Dodaj do ulubionych

Wychowanie w PRL - czytalyscie?

18.03.10, 19:06
www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,96856,2189529.html
Wychowywano was tak?
Moja miastowa babcia zalecala wychowywanie mnie dokladnie wedlug
tych regul uncertain Ponoc zanosilam sie od placzu z glodu, ale nie wolno
bylo karmic "bo nieodpowiednia godzina", ale tez nie mozna bylo mnie
ukoic "bo sie przywyczai".

Aha! i haslo: "niech cwiczy pluca" !!!

Moja wiejska babcia (ktora zapewne tych rewelacji nie czytala)
wychowywala mnie "normalnie".
Obserwuj wątek
    • totorotot Re: Wychowanie w PRL - czytalyscie? 18.03.10, 19:18
      tia, ja byłam tak własnie ubierana, byłam oczywiście w wyniku tego wyjątkowo chorowitym dzieckiem

      moje dziecko lata z gołą dupą itp. i nigdy nie miało kataru. mój ojciec dostawał zawału, gdy mój noworodek a później niemowlak nie miał dwóch czapeczek itp., trochę juz się przyzwyczaił chyba, a na jego propozycje założenia czapeczki słyszy: tata sam założy czapeczkę/sweterek/rajstopki
    • olinka20 Re: Wychowanie w PRL - czytalyscie? 18.03.10, 19:22
      Mnie babcia próbowała oduczyć "leworęczności". Teraz to normalne, ze
      człowiek jest leworęczny, wtedy wstyd dla rodziny straszny.
      Ale sie nie dalam!
      • doral2 Re: Wychowanie w PRL - czytalyscie? 18.03.10, 19:34
        niemniej jednak jest tak kilka rad, które są stosowane do dzisiaj.
        może nieco zmodyfikowane, ale jednak.

        z całą pewnością dzisiejsze matki mogą pozazdrościć ówczesnej dostępności
        żłobków i przedszkoli oraz zwiększenia zatrudnienia kobiet, czyż nie?

        czy zdanie by dziecko miało swój, czysty pokój jest bezsensowne?
        czy zdanie o niemożności porozumienia się między matka a córką jest nieprawdziwe??
        zgoda, inaczej się kiedyś dzieci chowało, ale też i inna wiedza była na ten temat.
        to tak, jakbyśmy się teraz zaczęły wyśmiewać, że ludzie kiedyś żyli w jaskiniach.
        świat się zmienia i co w tym dziwnego??
        • doral2 Re: Wychowanie w PRL - czytalyscie? 18.03.10, 19:41
          wyśmiewane jest karmienie co 3 godziny, a jednocześnie zaleca regularne
          jedzenie. to kiedy zacząć uczyć dziecko jadania regularnych posiłków?
          wyśmiewane są beciki, ale nikt nie pamięta, że kiedyś w domach nie było tak
          ciepło jak teraz.
          wiele matek ciasno opatula swoje dziecko kocami, bo wtedy dziecko czuje się
          bardziej zacisznie, zdaje się że to chyba Zuzanka stosowała takie opatulanie.
          wyśmiewa się "że jak najedzone i nie płacze, to zostawić w spokoju", a ja uważam
          że słusznie, bo matka tez człowiek i musi mieć chwile czasu dla siebie, żeby
          chociaż wysikać się bez niemowlęcia na ręku.
          a to że się dzieci do noszenia na rękach przyzwyczajają, to niedawno miałyśmy
          przykład w waciku, nie pamiętam kto go założył, ale chodziło o to, że dzieciak
          się awanturował całą drogę ze sklepu, bo chciało na ręce.
          ten artykuł na prawdę zawiera parę fajnych rad. tylko trzeba je przełozyć na
          dzisiejsze warunki.
          • olinka20 Doral 18.03.10, 19:46
            Masz całkowita rację z ta dostepnością do złobek i przedszkoli. Jako
            dziecko chodzilam do 3 róznych przedszkoli, mama zmieniała pracę i
            siłą rzeczy wolała miec mnie blisko, bo ona mnie odprowadzała.
            I nie było zadnych problemow ze zmianą. Teraz to niewyobrażalne!
          • totorotot Re: Wychowanie w PRL - czytalyscie? 18.03.10, 19:51
            tak, ten artykuł to po prostu krystaliczne źródło wspaniałych rad nt. wychowywania dziecka... Tako rzecze świątynia mądrości ustami Doral...

            Po prostu my nie zrozumiałyśmy przesłania tego artykułu, a to dlatego, że nie umiemy czytać ze zrozumieniem big_grinDD
            • doral2 Re: Wychowanie w PRL - czytalyscie? 18.03.10, 22:26
              totorotot napisała:

              "..Po prostu my nie zrozumiałyśmy przesłania tego artykułu, a to dlatego, że nie
              umiemy czytać ze zrozumieniem.."

              to raczej ty nie umiesz czytać ze zrozumieniem moich postów.
              a właściwie to się nawet nie wysilasz, by to robić, zadawalając się
              przyjebywaniem do mnie o cokolwiek.

              możemy się tak długo bawić, mam więcej czasu od ciebie, nie muszę dzieci
              usypiać, ani męża do seksu zmuszać.
              i wieku kiedy ty wierzyłaś, że od macanek zachodzi się w ciążę i latałaś z tym
              po ginekologach, ja już dawno wiedziałam, że ciąża jest wynikiem współżycia
              seksualnego.
              • totorotot Re: Wychowanie w PRL - czytalyscie? 19.03.10, 10:08
                > możemy się tak długo bawić, mam więcej czasu od ciebie, nie muszę dzieci
                > usypiać, ani męża do seksu zmuszać.


                wiesz, z takich właśnie czynności sklada się życie w realu. Ty nie musisz ani zmieniać osranych pieluch, ani smażyć kotletów, ani zmuszać męża do niczego. Nie masz w zasadzie NIC do roboty. Mąż w trasie, dzieci się już dawno wyniosły i nie masz dla kogo smażyć tych kotletów. Masz za to czas, aby machnąć 40 000 postów na forum.
                Chwała Ci za to, że wierzysz, że te Twoje cytryny są bardzo słodkie...
          • kai_30 Re: Wychowanie w PRL - czytalyscie? 18.03.10, 21:06
            doral2 napisała:

            > wyśmiewane jest karmienie co 3 godziny, a jednocześnie zaleca regularne
            > jedzenie. to kiedy zacząć uczyć dziecko jadania regularnych posiłków?

            A regularnie to znaczy co trzy godziny?? O 6.00. 9.00, 12.00 itd? Z całą
            pewnością nikt dziś nie zaleca karmienia piersią wedle wskazań zegara, ba -
            butelką również niekoniecznie.

            > wyśmiewane są beciki, ale nikt nie pamięta, że kiedyś w domach nie było tak
            > ciepło jak teraz.

            Ale dziecko do beta z reguły wsadzano niezależnie od warunków pogodowych, latem
            również. Mój nieślubny pamięta, że jeszcze jego najmłodszy brat pierwsze pół
            roku leżał w becie, a potówki miał nawet we wnętrzach dłoni.

            > wiele matek ciasno opatula swoje dziecko kocami, bo wtedy dziecko czuje się
            > bardziej zacisznie, zdaje się że to chyba Zuzanka stosowała takie opatulanie.

            "Ciasno" niekoniecznie znaczy "w puchowym becie", nie? I raczej noworodki do
            spania, a nie całymi dniami przez kilka miesięcy. Poza tym - jedne dzieci lubią,
            inne wierzgają z furią.

            > wyśmiewa się "że jak najedzone i nie płacze, to zostawić w spokoju", a ja uważa
            > m
            > że słusznie, bo matka tez człowiek i musi mieć chwile czasu dla siebie, żeby
            > chociaż wysikać się bez niemowlęcia na ręku.

            Ale tu nie chodzi o zostawienie niemowlęcia, żeby się wysikać. Tylko o
            zostawienie, bo "najedzone, sucho ma, to ma leżeć samo". Tak jakby niemowlęta
            innych potrzeb nie miały, jak tylko jeść i sucho mieć.

            > a to że się dzieci do noszenia na rękach przyzwyczajają, to niedawno miałyśmy
            > przykład w waciku, nie pamiętam kto go założył, ale chodziło o to, że dzieciak
            > się awanturował całą drogę ze sklepu, bo chciało na ręce.

            No jasne. Bo dwulatki (jeśli dobrze pamiętam wacik) to się nosi całymi dniami.
            Na litość, doral, o niemowlętach mowa! Nie o dwu-, trzy-, cztero-, pięcio- i
            piętnastolatkach!

            > ten artykuł na prawdę zawiera parę fajnych rad. tylko trzeba je przełozyć na
            > dzisiejsze warunki.

            no, nic dziwnego w sumie, że tak uważasz. przecież Ty z tej generacji właśnie,
            nie? zimny wychów na całego, bo inaczej dziecko na głowę wejdzie.

            cóż można dodać, chyba tylko - współczuję Twoim wnuką i synowej tongue_out
            • doral2 Re: Wychowanie w PRL - czytalyscie? 18.03.10, 23:07
              kai_30 napisała:

              "...>
              > cóż można dodać, chyba tylko - współczuję Twoim wnuką i synowej tongue_out""

              stęskniłaś się za mną?? czy też może na łupsie nudno się zrobiło i tu szukasz
              wrażeń??

              eny łej, rozgość się big_grinbig_grinbig_grinbig_grinbig_grin

              powyciągamy sobie to i owo big_grinbig_grinbig_grinbig_grin
          • karra-mia Re: Wychowanie w PRL - czytalyscie? 18.03.10, 21:19
            a ja się z doral zgodzęsmile
            pozwolisz?

