Dodaj do ulubionych

Sprawa języka

26.02.12, 22:35
no bo Ś.P. Babcię przegnali raz z Rygi, potem z Wilna.
nie mówiła Ona z akcentem, ale miała słówka rzadko w Polsce używane - np. "hadko".
a najgorszą obrazą było, iż, skoro ma napisane w dowodzie, że w ZSRR się urodziła, no to ona nie Polka.

i jeszcze badania językoznawców - że to Pomorze i Szczecin najlepsze jest, gdy o poprawność języka idzie.
nie zalinkuję, bo nie wiem, kto robił te badania, na jakiej grupie etc.
ale pamiętam wnioski : w skrócie - skoro się tak wszystko wymieszało - niemiecki i ci z kresów, to wyszedł z tego świetny polski.

no ale jest możliwe to ?
bo co wyszło z mej osobistej nauki jednocześnie angielskiego, niemieckiego, łaciny, rosyjskiego ?
ano nic dobrego poza moim : Das ist the window.
Obserwuj wątek
    • ave.duce Ja tam nic nie wiem, 26.02.12, 22:43
      ja tu tylko sprzątam :)))

      https://images39.fotosik.pl/1102/018d9b15d6985a75.jpg
      • ave.duce ps. 26.02.12, 22:44
        Mój Ojciec miał trzykrotnie zmieniane miejsce urodzenia ;)
        • olga_w_ogrodzie Re: ps. 26.02.12, 23:21
          ale polityczne zmiany go przepędzały ?
          moją Babcię to bolszewicy, gdyż AK.
          wcześniej zabrali Dziadka na Sybir.
          nigdy się nie dowiedzielśmy co z nim dalej.
          Babcia piękną kobietą była.
          no ale 3 córki bez ojca.
          absztyfikanci do drzwi walili, ale Babcia na 'nie".

          a babcina polszczyzna wielce smakowita - zero akcentu, za to słowa starodawne.
          często ja jestem posądzana o słowną egzaltację, ale to przez Babcię jest - tak mówiła ,a się przy niej chowałam.

          a ten akcent wschodni, to uroczym jest.
          nie wiem ja czemu Babcia nie miała go.
          a może wciąż wśród Polaków była?
          nie dopytam.
          za późno.
          • ave.duce Re: ps. 27.02.12, 08:56
            Z powodów politycznych urodził się w Carycynie, który potem przemianowano na Stalingrad,
            a ten - na Wołgograd ;)
    • inna57 Re: Sprawa języka 26.02.12, 22:53
      A ja mam zupełnie inaczej. Jestem naturalny talent lingwistyczny i potrafię w międzynarodowym towarzystwie z każdym rozmawiać w jego języku (jeśli go tylko znam). A Kolega M. jest totalny antytalent i udało mu się jedynie jeden opanować w stopniu umożliwiającym pracę i oglądanie TV, teraz próbuje jeszcze z hiszpańskim ale tylko w zakresie barowo-restauracyjnym. Ale jak się żyje z taką papugą jak ja to nie trzeba się zbytnio wysilać.
      Jak się urodził młodszy wnuczek to ja do niego mówiłam zawsze w dwóch językach a że "mój ci on jest" i odziedziczył wiele moich cech to teraz nie ma żadnych problemów językowych i teraz zaczyna uczyć się następnych bo mu to samo przychodzi bez żadnego wysiłku. Synowej to se najpierw nie bardzo podobało ale się przekonała że to się bardzo przydaje.

      Moja teściowa też w dowodzie miała wpisane - urodzona w ZSRR - bo dziadkowie Kolegi M. "za chlebem" pojechali w złym kierunku. ;)
    • witekjs Re: Sprawa języka 26.02.12, 23:12
      olga_w_ogrodzie napisała:

      > no bo Ś.P. Babcię przegnali raz z Rygi, potem z Wilna.
      > nie mówiła Ona z akcentem, ale miała słówka rzadko w Polsce używane - np. "hadk
      > o".
      > a najgorszą obrazą było, iż, skoro ma napisane w dowodzie, że w ZSRR się urodzi
      > ła, no to ona nie Polka.
      >
      > i jeszcze badania językoznawców - że to Pomorze i Szczecin najlepsze jest, gdy
      > o poprawność języka idzie.
      > nie zalinkuję, bo nie wiem, kto robił te badania, na jakiej grupie etc.
      > ale pamiętam wnioski : w skrócie - skoro się tak wszystko wymieszało - niemieck
      > i i ci z kresów, to wyszedł z tego świetny polski.
      >
      > no ale jest możliwe to ?
      > bo co wyszło z mej osobistej nauki jednocześnie angielskiego, niemieckiego, łac
      > iny, rosyjskiego ?
      > ano nic dobrego poza moim : Das ist the window.

      Okazało się, że w okolicach, w których zamieszkali wysiedleńcy z różnych części wschodniej Polski, nie było dominacji języków regionalnych.
      Z konieczności mówi się, literackim polskim. :-)
      Chyba podobnie, stało się w Warszawie, gdzie większość stanowi ludność napływowa.
      Miałem okazję poznać Polaków z różnych okolic ZSRR i Chin.
      Z czasem potrafiłem, bez trudności rozpoznać akcent Polaka z Syberii i z okolic Grodna lub Lwowa.
      Po latach powstawały rodziny mieszane i pojawił się język polski, "szkolno-radiowo-telewizyjny".

      Pozdrawiam. Witek

      Jan Miodek: Pomorze mówi poprawnie

      /.../Podobno szczecinianie mówią bardzo poprawnie, językiem literackim. Czy to prawda?

      - Prawda, ale tak mówią także w Stargardzie Szczecińskim, Koszalinie, Zielonej Górze, Wrocławiu. To dlatego, że na te ziemie po 1945 roku przyjechali ludzie z różnych stron Polski. I tak powstał tu specyficzny tygiel językowy. Bez żadnych cech regionalnych. /.../
      www.gs24.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20080424/WYWIADY/370234696
      • olga_w_ogrodzie Re: Sprawa języka 27.02.12, 00:05
        dokładnie to o czym mówisz, Witku, było w tym tekście - głupio mi, bo to tak dawno, że zalinkować nie zdołam.
        się nad tym zastanawiam, że , jeśli było to ścieranie się akcentów, słownictwa, to czemu się nie obstawało przy swoim, ale właśnie klasyka polskiego wynikła z tego.

        /a tak naprawdę, to chyba mówi przeze mnie lokalny patriotyzm nieco./

        • witekjs Re: Sprawa języka 27.02.12, 01:04
          olga_w_ogrodzie napisała:

          > dokładnie to o czym mówisz, Witku, było w tym tekście - głupio mi, bo to tak da
          > wno, że zalinkować nie zdołam.
          > się nad tym zastanawiam, że , jeśli było to ścieranie się akcentów, słownictwa,
          > to czemu się nie obstawało przy swoim, ale właśnie klasyka polskiego wynikła z
          > tego.
          >
          > /a tak naprawdę, to chyba mówi przeze mnie lokalny patriotyzm nieco./

          To nie ścieranie się różnych form języka, lecz brak dominującej gwary oraz stały wpływ radia, TV i szkoły prowadziły do ujednolicenia języka w tych regionach.
          Oczywiście to zaczęło być wyraźne widoczne, w następnych pokoleniach.
          Myślę, że szczególnie ważną rolę odgrywało i to, że wówczas były pojedyncze, centralne programy radio-Tv i bardzo starannie dobierani lektorzy.
          Pisałaś, że Twoja Babcia nie miała akcentu. Wydaje mi się, że mogłaś go nie słyszeć bo stale z nią byłaś.
          Delikatny akcent pozostaje, najczęściej na zawsze, nawet w kulturalnych, polskich rodzinach z kresów.
          Mój ojciec mówił z lekkim akcentem rosyjskim, bo wychowywał się w Harbinie, w rodzinie polskich Sybiraków.
          Duża kolonia Polaków miała swoje, kościoły, kluby, szkoły i liceum im. Sienkiewicza /kończył je Teodor Parnicki/.
          Potem ojciec i Jego brat studiowali w Wilnie, ale akcent mieli "dalekowschodni", dla mnie bardzo przyjemny. :-)

          Pozdrawiam. Witek

      • gat45 Przeczytałam pana profesora 27.02.12, 08:57
        Jak zwykle z zainteresowaniem wielkiem. Zastanowił mnie ten passus o dublowaniu "i" w formach fleksyjnych i profesorskiej chwilowej amnezji - "Sylwi" czy "Sylwii" :

        W ogóle z tym "i” to w języku polskim jest parę kłopotów. Dlaczego "ziemi” pisze się przez jedno "i”? A to proste, bo kiedyś mówiło się "ziemja”

        Nie wiem jak Wy, ale ja tę różnicę między "i" i "ii" wyraźnie słyszę. I wymawiam "ziemja". A Wy, drpdzy Państwo ? Spróbujcie sobie wymówić "mia" od "miazga" i porownać z "mia" od "ziemia". Jest różnica, prawda ? Tak jak "wia" w "Sylwia" i w "pawia".

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka