dla tych wszsytkich z kozich...?
                                  • adept44_ltd Re: Autoreferat niejedno ma imie... 07.02.12, 10:37
                                    nie dokładnie takie same :), wystarczy odpowiednia paramteryzacja i kończymy z udawaniem, że ktoś, kto publikuje w byle jakich pokonferencyjniakach jest takim samym profesorem, jak ten, który publikuje w dobrych pismach i w dobrych seriach wydawniczych, proste? proste...
                                    • prawdziwam2011 Re: Autoreferat niejedno ma imie... 07.02.12, 10:48
                                      adept44_ltd napisał:

                                      > nie dokładnie takie same :), wystarczy odpowiednia paramteryzacja i kończymy z
                                      > udawaniem, że ktoś, kto publikuje w byle jakich pokonferencyjniakach jest takim
                                      > samym profesorem, jak ten, który publikuje w dobrych pismach i w dobrych seria
                                      > ch wydawniczych, proste? proste...
                                      Eeeeeeeeee tam, już teraz znak równości duża część środowiska postawiła między tytułem naukowym profesora i stanowiskiem profesora nadzwyczajnego. Poza garstką nikt się w tym nie rozeznaje, o otoczeniu nie wspominając. A renoma naukowa niekonicznie przekłada się na wpływ na funkcjonowanie życia naukowego.
                                      • adept44_ltd Re: Autoreferat niejedno ma imie... 07.02.12, 10:54
                                        odnoszę wrażenie, że twój komentarz jest niekompatybilny z moim :)
                                        bo tak, środowisko położyło, no ogólnie środowisko kładzie, nie powiem co na co... no i jest jak jest... i co? zostawić to tak?
                                        no chyba że problem jest z leksemem profesor - podstaw więc sobie - adiunkt itd... mnie chodzi o to, że system premiuje nicnierobienie... bo profesor bez dorobku tak samo firmuje kierunek jak ten z dorobkiem... a bardziej niż adiunkt z dorobkiem, sensowne? chyba nie...
                                • prawdziwam2011 Re: Autoreferat niejedno ma imie... 07.02.12, 10:27
                                  czy też nie wszyscy z formalnego punktu widzenia muszą mieć hab przed nazwiskiem, by funkcjonować w nauce?
                                  • adept44_ltd Re: Autoreferat niejedno ma imie... 07.02.12, 10:37
                                    jak najbardziej :), wystarczy rozróżnić etaty dydaktyczne od naukowych... ale my wszyscy zapieprzamy na dydaktycznych, naukowych, administracyjnych, no dobrze, że jeszcze nie sprzątamy (choć... i z tym bywa różnie).
                                    • prawdziwam2011 Re: Autoreferat niejedno ma imie... 07.02.12, 10:44
                                      adept44_ltd napisał:

                                      > jak najbardziej :), wystarczy rozróżnić etaty dydaktyczne od naukowych... ale m
                                      > y wszyscy zapieprzamy na dydaktycznych, naukowych, administracyjnych, no dobrze
                                      > , że jeszcze nie sprzątamy (choć... i z tym bywa różnie).
                                      Tu pełna zgoda:-) Co więcej, obciążeń pozanaukowych przybywa.
                                      Sprawa druga, funkcję dydaktyczną pełnił/pełni starszy wykładowca. Ale co w sytuacji, gdy studentów coraz mniej i może dojść do walki o godziny dydaktyczne. Już słyszę stwierdzenia, że jak nie będzie godzin dla pracowników, to będą zwolnienia.
                                    • adept44_ltd Re: Autoreferat niejedno ma imie... 07.02.12, 10:45
                                      a punkt wyjścia to rozróżnienie statusu uczelni, dlaczego wszystkie mają być uniwersytetami? i w efekcie większość udaje uniwersytety, bo nawet w zgodzie z obowiązującymi przepisami nie spełniają kryteriów uniwersyteckości... (tylko lokalny polityk się nadął i jest uni...); mnie się po prostu marzy normalność. Przy czym dla jasności, jeśli chodzi o wartościowanie, to ja myślę, że dobry prowincjonalny college (tak własnie pomyślany) to coś lepszego niż udawanie uniwersytetu...
                                      • prawdziwam2011 Re: Autoreferat niejedno ma imie... 07.02.12, 10:52
                                        adept44_ltd napisał:

                                        > a punkt wyjścia to rozróżnienie statusu uczelni, dlaczego wszystkie mają być un
                                        > iwersytetami? i w efekcie większość udaje uniwersytety, bo nawet w zgodzie z ob
                                        > owiązującymi przepisami nie spełniają kryteriów uniwersyteckości... (tylko loka
                                        > lny polityk się nadął i jest uni...); mnie się po prostu marzy normalność. Przy
                                        > czym dla jasności, jeśli chodzi o wartościowanie, to ja myślę, że dobry prowin
                                        > cjonalny college (tak własnie pomyślany) to coś lepszego niż udawanie uniwersyt
                                        > etu...

                                        Też tak uważam. Sądzę jednak, że wcześniej należałoby do tego stanowiska przekonać decydujących o wizji nauki i szkolnictwa na kolejne lata. Tu ścierają się interesy i interesiki.
                                        • adept44_ltd Re: Autoreferat niejedno ma imie... 07.02.12, 10:58
                                          prawdziwam2011 napisała:


                                          > Też tak uważam. Sądzę jednak, że wcześniej należałoby do tego stanowiska przeko
                                          > nać decydujących o wizji nauki i szkolnictwa na kolejne lata. Tu ścierają się i
                                          > nteresy i interesiki.

                                          no, nie jestem aż tak szalony, bym nie sądził, że trzeba ... ;-)
                                          • prawdziwam2011 Re: Autoreferat niejedno ma imie... 07.02.12, 11:07
                                            adept44_ltd napisał:

                                            > prawdziwam2011 napisała:
                                            >
                                            >
                                            > > Też tak uważam. Sądzę jednak, że wcześniej należałoby do tego stanowiska
                                            > przeko
                                            > > nać decydujących o wizji nauki i szkolnictwa na kolejne lata. Tu ścierają
                                            > się i
                                            > > nteresy i interesiki.
                                            >
                                            > no, nie jestem aż tak szalony, bym nie sądził, że trzeba ... ;-)
                                            >
                                            no to wymieniliśmy się naszymi opiniami:-)
                                            • adept44_ltd Re: Autoreferat niejedno ma imie... 07.02.12, 16:25
                                              wiele zdaje się na to wskazywać... ;-)
                                          • pfg Re: Autoreferat niejedno ma imie... 07.02.12, 11:29
                                            adept44_ltd napisał:

                                            > no, nie jestem aż tak szalony, bym nie sądził, że trzeba ... ;-)

                                            A wiesz, że ludzie miewają problemy ze zrozumieniem zdań zawierających wielokrotne przeczenie? Ja na przykład powyższego ni w ząb...
                                            • adept44_ltd Re: Autoreferat niejedno ma imie... 07.02.12, 16:15
                                              w oryginale jest gorzej: "nie jest tak szalony, bym mniemał tak lub nie w tej kwestii" ;))) double coding ;-)
                                    • dala.tata Re: Autoreferat niejedno ma imie... 07.02.12, 12:06
                                      adepcie, ale tak jest na calym swiecie. znakomita wiekszosc z nas ma obowiazku dydaktyczne, administracyjne itd.

                                      oczywiscie, ze sa etaty research profoessor, ale one sa rzadkoscia i najczesciej ow professor musi w grantach zarobic na swa pensje....

                                      adept44_ltd napisał:

                                      > jak najbardziej :), wystarczy rozróżnić etaty dydaktyczne od naukowych... ale m
                                      > y wszyscy zapieprzamy na dydaktycznych, naukowych, administracyjnych, no dobrze
                                      > , że jeszcze nie sprzątamy (choć... i z tym bywa różnie).
                                      • adept44_ltd Re: Autoreferat niejedno ma imie... 07.02.12, 16:19
                                        i naprawdę na całym świecie tego, który pracuje naukowo zażyna się tak samo, jak tego, który nie pracuje??? hm... chyba jesteś przypadkiem przeczącym tej tezie :)
                                        • dala.tata Re: Autoreferat niejedno ma imie... 07.02.12, 17:17
                                          no ale to zalezy, co rozumiesz przez 'zazyna'. oczywiscie, ze sa roznice w naciskach. niektorzy maja wiecej takich obowiazkow, inni takich. natomiast jest bardzo malo ludzi, ktorzy moga sie poswiecic tylko nauce.

                                          co do mnie, mysle, ze by ci szczeka opadla, jak wiele mam obowiazkow, nazwijmy je, administracyjnych.

                                          adept44_ltd napisał:

                                          > i naprawdę na całym świecie tego, który pracuje naukowo zażyna się tak samo, ja
                                          > k tego, który nie pracuje??? hm... chyba jesteś przypadkiem przeczącym tej tezi
                                          > e :)
                                • pfg Re: Autoreferat niejedno ma imie... 07.02.12, 10:34
                                  adept44_ltd napisał:

                                  > i zarabiają jak na taką wólkę przystało... a u nas nie...

                                  U nas tendencja jest raczej odwrotna, wólki płacą lepiej niż ujoty.

                                  Nawiasem mówiąc, ja byłem "przeterminowany", to znaczy habilitowałem się później, niż powinienem był, toteż staram się nie wydziwiać, że ktoś habilituje się późno. Uważam natomiast za rzecz fatalną, że ktoś próbuje się habilitować a to na podstawie podręcznika, a to na podstawie prac wtórnych, o trzeciorzędnym znaczeniu i czwartorzędnym obiegu, nie wspominając już o tym, że ktoś jako argument za przyznaniem stopnia *naukowego* podaje to, że był w podstawówce gospodarzem klasy lub w wieku dojrzałym dyrektorem wydawnictwa lokalnego urzędu.
                                • dala.tata Re: Autoreferat niejedno ma imie... 07.02.12, 12:01
                                  masz racje, adepcie, wszedzie jest zroznicowanie. i rowniez tu zdarzaja sie ludzie, ktorzy sa na naprawde niskim poziomie.

                                  to jest zreszta wada i zaleta systemu habilitacji. bo, teoretycznie, habilitacja powinna pozwalac na utrzymanie poziomu. w praktyce wyglada to zupelnie inaczej. nie jestem tez pewien, czy sam UJ utrzymuje ow poziom (w humanistyce).
                                  • adept44_ltd Re: Autoreferat niejedno ma imie... 07.02.12, 16:15
                                    pewnie większy niż gdzie indziej... ale - habilitacja jest czymś, co trzeba zrobić, a nie czymś co trzyma poziom (to znaczy - daje jakąś zaporę... ale raczej chodzi w tym systemie o to, by wszyscy zrobili, i by statystyki się zgadzały)
                                    • dala.tata Re: Autoreferat niejedno ma imie... 07.02.12, 16:48
                                      niestety mozesz miec racje. zreszta to dosc absurdalny system, ktory zaklada wprost, ze kazdy powinien byc profesorem. a przeciez to nie ma sensu....

                                      adept44_ltd napisał:

                                      > pewnie większy niż gdzie indziej... ale - habilitacja jest czymś, co trzeba zro
                                      > bić, a nie czymś co trzyma poziom (to znaczy - daje jakąś zaporę... ale raczej
                                      > chodzi w tym systemie o to, by wszyscy zrobili, i by statystyki się zgadzały)
                                      • prawdziwam2011 Re: Autoreferat niejedno ma imie... 07.02.12, 19:10
                                        dala.tata napisał:

                                        > niestety mozesz miec racje. zreszta to dosc absurdalny system, ktory zaklada wp
                                        > rost, ze kazdy powinien byc profesorem. a przeciez to nie ma sensu....
                                        >
                                        > adept44_ltd napisał:
                                        >
                                        > > pewnie większy niż gdzie indziej... ale - habilitacja jest czymś, co trze
                                        > ba zro
                                        > > bić, a nie czymś co trzyma poziom (to znaczy - daje jakąś zaporę... ale r
                                        > aczej
                                        > > chodzi w tym systemie o to, by wszyscy zrobili, i by statystyki się zgadz
                                        > ały)
                                        >
                                        >
                                        Nie każdy. Tylko ten, kto z uczelnią wiąże swoje plany życiowe:-) Hmmmm, no jestem szalona.
                                        • nullified Re: Autoreferat niejedno ma imie... 08.02.12, 17:06
                                          nie sądzisz, że to głupawe jest?

                                          ktos może być niezłym adiunktem i do bani profesorem, bo to jednak sa inne wymagania, inny sposób pracy... etc.

                                          Kazdy sierżant *musi* "wewterminie* przerobic sie na generała?

                                          nonsens.

                                          *roll_eyes*... to juz może w kolysce licencjat, przy pierwszym zabkowaniu master, za kontrolę wydalania doktorat i habilitacja po skladnym wypowiedzeniu słowa "profesor". Przynajmniej TE parametry są klarownie mierzalne ;p

                                          "a co? a jak?"
                                          • dala.tata Re: Autoreferat niejedno ma imie... 08.02.12, 17:17
                                            no wlasnie. tyle ze tych dobrych adiunktow nalezy przenisc na etat dydaktyczny i jest pieknie. z zastrzezeniem, ze mam trudnosci z adiunktem, ktory przez 20 lat nie napisal nic i nigdy nie napisze. bo jakos mi sie nie chce wierzyc, ze on jest 'na biezaco'.

                                            ale sobie zupelnie spokojnie wyobrazam adiunkta, ktory jest dobrym dydaktykiem i wartosciowym pracownikiem, ale nigdy nie zrobi habilitacji. chocby dlatego ze mu sie nie chce. publikuje se artykul raz na 2 lata, wykazuje sie dzialalnoscia naukowa i spoko. po jaka cholere zmuszac go do habilitowania sie?

                                            nullified napisał:

                                            > ktos może być niezłym adiunktem i do bani profesorem, bo to jednak sa inne wyma
                                            > gania, inny sposób pracy... etc.
                                            >
                                            > Kazdy sierżant *musi* "wewterminie* przerobic sie na generała?
                                            >
                                            • nullified Re: Autoreferat niejedno ma imie... 08.02.12, 19:51
                                              ! O.M. (F). G. !

                                              chyba skrina zrobie xD


                                              świat nie skłąda sie z samych geniuszy (gdyby sie składał to byśmy pozałowali ;) ), przyzwoity personel średniego szczebla jest niezbędny bo bez niego najlepsi będa zajmowali sie bez końca rzeczami odwracajacymi ich uwagę od tego *co chcą i powinni robic*.

                                              Wiara w to, że przymuszenie wszystkich do przeskakiwania co rusz przestawianej przeszkody (tak tak ;p to wcale nie jest uczciwa konkurencja) w jakikolwiek sposob cokolwiek polepszy wskazuje albo na zła wolę (wiare?) albo na braki w rozumie. Efekt takiego postepowania taki może byc tylko, że z "nauki" tubylczej zrobi sie cos jeszcze bardziej przypominającego tubylcza "flote wojenna". Tysiac admirałów, dwa dziurawe flagowe kajaki.

                                              taaa.
                                              • adept44_ltd Re: Autoreferat niejedno ma imie... 08.02.12, 19:59
                                                no i siłą rzeczy, jeśli wszyscy mają przeskoczyć, to trzeba już nie tyle obniżyć poprzeczkę, ale ją gdzieś zakopać
                                                • charioteer1 Re: Autoreferat niejedno ma imie... 08.02.12, 20:38
                                                  Mysle, ze poprzeczka zostala zakopana juz dawno temu. Teraz dostojne jury, zlozone z na wpol osleplych starcow, ocenia, czy kandydat przeskoczyl, czy stracil niewidzialna poprzeczke.
                                                  • adept44_ltd Re: Autoreferat niejedno ma imie... 08.02.12, 20:44
                                                    kto da więcej ;-)
                                                  • whiteskies Re: Autoreferat niejedno ma imie... 08.02.12, 20:55
                                                    W sumie pozytywny efekt reformy. Jasno widać ze Król jest nagi.....
                                                  • charioteer1 Re: Autoreferat niejedno ma imie... 08.02.12, 21:05
                                                    Oficjalna wersja jest taka, ze jest ubrany skromnie, ale przyzwoicie i obawiam sie, ze tak pozostanie.
                                                  • dala.tata Re: Autoreferat niejedno ma imie... 08.02.12, 22:48
                                                    a co maja do tego starcy? na ostatnim kolokwium habilitacyjnym, na ktorym bylem, widzialem samych niestarcow.

                                                    charioteer1 napisał:

                                                    > Mysle, ze poprzeczka zostala zakopana juz dawno temu. Teraz dostojne jury, zloz
                                                    > one z na wpol osleplych starcow, ocenia, czy kandydat przeskoczyl, czy stracil
                                                    > niewidzialna poprzeczke.
                                                    >
                                                  • charioteer1 Re: Autoreferat niejedno ma imie... 08.02.12, 22:57
                                                    Nie, no, dala, to na pewno bardzo nietypowe kolokwium bylo. Przeciez ty nie jestes starcem i do tego osleplym, a poprzeczka, jak lsniacy miecz Damoklesa, spokojnie sobie przez caly czas zwisala z sufitu i nikt jej nie zakopywal.

                                                    dala.tata napisał:

                                                    > a co maja do tego starcy? na ostatnim kolokwium habilitacyjnym, na ktorym bylem
                                                    > , widzialem samych niestarcow.
                                                  • dala.tata Re: Autoreferat niejedno ma imie... 08.02.12, 23:22
                                                    ale starcem juz niedlugo bede i prosze o odpieprzenie sie od starcow. znam paru 80 latkow, ktorym moge zazdroscic przenikliwosci i jasnosci umyslu.

                                                    charioteer1 napisał:

                                                    > Nie, no, dala, to na pewno bardzo nietypowe kolokwium bylo. Przeciez ty nie jes
                                                    > tes starcem i do tego osleplym, a poprzeczka, jak lsniacy miecz Damoklesa, spok
                                                    > ojnie sobie przez caly czas zwisala z sufitu i nikt jej nie zakopywal.
                                                  • charioteer1 Re: Autoreferat niejedno ma imie... 08.02.12, 23:46
                                                    Dala, starosc to stan umyslu, a nie metryki.
                                                • prawdziwam2011 Re: Autoreferat niejedno ma imie... 09.02.12, 00:13
                                                  albo wywalić z roboty (poprzeczki nie obniżać)
                                            • prawdziwam2011 Re: Autoreferat niejedno ma imie... 09.02.12, 00:11
                                              no właśnie, po jaką cholerę? a po jaką cholerę trzymać go na uczelni, gdy brakuje etatów dla nowych zdolnych chętnych i pracowitych? a co z nim bedzie poza uczelnią, gdy problem z pracą (to już nie mój biznes)
                                              • dala.tata Re: Autoreferat niejedno ma imie... 09.02.12, 00:43
                                                bo od czasu do czasu warto miec rowniez dobrych nauczycieli. warto jednak pamietac, ze uczelnie to nie sa instytuty badawcze, ale maja rowniez studentow, ktorych trzeba nauczyc. mozna sie klocic o niuanse, jednak nie mozna uznac, ze poziom dydaktyki nie jest wazny.


                                                prawdziwam2011 napisała:

                                                > no właśnie, po jaką cholerę? a po jaką cholerę trzymać go na uczelni, gdy braku
                                                > je etatów dla nowych zdolnych chętnych i pracowitych? a co z nim bedzie poza uc
                                                > zelnią, gdy problem z pracą (to już nie mój biznes)
                                                • prawdziwam2011 Re: Autoreferat niejedno ma imie... 09.02.12, 11:17
                                                  dala.tata napisał:

                                                  > bo od czasu do czasu warto miec rowniez dobrych nauczycieli. warto jednak pamie
                                                  > tac, ze uczelnie to nie sa instytuty badawcze, ale maja rowniez studentow, ktor
                                                  > ych trzeba nauczyc. mozna sie klocic o niuanse, jednak nie mozna uznac, ze pozi
                                                  > om dydaktyki nie jest wazny.
                                                  >
                                                  >
                                                  > prawdziwam2011 napisała:
                                                  >
                                                  > > no właśnie, po jaką cholerę? a po jaką cholerę trzymać go na uczelni, gdy
                                                  > braku
                                                  > > je etatów dla nowych zdolnych chętnych i pracowitych? a co z nim bedzie p
                                                  > oza uc
                                                  > > zelnią, gdy problem z pracą (to już nie mój biznes)
                                                  >
                                                  >
                                                  dobry nauczyciel, he, he.
                                                  Dla mnie dobry nauczyciel w uczelni to ten, który potrafi wpleść własne wyniki badań do procesu dydaktycznego i zainspirować studentów, nawet jeśli wcześniej guzik ich to obchodziło. To tyle.
                                                  • dala.tata Re: Autoreferat niejedno ma imie... 09.02.12, 12:42
                                                    mysle podobnie i czesto o tym tu mowie. jednak bardzo watpie, ze wszyscy uczymy tylko o wynikach naszych badan. jest cala masa przedmiotow przegladowych, pogladowych i cholera wie jeszcze jakich, w ktorych uczysz o klasykach, o teoriach i z cala pewnoscia nie tym, co wlasnie zrobilas w CERN. bo zanim o tym opowiesz, trzeba studentow nauczyc podstaw laboratorium czy metod badawczych. i do tego sa potrzebni rowniez dobrzy dydaktycy.

                                                    jestem daleki od przeceniania dydaktyki i nie proponuje, zeby wszyscy naucyciele akademiccy mieli przygotowanie pedagogiczne. jednak to nie znaczy, ze studenci nie widza i nie doceniaja dorbych i zlych wykladowcow.

                                                    prawdziwam2011 napisała:

                                                    > dobry nauczyciel, he, he.
                                                    > Dla mnie dobry nauczyciel w uczelni to ten, który potrafi wpleść własne wyniki
                                                    > badań do procesu dydaktycznego i zainspirować studentów, nawet jeśli wcześniej
                                                    > guzik ich to obchodziło. To tyle.
                                                  • proon Re: Autoreferat niejedno ma imie... 09.02.12, 15:55
                                                    " jestem daleki od przeceniania dydaktyki i nie proponuje, zeby wszyscy nauczyciele akademiccy mieli przygotowanie pedagogiczne" -
                                                  • charioteer1 Re: Autoreferat niejedno ma imie... 09.02.12, 16:40
                                                    Taa, psychologia rozwojowa do tego najbardziej potrzebna. Chyba na uniwersytecie trzeciego wieku.


                                                    proon napisał:

                                                    > " jestem daleki od przeceniania dydaktyki i nie proponuje, zeby wszyscy nauczyc
                                                    > iele akademiccy mieli przygotowanie pedagogiczne" -
                                                  • adept44_ltd Re: Autoreferat niejedno ma imie... 09.02.12, 16:43
                                                    to już raczej, pozwolę się wtrącić, raczej psychologia zwojowa...
                                                  • proon Re: Autoreferat niejedno ma imie... 09.02.12, 17:13
                                                    a czy młodych można uczyć nie znając rozwoju ich umysłu w określonym wieku??? wiem, że decydenci szkolnictwa wyższego raczej tak myślą; z tym, że już zaczynają budzić się z ręką w nocniku - uczelnie już zaczynają tracić kandydatów na rzecz szkół dających zawód - bo m.in. tam uczą nauczyciele, którzy przynajmniej czytali coś o psychologii rozwojowej człowieka
                                                  • dala.tata Re: Autoreferat niejedno ma imie... 09.02.12, 17:24
                                                    no prosze, radza sobie z tym ludzie od tysiecy lat, panie dzieju, a okazuje sie, ze nie wiedzieli, ze to sie nie da. proon, zbawco!!!

                                                    proon napisał:

                                                    > a czy młodych można uczyć nie znając rozwoju ich umysłu w określonym wieku??? w
                                                    > iem, że decydenci szkolnictwa wyższego raczej tak myślą; z tym, że już zaczynaj
                                                    > ą budzić się z ręką w nocniku - uczelnie już zaczynają tracić kandydatów na rze
                                                    > cz szkół dających zawód - bo m.in. tam uczą nauczyciele, którzy przynajmniej c
                                                    > zytali coś o psychologii rozwojowej człowieka
                                                  • nullified Re: Autoreferat niejedno ma imie... 09.02.12, 15:49
                                                    ...przeraza mnie poziom tych "młodych, gniewnych, zdolnych, przebierających nóżkami"...

                                                    n/c
                                          • prawdziwam2011 Re: Autoreferat niejedno ma imie... 09.02.12, 00:08
                                            Nie sądzę.
                                  • charioteer1 Re: Autoreferat niejedno ma imie... 07.02.12, 22:36
                                    dala.tata napisał:

                                    > to jest zreszta wada i zaleta systemu habilitacji. bo, teoretycznie, habilitacj
                                    > a powinna pozwalac na utrzymanie poziomu.

                                    Biorac pod uwage, do czego ten poziom w praktyce sie porownuje, bez wiekszej szkody mozna ja zniesc. Pod tym wzgledem mozna sie nawet dopatrzec korzysci z ujawnienia autoreferatow na stronach CK. Szkoda tylko, ze nie publikuje sie spisow dorobku.
                              • ling-stos Re: Autoreferat niejedno ma imie... 07.02.12, 20:20
                                fakt, z tym sie zgodze. wiekszosc polskiej humanistyki, niestety, taka jest. nieliczni, glownie filolodzy publkujacy w jezykach obcych, wystaja troche ponad ta mizerie. niestety na swoim wlasnym przykladzie widze, ze brak wskazania przez profesure (promotora doktoratu/kierownika zakladu) priorytetow publikacyjnych, pokazania w co warto, a w co nie warto isc, powoduje, ze po uplywie czasu na habilitacje mamy mniejsza lub wieksza ilosc mniej lub bardziej ale zawsze smieciowych publikacji...
                                • dala.tata Re: Autoreferat niejedno ma imie... 07.02.12, 20:57
                                  rowniez mysle, ze profesura zawalila i zawala na co dzien. ale warto pamietac, ze ja (te profesure) rowniez uczono tego, ze pubikacja w lokalnym/instytuowym dzurnalu to jest to. i oni niespecjalnie mieli sie skad nauczyc. i ta mizeria jest reprodukowana z roku na rok, pokolenia na pokolenie.
                                  • adept44_ltd Re: Autoreferat niejedno ma imie... 07.02.12, 21:19
                                    tę mizerię się dalej wtłacza doktorantom, wymagając ilości, a nie jakości publikacji; ja zaczynam od wyperswadowania tego typu myślenia, no ale jeśli stypendium zależy nie od jednej dobrej publikacji z przyzwoitego pisma, a od 10 wypocin z doktoranckich pokonferencyjniaków, to jest ciężko
                                    • kramka1 Re: Autoreferat niejedno ma imie... 07.02.12, 21:58
                                      Wymagania dotyczace ilosci, a nie jakosci zawarte sa tez w regulaminie oceny okresowej pracowników np. na mojej uczelni. Dokładnie, to są wymogi punktowe, ale jeżeli ktos nie robi prac na (punktową) miarę Science, to mu sie bardziej opłaca tasmowa produkcja kilku prac niskopunktowych niz dwóch-trzech z pólki 27-32 pkt. Bp tak niestety jest, że jedna publikacja w lepszym czasopismach wymaga wielokrotnie więcej pracy niz kilka byle jakich publikacji. No ale jak się meirzy efekty pracy miarą ilosciową wzieta wprost z tasmy fabrycznej, to potem są efekty, że adiunkt ma dorobku kilkadziesiąt prac, lecz zadna nie zasługuje nawet na jedno powazne cytowanie.
                                • charioteer1 Re: Autoreferat niejedno ma imie... 07.02.12, 22:42
                                  ling-stos napisał:

                                  > fakt, z tym sie zgodze. wiekszosc polskiej humanistyki, niestety, taka jest. ni
                                  > eliczni, glownie filolodzy publkujacy w jezykach obcych, wystaja troche ponad t
                                  > a mizerie. niestety na swoim wlasnym przykladzie widze, ze brak wskazania przez
                                  > profesure (promotora doktoratu/kierownika zakladu) priorytetow publikacyjnych,
                                  > pokazania w co warto, a w co nie warto isc, powoduje, ze po uplywie czasu na h
                                  > abilitacje mamy mniejsza lub wieksza ilosc mniej lub bardziej ale zawsze smieci
                                  > owych publikacji...

                                  Buehehe. Przed habilitacja wszyscy ci powiedza, ze masz w tych smieciowych publikowac, jak sie chcesz habilitowac. Tu jest pelna schizofrenia. Co innego jest wymagane przy habilitacji, a co innego przy ocenie parametrycznej. Trzema publikacjami za 120 punktow lacznie nie przebijesz grafomana, ktory w 8 lat splodzil 120 publikacji. Recenzentow tez nie przekonasz, ze twoje sa lepsze niz jego caly dorobek, bo dla przecietnego recenzenta z namaszczenia ck 3 publikacje w czasopismie to jest szajs, z ktorym nie ma co w ogole startowac do habilitacji.
                                  • ling-stos Re: Autoreferat niejedno ma imie... 07.02.12, 23:49
                                    to naturalnie rowniez racja. duza ilosc smieciowych publikacji jest dobrze przyjmowana przez recenzentow, ktorzy maja takie same smieci w swoim urobku.
                                    z drugiej strony uczelnie mialyby ochote wymagac tylko publikacji wyzej punktowanych, w dzurnalach, na przyklad powyzej 7 punktow ministerialnych. i maja ochote wpisywac tego typu zapisy do umowy o prace, z ustalonymi limitami rocznymi.
                                    zaiste, pelna schizofrenia. jedyne wyjscie - do habilitacji natluc kilkadziesiat smieciowych publikacji z mniejsza lub wieksza doza autoplagiatu (bo jak inaczej), a po habilitacji zajac sie prawdziwa nauka i czasopismami. no co najwyzej mozna sie dopisywac jako wspolautorow doktorantow, ktorych sie przeciez "zapladnia"...
                                    • kramka1 Re: Autoreferat niejedno ma imie... 08.02.12, 09:13
                                      Widzę, ze dyskusje zdominowali reprezentanci nauk humanistycznych, w ktorych łatwo o autoplagiat, a trudno o wysokopunktowane publikacje zagraniczne. Niestety, w dziedzinach eksperymentalnych jest niemal na odwrót: trudno zrobic autoplagiat z wyników ekperymentalnych, a przy przywoitym budżecie całkiem łatwo o dobrą publikacje. No niestety, jest jeden minus: te pieniądze... Bez pieniędzy wyników się nie zrobi, a bez wyników z publikacji nici, chocby sie juz miało w glowie temat na miarę Nobla. No i tu ta przysłowiowa rzeczywistośc skrzeczy: uczelnie wymagają wyników, ale nie prowadza aktywnej polityki wspomagania najbardziej kreatywnych naukowców. Wręcz odwrotnie, oczekują, ze uczelniane Zosie-samosie jakos naleją z tej finansowej próżni...
                                      • pr0fes0r Re: Autoreferat niejedno ma imie... 08.02.12, 13:42
                                        Czy nauki medyczne to ścisłe, czy humanistyczne? Bo jeśli to pierwsze, autoplagiaty z wykorzystaniem tych samych danych są tam nie rzadsze niż u humanistów.
                                    • proon Re: Autoreferat niejedno ma imie... 09.02.12, 13:38
                                      jest pierwszy efekt reformy Kudryckiej - rosną zastępy niby poważnych ludzi, którym się jednak we łbach poprzewracało od stresu punktowego; a czy białe punkciki już widzicie? cała ta dyskusja o wyższości jakiś publikacji nad innymi, o jakoby nędzy polskiej nauki a zwłaszcza humanistyki, o śmieciowości publikacji , które nie trafiły do opunktowanych (a może osranych) czasopism jest żałosna i dowodzi tego, że niektórzy powinni skorzystać z dobrodziejstwa rocznego urlopu dla podratowania zdrowia
                                      • adept44_ltd Re: Autoreferat niejedno ma imie... 09.02.12, 13:46
                                        zdarza ci się pomyśleć przed opublikowaniem postu??? (akurat gorączka punktowa jest irytująca, ale wynika głównie z nędzy gorączkujących się), co do reszty, z coraz większym przekonaniem dochodzę do wniosku, że nie masz pojęcia, o czym piszesz, ale pewnie tak ci jest wygodniej...
                                        • proon Re: Autoreferat niejedno ma imie... 09.02.12, 13:50
                                          sorki, że cię zawiodłem, ale taki już jestem - z trudnością mi przychodzi mądre pisanie o zjawiskach ewidentne głupich
                                          • adept44_ltd Re: Autoreferat niejedno ma imie... 09.02.12, 13:55
                                            jakoś przetrwam :), niemniej, gwoli pewnej ścisłości, co jest głupie? system punktowy? system punktowy w PL, czy fakt, że jak w każdej populacji i w naszej są miernoty i są ci lepsi...???
                                      • proon Re: Autoreferat niejedno ma imie... 09.02.12, 13:47
                                        wyjaśnienie konieczne - słowo osrane pochodzi od firmy Osram dostarczającej produkty oświecające 9oświetlające) maluczkich
                                        • adept44_ltd Re: Autoreferat niejedno ma imie... 09.02.12, 13:52
                                          akurat średnio możliwe, w związku z dokonaną alternacją m do n...



                                          proon napisał:

                                          > wyjaśnienie konieczne - słowo osrane pochodzi od firmy Osram dostarczającej pro
                                          > dukty oświecające 9oświetlające) maluczkich
                                          • proon Re: Autoreferat niejedno ma imie... 09.02.12, 13:55
                                            po prostu słowo osrame jakoś mi nie pasowało
                                      • charioteer1 Re: Autoreferat niejedno ma imie... 09.02.12, 14:23
                                        Proon, cos tu nie gra. Jestes historykiem. W punktowanych polskich czasopismach recenzentami sa inni polscy historycy. Jezeli nie chca cie publikowac w punktowanych polskich czasopismach, to znaczy, ze twoje prace nie ciesza sie uznaniem w twoim wlasnym srodowisku. Moze powinienes zastanowic sie nad zmiana zawodu?


                                        proon napisał:

                                        > jest pierwszy efekt reformy Kudryckiej - rosną zastępy niby poważnych ludzi, kt
                                        > órym się jednak we łbach poprzewracało od stresu punktowego; a czy białe punkci
                                        > ki już widzicie? cała ta dyskusja o wyższości jakiś publikacji nad innymi, o ja
                                        > koby nędzy polskiej nauki a zwłaszcza humanistyki, o śmieciowości publikacji ,
                                        > które nie trafiły do opunktowanych (a może osranych) czasopism jest żałosna i d
                                        > owodzi tego, że niektórzy powinni skorzystać z dobrodziejstwa rocznego urlopu d
                                        > la podratowania zdrowia
                                        • proon Re: Autoreferat niejedno ma imie... 09.02.12, 15:32
                                          a kto ci powiedział, że moich artykułów nie publikują w czasopismach punktowanych? wiesz to, czy kierujesz się "kobiecą" intuicją?
                                          • adept44_ltd Re: Autoreferat niejedno ma imie... 09.02.12, 15:43
                                            no wiesz, jeśli pracujesz w jednym ze zlokalizowanych na wschodniej rubieży uni, to nawet nie powinieneś publikować w czasopismach punktowanych tudzież poza rubieżą... by nie zirytować dyrekcji; możesz natomiast publikować bardzo dużo w zasadzie na ten sam temat... (ale przy spełnieniu powyższych warunków).
                                            • proon Re: Autoreferat niejedno ma imie... 09.02.12, 15:51
                                              a jak pracuję na rubieży zachodniej, to co wtedy???
                                              • adept44_ltd Re: Autoreferat niejedno ma imie... 09.02.12, 15:55
                                                średnia jest mniej więcej podobna, acz rzeczywiście, na rubieży zachodniej jest lepiej :), tam możesz nawet publikować poza granicami... (a zdarza się też - wykładać tamże)
                                                • proon Re: Autoreferat niejedno ma imie... 09.02.12, 15:58
                                                  tak, Czechy blisko i NRD też
                                                  • adept44_ltd Re: Autoreferat niejedno ma imie... 09.02.12, 16:02
                                                    hm, no to jednak nie jesteś z zachodniej rubieży :)
                                                    tylko skąd, jeśli wiadomości o upadku NRD jeszcze nie dotarły... ;-)
                                                  • proon Re: Autoreferat niejedno ma imie... 09.02.12, 16:18
                                                    syberyjski zesłaniec
                                                  • adept44_ltd Re: Autoreferat niejedno ma imie... 09.02.12, 16:26
                                                    ale to raczej powinny zaskakiwać informacje z Królestwa Polskiego niż profecje na temat NRD ;-)
                                          • charioteer1 Re: Autoreferat niejedno ma imie... 09.02.12, 15:44
                                            Proon, kieruje sie tylko i wylacznie twoja niechecia do wszelkich czasopism punktowanych.
                                            • proon Re: Autoreferat niejedno ma imie... 09.02.12, 15:57
                                              ty jednak chyba stawiasz na intuicję - w realu jest bowiem różnica pomiędzy stosunkiem do czasopism (nawet punktowanych), a stosunkiem do punkcikowego szaleństwa
                                              • charioteer1 Re: Autoreferat niejedno ma imie... 09.02.12, 16:36
                                                W realu, proon, publikacje w bialoruskich zbiorowkach licza sie na rowni z publikacjami indeksowanymi w Web of Knowledge.
                                                • proon Re: Autoreferat niejedno ma imie... 09.02.12, 17:07
                                                  białoruskie zbiorówki mają przewagę - solidniejszy proces cenzorski; ale zarówno fanów tych zbiorówek jak i fanów WoK może pogodzi perspektywa kurzu, który przykryje ich publikacje, tak jak to się stało nawet z 99,99% dotychczasowych publikacji, łącznie z czasopismami topowymi; a to będzie i tak łaskawy los, bowiem niektóre prace (równie często spośród białoruskich zbiorówek, jak i WoK) nie będą mogły liczyć na zasłużony spoczynek - stanął się przykładem plagiatu, nieuczciwości badawczej (częstej w warunkach dużej konkurencji o granty i punkciki), pomyłek itp sytuacji powodujących, że przez wiele będą "zaczepiane" przez różnych krytyków
                                                  • charioteer1 Re: Autoreferat niejedno ma imie... 09.02.12, 17:15
                                                    proon napisał:

                                                    > białoruskie zbiorówki mają przewagę - solidniejszy proces cenzorski;

                                                    Powiedziales jedyna rzecz, z ktora moge sie zgodzic.
                                                  • proon Re: Autoreferat niejedno ma imie... 09.02.12, 17:35
                                                    aż trudno uwierzyć, tyle szczęści na raz!!!
                                                  • adept44_ltd Re: Autoreferat niejedno ma imie... 09.02.12, 17:16
                                                    oszczędź, bo mam kawę na monitorze...
                                      • dala.tata Re: Autoreferat niejedno ma imie... 09.02.12, 17:13
                                        proon, alez ty sie nie nerwuj tak. zlosc pieknosci szkodzi, panie dzieju.

                                        ja bym ci radzil na Internecie, panie, publikowac. wreszcie bedziesz mogl sie wyzyc, opublikowac tyle, ile chcesz i nikt ci nie zarzuci, ze punkcikami sie przejmujesz.

                                        na internet, proon, na internet!!

                                        proon napisał:

                                        > jest pierwszy efekt reformy Kudryckiej - rosną zastępy niby poważnych ludzi, kt
                                        > órym się jednak we łbach poprzewracało od stresu punktowego; a czy białe punkci
                                        > ki już widzicie? cała ta dyskusja o wyższości jakiś publikacji nad innymi, o ja
                                        > koby nędzy polskiej nauki a zwłaszcza humanistyki, o śmieciowości publikacji ,
                                        > które nie trafiły do opunktowanych (a może osranych) czasopism jest żałosna i d
                                        > owodzi tego, że niektórzy powinni skorzystać z dobrodziejstwa rocznego urlopu d
                                        > la podratowania zdrowia
                                        • proon Re: Autoreferat niejedno ma imie... 09.02.12, 17:34
                                          i to jest wreszcie właściwy kierunek rozwoju nauki
                    • ewa_65 Re: Autoreferat niejedno ma imie... 07.02.12, 12:22
                      W pewnym sensie rozumiem, o co ci chodzi. Do wszystkiego trzeba "dorosnąć". Jak patrzę na swoje publikacje sprzed 10 lat i na te ostatnie, to widzę ogromną różnicę. Nawet warsztatu. Więcej, mogłam wystartować juz ze 2 lata temu, dorobek ewentualnie by się znalazł, ale stwierdziłam, ze po prostu nie czuję się na siłach. Nie czułam się pewnie, uważałam, ze za mało umiem. Mam ten luksus, że mogłam sobie poczekać.
                      Narzucone wymogi czasowe powodują, że pchają się do habilitacji ludzie na siłę. Może nawet zdają sobie sprawę, że nie powinni, ale cóż, muszą, bo etat, bo zatrudnienie. Więc robią, jak potrafią a raczej jak nie potrafią ;)

                      A dodam jeszcze - pomyślcie, co z medykami... W mędzyczasie jedna, druga specjalizacja- czasochonna, z licznymi kursami na które trzeba jeździć. Staże i kursy poza miejscem pracy niejednokrotnie zajmują 2 z 3 lat spacjalizacji!. Do tego "w miedzyczasie" praca na oddziale, dydaktyka (jak ktoś ma) i dorabianie po godzinach na dyżurach czy w spółkach, bo żyć za coś trzeba. A lata lecą:)
                      • dala.tata Re: Autoreferat niejedno ma imie... 07.02.12, 13:56
                        ja rowniez mysle, ze do wszystkiego trzeba moze nie dorosnac, ale nie dojrzec. do habilitacji rowniez. ja rowniez patrze na swoje poczatki i dziwie sie, ze to naprawde nie bylo takie dobre, jak wtedy myslalem. ale to dosc naturalne.

                        i rowniez sie zgadzam, ze ustalanie odgornego limitu czasu nie ma wiekszego sensu. problem w tym, ze bez tego limitu uczelnie sobie zupelnie nie radza z nieproduktywnymi adiunktami (nie radza sobie rowniez z nieproduktywnymi profesorami, ale to inna rozmowa). i ustawodawca, chcac pozbyc sie owych wiecznych adiunktow, wprowadzil limit czasowy. z cala pewnoscia zalatwia to jakis problem, ale oczywiscie pojawiaja sie nowe, chocby wlasnie to, ze badania nie zajmuja tyle czasu, ile trzeba, ale tyle, ile ustawodawca mowi....

                        podejrzewam, ze niejedna habilitacja bylaby lepsza, gdyby uczelnia mogla powiedziec: tak, te badania sa super i my wolimy poczekac jeszcze dwa lata, ale miec superhabilitacje. tyle ze zeby to zrobic, trzeba by miec porzadny system oceny pracownikow. a tego nie ma i jeszcze dlugo nie bedzie na wiekszosci polskich uczelni.
                • temprana Re: Autoreferat niejedno ma imie... 07.02.12, 11:17
                  "Opublikowane i cenzurowane artykuły naukowe"? (www.ck.gov.pl/images/PDF/Awanse/PodgorskiRyszard/autoreferat.pdf, s. 15)
                  • pfg Re: Autoreferat niejedno ma imie... 07.02.12, 11:28
                    Nigdy nie wierz spellcheckerowi!
                    • dala.tata Re: Autoreferat niejedno ma imie... 07.02.12, 12:04
                      hmmm. ja bym powiedzial: wykaz odrobine profesjonalizmu i przeczytaj swoj autoreferat przed wyslaniem. to jest niebywale.....

                      pfg napisał:

                      > Nigdy nie wierz spellcheckerowi!
                      • whiteskies Re: Autoreferat niejedno ma imie... 08.02.12, 20:51
                        Och, nie załapałeś że cenzura to forma recenzji :) ?!?
                        • kramka1 Re: Autoreferat na miare ideału 09.02.12, 12:22
                          Krytykujecie, krytykujecie, a mnie ciekawi, czy juz jest opublikowany jakiś autoreferat bliski ideału? Pytam bardzo interesownie, czeka mnie niebawem pisanie mojego własnego. I choc juz wiem, ze nie moge pisać o przedszkolu i sukcesach w podstawówce,;) to jednak brak mi rozeznania, jak tu sformułować autoreferat, by był zarówno na miarę potrzeb mojego własnego PR, jak i gustów czytelników tego forum.
                          • proon Re: Autoreferat na miare ideału 09.02.12, 13:28
                            gustami forumowiczów nie przejmuj się - i tak znajdzie się ktoś, kto wyśmieje i zglebi twój autoreferat, takich którym wydaje się, że zjedli wszystkie rozumy nie brakuje;
                            pytasz o autoreferat bliski ideału - mam nadzieję, że to żart, przecież dorosły człowiek powinien wiedzieć, że ideały występują w bajkach;
                            w swoim autoreferacie postaraj się jak najlepiej "sprzedać" i niczym więcej nie przejmuj się, chyba sama czujesz co o tobie najlepiej świadczy?
                            • adept44_ltd Re: Autoreferat na miare ideału 09.02.12, 13:38
                              no ale forumowicze wyśmiewali rzeczy, które po przyzwoitej szkole średniej nie powinny mieć miejsca w autoreferatach, rzeczywiście, nie ma się co przejmować
                            • kramka1 Re: Autoreferat na miare ideału 09.02.12, 13:42
                              Alez wcale nie żart... Tak jak trzeba umiec pisac artykuły do prestizowych czasopism, aby je "kupili", tak samo trzeba umiec napisac taki autoreferat, by uwypuklic swoje najmocniejsze punkty i pomniejszyc słabe strony. A pytam o ideał wedle gustów forumowiczów nie dlatego, abym sie nimi przejmowała, ale dlatego, że część z tutejszych dyskutantów to ludzie z hab., czyli przynależacy do grupy moich przyszłych recenzentów. A kto mi jest w stanie podpowiedzieć, jak może wygladac dobry autoreferat jak nie ci własnie, którzy maja doświadczenie wynikajace z obserwacji róznych przewodów hab. ?
                              • proon Re: Autoreferat na miare ideału 09.02.12, 13:49
                                hehe, to niech ci hab wstawią tutaj swoje autoreferaty jako dzieła przykładne i przykładowe,
                              • dala.tata Re: Autoreferat na miare ideału 09.02.12, 17:22
                                Ja rowniez mysle, ze pisac trzeba sie nauczyc. tyle ze z autoreferatami jest problem, bo nie ma wielu okazji.

                                niestety nie mam juz swego autoreferatu habilitacyjnego, moglbym przeslac. zagladnalem do autoreferatu profesorskiego (mysle ze habitacyjny jest podobny) i struktura jest nastepujaca:

                                wstep - ustyuowanie dyscplinarne.
                                dzialanosc badawcza - glowne nurty badan, omawiam tam glowne publikacje i granty (to najdluzszy element autoreferatu)
                                wystapienia konferencyjne - jeden akapit bardzo ogolnie.
                                dzialnosc dydaktyczna
                                dzialalnosc redakcyjna

                                struktury bym nie zmienial, moze niektore akcenty w samym tekscie.
                                sam autoreferat jest pisany dosc sucho, bez kwiecistosci na temat tego, jaki jestem wspanialy.

                                oczywisice nie iwem, czy to jest dobry autoreferat. jednak troche sobie nie wyobrazam, jak mialby wygladac inny.

                                kramka1 napisała:

                                > Alez wcale nie żart... Tak jak trzeba umiec pisac artykuły do prestizowych czas
                                > opism, aby je "kupili", tak samo trzeba umiec napisac taki autoreferat, by uwyp
                                > uklic swoje najmocniejsze punkty i pomniejszyc słabe strony. A pytam o ideał we
                                > dle gustów forumowiczów nie dlatego, abym sie nimi przejmowała, ale dlatego, że
                                > część z tutejszych dyskutantów to ludzie z hab., czyli przynależacy do grupy m
                                > oich przyszłych recenzentów. A kto mi jest w stanie podpowiedzieć, jak może wy
                                > gladac dobry autoreferat jak nie ci własnie, którzy maja doświadczenie wynikaja
                                > ce z obserwacji róznych przewodów hab. ?
                                • charioteer1 Re: Autoreferat na miare ideału 09.02.12, 17:45
                                  Piszac Polish-style, trzeba jeszcze strescic rozprawe tudziez "osiagniecie". Nie nalezy liczyc na to, ze wszyscy recenzenci przeczytaja, a jak przeczytaja, to ze zrozumieja chocby glowne zalozenia.
                                  • dala.tata Re: Autoreferat na miare ideału 09.02.12, 17:46
                                    no ale to bylo Polish-style. mowie o profesurze belwederskiej

                                    charioteer1 napisał:

                                    > Piszac Polish-style, trzeba jeszcze strescic rozprawe tudziez "osiagniecie". Ni
                                    > e nalezy liczyc na to, ze wszyscy recenzenci przeczytaja, a jak przeczytaja, to
                                    > ze zrozumieja chocby glowne zalozenia.
                                    >
                          • rudamaruda1949 Autoreferat idealny 09.02.12, 14:08
                            CytatAutoreferat
                            1. Imię i Nazwisko.
                            2. Posiadane dyplomy, stopnie naukowe/ artystyczne – z podaniem nazwy, miejsca i roku ich uzyskania oraz tytułu rozprawy doktorskiej.
                            3. Informacje o dotychczasowym zatrudnieniu w jednostkach naukowych/ artystycznych.
                            4. Wskazanie osiągnięcia* wynikającego z art. 16 ust. 2 ustawy z dnia 14 marca 2003 r. o stopniach naukowych i tytule naukowym oraz o stopniach i tytule w zakresie sztuki (Dz. U. nr 65, poz. 595 ze zm.):
                            a) tytuł osiągnięcia naukowego/artystycznego,
                            a) (autor/autorzy, tytuł/tytuły publikacji, rok wydania, nazwa wydawnictwa),
                            b) omówienie celu naukowego/artystycznego ww. pracy/prac i osiągniętych wyników wraz z omówieniem ich ewentualnego wykorzystania.
                            5. Omówienie pozostałych osiągnięć naukowo - badawczych (artystycznych).
                            * w przypadku, gdy osiągnięciem tym jest praca/ prace wspólne, należy przedstawić oświadczenia wszystkich jej współautorów, określające indywidualny wkład każdego z nich w jej powstanie


                            Podkreśl wszystkie niewątpliwe zalety naukowe swoich prac. Unikaj wątpliwych - bo wtedy skupisz na nich całą energię recenzentów. To co ma walory naukowe i dydaktyczne - przedstaw jako dydaktyczne, zaznaczając, że oprócz walorów dydaktycznych ma walory naukowe takie a takie, wtedy co najwyżej się z Tobą recenzent nie zgodzi, a jeśli dasz to do naukowych, całą energię recenzent poświęci na to by udowodnić, że miejsce tych prac to dydaktyka.

                            Obecni recenzenci sami nie mają publikacji w JCR lub są mało świadomi co to jest - dlatego postępowanie według rozporządzenia i kryteriów według których recenzent ma oceniać, nie jest gwarantem sukcesu. Hasła IF, indeks H, JCR, nie wywołują na większości z nich żadnego wrażenia, ważniejsze jest to, czy publikowałeś w "renomowanych czasopismach krajowych", ponieważ zagranicznych nie znają. Publikacje w innym niż język polski streść - co do zawartości naukowej, nawet te po angielsku, inaczej u niepublikującego po angielsku recenzenta (nie używającego go w obszarze naukowym świadomie a jedynie dla ozdoby wklejającego przypadkowe odwołania do zagranicznych publikacji w sposób zbliżony do losowego aby wywołać wrażenie uczoności u niewtajemniczonych), nie znajdą zrozumienia. Nie licz na to, że zapisek o renomie "w tym międzynarodowej" będzie przestrzegany, chyba, że miarą międzynarodowej renomy jest spryt w ukrywaniu się przed indeksowaniem w Web of Science (WoK, JCR) mimo wytworzenia setek publikacji naukowych.
                            • kramka1 Re: Autoreferat idealny 09.02.12, 14:22
                              rudamaruda1949 napisała:
                              "Obecni recenzenci sami nie mają publikacji w JCR lub są mało świadomi co to jest - dlatego postępowanie według rozporządzenia i kryteriów według których recenzent ma oceniać, nie jest gwarantem sukcesu. Hasła IF, indeks H, JCR, nie wywołują na większości z nich żadnego wrażenia, ważniejsze jest to, czy publikowałe w "renomowanych czasopismach krajowych", ponieważ zagranicznych nie znają"
                              No jednak chyba nie... W mojej dziedzinie akurat dominuje kierunek na zachód, choc faktem jest, że krajowe srodowisko dzieli sie na dwie mało przenikajace sie warstwy, czyli tych z JCR-owymi publikacjami i tych z krajowymi. Ale rada naukowa, która wybrałam, nalezy do tej pierwszej i co jak co, ale potrafi docenić takie wysokoimpactowe prace.
                              Co do reszty, przepisy znam, ale ze diabeł tkwi w szczególach, to pytam... Jak na razie z mojej dziedziny jest mało aplikacji na stronie CK i sa takii sobie, a wszystkich mi się czytać nie chce z braku wolnego czasu, więc licze na niezawodnych czytelników forumowych. :)
                            • proon Re: Autoreferat idealny 09.02.12, 15:29
                              "To co ma walory naukowe i dydaktyczne - przedstaw jako dydaktyczne, zaznaczając, że oprócz walorów dydaktycznych ma walory naukowe takie a takie, wtedy co najwyżej się z Tobą recenzent nie zgodzi, a jeśli dasz to do naukowych, całą energię recenzent poświęci na to by udowodnić, że miejsce tych prac to dydaktyka." -
                              • charioteer1 Re: Autoreferat idealny 09.02.12, 15:32
                                Drogi proonie, obawiam sie, ze gdyby zastosowac sie do twojej rady, liczba pism sparalizowalaby prace CK w bardzo krotkim czasie.
                                • proon Re: Autoreferat idealny 09.02.12, 15:33
                                  a to już nie moje zmartwienie
                              • rudamaruda1949 Re: Autoreferat idealny 09.02.12, 17:58
                                Cytateżeli recenzent zaliczy do dydaktyki (czyli wiedzy o kształceniu oraz prawideł metodyki kształcenia) cokolwiek (w sensie książek i artykułów) poza podręcznikami, to należy wysłać do CK pismo z informacją, że delikwent nie rozumie czym jest dydaktyka i w związku z tym rola recenzenta znacznie go przerasta; artykuł lub książka (w naszej branży) mogą być albo o charakterze popularno-naukowym albo naukowym, nie ma czegoś takiego jak artykuł/książka dydaktyczny/a;

                                Pięknie. Jednak ci recenzenci to CK i zaliczają książki i artykuły do dydaktyki - ba, nawet artykuły z czasopism wyróżnionych w JCR, są dla nich dydaktyczne i co im zrobisz? Są nadal twardym jądrem CK. A jak myślisz - kto będzie rozpatrywał to pismo, które zalecasz wysłać??
                                • kramka1 Re: Autoreferat idealny 09.02.12, 18:00
                                  Czy moge niesmiało przypomniec, ze w nowej habilitacji ocenia się osiagniecia naukowe, anie dydaktyczne?
                                  Art. 16. Do postępowania habilitacyjnego może zostać dopuszczona osoba, która posiada stopień doktora oraz osiągnięcia naukowe lub artystyczne, uzyskane po otrzymaniu stopnia doktora, stanowiące znaczny wkład autora w rozwój określonej dyscypliny naukowej lub artystycznej oraz wykazuje się istotną aktywnością naukową lub artystyczną.
                                  • dala.tata Re: Autoreferat idealny 09.02.12, 18:04
                                    tak, ale dzialanosc dydaktyczna nachodzi na dzialalnosc naukowa, szczegolnie jesli z niej wyplywa. jak napisalem wczesniej, ja o niej napisalem i bym napisal :-) ale kramka moze se zrobic co kramka chce

                                    kramka1 napisała:

                                    > Czy moge niesmiało przypomniec, ze w nowej habilitacji ocenia się osiagniecia n
                                    > aukowe, anie dydaktyczne?
                                    > Art. 16. Do postępowania habilitacyjnego może zostać dopuszczona osoba, która p
                                    > osiada stopień doktora oraz osiągnięcia naukowe lub artystyczne, uzyskane po ot
                                    > rzymaniu stopnia doktora, stanowiące znaczny wkład autora w rozwój określonej d
                                    > yscypliny naukowej lub artystycznej oraz wykazuje się istotną aktywnością nauko
                                    > wą lub artystyczną.
                                    • kramka1 Re: Autoreferat idealny 09.02.12, 18:11
                                      dala.tata napisał:
                                      " kramka moze se zrobic co kramka chce". No niestety nie, bo Kramka nie ma etatu związanego z dydaktyką. Więc sie nie może dydaktycznie wykazać w jakimś pozaincydentalnym zakresie. ;)
                                      • dala.tata Re: Autoreferat idealny 09.02.12, 18:17
                                        no to kramce juz napisalem, jaka ma byc struktura autoreferatu. niech zagladnie i przyswoi.

                                        kramka1 napisała:

                                        > dala.tata napisał:
                                        > " kramka moze se zrobic co kramka chce". No niestety nie, bo Kramka nie ma etat
                                        > u związanego z dydaktyką. Więc sie nie może dydaktycznie wykazać w jakimś pozai
                                        > ncydentalnym zakresie. ;)
                                        • kramka1 Re: Autoreferat idealny 09.02.12, 18:19
                                          dala.tato, wiem, wiem i nawet miałam juz wczesniej podziekowac za merytoryczną wypowiedź w temacie. :)) W koncu od kogoz innego pobierac nauki jak nie od taty? ;))))
                                      • adept44_ltd Re: Autoreferat idealny 09.02.12, 18:20
                                        nie sądziłem, że brak etatu związanego z dydaktyką eliminuje wolną wolę... cholera... sprawa jest warta książki ;-)
                                        • kramka1 Re: Autoreferat idealny 09.02.12, 18:52
                                          No niestety chyba popadłam w gniazdo samych humanistów, wyspecjalizowanych w łapaniu za słowka. A nie ma tu choc jednego sprawiedliwego z dziedzin bardziej wymiernych?
                                          • adept44_ltd Re: Autoreferat idealny 09.02.12, 19:06
                                            ostatni bodaj o 11.29... niemniej, pozwolę sobie zaoponować, prawdopodobnie nie ma nic bardziej wymiernego od języka ;-)
                                            • kramka1 Re: Autoreferat idealny 09.02.12, 19:17
                                              "nie ma nic bardziej wymiernego od języka" Tak, ale pod warunkiem, że mierzymy długośc. Bo kiedy nie liczy się długośc, lecz uczucia, to.... ;))
                                              • adept44_ltd Re: Autoreferat idealny 09.02.12, 19:27
                                                ale jakie uczucia? czy ktoś ci powiedział, że język to uczucia? rany boskie...
                                                • kramka1 Re: Autoreferat idealny 09.02.12, 19:29
                                                  adept44_ltd napisał: ale jakie uczucia? czy ktoś ci powiedział, że język to uczucia? rany boskie...

                                                  Rany boskie, nie dość, ze adept, to bez poczucia humoru i/lub znajomosci klasyki dowcipu... ;)))
                                                  • adept44_ltd Re: Autoreferat idealny 09.02.12, 19:34
                                                    po prostu nie sądziłem, że jak ktoś jest od tego, co wymierne, to zamiast przywołania argumentów opowiada dowcipy; no ale teraz, jak już napisałaś, że to dowcip, mogę się popłakać ze śmiechu... (ostatni post też był zabawny :)
                                                • charioteer1 Re: Autoreferat idealny 09.02.12, 19:38
                                                  Jak to nie ma? Pewnie, ze ma!!!!!!
                                                  • adept44_ltd Re: Autoreferat idealny 09.02.12, 19:42
                                                    co ma?
                                                  • charioteer1 Re: Autoreferat idealny 09.02.12, 19:44
                                                    Wstydze sie powiedziec ;-))))
                                                  • adept44_ltd Re: Autoreferat idealny 09.02.12, 19:50
                                                    e tam, nie udawaj macho ;-), no ma, nie powiedziałem, że nie ma...
                                                  • chilly A tytuły? 19.02.12, 08:56
                                                    W zakładce "Postępowania awansowe" w sprawie nadania tytułu nie znajduję żadnego wniosku, żadnego nazwiska. Koniec z profesurami, czy są gdzieś indziej?
                                                  • dala.tata Re: A tytuły? 19.02.12, 11:08
                                                    nie. ck slusznie boi sie, ze jak zaczniemy czytac wnioski profesorskie, to sie dopiero smiesznie zrobi.

                                                    chilly napisał:

                                                    > W zakładce "Postępowania awansowe" w sprawie nadania tytułu nie znajduję żadneg
                                                    > o wniosku, żadnego nazwiska. Koniec z profesurami, czy są gdzieś indziej?
                                                  • adept44_ltd Re: A tytuły? 19.02.12, 12:15
                                                    okres przejściowy, 2 lata starej ustawy... wydawnictwa zapchane dziełami profesorskimi...
                                                  • chilly Re: A tytuły? 22.02.12, 09:35
                                                    Tak, to wszystko tłumaczy. Dowiedziałem się, że poszedł wniosek o profesurę dla znajomego haba (nauki społeczne). Tyle, że nie napisał on w życiu żadnej książki, niewiele artykułów (a raczej rozdziałów w zbiorówkach), za to - z racji pełnionej funkcji - wydał wiele "prac po redakcją". No i znajomości ma spore. Po wyjaśnieniu adepta sprawa stała się jasna. Zapewne zdąży ...
    • mmsps Re: Autoreferat niejedno ma imie... 06.03.12, 01:26
      Postępowania habilitacyjne, o wszczęcie których wnioski zostały złożone na początku października, zgodnie z pobożnymi życzeniami ustawodawcy powinny już zostać zakończone.
      Czy ktoś może wie coś więcej na ten temat?
      • ling-stos Re: Autoreferat niejedno ma imie... 06.03.12, 16:32
        niby tak, choc raczej nie do konca. z tego co widzialem harmongramy, na przyklad w SGH, to posiedzienia Rady Wydzialu konczace sprawe byly wyznaczone na koniec marca.
        Tekst linka
        • dworzec Re: Autoreferat niejedno ma imie... 15.03.12, 21:31
          moze to juz bylo, ale tu w autoreferacie pan sie chwali, ze 3 razy wygral wielką grę (btw. co to jest "periodyk resorowy"? - wszystko na s. 1, akapit 1, dalej tez pewnie ciekawie ale nie mam czasu)
          • adept44_ltd Re: Autoreferat niejedno ma imie... 15.03.12, 22:03
            że bujdy na resorach...
    • dala.tata Re: Autoreferat niejedno ma imie... 30.03.12, 23:45
      to jest dopiero autoreferat. i wcael nie dlatego, ze to Bendera uczen.
      • adept44_ltd Re: Autoreferat niejedno ma imie... 31.03.12, 00:08
        dawniej to takimi sprawami zajmował się pisarz gminny, teraz robi się habilitacje; nawet jeśli te dzieła są na jakimś przyzwoitym poziomie, to pojawia się pytanie - i co z tego? czy bycie historykiem polega na odsiedzeniu sobie tyłka i gramotnym ujęciu efektów tej czynności???
        • adept44_ltd Re: Autoreferat niejedno ma imie... 31.03.12, 00:11
          to nawet może być jednak na wyrost, nie jest to wprawdzie najbardziej kuriozalny autoreferat z dotychczas cytowanych ;), ale wyciągane przez uczonego wnioski powalają...
        • dala.tata Re: Autoreferat niejedno ma imie... 31.03.12, 00:13
          ano wlasnie.....ale moze to habilitacja z pisarstawa gminnego.....
      • pfg Re: Autoreferat niejedno ma imie... 31.03.12, 01:01
        dala.tata napisał:

        > to jest dopiero autoreferat.

        1. Podtrzymuję to, co kilkakrotnie pisałem: moim zdaniem są w polskiej humanistyce tematy, o których warto pisać po polsku, ze świadomością, że świata to pewnie nie zainteresuje, tym niemniej warto.

        2. Uroczyście oświadczam, że moim zdaniem tematyka badawcza tego pana nie zalicza się do powyższej kategorii.
        • dala.tata Re: Autoreferat niejedno ma imie... 31.03.12, 01:25
          chcesz powiedziec ze ta tematyka nikogo nie zainteresuje, nie :-)?

          pfg napisał:

          .
          >
          > 2. Uroczyście oświadczam, że moim zdaniem tematyka badawcza tego pana nie zalic
          > za się do powyższej kategorii.
          • pfg Re: Autoreferat niejedno ma imie... 31.03.12, 01:51
            Emotikon emotikonem, a ja chcę powiedzieć rzecz gorszą: ta tematyka nie dość, że nikogo nie zainteresuje (hm, cztery cytaty u dwóch autorów, w tym w niepublikowanej pracy magisterskiej i niepublikowanej pracy doktorskiej pewnego jegomościa), zatem, ta tematyka, nie dość, że nikogo nie zainteresuje, to w dodatku *jest* nieinteresująca.

            Publikowanie w wydawnictwie Sigma w Łukowie nie jest chyba najlepszym przepisem na zdobycie szerokiego grona czytelników
            • adept44_ltd Re: Autoreferat niejedno ma imie... 31.03.12, 09:28
              pfg napisał:

              >
              > Publikowanie w wydawnictwie Sigma w Łukowie nie jest chyba najlepszym przepisem
              > na zdobycie szerokiego grona czytelników

              no, cały Łuków czyta...
      • proon Re: Autoreferat niejedno ma imie... 31.03.12, 10:43
        jeszcze nie tak dawno "specjaliści od powiatów" kończyli na etapie doktoratu, a dzieje powiatu były co najwyżej rozprawą doktorską; teraz reformatorski wymóg, by wszyscy pracownicy wyższych uczelni robili habilitacje (nawet jak im talentu brakuje) dał niewątpliwy postęp w postaci awansu dziejów powiatu do rangi habilitacji; jak obstawiacie sukces tego ucznia Bendera?
        • dala.tata Re: Autoreferat niejedno ma imie... 31.03.12, 10:55
          Co ty chrzanisz proon, przeciez to ty jestes zwolennikiem idei, ze niewazne, gdzie sie publikuje.., no to masz publikacje w Lukowie. Przeciez to ty jestes za tym, zeby publikowac lokalnie, nieustannie mowisz tez, ze publikacja o lokalnych sprawach jest wazna dla spolecznosci. Przeciez internet wszystko zalatwia nie? Wojewodztwo ok, a powiat nie? Rzeczywiscie po prostu kapitalne kryterium. A wojewodztwo dzisiejsze czy sprzed reformy moze byc?

          A co to ma wspolnego z reforma?! Jesli reforme potraktowac powaznie, to wlasnie dzieki niej takie publikacje moze wreszcie nie beda brane pod uwage.

          A sukces habilitanta zalezy od tego, czy to metaforyczny ty bedziesz recenzowal. Oby trafilo do hisotryka, ktory widzi swiat poza internetem. Takie habilitacje sa prosty wynikiem bzdur, kotre glosisz. Po prostu biora je o krok dalej.

          proon napisał:

          > jeszcze nie tak dawno "specjaliści od powiatów" kończyli na etapie doktoratu, a
          > dzieje powiatu były co najwyżej rozprawą doktorską; teraz reformatorski wymóg,
          > by wszyscy pracownicy wyższych uczelni robili habilitacje (nawet jak im talent
          > u brakuje) dał niewątpliwy postęp w postaci awansu dziejów powiatu do rangi hab
          > ilitacji; jak obstawiacie sukces tego ucznia Bendera?
          • proon Re: Autoreferat niejedno ma imie... 31.03.12, 11:33
            chrzanisz bzdury albo nie czytasz tego co piszę
            • dala.tata Re: Autoreferat niejedno ma imie... 31.03.12, 11:42
              jasna sprawa, proon. mi sie przywidzialy filipiki na temat punkcikow i tego, ze jakosc obroni sie na internecie i spolecznych recenzentow, bo historia ma byc dla podatnika.

              ale najwazniejsze, ze ustalislismy kryterium. historia powiatu - doktorat i nic wiecej. chetnie jednak bym uslyszal o tym, jakie jest minimum na habilitacje. powiat miejski czy jednak wojewodztwo (nadal nie wiem tylko, czy przemyskie, dzisiaj powiad przemyski, kwalifikuje sie, czy nie)? rozumie sie samo przez sie, ze profesor operuje tylko na poziomie kraju. nie zajmuje sie takimi pikusiami jak jakies powiaty, na wojewodztwo spojrzy, ale tylko na krotko. ale co z regionami? czy profesor moze sie zajac Pomorzem na przyklad? albo WIelkopolska? bo Kujawy to oczywicie za malo.

              proon napisał:

              > chrzanisz bzdury albo nie czytasz tego co piszę
        • adept44_ltd Re: Autoreferat niejedno ma imie... 31.03.12, 11:44
          1. to nie reforma zawiera wymagania, by pisać o powiatach...
          2. kto powiedział, że każdy musi być habilitowany? (poza tym - facet jest z prywatnej uczelni),
          3. jeśli przejdzie, to kiepsko u was w dyscyplinie...
    • proon Re: Autoreferat niejedno ma imie... 31.03.12, 10:54
      poczytajcie ten autoreferat - www.ck.gov.pl/images/PDF/Awanse/BoberSabina/autoreferat.pdf - interesuje mnie to, czy niehistorycy wyłapią istotną wadę, która według mnie powinna uniemożliwić uzyskanie habilitacji
      • adept44_ltd Re: Autoreferat niejedno ma imie... 31.03.12, 11:50
        pani popularyzuje Hitlera i jeszcze się tym chwali... (w szkole...) :), wnikliwiej przyjrzę się po zajęciach... ale lektura pasjonująca...
    • dala.tata Przewody profesorskie - kiedy? 31.03.12, 11:13
      czytam te uatoreferaty habilitacyjne i juz mi sie powoli nudza. nie moge sie doczekac dokumentacji profesorskich. nie mam wielu watpliwosci, ze bedzie jeszcze zabawniej.
      • proon Re: Przewody profesorskie - kiedy? 31.03.12, 11:18
        jeszcze długo poczekasz, przy obecnych zasadach niewielu humanistów wystartuje po tytuł
        • dala.tata Re: Przewody profesorskie - kiedy? 31.03.12, 11:21
          niestety mysle, ze te przewody sa, ale ck woli ich nie pokazywac. odrzucam bowiem to, ze w Polsce zaden hab nie wystapil w ciagu otatniego pol roku o profesure.


          proon napisał:

          > jeszcze długo poczekasz, przy obecnych zasadach niewielu humanistów wystartuje
          > po tytuł
          • chilly Re: Przewody profesorskie - kiedy? 31.03.12, 11:34
            Mamy, zdaje się, okres przejściowy. Można więc uzyskać tytuł profesora po cichu, bez rozgłosu (tisze jediesz, dalsze budiesz). Podobno maszyny drukarskie aż się grzeją od "książek profesorskich". Sam znam jeden taki "przypadek" - w życiu bym się nie spodziewał, bo dorobku naukowego brak (ale jest "organizacyjny" - na małej uczelni habilitacja zwykle oznacza wejście na ścieżkę kariery administracyjnej). Zabawnie może być poczytać te profesorskie knigi, no, ale będzie już po ptokach. Profesor może wygadywać największe głupstwa (są liczne przykłady), ale tytułu profesorskiego raz nadanego chyba nikt jeszcze nie stracił...
            • prawdziwam2011 Re: Przewody profesorskie - kiedy? 31.03.12, 11:44
              Zgadza się, po cichu przechodzą:-)
          • pfg Re: Przewody profesorskie - kiedy? 31.03.12, 11:35
            dala.tata napisał:

            > odrzucam bowiem to, ze w Polsce zaden hab nie wystapil w ciagu otatniego pol roku
            > o profesure.

            Wystąpił niejeden - według starych przepisów, co nie wymaga publikowania autoreferatów etc. Nowe przepisy ISTOTNIE podnoszą próg potrzebny do uzyskania tytułu, w szczególności przez wymóg wypromowania trzech doktorów, pisania recenzji, prowadzenia grantów. Stare przepisy wymagają jednego wypromowanego doktora, tak więc teraz każdy, kto choć jednego wypromował, występuje z wnioskiem w starym trybie. Z habilitacjami jest całkiem na odwrót: powszechne odczucie - zresztą być może niesłuszne; nie ma jeszcze statystyki, żeby to ocenić - jest takie, że nowa procedura habilitacyjna obniża próg.

            Bottom line jest taka, że na profesury w nowym trybie poczekamy aż skończy się możliwość występowania w starym trybie. Oczekuję masowego wysypu byle jakich doktoratów za mniej więcej rok, żeby ostatni kandydaci rzutem na taśmę zdążyli skorzystać ze starych przepisów.
            • dala.tata Re: Przewody profesorskie - kiedy? 31.03.12, 11:45
              tak, chilly i ty macie racje. nie pomyslalem o tym (swoja droga tych 3 doktorantow to jest kompletny absurd).

              ciekawe jest to odczucie obnizenia progu przy habilitacjach i ciekawe, skad sie bierze. brak kolokwium i wykladu? przeciez na papierze procedura wydaje sie byc ciasnijesza. ale moze tylko mi sie tak wydawalo.
            • prawdziwam2011 Re: Przewody profesorskie - kiedy? 31.03.12, 11:48
              Być moze masz rację, że nowa procedura habilitacyjna obniża próg. W naukach społecznych i humanistycznych twierdzą, że podnosi. To zależy od tego, jak będą interpretowane przepisy.
          • adept44_ltd Re: Przewody profesorskie - kiedy? 31.03.12, 11:55
            no, no, spiskowy zwrot tuż za rogiem ;-)
        • prawdziwam2011 Re: Przewody profesorskie - kiedy? 31.03.12, 11:43
          proon napisał:

          > jeszcze długo poczekasz, przy obecnych zasadach niewielu humanistów wystartuje
          > po tytuł
          Startują według starych zasad. Ruch w interesie dość duży:-)
          • chilly Re: Przewody profesorskie - kiedy? 31.03.12, 22:12
            prawdziwam2011 napisała:
            > Startują według starych zasad. Ruch w interesie dość duży:-)
            Ale przynajmniej wiemy, kto bezie oceniał nasze wnioski o profesurę :)
            I że nie będzie lekko :(
            • dala.tata Re: Przewody profesorskie - kiedy? 31.03.12, 23:36
              Nie mowiac o naszych habilitacjach :)

              Fala, panie, fala!

              chilly napisał:

              > Ale przynajmniej wiemy, kto bezie oceniał nasze wnioski o profesurę :)
              > I że nie będzie lekko :(
            • prawdziwam2011 Re: Przewody profesorskie - kiedy? 01.04.12, 00:42
              Teraz wyprodukowani będą oceniali wnioski według nowych zasad:-) Nie wiem czy to śmieszne, czy straszne. Podtrzymuję moje zdanie, że rozwiązania formalne zostaną odpowiednio zinterpretowane i ukształtuje się praktyka na miarę ocieniających.
              • adept44_ltd Re: Przewody profesorskie - kiedy? 01.04.12, 12:16
                a tak na marginesie - nowe wymogi do profesury powstały wtedy, kiedy chciano potraktować profesora zwyczajnego jako urzędnika państwowego i dać mu emeryturę w wysokości ostatniej pensji (albo dość wysokiego % tejże...), pozostały tylko wymogi. Nie chcę teraz dyskutować sensowności tego pomysłu, chodzi mi tylko o zwrócenie uwagi na pewną prawidłowość - wszędzie został kij, zabrano marchewki, jeśli ktoś myśli, że daleko na tym zajedzie, myli się...
              • chilly Re: Przewody profesorskie - kiedy? 01.04.12, 18:26
                prawdziwam2011 napisała:
                > Teraz wyprodukowani będą oceniali wnioski według nowych zasad:-) Nie wiem czy t
                > o śmieszne, czy straszne.
                I śmieszno, i straszno, jak mawiają Rosjanie. A uwaga adepta o wielkim kiju i znikającej marchewce jest nader zasadna. Dlatego tez jesteśmy zasypywani durnowatymi robotami, jak tworzenie "systemu zapewnienia jakości kształcenia" czy inne KRK (a wszystko pod groźba PAKI Wszechmogącej). Bo nie tylko nie mamy już czasu na myślenie, ale żyjemy w stanie ciągłej frustracji i poczucia, że nie wypełniamy swoich (?) obowiązków.
                • adept44_ltd Re: Przewody profesorskie - kiedy? 01.04.12, 18:33
                  chilly napisał:

                  > prawdziwam2011 napisała:
                  > > Teraz wyprodukowani będą oceniali wnioski według nowych zasad:-) Nie wiem
                  > czy t
                  > > o śmieszne, czy straszne.
                  > I śmieszno, i straszno, jak mawiają Rosjanie. A uwaga adepta o wielkim kiju i z
                  > nikającej marchewce jest nader zasadna. Dlatego tez jesteśmy zasypywani durnowa
                  > tymi robotami, jak tworzenie "systemu zapewnienia jakości kształcenia" czy inne
                  > KRK (a wszystko pod groźba PAKI Wszechmogącej). Bo nie tylko nie mamy już czas
                  > u na myślenie, ale żyjemy w stanie ciągłej frustracji i poczucia, że nie wypełn
                  > iamy swoich (?) obowiązków.

                  i jeszcze jedno - wypełnianie naszych obowiązków już nie polega na pracy naukowej i dydaktycznej tylko na wypełnianiu obowiązków...
      • adept44_ltd Re: Przewody profesorskie - kiedy? 31.03.12, 11:46
        nie będzie, przy nowych zasadach - dla humanistów jest to prawie niemożliwe, a jeżeli, to jednak przez te wymogi nie przejdą ludzie powiatowi...
      • mmsps Re: Przewody profesorskie - kiedy? 01.04.12, 22:44
        A ja się nie mogę doczekać opublikowania pierwszych recenzji nowych habilitacji. Nie wątpię, że będą bardzo interesującą lekturą (samą w sobie, jako dzieło elity profesorskiej...)
    • si-kej Re: Autoreferat niejedno ma imie... 11.04.12, 15:45
      Szukając info o procedurze habilitacyjnej trafiłam na ciekawy blog. Może i was zainteresuje, bo poglądy autora podobne do przedstawianych tutaj:blog
      • proon Re: Autoreferat niejedno ma imie... 11.04.12, 20:24
        świetny pomysł z tym blogiem, czytając go zacząłem się cieszyć, że już habilitację mam za sobą; ciekawi mnie, w którym miejscu bloga zacznę mieć wrażenie, że autor pisze horror
        • charioteer1 Re: Autoreferat niejedno ma imie... 11.04.12, 20:40
          proon napisał:

          > ciekawi mnie, w którym miejscu bloga zacznę mieć wrażenie, że
          > autor pisze horror

          Mysle, ze do tego miejsca nie dojdzie. Nawet anonimowo nie da sie ujawnic wszystkiego w taki sposob, by zainteresowane osoby nie rozpoznaly siebie w opisywanych sytuacjach.
          • habilitant2012 Re: Autoreferat niejedno ma imie... 12.04.12, 11:56
            To prawda, pisanie tego bloga jest znacznie trudniejsze niż podejrzewałem. Jak napisałem na poczatku, po 3 sekundach uznałem, że muszę zachować kompletną anonimowość, również dyscyplinarną. po kilku postach wiem, że jej zachowanie jest bardzo trudne.

            charioteer1 napisał:

            > Mysle, ze do tego miejsca nie dojdzie. Nawet anonimowo nie da sie ujawnic wszys
            > tkiego w taki sposob, by zainteresowane osoby nie rozpoznaly siebie w opisywany
            > ch sytuacjach.
            >
    • dala.tata nowe autoreferaty... 23.04.12, 18:19
      polecam ten. Autorka przeprowadzila badania na temat wplywu mediow na polska frazeologie. i tak czytam i czytam, co ma do powiedzienia i jak dla mnie za cholere nie wykazuje zadnego wplywu. co wiecej, mowi o tym, ze ludzie 'jednoznacznie' odbieraja cos w mediach i za cholere nie wiem, skad ona to wie. zdaje sie, ze zadnych badan na temat skojarzen nie przeprowadzila.
      • h_hornblower no niestety 23.04.12, 19:03
        dala.tata napisał:

        > > jak dla mnie za cholere ni
        > e wykazuje zadnego wplywu. co wiecej,

        Może raczej nie "kwantyfikuje". Choć rzeczywiście jak się to czyta, to człowiek jest rozczarowany brakiem aparatu naukowego w podejściu do tego ciekawego zagadnienia. Oczywiście nie mnie oceniać, czy rzeczywiście występuje tu to, co ekonomista prof. Gorynia w swej recenzji jednej z prac z zakresu zarządzania nazywa (jeśli dobrze pamiętam) "brakiem świadomości metodologicznej".

        • dala.tata Re: no niestety 23.04.12, 19:40
          nie wiem, jak jest teraz, jednak do niedawna na polonistyce nie uczylo sie metodolgii badan. jakos podejrzewam, ze tak jest dalej. I habilitantka po prostu zauwazyla jakies slowa w mediach, potem zauwazyla je poza mediami i stweirdzila, ze jest wplyw. tylko za to jedno napisalbym negatywna recenzje.

          • dala.tata Re: no niestety 23.04.12, 19:50
            z ciekawosci zagladnalem na strony polonistyki UAM do opublkowanych tam planow zajec. Slowo 'metodologia' sie nie pojawia (pojawia sie 'metodyka' - to zajecia, jak uczyc).

            warto zwrocic uwage, ze juz we wroclawiu studenci polonistyki maja zajecia z metodologii zarowno badan literackich, jak i o jezyku. jestem zaskoczony. szkoda ze habilitantka nie chodzila tam na zajecia.
            • h_hornblower pewnie tak 23.04.12, 20:06
              dala.tata napisał:

              > pojawia sie 'metodyka' - to zajecia jak uczyc).

              Niekoniecznie, choć pewnie się nie mylisz. Rzeczywiście jest to raczej "metodyka dydaktyki", niż "metodyka badań naukowych" (bo to o nią nam chodzi, a nie o "metodologię").

              pzdr
              horny

              • proon Re: pewnie tak 23.04.12, 20:20
                dobrze byłoby uściślić pojęcia (zwłaszcza w recenzjach); metodyka - zbiór zasad dotyczących (w naszym przypadku) prowadzenia badań naukowych; metodologia - nauka o metodach badań naukowych; habilitant jak ma problemy, to z metodyką swoich badań, a nie z metodologią;
                • h_hornblower Re: pewnie tak 23.04.12, 20:25
                  proon napisał:

                  > dobrze byłoby uściślić pojęcia (zwłaszcza w recenzjach)

                  Oczywiście

                  >habilitant jak ma problemy, to z metodyką swoich badań, a nie z metodologią;

                  Oczywiście - właśnie to napisałem w moim poście :)

                  pzdr
                  horny
      • ling-stos Re: nowe autoreferaty... 24.04.12, 21:36
        zlinkowany przez dale autoreferat, Doroty Polowniak-Wawrzonek, to akurat interesujacy przypadek z punktu widzenia formalnego. habilitantka otwarla przewod habilitacyjny w starej procedurze na UMCS. 22.02.2012 na Radzie Wydzialu stanal wniosek o dopuszczenie habilitantki do kolokwium (tekst linka), kiedy to po negatywnych recenzjach wniosek zostal odrzucony. po miesiacu habilitantka sklada papiery w nowej procedurze, sprytnie (lub wrecz przeciwnie, ignorancko) nie podajac konkretnej monografii jako osiagniecia, ale wskazujac "Po obronie pracy doktorskiej napisałam 46 prac naukowych. Wśród nich występują 2 monografie oraz 12 części prac zbiorowych (opracowane wydzielone tam zagadnienia są moim indywidualnym wkładem".
        co Wy na to? co Jedyny Znajacy Przepisy, pfg, na ponowna proba habilitowania sie po miesiacu od odrzucenia poprzedniej?
        • dala.tata Re: nowe autoreferaty... 24.04.12, 21:41
          coraz bardziej mysle, ze 'pfg' znaczy: przepisow fantastyczny guru!
        • proon Re: nowe autoreferaty... 24.04.12, 21:44
          tej samej książki lub cyklu artykułów nie można dwa razy przedstawiać do habilitacji (przynajmniej tak było do tej pory)
          • charioteer1 Re: nowe autoreferaty... 24.04.12, 21:58
            Nie mozna przedstawiac tej samej rozprawy w starym trybie, ale w nowym trybie nie ma rozprawy, wiec droga wolna.
          • ling-stos Re: nowe autoreferaty... 24.04.12, 21:59
            to ze tej samej ksiazki nie mozna dwa razy przedstawiac, to jasne, ale z drugiej strony habilitantka w autoreferacie tak naprawde nie wskazuje wcale osiagniecia, nie rozroznia osiagniecia i aktywnosci naukowej.
            przejrzalem pare aktow prawnych, zeby nie bylo ze tylko pfg to jelen, i :
            1. stare rozporzadzenie o habilitacji nakazywalo dolaczyc "informację o przebiegu przewodu habilitacyjnego lub kwalifikacyjnego, jeżeli uprzednio kandydat ubiegał się o nadanie stopnia doktora habilitowanego lub kwalifikacji II stopnia", nowe nie kaze
            2. ustawa o stopniach i tytule z 2003 roku mowi "W przypadku podjęcia przez radę jednostki organizacyjnej uchwały o niedopuszczeniu do kolokwium habilitacyjnego rozprawa habilitacyjna nie może stanowić podstawy do wszczęcia przewodu habilitacyjnego w innej jednostce organizacyjnej"
            a wiec w tym przypadku:
            1. recenzenci CK moga sie nie dowiedziec, ze habilitantka wlasnie "polegla" w starej procedurze
            2. habilitantka podala jako osiagniecie caly dorobek, a wiec recenzent moze uznac ze rozprawa jest podana ponownie jako podstawa do wszczecia, lub rownie dobrze moze uznac ze rozprawa nie jest podana ponownie jako podstawa do wszczecia...
            pewnie bedziemy mieli wiecej habilitantow ktorzy polegli na starym i szybciutko i po cichutku wskakuja na nowy tryb...
            • charioteer1 Re: nowe autoreferaty... 24.04.12, 22:07
              ling-stos napisał:

              > pewnie bedziemy mieli wiecej habilitantow ktorzy polegli na starym i szybciutko
              > i po cichutku wskakuja na nowy tryb...

              Mysle, ze juz sa. Ktos mi kiedys wspominal cos o negatywnej recenzji. Habilitantki nie znam osobiscie, ale jezeli to ta sama osoba wisi teraz na stronie CK, to troche sie dziwie. Bardzo mnie ciekawi przebieg procedury.
            • ling-stos Re: nowe autoreferaty... 08.05.12, 00:42
              kolejne ciekawe wyimki z autoreferatu - tym razem o okropienstwach starego trybu, czyli jak UJ potraktowal wlasnego pracownika...

              W tym miejscu muszę zaznaczyć, że w 2007 roku ubiegałam się już o stopień doktora habilitowanego na UJ. Wszyscy recenzenci jednogłośnie stwierdzili, że mój dorobek spełnia wymagania na stopień doktora habilitowanego. Natomiast jeden z czterech recenzentów, polonista strukturalista, negatywnie ocenił samą moją rozprawę. Z tego powodu RWF UJ dwukrotnie nie dopuściła mnie do kolokwium habilitacyjnego. Zgadzam się, że książka zawiera merytorycznie nieistotne redaktorskie uchybienia, co na pewno usunę w razie wznawiania książki. Jednak zasadnicza krytyka, jak to argumentowałam w skutecznym odwołaniu do CKSTN, a czego nie miałam okazji wyjaśnić RWF UJ, wynikała z z oceny badań w paradygmacie nauk empirycznych poprzez strukturalizm. Na skutek moich odwołań, postępowanie habilitacyjne skierowano na Radę Wydziału Neofilologii UAM. (Stało się tak pomyłkowo mimo mojej prośby w odwołaniu do CKSTN o skierowanie sprawy do ponownego rozpatrzenia przez uniwersytet Łódzki, gdzie prowadzone są badania korpusowe, zatem takie jakie stanowią istotny wkład mojej pracy.) Rada Wydziału Neofilologii UAM przyjęła mój dorobek i rozprawę, o czym świadczy dopuszczenie mnie do drugiej części kolokwium habilitacyjnego. Elementem kolokwium, który tym razem został skrytykowany był wykład habilitacyjny. Obecnie jednak wykład habilitacyjny nie jest już wymagany do uzyskania stopnia doktora habilitowanego, stąd ubiegam się o ten stopień ponownie według zasad nowej ustawy. Tym bardziej, że konsekwencje poglądów prezentowanych przeze mnie w rozprawie z 2007 roku, tj. opis języka jako procesu, stanowi obecnie gwałtownie zyskujący na popularności nowy paradygmat dla językoznawstwa za oceanem (skupiony wokół Five Graces group) i po części w Europie (reprezentowany przez Zipfowców.) Ten ostatni nurt reprezentuje też przede wszystkim, coraz prężniejszy nurt językoznawstwa w paradygmacie nauk empirycznych.
              • charioteer1 Re: nowe autoreferaty... 08.05.12, 01:15
                Wyimki wyimkami, ale cytowanie mejli na temat ksiazek, ktore jeszcze nie powstaly, to dla mnie cos, co nie powinno miec miejsca w tego rodzaju procedurze. Dobrze, ze habilitantka rozwija sie naukowo i ma plany na przyszlosc, ale kolekcja cytatow z korespondencji mejlowej i recenzji we wczesniejszych postepowaniach nie zrobila na mnie dobrego wrazenia.
                • habilitant2012 Re: nowe autoreferaty... 08.05.12, 01:18
                  Myślę, że habilitantka jest w desperacji. I mnie to nie zdziwiło, choć sam nie będę cytował maili.

                  charioteer1 napisał:

                  > Wyimki wyimkami, ale cytowanie mejli na temat ksiazek, ktore jeszcze nie powsta
                  > ly, to dla mnie cos, co nie powinno miec miejsca w tego rodzaju procedurze. Dob
                  > rze, ze habilitantka rozwija sie naukowo i ma plany na przyszlosc, ale kolekcja
                  > cytatow z korespondencji mejlowej i recenzji we wczesniejszych postepowaniach
                  > nie zrobila na mnie dobrego wrazenia.
                  >
              • habilitant2012 Re: nowe autoreferaty... 08.05.12, 01:16
                Dzisiaj o tym autoreferacie napisałem. To najlepszy autoreferat, jaki do tej pory przeczytałem - idealnie mieści się w 'gatunku literackim'.

                Sama sprawa jest według mnie przesądzona. Żadna komisja nie odważy się odwrócić już dwu decyzji nie przyznających stopnia. Nawet jeśli raz było nie fair, a drugi za wykład.
                • charioteer1 Re: nowe autoreferaty... 08.05.12, 01:26
                  Obawiam sie, ze piszac: "nowatorską (o ile mi wiadomo na skalę światową) propozycję metodologii" sama sie podklada. Uzywajac tak mocnych sformulowan, trzeba od razu podac twarde dowody tej nowatorskosci, a ona ma tam same ogolniki.
                  • habilitant2012 Re: nowe autoreferaty... 08.05.12, 01:39
                    Rzeczywiście, habilitantka przechwala się tam na potęgę.I tak mocne stwierdzenia powinny być oczywiste dla recenzentów. Niestety, nowem a nawet nowatorskie nie znaczy auomatycznie dobre czy sensowne.

                    charioteer1 napisał:

                    > Obawiam sie, ze piszac: "nowatorską (o ile mi wiadomo na skalę światową) propoz
                    > ycję metodologii" sama sie podklada. Uzywajac tak mocnych sformulowan, trzeba o
                    > d razu podac twarde dowody tej nowatorskosci, a ona ma tam same ogolniki.
                    >
                    • charioteer1 Re: nowe autoreferaty... 08.05.12, 01:50
                      Tak sobie jeszcze mysle, ze jezeli masz cokolwiek wspolnego z humanistyka, to lepsza strategia byloby zanudzenie recenzenta na smierc technicznymi szczegolami prac. Im wiecej z tego zrozumie laik, tym gorzej dla ciebie. Tez z zapartym tchem czekam na wyniki kilku postepowan.
              • agent_systemu Re: nowe autoreferaty... 08.05.12, 09:16
                Powiem tak - sprawę znam bardzo dobrze i wierzcie mi (albo nie), habilitacja padła w pełni zasłużenie.
                • agent_systemu Re: nowe autoreferaty... 08.05.12, 09:18
                  Oczywiście jeśli to ta sama osoba, o której myślę - dajcież linka do tego autoreferatu albo co.
                  • charioteer1 Re: nowe autoreferaty... 08.05.12, 09:40
                    Nie znasz nawet nazwiska, ale wiesz, ze zasluzyla? Habilitantka pisze przeciez, ze gdyby nie wyklad, to by przeszla. Dla mnie sprawa jest watpliwa z roznych powodow. Jedno nie ulega watpliwosci, habilitantka ma dorobek i osiagniecia lepsze niz w przypadku wielu innych habilitacji, ktore przechodzily bez glosu sprzeciwu. Nie bronie sprawy. Autoreferat moim zdaniem jest cienki.
                    Link
                • dala.tata Re: nowe autoreferaty... 08.05.12, 11:08
                  Troche nie wiem na czym polega to pelne zasluzenie. Habilitantka ma dorobek, o ktory wielu polskich habilitowanych moze jedynie pomarzyc. Co wiecej, potrafie sobie doskonale wyobrazic negatywne recenzje takiego dorobku w polskim jezykoznawstwie.

