Dodaj do ulubionych

Nauki o zdrowiu- habilitacja

19.06.14, 21:29

Czytam na tym forum o tym, że nowe zasady habilitacji powodują masowy wyrób habilitowanych i głównie pomysł powstał po to, by zastopować i zostawić w mniejszości starych habilitowanych, profesorów.

I nijak mi się to nie zgadza z tym, co się dzieje w mojej aktualnej dyscyplinie (z nauk medycznych zmiana na nauki o zdrowiu) i w mojej uczelni (UM).

Chodzi, oczywiście, o epidemię punktozy.

Aktualnie mamy tak, że musimy uzbierać min. 10 IF, z czego min. 5 IF to artykuły jako pierwszy autor i musi być to cykl minimum 5 publikacji. Jako, że to nie medycyna, a nauki o zdrowiu, to mamy w ogóle problem z publikowaniem. W Polsce nie ma żadnego czasopisma z tej dziedziny, z IFami; z nauk medycznych jest jedno- 3,6 IF (czyli 30 KBN), ale tam nie ma szans na publikowanie bez dopisania właściwej osoby (sprawdzone wielokrotnie). Zagraniczne i owszem, ale tematyka musi być ogólnoświatowa, a nie o tym, co mamy w Polsce.

Jako, że udało mi się pozyskać możliwość wykonania pewnych badań (żadne odkrywcze ani ambitne), to postanowiłam spróbować i zabawić się w kolekcjonera tak, aby uzbierać te 5 IFów z min. 4 publikacji, tworzących cykl. Problem się pojawił, bo szansa jest- znalazłam czasopismo i przyjęli mi nawet 2 publikacje: 0,22 IF... Czyli potrzebuję w tym czasopiśmie .... 23 artykułów. No z tych badań to nie da rady wyciągnąć więcej, jak 5.

Ale co tam. Świat się zmienia. I wytyczne ponoć też- od września ma być inaczej: będę musiała przedstawić co najmniej 4 prace z listy A czasopism: 3 x min. 30 pkt KBN i jedna min. 45 KBN.

Jest to niewykonalne.

Na liście ministerialnej jest jedyne czasopismo zagraniczne z tej dziedziny, gdzie na dzisiaj przyznają 50 pkt KBN; pozostałe kilka to maksymalnie 40, zdecydowana większość po maksymalnie 20.

I tak się więc dziwię i zastanawiam- gdzie Wy widzicie tę nadprodukcję habilitacji (dosłownie kilka osób, którym do tej pory udało się uzyskać habilitację w naukach o zdrowiu...), a tym bardziej- motor wymieniający "stare". Z ciekawości przejrzałam naszych habów i profów wydziałowych- żaden nie ma nawet teraz obowiązujących punktów, że o tym, co ma niby od września obowiązywać- nawet nie wspomnę.

Idealny przykład na to, jak się bronią starzy. Wszak to oni ustalają reguły.

Tak na marginesie- coś bliżej może wiadomo Forumowiczom o tych nowych zmianach w zakresie habilitacji w naukach o zdrowiu, co do których ponoć ma wyjść jakieś rozporządzenie ministra (wieści wyniesione z rady wydziału...)??
Obserwuj wątek
    • dala.tata Re: Nauki o zdrowiu- habilitacja 19.06.14, 21:51
      To moze sprobuj zrobic badania odkrywcze i ambitne.....taki pomysl, wiem glupi, bo przeciez jest wolnosc akademicka i ty masz prawo robic badania, jakie chcesz a twojej uczelni oraz podatnikowi, kotry ci placi pensje, ma sie to podobac i juz!

      Twoj pot jest doskonalym przykladem, dlaczego 'punktoza' jest swietnym pomyslem.
      • gienialna Re: Nauki o zdrowiu- habilitacja 19.06.14, 21:59
        Ty się może jednak w końcu zdecyduj:

        forum.gazeta.pl/forum/w,87574,133522423,133544606,Re_Zmiana_aktu_mianowania_bo_nowa_ustawa_i_stat.html

        dala.tata napisał:

        >>
        > Twoj pot jest doskonalym przykladem, dlaczego 'punktoza' jest swietnym pomyslem

        Nie ja wymyśliłam, ale się dopasowuję do wymagań. Czyżbym miała inną mozliwość?
        • dala.tata Re: Nauki o zdrowiu- habilitacja 19.06.14, 22:07
          rozuiem, czyli albo miliony i wtedy jest full wypas, albo nie. Cos mi sie wydaje, ze rzeczywitsosc jest bardziej skomplikowana. a biorac pod uwage, ze w linkowanym watku pytalas rowniez o mozliwosc publikowania bez badan, jakos mi sie nie chce ci wierzyc.

          a ogolnie mnie drazni nieustanne jojczenie. ciagle zle i nadodatek wszyscy sa winni, a ty jestes biedna mala myszka, ktorej 'starzy' kaza publikowac. No po prostu straszne! pomysl sobie jednak, ze skoro jestes super, pelna niesamowitych pomyslow, to grantodawcy beda ci prosic o to, zebys te miliony brala.
          • kramka1 Re: Nauki o zdrowiu- habilitacja 19.06.14, 22:25
            Nie rozumiem tego wymogu punktów. W nowej procedurze nie ma odgórnie narzuconych limitów punktów-każdy sobie może wysłac papiery do CK nawet z zerowym IF i to głównie od komisji z wiekszościowym udziałem "obcych" członków zależy, czy habilitacja przejdzie czy nie. Tu na szybko odnaleziony przypadek habilitacji, która przeszła w naukach o zdrowiu, a dorobkiem nie poraża:
            www.ck.gov.pl/images/PDF/Awanse/GotlibJoanna/autoreferat.pdf
            Jak widać, nie jest tak źle jakby wynikało z wpisu w tym wątku.

            • gienialna Re: Nauki o zdrowiu- habilitacja 19.06.14, 22:38
              > Nie rozumiem tego wymogu punktów. W nowej procedurze nie ma odgórnie narzuconyc
              > h limitów punktów-każdy sobie może wysłac papiery do CK nawet z zerowym IF i to
              > głównie od komisji z wiekszościowym udziałem "obcych" członków zależy, czy hab
              > ilitacja przejdzie czy nie.

              No ale to nie CK, ale konkretny wydział na konkretnej uczelni decyduje. I aby wskazać, który ma się nad Tobą pastwić, to musisz znać jego wymogi. U nas jest tak, jak opisałam. To, że w Warszawskim jest inaczej- mają szczęście ci, którzy pracują na wydziałach czy uczelniach, które nie mają prawa habilitowania (u nas jest niepisany obowiązek wskazać własny wydział). W Krakowie jest np.:
              "5 pkt IF w tym 2,5 pkt. z prac, w których kandydat jest pierwszym autorem lub
              150 pkt. MNiSzW przy uwzględnieniu co najmniej 1 publikacji z IF oraz 8 prac z listy A lub B, w których kandydat jest pierwszym autorem"

              Źródło:
              www.wnz.uj.edu.pl/przewody/postepowania-habilitacyjne
              A teraz mają od września być jakieś ujednolicone warunki (opisałam wyżej)- i jest to info pewne.

              • kramka1 Re: Nauki o zdrowiu- habilitacja 19.06.14, 22:49
                Przeczytalam ten linkowany tekst i jestem pod głębokim wrażenie. Jakby na UJ nie do końca znali przepisy nowej procedury.
                "Do postępowania habilitacyjnego może zostać dopuszczona osoba," Co to ma znaczyc dopuszczona, skoro o dopuszczeniu nie ma obecnie mowy? UJ może co najwyżej odmówic przeprowadzenia postepowania. Tyle ze wtedy CK kieruje wniosek do innej rady, która już odmówić nie może. Więc habilitant ma z głowy Rade UJ i jej wymagania.

                "u nas jest niepisany obowiązek wskazać własny wydział" A co, jak wskażesz inny? Powiesza Cię za przysłowiowe jaja? Często czytając to forum mam nieodparte wrażenie, że najwiekszą wadą habilitantów jest brak odwagi. A przeciez samodzielność przyszłego samodzielnego powinna zakładac także odwagę w bronieniu swoich racji.
                • piotrek-256 Re: Nauki o zdrowiu- habilitacja 19.06.14, 22:55
                  To chyba nie takie proste. Znaczy ja nie znam tych problemów, ale umiem sobie wyobrazić, brak możliwości zatrudnienia zbyt samodzielnego...
                • gienialna Re: Nauki o zdrowiu- habilitacja 19.06.14, 22:57
                  Czy nie dopuści, czy odmówi- skutek ten sam.

                  Tyle ze wtedy CK kieruje wniosek do innej
                  > rady, która już odmówić nie może.

                  Oczywiście, że odmówić nie może. Ale w tym wszystkim chyba nie chodzi o to, aby wniosek przyjąć, prawda?

                  Często czytając to forum mam nieodparte wr
                  > ażenie, że najwiekszą wadą habilitantów jest brak odwagi.

                  A ja mam nieodparte wrażenie, że w teorii to są mocni wszyscy :)
                  To nie byłby przejaw odwagi, ale skrajnej głupoty z mojej strony.
                  • kramka1 Re: Nauki o zdrowiu- habilitacja 19.06.14, 23:12
                    <najwiekszą wadą habilitantów jest brak odwagi.>
                    " A ja mam nieodparte wrażenie, że w teorii to są mocni wszyscy :) To nie byłby przejaw odwagi, ale skrajnej głupoty z mojej strony."
                    No to powiem tak: wedle twojego kryterium jestem skrajnie glupia. ;))
                    Kiedy kilka lat temu szef postanowil mnie zmarginalizować z pewnych powodow, postawiłam się i postawilam przy okazji na nogi wszystkich wydzialowych świetych. W efekcie narobiłam sobie trochę wrogow, ale jednocześnie uzyskałam status osoby, z która trzeba się liczyć. I jakos dalej funkcjonuje całkiem nieźle na swoim wydziale. Więc, primo, nie jestem teoretykiem walki o swoje, a secundo, kto nie powalczy, to nie wygra. Ale do walki trzeba mieć jaja, niezależnie od płci, a z jajami na uczelniach to jakiś generalny problem jest...
                    • gienialna Re: Nauki o zdrowiu- habilitacja 19.06.14, 23:20
                      To ja Ci napiszę tak- nie muszę się uczyć na własnych błędach :) Wystarczą mi cudze.
                      • whiteskies Re: Nauki o zdrowiu- habilitacja 20.06.14, 19:05
                        To może lepiej daj sobie spokój z ta habilitacją...
            • dala.tata Re: Nauki o zdrowiu- habilitacja 19.06.14, 23:15
              a ja rozumiem wymog punktow. przperowadzenie przewodu habilitacyjnego to kosztowna impreza. i jako dziekan rowniez chcialbym miec pewnosc, ze wydane 20 tysiecy beda mialy sens.
              • nullified Re: Nauki o zdrowiu- habilitacja 19.06.14, 23:56
                dala.tata napisał:

                > a ja rozumiem wymog punktow. przperowadzenie przewodu habilitacyjnego to koszto
                > wna impreza. i jako dziekan rowniez chcialbym miec pewnosc, ze wydane 20 tysiec
                > y beda mialy sens.
                >
                prościej by było nie marnować tych tysięcy na rzeczy bez sensu... >.>
                • gienialna Re: Nauki o zdrowiu- habilitacja 20.06.14, 00:00
                  > prościej by było nie marnować tych tysięcy na rzeczy bez sensu... >.>

                  Otóż dokładnie to.
                • dala.tata Re: Nauki o zdrowiu- habilitacja 20.06.14, 00:05
                  tak i to kolega nully razem z kolezanka gienialna beda wspolnie dcydowac, co jest lub nie jest bez sensu. Nully, wybacz, uwielbiam cie, ale nie za bardzo bym chcial, zebysmy zastapili dzejsiary nullinauka.

                  moze iedys polska nauka dojdzie tkiego poziomu, ze bedzie mogla sobie sama decydowac. na razie to sobie robic badania, nie zeby ambitne i obraza sie, ze nikt nie chce syppnac kasa, bo ona taka sfrustrowana.
                  • gienialna Re: Nauki o zdrowiu- habilitacja 20.06.14, 00:12
                    Jak Cię czytam, to staje się jasne, skąd ten poziom nauki się bierze...
                    I te poronione pomysły z kolekcjonowaniem punkcików, konkursy na pisanie grantów* i inne bzdety.

                    * Nie mylić z przedstawieniem swojego pomysłu na badania.
                    • dala.tata Re: Nauki o zdrowiu- habilitacja 20.06.14, 00:44
                      i tu na pewno masz racje. bo jak ja pubikuje, powiedzmy, za 40 pkt., a ty za 10, to ja obnizam poziom nauki,a ty o niego dbasz! i ja ci serdecznie gratuluje.
                      • gienialna Re: Nauki o zdrowiu- habilitacja 20.06.14, 00:50
                        A ja Ci gratuluję tak dogłębnej znajomości zasad rządzących punktacją czasopism z różnych dziedzin :)


                        • dala.tata Re: Nauki o zdrowiu- habilitacja 20.06.14, 00:52
                          wydawalo mi sie, ze mowimy o poziomie nauki, kotry ja rujnuje, a ty tak dzielnie wspierasz. niestety niedoceniana.
                          • gienialna Re: Nauki o zdrowiu- habilitacja 20.06.14, 01:03
                            Opublikowanie za 40 pkt KBN wyników badań, na które wydajesz 20 000 zł, to rzeczywiście wyczyn. Szacun.
                  • nullified Re: Nauki o zdrowiu- habilitacja 20.06.14, 02:07
                    dala no ale do dżejsierów nie wpuszczają wyłącznie po habilitacji, co nie? ;)

                    I powiedz mi, że nie znalazłbyś kilku co najmniej sposobów na lepsze wydanie 20 tysięcy niż ten cyrk, choćby i w 'nauce'. Jeździsz po tych "biegających za punktami" jakbyś nie widział, że oni (i one też) sa produktem systemu który wymusza na nich by niczym te zbolałe kaczuchy odwalały tańce na linie zamiast na swoją miarę taplać się w kałuży swojego rozmiaru.
                    A potem kwękamy na "kulturę imitacji", "kulty cargo" i "bo w cywilizacji"... no masz >.>

                    RLY - trucizna byłaby bardziej humanitarna ;p

                    I dzięki
                    someone loves me somewhere, I know :D
                    • dala.tata Re: Nauki o zdrowiu- habilitacja 20.06.14, 10:19
                      Nully, niestety, jak czesto, nie mam pojecia, o co ci chodzi. Mam wrazenie. Ze zostales pokonany glebia wlasnych mysli :)
                      • nullified Re: Nauki o zdrowiu- habilitacja 20.06.14, 11:57
                        oj dala, czyżby Cię skromność zjadła ;p ?

                        procedury "awansu" są prostym przykładem bezużytecznego marnowania pieniędzy, relatywnie niedużych (w skali całego kraju i całego "resortu") niemniej - marnotrawstwa które nic pozytywnego nie daje, za to bardzo wiele psuje przy okazji. Co więcej - sama ich "ku lepszemu" metoda czyni rzeczy gorszymi. Mielibyśmy zapewne np. zdecydowanie mniej "srajdoktoratów" (per analogiam do "agery srajtaśmowej" ;) ) gdyby nie wymóg awansowy zniesienia trzech jaj. Mielibyśmy też mniej "srajhabilitacji" gdyby nie przymus wyhabienia. I proszę ;p nie pisz mi o tym, że "habilitacja ocenia" - od oceniania są te świstki, które wypełniamy bez sensu co dwa lata (a w sumie znacznie częściej (jakąś kretyńską część kolejnego bzdetu ewaluacyjnego wypełniam średnio co dwa miesiące >.>) - bo zaraza ewaluacyjna jak czerwonka - wywołuje sraczkę i rzeczywiście jest "papierochłonna" ;p).

                        I tak - "biegający z punktami" są tworem tego konstruktu. Ta instytucja jest po prostu nienaprawialna w tej formie. Jej jedyną "wartością dodaną" ;p jest być może rozrost tych pasożytów (cywilizujemy się!) od "konferencji na temat sukcesu naukowego", "kursokonferencji z egzegezy ustawy", "konferencji ....". Wartością dodaną w tym rzecz jasna sensie - że niektórym coś dodaje do kieszeni i "dorobku działacza" ;p

                        Środki stają się celami... no kurcze zjawisko tej przemiany można opanowac refleksyjnie w przedszkolu >.>
          • gienialna Re: Nauki o zdrowiu- habilitacja 19.06.14, 22:28
            w linko
            > wanym watku pytalas rowniez o mozliwosc publikowania bez badan, jakos mi sie ni
            > e chce ci wierzyc.

            Że co, proszę?

            > rozuiem, czyli albo miliony i wtedy jest full wypas, albo nie. Cos mi sie wydaj
            > e, ze rzeczywitsosc jest bardziej skomplikowana.

            Rzeczywistość wyglądała tak:

            Jeden z samodzielnych rzucił pomysł i zapytał mnie, czy jestem chętna- byłam ja i jeszcze jedna osoba. W związku z tym poszedł wniosek na 2 lata, w sumie przebadanych miało być 350 osób. Dostaliśmy finansowanie przez 2 lata- niespotykanie wysokie w historii wydziału, bo łącznie 31 000 (z czego 60% mogło pójść bezpośredni na badania chemiczne), tj. 1/7 tego, o co wnioskowaliśmy. Wystarczyło na przebadanie łącznie w ciągu 2 lat... 51 osób.
            Żadne liczące się czasopismo, z wysoką punktacją, nie przyjmie czegoś, co jest zrobione na tak oszałamiającej liczbie badanych.
            Pozostaje więc 5 publikacji - każda za 0,22 IF :) Łącznie więc za 31 000 zł uczelnia zyska... 1.1 IF :)
            Tylko mi nie pisz, że mogliśmy zmienić zakres badań i przebadać 350 osób w okrojonym zakresie :) Bo wtedy i owszem, byłoby 350, ale żadnego IFu z tego by nie było- wystarczyłoby na badania ankietowe i publikacje w czasopismach bez IFu i KBNów.

