Obiecałam młodemu, że jak się będzie dobrze uczył ( o ja głupia) to mu pozwolę hodować jakieś malutkie zwierzątko. Miałam na myśli raczej kilka rybek w szklanej kuli ze względu na fakt posiadania kota, małego mieszkania i jeszcze mniejszego dziecka, a także tego że opieka nad stworzeniem bożym i tak mimo obietnic będzie na mojej głowie.
A on chce mieć owada takiego 'uniewolnionego'

albo pająka - po czym podał kilka nazw gatunków z czego ja znam tylko patyczaki i tarantule. Ta druga nie ma szans w ogóle, kategorycznie nawet jakby średnia ocen wyniosła 7,0 - jednym słowem noł łej.
Żółw też odpada razem z jaszczurką i wszystkie gryzonie, a także pies i ptaki.
Dam radę by te patole przeżyły z nami pod jednym dachem? Ma ktoś toto? Mogę liczyć na pomoc jakby co?