                  A uwalanie na wykladzie? Srednie, nie?
        • charioteer1 Re: nowe autoreferaty... 24.04.12, 21:45
          Nie mam pewnosci, ale mysle, ze przepisy tego nie zabraniaja. Mysle tez, ze takich przypadkow moze byc wiecej.
    • jurny_jerzy Re: Autoreferat niejedno ma imie... 08.05.12, 09:04
      A mnie interesuje jedna rzecz - co się dzieje, gdy pada habilitacja w nowym trybie. W starym sprawa była prosta - trzeba było napisać nową, najlepiej lepszą, książkę, ale teraz? Cały nowy dorobek trzeba sobie skombinować, czy jak?
      • pfg Re: Autoreferat niejedno ma imie... 08.05.12, 10:15
        jurny_jerzy napisał:

        > co się dzieje, gdy pada habilitacja w nowym trybie. [...]
        > Cały nowy dorobek trzeba sobie skombinować, czy jak?

        Wydaje mi się, że Ustawa nie mówi jasno co się stanie po odrzuceniu habilitacji. W starym tekście określał to Art. 18 ust. 3, nie mający swojego odpowiednika w tekście nowym. Mamy za to gruntownie zmieniony
        Cytat
        Art. 21. 1. Osoba ubiegająca się o nadanie stopnia doktora lub doktora habilitowanego może
        wnieść od uchwał, o których mowa w art. 14 ust. 2 i art. 18a ust. 11, jeżeli są one odmowne,
        odwołanie do Centralnej Komisji za pośrednictwem właściwej rady w terminie miesiąca od dnia
        doręczenia uchwały wraz z uzasadnieniem. Rada przekazuje odwołanie Centralnej Komisji wraz
        ze swoją opinią i aktami sprawy w terminie trzech miesięcy od dnia złożenia odwołania.
        2. Po rozpatrzeniu odwołania, w terminie nie dłuższym niż sześć miesięcy, Centralna
        Komisja albo utrzymuje w mocy zaskarżoną uchwałę, albo uchylając ją, przekazuje sprawę do
        ponownego rozpatrzenia radzie tej samej lub innej jednostki organizacyjnej.
        3. W przypadku utrzymania w mocy uchwały osoba ubiegająca się o nadanie stopnia doktora
        habilitowanego może wystąpić z ponownym wnioskiem o wszczęcie postępowania
        habilitacyjnego po upływie co najmniej trzech lat. Okres ten może zostać skrócony do 12
        miesięcy
        w przypadku znacznego zwiększenia dorobku naukowego lub artystycznego.


        Znowelizowana ustawa nakłada co najmniej roczną karencję, tak więc z konieczności nie mogły jeszcze zapaść żadne rozstrzygnięcia w takich sytuacjach. Przypuszczam, że rzecz będzie wyglądała podobnie do tego, co było dotąd, w starym trybie.

        Jeżeli habilitacja pada, bo książka stanowiąca "osiągnięcie habilitacyjne" zostanie skrytykowana (nienaukowa, za słaba, błędna, nie stanowi znacznego wkładu), trzeba napisać nową.

        Jeżeli habilitacja pada, bo jednotematyczny cykl publikacji stanowiący "osiągnięcie habilitacyjne" zostanie skrytykowany, to w przypadkach jak wyżej trzeba stworzyć nowy, a jeśli cykl zostaje uznany za zbyt krótki lub zbyt mało samodzielny, trzeba go uzupełnić; jak istotne miałoby być to uzupełnienie - nie sposób z góry powiedzieć.

        W obu powyższych przypadkach dorobek niewchodzący w skład "osiągnięcia habilitacyjnego", jeżeli zostanie oceniony pozytywnie, może pozostać bez zmian, choć uzupełnienie go o nowe elementy na pewno nie zaszkodzi.

        Niejasna jest dla mnie tylko jedna sytuacja: Co się stanie, jeśli "osiągnięcie habilitacyjne" zostanie ocenione pozytywnie, ale dorobek pozahabilitacyjny nie - czy można tylko uzupełnić dorobek i przedstawić to samo "osiągnięcie", czy "osiągnięcie" też trzeba zmienić?
        • adept44_ltd Re: Autoreferat niejedno ma imie... 08.05.12, 10:22
          co do twojego ostatniego pytania - znam taki przypadek jeszcze chyba pod przedostatnią ustawą ;-), recenzent wstrzymał przewód do uzupełnienia dorobku...
          • kramka1 ws. publikacji na stronie CK 08.05.12, 10:45
            Mam pytanie ws. publikowania info o postepowaniu na stronie CK. Na stronie jednej z uczelni znalazłam informację o pewnym postepowaniu w toku, obecnie na etapie zaawansowanego recenzowania. A na stronie CK o tym habilitancie nie ma info. Poniewaz na tej uczelnianej stronie sa osobno wymienione postepowania w starej procedurze, wiec to, o którym piszę, powinno byc w nowej procedurze. No ale własnie, CK ani mru mru w tej kwestii... Czyzby w gre mogło wchodzić zgubienie info przez CK?
    • dala.tata rekord ramy czasowej autoeferatu 08.05.12, 17:09
      Przeczytalem wlasnie autoreferat habilitanta z nauk muzycznych. Autoreferat zaczyna sie od tego, ze jest on owocem zwiazku swych rodzicow. w nastepnych zdaniach dowiadujemy sie, gdzie rodzice sie poznali....

      Tekst linka

      mielismy juz autoreferaty siegajace do nauczania w szkole podstawowej, a nawet urodzin habilitanta. tym razem habilitant postanowil w autoreferacie naszkicowac lata sprzed swych urodzin. Pozotaje czekac na autoreferat opisujacy seks dziadkow.

      zalamalem sie.
      • adept44_ltd Re: rekord ramy czasowej autoeferatu 08.05.12, 17:35
        o w mordę, cudne :)
        • habilitant2012 Re: rekord ramy czasowej autoeferatu 08.05.12, 18:05
          A ja miałem nadzieję na życie płodowe habilitanta. Życie habilitanta jest pełne frustracji!
      • chilly Re: rekord ramy czasowej autoeferatu 08.05.12, 19:19
        Przecież to artysta :) I, zgodnie z dyskutowanymi już tu przykładami, jak najstaranniej kreśli swoją drogę naukową/artystyczną.
        • dala.tata Re: rekord ramy czasowej autoeferatu 08.05.12, 19:34
          pozostaje czekac na plastyka kreslacego swa droge od pra....dziadka, ktory juz u Giotta farby mieszal.
          • kramka1 Re: rekord ramy czasowej autoeferatu 08.05.12, 21:58
            Wasze nabijanie sie z kandydata do habilitacji jest głeboko nie na miejscu.;)) Jak mozna normalną miarą mierzyc artyste? No po prostu nie mozna, bo żadna zwykła miara sie nie nadaje...
            Zeby sie przekonać, czym sie zajmują prawdziwi artysc-naukowcyi, sprawdziłam dossier pierwszych z brzegu profesorów z akademii teatralnej i filmowej (jakos teatr mi blizszy niz muzyka). Oto o czym piszą prawdziwi naukowcy z uczelni artystycznych: dr: "Między Scyllą aspiracji a Charybdą kasowości", hab.: "Budzenie demonów w życiu i teatrze". Albo tez początek opisu w bazie: "Praca habilitacyjna powstała w wyniku mojego udziału w przygotowaniach i realizacji spektaklu Statek błaznów /../". No tak, statek błaznów i wszystko jasne... ;)))
            Tak sobie myslę, że to wspomnienie prenatalne u kandydata- muzyka nie jest niczym innym jak wariacją w temacie: miedzy Scylla poczęcia a Charybda habilitacji. ;))
            Wspomniany autoreferat muzyka jasno pokazuje, że wymaganie od artystów formalnych stopni naukowych w rodzaju nieszczesnej habilitacji jest zwyczajnym kretyństwem. Albo ktos jest artysta albo nie, artysty sie nie zrobi z człowieka poprzez kolowium habilitacyjne.
            • adept44_ltd Re: rekord ramy czasowej autoeferatu 08.05.12, 22:06
              dodam i odwrotnie - nie zrobi się człowieka z artysty za pomocą habilitacji ;-)
            • dala.tata Re: rekord ramy czasowej autoeferatu 08.05.12, 22:27
              Nie na miejscu jest niedostarczenie przez kandydata dalszych informacji....ja sobie juz wyobrazam rodzicow habilitanta w restauracji Kaskada w Szczecinie (moze nawet spotkali tam porucznika Borewicza). Siedzieli, pili polo-cocte i marzyli o habilitacji 'owoca swego zwiazku'.

              kramka1 napisała:

              > Wasze nabijanie sie z kandydata do habilitacji jest głeboko nie na miejscu.;))
              > Jak mozna normalną miarą mierzyc artyste? No po prostu nie mozna, bo żadna zwyk
              > ła miara sie nie nadaje...
            • flamengista to jest mały pikuś 09.05.12, 09:44
              Jeśli chodzi o artystów, to tu jest prawdziwy hit (tylko doktorat, ale jakże intrygujący):
              Tekst linka
            • rudamaruda1949 naukowiec to bardziej artysta niż urzędnik 09.05.12, 14:23
              > Wspomniany autoreferat muzyka jasno pokazuje, że wymaganie od artystów formalny
              > ch stopni naukowych w rodzaju nieszczesnej habilitacji jest zwyczajnym kretyńst
              > wem. Albo ktos jest artysta albo nie, artysty sie nie zrobi z człowieka poprzez
              > kolowium habilitacyjne.

              dodam, że prawdziwy naukowiec to bardziej artysta niż urzędnik, i w większości najwięksi naukowcy (tacy bezsporni, z których odkryć naukowych korzystamy) nie mieli habilitacji
              • dala.tata Re: naukowiec to bardziej artysta niż urzędnik 09.05.12, 14:57
                Ba! Wielu z nich nie mialo nawet doktoratu, nie mowiac o jakims wyksztalceniu uniwersyteckim.

                rudamaruda1949 napisała:

                > dodam, że prawdziwy naukowiec to bardziej artysta niż urzędnik, i w większości
                > najwięksi naukowcy (tacy bezsporni, z których odkryć naukowych korzystamy) nie
                > mieli habilitacji
      • mmsps Re: rekord ramy czasowej autoeferatu 24.05.12, 00:01
        Postępowanie zakończone:

        www.ck.gov.pl/index.php/postepowania-awansowe/postepowania-habilitacyjne/dziedzina-sztuk-muzycznych/142-murawski-marcin

        Recenzje jak widać bardzo pozytywne. I żaden recenzent nie czepia się tego
        oryginalnego wstępu do autoreferatu...
    • dala.tata autoreferat artysty 08.05.12, 22:36
      Polecam!
      • pfg Re: autoreferat artysty 09.05.12, 09:35
        dala.tata napisał:

        > Polecam!

        Mnie się podoba jako tekst, naprawdę (modulo interpunkcja), choć nie mam pojęcia, czy dokonania artystyczne tego pana wystarczają na habilitację.
        • dala.tata Re: autoreferat artysty 09.05.12, 09:45
          widze to i rozumiem. jednak problem dla mnie w tym, ze to nie ten gatunek literacki......
          • chilly Re: autoreferat artysty 09.05.12, 19:21
            Zgadzam się z kramką, ale jakiś artysta tych magistrów sztuki musi kształcić i doktorów sztuki promować. A poza tym, artysta czy nie artysta, żyć chce i stałą pensję mieć. Wypłacana regularnie na pierwszego zgodnie z widełkami dla określonego stopnia/stanowiska.
            Dziwne tylko, że pomyślano akurat o artystach ("... w zakresie sztuki") a o teologach na przykład nie. Czy teologia to nauka? Idąc dalej - zrównano fizyków i socjologów, pedagogów i filologów. Nie ma sprawiedliwości na tym świecie!
            • kramka1 Re: autoreferat artysty 09.05.12, 23:04
              "ale jakiś artysta tych magistrów sztuki musi kształcić i doktorów sztuki promować."
              Chilly, a moze pamietasz taki cytat z Sempolińskiego? Po to Sempolinski został profesorem, żeby Łazuka mógł byc magistrem. To tyle w temacie stopni naukowych dla artystów.
    • dala.tata dorobek lokalny 13.05.12, 23:10
      coraz bardziej czekam na recenzje w naukach spolecznych i humanistycznych. wlasnie zagladnalem tutaj. Autor jest mily i podaje na koncu referatu spis swoich publikacji. co prawda nie wszystkie sa opublikowane w Szczecinie, ale chyba wszystkie w Zachodniopomorskiem.....bardzo jestem ciekaw, jak do tego podejda recenzenci.
      • ling-stos Re: dorobek lokalny 14.05.12, 00:01
        u tego habilitanta jest jeszcze inna ciekawa rzecz - a mianowicie na samym koncu wymienia osiagniecie w rozumieniu ustawy. ciekawe jest, ze pisze w liczbie mnogiej, wymienia 12 publikacji oraz 7 projektow. przy czym nie pisze ze jest to cykl monotematyczny. ciekawe co ma z tym zrobic recenzent? wybrac sobie najlepsze na osiagniecie? czy tez odrzucac popularnonaukowe po kolei az mu zostanie jakas monografia naukowa?
        dziwie sie coraz bardziej - czy to naprawde tak trudno wskazac jedna monografie do oceny, a reszte wrzucic do dorobku?
      • ford.ka Re: dorobek lokalny 14.05.12, 00:17
        Uważaj, bo jak się wielkopolanie dowiedzą, że przeniosłeś Jarocin do zachodniopomorskiego, możesz dostać bęcki ;)
        A dorobek dr. Waldemara to zaiste curiosum zachodniopomorskie.
        • kramka1 kolejnosc dat 22.05.12, 12:29
          Zainteresował mnie sposób opisu dotychczasowych dokonań pod kątem kolejnosci podawania informacji o zdobytych stopniach lub miejscach pracy. Zauważam w autoreferatach dwa style: pierwszy, chronologiczny, "od kołyski do trumny" i drugi "od trumny do kołyski". Czyli najpierw jest informacja o doktoracie (data, temat), a potem o magisterce. Podobnie z miejscem pracy, zaczyna sie od ostatniego albo od pierwszego. Rozumiem logikę przedstawiania "odwrotnego"- najwazniejsze i najświeższe wydarzenia na początku, ale sie z nią nie zgadzam. W końcu najpierw było sie magistrem, a dopiero potem doktorem. Ale moze sie mylę, moze powinno być właśnie tak: od konca do początku?
          • akot20 Re: kolejnosc dat 22.05.12, 14:36
            Są 2 szkoły. Wg mnie czytelniejszy jest jednak porządek achronologiczny. Stosuje się go też najczęściej w CV nienaukowych. Wtedy to co jest najbardziej aktualne jest na pierwszym planie. Podobnie w publikacjach daje pierwszeństwo najnowszym dokonaniom. Z tego co mogę znaleźć w sieci obecnie, przynajmniej za granicą, dominuje porządek achronologiczny.
            • kramka1 Re: kolejnosc dat 24.05.12, 12:01
              "Podobnie w publikacjach daje pierwszeństwo najnowszym dokonaniom"
              Ciekawe... Nie spotkałam się z odwrotnym cytowaniem w publikacjach. Wręcz przeciwnie, często podkreslają koniecznośc zachowania chronologii od najstarszej do najnowszej. Co jest zreszta zasadne, w koncu najpierw był np. Kopernik, a potem Wolszczan, a nie odwrotnie.
              • dala.tata Re: kolejnosc dat 24.05.12, 13:10
                Jest dla mnie dosc oczywiste, ze najpierw nalezy podac to, co robilas niedawno. Dosc malo mnie interesowalby dorobek habilitanta tuz po studiach. Wiec nie chce od tego zaczynac czytania spisu publikacji. Podobnie z innymi wiadomosciami.


                kramka1 napisała:

                > "Podobnie w publikacjach daje pierwszeństwo najnowszym dokonaniom"
                > Ciekawe... Nie spotkałam się z odwrotnym cytowaniem w publikacjach. Wręcz przec
                > iwnie, często podkreslają koniecznośc zachowania chronologii od najstarszej do
                > najnowszej. Co jest zreszta zasadne, w koncu najpierw był np. Kopernik, a potem
                > Wolszczan, a nie odwrotnie.
                • kramka1 Re: kolejnosc dat 24.05.12, 13:57
                  dala.tata napisał: "Jest dla mnie dosc oczywiste, ze najpierw nalezy podac to, co robilas niedawno. Dosc malo mnie interesowalby dorobek habilitanta tuz po studiach."
                  Dala, chyba wylewasz dziecko z kapielą...
                  Po pierwsze, jakie studia? Habilitant zeznaje od doktoratu, nie od magisterki.
                  Po drugie, jezeli ocenia sie droge zawodową i publikacyjną, to chyba powinno sie zachować związki przyczynowo-skutkowe. Taki przykład: mam dwie publikacje wynikajace jedna z drugiej. I co, ma je podac w odwrotnej kolejnosci, czyli np. badanie szczególowego zjawiska w Zgierzu, a potem badanie ogólnej sytuacji w województwie łodzkiem? NIe widzę w tym logiki... Mnie wystarczy, że CK wymaga najpierw "zeznania" co do osiągnięć hab., a potem dopiero co do pozostałej reszty dorobku, to to juz przedstawia moją działaność naukową jako błądzenie we mgle.
                  • fajnytoster Re: kolejnosc dat 24.05.12, 14:22
                    Jak dla mnie to jakiekolwiek podejście chronologiczne jest nie najlepsze.
                    Lepiej pisać w kolejności według istotności prac i ewentualnego ich powiązania ze sobą.
                    Np. "Najważnieszym moim dziełem jest X, w którym napisałem wiele mądrych rzeczy. Było ono uwieńczeniem wielu badań i przemyśleń, zawartych wcześniej m.in w Y, Z i Ż. Później zaś problematykę to poszerzyłem i uszczegółowiłem w Ź".
                    • kramka1 Re: kolejnosc dat 24.05.12, 14:29
                      "Np. "Najważnieszym moim dziełem jest X, w którym napisałem wiele mądrych rzeczy. Było ono uwieńczeniem wielu badań i przemyśleń, zawartych wcześniej m.in w Y, Z i Ż. Później zaś problematykę to poszerzyłem i uszczegółowiłem w Ź".

                      O to chodzi, o to chodzi... :))
                      Ale jak to pokazać, gdy sie podaje zaczynając od Twojego Ź (bo najnowsze), a kończy na Y (bo najstarsze)? Z reguły jak cos z czegoś wynika, to "czegoś" jest starsze, a "coś" młodsze. I o taka kolejnośc mi chodzi, o kolejnośc odchodzenia do coraz ciekawszych/ważniejszych/na wyższym poziomie abstrakcji dokonań.
                  • dala.tata Re: kolejnosc dat 24.05.12, 17:21
                    no coz, kramko, rob jak uwazasz. nadal uwazam ze spis pblikacji powinien odwrtonie chronilgiczny. autoreferat to co innego i powinien byc problmeowy.
              • akot20 Re: kolejnosc dat 24.05.12, 14:30
                Naprawdę się nie spotkałaś? Z mojej działki większość osób tak szereguje swoje publikacje w cv i na swoich stronach internetowych. Pierwszy z brzegu przykład, zapełnie przypadkowy (osoba mi nie znana) po szyblik wyszukaniu w sieci:
                www.nuff.ox.ac.uk/General/Members/Gambetta.aspx?pub=articles
                • kramka1 Re: kolejnosc dat 24.05.12, 17:30
                  No to sie nie zrozumieliśmy...
                  Napisałeś: "Stosuje się go też najczęściej w CV nienaukowych. Wtedy to co jest najbardziej aktualne jest na pierwszym planie. Podobnie w publikacjach daje pierwszeństwo najnowszym dokonaniom."
                  Co ja zinterpretowałam jako uwagi o porządku szeregowania w CV i w publikacjach. A nie, że chodzi o liste publikacji zamieszczoną w cv.
                  • kramka1 Re: kolejnosc dat 28.05.12, 22:05
                    Znajomy podrzucił mi link do ciekawej recenzji z jego dziedziny. Polecam, bo to frapująca lektura i jak znalazł do różnych rozważań Habilitanta.
                    www.ck.gov.pl/images/PDF/Awanse/WodeckaBeata/zal2.pdf
                    • habilitant2012 Re: kolejnosc dat 29.05.12, 01:07
                      To rzeczywiście frapująca lektura. Jak napisałem w tym wpisie, bardzo dobrze, że taka recenzja powstała. Mam nadzieję, że i inni recenzenci będą podnosić te kwestie, jednocześnie rozstrzygając niespójności na korzyść habilitantów.
                      • rudamaruda1949 Zastępca przewodniczącego Centralna Komisja ... 29.05.12, 09:29
                        Dobrze, że ten konkretnie Profesor to Zastępca przewodniczącego Centralna Komisja do Spraw Stopni i Tytułów, w zasadzie ten głos nie powinien zostać zignorowany.
                        • habilitant2012 Re: Zastępca przewodniczącego Centralna Komisja 29.05.12, 11:21
                          To jest rzeczywiście bardzo dobra wiadomość.

                          Podejrzewam, że to właśnie dlatego, że jest przewodniczącym, postanowił o swych wątpliwościach napisać.


                          rudamaruda1949 napisała:

                          > Dobrze, że ten konkretnie Profesor to Zastępca przewodniczącego Centralna Komi
                          > sja do Spraw Stopni i Tytułów, w zasadzie ten głos nie powinien zostać zignorow
                          > any.
                          • kramka1 Re: Zastępca przewodniczącego Centralna Komisja 29.05.12, 12:15
                            Ale ta recenzja pokazuje tez bezsilność CK i jej prominentnych członków w sprawie reformy nauki na etapie tworzenia nowej ustawy. Bo przeciez wątpliwosci wyrazone w tej recenzji to nie jest wyłącznie wynik lektury gotowej ustawy, lecz także wczesniejszej lektury jej projektu. Z tego, co mi sie obiło o uszy, wiele istotnych uwag ze strony członków CK nie zostało uwzglednionych przy tworzeniu nowego prawa. No i mamy to, co mamy, czyli sytuację trudną tak dla habilitantów jak i recenzentów ich prac.
                            Przy okazji, czytałam gdzies ostatnio recenzje z doktoratu-składanki kilku publikacji. Jeden z recenzentów odniósł sie do niesłusznych jego zdaniem sformułowan zawartych w wydanych artykułach, a drugi napisał, ze nie dyskutuje z samymi tekstami, bo zostały już przeciez sprawdzone przez fachowców-recenzentów z bardzo powaznych czasopism,w których sie ukazały. Mnie to drugie podejście zdecydowanie bardziej sie podoba. I oby było więcej takich recenzentów, którzy z akceptacją podejda do faktu, ze maja do czynienia z juz zaopiniowanymi tekstami.
                            • dala.tata Re: Zastępca przewodniczącego Centralna Komisja 29.05.12, 12:37
                              Ten drugi problem, o ktorym piszesz, jest wg mnie bardziej dotkliwy niz sie wydaje. Gdy niedawno pisalem recenzje habilitacyjna, zastanawialem sie, po jaka cholere mam oceniac rozprawe, skoro ksaizka zostala wydana w serii z bardzo przyzwoitym redaktorem i przeszla przez recenzje. to co ja mam oceniac? ocene recenzentow?

                              Dlatego wlasnie ja mam watpliwosci, po jaka cholere czytac dorobek habilitanta (proon sie strasznie pogniewal na mnie o to). No przeciez to jest juz opublikowane. Wszystko, co mozna ocenic to to, jaki jest ten dorobek (a nie poszczegolne jego czesci, bo to jest juz ocenione). Jedynym wyjatkiem bylby gatunek rozprawy - habilitacja powinna prezetnowac nowe badania, a nie steszczac stare (to robia podreczniki). Absurdalne jest wg mnie wypowiadanie sie na temat tekstow z czolowych pism miedzynarodowych. Po co? Zakladajac, ze habilitant publikuje w NEJM (IF > 50), to recenzent (na dodatek, szanse sa, sam nie publikuje) ma skomentowac, czy to dobre? My juz wiemy, ze to dobre, nie potrzebujemy recenzenta do tego, by to potwierdzil.
                              • kramka1 Re: Zastępca przewodniczącego Centralna Komisja 29.05.12, 12:58
                                No własnie, tu jest sedno. Dlatego też jako reprezentantka nauk, w których weryfikatorem jakości moga być publikacje w prestizowych czasopismach, optowałam za zniesieniem habilitacji. Bo jeżeli mam dobry dorobek i jestem cytowana, to co mi zmieni w relacjach ze swiatem moich zagranicznych czytelników moja habilitacja? Moim zdaniem nic.
                                A przy okazji habilitacji przezywam mniej wiecej podobne rozterki jak Habilitant: co bedzie, gdy recenzent z gorszym dorobkiem nie zaakceptuje mojego dorobku lub nie zrozumie mojej tematyki? Ćwiczyłam to niezrozumienie już przy okazji mnisterialnego grantu oraz artykułu wysłanego dla krajowej redakcji dośc ważnego anglojezycznego pisma: oba poległy, bo zastrzeżenia były odnośnie metodyki, która uzywają wszyscy w branży, ale tu, w PL, z racji na brak krajowych fachowców, ta metodyka jest kwestionowana.
                                Stąd właśnie ta recenzja prof. Wegrzyna mi tak sie spodobała. Jest odniesienie do wskazników wymaganych przez nowe przepisy, nie ma odnosnie tresci prac.
                                • kramka1 OT do Habilitanta 29.05.12, 13:36
                                  Habilitancie, małe sprostowanie. "Obiło sie" nie oznacza, ze ja to wiem z pierwszej reki. To dokładnie oznacza, ze wiem metodą "jedna pani drugiej pani". A JPDP nie jest metodą zasługująca na pełną wiarę i opinia wydana na jej podstawie jako taka nie powinna byc cytowana na równi z bardziej wiarygodnymi źródłami. To tak w kwestii mojej ewentualnej kariery jako autorytetu do podpierania sie w dyskusjach. ;))
                                  JPDP usciśla to raczej jako zlekceważenie w procesie legislacji, ale samo nie jest pewnie tej interpretacji. ;))
                                  Przy okazji, skąd Ci sie wziął ten "Marek"?
                                  • habilitant2012 Re: OT do Habilitanta 29.05.12, 14:13
                                    Nie mam pojęcia, skąd się wziął Grzegorz Marek....Choć dziwniejsze rzeczy się zdarzały na świecie, ta jest dość dziwna. Sprawdzałem, czy nie ma jakiegoś Marka w składzie CK, ale nie.... no ale Grzegorz stał się już Węgrzynem - dziękuję.

                                    Pomyślałem, że mówisz o ważnej zasadzie JPDP, dlatego napisałem, że podejrzewasz scenariusz. Co do samego scenariusza, to nie jestem pewien, czy to jest ważne, kto zawalił czy zignorował. Dużo ważniejsze jest to, że po raz kolejny wychodzi bubel, który ma konkretne konsekwencje dla konkretnych ludzi w konkretnych ważnych sprawach.
                                • dala.tata Re: Zastępca przewodniczącego Centralna Komisja 29.05.12, 13:39
                                  Rozumiejac to, ja jestem w pelni za utrzymaniem habilitacji, ale wlasnie jako oceny dorobku. Takie oceny sa na calym swiecie i wszyscy sobie z tym jakos radza. od dluzszego czasu uwazam, ze najwiekszym problemem polskiej habilitacji sa wlasnie recenzenci (czesto nie potrafiacy wyscubic nosa spoza wlasnego podworka) i jakosc recenzji.

                                  I nie moge sie doczekac wysypu recenzji humanistycznych.
                                  • charioteer1 Re: Zastępca przewodniczącego Centralna Komisja 29.05.12, 13:58
                                    > I nie moge sie doczekac wysypu recenzji humanistycznych.

                                    Pierwsze postepowanie zostalo juz zakonczone.
                                    • dala.tata Re: Zastępca przewodniczącego Centralna Komisja 29.05.12, 14:18
                                      zauwazylem. ale po tym, jak uslyszalem, ze historia jest nasza polska, nie chce mi sie nawet zagladac do recenzji.
                                      • charioteer1 Re: Zastępca przewodniczącego Centralna Komisja 29.05.12, 14:31
                                        Mnie sie rzucilo w oczy w konkluzji (pozytywnej) jednej z recenzji, ze habilitant pisze duzo i szybko. Na takie dictum tez mi sie nie chcialo reszty czytac.
                                        • dala.tata Re: Zastępca przewodniczącego Centralna Komisja 29.05.12, 15:13
                                          szczerze sie rozesmialem. Bo to juz nawet trudno sie zalamywac.....

                                          charioteer1 napisał:

                                          > Mnie sie rzucilo w oczy w konkluzji (pozytywnej) jednej z recenzji, ze habilita
                                          > nt pisze duzo i szybko. Na takie dictum tez mi sie nie chcialo reszty czytac.
                                          >
                                        • habilitant2012 Re: Zastępca przewodniczącego Centralna Komisja 29.05.12, 15:38
                                          Ba! Habilitantowi nie jest obca tematyka ogólnopolska, a nawet publikuje w czasopismach o zasięgu ogólnopolskim.

                                          Oh yeahhhh!
                                          • ul_aa Re: Zastępca przewodniczącego Centralna Komisja 30.05.12, 10:07
                                            Pierwsze recenzje z filozofii (jeszcze nie na stronie CK, ale na wydziałowej):
                                            wfis.uw.edu.pl/stopnie-i-tytuly-naukowe/ogloszenia-dot-habilitacji/
                                            • rudamaruda1949 Definicja samodzielnego pracownika 07.06.12, 06:57
                                              Cytat Granicę między „niesamodzielnym pracownikiem naukowym” a
                                              myślicielem upatruję bowiem w tym, iż ten pierwszy zawsze
                                              potrzebuje podpierać się Bachtinowskim „alibi” w postaci ogromnej
                                              bibliografii i przypisów – „podpórki” cudzych poglądów, natomiast
                                              samodzielny myśliciel ryzykuje na własne konto. Głosi osobiste
                                              przemyślenia „bez alibi”, gotów je w każdej chwili bronić pod swoim
                                              nazwiskiem. Zdecydowany- tym samym - ponosić pełną
                                              odpowiedzialność za to, co prze- myślał , a przedtem prze- żył i prze-
                                              cierpiał. Jak pisał W. Gombrowicz, „najwyższą formą obiektywizmu
                                              jest uświadomiony subiektywizm”.

                                              za: wfis.uw.edu.pl/wp-content/uploads/recenzja-prof.mizinska.pdf

                                              więc jak komuś napisze się podobnie jak komuś wcześniej i nie da przypisu, to się nie nazywa więc plagiat a samodzielne sformułowanie poglądu podobnego do czyjegoś wcześniejszego poglądu
                                              • ford.ka Re: Definicja samodzielnego pracownika 07.06.12, 08:30
                                                Wprost przeciwnie - trzeba pisać wyłącznie to, czego nikt nie napisał wcześniej i do czego w żaden sposób nie da się zrobić przypisu. Ups. Przecież gdyby to traktowac serio, trzeba by 90% habilitacji odebrać...
                                              • dala.tata Re: Definicja samodzielnego pracownika 07.06.12, 10:03
                                                Co za belkot. Co za zadecie! To sa bzdury, ktore odbieraja dech w piersi.

                                                Mnie sie najbardziej podoba opozycja miedzy niesamodzielnym pracownikeim a myslicielem. Znanym faktem jest przeciez, Ze habilitant nie mysli. Mozliwosc Myslenia uzyskuje dzieki swiatlu habilitacyjnemu.
                                                • dala.tata Re: Definicja samodzielnego pracownika 07.06.12, 10:17
                                                  Zaczalem czytac recenzje. Scierpialem prolegomena do recenzji (prolegomena!), wyspy dra Nowaka ukladajace sie w archipelag tez zdzierzylem, niestety odpadlem przy slowie 'chwytywanie'. Poziom pretensjonalnosci tej recenzji przeosl mnie.
                                                  • chilly Re: Definicja samodzielnego pracownika 07.06.12, 11:02
                                                    Dlatego, dala, nigdy nie zostaniesz "samodzielnym pracownikiem naukowym" w zakresie filozofii :)
                                                    A przy okazji - ciekaw jestem opinii n.t. habilitacji z tak pomiatanej na forum pedagogiki. Jest np. taki wniosek:
                                                    www.ck.gov.pl/images/PDF/Awanse/PolakKrzysztof/autoreferat.pdf
                                                    Albo drugi:
                                                    www.ck.gov.pl/images/PDF/Awanse/Piotrowski%20%20Przemyslaw/Piotrowski-Wniosek.pdf
                                                    Tyle, że ten akurat kandydat jest psychologiem, praca także wydaje się mieć taki charakter, a dalsze zamierzenia badawcze też nie kojarzą mi się z pedagogiką.
                                                  • dala.tata Re: Definicja samodzielnego pracownika 07.06.12, 11:23
                                                    Ba! nigdy nie zostane myslicielem!

                                                    chilly napisał:

                                                    > Dlatego, dala, nigdy nie zostaniesz "samodzielnym pracownikiem naukowym" w zakr
                                                    > esie filozofii :)
                                                  • charioteer1 Re: Definicja samodzielnego pracownika 07.06.12, 11:27
                                                    chilly napisał:

                                                    > Dlatego, dala, nigdy nie zostaniesz "samodzielnym pracownikiem naukowym" w zakr
                                                    > esie filozofii :)
                                                    > A przy okazji - ciekaw jestem opinii n.t. habilitacji z tak pomiatanej na forum
                                                    > pedagogiki. Jest np. taki wniosek:
                                                    > www.ck.gov.pl/images/PDF/Awanse/PolakKrzysztof/autoreferat.pdf

                                                    On dzieli liczbe punktow przez liczbe wspolautorow. Gdyby fizykowi w ten sposob policzyc punkty, na habilitacje nie mialby zadnych szans. Malo publikacji i w dodatku tylko jedna samodzielna.
                                                  • adept44_ltd Re: Definicja samodzielnego pracownika 07.06.12, 11:54
                                                    tak na oko ma dorobek większy od większości habilitowanych pedagogów (nie licząc oczywiście naszego tu-gościa-dyskutanta), no i uparciuszek, trzeci raz pochodzi do hab...
                                                  • chilly Re: Definicja samodzielnego pracownika 07.06.12, 23:43
                                                    You're talking to me? To me, adept?
                                                  • adept44_ltd Re: Definicja samodzielnego pracownika 07.06.12, 23:47
                                                    zapomniałem... ;-)
                                                  • pfg Re: Definicja samodzielnego pracownika 07.06.12, 13:45
                                                    charioteer1 napisał:

                                                    > On dzieli liczbe punktow przez liczbe wspolautorow. Gdyby fizykowi w ten
                                                    > sposob policzyc punkty, na habilitacje nie mialby zadnych szans. Malo publikacj
                                                    > i i w dodatku tylko jedna samodzielna.

                                                    Grrr... Nie ma habilitacji za punkty! I dzięki Bogu, że nie ma habilitacji za punkty.
                                                    W przypadku "osiągnięcia habilitacyjnego" takiego, jak w omawianym przypadku - prace zbiorowe, trzech autorów powtarza się w większości z nich, ale habilitant zawsze jest pierwszym autorem - kluczowe będą oświadczenia współautorów, ustalenie, czy wkład habilitanta był dominujący, czy przyczynkarski i czy habilitant wykonywał jakąś część samodzielnie. *Dokładnie to* analizuje dwóch z trzech recenzentów, w tym prof. Tomala z naszego Wydziału.

                                                    Natomiast punkty za prace wieloautorskie dzieliło się - zresztą według różnych algorytmów -
                                                    na poszczególnych autorów przy ocenie parametrycznej instytucji (wydziałów, instytutów).
                                                  • charioteer1 Re: Definicja samodzielnego pracownika 07.06.12, 13:58
                                                    pfg napisał:

                                                    > Grrr...

                                                    Nie warcz na mnie... Ja to wszystko wiem. Wlosy mi staja deba, jak widze, co wszelkiej masci humanisci wyprawiaja ze wspolautorstwem.
                                                  • adept44_ltd Re: Definicja samodzielnego pracownika 07.06.12, 14:12
                                                    ale to chario raczej wszelkiej maści niż humaniści... w humanistyce sensu stricto rzadko spotkasz prace współautorskie i to rzadko znaczy - bardzo rzadko :)
                                                  • dala.tata Re: Definicja samodzielnego pracownika 07.06.12, 14:19
                                                    To prawda. i od czasu, kiedy uslyszalem od polonistki, ze prace wspolautorskie nie licza sie do dorobku, zwatpilem, czy humanisci sensu stricto w ogole rozumieja idee wspolautorstwa.

                                                    adept44_ltd napisał:

                                                    > ale to chario raczej wszelkiej maści niż humaniści... w humanistyce sensu stric
                                                    > to rzadko spotkasz prace współautorskie i to rzadko znaczy - bardzo rzadko :)
                                                  • adept44_ltd Re: Definicja samodzielnego pracownika 07.06.12, 14:36
                                                    ale też ja nie za bardzo widzę, na czym taka praca miałaby polegać (sam mam jedną taką na koncie, w zasadzie zostałem zmuszony do dopisania się w związku ze swoim wkładem pomysłowo-redakcyjnym w tekst)...
                                                  • charioteer1 Re: Definicja samodzielnego pracownika 07.06.12, 14:39
                                                    Skoro zostales dopisany, to rzeczywiscie nie rozumiesz.
                                                  • adept44_ltd Re: Definicja samodzielnego pracownika 07.06.12, 14:47
                                                    nie mam przekonania, czy to właściwie wysnuty wniosek :) (mogę natomiast rozumieć taki proceder w lingwistyce, przynajmniej w jej części, w tym, co Ty robisz - choć nie mam też przekonania, że to tylko humanistyka...).
                                                  • dala.tata Re: Definicja samodzielnego pracownika 07.06.12, 14:48
                                                    no coz, to ze nie widzisz, moze niekoniecznie wyklucza ja z dorobku innych :-)

                                                    adept44_ltd napisał:

                                                    > ale też ja nie za bardzo widzę, na czym taka praca miałaby polegać (sam mam jed
                                                    > ną taką na koncie, w zasadzie zostałem zmuszony do dopisania się w związku ze s
                                                    > woim wkładem pomysłowo-redakcyjnym w tekst)...
                                                  • adept44_ltd Re: Definicja samodzielnego pracownika 07.06.12, 14:55
                                                    ale ja w ogóle nie wykluczam :), nie wiem, skąd ci się to wzięło... jestem za wkluczaniem... :)
                                                    tak sobie tylko głośno myślę, czy np. N. Davies powinien dopisywać researcherów i redaktorów polskich wersji...??? no, nie, a może powinien? (co do reszty, którą dostrzegam jako istniejącą, wspomniałem w poprzednim poście). Ciekawi mnie raczej to, na ile wynika ta kwestia z faktu, że "tradycyjna" humanistyka wyrasta z epoki indywidualności, a na ile po prostu ze specyfiki przedmiotu, ot tyle :)
                                                  • pfg Re: Definicja samodzielnego pracownika 07.06.12, 15:01
                                                    charioteer1 napisał:

                                                    > Nie warcz na mnie... Ja to wszystko wiem.

                                                    A, to przepraszam.
                                              • habilitant2012 Re: Definicja samodzielnego pracownika 07.06.12, 13:48
                                                Bardzo się cieszę, że mogę donieść, iż już opisałem tę niezwykłość: moment oświecenia habilitacyjnego .
    • habilitant2012 Re: Autoreferat niejedno ma imie... 29.05.12, 15:55
      Nie powstrzymałem się i skomentowałem.
      • charioteer1 Re: Autoreferat niejedno ma imie... 29.05.12, 16:43
        Hehe, w dwoch swiatach to ja zyje od dawna. Zaczelo sie od lekkiej schizy, teraz wszystko wskazuje na to, ze wojna swiatow jest nieuchronna.
      • flamengista dużo i szybko 07.06.12, 21:39
        tak, znam ten model "rozwoju naukowego". Sam publikuję po 6-7 artykułów rocznie, co uważam za liczbę zbyt dużą i chcę zmniejszyć ją do 3-4. Ale za to solidnych.

        Co mnie powstrzymywało do tej pory? Ano zachowanie niektórych kolegów, którzy rocznie produkują po 10-15 publikacji, zgarniając co roku nagrody rektora za wyniki naukowe. A raczej nie ich zachowanie - tylko oczekiwania recenzentów, o których właśnie wspomniałeś.

        Po doktoracie usłyszałem, że bez 30 publikacji podoktoratowych nie ma się co brać za pisanie książki habilitacyjnej. Gdy spytałem o jakość tych publikacji, stwierdzono że dorobek ma być głównie "ilościowy"...
    • dala.tata Re: Autoreferat niejedno ma imie... 04.06.12, 13:58
      tabelka z iloscia stron przypadajaca na habilitantke jest dosc rozczulajaca. Habilitantka notuje nawet ilosc stron w artykule i zestawia je z iloscia stron, ktore sama napisala w tekstach, ktorych jest jedyna autorka.

      i warto zwrocic uwage na to, ze autorka dokladnie omawia badania i ksiazke. zaden tam wklad w dyscypline. Omowienie jest tak dokladna, nawiasem mowiac, ze autorka moze zakladac, ze recenzenci nie dadza rady przeczytac jej dziela.
      • charioteer1 Re: Autoreferat niejedno ma imie... 04.06.12, 19:00
        dala.tata napisał:

        > tabelka z
        > iloscia stron przypadajaca na habilitantke jest dosc rozczulajaca. Habilitantka
        > notuje nawet ilosc stron w artykule i zestawia je z iloscia stron, ktore sama
        > napisala w tekstach, ktorych jest jedyna autorka.

        Jezeli chce sie habilitowac na podstawie pracy wspolautorskiej, to nie jest to glupi pomysl. Niektorzy recenzenci maja specyficzne podejscie do wspolautorstwa. Z wspolautorami tez roznie bywa, wiec dobrze miec pewne rzeczy czarno na bialym.
        • kramka1 Re: Autoreferat niejedno ma imie... 04.06.12, 19:42
          " Habilitantka notuje nawet ilosc stron w artykule i zestawia je z iloscia stron, ktore
          sama napisala w tekstach, ktorych jest jedyna autorka."
          "Jezeli chce sie habilitowac na podstawie pracy wspolautorskiej, to nie jest to
          glupi pomysl."

          No oczywiscie nie jest głupi. Moze tabelka wygląda z lekka smiesznie, ale spełnia swoje zadanie. Wiadomo, co konkretnie autorka zrobiła. Pewien ważny członek CK przy omawianiu nowych przepisów sugerował, ze wspołudział ma byc okreslony nie przez %, lecz wskazanie, ktorą czynnośc przy badaniach, który wynik, ktory wykres i którą tabelkę zrobił aplikant. Ja tak własnie podejdę do oświadczen wspolautorów. Co mi po tym, ze napiszą np. 30%, skoro ja jestem autorem 100% badań wykonanej konkretna metodą (a to z kolei wynosi np. 50% całej pracy), i na temat zastosowania tej metody bedzie moja hablitacja.
          • dala.tata Re: Autoreferat niejedno ma imie... 04.06.12, 20:31
            A to bardzo przepraszam. Ja sie odzywem z sasiedniego wszechswiata.
          • pfg Re: Autoreferat niejedno ma imie... 04.06.12, 23:14
            kramka1 napisała:

            > Wiadomo, co konkretnie autorka zrobiła. Pewien ważny członek
            > CK przy omawianiu nowych przepisów sugerował, ze wspołudział ma byc okreslony
            > nie przez %, lecz wskazanie, ktorą czynnośc przy badaniach, który wynik, ktory
            > wykres i którą tabelkę zrobił aplikant.

            No tak zgodnie z doktryną ma być. Praca współautorska może być podstawą habilitacji, jeżeli kandydat robił wydzieloną część badań. (Cytuję z pamięci.)
        • nullified Re: Autoreferat niejedno ma imie... 04.06.12, 20:08
          aspirantka do habilitacji idzie metoda:

          "wymyśl najgłupszy sposób interpretowania mętnych zasad"

          i to jest słuszne.
    • dala.tata Re: Autoreferat niejedno ma imie... 04.06.12, 14:11
      jest tez pierwsze zakonczone postepowanie w naukach spolecznych. Jedna z recenzentek uwaza index h=1 za dowod za wysoki poziom merytoryczny publikacji habilitantki. nic dodac, nic ujac.
      • pfg Re: Autoreferat niejedno ma imie... 04.06.12, 23:16
        dala.tata napisał:

        > Jedna z recenzentek uwaza index h=1 za dowod za wysoki poziom merytoryczny publikacji

        Wow! Ktoś coś zacytował!
    • dala.tata Re: Autoreferat niejedno ma imie... 20.06.12, 12:38
      Przepraszam, ale nie moge sie powstrzymac.

      Otoz dzieki temu autoreferatowi wiemy jak po angieslku jest 'autoreferat'. I okazuje sie, ze 'autoreferat' po angielsku jest 'autoreferat' :-) (str. 16). zastanawiam sie, czy sie ty wymagia [otorefirat] czy moze po prostu [otoreferat] czy tez bardziej ze swojska [autoreferat].
      • adept44_ltd Re: Autoreferat niejedno ma imie... 20.06.12, 13:09
        "Kontakt poprzez sztukę zbliża dzieci i ludzi do siebie"


        psycholog po KUL...
        • adept44_ltd Re: Autoreferat niejedno ma imie... 20.06.12, 13:14
          a tak na marginesie to wtf??? wniosek profesorski??? bo facet pisze, że był promotorem pomocniczym jak nie było takiej funkcji oraz pisze, że jest obecnie promotorem doktoratu... już za pisanie bredni wywaliłbym...
          • dala.tata Re: Autoreferat niejedno ma imie... 20.06.12, 13:53
            na psychologii kwantowej to sie nie znam, ale dla mnie to on powinien dostac habilitacje z czarnej magii.
        • dala.tata Re: Autoreferat niejedno ma imie... 20.06.12, 13:55
          na stronie 8 jest akapit o swiadomosci. i dowiadujemy sie tam, ze w starosci swiadomosc ginie zanika, bo se czlowiek nie moze przypomniec o roznych rzeczach....katastrofa
          • fajnytoster Re: Autoreferat niejedno ma imie... 20.06.12, 14:59
            Facet jest ogólnie niezły jajcarz :)
            Dla przykładu:
            - chwali się projektami składanymi do KBN-u (czyli złożonymi - ale nie uzyskanymi - wnioskami grantowymi) - str. 9
            - jest promotorem doktoratu, w którym jeszcze nie otworzono przewodu - str. 10
            - odkrył "niepodważalną hipotezę badawczą" - str. 10
            - jest autorem 21 artykułów pod redakcją - str. 11
            - jest założycielem i prezesem internetowej grupy dyskusyjnej (wow!) - str. 12 ("aby zamieszczać posty w tej grupie wyślij e-mail na adres..." - reklama dźwignią nauki, najlepiej w autoreferacie)
            Czy to uwspółcześniona wersja rodzimego Sokala? Lepiej za mocno nie krytykować, bo mam nadzieję, że zbieżność nazwisk przypadkowa ;-)
      • pfg Re: Autoreferat niejedno ma imie... 20.06.12, 14:49
        dala.tata napisał:

        > Otoz dzieki temu autoreferatowi

        To jest bełkot. Czysty bełkot.
        • dala.tata Re: Autoreferat niejedno ma imie... 20.06.12, 15:28
          Mialem nadzieje ze to powiesz. i nie okaze sie, ze za chwile bede musial sie uczyc psychologii kwantowej.

          pfg napisał:

          > dala.tata napisał:
          >
          > > Otoz dzieki temu autoreferatowi
          >
          > To jest bełkot. Czysty bełkot.
          • pfg Re: Autoreferat niejedno ma imie... 20.06.12, 15:35
            dala.tata napisał:

            > i nie okaze sie, ze za chwile bede musial sie uc
            > zyc psychologii kwantowej.

            Tego, mój drogi, nie można wykluczyć. Czasy się zmieniają. Witaj, psychologio kwantowa, witaj, simpsonologio!
            • dala.tata Re: Autoreferat niejedno ma imie... 20.06.12, 16:04
              ah, ja nie wykluczam, ja po prostu mialem nadzieje, ze psychologia kwantowa bedzie w innej wersji niz ta zaproponowana w autoreferacie.
              • kramka1 Re: Autoreferat niejedno ma imie... 20.06.12, 17:25
                Mnie powalił nastepujący "wkład pracy w rozwój nauki":
                "Na podstawie wieloletnich badań wykazałem, ze muzyka typu house, heavy-metal, techno zaburzają rozwój aparatu rozrodczego u dziewcząt, czynność menstruacyjną rytmów biologicznych i prowadzi, to do: niepłodności /../" (pisownia oryginalna).

                Moje rytmy biologiczne mówią: ciszej nad tą trumną....
                • dala.tata Re: Autoreferat niejedno ma imie... 20.06.12, 17:46
                  starczy, ze siadziesz kolo Nergala i masz po ptokach.

                  kramka1 napisała:

                  > Mnie powalił nastepujący "wkład pracy w rozwój nauki":
                  > "Na podstawie wieloletnich badań wykazałem, ze muzyka typu house, heavy-metal,
                  > techno zaburzają rozwój aparatu rozrodczego u dziewcząt, czynność menstruacyjn
                  > ą rytmów biologicznych i prowadzi, to do: niepłodności /../" (pisownia oryginal
                  > na).
                  >
                  > Moje rytmy biologiczne mówią: ciszej nad tą trumną....
    • dala.tata Re: Autoreferat niejedno ma imie... 22.06.12, 15:56
      ten habilitant w swym autoreferacie nawet nie potrafil ze zrozumieniem przeczytac ustawy i rozporzadzenia. dla niego osiagniecie (po staremu rozprawa) to calosc dorobku pulikacyjnego.

      i juz nie wiem czy smiac sie, czy plakac (ze smiechu).
      • dala.tata Re: Autoreferat niejedno ma imie... 22.06.12, 16:04
        i bardzo mi sie podoba na str. 14 postawa historyka. Habilitant apeluje O cala prawde, a nie manipulowanie faktami.

        O cala prawde! to jest prawdziwa historia! a nie jakas, panie, postmodernistyczna (tfu!)!
        • fajnytoster Re: Autoreferat niejedno ma imie... 22.06.12, 16:17
          Mi tam najbardziej podoba się sprawdzanie cytowań przez aplikację "Publisch and Perish" :)
          freudian slip?
          • dala.tata Re: Autoreferat niejedno ma imie... 22.06.12, 16:21
            Moglby byc konsekwentny i zrobic: Publisch und Perisch

            fajnytoster napisał:

            > Mi tam najbardziej podoba się sprawdzanie cytowań przez aplikację "Publisch
            > and Perish"
            :)
            > freudian slip?
        • dala.tata Re: Autoreferat niejedno ma imie... 22.06.12, 16:19
          lakonicznosc tego autoreferatu jest idzie chyba nieco daleko..
          • adept44_ltd Re: Autoreferat niejedno ma imie... 22.06.12, 17:16
            lakoniczna, bo dostała tylko gran... gdyby miała grant, to by się rozpisała...
            • dala.tata Re: Autoreferat niejedno ma imie... 22.06.12, 17:19
              dobrze ze nie gram :-)

              adept44_ltd napisał:

              > lakoniczna, bo dostała tylko gran... gdyby miała grant, to by się rozpisała...
              • adept44_ltd Re: Autoreferat niejedno ma imie... 22.06.12, 17:26
                nie starczyłby, by wpaść na pomysł zajmowania się tym, czym się zajmuje habilitantka...
      • akot20 Re: Autoreferat niejedno ma imie... 22.06.12, 16:30
        Niejeden nie zrozumiał, np. tutaj www.ck.gov.pl/images/PDF/Awanse/NowakPiotr/autoreferat.pdf
        Recenzenci też nie wszyscy zrozumieli. Tutaj dużym błędem CK było znaczne opóźnienie z opracowaniem instrukcji i ujednoliconych formularzy. Nikt też chyba ze strony CK nie kontroluje co ludzie wypisują w tych autoreferatach i recenzjach i w jaki sposób odnoszą się do "osiągnięcia". W sumie dużo zamieszania wniosła ta zmiana terminologiczna w ustawie. U nas na wydziale wziąż słychać, że w nowej procedurze nie trzeba mieć rozprawy. A przecież zgodnie z ustawą "osiągnięcie" to mniej więcej to samo co poprzednio "rozprawa", forma też analogiczna (monografia lub cykl publikacji).
        • dala.tata Re: Autoreferat niejedno ma imie... 22.06.12, 16:38
          zupelnie sie z tym nie zgadzam. ujednolicenie na tympoziomie rozwoju naukowego jest nieporozumieniem. kazdy powienien pisac, jak chce. jak habilitant chce napisac, ze ma zajebisty dorobek, niech pisze. recenzenci maja ocenic, co pisze habbilitant. i tyle.
          • akot20 Re: Autoreferat niejedno ma imie... 22.06.12, 16:44
            No ja uważam inaczej. Uważam, że habilitant powinien podać co jest jego "osiągnięciem", skoro tego wymaga ustawa. A jak nie poda, to powinno się mu zwrócić dokumenty, bo nie sposób go ocenić zgodnie z ustawą. A ujednolicony format autoreferatu wymusza podanie tego, co trzeba. Co do formularzy dorobku to nie uważam, że są w porządku (oprócz przesady w oświadczeniach przy publikacjach współautorskich). Porządkują i ułatwiają ocenę.
            • agn Re: Autoreferat niejedno ma imie... 22.06.12, 16:55
              Miało być "Co do formularzy dorobku to uważam, że są w porządku (oprócz przesady w oświadczeniach przy publikacjach współautorskich). Porządkują i ułatwiają ocenę."


              akot20 napisała:

              Co do formularzy dorobku to nie uważam,
              > że są w porządku (oprócz przesady w oświadczeniach przy publikacjach współauto
              > rskich). Porządkują i ułatwiają ocenę.
            • dala.tata Re: Autoreferat niejedno ma imie... 22.06.12, 17:03
              Jesli habilitant nie jest w stanie przeczytac ustawy i rozporzadzenia, to bardzo mozliwe, ze nie powienien byc habilitantem. Jesli trzeba 'wymusic' podanie tego, co trzeba, na poziomie habilitacji, to na poziomie licencjatu powinnismy wymagac przepisywania z tablicy.
      • charioteer1 Re: Autoreferat niejedno ma imie... 24.06.12, 00:47
        dala.tata napisał:

        > dla niego osiagniecie (po staremu rozprawa) to calosc dorobku pulikacyjnego.

        No to mamy problem. Wyglada na to, ze osiagnieciem dla humanisty jest wszystko, czyli nic, a pozostaly dorobek to brak dorobku (ehem, udzial w recenzowanych konferencjach naukowych...).
        • charioteer1 Re: Autoreferat niejedno ma imie... 24.06.12, 00:55
          Osiagniecie to 6 artykulow opublikowanych, 1 tlumaczenie, 3 prace w druku. Ide poszukac szczeki w piwnicy.
          • chilly Re: Autoreferat niejedno ma imie... 24.06.12, 09:31
            Może liczy na stara zasadę: nieważna praca, ważny promotor (z dowcipu o wilku, zajączku i jego promotorze misiu). Choć formalnego promotora przy habilitacji, rzecz jasna, nie ma.
            Mnie niemniej zdumiała zasobność finansowa KUL. Mało kto - zwłaszcza w humanistyce - ma możliwość zwiedzić (konferencyjnie) taki kawał świata.
            A z innej jeszcze strony, już w starym systemie zdumiewało mnie zróżnicowanie wymagań w poszczególnych dyscyplinach. W jednej kandydat, mając 20 publikacji w impaktowanych żurnalach zastanawiał się czy już występować, w innej - 10 publikacji w "Buraku Polskim", "Postępach Krawieckich" czy "Osiągnięciach Żurnalistyki" wystarczało na habilitację.
            • kramka1 Re: Autoreferat niejedno ma imie... 24.06.12, 10:01
              chilly napisał:
              "już w starym systemie zdumiewało mnie zróżnicowanie wymagań w poszczególnych dyscyplinach. W jednej kandydat, mając 20 publikacji w impaktowanych żurnalach zastanawiał się czy już występować, w innej - 10 publikacji w "Buraku Polskim", "Postępach Krawieckich" czy "Osiągnięciach Żurnalistyki" wystarczało na habilitację."
              U mnie na Wydziale dawniej mówiło sie o 5 publikacjach do hab. i 5 pozostałych oraz łacznie-kiedyś 200 pkt., a potem 300 pkt. MNiSW Oczywiscie nie mowiło sie tak o "buraczanych" publikacjach, ale o mniej czy bardziej liczacych sie (nie po polsku, rzecz jasna, ale to oczywiscie specyfika dziedziny eksperymentalnej). Duzo czy mało, kwestia umowna, Wydział jest pewnie w srodku krajowej stawki ze swojej dziedziny.
              W ogóle w naukach, w których trzeba zrobic jakis eksperyment, na który z kolei trzeba z reguły sporych pieniędzy, liczba publikacji bywa chyba z zasady niższa niż u nieeksperymentalnych. Mnie w każdym razie powala dorobek liczacy kilkadziesiąt pozycji. U mnie taki dorobek to domena porządnej profesury; adiunkt miewa odpowiednio mniej, czyli poniżej 20.
              • dala.tata Re: Autoreferat niejedno ma imie... 24.06.12, 12:14
                wow! 10 publikacji od doktoratu do habilitacji. to jest niezle. naprawde niezle. i jeszcze 8 lat to malo.


                kramka1 napisała:

                > U mnie na Wydziale dawniej mówiło sie o 5 publikacjach do hab. i 5 pozostałych
                > oraz łacznie-kiedyś 200 pkt., a potem 300 pkt. MNiSW Oczywiscie nie mowiło sie
                > tak o "buraczanych" publikacjach, ale o mniej czy bardziej liczacych sie (nie p
                > o polsku, rzecz jasna, ale to oczywiscie specyfika dziedziny eksperymentalnej).
                • charioteer1 Re: Autoreferat niejedno ma imie... 24.06.12, 13:57
                  dala.tata napisał:

                  > wow! 10 publikacji od doktoratu do habilitacji. to jest niezle. naprawde niezle
                  > . i jeszcze 8 lat to malo.

                  Dala, jezeli chcemy miec publikacje najwyzszych swiatowych lotow, to w naukach eksperymentalnych 3-4 lata na wyprodukowanie jednej sztuki od zaprojektowania badania do zlozenia artykulu w wydawnictwie to moze byc w sam raz, a nawet za malo czasami. O jakosci i ilosci powinien sie wypowiadac kompetentny recenzent.
                  • dala.tata Re: Autoreferat niejedno ma imie... 24.06.12, 14:01
                    akceptuje to, jednak nawet zakladajac, ze potrzeba tych 3-4 lat, to jakos nie sadze, zeby habilitant zaczynal od zera i tak siedzial nad jednym projektem przez 3-4 lata. w takiej sytuacji publikowalby dwa teksty w ciagu 8 lat na habilitacje.

                    Niedawno gadalem z chemikiem medycznym. Publikuje, wedlug tego, co powiedzial, malo. Bo jedynie 12 tekstow rocznie. Widocznie nie zna tej zasady 3-4 lat.

                    charioteer1 napisał:

                    > Dala, jezeli chcemy miec publikacje najwyzszych swiatowych lotow, to w naukach
                    > eksperymentalnych 3-4 lata na wyprodukowanie jednej sztuki od zaprojektowania b
                    > adania do zlozenia artykulu w wydawnictwie to moze byc w sam raz, a nawet za ma
                    > lo czasami. O jakosci i ilosci powinien sie wypowiadac kompetentny recenzent.
                    >
                    • charioteer1 Re: Autoreferat niejedno ma imie... 24.06.12, 14:08
                      Zalezy od dziedziny i od organizacji pracy. Zalezy od specyfiki badania. Dlatego mysle, ze wszelkie kryteria dotyczace wymaganej liczby prac sa bez sensu. Jak bedziesz wymagal od wszystkich 30 publikacji w ciagu 8 lat, to ludzie beda masowo produkowac makulature.
                      • dala.tata Re: Autoreferat niejedno ma imie... 24.06.12, 14:47
                        pewnie masz racje. i tak ogolnie to mysle, ze 10 porzadnych tesktow to by bylo cos.

                        charioteer1 napisał:

                        > Zalezy od dziedziny i od organizacji pracy. Zalezy od specyfiki badania. Dlateg
                        > o mysle, ze wszelkie kryteria dotyczace wymaganej liczby prac sa bez sensu. Jak
                        > bedziesz wymagal od wszystkich 30 publikacji w ciagu 8 lat, to ludzie beda mas
                        > owo produkowac makulature.
                        >
                    • ewa_65 Re: Autoreferat niejedno ma imie... 26.06.12, 18:29
                      Niedawno gadalem z chemikiem medycznym. Publikuje, wedlug tego, co powiedzial,
                      > malo. Bo jedynie 12 tekstow rocznie.
                      No, tu już nie zdzierżyłam. Do 12 publikacji to on może być dopisany. Np za to, że robił oznaczenia czegoś tam. Albo jest kierownikiem zakładu i dopisują go wszyscy pracownicy. Ale nikt nie jest w stanie zaprojektować w ciągu roku 12 eksperymentów, przeprowadzić i jeszcze opisać.
                      Nawiasem mówiąc u mnie najwięcej publikacji ma kolega, który bada pacjentów. Każdy musi być zbadany, niezależnie co się z nim dalej robi ;) Czyli kolega za swój wkład (konieczny i pomocny ale w sumie wynikający z zakresu obowiązków) jest dopisywany do każdej publikacji z tego miejsca pracy. A jaka różnorodność dziedzin!
                      • dala.tata Re: Autoreferat niejedno ma imie... 26.06.12, 20:26
                        jetem absolutnie pwny, ze moj znajomy chemik nie projektuje i nie przeprowdza 12 eksperymentow. robia to inni. i ja zreszta tego nie powiedzialem. ja jedynie powiedziaelm, ze mi mowi, ze sie nie dopisuje, a atem ma realny wplyw na forme i tresc artykulu.
                        • kramka1 Re: Autoreferat niejedno ma imie... 26.06.12, 20:41
                          Wiesz, Dala, to jest taki drobny niuans. "Ma" 12 publikacji, a tak naprawdę jest umieszczony jako wspolautor w 12 publikacjach. I oczywiscie moze nie za darmo, a za przejrzenie tekstu, zasugerowanie metody badawczej, a moze nawet za podrzucenie tematu do badan. Ale nie za wykonanie 12 badań, bo to w eksperymentanych byłoby niemozliwe. Więc Twoja uwaga o autorze 12 publikacji rocznie jest cokolwiek taką Tischnerowską trzecią prawdą. ;)
                          • adept44_ltd Re: Autoreferat niejedno ma imie... 26.06.12, 21:00
                            czwartą, jeżeli dobrze odczytuję twoje intencje... (i pamiętam wykłady...;-)
                          • dala.tata Re: Autoreferat niejedno ma imie... 26.06.12, 21:31
                            nie wiem, nie sprawdzalem. powtorzylem, co mi mowil. czy wierze? raczej tak.
                            • kramka1 Re: Autoreferat niejedno ma imie... 26.06.12, 22:11
                              Oj, dala, humanista, a nie chwyta.. ;))
                              Rzecz nie w tym, co on powiedział, a w tym, co Ty napisałeś. A dokładniej chodzi o kontekst Twojej wypowiedzi. Nie można porównywać dorobku profesora-szefa z dorobkiem adiunkta przed habilitacją (a o tym w koncu jest ten wątek, o habilitantach). Zasadniczo nikt nie kwestionuje 12 publikacji, ale nie mozna sie zgodzić z ujeciem tego jako: ma 12 publikacji rocznie. Miec to moze pierwszy autor, a nie jeden z pozostałych.
            • charioteer1 Re: Autoreferat niejedno ma imie... 24.06.12, 11:06
              Najbardziej chyba zdumiewa mnie przedstawianie do oceny prac nieopublikowanych. Wole 10 prac w sensownych monografiach od 30 żytnio-ziemniaczanych.
              • dala.tata Re: Autoreferat niejedno ma imie... 24.06.12, 12:13
                Nie zalapalem, ze przepraszam co? prace nieopublikowane???? Gdzie mi to cudo umknielo?

                charioteer1 napisał:

                > Najbardziej chyba zdumiewa mnie przedstawianie do oceny prac nieopublikowanych.
                > Wole 10 prac w sensownych monografiach od 30 żytnio-ziemniaczanych.
                >
                • charioteer1 Re: Autoreferat niejedno ma imie... 24.06.12, 13:50
                  Nr 6, 8 i 10 osiagniecia. Nr 10 zostal "zamowiony i zaakceptowany do publikacji", wiec z duzym prawdopodobienstwem ten artykul jeszcze nie istnieje, moze w formie abstraktu zlozonego przez redaktora tomu w wydawnictwie co najwyzej...
                  • dala.tata Re: Autoreferat niejedno ma imie... 24.06.12, 13:58
                    niesamowite. nawiasem mowiac CK wyraznie mowi, ze rozprawa musi byc opublikowana. bardzo jestem ciekawy, co na to powiedza recenzenci.
                    • rudamaruda1949 opublikowana? a skąd? 24.06.12, 14:09
                      Jak rozumiesz ustawowe: "w zasadniczej części"?

                      dala.tata napisał:
                      > niesamowite. nawiasem mowiac CK wyraznie mówi, ze rozprawa musi byc opublikowan
                      > a.

                      ustawa mówi, że ma być w zasadniczej części - nie musi więc być w "całości", możliwe, że w zasadniczej części, jest to po otrzymaniu pozytywnych recenzji z informacją o akceptacji do druku
                      • dala.tata Re: opublikowana? a skąd? 24.06.12, 15:25
                        Nie rozumiem tego. zupelnie nie rozumiem. jednak masz racje, ze taki zapis jest.
                        • wylogowan.a na internecie 24.06.12, 18:16
                          Z tego wynikać może, że ustawodawca (niekoniecznie recenzenci) dopuszcza publikowane na internecie "working papers", na przykład NBER, REPEC, SSRN, "monografie", coś w ten deseń. Bo nie ma tam przeciwwskazań aby "opublikować" tam 150 stronicowy materiał, który nawet może mieć doi jak się doda go na figshare lub podobne miejsce.
                          Ustawa nie wymaga aby dzielo bylo recenzowane - jedynie wspomina, że recenzenci maja brac pod uwage gdzie to bylo wydane. Jednak chyba takie miejsca sa nie gorsze niz garaz szwagra i wspolnicy, a tak czesto publikuja sie ksiazki profesorskie.
            • pfg Re: Autoreferat niejedno ma imie... 24.06.12, 15:56
              chilly napisał:

              > W jednej kandydat, mając 20 publikacji w
              > impaktowanych żurnalach zastanawiał się czy już występować, w innej - 10 publik
              > acji w "Buraku Polskim", "Postępach Krawieckich" czy "Osiągnięciach Żurnalistyk
              > i" wystarczało na habilitację.

              Dalej tak będzie. Jaki poziom dyscypliny, taki znaczący wkład.
              • kramka1 O 10-ce 24.06.12, 17:18
                Dala napisała: "akceptuje to, jednak nawet zakladajac, ze potrzeba tych 3-4 lat, to jakos nie sadze, zeby habilitant zaczynal od zera i tak siedzial nad jednym projektem przez 3-4 lata. w takiej sytuacji publikowalby dwa teksty w ciagu 8 lat na habilitacje. Niedawno gadalem z chemikiem medycznym. Publikuje, wedlug tego, co powiedzial, malo. Bo jedynie 12 tekstow rocznie. Widocznie nie zna tej zasady 3-4 lat."
                W znajomym Instytucie PAN (nauki eksperymentalne, poziom wysoki) przyjmuje sie, ze średnioroczny dorobek pracownika to jedna publikacja. Tyle wystarcza do pozytywnej oceny wydajnosci. Moja średnia nie przekracza 1,5. Mało? Mało, ale to publikacje "małoautorowe", a ja jako I-y autor. Abym miała tych publikacji więcej, musiałabym mieś sukcesy w kazdym konkursie grantowym (nie mam) lub byc uczestnikiem licznych cudzych projektów (nie jestem). Tu wychodzi swoją drogą brak precyzji w ocenie. Bo jedni maja mało, ale jako pierwsi autorzy, a inni mają multum publikacji z daleką pozycją na liscie autorów. Sama liczba publikacji bez podania info, za ile odpowiadał dany klient jako I-y autor moze byc mocno mylaca. Czy ten Twój chemik był I-ym autorem, czy po prostu był jednym z trybików w wieloosobowych projektach?
                • kramka1 Pytanie: kto? 24.06.12, 17:21
                  Jeszcze jedno.
                  Dala: "Publikuje, wedlug tego, co powiedzial, malo. Bo jedynie 12 tekstow rocznie". A ja sie tu spytam o rozumienie słowa: publikuje. Czy jest I-ym autorem, czy autorem "pomocniczym"? A jeżeli jest jednym z wielu, którzy brali udział jedynie w małej częsci projektu, to czy słowo "publikuje" jest na miejscu?
                • kramka1 Re: O 10-ce- errata 24.06.12, 17:24
                  Uscislając: w tym Instytucie jedna publikacja rocznie to minimalny dorobek, rzecz jasna. Taki, by pracownika pozytywnie zweryfikowac.
                  • dala.tata Re: O 10-ce- errata 24.06.12, 17:58
                    to jest znaczna roznica nie? miedzy minimum a dorobkiem, ktory uznamy za dobry.

                    znajomy chemik ma oczywiscie granty i ludzi przy grantach. jest profesorem, jednak, jak twierdzi, nie dopisuje sie. gdy jest jego nazwisko ma realny w klad w tekst.

                    kramka1 napisała:

                    > Uscislając: w tym Instytucie jedna publikacja rocznie to minimalny dorobek, rze
                    > cz jasna. Taki, by pracownika pozytywnie zweryfikowac.
                    • kramka1 Re: O 10-ce 24.06.12, 20:09
                      "znajomy chemik ma oczywiscie granty i ludzi przy grantach. jest profesorem, jednak, jak twierdzi, nie dopisuje sie. gdy jest jego nazwisko ma realny w klad w tekst."
                      No czyli wszystko jasne. Ta duża liczba publikacji dotyczy profesora z (dużym) zespołem, a my zasadniczo dyskutujemy o adiunktach.
                      A w to, że się za darmo nie dopisuje, jak najbardziej wierzę. Tez bym wpisała na liste autorów jakiegos profesora X, gdyby był autorytetem z mojej dziedziny i np. zechciał rzucic okiem na mój tekst, by go poprawić. Takie poprawianie zajmuje duzo mniej czasu niz wykonanie eksperymentu i jego opisanie, ale na pewno zasługuje na uznanie autora poprawek za współautora.
                      • dala.tata Re: O 10-ce 24.06.12, 20:18
                        Naoisalem, ze nie dopisuje sie!!! A nie ze nie dopisuje.

                        Mowie o tym, ze nie dopisuje sie do tekstow swoich wspolpracwonikow, jesli do tekstu nie mial rzeczywistego wkladu.
                        • kramka1 Re: O 10-ce 24.06.12, 20:22
                          Dala, a co ja napisałam? Że wierze, ze sie nie dopisuje. A ja sama bym dopisała profesora, którego jedynym wysilkiem byłaby poprawa tekstu ( w domysle: takiego, co by nic nie robił, nie dopisuję). Czyli to samo, co mniej wiecej napisales. A chyba nie sugerujesz, ze Twoj profesor robił eksperyment, a poprawki w tekscie robili jego podwladni? ;)))
                          • dala.tata Re: O 10-ce 24.06.12, 20:55
                            to ja nie rozumiem twojego postu, ale spoko. :-)

                            kramka1 napisała:

                            > Dala, a co ja napisałam? Że wierze, ze sie nie dopisuje. A ja sama bym dopisała
                            > profesora, którego jedynym wysilkiem byłaby poprawa tekstu ( w domysle: takieg
                            > o, co by nic nie robił, nie dopisuję). Czyli to samo, co mniej wiecej napisales
                            > . A chyba nie sugerujesz, ze Twoj profesor robił eksperyment, a poprawki w tek
                            > scie robili jego podwladni? ;)))
                            • kramka1 Re: O 10-ce 24.06.12, 21:46
                              Przerwa w meczu, więc ja raz jeszcze. On jest profesor, ja nie jestem. On sie nie dopisuje, jak nic przy cudzej publikacji nie zrobi. Ja nie dopisuję profesorów, jeżeli nic nie zrobia przy mojej publikacji. Róznica pomiedzy profesorem i moją nieprofesorską osobą jest taka, ze do wpisania na liste autorów ja musze wykonac całą czarną robote, czyli eksperyment etc, a profesorowi wystarczy, że przejrzy gotowy tekst. Ja wierze, ze jest wielu profesorów, którzy nie dopisuja sie za samo bycie, a jedynie, gdy cokolwiek zrobią przy projekcie. Tyle że czasem to cokolwiek jest bardzo mało, czy też, że zajmuje mało czasu i w związku z tym profesor z dużym zespołem moze mieć multum publikacji rocznie. A ja nie mogę, bo musze robic czasochłonne czynnosci, typu eksperyment, i nie zrobie więcej niz jestem w stanie w ciągu N godzin dziennie x 365 dni w roku.
                              Tym razem rozumiesz?
                              • dala.tata Re: O 10-ce 24.06.12, 22:03
                                Rozumiem :)

                                To sa oczywiscie roznice dyscyplinarne i ja nie mam laboratorium itd, jednak nie wyobrazam sonbie dopisania nazwiska do tekstu, ktorego nie jestem realnym wspolautorem. Raz namawiano mnie, zebym sie dopisal do publikacj, bo ja bylem wspolgrantobiorca. Odmowilem. Ja nie porrzebuje przejezdzac siena cudzych plecach.
                                • charioteer1 Re: O 10-ce 24.06.12, 22:33
                                  dala.tata napisał:

                                  > Ja nie porrzebuje przejezdzac siena cudzych plecach.

                                  Dala, ja nie wiem, czy ty wiesz, o czym mowisz. Postaram sie wytlumaczyc na przykladzie artykulu, ktory mi ostatnio przeslali do recenzji. Przeczytanie tego i napisanie recenzji zajelo mi mniej wiecej 4 godziny. Zla struktura artykulu, zle dobrane metody analizy danych, plus pare innych pomniejszych bolaczek. Gdyby autor tego tekstu zaproponowal mi wspolautorstwo, poprawienie tego tak, by to sie nadawalo do druku w tym czasopismie, zajeloby mi wielokrotnie wiecej czasu niz napisanie recenzji i to przy zalozeniu, ze cala czarna robote z danymi autor wykonywalby sam pod moim kierunkiem. To nie jest jezdzenie na cudzych plecach tylko ciezka praca. Btw przyklad jest czysto hipotetyczny, temat tego artykulu nie interesuje mnie na tyle, by w to inwestowac.
                                  • adept44_ltd Re: O 10-ce 24.06.12, 22:56
                                    no to powinienem się dopisywać do wszystkiego, co promuję... jakoś tego jednak nie widzę..., chociaż, jeśli np. ktoś mi coś wyprostował w rozmowie, mam poczucie, że przypis mu się należy...
                                    • charioteer1 Re: O 10-ce 24.06.12, 22:59
                                      Wow, a skad taki wniosek?
                                      • adept44_ltd Re: O 10-ce 24.06.12, 23:03
                                        nie wiem który? wow!
                                        • charioteer1 Re: O 10-ce 24.06.12, 23:10
                                          No tak, trzeba jeszcze wiedziec, co jest wnioskiem... O ten wniosek chodzilo: "no to powinienem się dopisywać do wszystkiego, co promuję... "
                                          • adept44_ltd Re: O 10-ce 24.06.12, 23:14
                                            e tam, trzeba umieć czytać, tam były dwa wnioski :), a w zasadzie jeden i nie ten...
                                            • charioteer1 Re: O 10-ce 24.06.12, 23:22
                                              No way. Wniosek byl jeden. To drugie to byla dygresja.


                                              adept44_ltd napisał:

                                              > e tam, trzeba umieć czytać, tam były dwa wnioski :), a w zasadzie jeden i nie t
                                              > en...
                                              • adept44_ltd Re: O 10-ce 24.06.12, 23:31
                                                no nie :), to był potencjalny wniosek... drugie - pointa :), krakowskim targiem? ;-)
                                                • charioteer1 Re: O 10-ce 24.06.12, 23:33
                                                  Pointa! Ale do innej dyskusji :pppp
                                  • dala.tata Re: O 10-ce 24.06.12, 23:07
                                    Biorac pod uwage, ze to mi sie przydarzylo, to mysle, ze wiem. Wspolautor to wg mnie nie ktos, kto daje komentarze. To naturalna czesc aktywnosci kogos, kto promuje czy jest mentorem. Nie mam watpliwosci, ze bez komentarzy teksty nie zostalyby opublikowane. i czasem znacznie latwiej byloby sie dopisac, szybko pozmieniac i juz. Jestem wspolautorem, gdy pisze tekst. Tworze jego czesc, mniejsza, wieksza, ale ja ja tworze. I nie wyobrazam sobie, by mogloby byc inaczej.

                                    I ja razie jakos sonie sam radze. Moze mialbym pare tekstow wiecej, ale przynajmniej nikt np na forum nie napisze o tym, jak to soe dopisuje. I mi z tym dobrze.

                                    I tak, mysle, ze wiem, o czym mowie.
                                    • charioteer1 Re: O 10-ce 24.06.12, 23:21
                                      Sama czynnosc pisania to tylko jeden z etapow prowadzacych do powstania gotowej pracy. Komentarze daje tez recenzent. Napisanie komentarzy w podanym przykladzie zajelo mi ok. 4 godzin. Poprawienie wzmiankowanego artykulu wspolnie z autorem zajeloby mi szacunkowo kilkadziesiat godzin, idac po najmniejszej linii oporu, tzn. przy zastosowaniu dosc standardowych metod pracy z tego rodzaju danymi. Przy zastosowaniu mniej standardowych metod analizy to rownie dobrze mogloby byc kilkaset godzin.


                                      dala.tata napisał:

                                      > Biorac pod uwage, ze to mi sie przydarzylo, to mysle, ze wiem. Wspolautor to wg
                                      > mnie nie ktos, kto daje komentarze. To naturalna czesc aktywnosci kogos, kto p
                                      > romuje czy jest mentorem. Nie mam watpliwosci, ze bez komentarzy teksty nie zos
                                      > talyby opublikowane. i czasem znacznie latwiej byloby sie dopisac, szybko pozmi
                                      > eniac i juz. Jestem wspolautorem, gdy pisze tekst. Tworze jego czesc, mniejsza,
                                      > wieksza, ale ja ja tworze. I nie wyobrazam sobie, by mogloby byc inaczej.
                                      >
                                      > I ja razie jakos sonie sam radze. Moze mialbym pare tekstow wiecej, ale przynaj
                                      > mniej nikt np na forum nie napisze o tym, jak to soe dopisuje. I mi z tym dobrz
                                      > e.
                                      >
                                      > I tak, mysle, ze wiem, o czym mowie.
                                      >
                                      >
                                      • kramka1 Re: O 10-ce 24.06.12, 23:47
                                        "ok. 4 godzin /.../ kilkadziesiat godzin/.../kilkaset godzin"
                                        Panowie, o czym teraz ta dyskusja?
                                        Zasadniczy temat dyskusji to jest liczba publikacji w dorobku. Czy ok. jedna rocznie czy kilkanascie rocznie.. Te liczby powyżej to wszystko, za przeproszeniem, bycze łajno. Czas potrzebny do przeprowadzenia projektu w eksperymentanych jest liczony w innej skali. W moim ostatnim wniosku jest np. 24 miesiące na zasadnicza część eksperymentalna i pól roku na obliczenia statystyczne. Całośc 36 miesiecy i oby sie dało skonczyc projekt. W tej skali pytanie, czy poprawa tekstu zajmuje kilkadziesiat godzin czy kilkaset, nie ma znaczenia. I tak to zaledwie ułamek tego, co trzeba zrobić, by uzyskac jakiekolwiek dane do opisania. W tym własnie sęk, a dokładniej wtym, że powalającej wydajnosci publikacyjnej nie da rady osiągnąc bez duzego zespołu. Taki zespól może miec ten przykładowy profesor Dali, ale nie zwykły habilitant.
                                        To tyle w kwestii tego meczu, który tu rozgrywacie....
                                        • charioteer1 Re: O 10-ce 25.06.12, 00:02
                                          kramka1 napisała:

                                          > W tej skali pytanie, czy poprawa teks
                                          > tu zajmuje kilkadziesiat godzin czy kilkaset, nie ma znaczenia. I tak to zaledw
                                          > ie ułamek tego, co trzeba zrobić, by uzyskac jakiekolwiek dane do opisania.

                                          Ja tylko tlumacze kolegom te ulamki ;)
                    • chilly Re: O 10-ce- errata 24.06.12, 20:09
                      "Znaczący wkład" szefa ogranicza się często do zdobycia pieniędzy. Albo zrobieniu korekty już gotowej pracy (czasami tylko poprawienie interpunkcji). Czy nawet niechby i zrobienia dwóch ważnych uwag do pracy, którą doktorant przygotowywał miesiącami.
                      Po drugie, chemik chemikowi nierówny. Jeden miesiącami czy nawet latami robi wieloetapową syntezę, a potem kolejne tygodnie oczyszcza produkt (a na końcu magistrant upuszcza kolbę na podłogę i da capo al fine). Inny natomiast robi pomiary - koledzy sami pchają się z próbkami, a że nikt tego jeszcze nie badał, to i publikacja pewna. Dzięki postępom techniki (kamery CCD, software) na sam pomiar, który dawniej zabierał tygodnie plus kolejne obliczeń, dziś wystarczy kilka dni.
                      W razie wątpliwości służę szczegółami.
                      Tyle, że o czymś to świadczy?
                • eni.huso Re: O 10-ce 24.06.12, 23:48
                  kramka1 napisała:

                  > Dala napisała: "akceptuje to, jednak nawet zakladajac, ze potrzeba tych 3-4 lat
                  > , to jakos nie sadze, zeby habilitant zaczynal od zera i tak siedzial nad jedny
                  > m projektem przez 3-4 lata. w takiej sytuacji publikowalby dwa teksty w ciagu 8
                  > lat na habilitacje. Niedawno gadalem z chemikiem medycznym. Publikuje, wedlug
                  > tego, co powiedzial, malo. Bo jedynie 12 tekstow rocznie. Widocznie nie zna te
                  > j zasady 3-4 lat."

                  w naukach przyrodniczych opartych na niemodelowych organizmach (lamparty lub kukurydza) prace trwaja od 2 do 3 lat, co zazwyczaj konczy sie jedna publikacja, jezeli ktos jest dobrze zorganizowany to zrobi jeszcze dodatkowe, inne doswiadczenia na druga publikacje. jezeli komus sie jeszcze bardziej chce to wykona jakies doswiadczenie u kolegi i bedzie wpolautorem jego pracy. mowie o asystentach i adiunktach, ktorzy co najwyzej kieruja magistrantem. czyli 3 publikacje na 3 lata, srednio jedna na rok. jedna porzadna publikacja na rok - uznawana jest za poziom przyzwoity.
                  jesli chodzi o liczbe publikacji w chemii, to moja znajoma powiedziala mi ze ona od pomyslu do wyniku potrzebuje okolo 3-4 tygodni, opisanie tego jakies 2 tygodnie, wyslanie i publikacja (tu juz zalezy od czasopisma) raczej szybko, srednio recenzent ma 3 tyg na recenzje.
                  wiec ten wspomniany profesor chemi, rzeczywiscie publikuje mało ;)
    • charioteer1 42 artykuly naukowe to za malo na osiagniecie... 18.07.12, 12:16
      ...musi byc ksiazka. Nie ma ksiazki habilitacyjnej, nie ma habilitacji.

      Z jednej strony ciesze sie, ze komisja i rada daly odpor grafomanii. Z drugiej, mam nieodparte wrazenie, ze gdyby byla ksiazka, bylaby tez i habilitacja. A tak, to mu powiedzieli, ze jego doktorat juz jest przestarzaly i nic nowego nie wnosi.
      • charioteer1 Re: 42 artykuly naukowe to za malo na osiagniecie 18.07.12, 12:17
        Link jeszcze.
        • ford.ka Re: 42 artykuly naukowe to za malo na osiagniecie 18.07.12, 13:01
          Bo może te artykuły to one mają naukowe być a nie tak w ogóle i dużo?
          • charioteer1 Re: 42 artykuly naukowe to za malo na osiagniecie 18.07.12, 13:52
            Trudno mi sie odnosic do naukowosci dorobku, ktorego nie znam. Moge tylko skonstatowac, ze facet jest rusycysta, ktory publikowal w Moskwie i Petersburgu, w tym jest przynajmniej jeden artykul w czasopismie, ktore przynajmniej z zalozenia jest miedzynarodowe:
            www.abe.pl/en/journal/5253/russkii-yazyk-za-rubezhom
            • dala.tata Re: 42 artykuly naukowe to za malo na osiagniecie 18.07.12, 15:31
              tak, tylko warto zwrocic uwage na to, ze w autoreferacie nie ma tzw. 'osiagniecia'. a zatem habilitant nie zadal sobie trudu wyszczegolnienia cyklu monotematycznego, skoro nie ma ksiazki. Zauwazylem, ze on mowi o 42 artykulach jako osiagniecie, jednak jak dla mnie to jest jakies nieporozumienie. nie dosc ze bie wymienia tych tekstow, to na dodatek praktycznie ich nie omawia.

              to jest zreszta autoreferat, ktory mozna by dac z negatywny wzor habilitantom.


              Pomijam juz to, ze sam autoreferat jest, jka dla mnie, strzalem w stope - dorobek naukowy omawia habilitant na koncu!
              • charioteer1 Re: 42 artykuly naukowe to za malo na osiagniecie 18.07.12, 15:38
                Jak nie ma osiagniecia?Jest na str. 5! Monografia doktorska, rozdzial, skrypty i 42 artykuly!

                Az mi sie nie chce tego komentowac, bo trudno nawet powiedziec, co tu jest strzalem w stope, czy wlaczanie skryptow do osiagniecia, czy monografii doktorskiej. Pomijajac juz te kwestie, sama tendencja do wlaczania wszystkich publikacji po doktoracie do osiagniecia, widoczna w humanach, swiadczy co najmniej o glebokiej chorobie. Co jest najwiekszym osiagnieciem habilitanta po doktoracie? Wszystko!!!

                Wszystkie teksty sa wymienione w przypisach.
                • dala.tata Re: 42 artykuly naukowe to za malo na osiagniecie 18.07.12, 15:41
                  npaisalem, ze to widzialem. 42 artykuly osiagniecia to jest zart.
        • pfg Re: 42 artykuly naukowe to za malo na osiagniecie 18.07.12, 13:04
          Recenzenci dość zgodnie wysoko oceniają wartość dydaktyczną podręczników autorstwa tego kandydata, ale dwoje z trojga nisko ocenia wartość naukową jego dorobku. Trzeci recenzent zimno punktuje, że kandydat nie spełnia właściwie żadnych kryteriów z Rozporządzenia pani minister. Pierwsza recenzentka wskazuje na plagiat w jednej z publikacji (sytuacja klasyczna: odpowiednia praca jest w bibliografii, ale rozległy cytat nie jest zaznaczony w tekście). No i wyszło jak wyszło.
          • rudamaruda1949 plagiat czy półplagiat? 18.07.12, 13:25
            Pytanie plagiat czy półplagiat - zastanawia mnie dlatego, że w związku z tym chyba powinien być ciąg dalszy? Czy to taki mało ważny półplagiat - bez konsekwencji ma być?
            • pfg Re: plagiat czy półplagiat? 18.07.12, 13:38
              Gdyby ten pan dostał stopień, to pewnie jakieś Wrońskie i inni dręczyciele niewinnych robiliby aferę, że stopień wyłudzony i tak dalej. Ale ponieważ stopnia nie dostał, sprawa raczej przyschnie. To, że rzecz wypłynęła w recenzji habilitacyjnej i jakoś tam przyczyniła się do upadku wniosku i, rzec można, publicznej infamii, jest dla tej osoby i tak sporą karą.

              Przykład ten jest zresztą dla mnie budujący: Nie można bezkarnie ściągać z obcych książek i stron internetowych, bo może się znaleźć kompetentna recenzentka, która to odkryje.
          • charioteer1 Re: 42 artykuly naukowe to za malo na osiagniecie 18.07.12, 13:42
            Zeby byla jasnosc, nie staram sie kandydata wybielic i nie uwazam, ze mu "sie nalezy".

            Zauwaz, ze uchwala RW nawet sie nie zajaknela na temat tego plagiatu. Najbardziej ich oburzylo to, ze jest ksiazka doktorska, a habilitacyjnej nie ma.

            Wyliczanka trzeciego recenzenta jest dla mnie kuriozalna. Wynika z niej rowniez, ze habilitacja sie nie nalezy, poniewaz kandydat nie sprawowal opieki naukowej nad doktorantami i nie wystepowal nigdy jako recenzent, poza jednym doktoratem w Rosji, ale to sie przeciez nie liczy w przypadku rusycysty.
            • pfg Re: 42 artykuly naukowe to za malo na osiagniecie 18.07.12, 14:08
              charioteer1 napisał:

              > Zauwaz, ze uchwala RW nawet sie nie zajaknela na temat tego plagiatu. Najbardzi
              > ej ich oburzylo to, ze jest ksiazka doktorska, a habilitacyjnej nie ma.

              No, nie do końca tak. Wytknęli mu, że do dorobku habilitacyjnego włączył monografię, będącą skrótem jego rozprawy doktorskiej, a poza tym, że całość ma nikłą wartość teoretyczną i, parafrazując, "nie wnosi nowej jakości do rodzimej glottodydaktyki lub choćby tylko metodyki nauczania", dalej, że literaturę zna kiepsko, badania empiryczne ma kiepskie, założenia nierealistyczne a koncepcję archaiczną.

              Trzeci recenzent ściśle trzymał się litery prawa, co jest postawą bardzo tu przez niektórych zalecaną, a w prawie jest i opieka nad doktorantami (zapewne jako pomocniczy - rozporządzenie ma obowiązywać także w przyszłości), i recenzowanie projektów i prac do czasopism. Recenzent by mu tego nie wytknął, gdyby spełniał inne punkty z Rozporządzenia, a w szczególności miał prace na WoS/ERIH i niezerowe h. Sprawa plagiatu nie jest jawnie podnoszona, ale wykrycie plagiatu jeszcze bardziej osłabia dorobek i tak uznany przez większość recenzentów za słaby, bo splagiaryzowanej pracy nie można liczyć.
              • charioteer1 Re: 42 artykuly naukowe to za malo na osiagniecie 18.07.12, 14:51
                pfg napisał:

                > No, nie do końca tak. Wytknęli mu, że do dorobku habilitacyjnego włączył monogr
                > afię, będącą skrótem jego rozprawy doktorskiej, a poza tym, że całość ma nikłą
                > wartość teoretyczną i, parafrazując, "nie wnosi nowej jakości do rodzimej glott
                > odydaktyki lub choćby tylko metodyki nauczania", dalej, że literaturę zna kieps
                > ko, badania empiryczne ma kiepskie, założenia nierealistyczne a koncepcję archa
                > iczną.

                No ale nadal slowa o plagiacie tu nie widze. To jest inna parafia niz jakosc merytoryczna. Wyglada na to, ze bali sie te kwestie tknac chocby kijem i w masce gazowej.

                >
                > Trzeci recenzent ściśle trzymał się litery prawa, co jest postawą bardzo tu prz
                > ez niektórych zalecaną, a w prawie jest i opieka nad doktorantami (zapewne jako
                > pomocniczy - rozporządzenie ma obowiązywać także w przyszłości), i recenzowani
                > e projektów i prac do czasopism. Recenzent by mu tego nie wytknął, gdyby spełni
                > ał inne punkty z Rozporządzenia, a w szczególności miał prace na WoS/ERIH i nie
                > zerowe h.

                Takie kurczowe trzymanie sie litery prawa w tym przypadku wyglada raczej na szukanie kija, zeby psa uderzyc. Kto szuka, ten znajdzie. Przy lacznym zastosowaniu kryterium WoS/ERIH i niezerowe h, z calej listy nauk humanistycznych powinny przejsc tak na oko gora 2 habilitacje.

                To, co mi sie najbardziej w tym przewodzie nie podoba, to wlasnie brak wzmianki o plagiacie poza ta jedna recenzja oraz bezposrednio sformulowany wielokrotnie, w uchwale i w recenzjach, zarzut braku ksiazki.

                Znowu, zeby nie bylo watpliwosci, nie podwazam zarzutu recenzentki, ze plagiat mial miejsce.

                Przy okazji kolejna uwaga. Wszystkie adresy stron, z ktorych habilitant mial zrzynac, zostaly z recenzji usuniete. Nie wyglada to dobrze.
                • dala.tata Re: 42 artykuly naukowe to za malo na osiagniecie 18.07.12, 15:39
                  Niespecjalnie rozumiem, co to znaczy 'kurczowe trzyamnie sie przepisow'. przepisy sa po to, zeby sie ich trzymac, do cholery! habilitant zignorowal zupelnie nie tylko schemat pisania autoreferatu, ale rowniez rozporzadzenie ministra, a takze ustawe. recenzent ma absolutnie racje zwracajac uwage na te rzeczy.
                  • charioteer1 Re: 42 artykuly naukowe to za malo na osiagniecie 18.07.12, 15:52
                    Calkiem mozliwe, ze habilitant skladal papiery w czasie, zanim CK opublikowala swoj schemat.

                    Jezeli trzymamy sie przepisow, to konsekwentnie. Recenzent ma zrecenzowac osiagniecie, wiec ma recenzowac wszystko, co habilitant wlaczyl do cyklu. Tymczasem ten recenzent recenzuje rozprawe doktorska z 2004 roku, chwali skrypty i... koniec. Nie chcialo mu sie czytac tych 42 artykulow?
                    • dala.tata Re: 42 artykuly naukowe to za malo na osiagniecie 18.07.12, 15:56
                      recenzeja osiagniecia nie oznacza recenzji poszczegolnych czesci. ale spoko.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka