Dodaj do ulubionych

Matury i ta nieszczęsna matematyka

05.05.12, 23:18
Nastał czas matur, a z nim różne maturalne wspominki w radiu i w tv. Również w dzisiejszym Śniadaniu mistrzów śniadający kilka słów poświęcili wspomnieniom swoich matur. I każdy ze wspominających swą maturę, z naciskiem podkreślał, że język polski to zdawał Ho, ho, ho, jak śpiewająco!, natomiast przez matematykę przeczołgał się ledwo ledwo i gdyby nie ściąga, pomoc nauczyciela albo nadzwyczajna łaskawość komisji maturalnej, nigdy by tej nieszczęsnej matematyki nie zdał. A przecież na maturze zarówno język polski, jak i matematykę zdaje się w zakresie takim, jaki ogólnie ogólnie wykształcony człowiek, kończący szkołę średnią powinien opanować w stopniu przynajmniej dostatecznym. I tak, jak dla człowieka jako tako wykształconego, aspirującego do inteligencji, wstydem jest nieznajomość podstawowych dzieł literackich, brak podstawowego rozeznania w malarstwie i muzyce nie mówiąc już o poprawnym pisaniu i mówieniu – tak samo wstydem być powinien analfabetyzm matematyczny.
Jakoś nie zdarzyło mi się słyszeć, by ktoś, zwłaszcza ktoś znany, chwalił się publicznie nieopanowaniem zasad ortografii lub brakiem minimalnego choćby oczytania. Natomiast przyznanie się do nieznajomości twierdzenia Pitagorasa, nieodróżniania tangensa od cotangensa, mylenia sinusa z cosinusem i braku pojęcia, co to za dziwoląg ten logarytm przychodzi każdemu bez cienia żenady, a nawet z pewnym rodzajem dumy.
I jak tak patrzę na tych wszystkich intelektualistów przewalających się przez wszystkie kanały telewizyjne i wszystkie stacje radiowe, to myślę sobie, że to, co napisałam wyżej, wiele wyjaśnia.
Obserwuj wątek
    • maniasza Re: Matury i ta nieszczęsna matematyka 05.05.12, 23:29
      Łybacka w tym miała swoja wielką "zasługę", z tego co pamiętam.
      Dramat.
      • ewa9717 Re: Matury i ta nieszczęsna matematyka 05.05.12, 23:40
        Uuuu, przed Łybacką "zasłużonych" było więcej, ale nie o to idzie. Też mnie irytuje, ilekroć celebryckie typy prawie za punkt honoru mają licytowanie się niewiedzą "ścisłą".
        No i te opowieści o ściągach, które wręcz kontenerami dowożono zdającym!
        • maniasza Re: Matury i ta nieszczęsna matematyka 05.05.12, 23:46
          Przed Łybacka przynajmniej matma była na maturze. Potem ju z tylko jedno wielkie nic.
          Nie chce mi sie o tym gadać.
    • tojajurek Re: Matury i ta nieszczęsna matematyka 06.05.12, 00:11
      Eeeeeee tam. Przesadzasz. Oprócz matematyki jest jeszcze kilka przedmiotów szkolnych, które połowie ludzkości są potrzebne tylko w zakresie bardzo podstawowym, jak choćby fizyka czy chemia. Mnie, dla naprzykładu, te przedmioty - w nauczanym przez szkołę zakresie - były całkiem zbędne i szczątkowa wiedza jaką posiadłem, pozwalała mi jedynie z grubsza rozumieć o czym nawijają specjaliści od spraw z gruntu mi dalekich. Nawet matematyka, w używanym przeze mnie zastosowaniu w postaci metod statystycznych, wymagała ode mnie całkiem odrębnego zgłębiania z bardzo mizernym udziałem wiedzy nabytej w szkole.
      Natomiast język ojczysty jest domeną, którą powinien opanować dobrze każdy, kto chce skutecznie komunikować się z innymi ludźmi. I to jest ta ważna różnica.
      • damakier1 Re: Matury i ta nieszczęsna matematyka 06.05.12, 00:50
        Nie przesadzam wcale. I nie mówię, że do późnej starości ma się pamiętać całą wiedzę nabytą w szkole, ani że wszystko, czego uczą nas w szkole jest potem niezbędne w zyciu zawodowym.
        Chodzi mi tylko o to, żeby szczątkowa wiedza z wszystkich przedmiotów, jaką wynosi się ze szkoły pozwalała w dorosłym życiu choć z grubsza orientować się w dziedzinach spoza swojej specjalności zawodowej.
        Piszesz, ze matematyka "wyniesiona" ze szkoły przydała Ci się tylko niewielkim stopniu przy stosowaniu w praktyce metod statystycznych. Ale nie doceniasz faktu, że podstawy matematyczne z pewnoscią ułatwiły Ci zrozumienie statystyki i w ogóle wyrobiły logiczne myślenie.
        Dlatego słaby poziom nauczania matematyki i zniesienie obowiąku zdawania matematyki na maturze (na szczęście czasowe), na co zwróciła uwagę Maniasza, uczyniły niepowetowane szkody.
        Ale ja pisałam głównie o irytującej modzie wśród różnej maści celebrytów, którzy ze swej matematycznej durnoty uczynili cnotę i wychwalaja się nią na lewo i prawo, tworząc w ten sposób szkodliwa modę na głupotę.
        Oczywiście, że znajomość języka ojczystego konieczna jest do skutecznego komunikowania się. Ale znajomość matematyki i umiejętność "matematycznego myślenia" doskonale tę skuteczność wspomaga.
        • trusiaa Re: Matury i ta nieszczęsna matematyka 06.05.12, 05:55
          A ja się z Tojajurkiem zgadzam.
          Według mnie z matematyką jest jak z zajęciami plastycznymi - do pewnego momentu ciekawe świata dzieci w naturalny sposób, z radością i zapałem utrwalają swoje wrażenia gdzie popadnie - na kartonie, ścianie, chodniku. Potem okazuje się, że taka forma ekspresji nuży je, a obowiązkowe szkolne prace plastyczne to dla nich horror. Czy człowiek pozbawiony odpowiednich predyspozycji stworzy kiedykolwiek uznane dzieło?
          A gdyby w starożytności to sztukę uznano za królową nauk? Jak wyglądałaby dzisiejsza matura? ;)
          Do matematyki trzeba mieć dryg, iskrę bożą, odpowiedni program nauczania i koniecznie: dobrych, cierpliwych nauczycieli.
          W każdej klasie znajdzie się jedno, dwoje dzieciaków, które mają wrodzony matematyczny talent, dla nich trygonometria to pan pikuś, podczas gdy reszta klasy ryje po nocach w poczuciu beznadziei.
          Matematyka w zakresie praktycznym - jak najbardziej tak, ale wszelkie ozdobniki i fanaberie zostawiłabym uzdolnionym w tym kierunku.
          Dobry los sprawił, że na mojej maturze można było wybrać inny przedmiot zamiast matmy ;)
          Za to statystykę i logikę na studiach zaliczyłam na pięć.

          I jeszcze taki drobiazg - poziom nauczania matematyki jest obecnie tak tragiczny, że ponad połowa znanych mi dzieci z gimnazjum dostaje korepetycje, a już w liceum to niemal 100 procent (i zapewniam, że znakomita większość nie jest głąbami).
          • maniasza Re: Matury i ta nieszczęsna matematyka 06.05.12, 09:24
            Ja zdawałam maturę jako pierwszy rocznik reformy, kiedy zostały podzielone klasy profilami tuż przed maturą: humanistyczne i ścisłe. Poziom był dla wszystkich ten sam, chodziło tylko o dobór przedmiotów na maturę. Co się okazało po maturze? Że ludzie z profilu ścisłego o wiele lepiej wypadli w przedmiotach humanistycznych, niż ci zdeklarowani humaniści chełpiący się tym, że matma im do niczego nie jest potrzebna, bo ich konikiem jest język i literatura. Ale jak się okazało, nawet w zrozumieniu tekstu literackiego nie byli orłami.
            Dziwne? Nie. Jak dla mnie oczywiste.
            • lumpior Matematyka to podstawa. 06.05.12, 09:57
              Królowa nauki,potrzebna nawet ...klerowi.To cała technika,budownictwo,rozwoj,postęp.Inne przedmioty sa uzupełnieniem,dodatkiem.Amen,kropka.
              • mariner4 Jest nawet takie powiedzenie, ze tylko matematyka 06.05.12, 12:03
                jest nauka. Reszta to tylko umiejętności.
                M.
            • mariner4 To prawda. Czytałem, że lepsze wyniki 06.05.12, 12:02
              wtedy na egzaminach wstępnych na kierunki humanistyczne mieli absolwenci klas mat-fiz, niż humanistycznych.
              Nie tak dawno czytałem wypowiedź prezesa PKO BP, że chętniej zatrudnia ludzi po studiach matematycznych, niż specjalistycznych. Uzasadniał to właśnie umiejętnością logicznego myślenia.
              M.
          • damakier1 Re: Matury i ta nieszczęsna matematyka 06.05.12, 21:28
            Trusiuniuu, prawdopodobnie nikt, a ja na pewno, nie spodziewa się, że uczeń po ukończeniu szkoły powszechnej będzie jednocześnie artystą malarzem, śpiewakiem, matematykiem i pisarzem bądź poetą jednocześnie. Szkoła powszechna ma w każdej z tych dziedzin dać uczniom podstawy wiedzy konieczne do funkcjonowania w dorosłym życiu, a uczniowie mają je przyswoić.
            Nie mówimy w tym wątku o jakości nauczania w ogóle, a matematyki w szczególności, ani nie oceniamy zawartości programów nauczania poszczególnych przedmiotów. Wprawdzie utyskiwanie na beznadziejne nauczanie matematyki pojawiło sie w wielu wpisach i zgodziłam się, że sa one słuszne, ale chodziło mi nie o nauczanie i o nauczycieli, ale o postawę uczniów. Obecnych i byłych.
            Nie było też moim zamiarem dotknąć kogokolwiek stwierdzeniem, że osoba pozbawiona talentu matematycznego jest gorsza, niz osoba matematycznie utalentowana. Choć (lekko tylko złośliwie) zauważyć muszę, że osoba o wyrobionym dzięki nauce matematyki logicznym myśleniu, po przeczytaniu mego postu, w ogóle by mnie o taką intencję nie posądziła.

            Napisałaś: > Do matematyki trzeba mieć dryg, iskrę bożą, odpowiedni program nauczania i koniecznie: dobrych, cierpliwych nauczycieli. - tak, jak do wszystkiego, Trusieńkoo, jak do wszystkiego. Jeszcze dodam do tego podstawowa sumienność i chęć nauczenia się. Z tym, że o ile dryg i iskra boża są konieczne, by w szkole nie mieć z matematyką problemów, pójść na odpowiednie studia i może nawet coś twórczo w matematyce osiągnąć - to do osiągnięcia dostatecznego stopnia na poziomie szkoły ogólnokształcącej, żadne drygi i iskry potrzebne nie są, tylko trzeba przysiąść na sempiternie i się uczyć.
            A jeśli się tego nie czyniło, to nie należy latać po telewizjach i kokietować jaki to ja mam humanistyczny i artystowski umysł i nijak tej okropniastej, stlaśnej matematyki mym ślicnym, rozumkiem pojąć nie zdołam. Bo prawda jest taka, że jeśli ktoś na maturze nie był w stanie samodzielnie rozwiązać zadań egzaminacyjnych, to zwyczajnie nie był do matury przygotowany i nie ma się czym chwalić.
            A niestety, nawet się niektórzy snobują na matematyczne beztalencia i tworzy się idiotyczna moda.
            O rany, jak mnie to wkurza!
        • kanciasta Re: Matury i ta nieszczęsna matematyka 06.05.12, 10:12
          damakier1 napisała:

          > Dlatego słaby poziom nauczania matematyki i zniesienie obowiąku zdawania
          > matematyki na maturze (na szczęście czasowe), na co zwróciła uwagę Maniasza, uczyniły
          > niepowetowane szkody.
          > Ale ja pisałam głównie o irytującej modzie wśród różnej maści celebrytów,
          > którzy ze swej matematycznej durnoty uczynili cnotę i wychwalaja się nią na
          > lewo i prawo, tworząc w ten sposób szkodliwa modę na głupotę.

          A ja myślę, że gorsze od zniesienia obowiązku zdawania matematyki jest przyzwolenie
          na zdawanie jej dzięki ściągom, czyli de facto pochwała oszustwa.
          Jeśli wszyscy są zgodni, że niektórzy nie są w stanie opanować matematyki w zakresie
          wymaganym na egzaminie maturalnym - to po co tworzyć fikcję i potwierdzać, że opanowali,
          skoro nie opanowali? Chyba faktycznie tylko po to, by potem chwaląc się tą swoją matematyczną durnotą i ściągniętą maturą - świadczyć, że opłaca się nieuczciwość.

          Może ocena niedostateczna z matematyki na świadectwie maturalnym (która nie zamyka
          drzwi na studia bezmatematyczne) byłaby uczciwszym rozwiązaniem a jednocześnie
          motywowałaby do nauki tych zdolnych ale leniwych?
      • man_sapiens Re: Matury i ta nieszczęsna matematyka 06.05.12, 20:56
        > Eeeeeee tam. Przesadzasz. Oprócz matematyki jest jeszcze kilka przedmiotów szko
        > lnych, które połowie ludzkości są potrzebne tylko w zakresie bardzo podstawowym
        > , jak choćby fizyka czy chemia.
        ...
        > Natomiast język ojczysty jest domeną, którą powinien opanować dobrze każdy, kto
        > chce skutecznie komunikować się z innymi ludźmi. I to jest ta ważna różnica.

        I dlatego musiałem czytać "Nad Niemnem", "Noce i dnie", treny Kochanowskiego i mnóstwo innych gniotów a potem pisać "co autor miał na myśli"? To dlaczego ciebie nie zmuszano do uczenia się termodynamiki statystycznej (porównywalne z "Nad Niemnem") albo definicji miary Haara (teoria miar to coś jak "Noce i dnie")?
    • ave.duce Przyznaję się :((( 06.05.12, 10:12
      damakier1 napisała:

      > nieodróżniania tangensa od cotangensa, mylenia sinusa z cosinusem i braku pojęcia,
      > co to za dziwoląg ten logarytm

      i cała trygonometria...

      ps. nadmienię, że w życiu nie uznaję "trójkątów"
      • lumpior Re: Przyznaję się :((( 06.05.12, 10:27
        > ps. nadmienię, że w życiu nie uznaję "trójkątów" //
        • ave.duce Re: Przyznaję się :((( 06.05.12, 10:34
          A Tobie TYLKO seks w głowie!
          Relacje między ludźmi nie ograniczają się do seksu.
          • lumpior Re: Przyznaję się :((( 06.05.12, 10:39
            ave.duce napisała:

            > A Tobie TYLKO seks w głowie!
            > Relacje między ludźmi nie ograniczają się do seksu.
            Wiec dodaje:matematyka i seks to podstawa,fundament,reszta jest drobnostka,dodatkiem.Ot co.
            • ave.duce Matematyka i seks to podstawa - czego? 06.05.12, 10:55
              Proszę o konkretną i zwięzłą odpowiedź.
              • lumpior Re: Matematyka i seks to podstawa - czego? 06.05.12, 12:27
                ave.duce napisała:

                > Proszę o konkretną i zwięzłą odpowiedź. //
                • ave.duce Re: Matematyka i seks to podstawa - czego? 06.05.12, 13:42
                  No to mnie nie dotyczy, przynajmniej jeżeli chodzi o łóżko. Takowego nie posiadam ;)
                  • lumpior Re: Matematyka i seks to podstawa - czego? 07.05.12, 09:47
                    ave.duce napisała:

                    > No to mnie nie dotyczy, przynajmniej jeżeli chodzi o łóżko. Takowego nie posiad
                    > am ;)
                    Być nie może,to gdzie robisz lulu i uprawiasz seks?
                    • ave.duce Re: Matematyka i seks to podstawa - czego? 07.05.12, 10:21
                      Nie tylko łóżko istnieje w jako mebel do spania (o uprawianiu seksu nie wspomnę, bo seks w łóżku to banał).
              • gat45 Re: Matematyka i seks to podstawa - czego? 06.05.12, 12:32
                ave.duce napisała:

                > Proszę o konkretną i zwięzłą odpowiedź.

                O seksie się nie wypowiadam.
                Matematyka - rygoru w myśleniu

                • ave.duce Re: Matematyka i seks to podstawa - czego? 06.05.12, 13:43
                  Co rozumiesz pod określeniem: rygor? ;)
                  • gat45 Re: Matematyka i seks to podstawa - czego? 07.05.12, 11:13
                    przeciwieństwo dywagacji.... :)
                    • ave.duce Re: Matematyka i seks to podstawa - czego? 07.05.12, 11:21
                      Poproszę przykład, ale taki, który może pojąć ktoś bez podstawy/znajomości trygonometrii/.
                      • gat45 Re: Matematyka i seks to podstawa - czego? 07.05.12, 13:13
                        Umiejętność skonstruowania planu wypowiedzi (konia z rzędem temu, kto w rozbudowanym planie naprawdę nigdy nie myli się w hierarchii trójstopniowej typu I-II-III-IV, 1-2-3-4, a-b-c-d... etc)

                        Umiejętność trzymania się tematu (kiedy to potrzebne, w luźnej rozmowie towarzyskiej rygor wyłączamy, często z obrzydzeniem )

                        Zrozumiale było ?
                        • ave.duce Re: Matematyka i seks to podstawa - czego? 07.05.12, 13:42
                          Staram się ;)

                          Jak to się ma do moich postów? Rygor jest czy nie? Czymię się tematu?
      • trusiaa Re: Przyznaję się :((( 06.05.12, 19:12
        Też się przyznaję, ba: wcale się tego nie wstydzę i nie czuję się upośledzona z powodu braku uzdolnień matematycznych. A powinnam...

        Ja widzę zdecydowaną różnicę między nielubieniem matematyki, brakiem zdolności do niej i tak dalej, a radosnym chwaleniem się tym faktem. by Gat45
        • ave.duce Re: Przyznaję się :((( 06.05.12, 23:24
          No to są nas dwie.
          Ale się nie chwalimy fszak.

          ps. a trygonometrię mam w głębokim poważaniu ;)
          • trusiaa Re: Przyznaję się :((( 07.05.12, 08:41
            Pozwól, że dorzucę całki(em) różniczki. Na pohybel!
            • ave.duce Re: Przyznaję się :((( 07.05.12, 08:48
              Różniczków nie miałam fcale, zgroza!!! Chyba - wzorem Kocicy Płonącej - się snof00 zabiję na śmierć i jusz.
            • damakier1 Re: Przyznaję się :((( 07.05.12, 10:50
              Z całek z różniczkami Was zwalniam, bo za czasów moich, gdy matura była maturą całek i różniczek nie było w programie szkoły średniej.
              A z trygonometrią przysiądźcie gdzieś w kącie w wolnej chwili i się nauczcie ;)
              • trusiaa Re: Przyznaję się :((( 07.05.12, 10:58
                W życiu :)
              • ave.duce No way > neverrr everrr ;) 07.05.12, 11:09
                damakier1 napisała:

                > A z trygonometrią przysiądźcie gdzieś w kącie w wolnej chwili i się nauczcie ;)
    • mariner4 Jak widzę przygłupa co w TV bez żenady 06.05.12, 10:40
      z durną miną mówi "Ja nie mam zdolności do matematyki, bo jestem humanistą", to słabo mi się robi. U tzw "celebrytów" do dobrego tonu należy wygłaszanie takich tekstów.
      Matematyka to umiejętność logicznego myślenia. Kto jej nie posiądzie, to ......, a nie humanista!
      Matematykę w stopniu przeciętnym może opanować każdy przeciętniak. Fakt, ze jest na ogół fatalnie uczona. Miałem szczęście mieć znakomitego nauczyciela w liceum. Nigdy potem nie miałem z matmą problemów. Potem taki głąb idzie na np politologię i narzeka, że państwo mu nie "zapewnia" Pewnie, bo na polibudę jest za głupi.
      M.
      • ave.duce Re: Jak widzę przygłupa co w TV bez żenady 06.05.12, 10:58
        mariner4 napisał:

        > Kto jej nie posiądzie, to ......,

        Całą matematykę (z trygonometrią włącznie) masz na myśli?
        Jeżeli tak, to się nie krępuj - dokończ. Zawsze dobrze wiedzieć, co inni o mnie sądzą.
        • maniasza Re: Jak widzę przygłupa co w TV bez żenady 06.05.12, 11:16
          Kiedyś trygonometria była w liceum, to była podstawa, przynajmniej u mnie, w szkole językowej. Bo to jest podstawa.
          Kiedy dziś przeglądam fora mlodzieży np. przyszłych kandydatów politechniki, np wydziałów związanych z lotnictwem, i hasło "analiza matematyczna" wzbudza w nich przerażenie, to mnie też ogarnia przerażenie. Jacy ci inżynierowie będą.

          >>Zawsze dobrze wiedzieć, co inni o mnie
          > sądzą.

          W wątku z Almetyną sugerowałaś zdaje się, że to nie jest istotne.
          • ave.duce Re: Jak widzę przygłupa co w TV bez żenady 06.05.12, 11:29
            Czy dobrze zrozumiałam: nieznajomość trygonometrii sprawia, że nie mam podstawy.
            Do czego?

            ps. tylko do V klasy szkoły podstawowej zamierzałam zostać architektką,
            potem zmieniłam zainteresowania i tak mi zostało.

            maniasza napisała:

            > >>Zawsze dobrze wiedzieć, co inni o mnie
            > > sądzą.
            >
            > W wątku z Almetyną sugerowałaś zdaje się, że to nie jest istotne.

            Pomiędzy "dobrze wiedzieć" a "przejmować się, itp." nie ma znaku równości.
            • maniasza Re: Jak widzę przygłupa co w TV bez żenady 06.05.12, 11:35
              ave.duce napisała:

              > Czy dobrze zrozumiałam: nieznajomość trygonometrii sprawia, że nie mam podstawy
              > .
              > Do czego?

              Nadinterpretacja, kochana Ave.
              Nie chodzi o Ciebie, chodzi o matmę, o jej wpływ, o ogół społeczeństwa, o kształtowanie i trenowanie szarych komórek. Tylko tyle.


              • ave.duce Re: Jak widzę przygłupa co w TV bez żenady 06.05.12, 11:45
                Czy znajomość matematyki wpływa na precyzję wypowiedzi?

                Pozdr00Fka :)
                • mariner4 Jeszcze jak! 06.05.12, 11:48
                  Język matematyki jest bardzo precyzyjny. Ani słowa ponad to, co jest konieczne.
                  M.
                  • ave.duce Hmm... 06.05.12, 11:54
                    Forum ze Dworum/Freedom
                    Dzieło Pani Off_nick
                • maniasza Re: Jak widzę przygłupa co w TV bez żenady 06.05.12, 11:55
                  Nie wiem, co masz na myśli mówiąc precyzja.
                  Ty odpowiadasz punktowo, i to Twój styl. Czy ma związek z matematyką? Raczej nie. Raczej z charakterem, niż stanem umysłu.
                  • ave.duce Re: Jak widzę przygłupa co w TV bez żenady 06.05.12, 12:02
                    Mam zacytować precyzyjnie, co napisałaś w poście?
                    Może nie znam trygonometrii, ale wydaje mi się, że umiem czytać ze zrozumieniem.

                    ps. idę sobie nad Narwię, poobserwować rybołowa, boberki, perkozy, czaple i - oczywiście - wiewiórki. Narka!
                    • maniasza Re: Jak widzę przygłupa co w TV bez żenady 06.05.12, 12:05
                      Mnie się też dużo rzeczy wydaje. Nie jesteś wyjątkiem.
                      • ave.duce Re: Jak widzę przygłupa co w TV bez żenady 06.05.12, 12:15
                        A kiedy/gdzie twierdziłam, że jestem "wyjątkiem"?

                        Narka! :)
                        • gat45 Re: Jak widzę przygłupa co w TV bez żenady 06.05.12, 12:21
                          Jesteś, jesteś :)
                          Dla siebie samego każdy jest wyjatkiem. Istnieje tylko jedno JA na świecie. Dużo ich wprawdzie, w zasadzie po jednym na głowę - ale każdy wyjątkowe.
                          To dla osób normalnych, bez zaburzeń umysłowych.
                          • maniasza Re: Jak widzę przygłupa co w TV bez żenady 06.05.12, 12:26
                            :D

                            Narka!
                            Miłych obserwacji i owocnych :)
                            • ave.duce Re: Jak widzę przygłupa co w TV bez żenady 06.05.12, 13:41
                              Po owocach ich poznacie ;)
                          • ave.duce Re: Jak widzę przygłupa co w TV bez żenady 06.05.12, 13:41
                            I Ty, Gat?!
                • man_sapiens Re: Jak widzę przygłupa co w TV bez żenady 06.05.12, 20:52
                  > Czy znajomość matematyki wpływa na precyzję wypowiedzi?

                  Bardzo pozytywnie. Np. logika uczy różnicy pomiędzy "i" a "lub".
            • damakier1 Re: Jak widzę przygłupa co w TV bez żenady 06.05.12, 13:27
              ave.duce napisała:

              > Czy dobrze zrozumiałam: nieznajomość trygonometrii sprawia, że nie mam podstawy

              Ja, Szefowo Najdroższa, uważam, że mimo nieznajomości trygonometrii podstawy masz, a nawet posiadasz. Ale gdybyś znała trygonometrię, to dopiero podstawy Twoje byłyby ogromne!
              • ave.duce Re: Jak widzę przygłupa co w TV bez żenady 06.05.12, 13:44
                Jakiś medal...ik? medal...ion? ORDER?!
                • damakier1 Re: Jak widzę przygłupa co w TV bez żenady 06.05.12, 14:22
                  Ależ gdzieżbym śmiała....!
        • mariner4 To miałem na myśli: 06.05.12, 11:47
          forum.gazeta.pl/forum/w,89075,135628578,135629799,Re_Matury_i_ta_nieszczesna_matematyka.html
          Trygonometria nie jest trudna. Łatwo ją zrozumieć. Ja musiałem się nauczyć nawet trygonometrii sferycznej, podstawy nawigacji.
          Powtórzę też, że matematyka jest w Polsce źle uczona. Wystraszony przez złego nauczyciela dzieciak, później przez całe życie uważa się za "humanistę".
          W. Lutosławski studiował matematykę. I wielu pisarzy, filozofów też.
          M.

          • ave.duce Miałam doskonałych nauczycieli matematyki, 06.05.12, 11:52
            zwłaszcza w liceum. Napisałeś, że trygonometria jest łatwa. Nie dla mnie.

            ps. a jednak nie dokończyłeś...
          • maniasza Re: To miałem na myśli: 06.05.12, 12:52
            Wielu wybitnych naukowców grało na instrumentach muzycznych.
            Bo te zdolności matemo-muzyczne w jednej półkuli podobno leżą ;)
      • gat45 Ja widzę zdecydowaną różnicę między 06.05.12, 12:10
        nielubieniem matematyki, brakiem zdolności do niej i tak dalej, a radosnym chwaleniem się tym faktem. Ma to zadawnione korzenie, wszyscy wiemy, że określenie "połinteligent" działa tylko w jedną stronę. Inna rzecz, że absolwenci jeszcze dawniejszych liceów realnych byli obkuci w przedmoitach humanistycznych tak, jak się dzisiejszym humanistom nawet nie śniło. W carskim realnym łacina i greka obowiązywały do matury. Żadnych profilowanych klas :)
        • damakier1 Re: Ja widzę zdecydowaną różnicę między 06.05.12, 13:23
          Ja widzę zdecydowaną różnicę między nielubieniem matematyki, brakiem zdolności do niej i tak dalej, a radosnym chwaleniem się tym faktem.

          Bardzo Ci dziękuję za to zdanie.
    • witekjs Matury i ta nieszczęsna matematyka 06.05.12, 15:03
      W końcu otworzyłem ten wątek i przeczytałem Waszą, pełną emocji rozmowę, niekiedy, być może nazbyt nietolerancyjnych, wypowiedzi o tych, którzy nie zachwycają się matematyką. :-)

      Moje długie milczenie świadczy o tym, że jednak "jakieś problemy" z matematyką miałem.
      Były tego typu, że mój korepetytor, znany profesor matematyki, stale uważał, że ich mieć nie powinienem.
      W końcu, czego nigdy do tej pory nie robił, poszedł do mojej szkoły i powiedział o tym problemie, vice-dyrektorowi, również matematykowi.
      Okazało się, że lepiej będzie, jeśli to ja zmienię liceum, a nie starsza, panna matematyczka.
      Nie wiedziałem ja i moja mama, co się ze mną dzieje, w nowej szkole, gdzie z matematyki zacząłem dostawać dobre, nie tylko dostateczne oceny.
      Maturę, z matematyki również, zdałem bez kłopotu...

      W ubiegłym roku, w Kawiarence Filozoficznej, toczyła się ciekawa rozmowa o pięknie, estetyce.
      Po dłuższych dyskusjach, powstało u mnie kilka tematycznych zbiorów, które przeniosłem do Biblioteczki, w tym zaskakująco ciekawe, o "Pięknie, sztuce i matematyce".
      Oto one :

      forum.gazeta.pl/forum/w,20070,38212225,123208639,_PIEKNO_Sztuka_i_Matematyka.html
      forum.gazeta.pl/forum/w,20070,38212225,123211238,_PIEKNO_Sztuka_i_Matematyka_korekta_cd.html
      Pozdrawiam Was serdecznie. Witek }:-})=
    • ploniekocica Re: Matury i ta nieszczęsna matematyka 06.05.12, 17:12
      Wstana z martwych migrenowych się wypowiem.
      1. absolutnie uważam matematykę za królową nauk i bardzo żałuję, że nie zostałam swego czasu studentką matematyki (a mogłam)
      2. matematyka jest skutecznie obrzydzana i potwornie źle uczona we współczesnej szkole, przede wszystkim IMO dlatego, że dzieciaki po ukończeniu trzeciej klasy przestają być uczone porządku w zapisie matematycznym, a to jest podstawa wszelkiego rozumienia.
      Sama mam w domu ofiarę bardzo złego nauczania matematyki i innych przedmiotów ścisłych w gimnazjum, która to ofiara, a raczej ofiar z tego powodu wybrał klasę humanistyczną w liceum wbrew swoim predyspozycjom i teraz nie bardzo wie, co ma zrobić z tym fantem.
      3. w ciągu życia mego jako wykształconej humanistki wielokrotnie spotykałam się z sytuacjami zawodowymi lub półzawodowymi, w których ludzie z matematycznym przygotowaniem bili na łeb tych szczycących się upośledzeniem w tej dziedzinie. Mówię tu chociażby o obsłudze bardziej skomplikowanych programów komputerowych, HTMLu, wordpressie, ale także wymyśleniu zapisu do badań w dziedzinie jakiejkolwiek, riserczingu, bibliografii oraz np. napisaniu sensownej rzeczy na określoną liczbę wyrazów czy znaków itd.itp. Wszędzie tam, gdzie wymagana jest swoista tabelizacja myślenia i wprowadzenie do niego porządku.
      • witekjs Piękno Matematyki cd. Fraktale 06.05.12, 17:59
        Muszę jeszcze dodać piękne Fraktale i bardzo ciekawe prace o nich w matematyce, geometrii, fizyce - w naszym świecie.

        forum.gazeta.pl/forum/w,20070,38212225,135642105,_PIEKNO_Sztuka_Matematyka_Fraktale.html
        • witekjs Re: Piękno Matematyki cd. Fraktale 07.05.12, 10:45
          witekjs napisał:

          > Muszę jeszcze dodać piękne Fraktale i bardzo ciekawe prace o nich w matematyce,
          > geometrii, fizyce - w naszym świecie.
          >
          > forum.gazeta.pl/forum/w,20070,38212225,135642105,_PIEKNO_Sztuka_Matematyka_Fraktale.html

          Szkoda, że do Naszego FzD nie zaglądają młodzi ludzie, maturzyści lub chociaż ich rodzice. Mogliby oni napisać nam, czy zacytowane przeze mnie prace, o pięknie matematyki, nie tylko o FRAKTALACH, są wykorzystywane w szkołach przez zakochanych w matematyce nauczycieli.
          Jestem przekonany, że gdybym znał, to co poznałem przed niewielu laty, chciałbym bardzo poznawać prawa matematyki, geometrii, fizyki i ich, również widoczną, obecność w naturze, sztuce i medycynie też !
          Mieliśmy problemy z matematyką, między innymi dlatego, ze nasi nauczyciele nie umieli, nie mieli takich możliwości demonstrowania nam, tych zachwycających związków.
          Dla wielu "humanistów" i artystów stałoby się oczywiste, że:
          Ars sine mathematica nihil est
          kf.mish.uw.edu.pl/mishellanea/m2/m2_09.pdf
          Pozdrawiam. Witek
          • mariner4 To wszystko prawda, ale mnie 07.05.12, 10:52
            najbardziej zadziwia, że często to co przewidują matematycy sprawdza się w praktyce po latach!
            M.
            • witekjs Re: To wszystko prawda, ale mnie 07.05.12, 11:18
              mariner4 napisał:

              > najbardziej zadziwia, że często to co przewidują matematycy sprawdza się w prak
              > tyce po latach!
              > M.
              Nie jest to, chyba dziwne, z kilku powodów.
              Niemało wśród nich wybitnych ludzi, którzy widzieli to, o czym obecnie piszemy, nawet my, nie będący matematykami.
              Obecnie możliwe jest niezwykłe weryfikowanie pomysłów, dzięki komputerowi i wspaniałemu dostępowi do literatury fachowej.
              Zawsze mieli świadomość powszechności, odkrywanych praw natury.

              Pozdrawiam. Witek

              Programy, które stworzyli współcześni uczniowie:

              Wielcy Matematycy
              wielcy-matematycy.republika.pl/

              www.matematycy.interklasa.pl/index.php?nr=1

              www.interklasa.pl/portal/dokumenty/pabich/matematycy/index.htm

              multifraktal.net/fraktale/fraktale.html
              • mariner4 Nie wiem czy zostałem dobrze zrozumiany 07.05.12, 13:11
                Mnie chodzi o to, że przeprowadzając czysto teoretyczny wywód matematyczny można osiągnąć wynik, który później potwierdza doświadczenie.
                M.
      • man_sapiens Re: Matury i ta nieszczęsna matematyka 06.05.12, 20:58
        > 2. matematyka jest skutecznie obrzydzana i potwornie źle uczona
        W uczeniu dzieci matematyka jest utożsamiana z rachunkami. Przy tym małym dzieciom nie wolno mówić w pierwszych latach szkoły o liczbie zero i liczbach ujemnych, chociaż takie pojęcia są świetnie przez dzieci rozumiane.
    • zapijaczony_ryj JA mam przykre wspomnienia 06.05.12, 19:20
      Do tej pory nie cierpię zapachu konwalii, którymi się wtedy odurzałem przez kilka godzin!
    • man_sapiens Re: Matury i ta nieszczęsna matematyka 06.05.12, 21:01
      Moja mama opowiadała, że przed wojną w liceach humanistycznych piłowano dzieci z matematyki i nauk ścisłych, bo po wiadomo było, że po maturze raczej nie będą miały z nimi kontaktu. Podobnie w liceach realnych piłowano z polskiego i historii.
      Nie wiem, czy to prawda, ale myślę, że jest w tym sens.
      • magdolot Re: Matury i ta nieszczęsna matematyka 07.05.12, 15:10
        Humaniści uważają ściślaków za kretynów bez polotu, ściślacy humanistów za nielogicznych matołów. Ziarnko prawdy w tym jest. Fszystkie sroczki lubią swe ogonki, ale natrząsanie się z cudzych to przesada.
        -----------------------------------------------------------------------------------------------
        Matematyka...
        Na mnie przeprowadzała eksperyment Moroza paniusia o inteligencji Rowu Mariańskiego, potem miałam gupiego potwora... a do liceum poszłam ze świętym przeświadczeniem, że przedmioty ścisłe są poza moim zasięgiem. Na maturze matmus sam zrobił ściągę nam, bo inaczej by go wywalili z roboty, a nade mną stał i pilnował, żebym dobrze zwalała. Na studia zdawałam fizykę, biologię i chemię.

        Fizyki uczył mnie do wstępnego filozof, który świętą cierpliwością przekonał mnie, że nie jestem matołem i blokada założona mnie na mózg przez poprzednich nauczycieli puściła na tyle, że potem zdałam śpiewająco statystykę matematyczną u świra, biomechanikę, a po biochemii ścigała mnie cała uczelnia, żeby mi wydrzeć te czarodziejskie notatki. Wykład z biomechaniki miałam ze skompleksionym matołem, który zapowiedział, że dziewczęta nie powinny przychodzić, bo nic nie zrozumieją i bełkocząc pod nosem zapisywał 5 tablic całkami. Chodziłam z czystej przekory... i chłopcy też nie rozumieli... Na szczęście matoł miał szefa i on miał z nami ćwiczenia...

        Logicznego myślenia nauczyli mnie rodzice, a filozof tego, że można je zastosować i w naukach ścisłych, i o dziwo NAWET w matematyce, bo szkoła jakoś ten element pominęła... Moje dzieci miały wunderwafel w postaci ściślaka małża mego i nieraz widziałam go wzdychającego nad ich zeszytami do matematyki "ta kretynka sama nie rozumie czego uczy". Szatanka w podstawówie uczył genialny pan, co go pani dyrektor z innej szkoły podkupiła... i Szatanek go uwielbiał niestety... i było sporo kłótni z tatusiem, co sukcesywnie niszczył w dziecku naukowy autorytet pana... aż w końcu takie relacje poklasówkowe słyszałam: "na to pytanie odpowiedziałam tak, bo pan uważa że tak jest dobrze, ale ja oczywiście wiem, że to powinno być tak i tak". W klasie matematycznej dobrego gimnazjum było spoko. Nawet z fizyką, mimo debilnego programu. Nasi fizycy już za Handkego wystosowali memoriał postulujący przestawienie nauczania fizyki z uszu na nogi, ale w próżnię fpadł. Umysłową? Egzaminacyjne zadania z fizyki naziemnej małż sprawdzał na mnie. I ja potrafiłam odpowiedzieć poprawnie, co się porobi z zadanym układem, a studenci - nie. Oni szukali w treści tego "m" i tego "p", żeby podstawić do wyrytego wzoru.
        --------------------------------------------------------------------------------------
        Druga strona medalu jest równie wkurwiająca.

        Żyję z ciężkim ściślakiem i przez lata wysłuchiwałam jakie kobiety są nielogiczne i do nauk ścisłych niezdatne zupełnie... i przez lata tłumaczyłam temu durniu, że jak stosuje logikę formalną do patrolu matołów z drogówki, to powinien od razu przygotowywać pieniążki, a nie fkurwiać się potem, bo TO JEST nielogiczne i że kobiety zwyczajnie włączają w równianie różne trywialne zmienne, które umysły ścisłe z wyższością pomijają. W nauce to, owszem, działa, w rzeczywistości - nie.
        Mój fantastyczny matoł co się gotuje w czarnej dziurze wie, a nie wie co pod nogami.
        - Mogę wyplewić tego mlecza?
        - Nie, kochanie, bo to nasz clematis.
        Mój durń fszystko by sobie leczył antybiotykami, bo tak jest naukowo. Uzbrojony w prześwietne matematyczne dowody uważa, że mało co jest nauką, w związku z tym wypierdala na śmietnik medycynę, psychologię i masę innych rzeczy jako statystyczne pierdoły... i ma za swoje. I ja też miewam, bo mój kotek zupełnie nie mógł zrozumieć dlaczego ta medycyna nie funkcjonuje tak, że się wymienia podzespół i wszystko hula jak nowe, że jakiejś gupiej tkanki się nie wymienia zwyczajnie i że ja już nigdy niektórych rzeczy nie zrobię. Nie mógł zrozumieć także, dlaczego 3 razy w tygodniu w rehabiliciarni nie znieczulają mnie kanałowo do ćwiczeń bolesnych kopytka...

        Mój palant kochany, jak się witałam z kalectwem, książkę o matematycznych matołach do wyra mi sprawił i tam jeden cudownie ścisły umysł udowadniał ponad wszelką wątpliwość, że idioci co matematyki nie znają, nie umieją szacować i można im wcisnąć każdy kit, można ich ograć w 3 karty bo na bakier z prawdopodobieństwem są, logicznie nie rozbierając wierzą jasnowidzom... i robił to z cudownym poczuciem wyższości. A potem się rozpędził i postawił tezę, że jak matematycznej ofermie przydarzy się wypadek, to pyta jak palant ostatni "dlaczego akurat ja?!", zaś logicznie rozumujący człowiek powie sobie spokojnie "wypadki się zdarzają, są statystycznie możliwe, nie ma żadnych powodów żeby omijały akurat mnie, wszystko jest w porządku" i radośnie pomacha protezą. I ftedy pomyślałam sobie brzydko o tym logicznym matole i z trudem się powstrzymałam od życzenia mu powypadkowej iluminacji nielogicznie gupiej.
        Na szczęście miałam cudownie nielogicznego rehabilitanta i on mnie potrafił wesprzeć.

        Małż kiedyś miał problem, czy na pogrzeb żony naszego przyjaciela iść [ bo był w Poczdamie akurat i się przypadkiem dowiedział], czy to przez przyjaciela jak fopas potraktowane zostanie. Wytłumaczyłam jak dziecku, że na pogrzeby raczej zaproszeń nie wysyła się i przyjaciel się na niego z pewnością nie obrazi. Że obecność na pogrzebie oznacza, że przejął się jej śmiercią i że współczuje osieroconemu przyjacielowi. O dziwo miałam rację. I tak go to rozochociło, że nawet moje kondolencje ośmielił się przekazać.
        -----------------------------------------------------------------------------------------------------
        Po Szatanku widać, że się wspaniale uzupełniamy z małżem mym, bo dziecię nasze wspólne jest świetne w obu dziedzinach i na dodatek ma 6 z w.f.
        Starożytni Grecy mawiali, że głupcem jest ten, kto nie potrafi czytać LUB pływać.
        [W elitarnej klasie mego elitarnego liceum były same dziefczynki... z rocznym zwolnieniem w w.f., bo jak wiadomo intelektualistę poznaje się po zaniku mięśni. To jest inny spór z cyklu "kto jest strasznym debilem".]

        Jak małż "zaparkował" wana tak pięknie, że pipek od hydrantu wetknął między tylną oponę i karoserię dokładnie, a tylne kółeczka miał na dodatek na błocku... to chciał dzwonić po dźwig, a mnie -debilu- zwyczajny patyk wystarczył [ i dwóch Afroamerykanów, co się nam przyglądali z zainteresowaniem], żeby go z tego wyciągnąć, chociaż nie jestemi fizykiem, ani kierowcą też.

        I tylko ni chuja nie rozumiem, co ma znajomość tangensa do logicznego myślenia. Ale ja matoł jestem... i uważam, że bez tangensa życie da się przeżyć, a bez patyka - nie.
        • magdolot Re: Matury i ta nieszczęsna matematyka 07.05.12, 15:22
          P.S. Z nieznajomości gramatyki jestem umiarkowanie dumna. Z nieczytania opracowań lektur takoż, bo zawsze uważałam, że jak ktoś książki nie skumał, to mu jej nie wytłumaczą.
        • ave.duce Wężykiem! 07.05.12, 16:11
          magdolot napisała:


          I tylko ni chuja nie rozumiem, co ma znajomość tangensa do logicznego myślenia. Ale ja matoł jestem... i uważam, że bez tangensa życie da się przeżyć, a bez patyka - nie.
          • trusiaa Re: Wężykiem! 07.05.12, 18:12
            :))))))
            Ekhm.
            :)))))))))))))
        • trusiaa Re: Matury i ta nieszczęsna matematyka 07.05.12, 18:34
          magdolot napisała: ja potrafiłam odpowiedzieć poprawnie, co się porobi z zadanym układem, a studenci - nie. Oni szukali w treści tego "m" i tego "p", żeby podstawić do wyrytego wzoru.

          https://123tamilchat.com/images/imported/2011/04/i_hate_math_will_make_you_mad5-1.jpg
          • ave.duce Można i tak > 07.05.12, 18:43
            https://images46.fotosik.pl/1511/2f268b650b95bc5e.jpg
          • maniasza Re: Matury i ta nieszczęsna matematyka 07.05.12, 18:54
            O to to, Trusiu! :)
        • maniasza Re: Matury i ta nieszczęsna matematyka 07.05.12, 18:43
          Słodkie!! :)
          Zgadzam się ze wszystkim, tylko dodam. Że fajnie mieć jeszcze jakąś interdyscyplinarną elastyczność, że się tak wyrażę. Wtedy teoria i praktyka za ruczku szagają :)
        • damakier1 Re: Matury i ta nieszczęsna matematyka 07.05.12, 20:56
          magdolot napisała:
          > I tylko ni chuja nie rozumiem, co ma znajomość tangensa do logicznego myślenia.

          Tyle samo, co wiedza, że dupa sie pisze przez "U". Logicznego myślenia może nie wyrabia, ale warto wiedzieć.
    • zbigniew_clapton Re: Matury i ta nieszczęsna matematyka 07.05.12, 18:51
      W odpowiedzi fragmencik dzisiejszej strony głównej portalu:

      https://img692.imageshack.us/img692/3273/dfdfpt.jpg

      • ave.duce :))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))) 07.05.12, 18:58
        zbigniew_clapton napisał:

        > W odpowiedzi fragmencik dzisiejszej strony głównej portalu:
        >
        > https://img692.imageshack.us/img692/3273/dfdfpt.jpg
        >

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka