Kurde karaluchy znów nas nawiedziły.Jak się wprowadziliśmy
(wynajmujemy) to przy remoncie zauważyliśmy, że gdzieniegdzie się
pojawiają te świństwa.Po roku mieszkania nic nie zauważyliśmy, aż do
kilku miesięcy temu.W kuchni wieczorem pojawiały się z 2-3 sztuki,
więc zaczęliśmy kupować specjalne klapki na robaki, w zasadzie nie
raz jakaś sztuka się pojawiała, ale już za lodówką i szafkami ich nie
było, więc myśleliśmy że zniknęły.Niestety kilka dni temu zobaczyłam,
że są w POKOJU.No kurde przecież dziecko mam małe, więc się strasznie
wystraszyłam.Zadzwoniliśmy do właściciela mieszkania, że ma coś z tym
zrobić, a on na to, że w sumie poprzedni właściciele też się skarżyli
(dlaczego nam o tym nie powiedział ?)Dziś przyszli ze spółdzielni i
powiedzieli, że oni nie mogą nic z tym zrobić bo nikt więcej z
lokatorów się nie skarżył i że mamy zadzwonić do firmy, która się tym
zajmuje.Przyjdą jutro ok.10, ale powiedzieli, że mieszkanie musi stać
ok.2-3 dni puste bo muszą wysmarować ściany i podłogi specjalnym
żelem, który strasznie śmierdzi.Dzwoniłam już do babci, przechowa
mnie i młodą do piątku.Mój K. powiedział, że z chaty się nie rusza bo
przecież do roboty musi chodzić.
Mojej babci sąsiadka (mieszka 2 piętra wyżej)dostała kilka tygodni
temu drgawek w nocy, jej mąż zadzwonił po karetkę i co się okazało ?
Że ma w uchu karalucha, jestem przestraszona tą sytuacją, łażę po
chacie i szukam tego ścierwa, na razie ani słuchu ani widu.
Ps: Proszę do piątku nie płodzić żadnych wątków cobym nie miała dużo
do nadgonienia

)