Dodaj do ulubionych

Obrazony mąż

27.11.09, 10:01
Mój szanowny małżonek po raz kolejny po kłótni
przyjmuje metodę ignorowania.
Tzn. nie odzywa się do mnie, nie powie dzień dobry ani cześć,
omija mnie bokiem byleby mnie przypadkiem nie dotknąć,
przebywa w innych pomieszczeniach no i NIE PATRZY
na mnie w ogóle. Tak będzie kilka dni.
A ja niestety po raz kolejny się wkurzam, przeżywam, analizuję itp.
Wcześniej go zawsze zaczepiałam i ja wyciągałam rękę, próbowałam
załagodzić sytuację, ale od wczoraj postanowiłam tak samo nie odezwać
się do niego słowem.
Kurcze, co robicie w takich sytuacjach?
żal mi mojego dziecka - takie wzorcesad
Obserwuj wątek
    • koralina36 Re: Obrazony mąż 27.11.09, 12:11
      Asis ja nie miałam takiej sytuacji,u nas jest awantura na cztery fajerki a
      później atmosfera się oczyszcza i jest tak jak przed.Za to moja koleżanka żyje
      już w takim związku jak Ty dwadzieścia lat.Maja trójkę fajnych dzieci,oboje na
      poziomie,on profesor na politechnice,ona sędzia w sądzie rodzinnym.A od początku
      jest taka sytuacja jak u Ciebie,mąż obrażony,niezauważający żony i ciche
      dni,chociaż z każdym rokiem małżeństwa coraz krótsze.Jeżeli Twój mąż w ten
      sposób się zachowuje,to albo wyniósł to z domu,albo ma taki charakter.Ja miałam
      podobne sytuacje z moją mamą,kiedy coś z siostrą przeskrobałyśmy to obrażała się
      na nas i stosowała może nie ciche dni ale godziny.Dla małego dziecka to trauma i
      wyobrażenie,że mama mnie nie kocha.Jakieś dziesięć lat temu,kiedy miałam już
      swoją rodzinę a mama zastosowała swoją metodę,zapytałam wprost czy dobrze jej z
      tym obrażaniem,czy wnosi to coś lepszego w nasze stosunki?Powiedziałam,że jeżeli
      tak myśli,to grubo się myli i warto aby zastanowiła się nad tym czy warto tracić
      czas na bezsensowne wypalanie się.Spróbuj porozmawiać ze swoim mężem na
      spokojnie kiedy minie mu foch.Zapytaj czy dobrze mu,kiedy tak się zachowuje i
      czy nie szkoda czasu straconego na takie zachowanie.Powiedz,że jesteś już dużą
      dziewczynką i ta forma wychowania nic nie zmieni.Zmienić można tylko coś,kiedy
      się ze sobą rozmawia a nie kiedy się milczy i olewa drugą osobę.Powodzenia :-)
    • koralina36 Re: Obrazony mąż 27.11.09, 12:15
      cha zapomniałam napisać,że może warto skonsultować się z psychologiem,a on już
      fachowo wytłumaczy Ci jak zachowywać się w takich sytuacjach.Jeżeli nie możesz
      zmienić sytuacji,spróbuj zmienić sposób patrzenia na nią.
    • kicia031 Re: Obrazony mąż 27.11.09, 12:46
      Maz przestanie stroic fochy, jak ty zaczniesz jego fochy ignorowac.
      Albo nawet zaczniesz sie swietnie bawic.

      Jest tez metoda opisana w jednej z czesci Ani z Zielone Wzgorza -
      zaprosic gosci i korzystajac z milczenia meza opowiadac o nim
      niestworzone historie, w jego oczywiscie obecnosci.
    • asis09 Re: Obrazony mąż 27.11.09, 13:05
      Jesteśmy dopiero 5 lat po slubie. A fochy zaczynają być
      coraz częstsze - ostatnio to chyba raz na dwa tygodnie.
      Probowałam przeprowadzić niejedną spokojną rozmowę i co?
      Mąż oznajmił że się nie zmieni, że taki już jest, oczywiście wtedy uważa że
      nasze małżeństwo jest do "d..", że nie widzi szans na dalsze życie.
      Jak już nastanie te kilka dni spokojnych to wg niego jest wszystko ok.
      Huśtawka nastrojów, a co będzie za kilka lat????
      • marzeka1 Re: Obrazony mąż 27.11.09, 13:41
        "po raz kolejny po kłótni
        przyjmuje metodę ignorowania. "- bo wie, że to działa, że ty się przejmujesz, że
        pierwsza wyciągniesz rękę do zgody, że znowu ustąpisz i jego będzie na wierzchu.
        Piszesz, że fochy coraz częstsze, zauważasz, że to zy przykład dla dziecka- i
        masz rację.
        Pytasz się, co będzie za kilka lat? Raczej gorzej, bo zwyczaj się utrwali. Może
        terapia wstrząsowa, oprócz twego teraz ignorowania, wydrukowałabym wniosek o
        rozwód, wręczyła mężowi: weź, wypełnij, skoro ci tak źle i wszystko jest do
        dupy, możesz też się spakować i wyprowadzić do mamusi.
        Bo na dłuższą metę, to szkoda zycia na takie zachowania: pan mąz raczy strzelić
        focha i mnie nie zauważa.
    • marianna_listopadowa Re: Obrazony mąż 27.11.09, 13:38
      podpisuję się pod postem kici031. milczeniem facet próbuje cię ukarać. jak zobaczy, że po tobie to spływa jak po kaczce to jego zachowanie straci sens. wszelkie delikatne rozmowy i próby załagodzenia sporu tylko potwierdzają słuszność jego zachowania, bo to ty czujesz się "winna", bo to ty zabiegasz o pogodzenie się, bo tobie zależy. schemat trwa - kłótnia, foch męża (akcja), twoje delikatne rozmowy (reakcja).

      następnym razem się... uciesz. pan się znów zagotuje a ty mu powiedz "Oo, widzę że znów będziesz milczał obrażony. To nawet dobrze się składa, bo za chwilę dr. House na dwójce, to sobie spokojnie obejrzę" ;) i ignorujesz męża całkowicie

      i powiem ci asis09, że kiedyś sama stosowałam takie milczenie po sporze; nieświadomie przejęłam ten sposób reagowania po rodzicach. teraz mogę się tego tylko wstydzić, bo nadal się łapię na takich zapędach. na szczęście zwycięża zdrowy rozsądek - powiem więcej, powoli edukuję w tym względzie rodziców ;)
    • 18_lipcowa1 Re: Obrazony mąż 27.11.09, 14:13

      > Kurcze, co robicie w takich sytuacjach?
      > żal mi mojego dziecka - takie wzorcesad


      Mialam takiego pana.
      Doprawilam mu ogromne rogi
      • kryzys_75 Re: Obrazony mąż 27.11.09, 14:43
        Mój mąż zachowuje się dokładnie tak samo jak Twój. Potrafi na koniec sprzeczki
        powiedzieć, żebym uważała i zastanowiła się nad swoim zachowaniem. Potem obraża
        się i nie chce ze mną rozmawiać. Taka sytuacja powoduje, że mam straszne wyrzuty
        sumienia. Zaczynam siebie obwiniać za całą sytuację. Mąż oczywiście uważa, że on
        nie ma sobie nic do zarzucenia. Jak z tym walczę? Jestem DDA i w związku z tym
        chodzę na terapię. Dzięki terapii zaczynam powoli uczyć się jak sobie z tym
        wszystkim radzić. Niestety to bardzo trudna i długa droga.
    • serendepity Re: Obrazony mąż 27.11.09, 16:10
      Moj zachowywal sie tak na poczatku zwiazku. Jak powiedzialam cos co go urazilo
      to nagle przestawal sie odzywac. Na poczatku rowniez sie tym przejmowalam, ale
      tak za 3 razem powiedzialam mu, ze nie bede tracic zycia na jego cieche dni i
      zeby przestal sie to zachowywac, bo to nic nie wnosi. Najwyrazniej pomoglo, bo
      juz nigdy tak nie robil.

      Nie pozostaje Ci nic innego jak to przerwac. Na pewno nie mozesz sie
      podporzadkowywac i siedziec potem godzinami i zastanawiac sie co zrobilas. Jesli
      mu sie cos nie podoba, to od tego ma usta, zeby wypowiedziec sie na ten temat i
      powiedziec wprost.
    • asis09 Właśnie wrócił z pracy 27.11.09, 17:07
      i wszedl do domu nie mówiąc nawet cześć.
      Ugotował sobie zupkę chińską, a przygotowany
      obiad stoi obok.
      Nie potrafię nie płakać. Nie potrafię nie przejmować się:-(
      • marzeka1 Re: Właśnie wrócił z pracy 27.11.09, 17:19
        Po takiej akcji gotowanie ograniczyłabym do zrobienia obiadu sobie i dziecku.
        "Nie potrafię nie płakać. Nie potrafię nie przejmować się:-("- płacz, przejmuj
        się, ale dla własnego zdrowia psychicznego nie pokazuj tego mężowi, dajesz się w
        ten sposób psychicznie niszczyć. TAKIEGO wzoru chcesz dla dziecka, ma widzieć
        ciebie poniżaną, traktowaną jak śmiecia, bo pan mąż raczy zasunąć ci focha? Czy
        też poszukasz jakiegoś wyjścia z tej sytuacji? Zaczyna się weekend? Może weź
        dziecko i pojedź na ten czas do rodziców?Odpocznij, nabierz dystansu, spójrz,
        jak bez sensu jest zachowanie męża, jak krzywdzi ciebie i wasze dziecko, ono
        przecież rośnie, nie zawsze będzie małe i niewiele rozumiejące.
      • black_tangens Re: Właśnie wrócił z pracy 27.11.09, 18:40

        asis09 napisała:

        > i wszedl do domu nie mówiąc nawet cześć.
        > Ugotował sobie zupkę chińską, a przygotowany
        > obiad stoi obok.
        > Nie potrafię nie płakać. Nie potrafię nie przejmować się:-(

        To w takim razie jutro nie gotuj dla męża.
        I tu są dwa wyjścia:
        1) mąż będzie dalej milczał – a ty zaoszczędzisz czas, bo dopóki milczy to nie
        gotujesz i w ogóle nie prowadzisz domu;
        2) mąż się odezwie, bo zgłodnieje a wtedy przed ewentualnym ugotowaniem obiadu
        ma odbyć z tobą poważną rozmowę na temat swojego zachowania; a tak w ogóle to
        powinien ciebie jutro zaprosić do restauracji w ramach przeprosin.
        Poza tym uważam, że to milczenie wskazuje, że jest to osoba szalenie okrutna,
        bo całymi dniami zadaje ból ukochanej osobie.

      • nat.wroclaw Dziewczyno.. 27.11.09, 18:55
        ręce opadają.

        Huknij na tego barana, bo chyba mu sie małżenstwo z przedszkolem pomieniało. Co
        to jest? Fochy ciotki Zochy? czy zycie realne? Ile on ma lat? muchy w nosie to
        moze miec prywatnie we wlasnych czterech scianach. Ale jak sie kiedys zdecydowal
        na cos, co sie nazywa zwiazek, to w zwiazku sie rozmawia a nie zachowuje jak
        urazony panicz.

        Posłuchaj dobrze starszej koleżanki - bylam taka jak Twoj mąż, fochy, obrażanie,
        ciche dni - wyniesione z domu. Nic mnie nie ruszało, wyciaganie reki, rozmowy,
        wreszcie ignorowanie mnie. I doszło do tego, ze mąż mi przyprawil takie rogi, ze
        sie w drzwiach nie miesciłam. Nie usprawiedliwiam go bron Boze, bo
        beznajdziejnie sobie z wlasna niemota i frustracja poradził, ale dopiero mną
        tompnęło. Poszłma na terapie i nauczylam sie mowic wprost i od razu.

        Ale to działa we dwie strony - jak małżonek miewał humory (od dawna nie - oboje
        nas ten kryzys przetrzepał i pomogl chyba dojrzec), w kazdym razie, gdy bywało
        jak u ciebie to reagowałam od razu, nie dopuszczajac do powstania absurdalnej
        sytuacji w ktorej ja manipuluję placzem i CZEKAM na jego krok, nie biorac spraw
        w swoje rece.

        Nie podoba Ci sie jak sie zachowuje? Nie manipuluj placzem, łzami, brakem zupy.
        On w dupie ma Twoj obiad, łzy, gadanie. Huknij i postaw warunek - rozmawiamy i
        wyjasniamy. A jak sie ksieciowi nie podoba to zapraszam na przemyslenia do mamusi.

        Jeszcze raz powtarzam, to nie przedszkole, ale ŻYCIE. Tu trzeba żyć w związku
        jak ludzie, a nie robic fochy i teatrum!

        Radze Ci sensowna terapie przejsć, prostych i oczywistych rzeczy sie nauczysz -
        jak chronic siebie i jak dbac o swoje dobro i nie dawac sie wplatywac w takie
        gry i jak jaksno stawiac granice na ile sobie pozwalasz wobec siebie oraz (juz
        kończę :-) - jak samej w tych granicach trwac i konsekwentnie z sytuacji, ktore
        Ci nie pasują - wychodzić.

        Pozdro!
        • sebalda Re: Idzie się przyzwyczaić 27.11.09, 20:01
          A ja się zwyczajnie przyzwyczaiłam i uodporniłam. W pierwszych latach małżeństwa
          kłóciliśmy się zażarcie, do pierwszej krwi, wyciskaliśmy zgniliznę
          nieporozumienia do samego dna. I to było dobre, choć często wyczerpujące i
          męczące. Z latami i ze świadomością coraz większych barier we wzajemnym
          zrozumieniu, po wyrządzeniu sobie naprawdę wiele krzywdy słownej, raz po raz się
          obrażaliśmy. Najpierw na dzień, potem na kilka dni. Z początku bolało. Z reguły
          ja pierwsza wyciągałam rękę, nienawidzę takiej sytuacji. Z czasem, kiedy to się
          zaczęło powtarzać systematycznie, przestało boleć, przestało mi zależeć. Są
          ciche dni, ja radzę sobie sama, spędzam więcej czasu z dzieciakami, mam więcej
          swobody, czas mija, życie narzuca konieczność przerwania bariery milczenia i
          wszystko wraca do normy. Trochę się jeszcze boczymy, potem atmosfera się
          ociepla, nabieramy otuchy, że jest dobrze, aż tu nagle: łup! znowu
          nieporozumienie, obrażanie, nadinterpretacja słów, kłótnia, krzyki i tak w kółko
          od ponad 20 lat. Wieczna huśtawka. Przynajmniej nie jest nudno;)
          A tak naprawdę to jest do d. Musisz uświadomić mężowi, że nic tym nie wygrywa,
          nie daje Ci nauczki, niszczy powoli i podstępnie Wasze relacje. Jeśli mu na
          Tobie zależy, powinien zrozumieć.
      • miacasa Re: Właśnie wrócił z pracy 27.11.09, 20:48
        Nie płacz, zacznij się z niego śmiać, tak z boku to nawet komicznie wygląda:
        wraca biedny misio-srysio i z poważną miną przystępuje do przyrządzenia strawy
        dla ciała i chlipie chińską zupkę, bacząc by przypadkiem na żonę nie zerknąć.
        Ręce opadają na widok takiego "mężczyzny". Jak te swoje szopki zaczyna odgrywać
        to wychodź z domu (nie mów dokąd i kiedy wrócisz) i postaraj się miło spędzić czas.
      • marianka_marianka Re: Właśnie wrócił z pracy 28.11.09, 21:43
        asis09 napisała:
        Ugotował sobie zupkę chińską, a przygotowany obiad stoi obok.

        Powiedziałabym głośno do siebie, ale żeby szanowny pan usłyszał:
        Nie zjadłeś obiadu? Świetnie! Jutro też nie muszę gotować, bo dla nas wystarczy:)

        Twój mąż to palant.
        Ale to "obrażanie się" to chyba nie jedyny problem, prawda? Skoro mąż mówi (jak już raczy mówić), że związek jest do d... i porusza temat rozstania.

        Generalnie postaraj się nie pokazywać, że takie zachowanie Cię dotyka, to jedyny skuteczny sposób.
        Jak z dzieckiem - oznajmiasz- nie podoba mi się Twoje zachowanie, jak się uspokoisz to poświęcę Ci swoją uwagę.

        Ja kłócę się z mężem w taki sposób, że najpierw wybucham a potem się obrażam, jednak u mnie to nie są dni, ale zaledwie godziny. Jak ktoś wyżej napisał - dzieci, sytuacje, generalnie życie wymusza konwersację, a wtedy siłą rzeczy nie można wrócić do milczenia.
      • nikka00 Re: Właśnie wrócił z pracy 29.11.09, 02:17
        Witaj.
        Twój wpis o ostentacyjnym odżywianiu się poza rodziną zaalarmował
        mnie. Ja pochodzę z takiej rodziny, w której ojciec terroryzował
        resztą swoim milczeniem. Kiedy miał np. konflikt z mamą to obrażał
        się solidarnie też na mnie. Nie odzywał się, nie jadł z nami, żeby
        było dramatyczniej mimo przygotowanego obiadu jadł suchy chleb z
        kiełbasą, zamykał się w jednym pokoju. Mnie traktował wtedy też jak
        wroga, mimo, że nic nie zwiniłam. Atmosfera w domu była tragiczna,
        bałam się oddychać, nie było mowy o rozmowach, o wytłumaczeniu
        czegokolwiek. To są początki przemocy psychicznej i mówię to z
        pozycji osoby dorosłej. Musisz to zdecydowanie zakończyć, musisz
        pokazać szantażyście że to nie jest droga do porozumienia a jedynie
        wymuszanie swojej woli. W przypadku mojej rodziny poszło to o tyle
        daleko że obecnie staram się przy pomocy terapeuty zrozumieć dalszy
        ciąg. Nie, bicia nie było (przynajmniej mamy), uprzedzając pytania.
        Zrób to dla swoich dzieci jeśli nie dla siebie. Moja mama była zbyt
        łagodna na to, a ja do tej pory odczywam tego skutki. Może trochę
        chaotycznie, ale jestem po spotkaniu babsko-alkoholowym. Gdyby nie
        to pewnie nie odważyłabym się napisać.
      • colaja Re: Właśnie wrócił z pracy 30.11.09, 13:39
        Hmmm. Widzę, że sama nie jestem.
        U mnie jest tez tak samo. Tylko, że ja nie wiem o co się obraża. Nie
        oddzywa się tygodniamai. Ja gotuje a on Gorące kubki. Przestaąłm się
        przejmować ale jest ciężko.
        Kiedys analizowałam, szukalam winy w sobie. Ale po 12 latach
        małżeństwa przestałam. Nasze małżeństwo istnieje jedynie na
        papierku. JA juz do niego nic nie czuje. Mamy 2 dzieci. Jestem coraz
        bliższa podjęcia decyzji o rozwodzie. Tylko coś mnie jeszcze
        trzyma... Sama nie wiem co.
      • sapalka1 Re: Właśnie wrócił z pracy 30.11.09, 19:49
        Jutro ugotuj coś pysznego, pachnącego fantastycznie i najlepiej coś co on lubi.
        I zjedz z dziećmi. Tylko. Nie zostawiając ani okruszka ;) i włącz jakiś fajny
        film, usiądź z kieliszkiem winka i się porelaksuj. Wiesz co dobrze działa na
        płacz? Złość. Zobacz jak on Tobą manipuluje i nie daj się, powinnaś być naprawdę
        zła na niego za takie zachowanie. A z tych cichych dni ciesz się - jak zobaczy,
        że masz jego fochy w duzym poważaniu, przestanie stosować taką metodę. Z
        facetami (niektórymi) czasem trzeba jak z dziećmi. Zauważ, że on chce zwrócić na
        siebie uwagę, wzbud<zić poczucie winy, czyli właśnie manipuluje. Nie daj się, bo
        Ty będziesz uzależniona od jego fochów, a dzieci będą miały złe wzorce.
    • wiatro-dmorza Re: Obrazony mąż 28.11.09, 18:33
      Nie analizuj, nie rozpaczaj- nie warto. Mnie kiedyś pomogła
      ksiązka "Dlaczego on nie kocha a ona za nim szaleje" pracowałam nad
      sobą - próbowałam do męża dotrzeć po 20 latach myślę o rozwodzie.
      Żałuję, że nie wcześniej. Miewaliśmy w małżeństwie momenty świetne,
      ale ta huśtawka emocjonalna za wiele mnie kosztuje. Pozdrawiam.
      • ewa9717 Re: Obrazony mąż 28.11.09, 19:50
        Ale dupek! Na początek zabiłabym śmiechem, a gdyby nie pomogło,
        wykwaterowałabym do mamusi, niech tam manifestuje.
        I spróbuj nie płakać, nie pokazuj, że boli, bo sadysta w nim rośnie!
        • tom2oo9 Re: Obrazony mąż 28.11.09, 20:00
          ewa9717 napisała:

          > Ale dupek! Na początek zabiłabym śmiechem, a gdyby nie pomogło,
          > wykwaterowałabym do mamusi, niech tam manifestuje.
          > I spróbuj nie płakać, nie pokazuj, że boli, bo sadysta w nim
          rośnie!

          Faktycznie to muszą być wyjątkowe dupki i c...py te facety coście
          sobie ich wybrały na mężów skoro dają się tak traktować.

          Zawsze wydawało mi się że zwracanie na siebie uwagi przez fochy i złe
          humory to typowo babska domena, ale widać facety tez się uczą skoro
          to dziala.
    • scarlett.o-hara Re: Obrazony mąż 08.12.09, 13:09
      Witam,
      my przechodziliśmy przez to samo przez pierwszy rok naszego małżeństwa w tzw. okresie "docierania się". Mąż po byle kłótni obrażał się albo jak coś nie tak powiedziałam pod jego adresem, rzucał tzw. focha i nie odzywał się do mnie, ignorował mnie i szedł spać do drugiego pokoju. Mnie to bardzo bolało, nawet bardziej niż by powiedział parę przykrych słów pod moim adresem. Niestety wyniósł to z domu rodzinnego, bo podobnie zachowywała się jego mama. A ja bardzo się przejmowałam tymi jego fochami i traktowaniem mnie jak powietrze. Na początku płakałam po nocach, co jeszcze bardziej go utrzymywało w przekonaniu, że to jest właściwe postępowanie albo chodziłam za nim do drugiego pokoju i namawiałam, aby wrócił do naszego wspólnego łóżka. Jakiś czas trwały te fochy i te spania w innym pokoju, aż pewnego razu powiedziałam sobie "dość, nie będą płakać przez żadnego faceta" i jak kolejny raz strzelał focha kompletnie to ignorowałam. Było mi bardzo ciężko, łzy same cisnęły się do oczu, a jeśli już sobie popłakałam, to tak, aby nie widział tego i nie triumfował, że mnie to boli. Jak chodził spać do innego pokoju, to nie chodziłam za nim, a on rano zachowywał się jakby nic się nie stało (mam wrażenie, że "przespał się: z problemem i przemyślał swoje zachowanie) i nawet potrafił potem przeprosić mnie za swoje zachowanie. Jakoś przetrwałam to wszystko, ale było warto. Pomogło też tłumaczenie mu, że zachowuje się jak małe dziecko, które zabiera swoje zabawki z piaskownicy i idzie do domu jak coś jest nie po jego myśli. I że małżeństwo to nie tylko dobre chwile, ale i tez złe i że ja nie krytykuję jego, tylko jego zachowanie, a to duża różnica.
      Dużo cierpliwości i samozaparcia życzę. Nie poddawaj się i naprawdę też ignoruj męża. Albo też czasem rzuć focha, może to nie jest dobra metoda, ale może poczuje jak to jest być ignorowanym.
      Pozdrawiam.

    • dominisia07 Re: Obrazony mąż 08.12.09, 18:03
      Witaj ja też mam takie sytuacje w domu jak i ty i wiem jak to
      boli.Ja też za każdym razem wyciągam rękie a on nawet nie powie
      przepraszam ale się nie dam i ja też tak robie jak on nie odzywam
      się nie słucham go itp.niech to on pirwszy wyciągnie rękie i zacznie
      rozmowy.Zrób tak a zobaczysz czy długo wytrzyma w takiej sytuacji
      nie możesz dać sobie wejść na głowe.nie możesz wiecznie go
      przepraszać bo on popełnia jakieś błędy a ty wyciągasz
      rękie.Pozdrawiam
    • dom-za Re: Obrazony mąż 19.12.09, 01:25
      Witam w klubie:)) Mam identycznie. Staż małżeński krótki, zaledwie 3
      lata plus 2 lata przed ślubem. U mnie mąż też nie umie się kłócić,
      tylko sie obraża. Ja jestem naturą energiczną i zawsze dążyłam do
      otwartego stracia,nawet gdyby to oznaczało rzucanie talerzami. Na
      początku znajomości mąż był bardziej otwarty na rozmowę, ale ja
      byłam wtedy bardzo wybuchowa. Myslę, że zachowuje się tak z kilku
      pwoodów. Po pierwsze boi się moich reakcji (wybuchowych), po drugie
      boi się sam siebie (to są natury, które nie umieją panować nad
      złością, boją się, że gdy zaczną mówić, to nagadają za bardzo, więc
      wybierają milczenie), po trzecie to introwertyk i nie będzie
      reagował tak jak ja. Na początku tych cichych dni nie mogłam znieść.
      targało mną, wstrząsało, wściekłość i potrzeba konfrontacji,
      wygadania się, dajmy se po razie i już. Potem przyszedł etap smutku,
      płakania w łóżku, przejmowania się. Czasem działało to lepiej niż
      wczesniejsze wybuchy złości. Mąż niejednokrotnie mnie wtedy
      przytulił i przeprosił. Na końcu powiedziałam, że to bierna agresja,
      uderza to w moją godność, czuję , że jestem poddawana przemocy i
      olałam te wybryki. Teraz, gdy to się zdarza, zajmuje się sobą. Robię
      dokłądnie to, co on. Ta sytuacja z zupką chińską, to przecież
      typowa "kara". Ale kara działa tylko wtedy, gdy boli. WIEM, jak
      cholernie TRUDNO zacząćw takiej sytuacjizajmować się sobą bez
      poczucia winy. Bo w tej biernej agresji chodzi właśnie tylko o
      poczucie winy! U mnie olewajstwo wychodzi tak, że to on chodzi potem
      z bólem brzucha i poczuciem winy. Jego zachowania obracają się teraz
      przeciw niemu, więc może ich zaniecha... chociaż to już taka natura,
      nie sądzę , by zaczął przeżywać inaczej. U niego w domu mama raczej
      zawsze wywalałazłość, jak już miała dość. Mąż jest naukowcem,
      myslicielem, ktoś tu wspomniał o profesorze, może takie natury sa
      podobne. Co do tego rozwodu itd.o którym mówi, gdy się złości - nie
      słuchaj powyższych postów, ż to pewnie jakiś poważniejszy problem. U
      mnie jest to samo. Mąż jak się obraza to popada w jakąś strajną
      otchłań, jest przekonany, że zycie ze mną nie ma sensu, nawet szuka
      adwokata. MIjają dwa dni, gdy pytam, kiedy adwokat przychodzi do nas
      i kiedy ten rozwód, to już mruczy coś pod nosem, a na trzeci dzień
      miło zagaduje. Na czwarty mówi, że życie beze mnie to marność nad
      marnościami. Ja czasem też, już nie robię z tego tragedii, i nie
      liczę kto ile razy wyciągnął rękę. Kiedyś przejmowałam sie tym
      bardziej, zwłaszcza w okresach jakiegoś osłabienia psychicznego (np.
      po porodzie wydawało mi się to tragedią), analizowałam, rozmawiałam
      z nim, że nie można tak szybko i radykalnie zmieniać zdania, że mnie
      to boli. Teraz chyba mnie to już nie boli. Myślę,że on po prostu
      jest taki. Oprócz tego jest bardzo czuły, wrażliwy, kochający. W ten
      sposób "ucieka", może to i lepiej, wiem, że w moim domu nigdy nie
      będzie rękoczynów. Acha, na dziecko oczywiście nigdy się nie obraża,
      wtedy moja reakcja byłaby zupelnie inna. W te ciche dni dziecko
      nawet zyskuje, bo każdy z nas strasznie dużo do niego gada,
      oczywiście miło. Myślę, że są powazniejsze problmey małżeńskie.
      Musisz nabrać dystansu. Napisz, jak teraz wygląda sytuacja.
      pozdrawiam
    • ramka2 Re: Obrazony mąż 23.12.09, 09:27
      A co mu powiedziłaś, że się książę obraził?
    • antycyponek Re: Obrazony mąż 07.06.13, 00:03
      Wyciągam wątek sprzed lat, ale muszę się wyżalić.
      U mnie jest to samo, a nawet gorzej.
      Mąż obraża się, kiedy wychodzę na aerobik (bo musi zostać z dziećmi).
      Obraża się, kiedy synek odparzy sobie pupę, nawet jeżeli to on się nim zajmował i zapomniał mu zmienić pieluchę.
      Obraża się, kiedy proszę go, żeby powiesił pranie, bo mam pilne zlecenie i muszę pracować do późna.
      Obraża się, kiedy sprzątaczka stłucze szklankę.
      Obraża się, kiedy raz - dokładnie raz w roku - wyjeżdżam na konferencję branżową. Wtedy foch zaczyna się na dwa tygodnie przed, a kończy dwa tygodnie po konferencji.
      Foch polega na tym, że na wszelkie próby zagajenia rozmowy reaguje tylko "hm???" "taaaak..." lub w ogóle udaje, że nie słyszy. Omija mnie szerokim łukiem, wychodzi z domu bez słowa, rano po prostu wychodzi do pracy i zamyka za sobą drzwi.
      Ostatnio jest częściej gorzej niż lepiej, powiedziałabym, że przez połowę miesiąca za coś tam jest na mnie obrażony.
      Kiedyś podjęłam próbę rozmowy, ale zostałam tak potraktowana, że więcej już nie spróbuję. Usłyszałam "nie wiem o co ci chodzi", "to chyba z tobą coś nie tak, bo u mnie wszystko w porządku", i "a ty myślisz tylko o sobie, jesteś straszną egoistką, tylko JA JA i JA, przestań się nad sobą użalać", wszystko wypowiedziane z taką nienawiścią, jadem i lodowatym głosem, że odechciało mi się dyskusji.
      Tyle tylko w tym dobrego, że nie dałam się sterroryzować, i chociaż wiem, że moje poranne wyjście na fitness w niedzielę wywoła kolejne dwa dni focha, mam to głęboko gdzieś.
      Dodam, że jesteśmy małżeństwem od 8 lat i mamy dwójkę dzieci.
      Ostatnio córka była bardzo zdziwiona, że tatuś mamę przytulił. Taki to rzadki widok.
      • dniuy Re: Obrazony mąż 07.06.13, 00:34
        Biedne dzieci:( ale wiesz, że dzieci powielą kiedyś schemat chorego układu w związku ?

        albo coś z tym zrobisz i nie odpuścisz konfrontacji i wyjaśnienia o co mężowi chodzi i co KONKRETNIE ma do Ciebie (lub jakie ma problemy ze sobą samym) i w zależności od wyniku zrobisz co uważasz z małżeństwem
        albo będziesz ciągnąć niezdrowy układ nienawidzących się rodziców ....
      • nick_ze_hej Re: Obrazony mąż 07.06.13, 06:18
        U mnie jest to samo, a nawet gorzej.

        A jednak zdecydowałaś się z nim na drugie dziecko. Dziwne to wasze małżeństwo, twój mąż i ty też. Brniesz w chory układ, budujecie go wspólnie cegiełka po cegiełce, a potem się żalisz. Ciekawe co nam napiszesz za następne 4 lata?
        Tylko dzieci szkoda.
        • aqua48 Re: Obrazony mąż 07.06.13, 10:03
          Cóż, a propos sfochowanych mężów słyszałam kiedyś o tym jak zareagowała żona na takiego obrażalskiego pana. Otóż ugotowała mu pyszny obiad (jego ulubione potrawy), postawiła talerz przed wysoko zadartym nosem i kiedy pan zastanawiał się łaskawie czy się za niego zabrać, żona w milczeniu wzięła mu talerz sprzed nosa i wyrzuciła jednam ruchem cały obiad do kosza, po czym bez słowa wyszła z kuchni zostawiając męża w stanie szoku, że komuś prócz niego w tym domu też może się coś nie podobać. Nie polecam tej formy komunikacji, ale czasami terapia szokowa czyni cuda...
          • tully.makker Re: Obrazony mąż 07.06.13, 10:48
            A propos wlasnie wyrzucania zarcia, to moj ex, wtedy jeszcze aktualny, po raz kolejny skrytykowal podany przeze mnie obiad ( a dodam, ze bylimy wtedy biednymi studentami i zylo sie baaaardzo skromnie). Wstalam, zabralam mu talerz i zgarnelam wszytko do smietnika. I jakby nigdy nic wrocilam do jedzenia swojej porcji.
      • agnieszka_iwaszkiewicz Re: Obrazony mąż 08.06.13, 16:04
        Odnoszę się tu do wątku "antycyponka" .
        Oczywiście zachowanie męża jest agresywne, a ściślej bierno-agresywne. Jest w nm kara dla Pani, za, często być może wyprojektowane w Panią, jego własne błędy czy przewiny.
        Ale też myslę, że jest w tym również bardzo niewłaściwy sposób komunikacji.
        I dlatego, mimo pozornej skuteczności, nie proponowałałabym stosowania takiej samej metody.To przypomina techniki behawioralne stosowane w tresurze.
        U Pani jest jednak po drugiej stronie mąż, człowiek bliski i na którym chyba Pani zależy, choć uciążliwy, jak rozumiem i niełatwy w relacji.
        Ja proponuję :
        1. nie poddawać się presji tego złego humoru i zawsze robić zaplanowane "swoje".
        2. czekać aż przejdzie i wtedy rozmawiać jakby nigdy nic. Ale zawsze powiedzieć jak się Pani czuła, gdy mąż milczał czy był obrażony i wycofany. Stosować to na zasadzie "zdartej płyty" po każdym takim zachowaniu męża. Efekt nie przyjdzie od razu, proszę o tym pamiętać.
        3. podczas czekania nie zagadywać, nie wyjaśniać swojego zachowania, nie ratować męża z tej sytuacji. On tylko na to czeka, aby przepuścić atak. Już Pani tego doświadczyła. Mówić o sobie po a nie w trakcie obrazy. Wtedy jest większa szansa na to, ze mąż usłyszy Panią a nie będzie cały czas wsłuchany w swoje obrażone wnętrze.
        Agnieszka Iwaszkieiwcz




        • mruwa9 Re: Obrazony mąż 08.06.13, 20:31
          wlasnie taka polityke przyjelam, gdy moj maz zaczal wykazywac zajawki takiego zachowania, obrazania sie. Bo tez taki przyklad wyniosl z domu rodzinnego.
          Komunikacja i jasne , wprost, mowienie, jak JA sie czuje gdy maz postanawia sie obrazac i probuje cichych dni...
          Dotarlo, dzis z przekonaniem moge powiedziec, ze stanowimy bardzo udany zwiazek.
          Od prawie 20 lat.
    • inna_nowa_ja Re: Obrazony mąż 07.06.13, 11:04
      ja z moim mężem obrażaluchem wytrzymałam 10 lat, a teraz ma to o czym zawsze marzył, święty spokój u mamusi.
      Urodził się zmęczony i żyje żeby odpocząć.
      • paul_ina Re: Obrazony mąż 07.06.13, 11:36
        "Urodził się zmęczony i żyje żeby odpocząć."

        Boskie. Pożyczam :)
        • inna_nowa_ja Re: Obrazony mąż 07.06.13, 11:51
          proszę bardzo:)
    • wielka-niedzwiedzica Re: Obrazony mąż 07.06.13, 11:05
      Jestem dzieckiem takiego małżeństwa. Urażony ojciec obrażał się i milczał, a matka próbowała łagodzić stan męża, prosić o ponowne nawiązanie kontaktu itp. Oczywiście łagodzące działania matki były nieskuteczne a spory pozostawały na zawsze nierozwiązane. Wydłużanie cichych dni następowało proporcjonalnie do stażu małżeńskiego. Ciche dni mogły trwać całe miesiące, a nawet lata.
      Chciałabym napisać o tym, jaki wpływ na mnie miała ta sytuacja. Otóż w swoim pierwszym związku (w czasach szkolnych jeszcze), zszokowana stwierdziłam, że zachowuję się jak mój ojciec. Tj. na każdy konflikt reagowałam fochem i nieodzywaniem się. Nie umiałam mówić o swoich uczuciach i potrzebach. Byłam jak sparaliżowana, z ogromnym deficytem umiejętności komunikacyjnych i brakiem rozeznania we własnych uczuciach.
      Dziś jest inaczej, ale wymagało to dużej pracy nad sobą.
      Prawie każdy człowiek dostaje od rodziny jakiś ciężki bagaż do przerobienia. Relacje pomiędzy autorką wątku a jej mężem z pewnością nie są korzystne dla dzieci. Ale przecież asis o tym wie i dlatego prosi o pomoc.
      Asis, ja widzę to tak: kiedy płaczesz i próbujesz niewprost pokazać mężowi jak bardzo boli Cie jego zachowanie, to grasz rozdanymi przez niego kartami w jego grę. Przez to utrwalasz schemat.
      Mi pomogły książki o komunikacji, np. porozumienie bez przemocy, udział w różnych warsztatach dot. komunikacji i asertywności, w końcu psychoterapia.
      Kilkanaście lat temu zachowanie takie, jak Twojego męża wywoływałoby we mnie poczucie winy i bezsilności, dziś bym się raczej wkurzyła. Powiedziałabym, że takie zachowanie mnie rani i nie chcę być tak traktowana. Konflikty są po to by je rozwiązywać, a rozwiązać je można tylko rozmową. Szczerą rozmową, w której każda strona otwarcie powie czego potrzebuje i zostanie wysłuchana.
      Odmowa komunikacji w rodzinie jest przemocą psychiczną.
      • inna_nowa_ja Re: Obrazony mąż 07.06.13, 11:14
        Dlatego też ojciec moich dzieci przestał z nami mieszkać bo syn lat 9 zaczął przejawiać jego sposób na konflikt/krytykę/wymagania.
        Ja tłumaczę że obrażanie nie jest sposobem, który pozwoli na wyjasnienie, że jest on dla mnie przykry i nienawidzę kiedy syn strzela focha. Po iluś tam tłumaczeniach dotarło do niego, owszem w pierwszej fazie idzie obrażony do swojego pokoju ale po wyciszeniu przychodzi i normalnym tonem się ze mną komunikuje.
        I tak jest, że dzieci muszą to przerobić, ojciec moich dzieci ma taką matkę - obrażalską, która jego i rodzeństwo w ten sposób karała, wszyscy mają ogromne deficyty i nie umieją ułożyć sobie życia.
      • satoja Bagaze dzieci 07.06.13, 11:21
        Przypomniało mi się, jak kuzynka 30letnia mi się zwierzyła, że kilka dni wcześniej weszla do kuchni i zobaczyła że jej rodzice ze sobą spokojnie rozmawiają. I się popłakała.
        Bo w trakcie całego jej życia a ich małżeństwa rodzice albo miesiącami się nie odzywali do siebie , albo przekazywali informacje jedno drugiemu przez dzieci (np oboje rodzice są w pokoju, a ojciec mówi do nastoletniego dziecka "powiedz mamie, żeby kupiła karmę dla psa", i dziecko przekazuje to mamie siedzacej w tym samym pokoju...) , albo się na siebie darli, albo się oskarżali i atakowali, abo jedno drugie krytykowało, albo chodzili z fochem na twarzy, albo matka gdy ojca nie było w pobliżu to "przeżywała" i sama do siebie pełna nienawiści powtarzała jaki on jest zły jak ją źle traktuje.. a dzieci będące w domu na to wszystko patrzyły i słuchały..
        I dziewczyna autentycznie się popłakała gdy zobaczyła, że Ci rodzice się przez kilka minut normalnie do siebie odnosili..

        Niestety faktem jest, że z takiego przykładu relacji rodzicow wyszły dzieci pokiereszowane emocjonalnie. Jedna tkwi w związku z alkoholikiem i widac u nich przemoc psychiczna w domu, kuzyn nie założył rodziny nie umie się związać z kobietą traktuje je źle jak ojciec mimo, że stara się być lepszy to kody sa zbyt silne i nie umie nawiązywać dobrych znajomości, a kuzynka też samotna, ma problem z komunikacją, stany depresyjne, ma mało znajomych nie umie wyjść do ludzi i jak sama stwierdziła nie lubi ludzi, w kilku popapranych relacjach jakie stworzyła albo była ofiarą albo agresorem, umie tylko przemoc.

      • aga.aga22 Re: Obrazony mąż 10.08.17, 15:03
        Witajcie, przepraszam ze wyciągam tak stary wątek, nie wiem czy to zgodne z netykietą,ale przechodzę przez podobny koszmar. Pół roku po urodzeniu dziecka mąż zaczął się odalac, odmawiać rozmowy, mowic ze nie widzi dla nas sensu, chce rozwodu. Sytuacji takim sprzyja moja panika (zrozumiala raczej...) i ogromne rozzalenie o jego niedojrzałe zachowanie i postawe życiową. Sytuację da sieopanowac gdy udaje spokoj, zajmuje sie soba i dzieckiem. Tylko ja wiem ile to kosztuje, ta odmowa kontaktu, dystans, nieodbieranoe telefonu, brak czulosci. Gdy zaczynam byc asertywna i nie grac w ta grę, zaczyna sie ogarniac. Idziemy na terapie bo jakoś się zgodzil, ale pytanie czy to pomoże jak chodzi o dojrzałośc. Pocieszaja mnie te wpisy bo widzę w nich dystans i nadzieję...
      • aga.aga22 Re: Obrazony mąż 10.08.17, 15:22
        Przepraszam że tak późno wyciągam wątek. Ale zupełnie jakbym czytała o sobie. 100%. Tylko przede mną kwestia nauczenia się niewchodzenia w ten.schemat...
    • squirrel9 Re: Obrazony mąż 08.06.13, 14:51
      To jest normalna przemoc psychiczna. Klasyka gatunku.
      Jak działa to się z niej nie rezygnuje.
      Od trzech kobiet (w tym i mojej bliskiej kuzynki) słyszałam o zastosowanej metodzie na focha. Otóż, gdy osobnik strzela focha i przestaje sie odzywać, ty robisz dokładnie to co on - nie odzywasz się, ignorujesz, przechodzisz bokim i niezauwazasz. Oczywiście, nie ma mowy o obiadku czy innych herbatkach. Faceta po prostu nie ma. Gdy on zaczyna się odzywać mówisz, ze stan nieodzywania przedłuższ a taki sam czas jak on zastosował. I ignorujesz go przez nastepne X dni. W tym czasie wymyslasz sobie kino z dzieckiem, wyjazdy do znajomych i organizujesz tak czas, by jak najwięcej przebywac poza domem. Po czy po X dniach zaczynasz odzywać się jakby nigdy nic.
      U mojej kuzynki zadziałało to po pierwszym razie. Gdy już zaczęli rozmawiać powiedziała, że za każdym razem zrobi to samo. Jej mąż miał taki dom, matka się obrażała i nie odzywała tydzień więc wiedział co to jest. Z "powtórki z rozrywki" w wykonaniu żony szybko się wycofał.
      • zuzi.1 Re: Obrazony mąż 08.06.13, 15:20
        Dokładnie squirel, metoda wet za wet, tylko mocniej. To działa, a po czasie taki osobnik wycofuje się ze swoich zachowań. A jezeli nie, to wiemy, że mamy do czynienia z przypadkiem nieuleczalnym i należy się samemu ewakuowac jak najszybciej.
        • squirrel9 Re: Obrazony mąż 08.06.13, 16:14
          Nie jestem za stosowaniem zasady wet-za-wet. Jestem przeciwnikiem przemocy i zwolennikiem poprawiania relacji za pomocą rozmów i ugody. Jesli jedna ze stron nie daje jednak szansy na cywilizowany sposób rozwiązania konfliktu to nalezy stosować środki takie by ta druga strona znalazła się po mojej stronie. I wtedy albo-albo.
          Albo przechodzimy na rozmowy albo przechodzimy na brak rozmów i kontaktow.
          • zuzi.1 Re: Obrazony mąż 08.06.13, 23:39
            A ja jestem za krótkotrwałym zastosowaniem zasady wet za wet. Czasem łatwiej zdac sobie sprawę z tego jak się zachowujemy, gdy ujrzymy własne zachowania w lustrzanym odbiciu.
            • squirrel9 Re: Obrazony mąż 09.06.13, 21:52
              Określenie "wet za wet" nosi znamiona złości, odwetu. A nie taki jest cel.
              W postępowaniu z przemocowcem, odnoszę wrażenie, istenieją przynajmniej dwie szkoły - życiowa i "akademicka". Akademicka, prezentowana przez terapeutów często zakłada, ze ma się do czynienia z normalnym osobnikiem, któremu jak się coś powie to on przyjmie to do wiadmości i przemysli. W tym przypadku, że jak mu powiemy, ze nas to boli i jest nam z jego zachowaniem źle to on po krótszym lub dłuzszym czasie zachowanie zmieni. A szkoła życiowa pokazuje, ze teże osobnik dobrze wie, że boli i jest źle (bo często ma to przetestowane na własanej skórze, nierzadko z rodzinnego domu) i dokładnie o to mu chodzi.
              Zachownaie takie same jak jego nalezy zastosować po uprzedzeniu, ze może się tego samego spodziewać - jak lubi to będzie miał. Na podniesiony głos np. trzeba wyjść. I konsekwentnie to zrobić. Jeśli styuacja się jedynie zaostrzy - nalezy rozważyć ostateczne rozwiązanie.
              Problemem jest zwykle to, ze ofiara przemocy zanim zorentuje się, ze jest ofiarą przemocy już tkwi emocjonalnie w bagienku. I w działaniach pewnie już tkwi wiele złości, więc nie powinno się namawiać do zachowań odwetowych. Raczej do zachowań, nazwałabym edukacyjnych. Robić dla dobra a nie przeciw.

              • zuzi.1 Re: Obrazony mąż 09.06.13, 22:05
                rzeczywiscie wet za wet brzmi jakby to był odwet, ale nie o odwet w tym chodzi, a jak słusznie napisałas, chodzi o edukację ;)
                • margaretka96 Re: Obrazony mąż 15.02.14, 12:37
                  Niestety mam podobną sytuację w domu ;/ i tak sobie czytam i zastanawiam się jak to wszystko odbija się na sferze intymnej Waszych związków ?
                  Mnie nie tyle wkurza to ze on chodzi obrażony - tylko to ze się oddala i niestety nie zawsze jest dostępny dla mnie a ja mam ochotę na sex ;/

                  Oczywiście przejmuje się bardzo jego fochami, ale staram się żeby on tego nie widział.
                  Niestety w łózku jest coraz gorzej i to mnie bardzo martwi;/

                  • annakate Re: Obrazony mąż 16.02.14, 18:52
                    Wszystkie w czambuł potepiacie reagowanie na kryzys wycofaniem się, milczeniem - ja mam trochę inne doświadczenie. Mój mąż jest cholerykiem, i to takim, że jak coś jest nie tak, to natychmiast para bucha mu uszami, jest wrzask, pioruny - on dekompensuje się szybko, pół godziny po takim show w ogóle nie pamięta, że był problem, albo uważa sprawę za załatwioną; z swoje zachowanie uważa za usprawiedliwione okolizcznościami. Ja jestem spokojnego usposobienia, na taki wrzask reaguję na pograniczu wpadnięcia w stupor, nie umiem się kłócić, wrzeszczeć - prędzej się popłaczę, a potem afekt mi zalega, czuję się skrzywdzona nawet nie merytoryczną stroną zarzutów, jak formą ich prezentacji. Milczę, trawię - może nie tygodniami, ale na pewno nie zajmuje mi to dwóch godzin. Nie jestem w stanie zastosować się do dobrych rad, że mam też wrzasnąć, "nie przejmować się". Nie jestem w stanie zmienić swojej konstrukcji psychicznej.
                    • algavre.live Re: Obrazony mąż 16.02.14, 20:34
                      Ja kiedyś właśnie na ogół też podnosiłam głos, jako, że nie chciałam być gorsza ;) i pozwalać sobie...z wiekiem doszłam do wniosku, że to droga donikąd i nie będę dziecku fundować takich przedstawień, które nie wnoszą nic dobrego. Kiedy mąż choleryk uderzył "w głos", ja zaczęłam pokazywać, że nie ruszają mnie takie wrzaski, tonując Jego zachowanie swoim opanowaniem i nagłym spokojem /można to sobie wyćwiczyć/. Mówiąc, że porozmawiamy, jak ochłonie, bo córka słyszy, wychodziłam z pokoju, bądź zaczynałam zajmować się czymś. Wymagało to odemnie nie lada wyczynu, ale spokój dziecka był argumentem koronnym:)
                      Z drugiej strony "z dwojga złego", wolę chyba choleryka, niż natrafiać na ścianę w postaci obrażania się Pana na całe tygodnie.
    • sphinx10 Re: Obrazony mąż 16.02.14, 22:24
      U mnie nie ma takich sytuacji.
      Te i podobne zachowania wydają mi małe i świadczą o niedojrzałości. Przynajmniej jednej ze stron.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka