damakier1
07.10.10, 23:10
Obserwuję zawieruchę z dopalaczami i miotam się, jak Tewje Mleczarz, bo z jednej strony bym tych handlarzy bez gadania do pierdla powsadzała, a z drugiej strony boję się, czy się pan premier zbytnio się nie zapędzi w tym naginaniu prawa, bo prawo raz nagięte łatwo się juz wyprostować nie daje. No i boje się, że jak sie takie nagięcie prawa w słusznej sprawie uda, to potem korcić będzie do nagięcia w sprawach niekoniecznie słusznych. A z drugiej strony się martwie, że jakby te wszystkie bandziory, obstawiwszy sie świetnymi prawnikami, sprawy o bezprawne zamknięcie sklepów i utratę dochodów powygrywały, to kompromitacja rządu byłaby niewąska i może sie pan Tusk na tym srodze przejechać.
Jednakowoż jedna rzecz niewątpliwie dobra już z tej akcji dla mnie wynikła, a okazało się to dzis wieczorem, kiedy gadałam sobie z moim wnuczkiem i powiedział mi on w tej rozmowie -
jeśli się mówi, że dopalacze to przedmioty kolekcjonerskie, to tak jakby mowić, że marihuana to roślina ozdobna. A potem jeszcze opowiedział mi kawał (przyniesiony ze szkoły):
Idzie facet ulicą, patrzy - puszka z niedopitym piwem- schował do torby. Potem idzie dalej a tam kanister z benzyną i wziął benzynę. Dalej zebrał z ulicy końską kupę, a potem psią. W domu rozbił mu sie termometr i zabrał rtęć. Potem to wszystko wymieszał i zrobił dopalacz.
Nic mi nie przeszkadzało, że dowcip lekki niczym kafar i ugrdulony niemożebnie. Uśmiałam się, powiedziałam że kawał świetny i naprawdę nabrałam troche optymizmu.