Dodaj do ulubionych

pytanie do niewierzących

03.06.10, 01:22
czytając posty w innych tematach zauważyłam,że kilka z was jest niewierzących
w Boga.
Jak przeżyliście śmierć partnerów? Bez księdza? w co teraz wierzycie? Gdzie są
zmarli?
Ja wierzę w Boga. Wierzę,że mój Dawid jest teraz szczęśliwy.Że niebo jest tym
o czym marzyliśmy.On mówił,że jak umrzemy to będziemy aniołkami i tam będziemy
dalej razem .I chce w to wierzyć.To daje mi jakąś nadzieje,oczekuje aż się
spotkamy.
Obserwuj wątek
    • tilia7 Re: pytanie do niewierzących 03.06.10, 12:52
      Nie jestem niewierząca,ale też nie jestem wierząca w takim sensie,jak to ujmuje
      religia chrześcijańska ani żadna inna.Wierzę po swojemu i niewątpliwie ta wiara
      bardzo mi pomaga.Swoje przemyślenia na ten temat opisałam obszernie i
      szczegółowo na forum "Żałoba,strata,osierocenie" w wątku "rozmowy o Bogu".Na
      samym prawie końcu tego wątku jest "Moje podsumowanie na temat religii i
      boga".Jeśli masz ochotę zapraszam do przeczytania-to co tam napisałam jest
      owocem kilkumiesięcznych zmagań wewnętrznych między wierzę-nie wierzę.I choć
      pisałam to jakiś czas temu,dziś po przeczytaniu tego tekstu,nie mam nic do
      dodania-co chyba oznacza,że doszłam sama z sobą do zgody w tej kwestii.
      Pozdrawiam
      • elka323 Re: pytanie do niewierzących 03.06.10, 15:17
        Też pisałam na tym forum ,że już nie jestem wierząca.Jeśli masz chęć ,to
        poszukaj we wcześniejszych wątkach na ten temat.
        Nigdy specjalnie wierząca nie bylam , a teraz jestem przekonana , że po śmierci
        nic nie ma i w żadne niebo nie wierzę.Na temat piekła wypowiedział się niedawno
        Watykan i odwołal wcześniejsze swoje twierdzenia o jego istnieniu.Cóz , może za
        jakiś czas odwoła dogmat o istnieniu nieba.Nie mam już ochoty zastanawiać się ,
        czy jest coś po smierci , czy jest jakiś Bóg i w co bedą kazali nam wierzyć
        księza czy ktoś inny.Ostatnio zastanawiałam się , jak załatwić , aby po śmierci
        pochowano mnie w świeckiej ceremonii.Na pewno będę skremowana , to mam już
        ustalone i nie życzę sobie księdza na pogrzebie , to wiem na pewno.Resztę powoli
        sobie dopracuję , a sądzę , że dzieci spełnią moje zyczenie.
    • mar-y88 Re: pytanie do niewierzących 03.06.10, 20:01
      Twoje pytania wprawiły mnie w refleksyjny nastrój, po pewnych
      przemyśleniach nie potrafię na nie odpowiedzieć jednoznacznie...
      Trzeba chyba zacząć od tego jak rozpatrujemy słowo 'niewierzący'
      jeżeli masz na myśli niewierzący jako osoba nie wierząca w zupełnie
      nic to ja chyba zupełnie nie niewierzącą nie jestem. Na pewno nie
      wierzę w kontekście chrześcijańskim. Nie istnieją dla mnie żadne
      'prawdy wiary' nie wierzę w kościół, biblie. Przez pewien okres
      traktowałam Boga jako tylko i wyłącznie swojego rodzaju 'siłę
      stwórczą' Nigdy nie był On w moim wyobrażeniu opiekunem ani ludzkim
      zwierzchnikiem czy jak to tam jeszcze się określa. Od jakiegoś czasu
      natomiast zaczynam powątpiewać w jakiekolwiek istnienie Boga. Uważam
      że nauka dostatecznie dobrze wyjaśnia etapy ludzkiej ewolucji i
      powstania świata, nie widzę tam miejsca na Boga. Nie wierzę że naszym
      życiem kieruje 'boża wola' Wierzę że kieruje nim tylko przypadek i
      natura. Przed śmiercią mojego ukochanego nie zastanawiałam się co
      jest po śmierci? i czy w ogóle coś jest? Teraz wierzę że istnieje
      jakaś forma życia po tym ziemskim. Bardzo mocno w to wierzę gdyż nie
      byłabym w stanie znieść świadomości że już nigdy nie zobaczę mojego
      Marcina. ,,gdzie są zmarli?" a czy to istotne? dla mnie nie jest.
      wierzę że gdzieś są i to mi wystarcza.
      Ksiądz? nie wyobrażam sobie żeby w czymkolwiek mógł mi pomóc.
      Pozdrawiam.
      • sun.83 Re: pytanie do niewierzących 04.06.10, 11:17
        Ja też zostałam wychowana przez rodziców w wierze katolickiej ale
        nigdy nie byłam gorliwą katoliczką. Religię i obrzędy z nią związane
        traktowałam bardziej jako część tradycji (np. mieliśmy ślub
        kościelny). Rzadko chodziłam do kościoła, spowiedź uważałam za
        bezsensowną ale też nigdy wcześniej nie zastanawiałam się głębiej
        nad tym co kościół głosi o życiu po śmierci bo nigdy wcześniej mnie
        to nie dotyczyło. Od czasu wypadku dużo nad tym myślałam i uważam
        tam nic nie ma. Albo może inaczej NIE MA ŻADNEGO TAM. Bo gdyby
        istniało i byłoby tam tak cudownie to niepotrzebni nam by byli
        lekarze, nie ratowałoby się ludzi z wypadków, czy ciężko chorych. Bo
        i po co tutaj cierpieć skoro tam byłoby lepiej. Nie płakalibyśmy po
        naszych bliskich, bo kochając ich i chcąc dla nich jak najlepiej
        wiedzielibyśmy że tam będą mieli lepiej. Zresztą co to lepiej tak
        naprawdę oznacza- że nie musieliby się o nic martwić, nie musieliby
        chodzić do pracy, że nic by ich nie bolało bo przecież już nie
        mieliby ciała? Dla mnie takie wyjaśnienie "tamtego życia" jest bez
        sensu tak samo jak bez sensu jest stwierdzenie "Bóg tak chciał".
        • tilia7 Re: pytanie do niewierzących 04.06.10, 11:59
          A ja myślę,że jest jakieś Tam,tylko Kościół nam bzdurnych wyobrażeń
          nawkładał do głowy.Ale masz rację,pewnie nie jest idealne.Jeśli się
          chce znaleźc swoją własną drogę wiary,trzeba miec odwagę zejśc z
          drogi,którą nam każe iśc kościół.Bo tam niestety niewiele jest poza
          pustymi frazesami,nadętmi rytuałami i szopkami z których nic nie
          wynika.Duchowośc(niekoniecznie oznaczająca religijnośc) jest w
          każdym z nas.I skoro to życie duchowe w sobie mamy,skoro jest
          potrzeba zadawania pytań,to znaczy że jest w nas też potrzeba
          szukania odpowiedzi,chocby ze świadomością,że nigdy ta odpowiedź nie
          będzie jednoznaczna.

          sun.83 napisała:
          Nie płakalibyśmy po
          > naszych bliskich, bo kochając ich i chcąc dla nich jak najlepiej
          > wiedzielibyśmy że tam będą mieli lepiej
          .

          Myślę,że nigdy by tak nie było Sun.Bo nie płaczemy nad nimi.Płaczemy
          zawsze nad sobą,nad naszym bólem,nad naszą stratą.I chocbym była nie
          wiem jak pewna tego,że jest Mu tam dobrze,to nie zmniejszyłoby to
          ani mojej tęsknoty za Nim ani mojej rozpaczy,że Go przy mnie nie ma.
          • tilia7 Re: O religii i bogu -moje podsumowanie cz1 04.06.10, 12:20
            Pozwoliłam sobie przekopiwoac to co kiedyś napisałam na
            forum:"Żałoba,strata,..."Zaznaczam,że to są MOJE osobiste poglądy i
            odczucia,więc proszę,aby nikt nie czuł się urażony,jeśli myśli
            inaczej.

            Najpierw łatwiejsze-czyli religia i księża.

            Wszystkie argumenty,że księża to zwykli ludzie są słuszne,mają prawo
            do błędów czy niedouczeń i tak jak w innych zawodach trafiają się tu
            profesjonaliści czy ludzie "z powołania" i zdarzają się miernoty
            albo wręcz czarne owce,przynoszące swojemu zawodowi wstyd.Rzecz w
            tym,że zawód księdza czy jego powołanie-jest jednak bardzo
            szczególne.Bo wybierając ten zawód,w którym ma byc pośrednikiem
            między człowiekiem a bogiem,w którym reprezentując religię ma byc
            strażnikiem reprezentowanych przez tę religię wartości moralnych,w
            którym ma byc osobą duchowną-podejmuje jednak pewną odpowiedzialnośc
            i pełni funkcję jednak nieco inną,na poziomie moralno-duchowym,niż
            przedstawiciele innych zawodów.Moralnośc księdza i jego postępowanie
            albo są świadectwem tego,w co wierzy albo całkowicie dyskwalifikują
            i jego samego i niestety,w pewnym sensie,całą religię.
            Ja jako polonistka też powinnam byc moralna i postępowac dobrze.Ale
            istotą mojego zawodu jest uczenie języka polskiego.Więc teoretycznie
            może byc tak,że będę złym,niemoralnym człowiekiem a jednocześnie
            świetną polonistką.Moja niemoralnośc dyskwalifikuje mnie wówczas
            jako człowieka,ale nie jako "zawodowca".Ksiądz jest takim
            szczególnym przypadkiem,kiedy jedno nakłada się na drugie,kiedy
            człowieczeństwo księdza jest świadectwem jego oddania religii.
            A jesli tak nie jest,to ja mam tylko jedno skojarzenie.Z reklamą
            Polbanku:

            "Ale nie musisz wierzyc reklamie i facetowi przebranemu za księdza"

            "Ale nie musisz wierzyc reklamie i facetowi przebranemu za księdza"

            I to jest podsumowanie absolutne,bo religia głoszona przez księdza
            który jest tylko za księdza "przebrany" staje się dokładnie reklamą
            kościoła i niczym,zupełnie niczym więcej.

            Tu wracam niejako do początku-że ksiądz też człowiek i ma prawo do
            błędów.Tak,ma takie prawo.Tylko ja osobiście myślę sobie tak:jeśli
            ten ksiądz ma prawo do błędów to jest TYLKO człowiekiem i nikim
            więcej.Żadnym pośrednikiem między mną a Bogiem.Ja jestem takim samym
            człowiekiem jak ten ksiądz.I nie widzę żadnego powodu aby Bóg nie
            miał mówic bezpośrednio do mnie:)


            • tilia7 Re: O religii i bogu -moje podsumowanie cz2 04.06.10, 12:26
              Ale to jest mniej ważna sprawa.Wazniejsza jest kwestai Wiary i Boga.

              Jak jest u mnie z Bogiem to niby od dawna wiem.Ale coś mi wciąż
              umykało i nie umiałam sama ze sobą dojśc do tego,co mi właściwie nie
              pasuje a coś nie pasowało i to bardzo.Wymykała mi się jakby istota
              rzeczy.I wszystko mi się wykrystalizowło podczas ubiegłotygodniowej
              wizyty u psychologa.Więc postaram się wyjaśnic z nadzieją,że jakoś
              się uda nie poplątac w zeznaniach,bo kwestia nie jest łatwa:)I że
              jakoś zrozumiecie a może nie tyle zrozumiecie,co poczujecie o co mi
              chodzi-bo na tym zależy mi bardziej:)

              Otóż sesja z panią psycholog nie dotyczyła Boga tylko umiejętności
              oddzielenia uczuc i myśli,a konkretnie takiego przeżywania
              żałoby,żeby chociaż czasem myśli wyłączyc i skupic się tylko na
              tym,co się naprawdę czuje i na przeżywaniu tych uczuc.
              Jest to zadanie niezwykle trudne,ponieważ od dziecka uczy się nas
              dokładnie czego innego:nie mamy się kierowac emocjami,nie mamy ich
              za bardzo okazywac,natomiast mamy myślec i kierowac się
              rozumem,logicznymi argumentami itd.
              Więc przyswajamy sobie te wzorce i choc uczucia też oczywiście
              mamy,to bardzo rzadko potrafimy je tak naprawdę poczuc a opisac je
              potrafimy jedynie za pomocą myśli.
              Toteż rozmowa z panią psycholog była bardzo trudna i wyglądała mniej
              więcej tak,że ja,zapytana co w tej chwili czuję,zaczynałam dużo i
              szczegółowo mówic,pani psycholog słuchała spokojnie,a kiedy
              kończyłam mówiła:"No dobrze pani Kasiu.Ale zostawmy myśli,niech pani
              się skupi na tym,co pani CZUJE."I tak kilka razy.Pocieszała mnie,że
              to naprawdę bardzo trudne i żebym się nie zrażała,bo dużo czasu i
              wysiłku potrzeba,żeby odzyskac utraconą umiejętnośc świadomego
              odczuwania uczuc bez myślowego ich analizowania.Byłam już tym
              wszystkim zmęczona,bo zadanie naprawdę jest piekielnie trudne.Ja
              wiem,co czuję.Tylko nie umiem tego wyrazic.I w pewnej chwili
              przyszło mi do głowy,że u mnie dokładnie tak jest własnie z Bogiem.I
              mówię do p.psycholog,że wiem już o co jej chodzi,bo w taki właśnie
              sposób,poprzez uczucia ,pozarozumowo,odczuwam Boga, w którego
              rozumowo w zasadzie nie wierzę.Kiedy to powiedziałam,twarz pani
              psycholog rozjaśnił uśmiech i stwierdziła,że dokładnie o to chodzi i
              że ona ma tak samo.Więc zaczęłyśmy krótką a treściwą rozmowę na ten
              temat i okazało się,że "doświadczamy" Boga w identyczny sposób.

              No i teraz przejdę do sedna:)Więc u mnie to wygląda tak:jeśli
              analizuję te wszystkie,religie,świadectwa,argumenty za i przeciw
              istnieniu Boga oraz dotyczące jego natury,to zawsze i niezmiennie
              dochodzę do wniosku,że jest to jedna wielka,wierutna bzdura oparta
              tylko i wyłącznie na mniej lub bardziej udatnej MYŚLI LUDZKIEJ.Nic
              mi wtedy nie pasuje,kompletnie nic.Zawsze w końcu trafiam na
              ścianę.Każda teoria ma tyle samo mądrości w sobie co i
              totalnej,żenującej głupoty,każda ma jakieś wewnętrzne
              sprzeczności,nielogiczności,zawiłości,z którymi nic zrobic nie
              można.Na każdy argument mozna odnaleźc kontrargument.Każde pytanie
              zostaje albo bez żadnej odpowiedzi albo z tysiącem odpowiedzi,z
              których niczego nie da się jednoznacznie wybrac.Plus wymyślone
              bzdurne zakazy,nakazy,przekonania itd.Z moim sposobem myślenia i
              wychowaniem w kulcie wiedzy,zupełnie jest to wszystko nie do
              przyjęcia i niestety, czym więcej czytam,czym więcej pytań zadaję i
              czym bardziej to analizuję,tym bardziej utwierdzam się w
              przekonaniu,że Boga nie ma,po śmierci jest tylko piach i koniec a
              cała ta "nadbudówka" stworzona przez ludzi jest tylko,jak twierdził
              Marks "opium dla ludu"-stworzonym po pierwsze po to,żeby trzymac lud
              za mordę a po drugie po to,żebyśmy się(przepraszam za wyrażenie) nie
              posrali ze strachu,że się rozpłyniemy w nicości.Więc parafrazując
              Kartezjuszowskie "Cogito,ergo sum" muszę napisac :"Myślę,więc jestem
              ateistką".

              Ale...Ale kiedy pojadę na przykład w Tatry i spojrzę na ośnieżone
              szczyty gór i zalaną słońcem Dolinę Kościeliską to w ciszy i
              zachwycie CZUJĘ że JEST.Wytłumaczyc tego nijak nie umiem-bo jako się
              rzekło,jak zacznę analizowac to nie zostanie z tego nic.To jest
              uczucie wewnętrznego ciepła i światła,siły,poczucia przynależności
              do tego wszystkiego,zachwyt i taka niesamowita pewnośc,że naprawdę
              WSZYSTKO jest Bogiem,że WSZYSTKO ma swój sens,że jest w tym
              ład,porządek,zamysł.Dominujące jest poczucie
              Światła,wewnętrznego,płonącego we mnie,ciepłego i bardzo jasnego
              światła oraz uczucie,że jestem częścią tego świata i tego
              Boga.Dodam-częścią równoważną ze wszystkimi innymi częściami.Czuję
              wtedy,że jest w tym wszystkim dla mnie miejsce.Takie uczucie jest
              cudowne i ... bardzo bardzo rzadkie.Ale kiedy jest to ma się
              naprawdę pewnośc.I tej pewności starcza na długo.Pod warunkiem,że
              się nie zaczyna analizowac,pytac,myślec,oceniac,drążyc,porównywac
              itd.Pod warunkiem,że się poczuje świadomie,że ten Bóg nic ode mnie
              nie chce i nic mi nie da poza swoją obecnością.Bo jesteśmy
              CAŁOŚCIĄ,JEDNOŚCIĄ,PEŁNIĄ.To uczucie można przeżyc również w
              Kościele.Obojętnie jakim,byle był...pusty:)


              Podsumowując:Ja rozumowo Boga nie odnajdę nigdy.Po pierwsze
              dlatego,że mój rozum mi w tym przeszkadza.Po drugie dlatego,że Bóg
              jest niepoznawalny w ten sposób.I po trzecie,najwazniejsze:bo już
              tego nie potrzebuję.

    • ppieprz Re: pytanie do niewierzących 04.06.10, 21:41
      nie wiem czy jestem nie wierzaca, ale do kosciola nie chodze i nie modle sie za
      niego... zreszta w ogóle sie nie modle.
      nigdy nie była zbytnio gorliwą katoliczką, a po śmierci krzyska uznałam po
      prostu że czara sie przelała. żadnego sensu, ani czesci wielkiego planu nie
      umialam sie w tym wszystkim dopatrzeć, więc doszłam do wniosku że już nie chce
      mi sie udawać, że widze cos czego nie widze.
      krzysiek mial oczywiscie pogrzeb katolicki. wtedy nie byłam w stanie postanowić
      cokolwiek innego, a zresztą nikt mnie o zdanie nie pytał. czy nie chciałbym
      wierzyć, że istnieje jakis inny świat po śmierci w którym on jest szczesliwy?
      oczywiscie ze bym chciala. ale wierzyc, a nie przypuszczac, czy miec nadzieje.
      podsumowujac: w pewnym momencie doszłam do wniosku, ze albo uznam ze bog to
      jakas wstretna istota (i do konca zycia bede sie go bała), albo że naszym życiem
      kierują zwykłe przypadki, cos co my sami powodujemy, tzw. zbiegi okolicznosci -
      i wierz albo nie ale wtedy poczułam sie bezpieczniejsza...
      i w ogóle jestem wkurzona, jestem wkurzona ze tak silnie mi wpoili te wiare, do
      tego stopnia ze balam sie nie wierzyc... ale to juz temat na inna dyskusje.
      pozdrawiam
      karolina
      • karnivora Re: pytanie do niewierzących 04.06.10, 22:50
        A ja z MAniaka Uporem
        modle sie
        tez za niewierzących.
        tak jak za kapłanów/

    • kasta4 ateistycznie 10.06.10, 22:25
      Moj maz pochodzil z mocno ateistycznej rodziny, nie mial chrztu, bierzmowania
      itd... Tydzien przed niespodziewana smiercia byl u ksiedza w sprawie chrztu -
      chcial bardzo slub koscielny dlatego ochrzcilam go w szpitalu kiedy juz byl
      nieprzytomny - bo wiem ze tego chcial. a moje dziecko - uwazam ze jest
      absolutnie niedemokratyczne wstawianie dziecka w sakramenty ktorych ono nie
      rozumie. Skonczy 18 lat i sam zdecyduje - jak moj maz. Dla mnie komunia nie byla
      niczym duchowym - w tym wieku to absurd.

      Dla mnie jest egoizmem wierzyc, ze nasza religia ma racje a nie miliony innych.
      Mnie Bog nic nie dal - pieniadze zarabiam sama, sama borykam sie z losem. Kiedys
      powiedziano mi, ze dal mi meza i jego milosc. BZDURA to maz dal mi milosc
      !!!!!!! Nie pozwole w ten sposob umniejszac jego roli. Nie potrafie uwierzyc w
      kogos kto nigdy sie nie ujawnil - to dla mnie tchorzostwo. Moze wie, co by go
      spotkalo na ziemi. To on stworzyl mnie slaba. A wolna wola - nie istnieje. Jaka
      wolna wola?????? Moj maz nie mial mozliwosci wyboru, urodzil sie z tym na co
      zmarl - nie mial szans a gadanie, ze tak mialo byc to naiwnosc i spychanie
      problemu w kat. jesli ktos w twarz ze znajomych powie mi ze tak mialo byc to
      moze wsadze mu widelec w oko i powiem to samo - sory ale tak mialo byc. Dodaje,
      ze to tylko moje zdanie i absolutnie nie mam nic przeciwko wierzacym, chyba
      teraz jak nigdy mam bardzo konkretne poglady ale tez jak nigdy mam wiele
      zrozumienia dla innych.
      • tilia7 Re: ateistycznie 10.06.10, 23:02
        Czytając niektóre wpisy tu i na innych forach,tym bardziej jestem przekonana,że
        religia chrześcijańska robi bardzo dużo złego.Większość z nas ma bardzo płytkie
        spojrzenie na to czym jest wiara.Jedni mówią,że chcą dowodów - i nie dociera do
        nich,że jeśli mowa o dowodach to mamy do czynienia z wiedzą a nie z wiarą.Wiara
        na tym się zasadza,że nie ma dowodów,że jest tylko nasze jakieś przekonanie.
        Inni-nawet większość - uważają że Bóg powinien spełniać nasze zachcianki,że może
        nas ukarać piekłem,daje i zabiera bliskich itd.Wszystko to jest takie
        dziecinne,infantylne,pozbawione jakiejś duchowej głębi - i ja tu broń boże
        nikogo nie mam zamiaru krytykować czy obrażać,z wyjątkiem Kościoła,który nam
        taki płytki obraz Boga od lat wpaja.
        Myślę,że dobrze jest wejść na drogę własnych poszukiwań,spojrzeć na Wszechświat
        jak na całość,poczytać trochę na przykład też o innych religiach-bo choć wiele
        je różni,jest w nich też wiele motywów,które w ten czy inny sposób się
        powtarzają.Może w tych motywach jest iskierka prawdy?A duchowość to przecież nie
        tylko religia,nie tylko Bóg.To też nasze wewnętrzne
        przekonania,wartości,moralność,etyka,mistyka,poczucie jedności ze
        światem,samorozwój i samodoskonalenie.Mój stosunek do Boga jest trudny i
        ambiwalentny.Nie mam jednoznacznych odpowiedzi.Są momenty,kiedy wierzę w jakąś
        Siłę Wyższą,są takie kiedy nie wierzę w nic.Ale szukam jednak trochę głębiej i
        nie trzymam się kurczowo tego,co mi wpojono na lekcjach religii.A mamy te
        przekonania tak mocno wpojone,że nawet jak się przeciw Bogu buntujemy to
        większość z nas nie potrafi nawet pomyśleć,że może on jest zupełnie inny...
        • kasa1923 Re: ateistycznie 10.06.10, 23:58
          Tilia7 podoba mi się jak piszesz o Bogu, ja mam podobne przekonania, przemyślenia.
          W całym moim nieszczęściu nigdy nie obwiniałam Go o to, co mnie spotkało, chociaż całe moje życie to dialog z Nim o szczęściu(bo byłam a nawet dzisiaj jest wiele powodów do radości),o smutku który był i jest czasami nie do zniesienia, o Jego i moim istnieniu na tej ziemi.
          Myślę, że całe nasze życie to poszukiwanie, to wiara w Siłę Wyższa
          i jej brak.
          • tilia7 Re: ateistycznie 11.06.10, 11:27
            Kasa1923 cieszę się,że rozumiesz o co mi chodzi,dobrze wiedziec,że
            ktoś myśli podobnie.Według mnie najważniejsze jest to
            poszukiwanie,stawianie pytań,czasem zawracanie do punktu
            wyjścia.Ważna jest Droga a nie Cel-bo ostatecznej odpowiedzi nie
            znajdziemy nigdy.Ważne jest to,ile czasu i uwagi poświęcimy
            temu,żeby się nad tym zastanowic.Wiara-niezależnie od tego czy
            przyjmujemy istnienie Boga czy je odrzucamy-nie jest czymś,co da się
            kupic gotowe w supermarkecie a potem w dniach trwogi odmrozic na
            szybko w mikrofali.Albo mamy życie duchowe albo nie.A życie duchowe
            istnieje niezależnie od tego czy Bóg jest czy go nie ma i jaki
            jest,jeśli jest.
            • karnivora Re: ateistycznie 11.06.10, 13:08
              spoko/ w momencie śmierci kończa sie TE WAZNE
              poszukiwania, pytania, etc.
              A ta może zagarnąc w każdej chwili.
              Obstawiam CEL
              • tilia7 Re: ateistycznie 11.06.10, 14:36
                Ja obstawiam Drogę.Cel jest jaki jest,zanim przyjdzie śmierc nie
                dowiemy się tego.A jeśli okaże się,że ten Bó jednak będzie chciał
                nas z naszego życia rozliczyc,to raczej spyta o to jaką Drogą do
                niego przyszliśmy lub dlaczego przyjśc nie chcieliśmy,a nie będzie
                się skupiał na sobie czyli Celu.
                Ważne oczywiście,aby ta Droga do Celu prowadziła,tak.Ale jest
                przynajmniej tak samo ważna.Myślę,że tutaj możemy tylko pytac,bo
                Istota Boga jest niepoznawalna dla śmiertelników i margines błędu
                zawsze zostaje zawsze duży.Zawsze za duży,żeby miec pewnośc.
                • kasta4 Re: ateistycznie 11.06.10, 22:53
                  A ja zdania nie zmieniam poniewaz zakladając, że Bog jest to jest stały - ten
                  sam i jego wola jest aby jego dzieci wyznawały te same zasady od lat -
                  niezmiennie. i tu odsyłam do Wiedzy - jak bardzo nawet w ostatnich 50 latach
                  zmieniły się zapisy Kościoła, kwestia grzechu, spowiedzi, piekła i wybaczenia -
                  to tylko kilka. A jak siegnąc do ubiegłych stuleci - wyznawano teorie z reszta z
                  Biblii (Stary Testament) oko za oko - jesli pochańbiono twa zonę masz prawo
                  gwałtu. Pytam - która wiara ze swymi zasadami jest prawdziwa, ta z ubiegłego
                  wieku, stulecia czy dziesięciolecia. I prosze nie piszcie, że to wszystko to nie
                  jest Bog - Biblia itd - przeciez to własnie to go reprezentuje. A co z
                  dinusiami? Z kosmosu nam podrzucili kosci? ich istnienie jak miliona innych
                  stworzen, istnienie jadra ziemi i kosmosu z planetami jest wbrew istnieniu
                  niebios. dalej - co z Boska wszechmoca - w Biobli jest napisane, że to szatan
                  stworzyl smierc a nie Bog - i Bog wtedy nie mogl nic zrobic. wszechmogacy? Nie
                  mogl? Wiec dlaczego na pogrzebach klepia ksieza ze to Pan wezwał tego i tamtego.
                  Chaos za chaosem.
                  • karnivora Re: ateistycznie 12.06.10, 00:24
                    1. Pan Bóg - bez NAS se poradxzi
                    2. DZIECKO Z GWAŁTU bywa taka lux wizualizacja i elokwencja
                    żesienie ogarnia
                    3. ROZUM ma wątlo .jak go nie podsxzykować
                    blokuje GRZECH
                    lenistfa, nałogów, pychy, powierzchowności
                    **
                    i tez ignoracji . znaczy jak sie zlewa

                    • tilia7 Re: ateistycznie 12.06.10, 22:55
                      Kaleka bez ręki tez se poradzi-ale nie jest Pełnią bo brakuje mu wtedy tej ręki
                  • tilia7 Re: ateistycznie 12.06.10, 22:49
                    Kasta,piszesz o religii,to co jest w Biblii to religia.Mnie interesuje Wiara.To
                    dwie różne rzeczy.I jeśli się w temacie Boga chce dojść do jakichkolwiek
                    własnych wniosków-ateistycznych,agnostycznych czy bardzo świątobliwych,najpierw
                    trzeba rozróżnić te dwie rzeczy:Religię i Wiarę.
                    I czemu niby Bóg miałby być z całą pewnością niezmienny?Wszystko się
                    zmienia,wszystko ewoluuje,może zmienia się i Bóg,kto to wie?
                    Już nie mówiąc o tym,że nie mamy żadnych dowodów na to,że On chce żebyśmy
                    wyznawali takie zasady jakie nam zapodał Kościół.
              • kasa1923 Re: ateistycznie 11.06.10, 23:50
                A ja myślę ze jednak droga, cel jest ważny ale, ważne jest którą drogą pójdziemy.
                • kasta4 Re: ateistycznie 12.06.10, 01:05
                  Nie sadzicie, że tlumaczenie isatnienia czegoś po.. jest troche spychaniem
                  odpowiedzialności za błedy ewentualne w tym zyciu. Och- zrobiłam to czy tamto
                  ale wazne że wiem a najwazniejsze bedzie po smierci. Ale sami widzicie - ile
                  ludzi tyle opinii- i fajnie - ciekawie
                  • karnivora Re: ateistycznie 12.06.10, 01:58
                    nie
                    • mariola008 Re: ateistycznie 12.06.10, 06:44
                      Myślę, że wiele jest dróg, które prowadzą. Nikt nie ma prawa ich zablokować tzn
                      powiedzieć , że Ty nie dojdziesz do celu. Czasami jest to droga krzyżowa czy z
                      powodu ciosów losu czy też z powodu poważnych błędów samego człowieka. Ja
                      niestety doświadczyłam tych dwóch opcji
                      i dlatego poszukuję sensu, absolutu, drogi na własną rękę. Niestety nie umiem
                      tego wyrazić jaśniej. Jedno czuję na pewno, że musi być jakiś sens w tym
                      wszystkim bo inaczej po co żyć ? Wierzę, że kiedyś wszystko się wyjaśni, że
                      wreszcie zrozumiemy.
                      • kasa1923 Re: ateistycznie 12.06.10, 12:31
                        tak
                        • kasta4 Re: ateistycznie 12.06.10, 22:10
                          hmm sens widze taki jak w istnieniu innych stworzen i rzeczy, nie widze
                          szczegolnej wyjatkowosci w czlowieku. Np telewizor, prudukuja go, uzywamy,
                          niszczy sie i na smieci. Z wszystkim tak jest. psy jak zdychaja kupujemy nowe.
                          jakos trudno mi wierzyc ze ludzie jeden z kilku gatunkow ktory potrafi zabic
                          osobnika tego samego gatunku sa wyjatkowi bardziej niz reszta swiata,
                          • tilia7 Re: ateistycznie 12.06.10, 22:45
                            No właśnie.Bo nie powinno się myśleć,że jesteśmy my i reszta świata,tylko że
                            wszystko jest całością.Moim zdaniem nie ma drabinki:na górze Bóg,pod Bogiem
                            my,pod nami reszta świata.Wszystko jest Wszystkim.Element boskości jest w każdej
                            żywej istocie.Wszystkie elementy składają się na tą Siłę Wyższą-jakkolwiek ją
                            rozumieć.Nic się nie dzieje samo,nic samo nie żyje,wszystko jest powiązane ze
                            sobą-i to nie są rzeczy ,które wynikają z jakiejś naiwnej wiary,to są naukowe
                            fakty.Żyjemy bo jest słońce,woda,tlen,rośliny które są naszym pokarmem,zwierzęta
                            itd.Dla mnie Bóg to taka właśnie Pełnia,zrozumienie że jesteśmy częścią
                            Wszechświata i podlegamy jego prawom.
                          • mariola008 Re: ateistycznie 13.06.10, 05:30
                            A jednak człowiek jest istotą wyjątkową. Poszukuje sensu swojego bytu,
                            docieka "skąd i dokąd idzie", "sięga gwiazd" ma umysł, który daleko wybiega poza
                            instynktowne zachowania zwierząt. I tyle w różnicach.
                            Zgadzam się, że podlegamy tym samym prawom natury i jesteśmy częścią
                            świata co nie oznacza, że jego "Pępkiem"
                            • tilia7 Re: ateistycznie 13.06.10, 10:43
                              Oczywiście,w sensie,że mamy Świadomość własnego istnienia,że możemy tworzyć
                              np.sztukę,przekształcać świat,język,którym nie tylko mówimy ale też zapisujemy w
                              nim naszą historię-tak,w tym sensie oczywiście jesteśmy wyjątkowi.Ale to nas nie
                              uprawnia do wywyższania się.Wręcz przeciwnie,to nas ZOBOWIĄZUJE do prób
                              zrozumienia świata i dbania o niego.Tym bardziej powiśmy rozumieć,że wszystko
                              to,co osiągnęliśmy zawdzięczamy tym wszystkim relacjom,jakie zachodzą w całym
                              Wszechświecie.I że tak naprawdę dostajemy znacznie więcej niż dajemy.Bo dajemy
                              głównie zniszczenie i destrukcję.Niestety.
                              • karnivora Re: ateistycznie 13.06.10, 21:01
                                od tego właśnie wynalazek 10przykazań-
                                bez interpretacji / wopcji przez WŁASNE sumienie
                                Tanio/ ale wysilkowo, bo az dokonca
                  • tilia7 Re: ateistycznie 12.06.10, 22:54
                    Jeśli się podchodzi do tego tak płytko,że się niby wierzy,że prawdziwe życie
                    będzie dopiero w jakimś Tam,to pewnie tak.I chyba z tego wynika fakt,że
                    większość fanatycznych i mniej fanatycznych wiernych uprawia taką spychologię
                    mówiąc "tak jest bo Bóg tak chciał".
                    Ja uważam,że im bardziej Tam coś jest,tym bardziej Tu jest ważne i tym bardziej
                    Tu jesteśmy po coś.Bo jeśli założymy ,że Bóg istnieje i że to On nas tu
                    przysłał-to przysłał nas po coś,i raczej nie po to,żebyśmy oczekiwali na lepsze
                    życie,pogardzając tym,które jest i nie robiąc nic sensownego Tu.
                    Ja niezależnie od mojej wiary-niewiary uważam,że za swoje czyny Tu
                    odpowiadam.Nie dlatego,że ktoś mnie może będzie sądził tam,tylko dlatego,że
                    potrzebuję być przyzwoitym człowiekiem i rozwijać się sama dla siebie.
                    • kasta4 jakie przykazania???? 13.06.10, 22:14
                      ja juz chyba ostatni raz sie wypowiem. dzisiejsze 10 przykazan to Watykan. Mam
                      nadzieje, ze znacie brzmienie pierwotnych przykazan - tych z Pisma czyli z
                      tablic. No i jesli z nimi sie ktos dzis zgadza to ho ho ho. ta dyskusja toczona
                      jest przez osoby popierajace religie stworzona przez watykan a nie Boga i przez
                      osoby stojace za duchowoscia - ktora stricte z religia w tym znaczeniu wspolnego
                      ma malo. jestem wyrozumiala, rozumiem wszystkich. Ale punkt widzenia.... sami
                      wiecie. mam radykalne polady chociazby na Zydow. mieszkalam kawal zycia w USA
                      gdzie jest ich wiecie ile. i przekonalam sie jaki to narod - przekonalam sie ze
                      nam w Europie gdzie ich tyle nie ma funduje sie klamliwe nauki. i tak to zycie
                      zmiania i ksztaltuje moje poglady. A co do Boga - nie chce nikogo urazic -
                      ABSOLUTNIE- ale ja zyje bo mam 2 misje. pierwsza to moj syn a druga to zemsta
                      (jesli jest tamto zycie u gory). Przeciez w Bibli jest napisane o kodeksie -
                      wspominalam wyzej - ze mam prawo zemsty - doslownie :-)a tak na koniec - to
                      tylko moje dywagacje - nie mam czasu na glebsze rozmyslanie w tej kwestii.
                      jestem tu i teraz. Juz raz planowalam zycie i co z tego mam? Teraz mam gdzies co
                      tam jest. Teraz musze myslec o pracy, dziecku itd. szkoda czasu na kogos tak
                      anonimowego - ja interpretuje to jako tchorzostwo (jesli jest) . I prosze nie
                      bierzcie tego do siebie - to tylko MOJA opinia i tylko na temat JEGO a nie WAS :-)))
                      • karnivora Re: jakie przykazania???? 13.06.10, 22:48
                        ja nic nigdy nieplanowałam, za głupia i podszykowana
                        'sukcesem' , co samo właziło "włapy'/ szło zawsze luxem
                        i z szykiem
                        a P.Bogu dziekowałam powierzchownie i dorywczo
                        (troche bałam sie podskórnie że się skicha ten splendor.
                        bałam tz dorywczo
                        *****
                        ALe Jemu to wystarczyło/ w wielkim g**nie mnie
                        NIE OPUŚCIŁ.
                        • karnivora Re: jakie przykazania???? 13.06.10, 23:10
                          lorek08 - śpisz?
                      • tilia7 Re: jakie przykazania???? 13.06.10, 23:08
                        kasta4 mam nadzieję,że pisząc o tych co murem stoją za Watykanem nie mnie masz
                        na myśli,bo jak mnie to tylko mogę się roześmiać w głos albo opuścić ręce z
                        bezradności i zwątpienia.Bo ja jestem jak najbardziej przeciwko religii i praniu
                        mózgu,i wciskaniu kitów,i w ogóle przeciwko facetom w spódnicach(z wyłączeniem
                        Szkotów) itd.

                        Co do tego,że zajęta synem i pracą-ciężką pracą,żeby mieć na chleb nie masz
                        czasu zajmować się tak anonimową istotą jak bóg-to zgoda.Ja z podobnym
                        nastawieniem do sprawy uważam jednak,że muszę znaleźć czas na to,żeby zająć się
                        tak bliską mi osobą jak JA SAMA-i to dla siebie samej,nie dla Boga,pytam o sens
                        świata i o moje w tym świecie miejsce.
                        • karnivora Re: jakie przykazania???? 13.06.10, 23:17
                          lorek08 -
                          MOŻNA GŁOŚNIK WYŁĄCZYĆ??
                          • karnivora Re: jakie przykazania???? 13.06.10, 23:35
                            serio sie nie boisz?
                            • karnivora Re: jakie przykazania???? 14.06.10, 00:09
                              dzieki
                          • lorek08 karnivora 14.06.10, 00:34
                            o jaki głośnik Ci chodzi?
                        • lorek08 Re: jakie przykazania???? 14.06.10, 00:35
                          ja tu zaglądam kilka razy dziennie,nie śpię :)Tylko podczytuje was bo to co
                          miałam do powiedzenia już powiedziałam.
                          • karnivora Re: jakie przykazania???? 14.06.10, 01:12
                            podtrzymuje - dzieki
    • kirkke7 Re: pytanie do niewierzących 14.06.10, 13:03
      "... religia dzieli ludzi, wiara - łączy..."
      pozdrawiam:)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka