Dodaj do ulubionych

Profesor bez namaszczenia

15.07.09, 18:42
"Ironia życia: wyjeżdżam do Szwecji, bo syn sekretarza PZPR dostaje etat na
uczelni, a ja nie. Chcę wrócić 19 lat później, ale moje osiągnięcia się nie
liczą, fory ma syn dziekana - mówi prof. Stanisław Karpiński, biotechnolog,
naukowiec z najwyższym stypendium w Polsce (do 350 tys. zł rocznie na rękę)"

profesor
bez namaszczenia
Obserwuj wątek
    • sendivigius Re: Profesor bez namaszczenia 15.07.09, 19:54
      (bez komentarza)
    • pr0fes0r Re: Profesor bez namaszczenia 15.07.09, 19:55
      Rozumiem problemy prof. Karpińskiego i zdaję sobie sprawę, że ciężko jest wejść
      w "towarzystwo", jakie na nie jednej uczelni istnieje. Ale takie małe erratum:

      "W Polsce zachodni profesor może być zatrudniony najwyżej jako adiunkt."

      To nie jest prawda, instytucja "visiting professor" istnieje również i w Polsce,
      stanowiąc doskonałe wyjście w takiej sytuacji. Znam ludzi, którzy ładnych kilka
      lat na takiej zasadzie są zatrudnieni.
      • charioteer1 Re: Profesor bez namaszczenia 15.07.09, 19:58
        No i co by mu to dalo? Mial zrobic habilitacje na podstawie dorobku uzyskanego w
        Szwecji i zaczac pracowac na profesure?
        • pr0fes0r Re: Profesor bez namaszczenia 15.07.09, 20:01
          A czy ja o tym mówię? Cytowana wypowiedź sprawia wrażenie, jak gdyby w Polsce
          nie dało się zatrudnić zachodniego profesora na przyzwoitych jak na Polskę
          warunkach. A tak nie jest. Tyle.
          • sendivigius Re: Profesor bez namaszczenia 15.07.09, 20:22
            pr0fes0r napisał:

            > A czy ja o tym mówię? Cytowana wypowiedź sprawia wrażenie, jak
            gdyby w Polsce nie dało się zatrudnić zachodniego profesora na
            przyzwoitych jak na Polskę warunkach. A tak nie jest. Tyle.


            Zupelnie ignorujesz caly artykul i wiele innych rzeczy jakie tam
            powiedziano. Byc moze masz racje, byc moze teorerycznie tak
            jest jak mowisz, rzecz jednak w tym ze praktycznie malo kto
            ma ochote i wystarczajacy spiryt aby taka walke podejmowac. O tym
            jest ta mowa.
            • adept44_ltd Re: Profesor bez namaszczenia 15.07.09, 20:45
              hm,walkę? to nie zawsze jest walka, zazwyczaj nie, uczelnie obecnie dostają
              punkty za posiadanie takich profesorów i nawet ich łowią, myślę, że nie każdy ma
              spiryt, bo, pomimo tego, że może zarabiać większe pieniądze niż profesor
              krajowy, to jednak nie są pieniądze takie jak w świecie...
              • salzburg suma sumarum - artykuł jest optymistyczny 15.07.09, 21:27
                - autor prawie jest już profesorem, opuszczając habilitację, i tak powinno być.
                A ze powinien to być proces wymagający to też konieczne i przejść go powinni
                tylko dobrzy a nie każdy jak leci.
            • dala.tata Re: Profesor bez namaszczenia 15.07.09, 21:39
              a to wszystko przez te habilitacje nie sendi? a mozesz mi poweidziec, po jaka
              cholere mialbym wracac? na uczelni zarobic mozna juz w Polsce bardzo niezle. i
              co? i myslisz ze to juz wystarczy? wracac do tych drog rozpieprzonych? do
              urzednikow wiecznie obrazonych? a po co mi to do szczescia. a moze do tych
              adiunktow wiecznie sfrustrowanych, mniej wiecej jak ty?

              pieprzysz niemozebnie. myslisz, ze nawet jak podniosa sie w Polsce pensje do
              sredniej europejskiej (a dlaczego tak mialoby sie stac?) to juz wszyscy Polacy
              wroca? ja mam dzieci urodzone w UK. i co do polskiej szkoly je wysle? no chyba
              bylbym popieprzony. rozumiesz? decyzje powrotu, w moim wypadku po 20 latach, nie
              sa zalezne tylko od twojego 'spirytu' i walki. ja akurat uwazam ze ta walka na
              uczelniach to najmniejszy problem i gdyby tylko to bylo kwestia, wroclibym dosc
              szybko.

              pomijam juz to, ze jezyk polski nie jest na swiecie powszechny i szanse sa ze
              wiekszosc ludzi moze nie przyjechac, bo musialaby wykladac po polsku. nawiasem
              mowiac, problemy z polskim moga miec rowniez polscy uczeni za granica.
              • sendivigius Co poeta mial na mysli? 15.07.09, 23:26
                A moze raczej kogo mial na mysli Karpinski gdy mowil:

                "Pod koniec pobytu w Norwich zastanawialiśmy się z żoną, gdzie
                teraz - do Polski czy do Szwecji? Polska to był nasz dom, ale z
                drugiej strony - ile razy podejmowałem temat powrotu, koledzy w
                kraju pytali z troską: "To co? Nie wiedzie ci się i dlatego
                wracasz?"."


                Dla prawdziwego humanisty nie powinno byc to takie trudne. Dla mniej
                zaawansowanych wskazowka (*).

                .........

                (*)

                dala.tata napisał:

                ...wiecznie sfrustrowanych, mniej wiecej jak ty?
                ... pieprzysz niemozebnie.
                • dala.tata Re: Co poeta mial na mysli? 15.07.09, 23:34
                  masz dar do priorytetyzowania.

                  a nad twoim losem podejmujacym ten trudny temat (ilez to razy!) zadumam sie.
                • adept44_ltd Re: Co poeta mial na mysli? 15.07.09, 23:47
                  Sendi, błagam, walnij egzegezą, co???
                  • sendivigius Re: Co poeta mial na mysli? 16.07.09, 03:04
                    adept44_ltd napisał:

                    > Sendi, błagam, walnij egzegezą, co???

                    U mnie w domu sie takich slow nie uzywa :)
                    • adept44_ltd Re: Co poeta mial na mysli? 16.07.09, 09:39
                      ech, dom spokojny, dom wesoły ;-)))
            • pr0fes0r Re: Profesor bez namaszczenia 15.07.09, 22:53
              sendivigius napisał:

              > Zupelnie ignorujesz caly artykul i wiele innych rzeczy jakie tam
              > powiedziano. Byc moze masz racje, byc moze teorerycznie tak
              > jest jak mowisz, rzecz jednak w tym ze praktycznie malo kto
              > ma ochote i wystarczajacy spiryt aby taka walke podejmowac. O tym
              > jest ta mowa.

              A co mnie to obchodzi, od marudzenia i dopieprzania się do wszystkiego mamy na
              tym forum Ciebie. Odniosłem się do konkretnego fragmentu tekstu, a że Tobie to
              przeszkadza, bo wolałbyś sobie ponarzekać na habilitację, to problem Twój, a nie
              mój.
              • sendivigius Re: Profesor bez namaszczenia 16.07.09, 03:13
                Ale odniosles sie w sposob calkowicie abstrakcyjny a ja zwrocilem
                uwage ze miedzy tym co jest w prawie zapisane a tym co sie dzieje w
                praktyce czesto bywa przepasc. Przekonalo sie o tym wielu, na
                przyklad ci co za PRLu brali na serio wolnosc slowa.

                pr0fes0r napisał:

                od marudzenia i dopieprzania się do wszystkiego mamy na
                > tym forum Ciebie.


                Obiecuje nie zawiesc.
      • dala.tata Re: Profesor bez namaszczenia 15.07.09, 21:28
        o ile rozumiem, czeka on na profesure tytularna. i to bez habiliatacji!
      • mr_kagan Re: Profesor bez namaszczenia 15.07.09, 21:40
        Visiting Professor to po naszemu profesor wizytujacy, czyli
        stanowisko tymczasowe, niestale i przejsciowe, zakladajace, ze jego
        posiadacz ma stala prace w innej, najczesciej zagranicznej uczelni...
        • adept44_ltd Re: Profesor bez namaszczenia 15.07.09, 21:58
          bardzo ładnie, Lesiu, jednak cię nie doceniałem wcześniej...
          • mr_kagan Re: Profesor bez namaszczenia 15.07.09, 22:00
            Milo mi...
            • adept44_ltd Re: Profesor bez namaszczenia 15.07.09, 22:28
              cała przyjemność po mojej stronie i aż żałuję, że nie zdążyłem przeczytać
              twojego świeżo skasowanego posta...
              • mr_kagan Re: Profesor bez namaszczenia 15.07.09, 22:30
                Nie moja wina, ze dalatata jest az taka szybka!
                • charioteer1 Re: Profesor bez namaszczenia 15.07.09, 22:33
                  I cale szczescie, ze jest. Na forum Nauka zapaskudziles juz caly watek. Wystarczy.
                  • adept44_ltd Re: Profesor bez namaszczenia 15.07.09, 22:38
                    Dalatata być szybka, Kagana nie nadążać...
    • eni.huso Re: Profesor bez namaszczenia 16.07.09, 08:52
      wszystko pieknie, nawet zazdroszcze tym pracownikom stypendium za 5 tys + pensja
      (ktos slyszal o konkursach?), tylko dlaczego facet ma takie cisnienie na ekran.
      Podobno jeszcze 2 osoby dostaly to stypendium i jakoś o nich nie slychać. Nie sa
      tak przebojowe? czy sa po prostu normalne?
      • niewyspany77 Re: Profesor bez namaszczenia 16.07.09, 10:40
        konkursach? hm, facet kompletuje zespol wg wlasnego widzimisie, wiec czemu
        mialyby byc konkursy?
        • eni.huso Re: Profesor bez namaszczenia 16.07.09, 16:15
          w regulaminie tego typu stypendium tak jest i chyba jakas ustawa tez to przewiduje?
          • niewyspany77 jest konkurs 17.07.09, 18:43
            dzisiejsza wyborcza, strona 6.
            • dala.tata Re: jest konkurs 17.07.09, 18:55
              fajnie ze jest konkurs. jednak pensja dla post-doca w wysokosci 5K miesiecznie
              jest dla mnie problemem. czym sie roznia ci mlodzi adiunkci od calej reszty
              adiunktow, ktorzy o takiej forsie moga soebie pomarzyc? i nie przekonuje mnie to
              ze oni to ci najlepsi. jak porownac ich z historykami, polonistami, socjologami
              czy psychologami? nie podoba mi sie to. jak dla mnie to jest takie pokazowe nie
              wiem co.

              jesli idzie o pensje dla gwiazdy, czyli profesora, nie mam zadnych problemow z nia.
              • eni.huso Re: jest konkurs 17.07.09, 19:29
                ale te pensje chyba sa w regulaminie (tego welcome) ustalone, a nie ze prof
                (szwedzki) K. sam ustalal ich wysokosc...
                Ostatnio, bylo kilka konkursow w branży biologicznej(z okazji wielkich grantow
                UE) i takie styp/pensja dla doktora to norma. I nie wiem czy to duzo, bo dla
                magistrantow w ramach powyzszych proponowali 1000 zł, tyle co sr ma doktorant, a
                dla doktoranta 2000.

                ja jeszcze nie mam wyrobionego stosunku ;). Moge tylko powiedziec ze takie
                powinny byc normalne pensje :P

                • dala.tata Re: jest konkurs 17.07.09, 20:13
                  ja tez mysle ze to regulamin, nie zmienia to faktu, ze mi sie nie podoba, ze
                  jeden adiunkt na uczelni bedzie zarabial 2 razy wiecej niz drugi. nie dlatego ze
                  sa superowi, najlepsi (z tym nie mialbym zadnych problemow), ale daltego, ze
                  akurat beda mieli szczescie ze sa w tej specjalizacji, w ktorej pracuje gwiazda.
                  • ford.ka Re: jest konkurs 17.07.09, 20:46
                    A ja nie mam z tym żadnego problemu - jeśli na uczelni pojawi się
                    kilku facetów zarabiających prawie normalne pieniądze, których
                    źródło pochodzenia jest powszechnie znane i każdy ma szanse się o
                    nie ubiegać, to może to tylko zachęcić pozostałych do pracy i starań.
                    Urawniłowkę już przerabialiśmy ze znanym skutkiem. Gdyby to była
                    urawniłowka na poziomie 50 tys. funtów rocznie, pewnie bym się z
                    kolegą profesorem zgodził, ale na poziomie 5 tys. funtów na rękę to
                    naprawdę niepoważne.
                    Specjalizacja nie spada z nieba - jak ktoś idzie na kroatystykę to
                    zwykle ma świadomość tego, że jego kolega z anglistyki będzie więcej
                    zarabiać - wybiera się ją świadomie. Jak ktoś dokonuje takich
                    wyborów, kierując się wysokością pensji, naukę omija szerokim łukiem
                    i tyle.
                    • dala.tata Re: jest konkurs 17.07.09, 20:55
                      ale ja wlasnie jestem bardzo za zniesieniem urawnilowki - uczciwe zroznicowanie
                      pensji byloby fantastyczne, a w polska nauke wprowadziloby ogien konkurencji!
                      swietne! tyle ze niech zniosa urawnilowke dla wszystkich! a nie akurat teraz dla
                      genetykow, a za chwile dla 7 fizykow, a potem dla 9 chemikow.

                      to co sie teraz dzieje, to jak wprowadzenie ruchu prawostronnego w UK, ale tylko
                      dla ciezarowek ciezarowek wyrpodukowanych w 2009 roku w Birmingham. zupelny bezsens.
                      • ford.ka Re: jest konkurs 18.07.09, 11:46
                        Problem polega na tym, że żadnej urawniłowki już nie ma przynajmniej
                        na skalę całej nauki. Widełki pozwalają na różnice sięgające 75%
                        (ok. 2800-4900 brutto dla adiunkta, wyżej różnica może być jeszcze
                        większa), ale zależy to nie od dorobku czy zasług tylko różnych mało
                        widocznych spraw. Adiunkt na wydziale prawa może dostawać o wiele
                        wyższą pensję plus możliwość dorobienia na miejscu niż adiunkt
                        filologii klasycznej, bo ten pierwszy ma kilka tysięcy płatnych
                        studentów a ten drugi zero takowych. Ale z ich dorobkiem, talentem,
                        wiedzą, czy co tam jeszcze byśmy chcieli oceniać, nie ma to nic
                        wspólnego.
                        Tutaj pojawia się szansa zarabiania więcej za to, że się podejmie
                        ryzyko (bo zatrudnienie jest na konkretny okres, a potem trzeba
                        będzie znaleźć następne) i wykaże czymś ponadprzeciętnym.
                        Twoje porównanie do zmiany na ruch prawostronny jest kompletnie
                        nietrafione - nikt się z takimi zderzać nie będzie, a za to pojawi
                        się konkretny dowód na to, że za szczególną pracowitość można mieć
                        konkretną nagrodę tu i teraz a nie w niebie/po habilitacji/po
                        belwederze/inne. W Bogu nadzieja, że przynajmniej niektórzy zdołają
                        nie tylko spoglądać na "bogaczy" z zawiścią, ale pozazdroszczą im i
                        wezmą się do roboty.
                        • dala.tata kto wie? kto zna? 18.07.09, 11:59
                          widelki nie sa wcale wskazznikiem zroznicowania, a zroznicowanie miedzy
                          wydzialami to nie zadna konkurencja.

                          nie znam instytutu, w ktorym roznicuje sie zarobki pracownikow w zaleznosci od
                          dorobku, poziomu aktywnosci itd itp. ale moze mialem pecha.

                          moze ktos jednak zna?
                          • pr0fes0r Re: kto wie? kto zna? 18.07.09, 12:35
                            dala.tata napisał:

                            > nie znam instytutu, w ktorym roznicuje sie zarobki pracownikow w zaleznosci od
                            > dorobku, poziomu aktywnosci itd itp. ale moze mialem pecha.

                            Znam miejsca, gdzie najaktywniejsi dostają dodatki, skromne bo skromne, i
                            nieliczne, ale znam.

                            Natomiast znam więcej miejsc, w których bieżące finansowanie badań uzależnione
                            jest od aktywności naukowej.
                            • dala.tata Re: kto wie? kto zna? 18.07.09, 12:44
                              finansowanie dzialalnosci naukowej to co innego, nawet jesli pozytywne.

                              rozumiem ze skromne dodatki to nie rozpietosc widelek rzedu 2.5 i 5K.
                              • ford.ka Re: kto wie? kto zna? 18.07.09, 12:53
                                Oczywiście, że nie, ale na co liczyć, jeśli dotacja państwowa
                                wystarcza do początka października, a na wypłacanie pensji do końca
                                roku wydział musi sobie sam zarobić. Jeśli mamy wydział, który ma
                                produkt rynkowy, może dać dodatki przez cały rok, jeśli wydział jest
                                biedny, dodatków niet.
                              • pr0fes0r Re: kto wie? kto zna? 18.07.09, 13:10
                                dala.tata napisał:

                                > rozumiem ze skromne dodatki to nie rozpietosc widelek rzedu 2.5 i 5K.

                                2.5K to są trzy stypendia doktoranckie. Żaden wydział nie zdecyduje się na
                                wypłatę dodatku jednemu pracownikowi, skoro może za tę samą kwotę przyjąć trzech
                                doktorantów.
                                • dala.tata Re: kto wie? kto zna? 18.07.09, 14:05
                                  jednak bez wzgledu na uzasadnienie, postulowany przez forda.ka brak urawnilowki,
                                  mozemy wlozyc miedzy bajki. tak jak zreszta sadzilem.
                          • matdokt Re: kto wie? kto zna? 18.07.09, 15:01
                            dala.tata napisał:

                            > nie znam instytutu, w ktorym roznicuje sie zarobki pracownikow w zaleznosci od
                            > dorobku, poziomu aktywnosci itd itp. ale moze mialem pecha.
                            >
                            > moze ktos jednak zna?

                            U mnie w Instytucie oraz w PANie sa tzw. aneksy (premie) za opublikowanie prac w
                            najlepszych czasopismach. Premie sa od 20% do 40% pensji.
                            • dala.tata Re: kto wie? kto zna? 18.07.09, 16:04
                              zaiste chwalebne to. jednak premia to premia, nie jest to platnosc kontraktowana
                              i jest niesystematyczna. nawet w tym instytucie nie publikujesz takich tekstow
                              co miesiac.

                              mnie idzie o zroznicowanie pensji. a zatem o comiesieczne uznanie, ze X jest
                              lepszy od Y.
                              • ford.ka Re: kto wie? kto zna? 18.07.09, 17:03
                                A ja Ci raz jeszcze tłumaczę, że te funkcję spełniają stałe dodatki
                                do pensji, które tam i sam się pojawiają. Oczywiscie, zwykle w
                                niezbyt imponujących kwotach, bo trudno o imponujące, kiedy nie ma
                                na wypłacanie pensji na poziomie minimum. I mówimy tu nie o minimum
                                ustalonym w ustawie tylko o minimum z rozporządzenia ministerstwa.
                                Większość dziekanów się nie odważy dać podwyżki, bo w sytuacji
                                krytycznej (co u nas chroniczne) dodatek można cofnąć a podwyżki
                                nie.
                                Nie dotyczy to dziekanów z mniej centralnych ośrodków, do których
                                już dotarło, że jak chcą mieć kadrę, muszą jej zapłacić. Kilka razy
                                słyszałem, ale nie mam możliwości tego sprawdzić, że UW średnio
                                płaci najmniej w Polsce, ale UJ bohatersko walczy o palmę
                                pierwszeństwa, bo sam zaszczyt pracy na największym/najstarszym
                                uniwersytecie powinien wystarczyć.
                                • dala.tata Re: kto wie? kto zna? 18.07.09, 19:21
                                  widocznie ja po prostu nie rozumiem co to sa stale dodatki. i wlasnie mi o to
                                  chodzi: podwyzki pensji nie mozna cofnac. wlasnie o to idzie! a dziekan nie boi
                                  sie finansowo, tylko trzesie dupa ze za chwile podniesie sie raban, ze wszyscy
                                  sa swietni. a dziekan chce miec swiete zycie.

                                  ja nie specjalnie rozumiem jak mozna nie miec na pensje, jelsi mozna pensje
                                  roznicowac. jednem dac absolutne minimum innemu nie.

                                  ale ja wiem, ja nie rozumiem.
                                  • ford.ka Re: kto wie? kto zna? 19.07.09, 02:35
                                    > ja nie specjalnie rozumiem jak mozna nie miec na pensje, jesli
                                    mozna pensje roznicowac. jednem dac absolutne minimum innemu nie.

                                    W czynie spolecznym wyjasniam, dlaczego nie ma i nie bedzie
                                    pieniedzy na roznicowanie pensji na zadnym wydziale
                                    jezykowym/jezykoznaczym i kazdym innym, gdzie do uczenia potrzebne
                                    sa konkretne kompetencje a nie dobre checi (doktoranci) czy dorobek
                                    naukowy (habile).
                                    Pieniadze na pensje przyznaje sie wg stanu kadry. Upraszczajac i to
                                    bardzo - za jednego doktora jeden punkt, za dr haba dwa za belwedera
                                    trzy. Masz po jednym z kazdej z tych grup, dostajesz szesc punktow
                                    razy, powiedzmy, trzy tysiace. Za magistra zero, bo magistrzy maja
                                    byc studentami doktorantami i wtedy z tego paragrafu nalezy sie kasa
                                    dla wydzialu. Na studiach jezykowych znaczna czesc kursow to zajecia
                                    jezykowe (surprise, surprise) do ktorych prowadzenia nie potrzeba
                                    doktorow czy profesorow (zreszta nie ma tego w nadmiarze, wiec
                                    rozpatrywanie takiej opcji ma charakter czysto akademicki), bo
                                    magister lektor wystarcza, a czasami wrecz jest lepszy (jezykowo).
                                    Tyle ze na takiego magistra minister nie daje ani grosza, bo
                                    powinien byc doktorantem (a ma prawo nie chciec, o tym juz
                                    debatowalismy), czyli z kasy na pensje dla innych trzeba mu jakos
                                    wykroic, bo za darmo choroby robic nie chca. Jak sie juz wykroi na
                                    tych magistrow, bez ktorych trzeba by ten cyrk zamknac, dla
                                    wszystkich na caly rok nawet po minimach juz nie starcza.
                                    Wiec jak czasem jest troche pieniedzy (z wieczorowych, zaocznych,
                                    podyplomowych etc.) mozna dac dodatki tym, ktorzy sie troche
                                    bardziej staraja, ale jako ze nie ma na to stalej i przewidywalnej
                                    kasy (i bedzie jej raczej mniej niz wiecej) zaden myslacy dziekan
                                    nie da podwyzek, ktore wiazalyby mu rece na stale.
                                    Ale tak w ogole to ja sie zgadzam - wiem to wszystko, ale ku#wa nie
                                    rozumiem, jak tak mozna.
                                    • dala.tata Re: kto wie? kto zna? 19.07.09, 10:09
                                      ja ten system znam. on niestety nie wyjasnia wcale dlaczego nie ma zroznicowania
                                      pensji. ale spoko.
                                      • ford.ka Re: kto wie? kto zna? 19.07.09, 15:28
                                        Razu pewnego Napoleon ze swoimi generałami zastanawiał się, jak
                                        pokonać wroga w nadchodzącej bitwie. Jeden z generałów zaproponował,
                                        by na początek zbombardować pozycje wroga. Napoleon odparł krótko -
                                        Przede wszystkim nie mamy armat.
                                        Jak nie ma kasy na wypłacanie pensji na poziomie minimum narzuconym
                                        ale nie sfinansowanym przez ministerstwo, to na dodatki też zwykle
                                        nie ma. Chyba że w jakimś równoległym wszechświecie. Opowiedz nam
                                        może o tym, jak to w UK dziekani w nosie mają swoje budżety, żeby
                                        tylko odpowiednio dopieścić wybitnych podwładnych. Możesz też
                                        dorzucić, że nie ma sensu dawać więcej pieniędzy na naukę, bo
                                        wszystko zostanie zmarnowane.
                                        • dala.tata Re: kto wie? kto zna? 19.07.09, 15:40
                                          najwyrazniej masz ochote sie poklocic. a mi sie nie chce. ale chetnie poczytam,
                                          jak ci bardzo zle i obiecuje ze bede stosownie kiwal glowa dumajac nad twym losem.

                                          a co do budzetow w UK,to my po prostu nie dostajemy 1000 funtow za promowanie,
                                          czy 500 za recenzje doktoartu, nie dostajemy dodatkowej kasy za tysiac rzeczy,
                                          ktore uznano za nieco wychodzace poza to, czym moze sie zhanbic uczony polski. u
                                          nas tez nie ma nadgodzin, kasy za zaocznych, podyplomowych, wieczorowych. my to
                                          wszystko robimy w ramach etatu, ktory nominalnie wynosi zazwczyaj dwukrotnosc
                                          polskiego (pisze nominalnie: bo mechanizmy liczenia godizn sa rozne na roznych
                                          uczelniach i niektore wliczaja dyzury do pensum a inne nie).

                                          ale trzymajmy sie tego, ze to nam jest fantastycznie dobrze, a wam wy jestescie
                                          w przedsionku piekla.
                                          • ford.ka Re: kto wie? kto zna? 19.07.09, 17:33
                                            Trochę się pogubiłem... Jakoś tak się składa, że nie jestem
                                            beneficjentem wszystkich tych cudownych dóbr (wyjąwszy czasem 60PLN
                                            minus podatki za recenzje zaocznych), więc nie mam pojęcia, dlaczego
                                            stawiasz mnie w roli obrońcy całego tego burdelu.
                                            Podobno dżentelmeni nie dyskutują o faktach, więc nie widzę też pola
                                            do dyskusji czy kłótni w stwierdzeniu, że w sytuacji kiedy budżet
                                            jednostki nie wystarcza na finansowanie płac na poziomie narzuconego
                                            z zewnątrz minimum, nie ma miejsca na jakiekolwiek ich różnicowanie -
                                            nikomu nie wolno zapłacić poniżej minimum, a środków na płacenie
                                            powyżej brak. Do większości rozwiązań poza zwiększeniem finansowania
                                            z budżetu stosują się odpowiednie przepisy Kodeksu Karnego.
                                            Na brytyjskich uczelniach nie ma pieniedzy za zaocznych,
                                            wieczorowych etc, poniewaz UK nie wpadlo na genialny pomysł, że nie
                                            trzeba wcale finansować szkolnictwa wyższego choćby na poziomie
                                            ustalonego przez siebie minimum, a starczy uchylic wolny rynek, a
                                            wtedy samo na siebie zarobi. Parlament UK nie wymyslil czegos
                                            takiego, zeby najpierw ustawa uchwalic minimalne stawki dla
                                            pracownikow nauki, a nastepnie rozporzadzeniem wprowadzic stawki na
                                            poziomie 50% minimow ustawowoych. Nawet Maggie Thatcher (znana w
                                            pewnych kręgach jako złodziejka mleka) na to nie wpadla.
                                            A tak z ciekawostek: mechanizmy liczenia godzin właśnie zaczynają
                                            się pojawiać. Rada mojego wydziału wymyśliła, że za każdego
                                            wypromowanego magistra należy się odliczenie 4 godzin od pensum, ale
                                            nie więcej niż 20 godzin łącznie. Bardzo jestem ciekaw, jak to
                                            zadziała w praktyce.
                                        • profzwdrhab Re: kto wie? kto zna? Bonaparte! 19.07.09, 16:22
                                          Napoleon to akurat mial armaty. Anegdota polegala na czym innym -
                                          Napoleon zapytal sie byl onegdaj burmistrza pewnego europejskiego
                                          miasta, czemu jego (Napoleona) wjazd tamze nie zostal uczczony
                                          zwyczajowym salutem armatnim, na co burmistrz zaczal sie tlumaczyc:
                                          po pierwsze, Sire, to nie mamy armat, i w tym momencie Cesarz
                                          sie usmiechnal i powiedzial, ze dalej sie nie trzeba tlumaczyc...
                              • matdokt Re: kto wie? kto zna? 18.07.09, 18:58
                                dala.tata napisał:

                                > i jest niesystematyczna. nawet w tym instytucie nie publikujesz takich tekstow
                                > co miesiac.

                                premie sa ustalane na rok, tzn. raz w roku patrza sie na twoje publikacje i na
                                najblizszy rok masz odpowiednia premie

                                Z rozmow w ludzmi wiem, ze bardzo podobnie jest w USA.
                                • dala.tata Re: kto wie? kto zna? 18.07.09, 19:24
                                  to akurat wyglada na duzo sensowniej niz myslaem. systemu USA nie warto
                                  porownywac. inna bajka.natomiat jest cos nienormalnego w tym, ze ludzie ktorzy
                                  maja nieporownywalne dorobki maja te same pensje. jak juz poweidzial ford.ka:
                                  premie mozna zabrac.
                                  • matdokt Re: kto wie? kto zna? 18.07.09, 22:41
                                    dala.tata napisał:

                                    > to akurat wyglada na duzo sensowniej niz myslaem. systemu USA nie warto
                                    > porownywac. inna bajka.natomiat jest cos nienormalnego w tym, ze ludzie ktorzy
                                    > maja nieporownywalne dorobki maja te same pensje. jak juz poweidzial ford.ka:
                                    > premie mozna zabrac.

                                    Mała poprawka: w mojej dziedzinie patrzy się na dorobek z ostatnich trzech lat
                                    przy ustalaniu premii, bo w matematyce od wysłania do wydrukowania, czy choćby
                                    zaakceptowania (nawet w super czasopiśmie) może minąć rok-dwa.

                                    I w praktyce może być tak, ze super-profesor z dużym dorobkiem może mieć niższy
                                    dodatek od młodego adiunkta tuz po doktoracie.
                                    • dala.tata Re: kto wie? kto zna? 18.07.09, 23:09
                                      jestem zbudowany!
                          • sendivigius Re: kto wie? kto zna? 18.07.09, 19:32
                            dala.tata napisał:

                            > widelki nie sa wcale wskazznikiem zroznicowania, a zroznicowanie
                            miedzy wydzialami to nie zadna konkurencja.
                            >
                            > nie znam instytutu, w ktorym roznicuje sie zarobki pracownikow w
                            zaleznosci od dorobku, poziomu aktywnosci itd itp. ale moze mialem
                            pecha.
                            >
                            > moze ktos jednak zna?


                            Tak, to prawda, jedno i drugie.

                            Mimo mojej sympatii dla sprawy tez uwazam ze nadmierne zroznicowanie
                            rodzi wiecej patologii niz naprawia. Powoduje tak naprawde ze system
                            staje sie nieprzewidywalny, staje sie w stylu "ten sie zalapie, ten
                            sie nie zalapie". W efekcie utrwala przekonanie ze najwazniejszy
                            jest fuks a nie systematyczna i solidna praca. Od tego sie nikomu
                            nie zachce pracowac, wrecz przeciwnie.
                            • dala.tata Re: kto wie? kto zna? 18.07.09, 20:39
                              definiuj nadmierne.
                              ale rozumiem o co chodzi. ja jestem na performance related pay: publikuje, mam
                              granty, dostaje podwyzke. nie, to nie. wszystko jest przejrzyste, proces mozna
                              zaskarzyc. dopoty dopoki jest tak, nie widze problemow.

                              natomiast, zupelnie nie widze sesnownosci w tym, zeby wszyscy zarabiali tyle
                              samo. system premii jest ok, pod warunkeim ze nie mozna go cofnac.
                              • sendivigius Re: kto wie? kto zna? 18.07.09, 21:39
                                dala.tata napisał:

                                > definiuj nadmierne.

                                Na przyklad sa tutaj:

                                chronicle.com/stats/aaup/ratingscale/2009aaupratingscale.htm
                                Rozrzut jest niewielki, mimo ze status naukowy jest bardzo rozny. Na
                                dodatek te dane nalezy jeszcze bardziej splaszczyc poprzez
                                przeskalownie ich wedlug kosztow zycia w roznych miastach i
                                miasteczkach. To bardziej roznicuje zarobki niz inne czynniki.


                    • sendivigius Re: jest konkurs 18.07.09, 19:48
                      ford.ka napisał:

                      > Urawniłowkę już przerabialiśmy ze znanym skutkiem.


                      Przerabialismy tez stachanowcow-przodownikow pracy i 400% normy...
                      ze skutkiem jeszcze bardziej oplakanym.
                  • eni.huso Re: jest konkurs 17.07.09, 21:18
                    nie tyle sa w specjalizacji, co np. akurat skonczyli doktorat i nie mieli co ze
                    soba zrobic, np. mieli kontrakt na rok, wiec korzystaja z szansy.
                    mysle ze tacy co maja etaty na stale raczej nie beda sie porywac na 5
                    tys/miesiecznie na 3 lata. No chyba ze maja to szczescie ze sa z tego uniwerku.
                    lub chyba ze mozna pogodzic prace na jednym z praca na drugim...
                    • sendivigius Re: jest konkurs 18.07.09, 19:36
                      eni.huso napisała:

                      ...No chyba ze maja to szczescie ze sa z tego uniwerku. lub chyba
                      ze mozna pogodzic prace na jednym z praca na drugim...


                      Ja z kolei mysle ze pan Karpinski jest z innej bajki i nie pozwoli
                      nikomu na "lewizny". Jesli choc tyle wniesie do zycia szkol wyzszych
                      w Polsce to juz sie zasluzyl.
            • eni.huso Re: jest konkurs 17.07.09, 19:30
              to może zeskanuj.... dla dobra ogółu i rozpowszechnij :)

              (ciekawe jak małe....)
              • niewyspany77 prosze bardzo 17.07.09, 22:34
                konkurs
                • ford.ka Re: prosze bardzo 18.07.09, 11:35
                  Ja tam na starość ślepnę, ale tam jest dwa razy napisane prof. dr
                  hab. Stanisław K. Dostał habilitację i nawet tego nie zauważył? Czy
                  ja też tak mogę?
                  • eni.huso Re: prosze bardzo 18.07.09, 13:50
                    ford.ka napisał:

                    > Ja tam na starość ślepnę, ale tam jest dwa razy napisane prof. dr
                    > hab. Stanisław K. Dostał habilitację i nawet tego nie zauważył? Czy
                    > ja też tak mogę?

                    no naprawde, jak mozna przegapic tak wazny moment z zycia prof (szwedzkiego) K,
                    ktory to zrobil hab w Szwecji ;)
      • charioteer1 Re: Profesor bez namaszczenia 16.07.09, 11:16
        eni.huso napisała:

        > tylko dlaczego facet ma takie cisnienie na ekran.

        Dlatego, ze jak go ukarali degradacja do asystenta, to nie wytrzymal i napisal
        do gazety. Dlatego, ze gdyby nie to stypendium, to juz by go w Polsce nie bylo.
        Dlatego, ze jest nienormalny, bo nie chcial w Polsce robic habilitacji.
        • adept44_ltd Re: Profesor bez namaszczenia 16.07.09, 11:21
          histeryzujesz, Chario... ;-)
    • ford.ka Re: Profesor bez namaszczenia 16.07.09, 15:52
      Gdyby ten facet odrobinę bardziej potrafił się cieszyć własnymi
      sukcesami, pewnie by go aż tak nie gonili. Z mnóstwem padających tu
      stwierdzeń się zgadzam, a jednak po tym wywiadzie pozostał mi pewien
      niesmak.
      Facet to jeden z tych, co to mu się nawet byk ocieli. Czego nie
      dotknie to sukces (do którego dochodzi własną ciężką pracą,
      podkreślam). Co mu rzucą kłodę pod nogi, to sobie z niej potrafi
      wystrugać czółno i popłynąć nim do Ameryki. A z wywiadu płynie
      hodowane od lat i pracowicie podlewane (jak na biologa przystało)
      rozgoryczenie. Nie zatrudnili go w PRL? I Bogu dzięki, bo by do
      śmierci pajęczyn z włosów nie wyczesał, który by się pojawiły w
      czasie czekania na odczynniki i sprzęt. Osiągnąłby jakiś promil
      tego, co osiągnął, gdyby u nas został? Na pewno nie. Ale po
      ćwierćwieczu musi przypomnieć o swojej martyrologii.
      Momentami ta martyrologia budzi niepokój o zdrowie psychiczne
      profesora. Właściwie po co robił na złość wykładowcy od PW? Myślał,
      że go przekona do swoich racji? Na dziewczynach chciał zrobić
      wrażenie, że taki chojrak? Pytanie do wykładowców - co byście
      pomyśleli o studencie, który siedem razy przynosi ten sam referat i
      odmawia wniesienia poprawek, bo mu na to nie pozwalają poglądy
      polityczne i n.p. stwierdzałby w nim, że antykoncepcja zabija,
      marksizm zwycięży, względnie że Polską rządzi homoseksualno-żydowska
      mafia a Wałęsa to agent NKWD (proszę sobie tu wstawić dowolny
      powszechny w naszym kraju pogląd, który uważacie za bzdurny)? A na
      koniec jeszcze by na was nawrzeszczał... Piszę to z miasta, które
      wygląda tak, jak wygląda, dzieki twórczej realizacji koncepcji
      narodowowyzwoleńczych AK, więc chyba wiem, co mówię.
      Miejscami robi się bardzo śmiesznie. Zatrudniają go w Sztokholmie,
      ale też źle, bo go koledzy nie potrafią odpowiednio docenić.
      Dwadzieścia lat tam siedzi i nie zauważył, że to taka szwedzka
      uroda. Nie znam kraju, w których czystą i szczerą miłością darzono
      by lepszych od siebie cudzoziemców. Naginają dla niego przepisy,
      żeby dostał belwedera z pominięciem wszelkich wymogów formalnych,
      też źle, bo powinni dać mu z marszu na lotnisku, jak tylko ucałował
      ziemię ojczystą.
      Krótko mówiąc - na pewno wielki naukowiec, ale człowiek jeden z
      tych, z którymi się lepiej nie spotykać ani prywatnie ani
      oficjalnie. I jakoś tak nie potrafię bez zastrzeżeń potępić tych,
      którzy nie chcieli z nim pracować... Ja też chyba wolałbym tej
      przyjemności uniknąć.
      • charioteer1 Re: Profesor bez namaszczenia 16.07.09, 15:57
        Czyzbys planowal skonczyc z opowiadaniem na forum o swojej martyrologii?
      • sendivigius Re: Profesor bez namaszczenia 16.07.09, 16:57
        Nie powiem fordzie, ale juz dawno zaden post nie dal mi tyle do
        myslenia co twoj. Rzecz jasna, uwazam ze facet ma racje w kazdym
        punkcie na ktory sie wypowiada i zawsze postepowal slusznie i
        godnie, ale tymczasem jest odbierany jako frustrat co obnosi sie ze
        swoja martyrologia.

        I tak wymyslilem, ze moze wlasnie sa takie czasy. Pisal klasyk, ze
        bywaja czasy gdy jak ktos mowi 2+2=4 jest uwazany za wariata. Moze
        wlasnie takie sa w tej nowej POlsce.

        ..........
        ps

        ford.ka napisał:

        Właściwie po co robił na złość wykładowcy od PW? Myślał, że go
        przekona do swoich racji? Na dziewczynach chciał zrobić wrażenie, że
        taki chojrak?


        Dziewczyny i chlopcy mieli Studium Wojskowe w odzielnych grupach,
        najczesciej w odleglych budynkach lub ich czesciach. I mysle, ze na
        zlosc robil miedzy innymi dlatego abys dzis mogl slodko o tym nie
        wiedziec.
        • ford.ka Re: Profesor bez namaszczenia 16.07.09, 18:47
          Niejeden normalny i trochę myślący człowiek ma w swoim życiu taki
          okres, kiedy kwestionuje autorytety i prawdziwe i (zwlaszcza)
          narzucone, i robi to publicznie, nie licząc się z konsekwencjami,
          których na ogół nie jest w stanie sobie wyobrazić. Jak takiego
          okresu nie przechodzi, to też nie świadczy o nim najlepiej, choć nie
          u wszystkich przebiega to tak samo.
          Szczęśliwie na ogół trafia się jakiś w miarę rozsądny dorosły, który
          takiego młodego człowieka przed jego własną odwagą dyskretnie
          uratuje, jak miało to miejsce i w tym przypadku. Straszliwy
          pułkownik jakoś nie ścigał młodego bojownika aż po grób, tylko
          najwyraźniej odpuścił, kiedy zajęcia się skończyły i ten przestał go
          publicznie ośmieszać, a piłeczka przeszła w inne ręce. Oczywiście,
          historia byłaby dużo fajniejsza, gdyby po siódmym wygłoszeniu
          referatu o wyższości AK nad AL i GL pułkownik padł na kolana ze
          łzami w oczach i błagał o wybaczenie, ale takie rzeczy to raczej w
          filmach.
          Zwykle dzieje się tak wtedy, kiedy głoszone przez owe autorytety
          poglądy nie zgadzają się z tymi wyniesionymi z domu czy z własnych
          przemyśleń. W zależności od okresu w naszej niedawnej historii
          zwykle pada na:
          a) pana od PW, któremu się tłumaczy, że powstanie warszawskie miało
          sens,
          b) pana/panią od historii, którym się opowiada na lekcji o Katyniu,
          c) księdza/katechetkę/siostrę, którym się wyjaśnia, że Boga nie ma,
          d) pana/panią od biologii oraz
          e) kogokolwiek, komu przypadł obowiązek prowadzenia zajęć
          o "przyspospobieniu do życia w rodzinie" czyli edukacja seksualna a
          la PL.
          Oczywiście, wszystko zależy od indywidualnych gustów i
          zainteresowań, pewnie są tacy, co uwielbiali przypierać do ściany
          profesorów od prac ręcznych. W moim liceum chłopaki zwykle robili
          na złość panu od wu-efu choć anglistka też nie miała łatwego życia.
          Zwykle robi się to między końcem podstawówki a maturą, bo potem
          człowiek powoli zaczyna się orientować w dwóch rzeczach - po
          pierwsze że wszystko ma swoje konsekwencje, których nie zatrze
          wątpliwa satysfakcja z utarcia nosa nielubianemu nauczycielowi, i po
          drugie ze naprawdę nie wszyscy dzielą nasze poglądy, a większość z
          tych, którzy ich nie dzielą, nigdy się na naszą wersję nie nawrócą i
          już, a czasami od nich zależymy.
          Oczywiście, nie każdy do tej mądrości dochodzi, o czym wie każdy
          wykładowca, którego studenci mają odwagę odzywać się na jego
          zajęciach. Miało być o mojej martyrologii? Moje najsłodsze
          wspomnienie z tej bajki - wspomniałem kiedyś na wykładzie z historii
          Anglii, jakim wielkim szczęściem i zaszczytem było dla biednego
          króla prowincjonalnej Anglii Ryszarda II dostać za żonę córkę
          potężnego i bogatego króla Czech. No i jeden z moich studentów wstał
          i stwierdził, że to nie może być prawda, bo Czechy nigdy nie były
          potężne i bogate... Zapytałem go, skąd to wie, odpowiedział, że to
          przecież oczywiste. I ja nie mam żadnych wątpliwości, że student z
          dobroci serca poprawił mój błąd, bo czym innym jak nie bezgraniczną
          ignorancją tłumaczyć fakt, że wykładowca od historii nie wie, że
          Pepiki to mały i biedny kraik w środkowej Europie.
          Tyle że 25 lat później normalni ludzie opowiadają takie rzeczy przy
          wódce i ognisku i tylko pod warunkiem, że da się to przerobić na
          bardzo śmieszną anegdotę i wszyscy słuchacze są pijani. A jak
          opowiadają to na trzeźwo w gazetach, to znaczy że mają problem z
          dystansem do świata i samego siebie, co jak mi się wydawało, dość
          jasno napisałem o prof. K. Nie twierdzę, że cokolwiek, co ten facet
          robił na serio nie miało sensu. Ale wykłócanie się przez siedem
          tygodni o jedyną słuszną wizję historii podziemia na Studium
          Wojskowym nie jest na serio. Bardzo więc proszę mi nie robić wody z
          mózgu.
          A Studium Wojskowe istniało sobie w najlepsze jeszcze w zeszłym roku
          akademickim, jeśli zatem prof. K. walczył w ten niebanalny sposób o
          jego zniesienie, to chyba mu to słabo poszło.
          • sendivigius Re: Profesor bez namaszczenia 16.07.09, 19:48
            ford.ka napisał:

            > A Studium Wojskowe istniało sobie w najlepsze jeszcze w zeszłym
            roku akademickim,


            Ten kraj nigdy nie przestanie zaskakiwac.

            Ale tak czy owak, dales mi pewna lekcje w dziedzinie roznic miedzy
            pokoleniami, bede dalej myslal.
    • profzwdrhab Re: Profesor bez namaszczenia 19.07.09, 14:40
      www.rp.pl/artykul/72880.html
      • ford.ka Re: Profesor bez namaszczenia 19.07.09, 15:29
        Jak zawsze ma rację, ale pani minister przecież musiała skonsultować
        zmiany w ustawie o PAN z PANem, a PAN się nie zgodził ;)
        • dala.tata Re: Profesor bez namaszczenia 19.07.09, 15:58
          czy istnieje szansa, ze ktos zacznie myslec o powrtoach uczonych polskcih do
          kraju jak o ppowrotach zwyklych ludzi a nie jakichs cyborgow teleportujacych sie
          z dnia na dzien? czy naprawde ktos mysli, ze do powrotu wystarczy to, ze
          zniesiemy habilitacje? trzeba byc idiota do kwadratu, zeby myslec, ze decyzja o
          powrocie po, powiedzmy, 20 latach zalezy od 3 decyzji pani minister. podnosimy
          pensje polskie do sredniej europejskiej i juz kolejka sie zrobi? czy naprawde
          jest ktos przy zdrwocyh zmyslach, kto tak mysli.

          przeprowadzka z kraju do kraju to proces dlugi i traumatyczny (wiem cos o tym).
          dzis jest latwiejszy, ale nadal wymaga to miesiecy przygotowan i zalatwiania.
          poczawszy od problemu praw emerytalncyh na szkolach dla dzieci skonczywszy.
          pomijam juz takie drobnostki ze uczeni maja zony/mezow, ktorzy rowniez pracuja,
          maja swoje kariery i zdanei na temat powrotow.

          fordzie.ka, nawet ty, osoba uwazajaca, ze nauke poslka mozna zmeinic za pomoca
          kilku dodaktowych miliardow zlotych, nie mozesz myslec, ze dla kogos, kto sie
          zdecyduje powrocic do Polski na stale, habilitacja nie bedzie problemem nr 1 w
          takich rozwazaniach.

          i poza jakimis szczegolnymi wyjatkami (i prof. Karpinskim ze Szwecji) nei ma
          dzisiaj profesora przy zdrowych zmyslach pracujacego na uniwersytecie w UK czy w
          USA ktory marzy o dyrektorowaniu polskim instytutem. i trzeba by byc kretynem,
          zeby mu takie stanowisko powierzyc.

          a co do PAN, to ja rowniez mysle, ze to instytucja wymagajaca radykalnych zmian.
          • profzwdrhab Re: Profesor bez namaszczenia 19.07.09, 16:10
            A tu sie z prof. dalatata zgadzam prawie na 100%.
            1. Samo zniesienie habilitacji niewiele zmieni, ale niemniej jest
            jednak konieczne jako czesc pakietu reform.
            2. Pensji podniesc sie tez tak latwo nie da, albowiem najpierw
            trzeba by zwiekszyc PKB per capita, czyli zwiekszyc wydajnosc
            pracy, ktora w Polsce jest wciaz kilka razy nizsza niz np. w
            sasiednich Niemczech czy Szwecji. A aby zwiekszyc wydajnosc pracy,
            potrebujemy kapitalu i know how, czyli tego, czego
            najbardziej brak w dzisiejszej Polsce.
            3. Przeprowadzka z kraju do kraju to proces dlugi i traumatyczny,
            stad zdecydowalem sie na wyjazd jako ostatecznosc. O prawa emerytane
            to bede chyba musial wlaczyc w Strasburgu i nie mam co do tego
            specjalnych zludzen, ale nie wiem, czy dozyje do emerytury, a mam
            juz dosc tego udawania, ze sie uprawia nauke w Polsce.
            4. Poza jakimis szczegolnymi wyjatkami nie ma dzisiaj profesora przy
            zdrowych zmyslach pracujacego na uniwersytecie w UK czy w USA, ktory
            marzy o dyrektorowaniu polskim instytutem.
            5. PAN to instytucja wymagajaca radykalnych zmian. Niestety,
            wiceprezesem jst tam ex-dysydent, prof. K. Modzelewski, ktorego na
            starosc zadowolil gabinet w PKiN, d. im. J. Stalina...
          • charioteer1 Re: Profesor bez namaszczenia 19.07.09, 16:46
            Problem niewatpliwie jest zlozony i habilitacja zapewne nie jest problemem nr 1,
            ale brak habilitacji moze byc argumentem nr 1 przeciwko powrotowi. Po pierwsze.
            nie wszyscy maja dzieci, nawet nie wszyscy maja zony. Po drugie, niektorzy maja
            dzieci odchowane, jak Karpinski. Doktorat mozna nostryfikowac, habilitacji sie
            nie da, jezeli w danym kraju nie wystepuje. Szwedzkiej docentury w Polsce nie
            mozna nostryfikowac. Nawet gdyby zatrudnienie na profesorskim stanowisku za
            granica uznac za ekwiwalent habilitacji, to pozostaje kwestia nieporownywalnosci
            dorobku wymaganego przy zatrudnieniu na roznych stanowiskach w roznych krajach,
            np. senior lecturer na porzadnej uczelni w UK ma zazwyczaj dorobek wiekszy niz
            wiekszosc dr hab. w Polsce, choc bywaja i w UK profesorowie, ktorych dorobek
            nawet w PL na habilitacje by nie wystarczyl.
            • profzwdrhab Re: Profesor bez namaszczenia 19.07.09, 16:57
              Tez zgoda: habilitacja zapewne nie jest problemem nr 1, ale
              brak habilitacji moze byc argumentem nr 1 przeciwko powrotowi.
              I takze zgoda: senior lecturer na porzadnej uczelni w UK ma
              zazwyczaj dorobek wiekszy niz wiekszosc dr hab. w Polsce, choc
              bywaja i w UK profesorowie, ktorych dorobek nawet w PL na
              habilitacje by nie wystarczyl.
              Bowiem w UK tez mamy uniwersytety prawdziwe (np. Oxbridge) i
              uniwersytety takie jak Middlesex University, Bolton University czy
              Luton University.
              According to The Guardian 2008 University Rankings, and ignoring
              specialist institutions that were not scored overall, the worst
              university in the UK is apparently Middlesex University in north
              London.
              Takze:
              www.telegraph.co.uk/education/educationnews/3326436/Is-this-the-worst-university-in-Britain.html
              "A university with one of the highest drop-out rates in the country
              will allow students to progress to the final year of their degree
              even if they fail to pass their second year exams.
              Luton University has agreed that, as long as students attempt their
              second year examination or coursework, they can start their third
              year even if they have failed a quarter of the initial assessment."
            • dala.tata Re: Profesor bez namaszczenia 19.07.09, 17:28
              chario, ja wiem ze nie wszyscy maja dzieci itd. natomiast ja sie odzywam po
              artykule, dla ktorego glownym problemem powrotu jest habilitacja i reforma PAN.
              to jest bzdura z przerzutka i mnie takie teksty tylko irytuja.

              z cala pewnoscia moja perspeltywa nei jest uniwersalna, ale tez nie sadze zeby
              byla jakos unikalnie dziwna. powrot dzisiaj do Polski jest praktycznie
              niemozliwy i nie tylko dlatego ze warunki pracy, jakie polska uczelnia
              musialaby mi zaproponowac sa nierealne. ilosc problemow z powrotem po prostu nie
              jest warta celu: pracy w Polsce. byc moze ktos mysli, ze polski uczony jest
              jakos genetycznie polskim uczonym i czuje jakis patriotyczny obowiazek powrotu
              do kraju. tak nie jest. ja jestem brytyjskim naukowcem i moge sie stac polskim,
              jesli beda po temu warunki. idea masowych czy srednio-masowych powrotow jest po
              prostu nieporozumieniem. a prof. Karpisnki po wygasnieciu konktratku penwie znow
              sie znajdzie na rynku pracy. do czego ma pelne prawo.

              co do SLow to rzeczywiscie tak jest czesto, zmiany krajum na dluzej, planuje
              sie z wyprzedzeniem co najmniej roku i mozna zrobic te habilitacje. a jesli nie,
              to mozna osobe zatrudnic na stanowisku profesora zagranicznego.

              zaprawde powiadam ci, ze problem habilitacji jest moze w pierwszej 10tce,
              natomiast bardzo watpie ze jest w pierwszej piatce problemow zwiazanych z
              przeprowadzka do Polski.
              • charioteer1 Re: Profesor bez namaszczenia 19.07.09, 17:36
                Ja widze problem w robieniu habilitacji, kiedy juz ma sie dorobek lekko na
                profesure. Poza tym to nie jest operacja na rok.
                • dala.tata Re: Profesor bez namaszczenia 19.07.09, 17:45
                  chario, ty mozesz widziec co tylko chcesz. to nie ty bedziesz wracac.

                  charioteer1 napisał:

                  > Ja widze problem w robieniu habilitacji, kiedy juz ma sie dorobek lekko na
                  > profesure. Poza tym to nie jest operacja na rok.
                  >
                  • charioteer1 Re: Profesor bez namaszczenia 19.07.09, 17:58
                    dala.tata napisał:

                    > chario, ty mozesz widziec co tylko chcesz. to nie ty bedziesz wracac.

                    Bez habilitacji na pewno nie, a co do reszty, to jeszcze mam czas na zastanowienie.
          • eni.huso Re: Profesor bez namaszczenia 19.07.09, 16:54
            ale skoro juz wyjechali, i nie chodzi mi tu o krotki staz 1-2 letni, na stałe,
            to dlaczego im ulatwiac w ogóle powrót? dlaczego są traktowani inaczej czyli
            lepiej, przeciez na pewno sa i w Polsce profesorowie z podobnym lub lepszym
            dorobkiem, a nikt jakos nie tworzy dla nich specjalnych 3 mln grantów w
            programie "zeby wam sie chciało nadal".
            • sendivigius Re: Profesor bez namaszczenia 19.07.09, 19:47
              eni.huso napisała:

              > ale skoro juz wyjechali,..., to dlaczego im ulatwiac w ogóle
              powrót?


              Eni masz swieta racje i obie strony sporu argumentuja tu nadmiernie
              po polsku czyli od ekstremum do ekstremum.

              Pozadany stan rzeczy jest taki aby osoba mogla wrocic "normalnie".
              Sama chec powrotu to za malo, jeszcze musi znalezc firme ktora ja
              przyjmie i wlasnie tu sie zaczynaja schody. Bo jesli nawet firma
              chce to moze ja przyjac w jakims trybie "nadzwyczajnym" powolujac
              sie w ustawie na "szeczgolny przypadek". Juz nostryfikacja dyplomu
              jest czyms nadzwyczajnym, bo tego sie nigdzie na swiecie nie
              praktykuje (pomijajac dyscypliny licencjonowane np. lekarz). O calej
              reszcie bizantyjskiego obrzadku nie wspomne. Od poczatku osoba jest
              ustawiona na pozycji zebraka - dadza nie dadza, a jesli dadza to w
              zamian za co, za jakie zobowiazania?

              Tak wiec powrotow ani nie nalezy sztucznie ulatwiac ani nie nalezy
              stawiac sztucznych barier. Wielu ludzi z Kanady jezdzi na studia do
              USA, albo z powrotem, nikt sie nie rozcliwia, ale tez nikt nie
              utrudnia. Jest normalnie.
              • dala.tata Re: Profesor bez namaszczenia 19.07.09, 20:07
                jak zwykle upraszczasz. Poslka ma male szasne na zainteresowanie gwiazd. chocby
                ze wzgledow jezykowych. a zatem realistycznie musi liczyc na Polakow za granica
                (najczesiej z polskimi stopniami, choc nostryfikacja powinna byc rzeczywiscie
                uproszczona i automatyczna, jesli nie zniesiona). a gwiazdy sciagaja wszyscy,
                czerwony dywan to nie tylko polska specjalnosc.

                z tym zebrakiem oczywiscie przesadzasz. wiem z doswiadczenia ze tak nie musi
                byc. natomiast kazdy uniwersytet robi handel wyminne z kims kto przychodzi na
                szczegolnych warunkach.
                • charioteer1 Re: Profesor bez namaszczenia 19.07.09, 20:11
                  dala.tata napisał:

                  > Poslka ma male szasne na zainteresowanie gwiazd. chocby
                  > ze wzgledow jezykowych.

                  A co to jest za tlumaczenie z tymi wzgledami jezykowymi? Szwedzi nie maja jakos
                  tych problemow. Cala masa cudzoziemcow pracuje w Szwecji, publikuja po
                  angielsku, studia po angielsku tez prowadza.
                  • dala.tata Re: Profesor bez namaszczenia 19.07.09, 20:30
                    tlumaczenie? to jest realizm. w Szwecji jak podejrzewam przecienty student jest
                    w stanie wysluchac i zrozuiec wyklad po angieslku. w Polsce nie. to co
                    przepraszam bedzie robil ten anglojezyczny profesor? co wiecej, ilu, wedlug
                    ciebie, polskich pracownikow naukowych jest w stanie swobodnie poslugiwac sie
                    angieslkim? 30 proc? 40? mysle ze jestem mocno optymistyczny. to ta gwiazda
                    prozumiewac sie w Polsce bedzie tylko z co trzecim kolega z pracy? rozumiem tez,
                    ze nie bedzie mu potrzebny kontakt z administracja uniwersytecka, z
                    sekretarkami, bo jakos nie wierze w ich w komptenecje w jezyku angielskim. a
                    zatem, proponuje, nie pieprz chario, co?

                    i zeby nie bylo. kiedys rozwazalem podanie o profesure w Szwajcarii. szybko mi
                    przeszko gdy sie okazalo, ze wyklady bede musial miec rowiez po niemiecku.
                    • charioteer1 Re: Profesor bez namaszczenia 19.07.09, 20:45
                      dala.tata napisał:

                      > przepraszam bedzie robil ten anglojezyczny profesor?

                      Pewnie, lepiej prowadzic studia po angielsku silami wlasnej kadry. W koncu
                      student Turek czy Azjata tez nie zna angielskiego jak native. A po co polski
                      student ma sie uczyc angielskiego, skoro we wlasnym kraju nie moze studiowac po
                      angieslku? Faktycznie, nie wiem. Dla takich, jezeli im sie chce, jest przebogata
                      oferta uczelni w rodzaju Buckingham University.
                      • dala.tata Re: Profesor bez namaszczenia 19.07.09, 20:55
                        nie zrozuielismy sie: nie chodzi o kadre. chodzi o studentow, ktorzy nie mowia
                        po angielsku. i tego nie zalatwi ani lektorat ani ow profesor. to jest kwestia
                        nauczania angieslkiego od szkoly podstawowej. swoja droga, jakie to bariery
                        stoja na dordze naszych dzielnych anglistow, ktorzy ucza dzeici przez ladnych
                        pare lat z wynikami niezwykle mizernymi.
                        • charioteer1 Re: Profesor bez namaszczenia 19.07.09, 21:10
                          Nie chodzi o kadre? Przeciez pisales, ze 30-40 procent kadry nie dogada sie z
                          takim anglojezycznym profesorem.

                          W Polsce prowadzone sa studia w jezyku angielskim dla cudzoziemcow. Polscy
                          studenci nie sa na nie przyjmowani. Brtytyjskie instytucje w rodzaju wyzej
                          wymienionego Buckingham University prowadza dosc intensywna rekrutacje w klasach
                          z miedzynarodowa matura.

                          Poziom nauczania angielskiego w licaech bywa bardzo wysoki. Mysle, ze bys sie
                          zdziwil. Poza tym, anglista w szkole to ewenement. W wiekszosci szkol
                          angielskiego ucza przerozni ludzi, ale to nie sa anglisci.
                          • charioteer1 Re: Profesor bez namaszczenia 19.07.09, 21:10
                            Korekta, ze 30-40 procent sie dogada.
                          • dala.tata Re: Profesor bez namaszczenia 19.07.09, 21:27
                            mysle ze 30-40 procent sie DOGADA. jesli na studia po angieslku nie przyjmowani
                            sa Polacy, to co bedzie robic nasza gwiazda?

                            na pewno tak jest. jednak to nie ma znaczenia wobec populacji studentow.
                        • pr0fes0r Re: Profesor bez namaszczenia 19.07.09, 21:41
                          dala.tata napisał:

                          > nie zrozuielismy sie: nie chodzi o kadre. chodzi o studentow, ktorzy nie mowia
                          > po angielsku. i tego nie zalatwi ani lektorat ani ow profesor. to jest kwestia
                          > nauczania angieslkiego od szkoly podstawowej. swoja droga, jakie to bariery
                          > stoja na dordze naszych dzielnych anglistow, ktorzy ucza dzeici przez ladnych
                          > pare lat z wynikami niezwykle mizernymi.

                          Tak zbaczając z toru głównej dyskusji - to nie jest tylko problem polski.
                          Skarżył mi się znajomy Niemiec-anglista, że na niemieckich anglistykach coraz
                          większa jest presja na powrót do zajęć po niemiecku ze względu na rosnącą
                          nieznajomość języka wśród studentów.
          • sendivigius Re: Profesor bez namaszczenia 19.07.09, 20:02
            dala.tata napisał:

            > przeprowadzka z kraju do kraju to proces dlugi i traumatyczny
            (wiem cos o tym).


            Niekoniecznie. Ja nigdy sie tak nie ubawilem (pomijajac sluzbe
            wojskowa). Czulem sie jak Dr. Livingstone.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka