Wiecie chyba o co chodzi...
W domu rodzinnym nauczyłam się że te żyły się wycina.Odpada pół wątróbki ale za to później przyjemniej się je("jje"jak powiada moja Mama).
Teściowa(chociaż ogólnie dobrze gotuje)wątróbkę robi z tymi wszystkimi żyłami-no po prostu przełknąć się nie da

M przyzwyczajony do tych żył,dziwi się po co ja tyle się "bawię"z tą wątróbką skoro można od razy smażyć(bleee).
Fakt,tracę sporo wątróby.I tak sobie myślę:
-odłożę małżowi 1/2 wątróbki i usmażę z cebulą i wszystkimi żyłami
-sobie wezmę 1/2,powykrajam żyły i usmażę z cebulą
Efekt:
Ad pierwszy myślnik:on się nażre jak nigdy i będzie zadowolony
Ad drugi myślnik:ja się nażrę i będę zadowolona

P.S.Wycinacie te żyły z wątróbki?
P.S.2,Już idę sprzątać