ford.ka
28.01.12, 11:43
Polskie czasopismo odrzuciło mój artykuł. Zdarza się. Dostałem maila z kilkoma (jak stwierdzono: wybranymi przez redakcję z kilkunastu) krytycznymi fragmentami recenzji (jak twierdzą: zewnętrznej). Wytknięto mi jeden błąd faktograficzny (powiedzmy, że w artykule o zjawisku paparazzi w Polsce, wymieniając Joannę Brodzik jako jedną z ofiar, przegapiłem, że od kwietnia ma w dowodzie napisane Joanna Brodzik-Wilczak) i dołączono kilka uwag, z których wynika głównie, że recenzent niespecjalnie zna się na dziedzinie, którą ja się zajmuję (powiedzmy: medioznawca od TV ma uwagi do artykułu o prasie w XIX wieku, że nie wspomniałem słowem o roli kamerzystów), ale mają dla mnie pewną wartość, bo wynika z nich , że pewne kwestie trzeba wyjaśnić bardziej szczegółowo.
Dowiedziałem się, że recenzent sugeruje odrzucenie, ale samej konkluzji recenzji nie dostałem. Odpowiedziałem na uwagi i poprosiłem o całość recenzji. Dowiedziałem się na to, że redakcja recenzji nie udostępnia, a moja odpowiedź na uwagi pozostała bez żadnej reakcji.
I jestem w kropce - jeśli nie chcą wydać mojego artykułu, mają do tego prawo, a ja wydam go gdzie indziej. Ale skoro ktoś zadał sobie trud napisania jego (jak wynika z pewnych fragmentów) obszernej recenzji i wytknięcia mi błędów (a domyślam się, kto to mógł być i chciałbym znać zdanie tej osoby, nawet jeśli się z nim nie zgodzę), chciałbym wiedzieć, co to za błędy, żeby je przed posłaniem dalej usunąć.
Do tej pory wydawało mi się, że recenzje krytyczne/negatywne pisze się przede wszystkim dla autora, żeby poprawił/dowiedział się, co jest źle w jego tekście, a nie żeby redakcja mogła się pośmiać, jakie to głupki im przysyłają artykuły do publikacji, ale może coś mi się pomyliło. Żeby było śmieszniej, redakcja powołuje się na normy ministerialne, podczas gdy ministerstwo twierdzi, że wszelkie recenzje powinny być jawne (roz. 1 pkt. 6).
www.nauka.gov.pl/fileadmin/user_upload/ministerstwo/Publikacje/20110216_MNISW_broszura_210x210.pdf
Rozmawiałem o tym ze znajomymi i ich opinie sprowadzają się do dwóch opcji:
a) recenzja nie istnieje, są tylko fragmenty (mało prawdopodobne)
b) recenzja jest pozytywna, choć domaga się poprawek, ale redakcja i tak nie chce artykułu.
Jakieś przemyślenia?