Dodaj do ulubionych

doświadczenia poza akademią

02.03.09, 19:22
Macie? Jakie? Jak długie?

Ja zdobywałam przez rok po studiach magisterskich orazprzez całe studia
doktoranckie (i nadal zdobywam). Było to w sumie wynikiem konieczności
życiowej (niskie stypendium na utrzymanie), ale absolutnie nie żałuję, mimo że
spowolniło to moją pracę nad doktoratem. Mam też komfortowe poczucie, że nie
mam ograniczonych mozliwości, i w razie braku ofert na uniwersytetach, mam to
zabezpieczenie, że mogę zarabiac gdzie indziej.

Na dodatek każdą w zasadzie pracę, której się podejmowałam, lubiłam. Może to
jest dowód na niskie wymagania w stosunku do życia, ale nie mam z tym problemu
- im niższe, tym łatwiej o satysfakcję ;-)

Co robiliście poza badaniami, pisaniem, wykładaniem? W czym czulibyście się
pewnie w 'wielkim świecie' poza akademią?
Obserwuj wątek
    • 4wilk Re: doświadczenia poza akademią 02.03.09, 19:25
      webmastering :)))
      • eeela Re: doświadczenia poza akademią 02.03.09, 21:53
        A no proszę, jakie chwytne zajęcie :-) Widma głodu nie ma ;-)
        • 4wilk Re: doświadczenia poza akademią 02.03.09, 22:01
          Niekoniecznie - takich speców jest na pęczki.
    • taktyl Re: doświadczenia poza akademią 02.03.09, 22:29
      Ja takze przez caly okres studiow doktoranckich (ktorych jeszcze nie skonczylam) pracuje na pelny etat (od pewnego czasu pod grozba odejscia z pracy dzialam w firmie na wymuszone pol etatu). Zasadnicze dwa powody to koniecznosc utrzymania sie (nie mam stypendium) oraz fakt ze firma daje solidny pakiet socjalny i (jako ze to linie lotnicze :) mozliwosc prawie darmowego latania po swiecie:]
      To racja ze "normalna" praca bardzo spowalnia pisanie doktoratu. Wzasadzie to takie ciagle bycie miedzy i niepewnosc. Wiem ze nie pisze tak intensywnie jak bym chciala (po 8h godzinach pracy to czasami nie ma sily na nic, a juz najmniej na dzialanosc naukowa), z drugiej w prace zawodowa nie angazuje sie na tyle, zeby "robic kariere". Ciagle mam przekonanie ze w mojej firmie jestem tylko na chwile i ze generalnie juz za niedlugi czas czeka mnie wietlana przyszlosc akademicka (za polowe tego co zarabiam teraz, a i to pewnie jak dobrze pojdzie).
      W pracy uwazana jestem ze ekscentryka i przyklad pozytywnego dziwaka:) ale koledzy mnie aktywnie w doktoratowych trudach dopinguja i wspieraja z szefostwem wlacznie. Na uczelni jest w zasadzie podbnie (praca poza nauka jest tu pewna ekstrawagancja).
      Przez prace mam generalnie poczucie kontaktu z "prawdziwym" zyciem i "prawdziwym" swiatem. Wydaje mi sie, że przez 7 lat studiow zylam pod jakims kloszem i gdybym do pozaakademickiej pracy nie poszla - byloby tak chyba nadal.
      • eeela Re: doświadczenia poza akademią 03.03.09, 01:35
        Wydaje mi sie, że przez 7 lat studiow zylam pod jakims kloszem i gd
        > ybym do pozaakademickiej pracy nie poszla - byloby tak chyba nadal.

        Dokładnie to samo wrażenie miałam po studiach magisterskich, na których moim
        jedynym pozauczelnianym zajęciem było dorywcze dawanie korepetycji. Jest jednak
        spora różnica między dawaniem sobie rady na uniwersytecie a poza nim - są,
        oczywiście, przydatne do szerokiego używania umiejętności, które się nabywa i
        podczas studiów, ale jednak wyjście 'w świat' bardzo się przydaje.
        • 4wilk Re: doświadczenia poza akademią 03.03.09, 02:16
          W niektórych niemieckich uniwersytetach technicznych jawnie oczekuje się od
          aplikującego na stanowisko profesorskie kilkuletniego doświadczenia w przemyśle.
          • niewyspany77 Re: doświadczenia poza akademią 03.03.09, 08:41
            i slusznie. teoretykowac mozna, ale praktyka czesto pokazuje co innego. latwo
            sie o tym przekonac vide wymowne pukanie sie w czerep przez calkiem spore grono
            nauczycieli w odniesieniu do prawd objawionych profesury.
    • dala.tata Re: doświadczenia poza akademią 02.03.09, 23:00
      ja sie od 2 roku studiow utrzymywalem sam. glownie z nauki jezyka angieslkiego w
      przeroznych firmach, szkolach oraz prywatnie. nie cierpialem tego.

      ale lubilem troche kursy dla doroslych. bo sobie stawialem ktore osoby polacza
      sie w pary i przestana przychodzic. bo dla polowy kursantow, kursy to byl sposob
      na znalezienie milosci zycia, dla drugiej polowy sposob na uzasadnione wyjscie z
      domu. nauczyc sie angielskiego chcialy nieliczne jednostki :-)
      • 4wilk Re: doświadczenia poza akademią 03.03.09, 00:10
        ha! Pod tym kątek na to nie patrzyłem. A właśnie dzisiaj wpadła mi w oko pewna
        szkoła niemieckiego na całkiem zadbanym osiedlu...
        • eeela Re: doświadczenia poza akademią 03.03.09, 01:18
          Myślałam, że Ty już masz rodzinę :-)
          • 4wilk Re: doświadczenia poza akademią 03.03.09, 02:21
            I co z tego? Czy na przykład fakt, że mieszkam w Poznaniu oznacza, że nie mogę sie wybrać na fajną sztukę do Wrocławia?

            www.teatrpolski.wroc.pl/archiwum.php?sezon=2007_2008&&id=20najsmieszniejszych
            • eeela Re: doświadczenia poza akademią 03.03.09, 11:32
              Nie traktuję jednakowo ludzi i sztuk teatralnych. Z ludźmi trzeba obchodzić się
              ostrożniej, żeby ich nie ranić - sztuka teatralna w Poznaniu nie poczuje się
              skrzywdzona, kiedy pojedziesz obejrzeć inną we Wrocławiu ;-)
              • 4wilk Re: doświadczenia poza akademią 03.03.09, 12:33
                Po pierwsze, należy zadbać, by się wzajemnie o sobie nie dowiedziały. Sztuki nie
                lubią porównywania.
                Po drugie, niektóre sztuki też się czasami wystawiają na wyjazdach co poznać
                można po wprowadzonych do repertuaru nowych technikach aktorskich.

                • eeela Re: doświadczenia poza akademią 03.03.09, 13:17
                  Nie chcę się wtrącać w Twoje prywatne życie i prywatne zainteresowanie teatrem.
                  W sumie jest mi to obojętne, jak ludzie sobie pod tym względem układają życie -
                  ale ja zdecydowanie preferuję bezpieczną monogamię, jeżeli chodzi o ludzi
                  (teatry lubię zmieniać). Pomijając już moje naturalne skłonności do czepiania
                  się jednego egzemplarza na dłużej, uważam, że występuje za duże ryzyko
                  skrzywdzenia którejś z osób, które się przecież poniekąd lubi ;-)
                  • 4wilk Re: doświadczenia poza akademią 03.03.09, 13:19
                    Poniekąd. I właśnie poniekąd dlatego nie ma się pretensji gdy przez 8 miesięcy
                    wstaje się z łóżka tylko na parę kęsów. Seks zaczął mi wracać nieśmiało po 2 latach.
                    • eeela Re: doświadczenia poza akademią 03.03.09, 13:21
                      Mam wrażenie, że z tą dyskusją powinniśmy się przenieść na inne forum :-)
                      • 4wilk Re: doświadczenia poza akademią 03.03.09, 13:58
                        Mam wrażenie, że w ogóle nie powinno do niej dojść.
    • niewyspany77 Re: doświadczenia poza akademią 03.03.09, 07:39
      ja przed, w trakcie i po doktoracie zajmuje sie belferka. w sumie nie jest to co
      chce w zyciu robic, ale chwilowo jeszcze sie na powaznie nie zaczelem
      interesowac praca na uczelni. jest to robota w ktorej czuje sie dobrze, tych
      kilku uczniow w kazdej klasie dla ktorych tak naprawde pracuje daje mi
      satysfakcje. zarabiam porownywalnie z adiunktem, wiec jedyne in minus to
      permanentny brak czasu. jednak, mimo tego braku czasu udalo mi sie byc obecnym w
      PoP i scholar, w przeciwienstwie do mojego promotora, recenzenta i paru
      'autorytetow' z mojego obszaru zainteresowan.
    • kachna79 Re: doświadczenia poza akademią 03.03.09, 08:30
      Ja doktorat zrobiłam w cztery lata (czyli planowo) z tego przez trzy
      lata uczyłam chemii w gimnazjum (praca na około pół etatu). Nie
      szukałam innego zajęcia, bo zależało mi na terminowym skończeniu
      studiów. Tak przy okazji, jako doktorantka, urodziłam dwoje dzieci.
      Dzięki pracy w szkole otarłam się o "normalny" świat i wypracowałam
      sobie opinię dobrego korepetytora. A jeśli chodzi o dzieci to na
      studiach je "podchowałam" i w miarę sprawnie mogłam podjąć pracę.
      • eeela Re: doświadczenia poza akademią 03.03.09, 11:34
        No to jest opowieść robiąca wrażenie. Doktorat, pół etatu i dwoje dzieci?
        Człowiek czy maszyna, Kachno, przyznaj się? ;-)
        • 4wilk Re: doświadczenia poza akademią 03.03.09, 12:41
          Androidka :)
        • kachna79 Re: doświadczenia poza akademią 03.03.09, 12:58
          eeela napisała:

          > No to jest opowieść robiąca wrażenie. Doktorat, pół etatu i dwoje
          dzieci?
          > Człowiek czy maszyna, Kachno, przyznaj się? ;-)

          Wiesz jak przeczytałam to co napisałam to też się zdziwiłam, ale jak
          widać da się:)
          Tak na serio to przez te cztery lata niewiele spałam (ale sama
          chciałam), a końcówki pisania pracy doktorskiej to wogóle nie
          pamietam. Natomiast sama obrona w natłoku zajęć jakoś mi niemal
          umknęła:)
        • alba.alba Re: doświadczenia poza akademią 05.03.09, 20:54
          eeela napisała:

          > No to jest opowieść robiąca wrażenie. Doktorat, pół etatu i dwoje dzieci?
          > Człowiek czy maszyna, Kachno, przyznaj się? ;-)

          Przy tylu obowiązkach to tu trzeba raczej o poziom doktoratu pytać;)
          • kachna79 Re: doświadczenia poza akademią 06.03.09, 10:29
            > Przy tylu obowiązkach to tu trzeba raczej o poziom doktoratu
            pytać;)

            Widzisz ja zdolna jestem:)
    • carnivore69 Re: doświadczenia poza akademią 03.03.09, 12:04
      Na studiach - glownie korepetycje, a podczas wakacji malowanie biur, tudziez
      ukladanie biznesplanow. Po - poczatek "obiecujacej kariery" w firmie
      audytorskiej, z ktorej jednak zrezygnowalem na rzecz studiow doktoranckich. Od
      tego czasu - brak kontaktu z pozaakademicka rzeczywistoscia ;-)

      Pzdr.
    • niiikaa Re: doświadczenia poza akademią 04.03.09, 21:30
      W czasie studiów (dziennych)od 2 roku pracowałam w biurze. Głównie chodziło o załatwianie różnych rzeczy w urzędach i wypełnianie absurdalnych ilości kwestionariuszy i rozmaitych druków w kilku jednobrzmiących egzemplarzach, ręcznie i koniecznie niebieskim długopisem. Ale zawsze był to jakiś zastrzyk gotówki. W wakacje siedziałam na recepcji/sekretariacie. I mam nadzieję, że nie będę musiała do tego zajęcia wrócić ;)

      Po studiach przez rok pracowałam w laboratorium komercyjnym. Po kilku miesiącach działałam jak automat. Wspominam to jako niezły koszmarek. Przy pierwszej okazji postarałam się o pracę naukową. Po prostu takie zajęcie bardzo spodobało mi się przy robieniu magisterki.
      I mam nadzieję, że w takiej pracy dotrwam do emerytury :)
      • eeela Re: doświadczenia poza akademią 04.03.09, 22:41
        A ja całkiem lubię pracę biurową. Lubię porządkować rzeczywistość oraz pomagać
        ludziom, a tam jest do tego sporo okazji :-)

        Jak policzę, to ładna lista mi wychodzi z tych pozaakademickich zajęć:
        korepetycje, praca w archiwach, praca biurowa, praca biblioteczna, organizowanie
        imprez, advertising ;-) na targach edukacyjnych, małe teksty do czasopism, praca
        na infolinii, a nawet elementy doradztwa personalnego :-)
        • niiikaa Re: doświadczenia poza akademią 05.03.09, 22:00
          Musze przyznać, że praca biurowa dała mi świetne podstawy do utrzymywania porządku w dokumentach. Zwłaszcza jak chodzi o katalogowanie protokołów z doświadczeń. I systematyczne odbębnianie statystyki. Robię na bieżąco i nie czekam na sam koniec doktoratu.

          Ale moja obecna praca daje mi dużo więcej satysfakcji :)
          • eeela Re: doświadczenia poza akademią 06.03.09, 00:47
            > Musze przyznać, że praca biurowa dała mi świetne podstawy do utrzymywania porzą
            > dku w dokumentach. Zwłaszcza jak chodzi o katalogowanie protokołów z doświadcze
            > ń.


            O, to to, organizacja materiału jakoś sprawniej idzie. Nie wiem, może ja jestem
            jakaś mało wymagająca, bo mnie równą przyjemność sprawiają prosta praca biurowa
            i praca naukowa - prawda, że satysfakcja z tej drugiej jest niewspółmiernie
            większa, ale poziom 'lubienia' zajęć w sumie ten sam.
            • niiikaa Re: doświadczenia poza akademią 08.03.09, 19:59
              Zdecydowanie wolę prace w laboratorium. Tylko u mnie to jest takie "prawdziwe" laboratorium - próbówki, pipety, odczynniki (niektóre kolorowe):)

              Jak chodzi o papierkową robotę - statystyka, protokoły doświadczeń etc. to za tym nie przepadam podobnie jak za pracą w biurze.
              Ale gdybym nie mogła kontynuować pracy naukowej po doktoracie to wolałabym wrócić do biura niż do labu usługowego.

              • wedrowiec2 Re: doświadczenia poza akademią 08.03.09, 21:22
                niiikaa napisała:

                > Zdecydowanie wolę prace w laboratorium. Tylko u mnie to jest
                takie "prawdziwe"
                > laboratorium - próbówki, pipety, odczynniki (niektóre kolorowe):)
                >
                > Jak chodzi o papierkową robotę - statystyka, protokoły doświadczeń
                etc. to za t
                > ym nie przepadam podobnie jak za pracą w biurze.


                Musisz polubić, a przynajmniej zaakceptować konieczność starannego
                wykonywania tych czynności. Pamięć jest ulotna, a czasami szczegół
                może zaważyć na losach eksperymentu. Bez statystyki nie ma już pracy
                laboratoryjnej.


                > Ale gdybym nie mogła kontynuować pracy naukowej po doktoracie to
                wolałabym wróc
                > ić do biura niż do labu usługowego.

                Zgadzam się. Usługówka wyjaławia człowieka. Po doktoracie odeszłam z
                uczelni, kilka lat pracowałam w laboratorium usługowym, zrobiłam
                specjalizacje zawodową. Gdy zorientowałam się, że nie ma dalszych
                możliwości rozwoju z płaczem wróciłam na uczelnię;) Z radości
                zrobiłam habilitację w cztery lata:)
                • niiikaa Re: doświadczenia poza akademią 08.03.09, 21:55
                  wedrowiec2 napisała:

                  > Musisz polubić, a przynajmniej zaakceptować konieczność starannego
                  > wykonywania tych czynności. Pamięć jest ulotna, a czasami szczegół
                  > może zaważyć na losach eksperymentu. Bez statystyki nie ma już pracy
                  > laboratoryjnej. <

                  Traktuje to jako bardzo przykrą konieczność. Na szczęście nie trzeba liczyć ręcznie - są odpowiednie programy.

                  > Zgadzam się. Usługówka wyjaławia człowieka. Po doktoracie odeszłam z uczelni, kilka lat pracowałam w laboratorium usługowym, zrobiłam
                  > specjalizacje zawodową. Gdy zorientowałam się, że nie ma dalszych
                  > możliwości rozwoju <

                  Na szczęście pracę komercyjną zaliczyłam tuż po studiach - jak do tej pory nie spotkałam nic bardziej odmóżdżającego.

                  Mam cichutką nadzieję, że po doktoracie znajdę etat i będę mogła zrobić habilitację, a nie dołączę do rzeszy post-doc'ów (jak to napisać? - postdoków), którzy nie wrócili bo nie mieli perspektyw rozwoju w macierzystym kraju.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka