kama_msz
13.10.11, 21:43
kurwa, zaczęło się.
jesień, zimno, deszczowo, słońca brak.
dzisiaj wstałam (zwlekłam się to lepsze słowo) z łóżka o 10, rozpłakałam się.
włączyłam dołującą muzykę, rozpłakałam się ponownie. pojechałam do pracy, wpadłam jak furia, pierdolnęłam szufladą bo nie było karpul, minę miałam taką, że pacjent na chirurgii nie pisnął nawet słówkiem.
po zabiegu poszłam do skasować na recepcję, pierdolnęłam segregatorem, bluźniąc pod nosem, że czemu tu kurwa tak brudno (na blacie z wyjątkiem karty pacjenta leżało wszystko łącznie z pustym pudełkiem po czekoladkach!).
ryknęłam na koleżankę, że ma się do mnie nie odzywać, prawie poryczałam się po raz 3.
później nieco mi przeszło, po czym po powrocie do domu popłakuję sobie co jakiś czas i mam ochotę poderżnąć komuś gardło.
jak mi nie przejdzie do przyszłego tygodnia to idę po antydepresanty.
ze wstawaniem mam problemy już kilka tygodni, notorycznie się spóźniam do pracy, bo NIE CHCE mi się wstać!
ale dzisiaj było apogeum.
dół jak chuj.