moje, nie młodej. Nie wiem co z tym zrobić bo źle mi z tym bardzo ale strasznie się denerwuje kiedy młoda nie chce zjeść tyle ile "ja sobie życzę". No kretyńsko to brzmi jak cholera zwłaszcza że nie chodzi mi o to żeby jadła jak kilkulatek czy dorosły. Zwykle zjada na dobę swoją stałą ilość (plus minus kilka mililitrów) ale ja i tak się złoszczę kiedy na konkretny posiłek zje mniej niż kilka dni wstecz o tej samej porze (mimo że w kolejnych posiłkach wyrówna ilość). Nie zmuszam jej broń Boże, aż tak mnie nie powaliło. Podejrzewam że zostało mi to po tym, jak przez ponad 2 miesiące jadła tylko tyle że się nie odwodniła i nie przybywała nic na wadze. Do jakiego lekarza powinnam się udać? Może Wy coś poradzicie zanim zacznę walić barana w ścianę.. No pojebało mnie doszczętnie, co tu ukrywać
P.S. Martwię się swoją manią karmienia zwłaszcza dlatego, że młoda jest całkiem zdrowa i rozwija się doskonale. Nie chcę jej wyprodukować zaburzeń odżywiania..