Dodaj do ulubionych

Sukcesy reform

14.10.25, 16:35
www.youtube.com/watch?v=WpfbMiVmYfc
Obserwuj wątek
    • trzy.14 Re: Sukcesy reform 15.10.25, 19:17
      Dobrycy, jak by to powiedzieć, terrain ahead, terrain ahead, pul up, pull up słychać od kilkunastu lat, ale ktoś przestawił wysokościomierz, żeby ten komunikat wyciszyć i kiedyś to wszystko szlag jasny trafi, bo nie da się wykształcić brakujących nauczycieli takiej, powiedzmy, fizyki, w 5 lat, i jeszcze zachęcić ich do podjęcia pracy w zawodzie.

      Czy ktokolwiek słyszał o "normalnym" szkolnym nauczycielu fizyki? I to z pewnością nie jedyny taki "przedmiot" z nauczycielami dosłownie z łapanki lub takimi, którzy nigdzie indziej stałej pracy nie dostaną.

      Powody są oczywiście różne, ale pensje to tylko jeden z kamyczków.
      • pan.toranaga Re: Sukcesy reform 16.10.25, 10:34
        Szczególnie jeśli chodzi o nauki przyrodnicze, nie wierzę, że przynajmniej na poziomie podstawówki już teraz absolwent chemii nie jest przygotowany do uczenia fizyki, fizyk - matematyki i może informatyki (i to nie na poziomie "załóż konto na gmailu i wyślij mi e-mail"). Nauczycieli należałoby kształcić do nauczania dwu przedmiotów co do zasady. Oczywiście studia nauczycielskie musiałyby wtedy trochę inaczej wyglądać, ale - szczególnie w przedmiotach przyrodniczo-ścisłych bardziej chodziłoby o poszerzenie wiedzy dydaktycznej niż ściśle merytorycznej. Uniwersytet musiałby wtedy oferować studia typu biologia + fizyka, czy historia + WoS (nauki polityczne). W RFN tak to funkcjonuje, z tym, że przedmioty można łączyć dowolnie, znałem człeka, który miał uprawnienia nauczycielskie w zakresie historii i matematyki.
        • trzy.14 Re: Sukcesy reform 16.10.25, 14:31
          Jak to jest. Pan jest laikiem w zakresie pedagogik szkolnej, ja takoż - i doszliśmy do identycznych wniosków. Niemożliwe, żeby w ministerstwie o tym nie wiedzieli. A jednak nie robi się nic, a miejscami - wręcz się cofamy. Kiedyś zdaje się były pomysły, by licencjat wystarczał jako przepustka dla nauczania w gimnazjach, potem *chyba* się z tego wycofano, potem zlikwidowano gimnazja.

          W rzeczywistości licencjat z biologii/chemii//fizyki/matematyki/informatyki itd. z nawiązką starcza do nauczania w szkole podstawowej, w wielu przypadkach - w średniej. Zaryzykuję tezę, że magisterium od licencjatu różni raczej drobniejszy filtr, to znaczy, magistrowie tych nauk mają inne kompetencje społeczne tudzież, ehm..., inteligencję, podejście do życia - niż absolwenci studiów I stopnia. Ale merytorycznie na ostatnich 2 latach studiów nie ma niczego, co potem przydaje się w szkole - nie tylko podstawowej, ale i średniej.

          Tu się więc kłania kształcenie nauczycieli w szkołach wyższych. Wiem, że niegdyś były programy dwuprzedmiotowe, ale to chyba upadło. Nie wiem. Podstawowy problem, z jakichś powodów, to który wydział tym miałby zarządzać. Masakra.

          Może nauczycieli powinno się kształcić w jednostkach pozawydziałowych? Ale jaki interes miałyby wtedy wydziały w utrzymywaniu osobnych zakładów/katedr dydaktycznych? Kwadratura koła. Mam na myśli to, że wtedy takie zajęcia traktowane byłyby jako zajęcia zewnętrzne, a te są na wydziałach traktowane po macoszemu. Trzeba by całkowicie przemodelować tę część uczelni. Po co i za co?
        • sendivigius Re: Sukcesy reform 16.10.25, 21:26
          pan.toranaga napisał:

          W RFN tak to funkcjonuje, z tym, że przedmioty m
          > ożna łączyć dowolnie, znałem człeka, który miał uprawnienia nauczycielskie w za
          > kresie historii i matematyki.

          Ale nie trzeba jezdzic az do Europy - tak to funkcjonuje i w Kentucky i w Iowa i gdzie nie popatrzec. Nauczyciel to jest czlowiek ktory (w najlepszym teoretycznie mozliwym przypadku) ukonczyl jakiekolwiek w sumie studia, czyli normalny college (4 - letni) i potem poszedl na Masters (poltora roku lub 2) z wlasnie nauczania czy pedagogiki czy jak to roznie nazywaja. Z natury rzeczy jest wieloprzedmiotowcem, uczy biologii i fizyki i geografii, ktore tez zreszta sie czesto tak nie nazywaja tylko po prostu "science".

          Tu idzie nie tylko o to ze szkola jest lokalna i nie ma ministerstwa (federalnego) a ci stanowi komisarze tez maja niewielkie uprawnienia, tylko o zrozumienie w spoleczenstwie ze szkola podstawowa i srednia to nie chodzi o wiedze tylko o charakter i socjalizacje. Gdy ktos koniecznie chce byc fizykiem to moze albo sie uczyc sam albo z nauczycielem indywidualnie, bo tu nauczyciel jest do uczenia ucznia a nie od niesienia kaganka. Zuwazcie ze Amerykane na ogol dosc licho wypadaja na roznych miedzynarodowych testach czy olimpiadach przedmiotowych ale Noble to zgarniaja oni.
          • trzy.14 Re: Sukcesy reform 16.10.25, 22:02
            Niewykluczone, że w PL specjalność nauczycielska służyła niegdyś utrzymaniu kadry akademickiej (tzn. żeby kadrze dać robotę) i tak to już zostało.

      • pan.toranaga Re: Sukcesy reform 16.10.25, 10:39
        Myślę, że jeszcze jednym kamyczkiem jest (kochamy to słowo) "prestiż". W czasach, kiedy studiowało może 10% rocznika, nauczyciel, człowiek z wykształceniem, który spędził 4 czy 5 lat w dużym mieście, poocierał się o kluby studenckie i teatry, miał w życiorysie to, czego nie miało pozostałe 90%. Szczególnie "na prowincji". Ci pozostali mogli się czuć lepsi, bo zarabiali więcej, ale co bycie inteligentem, to bycie inteligentem. Teraz, kiedy co drugi idzie na studia, a ten co nie idzie podejmuje w tej materii świadomą decyzję ten piedestał zniknął.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka