Dodaj do ulubionych

chamy i tchórze wypełniają anonimy ankiety

03.07.15, 18:09
wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,138764,18292766,Wieloletni_prof__KUL__Ankiety_studentow_to_anonimowe.html?lokale=local#BoxNewsImg
Kto wysyła niepodpisane listy?

O ankietach studenckich wypowiedział się niezwykle krytycznie na swojej stronie: "Jest jeszcze jeden sposób, żeby utemperować niepokornych wykładowców, którzy uporczywie obstają przy egzekwowaniu nauczanych przedmiotów. To są tzw. ankiety ewaluacyjne, w których daje się najgorszym wałkoniom okazję, by wykosić tych niewygodnych belfrów. Można w tych ankietach pisać anonimy, całkowicie bezkarnie".

I jeszcze: "Wiadomo, stare hasło sowieckie brzmi: kto nie pije, ten kapuje. Tu można to strawestować: kto wymaga, szkodzi tym dobrym wujkom i ciociom, którym zależy tylko na jednym: żeby mieć spokój, żeby pozbyć się gorliwców, którzy wprawdzie nie są wyrzutem sumienia (przeżytek), ale kłują w oczy. Student przeważnie dziś nie wie, czym jest anonim. Może nie wiedzą też ci, którzy mu go pisać każą. Za moich młodych lat uczono, że anonimy pisze jedna świnia, a czyta je i wykorzystuje - druga. Po co wszakże zaraz obrażać te pożyteczne zwierzęta? Powiedziałbym raczej, że niepodpisane listy wysyła cham i tchórz."

Wielu wykładowców niczego dziś nie wymaga od studentów. Boją się, że mogą stracić pracę, bo słuchacze źle ocenią ich potem w anonimowych ankietach-donosach - uważa ks. prof. Zygmunt Zieliński, znany historyk Kościoła, emerytowany wykładowca KUL i chce, by ministerstwo zmieniło system oceny kadry akademickiej.
Strona ks. prof. Zygmunta Zielińskiego
Strona ks. prof. Zygmunta Zielińskiego (Strona ks. prof. Zygmunta Zielińskiego)
Chodzi o kwestionariusze dotyczące wykładowców, które po każdym semestrze wypełniają studenci. Są nieobowiązkowe dla słuchaczy, ale uczelnie musiały je wprowadzić - to wymóg Państwowej Komisji Akredytacyjnej, oceniając jakość kształcenia w szkołach wyższych.

Nieprzychylne opinie mogą oznaczać negatywną ocenę wydaną przez uczelnianą komisję, która ocenia pracę wykładowców. Po drugiej niekorzystnej ocenie z mocy prawa następuje rozwiązanie umowy o pracę.

- To woda na młyn dla tych studentów, którzy nic nie robią. Jest już dziś tajemnicą poliszynela, że wielu pracowników naukowych w obawie przed utratą pracy wskutek takich ankiet-donosów rezygnuje ze stawiania jakichkolwiek wymagań wobec studentów. Deprymuje to tych spośród nich, którzy traktują studia poważnie - mówi ks. prof. Zieliński, znany historyk Kościoła, emerytowany kierownik Katedry Historii Kościoła w XIX i XX wieku na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim.

Kto wysyła niepodpisane listy?

O ankietach studenckich wypowiedział się niezwykle krytycznie na swojej stronie: "Jest jeszcze jeden sposób, żeby utemperować niepokornych wykładowców, którzy uporczywie obstają przy egzekwowaniu nauczanych przedmiotów. To są tzw. ankiety ewaluacyjne, w których daje się najgorszym wałkoniom okazję, by wykosić tych niewygodnych belfrów. Można w tych ankietach pisać anonimy, całkowicie bezkarnie".

I jeszcze: "Wiadomo, stare hasło sowieckie brzmi: kto nie pije, ten kapuje. Tu można to strawestować: kto wymaga, szkodzi tym dobrym wujkom i ciociom, którym zależy tylko na jednym: żeby mieć spokój, żeby pozbyć się gorliwców, którzy wprawdzie nie są wyrzutem sumienia (przeżytek), ale kłują w oczy. Student przeważnie dziś nie wie, czym jest anonim. Może nie wiedzą też ci, którzy mu go pisać każą. Za moich młodych lat uczono, że anonimy pisze jedna świnia, a czyta je i wykorzystuje - druga. Po co wszakże zaraz obrażać te pożyteczne zwierzęta? Powiedziałbym raczej, że niepodpisane listy wysyła cham i tchórz."

Ks. Zieliński uważa, że uczelnie godzą się na taki system oceniana, bo pieniądze na ich finansowanie idą za studentem. Im jest ich więcej, tym większe są środki dla uniwersytetu. Ks. prof. przygotowuje wystąpienie do Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego, nie jak zauważa przeciwko ocenianiu profesorów przez studentów, ale przeciwko "bezmyślnemu produkowaniu anonimowego donosicielstwa", któremu w tym układzie gwarantuje się absolutną bezkarność. Apel chce wysłać jesienią do resortu oraz prezydenta RP. Zbiera podpisy poparcia wśród wykładowców z różnych uczelni - na razie ma ich kilkanaście. - Rzecz w tym, żeby ukrócić wspomniane praktyki w interesie nauki i morale młodego człowieka, który poprzez nie zyskuje przekonanie, iż oszczerczym donosem można więcej osiągnąć niż rzetelną pracą - uzasadnia Zieliński.

"Demoralizująca anonimowość"

- Ten sposób oceny pracy naukowców przyszedł do nas z Zachodu. Nie jestem jego zwolennikiem, bo wielu studentów używa go do szkalowania wykładowców i odgrywania się za trudności, których ich spotkały w trakcie zaliczeń - mówi prof. Jan Hartman, filozof z Uniwersytetu Jagiellońskiego i absolwent KUL. Przez wiele lat był członkiem komisji oceniającej pracę wykładowców. - Z każdym rokiem zauważałem, że te cenzurki studentów są coraz bardziej złośliwe i mniej merytoryczne - dodaje.

Prof. Hartman zgadza się z tym, że anonimowość ankiet jest demoralizująca. - Miała służyć temu, żeby studenci nie bali się jakiegoś rewanżu ze strony wykładowców. Umówmy się jednak, że jeśli ktoś jest uczciwy, to nie boi się mówić otwarcie tego co go boli - zaznacza. Według niego najlepiej byłoby wrócić do poprzedniego systemu ocen, czyli hospitacji i rozmowy na forum publicznym z przedstawicielami studentów.

Nieco innego zdania jest prof. Janusz Majcherek, socjolog, filozof, publicysta. - Zasadniczo popieram to, że studenci wyrażają swoje zdanie o wykładowcach. Ankiety są szerokie, oceniają np. merytoryczność zajęć czy sposób komunikowania się. Jest to pomocne w przygotowaniu się do zajęć - mówi i dodaje. - A co do paszkwili pisanych przez studentów, to z mojej wiedzy wynika, że jest to niewielki ułamek wszystkich ankiet i nie są one brane pod uwagę przez komisję. Ten wykładowca, który ma się czym pochwalić w działalności naukowej nie ma się czego obawiać.

Studentka: Są bezużyteczne

A co o ankietach mówią sami studenci?. - Ja akurat staram się sumiennie podejść do tematu, bo łudzę się, że moje uwagi mogą coś zmienić w sposobie prowadzenia zajęć. W komentarzu wpisuję np. terminy, których używali wykładowcy, a które są kompletnie niemerytoryczne. Po to, żeby ich przełożony mógł wyciągnąć wnioski - tłumaczy Paulina, studentka polonistyki UMCS. - Mam jednak wrażenie, że tymi kwestionariuszami nikt się za specjalnie nie przejmuje. Była taka sytuacja, że prawie cały rok umówił się, żeby w ankiecie wypunktować wszystkie błędy jednej z wykładowczyń, ale ona nadal pracuje i niewiele zmieniła w swoim postępowaniu.

Piotr Widomski, przewodniczący samorządu studenckiego UMCS zwraca uwagę, że ankieta jest jednym z nielicznych instrumentów, dzięki któremu student ma wpływ na jakość kształcenia. - Dzięki nim student ma w ogóle jakąkolwiek możliwość zasygnalizowania, że z zajęciami jest coś nie tak - mówi.
Obserwuj wątek
    • zitterbewegung Re: chamy i tchórze wypełniają anonimy ankiety 03.07.15, 19:22
      Nie uwazam, zeby wypowiedz byla warta polemiki. Poza emocjonalnymi bluzgami, prawdopodobnie, bo tez nie jest to wyartykulowane, odnoszacymi sie do jakichs norm moralnych honoru, nie zawiera jednak analizy zjawiska. Normy i tradycje moralne w cywilizacji biora sie z konkretnych efektow kolektywnych, np normy wspolzycia seksulanego z epidemii chorob i problemow z ojcostwem, to sa wtorne racjonalizacje konkretnie zachodzacych procesow, a nie ze cham i tchorz, a mlodzi roszczeniowi wyksztalceni z wielkich miast zaglosowali na Kukiza. Profesorowi pewnie sie sarmatyzm przewraca w zoladku od czytania bluzgow studentow w ankietach, ale czy sam reprezentuje wyzszy poziom ze swoimi "honorowymi" bluzgami? Zabraklo jeszcze porownania PKA do UB szczujacego na siebie obywateli zerujac na naturalnych pokladach chamstwa i tchorzostwa.

      I jeszcze cos takiego z KUL! Honorowo, pod nazwiskiem! I wtedy nikt nie pobije tej chamowy dr Bober, bo honor bedzie wymagal pojedynku na miecze, a prof Rysiek natychmiast stanie sie jego magnificencja absolutnie etycznie profesjonalnym sedzia.

      Juz pomijajac cala cywilizacyjnie przyjeta koniecznosc anonimowosci, whistle blowing et caetera.

      Moim osobistym zdaniem problem ankiet jest czysto natury informatycznego projektowania interakcji, student zeby zobaczyc ocene jaka zostala mu wstawiona w systemie najpierw wypelnialby krotka dobrze zaprojektowana ankiete. W ten sposob wyeliminowaloby sie niska frekwencje z jednej oraz uprzedzenia z drugiej strony, moznaby tez wazyc ankiety po ocenach, choc dyskusyjne jak to robic.
    • charioteer1 Re: chamy i tchórze wypełniają anonimy ankiety 03.07.15, 21:46
      Ksiadz profesor mowi o czyms, co dotknelo jego doktorantke i najprawdopodobniej byla to ustawka, wiec mozna przyjac, ze wie, co mowi.
    • flamengista 3 sprawy 03.07.15, 21:58
      1. problem ma charakter zastępczy, to problem masowości i spadającej liczby studentów wobec niżu jest problemem, ankiety są tylko jego pośrednią manifestacją.
      2. problemem jest też metodyka ankietowania - nie chodzący na zajęcia studenci nie powinni mieć prawa oceniania. Ankiety powinny być przeprowadzane "z zaskoczenia" na losowo wybranych zajęciach przez pracowników uczelni. Wykładowca podczas oceniania nie powinien być w sali.
      3. problemem jest także kwestia kompetencji intelektualnych studentów - czy są oni wszyscy w stanie ocenić wartość merytoryczną zajęć? Dlatego ankiety powinny być proste i badać rzeczy obiektywne: punktualność, dostępność wykładowcy etc. A nie "fajność" zajęć.
      • zitterbewegung Re: 3 sprawy 03.07.15, 22:45
        A jakie sa kompetencje doktorow zeby oceniac studentow?,Maja przygotowanie pedagogiczne? Przez profpeda? Powszechnosc testow wyboru i schematyzacji materialu tak zeby zawieral obiektywnie ocenialne "zręby i podstawy" w postaci kruczkow i przecinkow dowodzi raczej braku kompetencji oceniajacych z ktora normalni ludzie ucza sobie radzic poczynajac juz od kluczy odpowoedzi egzaminow gimnazjalnych.

        Hoi polloi, upadekmcuwilizacji i wszedzie glaby i idioci ktorym profesorowie musza serwowac piwo za napiwki.
        • flamengista choćby takie 04.07.15, 21:53
          że doktor teoretycznie powinien być ekspertem w dziedzinie, z którego prowadzi kurs. I powinien mieć większą wiedzę od studenta w tym zakresie.

          Nie chcę jednak wchodzić w głupawe przerzucanie się argumentami na poziomie relatywizmu kulturowego ("moja prawda jest bardziej mojsza niż twojsza").

          Chodzi o to, że młody człowiek może - jeśli uczęszcza regularnie na zajęcia - ocenić punktualność, sumienność, umiejętność przekazywania wiedzy w sposób przystępny, dostępność wykładowcy. Nie umie i nie powinien oceniać czy kurs jest "interesujący" i "przydatny" - bo dla większości studentów taka matematyka czy statystyka na studiach to nudy i męczarnia. Gdyby mogli, woleli by mieć same kursy z negocjacji międzynarodowych, komunikacji międzykulturowej i etyki biznesu.
    • czlowiek.z.makulatury Re: chamy i tchórze wypełniają anonimy ankiety 03.07.15, 23:55
      Najpierw dostałem raka, teraz tylko lekko rzygłem.

      Co Wy mi tutaj wklejacie za piardy umysłowe?

      A ten cytat: "Ten wykładowca, który ma się czym pochwalić w działalności naukowej nie ma się czego obawiać." jest moim zdaniem jednak prawdziwy, mimo iż trąci leninizmem na 100 kilometrów.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka