Dodaj do ulubionych

Pokonałem swoją niemoc

25.06.17, 11:31
Na rowerze jeżdżę odkąd pamiętam, bo przygoda, bo poznawane miejsca i okolice, bo kontakt z ludźmi równie jak ja zakręconymi, bo wysiłek połączony z satysfakcją. Jeszcze kilka lat wstecz nie miałem problemu, by zaserwować sobie wycieczki w granicach 170 - 190 km w jeden dzień, oczywiście raz na jakiś czas. Lecz przyszły lata chude, gdzieś w mojej głowie zakotwiczyła się myśl, że lat przybywa, że nie wytrzymuje kark, nadgarstki i kolano, że pora pomyśleć o wygodnych bamboszkach. Tak tkwiłem w tym przekonaniu ostatnimi laty, popijając piwo w oparach mgły z papierosów ( wypalam niestety duże ilości tego świństwa) i tylko od czasu do czasu mknąłem naprzód, skracając sobie dystans do jak najkrótszego.
W tym roku nastąpił przełom w moim patrzeniu, znowu zacząłem myśleć pozytywnie, dam radę, przecież mogę robić to co robiłem i teraz, choć tuż tuż 57 krzyżyk na karku. Przecież nie mogę swojej pasji odstawić do lamusa tyko dlatego, bo latka lecą. Mam powody do satysfakcji, zacząłem od 116 km, potem podbiłem licznik do 122km, a wczoraj zafundowałem sobie wycieczkę do Ogrodzieńca i pokonałem 152 km, kark nie bolał, nadgarstki też nie i nawet o dziwo kolano dało se spokój z przypominaniem się.
Dlaczego Tu o moim heroizmie napisałem? Dlatego, że chcę się pochwalić, może. A może dlatego, że wiem, jestem przekonany, moje wypociny nie zostaną wyśmiane. Wena mnie dopadła i się rospisałem.
Obserwuj wątek
    • behemot17-13 Re: Pokonałem swoją niemoc 25.06.17, 11:32
      *rozpisałem.
      • trusiaa Re: Pokonałem swoją niemoc 25.06.17, 12:39
        Po pierwsze primo - wielki szacun, za osiągnięcie, taki dystans - fiu fiu!

        Po drugie primo - pięćdziesiąty siódmy krzyżk? Nie rozśmieszaj mnie.
        • behemot17-13 Re: Pokonałem swoją niemoc 25.06.17, 13:35
          Cóż, jeśli oczywiście będę jeszcze parę lat a może i więcej, też się uśmiechnę czytając mój wpis. Taki Bartoszewski czasami mnie przytłacza i zarazem jest dopingiem, można? można.Pozdrawiam.
          • ewa9717 Re: Pokonałem swoją niemoc 25.06.17, 15:41
            Krzyżyk na karku to ty masz szósty. A 57 lat? Ech, młodośc ;)
            • behemot17-13 Re: Pokonałem swoją niemoc 25.06.17, 17:35
              Racja, szósty krzyżyk. Się nie obrażam na Ciebie i Gat, dobrze, że jesteście. Coś mi się pokiełbasiło zwyczajnie.
    • gat45 Re: Pokonałem swoją niemoc 25.06.17, 15:41
      Bardzo się cieszę, i to podwójnie. Raz - z tego, co napisałeś, i dwa - dlatego, że to napisałeś. Bardzo fajnie.
      Ale wieku to sobie dodałeś, że ho ho. O ile się nie mylę "krzyżyk" oznacza dziesięć lat, więc gdyby Ci szło na 57-my, to musiałbyś się urodzić gdzieś w epoce zajęcia Konstantynopola przez wojska Imperium Osmańskiego. Napisz wspomnienia, będzie bestseller !
      • behemot17-13 Re: Pokonałem swoją niemoc 25.06.17, 18:03
        Gat, dla przypomnienia, dzięki Twojemu pytaniu zawierającemu zdziwienie przecież, zacząłem nowe zdanie pisać dużą literą i jestem Ci wdzięczny. Na wspomnienia mnie nie namówisz, jak Cię szanuję i lubię, nie namówisz i już.
    • yoma Re: Pokonałem swoją niemoc 25.06.17, 17:08
      Serdeczne gratulacje od koleżanki cyklistki, palącej.
      • behemot17-13 Re: Pokonałem swoją niemoc 25.06.17, 17:50
        Dziękuję za gratulację Yoma. Patrz, jacy jesteśmy skomplikowani. Z jednej strony nastawieni na wyczyn szeroko pojęty i zdrowie poprzez aktywność, a z drugiej, dewastujący swoje organizmy tak po prostu. I gdyby, tak zza węgła pokazała się czarodziejka z mocą odebrania mi chęci do kopcenia, gdyby.
        • yoma Re: Pokonałem swoją niemoc 25.06.17, 21:22
          Powiem tak: cztery lata temu zrobiłam sobie gruntowny przegląd i aż się zdziwiłam, baba w leciech, a zdrowa jak koń. Ergo szkodliwość palenia tytoniu jest mocno przereklamowana :) Poza tym paliłam, palę i będę palić, lubię się z tym i do czarodziejek nie wzdycham.
          • behemot17-13 Re: Pokonałem swoją niemoc 25.06.17, 22:38
            Jak dotychczas skutków ubocznych kopcenia nie odczuwam. Natomiast mam dyskomfort i ponawiające się wątpliwości. Dyskomfort - kiedyś można było zakopcić właściwie wszędzie (tu się pochwalę, nie paliłem i nie palę przy córce ale też przy innych dzieciach, aaa, za pół roku córka będzie pełnoletnia) i właściwie u wszystkich, dziś masa ograniczeń umocowanych nakazami i umocowanych tzw. dobrym obyczajem. Wątpliwości - pierwsza, duże koszty, paczka 15,30pl, a palę gdzieś w okolicach 30 sztuk, zasmrodzone ubranie i nie tylko. Też lubię palić, też lubię się z tym, jednak i chyba polubiłbym się bardziej bez fajeczki.
        • tojajurek Re: Pokonałem swoją niemoc 25.06.17, 21:46
          Mnie chęć kopcenia odebrały kilkanaście lat temu pobyty szpitalne, które omalże mnie ukatrupiły, a potem skazały na dłuższą abstynencję od czegokolwiek. Jeżeli jest to sposób na rzucenie palenia, to dość skuteczny, ale niechętnie bym go polecał. A paliło się, paliło przez kilkadziesiąt lat, aż z nostalgią człowiek wspomina dymek gauloisów (bez filtra oczywiście), a potem dostępne przez czas dłuższy w Polsce kubańskie ligerosy i partagasy. Ale skoro taka stara leniwa dupa jak ja mogła zawziąć się i nie wrócić do nałogu - to jednak można, a nawet warto. A eskapady rowerowe mogą bardzo w tym pomóc, bo przy takim wysiłku człowiek wie, że ma płuca, ile ich i gdzie są. Ja to testowałem głównie zimą przez (jak dotąd) 72 sezony narciarskie i wiem co mówię. Warto dawać popalić organizmowi z ogniem ale bez dymu, czego Ci, Behemocie (kot jest?) życzę.
          • yoma Re: Pokonałem swoją niemoc 25.06.17, 22:06
            Kot Behemot, o ile pamiętam, palił cygara...
          • behemot17-13 Re: Pokonałem swoją niemoc 25.06.17, 22:55
            Kot jest, na ten czas kot bez papieroska się nie obędzie, bez wąsów owszem i bez żalu.
          • eulalija Re: Pokonałem swoją niemoc 26.06.17, 08:39
            To się pod tobą Tojajurku podpiszę.
            Prawie trzy tygodnie szpitala cztery lata temu.
            I trochę mało sił, żeby z siódmego piętra na dwór na papierosa się udać.
            Udało się.
            Do palenia nie wróciłam.
            Przez rok w szafie leżało kilka paczek Cameli.
            W szufladzie otwarta paczka i zapalniczki.
            Już nie wrócę.
            • behemot17-13 Re: Pokonałem swoją niemoc 26.06.17, 09:03
              Słowa uznania z mojej strony, obyś już nigdy nie sięgnęła po kopcicha. Lecz a raczej zdaj sobie sprawę, nie zarzekaj się - już nie wrócę.

              Znam osoby które porzuciły ten nałóg, nie paliły kilka, kilkanaście lat, a "rekordzista" aż 20 bez zaciągania się i wróciły. Mam na własny użytek pogląd, nikotyna jest narkotykiem, narkotykiem z akcyzą, narkotykiem najlżejszym, za przyzwoleniem i ku uciesze skarbówki.
              • eulalija Re: Pokonałem swoją niemoc 26.06.17, 09:39
                Doskonale zdaję sobie sprawę z ryzyka.
                Tym bardziej, że tych lat przepalonych było ponad trzydzieści.
                I bez prób porzucenia nałogu.
                Trzymajcie za mnie kciuki.
                Ja też trzymam za wszystkich trwających w abstynencji nikotynowej.
                • behemot17-13 Re: Pokonałem swoją niemoc 26.06.17, 09:57
                  Trzymam kciuki.
            • ewa9717 Re: Pokonałem swoją niemoc 26.06.17, 09:11
              O, jestem w klubie, Eulalijo. Bez szpitala, ale już chyba z 10 lat, po kilkunastu (przynajmniej!) wcześniejszych próbach. I mam nadzieję, że tak zostanie!
              • behemot17-13 Re: Pokonałem swoją niemoc 26.06.17, 09:59
                A ja dalej na manowcach, zazdroszczę bez podtekstów.
    • behemot17-13 Re: Pokonałem swoją niemoc 26.06.17, 09:50
      Czarny kot mnie nie rusza, tym bardziej, że jakiś stopień pokrewieństwa jest. Jadę, znaczy, pedałuję. Mknę ku celu, a z tyłu głowy upierdliwa myśl mnie dopada, żeby tylko ten czy inny kierowca nie okazał się chamem, by nie trąbił niepotrzebnie, wszak słuch mam jeszcze na poziomie, by pan i władca mknący ciągnikiem z naczepą nie ściągał mnie na pobocze, by osoby za kierownicą swoich" limuzyn" nie próbowali nawiązać kontaktów ad hoc. Dojechałem bez przeszkód, se trochę fotek strzeliłem obiektom wcześniej upatrzonym, wracam, poza nic nie znaczącymi utrudnieniami, jestem, się zamachłem i się spełniłem.
      W glorii zwycięscy zapodaję wszystkim moim znajomym o swoim wyczynie, o tym jak właściwie bez przeszkód (brak dostępu do sieci zastąpiłem znanym sposobem od lat, zasięgnąłem języka) i tu niespodzianka - kleszcz nazwijmy upierdliwy, se moją nogę upatrzył. Co było dalej nie będę opisywał, procedurę usuwania zboka znam. Taka refleksja, taka myśl mnie naszła, przez całą drogę najbardziej obawiałem się wielkich, ogromnych potworów na czterech kółkach i więcej kółek też , a gdzieś niepozorny pajęczak, taki tyci tyci może mi dokopać, bez ostrzeżenia.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka