Jak to jest możliwe, ze facet który pragnął dziecka, w czasie ciąży
chodził ze mną na badania, był przy porodzie i przez cały rok był
wzorowym tatą, nagle nie ma dla dziecka czasu?
Od dwóch miesięcy nie mieszkamy razem, a od trzech tygodni nie ma
czasu (na zasadzie "chciałbym ale nie mogę

odwiedzić dziecka. Po
mimo wcześniejszych zapewnień, że zależy mu na regularnych wizytach
i że chce uczestniczyć w wychowaniu dziecka.
Jak to możliwe, że w przeciagu kilku tygodni tak bardzo sie zmienił?
Czy taka jest natura faceta, że w momwncie opuszczenia gniazda
zapomina o pisklakach?
Ps. Cudko, chyba możemy sobie podać ręce
Ps. Mam ochotę sie urżnąć w trzy dupy