chilly 26.09.14, 08:22 Czy tam ludzie bardziej krewcy? wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,138764,16706098,Bo_ksero_bylo_nieczynne__Furia_w_sekretariacie_UMCS.html Odpowiedz Link Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
charioteer1 Re: I znów Lublin... 26.09.14, 10:04 Wykladowca "szarpal kserokopiarke", a pracownica sekretariatu "przyjela leki na obnizenie cisnienia". W jaki sposob ten news trafil do gazety? O ile dobrze pamietam, Mojak rok temu zapowiadal zlozenie pozwu o mobbing. Czy ten news oznacza, ze uczelnia zbiera kwity na swoja obrone? Odpowiedz Link
podworkowy Re: I znów Lublin... 26.09.14, 10:14 taki drobiazg - godzina 15 to już nie godzina "otwarcia sekretariatu"... Widzę, że na UMCS administracja pracuje podobnie, jak u nas;) Odpowiedz Link
kardla Re: I znów Lublin... 26.09.14, 10:33 no ale czy "były prorektor" ma prawo wydawać polecenia służbowe pracownicy sekretariatu? Odpowiedz Link
charioteer1 Re: I znów Lublin... 26.09.14, 10:50 Wnioski awansowe kopiuje sie na sluzbowym ksero. To jest oczywista oczywistosc i nie jest do tego potrzebne polecenie sluzbowe. Odpowiedz Link
ford.ka Re: I znów Lublin... 26.09.14, 11:55 Dlaczego ta wiadomość pojawia się dopiero teraz??? Jak jakiś głupek kserowałem wszystko za pieniądze... A przecież starczyło skopać sekretarkę... :( Odpowiedz Link
trzy.14 Re: I znów Lublin... 27.09.14, 23:42 Oczywistą oczywistością jest to, że koleś mógł przyjść następnego dnia o ósmej rano. Nie miał prawa żądać od sekretarki pomocy w kserowaniu czegokolwiek ani zostawania po godzinach pracy. Jeżeli ksero stoi w pomieszczeniu z dokumentami chronionymi (np, danymi osobowymi), nieupoważniony pracownik nie miał prawa wstępu do tego pomieszczenia, choćby był urzędującym prorektorem. Jeżeli pojawiło się jakieś opóźnienie, które wynikło z jego winy, nie powinien odpowiedzialności przerzucać na sekretarkę, tylko powinien te dokumenty skserować na mieście za własną kaskę. Jednak opóźnienia nie było, Pana rektora o ósmej w pracy też nie było, bo Pan rektor ma zadaniowy czas pracy, a swoje zadania wykonuje od 14:55. Najbardziej zdumiewa organizacja pracy w tym "urzędzie" - pracownicy naukowo-dydaktyczni nie mają dostępu do służbowej kserokopiarki 24 godzin na dobę??? Kto zarządza tym [...]? Nie zdumiewa brak kultury osobistej rektora habilitowanego. W końcu to człowiek jak każdy inny. Odpowiedz Link
charioteer1 Re: I znów Lublin... 28.09.14, 02:11 Trzy, ten artykul sie zmienil przez ten czas, kiedy o nim rozmawiamy. W pierwszej wersji bylo dokladnie tyle, ze Mojak szarpal kserokopiarke, a sekretarce z tego powodu skoczylo cisnienie, a jedynym zrodlem informacji byla notatka sluzbowa napisana przez sekretarke. Sprawa ciagnie sie tam od ponad roku. Dla mnie dwie rzeczy w calej tej sprawie nie ulegaja watpliwosci. Po pierwsze Mojak jest osoba z problemami. Po drugie, uczelnia w tym wszystkim nie jest bez winy. Sadzac po zmianach, jakie sie w tym tekscie pojawily od czasu pierwszej publikacji online, sprawe do prasy nadal dziekanat. Dopiero po opublikowaniu pierwszej wersji zaczeli sprawe potwierdzac w innych zrodlach. Odpowiedz Link
flamengista fakty są następujące 26.09.14, 13:06 1. samodzielny pracownik naukowy, były prorektor uczelni przychodzi do sekretariatu instytutu z furą materiałów do skserowania 2. pracownik oczekuje, że sekretarka wykona tą robotę, co z uwagi na późną godzinę (15!) jest niemożliwe 3. sekretarka nie wyraża zgody na to, by profesor uczelniany skserował sobie dokumenty do postępowania profesorskiego sam - chce wyjść z pracy i zamknąć pokój. O ile punkt 2 pokazuje sporą butę profesora, o tyle punkt 3 pokazuje, że postawiona przez niego teza o "rządach sekretarki i pani z dziekanatu" nie musi być nieprawdziwa. Fakt, że profesor nie może po godzinach zamknięcia sekretariatu wziąć klucz na portierni i samodzielnie skserować urzędowych materiałów do służbowych celów jest zastanawiający. Odpowiedz Link
charioteer1 Re: fakty są następujące 26.09.14, 17:54 flamengista napisał: > 1. samodzielny pracownik naukowy, były prorektor uczelni przychodzi do sekretar > iatu instytutu z furą materiałów do skserowania > 2. pracownik oczekuje, że sekretarka wykona tą robotę, co z uwagi na późną godz > inę (15!) jest niemożliwe > 3. sekretarka nie wyraża zgody na to, by profesor uczelniany skserował sobie do > kumenty do postępowania profesorskiego sam - chce wyjść z pracy i zamknąć pokój 4. sekretarka instytutu (to wazne!) nie proponuje rozwiazania kompromisowego, ktore byloby do przyjecia dla obu stron (niech zostawi materialy, jutro przyjdzie pan Heniek, to to wszystko skseruje), tylko od razu lapie za telefon i dzwoni do dziekan Odpowiedz Link
charioteer1 Re: fakty są następujące 26.09.14, 17:55 5. sekretarka pisze notatke sluzbowa, adresowana do dziekan, ktora w tajemniczy sposob trafia do redakcji Odpowiedz Link
chilly Re: fakty są następujące 27.09.14, 09:30 Chario, jakoś gładko pomijasz fragment wytłuszczony na początku artykułu: Miał wyzywać ją od k... i zapowiadać, że ją załatwi. No i to powoływanie się na znajmości w tzw. Służbach... (obecnych czy poprzednich?). Odpowiedz Link
chilly Re: fakty są następujące 27.09.14, 09:32 Acha, jeszcze i to: "Pracownica miała mu odmówić, bo było już zbyt późno, zasugerowała, by przyszedł kiedy indziej, w godzinach pracy sekretariatu". Odpowiedz Link
flamengista co powiedział 27.09.14, 11:37 to wie tylko on i sekretarka. Nagrania nie ma, więc jest słowo przeciwko słowu. Fakty są takie, jak napisałem na początku. I mimo ew. niedopuszczalnego zachowania profesora jestem zszokowany, że sekretarka instytutu ma taką władzę. To nie jest normalne. Odpowiedz Link
charioteer1 Re: co powiedział 27.09.14, 14:57 Mojak ma problemy, to widac od dawna, ale mnie rowniez bardziej szokuje sekretarka instytutu, ktora wie, ze jak przyjdzie ten klient, to ma od razu lapac za telefon i dzwonic do dziekana. Nie do dyrekcji instytutu, ale od razu do dziekana. Odpowiedz Link
chilly Re: co powiedział 27.09.14, 16:23 charioteer1 napisał: > Mojak ma problemy, to widac od dawna, ale mnie rowniez bardziej szokuje sekretarka instytutu, ktora wie, ze jak przyjdzie ten klient, to ma od razu lapac za telefon i dzwonic do dziekana. Nie do dyrekcji instytutu, ale od razu do dziekana. Pewno dorastała jeszcze w PRL-u i przesiaknęła tymi miazmatami o równości wszystkich ludzi. I, w przeciwieństwie do fla, mając słowo przwciw słowu, ja bardziej wierzę sekretarce... Odpowiedz Link
charioteer1 Re: co powiedział 27.09.14, 16:56 chilly napisał: > mając słowo przwciw słowu, ja bardziej wierzę sekretarce... W sytuacji, w ktorej jedynym zrodlem informacji jest notatka sluzbowa, ktorej tresc z zalozenia znaja dwie osoby, tj. autor i adresat? Odwaznie. Wyguglaj regulamin organizacyjny UMCS. Sekretarka instytutu w ogole nie podlega sluzbowo dziekanowi. Jej przelozeni to dyrektor instytutu i kanclerz. Odpowiedz Link
flamengista ale ja o czymś innym 27.09.14, 18:23 generalnie jak jest katedralne/instytutowe ksero, to pracownicy powinni mieć do niego dostęp. U nas jest takowe dla pracowników katedry - wklepuje się swój kod i pronto. A tutaj profesor musi się prosić sekretarki, która ma "władzę" nad ksero. I wyznacza profesorowi godziny, w których może z niego korzystać. Gdyby sekretarka zostawiła profesorowi klucz, albo poprosiła o pobranie takiego na portierni i skserowanie samemu, można by mówić o asertywności i ew. braku kultury osobistej tegoż profesora. Ale w zaistniałej sytuacji chore jest to, że on w ogóle nie mógł skorzystać z tego ksera po 15. Ani sam, ani z pomocą sekretarki. Nie bo nie - spadaj Pan na drzewo, jest po 15tej. Przyjdź Pan jutro, jak reszta studentów do dziekanatu. Jaki by to nie był profesor: grzeczny czy chamski, konfliktowy czy lubiany, zasłużony czy tryb bmw - to nie ma większego znaczenia. Na uczelni rządzą profesorowie. Jeśli zaczyna rządzić sekretarka, robi się problem. U nas taka sytuacja byłaby nie do pomyślenia. Sekretarka miałaby gigantyczne problemy. Podkreślam: nie chcę stać po niczyjej stronie, bardzo możliwe że profesor zachował się tak, jak powiedziała sekretarka. I jest to godne ubolewania, ba - niedopuszczalne. Jeśli jej groził, powinien zostać ukarany. Ale sam fakt, że mu odmówiono korzystania z uczelnianego ksera do celów służbowych, nie proponując kompromisowego rozwiązania o czymś świadczy. Znaj proporcje, mocium Panie. Ja bardzo szanuję i lubię pracowników administracji, z częścią z nich mam nawet relacje towarzyskie - ale jest pewna hierarchia. I nie powinno się jej naruszać. Do tego jak chario zauważył, Pani sekretarka też nie zachowała drogi służbowej. Nie dzwoniła do szefa (dyrektora instytutu), tylko do dziekana. Akurat tego, z którym ponoć profesor jest skonfliktowany. Dziwne, nieprawdaż? Odpowiedz Link
trzy.14 Re: fakty są następujące 27.09.14, 23:49 charioteer1 napisał: > 4. sekretarka instytutu (to wazne!) nie proponuje rozwiazania kompromisowego, k > tore byloby do przyjecia dla obu stron (niech zostawi materialy, jutro przyjdzi > e pan Heniek, to to wszystko skseruje), tylko od razu lapie za telefon i dzwoni > do dziekan ??? To może jeszcze kierowca autobusu, jeśli rektor jeździ autobusami, w reakcji na jego fochy powinien zaproponować rozwiązanie kompromisowe i podwieźć go może nie pod sam dom, ale na jego ulicę? Jaki stosunek służbowy łączy sekretarkę i niefunkcyjnego profesora uczelnianego? Czy zwykły adiunkt też mógłby przyjść z furą dokumentów i zażądać skserowania ich? Odpowiedz Link
charioteer1 Re: fakty są następujące 28.09.14, 01:27 Trzy, mowimy nie o kierowcy autobusu, tylko o pracowniku administracji, a o sposobie wykorzystania kopiarki instytutowej decyduje dyrektor instytutu. Rozne sa zwyczaje w roznych instytutach, ale u mnie na uczelni jest ogolna zasada, ze jezeli pracownik administracji nie jest w stanie rozwiazac problemu pracownika, jego obowiazkiem jest wskazac, a jaki sposob problem moze byc rozwiazany. Poniewaz pan profesor niefunkcyjny kserowal dokumenty do wniosku profesorskiego, rozumiem, ze mial tego caly karton i nie pasowalo mu ganianie z tym kartonem wte i wewte, wiec nalezalo od niego wziac karton i mu powiedziec, kiedy ma przyjsc po odbior kserokopii. Rozumiem, ze obsluga kserokopiarki wchodzi w zakres obowiazkow sluzbowych pani sekretarki. Odpowiedz Link
flamengista dodajmy jeszcze 28.09.14, 10:17 że nie każdy ma znajomego prowadzącego punkt ksero, do którego ma pełne zaufanie i powierzy mu często jedyne egzemplarze wymaganych do postępowania dokumentów. To odnośnie głupawych komentarzy, że "mógł skserować na mieście". Tak, już widzę składanie tych dokumentów w typowym ksero, gdzie co chwila coś się gubi i jest totalny chaos. Pomijając koszty, które w przypadku postępowania awansowego powinna ponieść uczelnia - bo jest to w jej interesie. Odpowiedz Link
dobrycy Re: I znów Lublin... 26.09.14, 22:05 a mówią że klient pod krawatem mniej awanturujący się Odpowiedz Link
nullified Re: I znów Lublin... 27.09.14, 18:42 dobrycy napisał: > a mówią że klient pod krawatem mniej awanturujący się no wiesz to pewnie zalezy od rodzaju "krawatki" ;) Odpowiedz Link