saabena
27.06.10, 18:47
Mam za sobą 14 lat stażu mażeńskiego, trójkę fajnych dzieci i problem chyba nierzadki wśród ponadtrzydziestolatek..
Mój mąż od kilku lat utrzymuje kontakty mailowo- SMS-owe z młodszą ode mnie kobietą. Bo tak chce. Och, chyba to dość częste na tym forum zagadnienie? Od dwóch lat szczególnie intensywne kontakty. Jest to dla mnie niesłychanie dokuczliwa sytuacja - nienawidzę tego, czuje się upokarzana. Od czasu do czasu odwiedza ową panią, ostanio pół roku temu był u niej w domu, o czym dowiedziałam się przypadkiem, od tego momentu zaczął ukrywać swoje maile i SMS-y . Wiele razy rozmawialiśmy - wyjaśniałam mu swoje stanowisko, tłumaczyłam - że to dla mnie dyskomfort, taka sytuacja, jakieś tajniactwo, jakieś poboczne wątki pozamałżeńskie, ogólnie - ohyda, coś czym gardzę. I nic nie przynosi efketu. Podczas jedenej z ostatnich rozmów powiedziałam mu, że jeśli nie będę widzieć jakiś efektów naszych rozmów, to wycofam z naszego związku moją uwagę, zainteresowanie, pracę, innymi słowy - to co dotychczas do niego wkładałam. I pomału, pomału - tak własnie się dzieje. Nie mogę pogodzić się z myśla, że od dwóch lat on robi ze mnie idiotkę za moimi plecami, kiedy o tym nie wie, lub jemu wydaje się że ja nie wiem. Aż się sama dziwię, jak bardzo zrobił mi się obojętny, nie obchodzi mnie. Z jednej strony - pełny luz, już nie cierpię z jego powodu. Taki rodzaj znieczulicy. Patrzę na niego z góry jak z windy i nie rusza mnie. Seks - nie istnieje. Z drugiej strony - chyba jest mi żal że tak to się fajnie spieprzyło.. Ale nawet na ten żal patrzę z góry, jak żyrafa. Nie chce mi się z nim rozmawiać, nie mam na razie motywacji, żeby to odkręcać, nawet gdyby zaistniały okoliczności wskazujące na dobrą wolę z jego strony. Coś we mnie umarło.