            Masz jeszcze jakieś złote myśli do dodania?
            • kramka1 Re: Nauki o zdrowiu- habilitacja 19.06.14, 22:40
              "Masz jeszcze jakieś złote myśli do dodania? "
              Ja dodam od siebie. Jedni robią wysokoimpaktowe badania, bo mają duże pieniądze, a inni bo mają wartościowy pomysł. Pierwsze jest prostsze, drugie trudniejsze, ale nie jest niemożliwe. Osobiście ćwiczę to od lat, bo w moim temacie o duże pieniądze jest trudno. Ale i bez pieniędzy jakos te przyzwoite impakty robie.
              Zrzędzenie, że brak dużej kasy uniemożliwia zrobienie wartościowych badań, mnie zupełnie nie przekonuje.
              • gienialna Re: Nauki o zdrowiu- habilitacja 19.06.14, 22:47
                W mojej dziedzinie za 31 000 na dwa lata nie wyjdą żadne badania, które mogłyby ujrzeć światło światowe.
                Stąd uruchomiliśmy spółdzielnię.

                Ale to nie wystarczy na 45 pkt KBN za jeden artykuł w jedynym czasopiśmie z listy ministerialnej, które ma przyznane 50 KBNów (pozostałe mają mniej, więc wymóg 45 pkt nie zostanie spełniony).
                • gienialna Re: Nauki o zdrowiu- habilitacja 19.06.14, 22:51
                  PS Mnie chodzi o takie badania, na podstawie których będę mogła skolekcjonować te punkciki do habilitacji. Jest mi wszystko jedno, czy będą wartościowe, czy nie.
                  Kiedy założyłam tamten wątek, jeszcze miałam jakieś złudzenia- że można zrobić coś naprawdę wartościowego, z pożytkiem i dla innych.
                  Skoro pracodawca robi mnie w konia, nakazując pracę naukową bez zapewnienia środków, to ja nie będę stawała na rzęsach.
                • dala.tata Re: Nauki o zdrowiu- habilitacja 19.06.14, 23:16
                  to sie, kurde mol. wez do pisania grantow za setki tysiecy zlotych. to jest takie proste.
                  • gienialna Re: Nauki o zdrowiu- habilitacja 19.06.14, 23:19
                    Od pisania jeszcze nikomu nikt nic nie przyznał.
                    • dala.tata Re: Nauki o zdrowiu- habilitacja 19.06.14, 23:24
                      taaaaa. ci wszyscy, ktorzy dostaja granty oferuja uslugi seksualne komisjom.
                      • gienialna Re: Nauki o zdrowiu- habilitacja 19.06.14, 23:35
                        Nie oceniaj innych według siebie.
                        • dala.tata Re: Nauki o zdrowiu- habilitacja 19.06.14, 23:38
                          masz racje, inni jeszcze daja lapowki oraz swiadcza uslugi, o kotrych mi sie nawet nie przysnilo.

                          no bo przeciez jak to tak grant za pisanie wniosku dostac nie?
                          • gienialna Re: Nauki o zdrowiu- habilitacja 19.06.14, 23:46
                            A gdzie to dają granty za napisanie wniosku? Może i ja spróbuję?
                            • dala.tata Re: Nauki o zdrowiu- habilitacja 19.06.14, 23:51
                              na calym swiecie. tylko trzeba odpowiednio napisac. ty nie sprobujesz, bo ty nie jestes specjalistka od pisania grantow. ty jestes specjalistka od robienia badan nie-zeby-ambitnych.
                              • gienialna Re: Nauki o zdrowiu- habilitacja 19.06.14, 23:54
                                No popatrz Ty.
                                A ja myślałam, że pieniądze dostaje się na wykonanie tego, co zostało opisane we wniosku.
                                A tu taka niespodzianka- pieniądze za pisanie wniosków.
                                Normalnie milionerką jestem, tylko o tym nie wiedziałam.
                              • piotrek-256 Re: Nauki o zdrowiu- habilitacja 20.06.14, 20:34
                                Dala odpuść jej trochę. To czy badania są ambitne czy nie to, jest bardzo indywidualne odczucie, np. dla mnie ambitne znaczy ludzie próbują sobie z tym poradzić od kilkudziesięciu lat i nikt nie ma pojęcia jak. Zgodnie z tą definicją większość wniosków grantowych i większość badań włącznie z moimi nie ma nic wspólnego z ambitnością i jakoś muszę z tym żyć.

                                Dwa jakiś tam wniosek grantowy na jakieś badania przeszedł, ale obcięli fundusze w ten sposób, że wnioskodawca nie ma pojęcia jak zaplanowane badania zrealizować. Dla mnie osobiście to można określić tylko brzydkim słowem. Albo recenzenci powinni napisać, gdzie można uciąć i projekt zrealizować oraz jak go zrealizować, albo odrzucić, albo nie ucinać.

                                Trzy gienialna jest według mnie jedną z miliona ofiar braku systemu. Została zatrudniona na uczelni, która jako instytucja nie ma pojęcia, po co jej taki pracownik. Coś jakby kopalnia zatrudniła leśnika, a teraz mają pretensje, że nie sadzi lasów pod ziemią i grożą zwolnieniem jeśli te drzewa nie urosną. Jasne jest też wina po stronie leśnika, że się tam zatrudnił, ale mówienie leśnikowi, że przez niego kopania upada, to trochę za dużo.
                                • nullified Re: Nauki o zdrowiu- habilitacja 20.06.14, 20:45
                                  piotrek, chory jesteś czy co? zaczynasz pisac jak człowiek :D
                                  • piotrek-256 Re: Nauki o zdrowiu- habilitacja 20.06.14, 21:30
                                    Nuli nie sądziłem, że się nawrócisz, ale w końcu zrozumiałeś, że tą uczelnie należy zamknąć, spalić, a ziemie posypać solą aby nic już tam nie wyrosło. ;)

                                    Ja ostatnio, rzeczywiście czuję się jakoś gorzej, chyba się starzeję. :(
                                    • nullified Re: Nauki o zdrowiu- habilitacja 21.06.14, 17:15
                                      nie wiem gdzie Ty to u mnie wyczytałeś ( o tym paleniu i solą sypaniu ;) ) - a już miałęm nadzieję, że pociąg do "rozkoszy przemocy" Ci powoli przechodzi... ehh ta "dzisiejsza młodzież", kiedyś to by się zapisał do harcerstwa i zmęczył trochę a teraz kurde mu się zachciewa "suwerennej decyzji" pfff! :D

                                      - a co, kiedy przychodza dziewczeta na egzamin zaczynasz powtarzać sobie za klasykiem "ach gdybym był młody dziewczyno..." ? ;)
            • piotrek-256 Re: Nauki o zdrowiu- habilitacja 19.06.14, 22:52
              Poszukaj innej pracy w sensie inne uczelni. Jeśli na wydziale wydarzeniem jest grant na poziomie pół preludium to w naukach eksperymentalnych daleko nie pojedziesz.

              W ogóle trochę denerwuje mnie koncepcja, zrobić habilitację. Celem naukowca jest badać, a nie zrobić habilitację. Tak wiem, że to naiwne, ale inaczej nauka nie ma sensu. Na urzędzie zarobisz więcej, a napracujesz się mniej, posada też spokojna.
              • gienialna Re: Nauki o zdrowiu- habilitacja 19.06.14, 23:09
                piotrek-256 napisał:

                > Poszukaj innej pracy w sensie inne uczelni.

                Kiedy koczowniczy tryb życia dla matki i mężatki to raczej nie moje klimaty.

                Najbardziej mnie wkurza to boksowanie się o każdą złotówkę na badania, o każdy punkcik.
                Skoro zostałam uczelni, bo byli tacy, którzy uznali, że warto, abym została, to chyba mieli jakiś pomysł na mnie wiedząc doskonale, czym się zajmuję i w czym zamierzam się specjalizować. A tak -rodem z dala.taty- wywalcz sobie grancik, abyśmy mogli Cię zatrudniać dalej: niedrogi, w sam raz. Jakbym, kurna, była specjalistką od pisania wniosków!
                A ja, owszem, piszę. Tylko co z tego, jak interdyscyplinarny, z niszowych dziedzin, że żaden z recenzentów nie wie, o co biega?
                • piotrek-256 Re: Nauki o zdrowiu- habilitacja 19.06.14, 23:25
                  Heh, no to sorry, ale to nie odkrycie, że nauka i rodzina kiepsko chodzą w parze. Pogadaj z rodziną o przyszłości i koncepcji, którą macie na siebie. Rozważ ewakuację z uczelni...

                  Wiara w to, że ktoś cię zatrudnił bo miał jakiś zamysł, to zupełna naiwność. Czy znasz strategię rozwoju wydziału, czy kojarzysz ludzi, którzy na serio zastanawiają się kogo zatrudnić, żeby wydział lepiej się rozwijał?

                  Podejrzewam, że zrobiłaś doktorat na tej samej uczelni i zatrudnili cię z klucza, jest nasza i chętna to jej nie zostawimy. Nie ma w tym twojej winy, ten mechanizm działa wszędzie w wiodących jednostkach też. Ale to musi w pewnym momencie prowadzić do braków w kasie i powszechnej frustracji...
                  • gienialna Re: Nauki o zdrowiu- habilitacja 19.06.14, 23:33
                    Zmieniłam pierwszą uczelnię na aktualną, współdecydując z mężem- wybraliśmy miejsce, gdzie miało nam być dobrze razem, w jednym mieście, gdzie były perspektywy dla nas obojga (mąż- nienaukowiec na szczęście).

                    Jestem sfrustrowana i rozczarowana- uczelnie inne, ale problemy te same, plus zmiany w ustawodastwie w ostatnich latach i coraz mniejsze możliwości własnego rozwoju. Ale żyłka naukowca na razie, niestety, trzyma się mocno :/ Po prostu szkoda by mi było odejść z miejsca, które wybrałam świadomie kilkanaście lat temu (miejsce, czyli świat nauki), rozstać się i na zawsze zapomnieć o tym, co miałam w marzeniach, jak tylko dojrzałam do prawdziwej nauki.
                    Ale nic nie trwa wiecznie i być może nadejdzie i taki dzień, kiedy będę miała dość- niepewności, braku stabilizacji itp.
                    • dala.tata Re: Nauki o zdrowiu- habilitacja 19.06.14, 23:36
                      mnie osobiscie lza sie zakrecila w oku.
                      • gienialna Re: Nauki o zdrowiu- habilitacja 19.06.14, 23:57
                        Raczej coś innego zalało Ci oczy.
                    • piotrek-256 Re: Nauki o zdrowiu- habilitacja 20.06.14, 09:28
                      Heh jak mąż naukowiec to już zupełnie przewalone :/ bo ciężko razem zmienić pracę.

                      Jedyne co ci mogę doradzić, to przejście do szerszej tematyki i próbę wkręcenia się w projekt międzyuczelniany. Jeśli jak piszesz na wydziale raczej nie ma grantów, to to też ciąży. Granty daje się na projekt, ale na to kto jest kierownikiem, jakie ma publikacje, jaki jest potencjalny zespół też się chyba patrzy, czyli na starcie masz pod górkę.

                      Albo poszukanie kontaktów z biznesem, nie wiem czym się zajmujesz, może jakieś firmy w okolicy, byłyby zainteresowane czymś.
                • dala.tata Re: Nauki o zdrowiu- habilitacja 19.06.14, 23:31
                  a od czego jestes specjalistka? od laskawego robienia badan, nie zeby ambitnych? oczywiscie, mamy tez wieryzc ci na slowo, ze te swietne zrobisz za kupe kasy. Bo przeciez ty nie jestes specjalistka od pisania granotw. Trza sypnac kasa, a ty wtedy raczysz...

                  czas sie obudzic: na tym dzisiaj polega nauka. Na pisaniu grantow, na przekonywaniu innych, ze warto wydac na twoje badania np. kilkaset tysiecy zltych. Jak ci sie nie podoba, na pewno znajdziesz prace gdzie indziej.

                  I przestan marudzic!
                  • gienialna Re: Nauki o zdrowiu- habilitacja 19.06.14, 23:45
                    Nauka polega na pisaniu grantów? Sorry, ale większej głupoty to dawno nie czytałam.
                    Naprawdę trudno jest zrozumieć, że można być wielkim naukowcem, ale kiepskim literatem?
                    Trudno jest zrozumieć, że są dziedziny niszowe, które połączone razem, z różnych dziedzin, wymagają od recenzentów czegoś więcej, niż znajomości ich własnej dziedziny? Weź sobie wyobraź, jak musiała wyglądać praca nad protezą bioniczną dłoni i z jakich mikrodziedzin dziedzin musieliby być recenzenci, aby projekt dostał dofinansowanie.


                    • dala.tata Re: Nauki o zdrowiu- habilitacja 19.06.14, 23:50
                      tak, nauka dzisiaj polega na pisaniu grantow. nie musi ci sie to podobac. i tak, w specjalnosciach niszowych jest ultratrudno. Masz do wyboru: napisac cos ultradobrego, albo zmienic specjalnosc.

                      i ty naprawde nie musisz pracowac na uczelni.
                      • gienialna Re: Nauki o zdrowiu- habilitacja 19.06.14, 23:56
                        Co to znaczy "pisać granty"?


                        Ty nie widzisz, że sam sobie przeczysz?
            • dala.tata Re: Nauki o zdrowiu- habilitacja 19.06.14, 23:13
              a no to prosze:

              forum.gazeta.pl/forum/w,87574,133522423,133589900,Re_Zmiana_aktu_mianowania_bo_nowa_ustawa_i_stat.html
              pytalas o publikacje bez badan. nie przysnilo mi sie.
              • gienialna Re: Nauki o zdrowiu- habilitacja 19.06.14, 23:18
                Żebyś Ty tak jeszcze rozumiał, coś przeczytał...
            • niewyspany77 Re: Nauki o zdrowiu- habilitacja 22.06.14, 01:38
              > Łącznie więc za 31 000 zł [...] Wystarczyło n
              > a przebadanie łącznie w ciągu 2 lat... 51 osób.

              Kurde, a weź mi społhumowi wytłumacz, jak jedna ankieta ma kosztować dokładnie 607 zł.

              • gienialna Re: Nauki o zdrowiu- habilitacja 22.06.14, 16:46
                Sorry, nie mam pojęcia, jakież to operacje myślowe przeprowadziłeś, aby dojść do takich wniosków.
      • nullified Re: Nauki o zdrowiu- habilitacja 19.06.14, 23:54
        dala.tata napisał:

        > To moze sprobuj zrobic badania odkrywcze i ambitne.....


        dala... bo mi moje najgorsze cechy uruchamiasz ;p
        Bo tak, my wszyscy co wewtychdżejsierach publikujemy robimy "badania odkrywcze i ambitne"

        gimme a break ;p
        • dala.tata Re: Nauki o zdrowiu- habilitacja 20.06.14, 00:01
          niczego takiego nie mowie. jednak jesli mi ktos pisze, ze wie ze robi slabe bdania, to mi wszystko opada.
          • gienialna Re: Nauki o zdrowiu- habilitacja 20.06.14, 00:04
            Tak krawiec kraje, jak mu materii staje.
            Z próżnego i Salomon nie naleje.

            Ty byś chciał mieć pewność, że 20 000 zostaną wydane sensownie, a ja nie chciałabym takich ochłapów, bo nic sensownego z nimi nie zrobię. Tylko kwitów później kupa do sprawozdań.
          • nullified Re: Nauki o zdrowiu- habilitacja 20.06.14, 02:00
            oh well, ja wiem że cnota skromności jest jakby passe ale, naprawdę, zachowajmy jakieś niekuriozalne proporcje ;)
            Inaczej wychodzą z tego jakies dworce we Włoszczowej albo ... "takie cuś".
    • charioteer1 Re: Nauki o zdrowiu- habilitacja 19.06.14, 22:38
      gienialna napisała:

      > Tak na marginesie- coś bliżej może wiadomo Forumowiczom o tych nowych zmianach
      > w zakresie habilitacji w naukach o zdrowiu, co do których ponoć ma wyjść jakieś
      > rozporządzenie ministra (wieści wyniesione z rady wydziału...)??

      A kto to wyniosl? Wiesz, ja mam wrazenie, ze czesc rady to na ogol nie za bardzo kuma, o czym sie mowi i o co biega.
      • gienialna Re: Nauki o zdrowiu- habilitacja 19.06.14, 22:43

        > A kto to wyniosl?

        na pewno nie sprzątaczka :)

        Chodziło mi o kolegium dziekańskie, a nie o radę wydziału.
        • charioteer1 Re: Nauki o zdrowiu- habilitacja 20.06.14, 01:06
          Jezeli ktos cos wyniosl z kolegium dziekanskiego, to sprawdz, czy to nie zostalo odniesione na rade wydzialu.
          • gienialna Re: Nauki o zdrowiu- habilitacja 20.06.14, 01:16
            No niestety, ostatnia rada wydziału już była w tym roku akad.
            Dziekani spotykali się następnego dnia.
            Zmiany (jak zrozumiałam- na mocy rozporządzenia ministra)- mają wejść od września tego roku. Niby uczelnie mają autonomie, więc nie wierzyłabym w te rewelacje, gdyby nie były one z pewnego na 100% źródła :/
            Poza tym 3 osoby zostały wręcz pogonione do złożenia wniosku do CK, chociaż nie spełniały minimalnym wymogów, które u nas obowiązują- z komentarzem, że jak nie teraz, to nigdy.
            • charioteer1 Re: Nauki o zdrowiu- habilitacja 20.06.14, 01:49
              Jedynym pewnym na 100% zrodlem sa projekty aktow prawnych na stronie MNiSW.
          • nullified Re: Nauki o zdrowiu- habilitacja 20.06.14, 02:09
            sądzisz, że jak ktoś wyniósł rozum to by odniósł? (o ile wiedziałby co wynosi hmpf!) ;)
            • charioteer1 Re: Nauki o zdrowiu- habilitacja 20.06.14, 10:56
              A co, w domu by zostawil?
              • nullified Re: Nauki o zdrowiu- habilitacja 20.06.14, 11:42
                tanio opchnął na allegro?
    • gienialna Wracając jednak do brzegu 21.06.14, 12:52
      Nie napisałam tu po to, aby poskarżyć się na moją sytuację- ale po to, aby wskazać na idiotyzmy związane z tzw. nauką w Polsce.
      Nie ma uogólnionej epidemii wysiewu habów- jak tutaj piszecie. Po prostu nie ma GDZIE i CZEGO publikować.
      Po drugie- jest źle, ale jeszcze dałoby radę uciułać punkciki (bo na tym polega nauka w Polsce...). Jednak ma być gorzej- teraz tzw. " znaczny dorobek" ma być po prostu nieosiągalny: a)brak w Polsce choćby jednego czasopisma z dziedziny, które miałoby choćby 0,1 IF; b) wymóg min 45 pkt KBN jednej z publikacji w sytuacji, kiedy na świecie jest jedyne czasopismo, w którym opublikowanie spełniłoby ten warunek (wydawane 4 x w roku, w każdym po 18-20 artykułów- tematyka ogólnoświatowa, a moja dziedzina wymusza zajmowanie się obszarem polskim (uwarunkowania związane z organizacją, finansowaniem świadczeń z ochrony zdrowia; związane z edukacją zdrowotną w realiach polskich).

      To są absurdy i to na nie chciałam Forumowiczom zwrócić uwagę.

      Ze wszystko zmierza powoli ku kompletnemu upadkowi, to wskażę tylko na charakter zmian w ostatnich latach, jakie się dokonały w moim uniwersytecie:
      - zrezygnowano z możliwości składania wniosków indywidualnych (lub grypowych w ramach jednej jednostki organizacyjnej lub wydziału) na rzecz jednego wniosku szefa jednostki i ewentualnie samodzielnych (których było i jest na lekarstwo- o tym za chwilę)
      - łapanka na samodzielnych z innych wydziałów, którzy nie mieliby u siebie szans na awans (szefowanie itp.) i oddanie w ich ręce kierownictwa prawie wszystkimi jednostkami organizacyjnymi (katedry)- to spowodowało wywrócenie do góry nogami profilu badań naukowych- szef jako samodzielny zgłasza wniosek o badania, na których się zna, a nie taki, który odpowiada profilowi wydziału i pracowników, którymi kieruje
      - zlikwidowanie grantów doktorskich i habilitacyjnych w ramach uczelni

      To towarzyszyło zmianom w KBN i wstrzymaniu na czas jakiś w ogóle mozliwości finansowania badań ze środków uczelnianych, które wówczas dodatkowo obcięto i ograniczono dostęp. W obecnej filozofii wydziału jest tak, że granty otrzymuje kierownik; są też niewielkie granciki na doktoraty; pozostali muszą się starać sami o finansowanie własnych badań (NCN, fundusze europejskie). To nie jest sytuacja leśnika, zatrudnionego w kopalni; to sytuacja budowlańca, który ma obowiązek wybudowania budynku, ale sam musi sobie załatwić cement, pustaki, kielnie itp. A uczelnia tylko rozliczy, ile IFów wyszło w roku i gdzie dzięki temu plasuje się uczelnia.

      Ponoć Polacy są ewenementem w skali światowej- wydają więcej, niż zarabiają.
      To ja dodam, że naukowcy w Polsce też są ewenementem- nie dostają pieniędzy, ale robią badania i publikują. Ot, cud taki- nawet za niewielkie nakłady, nauka może się rozwijać i też mieć dużo IFów, i cytowań zagranicznych, współczynników Hirscha i pierun wie, co jeszcze. Znaczy- Polak potrafi gospodarować oszczędnie. Wprost nauka polska- na wzór!

      A czym ja się zajmuję? Pogranicze biologii molekularnej, medycyny nuklearnej, biochemii i psychologii klinicznej. Z tego mam magisterium i doktorat. Doktorat z medycyny w dziedzinie medycyny, chociaż lekarzem nie jestem; a teraz, dzięki zmianom- moim zdaniem kompletnie wypaczającym- doktorat to można na wydziale zrobić z nauk o zdrowiu i habilitację też. Nauki o zdrowiu to głównie obszar zachowań zdrowotnych, organizacji ochrony zdrowia itp. Ileż razy można badać styl życia zakonników, osób z rakiem prostaty, wydolność płuc czy wydolność fizyczną osób pracujących w biurze? Albo samoocenę przygotowania zawodowego pielęgniarek, położnych, fizjoterapeutów czy absolwentów zdrowia publicznego czy badanie satysfakcji świadczeniobiorców NFZ? I na co to komu kolejny raz potwierdzać to, co już zostało zbadane przez setki innych?

      Mój ambitny i naprawdę ważny projekt wyceniłam na 150 000 zł, i dałby szanse na habilitacje i doktoraty dla 11 osób. To znaczy, że średnio koszt jednej habilitacji czy doktoratu wyniósłby zaledwie nieco ponad 13,5 tys. zł. To jest prawie nic, biorąc pod uwagę i to, że projekt dałby ostatecznie licząc bardzo ostrożnie ponad 350 IFów, tj. efektywność wyniosłaby ok. 460 zł za 1 IF (przypomnę tylko, że ostatni grant to efektywność 1,1 IFa za 31 000 zł, w dodatku dzielone na 3 osoby, tj. jakieś 10 300 zł na 1 osobę).
      W dodatku pewna grupa chorych nie otrzymywałaby leku, którego absolutnie brać nie powinni (mają zaburzony pewien szlak metaboliczny i w organizmie wzrasta poziom pewnej bardzo niebezpiecznej substancji, pociągając za sobą znaczny wzrost ryzyka zachorowania na pewnego typu nowotwory...). Ale to taki wątek poboczny.
      • ewa_65 Re: Wracając jednak do brzegu 21.06.14, 13:58
        Przeniesienie nie-lekarzy do nauk o zdrowiu jest jednak koniecznością i wynika z ... nieuczciwości ludzi. Znam osoby pracujące z pacjentem, które mając doktorat z n.med przedstawiały się jako dr med. i - w pojęciu pacjentów - jako lekarz. Tylko później był problem z wypisaniem recepty lub skierowania na badania... ;).
        Też uważam, że zmuszanie kogoś do zbierania IF , Hirschów i innych punktów jest nieporozumieniem. Habilitację się powinno robić, gdy człowiek do niej dorośnie. Zwykle wtedy ma już wystarczającą liczbę punkcików i publikacji, które same wniknęły z jego aktywności. Zmuszanie do uprawiania nauki pod groźbą utraty etatu daje właśnie takie dziwne efekty. A przecież ktoś może być cenionym specjalistą od wykonywania badań, dydaktykiem i czym tam jeszcze i też jest potrzebny. Choć chyba nie u nas...

        Co do pomysłu - próbuj się rozejrzeć kto to robi na świecie. Może byłby ktoś zainteresowany wspólnymi badaniami, wtedy można startować na grant UE. Owszem, szansa na otrzymanie takiego grantu dla młodego polskiego pracownika jest mała, ale na podpięcie się pod kogoś i uzyskanie w ten sposób finansowania - już realna. Zareklamuj się, co umiesz, do czego masz dostęp. Nawet jak tematyka "dużego" grantu będzie trochę obok, to swoje badania czasem da się zrobić "przy okazji".
        • gienialna Re: Wracając jednak do brzegu 21.06.14, 16:51
          > Przeniesienie nie-lekarzy do nauk o zdrowiu jest jednak koniecznością i wynika
          > z ... nieuczciwości ludzi.

          Nie. Są to tylko i wyłącznie sprawy ambicjonalne lekarzy. jak to- pielęgniarka, położna czy fizjoterapeuta mogą miec dr n.med.?? Tak, jakby nie zajmowali się medycyną.
          Pacjenci nie są tacy głupi, jak się wydaje, i doskonale rozróżniają, czy to położna, lekarz czy pielęgniarka. Mając styczność z pacjentami z oddziałów, nikt nigdy nie pomylił mnie z lekarzem. Ale to trzeba rozmawiac z pacjentami, aby to wiedzieć :)

          Teraz lekarze będą mieć "jeszcze gorzej"- pielęgniarka będzie nie tylko mogła wypisac receptę bez zlecenia lekarskiego, ale nawet dac skierowanie na badania diagnostyczne :) To się dopiero krzyk podniesie :) I jak wtedy odróżnić pielęgniarkę dr n. med (starym systemem) od lekarza też dr n. med.? ;)

          Tak a propos de n. med. Znam przypadek położnej, która napisała genialny doktorat- z takimi badaniami biochemicznymi, że lekarzom mogłyby szczęki z wrażenia opaść. I znam też lekarza, który doktoryzował się z ... historii stosowania środków odkażających w medycynie.

          Podział dr n. med. i dr n. o zdrowiu jest sztuczny z tego powodu, że nauki o zdrowiu to jakby nie były, nadal nauki medyczne.

          Uważam, że dorosłam dawno do zrobienia habilitacji, a to dlatego, że dorosłam w ogóle do pracy naukowej dawno temu, co dało wyraz w zrobieniu doktoratu. To jest to, co czuję, co lubię. I habilitacja mogłaby być tego konsekwencją- gdybym miała możliwośc robienia naprawdę dobrych badań (a nie takich, na ile pozwalają nijakie, śmieszne fundusze).

          Składam projekty do NCNu (hehhehe, jeśli zna się osoby z poszczególnych paneli- a to jest kjawne- to wiadomo, czy te osoby w ogóle wiedzą, o co chodzi w tych badaniach), składam za granicę. Tylko mnie wkurza, że nikt mnie nie uprzedził, iż mam sama zadbać o środki na wypełnienie moich "punktowych" zobowiązań wobec uczelni. Wkurza mnie też to, że abym miała jako takie możliwości własnego rozwoju, to muszę zapomnieć o rodzinie- bo wyjechać trzeba, a sprawy składkowo- podatkowe nawet nie zostały w tej materii rozstrzygnięte. Pomijając zupełnie fakt, iż po 2-3 latach nieobecności na uczelni bedę zaczynać od nowa, bo mój dotychczasowy teren zostanie oddany komu innemu, a mnie zostaną tzw. resztki- tu godzina, tam dwie, tu inny kierunek, a tu inny przedmiot- bo tak wychodzi z przydziału (każdy ma swoją działkę, a to, co niezagospodarowane, trafia do tych, którzy swych działek nie mają).

          • refe.ree Re: Wracając jednak do brzegu 21.06.14, 21:21
            Tak a propos de n. med. Znam przypadek położnej, która napisała genialny doktorat- z takimi badaniami biochemicznymi, że lekarzom mogłyby szczęki z wrażenia opaść. I znam też lekarza, który doktoryzował się z ... historii stosowania środków odkażających w medycynie.

            intryguje mnie ta afektowana pauza wyrażona wielokropkiem, może rozwiniesz jak należy
            ją rozumieć? ironia, zdumienie, oburzenie?...

            -
            • gienialna Re: Wracając jednak do brzegu 21.06.14, 21:56
              Te kropki oznaczają jaką wartość ma dr n. med. przed nazwiskiem :)
              Doktorat z historii dał tyle pacjentom tegoż lekarza, co doktorat z biochemii pacjentkom położnej.
              Dlatego śmieszą mnie argumenty tych, którzy uważają, że pacjenci nie wiedzą, z kim mają do czynienia.
          • ewa_65 Re: Wracając jednak do brzegu 21.06.14, 22:21
            Nie są to ambicje lekarzy. lekarz robiąc doktorat z tematyki okołomedycznej też startuje w naukach o środowisku a nie w medycynie. Choć przyznaję - nie jest to częste. A tłumaczenie, że dr.. jakiśtam, który przysłał pana/panią po receptę nie nie tyle nie miał bloczka / umowy (wyjaśnienia pacjentów) lecz po prostu nie jest lekarzem i nie może leczyć - jest niestety dość częste.
            Nawiasem mówiąc dr dla lekarza nic nie mówi o jego wiedzy. Mówi o pracy naukowej. O wiedzy mówi specjalizacja. Więc doktorat nic nie da pacjentom. Doktorat pielęgniarki też im nic nie da... Za to dr med u nielekarza wprowadza zmieszanie.

            Co do wypisywania recept przez pielęgniarki.. ciekawe, czy podpiszą umowy z NFZ i będą ochoczo płacić kary za brak kodu pocztowego, na przykład... Jestem cała za, pisanie recept nie jest moim sensem życia. Wypisanie recepty a ordynowanie leku - wybacz - to duża różnica.

            Przeczytałam założenia twojej pracy i nie rozumiem, dlaczego traktujesz ten problem jako lokalny. Czy obie mutacje razem występują tylko w Polsce? A druga rzecz - ile czasu potrzebujesz, żeby zebrać 150 osób, jeżeli łączenie mutacji jest rzadkie??? Nadal uważam, że jedyna opcja dla takiej pracy to zbadanie w ramach istniejących możliwości np 20 osób, napisanie zwiastuna do dobrego czasopisma zachodniego a potem szukanie bratniej duszy za granicą. Mając wstępne doniesienie i opisaną metodę na pewno znajdziesz chętnych do współpracy. Nie trzeba nigdzie jeździć, łapiesz "nazwisko", ono (nazwisko) składa o grant UE, ty dostajesz część kasy i robisz u siebie, ono u siebie, publikujecie oddzielnie swoje a potem razem i jest pięknie...
            • gienialna Re: Wracając jednak do brzegu 21.06.14, 23:04
              > Przeczytałam założenia twojej pracy i nie rozumiem, dlaczego traktujesz ten pro
              > blem jako lokalny.

              Nie, ja go nie traktuję lokalnie :)
              To zdaje się Piotrek stwierdził, że nauka nie powinna się zajmować problemami lokalnymi, a później, zdaje się, że może, bo wystarczy się postarać dobrze napisać i opublikują. To było na moje wyjasnienia, że nauki o zdrowiu w zasadzie dotyczą problemów lokalnych, a nie ogólnoświatowych, a poza tym jest tylko jedno czasopismo, które spełnia wymogi 45 pkt KBN, potrzebnych mi (najprawdopodobniej od września) do złożenia u nas wniosku. Czyli możliwość zrobienia habilitacji, wobec absurdalnych wymagań, istnieć będzie tylko teoretycznie.

              Mój projekt wykracza poza Polskę i tu nie miałabym najmniejszych problemów z publikowaniem; poza tym to kontynuacja, chociaż w trochę innym zakresie, mojego doktoratu. Ale nie mam szans na zdobycie funduszy w inny sposób, jak tylko NCN czy fundusze unijne- a te wiadomo, ile %, zwłaszcza w medycynie, jest finansowanych.

              Zebranie ludzi do badań to w zasadzie żaden problem- wystarczyłyby 2 lata. Problemem jest to, że dla każdego z nich potrzebuję ponad 1000 zł i projekt jest całościowy- tzn., że nie mogę zrezygnować z żadnego elementu, bo będzie zarzut przypadkowości, jeśli czegoś nie zbadam (nie wykluczę, nie potwierdzę), a to z kolei zaważy na recenzjach i odrzuceniu publikacji.


              Nie trzeba nigd
              > zie jeździć, łapiesz "nazwisko", ono (nazwisko) składa o grant UE, ty dostajesz
              > część kasy i robisz u siebie, ono u siebie, publikujecie oddzielnie swoje a po
              > tem razem i jest pięknie...

              Hm... w recenzji napisano mi, że nie wykazałam uzasadnienia dla współpracy w ramach tego projektu... A ja mam wszystko, co potrzebne- na miejscu: ludzi, sprzęt, chorych.

              Zajawka była- ale tylko w takim wymiarze, aby nie sprzedać pomysłu.

              Zawsze mogę porzucić ambicję na rzecz czegoś pewnego i mniej kosztochłonnego. Modne ostatnio jest szacowanie kosztów opóźnionej diagnozy- jakieś ankiety, skale, wystandaryzowane narzędzia, przeniesione z zagranicy. Bleeee...
      • charioteer1 Re: Wracając jednak do brzegu 21.06.14, 14:04
        Zaraz, zaraz.

        Co to jest KBN?

        Jakim cudem ty masz swoj projekt na 150 000, skoro projekty moga zglaszac tylko kierownicy katedr?
        • gienialna Re: Wracając jednak do brzegu 21.06.14, 17:06
          Czytamy ze zrozumieniem i sięgamy np. do Wikipedii ;)
          • charioteer1 Re: Wracając jednak do brzegu 21.06.14, 17:15
            Czytamy ze zrozumieniem. KBN nie istnieje juz 10 lat, wiec wyjasnij, prosze, o jakie zmiany w KBN ci chodzilo i w jaki sposob cie one dotknely.
            • gienialna Re: Wracając jednak do brzegu 21.06.14, 17:41
              Hm...
              mam w sumie 17 lat pracy- na 2 uczelniach.
              Pierwsza praca jako towarzysząca - głównym zajęciem była pewna pracownia przy pewnej klinice. Po przeprowadzce uczelnia to moje jedyne miejsce pracy- od 8 lat, w tym 5 od doktoratu.
              Jeśli KBN nie istnieje od 10 lat, a NCN dopiero od trzech, to.... ;)
      • totutotamka Re: Wracając jednak do brzegu 21.06.14, 14:22
        To składaj projekt do NCNu. Albo szukaj jakiegoś post-doca za granicą i się gdzieś podczep. Choć tu może być problem. Mi na uczelni powiedzieli, że jak nie wrócę po pół roku, dostałam post-doca na rok, to mnie zwolnią z pracy, bo nie ma kto zajęć prowadzić.
        • kramka1 Re: Wracając jednak do brzegu 21.06.14, 15:29
          Prawdą jest, ze na uczelniach panuje schizofrenia. Pracownik nie dostaje pieniedzy, a wyniki do oceny okresowej i habilitacji musi mieć. Mimo tego jakos ludzie kombinują. Piszesz: "Mój ambitny i naprawdę ważny projekt wyceniłam na 150 000 zł, i dałby szanse na habilitacje i doktoraty dla 11 osób." No nie wiem, na czym polegał Twój wazny projekt i skad tyle doktoratów za taka kasę. Moje wnioski do NCN przekraczają 200 tys. i starczyłyby jedynie na co najwyżej jeden doktorat. Widac co dziedzina, to inna kwota decyduje o być albo nie być.
          Co do reszty, nie łapię. Nie ma już nauk medycznych? Czy tez dokonania z zakresu nauk teoretycznych nie mogą być prezentowane w naukach medycznych, a jedynie w naukach o zdrowiu? Możesz to przybliżyć?


          • gienialna Re: Wracając jednak do brzegu 21.06.14, 17:04
            Kramka, ten projekt realizowany byłby jedynie przez pracowników mojej uczelni- w ramach obowiązków naukowych. Czyli bez żadnych dodatkowych profitów finansowych. Poza tym nie jest on aż tak czasochłonny, aby musiał się odbić np. na ograniczeniu pensum, a tym samym na okrojeniu pensji uczelnianej.

            Chodzi w nim o wykorzystanie znanych, funkcjonujących już metod, sprawdzonych- ale do innego celu. Mamy laboratoria, pracownię medycyny nuklearnej, psychologię kliniczną- wszystko jest na miejscu, tylko trzeba zapewnić finansowanie (zakupić odczynniki etc., ale nie konkretny sprzęt).

            W Polsce znana jest mutacja pewnego genu, drugiego- w ogóle. Są badania naukowe na ich temat, jest wdrożone leczenie. A mnie interesują osoby, które posiadają obie te mutacje razem- inny obraz choroby, inne wskaźniki biochemiczne, zmiany w mózgu, poziom pewnych substancji, rózne problemy neuro-psychiatryczne, a tym samym różne wyniki badań psychologicznych. Po prostu każda z tych mutacji daje co innego, a w ich obrębie są i tacy, którzy nie pasują do "wzorca" danej mutacji- to są ci, którzy mnie interesują. Osoby z dwiema mutacjami nie mogą brać leku takiego, jak w mutacji I (którą się w Polsce oznacza), bo mutacja II (o której się w Polsce nawet nie mówi) powoduje, że lek staje się trucizną. Te 150 000 to dla przebadania 150 osób (łącznie z grupą kontrolną), a więc wcale nie są to takie badania tanie, na jakie Ci wyglądają. W dodatku na 2 lata, bo tych 150 osób z ulicy nie wezmę.

            > Co do reszty, nie łapię. Nie ma już nauk medycznych?

            Są. Ale powstały dodatkowo nauki o zdrowiu. Nie pytaj, dlaczego, czym się różnią- nie wiem.

            • nullified Re: Wracając jednak do brzegu 21.06.14, 17:12
              no co ty dziewczyno - chcesz nie daj bogowie potencjalnie obciążyć NFZ nowymi wydatkami i jeszcze się dziwisz, że Ci kasy nie dają.

              Zajmij się modlitwoterapią - od razu grosz się posypie.
              • gienialna Re: Wracając jednak do brzegu 21.06.14, 17:37
                Eee, to nie tak ;)
                Leku nie dostaliby I/II- ten nie wyszedł jeszcze spod ochrony patentowej, ale refundowany i tak nie jest; a tylko I. Leków dla II w Polsce nie ma- poza Polską tak, ale to taniocha (jakieś 40 zł na miesiąc, sprowadzane z zagranicy; chodzi o inną postać pewnej witaminy). Leków dla I/II zarejestrowanych nie ma- jest za to lek, który jest stosowany w innej chorobie; refundacja jest, ale lek wyszedł spod ochrony patentowej.

                Jednak NFZ zaoszczędziłby przede wszystkim na tym, iż chorzy I/II nie wędrowaliby po kolei po lekarzach i nie wykonywali na ich zlecenie stosunkowo drogich badań- niepotrzebnych. No i osoby I/II miałyby obnizone ryzyko rozwoju pewnego uciązliwego nowotworu, którego leczenie stanowi spore obciążenie NFZu...

                Tak, to są badania nieprzyszłościowe- koncerny za bardzo nie miałyby na czym zarobić- stąd brak zainteresowania z ich strony w finansowaniu tego typu badań. NFZ też nie bardzo na tym traci- problem I/II dotyczy zaledwie kilku % populacji, II- kilkunastu, a I- kilkudziesięciu. Ale o chorobie decydują konkretne przekroczenia w badaniach biochemicznych, a nie w posiadaniu wadliwego genu, więc choruje znacznie mniej.
      • piotrek-256 Re: Wracając jednak do brzegu 21.06.14, 16:13
        Ale genialna zastanów się... Badania, które mają zastosowanie dla małej populacji i zależą od często zmieniających się uwarunkowań prawnych ze swej natury są mało wartościowe z punktu widzenia nauki. Są ważne dla poprawy funkcjonowania lokalnej społeczności itd. i powinny być realizowane, ale to nie jest tematyka, za którą powinniśmy rozdawać habilitację. Zatem fakt, że nie da się tego publikować, jest dla mnie jak najbardziej sensowny.

        Czy ludzie robiący to co ty powinni pracować na uczelni? TAK.
        Większość studentów będzie pracować dla firm i dla nich ważne jest jak się robi innowacje, a nie jak robi badania podstawowe.
        Czy powinno się od nich wymagać zrobienia habilitacji? Na cholerę?
        Czy badania takie powinny być finansowane z NCN? Nie, są badania i rozwój poza tym różne projekty badawcze powinny być zlecane przez ministerstwa.

        Wymóg habilitacji powoduje, że to co napisałem wyżej nie może działać, a bezsensowne parcie do robienia habilitacji, niszczy system.

        Czy należy przeliczać granty na IF? Nie ma to sensu, bez odniesienia do dziedziny. W ogóle co to za badania, z których wiadomo ile IF się nastuka? Badania = nie wiemy co wyjdzie, nie wiemy jak to zrobić, jeśli rezultat jest przewidywalny to, to się nazywa produkcja taśmowa, nawet nie rzemiosło.

        Nie rozumiem sposobu zatrudniania na uczelniach, zgadzam się, że jest idiotyczny. Laboratoria buduje się od góry, zatrudnia szefa a on sobie szuka zespołu, a nie zbiera losowy zespół i zatrudnia do niego szefa i mówi dogadajcie się i zróbcie coś z sensem.
        • gienialna Re: Wracając jednak do brzegu 21.06.14, 16:37
          Piotrek, z całym szacunkiem, ale "nie kumasz", o czym pisałam. Jeśli mamy profesorów, zajmujących się ekonomią społeczną w Polsce, to tym bardziej habilitacje można zrobić np. na dostosowaniu programów nauczania wychowania zdrowotnego do sytuacji w Polsce. Potrzebne, wymaga nakładów, da efekty w przyszłości. Ale nie opublikujesz tego w czasopiśmie światowym za 45 pkt., a tym samym nie spełnisz wymogu, który teraz ma obowiązywać (ponoć). Jesli powstała nowa dziedzina (sztucznie zupełnie), są doktoraty i możliwość habilitacji teoretycznie, to albo z praktyką jest kicha (za wysokie wymagania), albo są to celowe działania (to starzy mają wpływ na uwarunkowania).

          Czy naprawdę nie widzisz sedna? Bo sedno jest takie, że można pracować naukowo, można badać, a tym samym można publikować i się habilitować. Tylko tzreba mieć na to pieniądze.

          Ja absolutnie jestem za habilitacją- ale jako naturalnym nastepstwem wyboru drogi naukowej. Mnie wystarczyłby adiunkt- gdybym mogła robić to, co "czuję", tj. realizować badania. Nie mogę, bo brak pieniędzy. Nie mam badań= nie mam zrobionej habilitacji= wylatuję z uczelni. Tak ten schemat wygląda na dzisiaj.

          Żeby wszystko miało ręce i nogi, to powinno wyglądać tak (moim skromnym zdaniem):
          1. Asystent po 3 latach ma mozliwość przedstawienia pomysłu na własny rozwój naukowy- ale już konkrety, tj. co przez najbliższe 5-6 lat chce robić, z kim, i jakie da to efekty (publikacje). I wtedy szanowne gremium mówi tak: to ma ręce i nogi, inwestujemy w Ciebie, bo jestes rozwojowy, a pomysł jest wart pieniędzy. Po 5-6 latach przedstawić należy to, co się zrobiło i... awans na adiunkta.
          2. Adiunkt- j. w. Awans na profesora.
          na każdym z tych etapów możesz powiedzieć, że wystarczy to, co się zrobiło= brak awansu, środki na niewielkie badania (w przypadku adiunkta), ale wymóg prowadzenia magistrów.

          Mój projekt nie powstał tylko dlatego, że nade mną wisi habilitacja- wnika z dotychczasowej drogi, z tego, co udało mi się zbadać, ustalić. A przede wszystkim z tego, że MA to SENS i wymiar praktyczny. Ale pieniędzy z uczelni na to nie dostanę- mój szef, chirurg, za to może wpisać mnie do swojego kolejnego grantu, abym mogła naskładać kolejne 1,1 IFa w ciągu 3 lat, w dziedzinie, na której się nie znam, co do której w katedrze nikt nie ma pojęcia. Ale szef to szef.

          > Czy należy przeliczać granty na IF? Nie ma to sensu, bez odniesienia do dziedzi
          > ny. W ogóle co to za badania, z których wiadomo ile IF się nastuka?

          Stąd to wiadomo, że wiadomo, gdzie można publikować z tematyki, której badania dotyczą. Nie wiem, skąd to zdziwienie- we wniosku do NCNu przecież takie informacje się umieszcza. Mam tu na myśli mój projekt wymarzony, a nie ten, który powinnam stworzyć- aby się wpisać w nauki o zdrowiu (bo tu żadnej koncepcji nie mam).


          • piotrek-256 Re: Wracając jednak do brzegu 21.06.14, 17:32
            No to nie powinniśmy mieć profesorów zajmujących się ekonomią społeczną w polsce. :) Czy to takie trudne? To że już ich mamy, no to trudno, weszliśmy w to i już pewnie z tego nie wyjdziemy, co nie znaczy, że to dobrze.

            No ja rozumiem sedno, ale to wygląda inaczej. Żeby mieć pieniądze, trzeba zajmować się tematyką, która jest interesująca dal tych, którzy chcą zapłacić no i trzeba mieć nazwisko i inne pieczątki, że można ci zaufać, w kwestii realizacji tych badań.

            Na początku kariery pieczątki i nazwisko daje ci promotor i uczelnia. Potem w zależności od tego jak jesteś dobry/dobra budujesz swoją własną pozycję. W większość miejsc na świecie doktorat to za mało, żeby zbudować sobie pozycję więc ludzie przewalają się 2-20 lat po postdocach, próbując udowodnić, że są wstanie robić sensowne badania.

            Z tego co piszesz, to nie dość, że nie masz nazwiska, które rzuca na kolana, tutaj anegdotka, parafraza recenzji z UK. Nie rozumiem zupełnie tego wniosku grantowego, ale ponieważ autor jest jednym z najwybitniejszych uczonych angielskich na przestrzeni ostatnich 50 lat to ja bym mu dał te pieniądze.
            To w dodatku, zajmujesz się niszową tematyką. Naturalną konsekwencją tego jest brak pieniędzy na badania. Czyli, bez owijania w bawełnę ślepym zaułkiem kariery akademickiej przeznaczonym do obumarcia... I to nie jest ocena ciebie, albo twoich możliwości, po prostu gdzieś zrobiłaś coś źle i za to płacisz. Nie wiem czy był to, zły promotor pracy magisterskiej, zła tematyka doktoratu, czy jeden z miliona innych możliwych do zrobienia błędów, na które praktycznie nie masz wpływu.

            Żeby wszystko miało ręce i nogi... To chyba nie ma dobrej koncepcji. Weź pod uwagę to, że system który opisujesz musi albo zakłada, że 80% asystentów i adiunktów wylatuje z uczelni, albo uczelnie toną pod naporem ludzi, którzy okazali się niezdolni pracy naukowej, ale zostali.
            • gienialna Re: Wracając jednak do brzegu 21.06.14, 17:57
              Ktoś wymyślił nauki o zdrowiu, ktoś inny wziął się za dobieranie kadry z innych wydziałów, aby tylko mieć możliwość doktoryzowania i habilitacji. Nie ja to wymysliłam. Nie muszę się z tym zgadzać, ale musze to brać pod uwagę, bo skutki i mnie dotyczą.
              Ci, którzy do tego doprowadzili, mają nie tylko haby, ale i profesury, w tym belwederskie. Im wsio rybka, a ja i mi podobni- musimy w tym dreptać i szukać na siłę rozwiązania. Albo zmienić pracę. Albo wyjechać za granicę- żeby się rozwijać i mieć powód dla decydentów, aby mi przedłużyli umowę. Jeśli wyjadę za granicę- to chyba miałabym nie po kolei w głowie, aby tu wracać :)

              Żeby mieć pieniądze, trzeba zajmo
              > wać się tematyką, która jest interesująca dal tych, którzy chcą zapłacić no i t
              > rzeba mieć nazwisko i inne pieczątki, że można ci zaufać, w kwestii realizacji
              > tych badań.

              Ot, sedno :)
              Moją tematyką zajmuję się od 17 lat. Publikacji mam tyle, na ile miałam w przeszłości możliwość robienia badań za małe, ale wystarczające mi wtedy pieniądze. Moje publikacje z IFami to pokłosie doktoratu. No i dziesiętne części punktu- za badania, w których specem nie jestem- ale mój szef tak.

              W więks
              > zość miejsc na świecie doktorat to za mało, żeby zbudować sobie pozycję więc lu
              > dzie przewalają się 2-20 lat po postdocach, próbując udowodnić, że są wstanie r
              > obić sensowne badania.

              Ależ się z tym zgadzam. Tylko dlaczego dano mi jedynie 8 lat na zrobienie habilitacji- bez zapewnienia jej finansowania? ;)

              > Z tego co piszesz, to nie dość, że nie masz nazwiska, które rzuca na kolana

              No ja Ciebie przepraszam :)
              nazwiska to ja nie mam w obszarze tego, co robi mój szef- chirurg, chociaż je sobie "wyrabiam" publikacjami za 0,22 IF :D Na to, w czym się nieźle prezentuję i orientuję, nie dostanę pieniędzy z uczelni :) I jak dotąd nie udało mi się z NCNem (nie mam znaczącego dorobku jako kandydat na potencjalnego kierownika zespołu) i europejskimi. A czas leci.

              > To w dodatku, zajmujesz się niszową tematyką.

              Biologia molekularna czy medycyna nuklearna to akurat nie jest niszowa tematyka :) Niszowe jest to, czym się w jej obrębie zajmuję.
              A pewnie powinnam nowotworami- to takie modne.


              lbo uczelnie toną pod naporem ludzi, którzy okazali si
              > ę niezdolni pracy naukowej, ale zostali.

              eeetam. Pod naporem tych, którzy nie nabyli na poziomie wystarczającym kompetencji w obszarze pisania wniosków konkursowych i tych, którzy nie zajmują się tym, co wszyscy ;)
          • whiteskies Re: Wracając jednak do brzegu 21.06.14, 21:02
            Niestety, tak nauka nie dziala nigdzie na swiecie. To znaczy tam gdzie działa, wymuszona jest mobilność i awanse w kolejnych miejscach. Tak naprawde nie ma mozliwości uprawiana nauki (nie mowie tu o pracach pomocniczych czy drobnych badaniach o zasiegu lokalnym) w oderwaniu od świata. Widać, niestsy, ze tego świata nie zwiedziłaś (nie jest to zarzut do Ciebie). To co proponujesz to czysta utopia.
            I kolejnym nieporozumieniem jest to że badań robionych lokalnie w uwarunkowaniach lokalnych nie da sie opublikować w na świecie. Da sie, tylko od początku trzeba uczyć sie publikowania i wiedzieć co może innych interesować. A tej umiejetności bez doświadczenia z kilku miejsc, kilku odrzuconych publikacji, recenzowania artykułów innych, z innych środowisk nie da sie posiasc.
            Wybacz, Twoj pomysł na organizacje nauki i kariery naukowej nie wydaje mi sie najtrafniejszy...
            • gienialna Re: Wracając jednak do brzegu 21.06.14, 22:14
              Tak nie działa nauka w UE- tak jest reklamowana, jako jedyna alternatywa dla nauki w USA. Tylko jakoś dziwne, że żadne liczące się odkrycie nie pochodzi jednak od tych mobilnych uczonych, a od tych, którzy latami siedzą w swoich laboratoriach, otoczeni ciągle tymi samymi asystentami...
              Co zresztą łatwo jest wytłumaczyć- wszak najlepiej pracuje się w jednym miejscu, z jednym, znanym sobie zespołem i w warunkach stabilizacji.
              Mobilnośc wymaga ode mnie tego, abym przenosiła się z miejsca na miejsce, co oznacza, że albo sama mam sobie stworzyć nowy zespoł (po kija, skoro stary się sprawdza?), albo weszła jako nowa do innego zespołu (po kij im nowa, która tego do tej pory nie robiła, skoro w zasięgu są ci, którzy się sprawdzili?).
              To jest może i dobre dla tych, którzy chcą żyć tylko dla nauki. Ale nie dla przeciętnego zjadacza chleba, zatrudnionego na uczelni, będącego małżonkiem i rodzicem.
              Mobilność jakoś do tej pory nie została zaimplementowana na grunt polski- ot, choćby sprawa opodatkowania, przyszłej emerytury etc.
              Mobilnośc służy tylko tym, którzy potrzebują zapełnić obowiązkową pozycję w tabelce do awansu.
              Mobilność zagraniczna polonistów- ot, to dopiero podniosłoby ich warsztat i umiejętności :) Zwłaszcza, gdy zajmują się .... rozwojem języka w dobie staropolskiej :>

              > I kolejnym nieporozumieniem jest to że badań robionych lokalnie w uwarunkowania
              > ch lokalnych nie da sie opublikować w na świecie

              Kogóz obchodzi to, co się dzieje lokalnie, uwarunkowane rozwojem tegoż społeczeństwa, systemem nauki i dostepności do medycyny, uzaleznionym od pkb?
              Owszem, można poczytać o systemie szkolnictwa medycznego w Ghanie, ale to nijak nie będzie przydatne polskim fizjoterapeutom. Tak, jak polski program wychowania do życia w rodzinie za wiele nie zainteresuje Egipcjan czy Ukraińców. A do tego zmierzają nauki o zdrowiu.


              A tej umiejet
              > ności bez doświadczenia z kilku miejsc, kilku odrzuconych publikacji, recenzow
              > ania artykułów innych, z innych środowisk nie da sie posiasc.

              :) Nie jestem świeżynką ani w pracy naukowej, ani w publikowaniu. Mam ponad 130 publikacji, w tym 45 jako pierwszy autor i z czego połowa wszystkich jest w j. angielskim. O tym, jak publikować, jak wygląda cały proces od pomysłu do projektu i ostatecznego zredagowania tekstu do wydawnictwa, to mam akurat zajęcia u doktorantów.
              Nie wystarczy umieć przygotować tekst do publikacji, aby został on wydany- trzeba jeszcze mieć co w tym tekście napisać.

              • dala.tata Re: Wracając jednak do brzegu 21.06.14, 22:25
                Sorry, ale w swietle poprzednich twoich postow to jest wyjatkowo niewiarygodne. CHyba ze te publikacje po angielsku sa w lokalnych pismach polskich. I moze zamiast 130 lepiej miec 13, ale swietnych.
                • gienialna Re: Wracając jednak do brzegu 21.06.14, 22:37
                  Gdybyś czytał ze zrozumieniem, to wiedziałbyś, że te publikacje są pokłosiem doktoratu- i z tego względu nie są znaczącym dorobkiem PO doktoracie, a tylko ten się liczy do habilitacji. Nawet, jeśli IFy mogłabym podzielić dla kilku osób i spełniłyby aktualny wymóg 10 IFów.


                  • charioteer1 Re: Wracając jednak do brzegu 22.06.14, 00:14
                    gienialna napisała:

                    > Gdybyś czytał ze zrozumieniem, to wiedziałbyś, że te publikacje są pokłosiem doktoratu- i z tego względu nie są znaczącym dorobkiem PO doktoracie,

                    To chyba pierwszy znany mi przypadek pokłosia, pardon doktoratu, którego wartość wyraża się w kwintalach.
                    • gienialna Re: Wracając jednak do brzegu 22.06.14, 00:32
                      Zawsze kwintale możesz zamienić na akry pola buraczanego
              • whiteskies Re: Wracając jednak do brzegu 22.06.14, 11:40
                Ciekawe... Duzo czasu spędzam za granicą, podobnie jak moi doktoranci (współpracowników w zespole typu post-doc, adiunkt, praktycznie nie mam). Aha, działam w niszowej dziedzinie (w Polsce 3-5 osób zajmuje się podobnymi problemami, wszyscy w dosyć bliskim otoczeniu), w kraju nie ma ani jednego laboratorium z mojej dziedziny, fundusze na badania udaje mi się zdobyć nie tylko w Polsce ale i w Europie i za oceanem, publikuje mniej od Ciebie...
                Przestaję rozumiem Twoje frustracje, choć podzielam pogląd że mnóstwo rzeczy w Polskiej nauce jest źle zorganizowane.
                P.S. Chyba nie masz świadomosci, ze to co może sie przydac polskim fizjoterapeutom moze przydać sie fizjoterapeutom w Indiach, Brazylii, Meksyku, Iranie, Rumunii, Chorwacji czy Bóg wie gdzie.. Pod warunkiem że ma wartość i bedzie dobrze opisane.
                • gienialna Re: Wracając jednak do brzegu 22.06.14, 16:42
                  White,
                  gdybym "działała" w naukach medycznych, to wtedy masz rację- nasze polskie doświadczenia mogłyby się przydać wszędzie. Ale ja działam w naukach o zdrowiu i co najwyżej mogę ocenić efektywność rehabilitacji w chorobach narządu ruchu w odniesieniu do wydatków na ten cel z NFZu :) O ile na tym bym się znała :)
                  • whiteskies Re: Wracając jednak do brzegu 22.06.14, 18:02
                    I naprawde myslisz ze ta wiedza jest bezwartosciowa dla innych? Bo ja myśle że nie próbujesz jej uogólnić, porównwnać z innymi systemami i wyciagnąc ogólniejszych wniosków.
                    P.S. Znam takich co robią i inzynierii środowiska a przerzucaja sie do nauk o zdrowiu badając np. efekty lokalnych emisji zanieczyszczeń na zdrowie ludzi. Sprawa lokalna, dotyczy polskiej specyfiki... ale publikowalna i cytowalna. Całkiem nienajgorzej...
        • nullified Re: Wracając jednak do brzegu 21.06.14, 17:20
          piotrek-256 napisał:

          > Ale genialna zastanów się... Badania, które mają zastosowanie dla małej populac
          > ji i zależą od często zmieniających się uwarunkowań prawnych ze swej natury są
          > mało wartościowe z punktu widzenia nauki.

          hmmm eee... nie? ;) są mało wartościowe z punktu widzenia administrowania nauką. Mało wartościowe też w przypadku np. przemysłu związanego z daną dziedziną (tu być może Big Pharma). Badanie zjawisk atypowych to jest wisienka na naukowym torciku. Fakt, że przedtem trza się czesto przebić przez dużo zakalca ;)

          > Są ważne dla poprawy funkcjonowania l
          > okalnej społeczności itd. i powinny być realizowane, ale to nie jest tematyka,
          > za którą powinniśmy rozdawać habilitację. Zatem fakt, że nie da się tego publik
          > ować, jest dla mnie jak najbardziej sensowny.

          no nie... piotrek ;) jeśli habilitacja jest badaniem "znaczącego wkładu" badanie zielonych łatek na zajączkach (zjawisko zdecydowanie nietypowe i chyba nawet nieistniejące :D ) ewidentnie *wkładem znaczącym jest*.

          (rzecz jasna pomijając nonsensownośc habilitacji jako takiej ;) )
      • dala.tata Re: Wracając jednak do brzegu 21.06.14, 18:20
        Australian research council odnotowal jakis czas temu 40 tysiecy czasopism naukowych. A kolezanka gienialna nie ma gdzie publikowac. To jest tak zalosne, ze trudno sie odniesc.
        • dala.tata Re: Wracając jednak do brzegu 21.06.14, 21:43
          dopoki bedziesz sie odnosila do osob poza nickami, bede cie wycinal.
          • gienialna Re: Wracając jednak do brzegu 21.06.14, 21:58
            No gdzieżbym wątpliła, że tamten post się ostanie.
            Urażone ego.
            • dala.tata Re: Wracając jednak do brzegu 21.06.14, 22:00
              Pochlebiasz sobie. to zasada. stosowana wobec wszystkich.
              • awelin gadanie 21.06.14, 22:34
                Czytam tą dyskusję i odnoszę wrażenie, że parę razy jest o tym samym. Założycielka wątku pisze kilka razy jak nie może zdobyć pieniędzy na badania, nie chce być mobilna. Najpierw, że nie może założyć zespołu, potem, że nie chce nowego, bo stary się sprawdza. Na argumenty czy podpowiedzi innych uczestników dyskusji ma zwykle odpowiedź negatywną....I tak podążamy do pierwszej setki wypowiedzi. Nie wiem czy jest dalej o czym rozmawiać, no bo skoro wszystko jest na "nie", to mnie się (sorry) kojarzy z trollowaniem :(.
                • gienialna Re: gadanie 21.06.14, 22:39
                  Najpierw, że nie może założyć zespołu, potem, że nie chce nowego, b
                  > o stary się sprawdza.

                  Przy takim stopniu rozumienia tekstu czytanego, to lepiej zastanowiłabym się czy jest w ogóle sens zabierać głos...
                  Jak to się mówi- czasami lepiej się nie odzywać, niż sie odezwać i rozsiać wszelkie wątpliwości.
                  • awelin Re: gadanie 21.06.14, 22:52
                    O, no proszę, pazury urosły....Tylko trolle tak mieszają niekonstruktywnie w dyskusjach. Obecnie na 96 postów, 36 jest genialnej.
                    Po co ten wątek? Nie znajdziesz tu sponsora na swoje badania ani współpracownika. Jakoś nikt też się nie chce przyłączyć do jojczenia nad trudną sytuacją.
                    Ty też nie chcesz tak naprawdę od nikogo rady, skoro na wszystko piszesz swoje "nie".
                    Wylogowuję się zresztą bo szkoda czasu. Pozdrawiam :)
                    • gienialna Re: gadanie 21.06.14, 23:18
                      > Po co ten wątek? Nie znajdziesz tu sponsora na swoje badania ani współpracownik
                      > a. Jakoś nikt też się nie chce przyłączyć do jojczenia nad trudną sytuacją.
                      > Ty też nie chcesz tak naprawdę od nikogo rady, skoro na wszystko piszesz swoje
                      > "nie".

                      Ale ja tu rady nie szukam- i piszę to od samego początku. Że o sponsorach czy o współpracownikach nie wspomnę.


                      Nie napisałam tu po to, aby poskarżyć się na moją sytuację- ale po to, aby wskazać na idiotyzmy związane z tzw. nauką w Polsce.


                      Kiedyś przypadła mi w udziale psycholożka kliniczna do współpracy. Miała zrobić testy obiektywne na potwierdzenie subiektywnych skarg pewnej grupy osób. Mówie jej na co się skarżą (chodziło o konkretny problem- z liczeniem w pamięci wcale nieskomplikowanych działań; utracili tę możliwość) i pytam, jakim testem to oceni. A ona mi na to, że testy oceniające pamięć są wystandaryzowane i od lat się sprawdzają i wie, co ma robić. OK, niech robi. Zrobiona m.in. samoocena pamięci i koncentracji uwagi, pewne badanie mózgu (med. nuklearna)- i tu jest korelacja. Tylko testy wykazują całkowitą prawidłowość. No to się pytam, czy testy, które robiła, oceniają ten a ten region w mózgu. To obraza, bo przecież ona wie, co robi. No wie- bezmyslnie zrobiła te same testy, co robi wszystkim od lat na neurologii, którzy skarżą się na osłabienie pamięci- które wykorzystuje się u osób z podejrzeniem ch. Alzheimera. I szlag mnie trafia, bo to dotyczyło młodych, aktywnych zawodowo osób, nie po wylewie, żeby nie wiedzieli, gdzie są i nie umieli powtórzyć listy 5 rzeczy! Żeby tak pomyslała- że oto ma przed sobą możliwość sprawdzenia korelacji między wynikami stosowanych testów a tym, co wynika z badania mózgu! Żeby tak najpierw dowiedziała się, jakie rejony odpowiadają za problemy tych ludzi, a póxniej dobrała odpowiednie testy! Ale nie- dowiodła, że mózg niedokrwiony pracuje prawidłowo!!!! Bo tak jej powychodziły testy dla osób 65+, z powaznymi problemami w funkcjonowaniu codziennym.

                      Ale czytam Cię i przestaje się powoli dziwić.
                      • charioteer1 Re: gadanie 22.06.14, 00:22
                        gienialna napisała:

                        > czy testy, które robiła, oceniają ten a ten region w mózgu.

                        Od kiedy to testy psychologiczne oceniaja regiony w mozgu?
                        • gienialna Re: gadanie 22.06.14, 00:29
                          Od wtedy, kiedy przed operacją na mózgu oceniano potencjalną utratę funkcji operowanego regionu.
                          • charioteer1 Re: gadanie 22.06.14, 00:36
                            gienialna napisała:

                            > Od wtedy, kiedy przed operacją na mózgu oceniano potencjalną utratę funkcji ope
                            > rowanego regionu.

                            Pieprzysz, Genia. Do oceny funkcji operowanego regionu nie uzywa sie wystandaryzowanych testow psychologicznych.
                            • gienialna Re: gadanie 22.06.14, 00:41
                              Oczywiście, że nie.
                              Żaden neurochirurg przy zdrowych zmysłach nie będzie tego robił.
                              Ale co to szkodzi psychologom zrobić badania, a później ich wyniki opublikować? A ze nijak się mają do tego, co sie dzieje w mózgu i na co konkretnie uskarża się chory, to już osobna kwestia. Ot, przydatność i ambitność badań naukowych w Polsce- na miarę habilitacji.
                              • charioteer1 Re: gadanie 22.06.14, 00:44
                                Gienia, IF = 0.22 to bardzo wysoko na twoje mozliwosci.
                        • dala.tata Re: gadanie 22.06.14, 00:30
                          Chario, zadne, ale to nie przeszkadza czesci psychologow robic takie badania. Niestety.

                          charioteer1 napisał:

                          > gienialna napisała:
                          >
                          > > czy testy, które robiła, oceniają ten a ten region w mózgu.
                          >
                          > Od kiedy to testy psychologiczne oceniaja regiony w mozgu?
                          • gienialna Re: gadanie 22.06.14, 00:38
                            Przy obecnych możliwościach w zakresie obrazowania funkcji mózgu te testy to się zdają jak psu na budę. Pardon, na publikacje się przecież zdają. I to nie-lokalne.

                            Wartość historyczna tylko i jedynie, ale niestety, są tacy, którzy nadal są w ich wyniki wpatrzeni jak w boga. Z ogromna stratą dla tych, którym udałoby się pomóc, gdyby odpowiednio wcześnie zostali prawidłowo zbadani- choćby i zwykłymi testami- byleby tylko dobranymi. A nie tymi, których się używa w swej pracy od 30 lat- niewystandaryzowane, nieaktualizowane, nieprzystające do możliwości współczesnego człowieka i świata, w jakim żyje.
                          • charioteer1 Re: gadanie 22.06.14, 00:42
                            Dala, w badaniach nad mozgiem korzysta sie z testow psychologicznych, ale nie w celu oceny funkcji "regionu" !!! Funkcje mozgowe, a to, co mierza testy psychologiczne to zupelnie rozne konstrukty. Poza tym, kolejnosc procedowania, jaka zaserwowala nam tu kolezanka Gienia, swiadczy o kompletnym dyletantyzmie. Najpierw mozna cos zmierzyc testem, a potem to mapowac, nigdy odwrotnie. Jezeli mamy dane behawioralne (o ile mamy) i mamy uszkodzony region w mozgu, to test psychologiczny moze dostarczyc wartosciowych danych i kolezance Gieni ich dostarczyl, ale ona dalej tego nie rozumie, bo w cholere sama nie wie, czego szuka.
                            • dala.tata Re: gadanie 22.06.14, 00:53
                              chario, bys sie zdziwila. szczegolnie na lokalnym poziomie.
                              na wypadek wszelki: ja sie z toba zgadzam.
                            • gienialna Re: gadanie 22.06.14, 01:01
                              Poza tym, kolejnosc procedowania, jaka z
                              > aserwowala nam tu kolezanka Gienia, swiadczy o kompletnym dyletantyzmie. Najpie
                              > rw mozna cos zmierzyc testem, a potem to mapowac, nigdy odwrotnie.

                              hahaha! Chory trafia ze skierowaniem od neurologa do psychologa na testy. A ten mu zrobi takie, jakie robi ZAWSZE. Przy pewnych uszkodzeniach testy stosowane ZAWSZE wyjdą w porządku. I ja o tym piszę.

                              Ty próbujesz usilnie wskazać, co może mieć psychologia z badań, a ja wskazuję, że psychologia ma wiele do zrobienia- o ile chce być przydatna i zastąpic np. drogi SPECT. Bo ja widzę pacjenta, który ma problem- nie tylko dlatego, że tak mówi, ale dlatego, że ma zaburzony metabolizm i choćby z tego powodu nie może być z nim wszystko w porządku- to by przeczyło udowodnionemu porządkowi wiedzy, że aby narząd mógł pracować normalnie, to musi być odpowiednio odżywiony. A tu mowa o mózgu! Organie najbardziej wrażliwym na niedobory tlenu, glukozy.
                              ... więc gdyby baba zechciała zrozumieć, o czym mowa, to zrobiłaby, owszem, testy, które robi zawsze- po to, by wskazać, że ich nie należy stosować u tych pacjentów, ale do tego dobrałaby i takie, które powinny wskazać na zaburzenia w konkretnym regionie w mózgu.
                              Wtedy miałaby pełną zgodność- samooceny pacjenta, wyników badania z radioizotopem i tych jej testów. I miałaby co publikować.

                              ... a mnie interesuje pewna substancja, której nadmiar wynika z mutacji genu, a która uszkadza pewne szczególne regiony w mózgu.

                              Gdybyś czytała to, co piszę, to wiedziałabys, że wykorzystuję stare metody, już stosowane, od lat, do nowych celów.
                              • charioteer1 Re: gadanie 22.06.14, 01:13
                                > Gdybyś czytała to, co piszę, to wiedziałabys, że wykorzystuję stare metody, już
                                > stosowane, od lat, do nowych celów.

                                Gie-nial-ne. Czyli postanowilas jesc zupe widelcem.

                                > a ja wskazuję,
                                > że psychologia ma wiele do zrobienia- o ile chce być przydatna i zastąpic np. drogi SPECT.

                                Psychologia nie jest od tego, zeby zastepowac SPECT, czy cokolwiek innego.

                                > Chory trafia ze skierowaniem od neurologa do psychologa na testy. A ten
                                > mu zrobi takie, jakie robi ZAWSZE. Przy pewnych uszkodzeniach testy stosowane
                                > ZAWSZE wyjdą w porządku. I ja o tym piszę.

                                I to jest informacja wazna dla lekarza, a nie dla psychologa.

                                Po co ci wyniki badan psychologicznych, skoro ich nie rozumiesz?
                                • gienialna Re: gadanie 22.06.14, 01:27
                                  > I to jest informacja wazna dla lekarza, a nie dla psychologa.

                                  No wreszcie!

                                  > Gie-nial-ne. Czyli postanowilas jesc zupe widelcem.

                                  Czyżby? Raczej postanowiłam wskazać, że widelcem zupy się nie je, bo niektórzy nie mają pojęcia o tym, że istnieje łyżka, a widelec jest nieefektywny.

                                  • charioteer1 Re: gadanie 22.06.14, 02:11
                                    gienialna napisała:

                                    > Czyżby? Raczej postanowiłam wskazać, że widelcem zupy się nie je, bo niektórzy
                                    > nie mają pojęcia o tym, że istnieje łyżka, a widelec jest nieefektywny.

                                    Na razie wykazalas z duzym przekonaniem, ze potrafisz sie odszczekiwac na forum i prawdopodobnie niewiele poza tym.

                                    CytatKiedyś przypadła mi w udziale psycholożka kliniczna do współpracy. Miała zrobić testy obiektywne na potwierdzenie subiektywnych skarg pewnej grupy osób. Mówie jej na co się skarżą (chodziło o konkretny problem- z liczeniem w pamięci wcale nieskomplikowanych działań; utracili tę możliwość) i pytam, jakim testem to oceni. A ona mi na to, że testy oceniające pamięć są wystandaryzowane i od lat się sprawdzają i wie, co ma robić. OK, niech robi. Zrobiona m.in. samoocena pamięci i koncentracji uwagi, pewne badanie mózgu (med. nuklearna)- i tu jest korelacja. Tylko testy wykazują całkowitą prawidłowość. No to się pytam, czy testy, które robiła, oceniają ten a ten region w mózgu. To obraza, bo przecież ona wie, co robi. No wie- bezmyslnie zrobiła te same testy, co robi wszystkim od lat na neurologii, którzy skarżą się na osłabienie pamięci- które wykorzystuje się u osób z podejrzeniem ch. Alzheimera. I szlag mnie trafia, bo to dotyczyło młodych, aktywnych zawodowo osób, nie po wylewie, żeby nie wiedzieli, gdzie są i nie umieli powtórzyć listy 5 rzeczy! Żeby tak pomyslała- że oto ma przed sobą możliwość sprawdzenia korelacji między wynikami stosowanych testów a tym, co wynika z badania mózgu! Żeby tak najpierw dowiedziała się, jakie rejony odpowiadają za problemy tych ludzi, a póxniej dobrała odpowiednie testy!

                                    Ostatnie zdanie wykazuje, ze nie wiesz do czego sluza testy psychologiczne, a ponadto, jako kierownikowi badania (?) nie przyszlo ci do glowy, ze to ty powinnas wiedziec, jakiego instrumentu nalezy uzyc i do czego on ma sluzyc. Dostalas wartosciowe dane, ale nie dotyczace tego, co cie bezposrednio interesowalo. Zeby stwierdzic korelacje, nalezalo uzyc innego testu, a raczej bardzo prostego zadania, a nie wystandaryzowanego testu psychologicznego.

                                    Jedziemy dalej:

                                    CytatChory trafia ze skierowaniem od neurologa do psychologa na testy. A ten mu zrobi takie, jakie robi ZAWSZE. Przy pewnych uszkodzeniach testy stosowane ZAWSZE wyjdą w porządku. I ja o tym piszę.

                                    Ty próbujesz usilnie wskazać, co może mieć psychologia z badań, a ja wskazuję, że psychologia ma wiele do zrobienia- o ile chce być przydatna i zastąpic np. drogi SPECT. Bo ja widzę pacjenta, który ma problem- nie tylko dlatego, że tak mówi, ale dlatego, że ma zaburzony metabolizm i choćby z tego powodu nie może być z nim wszystko w porządku- to by przeczyło udowodnionemu porządkowi wiedzy, że aby narząd mógł pracować normalnie, to musi być odpowiednio odżywiony. A tu mowa o mózgu! Organie najbardziej wrażliwym na niedobory tlenu, glukozy.
                                    ... więc gdyby baba zechciała zrozumieć, o czym mowa, to zrobiłaby, owszem, testy, które robi zawsze- po to, by wskazać, że ich nie należy stosować u tych pacjentów, ale do tego dobrałaby i takie, które powinny wskazać na zaburzenia w konkretnym regionie w mózgu.


                                    Prawdopodobnie masz w tych danych bombe, ktora wystarczylaby na publikacje w dobrym zurnalu z taka liczba badanych, jaka mozesz zebrac przy dostepnych srodkach, ale ani sama nie rozumiesz, co masz, ani nie potrafisz dobrac wspolpracownikow. Ale ty uwazasz, ze to ktos powinien ci to zrobic, aty nie musisz nawet rozumiec, co zrobil i w jaki sposob.

                                    Sorry, Winnetou, ale nie zal sie, ze nie masz pieniedzy na badania, bo jak sie samemu nie rozumie, to trudno napisac dobry wniosek grantowy. Nie wystarczy na chybil trafil polaczyc pieciu atrakcyjnych dziedzin, nie znajac ani literatury, ani nie wiedzac, z kim warto nad projektem wspolpracowac, bo przeciez podobno masz wszelkie srodki do przeprowadzenia badania i niczego, ani nikogo nie potrzebujesz.
                                    • charioteer1 Re: gadanie 22.06.14, 02:17
                                      Btw, nie bardzo rozumiem, dlaczego zaburzony metabolizm mialby uszkadzac tylko jeden specyficzny rejon mozgu, ale to nie moja sprawa. Psycholozka dobrala prawidlowo test, by wykluczyc najbardziej prawdopodobna przyczyne.
                                      • gienialna Re: gadanie 22.06.14, 15:50
                                        Ja też wielu rzeczy nie rozumiem- i rozumieć nie muszę, jeśli nie dotyczy to mojej dziedziny, którą się zajmuję.


                                        Psycholozka dobrala praw
                                        > idlowo test, by wykluczyc najbardziej prawdopodobna przyczyne.

                                        Nie. Psycholożka dostała ludzi z określonymi problemami, wskaźnikami biochemicznymi, wynikami badań nuklearnych, z wykluczonymi innymi przyczynami organicznymi, więc nie miała nic wykluczać- miała wykazać zawodność, nieprzydatność testów psychologicznych do oceny funkcji poznawczych, stosowanych najczęściej przez psychologów klinicznych, u tych konkretnych osób z konkretnym zaburzeniem (bo to wykazano już dawno- tu miała dodatkowo samoocenę i wyniki innych badań- a tego nikt nie robił w odniesieniu do tej grupy osób). Dodatkowo miała tak dobrać testy, aby wykrywały problemy, zgłaszane przez badanych, ale testy, które nie są stosowane rutynowo. A jej się nie chciało nawet zwykłej skali Wechslera zrobić, "bo to za długo i za dużo".
                                        Ale opublikowała jeden artykuł z wnioskiem, że zgłaszane problemy nie znalazły potwierdzenia w przeprowadzanych testach. Znaczy- chorym się zdaje. A parę miesięcy później ukazała się w tym samym czasopiśmie i moja publikacja- wskazująca na rozbieżność w wynikach testów psychologicznych oraz badania z radiofarmaceutykiem i samooceną oraz wskaźnikami biochemicznymi i wynikami badań mutacji.
                                    • gienialna Re: gadanie 22.06.14, 16:02
                                      > Ostatnie zdanie wykazuje, ze nie wiesz do czego sluza testy psychologiczne

                                      Wiem. Do wprowadzania w błąd lekarzy i opóźnionej diagnostyki i tym samym wdrożenia leczenia z opóźnieniem, kiedy są już zmiany utrwalone, a więc nie może być ono skuteczne.

                                      , a p
                                      > onadto, jako kierownikowi badania (?) nie przyszlo ci do glowy, ze to ty powinn
                                      > as wiedziec, jakiego instrumentu nalezy uzyc i do czego on ma sluzyc.

                                      Nie, nie przyszło. Po to stworzyłam zespół, aby każdy zajął się tym, na czym się zna. Nie muszę wiedzieć szczegółów testów, ani jak się je przeprowadza i interpretuje wyniki- za to mam zielone pojęcie, jakie problemy wynikają np. przy uszkodzeniu/ niedokrwieniu płata czołowego, a jakie- hipokampa czy móżdżku i skoro wiem, która część mózgu nie funkcjonuje prawidłowo, to mogę przewidywać, jakie problemy może mieć chory; to psycholog powinien wiedzieć, jakie konkretne testy powinien zastosowac, aby ocenić, czy problem, o którym mówi chory (podając przykłady) rzeczywiście występuje.
                                      Wyszłoby wszystko, jak trzeba, tyle, że zdarzają się wypadki losowe i wtedy trzeba plany modyfikować. W spadach dostałam psycholożke, której się nawet nie chciało zajrzeć do projektu, więc zrobiła, co jej się wydawało, a mnie szkoda było na nią nerwów i czasu. Miała szansę, ale jej nie wykorzystała.


                                      Zeb
                                      > y stwierdzic korelacje, nalezalo uzyc innego testu, a raczej bardzo prostego za
                                      > dania, a nie wystandaryzowanego testu psychologicznego.

                                      No proszę. Takie łatwe, a psycholożka tego nie wiedziała.


                                      > Prawdopodobnie masz w tych danych bombe, ktora wystarczylaby na publikacje w do
                                      > brym zurnalu z taka liczba badanych, jaka mozesz zebrac przy dostepnych srodkac
                                      > h,

                                      To były badania do doktoratu. Opublikowane.
                                      I jako takie nie liczą się do habilitacji. No chyba, że nie wiem tego, że na tych samych badaniach można zrobić nie tylko doktorat, ale i habilitację.
                                      • charioteer1 Re: gadanie 22.06.14, 16:51
                                        gienialna napisała:

                                        > > Ostatnie zdanie wykazuje, ze nie wiesz do czego sluza testy psychologiczne
                                        >
                                        > Wiem. Do wprowadzania w błąd lekarzy i opóźnionej diagnostyki i tym samym wdroż
                                        > enia leczenia z opóźnieniem, kiedy są już zmiany utrwalone, a więc nie może być
                                        > ono skuteczne.

                                        Sorry, ale nie wiesz. Badania psychologiczne sa w twoim projekcie zbedne, poniewaz nie wiesz, do czego sluza, ani w jaki sposob poslugiwac sie ich wynikami. Wyniki badan psychologicznych moga wskazywac, ze nalezy przeprowadzic diagnostyke w okreslonym kierunku, ale w druga strone to nie dziala. Wyniki badan psychologicznych moga byc nadzwyczaj dobre w pewnych szczegolnych populacjach pacjentow mimo stosunkowo zaawansowanych zmian.


                                        >
                                        > > , a ponadto, jako kierownikowi badania (?) nie przyszlo ci do glowy, ze to ty
                                        > > powinnas wiedziec, jakiego instrumentu nalezy uzyc i do czego on ma sluzyc.
                                        >
                                        > Nie, nie przyszło. Po to stworzyłam zespół, aby każdy zajął się tym, na czym si
                                        > ę zna. Nie muszę wiedzieć szczegółów testów, ani jak się je przeprowadza i inte
                                        > rpretuje wyniki- za to mam zielone pojęcie, jakie problemy wynikają np. przy us
                                        > zkodzeniu/ niedokrwieniu płata czołowego, a jakie- hipokampa czy móżdżku i skor
                                        > o wiem, która część mózgu nie funkcjonuje prawidłowo, to mogę przewidywać, jaki
                                        > e problemy może mieć chory; to psycholog powinien wiedzieć, jakie konkretne tes
                                        > ty powinien zastosowac, aby ocenić, czy problem, o którym mówi chory (podając p
                                        > rzykłady) rzeczywiście występuje.

                                        Pomieszanie z poplataniem. Za calosc projektu odpowiada kierownik. Jezeli ci sie wydaje, ze kazdy czlonek zespolu powinien publikowac swoje wyniki osobno, to znaczy, ze nie wiesz, na czym polega praca zespolowa. Nie dojrzalas do tego, by byc kierownikiem zespolu, a to znaczy, ze szkoda pieniedzy na duzy grant dla ciebie.

                                        > > Zeby stwierdzic korelacje, nalezalo uzyc innego testu, a raczej bardzo prostego za
                                        > > dania, a nie wystandaryzowanego testu psychologicznego.
                                        >
                                        > No proszę. Takie łatwe, a psycholożka tego nie wiedziała.

                                        Wcale sie nie dziwie, ze psycholozka z poradni nie wiedziala. To jest bardzo proste, ale dla osoby, ktora posiada minimum wiedzy specjalistycznej. Magister ze specjalnoscia psychologia kliniczna tego wiedziec nie musi.


                                        > To były badania do doktoratu. Opublikowane.

                                        Spoko. Nie wystarczy umiec pisac, by publikowac.
                                        • gienialna Re: gadanie 22.06.14, 17:20
                                          > Sorry, ale nie wiesz. Badania psychologiczne sa w twoim projekcie zbedne,

                                          Nie są- bo chodzi o to, jak są wykorzystywane TERAZ w odniesieniu do tej konkretnej grupy pacjentów. A nie powinny być, bo są niemiarodajne. Moim marzeniem jest wprost, aby je wypie.rzyć z medycyny, aby nie wprowadzały lekarzy w błąd. Niech sobie będą, ale nie w medycynie i zwłaszcza niech nie szkodzą chorym na etapie, kiedy można im jeszcze pomóc!!!


                                          W
                                          > yniki badan psychologicznych moga wskazywac, ze nalezy przeprowadzic diagnostyk
                                          > e w okreslonym kierunku, ale w druga strone to nie dziala.

                                          To teraz wróć i zobacz, co pisałam wczesniej: pacjent dostaje skierowanie do psychologa, który robi mu te swoje testy i nic w nich nie wskazuje na nieprawidłowości. Więc, do kurnynędzy, o jakiej dalszej diagnostyce Ty mówisz?? Diagnostyka własnie została zakończona, pacjentowi się wydaje, ma iść do psychiatry. A choroba się rozwija, bo czemu by nie!

                                          Wyniki badan psychol
                                          > ogicznych moga byc nadzwyczaj dobre w pewnych szczegolnych populacjach pacjento
                                          > w mimo stosunkowo zaawansowanych zmian.

                                          Zwłaszcza w otępieniu :D Kiedy żadne testy nie są już potrzebne. Żal...

                                          Ja cały czas powtarzam, że to nie dotyczy ludzi w zaawansowanym stadium, w ogóle nie dotyczy osób z Alzheimerem czy otępieniem. Dotyczy młodych osób, aktywnych zawodowo, którzy do pewnego momentu radzili sobie świetnie, a od pewnego momentu "się cofają" w wieku lat trzydziestu paru... Mają łagodne zaburzenia poznawcze po prostu, tylko ich nieszczęściem jest to, że IQ wysokie, a w dodatku korzystający z Internetu, TV, co wpływa na ich poziom wyjściowy wiedzy. Wtedy można im jeszcze pomóc lekami. Ale to muszą byc podstawy, aby lekarz wypisał lek. Tylko jaka to podstawa, kiedy psycholog stwierdza, że nie ma żadnych nieprawidłowych wyników w jego testach!! Bo jak mają być, skoro testy nie przystają do tego, na co skarżą się pacjenci?

                                          > Pomieszanie z poplataniem. Za calosc projektu odpowiada kierownik. Jezeli ci si
                                          > e wydaje, ze kazdy czlonek zespolu powinien publikowac swoje wyniki osobno, to
                                          > znaczy, ze nie wiesz, na czym polega praca zespolowa.

                                          Nie, moja droga.
                                          Ja z tym artykułem nie chciałam mieć nic wspólnego. Bo wprowadzał w błąd, podtrzymywał mit, który obalili inni, a i nam też się to udało. Nie ja wybierałam testy, nie ja je robiłam, czy interpretowałam, więc się nie poczuwałam do współautorstwa.

                                          Wiem, na czym polega praca zespołowa i zespołowe publikowanie- na pewno nie na tym, że wszyscy są współautorami we wszystkim publikacjach bez względu na to, czy w ogóle mieli jakikolwiek wkład w jej powstanie.

                                          Nie dojrzalas do tego, by
                                          > byc kierownikiem zespolu, a to znaczy, ze szkoda pieniedzy na duzy grant dla c
                                          > iebie.

                                          Marnujesz się, dziewczyno. Naprawdę. Z takim talentem to do nowej edycji Talent Show, i to do brytyjskiej edycji.

                                          > Wcale sie nie dziwie, ze psycholozka z poradni nie wiedziala.

                                          ? Z przychodni?
                                          Pisałam przecież, że realizatorami były osoby z wydziału, zatrudnione u nas. Fakt, że mało kumata, ale nie sądziłam, że aż tego stopnia. To tylko pokazuje rozmiar bidy z nędzą, jaka dotyczy psychologii klinicznej poradnianej. I tłumaczy, skąd zagadnienie testów psychologicznych w moim projekcie.



                                          • charioteer1 Re: gadanie 22.06.14, 18:11
                                            gienialna napisała:

                                            > > Wyniki badan psychol
                                            > > ogicznych moga byc nadzwyczaj dobre w pewnych szczegolnych populacjach pacjento
                                            > > w mimo stosunkowo zaawansowanych zmian.
                                            >
                                            > Zwłaszcza w otępieniu :D Kiedy żadne testy nie są już potrzebne. Żal...

                                            To wlasciwie zamyka dyskusje. Wedrowiec ci napisala nizej: agnorancja w polaczeniu z ignorancja, nie wiadomo, czego wiecej.

                                            >
                                            > Ja cały czas powtarzam, że to nie dotyczy ludzi w zaawansowanym stadium, w ogól
                                            > e nie dotyczy osób z Alzheimerem czy otępieniem. Dotyczy młodych osób, aktywnyc
                                            > h zawodowo, którzy do pewnego momentu radzili sobie świetnie, a od pewnego mome
                                            > ntu "się cofają" w wieku lat trzydziestu paru... Mają łagodne zaburzenia poznaw
                                            > cze po prostu, tylko ich nieszczęściem jest to, że IQ wysokie, a w dodatku korz
                                            > ystający z Internetu, TV, co wpływa na ich poziom wyjściowy wiedzy. Wtedy można
                                            > im jeszcze pomóc lekami.

                                            To mnie wcale nie dziwi. Poszukaj dobrego psychologa do wspolpracy. Takie badania byly prowadzone w Kanadzie.
                                            • charioteer1 Re: gadanie 22.06.14, 18:13
                                              arogancja...
                                            • gienialna Re: gadanie 22.06.14, 18:19
                                              Ja takiego psychologa miałam i mam; wtedy nie mogła wejść w projekt z przyczyn losowych. Teraz by weszła, ale nie ma w co :)
                • dala.tata Re: gadanie 21.06.14, 22:41
                  Tyle ze takie problemy dotycza nas wszystkich. naprawde. I duza czesc z nas spedza czas pisac wnioski granotwe, jesli chce przeprowadzic badania. takie czasy. Tyle ze jedni pisza wnioski, a inni narzekaja, uazajac, ze sie nie da.
                  • kramka1 pora na jawność? 22.06.14, 13:00
                    Geniu, a może po prostu podaj swoje personalia, bo na moje oko już każdy z Twojej "budy" a może i Twojej działki jest w stanie Cie rozpoznać na forum.

                    Co do meritum, o czym jest teraz ta dyskusja, bo się zgubiłam?
                    Wpadł mi oko cytat:
                    "W Polsce znana jest mutacja pewnego genu, drugiego- w ogóle. Są badania naukowe na ich temat, jest wdrożone leczenie. A mnie interesują osoby, które posiadają obie te mutacje razem- inny obraz choroby,.." No to ja po przeczytaniu tego zdania nie jestem w stanie pojąc, jak możesz mieć problem ze znalezieniem wysokopunktowego czasopisma? Genetyka, medycyna, aspekty praktyczne - toż to powinno być niewyczerpane źródło pieniędzy i punktów ministerialnych.
                    • piotrek-256 Re: pora na jawność? 22.06.14, 14:47
                      Z tego co ja zrozumialem to problemem jest fakt, ze ciężko z pożądnymi badaniami wystartować bo nie ma środków. Publikować jakieś kawałki też ciężko bo strach, że ukradną pomysł. Genia jest za stara, żeby brać kasę dla młodych i nie ma pozycji, która dawałaby jej szanse na przebicie się z projektem wśród innych może i gorszych projektów (nie wiem), ale realizowanych przez utytułowanych naukowców w ośrodkach z dużymi i silnymi zespołami.

                      Howk.
                      • gienialna Re: pora na jawność? 22.06.14, 15:33
                        Problem jest taki, że te badania są ambitne- o czym pisałam kiedyś tam i wspomniałam tutaj w kontekście wypowiedzi dala.taty, że nie robię badań ambitnych. Badanie jest w sam raz- wg starych uwarunkowań, jak wtedy, gdy robiłam doktorat. Tj. wtedy, gdyby habilitacja miała być z nauk medycznych, a nie nauk o zdrowiu (czyżbyście nie wiedzieli o tym, że można odrzucić wniosek habilitacyjny ze względu na niezgodność dorobku ze wskazaną dyscypliną?), a dodatkowo w uczelni istniał system grantów indywidualnych.

                        Teraz muszę zrobić habilitację w określonym terminie, w określonej dziedzinie- na zasadach opisanych przeze mnie w 1. moim poście w tym wątku. Co oznacza, że muszą to być mniejsze badania, nieambitne w moim pojęciu (bo co można badać w naukach o zdrowiu...) i publikowane w czasopismach, mieszczących się w dziedzinie nauk o zdrowiu. A zasady są nielogiczne i niemożliwe do spełnienia- o czym tez pisałam w 1 poście w tym wątku.

                        Badania ambitne, po zmianach na wydziale i zmianach mojego szefa, nie będą finansowane ze środków uczelnianych- póki nie jestem samodzielnym. Jest to kontynuacja tego, co robiłam w ramach doktoratu- na miejscu, korzystając ze sprzętu i ludzi, bo to mam (stąd wspominałam o recenzencie, który nie widział uzasadnienia do wykonywania tego projektu we współpracy z innym ośrodkiem). Wtedy zajmowałam się mutacją I, a teraz chcę to samo zrobić z mutacją I/II i II, porównując dodatkowo z tym, co wyszło w doktoracie z mutacją I - dokładnie to samo, z dokładnie tymi samymi ludźmi (z psychologiem klinicznym, który pisał ze mną projekt, ale z przyczyn losowych nie był w stanie go zrealizować).

                        Pisać o mobilności to sobie mogą ci, którzy gdzieś coś o tym czytali, słyszeli, ale ten aspekt ich nigdy osobiście nie dotknął. Choćby w kontekście posiadania rodziny- mam dwoje nastolatków w liceum, zdążyłam się rozwieść z ich ojcem i ponownie wyjść za mąż oraz dwukrotnie zmienić miejsce zamieszkania- tym samym szkoły dzieciakom. A rozwiodłam się przez to, że były zatracił się zupełnie w swojej pracy zawodowej (nie-naukowiec), a sensem mojego życia nie jest praca na uczelni- ona mi służy zaspokajaniu swoich potrzeb materialnych i poczuciu zadowolenia z tego, co robię; plus plany na przyszłość.

                        To mnie od Was różni, że inaczej patrze na świat- dla mnie badania dla samych badań czy punktów to za mało, aby się angażować i zatracać. Dlatego poruszam się w obrębie tego, jak realnie moje badania mają szanse przełożyć się na poziom opieki nad osobami chorymi/ z problemami zdrowotnymi. I dlatego mierzi mnie zmiana dziedziny na nauki o zdrowiu, bo to badania dla samych badań, a naprawdę wartościowe, mające realny wpływ na chorego/ zagrożonego chorobą, są jedynie w nich ułamkiem.
                        pomijając zupełnie, że się na tym nie znam.
                        • dala.tata Re: pora na jawność? 22.06.14, 15:56
                          Na swiecie jakos udaje sie ludziom robic badania z 'health studies' i jest ich nie dosc ze bardzo duzo, to na dodatek sa w nich badania bardzo dobre. Nauki spoleczne medycyny (jako czesc health studies) maja bardzo konkretny wplyw chocby na opieke nad chorymi. Co wiecej, to wlasnie dzieki takim badaniom i na ich podstawie, od kilkunastu lat w UK uczy sie lekarzy rozmawiac z pacjentami. To oczywiscie tylko przyklad. jest cala masa badan populacyjnych, ktore sa niezwykle pozyteczne.

                          Innymi slowy, zdecydowanie mozna prowadzic ambitne i pozyteczne badania z nauk o zdrowiu.

                          I powtorze, badania, szczegolnie kosztowne zdecydowanie nie powinny byc finansowane ze srdokow uczelnianych. Jesli sa dobre, znajdziesz na nie srdoki. Tylko trzeba zrezygnowac z idei, ze ty nie umiesz pisac wnioskow. to sie naucz.
                          • gienialna Re: pora na jawność? 22.06.14, 16:16
                            Ale to nie moja działka, rozumiesz? Nie tym się zajmowałam przez te kilkanaście lat.
                            Moja o tyle jedynie, że zawsze brałam pod uwagę jakość życia. I to w zasadzie mam tyle wspólnego z naukami o zdrowiu. Mój szef drgawek dostaje, kiedy ktoś wspomni o jakości życia- dla niego to takie bajdurzenie, dla którego nie warto tracić nawet sekundy czy wydawać złotówki.

                            > I powtorze, badania, szczegolnie kosztowne zdecydowanie nie powinny byc
                            > finansowane ze srdokow uczelnianych.

                            No ja nie wiem, czy 13 500 zł na jedną habilitację to dużo :) W przeliczeniu na zespół- bo w tym sens i siła tego badania (powtarzam- teoretyczna, bo w praktyce to nauki medyczne, czyli nie moja działka i habilitacji z niej nie zrobię).
                            • dala.tata Re: pora na jawność? 22.06.14, 16:20
                              tak, rozumiem, dlaem jedynie przyklady. Nie proponuje takich badan tobie. odnosze sie do tego, ze powiezdialas w naukach o zdrowiu nie da sie prowadzic ciekawych badan. to nieprawda.

                              Nadal nie wiem jednak, co ma do tego szef i jego zlotowki. Ja nieustannie mowie, ze masz napisac wniosek o grant. Jesli to bedzie tak dobre, jak twierdzisz, bez trudnosci dostaniesz pieniadze.

                              W rzezcywistosci mowilas o ponad 100K zlotych. to bardzo duzo i nie wyobrazam sobie, by jakakolwiek uczelnia polska wydala takie pieniadze na badania. bez wzgledu na to, ile z tego bedzie habilitacji.
                              • gienialna Re: pora na jawność? 22.06.14, 16:35
                                > Nadal nie wiem jednak, co ma do tego szef i jego zlotowki.

                                Bo szef to chirurg i tylko "chirurgiczne" wnioski składa w ramach DS. A to się ma nijak nie tylko do moich zainteresowań, ale w ogóle całej katedry, której szefuje.

                                Ja nieustannie mowie
                                > , ze masz napisac wniosek o grant.

                                Matkoprzenajświętsza. Przecież ja to robiłam cały czas. Nie dostałam dotąd, a teraz, po zmianach na nauki o zdrowiu, ten projekt nie ma sensu- TU i TERAZ, kiedy muszę mysleć o habilitacji, bo czas ucieka.

                                > W rzezcywistosci mowilas o ponad 100K zlotych.

                                Tak, na 11 osób. Inaczej nie ma sensu w ogóle ruszać tematu. Tzn. to są zoptymalizowane koszty, bo wystarczyłoby zupełnie trzech specjalistów + ja, ale materiału i tak byłoby z tego tak dużo, że naprawdę byłoby co publikować dla 11 osób.
                        • kramka1 Re: pora na jawność? 22.06.14, 16:00
                          Moje niezrozumienie celu tego wątku się powiększa. (
                          Nie jesteś wyjątkiem, jeżeli chodzi o:
                          -szefa, który za żadne skarby nie powinien być szefem jednostki, bo się z tych czy innych względów nie nadaje, a władza, która go wybrała, uważa, ze może być tym szefem
                          -porażki w konkursach grantowych z powodu niechodliwości tematyki badań/bzdurnych recenzji/układów w danej dziedzinie
                          -problemy z drukiem w najlepszych czasopismach
                          -rozbieznosci pomiędzy wymaganiami wobec pracownika a tym, co ma mu do zaoferowania uczelnia/wydział

                          Nie wiem natomiast, czy jest to częsty przypadek, gdy co do pomysłu badawczego habilitacja jest powtórzeniem doktoratu ("Wtedy zajmowałam się mutacją I, a teraz chcę to samo zrobić z mutacją I/II i II, porównując dodatkowo z tym, co wyszło w doktoracie z mutacją I - dokładnie to samo, z dokładnie tymi samymi ludźmi"). Może w tym tkwi sedno, ze to, co było ważne dla świata, powiedziałas już przy okazji doktoratu, a to co byś mogła teraz dodac do tej wiedzy, jest w gruncie rzeczy nieistotne? Bo jeżeli chodzi o moje tematy, to tak własnie bywa-raz cos powiedziane wystarcza do końca świata, bo definiuje istotę zjawiska i dalsze drążenie tematu nic nowego do naszej wiedzy nie wnosi. I wtedy ja po prostu taki temat odpuszczam, bo nie interesuje mnie publikacja takich naukowych kalek w coraz to gorszych czasopismach.
                          • gienialna Re: pora na jawność? 22.06.14, 16:27
                            > Nie wiem natomiast, czy jest to częsty przypadek, gdy co do pomysłu badawczego
                            > habilitacja jest powtórzeniem doktoratu

                            Nie, nie jest powtórzeniem. Absolutnie. To są 3 oddzielne mutacje, każda daje objawy podstawowe zupełnie różne i część wspólnych; każda z osób z tymi mutacjami trafia do innego specjalisty (najczęściej, błędnie, do psychiatry), ma różne rozpoznania, każda ma inny lek, rokowania, niektóre identyczne wskaźniki biochemiczne, a niektóre- zupełnie różne (w Polsce nie ma rozpowszechnionej wiedzy o mutacji II i I/II, a na świecie jest w ogóle niewiele badań, zwłaszcza odnośnie I/II, która mnie najbardziej interesuje). Skoro w Polsce osoby mają I, to wśród nich są też i takie, które mają I/II- w Polsce nie robi się II w ogóle. Tych z II wyłapię w jednym oddziale- po pewnym wyniku laboratoryjnym, robionym rutynowo z innego powodu (plus szczegółowy wywiad).
                            • kramka1 Re: pora na jawność? 22.06.14, 16:33
                              Aha, rozumiem: chcesz zrobić wyjątkowo ciekawe i odkrywcze w skali nauki swiatowej badania, na które nikt nie chce ci dac pieniedzy i co gorsza, nawet, gdybys je zrobiła, to byłby problem ze znalezieniem wysokopunktowego czasopisma, które by przyjęło do druku publikacje na ten temat.
                              No to się zmywam z tej wyjątkowo konstruktywnej dyskusji.
                              • gienialna Re: pora na jawność? 22.06.14, 16:36
                                Rozumienie tekstu czytanego nie jest jednak Twoją mocną stroną.
                                • nullified Re: pora na jawność? 22.06.14, 16:42
                                  Z całym naleznym (i tak dalej) szacunkiem, Twoją też.
                                  Nie dali grantu krajowego? Kij im w oko. Ich strata. Olej.
                                  Poszukaj grantu miedzynarodowego - żeby było "śmieszniej" bywa, że łatwiej go dostać niźli lokalną kasę. Jesli nie potrafisz sama - zrób maslane oczka do tych co potrafią, najlepiej jesli ich średnia odległośc od twojego szefa i jednostki mieści się w przedziale od 600km w zwyż.
                                  Just like that >.>
                                  • nullified Re: pora na jawność? 22.06.14, 16:54
                                    "w zwyż" >.> pięknie... czas zrobić sobie przerwę od esejów studenckich
                                  • gienialna Re: pora na jawność? 22.06.14, 16:56
                                    O ja pierniczę...
                                    Do tego projektu MOŻE wrócę. Po zrobieniu habilitacji. Dlaczego nie teraz- pisałam sto tysięcy razy wyżej.
                                    • nullified Re: pora na jawność? 22.06.14, 17:20
                                      gienialna napisała:

                                      > O ja pierniczę...
                                      > Do tego projektu MOŻE wrócę. Po zrobieniu habilitacji. Dlaczego nie teraz- pisa
                                      > łam sto tysięcy razy wyżej.

                                      Tego czy tamtego - "co za różnica", zasada jest ogólna. Nie radzisz sobie z odstawianiem "generała na dorobku" - ja to rozumiem - domalowywanie na siłę wszystkim lampasów nie zamieni skautów w kosmonautów >.>
                                    • totutotamka Re: pora na jawność? 22.06.14, 17:51
                                      Cóż zostaje tylko: polakpotrafi.pl/
                                      • gienialna Re: pora na jawność? 22.06.14, 18:14
                                        hehe, będę zbierać na grę strategiczną o dbaniu o zdrowiu :) :) A przy okazji ankietkę dorzucę i wyjdą mi badania na temat wpływu gry komputerowej "Chcę umrzeć zdrowo" na zachowania zdrowotne grających :D

                                        Rozprawa warta habilitacji :D
            • so_no Re: Wracając jednak do brzegu 29.06.14, 08:15
              Czytam i czytam, i nie mogę się nadziwić podejściu kol. gienialnej. Przecież biologia molekularna połączona z medycyną nuklearną to hity ostatnich sezonów. Jak dodasz jeszcze do tego pogranicze psychologii klinicznej, to przebijasz wiele projektów. U nas specjalnie szukaliśmy takich osób, które miałyby zacięcie naukowe w tych dziedzinach. Dlaczego? Ponieważ publikowanie z samych osiągnięć klinicznych (np. porównanie radioterapii jedną metodą z radioterapią drugą metodą) chociaż daje znaczącą poprawę wyleczalności, nie zostanie opublikowane w dobrym czasopiśmie (tzn. pow. 5 IF). Łatwo wyczaić, po analizie prac publikowanych w periodykach, że połączenie wyników klinicznych (jakichkolwiek: długości przeżycia czy nawet jakości życia po leczeniu onkologicznym) z jakimiś oznaczeniami molekularnymi, winduje pracę do ok. 5 IF i wyżej. Gienialna, z całą sympatią dla Ciebie, poszukaj publikujących klinicystów na pograniczu tych dziedzin. Poza tym, jestem przekonany, że potrzebujesz współpracy i tzw. "nowej krwi naukowej", żeby ruszyć dalej z Twoją nauką. Posłuchaj jeszcze raz, i proszę Cię ze spokojem i z życzliwym nastawieniem na uwagi pisane przez dala.tata. Toż to wskazówki dla wielu naukowców, którym wydaje się, że natrafili na ścianę niemożności przy tych nowych regulacjach awansowych. Zamiast się pogrążać w niemocy, możesz wykazać się kreatywnością w nowej rzeczywistości.
              • gienialna Re: Wracając jednak do brzegu 01.07.14, 18:44
                > Czytam i czytam, i nie mogę się nadziwić podejściu kol. gienialnej. Przecież bi
                > ologia molekularna połączona z medycyną nuklearną to hity ostatnich sezonów.

                Oj, coś przeoczyłeś.
                Ja nie miałam najmniejszych problemów z publikacjami po- doktoratowymi. Mam z tego wystarczająco IFów, cytatów i wszelkich Hirszów ;)
                I w ogóle nie boleję nad tym, gdzie miałabym publikować coś podobnego do habilitacji (dobra, nauki o zdrowiu to i medyczne, więc tylko bardzo upierdliwy recenzent mógłby się czepić- ale ja nie mam pleców, stąd wcale bym się nie zdziwiła).

                Problem jest z projektami, bo są wielodyscyplinarne i recenzenci niekoniecznie "czują" te projekty. Np. nieuzasadnione zaplanowane oznaczenia biochemiczne dla humanistów- no bo skoro mutacja, to wiadomo, że chory. Dla medyków- brak doświadczenia kierowania zespołem. Dla jednych to, co jest zaletą, dla drugich jest wadą :) Nie chcę tu przytaczać konkretnych cytatów z recenzji, bo w moim środowisku akurat są one bardzo dobrze znane- korzystali z nich i inni pisząc swoje. W sumie złożyłam 5 x projekty, zazwyczaj w dwóch różnych panelach; teraz mam zamiar składać szósty- wersja pierwotna ;) Z grantów europejskich składałam dwa- jeden indywidualny Marii Curie - recenzent uznał- słusznie poniekąd- iż realizacja projektu nie spowodowałaby wzrostu mojego poziomu naukowego; przy projekcie zespołowym (moja uczelnia plus dwie placówki zagraniczne w dwóch różnych krajach)- nie ma uzasadnienia dla realizacji tego projektu w ramach własnie konsorcjum, bo... mogę te badania zrobić u siebie- tu powołano się- całkiem słusznie- na badania do doktoratu.
                Że wystarczy porządny kwestionariusz, często używany w badaniach (ale nie w Polsce), do badania jakości życia- to ja wiem :) Najwięcej cytowań mam własnie pewnego artykuliku, w którym miałam naprawdę niewielki udział, ale psycholodzy cytują go na okrągło, odnosząc się w swoich dyskusjach również do tych "moich" wyników badań.

                Na razie podjęłam decyzję rozmowy z szefem na temat... wydzielenia z katedry pracowni ;) W ostatnim czasie u nas nastąpił ich prawdziwy wysyp- teraz już wiem, dlaczego. Otóż ich kierownicy mają własne DSy :) Nawet przy 4-5 tys. rocznie (tyle u nas średnio "dają") za 2 lata miałabym już co publikować.
                • so_no Re: Wracając jednak do brzegu 03.07.14, 09:43
                  No dobra, z grantami to rzeczywiście słabo wychodzi. Pisałaś wcześniej, że jak nie masz dobrego nazwiska w zespole badawczym, to można sobie aplikować do emerytury. I tak bywa.
                  Ja się zastanawiam, czy TY chcesz poważnie zrobić tę habilitację? Czy jedynie przemawia przez Ciebie głos wypalenia zawodowego?
                  Może chciałabyś popracować z jakimś ośrodkiem, w którym ludzie nie widzą szklanki wody pustej w połowie, ale widzą szklankę wody wypełnioną do połowy?
    • wedrowiec2 Re: Nauki o zdrowiu- habilitacja 22.06.14, 16:59
      Gienialna, zgadzam się ze znaczną częścią uwag skierowanych pod Twoim adresem. Nie chcę dyskutować każdego Twojego zdania, ale podam trochę faktów, które powinny ułatwić Ci publikowanie wyników.
      Sądzę, że zbyt wąsko interpretujesz pojęcie „nauki o zdrowiu”. W linku:
      www.ck.gov.pl/index.php/postepowania-awansowe/postepowania-habilitacyjne/dziedzina-nauk-o-zdrowiu znajduje się wykaz postępowań habilitacyjnych z tej dziedziny.
      W tych linkach znajdują się przykłady autoreferatów pozytywnie zakończonych postępowań:
      www.ck.gov.pl/images/PDF/Awanse/PlintaRyszard/autoreferat.pdf
      www.ck.gov.pl/images/PDF/Awanse/OwczarekAleksander/autoreferat.pdf
      www.ck.gov.pl/images/PDF/Awanse/OlekRobert/Autoreferat.pdf
      www.ck.gov.pl/images/PDF/Awanse/OledzkaGabriela/autoreferat.pdf
      www.ck.gov.pl/images/PDF/Awanse/MazurJoanna/autoreferat.pdf
      www.ck.gov.pl/images/PDF/Awanse/LubkowskaAnna/Autoreferat.pdf
      www.ck.gov.pl/images/PDF/Awanse/LipowiczAnna/autoreferat.pdf
      www.ck.gov.pl/images/PDF/Awanse/HumeniukEwa/Autoreferat.pdf
      www.ck.gov.pl/images/PDF/Awanse/GutowskaIzabela/Autoreferat.pdf
      www.ck.gov.pl/images/PDF/Awanse/KubicaAldona/autoreferat.pdf

      A tutaj wykaz impaktowanych czasopism (polskich, bo masz dziwny wstręt do publikowania w czasopismach zagranicznych), które zamieszczają artykuły z bardzo szeroko rozumianych nauk medycznych, biochemicznych itd.
      www.advms.pl/
      www.advances.am.wroc.pl/index.php?lang=en
      www.termedia.pl/Journal/-19
      www.phmd.pl/abstracted.php?level=4&id_issue=863688&dz=s6
      www.pamw.pl/en (www.pamw.kei.pl/sites/default/files/PAMW1-2-2010_98-Nowak_2.pdf)
      www.actabp.pl/
      www.ane.pl/home.php
      www.springer.com/life+sciences/journal/11535
      www.ane.pl/home.php

      Życzę sukcesów. Jednak nie zdobędziesz ich utrzymując roszczeniową postawę i zbytnią pewność siebie przechodzącą w arogancję z ignorancją wiedzy i doświadczenia innych osób.
      • ewa_65 Re: Nauki o zdrowiu- habilitacja 22.06.14, 17:50
        dokładnie .. juz zaczęłam szukać w necie, dlaczego nauki o zdrowiu mają oznaczać jedynie organizację i zarządzanie, jeżeli obejmują one w zasadzie wszystko - i fizjoterapię i badania nad lekami i zdrowie psychiczne a nawet duchowe! Genetykę pewnie też da się tu podciągnąć. To raczej część kliniczna jest znacznie węższa i wyodrębniona zwykle dla lekarzy. A cała reszta dla reszty.
        Więc nie rozumiem, skąd to biadolenie i zaczynam podejrzewać szukanie powodu dla którego wszyscy wokoło są winni braku tej właśnie habilitacji ;)
      • gienialna Re: Nauki o zdrowiu- habilitacja 22.06.14, 18:08
        Wędrowiec,
        Nie ja będę decydować o tym, czy dorobek mam z nauk medycznych, czy z nauk o zdrowiu. Nie znam kryteriów zaliczania czegoś do nauk o zdrowiu i jak to odróżnić od nauk medycznych. Wracam do recenzentów- to oni mogą mi zarzucić rozbiezność, więc wolałabym mieć jasność. Z jasności wynikałby zakres ewentualnego projektu. Jesli nauki medyczne
        • wedrowiec2 Re: Nauki o zdrowiu- habilitacja 22.06.14, 19:10
          Gieniu, wykazujesz bardzo selektywne podejście do problemu. Zacytowałaś tylko wybrane tytuły prac, które dla Ciebie nie brzmią wystarczająco naukowo. Pomijam fryzjerstwo (byłam na posiedzeniu CK, gdy ta sprawa była procedowana;)). Sprawdź dorobek naukowy autorów tych prac, zarówna w autoreferatach, jak i bazach, np. pubmed. Dlaczego nie przytoczyłaś tytułów rozpraw poświęconych biochemii czy biologii? Bo brzmią poważnie?
          „Nie ja będę decydować o tym, czy dorobek mam z nauk medycznych, czy z nauk o zdrowiu. Nie znam kryteriów zaliczania czegoś do nauk o zdrowiu i jak to odróżnić od nauk medycznych.”
          Ty będziesz decydować, bo Ty wysyłasz dokumenty do CK wskazując Radę Wydziału, przed którą ma toczyć się postępowanie habilitacyjne.
          Nie jest jednoznaczny podział zawodów (wykształcenia) w aspekcie przypisania do kategorii naukowych. Rozporządzenie Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego z dnia 8 sierpnia 2011 r. w sprawie obszarów wiedzy, dziedzin nauki i sztuki oraz dyscyplin naukowych i artystycznych isip.sejm.gov.pl/DetailsServlet?id=WDU20111791065 w obszarze nauk medycznych i nauk o zdrowiu wymienia
          x dziedzina nauk medycznych
          biologia medyczna
          medycyna
          stomatologia
          x dziedzina nauk farmaceutycznych
          x dziedzina nauk o zdrowiu
          x dziedzina nauk o kulturze fizycznej

          To, czy Wydział (Instytut) ma uprawnienia do nadawania stopnia w określonej dziedzinie zależy od posiadanej kadry naukowej.
          Znam doktorów habilitowanych nauk medycznych w zakresie biologii medycznej będących lekarzami, biologami, chemikami, fizykami, pielęgniarkami, pedagogami itd. OŚRODEK PRZETWARZANIA INFORMACJI – PAŃSTWOWY INSTYTUT BADAWCZY
          W bazie www.nauka-polska.pl/dhtml/raportyWyszukiwanie/wyszukiwanieLudzieNauki.fs?lang=pl wybierz kryteria rozszerzone i zwróć uwagę, że nauki o zdrowiu często są połączone z biologią medyczną. Podobnie jest z naukami o zdrowiu.


          „> A tutaj wykaz impaktowanych czasopism (polskich, bo masz dziwny wstręt do publi
          > kowania w czasopismach zagranicznych), Stąd ten wniosek, że nie wszystkie moje publikacje są po angielsku?”

          Błąd w myśleniu:) Nie pisalam o artykułach pisanych w języku angielskim. W jednym z postów napisałaś, że zagranicą nikogo nie interesują badania wykonane na małej grupie polskich pacjentów (przykładów?). Mylisz się. Opublikowałam sporo wyników wykonywanych na małych grupach. I nie tylko ja;)
          • kramka1 Re: Nauki o zdrowiu- habilitacja 22.06.14, 19:55
            wędrowiec 2: "W jednym z postów napisałaś, że zagranicą nikogo nie interesują badania wykonane na małej grupie polskich pacjentów (przykładów?). Mylisz się. Opublikowałam sporo wyników wykonywanych na małych grupach. I nie tylko ja;) "

            Wrzuciłam w google scholar <"Polish patients" w tytule> i mi wypadło 325 wyników dotyczących artykułow z tytulem zawierajacym te słowa, w tym np. artykuł: "Novel RB1 gene constitutional mutations found in Polish patients with familial and/or bilateral retinoblastoma" zrobiony na 8 pacjentach i opublikowany w 40-punktowym Human Mutation.
            No comments....
            • gienialna Re: Nauki o zdrowiu- habilitacja 22.06.14, 20:49
              Kramka, żebyś Ty chociaż chciała pojąć, dlaczego 8 przypadków zasługiwało na te 40 punktów...
              • charioteer1 Re: Nauki o zdrowiu- habilitacja 22.06.14, 21:00
                gienialna napisała:

                > żebyś Ty chociaż chciała pojąć,

                Jasne, wszyscy sa od ciebie glupsi, a ty jestes jedna jedyna i wyjatkowa.

                Jak bedziesz miec szczesie i dobre dane, to opublikujesz z jednym przypadkiem. Jak sa zle postawione pytania badawcze i nieprecyzyjne metody, to i 1500 badanych bedzie za malo.
                • gienialna Re: Nauki o zdrowiu- habilitacja 22.06.14, 21:16
                  Nie głupsi, ale trzeba wiedzieć choćby o częstości występowania siatkówczaka (i to obustronnie lub dziedzicznie), żeby tego przykładu nie podawać jako kontry dla moich twierdzeń. W dodatku 13 lat temu.

                  1 500 może być w sam raz- jeśli ta grupa będzie reprezentatywna.
                  No ale to chyba jest oczywiste.
            • eni_huso Re: Nauki o zdrowiu- habilitacja 22.06.14, 21:47
              > kuł: "Novel RB1 gene constitutional mutations found in Polish patients with fam
              > ilial and/or bilateral retinoblastoma" zrobiony na 8 pacjentach i opublikowany
              > w 40-punktowym Human Mutation.
              > No comments....

              tu było aż 8 pacjentów, ja znam pracę gdzie badano mutację u dziecka i u jego 2 rodziców... w średnio dobrym czasopismie...
          • gienialna Re: Nauki o zdrowiu- habilitacja 22.06.14, 21:11
            No własnie- nie brzmią wystarczająco naukowo, a przeszły :/
            Chyba muszę podejść do sprawy mniej ambicjonalnie ;)
            Analiza dokumentacji z naszej poradni genetycznej- i już będę miała z czego się habilitować :) :) :) Czasochłonne, ale beznakładowe w zasadzie :) :)


            Dlaczego nie przytoczyłaś tytułów rozpraw poświęconych biochemii czy
            > biologii? Bo brzmią poważnie?

            Bo są w zdecydowanej mniejszości i wg mnie należą do nauk medycznych........
            Pewnie błąd mój taki, że oczekuję wyraźnego rozgraniczenia, żeby wiedzieć, co na pewno przejdzie.

            > Ty będziesz decydować, bo Ty wysyłasz dokumenty do CK wskazując Radę Wydziału,
            > przed którą ma toczyć się postępowanie habilitacyjne.

            Ale recenzenci mogą uznać, że to nie ta dziedzina. Jak w przypadku socjologii zdrowia- w zalezności, gdzie były publikowane artykuły: czasopisma socjologiczne czy nauk o zdrowiu/ medycznych (fakt autentyczny).

            Nasz wydział ma tylko nauki o zdrowiu- doktoraty habilitacje. Wczesniej miał krótko doktoraty z n. med.(w dziedzinie biologii medycznej), a jeszcze wczesniej, kiedy wydział nie miał prawa doktoryzowania, to na innym wydziale były n. med. w zakresie biologii medycznej (dla większości nie-lekarzy) lub w zakresie n. medycznych (dla lekarzy i tych, którzy mieli bardzo medyczne badania- m.in. ja, ale też wspomniana wczesniej połozna z badaniami z biochemii).

            Mylisz się. Opublikowałam sporo w
            > yników wykonywanych na małych grupach. I nie tylko ja;)

            Ja też :) Jeśli była to grupa reprezentatywna (lub zajawki w trakcie robienia doktoratu - doniesienia wstępne na 20 osobach).
            Ale nie grupa 50 osób przy zapadalności 100/ 100 000 na rok :) Toż to śmiechu warte i sama takie prace odrzucam.
            • nullified Re: Nauki o zdrowiu- habilitacja 22.06.14, 21:29
              gienialna - Ty może przejdź się na spacer, kopnij piłkę, zapisz do sekcji Krav-Magi i upuść sobie złej krwi. >.>
              • gienialna Re: Nauki o zdrowiu- habilitacja 22.06.14, 21:31
                Dzięki za rady- skorzystam, jeśli wypróbujesz i podziałają.
            • kramka1 Re: Nauki o zdrowiu- habilitacja 22.06.14, 21:31
              Gienialna, jesteś osobą nieuprzejmą i arogancką. Zaczynam przychylać się do opinii, ze wpisałaś się na DNU tylko po to, by wylać tu kubeł swoich żali do świata. Szkoda czasu na czytanie kolejnych twoich wpisów. :I
              • gienialna Re: Nauki o zdrowiu- habilitacja 22.06.14, 21:37
                Z opinią jest jak z d.pą- każdy ma swoją :)
                • piotrek-256 Re: Nauki o zdrowiu- habilitacja 22.06.14, 21:54
                  LOL to się nam dyskusja rozwinęła.

                  Swoją szosą Kramka, chyba większość na nas od czasu do czasu wylewa swoje żale.
                  No bo Genialna, tak szczerze gdybyś ominęła problemy, które masz, była w innej działce i machnęła habilitację to byś tego wątku nie założyła. Czyli, żal jest.

                  Genialna ma obecnie kryzys, każdemu się zdarza. Parę osób próbowało dać konstruktywne porady, parę zaczęło wymieniać ciosy.

                  Ja ogólnie jak rzadko zgadzam się z nulim. Nie ma co się nakręcać.
        • eni_huso Re: Nauki o zdrowiu- habilitacja 22.06.14, 21:40
          > Zakładając wątek napisałam:
          >
          > Ale co tam. Świat się zmienia. I wytyczne ponoć też- od września ma być inac
          > zej: będę musiała przedstawić co najmniej 4 prace z listy A czasopism: 3 x min.
          > 30 pkt KBN i jedna min. 45 KBN.


          po pierwsze jeśli są takie niespełnialne warunki Rady to zapewne nie Ty jedna znalazłaś sie w tej sytuacji na Wydziale (a może inni nie mają problemu?). wystarczy napisać pismo o zawyżonych i bezsensownych kryteriach do Dziekana i podpisy tych osób, a co na to przedstawiciel adiunktów- doktorów w Radzie?.
          Takie "ostre" warunki są sprzeczne z ustawą gdzie ma być "osiagnięcie" a o szczegółach nie ma mowy.
          może jest inna Rada na innym Uniwersytecie, która ma mniejsze wymagania?
          i w końcu po doktoracie nie ma przymusu robienia z jakiejś konkretnej dziedziny habilitacji, szczególnie w naukach gdzie granica jest płynna, jesli jesteś bliżej nauk medycznych lub możesz z większą łatwością spełnić kryteria nauk medycznych to nie rób z nauk o zdrowiu.
          tak samo z grantami, nie ma przymusu składania do konkretnego panelu.
          dlaczego nie składasz do NCN NZ2 lub NZ3- skoro zajmujesz sie mutacjami i ich wpływem? są tam granty z zakresu medycyny ludzkiej, a także biologii molekularnej roślin.
          Zobacz ostatni chyba konkurs NZ3:
          www.ncn.gov.pl/aktualnosci/2014-05-06-wyniki-konkursow
          masz tam raka tarczycy nr 4, ale także nr 5 na Arabidopsis - modelowej roślinie genetycznej.

        • eni_huso Re: Nauki o zdrowiu- habilitacja 22.06.14, 21:43
          > od nauk medycznych. Wracam do recenzentów- to oni mogą mi zarzucić rozbiezność
          > , więc wolałabym mieć jasność.

          znam przypadek gdzie osoba złozyla do CK niosek w danej dziedzinie a CK samo przeniosło dokumenty do innej dziedziny po formalnym rozpatrzeniu, po czym powołało odpowiednią komisję - a wskazana rada pozostała ta sama, bo miała uprawnienia na kilka dziedzin.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka