przekopałam ogródek.
no, nie cały.
co prawda jest mikroskopijnej wielkości, ale narobiłam się jak dziki osioł.
poprzesadzałam róże, tuje płożące, funkie, rododendrony i aksamitki.
zebrałam nasiona z bidensu czyli uczepu.
powyrywałam miechunkę rozdętą, bo się pleni jak chwast, strasznie ekspansywny kwiat

zasadziłam cebule tulipanów, narcyzów, hiacyntów, krokusów i szafirków.
wkopałam aronię.
cudzymi ręcyma rozsypałam kompost.
bolą mnie nogi, krzyż, ręce i nie wiem co jeszcze.
ale było fajnie, bo ciepło

chyba to ostatni taki piękny, ciepły łikend tego roku...