biurkowoknie
13.12.10, 11:45
moja córka /18/ jest w związku z 24 latkiem od chyba półtora roku.
miałam z nią otwartą ciepłą relację.czasem rozmawiałyśmy również o jej chłopaku.
czasem widziałam jak cierpi z jego powodu.z czasem jak sobie poskładałam to co do mnie mówiła plus komentarze jej koleżanek obraz jaki zobaczyłam mocno mnie zaniepokoił.
facet kontroluje ją sms-ami.ma zdawać relację z całego dnia.niekiedy sms-ów w jedną stronę jest 90.powiedziała mi,ze złości go fakt,ze ona za dużo się uczy.nie podoba mu sie wybrany przez nią kierunek studiów.
kiedy córka przyszła do mnie na początku roku i poprosiła o dodatkowe lekcje przed maturą załatwiłam jej.pan na to,ze rodzice nią sterują i układają życie.
i że nie ma przez to dla niego czasu,a potem na studiach też czasu nie będzie miała.
od początku mówi jej ,że jest tą jedyną ,że chce z nią spędzić życie.
ale nie powiedział o jej istnieniu swoim rodzicom-wykręcał się kiedy pytali /mieszka z nimi/.twierdzi,że to jego prywatna sprawa i nie mają prawa pytać.tłumaczył jej ,że to taka gra z nimi,że wyznacza im granice.ona nie ma prawa z kolei pytać go o nic.co robi dokąd wychodzi co czyta.on natomiast pyta ze szczegółami co do godziny z kim jest co robi ,co czyta i wciąż "za dużo się uczysz".złości ją to ,ale ulega.
wczoraj rozmawiałyśmy i nie wyrobiłam.wyrzuciłam z siebie zdania....że jego postawa nie wydaje mi sie uczciwa,że nie rozumiem takiego ukrywania.jego koledzy jej nie znają.
jej koleżanki i całe jej towarzystwo go widuje ,nawet raz "poświecił sie" i poszedł z nia na imprezę do klubu,ale do nikogo sie nie odzywał ,patrzył tylko i siedział z miną cierpiętnika.nie tańczył nie śmiał się.nic zero kontaktu z otoczeniem .koleżanki powiedziały jej jasno,ze czuły sie olane.jednocześnie chce z nią iść na studniówkę ,żeby sie jej nic nie stało,zeby się nie upiła i żeby nikt z nią nie zatańczył"
kiedy jej słucham nie rozumiem czemu z nim jest.
wczoraj wydusiłam ,że wydaje mi się to wszystko chore i że facet jest nieuczciwy i że boli mnie fakt,ze pozwala sobą manipulować.powiedziała mi,ale chyba żałuje .skończyło się ostrą wymianą zdań,że jej chcę wybierać chłopaka.nie chcę! jasno powiedziałam,ze mam niepokój .zresztą nie wygląda na szczęśliwa.nie jest radosna .
chłopak bywa u nas w domu.do mnie prawie się nie odzywa .próbowałam z nim rozmawiać .czasem schodzili do kuchni coś zjeść.nie byłam nachalna,nie wyciągałam albumów rodzinnych.u nas w domu zawsze coś się dzieje.ktoś wpada wypada,koledzy innych dzieci śmiech i wygłupy.patrzy zdegustowany.nie rozumiem całej tej sytuacji i boję się o nią.widzę jak gaśnie.
przesadzam? czepiam się? świat się zmienił? kiedy miewałam chłopaka jednego,drugiego w naturalny sposób "po drodze" bywałam u nich w domu.oni u mnie.znałam rodziców.
jak mam reagować?
chłopak twierdzi ,że ona nie ma obowiązku informować rodziców o tym kiedy wychodzi i ,ze kiedy ma ochotę nie wrócić na noc to ma po prostu nie wrócić .a jak ma ochotę wyjechać na tydzień to po prostu wyjeżdża mówi,że on rodzicom nigdy nie mówił dokąd idzie i o której wróci po prostu "wychodzę na zewnątrz" a rodzice nie pytali.nie jest to prawda moim zdaniem ,bo kiedy bywali ze sobą córka opowiadała mi ,ze śmiechem ,ze dzwonił tata jego i pytał o której wróci i gdzie jest.