gat45
04.10.12, 06:52
dzisiaj wielce forumowo. Podeszłam pod dom Damykier, ale się zatrzymałam u schodków na ganek, bo strasznie byłam rozczochrana i umazana, i w ogóle zabiedzona i smutna. Z domu dobiegały mnie odgłosy miłego towarzyskiego przyjęcia. Po jakimś czasie wyszły z domu Kocica z Olgą, obie w powiewnych muślinach i dużych, słomianych kapeluszach z długimi wstążkami - wyglądały jak żywcem wzięte z impresjonistów. Poszły w stronę ogrodu, zywo o czymś dyskutując. Potem wyszła na ganek Dama z sową na ramieniu, popatrzyła na mnie, wróciła do domu i wyniosła mi miseczkę wody i drugą z jedzeniem. Dobre było. Kiedy ja tak się pożywiałam, Dama usiadła na ganku i przyglądała mi się życzliwie. Potem na ganek wszedl jej Erte2, a za nim Ave. Erte ziantonował arię Mefista z Gounodowego Fausta i zawiesistym (pięknym skądinąd) basem informował, że złoty cielec trzyma się dobrze. Na francuskom jazykie informował, zgodnie z językiem libretta. Orkiestrę zastępowała Ave, dzielnie wygrywając swoją partię na ustnej harmonijce. Bardzo ładnie im to szło, aż ściągnęło z ogrodu Olgę z Kocicą, które, przepływając koło mnie w te swoje muśliny spowite, pogłaskały mnie niedbale w okolicach ucha. Kiedy Mefisto śpiewał ze swadą końcową frazę "et le Satan conduit le bal, conduit le bal", a Ave wznosiła się na szczyty harmonijkowej muzykalności, Dama wstała i - wciąż z sową przyspawaną do ramienia - podeszła do mnie, zabrała mi miseczki i też pogłaskała po grzbiecie.
Wtedy zrozumiałam, że Jestem Kotem.
I się obudziłam.
PS Nie pytajcie, skąd wiem, kto był kim, bo pojęcia nie mam. We śnie wiedziałam.