Dodaj do ulubionych

W poszukiwaniu straconego czasu

12.02.13, 21:20
Ledwo minęły męczarnie z KRK, zaczęły się u nas przygotowania do ankiety jednostki.

Niby normalna sprawa, raportuje się co parę lat i nikt nie robi z tego problemu. Ale właśnie uświadomiłem sobie, że:
1. do ankiety jednostki loguję się w jednym systemie, gdzie uzupełniam informacje o mojej aktywności i osiągnięciach
2. równocześnie dane o publikacjach i cytowaniach uzupełniam w osobnym systemie naszej biblioteki
3. w poprzedniej ankiecie wystarczyło podać liczbę zajęć w każdym roku. Teraz chcą dokładnej informacji o wykładach, konwersatoriach, ćwiczeniach i laboratoriach z rozbiciem na niestacjonarne, stacjonarne, w języku angielskim i na doktoranckich.
4. wszystko pięknie, ale te informacje są przecież dostępne - wypełniamy je co roku w osobnym systemie informatycznym. Dział dydaktyczny i finansowy mają dokładną informację, jakie kursy realizujemy, w jakiej wysokości i na tej podstawie wypłacane są nadgodziny.

Podsumowując: 3 osobne systemy, każde z osobnym administratorem, każdy stworzony na potrzeby osobnego działu. Zupełnie nie połączone ze sobą. Każde mają do swojej obsługi sztab osób z administracji.

Do tego powstaje 4 system - "zintegrowany", który ma się sprowadzać do tego samego + dodatkowego serwisu, w którym będziemy musieli wpisywać oceny do wirtualnych kart egzaminacyjnych (od razu uprzedzę: o likwidacji papierologii na rzecz e-indeksu nie ma na razie mowy!).

I jeszcze jako wisienka na torcie: dział e-learningowy który lata temu pogonił nas do robienia kursów na e-platformie, uprzejmie informuje że przechodzimy na "wyższy poziom". A więc zmieniamy oprogramowanie i serwer i "serdecznie zachęca" się nas do robienia wszystkiego od nowa, bo stary serwer przestanie działać we wrześniu. Oczywiście "oferują pomoc" w przeniesieniu. Już wiem, jak to działa: zaproponują nam szkolenie:)

I to wszystko na uczelni, gdzie mamy dziesiątki ekspertów od zarządzania...

Dochodzę do wniosku, że to faktycznie nie brak pieniędzy jest największym problemem. Na polskich uczelniach administracja przejęła władzę i robi wszystko, by naukowcom zorganizować czas. W rezultacie nie ma kiedy solidnie prowadzić zajęć i uczyć - tylko tworzy się kolejne raporty.
Obserwuj wątek
    • dworzec Re: W poszukiwaniu straconego czasu 12.02.13, 22:17
      niestety u nas tez administracja wszystkim trzęsie. a najgorsze jest to, ze w cześci nie sa to jakos specjalnie kompetentne osoby, niektore czasem maja problem z wyslaniem mejla, nie mowiac juz o obsludze interesantow z usmiechem, w godzinach pracy głównie zajmuja sie jedzeniem pączków, czytaniem prasy kolorowe i mnozeniem trudnosci (tak jak to opisał fla)

      oczywiście nie wszyscy, ale z tego co wiem nie ma związku pomiędzy jakością obsługi a zarobkami, więc nawet nie ma jak docenić tych pracowników administracji, którzy sie starają

      w zwiazku z grantem przechodze przez meczarnie by kupic bilet lotniczy lub sprzet, wszystko trwa dlugo i wychodzi drozej niz gdybym sam sobie to zalatwial, odechciewa sie
      • flamengista nie piszę dla samego narzekania 12.02.13, 22:58
        choć miło się narzeka:)

        Chodzi o to, że to b. poważny problem, często pomijany w dyskusji. Narzekamy na poziom zarobków i brak finansowania badań.

        A tymczasem równie poważną barierą, jeśli nie najpoważniejszą jest FATALNA organizacja naszej pracy. Ile pary idzie w gwizdek? Ile bezsensownych działań podejmujemy, zamiast robić to co naprawdę ważne?

        Naprawdę trudno uwierzyć, że najczęstszą formą interakcji ze studentem pozostaje wpis do indeksu. Nie tak to powinno wyglądać! Same papierowe indeksy to w skali kraju setki tysięcy zmarnowanych godzin przez studentów, wykładowców i obsługę dziekanatów. To straty idące w dziesiątki milionów złotych!

        A to tylko jeden z wielu przykładów.

        Coraz bardziej do mnie przemawia model rektora-menedżera. Ale czy on w ogóle jest możliwy w polskich warunkach?
    • clas_sic Re: W poszukiwaniu straconego czasu 12.02.13, 22:31
      I to wszystko na uczelni, gdzie mamy dziesiątki ekspertów od zarządzania...

      Nie wiem czy ww. to ta sama co moja, ale u mnie na jednego zatrudnionego nauczyciela akademickiego przypada 0,86 "nienauczyciela akademickiego" (co jest tendencją spadkową, bo w latach ubiegłych tych drugich bywało więcej). Jak rozumiem ci ostatni zapracowani są jak zwykle, bo wciąż na drzwiach wszelkich działów wiszą kartki adresowane do nauczycieli akademickich, by byli uprzejmi jako interesanci przychodzić w godzinach od 10 do 14. Bo jak rozumiem do godz. 10 dany dział przygotowywuje się do rozpoczęcia 8-godzinnego dnia pracy a od 14 już szykuje się do jego zakończenia. Oczywiście generalizuję, ale kiedy mieliśmy wypełniać arkusze samooceny i złożyć je dyrektorowi do 25.09 to 5.10 otrzymaliśmy mail od dzielnych pracowników z naszego Centrum Rozwoju Systemów Zintegrowanych, że właśnie udało im się skopiować do arkuszy nasze dane osobowe z SAP, więc już nie musimy sobie tych 10 linijek klepać ręcznie. Hura! Sukces odtrąbiony. Co z tego, że psu na budę, bo po czasie. Operacja się udała, ale pacjent zmarł.
      • flamengista chyba nie ta sama 12.02.13, 22:53
        niemniej jak chcesz zadzwonić i czegoś się dowiedzieć, to przed 9 nikt nie odbiera i po 14 też nie:)

        Wskaźnik 0,86? U nas podobnie, ale jest to też tendencja spadkowa.

        Ja jestem zszokowany tym, co się dzieje. Wcześniej to była zwykła nonszalancja lub brak umiejętności. Przegięciem jest domaganie się wpisania do systemu zajęć dydaktycznych, które są w osobnym systemie, również w postaci elektronicznej. A i tak formularze oceny przedstawia się ostatecznie w wersji papierowej - więc to wykonanie zajęć można żywcem wydrukować z systemu i dodać jako załącznik.

        Niestety, mi to zaczyna wyglądać na celowe działanie. Pojawiły się problemy finansowe, więc mamy obronę przez atak. Bo faktycznie, najłatwiej ciąć w administracji i w obsłudze technicznej.
        • podworkowy Re: chyba nie ta sama 13.02.13, 00:06
          Ma Pan generalnie 100 % racji co do administracji. Jednak za zwiększenie biurokratycznych absurdów odpowiada nie tyle zostawienie indeksów czy sporządzanie sprawozdań w wersji hard-copy, ale zbiorowe ogłupienie wiążące się z digitalizacją wszystkiego, co się rusza. Widzimy wydłużenie czasu obsługi w bankach i na poczcie - czemu dziwi nas to w naszej branży? A niech Pan jeszcze poczeka, jak Wam zainstalują USOS z pełnymi funkcjonalnościami.... hah, to dopiero będzie jazda:)
          Jeśli chodzi o menedżera-rektora, to ja chciałbym tylko jedną rzecz - aby na pół roku przekazać na uczelni władzę komuś, kto nie tylko nie jest naukowcem, ale kto nie miał wcześniej żadnej, ale to żadnej, styczności ze szkolnictwem wyższym i kto nie ma pojęcia, jak się wszystko tradycyjnie na uczelni robiło. Taki człek miałby zaprojektować całą strukturę organizacyjną od nowa, ustalić sensowny obieg dokumentów, sprecyzować obowiązki poszczególnych podmiotów, nakreślić cele działania poszczególnych komórek, stworzyć jasną hierarchię w strukturach administracyjnych i - co bodaj najważniejsze - tak ułożyć relacje wewnątrzuniwersyteckie, by skończyć z plagą, jaką jest brak poczucia wspólnego interesu między pracownikami naukowymi (którzy też częstokroć nie są bez winy) i poszczególnymi działami administracji (a także wewnątrz administracji, gdzie często dział finansów swoje, dział badan naukowych swoje, radcy prawni swoje, dział projektów zagranicznych swoje, dział zamówień publicznych swoje etc.).
          • flamengista menedżer potrzebny od zaraz! 13.02.13, 09:30
            no właśnie. Zgadzam się, że menedżer byłby potrzebny by zaprowadzić porządek w zarządzaniu uczelnią. Na dłuższą metę byłoby to jednak ryzykowne, bo pojawiłyby się pomysły rodem z prywatnych szpitali. A więc: likwidujmy ortopedię kosztem powiększania onkologii, bo na tej drugiej zarabiamy.

            Problem w tym, że uczelnia państwowa nie powinna zarabiać, a "tylko" nie przynosić strat. "Zarobkiem" powinny być badania naukowe i dobrze wykształceni absolwenci. Cięcie kosztów na uczelni oznaczało by u nas np. likwidację kosztownego towaroznawstwa i kilku katedr mających laboratoria.

            Z drugiej strony menedżer na pół roku to za krótko. W tym czasie nie ogarnie w pełni tego co się na uczelni dzieje. I główni hamulcowi zachowają swoje funkcje. Niestety, taki menedżer musi podejmować również bolesne ruchy, na które nie stać było rektorów. Do dzisiaj np. działa fatalna polityka kadrowa, wynikająca z chęci unikania problemów. Np. pewne działy administracji ale i katedry mają nadwyżki kadrowe - a inne wyraźne niedobory. Zamiast więc najpierw spróbować przesunięć zatrudnia się nowe osoby. Menedżer mógłby podjąć decyzje niepopularne, bo jest człowiekiem z zewnątrz, który nie jest związany osobiście z pracownikami. Ale trzeba by go zatrudnić na min. 2 lata. Ale nie dłużej niż 3, bo położy badania naukowe kosztem dydaktyki:)

            Mi się jeszcze marzy jedno: odgórne, ogólnouczelniane zarządzanie obciążeniem dydaktycznym. Macie nadwyżki godzin - przekazujecie je w danym roku do innej katedry, która godzin ma za mało. Ile byłoby wtedy oszczędności dla uczelni! No i skończyły by się patologiczne sytuacje. Ja wyrabiam ca. 400 godzin, których nie chcę ale nie mam zmiennika, z kolei innej katedrze nie wyrabiają pensum od lat. Wpadają na uczelnię raz w tygodniu, odbębniają swoje i wracają do prywatnych biznesów.
            • kardla Re: menedżer potrzebny od zaraz! 13.02.13, 11:37
              Dobry manager, jezeli ma jasno okreslony cel (np., zwiekszenie jakosci badan mierzone zwiekszeniem liczby publikacji w wysokoimpaktowych czasopismach) to dazy do spelnienia tego celu, a nie do zwiekszenia dochodow.

              Wiec bez przesady: managerow nie ma sie co bac - trzeba tylko dopilnowac zeby cele byly dosyc szczegolowe i co najwazniejsze rozsadne.
    • nullified Re: W poszukiwaniu straconego czasu 13.02.13, 16:40
      "mrrmrrmrr" - nowoczesność w domu i w zagrodzie w akcji.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka