No to jestem znowu

Dziś nas wypisali...
Niestety, albo może i stety mój poród nie będzie mrożącą krew w
żyłach historią jak poród Deelki. Jej nikt nie przebije

Do szpitala trafiłam w sobotę - mąż mi to przepowiedział... Miałam
pojechać tylko na kontrolne ktg. M chciał, żebym wzieła torbę, bo
pewnie już zostanę. Wyśmiałam go of kors... No i na IP lekarce nie
spodobał się zapis ktg - stwierdziła, że jest za wąski i że mogłabm
zostać. Ja udają głupią mówię do niej: to co, mam jeszcze wieczorem
na ktg przyjechać?. A ona, że nie, że już teraz zostaję... No i
zostałam... Minęła niedziela - czyli dzień, w którym w szpitalu nie
dzieje się nic. Jedna atrakcja dnia to śńiadanie, obiad i kolacja
(oczywiście w bardzo odpowiednich godzinach 8, 12, 17). W niedzielę
zdążyłam jeszcze pochłonąć mcdonalda

Mąż wypowiedział swoją drugą przepowiednię - urodzisz w
poniedziałek...
No i nastał poniedziałek. Po obchodzie wezwano mnie na badanie gin -
wszystko ok. Ale ordynatorka pyta się mnie czy zgadzam się na cc. Ja
się pytam czy nie ma szans na naturalny poród. Ona na to, że są, ale
ponieważ poprzednia ciąża zakończyła się tak jak wiecie to woleliby
nie ryzykować zdrowia czy życia kolejnego dziecka. Ale mam jeszcze
iść na usg i zobaczą jak się ma moja blizna...
Na usg szok - przewidywana waga dziecka 4350!!! Tak więc lekarka
powiedziała, że cesarka na pewno i na pewno w poniedziałek bo akurat
mają pusto na sali operacyjnej i pooperacyjnej. W ciągu godziny
znalazłam się na stole. Był przemiły pan anestezjolog - głaskał mnie
w głowę i całował w czółko

Lenka urodziła się o 11:20 z wymiarami
jakie znacie (54 cm i 4050g).
Jak się trochę ogarnę to wkleję nową fotkę ale dajcie mi trochę
dojść do siebie i oswoić się z nowym członkiem rodziny w domu.
No i nie liczcie, że w ten łikend streszczenie wam zrobię. To raczej
wy mi powinnyście w skrócie napisać co się działo ciekawego na maglu
jak mnie nie było.
No, to tyle.