siedemlatwtybecie
08.02.13, 01:11
Sprawa mi wcześniej nie znana, a wręcz szokująca - plagiat z filozofii. forumakademickie.pl/fa/2013/01/piratka-wsrod-filozofow/
Plagiat nie byle jaki, dziewczyna przepisała 150 stron z polskiej książki wydanej 1997 roku!! Rzecz była o jakiejś Hildegardzie, a więc praca w maksymalnie wąskiej dziedzinie. Dodatkowo plagiatorka opublikowała jeszcze kilkanaście prac w tym temacie, w polskich czasopismach. Szansa że nikt tego nie odkryje rozumny człowiek oszacuje na 0,001%. Dlatego nie znęcałbym się już nad plagiatorką, bo ten czyn chyba świadczy o jej maksymalnie niskim IQ, ew. o jakiś zaburzeniach psychicznych i ja właściwie jej po ludzku współczuję.
Ale wśród wielu wątków tej sprawy najbardziej zastanowił mnie taki - jak to możliwe, że taka osoba opublikowała 15 całkowicie zerżniętych prac (zdaje się że obecnie wiadomo że splagiatowanych jest co najmniej 12) i okazało się to dopiero po tym jak recenzentka zauważyła plagiat w doktoracie i rozpoczęła przegląd dorobku doktorantki. Kim są recenzenci w czasopismach filozoficznych? Jakie zadania ma rada redakcyjna? Czy może ma wyszukiwać kompetentnych recenzentów?? Dlaczego ani razu do recenzji owych artykułów nie dostała "druga w kraju specjalistka" od Hildegardy? Czy recenzje w polskich czasopismach polegają na sprawdzaniu przecinków? Czy prace przyjmowane są za ładne oczy i po znajomości (przynajmniej w obrębie jednego uniwerku)?