            To karmienie co 3 godzi, dla niektórych to głupie, ale dla innych to mądre i zbawienne, bo inaczej dzieć by wisiał przy cycu non stop mlaszcząc sobie tylko.
            To z tym zostawianiem w spokoju - ja mojego syna też zostawiałam, bo ani on nie jest pępkiem świata ani ja nie jestem cyborgiem, który działa na pełnych obrotach z dzieckiem na ręku.

            ale jak pisałam niżej - wszystko trza przefiltrować przez zdrowy rozsądek. Bo dziewczyny bez przesady, ale niektóre dzisiejsze zasady też sa tak głupie, ze az śmieszne...
            • kai_30 Re: Wychowanie w PRL - czytalyscie? 18.03.10, 21:56
              forum.gazeta.pl/forum/w,34708,59189550,,Kto_jeszcze_robi_za_konia_.html?v=2
              Ależ prosz smile

              Poproszę tylko, żebyś doprecyzowała, czy rzeczywiście zgadzasz się z tym, że
              każdego noworodka należy bezwzględnie karmić, obojętnie, piersią lub
              butelką, co trzy godziny przez nie dłużej niż 15 minut i po karmieniu odkładać
              do łóżeczka, nawet jeśli będzie przez te trzy godziny ryczał?

              Bo tak to w praktyce wyglądało. Nie chodziło o odkładanie spokojnego,
              najedzonego noworodka do łóżeczka, żeby matka miała chwilę dla siebie. Tylko
              zakładano z góry, że 15 minut ssania piersi ma wystarczyć na trzy godziny, a
              noworodek ma leżeć w łóżeczku. Bo inaczej się "rozpuści".
              • karra-mia Re: Wychowanie w PRL - czytalyscie? 18.03.10, 22:08
                powtórzę raz jeszcze - do wszystkiego zdrowy rozsądek. Nie wyśmiewam dawnych metod i nie jestem ślepo zapatrzona w dzisiejsze. Mam swój rozum i tyle. Może karmienie co 3 godz przez 15 min to przesada, ale już samo karmienie co 3 godz jest wg mnie sensowne. Doprecyzowałam?
                • kai_30 Re: Wychowanie w PRL - czytalyscie? 18.03.10, 22:19
                  karra-mia napisała:

                  ale już samo karmienie co 3 godz jes
                  > t wg mnie sensowne. Doprecyzowałam?

                  No jeszcze nie, bo zabrakło odniesienia do najważniejszego: a jeśli dziecko
                  rozpaczliwie płacze już po dwóch godzinach np? I tak za każdym razem, aż nie
                  dostanie jeść? Niech cwiczy płuca, czy jednak podać mu pierś wcześniej? A może
                  butelkę, bo z piersi się ewidentnie nie najada, skoro już po dwóch godzinach głodny?
                  • ciociacesia Re: Wychowanie w PRL - czytalyscie? 19.03.10, 10:42
                    smile moja była głodna po godzinie. pamietam ze jak miala 3 mies matka zaczela mi d
                    truc zeby ja 'uregulowac' ale ja nic lepszego do roboty nie mialam niz sie nia
                    zajmowac i gnussniec na macierzynskim to sie nie stresowalam. ale chyba mój bład
                    bo mnie facet zostawił wiec moze trzeba bylo regulowac? hmmm
          • furioza Re: Wychowanie w PRL - czytalyscie? 18.03.10, 21:42
            doral2 napisała:
            > wyśmiewa się "że jak najedzone i nie płacze, to zostawić w spokoju", a ja uważam
            > że słusznie, bo matka tez człowiek i musi mieć chwile czasu dla siebie, żeby
            > chociaż wysikać się bez niemowlęcia na ręku.
            a tatuś gdzie?świetnie robi dla chwili dla siebie, IMO
            • doral2 Re: Wychowanie w PRL - czytalyscie? 18.03.10, 21:52
              może w tym czasie akurat w pracy, nie sądzisz??
              • furioza Re: Wychowanie w PRL - czytalyscie? 19.03.10, 13:15
                rozumiem, że matka ma obowiązek mieć chwile wytchnienia wyłącznie w godzinach
                pracy ojca dziecka
                w sumie logiczne, jak ojciec dziecka sam się nie obsłuży
                albo bywa
            • figrut Re: Wychowanie w PRL - czytalyscie? 18.03.10, 22:01
              > a tatuś gdzie?świetnie robi dla chwili dla siebie, IMO
              Tatuś niegdyś miał zarabiać/utrzymywać rodzinę, tylko wojna a później
              u nas PRL wszystko popier... . Kobiety odbudowywały Polskę, po czym
              tak sobie z biegu na traktory wskoczyły. Nic dobrego z tego nie wyszło,
              tylko się role poplątały. Piszę to jako mechanik i blacharz samochodowy
              z konieczności, a z zawodu wyuczonego marynarz, bom buntownikiem była
              aż takim, że musiałam przeć z duchem czasu i się do typowo męskiego
              zawodu pchać co mi na dobre nie wyszło.
          • zuzanka79 Re: Wychowanie w PRL - czytalyscie? 19.03.10, 09:21
            doral2 napisała:

            > wiele matek ciasno opatula swoje dziecko kocami, bo wtedy dziecko
            > czuje się bardziej zacisznie, zdaje się że to chyba Zuzanka
            > stosowała takie opatulanie.

            Stosowałam smile właśnie dlatego, że Małej było ... zaciszniej, i
            cieplej ( proszę nie mylić z przegrzewaniem ) bo malutka szybko się
            wyziębiała, robiła się taka sina i od razu dostawała czkawki. Poza
            tym łatwiej było mi ją karmić i nosić. I nie iwdziałam nic złego w
            tym, że moje dzieko leżało sobie zadowolone zawinięte w taki
            kokonik wink
            Nawet teraz przytulam ją gdy płacze w taki "specyficzny sopsób"
            otylając jak najciaśniej swoimi rękami. Ciekawe co zrobię jak mi się
            zasięg skończy wink noszenie w chuście wręcz uwielbia - ja
            niekoniecznie.
        • aguacate Re: Wychowanie w PRL - czytalyscie? 18.03.10, 19:46
          Oj Doral, spokojnie. Ja nie twierdze, ze wszystko jest bez sensu,
          ale jednak kilka absurdow kladziono mlodym matkom do glowy. I nie
          jest to wysmiewanie, ze zylo sie inaczej, tylko raczej refleksja,
          ile to sie zmienilo w ciagu 20-30 lat. Nie tylko w kwestiach
          higieny, ale przede wszystkim podejscia do dziecka.

          A przywleklam ten artykul, bo naswietla skad sie biora
          niektore "genialne" rady matek i babc dotyczacych wychowywania
          dzieci.

          Pax?
        • minerallna Re: Wychowanie w PRL - czytalyscie? 18.03.10, 23:36
          Ot, głos rozsądku. Amen.
          Mogę się tylko podpisać... jeśli mogę...
      • bernimy Re: Wychowanie w PRL - czytalyscie? 19.03.10, 08:32
        Masakra ale faktycznie taka "zimnica" w wychowaniu była zalecana.

        A co do leworęczności, niestety jeszcze pokutuje w społeczeństwie
        jako odmienność, którą należy wyeliminować. Nawet u młodych matek!
        • figrut Re: Wychowanie w PRL - czytalyscie? 19.03.10, 13:45
          > Masakra ale faktycznie taka "zimnica" w wychowaniu była zalecana.
          Możesz to poprzeć jakimś fragmentem ? Ja niżej udowodniłam, że tak nie
          było, że liczyło się z potrzebami dziecka.
    • figrut Re: Wychowanie w PRL - czytalyscie? 18.03.10, 20:08
      Moja Mama pochodząca z maleńkiej wioski wychowywała nas raczej według zasad tych
      czasów. Każde kwęknięcie to byliśmy na rękach i bujani, jedzenie musiało być z
      naszej albo dziadkowej działki i dziadkowego podwórka, karmieni byliśmy kiedy
      wydawaliśmy się głodni no i oczywiście mlekiem niebieskim dostępnym w sklepie
      spożywczym, a nie w aptece lub mlekiem od krowy rozcieńczonym wodą i
      zagęszczonym mąką. W becikach po za starszym bratem byliśmy tylko podczas
      powrotu ze szpitala (oczywiście bez fotelików). Starszy urodził się w grudniu i
      mieszkał w pokoiku na strychu który ogrzewała ściana kominowa (rano w mrozy woda
      w misce zamarzała). Czapka była obowiązkowa, ale latem z etaminki, zimą jakaś
      gruba. Byliśmy jako niemowlęta ubierani dużo lżej niż rówieśnicy, bo Mama przez
      tradycyjne przegrzewanie jako niemowlę u bram św.Piotra stała (dostała jakiejś
      zapaści jak ją babcia ciepłym latem w wózku szczelnie kocem okryła). Na porządku
      dziennym były rajstopki zamiast spodni w domu i mimo lżejszego ubioru zawsze
      mieliśmy w mieszkaniu długie rękawy, choć czasami pot po tyłku się lał
      (mieszkaliśmy przy cukrowni która nadwyżkę pary dawała przez kotłownię na
      kaloryfery.
      Jako chyba jedyni w naszej wsi byliśmy na spacerze mając kilka dni, a nie
      miesięcy (wszyscy wychodzili dopiero po chrzcie).
    • karra-mia Re: Wychowanie w PRL - czytalyscie? 18.03.10, 20:27
      Ale dlaczego piszesz "normalnie"?
      Wtedy dla tamtego pokolenia było to własnie normalne, teraz jest to dla nas nienormalne, bo nauka poszła do przodu, bo w psychologii się wiele zmieniło, bo świat pędzi. Ale nie wiemy, czy za 15 lat nasze metody będą takie ocxzywiste prawda?

      Większość z tamtejszych metod jest wg mnie faktycznie przesadzone, ale niektórych zasad ze starej ksiązki "Małe dziecko" i ja się trzymię, niektóre stosowałam.
      A wyśmiewanie się, ze wanienki były cynkowe, że kaftaniki jakieś tam - jezu czy to ważne? Ale były prawda? na kartę ciązy za darmo dostępne w aptece - czyż to jest takie nienormalne?

      Raczej jestem ostrożna,a le ja się nie stosuję sztywno ani do zasad dzisiejszych ani tamtejszych ani żadnych. Każdą radę, zasadę przepuszczam przez sito zdrowego rozsądku i mojej matczynej intuicji.
    • setia Re: Wychowanie w PRL - czytalyscie? 18.03.10, 21:05
      moja teściowa do dziś przechowuje książeczke zdrowia swojego syna, w której po
      wyjściu ze szpitala miała zapisane zalecenia, zeby karmić piersią co 3 godz nie
      dłużej niż przez 15 min.(dziecko darło się z głodu w niebogłosy, a ona z
      zegarkiem w ręku pilnowała 3 godz przerwy).
      kolejnym debilizmem było to, że dziecko z powodu rzadkich stolców (co przecież
      jest normalne przy karmieniu piersią) przez kilka m-cy dostawało penicylinę.
    • 18_lipcowa1 ło matko jedyna 18.03.10, 21:36
      toś to jakaś masakra

      jak ja sie ciesze ze zyjemy w innych czasach

      • dlania Re: ło matko jedyna 18.03.10, 21:51
        18_lipcowa1 napisała:

        > toś to jakaś masakra
        >
        > jak ja sie ciesze ze zyjemy w innych czasach

        LIpcowa, twoja wnuczka powie ci to samo, jak sie dowie, jak wychowywalas jej
        matkęwink
    • figrut Re: Wychowanie w PRL - czytalyscie? 18.03.10, 22:32
      Dawno temu to było, ale mówiąc szczerze, to ja sobie nie przypominam
      jakiegoś wielogodzinnego płaczu na naszej klatce schodowej, a dzieci
      mniejszych ode mnie było tam wtedy dużo. Na mojej klatce schodowej
      mieszkało 11 dzieci minimum 5 lat młodszych ode mnie ( i więcej), a
      spazmów sobie nie mogę przypomnieć, choć sobotnie śpiewy sąsiada
      pamiętam dokładnie i to od momentu, kiedy się przeprowadziliśmy do
      bloku, czyli 3 lata miałam. W becikach też dzieciaków nie pamiętam, a
      przykrytych kołderkami w szytych przez matki i babcie powłoczkach
      (był czas, kiedy chyba wszystkie dzieci z bloku miały pościele żółte
      w czarne koła big_grin). Pamiętam za to smród przesuszanych pieluch z
      jednego domu w którym koleżankę miałam, ale taki smród poczułam też
      20 lat później w innym domu, więc to raczej nie epokowa przypadłość.
      • aguacate Re: Wychowanie w PRL - czytalyscie? 18.03.10, 22:51
        Niestety, musialam wyjsc w samym srodku dyskusji, ale moim zdaniem:
        - absurdalna dla mnie jest ta "kategorycznosc" tych regul. Bo
        o ile brzmi sensownie "karmic regularnie", to zalecenie "co 3
        godziny i ani minuty wczesniej ani pozniej" jest absurdalne. A tak
        wlasnie kazano.

        - oczywiscie, do wszystkich zalecen nalezy dolozyc wlasne zdanie,
        doswiadczenie, przefiltrowac to. Ale ton tych cytowanych ksiazek
        brzmial jak rozporzadzenie wojskowe, a nie jak porady dla mlodych
        matek

        - i przede wszystkim: stosunek niegdysiejszy do dzieci: przewinac,
        nakarmic, niech sie samo soba zajmie - to chyba jest najbardziej
        przykre w tych "poradnikach"
        • figrut Re: Wychowanie w PRL - czytalyscie? 18.03.10, 23:09
          Ale ton tych cytowanych ksiazek
          > brzmial jak rozporzadzenie wojskowe, a nie jak porady dla mlodych
          > matek
          >
          > - i przede wszystkim: stosunek niegdysiejszy do dzieci: przewinac,
          > nakarmic, niech sie samo soba zajmie - to chyba jest najbardziej
          > przykre w tych "poradnikach"
          Ale tak nie było. Tak napisano w poradnikach, ale rodzice raczej
          podpierali się poradnikami, a nie stosowali do nich.
          Ile znasz osób które ściśle trzymają się dzisiejszych zaleceń -
          karmić piersią minimum do 6 miesiąca, werandować dziecko przed
          pierwszym wyjściem na spacer, nie dawać chodzika, stronić od
          słodyczy, nie podawać glutenu do któregoś tam miesiąca itd.itd....
          Nikły procent się do tego bezwzględnie stosuje i tak było też
          dawniej.
          • doral2 Re: Wychowanie w PRL - czytalyscie? 18.03.10, 23:17
            figrut napisała:

            > Ale ton tych cytowanych ksiazek
            > > brzmial jak rozporzadzenie wojskowe, a nie jak porady dla mlodych
            > > matek
            > >
            > > - i przede wszystkim: stosunek niegdysiejszy do dzieci: przewinac,
            > > nakarmic, niech sie samo soba zajmie - to chyba jest najbardziej
            > > przykre w tych "poradnikach"
            > Ale tak nie było. Tak napisano w poradnikach, ale rodzice raczej
            > podpierali się poradnikami, a nie stosowali do nich.
            > Ile znasz osób które ściśle trzymają się dzisiejszych zaleceń -
            > karmić piersią minimum do 6 miesiąca, werandować dziecko przed
            > pierwszym wyjściem na spacer, nie dawać chodzika, stronić od
            > słodyczy, nie podawać glutenu do któregoś tam miesiąca itd.itd....
            > Nikły procent się do tego bezwzględnie stosuje i tak było też
            > dawniej...'

            właśnie o tym też mówię.
            nie wszystkie rady są głupie, trzeba je tylko zmodyfikować i przystosować do
            siebie. no, ale o tej modyfikacji to już pisałam, to co się powtarzać będę...
          • karra-mia Re: Wychowanie w PRL - czytalyscie? 18.03.10, 23:29
            otóz własnie to
            poradnik poradnikiem, ale co matka robiła z dzieciem to jej sprawa, sprawa jej zdrowego rozsądku, jej działania prawda?
            No bo chyba nie powiemy, ze wszystkie mamy z tamtego okresu byly dośc ograniczonymi istotami, że ślepo polegały na poradnikach i traktowały rady zawarte tam jak świete prawda?
            • kai_30 Re: Wychowanie w PRL - czytalyscie? 18.03.10, 23:33
              karra, ale rzecz nie tylko w poradnikach. rzecz również w zaleceniach pediatrów,
              położnych, wpisach do książeczki zdrowia itp. poradniki można olać, lekarza nie
              posłuchać trudniej, zwłaszcza jak się jest niedoświadczoną matką.
              • figrut Re: Wychowanie w PRL - czytalyscie? 18.03.10, 23:37
                Teraz i wtedy część rodziców miała i ma w d... zalecenia pediatrów i
                choć rodzice się nie stosowali, to lekarze nie mieli prawa odmówić
                leczenia gdy było potrzebne. Ja np. mimo kilkunastu recept na
                antybiotyki nie podałam ich dzieciom - nie zastosowałam się do rad
                pediatry. Kiedyś też tak było.
                • doral2 Re: Wychowanie w PRL - czytalyscie? 18.03.10, 23:44
                  mnie to najbardziej dziwi fakt, że ktoś sobie przeczytał stary poradnik dla
                  rodziców i od razu przyjął za pewnik, że wszyscy tak robili.
                  co za płytkie myślenie.
                • mathiola Re: Wychowanie w PRL - czytalyscie? 18.03.10, 23:44
                  Ja np. mimo kilkunastu recept na
                  > antybiotyki nie podałam ich dzieciom - nie zastosowałam się do rad
                  > pediatry. Kiedyś też tak było.

                  na bank tak NIE było.
                  Dawniej - raz - że nie było takiej świadomości (ani wśród lekarzy ani wśród
                  rodziców) odnośnie ubocznych skutków antybiotyków i podawano je bezkarnie jak
                  leciało, a dwa - lekarz to był autorytet, którego słuchać się należało. Coś jak
                  ksiądz.
                  • doral2 Re: Wychowanie w PRL - czytalyscie? 18.03.10, 23:59
                    mathiola napisała:

                    > Ja np. mimo kilkunastu recept na
                    > > antybiotyki nie podałam ich dzieciom - nie zastosowałam się do rad
                    > > pediatry. Kiedyś też tak było.
                    >
                    > na bank tak NIE było.
                    > Dawniej - raz - że nie było takiej świadomości (ani wśród lekarzy ani wśród
                    rodziców) odnośnie ubocznych skutków antybiotyków i podawano je bezkarnie jak
                    leciało, a dwa - lekarz to był autorytet, którego słuchać się należało. Coś jak
                    ksiądz. .."


                    Match, ale jakie wtedy antybiotyki były?? biseptol i penicylina, to o czym tu
                    dyskutować??
                    • lolinka2 Re: Wychowanie w PRL - czytalyscie? 19.03.10, 10:38
                      ja jestem rocznik twoich dzieci, doral. Pamiętam z dzieciństwa
                      znaaaaaaacznie więcej antybiotyków niż tylko penicylina (vel
                      najsłynniejsza pochodna ampicylina) czy omawiany biseptol. Tetracykliny
                      w najrozmaitszych postaciach na ten przykład kojarzę, jak się dobrze
                      skupię, to i cefalosporyny wspomnę.... i mówię o tym, co mi dawali
                      PRZED UKOŃCZENIEM 6 LAT.
                      • lolinka2 Re: Wychowanie w PRL - czytalyscie? 19.03.10, 10:40
                        o, i jeszcze aminoglikozydy z ich ototoksycznością, którą straszyli też
                        pamiętam...
                      • doral2 Re: Wychowanie w PRL - czytalyscie? 19.03.10, 10:48
                        Lolinka, ale ja mówię o czasach jeszcze wcześniejszych.

                        dziwi mnie jedynie wyśmiewanie ówczesnych poradników. poradniki były takie, jaka
                        była ówczesna wiedza.
                        teraz poradniki są inne.
                        prawdopodobnie za 30 lat zostaną tak samo wyśmiane i osoby, którym się wydaje ze
                        teraz pozjadały wszystkie rozumy w kwestii wychowywania dzieci, za te 30 lat
                        mogą być tak samo za jaskiniowców poczytane.
                        nie mówię, że ówczesne poradniki były doskonałe. były takie, jaki był stan
                        wiedzy w tamtych latach. i mówię, że nie wszystkie porady w nich zawarte są psu
                        na budę, bo z wielu rad korzysta się do dzisiaj, tyle że w zmodyfikowanej formie.
                    • mathiola Antybiotyk jest antybiotykiem 19.03.10, 13:01
                      Co za różnica ile ich było na rynku (erytromycyna jeszcze była).
                      I tak: zaczerwienione gardło - biseptol, katar - biseptol, kaszel - biseptol.
                      Dopiero stosunkowo niedawno lekarze poszli po rozum do głowy, ale rodzice nadal
                      mają z tym często problem (dobre leczenie = szybkie leczenie = antybiotyk).
                      • lolinka2 Re: Antybiotyk jest antybiotykiem 19.03.10, 13:17
                        mathiola, ja nie mówię o stanie rynku farmaceutycznego, ale o tym, co
                        na mnie, dziecięciu wiecznie chorym, przetestowano...
                        • mathiola Re: Antybiotyk jest antybiotykiem 19.03.10, 13:25
                          ale ja nie do ciebie, tylko do Doral, co powiedziała, że kiedyś były tylko dwa
                          więc o czym tu dyskutować wink
                      • figrut Re: Antybiotyk jest antybiotykiem 19.03.10, 13:40
                        > Co za różnica ile ich było na rynku (erytromycyna jeszcze była).
                        > I tak: zaczerwienione gardło - biseptol, katar - biseptol, kaszel -
                        biseptol.
                        > Dopiero stosunkowo niedawno lekarze poszli po rozum do głowy, ale
                        rodzice nadal
                        > mają z tym często problem (dobre leczenie = szybkie leczenie =
                        antybiotyk).
                        Tym samym właśnie mamy dowód na to, że było tak jak teraz, czyli
                        jedni się stosowali, inni tak ja ja olewali i robili po swojemu.
                        Wejdź na forum niemowlę i poczytaj ile dzieci do pierwszego roku
                        życia dostało już duomox, augmentin, ospamox i inne - DO PIERWSZEGO
                        roku.
                        W TEJ epoce pisałam kilka razy na forum, że nie podaję antybiotyku na
                        zapalenie oskrzeli, czerwone gardła i inne popularne wśród dzieci i w
                        TEJ epoce większość matek była tak ślepo zapatrzona w pediatrę, że
                        zmieszała mnie z błotem i kwitowana słowami "jak uważasz, że jesteś
                        mądrzejsza od lekarza, to nie chodź do niego po poradę".
                  • figrut Re: Wychowanie w PRL - czytalyscie? 19.03.10, 00:47
                    Math, ja się wychowałam na wsi i choć prawdą jest, że jak lekarz
                    przepisał antybiotyk, to rodzic ze strachu przed niemal śmiertelną
                    chorobą ten antybiotyk podał (nie przepisywało się penicyliny na
                    czerwone gardełko, a na poważne choroby - dostałam serię 12
                    zastrzyków penicyliny i raz kurację biseptolem przez całe moje
                    dziecięce życie). Jednak gdy lekarz zalecił kurację przy lekkiej
                    chorobie, to wielu rodziców mówiło "dohtory są głupie, na to to
                    szałwia działa, tabletek nie trzeba". Ja tylko piszę, że i wtedy i
                    dziś nie wszyscy rodzice stosują się do zaleceń lekarzy.
                    • mathiola Re: Wychowanie w PRL - czytalyscie? 19.03.10, 13:07
                      No, a mój skład chemiczny to 50% biseptolu i cała reszta niezbędna do życia wink
              • karra-mia Re: Wychowanie w PRL - czytalyscie? 18.03.10, 23:41
                > położnych, wpisach do książeczki zdrowia itp. poradniki można olać, lekarza nie
                > posłuchać trudniej, zwłaszcza jak się jest niedoświadczoną matką.

                to się nawet do dzisiejszych czasów może odnieść.
                Każda z nas chyba urodziła się bądź była małym dzieckiem w czasach PRL, czy zatem mamy powiedzieć, ze nasze mamy były ogłupiałe przez system kobiety i robiły nam ogromną krzywdę?
                tak dla przykładu - moja mama nie przegrzewała mnie, wręcz przeciwnie hartowała, dzięki czemu jedyne choroby jakie mnie dopadły to choroby wieku dziecięcego typu ospa, różyczka. Żadnych przeziębień, katarów, infekcji.
                I takich mam bylo więcej, tak samo jak były tez te ślepo zapatrzone w "rady". Ale tak samo jest teraz. Ja sama mam w pobliżu mnie znajomą tak zapatrzoną w te wszystkie mądre, święte rady pediatrów, rehabilitantów, specjalistów, alergologów i kogo tam jeszcze, ze gdzieś się jej mózg zagubił chyba. I teraz też jest w ciąży i mam kobietę rodem z CiPa obok. Także nie generalizujmy.
            • totorotot Re: Wychowanie w PRL - czytalyscie? 19.03.10, 10:04
              > No bo chyba nie powiemy, ze wszystkie mamy z tamtego okresu byly dośc ograniczo
              > nymi istotami, że ślepo polegały na poradnikach i traktowały rady zawarte tam j
              > ak świete prawda?
              >

              Każda z nas ma jakis obraz matki, najczęściej swojej własnej. Jeśli Twoja nie trzymała się sztywno podręcznika, zakładasz, ze wszystkie mamy "miały swój rozum". Jeśli - powiedzmy- moja podręczniki traktowała z nabożnością, jestem skłonna przypuszczać, że większość ówczesnych matek była jednak trochę lekturami ograniczona.
              Tak już jest, że osobiste poglądy i doświadczenia podświadomie przeciągamy na ogół społeczeństwa. Tyle ze strony psychologicznej.

              Jak to wygladało wówczas możemy wnioskować w zaszłościahc z tamtego okresu stosowanych np. w szpitalach współcześnie- naleśnikowanie noworodków, dwie czapeczki, karmienie co trzy godziny itp.
              • karra-mia Re: Wychowanie w PRL - czytalyscie? 19.03.10, 10:39
                Wiesz totorotot, nie wiem dlaczego przeciwniczki PRL tak usilnie próbują pokazac, jak to wtedy dzieci źle wychowywano, karmiono, ubierano itd. Doprawdy nie rozumiem tego, bo czy to oznacza, z emy teraz jesteśmy najmądrzejsze, wiemy najlepiej tak?
                Pokolenie mojej babci znów wychowywało dzieci podobnie do nas, jak dzieciak boso biegał to nic, bo przeciez kiedyś dzieci tak łaziły i żyły i dlatego też pokolenie naszych mam stało w opozycji do metod babć, tak jak my teraz stoimy w opozycji do metod mam.

                > Tak już jest, że osobiste poglądy i doświadczenia podświadomie przeciągamy na o
                > gół społeczeństwa. Tyle ze strony psychologicznej.
                >
                > Jak to wygladało wówczas możemy wnioskować w zaszłościahc z tamtego okresu stos
                > owanych np. w szpitalach współcześnie- naleśnikowanie noworodków, dwie czapeczk
                > i, karmienie co trzy godziny itp.

                I nie wiem, coście sie tak uczepiły tego karmienia co 3 godziny? Zawsze znajdziemy jakieś minusy plusy, tak samo teraz.
                Mam taki poradnik z tamtego okresu i na karmienie jest tam poświęcone zaledwie kilka zdań, za to jest bardzo dużo innych rad, n iektórych bardzo praktycznych i przydatnych.

                Także skonczmy już udowadniac, jak to wtedy było źle, jak to matki były zapatrzone w idiotyczne ksiązki, jak to dzieci źle się miały.
                • totorotot Re: Wychowanie w PRL - czytalyscie? 19.03.10, 11:16
                  Karra, ja tak piszę przez pryzmat własnych doświadczeń jako dziecko, często traumatycznych o czym już pisałam na tym forum. Moi rodzice niestety z tych pedantycznie nawiedzonych,nauczycielska rodzina to i musi być zgodnie z ustaleniami świętego podręcznika... Być może wyolbrzymiam, bo mama podchodziła raczej luzacko w porównaniu do ojca, jednak jak teraz słyszę jego "światłe" rady nt. mojej córki i sobie przypominam dwie pary rajstopków na sobie, to mi się drobne w kieszeni nie zgadzają smile

                  Co do tego karmienia co 3 godz. to i teraz zaleca się karmione mlekiem sztucznym dziecki karmic co 3 godziny (co jest moim zdaniem sensowne, że ok. co 3 godz. dziecko jest głodne po treściwej butli), to samo zaleciły mi mylnie karmionej cycem (czyli mlekiem mniej sycącym) córce pielęgniarki jak wypisywałam ją ze szpitala (trafiła tam w 6.dobie zycia), jednak ja tam jej dawałam niemal non stop smile

                  Pamiętam jak opiekunka zabraniała mojej mamie podejść do mlodszej siostry gdy ta płakała, żeby sobie dziecko płucka ćwiczyło. Z tego co wiem, wiejskie mamy były pod względem rozsądku i kierowania się intuicją bliższe współczesności niż mamy miastowe, ale to moja prywatna opinia smile
          • kai_30 Re: Wychowanie w PRL - czytalyscie? 18.03.10, 23:30
            Figrut, ale teraz nie ma jedynie słusznej linii. Nawet jeśli propaguje się
            wyłączne karmienie piersią do pół roku, to jednocześnie można znaleźć masę
            tekstów o karmieniu butelką bez poczucia winy. Jedne poradniki zalecają
            werandowanie, w innych na pytanie "kiedy na pierwszy spacer" znajdziesz
            odpowiedź w stylu: "Twoje dziecko było już na pierwszym spacerze, jak
            przywiozłaś je ze szpitala. Spokojnie możesz z nim wychodzić nadal".

            Kiedyś zalecenia podręczników pokrywały się z zaleceniami lekarzy i obowiązywała
            jedna, jedyna linia postępowania i jeśli kobieta wychowywała dzieci inaczej, nie
            mogła znaleźć wsparcia "autorytetów". teraz jest inaczej - dopuszcza się myśl,
            że matki są różne, dzieci są różne, i to, co sprawdza się u jednych,
            niekoniecznie będzie pasowało innym.
            • figrut Re: Wychowanie w PRL - czytalyscie? 18.03.10, 23:35
              Kiedyś teś nie było jedynie słusznej linii. Jak najbardziej popierało
              się karmienie piersią i to nie przez dwa-cztery tygodnie. Propagowało
              się też zakładanie maseczek na twarz w czasie karmienia dziecka, a
              zapytaj jakiejkolwiek matki z tamtych czasów, czy zakładała
              KIEDYKOLWIEK maseczkę na twarz przy swoim dziecku.
              • kai_30 Re: Wychowanie w PRL - czytalyscie? 18.03.10, 23:58
                figrut napisała:

                > Kiedyś teś nie było jedynie słusznej linii. Jak najbardziej popierało
                > się karmienie piersią i to nie przez dwa-cztery tygodnie.

                Figrut, teoretycznie się popierało, a w praktyce już gorzej smile Choćby to
                nieszczęsne karmienie na godziny - Ty w to nie wierzysz, ale większość matek
                naprawdę tego przestrzegała! Przed godziną karmienia dziecko wyło, więc się je
                nosiło (to ta część, która słuchała intuicji, że dziecko nie powinno wyć samo w
                łóżeczku), część poiła rumiankiem albo wodą z cukrem, część poddawała się i
                przechodziła na butelkę, bo miała "za słaby pokarm" - no ewidentnie za słaby,
                skoro nie wystarczał na trzy godziny, nie?

                Dziesiątki takich przykładów z własnego otoczenia znam. Jeszcze moja siostra
                (starsza ode mnie) karmiła "na godziny" (mój siostrzeniec jest rocznik 1981),
                dopajając hektolitrami herbatki z rumianku, wcześnie wprowadzając mannę na mleku
                podawaną na noc itd itp. Ja w 1998 roku karmiłam już na żądanie, wyłącznie
                piersią, i wysłuchiwałam wydziwiania starszego pokolenia, że tak się nie
                powinno, że żołądek musi dziecku odpocząć, że będzie zapasione itd itp.
                • figrut Re: Wychowanie w PRL - czytalyscie? 19.03.10, 00:11
                  "Płacz i krzyk nie powinny wpłynąć na zakłócenie ustalonego trybu
                  dnia. Można niemowlę uciszyć przez samo podejście do niego, uśmiech,
                  zainteresowanie go jakimś przedmiotem. W ten sposób wychodzimy
                  naprzeciw potrzebom psychicznym niemowlęcia: budzącym się uczuciom i
                  chęci nawiązywania kontaktu. Więź uczuciowa powstaje przede wszystkim
                  między dzieckiem a matką lub opiekunką, która matkę zastępuje.
                  Utrwala się w dziecku przekonanie, że ta najbliższa istota zawsze i w
                  każdej okoliczności udzieli pomocy, pocieszy....."
                  Wychowanie w okresie niemowlęctwa, Poradnik Gospodyni rok 1975
                  • kai_30 Re: Wychowanie w PRL - czytalyscie? 19.03.10, 00:21
                    Figrut, ale to, co wkleiłaś, jest idealne na poparcie moich tez...

                    figrut napisała:

                    > "Płacz i krzyk nie powinny wpłynąć na zakłócenie ustalonego trybu
                    > dnia.

                    Czyli: ma nie wymuszać płaczem, nieważne, płacze czy krzyczy, trzeba
                    przestrzegać regularności np posiłków.

                    Można niemowlę uciszyć przez samo podejście do niego, uśmiech,
                    > zainteresowanie go jakimś przedmiotem.

                    Zauważ - o wzięciu na ręce, przystawieniu do piersi ani słowa nie ma. Jest
                    "podejście" i "uśmiech", ewentualnie pomachanie grzechotką.

                    W ten sposób wychodzimy
                    > naprzeciw potrzebom psychicznym niemowlęcia: budzącym się uczuciom i
                    > chęci nawiązywania kontaktu. Więź uczuciowa powstaje przede wszystkim
                    > między dzieckiem a matką lub opiekunką, która matkę zastępuje.

                    O, to brzmi nawet ładnie, gdyby nie stało w sprzeczności z tym, co było na
                    początku i tym, co potem:

                    > Utrwala się w dziecku przekonanie, że ta najbliższa istota zawsze i w
                    > każdej okoliczności udzieli pomocy, pocieszy....."

                    A jeśli dziecko płacze z głodu, bo pora karmienia nie nadeszła? Obawiam się, że
                    samo gruchanie nad łóżeczkiem niespecjalnie pomocne w takich przypadkach jest.
                    No, chyba że ma się szczęście i dziecko należy do kategorii aniołków, którym
                    rzeczywiście niewiele trzeba i które łatwo akceptują wszystko, co im się narzuca.
                    • figrut Re: Wychowanie w PRL - czytalyscie? 19.03.10, 00:24
                      Mylisz się, to całkowicie burzy Twoją tezę. Czytaj w całości i cały
                      fragment przytaczaj. Nie na darmo przepisywałam całość bez wycinania
                      mniej istotnych fragmentów.
                      • kai_30 Re: Wychowanie w PRL - czytalyscie? 19.03.10, 00:50
                        No cóż, ja uważam inaczej smile Nie ominęłam ani jednego fragmentu, btw. Mogę
                        przepisać tak, żeby było w całości, ale to juz nie dziś, bateria mi w laptopie
                        pada, czas spać wink

                        A o karmieniu coś znajdziesz? smile
                        • figrut Re: Wychowanie w PRL - czytalyscie? 19.03.10, 00:57
                          Mam tu i o karmieniu, rozszerzaniu diety, spacerach i wysokości oraz
                          przewiewności wózka i nie stawianiu budki kiedy nie pada i nie wieje
                          wielki wiatr. Jest też o przetworach, pojeniu, diecie karmiącej matki
                          (czyli duże urozmaicenie i brak głodowania), przewijanie, kąpiel,
                          technika karmienia, higiena otoczenia i zestaw chorób dziecięcych z
                          opisami.
                          • kai_30 Re: Wychowanie w PRL - czytalyscie? 19.03.10, 08:26
                            No i?

                            Co piszą o tym karmieniu? Zeby co trzy godziny, czy tak często, jak dziecko
                            chce? Jeśli to drugie, to odszczekam wink
                            • figrut Re: Wychowanie w PRL - czytalyscie? 20.03.10, 01:43
                              O karmieniu jest napisane, aby noworodka karmić siedem razy na dobę i
                              w nocy zrobić dłuższą przerwę. Nie ma tam określonego czasu
                              karmienia, tylko ilość karmień. Jak sobie przypominam, to moich chyba
                              rzadziej karmiłam niż te siedem razy z tym tylko, że córa najadała
                              się w pół godziny, starszy syn potrafił wisieć przy piersi 1,5
                              godziny, a młodszy najadał się w czasie krótszym niż dziesięć minut i
                              nocki od 21 po kąpieli do 6-7 rano przesypiał całe od noworodka.
                              To prawda, że schematycznie wychodzi co trzy godziny, ale nigdzie nie
                              podali czasu jednego posiłku.
                              Zarzuca się tamtej epoce przegrzewanie, a w poradniku mam całkowitą
                              odwrotność, więc to przegrzewanie to nie wina poradników, a słuchania
                              babć i cioć "bo dziecko musi mieć ciepło". W poradniku napisane jest,
                              żeby becika nie używać chyba, że w nie dogrzanym mieszkaniu, a na
                              forum zarzuca się, że poradniki nakazywały trzymanie dzieci w
                              becikach - to nie poradniki, to matkom podpowiadały ich matki, ciotki
                              i koleżanki. Nie widzę w zasadzie nawet różnicy między dzisiejszym
                              przegrzewaniem a dawnym. Zmieniło się tylko opakowanie, ale warstwa
                              ocieplacza jest ta sama + w dzisiejszych czasach tak niezwykle
                              popularne przykrycie od wózka na ten cały opatulacz, czego w
                              poradniku moim unikano, bo musi być przewiew aby skóra dziecka mogła
                              oddychać.
                              Większość rzeczy wyśmianych w artykule i tu na forum są przedstawione
                              jako poradnikowe, a z poradnikiem nie mają nic wspólnego, bo to
                              wymysły naszych babć i prababć które dawały nauki pielęgnacji naszym
                              matkom.
                              Nie czepiaj się jednej wady z tamtych czasów tylko po to, aby móc się
                              doczepić do całości na zasadzie "skoro jedno było durne, to całe
                              poradniki same bzdury zawierały". Na siłę szukasz solidnego haka, a
                              znajdujesz tylko drobne zadry które usilnie na haki chcesz przerobić.
                              • magiczna_marta Re: Wychowanie w PRL - czytalyscie? 20.03.10, 07:48
                                Madrego to i przyjemnie poczytac.
                                • doral2 Re: Wychowanie w PRL - czytalyscie? 20.03.10, 09:09
                                  Figrut, jesteś bardzo mądrą osobą smile
        • kai_30 Re: Wychowanie w PRL - czytalyscie? 18.03.10, 23:22
          aguacate napisała:

          > Niestety, musialam wyjsc w samym srodku dyskusji, ale moim zdaniem:
          > - absurdalna dla mnie jest ta "kategorycznosc" tych regul. Bo
          > o ile brzmi sensownie "karmic regularnie", to zalecenie "co 3
          > godziny i ani minuty wczesniej ani pozniej" jest absurdalne. A tak
          > wlasnie kazano.

          Dokładnie tak. Zero zrozumienia, że dzieci są różne, ba - że nawet noworodki są
          różne. Jednym co trzy godziny wystarczy, inne potrzebują częściej. Jedne lubią
          być ciasno owinięte, inne śpią spokojnie tylko wtedy, kiedy nic ich nie krępuje.
          Jedne bez problemu będą zasypiać same w łóżeczku, inne chcą się przytulać...
          itd. itp.
          • figrut Re: Wychowanie w PRL - czytalyscie? 18.03.10, 23:32
            > Dokładnie tak. Zero zrozumienia, że dzieci są różne
            Ale tak nie było. Poradniki były czymś w rodzaju wskaźnika, ale matki
            miały swój rozum i swoją intuicję. Jak już pisałam wcześniej, nie
            pamiętam płaczu dzieci z mojej klatki schodowej. Teraz też tak nie ma,
            że matki stosują się bezwzględnie do zasad z poradników, tylko prawie
            każda modyfikuje do potrzeb swoich i swojego dziecka. Kiedyś matki nie
            miały kamienia zamiast serca tylko dlatego, że PRL był.
            • kai_30 Re: Wychowanie w PRL - czytalyscie? 18.03.10, 23:46
              figrut napisała:

              > > Dokładnie tak. Zero zrozumienia, że dzieci są różne
              > Ale tak nie było. Poradniki były czymś w rodzaju wskaźnika, ale matki
              > miały swój rozum i swoją intuicję.

              Owszem. Z tym zerem zrozumienia miałam na myśli tzw autorytety wink

              Część matek słuchała własnej intuicji, ale jeśli to robiły, to raczej nie miały
              wsparcia "odgórnego", poza rodziną - lekarz darł mordę, jeśli się przyznawały,
              że np karmią w nocy, nie mówiąc już o tym, że reżim zaprowadzany był już na
              położniczym, i wiele kobiet nie karmiło piersią, bo laktacja nie miała szans się
              rozbujać. Stąd funkcjonujące do dziś mity o "braku pokarmu po cesarce".

              Niemowląt karmionych wyłącznie piersią dłużej niż kilka tygodni było naprawdę
              niewiele - o czym to świadczy? Że kiedyś matki nie miały pokarmu, a dzisiejsze
              jakoś zmutowały i mają? Kiedyś gremialnie nie chciały, a dziś chcą? Nie - przede
              wszystkim o tym, że kiedyś zalecenia pediatrów i poradników bardzo utrudniały
              sukces w karmieniu piersią.

              Krótko mówiąc - łatwiej było słuchać intuicji, jeśli chodzi o tulenie płaczącego
              niemowlęcia, niż o sprzeciwienie się wyraźnym, popartym "naukowymi"
              uzasadnieniami zaleceniom dotyczącym żywienia niemowlęcia.
              • doral2 Re: Wychowanie w PRL - czytalyscie? 18.03.10, 23:57
                rozumiem kai, że w latach 1950-1970 wychowałaś co najmniej trójkę dzieci i
                jesteś autorytetem w kwestii metod wychowawczych w tamtych czasach, tak??
                • kai_30 Re: Wychowanie w PRL - czytalyscie? 19.03.10, 00:05
                  doral2 napisała:

                  > rozumiem kai, że w latach 1950-1970 wychowałaś co najmniej trójkę dzieci i
                  > jesteś autorytetem w kwestii metod wychowawczych w tamtych czasach, tak??

                  Miło mi, że uważasz mnie za autorytet, sama bym nie śmiała takich wniosków
                  wyciągać big_grin

                  Chciałam jednakowoż zauważyć, że żeby mieć wiedzę z historii, dajmy na to z
                  okresu wojen napoleońskich, niekoniecznie trzeba żyć na początku XIX wieku.
                  Można i współcześnie, wiedzę czerpiąc z materiałów źródłowych.
    • mathiola Re: Wychowanie w PRL - czytalyscie? 18.03.10, 23:00
      Moja mama mimo nikłego wykształcenia (wynikającego z warunków)jest bardzo mądrą
      osobą z wielką intuicją (po kimś to mam, no nie? wink)
      I ta moja mama karmiła mnie normalnie piersią, mimo iż z zaleceń ówczesnych
      wynikało, że pierwsze 2 tygodnie piersią a potem to już mleko sztuczne plus
      zupki. I nikt nie karmił dzieci piersią wtedy, jak teraz.
      A ona mnie tą piersią karmiła do 8 miesiąca, póki kiedyś nie pojechała ze mną do
      swojej mamy a mojej babci i mnie z nią zostawiła. I zagadawszy się, spóźniła się
      na karmienie. A ja taka rozdarta byłam, że spóźnienie 5-minutowe w karmieniu
      oznajmiałam całemu światu wielkim wrzaskiem. Więc babcia nagotowała mi kaszy na
      mleku i nakarmiła mnie smoczkiem. I od tamtej pory nie chciałam piersi, mama
      cierpiała na zapalenie piersi przez to gwałtowne odstawienie.
      Więc w miarę chyba "normalnie" byłam wychowana.
    • figrut Re: Wychowanie w PRL - czytalyscie? 19.03.10, 00:18
      ".... Niestety nie ma recepty pedagogicznej która pasowałaby do
      wszystkich dzieci bez wyjątku, ponieważ każdy człowiek jest inny i
      posiada cechy sobie tylko właściwe, a rozwój fizyczny i psychiczny
      dziecka jest procesem ciągłym i żadna cecha nie zjawia się nagle, ani
      żadna luka w wychowaniu nie mija bezkarnie..."
    • figrut Re: Wychowanie w PRL - czytalyscie? 19.03.10, 00:33
      " Łóżeczko
      Najlepsze są łóżeczka metalowe, bo najłatwiej utrzymać je w czystości,
      wyścielone materacykiem z włosia, trawy morskiej lub siana. Tradycyjne
      beciki nie są wskazane, gdyż krępują ruchy niemowlęcia i niepotrzebnie
      przegrzewają. Mają zastosowanie wyłącznie wówczas, kiedy np. w zimie
      nie można dostatecznie ogrzać mieszkania. Wówczas spód becika , na
      którym leży niemowlę, należy wypchać sianem, a nie pierzem, w górną
      część - w pokrowiec - włożyć miękki kocyk."
      • aguacate Re: Wychowanie w PRL - czytalyscie? 19.03.10, 01:47
        Figrut, oczywiscie, ze bylo roznie, zalezy, czy ktos scisle
        przestrzegal zalecen, czy sluchal intuicji, doswiadczen innych
        matek. ALE wiekszosc poradnikow z tych lat byla w jednym
        tonie, nie bylo takiego wyboru, nie bylo netu, itp. Wiec czesc matek
        sluchala sie tych poradnikow, pediatrow i stosowala te rady, mimo
        wyszstko.

        Ja akurat napisalam o doswiadczeniach mojej (i tylko mojej) mamy. I,
        jak pisalam, jej tesciowa kazala jej karmic na godziny i nie nosic,
        a jej wlasna matka stosowala praktyki wyniesione z domu, z
        doswiadczenia. Jedno dziecko - dwie rozne metody. Wiec - jak widac-
        bywalo roznie.

        Jednak, gdyby nie to, ze zawiozla mnie do swojej matki, to pewnie
        bylabym chowana tak, jak w przytoczonym artykule. Pewnie bym nie
        umarla. Ale czy moja mama byla szczesliwa widzac swoje dziecko
        wyjace z glodu, samotnosci w lozeczku, nudow, itp?

        Powtarzam, ton tych podrecznikow i zalecen jest tragiczny.
        • bernimy Re: Wychowanie w PRL - czytalyscie? 19.03.10, 08:48
          Różnica polega na tym, że teraz matki maja do wyboru 1000
          poradników, internet i dużo książek do poczytania plus filmy i
          programy edukacyjne! Mądra matka wybierze co jest dla Niej
          priorytetem (Jej wola chwila -"jesteś tego warta", czy spokój
          psychiczny dziecka i naturalne podejście do potrzeb Maluszka).

          Weźcie choćby te 3 godz. przerwy, my mamy wielgachne żołądki a
          niejednokrotnie częściej sięgamy po jędzenie czy też po minionych 3
          godz. nie zjemy nic bo nam się po prostu nie chce! A taki Malec nie
          ma wyboru, jak trafi na głupią matkę, która przeczyta, że co 3 godz.
          to tak ma być i koniec!
          A w tamtych czasach wydany poradnik był JEDYNYM słusznym i
          większość matek jak owce szły za tym, co wyczytały i to było
          najgorsze!

          Zresztą takie poradniki były też dotyczące intymnego życia (boki
          zrywać można jak się to czyta) czy też poradnik typu jak być idealną
          gospodynią dodmową! Czytałam big_grinbig_grinbig_grin i polecam! Z tych poradników
          żadna z nas mądrości nie chciałaby wyciągnąć dla siebie a z
          poradnika o wychowaniu dzieci już tak?!
        • figrut Re: Wychowanie w PRL - czytalyscie? 19.03.10, 09:26
          Zgadza się, że różnie było i jak widzisz, rozpiętość tej różnorodności w
          postępowaniu była ogromna. Nie jesteśmy wyjątkami na tym forum których matki i
          tak robiły po swojemu, bo takich matek była zdecydowana większość. Ton nie ma
          nic do rzeczy, bo kiedyś taki był styl pisania poradników, a i tak większość
          miała w głębokim poważaniu ścisłe trzymanie się tabelek. Przestrzegano wtedy
          przed chodzikami ze względu na częste problemy z klatką piersiową (chodzik to
          było małe koło na górze i duże na dole), a i tak chyba co drugie dziecko miało
          chodzik. Nakazywano pranie i gotowanie pieluch zasikanych, a ile z nas rocznik
          60-70 nie zna domów w których śmierdziało moczem od przesuszanych pieluch ?
          Nakazywano swobodę ruchów, nie krępowania w becikach, a i tak część osób miała w
          tyłku te nakazy i pakowała dziecko w bet.
          Karmienie co trzy godziny - w moim poradniku jest napisane, że noworodka karmi
          się siedem razy na dobę przy czym nie ma określonej długości karmienia, a jest
          podany schemat "na przykład o 6-9-12,... "
        • zuzanka79 Re: Wychowanie w PRL - czytalyscie? 19.03.10, 10:04
          aguacate napisała:

          > Figrut, oczywiscie, ze bylo roznie, zalezy, czy ktos scisle
          > przestrzegal zalecen, czy sluchal intuicji, doswiadczen innych
          > matek. ALE wiekszosc poradnikow z tych lat byla w jednym
          > tonie, nie bylo takiego wyboru, nie bylo netu, itp. Wiec czesc
          matek
          > sluchala sie tych poradnikow, pediatrow i stosowala te rady, mimo
          > wyszstko.

          Jeśli myślisz, że teraz co do poradnictwa jest inaczej to grubo się
          mylisz. Czasopism dla mam i kobiet w ciąży od groma, ale w każdmym
          TO SAMO. Bo ile można pisać o 9 miesiącach ciąży, co zmienia się w
          życiu dziecka w poszczególnych miesiącach życia. Czy nasze dzieci w
          pierwszym półroczu swego życia rozwijają się inaczej niż my?
          Co do poradników książkowych, to nie wiem czy zauważyłaś, ale
          zdecydowana większość z nich jest amerykańska. Nasze życie tu i
          teraz to dla Amerykanów głęboki PRL XXI wieku.
    • zuzanka79 Re: Wychowanie w PRL - czytalyscie? 19.03.10, 10:30
      Ja miałam to szczęście, że jako niemowlę i małe dziecko mieszkałam
      na wsi. Moja mama wróciła do pracy po trzech miesiącach od porodu.
      Zostałam pod opieką babci – i całe szczęście. Babcia przeżyła II WŚ,
      okupację i miała gdzieś te wszystkie poradniki i zalecenia, bo ich
      nie znała, nie stosowała przy wychowywaniu mojej mamy i dwóch jej
      starszych sióstr.
      Znam wiele matek tak ślepo zapatrzonych w pediatrę swego dziecka,
      położną czy wszystkie zalecenia dla naszych czasów, że nie raz to mi
      ręce opadają.
      Nam też do książeczki zdrowia dziecka wpisują zalecenia - chociażby
      witaminę K dla dzieci mam karmiących.
      Na jednym z forów to mnie omal matki nie zjadły jak napisałam, że
      zdarza mi się smoczek dziecku oblizać. Nie- absolutnie nie,
      niehigieniczne, a położna mówiła i tak w kółko wink
      To samo dotyczy ekspozycji na gluten po 6 miesiącu. Siedem lat temu
      rodziłam i o żadnej ekspozycji nie czytałam, nie słyszałam . A teraz
      1 łyżeczka kaszy manny przez jakiś czas, potem zwiększać. I pyta się
      matka jedna z drugą, a co jeśli dziecko nie zje tej porcji, jak to
      przeliczyć na biszkopty. U mnie Marysia dostała do łapki kawałek
      bułki, dziąsłom ulżyło i dziecko zostało wyeksponowane.
      Ile mam pcha w dzieci nie potrzebnie całą masę sztucznych witamin,
      bo pediatra zalecił. Mało która zapytała po co dziecku (przeważnie
      zdrowemu) te witaminy. A pediatra zalecił, bo producent witamin
      zafundował pediatrze tydzień w Egipcie. To samo ze szczepionkami.
      Który pediatra poinformuje mamę o powikłaniach poszczepiennych,
      który znając dziecko, jego przeszłość chorobową, podatność
      genetyczną na choroby dobierze indywidualny program szczepień? Który
      pediatra zanim zaleci antybiotyk zrobi antybiogram.? I pomimo
      dostępności do netu, czasopism, opracowań chociażby WHO taka mama
      zapatrzona jest w swego pediatrę jak w święty obrazek..
      Piszą w tych mundrych gazetach, że najlepszy dla dziecka to wózek
      taki a taki ( tak ja w przypadku PRL-owskich metalowych łóżeczek) i
      70% mam kupuje właśnie TE wózki płacąc po dwa, trzy tysiące , bo w
      TEJ i TEJ gazecie tak napisano. A nikt nie pomyśli o tym, że za tym
      wózkiem stoi szeroko pojęty marketing i ileś tam procent z ceny tego
      wózka to właśnie to, że w TEJ gazecie o nim napisali. To samo
      dotyczy kosmetyków, leków, butelek czy zabawek.

      I tak sobie nie raz myślę, że to właśnie teraz, gdzie wszystko jest
      przydaje się o wiele więcej zdrowego rozsądku niż w dalekim PRL-u.
      Po to mam rozum i po to mam instynkt - by używać big_grin
    • zuzanka79 Nocnik 19.03.10, 10:52
      Trening i nocnik (cytat z artykułu linkowanego)
      Autorom podręcznika nie przychodzi do głowy, że warto zaczekać,
      kiedy siadanie na nocniku jest własną decyzją dziecka - nauka trwa
      wtedy krótko, efekt jest trwały, a dziecko dumne. Z "Małego dziecka"
      dowiadujemy się, że najodpowiedniejszy czas na trening czystości to
      dziewiąty miesiąc życia dziecka. Wysadzać malucha trzeba przed
      każdym posiłkiem. Należy robić to bardzo systematycznie, a ponadto
      wyczulić swoje zmysły i nauczyć się, kiedy dziecko daje sygnały, że
      ma ochotę "zaspokoić fizjologiczną potrzebę". "Moment oddawania
      stolca będzie nam łatwiej uchwycić niż moment oddawania moczu. Przed
      oddaniem stolca dziecko wyraźnie zmienia wyraz twarzy. Jedno nadyma
      się i czerwienieje, inne pomrukuje, jeszcze inne milknie. Trzeba
      umieć tylko sprytnie podpatrzyć malca, a na pewno w odpowiedniej
      chwili posadzimy go na nocniczku. Pamiętajmy jednak, by nie
      przetrzymywać go na nim zbyt długo..."

      Teraz to się nazywa Elimination Communication; zalecają stosowanie
      we wczesnym niemowlęctwie i jakoś dziś nikt nie widzi w tym nic
      złego. Metoda ta współcześnie wzbudza wręcz zachwyt tych „TrendyMam”.

      ekobaby.pl/ec_wstep.php Cytat ze strony:
      A więc raz jeszcze: każdy zdrowy noworodek jest świadomy swoich
      procesów fizjologicznych i jest w stanie nauczyć się odpowiedniego
      reagowania. Jeśli w to nie wierzysz to po prostu zdejmij swojemu
      dziecku pieluchę i obserwuj jego reakcje podczas wypróżniania. Na
      pewno przekonasz się, że twoje maleństwo doskonale wie co się w tym
      momencie z nim dzieje. Twoje dziecko zrobi wszystko co w jego mocy,
      aby cię o tym poinformować, ale jeśli będziesz ignorować jego
      sygnały i nie podejmiesz komunikacji to w końcu przestanie
      sygnalizować.
      I jeszcze jeden link:
      parenting.pl/doradca-ds-naturalnej-higieny-niemowlat/4453-naturalna-higiena-niemowlat-czyli-o-najwiekszej-przygodzie-mojego-
      macierzynstwa.html

      No tak PRL żeczywiście było do ... dupy, bo trzebabyło czekać z
      nocnikowaniem do dziewiątego miesiąca tongue_out. Ile prań podaremnie to
      tylko Frania wiedziała wink
      • zuzanka79 "rzeczywiście" miało być na końcu :) 19.03.10, 10:54

    • jkk74 Re: Wychowanie w PRL - czytalyscie? 19.03.10, 13:55
      moja matka uważa, że kłopoty zdrowotne mojego syna to wina
      wyziębienia... powinnam go PRZEGRZEWAĆ, bo to jest zdrowsze niż jak
      mu jest ciut za chłodno...
      do spania powinnam na ful odkręcać kaloryfer, tak żeby było w pokoju
      25 stopni...

      ogólnie widzę, że moje metody uważa za najgorsze a jedynie słuszne
      to tej stosowane przez nią...
      ciekawe tylko czemu mój syn u mnie w domu jak jest niby za zimno -
      ma problemy oddechowe, ale bez typowych objawów przeziębieniowych
      (lekarka podejrzwa, że mu astma wyłazi, niestety)
      a jak wraca po nocowaniu od mojej matki to syn nie tylko źle oddycha
      ale i ma gorączkę, katar, kaszel itp...

      część przyjemności opisanych w artykule mnie ominęło...
      na szczęście...
      • figrut Re: Wychowanie w PRL - czytalyscie? 19.03.10, 14:12
        > część przyjemności opisanych w artykule mnie ominęło...
        > na szczęście...
        Przeczytałam ten artykuł i naprawdę, niewiele ma wspólnego z
        poradnikami, a przynajmniej z tym, który ja posiadam (1975 rok). Prawdą
        jest, że media żywią się trupem i w tym przypadku właśnie tak jest.
        Przesadza się w jednym, pomija milczeniem drugie. Artykuł ma być
        poczytny, a czytamy najchętniej rewelacje, a nie flaki z olejem.
        • dragica Re: Wychowanie w PRL - czytalyscie? 19.03.10, 14:33
          Cztajac Niemowle i Male Dziecko ja osobiscie zauwauam,ze niewiele sie
          zmienilo.Dzieci sa nadal przegrzewane,nadal zaklada sie im czapke po
          kapieli,ubiera w 10 warstw,kisi w domu zima,wklada do rozka.A ile jest watkow na
          niemowlu o nienoszeniu dziecka ,bo sie przyzwyczaismilei o niedowolnej ilosci
          mleka,bo matka karmi jak w zegarkusmileNihil novi.Jedynie zmienilo sie oficjalne
          podejscie do dziecka,czesto takie na pokaz-w stylu jacy my jestesmy in
          rodzice,nosimz w chuscie,karmimy dlugo itd
          • doral2 Re: Wychowanie w PRL - czytalyscie? 19.03.10, 15:38
            o, dzięki dragica smile
    • bei Re: Wychowanie w PRL - czytalyscie? 20.03.10, 12:03
      Niezaleznie od zaleceń ówczesnych poradników na świecie żyły też
      matki rozsądnesmile
      Moja mama urodziła swoje pierwsze dziecko w wieku 20 lat (rok 1956)
      W lutym brat miał pol roku, zachowały sie zdjęcia, jak z kolezanką,
      która miala nieco starsze dziecko siedzą w sadzie- dzieci na rękach,
      jest lipiec.
      Moj brat ma na sobie majtki z pieluchą, kapelutek z płótna i
      koszulkę z krotkim rękawem z batystu- widac jak bardzo jest
      cieniutka. Stópki są bose.
      Mama w letniej sukience.
      Obok siedzi kolezanka w szortach i staniku do opalania..
      Na kolanach trzyma dziecko- chyba wówczas 8 miesięczne ubrane w
      sweterek,
      czapeczkę z dzianiny, spodnie długie z dzianiny (KOMPLECIKsmilesmile,
      buciki trzewiki- sznurowane.

      Gdy miałam 11 lat w roku 1974 w pazdzierniku przyszedł na swiat
      mój młodszy brat.W domu było ciepło- pierwsze dwa, trzy dni leżał w
      rożku -cieniutkim kocyku w poszewce- był niskowagowy- pojawiły sie
      potówki więc mama z rozka zrezygnowała- ubierany był w
      cienką bawełnę, przykrywany do snu dwiema flanelowymi pieluszkami.
      Karmiony mlekiem w proszku takim z apteki- z dzidziusiem na
      opakowaniu. Od 2giego miesiaca zalecenia lekarzy- mieszanki z maką.
      Mama kupowała gotowe apteczne- Laktowitt itp.
      Pojawiło sie na rynku bebiko. Brat był noszony po nocach, zabawiany
      w dzien- wpierw sypiał w koszu wiklinowym takim niemowlęcym- kosz
      był przynoszony do kuchni, do pokoju w ktorym toczyło sie normalne
      zycie- gdy mały zasypiał nosilimy do dziecięcego pokoju by mial
      spokoj.
      Mial dwie pieluszki z dziwnie ufakturowanej syntetycznej dzianinki-
      wkladało sie ją pod pieluche terowa na spacer.
      Dzianinka miała własciwosci takei, ze była sucha przy ciele-
      kosztowała pol pensji budzetówki mojej mamy.
      Mama nie mogła długo karmic piersią- chorowała, ale nie widac było
      po niej traumy z powodu utracenia laktacji- stwierdziła, ze butelka
      jest bardzo wygodna.Miałam 11 lat i od początku zajmowałam sie
      bratem.
      Rodzice palili- mama paliła w ciąży, gdy brat miał z 3 lata kopcila
      przy nim np. w kuchni, czy dziennym pokoju.- tylko w naszych
      pokojach dzieciecych i w sypialni dym papierosowy nie unosił się.
      Rodzice uwazali opalenizne za oznake zdrowia- byłam wyganiana na
      siłe an lezak, babcia malowała mi pomadką rumience- byłam blada, nie
      wypadało by ludzie mysleli, ze jestem chorowitkiem
      Oznaką zdrowia była tusza dziecka- jako chudzielec nie byłam „ładnym
      dzieckiem”
      Ładne było o wygladzie młodego buddy.- fałdki, fałdeczki, im wiecej
      tym lepiej, noga powinna byc solidna, złoniowa, nie chude patyczki
      Była niania- ale ciagle cos sie jej przydarzało- rano wpadała i
      oznajmiała- ze nie moze pracowac- wówczas nie szłam do szkoły.
      Mama gdy mnie urodziła była "na językach" w miasteczku- bo gdy szła
      do pracy do mnie przeychodziła niania.
      Inne panie z biura po prostu wypadały z pracy na chwile by cos tam
      zrobic przy dziecku- nakarmic, przewinać i znowu biegły do pracy na
      4 godziny. Sąsiadka zostwiała bliżnięta, gdy nauczyły sie chodzic co
      troche ktos je zgarniał z poza posesji i przyprowadzał do niej do
      pracy. Gdy miały z połtora roku doskonale znały okolicę, same
      chodziły na spacery!!!
      Gdy brat był niemowlakiem dom był obwieszony zabawkami-wisiały one
      na gumach u żyrandola, wokol kosza niemowlecego na szafkach,
      meblosciankachsmile, wokoł łózeczka
      - gdy mały czuwał dbalismy o to by mu sie nie nudziło.
      Do trzech miesiecy noce mamy (rodzice i ja) nieprzespane- noszenie
      niemowlaka na
      rękachsmile

      Moj najstarszy syn ma 27 lat- urodził się w sierpniu.
      Jako jedyny na odziale nie miał potówek- bo lezał ubrany tylko w
      Pieluszkę i przykryty terowymi pieluszkami- jedna lub dwiema (były
      upały, mały był niskowagowy)
      Karmienie co 3 godz- no tak, ale ten cykl bardzo pasował maluchowi.
      Zalecano wprowadzac pokarmy „ pozapiersiowe” od 4 miesiacasmile
      W komisach mozna było kupic Milupę-( jedna osma pensji budzetówki),
      w zaleceniach dalej były
      mieszanki mączne i kaszka manna. Była też modna kaszka kukurydziana.
      Pieluchy tetrowe lub bella jednorazowe o wyglądzie wielkich podpasek.
      Mały wyedukował się nocniczkowo w wieku połtora roku. Tetra była
      dyskomfortowa- mokro, nieprzyjemnie. Były w użyciu ceratki- by
      uchronic odzież przed przemoczeniem.Ubranka z NRD, butelki-takie
      estetyczne. Syn był "wrzaskunem"- do pol roku nocki noszenie na
      rękach, w absorbował na maksa- myslałam, ze wszystkie dzieci takie
      własnie są i juz. Już wtedy w poradnikach zalecano, by uspokajac
      niemowlę, by nie leżało w stresie i lękach, ze jest takie same.
      Drugi syn - miałam 27 lat.
      Pieluchy jednorazowe,Humana, szał ładnych butelek z Węgier,karmienie
      co 3
      godz, smoczki ze Szwecji. Edukacja nocniczkowa w wieku 2 lata i 2
      miesiace- udana.
      Ze starszym tez nie było wczesniejszego "wysadzania" -sam
      zainteresował się nocnikiem. Przedszkole- żaden problem- kazdy
      zakład pracy mial przedszkole.

      Najmłodszy-teraz pieciolatek-wisiał na cycu po 12 godzin- służyłam
      za smoczeksmilespał w
      naszym łóżku, na widok swojego lózeczka trzymiesięczniak podnosił
      wrzask.
      Jak kazdy z moich synów wrzaskunów, noszony do zasniecia do
      pierwszej w nocy by
      Po krótkiej drzemce znowu pragnąć zabawianai
      Przeczytałam po kilku tygodniach rady zaklinaczki niemowlakówsmile
      Nauczyłam małego samemu zasypiać-gdy był najedzony, wybawiony-
      odkładany do
      lózeczka, płacze - USPOKOIĆ- za kazdym razem wyjmowałam, utulałam,
      spokojnego kładłam- tak z kilkaset razy w ciagu dnia i po dobie
      nauczył sie zasypiac samsmile
      Wiszenie na cycu- po długiej drzemce jedzenie- odpowiedni czas
      przystawienie do piersi- kazdy płacz po najedzeniu w czasie ok 2,
      2,5 godzin oznaczał juz inną potrzebę malucha. Matak z
      doswiadczeniem uczyła sie wsłuchiwać w dzieckosmile


      Myśle, ze żadni rodzice (poza patologią) chcą dla dziecka jak
      najlepiej. Czasy się zmieniają, łatwiejszy dostęp do wiedzy.
      Moi rodzice poswiecali nam bardzo mało czasu- bylismy zadbani,
      ładnie ubrani, ale nie było spacerów, wakacji z rodzicami.
      Sprzedawali urlopy, zatopieni w pracy zawodowej, dom musiał lśnic,
      obiad z dwóch dan plus deser.
      Dzieci gdzies dalej, a przeciez dla nich najważniejsze na świecie.

      Pamietacie przesąd, ze od placzu dziecko dostaje przepukliny?smilesmile
      On świadczy o tym, ze zalecenia zaleceniami, a kobiety reagowały na
      płacz dzieckasmile
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka