Dodaj do ulubionych

Śniło mi się

04.10.12, 06:52
dzisiaj wielce forumowo. Podeszłam pod dom Damykier, ale się zatrzymałam u schodków na ganek, bo strasznie byłam rozczochrana i umazana, i w ogóle zabiedzona i smutna. Z domu dobiegały mnie odgłosy miłego towarzyskiego przyjęcia. Po jakimś czasie wyszły z domu Kocica z Olgą, obie w powiewnych muślinach i dużych, słomianych kapeluszach z długimi wstążkami - wyglądały jak żywcem wzięte z impresjonistów. Poszły w stronę ogrodu, zywo o czymś dyskutując. Potem wyszła na ganek Dama z sową na ramieniu, popatrzyła na mnie, wróciła do domu i wyniosła mi miseczkę wody i drugą z jedzeniem. Dobre było. Kiedy ja tak się pożywiałam, Dama usiadła na ganku i przyglądała mi się życzliwie. Potem na ganek wszedl jej Erte2, a za nim Ave. Erte ziantonował arię Mefista z Gounodowego Fausta i zawiesistym (pięknym skądinąd) basem informował, że złoty cielec trzyma się dobrze. Na francuskom jazykie informował, zgodnie z językiem libretta. Orkiestrę zastępowała Ave, dzielnie wygrywając swoją partię na ustnej harmonijce. Bardzo ładnie im to szło, aż ściągnęło z ogrodu Olgę z Kocicą, które, przepływając koło mnie w te swoje muśliny spowite, pogłaskały mnie niedbale w okolicach ucha. Kiedy Mefisto śpiewał ze swadą końcową frazę "et le Satan conduit le bal, conduit le bal", a Ave wznosiła się na szczyty harmonijkowej muzykalności, Dama wstała i - wciąż z sową przyspawaną do ramienia - podeszła do mnie, zabrała mi miseczki i też pogłaskała po grzbiecie.

Wtedy zrozumiałam, że Jestem Kotem.

I się obudziłam.

PS Nie pytajcie, skąd wiem, kto był kim, bo pojęcia nie mam. We śnie wiedziałam.
Obserwuj wątek
    • ewa9717 Re: Śniło mi się 04.10.12, 08:14
      Pięknie śniłaś, Gaciu, Martin L.K. wysiada!
      ;)
      • trusiaa Re: Śniło mi się 04.10.12, 08:43
        Jakże pięknie i chytrutko jak: w ten sposób Gat przymawia się do Damy o zostanie adoptowaną. Tak to każdy by chciał. Ale nie ma lekko: kolejka jest! Społeczna.

        https://kruck.pl/wp-content/uploads/2009/04/kolejka.jpg

        • ave.duce Re: Śniło mi się 04.10.12, 09:18
          O! I to jest to! KOLEJKA SPOŁECZNA!!! Na pewno zatem ... dzisiejsza Polska jest uboższa od "komuny" o te cudowne kolejki ...
          • trusiaa Re: Śniło mi się 04.10.12, 09:25
            O! Ave.

            Spieszę donieść, że Ave ma specjalne względy u Damy: szpanuje leczEM zamrożonym i chwali się, że bigos oczywiście też się dla niej znajdzie.
            No, to już ociera się o przekupstwo.
            • trusiaa Re: Śniło mi się 04.10.12, 09:29
              Tak byłam zbulwersowana, że donos swój napisałam w zupełnie nieodpowiednim miejscu.
    • ploniekocica Re: Śniło mi się 04.10.12, 09:02
      Dobrze, że w swoim śnie byłaś kotem, bo jakbyś była psem to...


      https://bi.gazeta.pl/im/e4/11/c0/z12587492X.jpg
      • ave.duce Re: Śniło mi się ... hmm ;) 04.10.12, 10:51
        https://www.pasaz.v10.pl/img/zdjecia/p/68/b2/68b2021b048a048ab14be93f4878dfda.jpg
        • ploniekocica Re: Śniło mi się ... hmm ;) 04.10.12, 10:58
          Ha! Ale to jest kot ślepy ninja, a nie pies kaczka. Jest różnica!
          • ave.duce Re: Śniło mi się ... hmm ;) 04.10.12, 11:08
            Poczekaj... ;)

            https://3.bp.blogspot.com/-gXSKgce6GRc/Tb7x1XVUTVI/AAAAAAAAAC8/g22zwMAClmM/s1600/cat+duck.jpg

            https://www.spassmonkey.pwp.blueyonder.co.uk/b3ta/images/cat_duck.jpghttps://www.bewilderingstories.com/issue299/cat-duck.png


            I kłapią temy dziobamy, co im figurant każe ;)

            ps. narka! :)
    • damakier1 Re: Śniło mi się 04.10.12, 10:40
      gat45 napisała:

      > dzisiaj wielce forumowo. Podeszłam pod dom Damykier, [...]

      Jakie tam "śniło"? Przeciez tak właśnie się u mnie działo dzisiejszej nocy.
      • gat45 Re: Śniło mi się 04.10.12, 11:29
        No to pogratuluj Erte2 - taki na ten przykład Ruggiero Raimondi mógłby mu buty czyścić :

        www.youtube.com/watch?v=x66TYd9nAMI

        Erte nie barytonował, basem leciał po całości, no i akcent francuski miał o niebo lepszy.

        Trochę mnie jednak speszyłaś tą nocą, bo Olga z Kocicą w pełnym słońcu po ogrodzie się przechadzały. No i czuję się skrępowana, żem tak umorusana z wizytą się pojawiła. Przepraszam, powinnam się była ogarnąć.
        • damakier1 Re: Śniło mi się 04.10.12, 11:50
          Pogratuluję z przyjemnością. Bas ertego znany i podziwiany jest powszechnie, a akcent francuski ma erte świetny, bo nie zna francuskiego.
          Też się trochę dziwiłam, czemu mi w nocy słońce tak mocno praży, ale z pogodą nigdy nic nie wiadomo...
          Mimo umorusania wyglądałaś prześlicznie.

          A tu śliczna kołysanka, byś dzisiejszej nocy spała słodko :)

          ---------
          "Dama ma - jak zwykle rację. I nie może być inaczej, skoro jest Damą."
          (aut.: ToJaJurek)

          wwwtrembil.blox.pl/html
    • scoutek Re: Śniło mi się 04.10.12, 11:59
      strrrrasznie mi żal, że gdzies polazłam daleko i Ci się nie przywidziałam.....
    • ave.duce Śniło mi się 05.10.12, 07:11
      nic.
      • scoutek Re: Śniło mi się 05.10.12, 10:28
        ave.duce napisała:

        > nic.

        po czym poznałaś?
        • trusiaa Re: Śniło mi się 05.10.12, 10:49
          Po znakach nieszczególnych ;)
          • ave.duce Re: Śniło mi się 05.10.12, 15:13
            A wcale że nie: po niczym! ;)
    • olga_w_ogrodzie Re: Śniło mi się 05.10.12, 12:15
      przepiękna symbolika snu tego byłaby, gdyby to był sen.
      choćby sowa przyczapierzona do Damy.
      a, że snem nie jest, to informuję, że już dotarłam ze Szczecińskiego Damki Ogrodu.
      wraz z Kocicą zabrały nas do stolicy dwa pegazy.
      śmiesznie było, bo w pewnej chwili Kocica zahaczyła rondem kapelusza o małą chmurkę białą, która straszne za to na nią fukała, bo kapelusz ją lekko nadpruł był.
      no i goniła nas strasząc deszczem, dopóty, dopóki jej nie utuliłyśmy i nie ucałowałyśmy aż nabrała słonecznych rumieńców.
      ja muśliny oddałam już do prania kaczuszkom w Ogrodzie Saskim i zaraz będę przygotowywać pismo do Damy w sprawie Szóstego Kota czyli Koteczki, którą z Kocicą miziałyśmy w damczynym Ogrodzie.
      trzeba z nią coś zrobić, zając się na stałe, bo bardzo była zabiedzona.
      w pierwszej chwili nie poznałam, że to Ty, Gat.

      • damakier1 Re: Śniło mi się 05.10.12, 16:35
        A co by symbolizowała we śnie sowa do mnie przyczapierzona?

        Cieszę się bardzo, żeście z Kocicą w ogrodzie moim gosciły, ale co do kotów szóstych, siódmych, ósmych tudzież entych przypominam wszystkim stanowczo: NIE MA MIEJSCA!

        ------------
        • magdolot Re: Śniło mi się 06.10.12, 02:11
          Snuf pięknych zazdraszczam!

          Ja wczoraj miałam odlot na jawie. Moja przyjaciółka, co świeżo utraciła Mańkę bernardynkę i została jej tylko ta szantrapa Mećka oraz 2 koty... sprawiła se pod moją nieobecność dwa nowe psy, obydwa z łańcucha. Oba samce.
          Opis jednego wielce mnie zaciekawił. Przyjaciółka opisywała go jako krzyżówkę wilczarza, co wygląda jak kangur pomieszany z kozą, a mój tatko uzupełnił opis o podobieństwo do Nicka Nolte.
          Pognałam zapoznać. Właśnie się martwiłam jak na domofonie wyślipię właściwy dinks, kiedy spotkałam sąsiada z narzeczoną i sześcioma psami, pogadując podchodzimy pode drzwi, aż tu nagle mrozi nam juchę odgłos psiej awantury. Zastałam A. wkurzoną do białości, świeżo ukąszoną w kolano i w nowej kiecce, podartej, mściwie mamroczącą o trzech parach jaj do uchlastania.

          Najpierw zapoznałam szczawia Forresta z nogą na temblaku. Obydwa opisy pasują jak ulał! Potem Forresta ubrali w kołnierz hańby i zatrzasnęli i wyszedł Henryk wraz z Mećką. Henryk przyplątał się na warsztaty gliniarskie z kawałkiem łańcucha u szyi i miał 3 dni spokoju w nowym domu przed nastaniem Forresta. Jedna pani wzięła [późniejszego] Forresta z hotelu dla psuf jako dogoterapię dla syna ze schizofrenią. Syn przestał wychodzić z łóżka. Pani przyprowadziła go do A. i syn A. się zakochał. I tak zaczęła się dogoterapia numer dwa. Przez tydzień bez przerwy biegali Forresta, żeby się wreszcie wylatał do syta. Po tygodniu się, owszem, położył na trochę, bo w dzikiej pogoni za kolegą pod samochód wpadł i był operowan. Teraz ma gicz na temblaku i odbywa się dogoterapia numer 3, z weteryniarzami, a jego młody pan nabył 30 metrów liny wspinaczkowej, żeby go puszczać po Błoniach bezpiecznie i trza strasznego osiła, żeby ten kłąb dodygać do Błoń.

          Kiedy wychodziłam A. doszła do wniosku, że chyba jej brakuje jeszcze jednego kota. Kot Kiken, buropasek, pasuje do Henryka ciemnego. Kot Bronek rudasek pasuje do Forresta, co jest ryżoblond i w dodatku Gump, Bronek jest kocim Gumpem. A biedna bialuśka Mećka potrzebuje koteczka białego... dla pełnej symetrii powinna być kociczka.

          To jak się Damie przyplącze jakowaś białaska, a A. nie będzie akurat świeżo pogryziona... to może z szóstego kota można zrobić trzeciego...
          • ploniekocica Kozobok 06.10.12, 09:24
            OOOOOO wiem ci ja, jak wygląda wilczarzowaty kangur skrzyżowany z kozą.
            Takim dokładnie takim psem rasy kozobok aka wilczarz kornwalijski był PMŻ (Pies Mojego Życia).
            I na dodatek do kozokangurzyzmu miał jedno ucho stojące, a drugie po pogryzieniu w schronisku leżące na amen. Po kozie miał bródkę i figurę, w tym niesamowicie długie nogi, co sprawiało, że zawsze wyglądał chudo nawet gdy ważył więcej niż jego właścicielka. A po kangurze to, że te niesamowicie długie nogi były jednocześnie potwornie silne. Z psami walczył rzadko, ale niezwykle skutecznie, a cała walka odbywała się właściwie bez pomocy zębów. Stawał na tylnych, uderzał przednimi i w sekundę zaganiał tymi przednimi delikwenta pod siebie i trzymał tak długo póki delikwent skruchy nie okazał i nie przyrzekł, że już nie będzie podskakiwał i sobie pójdzie precz. Oraz, że już nigdy nie zacznie. Kiedy czasami był zmuszony potraktować w ten sposób zdecydowanie mniejszego psa (bo ten na przykład zaczepiał wielokrotnie) to ostentacyjnie trzymał pysk uniesiony niemal pionowo w górę, pokazując mi, że on absolutnie żadnych zębów nie używał. Bynajmniej.
            W ten sam sposób wychowywał sobie okoliczne duże psy od szczeniaka. Najpierw wolno im było wszystko, a potem w okolicach dojrzewania, jak im jajca zaczynały na mózg wpływać, dostawały błyskawiczny łomot łapami i przytrzymane dostatecznie długo w pozycji poddańczej, obiecywały, ze już nigdy. I dotrzymywały. Nawet największe zakapiory z zakapiorskimi panami dotrzymywały.
            Nawet wówczas, gdy kozobok był stary i mogłyby go zjeść jednym kłapnięciem, wystarczyło, że się na nie popatrzył to odchodziły.

            Wzięty ze schroniska jako podrośnięte szczenię przeżył u mnie prawie 16 lat, co jak na tak dużego psa było nie lata rekordem. Był ogromny, dostojny, a zarazem szczeniakowaty i zabawowy do późnych lat. Był zdecydowanym samcem alfa, nie dał sobie w kaszę dmuchać żadne,mu psu ani ludziu, a jednocześnie był najszczęśliwszy jak się kociaki albo szczeniaki bawiły mu na głowie.
            I miał najcudowniejszy psi charakter ever. Jak nikt rozumiał duszę kobiety, co do tej pory wspominam nie tylko ja, ale wszystkie moje koleżanki. Po nim kontakt z Gupkiem, który był gumpem do sześcianu to był szok i nijak nie umiałam Gupka wychować na psa porządnego, bo kozoboka wychowywać nie trzeba było nic a nic.
            Ja byłam jego ukochaną panisią i on spełniał wszystkie moje zachcianki z wyrozumiałością i troską o moje dobre samopoczucie. Ze zdziwieniem obserwowałam jak szastał na smyczach moimi kolejnymi narzeczonymi i mężami (którzy jeden w jednego mieli ponad 180 cm) podczas gdy ja wewogle smyczy nie musiałam mu przypinać.
            Wszystkie moje dzieci uczyły się na kozoboku chodzić.
            Ale miał jedną wadę, która była zaletą psią, otóż nie można było z nim wychodzić na dłuższe spacery w stadzie, bo on tego stada pilnował i krnąbrnych członków stada zaganiał do kupy. Oraz odganiał ewentualnych intruzów. Zatem kiedy dziecka moje były małe to odbywały się spacery osobno, albo ewentualnie razem, ale wtedy wszyscy musieli iść w kupie i się nie oddalać na krok.

            Był czarny podpalany i miał po kolei dwa rude koty, a przed nimi przez pół roku szylkretkę. Bardzo mu było z nimi do pyska.

            Się poryczałam za nimi wszystkimi. I za Gupkiem Gumpem też.


            PS. A może to Gat jest białym kotem dla Mećki? Skoro jej Dama dała jeść, ale miejsca dla niej nie ma?

            • magdolot Re: Kozobok 06.10.12, 13:40
              Nie mówię wam nie płaczcie, bo nie wszystkie łzy są złe.
              To chyba Tolkien.
              Wydrukowałam Twą opowieść dla A., niech ma. Ona się boi im zostawić wolną rękę w decyzji kto jest alfa, bo Forrest łapie Henryka od góry za nery a kłapaczkę ma jak fiks, widać po kolanie. Ale to Henryk zaczyna i nie odpuszcza, drań jeden.
              Forrest uszy ma monstrualne, sterczące na boki i jeszcze nimi rusza jak radarami, ino nie robi piiip.
              Jedziemy do bacy Józka zaraz. Po prawie 30 latach obejrzeć go w Radocynie, w innych górach, w innych czasach. Albo się spłaczę za durną młodością, albo nie. Choć prędzej to będzie A. co wyjść za bacę nie chciała. Gupia scenografa wolała...
              Miejcie się pięknie!

              Jak Gat jest białą kociczką, to może się wreszcie wybierze do Krakowa? On chodzi własnymi drogami i fszystko mu jedno kędy... ale może jednak kiedyś będzie fciał.
              • ploniekocica Re: Kozobok 06.10.12, 14:54
                Z samcami alfa to strasznie gupio jest. Na przykład kozobok to był samiec alfa na dworze, wobec moich kolejnych dobiegaczy i tych bardziej stałych i wobec pierwszego rudego kota, natomiast kot drugi rudy był jego władcą absolutnym, no ale to był władca absolutny wszystkich za wyjątkiem dzieci do lat trzech - te mogły z nim zrobić wszystko np. ugniatać jak ciasto.
                O dziwo pierwszy rudy kot miał jajka, a drugi nie.

                Najgorsza afera była z psem mojej mamy. Kupiłam go jej za przysłowiową złotówkę jako szczeniaczka i kozobok był jego ojcem przybranym i alfą absolutnym. Potem spotykali się ze dwa razy do roku, ale za to na dłużej i zawsze na początku Tuńczyk musiał dostać po uszach, bo mu się za dużo wydawało. I dobrze było do czasu aż moje pierwsze dziecko wypełzło z kojca na salony i babcia zaczęła histeryzować, że je zdepczą, jak sobie będą ustalać hierarchię. I się zaczęło kozoboka uspokajać i czasem nawet odciągać, a durnowaty Tuńczyk doszedł do wniosku, że jest Tuńczykiem zwycięzcą. No i ruszał do boju jak przygłup jakiś, a wtedy babcia dostawała histerii i znowu trzeba było kozoboka przytrzymywać. Się spirala tak nakręciła, że do końca żyć swoich, a obaj żyli jeszcze lat ponad dziesięć i odeszli w tym samym roku, trzeba było ich izolować. Za wyjątkiem spacerów bez mojej mamy, bo jak jej nie było to Tuńczyk z alfa robił się omega i doskonale wiedział, gdzie jest jego miejsce.
                To jego pani była i jest de facto alfa i wszyscy się jej boją!

                Jeśli chcesz, Magdolocie, to Ci przyślę na priva historie kozobocze, które mam spisane przed laty na pewnym forum zamkniętym, a nie chcę ich dawać na otwartym. Bo musiałabym powiastki z kluczem przerabiać na bez klucza.
                • magdolot Re: Kozobok 09.10.12, 02:32
                  > Jeśli chcesz, Magdolocie, to Ci przyślę na priva historie kozobocze, które mam
                  > spisane przed laty na pewnym forum zamkniętym, a nie chcę ich dawać na otwartym
                  > . Bo musiałabym powiastki z kluczem przerabiać na bez klucza.

                  Bardzo chcę i bardzo poproszę!

                  Tak, tu się może nakładać psioludzko: pies matki i pies syna ustalający kto alfa jest. Oni się żrą jak są niewysikani, w takich momentach braku komfortu. A te momenty się nakładają na egzekwowanie od dziecka odpowiedzialności za komfort jego psa.

                  Spędziłam wikend w towarzystwie Henryka i rozumiem A. Bo on dorosły jest i strasznie docenia, że wreszcie znalazł dom i robi szalone postępy całym sobą, żeby być... nie bójmy sie tego słowa, prymuskiem mamusi, a Forrest narwany i fszystko ma w dupie. Opieprzony Henryk straszliwie przeżywa. Pies co miesiąc temu gryzł jak mu się dotykało tyłu uwalał się nam obu na kolanach w autobusie, żeby mieć na sobie dwie pary rąk i ja go mogłam po tyle do syta też, ale jak z nim zostawałam a A. się oddalała, to strasznie się denerwował. I był jedynym psem wpuszczanym do bacówki, bo musiał się upewniać. A używanie miał, bo tam była terierka z syneczkiem maluśkim [co stawał na progu i zmykał na "pódzies!"] i mała kaukazopodchalanka Puśka.

                  Poszłyśmy na spacer, z trzema psami i koniem, co też za nami lazł. Tłusta Puśka wdrapała się na wysoki nasyp trawiasty nad drogą, a potem bohatersko zbiegała trawersem dodając sobie otuchy warczeniem... i nie zauważyła, że skraj drogi to ziemny przeciwwał i fpadła w niego twarzą i fszystkim co miała. Zdziwienie Puśki - bezcenne.

                  Wielkie psy przyszły z owcami z pastwiska i se spały spokojnie, a górale owcom na redyk dzwonki nakładali, aż nadeszlim z Henrykiem i psy wielkie miały na niego straszliwą ochotę. Wrzaski górali olały, ale nie doceniły A. Po chwili, opieprzone i zrezygnowane spieprzały przed A. co je chciała w nagrodę pogłaskać. Ten Forrest to debil, że szura.

                  A jedna krowa jak nosorożec wyglądała. Samotnica, co nie łazi ze stadem. I oni przed wilkami zabezpieczyli ją. Na szyi ma oponę, a na pysku coś jak kaganiec, ale daje trawę jeść normalnie, ino się ma kolce od nosa po oczy.


                  Chyba już dogorywa bacowanie. 30 lat temu baca to straszne było panisko, teraz ma furkonetkę Mercedes Bęc, nie Stara, ale owce się już nie rozbijają pociągami. Będą szli z nimi 5 dni 150 kilo granicą po górach i mokli na deszczu na gołej ziemi, nawet śpiworów nie mają. Poza tym jest jak dawniej, ino juhasi się zestarzeli, był jeden 30-latek a reszta jak ja albo starsza i strasznie te chłopy życiem zrąbane, część po paskudnych przejściach. Młodzi się już nie garną, bo co to za życie pół roku bez baby, spać 4 godzimy dziennie, robota ciężka, a w zimie trzeba dorabiać, już nie ma pół roku laby. Kiedyś w okolicy 4 innych baców było, już tylko nasz został. Śpiewają pięknie, ale coś w tym łabędziego jest.

                  Jeszcze była zabawa w role. Najpierw byłyśmy eleganckimi paniami z miasta w bacówce, a po drodze z dworca wlazłyśmy na kawę do miejsca ęą i robiłyśmy za intensywnie jadących oscypkiem meneli.
              • ave.duce Re: Kozobok 06.10.12, 20:13
                magdolot napisała:

                > Jak Gat jest białą kociczką, to może się wreszcie wybierze do Krakowa?

                A jeżeli jest czarną, to co?

                > On chodzi własnymi drogami i fszystko mu jedno kędy...

                śmiałe stwierdzenie, Magdolocie, bardzo.

                > ale może jednak kiedyś będzie fciał.

                Będzie, pewne jak w banku ;)
                • ploniekocica Re: Kozobok 06.10.12, 20:43
                  Jak jest czarną to nie będzie kotem dla Mećki, co było początkiem dyskusji o kolorach gacich i kocich.
                  A jak znam Gata to jest kotem ryżym, czyli po angielsku yellow cat.
                  Bo czemu nie miałaby być w swoim ulubionym kolorze?
                  • ave.duce Re: Kozobok 06.10.12, 20:50
                    Futro to powłoka tylko, może być i rzecz nabyta. Wnętrze się liczy ;)

                    Yellow Gat z czarnym wnętrzem, wyzierającym tu i ówdzie - tygrysica!
                    • ploniekocica Re: Kozobok 06.10.12, 21:02
                      Yellow Gat z przebitkami z czarnego wnętrza czyli szylkretka ! Z niebieskimi oczami na dodatek.

                      https://www.felisfan.pl/images/tonkijski02.jpg


                      Bardziej mi takie cuś pasuje na Gata niż jakiś biały pińdziarski pers.

                      Uwaga! Słowo pińdziarski nie jest wulgarne i nie ma konotacji żadnych anatomicznych. Pińdziara to ktoś przesadnie i niekoniecznie gustownie dbający o wygląd zewnętrzny. Dodaje tę uwagę, bo się spotkałam z tym, że niekoniecznie to słowo jest znane powszechnie. W skrajnej formie pińdziara to tipsiara albo solara.
                      • blind_as_a_bat Re: Kozobok 07.10.12, 05:58
                        BASTia?
                        • ave.duce Re: Kozobok 07.10.12, 08:10
                          BESTia ;)
                      • magdolot Re: Kozobok 09.10.12, 02:45
                        Wow! Poszerzyło mię się słownictwo. Wypińdzić, wypindzona - znałam, ale pińdziara i pińdziarski - nie. Cudownej triady pińdziara, tipsiara, solara takoż, myślałam że to plastik jest. Znaczy się wypindzona solara-tipsiara.
                        Ależ z nas słowo-t-furczy naród!
                        • trusiaa Re: Kozobok 09.10.12, 09:09
                          U nasz na wsi mówi się: wypindżona :) d-ż wymawia się osobno.

                          Niezupełnie na temat, ale blisko: góralka Hanka o leniwej sąsiadce mówi: - A ta nic, tylko pazDury na cerwono maluje!
                          • ploniekocica Re: Kozobok 09.10.12, 09:43
                            trusiaa napisała:

                            > U nasz na wsi mówi się: wypindżona :) d-ż wymawia się osobno.
                            >

                            Na naszej rodzinnej wsi mówi się ta samo. I jeszcze się mówi: "Czemu się tak pindżysz?", jak któreś się akurat pindży przed lustrem, a po pindżeniu staje się pińdziarą albo, o zgrozo, pińdziarzem!
                • magdolot Re: Kozobok 09.10.12, 02:40
                  magdolot napisała:

                  > Jak Gat jest białą kociczką, to może się wreszcie wybierze do Krakowa?

                  A jeżeli jest czarną, to co?

                  To może też się wybierze?

                  > On chodzi własnymi drogami i fszystko mu jedno kędy...

                  śmiałe stwierdzenie, Magdolocie, bardzo.

                  Nie ja stwierdziłem, ino autorytet z sygnaturki Kocicy...

                  > ale może jednak kiedyś będzie fciał.

                  Będzie, pewne jak w banku ;)

                  ufff! :)))
    • gat45 A tej nocy śniło mi się przerażająco 16.11.12, 17:08
      Stałam przed lustrem, ale dopiero po dość długim czasie zdałam sobie sprawę, że to lustro. Moje gesty i mimikę powtarzała naprzeciw mnie jakaś zupełnie mi obca osoba....... Brrrrrrrr. Okropne uczucie to było, aż się obudziłam
      • damakier1 Re: A tej nocy śniło mi się przerażająco 16.11.12, 17:49
        Może występowałaś w Kaczej zupie?
      • ave.duce Re: A tej nocy śniło mi się przerażająco 18.11.12, 17:11
        Mnie się śni bardzo rzadko (tzn. tak, żebym pamiętała). I ok.
        • magdolot Re: A tej nocy śniło mi się przerażająco 18.11.12, 17:46
          Mnie też. A nawet jak budząc się pamiętam jakiś kanał, to szybciutko wypieram... zaraz, co to było?!
          • ave.duce Re: A tej nocy śniło mi się przerażająco 18.11.12, 19:43
            Nawet chciałabym pamiętać, ale ucieka mi szybko.
            Chociaż mam kilka snów, które pamiętam i które wracają.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka