Odbylam ostatnio z mezem powazna i szczera rozmowe. Doszlismy do wniosku, ze
damy sobie ostatnią szanse na naprawienie naszego zwiazku. On poszedl na
terapię, bardzo sie stara- co widac. Nie gra, duzo rozmawiamy.
Umowa jest taka, ze jesli uda mu sie rozkochac mnie w sobie ponownie, jesli
znajde w nim faceta, w ktorym sie zakochalam- bedziemy razem dlugo i
szczesliwie. Jesli nie, rozstajemy sie bez wyrzutów.
Nie jestem do końca pewna sluszności tej decyzji, ale sprawa postawiona jest
jasno i w zasadzie nic nie trace...
I teraz mozecie pisac, zem glupia ( badz nie), przyjmę wszystko na klate