kot_pampasowy
08.03.09, 13:43
Witam, jestem studentką, ale od czasu do czasu podczytuję Wasze forum
i chciałabym Was zapytać, co sądzicie o pewnej sytuacji. Niedawno
szukałam w sieci informacji na temat zagadnienia z jednego z
przedmiotów i znalazłam... dokładną (słowo w słowo) kopię treści
wykładów naszej wykładowczyni w nieco innej opraiwe graficznej.
Autorem był pracownik innej uczelni. Zdziwiłam się, ale szukałam
dalej i znalazłam kolejną kopię, na której jako autor podpisal sie
dr X, pracujący na jeszcze innej uczelni...
Zastanawiam się czy takie praktyki często maja miejsce? W sumie kiedy
się cos umieszcza w necie, to trzeba się liczyć z tym, że może to
posłużyć innym, ale żeby ściągać słowo w słowo i nie napisać choćby
małym druczkiem, że w opracowaniu materiału wspomagałam się wykładami
dra takiego i takiego ... Dodam, że nie mam pewności kto od kogo
ściągał, nie wiem w jakiej kolejności te materiały pojawiały się w
sieci.
Czy takie kopiowanie materiałów dydaktycznych ma taka samą rangę jak
plagiatowanie publikacji? Czy po prostu kilku znających się
wykładowców porozrzucanych po różnych uczelniach pożyczyło sobie
nawzajem slajdy i nie ma się czemu dziwić?
--
A woman tears off her blouse and cries "Make me feel like a woman".
Man tears off his shirt and says "Here, iron this."
;)