olga_w_ogrodzie
10.09.14, 14:59
się wydaje, że czegoś zrobić nie można.
a można.
pomagali mi ludzie, gdy nie mogłam ZA NIC, sama kroplówki podać.
ale już taki wstyd był z o pomoc proszeniem, że sama igłę pierniczęłam = samiutka = nadwyrężając zaufanie i narażając się na to, że te oczka zielone jeszcze większe się zrobią z zaskoczenia, że ból zadaję - jak kat.
nie, nie - już wszystko zdiagnozowane wreszcie od a do zet.
wiem co robić.
ale taki ogrom poczucia winy, że za mało uropetu podawałam, że za mało przyglądałam się co w kuwecie - nie widziałam krwi.
i że teraz dopiero przeczytałam o tym, iż koty mają tak wysoki próg odporności na ból.
nic ta Nikusia nie mówiła...
a musiało ją boleć.
gdziesz ja miałam wylać poczucie winy, jak nie na forum zwierzolubnym...
to już się dokształciłam na maksa: to, że zwierza nie lubią gdy za głośno - jasne.
to, że koty lubią język polski - szelest - nie wiedziałam.
gdy podaję leki i kroplówę Nikusi - szeleszczę..
widzę, że to prawda - nigdy nie drapnęła, ani nic, gdy szeleszczę słownie.
/och, jak mnie wkurza, gdy się mówi, by się poddać. nie jest śmiertelnie chora. wiem wszak wreszcie co jest i jak leczyć./